Wielkie doświadczenie w Keinplatz. The Great Keinplatz Experiment - Arthur Conan Doyle - ebook
Opis

Aleksy von Baumgarten był profesorem anatomii i fizjologii przy uniwersytecie w niemieckim: Keinplatz. Będąc znakomitym badaczem w tych dwóch gałęziach nauki, celował obok tego w chemii i innych naukach przyrodniczych. Ulubionym wszakże przedmiotem jego badań była psychologia, a przede wszystkim tajemnicze oddziaływanie duszy na materię. Z tego też powodu hipnotyzm, zwierzęcy magnetyzm, stan kataleptyczny u ludzi i zwierząt stał się z czasem najważniejszym przedmiotem jego dociekań naukowych. Uczniowie lubili go bardzo – i nieraz po ukończonej prelekcji, otaczali go kołem, wsłuchując się w jego niezwykle zajmujące rozprawy o własnościach duszy ludzkiej i jej oddziaływaniu na życie duchowe i cielesne człowieka. Wśród takich naukowych pogadanek nieraz poprosił, ażeby który z jego słuchaczów zgłosił się na ochotnika celem zahipnotyzowania, aby sprawdzić, czy teorie profesora na słusznych naukowych wnioskach się opierają. I w końcu jeden z nich się zgłosił... Aby się dowiedzieć, czym się toi skończyło należy przeczytać opowiadanie do końca.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 57

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Arthur Conan Doyle

Wielkie doświadczenie w Keinplatz

The Great Keinplatz Experiment

Książka w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej.

A dual Polish-English language edition.

Przekład anonimowy

Armoryka

 

 

Projekt okładki: Juliusz Susak

 

Tekst polski według edycji z roku 1903.

Tekst angielski z roku 1885.

Zachowano oryginalną pisownię.

 

© Wydawnictwo Armoryka

 

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

 

ISBN 978-83-7950-592-0 

 

 

 

Wielkie doświadczenie w Keinplatz

Aleksy von Baumgarten był profesorem anatomii i fizyologii przy uniwersytecie w małem niemieckiem: Keinplatz.

Będąc znakomitym badaczem w tych dwóch gałęziach nauki, celował obok tego w chemi i innych wiadomościach przyrodniczych. Ulubionym wszakże przedmiotem jego naukowych badań była psychologia, a przedewszystkiem tajemnicze oddziaływanie duszy na materyą. Z tego też powodu hypnotyzm, zwierzęcy magnetyzm, stan kataleptyczny u ludzi i zwierząt stał się z czasem najważniejszym przedmiotem jego dociekań naukowych.

Wysoki i szczupły, z czołem pooranem głebokiemi bruzdami, z okiem stalowo-szarem, bystrem i przenikliwem, a ociemnionem krzaczastemi brwiami, robił wrażenie człowieka surowego. Znający go bliżej wiedzieli wszakże, że pod tą na pozór surową powłoką, kryje się tkliwe i pełne dobroci serce.

Uczniowie lubili go bardzo – i nieraz po ukończonej prelekcyi fizyologii, otaczali go kołem, wsłuchując się w jego niezwykle zajmujące rozprawy o własnościach duszy ludzkiej i jej oddziaływaniu na życie duchowe i cielesne człowieka.

Wśród takich naukowych pogadanek nieraz poprosił, ażeby który z jego słuchaczów zgłosił się na ochotnika celem zahypnotyzowania, względnie stwierdzenia faktami, iż teorye profesora na słusznych wnioskach naukowych się opierają.

Jednym z najpilniejszych jego uczniów, a zarazem i pełniącym obowiązki stałego asystenta, był pełen zapału młody akademik Fryderyk von Hartmann.

Współtowarzyszom nieraz dziwnem to się wydawało, iż hulaszczy Hartmann zajmuje się z takiem poświęceniem mozolnym badaniom psychologicznym i że nieraz długie godziny spędza razem ze swym uczonym profesorem nad studyowaniem mało zrozumiałych dzieł treści metafizycznej.

Rzeczywistym powodem wszakże tego zaparcia się była córka profesora Baumgartena, niebieskooka i jasnowłosa Eliza.

Hartmann jakkolwiek z jej własnych ust był się dowiedział, iż jej zupełną wzajemność pozyskał, nie śmiał wszakże oświadczyć się otwarcie o jej rękę rodzicom. Główną przeszkodą była tutaj matka, pani profesorowa von Baumgarten.

Jakkolwiek Hartmann był bardzo przystojnym młodzieńcem, a nawet po śmierci ojca znaczny majątek miał przypaść mu w udziale, to jednakże matka niechętnym okiem na niego patrzała, uważając go za niepoprawnego hulakę i urwisza.

Co prawda, Hartmann nie cieszył się najlepszą sławą. Pierwszy zawsze do szklanki i do bójki, był zawsze przywódzcą wszędzie, gdzie o hulankę lub pojedynek chodziło.

Nikt mu nie dorównywał w pijatyce, nikt w studenckiej swawoli nie przewyższał – plótł co mu ślina do ust przyniosła – grał w karty, szalał, a pomimo to nikt więcej od niego nie był lubianym przez uniwersyteckich współtowarzyszów.

To też pani profesorowa jawnie mu swoją niechęć okazując, otaczała swem opiekuńczem skrzydłem Elizę i o ile tylko mogła, przeszkadzała ich wzajemnemu widywaniu się.

Mężowi często mówiła wymówki, że takiego wilka do swego domu wpuszcza.

Hartmann nie miał zatem innej drogi, jak pomagać w studyach swemu profesorowi, by tym przynajmniej sposobem zyskiwać od czasu do czasu sposobność rzucenia słówka miłości pełnego swej ukochanej i drobną dłoń jej serdecznie uścisnąć.

Ojciec zagłębiony w swe naukowe badania, na młodych wcale uwagi nie zwracał.

Od dość już dawnego czasu umysł profesora pracował nad rozwiązaniem pytania, czy jest możliwem, ażeby duch ludzki opuścił swą materyalną powłokę tj. ciało, na pewien czas ograniczony, a potem znowu do tegoż powrócił.

Im więcej się zagłębiał w to zagadnienie, im dalej w swych doświadczeniach postępował, tem więcej prawdopodobnem mu się być zdawało, iż potrafi to pytanie ostatecznie rozwiązać.

Dotychczas rozumowania jego były wyłącznie teoretycznemi, brakło mu faktów do ich poparcia – aż wreszcie przyszedł do przekonania, iż drogą oryginalnego doświadczenia, swej teoryi pewniejsze potrafi nadać podstawy.

We ˝Wöchentliche Medicinalschrift˝, wychodzącem w Keinplatz, ukazał się artykuł następującej treści:

˝Nie ulega wątpliwości, że pod pewnemi warunkami, dusza ludzka odłączyć się może od ciała. W zahypnotyzowanej głęboko osobie, ciało pozostaje w stanie kataleptycznym, lecz dusza je opuściła. Może mi ktoś odpowiedzieć, że dusza pozostaje w ciele, lecz w stanie uśpienia. Jakże w takim razie możnaby wytłomaczyć stan jasnowidzenia, które niestety przez nadużycia szarlatanów zupełnie zostało zdyskredytowane a którego istnienie z tem wszystkiem daje się z wszelką łatwością udowodnić. Ja sam od ludzi pogrążonych w śnie hypnotycznym, a obdarzonych odpowiedniem usposobieniem, zyskiwałem najdokładniejsze opisy tego, co się działo równocześnie w drugim pokoju, a nawet w innym domu. Jakżeż inaczej możnaby objaw ten wytłomaczyć, jeżeli nie przez czasowe opuszczenie ciała przez duszę, względnie jej poruszanie się w oddzielonej przestrzeni? Na chwilę zmuszona do powrotu siłą magnetyczną, powraca ta dusza i opowiada, co widziała, a potem znowu ulata.

Ponieważ dusza, czyli duch ludzki, mocą swej istoty bezmateryalnej, jest dla nas niewidzialnym, nie możemy zatem śledzić jego ruchów w przestrzeni, lecz widzimy ich skutek. Ciało raz pozostaje sztywnem i bezwiednem – innym razem sili się, by wypowiedzieć doznane wrażenia, których powstanie daje się wytłomaczyć na drodze naturalnej. Wedle mego przekonania jeden tylko jest sposób mogący doświadczalnie wykazać sam fakt opuszczenia czasowego ciała przez duszę. I jakkolwiek ciało nie jest w stanie widzieć własnego ducha, to wszakże nasze własne duchy, gdybyśmy byli w stanie równocześnie wydzielić je z powłok cielesnych, mogłyby się porozumiewać ze sobą i odczuwać obecność innych duchów. Mam zamiar zatem zahypnotyzować jednego z uczniów moich, a następnie bezpośrednio potem samego siebie znanym mi i wypróbowanym sposobem.

Jeżeli moja teorya jest prawdziwa, natenczas dusza moja bez wszelkiej trudności spotka się i porozumie z duszą mego ucznia w chwili, gdy obiedwie będą po za obrębem ciał naszych. Mam nadzieję, iż niezadługo będę w możności podać do publicznej wiadomości wynik moich dalszych badań˝.

Artykuł zaciekawił niezmiernie cały świat naukowy.

W kilka dni po ukazaniu się owego artykułu, profesor zmęczony kilkogodzinną pracą w laboratorium, powracał do domu, gdy naraz z przyległej piwiarni wysypało się całe grono akademików, podnieconych świeżo wypitemi w mnogiej ilości szklankami wina i piwa. Na czele tej hałaśliwej czeredy znajdował się Fryderyk Hartmann. Profesor chciał usunąć się niepostrzeżony, lecz Hartmann go dogonił.

– Hola! zacny mój mistrzu! – zagadnął go, towarzysząc mu w dalszej drodze – mam panu coś do powiedzenia, a łatwiej mi będzie w tej chwili to wyrzec, dopóki dobre piwo szumi mi w głowie, aniżeli innym razem.

– Cóż to takiego? – zapytał łagodnie profesor z pewnem zadziwieniem.

– Słyszałem, że pan profesor zamierza wykonać ważne jakieś, a przytem i niezwykłe doświadczenie. Podobno chce pan wyjąć duszę z człowieka, a potem znowu ją w nim usadowić. Czy to prawda?

– Prawda, kochany Fryderyku.

– A czy pan też pomyślał, że mogą tutaj zajść bardzo poważne trudności w znalezieniu kogoś, któryby pozwolił robić na sobie takie doświadczenia. Sto djabłów! Przypuść pan, że dusza wyjdzie z ciała, a potem nie będzie chciała wleść w nie napowrót – a to byłaby bardzo głupia sprawa. Któż będzie chciał poddać się takiemu ryzykownemu przedsięwzięciu?

– Ależ Fryc! – zawołał przerażony profesor – rachowałem na twoją pomoc w tem doświadczeniu – przecież nie zechcesz mnie teraz opuścić. Miejże wzgląd na zaszczyt i sławę!

– I na wróble na dachu także – przerwał mu Hartmann. – Czyż zawsze mam być wynagradzanym tylko obietnicami zaszczytu i sławy? Czyż nie stałem przez dwie godziny na szklanym izolatorze, podczas gdy pan w ciało moje pompował elektryczność!

Czyś pan