Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 207 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wielka Wojna Ojczyźniana 1941-1945 - Christian Hartmann

Mało która wojna była taka jak ta. Mało która była tak krwawa, miała tak daleko idące następstwa i zostawiła w pamięci tak głębokie ślady jak ta, którą od 1941 do 1945 roku toczyły ze sobą hitlerowskie Niemcy i stalinowski Związek Radziecki. Chodzi nie tylko o to, że wszystko w tej wojnie było na wielką skalę: teatr działań, czas jej trwania, liczba uczestników oraz liczba ofiar. Także o to, że napadając na Związek Radziecki, Hitler rozpętał dokładnie taką wojnę, jakiej rzeczywiście chciał – bezlitosną wojnę zaborczą, wojnę na unicestwienie, w wyniku której – jak obiecywał sobie – on, führer, niczym starożytny wódz stworzy wielkogermańskie imperium, zniszczy przeciwników ideologicznych, a całe narody zamieni w niewolników albo po prostu wytępi. Już choćby dlatego wojna ta od samego początku była walką o „być albo nie być” każdej ze stron. Obie toczyły ją z największą zaciekłością, wiedziały bowiem, że są przyparte do muru.

Christian Hartmann przybliżając czytelnikowi wojnę niemiecko-radziecką dokonał rzadkiej sztuki: przytaczając liczne relacje naocznych świadków, stworzył obraz nie tylko fascynujący, lecz także głęboko przejmujący, niemożliwy do przekazania w zwykłym opisie. Zwięzła, oparta na najnowszym stanie badań analiza pozwala czytelnikowi zachować orientację w teatrze działań wojennych prowadzonych nawet na taką skalę.

Opinie o ebooku Wielka Wojna Ojczyźniana 1941-1945 - Christian Hartmann

Fragment ebooka Wielka Wojna Ojczyźniana 1941-1945 - Christian Hartmann

Christian Hartmann
Wielka Wojna Ojczyźniana1941–1945
Tłumaczenie:Barbara Ostrowska
WYDAWNICTWOPOZNAŃSKIE

WIELKA WOJNA OJCZYŹNIANA 1941 – 1945.

Mało która wojna była taka jak ta. Mało która była tak krwawa, miała tak daleko idące następstwa i zostawiła w pamięci tak głębokie ślady jak ta, którą od 1941 do 1945 roku toczyły ze sobą hitlerowskie Niemcy i stalinowski Związek Radziecki. Chodzi nie tylko o to, że wszystko w tej wojnie było na wielką skalę: teatr działań, czas jej trwania, liczba uczestników oraz liczba ofiar. Także o to, że napadając na Związek Radziecki, Hitler rozpętał dokładnie taką wojnę, jakiej rzeczywiście chciał – bezlitosną wojnę zaborczą, wojnę na unicestwienie, w wyniku której – jak obiecywał sobie – on, führer, niczym starożytny wódz stworzy wielkogermańskie imperium, zniszczy przeciwników ideologicznych, a całe narody zamieni w niewolników albo po prostu wytępi. Już choćby dlatego wojna ta od samego początku była walką o „być albo nie być” każdej ze stron. Obie toczyły ją z największą zaciekłością, wiedziały bowiem, że są przyparte do muru.

Christian Hartmann przybliżając czytelnikowi wojnę niemiecko-radziecką dokonał rzadkiej sztuki: przytaczając liczne relacje naocznych świadków, stworzył obraz nie tylko fascynujący, lecz także głęboko przejmujący, niemożliwy do przekazania w zwykłym opisie. Zwięzła, oparta na najnowszym stanie badań analiza pozwala czytelnikowi zachować orientację w teatrze działań wojennych prowadzonych nawet na taką skalę.

Christian Hartmann jest historykiem monachijskiego Instytutu Historii Współczesnej, a także starszym wykładowcą Akademii Dowodzenia Bundeswehry w Hamburgu. Zasiada w Niemieckim Komitecie Historii Drugiej Wojny Światowej i pracuje jako konsultant historyczny w niemieckim kanale telewizyjnym History Channel. Opublikował wiele książek o historii Niemiec podczas drugiej wojny światowej, w tym biografię generała Haldera, szefa sztabu generalnego Wehrmachtu w pierwszych latach wojny.

Tytuł oryginału:UNTERNEHMEN BARBAROSSA.DER DEUTSCHE KRIEG IM OSTEN 1941–1945
Tłumaczenie: BARBARA OSTROWSKA
Redakcja: URSZULA PRZASNEK
Korekta: KRZYSZTOF KRZEMIEŃ
Projekt okładki: JULIUSZ ZUJEWSKI
Projekt typograficzny wnętrza i łamanie: MATEUSZ CZEKAŁA
Opracowanie map: MARIUSZ MAMET
Copyright © Verlag C.H.Beck oHG, München 2013 Copyright © by Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o., 2014 Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o., 2014
ISBN 978-83-7177-908-4
Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o. 61-701 Poznań, ul. Fredry 8 tel.: 61 853-99-10 fax: 61 853-80-75redakcja@wydawnictwopoznanskie.comwww.wydawnictwopoznanskie.com

Pamięci mojej Matki

Ingerborgi Hartmann

– która urodziła się 17 czerwca 1929 roku w Berlinie,

młodość spędziła w Greifswaldzie,

a zmarła 31 maja 2009 roku w Tybindze –

i która wiele mi opowiedziała

o tej wojnie i jej następstwach,

a także z podziękowaniem dla

Anne Munding

bez której nigdy nie powstałaby ani ta książka,ani wiele innych rzeczy.

Prawdziwej wojny nie znajdziesz w książkach

Walt Whitman (1819–1892)

I. Wprowadzenie

Mało która wojna była taka jak ta. Mało która kosztowała tyle krwi, miała takie następstwa i pozostawiła w pamięci współczesnych tak głębokie ślady jak ta, którą od 1941 roku do 1945 roku toczyły ze sobą Wielkoniemiecka Rzesza i Związek Radziecki. W historii świata nie brakuje wprawdzie konfliktów, o których można powiedzieć, że były krwawe, brzemienne w skutki i nieprędko poszły w zapomnienie, ale nawet wśród tych największych nieliczne tylko można porównać z wojną niemiecko-radziecką. Wszystko w niej miało bowiem wielką skalę – liczba uczestników, teatr działań a przede wszystkim liczba ofiar.

A przecież i pod względem następstw konflikt ten nie ma sobie równych. Oczywiście, zwycięstwo aliantów w II wojnie światowej wyrosło z wielu korzeni; oczywiście, sprowadzanie triumfu nad hitlerowskimi Niemcami wyłącznie do kilku przesłanek i wydarzeń byłoby czymś zupełnie niestosownym. Ale prawdą jest również to, że bardzo duży, jeśli nie największy, udział w tym zwycięstwie miał Związek Radziecki. To na jego terenach Wehrmacht się wykrwawił, to tam po raz pierwszy pojawiły się też oznaki, że Hitler ze swoim tyleż szaleńczym, co zbrodniczym wyobrażeniem narodowosocjalistycznego panowania nad światem poniesie klęskę. A skutki tego były tak doniosłe, że rok 1945 wcale nie oznaczał ich końca; operacja „Barbarossa” gruntownie bowiem zmieniła mapę Europy. Bez tego wydarzenia etniczny nowy ład i sowietyzacja jej wschodniej połowy byłyby nie do pomyślenia. I co najważniejsze, Wielka Wojna Ojczyźniana, która pociągnęła za sobą miliony ofiar, pozwoliła Związkowi Radzieckiemu stać się światowym mocarstwem.

Niezwykły był wreszcie charakter tej wojny – dwa wielkie totalitaryzmy XX wieku walczące ze sobą na śmierć i życie. Także odpowiedni radykalizm cechował postępowanie obu stron. Obydwa państwa, zarówno nazistowskie Niemcy, jak i stalinowski Związek Radziecki, prowadziły tę walkę niczym krucjatę. Efektem tego była istna orgia przemocy, nawet jeśli wydarzenia na froncie miały w dużej mierze konwencjonalny charakter. Najważniejsze jednak okazało się to, że była to wojna nowego typu, wojna totalna, coraz bardziej ideologizowana, niemal powracająca do atawistycznych początków. A przecież nie było to jakieś starcie kolonialne, toczące się gdzieś daleko, ani wojna bratobójcza, rządząca się własnymi prawami – był to centralny konflikt między dwoma cywilizowanymi europejskimi narodami o wielkich tradycjach. Skutków, jakie wynikły z nowego samozrozumienia państw-stron konfliktu zbrojnego, nie należy lekceważyć. Od 1945 roku co i rusz obserwujemy, jak bardzo to, co powszechnie uważa się za zbrodnię wojenną naznacza i po części zastępuje nowoczesną wojnę. Wiele takich działań powróciło do praktyki z czasów wojny niemiecko-radzieckiej.

Nie stało się tak przypadkiem – niemieckie dowództwo tego właśnie chciało. Operacja „Barbarossa” była wojną napastniczą, rozpoczętą przez Trzecią Rzeszę bez konkretnego powodu i, co miało się okazać jeszcze bardziej przerażające, z góry pomyślaną jako wojna na wyniszczenie z pobudek rasowo-ideologicznych. Nie oznacza to, że Związek Radziecki, którego kierownictwo w 1939 roku wdało się w awanturę paktu Ribbentrop-Mołotow, nie ponosi żadnej winy za radykalizację tej wojny. Tam też rządził totalitarny i głęboko zbrodniczy reżim, na co dzień działający z bezwzględnością, a cóż dopiero mówić o sytuacji, gdy został przyparty do muru. Decydujący jednak pozostaje fakt, że inicjatywa rozpoczęcia tej wojny leży wyłącznie po stronie Niemiec. I to, że niemieckie zbrodnie popełnione w tym czasie ważą w sumie zdecydowanie więcej niż radzieckie.

Doświadczenia tej wojny miały wiele następstw, także w kwestii mentalności walczących ze sobą społeczeństw. Do dziś nie ma chyba większej świętości dla narodów postradzieckich i ich poczucia narodowej tożsamości, jak pamięć o zwycięstwie nad hitlerowskimi Niemcami. Z kolei przegranym głęboko obce stały się w efekcie idee i instytucje, które swego czasu sprawiły, iż wojna taka w ogóle była możliwa. I nie chodziło tylko o to, że napaść skończyła się dla nich wielką katastrofą. W długiej perspektywie czasowej jeszcze bardziej ciążąca miała się okazać narastająca powoli świadomość, że nie tylko ofiary były daremne, ale że sprawa, o którą walczyli, była z gruntu zła.

To, iż pamięć o operacji „Barbarossa” przeżyła nawet jej świadków, daje pierwsze wyobrażenie o mocach, jakie ta wojna wyzwoliła. Dlaczego tak się stało? I dlaczego w ogóle doszło do tej wojny?

II. Polityka I– lata 1940–1941

Sytuacja wyjściowa– Europa w lipcu 1940 roku

Wszystko wskazywało na to, że rozstrzygnięcie II wojny światowej nastąpiło nie w maju 1945 roku, lecz dużo wcześniej – niespełna rok po jej wybuchu, w czerwcu 1940 roku. Przynajmniej to sugerowała ówczesna mapa Europy. Niemiecki Wehrmacht wziął przeciwników dosłownie szturmem: najpierw Polskę (1 IX – 6 X 1939), następnie Norwegię i Danię (9 IV – 10 VI 1940) i wreszcie zachodnią Europę (10 V – 22 VI 1940). W Polsce i Skandynawii były to w gruncie rzeczy walki na przedpolu, lecz podczas niemieckiej ofensywy na zachodzie już tak nie było. Po szybkim i zaskakującym zwycięstwie nad połączonymi armiami Francji, Belgii, Holandii i brytyjskim korpusem ekspedycyjnym koniec wojny wydawał się bliski. Pokonana Francja, „odwieczny wróg” i wielki przeciwnik Niemiec z okresu I wojny światowej, znalazła się pod okupacją, a Wielka Brytania została odrzucona na wyspy. Wyspiarskie państwo uratowało wprawdzie większość swoich sił lądowych, przynajmniej jeśli chodzi o żołnierzy, miało też jedną z najsilniejszych marynarek wojennych świata i nowoczesne lotnictwo, poza tym dysponowało wręcz niewyczerpanymi zasobami Commonwealthu (Wspólnoty Narodów), lecz pod względem politycznym znalazło się w izolacji. Latem 1940 roku była ostatnim już przeciwnikiem Hitlera; niemal cały kontynent europejski znajdował się pod niemieckim panowaniem.

Chyba nikt się tego nie spodziewał, a zwłaszcza faktu, że nastąpi to w tak krótkim czasie. Prawie dokładnie dwadzieścia jeden lat wcześniej, 28 czerwca 1919 roku, wydawało się, że Rzesza Niemiecka przegrała wszystko – nie tylko I wojnę światowę. Na mocy Traktatu Wersalskiego Niemcy musieli uznać swoją „wyłączną odpowiedzialność” za tę wojnę (art. 231), a więc także zapłacić wystawiony za to rachunek. A ten był wysoki: straty terytorialne wynoszące około 13%, reparacje w ostatecznej wysokości 138 miliardów marek w złocie (stan na 21 IV 1921), rezygnacja ze wszystkich kolonii i większej części floty handlowej, redukcja sił zbrojnych do 115 000 żołnierzy i wiele innych. Warunki postawione przez aliantów były twarde i bezwzględnie uderzały w społeczeństwo, które przecież wskutek wojny, głodu i chorób straciło ponad dwa miliony żołnierzy i milion cywilów. Ale „dyktat wersalski” – jak odbierali go Niemcy – tak naprawdę wcale nie podważał egzystencji narodu niemieckiego, i w tym tkwił cały problem. Alianccy zwycięzcy nie zniszczyli Rzeszy Niemieckiej ani nie zawarli z nią rzeczywistego pokoju, ani też nie odważyli się na faktyczne zaczynanie wszystkiego od nowa razem z jej przywództwem. Wybrali zgubną i niebezpieczną drogę pośrednią: osłabili Rzeszę, upokorzyli ją, a w społeczeństwie niemieckim wywołali nastroje cechujące się głębokimi resentymentami wobec zachodnich mocarstw zwycięskich, przemożnym strachem, afektami wrogimi cywilizacji, szeroko rozpowszechnioną tęsknotą za „narodowym odrodzeniem” i wreszcie także za rewanżem. W gruncie rzeczy warunki po temu wcale nie były takie niesprzyjające. Austro-Węgry, drugi wielki przegrany, rozpadły się na pojedyncze państwa, i w tej sytuacji zjednoczenie niemieckiej Austrii z Rzeszą Niemiecką, czyli rozwiązanie wielkoniemieckie, wydawało się możliwe. Ale Traktat Wersalski zabronił również tego – przynajmniej na razie.

Kolejnym wielkim przegranym I wojny była Rosja, mimo że długo przecież walczyła po stronie alianckiej. Zawierając pokój w Brześciu Litewskim (3 III 1918), wycofała się jednak, dosłownie sparaliżowana morderczą wojną domową – efektem rewolucji lutowej i październikowej 1917 roku. Mimo wielu istotnych różnic w sytuacji obu państw – niemieckiego i rosyjskiego – istniało też kilka wyraźnych paraleli: obydwa były kiedyś mocarstwami, które z I wojny światowej wyszły osłabione, straumatyzowane i okaleczone; po wojnie wtłoczone zostały w zupełnie dla siebie nowe formy państwowe i były całkowicie izolowane na scenie międzynarodowej. Zatem to nie przypadek, że oba „wyrzutki” polityki światowej już wkrótce się ze sobą porozumiały na gruncie polityki zagranicznej i podpisały układ w Rapallo (16 IV 1922). Istniała jeszcze jedna paralela, która się jednak uwidoczniła później, bo dopiero po 1933 roku. Kryzysy militarne, polityczne i ekonomiczne w sposób bezprzykładny zradykalizowały obydwa społeczeństwa – tyle że ich ideologiczne odpowiedzi na te sytuacje skrajnie się od siebie różniły. A przy tym oba te antagonistyczne światopoglądy obiecywały – każdy na swój sposób – przyszłość i ratunek: jeden rasie i narodowi, drugi całej ludzkości. Poniekąd można by tu mówić o stosunku antytetycznym, o napięciu między lewicą a prawicą, które miało odcisnąć swoje piętno na nadchodzącym międzywojniu. Po 1933 roku nazistowskie Niemcy i bolszewicki Związek Radziecki nie ukrywały już głębokiej wzajemnej wrogości, mimo to poważniejszy niż tylko propagandowy konflikt wydawał się początkowo mało prawdopodobny. Między Związkiem Radzieckim a Rzeszą Niemiecką rozciągał się „kordon sanitarny” w postaci powstałych w wyniku I wojny światowej państw środkowoeuropejskich. O wiele większe znaczenie miało jednak co innego: otóż żaden z obu potencjalnych przeciwników nie był wówczas w ogóle w stanie prowadzić wojny – ani pod względem politycznym, ani militarnym.

Strategiczne możliwości nazistowskich Niemiec po 1933 roku były nader skromne. Niemiecka polityka zagraniczna miała swobodę działania jedynie wzdłuż granic Republiki Weimarskiej, a jej cele początkowo ograniczały się do rewizji pokojowego Traktatu Wersalskiego – do ponownego zjednoczenia Kraju Saary z Rzeszą Niemiecką (styczeń 1935) i do okupacji zdemilitaryzowanej Nadrenii przez Wehrmacht (marzec 1936). Nie było to nic więcej niż tylko terytorialne korekty wewnątrz niemieckiego obszaru wpływów. W 1938 roku miało się to jednak zmienić. Dzięki przeprowadzonemu w marcu tegoż roku, właściwie bez przeszkód, przyłączeniu (tzw. Anschluß) Austrii i nieco bardziej dramatycznej aneksji kraju sudeckiego we wrześniu/październiku nazistowskie Niemcy mogły po raz pierwszy rozszerzyć swoje granice. Jedno i drugie można było jeszcze uzasadniać prawem narodów do samostanowienia, co propagował amerykański prezydent Woodrow Wilson pod koniec I wojny światowej. Ale Adolf Hitler nie myślał kategoriami granic i tradycji bismarckowskiej Rzeszy, miało się to wkrótce ujawnić – w marcu 1939 roku zajął „resztę Czech”, ziemie nazywane od tej pory Protektoratem Czech i Moraw. Była to brutalna okupacja i punkt zwrotny w stosunkach międzynarodowych – mocarstwa zachodnie musiały wreszcie uznać, że ich polityka ustępstw, stawiania na równowagę sił, na Appeasement, skończyła się fiaskiem. Ich gwarancje dla państw Europy Wschodniej Hitler zupełnie zignorował. Gdy krótko potem próbował zaszantażować terytorialnie i – co ważniejsze – politycznie również Polskę, nie pozostawił Wielkiej Brytanii i Francji wyboru – na niemiecką napaść na Polskę 1 września 1939 roku oba te państwa zareagowały dwa dni później wypowiedzeniem wojny. W ten sposób zaczęło się dla Rzeszy Niemieckiej to, co jej führer planował i przygotowywał już od dawna – zdobywanie przestrzeni życiowej środkami wojennymi.

W lipcu 1940 roku etap ten wydawał się już prawie zamknięty, w każdym razie w Europie. Ale jeśli przyjrzymy się mapie dokładniej, dostrzeżemy, jak zróżnicowany w rzeczywistości był blok państw należących do niemieckiego obszaru wpływów. Składał się z terenów regularnie – całkowicie lub częściowo – okupowanych przez Niemcy (Czechy i Morawy, Polska, Dania, Norwegia, Belgia, Holandia, Luksemburg i Francja), z państw sprzymierzonych (Związek Radziecki, Włochy, od listopada 1940 roku Rumunia i Węgry, od marca 1941 Bułgaria), zaprzyjaźnionych (Finlandia, Rumunia, Hiszpania) albo w dużej mierze niezależnych (Słowacja); liczba państw neutralnych spadała nieustannie do lata 1941 roku. Po kampanii bałkańskiej i zajęciu przez wojska niemiecko-włoskie Jugosławii i Grecji (6 IV – 23 IV 1941) już tylko nieliczne „wyspy” w Europie pozostawały nietknięte wojną i dyktaturą, a były to: Szwajcaria, Szwecja, Irlandia, Portugalia i Turcja, ale nawet tam systematycznie wzrastała presja niemieckiej polityki.

Niemal cała Europa znajdowała się wówczas w zasięgu nazistowskich Niemiec; odpowiednio duży był też ich potencjał wojskowo-ekonomiczny. Opór wobec okupanta prawie nie istniał. W każdym razie siły ofensywne Wielkiej Brytanii zdawały się chwilowo wyczerpane, a europejskie ruchy oporu musiały się dopiero zorganizować. Społeczeństwa pozostające pod okupacją nastawiały się przeważnie na L’attentisme – ostrożne przeczekanie. Dla Hitlera i jego zwolenników były to warunki jak najbardziej sprzyjające. Latem 1940 roku potęga führera sięgnęła zenitu i wiele zdawało się przemawiać za tym, że niesamowite ryzyko rozpętania wojny najwyraźniej się jednak Niemcom opłaciło.

Hitler – ideologia i strategia

Na gwałtowną ekspansję niemieckiego panowania w Europie znajdujemy wiele wyjaśnień – polityczno-wojskowych, społecznych czy historycznych – i niewątpliwie wszystkie one są uprawnione. Ale najważniejszy bez wątpienia impuls wyszedł od pojedynczego człowieka, od Adolfa Hitlera (1889–1945). Uznanie, że był on prawdziwym motorem tych wydarzeń nie jest z pewnością personalistycznym zawężaniem. Oczywiście w jego biografii zbiegło się wiele ponadjednostkowych tendencji, resentymentów i tęsknot, tak jak oczywiste jest to, że bez posłusznej czy wręcz zachwyconej nim armii milionów „towarzyszy narodowych” (Volksgenossen) jego decyzje pozostałyby bez większego echa. Ale trzeba też przyznać, że do lata 1940 roku Hitler zdołał osiągnąć pozycję, dzięki której jako niekwestionowany naczelny wódz mógł wyznaczać kierunki strategii ogromnego i potężnego imperium w sposób tak swobodny, jak nikt nigdy przedtem i nigdy potem nie mógł. Jego władza i możliwości były pod każdym względem wyjątkowe; odpowiednio duży był też wpływ, jaki mógł teraz wywierać na politykę światową.

Rzadko widać to było aż tak wyraźnie, jak w przypadku operacji „Barbarossa”. To on ustawił odpowiednio zwrotnice. On sam, i to potajemnie, działając w dobrze strzeżonych strefach zamkniętych wokół głównych kwater i swoich rezydencji. Byli obok niego ideolodzy, funkcjonariusze czy biurokraci, którzy jego decyzję bezkrytycznie akceptowali, uznawali za słuszną albo nawet entuzjastycznie popierali. Cóż jednak powiedzieliby na to pozostali, całkiem „zwyczajni” Niemcy? Czy i bez swojego führera tak chętnie ruszyliby do ataku na Związek Radziecki? Jest to kwestia spekulatywna, ale z pewnością warto się nad nią zastanowić. Naturalnie potencjał ideologiczny, jaki się ujawnił podczas wojny ze Związkiem Radzieckim – antybolszewizm, antysemityzm, antyslawizm, a także zwykły imperializm – do lata 1940 roku opanował szerokie warstwy niemieckiego społeczeństwa, choć na pewno nie całego. Bardzo wątpliwe jednak jest, czy ta ideologiczna impregnacja wystarczyłaby, żeby Niemcy sami z siebie rzucili się niczym szalone lemingi w to mordercze i w końcu samobójcze przedsięwzięcie. Bez wątpienia jednak w nocy z 21 na 22 czerwca 1941 roku, na kilka godzin przed rozpoczęciem ataku, kiedy powiadomiono ich o decyzji Najwyższego Dowódcy, wielu żołnierzy miało złe przeczucia i wiedziało, że będzie to krwawe, trudne i wymagające wyrzeczeń starcie. Wcześniej, przez długie tygodnie i miesiące, przewożono ich na wschodnie granice niemieckiego imperium, nie zdradzając ani słowem, po co właściwie tam jadą. Według oficjalnej wersji chodziło o pozorowaną koncentrację wojsk, która miała odwrócić uwagę od właściwego celu, jakim była inwazja na Wielką Brytanię. Niczego więcej nie wiedzieli. Decyzja o tej wojnie, o jej celach i charakterze leżała wyłącznie w gestii Hitlera.

Ale i on, podejmując ją, musiał się liczyć z czynnikami zewnętrznymi. Latem 1940 roku najbardziej niebezpieczne były dla niego trzy: Wielka Brytania, Commonwealth i Winston Churchill (1874–1965). 10 maja 1940 roku, w dniu niemieckiej inwazji na zachodzie, Churchill został premierem brytyjskim, i było to tak – by powtórzyć mistrzowskie sformułowanie Joachima Festa – „jak gdyby Europa, uwikłana w skomplikowane porozumienia z Hitlerem i głęboko defetystycznie nastrojona, odnalazła w tym człowieku swe normy, swój język i wolę przetrwania”.[1] Churchill wcześniej i wyraźniej niż wielu mu współczesnych zrozumiał, że narodowy socjalizm stawia pod znakiem zapytania nie tylko jego kraj czy Europę, lecz w gruncie rzeczy cały istniejący porządek świata. Jak mało który mąż stanu na przestrzeni wieków był gotowy – i co najważniejsze zdolny – stawić czoło niezwyciężonym dotąd niemieckim agresorom, wykorzystać w tym celu wszelkie możliwe środki, a w razie konieczności rzucić także na szalę całe imperium brytyjskie. Dopiero wyrażona przez Churchilla wola oporu i gotowość brytyjskiego społeczeństwa, by dać posłuch jego polityce „zwycięstwa za wszelką cenę”, wyznaczyły najważniejszą granicę, o którą rozbiła się nienasycona niemiecka żądza podbojów. Z punktu widzenia polityki zagranicznej była to decyzja podjęta samotnie, bez oparcia w rzeczywistych sojusznikach. Dla niemieckiego przeciwnika oznaczało to kilka problemów – zarówno w kwestiach polityki siły, jak i światopoglądowych. Hitler wciąż miał nadzieję na sojusz z Wielką Brytanią, uważając, że „germańscy” partnerzy powinni podzielić się z nim władzą nad światem – na lądzie, na morzu i za morzami. Ale jeszcze przed 1939 rokiem powinien zorientować się, że w świecie brytyjskim takie idee znajdowały niewielu zwolenników. Bez echa pozostał więc jego „pokojowy apel” z 19 VII 1940 roku do Wielkiej Brytanii, w efekcie nie pozostawało mu nic innego, jak tylko zmusić do pokoju także i tę, równie znienawidzoną, co podziwianą potęgę morską. Ale jak? Trzy sposoby, na jakie niemieccy stratedzy postawili w następnych tygodniach, czyli wzmożone naloty na wyspy brytyjskie jako przygotowanie do inwazji, szeroko zakrojona wojna U-Bootów wymierzona przeciwko brytyjskim konwojom na Atlantyku i wreszcie rosnące zaangażowanie w rejonie Morza Śródziemnego, niczego jednak nie rozstrzygnęły. Mimo licznych ofiar i ogromnych wysiłków sytuacja patowa w Europie miała się zasadniczo nie zmienić aż do końca 1940 roku. Inicjatywa pozostawała jeszcze po stronie niemieckiej, ale wobec ogromnych rezerw Commonwealthu, a w dłuższej perspektywie groźby zaangażowania się także USA, można było przewidzieć dla kogo pracuje czas.

Hitler jednak nie był skłonny wyciągnąć z tego wniosków. Zamiast ograniczyć wojnę albo ją po prostu zakończyć, pragnął eskalacji działań. Jedyne, co od jesieni 1940 roku zaczął rewidować, a i to początkowo niezbyt chętnie, to terminarz: dlaczego właściwie nie miałby już teraz urzeczywistnić ostatecznego celu swej polityki, czyli wielkiej wyprawy zdobywczej na wschód? Dlaczego nie miałby jednej wojny, popadłej w zastój, nie rozstrzygnąć za pomocą drugiej? O tym, że tak radykalne przesunięcie punktu ciężkości w niemieckiej strategii wiązało się z ryzykiem nie do oszacowania Hitler wiedział bardzo dobrze. Do tej pory Związek Radziecki okazywał się spolegliwy nie tylko jako sprzymierzeniec, lecz także jako dostawca surowców. Nie mając takiego zabezpieczenia tyłów, Rzesza Niemiecka musiałaby toczyć wojnę na dwóch frontach, co przecież podczas I wojny światowej skończyło się dla niej klęską. Ale może i tę koalicję uda się zerwać jednym ciosem? Hitlerowi zawsze bardziej pociągająca wydawała się globalna wojna błyskawiczna, podczas której wojna żywiłaby się wojną. Jeśli takiego kolosa jak Związek Radziecki „chwyci się raz, a dobrze” – wyjawił swoim doradcom wojskowym – „to szybciej się on załamie, niżby cały świat się spodziewał”. A wtedy Niemcy, korzystając ze swojej nowej przestrzeni życiowej, mogłyby zdaniem Hitlera pobić wszystkich, także Wielką Brytanię i na dodatek jeszcze USA. Był to tak zwany „plan stopniowy” – plan stopniowego zajmowania przez Niemcy pozycji światowego mocarstwa.

Początkowo były to tylko gry wojenne, naturalnie ściśle tajne, ale wystarczyły do ochłodzenia stosunków ze Związkiem Radzieckim. Kiedy jednak minister spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesław Mołotow, podczas pierwszej wizyty w Berlinie (12–13 listopada 1940 roku) skonkretyzował terytorialne zakusy ZSRR w Europie – chodziło przede wszystkim o zabezpieczenie wpływów radzieckich w Skandynawii, na południowych Bałkanach i w cieśninach tureckich – Hitler uznał to za ostatni test. Przestał się już wahać. 5 grudnia 1940 roku poinformował swoich wojskowych doradców, że rozstrzygnięcie problemu „hegemonii w Europie [...] [nastąpi] w walce ze Związkiem Radzieckim”. Trzynaście dni później podpisał osławioną dyrektywę nr 21: „Niemiecki Wehrmacht musi być przygotowany na to, by jeszcze przed zakończeniem wojny z Anglią rozgromić Rosję Radziecką w jednej szybkiej kampanii” – tak brzmiało jej pierwsze zdanie.

Monstrualny plan– Wielkogermańska Rzesza Narodu Niemieckiego

Decyzja Adolfa Hitlera, aby zaatakować Związek Radziecki, była nie tylko wynikiem kalkulacji z punktu widzenia polityki siły. Motywy powodujące Hitlerem były bardziej złożone i miały znacznie dłuższą historię. Wojnę tę planował już od dawna, w niej widział szansę całkowitego zniszczenia „śmiertelnych wrogów” narodowego socjalizmu: bolszewików, Żydów i Słowian. Wracał w ten sposób do swoich politycznych początków, do wybujałych fantasmagorii, w których kryterium była nie sztuka dokonywania tego, co możliwe, lecz zasady jego obłędnego świata wyobrażeń, w którym żaden umiar nie obowiązywał: „Zatrzymujemy odwieczny pochód Germanów na południe i zachód Europy i zwracamy wzrok ku krajom na wschodzie. Kończymy wreszcie z polityką kolonialną i handlową czasów przedwojennych i przechodzimy do przestrzennej polityki przyszłości”. Ten cytat z Mein Kampf, prawdziwecredo Hitlera, pozwala