Wielka Schizma Wschodnia (1054) - Andrzej Sarwa - ebook

Wielka Schizma Wschodnia (1054) ebook

Sarwa Andrzej

0,0
3,30 zł

lub
Opis

Nadeszło lato 1054 roku. W mury Konstantynopola wjechali legaci papiescy: kardynał Humbert, arcybiskup Piotr i kanclerz kurii rzymskiej Fryderyk, upoważnieni do prowadzenia rokowań z cesarzem na temat koalicji antynormańskiej. Jeśli patriarcha żywił nadzieję, iż wysłannicy papieża wyciągną rękę do zgody, to omylił się srodze. Ci bowiem potraktowali go nadzwyczaj chłodno, dając wyraźnie do zrozumienia, iż winien traktować ich jako swoich zwierzchników. Aby pognębić Greków ostatecznie, spowodowali dysputę teologiczną z mnichem Nikitą, w której Humbert, będący doskonałym teologiem, pokonał go z łatwością. Bizantyjczyk, zawstydzony porażką, musiał przyznać, iż nie miał racji, a zarzuty stawiane łacinnikom były bezpodstawne i nieprzemyślane. To, co się stało, wyczerpało cierpliwość patriarchy. Postanowił pyszałkom dać nauczkę. W tym celu wystosował do legatów zaproszenie na synod, który akurat odbywał się w stolicy, a gdy nań przybyli, wskazano im miejsce pośród niższego duchowieństwa. Takiej obelgi i poniżenia godności dostojnicy rzymscy darować nie mogli i zbojkotowali synod. Na to tylko czekał patriarcha i wykorzystał owo zdarzenie jako pretekst do zerwania wszelkich rozmów z łacinnikami... Ale nie jest to bynajmniej koniec tej historii...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 20




Andrzej Sarwa

 

Wielka Schizma Wschodnia

(1054)

 

 

Armoryka

Sandomierz

 

 

Projekt okładki: Juliusz Susak

 

Na okładce: Gerrit van Honthorst (1592–1656), Pokłon pasterzy (1622),

licencja public domain,

źródło:

 

© Wydawnictwo Armoryka

 

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

 

ISBN 978-83-7639-137-3 

 

 

 

WIELKA SCHIZMA WSCHODNIA

Wschód i Zachód w cesarstwie rzymskim

W cesarstwie rzymskim, na terenie którego powstało i rozwinęło się chrześcijaństwo, żyło obok siebie wiele różnych, obcych sobie zarówno kulturowo, jak i etnicznie ludów. Narody zamieszkujące kraje podbite i siłą przyłączone do cesarstwa (jak np. Grecy czy Egipcjanie) bardzo często pogardzali najeźdźcami, widząc w nich brutalnych barbarzyńców.

Rzymianie doskonale zdawali sobie sprawę z nietrwałości takiego państwa - zlepku nacji, kultur i tradycji. Próbowali zatem wyszukać jakąś wspólną płaszczyznę, która dawałaby możność scementowania owego tworu politycznego na stałe. Taką płaszczyznę bez wątpienia stanowiły: osławiony pokój rzymski oraz jedno prawo i administracja, ale to nie dawało jeszcze pełnych gwarancji trwałości i jedności. Brakowało nici wiążącej wszystkie ludy w sferze ducha.

O zaprowadzeniu jednej religii na terytorium całego imperium nie mogło być nawet mowy. Ale nic nie stało na przeszkodzie, aby religie wszystkich podbitych krajów uznać za równoprawne z rzymską, żądając w zamian, aby panteony bóstw greckich, egipskich, syryjskich i innych przyjęły jednego boga więcej - cesarza rzymskiego - bez naruszania właściwej im teologii. Okazało się, że jest to do przyjęcia. Dla politeistów jedno bóstwo więcej, jedno mniej, jeśli tylko nie wypędzało starych bogów narodowych, nie robiło różnicy. Jedynym ludem wyznającym monoteizm byli Żydzi, ale ponieważ stanowili garstkę i praktycznie nie stwarzali zagrożenia dla jedności imperium, cezarowie mogli zdobyć się na gest zwalniający Żydów od obowiązku oddawania sobie czci boskiej.

Pozornie wszystko działało bez zarzutu, ale imperatorzy zdawali sobie sprawę, że takie podstawy jedności są jednak bardzo kruche. Już w okresie największej potęgi i największego rozkwitu terytorialnego Rzymu z łatwością dałoby się wytyczyć granicę dzielącą imperium na dwie części - wschodnią i zachodnią.

Wschód był i pozostał hellenistyczny. Podboje Aleksandra Macedońskiego dały podstawę do utrwalenia greckiego wzorca i mimo różnic wierzeniowych i etnicznych ludy zamieszkujące ten obszar były sobie dość bliskie. Ponadto - mimo postępującej latynizacji - łączyła je pogarda dla ˝barbarzyńskich˝ najeźdźców.

Podobnie Zachód był sobie bliższy. Mieszkaniec Galii, Brytanii, Hiszpanii czy Afryki Prokonsularnej łatwiej mógł zrozumieć silnego, prostego w obejściu i obyczajach Rzymianina niż zniewieściałego, wyrafinowanego Greka lub Egipcjanina, chociaż bynajmniej nie był zadowolony, że został podbity i zniewolony. Częste bunty wybuchały tak na Zachodzie (w Galii, Afryce i Brytanii), jak i na Wschodzie (w Judei i Egipcie).