Wydawca: Videograf Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 516 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wielcy zboczeńcy - Elwira Watała

Pedofilia, nekrofilia, kazirodztwo, flagellacja, sadyzm, brutalne gwałty, a także czarnoksięstwo, profanacja trupów, miłosne napoje – to tylko niektóre wątki bulwersującej książki Elwiry Watały.
Chronologiczne ramy Wielkich zboczeńców są szerokie: od Egiptu faraonów po Rosję Putina. Autorka obnaża różne dewiacje seksualne władców i wielkich tego świata, także tych, których zwykliśmy uważać za wzór cnót. Nie osądza swych bohaterów, nie wnika w motywy ich postępowania, nie piętnuje i nie usprawiedliwia. Z porażającą brutalnością ukazuje perwersyjne oblicze ludzkiej natury.

Opinie o ebooku Wielcy zboczeńcy - Elwira Watała

Fragment ebooka Wielcy zboczeńcy - Elwira Watała

Redakcja:

Jerzy Syjud

Na okładce wykorzystano fragment obrazu Petera Paula RubensaBoreas entführt Oreithya

Korekta:

Zespół

Wydanie I, Chorzów 2013

Wydawca: Wydawnictwa Videograf SA

41­-500 Chorzów, Aleja Harcerska 3c

tel. 32-348-31-33, 32-348-31-35

fax 32-348-31-25

office@videograf.pl,

www.videograf.pl

Dystrybucja wersji drukowanej: DICTUM Sp. zo.o.

01-942 Warszawa, ul. Kabaretowa 21

tel. 22-663-98-13

fax 22-663-98-12

dystrybucja@dictum.pl,

www.dictum.pl,

Tekst © Elwira Watała

© Wydawnictwa Videograf SA, Chorzów 2013

ISBN 978-83-7835-224-2

Zboczeniem jest każdy przejaw instynktu płciowego, który nie odpowiada celom natury, czyli rozmnażaniu.

(RichardFreiherr von Krafft-Ebing)

Wprowadzenie

Decyzja o napisaniu tej książki powstała w ciągu kilku minut, zbiór materiałów zajął kilka lat, w tym zaiste szaleńczym autorskim pomyśle zebrania do jednej kupy wszystkich (w miarę możliwości) patologii i dewiacji seksualnych ludzkości na przestrzeni historycznych dziejów, nie rozgraniczając ich przestrzenią, czasem i chronologią.

Czytelnik nie znajdzie w mej książce ani naukowej analizy patologicznych zjawisk, ani psychologicznej głębi wnikania w „sól” wstępnych, niekiedy strasznych, niekiedy dzikich, czynów władców, znanych jako WIELCY.

Oto po prostu patologiczne wyczyny władców rozdzieliłam na kategorie: pedofilię, nekrofilię, zoofilię, kazirodztwo, sadyzm, i w krótkich annałach często poprzedzonych głównym wątkiem jednego czy dwóch historycznych bohaterów, postarałam się przedstawić te rażące fakty ich życia, które stanowią naturę danego człowieka. Dlatego też wielki Aleksander Macedoński występuje u mnie jako bohater z odrażającymi ludzkimi cechami – okrucieństwem, egoizmem, ulegający patologicznym ciągotkom, pełny pychy, no bo takim właśnie był ten WIELKI, nie ujmując jego wartości jako dowódcy genialnego formatu.

Dlatego Juliusz Cezar, kojarzący się nam ze wszystkim pozytywnym, u mnie jest lubieżnikiem, łaknącym wszystkich cielesnych uciech świata, łącznie z homoseksualizmem, do którego przywiązania w zasadzie nie czuł.

Nie osądzam swych bohaterów, nie wnikam w motywy ich postępowań, jedynie KONSTATUJĘ – wydaje mi się obiektywnie.

Książka jest podzielona na trzy rozdziały: KULT FALLUSA, DEWIACJE SEKSUALNE, HOMOSEKSUALNA MIŁOŚĆ. Ten ostatni rozdział może budzić najwięcej kontrowersji. Jak to? Jak ośmieliła się autorka włączyć homoseksualizm do patologii? – przeczuwam takie oburzenie niektórych czytelników. Odpowiem prosto, słowami Lwa Tołstoja: nieco go przefrazując: „Ile głów, tyle rodzajów miłości”. Ile ludzi, tyle opinii na ten temat i jeszcze dopowiem słowami Sokratesa: „Wiem, że nic nie wiem”. Trwają zażarte dyskusje na ten temat, a dokładniej – choroba to jest czy nie, da się wyleczyć czy nie? I wreszcie – trzeba leczyć czy nie? Obecnie w dobie dojrzewania ludzkości do wielkiej, nadzwyczajnej tolerancji homoseksualnej miłości ten niegdyś temat tabu staje się tematem numer jeden: zapełnił strony prasy i szklany ekran. Wszyscy o tym mówią. Nie rozdzieram szat na ten temat – zaledwie konstatuję, że ta miłość jest o wiele bardziej namiętna, czy raczej bywa niż w stosunkach heterycznych, poddana jest takim samym prawom natury, jak każda inna i nasi władcy często nie mogli z nią się uporać, nawet gdy tego wymagały historyczne dzieje. Rozdział o opłakiwaniu odciętych głów przenosi czytelnika w świat tragiczny i pełen dramatu tych władców, którzy ulegli tej homoseksualnej miłości, lecz z racji swej królewskiej władzy byli zmuszeni podpisywać wyroki śmierci przez odcięcie głów własnym kochankom.

Udowadniam tezę, iż kobiety-żony zmuszone do dzielenia się swą miłością do męża z jego miłością do kochanków, pełne są nienawiści i gotowe są na okrutną zemstę. Przykład Aleksandra Macedońskiego i Izabeli „Wilczycy z Francji”, która rozprawiła się ze swym mężem w okrutny sposób, wtykając mu w anus rozżarzony żelazny pręt.

Czytelników, lubiących kryształowo czyste towarzystwo literackie, być może, a nawet na pewno, będzie raziło w mojej książce to nagromadzenie różnorodnych tematów, tylko pobocznie odnoszących się do patologii. Czarnoksięstwo, miłosne napoje, profanacje trupów. Zrobiłam to celowo wbrew wewnętrznemu protestowi zachowania Czystej Krystalicznej tematycznie narracji. Znacznie zubożyłoby to wiedzę o pobocznych patologiach.

Unikałam przyjętego w książkach historycznych akademickiego wysławiania się. Książka jest napisana prostym, nieco gawędziarskim językiem, z częstym zwrotem do czytelnika, którego jakby wzywam do zaakceptowania mojej tezy.

Ostrzeżenie moich przyjaciół o niebezpieczeństwie poruszania tych tematów, jakie omawiam w książce bez ryzyka narażenia własnej reputacji niedbale odrzucam, nie bojąc się utożsamiania z autorką tych patologii. „Wilków się bać, do lasu nie chodzić” – mówi rosyjskie przysłowie.

„Wszyscy jesteśmy trochę końmi” – rozpaczliwie twierdził tragiczny proletariacki poeta Włodzimierz Majakowski, który skłócony ze wszystkimi, władzą, kochanką i własnym sumieniem, w końcu nie wytrzymawszy tego ciężaru, palnął sobie kulą w łeb. Wszyscy jesteśmy po trochu zboczeńcami – choć zwykle wobec siebie się do tego nie przyznawając.

Czy takie zaglądanie do zakamarków duszy wielkich władców, ogarniętych manią patologii – nie pomoże nam zajrzeć i przyjrzeć się dokładnie i głębiej własnej osobowości? Taki właśnie cel przyświecał mojej książce. Czy sprostałam tym wymaganiom? O tym zadecyduje mój czytelnik.

Uprzedzam! Książka jest skandalizująca, denerwująca, czasami straszna i nie dla słabych nerwów i psychiki. Podczas jej lektury może podskoczyć ciśnienie tętnicze. Tych czytelników, którzy się tego obawiają, uprzejmie proszę o nieczytanie mojej książki.

Elwira Watała

Gliwice, maj 2007

I. KULT FALLUSA

Fallus – to brzmi dumnie

Epoka rozwiniętego socjalizmu gigantycznymi krokami maszerująca ku komunizmowi, stworzyła cnotliwą kastę mężczyzn, dla których seks był złem koniecznym, uprawianym wyłącznie z własnymi żonami, ewentualnie, gdy się nadarzyła okazja, z koleżanką z pracy na blacie biurka, Boże broń z prostytutką. Zresztą było to niemożliwe, bo prostytutek w epoce socjalizmu nie było. Urzędowo nie istniały. W ten sposób obalona została na amen odwieczna prawda, że jest to zawód stary jak świat i żywotny w każdej epoce. Co prawda co pewien czas łapano jakąś parę w parku czy na na skwerze pod krzakami lub na podwórkach obok białej akacji, wsadzano do czarnych „suk” i zawożono na milicję, lecz po paru minutach wypuszczano: nie ma paragrafu o prostytucji. Podciągano je pod paragraf o drobnych spekulantkach, wymierzano niedużą grzywnę i spokój do następnej łapanki na ulicy Twerskoj.

Socjalizm w Kraju Rad był jedynym na świecie ustrojem społecznym, w którym nie istniała prostytucja. Założenie było świetlane: stworzyć szczęśliwy ustrój, gdzie seks byłby uporządkowany i wciśnięty w wąskie ramki przyzwoitości: pieprz się dla prokreacji i żyj dla partii. Jeśli już się pieprzysz, czyń to tak, jak Józef Stalin przykazał: mężczyzna na wierzchu. A jeśli żona przejawiała inicjatywę i koniecznie chciała „górować” w łóżku, mąż pokazywał jej legitymację partyjną: Nie rozpalaj się, babo, w wyuzdanym seksie, organizacja czuwa, mogą na Kołymę zesłać. Przecież za mniejsze zło zsyłano. Babcię na targu złapano jako wroga narodu, bo miała czelność zawinąć śledzia w gazetę z portretem wodza – Józefa Stalina.

Fajnie było w epoce socjalizmu: ani mięsa nie ma, ani chorób wenerycznych. Kobiety były skromne, tyłkami nie kręciły, biustu nie obnażały, a odstawszy swoje w kolejce, ciężkie torby niosły do domu z dostojeństwem matron rzymskich. Zmordowane w kieracie bytu nie bardzo pragnęły seksu, a jeśli już, to koniecznie w długich nocnych koszulach, bo nagie ciało jest be!

Odżyły dobre czasy cnotliwej królowej Wiktorii, co to kazała Anglikom nosić długie koszule z dziurkami w odpowiednim miejscu: kobietom kółeczka, mężczyznom trójkąciki. Nie gap się, mężu, na mój pępek, bo to jest nieprzyzwoite. Doprowadziła ta dewotka Wiktoria, skądinąd matka dziewięciorga dzieci, do takiego absurdu, że porządny burżuj ze wstydliwym rumieńcem na policzkach wślizgiwał się boczkiem do burdelu po swoją dozę rozpusty, a potem porządnie mył się w łaźni, grzech zmywał i obowiązkowo, w koszuli z trójkącikiem, do żony powracał.

A potem, Drogi Czytelniku, przyzwoitość szlag trafił. Wyparowała. Nie udało się socjalizmowi doprowadzić do perfekcji dzieła królowej Wiktorii. Nastąpiła rewolucja seksualna i absolutna anarchia w seksie. Ludziska się rozpasali i domagają się orgazmu, choć jeszcze niedawno nawet nie podejrzewali, że coś takiego istnieje. W solidnych poradniach żony dowiadują się, jak mają badać swoje erogenne strefy i tę wiedzę przekazywać mężom. Nauczycielka klas gimnazjalnych uczy swe podopieczne, jak chłopcu ustami prezerwatywę nakładać.Przytaszczyła skądś wibrator i stara się na całego. Oseksili się doszczętnie! Wypinają swe zboczeńcze instynkty, jak niegdyś wypinały pierś z orderem Matki Bohaterki ZSRR kobiety, które urodziły dziesięcioro dzieci. Nie krępują się już niczego, ani lesbijstwa, ani gejostwa. Ba, nawet demonstrują swe nietypowe orientacje seksualne. Nagie baby rozpierają świat, pyszniąc się tym, że chcą zostać gwiazdami porno. Ostatnio oglądałam program telewizyjny z sympatycznym prowadzącym, dla którego nie było żadnego tematu tabu. Zapytał jedną miłą dziewczynę czy nie chciałaby być gwiazdą porno. Ta z dumą i emfazą odpowiedziała: „Przecież ja już jestem taką gwiazdą, w pracy koledzy do każdej mej dziurki włażą”.

Mężczyźni, nie właźcie koleżankom do ich dziurek! Społeczeństwo ma dość rozporkowych afer. Chcemy żyć spokojnie, bez zaglądania elitom władzy do rozporków. Przecież wiadomo, że równości tam nie ma, chociaż kult fallusa ostatnio nabiera siły i przeżywa swój renesans. Powróćmy zatem do starych dobrych historycznych czasów, kiedy ten organ zajmował dostojne miejsce w hierarchii wartości.

* * *

Szesnastowieczny erotyczny pisarzBrantómesporo rozwodził się na temat długości męskiego penisa. Miała prawo jego bohaterka wrzasnąć: – Z czym do gości, bracie? Z takim maleństwem leziesz do mojego łóżka? – Mógłby odpowiedzieć słowami nowo upieczonego poety: „Zabrałaś mężczyznom wolę, siłę i spodnie. Teraz się dziwisz, że pod spodniami nie ma męskości?”.

Różnie bywało z tą męskością w starożytnym Rzymie. Był kult fallusa, to prawda, lecz również były na niego i niemałe nagonki. Owidiuszowi na przykład obrzydło być wiecznie zależnym od swej chuci. Radował się na starość: „Nareszcie pozbawiłem się tego jarzma i mogę żyć spokojnie, mój kutas już nie staje”.

Wszystko zaczęło się od Imperium Rzymskiego. To stąd rozpustne obyczaje rozpowszechniły się po całym świecie i zajęły poczesne miejsce w życiu publicznym. Tam przecież kobiety, jak oszalałe, w określonych porach roku biegały nago po ulicach. Albo w święto prostytutki Flory, która wszystkie zarobione ciałem pieniądze oddała Rzymowi na coroczne obchody święta; bądź w święto Dionizosa, kiedy dozwalano nie tylko uprawiać rozpustę, lecz i chlać, ile się dało. Właśnie to święto szczególnie polubił Marek Antoniusz, wprowadziwszy do niego wiele własnych innowacji. Na przykład jazdę w rydwanach zaprzężonych w oswojone lwy. Do Kleopatry, swej kochanki, a potem żony, przyjeżdżał ubrany w strój Dionizosa. Bożek ten był pobłażliwy: pozwalał pić i kochać się do woli. Stopniowo rozpusta w starożytnym Rzymie stawała się cnotą, chociaż prawo rzymskiepro formawzywało rzymskie matrony, aby kochały wyłącznie tkactwo i rodzenie dzieci, unikały polityki i obcych mężczyzn. Nie słuchały tych wezwań. No, może z wyjątkiem cnotliwej Lukrecji, która w święto Dionizosa nie szwendała się po ulicach, ale spokojnie sobie tkała jak Penelopa, powrotu męża z wojny oczekując. Tym oryginalnym widokiem tak roztkliwiła syna, Tarkwiniusza Pysznego, że zgwałcił ją w czorty. Namiętność ta skończyła się nader tragicznie: wykurzeniem Tarkwiniusza z Rzymu i ogólną rewolucją. No i po co Lukrecja chciała być białym krukiem pośród czarnych rozpustnych rzymskich wron-matron? Rozpusta jest rozpustą i nie ma co wychylać się ze swą cnotą, gdy dookoła takie rozpasanie, że aż oko bieleje. Lało się z jednakową obfitością czerwone i białe wino, a nieraz i czarna, jak u Murzynów niektórych plemion, sperma. Ten koktajl oryginalnego koloni na długo wpisał się w historyczne dzieje Rzymu.

Spływało czerwone wino jak krew po obnażonych torsach mężczyzn, a satyry i menady, otumanione trunkiem, kopulo wały z zajadłością dzikusów okresu kamienia łupanego, nałożywszy tygrysie i leopardzie skóry na rozgrzane i mokre od potu ciała. Gwar, wrzask, dźwięki bębnów i wszystkiego co głośne, nawet miedzianych misek. Pląsy jak u dzikich plemion. Istna dżungla Munga. Mężczyźni z czerwonymi jak u rozjuszonego byka oczami, o bezmyślnym spojrzeniu, zlizywali krople wina z nagich kobiecych piersi, a one, klęcząc na czworaka, ssały im ogromne fallusy, dumnie nazywając ten akt pornografii oddawaniem honoru Priapowi. Oddawano ten honor z wielkim namaszczeniem. Kobiety obnosiły po mieście dwumetrowej długości fallus owinięty girlandami kwiatów. Nieprzypadkowo Messalina, rozpustna żona Klaudiusza, wybrała dla swego rozwodu właśnie dzień święta Dionizosa. Kiedy jej jąkający się i wiecznie pociągający nosem mężulek walczył z Partami, urządziła ślub ze swym kochankiem Gajuszem Siliuszem. Półnaga, poowijana winogronowymi łodygami, stała w wozie pełnym czarnych winogron i deptała je nogami. Wino złowieszczą krwią spływało po jej nagim ciele, a obok niej, przywierając do niej swoim muskularnym torsem, stał Siliusz i namiętnie całował ją w usta. Idylla, czy raczej bachanalia, wkrótce się skończy. Klaudiusz zdążył wrócić na czas, pozabijał buntowników, wieszał ich na drzewach na wysokości niższej niż ich wzrost; podczas kaźni musieli więc podkurczyć nogi. Odciachał też głowę Siliuszowi, który nawet nie zdążył ze swego ciała wytrzeć wina i spermy, i posłał miecz Messalinie. „Nie bój się, córuchno – uspokajała ją matka – to nie boli, wetknij miecz głębiej”. A ona bała się śmierci. Przecież nie może pozbawić się życia w tak pięknym, kwitnącym wieku i w dodatku na tle takiego wielkiego święta, jak święto Dionizosa! Legionista miał dosyć tej mitręgi. Chwycił rękę Messaliny i pomógł jej wbić miecz w pierś.

Fallus mocno wszedł w codzienne życie Rzymian. Matki zakładały dzieciom na szyje amulety z maleńkimi fallusami, które miały chronić je od złych oczu i odganiać złego ducha. Chłopi, wyciosawszy z kawałka pnia ogromnego fallucha, stawiali go na swych polach. Miał im dopomóc w osiągnięciu obfitych plonów. Żołnierz nie szedł na wojnę, jeśli nie dyndał mu na piersi ołowiany organ, nieraz większy od jego własnego.

Rzymianie, którzy lubili mówić o sobie jako o najbardziej religijnym ze wszystkich ludów, a uznawali i czcili większą niż którykolwiek inny naród liczbę bóstw, oddawali hołd bogowi płodności. Na rzymskich wzgórzach znajdowało się szczególne sanktuarium, w którym leżało bóstwo w postaci członka męskiego, noszącego nazwę Tutunus. Kobiety przyodziewały go we wspaniałe togi. W hołdzie temu bogowi składano kwietne wieńce. Bóstwo miało swoją kapłankę, która codziennie namaszczała go olejkami i mirrą; bywało, że erotyczna siła emanująca z tego boga doprowadzała ją do granic obłędu płciowego. Wówczas kładła się obok i masturbowała.

Figurka fallusa musiała koniecznie znajdować się w sypialni młodej dziewczyny wychodzącej za mąż. W dzień ślubu dosiadała figurki, ofiarowując bogu swe dziewictwo.

„W pałacu Tarkwiniusza Starego służąca Okryzja odbyła stosunek z fallusem i z tego aktu narodził się Serwiusz Tuliusz” – informuje starożytny historyk Liwiusz.

Szczególnym kultem otaczali fallusa Egipcjanie. Raz do roku faraon wraz z małżonką oddawał hołd bogu Minowi, którego wcielenie było ogromnym fallusem. Procesja, podczas której wychwalano boga, miała wyjątkowo uroczysty charakter. W pochodzie prowadzono zwierzęta: lwy, słonie i tygrysy, niesiono złote zastawy stołowe, w pozłacanej lektyce siedział sam faraon, którego na co dzień nie sposób było zobaczyć. Była to jedyna okazja, kiedy lud mógł ujrzeć egipskiego władcę.

Egipcjanie byli jednym z pierwszych starożytnych narodów, który stworzył falliczną kulturę. Przedmioty użytku domowego najczęściej przedstawiały fallusa: świeczniki, lampy, puzderka, wahadła, nawet nóżki krzeseł.

Lecz nigdzie nie było takiej obfitości fallusów, jako rytualnych symboli czy przedmiotów użytku domowego, jak w Pompejach, zniszczonych w 79 r. wybuchem Wezuwiusza. To położone niedaleko Neapolu miasto, według legend zostało ukarane przez bogów za swoją bezprzykładną rozpustę. Kult fallusa kwitł tu na całego. Nawet piekarz wypiekał bułeczki w kształcie męskich i żeńskich organów. Magistrat miasta ozdabiała rzeźba dwumetrowego fallusa, a ściany domów rysunki o erotycznej treści. Arystokraci w swych willach mieli sekretne komnaty, w których odbywały się orgie. W ruinach Pompejów znaleziono wiele obscenicznych rzeźb, najbardziej gorsząca z nich jest ta, którą obecnie reprodukuje się prawie w każdym albumie o erotycznej treści: satyr z ostrą bródką o dużym, sterczącym fallusie spółkuje z kozą, która unosi do góry zgrabnie swe tylne nóżki, leżąc na plecach. Rzeźba ta jest tak naładowana erotycznym dynamitem, że pobudza zmysły znacznie mocniej niż najbardziej wyrafinowana pornografia. Jednak bogowie, choć pobłażliwie odnosili się do seksu i mieli na swym koncie mnóstwo erotycznych związków, przestraszyli się seksualnego maksymalizmu mieszkańców Pompei, którzy w tym względzie nie znali żadnych ograniczeń, i powiedzieli: stop. To rozpasanie bez granic może doprowadzić do absurdu. We wszystkim, Drogi Czytelniku, trzeba stosować zasadę złotego środka, o czym od wieków przypomina Konfucjusz.

Ogromne powodzenie w Imperium Rzymskim miało jeszcze jedno erotyczne święto – Luperkaliów. Wieśniacy zbierali się na łące, aby wspólnie pić, śpiewać i tańczyć, wielbiąc boga o ogromnym fallusie.

Erotyka rzymska nie miała jednak dobrej reputacji. Tradycja zwykła ją łączyć z niesamowitymi orgiami, którym hołdowali prawie wszyscy rzymscy cesarze. Popatrzmy, co dzieje się w Złotym Pałacu Nerona – siedlisku wielkiej rozpusty. To stąd wielki imperator, skromnie ogłosiwszy siebie bogiem, odziany w tygrysią skórę, wyskakiwał z klatki (być może złotej) i jak rozjuszony satyr rzucał się na nagie kobiety i mężczyzn przywiązanych do słupów. Bywało, że opuszczał pałac, niesiony w lektyce wraz ze swoją matką Agrypiną, rywalizującą ojego względy z Akte – kochanką, niewolnicą Nerona. Swetoniusz twierdzi, że kiedy cesarz opuszczał lektykę, dworaków gorszyły ślady spermy na jego odzieniu. Matka dotknęła jego zmysłów! Czy aby nie z tego powodują zabił, udręczony wyrzutami sumienia z powodu miłości Edypa? Lubił starsze od siebie kobiety, to prawda, nie chciał żyć z żoną i prawdopodobnie nawet nie zdeflorował swej pierwszej małżonki (miał ich trzy) Oktawii, córki Klaudiusza. Kochanki miał znacznie starsze od siebie (Poppeę o dziewięć lat), lecz żeby jeszcze i z matką współżyć? Do wszystkich szaleństw Nerona doliczmy i tę seksualną perwersję.

Demoralizacja drugiego rzymskiego szaleńca, Kaliguli, dosięgła szczytu, kiedy pragnąc zdobyć pieniądze otworzył burdel w swym pałacu i rozkazał swym siostrom, Lesbii i Agrypinie (przyszła matka Nerona i czwarta żona Klaudiusza), pracować tam w charakterze prostytutek. Znamienna to cecha dla domów królewskich. Czyż nie dał początku temu precedensowi faraon Cheops, który gromadząc środki na swą piramidę, którą budował trzydzieści lat, uczynił córkę prostytutką w burdelu? Zarabiaj, mała, na piramidę ojca!

* * *

Pogańska wiara w fallicznego boga przenika również w chrześcijaństwo – w karłowatej, upośledzonej formie, której celem było usprawiedliwienie rozpusty. Głęboko przeniknął ten kult nawet w XIX i początki XX wieku. Grigorij Rasputin, wielki pupilek ostatniej rosyjskiej carycy, Aleksandry Fiodorowny, żony Mikołaja II, w restauracji „Jar” wyjmował swój organ płciowy i pokazywał obecnym tam gościom, chełpiąc się jego wielkością, o czym głośno było w rosyjskiej i zagranicznej prasie. Rosyjska caryca zdjęciom wierzyć nie chciała, obwiniając ministrów o nagonkę na swego pupilka. Rasputin prowadził arystokratyczne damy do łaźni, tam kazał im pieścić i całować swego fallusa, objaśniając ten rozpustny akt tym, że ujarzmia w ten sposób pychę arystokratek i wzywa je do pokory. To mu się znakomicie udawało. Damy chowały do swych torebek ogryzki niedojedzonego przez Rasputina kwaszonego ogórka czy skorupy jajek, które raczył spożyć ten „święty człowiek”, i potulnie rozstawiały nóżki na skórzanej kanapie w jego gabinecie przy Grochowej 34, gdzie Rasputin jędrną, zdrową kopulacją wypędzał z nich szatana.

* * *

Bawienie się organem płciowym nabrało znamion niezdrowej masturbacji. Początkowo władcy patrzyli na to zjawisko jak na niewinne igraszki, zanim lekarze nie wszczęli alarmu – to niezdrowo! Masturbacja rozcieńcza mózg, sprzyja usychaniu kości i doprowadza do idiotyzmu – brzmiał ich werdykt. A przecież jeszcze stosunkowo niedawno Henryk IV i jego syn, późniejszy Ludwik XIII, tak miło bawili się swymi siusiakami. Mały Ludwik tak polubił te niewinne igraszki, że nawet kazał bonom całować swego „ptaszka”. Kto nam nie wierzy, niech sięgnie po wspomnienia Jeana Heroarda. Tam czarno na białym zostało napisane, że Ludwik XIII w wieku trzech lat miał już erekcję, czym wywołał nadzwyczajne zgorszenie i zdumienie swej niani. – Patrz, patrz – mówił do niej – jak mój ptaszek fruwa. – Podnosi się i opada jak most zwodzony – śmiał się, komentując ten fakt, ojciec. No i dośmiali się! Z tego bawienia się siusiakiem wyrósł pełen kompleksów król, który do końca życia nie potrafił określić swej orientacji seksualnej. Nie wiadomo było kto on. Na wszelki wypadek przez cztery lata nie deflorował żony, Anny Austriaczki, a damom wyjmował listy z korsarzy szczypcami do kominka, lękając się dotknąć ich biustu.

Wielki Onan, męczennik własnej spermy, nawet nie podejrzewał, jaki popłoch wywoła w świecie swym nierozważnym czynem. On, żeby uniknąć prokreacji z niekochaną kobietą, żoną swego brata, z którą kazał mu ożenić się ojciec, spuszczał swoją spermę na ziemię. Trwonił drogocenny eliksir życia, jak powiedzieliby starożytni Chińczycy, dla których sperma była świętą cieczą. Nie podejrzewał Onan, że da imię nowemu i powszechnie rozpowszechnionemu zjawisku, jakim jest onanizm, czyli masturbacja, szczególnie rozpowszechniona wśród młodych chłopców. Zjawisko to przybrało różnorodne kształty, poczynając od niewinnego bawienia się swym organem płciowym do różnego rodzaju dewiacji, takich jak wtykanie w mały otworek penisa różnorodnych przedmiotów, nawet metalowych kółek, co kończyło się zwykle operacją, a w najgorszym wypadku śmiercią.

* * *

W XVII w. włoski medyk Sinibaldi oznajmił, że onanizm prowadzi do podagry, zaparć, skrzywienia kręgosłupa. Ba, nawet w XIX w. lekarze twierdzili, iż masturbacja wywołuje ślepotę i padaczkę. Inny medyk, na podstawie nie wiadomo jakich badań, dodał: „Masturbacja sprzyja poczerwienieniu nosa”. Ostrożnie więc, Drodzy Czytelnicy, z obwinianiem sąsiada o czerwonym nosie o alkoholizm. Przyczyna może być całkiem inna: po prostu sąsiad po nocach bawi się własnym penisem. Mimo straszenia ludzi najrozmaitszymi chorobami proceder się nadal szerzył. Wówczas podrzucono jeszcze parę chorób, których przyczyną jest masturbacja, takich jak ślepota i epilepsja. Na światło dzienne z głębin ponurych alków domowych zaczęli wynurzać się bladotrupi akceleraci z podsiniaczonymi oczami i drżącymi rękoma. Dręczył ich problem własnego penisa. Matki gorliwie wzięły się za szycie synom koszul nocnych, takich w których niełatwo było dobrać się do własnego siusiaka. Producenci zabrali się za penisochrony – swoiste pasy cnoty nakładane na męskie genitalia, wykonane z twardego tworzywa i zamykane na klucz. Strach obleciał ludzi. W obawie przed populacją potworków-epileptyków dochodziło do ekstremalnych rad: masturbantom w stadium chronicznym radzono częściowo poddać się kastracji. A Chinom morze po kolano! Chiny, masturbacyjnej zarazy się nie boją, od małego przyzwyczajają swych synów do tej zboczeńczej czynności, to znaczy prowokują swe pociechy tak, jak prowokowała swego pudla pewna paryska dama, która kilka godzin dziennie głaskała mu genitalia, żeby, jak mówiła, odzwyczaić go od biegania za sukami. Borys Cyrulnik w swej książce „Anatomia uczuć” przytacza taki przykład: „W Chinach matki onanizują swych nieletnich synów, żeby szybciej zasypiali. Nieraz czynią to publicznie, podczas wizyty u lekarza. Nieraz, doprowadziwszy syna do orgazmu, wsuwają jego członek do swej pochwy”. Byłam pewna, że mój synek chciał tego – tłumaczyła się jedna z matek, gdy lekarz zastał ją, jak wkładała penisa syna w swoją waginę. Syn miał zaledwie roczek. Angielska lekarka pediatra, przyjechawszy do jednej z afrykańskich republik, była zdumiona, z jaką prostotą i jawnością matki oczekujące na wizytę u lekarza zabawiały swych małych synów pieszcząc im ustami członki.

* * *

Na jednym z satyrycznych malowideł na wazach z IV w. p.n.e. wychowawca karze chłopca za masturbację, uderzając go sandałem.

* * *

Jan III Sobieski pisał w 1667 r. w liście do Marysieńki: „Myśląc o Tobie, zdarza mi się często, że szyldwach czyni tę rzecz, która nie jest dobra dla zdrowia, a co gorsza, grzeszna. A teraz całuję, począwszy od busińki wszystkie śliczności, a najbardziej tytenki, muszeczkę, pajączek i śliczne nóżeczki”.

* * *

W XVIII w. akt masturbacji został szeroko rozpowszechniony na grawiurach, przedstawiających satyrów lub kozłopodobnego bożka Pana, bawiących się swymi ogromnymi fallusami.

* * *

Członkowie założonego w 1732 r. szkockiego klubu Benisson specjalizowali się w zbiorowej masturbacji.

* * *

Z rozbrajającą szczerością zwierzał się genialny zboczeniec, markiz de Sade: „To, co u chłopców zwie się penisem, służyło mi za zabawkę. Ja i moi rówieśnicy głaskaliśmy tę zabawkę jeden drugiemu, ściskaliśmy ją w rękach, całowali”.

* * *

Diogenes, grecki sprośny filozof żyjący w IV w. p.n.e., który całe życie przesiedział w beczce, bo takiego miał psikusa, rzucił wyzwanie światu: publicznie się masturbował. Kogo chciał tym zgorszyć? Nikogo. Po prostu ekscentryczny filozof w ten sposób obalał teorię nonkonformizmu – to, co samo w sobie jest dobre, nie może stać się złe tylko dlatego, że jest publicznie demonstrowane. Teoria ta, mimo pozorów słuszności, nie została przez społeczeństwo zaakceptowana, a zachowanie Diogenesa wywołało powszechne oburzenie.

* * *

O męskiej sile świadczy wielkość nosa (Owidiusz).

* * *

Wszystkie bodźce silnie podrażniające skórę oddziaływają na organy płciowe. Ludzie cierpiący na liszaje lub wysypki odczuwają stały popęd płciowy.

* * *

Cham, syn Noego, pewnego razu zobaczył ojca zupełnie nagiego. Nie śmiał się z tego, lecz zadrwił z autorytetu patriarchy, zapytawszy: „Ojcze, czemu nie powstrzymasz swej erotycznej bestii?”.

* * *

„Erotyczną bestię” o dużych rozmiarach bardzo lubiła rosyjska caryca Katarzyna Wielka. Nimfomanka, kobieta o niebywałym temperamencie, w swym pałacu w Carskim Siole wypatrywała przystojnych oficerów, pełniących tu służbę, o dużych fallusach; przy ówczesnej modzie na obcisłe białe rajtuzy łatwo to było dostrzec. Oficer o imponującym fallusie miał szansę zostać jej jednonocnym kochankiem, jak to się stało ze Stanisławem Komorowskim, który w nietypowy sposób, przez łoże carycy, zawładnął majątkiej polskiej magnatki, Katarzyny Kossakowskiej. Między Komorowskimi i Kossakowskimi latami ciągnął się proces sądowy o majątki na Ukrainie, do których pretendowały te dwie familie. Katarzyna Wielka zobaczyła Komorowskiego, pełniącego wartę w jej pałacu gdy udawała się do swojej sypialni. Zafascynowana rozmiarami jego fallusa, stanęła jak wryta. W tym czasie jej stały kochanek, Platon Zubow, chorował i caryca była seksualnie niewyżyta. Natychmiast zaprosiła Polaka do swych apartamentów, chłop się postarał, a nazajutrz z wyroku carycy ziemie Katarzyny Kossakowskiej powiększyły majątek Komorowskich.

Ostrożnie jednak, panowie, z erekcją. Gdy trwa przez dłuższy czas, może wywołać niepożądane reakcje, o czym przekonał się car Piotr I, którego szczególnie interesowała anatomia fallusa. Kupował wszystkie woskowe kopie męskich genitaliów. W Petersburgu, w szklanych słojach wypełnionych spirytusem, gromadził różne dziwactwa świata. Posiadał też żywy eksponat. Był nim syberyjski chłop o fallusie niespotykanych rozmiarów, że byk by mu go pozazdrościł. Najbardziej dziwiło to, że penis tego chłopa był w ciągłej erekcji. Na nic mu były modne „sączki” – skórzane woreczki służące do powiększania męskich genitaliów. Ten syberyjski chłop doszczętnie obalił teorie znanego seksopatologa Gercegi o tym, że męski członek nie może znajdować się w ciągłej erekcji. Organ chłopa-eksponatu był w ciągłej bojowej, pardon, płciowej gotowości. Jak dotychczas, Drogi Czytelniku, znane nam są tylko dwa przypadki królów, których członki pozostawały w stanie ciągłej erekcji – Henryka IV i Kommodusa, rzymskiego imperatora, syna Marka Aureliusza, spłodzonego przez gladiatora. W miarę upływu czasu okazało się jednak, że radość z tego była przedwczesna. Obydwaj królowie cierpieli na jakąś dolegliwość, w której wyniku na ich genitaliach rosły guzy. Niestety, niewielki zabieg operacyjny zniweczył tę męską dumę ku nieukrywanemu rozczarowaniu pań. Jednak chłop syberyjski nie wytrzymał ciągłej erekcji – popadł w obłęd i zmarł. Jego organ płciowy, umieszczony w wypełnionym spirytusem słoju, wzbogacił kolekcję dziwacznych eksponatów Piotra I. Uczeni nie wykluczają, że długotrwała erekcja powstaje od częstej masturbacji. Dlatego przestroga: rodzice, nie pozwalajcie dzieciom się masturbować. Może stać się z nimi to samo, co z nieszczęsnym francuskim chłopcem, o którym tak opowiada seksopatolog Krafft-Ebing: „W wieku piętnastu lat wpadł w nałóg masturbowania się. Lecz z upływem czasu zwykła stymulacja mu już nie wystarczała do osiągnięcia orgazmu i zaczął drażnić kanał moczowy długą drewnianą drzazgą. Galien przyzwyczaił się do nowej techniki. Zrobił nożem długie nacięcie na penisie, co mu dawało bardzo przyjemne uczucie. W końcu oddał się swej pasji, aż wreszcie przeciął sobie penisa na dwie części”.

* * *

Nie tylko życie Rzymian oscylowało wokół penisa. Francja okresu Ludwików jest przepełniona erotyzmem, kult fallusa nasila się w okresie regencji Filipa Orleańskiego i trwa w epoce Ludwika XVIII, króla impotenta, który uwielbiał sprośne zabawy. Przekonany o swej całkowitej impotencji, na dodatek posiadający żonę lesbijkę, zabawiał się niewinnymi perwersyjnymi igraszkami: nasypywał między pośladki prostytutek tabakę i, wtykając głęboko między nie swój gruby i pryszczaty nos, wciągał ten nęcący aromat, głośno i smacznie kichając. Na zdrowie, królu! Każdemu swoje, jednemu jędrne pieprzenie, a drugiemu głośne kichanie.

Wersalskie damy gloryfikowały kult penisa. Sprzyjała temu moda na białe obcisłe męskie rajtuzy, które uwydatniały rozmiary fallusów. Jakaż to wdzięczna moda, Drogi Czytelniku, która tak namacalnie uwypukla męski powab!

* * *

„Silny francuski penis buduje silne społeczeństwo” – takie hasło rzucili znani ludzie pióra i poczęli, jeden drugiemu, mierzyć długość ich fallusów, na przykład Flaubert Maupassantowi. Lecz gdy autorPani Bovaryzwątpił w seksualną moc autoraDomu pani Tellier,ten zaprosił go do burdelu, aby w praktyczny sposób udokumentować swe możliwości. Uporawszy się w ciągu godziny z sześcioma prostytutkami, kazał Flaubertowi sprawdzić, iż nadal znajduje się w nadzwyczajnej kondycji. Nic dziwnego, że po takich wyczynach Maupassant zwariował. Kiedy znalazł się w szpitalu psychiatrycznym, pełzał na czworakach i szczekał jak pies.

„Sperma swoje dozy ma” – tak tę historię można spointować słowami Koźmy Prutkowa.

* * *

August Strinberg, upokorzony przez kobietę, kazał przy świadkach zmierzyć długość swego przyrodzenia i obwieścił światu jego rozmiary. Były imponujące, świat nabrał doń szacunku.

* * *

Życie nie musi oscylować wokół fallusa – powiedział kardynał Doria i przyodział antyczne rzeźby w gipsowe spodnie, a papież Paweł IV proponował, aby dla nagich posągów uszyto ubrania. Zięć kardynała Mazariniego przejawił jeszcze dalej idący radykalizm w stosunku do bezwstydnych antycznych rzeźb zdobiących jego park. Nakazał odbić im genitalia, a bezcenne obrazy Rubensa zamalować czarną farbą, wychodząc z założenia, iż golizna gorszy świat.

* * *

Były to pojedyncze głosy protestu w społeczeństwie, które było wychowane w kulcie fallusa. Nie znalazły zrozumienia, szczególnie wśród kobiet, pośród których obracał się światowy uwodzicielCasanova.Trzeba stwierdzić, że był to osobnik silnie przereklamowany. U tego niepoprawnego don Juana, tak jak u Szekspira, było wiele hałasu o nic. Co to za as seksu, któremu ciągle podczas stosunku z kobietą krew z nosa się leje? Pewna dama, która była z nim w łóżku, przestraszyła się nie na żarty, gdy zobaczyła okrwawione prześcieradło, pomyślała bowiem, iż popełniła straszny grzech – oddała się rozpuście w dniach menstruacji. Nawet dzikuski afrykańskich plemion nie pozwalały sobie na takie bezeceństwa. Pokornie do lasu odchodziły, gdy u nich… to następowało.

* * *

Czasami fallus był wystawiony na publiczny ogląd z innych powodów niż kult Priapa. Zdarzyło się to w 1449 r. w Hiszpanii, gdy wtrącono do więzienia dziewczynę Kollet i jej kochanka Maura, czarnego człowieka. Maur, przebrany za służącą, przychodził regularnie do Kollet nocą. Teraz wiozą ich na stracenie. Kollet w samej nocnej koszuli zakasanej do pasa, a jego z obnażonymi genitaliami. Ze strachu i pod wpływem nerwów Maur pozostawał w ciągłej erekcji, co wzbudzało zdumienie pań. I nawet kiedy stanęli pod szubienicą, penis Maura nie opadł. – Szkoda. Jaki wspaniały towar nam przepadł – użalały się panie, patrząc na dyndającego na szubienicy trupa Maura.

* * *

Stopniowo fallus stawał się fetyszem. W Italii, w końcu III w. p.n.e., zawiązywały się kolegia bachantów, które celebrowały obrzędy ku czci fallusa. Odpowiadała Rzymianom ta forma nabożności, w której można było diabła i boga ubłagać: czyli uprawiać rozpustę pod płaszczykiem nabożeństw. Mistycyzm i zmysłowość zamknięto w jednym kulcie, co za rozkosz dla ciała i umysłu! Zapewne dlatego kult fallusa szybko począł się rozpowszechniać w całej Europie. Precz z dawną ascezą, precz ze szkodliwym poglądem o grzeszności cielesnego stosunku! Naturalnie że ta hedonistyczna filozofia życia doprowadzała rzymskich senatorów do bezsilnej wściekłości. Imperatorzy rzymscy zaczęli zastanawiać się, jak tu ograniczyć powszechne rozpasanie. I wymyślili. Cesarz Klaudiusz: „Nie wolno rzymskim matronom spać z niewolnikami. Nie wolno zamężnym kobietom cudzołożyć”. Co usłyszeli w odpowiedzi? Słowa Lesbii, siostry Kaliguli, która przespała się z Seneką: „Ciało jest moje, co chcę, to z nim robię”. Co prawda powędrowała za swoje buntownicze słowa na bezludną wyspę, gdzie została zgładzona przez Messalinę. Lecz przecież wszystkich kobiet pragnących seksu nie zgładzisz.

* * *

Właściwie słowa seks jeszcze wtedy nie było. Zostało później wymyślone. W tamtych czasach, a także w naszej szczęśliwej epoce socjalizmu nazywano to prosto – te rzeczy.

* * *

Matrony namawiano, aby starały się zażarcie walczyć ze swoją chucią. Kiedy było to niemożliwe, na przykład w sytuacji zakochania się, przychodził z radą Owidiusz. Jak odkochać się w kobiecie? Radził: wystarczy obrzydzać oblubienicę we własnych oczach. Jeśli jest korpulentna, nazywaj ją grubaskiem albo beczułką, jeśli jest brunetką, pasuje doń obrzydliwa nazwa – czarnuszka. Jeśli zauważyłeś, że ma kaczkowaty chód, każ jej jak najczęściej chodzić, a jeśli ma zepsute zęby, prowokuj ją jak najczęściej do śmiechu.

* * *

„Figę z makiem, nie doczekacie się ode mnie perlistego śmiechu!” – powiedziała Józefina, żona Napoleona Bonapartego, która miała bardzo zepsute zęby. Nie tylko nie śmiała się, lecz nawet gdy mówiła, to przykrywała usta wachlarzem, a słowa tak cedziła przez zęby, że trudno było zrozumieć jej bełkot. A gdyby usłuchała Owidiusza i roześmiała się głośno, kto wie, czy Napoleon Bonaparte ożeniłby się z nią?

* * *

Petro Aretino, renesansowy pisarz włoski, ten bezprzykładny pornograf, którego obrazki przedstawiające sześćdziesiąt cztery pozycje kopulacji zdobią serwisy libertynów, zadaje naiwne pytanie: „I cóż w tym złego, jeśli mężczyzna kładzie się na kobiecie?”. No właśnie! Tylko taka pozycja była dopuszczalna w chrześcijaństwie. Nic więc dziwnego, że spowiednik zadaje swojej owieczce takie oto pytania: „Czy kładła się na męża podczas stosunku?”. Kobieta, której raz to się przytrafiło, ze strachem pyta: „A to grzech?”. „Jeszcze jaki grzech – odpowiada spowiednik. – Święty Paweł przykazał jednoznacznie matoix reroluta”. Nieobytej z łaciną kobiecie wyjaśnia: „Mąż na wierzchu, żona pod nim”. I basta – inaczej samowola. Lecz w miarę zadawania dziwacznych pytań spowiednik się roznamiętnia i jego pytania brzmią jeszcze osobliwiej, wprowadzając kobietę w zgrozę: „Gadaj, grzesznico, czy kładłaś do swej pochwy przedmiot formą przypominający męski organ?”. Kobieta przysięga, że nigdy w życiu, ani banana, ani ogórka do swej pochwy nie wtykała. Spowiednik kontynuuje pytania: „Gadaj, czy zbliżałaś swój organ płciowy do innej kobiety i czy nie tarłaś przypadkiem swego o jej?”. Kobieta go zapewnia, że takie myśli nawet nie przychodziły jej do głowy. Lecz spowiednik jest dociekliwy i pełen chęci potępienia wyrafinowanej rozpusty. Nie przerywa swej inkwizycji w szlachetnym zamiarze dojścia prawdy. „Czy ty przypadkiem nie kładłaś w swoje usta genitaliów dziecka?” – pyta – „O Boże!” – wyrywa się kobiecie. – „Boga ty zostaw w spokoju, tu raczej szatańskie opętanie” – poucza ją spowiednik. Następne pytania brzmią jak wyrok i wprowadzają kobietę w stan szoku: „Czy nie zbliżałaś swego organu płciowego do jakiegoś zwierzątka, na przykład do psa, i czy nie wtykałaś swego organu w jego?”. Kobieta bladymi ustami i na granicy obłędu wyszeptuje, że nigdy w życiu czymś takim się nie zajmowała. Spowiedź trwa nadal. Następne pytanie brzmi: „Czy nie brałaś żywej ryby i czy nie wkładałaś jej w swe organy płciowe, a potem ugotowawszy ją, czy nie dawałaś jej mężowi do zjedzenia w celu zdobycia jego względów?”. Nie wiemy, Drogi Czytelniku, co odpowiedziała na to pytanie kobieta, tak dobrze wyedukowana w seksualnych perwersjach przez troszczącego się o jej cnotę spowiednika.

Sztuczny organ – to jest to!

Kobiety protestują, Drogi Czytelniku! Kobiety nie chcą swego seksualnego szczęścia uzależniać od tak niedoskonałej istoty, jaką jest mężczyzna. Kobieta rozumuje tak: dlaczego ja, taka piękna i doskonała, muszę zależeć od kaprysów jakiegoś głupiego fircyka i od tego, co u niego dynda między nogami? A jeśli cała ludzkość dąży do orgazmu, to czy nie można tego osiągnąć bardziej dostępnym sposobem? Naturalnie że można i pojawiły się sztuczne fallusy. Owidiusz, starożytny historyk, wspomina, iż w Egipcie widział w domach zacnych pań sztuczne fallusy ze skóry.

* * *

Kiedy Hiszpanie dotarli na Filipiny, byli przerażeni nie tylko rozwiniętą masturbacją wśród kobiet, lecz również tym, że kobiety zaspokajały się, używając sztucznych fallusów sporządzonych z wosku.

* * *

„We Francji sztuczny fallus nazywał sięgodemichis.Znałem damę, którą książę zastał ze sztucznym fallusem przywiązanym sznurami między jej nogami. Książę, odchyliwszy kołdrę, zmusił damę, żeby pokazała na koleżance, jak on działa. Podczas tej procedury poczuł nieodpartą chęć odbycia stosunku i wykrzyknął: «Po co wam sztuczne fallusy, gdy przed wami stoi żywy i pragnący. Wyświdruję was potężniej niż ten martwy przedmiot»”(Brantóme,„Żywoty pań swawolnych”).

* * *

Mąż domaga się rozwodu. Przyczyna? Żona zasmakowała w sztucznym fallusie tak, iż nie chce mieć stosunków z mężem, woli swój instrument (Elwira Watała, „Wielcy rogacze”, Moskwa 2001).

* * *

Dziewczyny wychowywane w klasztorach zakochiwały się w sobie nawzajem i zaspokajały się różnymi przedmiotami: sztucznymi członkami albo świecami (Erie Lacanau).

* * *

Powiedzonko ludowe o mniszce uprawiającej samogwałt: „Och, strzeżonego Pan Bóg strzeże, powiedziała mniszka, nakładając prezerwatywę na świeczkę”.

* * *

„Sztuczny męski organ jest bardzo prostej konstrukcji i przedstawia sobą kawałek metalowej rurki długości 21,5 cm, zwężony na jednym końcu tak, że jej szerszy otwór ma 4 cm średnicy, a węższy 3,5 cm. Brzegi obu końców są pogrubione i pokarbowane z oczywistym zamysłem zwiększenia tarcia” (Z gazety „Birżewyje wiedomosti”, Moskwa 1908).

* * *

W haremach tureckich, gdy sułtan nie może zaspokoić wszystkich żon, często dochodzi do masturbacji i używania sztucznych organów męskich.

* * *

Prym w produkcji różnorodnych sztucznych fallusów wiedzie Japonia. Instrument ten wcale nie musi przypominać męskiego organu. Najczęściej są to metalowe kółeczka wkładane do pochwy.

* * *

Owidiusz radził kobietom, aby do masturbacji używały marchwi, ogórków. Nie mógł przypuszczać, jak dalece posunie się ludzka fantazja w tym zakresie. Londyński chirurg ma osobliwe muzeum, w którym zgromadzone są przedmioty chirurgicznie wyciągnięte z kobiecej pochwy. Zdumienie wywołuje kurze jajo, które kobieta spragniona orgazmu wsunęła sobie do pochwy i potem nie mogła wyjąć…

* * *

Arystofanes był pierwszy ze starożytnych greckich pisarzy, który wspomniał o sztucznym fallusie. W komedii „Lizystrata”, przedstawiającej bojkot erotyczny kobiet wobec swych mężów, jedna z nich wspomina o skórzanym penisie, stanowiącym jedyną pociechę niewiast, których mężowie udali się na wojnę.

* * *

Starożytni Japończycy bardzo często i chętnie używali sztucznych członków. Istniały księgi instruujące, jak wykonać sztuczny członek – harigata.

* * *

W charakterze naturalnych sztucznych członków w Japonii stosowano marchewkę i szczególny rodzaj grzybów.

* * *

W starożytnej Grecji sztuczny fallus nazywał sięolisbos.

* * *

Brantómew swych „Żywotach pań swawolnych” pisze o tym, jak panie, zafascynowane sztucznymfallusem, wtykały go głęboko do swej pochwy, niekiedy sięgając nim do swych wnętrzności. „Osobiście znałem kobiety, które zmarły od tego” – konkluduje pisarz.

* * *

Katarzyna Medycejska chodziła nocą po Luwrze z pękiem kluczy, niczym klucznica, „czarna wdowa”. Zaglądała do pokojów swych dam i robiła rewizje w ich szafkach. I cóż stamtąd wyciągnęła? Ogromną ilość sztucznych fallusów, którymi się pocieszały damy nie mające kochanków (Elwira Watała, „Wielkie kochanki”, Moskwa 2001).

Od starożytności to się zaczęło. Wystarczy spojrzeć na malowidła wazowe pochodzące z różnych wieków przed naszą erą. Kto tam dominuje? Mężczyzna. Stoi wyprostowany, niczym cyprys krymski z obnażonym fiutem, a przed nim na kolanach w poniżonej pozycji kobieta – robi mufellatio,czyli stosuje seks oralny. I wszędzie na wazonach, na czarach, na nocnikach –tylko fellatioi fellatio,a kiedy będziecunnilingus – czyli na odwrót, mężczyzna ukucnie przed kobietą na czworakach i jej będzie lizał? Nie ma tej pozycji na starożytnym malarstwie wazowym.

Dość tej supremacji mężczyzn nad kobietami, powiedziały feministki i poczęły zadowalać się sztucznymi członkami. Przemysł naturalnie szybko się rozwinął, gdy jest popyt, będzie i podaż.

* * *

Widziałaś „Czarny kwadrat na białym tle” Kazimierza Malewicza? Za co takie bajońskie sumy płacono, dlatego arcydziełem to nazwano? Czy my nie wariujemy czasami? Abstrakcja! A komu jest potrzebna taka zasrana abstrakcja? Abstrakcja musi być skuteczna. Wczoraj baba dosex shopuprzyszła po nieudanej nocy z mężem, cała zadyszana, i domaga się rino-tamy, jak w Japonii, żeby organ męski nie przypominał obrzydłego fallusa jej męża. A rino-tama to dwa miedziane kółka, jedno puste, drugie napełnione rtęcią, gdy rytmicznie kołyszesz biodrami, kółeczka w waginie drgają i – jak twierdzą producenci – rozkosz niebywała i orgazm gwarantowane. A nasi jeszcze o tym nie wiedzą, producenci nacełowani są nie na abstrakcję, a raczej na naturalizm. Stoi taka baba w sex shopiei miętosi sztuczny męski członek z lateksu, a sprzedawczyni jej swój towar zachwala: „Niech pani pomaca, od żywego pani nie odróżni, prawda?”. A komu taka prawda jest potrzebna, taki naturalizm w erze różnorodnej umowności? Ważny jest efekt, a nie wygląd. Japończycy dobrze o tym wiedzieli, gdy wprowadzali do obiegu te swoje miedziane kółeczka. No i nazwę. Nasi do dnia dzisiejszego nazwy nie wymyślili. Jeśli kobieta powie: „Proszę mi dać męskiego kutasa” – to brzmi to wulgarnie. A Japonka elegancko powie: „Proszę mi pokazać rino-tamę”. Nie dorastamy do wschodniej seksualnej kultury!

Z drugiej strony w tej abstrakcji dostrzegam wielkie zagrożenie dla męskiego członka. Niech pani sobie wyobrazi, do czego dojdzie świat, jeśli baby zaczną zadowalać się tym, co nawet organu męskiego nie przypomina? A inna już teraz woli sztuczny od mężowskiego. Na Kuźnieckim proces sądowy był, żona wolała sztuczny organ od mężowskiego, proszę sobie wyobrazić. A prokreacja? A obywatelski obowiązek? Co z tego, że Putin obiecał dwadzieścia tysięcy rubli za każde urodzone dziecko – przyrost naturalny w Rosji pada, to fakt niepodważalny, ech,quo vadis, femine!

Duża w tym wina sztucznych męskich fiutów, szlag by je trafił! (Rozważania studenta leninowskiej biblioteki na temat sztucznego fallusa).

Orgazm to mój idol

Chińska bogini miłości twierdziła, że nie wypada udawać się do sypialni w złym humorze – sprzyja to impotencji męża. Kobietom radziła, aby jaskinie rozkoszy odpowiednio przygotowały do aktu miłosnego. I aby uczyniły to starannie. Nie wystarcza bowiem kobiecie tylko się podmyć, jak w tej anegdocie radzieckiej: „Mańka, chodź no tu – mówi przewodniczący kołchozu. – Dziennikarz z Moskwy przyjechał. Od ciebie, jako od przodującej dojarki interwju brać będzie”. – „Panie przewodniczący kołchozu, a co to jest?” – Mańka pyta „Nie wiem Mańka, ale na wszelki wypadek podmyj się” – odpowiada. W chińskim erotycznym uwodzeniu samym podmyciem się mężczyzny nie uraczysz. Ty mu daj odpowiednie światło, swe półnagie ciało, lekką muzykę, wódkę ryżową no i swe wiadomości z dziedziny rozpusty. Chińska bogini nawet radziła, żeby kobiety zabierały ze sobą do łóżka erotyczne podręczniki. Ogromne znaczenie miała miłosna gra wstępna. Słaba Yin ma długo i cierpliwie pieścić Jaspisową Łodygę. Co za wyrafinowana metaforyka u Chińczyków – zamiast ordynarnego kutasa, delikatnie – Jaspisowa Łodyga. Silny Yang ma krążyć wokół Złotego Wąwozu (czyżby kobieca clitoris?). Nie dziwcie się zatem, Drodzy Moi, że Chińczycy są uważani za mistrzów długich stosunków z kobietami. I choć długiego fallusa im Bozia odmówiła, sprawności fizycznej w żadnym razie. Pieprzą się godzinami i morze im po kolana. Metodycznie i rytmicznie, „tuda suda obratno, tobie i mnie prijatno”, a podczas tego pieprzenia kobieta trzy razy ma orgazm. A Chińczyk ani myśli zaprzestać, jeśli nie doprowadzi ją do piątego orgazmu. Uf! Dopiero teraz, doszczętnie się napracowawszy, może pozwolić i swemu członkowi na własny orgazm. Oto jak postępują prawdziwi dżentelmeni z kobietami. A nie tak jak u nas: nażre się, napije za darmochę, a potem w krzaki. „Wybacz, kochana, jestem dziś w niedyspozycji” – oznajmia.

Indyjska kamasutra radzi od czasu do czasu mężczyźnie lekko całować Złoty Wąwóz i stosować pozycję „żółw na wodzie”: kobieta leży na plecach niby żółw unoszący się na wodzie, mężczyzna delikatnie unosi jej nogi, dotykając jej stopami swoich uszów (Niewysportowanej kobiecie nie radzę tej gimnastyki – kręgosłup złamie). Kiedy ciała ich już są mokre od narastającego napięcia, niech Trzcinowy Jaspis zanurzy się w otchłani Kwiatu Peonii, żeby spowodować chmury i deszcze. No nie, ja dziękuję, Drodzy Moi, za taką metaforykę. Czy nie prościej po naszemu, po rosyjsku: – „Iwan, czy ty mnie kochasz?” – „Nie”. – „No to złaź!”.

Nazwy wszystkich owadów i insektów przywołali ci niepoprawni Chińczycy nie tylko do swej kuchni, lecz także na pomoc swej miłości. Cykady u nich podszyły się pod lesbijki. Ale przecież te ich pół strony aktu miłosnego można po naszemu ująć zwięźle: Pieprz ją z tyłu, leżąc na brzuchu. Ale nie dziwmy się. Ich nauka o seksie jest bardzo stara. Powstała 25 tysięcy lat temu, kiedy seks nie był, tak jak to jest obecnie, szybkim numerkiem między jedną a drugą dawką marihuany. Ci starożytni omawiają sprawy seksu dokładnie, nużąco i starannie, zaopatrując swoje annały w liczne ilustracje, które z pełnym przekonaniem określić można jako pornograficzne. Lecz to, co dla Europejczyków jest pornografią, dla Chińczyków jest życiową receptą na szczęśliwe pożycie małżeńskie. „Gdyby wasze żony choć w najmniejszym stopniu naśladowały nas, prostytutki, w łóżku, rozwodów by nie było” – powiedziała Nana, bohaterka powieści Emila Zoli. Istotnie, stańcie się żony prostytutkami w łóżku, a wasi mężowie nie będą chadzać do salonów masaży. Ale to tylko z pozoru jest łatwe. Spróbuj odprężyć się po wielogodzinnej ciężkiej pracy w biurze, użeraniu się z klientami, wieczornych zakupach, gotowaniu obiadu i krzyku dziecka – rozłożyć się na aksamitnym łożu w pozycji mdlejącej cykady. Komu to się udało?

Indie są inne niż Chiny. Tu kobiety, które utraciły mężów, musowo lazły jak opętane na płonące stosy. Pragnęły spłonąć wraz ze zmarłym mężem, bo wstyd było inaczej. Tu mężczyzna i jego penis był zawsze fetyszem. Kobieta była zawsze nikłym dopełnieniem jego istnienia.

Seks Japończyków niewiele różni się od chińskiego. Uważają naiwnie, iż w dziedzinie seksualności nie mają sobie równych i otaczają wielkim kultem fallusa, który daje przyjemność – równą darowi niebios. Zdaniem fachowców jest to szkodliwe, bowiem każe się kochać nieprzerwanie, ile się da. A przecież wszelki nadmiar jest szkodliwy. Według Konfucjusza w seksie również musi być umiar, a Gercegi wprost powiedział: można wpaść w straszny nałóg, w seksomanię, i przytacza przykład modliszki – maleńki i paskudny to insekt, lecz samiec nie przestaje kopulować nawet wtedy, gdy samiczka podczas aktu miłosnego mu głowę odgryza. Bezgłowy, biedaczek, orgazm przeżywa. A żaba? Temu płazowi łapki brzytwą odcinają, aż zwija się z bólu, lecz nie zaprzestaje pieprzenia się z żabulką.

Seksomania to straszny nałóg. Doświadczyła tego biedna matka i wielka królowa hiszpańska Izabella I Katolicka, której syn, Juan z Asturii, dziedzic tronu, dopadłszy swą żonę Małgorzatę, dzień i noc zajmował się seksem; nie sposób było oderwać go od kobiecego ciała. Wykitował, biedny, Hiszpanię króla pozbawiając. Karol V, syn Joanny Obłąkanej, przyszły król Hiszpanii, skwitował to wprost: „Zajebał się, biedaczek, na śmierć”. Mężny Attyla zmarł w swoją pierwszą noc poślubną, stawszy się ofiarą własnej namiętności. Mocny organizm nie wytrzymał długotrwałej kopulacji. To, czego nie mogli zrobić wrogowie, zrobił seks – zabił Attylę.

Erotyczna kultura Kraju Kwitnącej Wiśni fascynuje i zdumiewa Europejczyków. Surowa i tajemnicza erotyka pełna jest niezwykłej zmysłowości i swoistego piękna. I chyba w żadnych innych erotycznych podręcznikach nie ma tylu rysunków i grafik, ile ich jest w japońskich, i to przy minimum opisu. Lubują się Japończycy w tym, czego nie ma u Chińczyków – w seksie grupowym, uprawianym przez trzy, cztery osoby różnej płci. Kwitnie tu również miłość lesbijska. Bez skrępowania i w nader naturalny sposób przedstawiano w japońskich erotycznych podręcznikach miłość zoofilską – ze zwierzętami, tak jakby chodziło tu o rzecz jak najbardziej naturalną, a nie o skrajne zboczenie. Jeśli Europejczyk jest obeznany z legendarną kopulacją Ledy z łabędziem, pod którego postacią ukrywał się Zeus, to przecież dla niego nowość stanowi śledzenie kopulacji kobiety z drakonem (Dalsze rozważania studenta leninowskiej biblioteki o miłości).

Rewolucja seksualna. Impotencja

Termin „rewolucja seksualna” wymyślił uczeń Freuda, Wilhelm Reich, w 1957 r. Nie był zdrowym człowiekiem: pod koniec życia popadł w obłęd. Wyrażał też pogląd, sformułowany jeszcze w 1939 r., że światem rządzi Orgon – orgiastyczna energia emanująca z człowieka. Pochodził z patologicznej rodziny: matka skończyła życie samobójstwem, ojciec z rozpaczy skoczył do rzeki, sam Reich zmarł w więzieniu. Lecz ukute przez niego określenie się przyjęło: seksualna rewolucja, wyswobodziwszy człowieka z jarzma kanonów własnej chuci, śmiało weszła w nasze życie. Okazało się, że wszystko wolno, oczywiście w dziedzinie erotyki. Zniweczone zostały odwieczne chrześcijańskie kanony mówiące o grzesznym ciele i seksie służącym tylko prokreacji. Seks stał się przyjemnością, w niektórych przypadkach narkotykiem. Mnożyć się poczęły dewiacje seksualne i różne zboczenia. Hasło dnia dzisiejszego brzmi: Wszystko dla zaspokajania zmysłów człowieka!

* * *

Rosjanie mają problem. Co prawda rewolucja seksualna odcisnęła swe piętno na wzroście swobody seksualnych obyczajów w kraju, gdzie seks pozostawał przez kilkaset lat na cenzurowanym, lecz wszystkich problemów nie rozwikłała. Sympatyczny dziennikarz w śmiałym programie o seksie pyta, jak kobiety nazywają męski organ. „Ja nazywam penisa mojego chłopaka – mój przyjaciel (mój drużok)” – mówi blondynka jak słońce usiana piegami. „To jest niezrozumiałe – rzeczowo ripostuje dziewiętnastoletni młodzieniec. – Tak wabi się mój pies”. „A może nazwać go malutki Dżundo!” – krzyczy ktoś z tłumu. Akceptacji ten głos nie znalazł. „A jeśli organ jest duży, jak u mego chłopaka? Przecież obrazi się za malutkiego” – oponuje dziewczyna w okularach prymuski gimnazjalnej. Dyskusja trwa, jest bardzo ożywiona, emocje rosną, aż w końcowej fazie wszyscy z żalem konstatują, że nie ma w języku rosyjskim odpowiedniej nazwy na to, co wulgarnie zwie się ch…

Rosjanie, bierzcie przykład z Polaków! Ileż nazw ma ten organ w języku polskim: kutas, fiut, szełdon, bełt, korzeń, kosa, pachołek, tłuk, cep, wiosło, szyldwach, bindas, kij, stempel, oręż, junak, basałyk, berło, diament, figlarz, hejnał, pyton, tytan, zalotnik, zamerdacz no i ostatnia innowacja – terminal! Uf, jak tego dużo. Czy nie lepiej określać penis terminem „pan niepokonany”? – zapytał amerykański uczony Friedman i już ślęczy nad książką o nazwach fallusa. Ale dlaczego akurat niepokonany? Jeszcze jak pokonany, przede wszystkim przez zwykłą impotencję.

Mieć nie znaczy móc

Ulegając skargom żony, domagającej się rozwodu z powodu notorycznej impotencji męża, średniowieczni duchowni badają jego penisa. Obmacują go bezceremonialnie, jak gdyby był to kawał mięsa na befsztyk, zanurzają w lodowatej wodzie, aby sprawdzić, czy naczynia krwionośne ulegają skurczeniu. Stawiają obok prostytutkę i każą jej dokonywać perwersyjnego aktu, klęcząc na czworakach przed obnażonym penisem mężczyzny, ustami ma go doprowadzić do seksualnej sprawności. Dookoła pełno widzów, żona, księża, ciekawskie przekupki – delegatki ludu. Spróbuj powstać ch… w takich awanturniczych warunkach masowej oglądalności! Ma się rozumieć, nie wstał. Rozwód dla żony murowany…

* * *

Jak na katorgę prowadzą co wieczór Ludwika XVI do małżeńskiej sypialni. Opiera się, biedaczek, i zimnym potem strachu jego czoło jest zalane. Ludwik XVI już cztery lata według naszej wersji, a siedem lat według Stefana Zweiga, nie może zdeflorować swej żony, Marii Antoniny. Ileż to czasu minie, zanim to radosne wydarzenie nastąpi i królowa stanie się kobietą!

* * *

Wypada nam tylko współczuć francuskiemu królowi Ludwikowi XVIII, który tak sympatycznie odnosił się do Polaków, szczególnie do sióstr króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Przed ożenkiem postanowiono sprawdzić jego sprawność seksualną z prostytutką, w obecności wszystkich ministrów i dam dworu. Ale penis masowości nie lubi, raczej dyskrecję i intymność, nie stawał hrabiemu Prowansji. Ożeniono go więc ze stuprocentową lesbijką, obojętną na męską sprawność.

* * *

Impotencja – męska dolegliwość, stara jak świat! Rozpaczali mężczyźni różnych epok z powodu swej męskiej niesprawności. Nawet neandertalczycy, żyjący sześćdziesiąt tysięcy lat temu, jeszcze prawie małpy, dopiero co stawiają pierwsze kroki w pionowej pozycji, a już łykają jakieś trawki z buszu, pobudzające chuć. Każdy przecież chce być człowiekiem, a raczej mężczyzną. A ponieważ erotycznegopanaceumnie było, musieli, dzikusy, dokładnie przyjrzeć się zwierzętom i roślinkom nie tylko pod kątem ich przydatności do jedzenia, ale także pod względem pobudzenia seksualnego. Nagromadziło się przez wieki historii ludzkości tych afrodyzjaków co niemiara, niektóre zostały odkryte całkiem przypadkowo. Na przykład hiszpańskie muchy. To przez to, że nakarmił nimi damy, markiz de Sade otrzymał wyrok śmierci. Tylko ucieczka do Italii uratowała mu głowę. Pewnego razu chirurg wojskowego szpitala w Afryce zauważył dziwne zjawisko: dookoła krew, bomby, krzyki, śmierć, a u jego rannych i ledwie zipiących żołnierzy pod kołderkami organa męskie sterczą jak podczasrandez-vousz kobietą. Zaintrygowany tym zjawiskiem lekarz zainteresował się, czym karmi się rannych żołnierzy. Okazało się, że żabami z pobliskiego bagna, które żywiły się muszkami, zwanymi kantarydynami, czyli po prostu hiszpańskimi muchami.

* * *

Słynny książę Richelieu, wnuk kardynała, znany babiarz i erotoman, nie szedł na randkę z kobietą, jeśli nie połknął dużej porcji hiszpańskich much.

* * *

Aleksander Łanskoj, kochanek i faworyt Katarzyny II, kruchy i słabego zdrowia, żeby zaspokoić seksualne potrzeby carycy, w dużych ilościach zażywał hiszpańskie muchy, które wlewał do koktajlu własnego autorstwa: mieszaniny wódki z sokiem ananasowym. Zmarł wycieńczony płciowym nieumiarkowaniem. Katarzyna bardzo rozpaczała i za wszystko obwiniała siebie. I słusznie.

* * *

Kiedy Ludwik XVI nie mógł przez cztery lata zdeflorować swej małżonki Marii Antoniny, zaniepokojona jej matka, Maria Teresa, austriacka cesarzowa, zapytała swego nadwornego lekarza, czy nie zaaplikowałby mężowi jej córki afrodyzjaku. Odpowiedział: „Jeśli taka śliczna, młoda żona nie potrafiła ująć męża, medycyna i znachorstwo są bezsilne”.

* * *

Królowa Margot, która na starość stała się odrażającą, grubą i łysą staruchą, lecz wciąż z takim samym wybujałym temperamentem, sporządzała sobie peruki z włosów kochanków – blondynów, których przed seksualnym stosunkiem obficie karmiła hiszpańskimi muchami.

* * *

Siedemdziesięciopięcioletnia księżna Ursin, szpieg Ludwika XIV, działająca w Hiszpanii jako pierwszy minister Filipa V, miała trzech sekretarzy-kochanków. Aby pobudzić ich zmysły, regularnie karmiła ich hiszpańskimi muchami.

* * *

Owidiusz przysięgał, że od impotencji ratuje go cebula. W starożytnym Rzymie duże powodzenie miał sos z gnijących ryb. Rzymianie jedli ten sos wraz z ostrygami, ugotowanymi ze specjalnymi grzybami w miodzie, przyprawionym kminkiem i jajkami na miękko.

Korzeń żeń-szeń leczniczo działał w Korei, Chinach i na Dalekim Wschodzie. W Chinach stosowano również zupę z jaskółczych gniazd, w których było dużo fosforu.O tym, że fosfor pozytywnie wpływa na potencję, wiedziano już w starożytnym Egipcie i Persji.

* * *

W Persji mężczyźni dla zwiększenia swej seksualnej sprawności przywiązywali do nogi zasuszony organ psa (Herodot).

* * *

Na starożytnym Wschodzie impotencję uważano za chorobę psychiczną. Leczono ją magicznymi obrzędami.

* * *

Rosjanie średniowiecza chronili się od impotencji, jedząc rzodkiewkę i czosnek.

* * *

Katarzyna Aragońska, pierwsza żona Henryka VIII, z którą ożenił się po śmierci jej pierwszego męża, Artura, brata Henryka, udowadniała przed angielskim parlamentem, iż pozostawała dziewicą, gdy wychodziła za mąż za Henryka VIII. „Osiem razy mój Arturek zbliżał się do mnie w ciągu dwóch lat małżeństwa, ale bezskutecznie. Ja pozostałam dziewicą” – oświadczyła.

* * *

Przy impotencji męża, gdy żona jest rozdrażniona z braku normalnych stosunków płciowych, może łatwo popaść w masturbację (Krafft-Ebing).

* * *

Z impotencją zażarcie walczono. Nie wolno poddawać się mężczyźnie, zanim nie wypróbuje wszystkich możliwych środków. Istniały środki domowe. Znachorska rosyjska księga z XVII w. radzi impotentom: „Usiądź wygodnie na niskim taboreciku, postaw przed sobą miednicę z ciepłą wodą z ziołami aromatycznymi, zanurzaj w niej brzozową gałązkę, odartą z liści, rózgą nazywaną, i obnażywszy swój organ, uderzaj lekko. Dobrym sposobem jest jedzenie selera”. Jeden zjedzony seler nie zrobi jeszcze z ciebie demona seksu, lecz, mężczyźni, warto spróbować, zanim wydacie majątek na wątpliwą niebieską pigułkę – viagrę.

* * *

Herodot twierdzi, że główną przyczyną masowej impotencji Scytów było to, że całe życie spędzali w siodle, na koniach. Wedle niego jazda na koniu zmniejsza potencję mężczyzny.

* * *

Elżbieta Piotrowna, rosyjska caryca, ciotka Katarzyny II, nie pozwalała jej jeździć na koniu, bojąc się, że nigdy nie zajdzie w ciążę.

* * *

Mnich-lekarz z XI w., Konstantyn Afrykański, poświęcił całe swe dorosłe życie leczeniu impotencji, wymyślając przeróżne leki i zachęcając niesprawnych fizycznie mężczyzn takimi oto ogłoszeniami: „Spróbujcie. My spróbowaliśmy i skutek znakomity”. Recepta była następująca: „Weź mózgi trzydziestu samczyków wróbla i mocz je bardzo długo w szklanym naczyniu. Weź taką samą ilość tłuszczu z nerki zabitego kozła, rozpuść na ogniu, dodaj mózgi wróbli i gotuj w miodzie, aż masa stwardnieje. Przygotuj z niej pigułki wielkości orzecha laskowego i zażywaj przed każdym stosunkiem”.

* * *

Przepisy coraz to dziwniejsze i nader skomplikowane, łącznie z zaleceniem spożywania sproszkowanych rogów hipopotama, zalały na początku XIX w. stronice gazet. Wydawało się, że cały świat ruszył do natarcia na impotencję. Było to o tyle dziwne, że równocześnie kwitła seksualna prohibicja wiktoriańskiej epoki; aby zapobiec niemoralnym skojarzeniom zasłaniano nawet nogi fortepianu.

* * *

Niesłabnącą sławą cieszy się od lat johimbina – alkaloid z kory drzew johimby i korzeni rauwolfii. Specyfik został sprowadzony do Europy przez weterynarzy jako lek dla ogierów cierpiących na impotencję. Johimbina hamuje uwalnianie adrenaliny i pobudza płciowo, ale przyjemność z uprawiania seksu psują często skoki ciśnienia, nudności i wymioty.

* * *

„A gdy tobie, bracie, już żadne środki nie pomogą, zaprzestań walki, siedź cicho i postaraj się znaleźć szczęście w hodowaniu kaktusów i wychowywaniu wnuków” (komentarz studenta leninowskiej biblioteki).

* * *

W 1988 r. pojawiła się viagra i ludzkość odetchnęła swobodniej. „To dopiero potęga!” – wrzeszczeli mężczyźni, którym ta tabletka podniosła ku górze organy płciowe. I co się okazało? Działanie jej jest szkodliwe, jest też ogromnie droga. Nie na kieszeń emerytów!

* * *

W latach siedemdziesiątych ubiegłego w. używano podniecających cukierków M.M. o zielonej skorupce; zmieszane z aspiryną w coca coli – tworzyły silny afrodyzjak. Lecz była to amatorszczyzna. Od 2003 r. viagrę goni konkurencja:levitra,cialis i maxigra –środki o wiele tańsze.

* * *

Z chwilą gdy chemia wkroczyła w seks, odetchnęły nosorożce i jelenie, zabijane dla swych rogów i jąder. Ptaki mogą śmiało znosić i wysiadywać jaja. Dzikie kabany już nie boją się kastracji. Zwierzęta, zabijane dla rogów, jąder i penisów, śpijcie spokojnie! Chemia was wyręczyła i uratowała.

* * *

Papież Aleksander VI unieważnił małżeństwo swej córki Lukrecji Borgii z władcą MediolanuGiovannimSforzą z powodu impotencji męża. Nie chciał słuchać argumentówGiovanniego,że z niego wcale sprawny byczek, co udowodnił ze swoją pierwszą żoną, płodząc z nią syna. Argument papieża był prosty: syn był bastardem, spłodzonym z paziem. Rozwód został przeprowadzony.

* * *

Fryderyk Wielki, pruski król, ze swoją małżonką żył jak brat z siostrą z powodu operacji na penisie dokonanej we wczesnej młodości, po której na zawsze stał się impotentem.

* * *

Utarło się przekonanie, iż mężczyzna o dużym penisie nie może być impotentem. Wersalskie damy gloryfikowały kult dużych penisów. Wyróżniał się na tym tle brat Ludwika XVI, książę d’Artois,