Wielkie ludy historii. Egipcjanie - Christian Hill - ebook

Wielkie ludy historii. Egipcjanie ebook

Christian Hill

0,0
17,06 zł

lub
Opis

Jak wyglądało życie codzienne w starożytności? Czy dzieci chodziły do szkoły? Czym zajmowali się dorośli? Poznaj starożytne cywilizacje! Wybierz się w podróż w czasie do starożytnym Egipcie!

Egipcjanie, kustosze tajemnic, stworzyli imperium, które przetrwało trzy tysiąclecia. Ich budowle, stworzone, by zapewnić duszom po śmierci życie wieczne, oszałamiają nawet współczesnych inżynierów. Razem z młodym rzemieślnikiem Sabu odkrywamy dolinę królewskich grobowców. Czy zdoła ocalić złodzieja od gniewu faraona?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 49

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Spis tre­ści

Kró­le­stwo zmar­łych

Wio­ska

Do­li­na

Gro­bo­wiec

Ko­la­cja, któ­rej nie było

Gru­pa się po­więk­sza

War­tow­nia

Do­li­na nocą

W ciem­no­ści

Zło­dziej zie­le­ni

Fał­szy­wy krok

Wy­bór In­e­nie­go

Świą­ty­nia Hat­szep­sut

Szcze­re oba­wy

Por­tret i kar­tusz

KRÓ­LE­STWO ZMAR­ŁYCH

Teby, Egipt, dru­gi rok pa­no­wa­nia Aja, Nowe Pań­stwo, XVIII dy­na­stia (1322 rok p.n.e.)

– Teby – mówi je­den z ma­ry­na­rzy, wska­zu­jąc le­ni­wym ge­stem mia­sto po­ło­żo­ne na le­wym brze­gu. Osiem­na­sto­let­ni Sabu ni­g­dy jesz­cze nie opu­ścił miej­sca swo­je­go uro­dze­nia. Wszyst­ko jest dla nie­go nowe i in­try­gu­ją­ce. Pod­eks­cy­to­wa­ny bie­rze pod ra­mię swo­ją mło­dziut­ką żonę Anę.

– Bę­dzie nam tu do­brze – szep­cze jej do ucha, obej­mu­jąc ją czu­le. – Mó­wią, że to naj­pięk­niej­sze mia­sto w DWÓCH KRÓ­LE­STWACH.

Dziew­czy­na uśmie­cha się pro­mien­nie: cie­szą się jej oczy, a usta roz­chy­la­ją się, by uka­zać bia­łe zęby.

– Mu­si­my się tu za­do­mo­wić: nie mo­że­my prze­cież wró­cić do Mem­fis!

– Twój oj­ciec ni­g­dy by mi tego nie wy­ba­czył – szep­cze Sabu.

– Twój zresz­tą też nie – uśmie­cha się dziew­czy­na.

Sabu przy­glą­da jej się z uwa­gą: cho­ciaż jest tak mło­da, ma w so­bie mą­drość star­szej ko­bie­ty.

Ma­ry­narz wska­zu­je brzeg po ich pra­wej stro­nie.

– Przy­go­tuj­cie swo­je ba­ga­że – mówi. – Bę­dzie­my przy­bi­jać do za­chod­nie­go brze­gu.

Tam wła­śnie się uda­wa­li: do kró­le­stwa Anu­bi­sa i in­nych BÓSTW śmier­ci.

Nie mie­li ze sobą wie­lu rze­czy, tyl­ko kil­ka ubrań, flet Any i na­rzę­dzia Sabu: mie­dzia­ne dłu­ta, mały mło­tek o drew­nia­nej, po­kry­tej drob­ny­mi in­skryp­cja­mi ręko­je­ści i skła­da­ną mia­rę dłu­go­ści łok­cia.

Słoń­ce, któ­re świe­ci­ło już ni­sko, rzu­ca­jąc ostat­nie bla­ski na po­dróż­nych, przy­go­to­wy­wa­ło się, by zga­snąć po­mię­dzy ska­li­sty­mi gó­ra­mi. Za ich ple­ca­mi, po dru­giej stro­nie rze­ki, kró­le­stwo ży­wych wciąż mie­ni­ło się ró­żem i po­ma­rań­czem w reszt­kach świa­tła dnia.

Zbli­ża­ła się ską­pa­na w czer­ni ci­cha noc.

– Mia­sto musi być pięk­ne – wzdy­cha Ana.

– Wieś też jest pięk­na – mówi Sabu z uda­wa­ną pew­no­ścią sie­bie. – Obie­cu­ję ci, że zwie­dzi­my mia­sto, kie­dy tyl­ko będę miał dzień wol­ny.

– Li­czę na to!

Nie zdą­ży­li jesz­cze zejść z chwie­ją­cej się drew­nia­nej kład­ki, kie­dy sta­nął przed nimi ośmio- czy dzie­wię­cio­let­ni chło­pa­czek.

– Sabu? – mówi, ni to py­ta­jąc, ni to stwier­dza­jąc fakt. – Je­stem Bebi, syn In­e­nie­go. Mam was za­pro­wa­dzić do wsi Pa Demi – chło­piec zda­je się spie­szyć, ale jest sym­pa­tycz­ny.

– Sabu i Ana, to my – mówi mło­dzie­niec, po­da­jąc żo­nie dłoń, by po­móc jej zejść ze stat­ku na brzeg. Zgrab­na i zwin­na Ana sama so­bie ra­dzi.

– Mo­że­cie spa­ko­wać tu wa­sze rze­czy. – Bebi po­ka­zu­je osła z dwo­ma du­ży­mi ko­sza­mi na grzbie­cie. Są w nich już am­fo­ry i kil­ka wor­ków. – Chodź­my, bo się ściem­nia.

– To da­le­ko? – pyta Ana.

Bebi krę­ci gło­wą:

– Nie, je­śli pój­dzie­my tędy. – Wy­cią­ga ra­mię przed sie­bie, w stro­nę słoń­ca. Kle­pie osła w zad i zwie­rzę ru­sza, pro­wa­dząc małą grup­kę. – Wio­ska znaj­du­je się tuż za skra­jem pu­sty­ni.

– Na pu­sty­ni? – woła Ana i za­raz zwra­ca się do Sabu. – O tym mi nie mó­wi­łeś.

W Mem­fis dom ro­dzin­ny Any stał wśród so­czy­stej zie­le­ni, gdzie wez­bra­ne wody Nilu po­zwa­la­ły roz­ra­stać się buj­nej ro­ślin­no­ści. Dziew­czy­na uwiel­bia­ła ro­śli­ny.

– Po­wie­dział: „tuż za skra­jem pu­sty­ni” – zwró­cił uwa­gę Sabu, pró­bu­jąc się uspra­wie­dli­wić. – Po­wie­dzia­łeś „tuż”, praw­da? – spy­tał Be­bie­go.

– Oczy­wi­ście. Mo­żesz być spo­koj­na, z wio­ski wi­dać zie­leń.

– A woda? Jest tam woda?

– Pew­nie. Osły przy­no­szą ją co­dzien­nie…

Dziew­czy­na prze­cze­su­je pal­ca­mi kru­czo­czar­ne wło­sy. Nie wy­da­je się cał­kiem prze­ko­na­na.

– Wszyst­ko bę­dzie do­brze, zo­ba­czysz – szep­cze uspo­ka­ja­ją­co Sabu.

DWA KRÓ­LE­STWA

Sta­ro­żyt­ny Egipt skła­dał się z dwóch kró­lestw: po­łu­dnio­we­go, gdzie Nil two­rzył wo­do­spa­dy (Gór­ny Egipt), i pół­noc­ne­go, gdzie wpły­wał do mo­rza (Dol­ny Egipt). W nie­któ­rych epo­kach kró­le­stwa były osob­ne, w in­nych na­to­miast po­łą­czo­ne pod pa­no­wa­niem jed­ne­go fa­ra­ona.

Ko­bie­ty

W sta­ro­żyt­nym Egip­cie ko­bie­ty cie­szy­ły się tymi sa­my­mi pra­wa­mi oraz sza­cun­kiem co męż­czyź­ni. Mo­gły wy­bie­rać, kogo po­ślu­bić, i po­sia­dać włas­ne do­bra, tak­że po roz­wo­dzie. By­wa­ły też fa­ra­ona­mi.

BÓ­STWA

Więk­szość egip­skich bóstw była bez­po­śred­nio zwią­za­na z ja­kimś zwie­rzę­ciem i czę­sto uka­zy­wa­na z jego gło­wą. Anu­bis, bóg zmar­łych i opie­kun bal­sa­mi­stów oraz gro­bów, miał gło­wę sza­ka­la; bóg słoń­ca Ra – so­ko­ła, bóg pi­sma Thot – gło­wę pa­wia­na, zaś bo­gi­ni płod­no­ści Ha­thor – kro­wy.

Wody Nilu

Do­bro­byt egip­skich kró­lestw za­le­żał cał­ko­wi­cie od rze­ki Nil i jej wód, któ­re wzbie­ra­ły co roku. Rze­ka za­le­wa­ła do­li­nę, czy­niąc zie­mię nie­zwy­kle ży­zną. Kie­dy się wy­co­fy­wa­ła, Egip­cja­nie mo­gli siać i cze­kać na – za­wsze ob­fi­te – zbio­ry.

WIOSKA

Ar­chi­tekt In­e­ni przyj­mu­je po­dróż­nych przy wej­ściu do wio­ski i pro­po­nu­je, że za­pro­wa­dzi ich do domu, w któ­rym będą miesz­ka­li. Sabu nie spo­dzie­wał się ta­kie­go za­szczy­tu. Pró­bu­je ukryć emo­cje, ale głos tro­chę mu drży.

Mi­ja­ją straż­ni­ka i wcho­dzą w ob­ręb mu­rów ota­cza­ją­cych wio­skę. Ana otwie­ra sze­ro­ko oczy.

Przy jed­nej bar­dzo wą­skiej ulicz­ce sto­ją wszyst­kie domy, je­den obok dru­gie­go. Po­chod­nie oświe­tla­ją dro­gę, uka­zu­jąc twa­rze lu­dzi ze­bra­nych przed drzwia­mi, a tak­że tych je­dzą­cych i roz­ma­wia­ją­cych, cie­szą­cych się na ta­ra­sach chło­dem nocy po go­rą­cym dniu pra­cy. Pi­skli­wy śmiech mie­sza się z har­mi­drem roz­mów w peł­nej ra­do­ści at­mos­fe­rze.

– Jak tu pięk­nie – szep­cze dziew­czy­na.

– Je­ste­śmy bar­dzo bli­ską so­bie spo­łecz­no­ścią – mówi ar­chi­tekt. – W każ­dym zna­cze­niu tego sło­wa – do­da­je, roz­kła­da­jąc ra­mio­na i nie­mal do­ty­ka­jąc mu­rów po obu stro­nach dro­gi. – Bę­dzie wam tu do­brze. Chodź­cie, wasz dom jest na sa­mym koń­cu.

Uśmiech­nię­te twa­rze, ukło­ny, miłe sło­wa: Sabu i Ana od razu po­czu­li się jak u sie­bie.

– Ro­dzi­na, któ­ra miesz­ka­ła tu przed wami – mówi In­e­ni – zo­sta­wi­ła tro­chę me­bli, ale może bę­dzie­cie wo­le­li urzą­dzić dom po swo­je­mu. Je­śli ze­chce­cie, znaj­dzie­my wam sto­la­rza.

Sabu krę­ci gło­wą i roz­kła­da ręce:

– Dzię­ku­ję, ale nie mamy oszczęd­no­ści: do­pie­ro się po­bra­li­śmy. Po pro­stu na ra­zie za­do­wo­li­my się tym, co za­sta­nie­my.

– Ach, taka fi­lo­zo­fia ży­cio­wa za­pew­ni wam po­go­dę du­cha. Wiedz­cie w każ­dym ra­zie, że tu po­ma­ga­my so­bie na­wza­jem: sto­larz może zro­bić wam nowy stół w za­mian za in­skryp­cję na swo­im gro­bie.

Ana i Sabu sze­ro­ko otwie­ra­ją oczy:

– Ma­cie tu wa­sze gro­by? – wo­ła­ją chó­rem.

In­e­ni wy­bu­cha śmie­chem:

– Je­ste­śmy naj­lep­szy­mi bu­dow­ni­czy­mi gro­bów w obu kró­le­stwach, nie są­dzisz chy­ba, że nie wyko­rzy­stu­je­my na­szych umie­jęt­no­ści tak­że dla sie­bie sa­mych?