Wieczorem - Monika Sygo - ebook
NOWOŚĆ

Wieczorem ebook

Sygo Monika

5,0

77 osób interesuje się tą książką

Opis

Finałowa historia z ulubionym bohaterem serii Nowe Początki!

Szymek nigdy nie miał problemu z kobietami. Zamknięte drzwi – a raczej ich brak – to już inna sprawa. Kiedy po pijaku myli pokoje w akademiku i ląduje w łóżku zupełnie obcej dziewczyny, nie spodziewa się, że to spotkanie odmieni jego życie.

Nela nie szuka przygód. Przeprowadzka na kampus ma być ucieczką od rodzinnego chaosu, a nie początkiem wojny z bezczelnym, irytującym i zbyt pewnym siebie facetem. Facetem, który jednocześnie gotuje jak szef kuchni, adoptuje koty ocalałe z pożaru i nosi w sobie historię, której jeszcze nikomu nie opowiedział w całości. Przyciąga, chociaż Nela wie, że zdecydowanie powinna go ignorować.

Szymek wkręca ją w układ: udawany związek bez żadnych uczuć i zobowiązań, ale z dobrą zabawą. Oboje są przekonani, że panują nad sytuacją. Problem w tym, że to wcale nie jest prawda.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 351

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (2 oceny)
2
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Mbotka_56

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo mi się podobała
00
Choco1234

Nie oderwiesz się od lektury

Cha cha cha boczki można pocieszyć 😉
00
anetarobak93

Nie oderwiesz się od lektury

💙Kocham💙
00



Wieczorem

Wydanie I

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga zgody Wydawnictwa i autorki. Szanuj prawa autorskie: kupując z legalnych źródeł, wspierasz twórców. Ściągając „za darmo”: sprawiasz, że przestają pisać.

Redaktor prowadzący: Angela Węcka

Redakcja fabularna: Angela Węcka

Redakcja językowa: Magdalena Świerczek-Gryboś

Skład: Katarzyna Mróz-Jaskuła

Ilustracje w środku: @Canva

Projekt i realizacja okładki: Ewa Popławska

Wydawnictwo Spisek Pisarzy

Powieść w wersji papierowej kupisz na stronie wydawnictwa i w księgarniach internetowych.

www.spisekpisarzy.pl

E-book dostępny między innymi na Legimi oraz Empik Go.

Copyright © by Monika Sygo, 2026

Copyright © by Wydawnictwo Spisek Pisarzy, 2026

Irządze, 2026

ISBN: 978-83-68277-43-2

Spis treści

Playlista na wieczór

PROLOG

ROZDZIAŁ 1

ROZDZIAŁ 2

ROZDZIAŁ 3

ROZDZIAŁ 4

ROZDZIAŁ 5

ROZDZIAŁ 6

ROZDZIAŁ 7

ROZDZIAŁ 8

ROZDZIAŁ 9

ROZDZIAŁ 10

ROZDZIAŁ 11

ROZDZIAŁ 12

ROZDZIAŁ 13

ROZDZIAŁ 14

ROZDZIAŁ 15

ROZDZIAŁ 16

ROZDZIAŁ 17

ROZDZIAŁ 18

ROZDZIAŁ 19

ROZDZIAŁ 20

ROZDZIAŁ 21

ROZDZIAŁ 22

ROZDZIAŁ 23

ROZDZIAŁ 24

ROZDZIAŁ 25

ROZDZIAŁ 26

ROZDZIAŁ 27

ROZDZIAŁ 28

ROZDZIAŁ 29

ROZDZIAŁ 30

ROZDZIAŁ 31

ROZDZIAŁ 32

ROZDZIAŁ 33

ROZDZIAŁ 34

ROZDZIAŁ 35

ROZDZIAŁ 36

ROZDZIAŁ 37

EPILOG

PODZIĘKOWANIA

Punkty orientacyjne

Cover

Dla Ciebie.

Chwytaj każdą chwilę

Playlista na wieczór

Castle on the Hill, Ed Sheeran

(bo z przypadkowej piosenki lecącej w radiu stała się wyjątkową)

Our Last Summer, Colin Firth, Pierce Brosnan, Stellan Skarsgård, Amanda Seyfried & Meryl Streep,Mamma Mia! The Movie Soundtrack feat. The Songs of ABBA

(bo jest idealnym pretekstem do rozmów o przeszłości)

Impossible, Shontelle

(bo ta piosenka go złamała)

Garden Of Eden, Lady Gaga

(bo pasuje do ich relacji)

Aurora, Daisy Jones & The Six

(bo to zespół, który nigdy nie istniał)

Carry You Home, Alex Warren

(bo to ich piosenka)

Na serio, Filipek, NEL&clearmind

(bo Szymek usłyszał ją w odpowiednim momencie)

Sunset lover, Petit Biscuit

(bo pewne zachody słońca są warte zapamiętania)

PROLOG

Narzuciłem na plecy dziewczyny koc i usiadłem obok. Jak zawsze czekałem, aż pozwoli głowie opaść na moje ramię. Tym razem nie poczułem jednak na sobie jej ciężaru. Było inaczej, bo nawet na mnie nie spojrzała. Podciągnęła kolana pod brodę, objęła je rękami i całą swoją uwagę skupiła na tym, co znajdowało się przed nami.

Ja zerkałem na nią. Na jej długie rzęsy, lekko zadarty nos i rozchylone usta. Na pieprzyk, ten na lewym policzku, który tak wiele razy miałem ochotę pocałować, i na maleńką bliznę tuż przy uchu. Dzisiaj jej nie zasłoniła, włosy spięła w luźny kok na czubku głowy.

Uczyłem się jej na pamięć, tak jak ona uczyła się życia na pamięć.

– Szymek! Widziałeś? – Szturchnęła mnie i zaśmiała się śmiechem, którego mógłbym słuchać godzinami. – Spadająca gwiazda! Pamiętałeś o życzeniu, prawda?

– A po co? – parsknąłem pod nosem. – Dobrze wiesz, że nie wierzę w te bzdety.

W końcu na mnie popatrzyła. Jej brwi, jej oczy, nos i usta. Uczyłem się jej na pamięć…

– Na szczęście dzisiaj pomyślałam za nas oboje.

Wiedziałem, że gdy obserwowała jasny punkcik sunący po wieczornym niebie, prosiła o przyszłość, w której nie stała przy moim boku. I zapewne ten jeden jedyny raz pieprzone gwiazdy spełnią to życzenie.

ROZDZIAŁ 1

Szymon

Świat wokół mnie przyjemnie wirował.

Szedłem ciemną uliczką, od czasu do czasu opierając dłoń o ścianę kamienicy. Po wypiciu kilku kolejek w pobliskim pubie stwierdziłem, że nie mam ochoty wracać do pustego domu i ruszyłem w stronę akademika, do Hani. Wielokrotnie wpuszczała mnie do swojego pokoju i pozwalała, żebym przespał noc, wtulony w jej ciepłe ciało.

Wszedłem do budynku i skinąłem głową portierowi. Pan Zbyszek znał mnie już doskonale, wiele razy ratowałem z opresji jego komputer po tym, jak przypadkiem kliknął w jakiś dziwny link, więc przymykał oko na moją obecność, mimo że nie byłem mieszkańcem tego kampusu. Ba, nie studiowałem nawet na tej uczelni.

– Szymon! – Zza pleców dobiegł mnie dziewczęcy głos. Gdy na ramieniu poczułem uścisk dłoni, przystanąłem i zerknąłem za siebie.

Spoglądała na mnie zalotnie dziewczyna, którą – owszem – rozpoznałem, ale za cholerę nie mogłem przypasować do niej żadnego imienia. Usta rozciągnęła w szerokim uśmiechu, ukazując słodkie dołeczki w policzkach, a ja bardzo lubiłem dołeczki, nie tylko te w policzkach… Jakiś czas temu spędziliśmy kilka miłych chwil w jej pościeli, ale doskonale wiedziała, że nie może liczyć na nic więcej. Byłem też pewny, że razem z koleżankami zastanawiała się, co łączy mnie z Hanią, bo kilka razy widziała, jak rano wychodziłem z jej pokoju. A i tak ciągle szukała nowych okazji, żebym ponownie wylądował w jej łóżku.

– Może wpadniesz? Akurat idę do delikatesów całodobowych, kupię jakieś wino, przekąski, a ty poczekasz, aż wrócę i…

A nie mówiłem?

– Nie tak się umawialiśmy, mała. – Nie pozwoliłem dokończyć jej zdania, bo oboje doskonale wiedzieliśmy, do czego to zmierza. – Ale mam gdzieś twój numer, gdyby sytuacja uległa zmianie.

Szybkim ruchem strząsnąłem dłoń, którą cały czas mnie ściskała, i ruszyłem wzdłuż korytarza. Przywołałem windę i wybrałem numer piętra. Szumiało mi lekko w głowie, dlatego odetchnąłem z ulgą, gdy dotarłem pod drzwi pokoju Hani. Nie zapukałem, nacisnąłem klamkę i, nieco zaskoczony, wpadłem do środka. Brak wychowania i wyczucia mogłem zrzucić na swój pijany umysł, ale że dziewczyna nie zamknęła drzwi od środka? Na to nie było żadnego usprawiedliwienia. Oj, czekała nas z samego rana poważna rozmowa.

– Hanka, to ja – szepnąłem w ciemność, która nagle mnie otoczyła. – Wypiłem trochę za dużo i nie chcę być dzisiaj sam. Muszę się do kogoś przytulić.

Mruknęła coś sennie, a ja nie chciałem jej budzić, więc po prostu zrzuciłem z siebie ubrania i zostałem w samych bokserkach. Po omacku ruszyłem w stronę łóżka.

Gdy szukałem dla siebie najwygodniejszej pozycji, przed oczami mignęło mi krótkie wspomnienie: jej drobna sylwetka, biała zwiewna sukienka i uśmiech ukryty w cieniu słomkowego kapelusza. Serce zabiło mi szybciej i gdzieś głęboko poczułem niepokój, który towarzyszył mi za każdym razem, gdy…

Cholera. Nie teraz.

Wyrzuciłem z siebie te myśli i odrzuciłem kołdrę. Nie chodziło o to, żeby zapomnieć. Nie umiałem zapomnieć. Chciałem to po prostu wyłączyć. A alkohol i kobiece ciało, którego mogłem dotknąć… To wszystko pomagało. Czasami.

Przyciągnąłem Hanię do siebie i wdychając jej zapach, zasypiałem z myślą, by rano zapytać ją o szampon, którego użyła, bo dzisiaj jej włosy pachniały inaczej niż zwykle.

Wzmocniłem uścisk, gdy coś mną szarpnęło. To jednak nie pomogło, wręcz przeciwnie. Pchnięcie, lekkie uderzenie, kolejne szarpnięcie…

– Nie bądź taką wiercipiętą, Han – mruknąłem, lekko zirytowany, i przyciągnąłem ją do siebie. – Śpij jeszcze.

Coś pacnęło mnie w twarz. Poduszka? Nagle poczułem dłonie na klatce piersiowej i z hukiem wylądowałem na podłodze. Co jest, kurwa?! Jęknąłem, zdezorientowany, i przez chwilę po prostu leżałem, zbierając myśli. W końcu uchyliłem powieki; pomieszczenie tonęło w szarościach, więc godzina na pewno była wczesna. Usiadłem, przetarłem oczy i omiotłem spojrzeniem pokój. Coś ewidentnie było nie tak… Zerknąłem w końcu na rozkładaną kanapę, na której niedawno smacznie spałem, i zmarszczyłem brwi.

– Nie jesteś Hanią – zauważyłem półprzytomnie. I nagle mnie olśniło. – To sen, prawda? Ty mi się śnisz. Och, niech to trwa jak najdłużej.

Kucnąłem i nieco zmniejszyłem dzielącą nas odległość. Chciałem lepiej się przyjrzeć najpiękniejszej dziewczynie, jaką kiedykolwiek widziałem. Żałowałem, że na jej twarz nie padają promienie słońca – dzięki temu mógłbym odnotować każdy najdrobniejszy szczegół. Zapragnąłem dotknąć jej policzka, przesunąć palcem po niesfornych kosmykach włosów, chciałem sprawdzić, jak smakuje. Dziewczyna najwidoczniej czytała mi w myślach, bo wyciągnęła dłonie i… ponownie mnie odepchnęła. I włożyła w to mnóstwo siły. Zaskoczyło mnie to tak bardzo, że straciłem równowagę, poleciałem do tyłu i znowu wylądowałem tyłkiem na podłodze, zahaczając po drodze o kant parapetu. Zabolało.

Co do chuja? W snach przecież nie bolało.

Chyba że… Jak przez mgłę zaczęły do mnie docierać obrazy sprzed kilku godzin. Pub. Alkohol. Akademik. Pokój Hani. Hania… Nie, to nie był pokój Hani. Cholera, to nie był pokój Hani! Najwidoczniej pomyliłem drzwi. Ja pierdolę…

Już chciałem wszystko wyjaśnić, przeprosić, zaproponować jakieś zadośćuczynienie, bo przecież wypadało jakoś zadośćuczynić, ale pytanie, które z siebie wypluła, z mieszaniną wściekłości i przerażenia zarazem, sprawiło, że zaniemówiłem.

– Co ty robisz w moim łóżku?! – powtórzyła, a ja nie umiałem oderwać od niej spojrzenia.

Dlaczego tak mnie zatkało? I zamrowiło jednocześnie? Przełknąłem ślinę, odchrząknąłem, przygryzłem nerwowo wargę. Ogarnęła mnie dziwna niepewność. Zakłopotanie? Przecież ja się nie denerwowałem! Przecież byłem mistrzem obracania niezręcznych sytuacji w żart. A to z pewnością była niezręczna sytuacja. Zajebiście niezręczna sytuacja.

– Co. Ty. Robisz. W. Moim…

– W zasadzie to już na podłodze. – Odzyskałem głos i zanim zdążyłem cokolwiek dodać, oberwałem poduszką. – Auć! Ja cież pier… Czym wypełnione jest to cholerstwo?!

– Siłą! Siłą i wkurwem!

Wstałem i podszedłem do łóżka, lustrując najbliższą okolicę w poszukiwaniu kolejnych przedmiotów, którymi mogłaby we mnie rzucić.

– Jej miejsce jest tutaj – powiedziałem, poklepując śnieżnobiały materiał poszewki i odłożyłem jaśka na materac. – I lepiej będzie, jeśli tak zostanie.

Nie wypluła z siebie ani jednego słowa. Siedziała w rogu łóżka, do połowy przykryta kołdrą. Ja jednak wiedziałem, że ma na sobie tylko rozciągnięty T-shirt. Na samą myśl o tym, że przed chwilą moje uda dotykały jej ud, serce zabiło mi szybciej. Najchętniej wróciłbym do niej, z tą różnicą, że teraz nie chciałbym spać, a robić mnóstwo innych, ciekawszych rzeczy. Ona jednak raczej nie byłaby tym zainteresowana, przynajmniej nie teraz. Postanowiłem zatem zacząć od początku.

– Jeszcze nigdy nie poznałem nikogo w tak dziwnych okolicznościach. – Wyciągnąłem dłoń w stronę dziewczyny i dotarło do mnie, że stoję przed nią w samych bokserkach. Nie wstydziłem się tego, jak wyglądam, wprost przeciwnie, ale… Chyba nie powinienem odkładać tej poduszki. – Jestem Szymek.

Nie Szymon. Szymek. Poczułem dziwne mrowienie, gdy dotarło do mnie, w jaki sposób się przedstawiłem. Że zrobiłem tak pierwszy raz od…

Nie, nie będę teraz o tym myślał. Całą swoją uwagę skupiłem na niej. Na jej spojrzeniu, ciskającym we mnie gromy. Na lekko uchylonych ustach. Najbardziej urzekło mnie w nich to, że kształtem przypominały krzywe serduszko. Na miedzianorudych lekko falujących włosach, które przerzuciła sobie na prawą stronę. Mocno pocieniowane, nie sięgały nawet ramion.

– A ty? Jak masz na imię? – zapytałem, ale ona totalnie mnie zignorowała. Stwierdziłem więc, że dam jej więcej przestrzeni, zrobiłem krok w tył i zacząłem zbierać swoje ubrania. – Słuchaj, doszło do nieporozumienia… Obok mieszka moja dobra znajoma, a w zasadzie to bliska przyjaciółka, bywa, że u niej nocuję, wczoraj wypiłem za dużo i po prostu pomyliłem drzwi i bardzo mi…

…z tego powodu przykro? Nie ma szans, żebym powiedział to na głos. W ogóle nie było mi przykro. Nic a nic.

– Wynoś się z mojego pokoju!

– Ale…

– Wynoś się z…

– A mogę chociaż założyć spodnie?

Sięgnęła po kubek, którego wcześniej nie zauważyłem, i wycelowała nim w moją stronę.

 – Liczę do trzech – warknęła, a ja zamiast strachu poczułem… Cóż. Poczułem coś, czego zdecydowanie w tej chwili poczuć nie powinienem.

– Dobrze, już dobrze! – Uniosłem ręce, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak komicznie musiałem wyglądać. W prawej dłoni trzymałem dżinsy, w lewej T-shirt. Całkowicie się przed nią odsłoniłem i… Nieważne. – Do zobaczenia później, Wynoś Się Z Mojego Pokoju.

Wypadłem na korytarz, bardzo z siebie zadowolony. Humor mi dopisywał, bo chociaż powinienem pospać jeszcze przez kilka godzin, to dawno nie miałem tak ekscytującego poranka. I to z dziewczyną, która zaledwie w kilka sekund zawróciła mi w głowie. Jaka ona była śliczna, jaka pyskata, zadziorna, jaka… O panie, wpadłem po uszy. I musiałem! Musiałem się dowiedzieć, kim ona, u licha, była. I dlaczego do tej pory na siebie nie wpadliśmy, skoro tak często odwiedzałem Hanię?

Wciągnąłem na siebie dżinsy i od razu postanowiłem zjechać na dół, żeby wypytać pana Zbyszka o tę dziewczynę. Plany jednak legły w gruzach, gdy do moich uszu dotarł dźwięk skrzypiących drzwi. Uniosłem głowę i spojrzałem prosto w oczy zaspanej Hani. Stanęła w progu swojego pokoju i stłumiła ziewnięcie.

– Słyszałeś te wrzaski? – zapytała zachrypniętym od snu głosem.

– Słyszałem – powiedziałem, zakładając na siebie koszulkę.

Na tym skończyłem, bo chociaż mogłem przyznać, że doskonale znałem powód krzyków zza ściany, to wolałem nie wchodzić w szczegóły. Nie, gdy dopiero teraz wszystko zaczęło do mnie docierać. Jak to się stało, że pomyliłem pokoje? Piwo się, kurwa, stało.

Hania mrugnęła kilka razy i uważnie mnie zlustrowała.

– Szymek?

– No?

– Gdzie są twoje buty?

Cholera. Spojrzałem w dół, mając nadzieję, że będą tam, gdzie powinny być – na moich stopach. Niestety. Stałem w samych skarpetkach. Jak mogłem to przeoczyć? Westchnąłem zirytowany, zerknąłem na Hanię, następnie na drzwi pokoju, z którego zostałem brutalnie wyrzucony, i wzruszyłem ramionami.

– Ja…

– Przespałeś się z nową?!

– Nową? – powtórzyłem za nią, ignorując pierwszą część wypowiedzi.

To, że nie uprawiałem z tą dziewczyną seksu, nie oznaczało, że nie chciałbym tego zrobić. A to nieco komplikowało sprawy między mną i Hanią. Łączyła mnie z nią bliska relacja i nie chciałem tego zepsuć. A na pewno nie w taki sposób.

– Zajęła pokój wczoraj, nie zdążyłam jeszcze do niej pójść, a ty już… Szymon!

– Wiesz, że bym ci tego nie zrobił – mruknąłem, nieco zawstydzony tym, że gdyby nieznajoma nie wywaliła mnie ze swojego łóżka, to mogłoby się to skończyć zupełnie inaczej. – Do niczego między nami nie doszło, po prostu spaliśmy obok siebie, dopóki się nie obudziła. Pomyliłem pokoje i tyle.

Hania zmarszczyła brwi, ale w żaden sposób tego nie skomentowała.

– Myślałem, że to ty. – Posłałem jej rozbrajający uśmiech.

– Że co, proszę?!

– Wypiłem trochę wczoraj. – Podszedłem do niej i objąłem w talii. Oparła dłonie na mojej klatce piersiowej, a ja cmoknąłem ją w czoło. – Nie chciałem wracać do pustego mieszkania, więc przyszedłem tutaj, do ciebie, ale coś po drodze nie wyszło…

– Coś. Po. Drodze. Nie. Wyszło. – Przewróciła oczami. – Chodź do środka, bez sensu stać tak na korytarzu.

– Nie jesteś zła?

– A jesteś moim facetem? – Rzuciła mi rozbawione spojrzenie i lekko mnie odepchnęła.

– Nie, ale…

– No właśnie! Za to zrobię ci awanturę, jeśli nie zdradzisz mi zaraz wszystkich szczegółów.

– Pogadamy, jasne. – Tym razem to ja ziewnąłem. – Za kilka godzin, okej? Potrzebuję porządnej drzemki bez niespodziewanych i bolesnych pobudek. Może w tym czasie jakimś magicznym sposobem buty wylądują na korytarzu.

Hania bez słowa sprzeciwu wróciła do siebie i gestem zachęciła, żebym do niej dołączył. Wiedziała, że bywałem nieznośny, gdy nie dosypiałem, więc nawet nie próbowała wyciągnąć ze mnie kolejnych informacji. Zanim ruszyłem jej śladem i zamknąłem za sobą drzwi, spojrzałem na te należące do nieznajomej. Nie miałem pojęcia, kiedy zobaczę ją po raz kolejny, a przecież miałem pretekst… Po co mi czary, skoro mogłem po prostu tam wejść i odzyskać to, co należało do mnie?

– Zaraz wrócę – rzuciłem przez ramię i nie czekając na odpowiedź, ruszyłem do pokoju obok.

Nacisnąłem klamkę, wparowałem do środka i zdecydowanym ruchem zgarnąłem trampki. Posłałem nieznajomej zadziorne spojrzenie i już miałem wyjść bez słowa, ale coś sobie uświadomiłem.

– Taka mała rada ode mnie: zamykaj się od środka. Ja naprawdę trafiłem do ciebie przez pomyłkę, ale nie wszyscy na świecie są dżentelmenami. Do zobaczenia później, Wynoś Się.

Wyszedłem na korytarz w momencie, w którym rzucony przez dziewczynę kubek roztrzaskał się o ścianę. Prychnąłem pod nosem i przez chwilę po prostu nasłuchiwałem, licząc na to, że nowa mieszkanka akademika wzięła sobie do serca moje słowa. Nie minęła minuta, a dobiegł mnie charakterystyczny dźwięk przekręcanego zamka. Dobra dziewczynka, pomyślałem i w końcu ruszyłem do łóżka Hani. Gdy przyciągnąłem ją do siebie i swobodnie zarzuciłem rękę na biodro dziewczyny, byłem pewny, że nie dam rady zasnąć, bo za każdym razem, gdy zamykałem oczy, pod powiekami widziałem ogniście wściekłe spojrzenie dziewczyny zza ściany. Oj, chętnie spłonąłbym w wznieconym przez tę złośnicę pożarze…

ROZDZIAŁ 2

Nela

Gdy wnosiłam wczoraj dwie walizki do pokoju w akademiku, wiedziałam, że będę potrzebowała czasu na to, żeby poczuć się tutaj swobodnie. Nie liczyłam ani na spokój, ani na ciszę. Nie oczekiwałam cudów na kiju, ale żeby obcy facet wylądował w moim łóżku? I to już pierwszej nocy? Tego nie było w moim bingo na ten rok. Zdecydowanie!

– Pomylił pokoje, jasne – prychnęłam i od razu tego pożałowałam.

Pulsujący ból w mojej głowie przypomniał mi o tabletkach, które łyknęłam wczoraj na pusty żołądek. Poprzedniego dnia nie miałam czasu myśleć o jedzeniu i piciu, więc teraz przyszło mi za to gorzko zapłacić i najwyraźniej ścięło mnie tak bardzo, że zapomniałam zamknąć pokój od środka.

Lekarz przepisał mi leki, gdy zaczęłam mieć problemy ze snem.

Kilka tygodni temu rodzice oznajmili mi, że biorą rozwód. Z początku byłam przekonana, że nie robi to na mnie wrażenia. To przecież dorośli ludzie, tak samo jak (podobno) ja. Bywa, ludzie kończą długoletnie związki. Dopiero po jakimś czasie, gdy kolejną noc z rzędu spędziłam, leżąc z szeroko otwartymi oczami, dotarło do mnie, że coś jest nie tak.

Wspomniałam o tym przy okazji jakiejś kontrolnej wizyty, zostałam skierowana dalej i tak oto trafiłam na kilka sesji terapeutycznych. To, że podczas tych spotkań uświadomiłam sobie, że nie jest wcale tak, że mam tę całą sytuację gdzieś, nie oznaczało wcale, że chciałam i lubiłam o tym mówić. Prędzej czy później sama zrozumiałabym, że stłumiłam wszystko w sobie i nie dopuszczałam pewnych myśli, a organizm zaczął walczyć po swojemu.

Ziewnęłam, wstałam i podeszłam do biurka. Sięgnęłam po mały notesik, w którym każdego dnia zaznaczałam sobie samopoczucie po nocy. Dość szybko zrezygnowałam z terapii, jednak ten dzienniczek ze mną został. On i opakowanie tabletek na sen, które brałam tylko wtedy, kiedy naprawdę musiałam odłączyć zasilanie i nic innego mi nie pomagało. Zapisałam kilka zdań i zanim wróciłam do łóżka, podeszłam do drzwi. Pozbierałam odłamki po kubku, którym cisnęłam za Szymkiem, i wyrzuciłam je do kosza. Rozmowy na korytarzu ucichły kilkanaście minut temu, mimo to przez chwilę stałam i nasłuchiwałam. Serce zabiło mi szybciej, gdy dłonią sięgnęłam do klamki i sprawdziłam, czy na pewno przekręciłam zamek.

Cóż, jedno musiałam przyznać Szymkowi – trochę z własnej głupoty, a bardziej z roztrzepania, naraziłam się na niebezpieczeństwo. Szczęście w nieszczęściu, że zostałam bohaterką taniego romansu, a nie krwawego kryminału.

Ułożyłam głowę na poduszce i westchnęłam. Dopiero teraz wszystko zaczęło do mnie docierać. Jak do tego doszło? Na samą myśl o tej chwili poczułam dreszcz, który przeszedł przez całe ciało. Przecież ten chłopak… wsunął dłoń pod materiał mojej koszulki. Dotknął brzucha. Miarowym oddechem ogrzewał szyję. Już wtedy nieco się przebudziłam, ale nie chciałam otwierać oczu, bo byłam pewna, że gdy to zrobię, wyobraźnia przestanie podsuwać mi te wszystkie obrazy i… odczucia. Uświadomiłam sobie, że coś jest jednak na rzeczy, gdy przycisnął mnie do siebie, zmusił do zmiany pozycji i sprawił, że go poczułam. Wtedy wykopałam go z łóżka. Bardziej z przerażenia i zdezorientowania niż z wkurzenia.

Cholera, to naprawdę brzmiało jak wstęp do kiepskiej powieści erotycznej.

Nie wiem, dlaczego miejsce, w którym właśnie zamieszkałam, nazywano akademikiem. Do domu studenckiego było mu daleko.

Mój pokój był raczej minimieszkankiem, gdzie na piętnastu metrach kwadratowych mogłam do woli korzystać z aneksu kuchennego otwartego na salono-sypialnię i równie niewielkiej łazienki z prysznicem oraz toaletą. Przy oknie stało biurko przytulone do jeszcze pustego, wąskiego regału na książki, będącego przedłużeniem szafy. Było tu jakby… trochę luksusowo. Brakowało tylko pralki, ale na parterze znajdowała się dostępna całodobowo pralnia. W budynku istniały też część wspólna, która zachęcała do relaksu i integracji z pozostałymi mieszkańcami, oraz strefa ciszy przeznaczona na naukę. Czułam, że to właśnie tam spędzę najwięcej czasu.

W pewnym momencie zaczęłam mieć dość ciągłych przepychanek i tego, że rodzice wciągnęli mnie w swoje konflikty, dlatego stwierdziłam, że spróbuję przenieść się na kampus. Był środek roku akademickiego, więc traktowałam to bardziej jak plan na trzeci rok studiów, ale szczęście chociaż w tym mi sprzyjało – nie dość, że akademiki posiadały wolne pokoje, to jeszcze miałam różne opcje. Chciałam wybrać najtańszą, ale mama z tatą uparli się właśnie na to miejsce, więc machnęłam już ręką. Wszystko po to, żeby mieć ich chociaż na chwilę z głowy.

Od godziny próbowałam zebrać się w sobie, by pójść na zakupy. Nie do końca chciałam ryzykować ponownym spotkaniem z Szymkiem, ale głośne burczenie w brzuchu dobitnie przypominało mi o pustej minilodówce. Och, przecież nie mogłam układać swojej codzienności pod tego idiotę! Wpadnę na niego? Trudno. Udam, że go nie widzę i pójdę dalej z wysoko podniesioną głową. Bułka z masłem.

– Chrzanić to – mruknęłam do siebie i ruszyłam do łazienki, by wziąć szybki prysznic.

Pół godziny później upchnęłam do plecaka dwie materiałowe torby oraz butelkę termiczną, do której chwilę wcześniej wrzuciłam kilka kostek lodu i nalałam wody, chwyciłam telefon i ignorując nieodebrane połączenie od mamy, ruszyłam na podbój najbliższych delikatesów.

Mogłabym wszystko zamówić online i siatki z zakupami zgarnąć spod drzwi albo z portierni na dole, ale miałam ochotę na spacer i przy okazji chciałam poznać najbliższą okolicę. W końcu stała się moim podwórkiem. Wcześniej sprawdziłam w nawigacji kilka opcji i wybrałam trasę, która miała zaprowadzić mnie do celu przez park. W markecie wzięłam najpotrzebniejsze produkty, obiecując sobie, że w najbliższym czasie usiądę i zaplanuję swoje posiłki do przodu. Chciałam w pełni wykorzystać możliwości, jakie dawał mi pokój z aneksem kuchennym, a gotując na zapas, oszczędzałam nie tylko czas, ale też pieniądze.

Na co dzień dorabiałam sobie, udzielając korepetycji kilku uczniom, dzięki temu miałam trochę oszczędności. Nie zarabiałam jednak tyle, by móc całkowicie odciąć się finansowo od rodziców, co trochę mnie wkurzało, ale zależało mi na studiach. To one były dla mnie priorytetem, więc musiałam schować dumę do kieszeni i skorzystać z zaoferowanej przez nich pomocy.

– Nela! – Ktoś mnie zawołał, gdy kończyłam pakować zakupy do siatki. Uniosłam głowę i pomachałam znajomej z roku, która stała w kolejce kilka metrów dalej. – Poczekasz chwilę? Mieszkam obok twojego akademika, więc możemy wrócić razem.

– Jasne, będę na zewnątrz.

Wyszłam ze sklepu i korzystając z wolnej chwili, sięgnęłam do kieszeni po telefon. Mama dzwoniła do mnie już trzy razy, mignęła mi też wiadomość od taty, którą skasowałam bez odczytywania. Oboje od kilku tygodni regularnie narzekali na siebie nawzajem, oczekując, że za każdym razem ich wysłucham i przyznam rację. Tyle że ja… nie chciałam tego robić. Czy zdążyli już zapomnieć, że jestem ich córką? Prawie dorosłym dzieckiem, które cały czas potrzebuje wsparcia, a nie znajomą, zawsze chętną na najświeższe plotki?

– No i jak ci w najbardziej wypasionym miejscu na całym kampusie? – Głos Sandry wyrwał mnie z ponurych myśli. – Opowiadaj! Nie miałam okazji jeszcze nikogo tam odwiedzić, a słyszałam, że ten budynek to prawie jak apartamentowiec.

– Wiesz, że prawie robi wielką różnicę? – Parsknęłam i ruszyłyśmy przed siebie. – Przyjechałam dopiero wczoraj, więc trudno chyba jeszcze mówić o wrażeniach, zwłaszcza że bardzo kiepsko spałam.

– Nowe miejsce? Pewnie potrzebujesz więcej czasu na aklimatyzację.

– Raczej obcy facet, który wylądował w moim łóżku. Ja zapomniałam zamknąć drzwi, a on podobno pomylił pokoje.

– Że co?!

– No właśnie – westchnęłam, czując irytację, ale i dziwne mrowienie na samo wspomnienie tego, co miało miejsce zaledwie kilka godzin temu. – Mam nauczkę na całe życie, ale też historię zasługującą na to, by trafić do zbioru tych, które babcie opowiadają wnukom.

– Z cyklu: jak poznałam waszego dziadka?

– Nie! Nigdy w życiu. Prędzej: dlaczego warto pamiętać o podstawowych zasadach bezpieczeństwa.

Obie się zaśmiałyśmy, a ja po chwili, trochę z premedytacją, zapytałam Sandrę o najbliższe kolokwium z nieorganicznej, by odwrócić jej uwagę i uniknąć gradu pytań, którymi na pewno zostałabym zasypana, gdybym nie zmieniła tematu.

– To może wpadniesz do mnie i ogarniemy razem powtórkę materiału? – zaproponowałam, gdy stanęłyśmy przed budynkiem. – Przygotuję jakieś przekąski, a ty przy okazji zobaczysz, jak wyglądają te słynne pokoje. Jeśli będzie nam za ciasno, to na dole mamy przestrzeń do cichej nauki.

– No pewnie, bardzo chętnie! – Posłała mi szeroki uśmiech. Wyraźnie ucieszył ją mój pomysł. – Dzisiaj już nie dam rady, ale napiszę do ciebie wieczorem i wszystko uzgodnimy, dobrze? Jakby trzeba było coś dokupić, to pisz śmiało. Nie przyjdę przecież z pustymi rękami.

Już chciałam coś dodać, ale przerwał mi wibrujący telefon. Wyciągnęłam z kieszeni komórkę i zerknęłam na ekran.

– To mama – powiedziałam cicho, bardziej do siebie niż do Sandry.

– Odbierz, śmiało.

Ja jednak wcisnęłam czerwoną słuchawkę.

– Oddzwonię do niej później, pewnie znowu chce ponarzekać na tatę, a ja mam już tego po dziurki w nosie…

Sandra wiedziała, dlaczego przeniosłam się na kampus. Może nie byłyśmy bliskimi przyjaciółkami, ale to z nią najczęściej się trzymałam. Razem przygotowywałyśmy się na zaliczenia i chociaż wiedziałam, że ta znajomość po odebraniu dyplomów nie przetrwa, to miło było mieć na uczelni kogoś, z kim mogłam to wszystko przeżyć. Nie przywiązywałam się zbytnio do ludzi w moim życiu. Byłam raczej typem introwertyczki, której najlepiej we własnym towarzystwie.

– Rozwód rodziców to kiepska sprawa, co? – W odpowiedzi wzruszyłam tylko ramionami. No bo co innego miałam zrobić? Nie rozpłaczę się przecież na środku chodnika i nie będę szukać pocieszenia u koleżanki z roku. – Ale przynajmniej miałaś pretekst, żeby przenieść się tutaj.

– W każdej sytuacji trzeba szukać jakichś pozytywów.

Zauważyłam, że chciała skomentować coś jeszcze, więc po raz kolejny zmieniłam temat i nawiązałam do kolokwium. Uzgodniłyśmy, że prześlemy sobie notatki, żebyśmy mogły uzupełnić swoje materiały, a potem przygotujemy fiszki, z których będziemy przepytywać się nawzajem.

– Obie zaliczymy na piątki! – Sandra klepnęła mnie w ramię.

– Wystarczy mi cztery i pół.

Zbiegła ze schodków i pomachała mi na pożegnanie.

– Do zobaczenia później, Nela!

Ruszyła do siebie, a ja poczekałam, aż zniknie za zakrętem. Jej akademik faktycznie znajdował się tuż obok mojego.

Odwróciłam się i prawie wpadłam… oczywiście, że na Szymka. Stał dosłownie dwa kroki ode mnie, lekko rozczochrany i szeroko uśmiechnięty. W świetle dziennym wyglądał inaczej, jakby łagodniej? Był przystojny i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Przez chwilę miałam jeszcze nadzieję, że mnie nie rozpoznał, ale jego oczy mówiły mi, że wie, kim jestem. Udam, że go nie widzę, i pójdę dalej z wysoko uniesioną głową – tak to leciało? Cóż… Miał w sobie ten rodzaj niewymuszonej swobody, który sprawiał, że trudno było oderwać od niego wzrok i udawać, że go nie zauważyłam.

Czułam, że nie pozwoli mi odejść, ale i tak postanowiłam spróbować. Za każdym razem, gdy usiłowałam go wyminąć, Szymek zachodził mi drogę.

Fuknęłam, zirytowana, a on skrzyżował ramiona na piersi i leniwym spojrzeniem zaczął wodzić po mojej twarzy. Nie byłam w stanie nic poradzić na czerwień, która z pewnością wykwitła na moich policzkach, więc opuściłam lekko głowę z nadzieją, że luźne pasma włosów nieco przykryją moją reakcję.

– Nela – powiedział powoli, jakby smakował na języku każdą literę mojego imienia. – Brzmi lepiej niż wynoś się z mojego…

Nie dokończył, bo zza jego pleców wyskoczyła dziewczyna. Dosłownie wyskoczyła. Była drobna, na pewno niższa ode mnie i bardzo kolorowa. Miała na sobie sukienkę, która wyglądała tak, jakby została uszyta z kilkudziesięciu kwadratów. Żółty, fioletowy, niebieski, różowy, zielony, pomarańczowy… Wszystkie możliwe odcienie. Sama w życiu bym tego nie założyła, ale ta dziewczyna wyglądała przepięknie, jakby urodziła się po to, by nosić tylko takie stylizacje.

– Cześć, jestem Hania! To ty mieszkasz zaraz obok mnie, prawda? – Wyciągnęła dłoń w moją stronę i od razu ją opuściła, gdy zauważyła, że ja w swoich trzymam torby z zakupami. – Miło mi cię poznać!

– Mhm – mruknęłam w odpowiedzi z wyraźną niechęcią, bo od razu chciałam dać jej do zrozumienia, że nie interesują mnie bliskie przyjaźnie. A w zasadzie że nie interesują mnie żadne przyjaźnie. Ani z sąsiadkami, ani z nikim innym. – Pilnuj swojego faceta, okej? Pewnie wolałabyś, żeby noce przesypiał w łóżku razem z tobą.

Mrugnęła kilka razy, jakby nie docierały do niej słowa, które właśnie wypowiedziałam.

– Ale, że on? Że my? Że niby jesteśmy razem? – Hania zerknęła na Szymka i się zaśmiała. – Nigdy w życiu! No weź, przecież to… Nie!

– Dzięki, Han – burknął. – Już wszyscy wiedzą, że nie wyobrażasz sobie bycia ze mną w związku, ale krzycz jeszcze głośniej, śmiało.

– Nie udawaj, że jesteś taki delikatny. Poza tym uważam, że w końcu trzeba uciąć te wszystkie plotki na nasz temat i powiedzieć wprost, że…

Postanowiłam wykorzystać to, że przestali zwracać na mnie uwagę, i oddaliłam się szybkim krokiem. Od razu ruszyłam w stronę schodów, bo nie chciałam wylądować z tą dwójką w windzie, a znając moje szczęście, tak właśnie by było. Przystanęłam przy pierwszym stopniu i odłożyłam torby na ziemię. Z plecaka wyjęłam wodę, wzięłam kilka łyków i stwierdziłam, że przerzucę z siatek parę produktów. Nie zdążyłam tego jednak zrobić, bo męskie dłonie przejęły moje sprawunki. Czułam czyjąś obecność i nie musiałam zgadywać, kto za mną stanął. Gdybym sięgnęła do uchwytu sekundę wcześniej, Szymek musnąłby mnie swoimi palcami. Tak jak zrobił to rano, gdy wsunął rękę pod moją koszulkę i…

– Poradzę sobie – powiedziałam przez zaciśnięte zęby.

– Oczywiście, że sobie poradzisz. – W tonie głosu Szymka było tak dużo wesołości, że aż przewróciłam oczami. – Mimo to nalegam. Mama zawsze mi powtarzała, że trzeba pomagać innym.

Nie dałam rady powstrzymać prychnięcia. Nie chciałam też wchodzić z nim w kolejną przepychankę słowną, więc po prostu ruszyłam na piętro, wiedząc, że chłopak podąży za mną. Liczyłam na to, że drogę pod drzwi mojego pokoju pokonamy w ciszy, on miał jednak inne plany, bo po chwili odchrząknął i powiedział:

– Słuchaj, Nela, chyba kiepsko zaczęliśmy. Źle mi z tym, bo pewnie myślisz sobie, że jestem dupkiem, a tak naprawdę to całkiem miły ze mnie gość. Pomocny, czarujący, sympatyczny i…

– Super, ale wiesz co? – Przystanęłam i spojrzałam za siebie. Szymek zatrzymał się stopień niżej, więc byliśmy teraz podobnego wzrostu. Spoglądał na mnie roziskrzonym spojrzeniem i gdybym nie była taka wściekła na siebie i na niego za poranną sytuację, to mogłabym zatonąć w brązowych tęczówkach chłopaka. Mogłabym sięgnąć dłonią do… Nie! Stop. – W ogóle nie powinniśmy zaczynać.

Mina mu zrzedła, a ja mimo sprzecznych emocji, które mną targały, poczułam satysfakcję. Chyba wreszcie go zatkało. Otworzył usta, ale nic nie powiedział, więc po prostu ruszyłam dalej. Gdy weszliśmy na piętro, zrównał się ze mną i delikatnie trącił ramieniem. Ja szłam z wysoko uniesioną głową i nawet na niego nie popatrzyłam.

Odchrząknął. Znowu.

– Ta twoja koleżanka…

Więc chodziło o Sandrę. Dogonił mnie, zaoferował pomoc i wszystko po to, żeby o nią zapytać.

– Chcesz do niej numer? – wtrąciłam, zirytowana. – Hania nie ma nic przeciwko?

W końcu na niego zerknęłam. Szymek zmarszczył brwi i posłał mi nieco zdezorientowany uśmiech. Dlaczego tak nagle spoważniał?

– Nie chcę do niej numeru, po prostu… – odezwał się po chwili. Przygryzł dolną wargę i uciekł spojrzeniem gdzieś za mnie. – Wiesz co, nieważne. Zapomnij. Ale za to twój numer chętnie sobie zapiszę.

Mrugnęłam kilka razy i przez moment się zastanawiałam, czy dobrze usłyszałam. On naprawdę myślał, że zostawię mu namiar na siebie? Już i tak wiedział, gdzie mieszkam, a to było zdecydowanie za dużo informacji.

– Żartujesz, prawda?

– A czy wyglądam ci teraz na żartownisia? Co mam zrobić, żebyśmy mogli zacząć od nowa?

– Dać mi święty spokój?

– Jesteś taka niemiła dla wszystkich? – odparował. – Pomogłem ci z zakupami, chociaż nie rozumiem, dlaczego musiałem je targać po schodach, skoro mogliśmy pojechać windą. Poza tym…

– Nie prosiłam cię o to, Szymek. I nie mam ochoty na zawieranie nowych znajomości, więc naprawdę, odpuść już sobie. Zapomnę o tym, że nieproszony wparowałeś mi do łóżka, ale mam jeden warunek.

Przystanęłam. Do drzwi mojego pokoju zostało nam kilkanaście metrów.

– Jaki?

– Zapomnisz o moim istnieniu.

Spojrzał na mnie zaskoczony.

– Nie chcę zapominać o twoim istnieniu, Nel.

Czy ja się przesłyszałam, czy on właśnie zdrobnił moje imię? Puściłam to mimo uszu, bo gdybym skomentowała jego słowa, wygrałby, a ja nie chciałam do tego dopuścić. Liczyłam, że ostatnią prostą pokonamy w milczeniu, ale zdecydowanie nie dopisywało mi dzisiaj szczęście…

– A powiesz mi chociaż, co studiujesz?

– Chemię – odpowiedziałam automatycznie, chociaż najlepiej by było, gdybym ugryzła się w język.

Tyle mogłam mu zdradzić na swój temat. Więcej pytań nie zdąży mi zadać, bo właśnie przystanęliśmy przy drzwiach mojego pokoju. Sięgnęłam do kieszeni po klucze i przekręciłam zamek.

– Czyli nie przyjęli cię na medycynę? – Ton jego głosu świadczył o tym, że żartował, ale poważnie… czy nie zdawał sobie sprawy z tego jak to kiepsko zabrzmiało?

I czy przypadkiem chwilę wcześniej nie powiedział mi, że jest pomocnym, czarującym i sympatycznym gościem? Jeśli jego zdaniem kiepsko zaczęliśmy, to zaraz zobaczy, że jeszcze gorzej skończymy…

– A tu cię zaskoczę, bo w ogóle nie składałam papierów na medycynę – odpowiedziałam spokojnie, mimo że w środku aż bulgotałam z wściekłości. – Od początku chciałam studiować chemię.

Szymek posłał mi szeroki uśmiech, nieświadomy tego, co go czeka. Zaraz to ja się będę uśmiechać, a może nawet śmiać… W dłoni cały czas trzymałam butelkę z wodą; odkręciłam korek i pociągnęłam kilka niespiesznych łyków. Chłopak śledził każdy mój ruch, a gdy zobaczyłam, jak przełyka ślinę, końcówką języka przesunęłam po dolnej wardze.

– Torby możesz położyć na wycieraczce, dziękuję. – Gdy spełnił prośbę i ponownie złapał moje spojrzenie, chlusnęłam mu wodą prosto w twarz. – Ciesz się, że to tylko tlenek diwodoru.

Kaszlnął, zaskoczony, a ja przestałam zwracać na niego uwagę. Za to dotarło do mnie, że kilka metrów dalej stała Hania i obserwowała nas z lekko rozchylonymi ze zdziwienia ustami.

– Coraz bardziej cię lubię – parsknęła, rozbawiona.

– Twój facet to dupek. Mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę – powiedziałam i, nie spoglądając na Szymka, sięgnęłam po zakupy, weszłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami.

Od razu przekręciłam zamek, zamknęłam oczy i odetchnęłam z ulgą. Jeśli tak wyglądał mój pierwszy dzień mieszkania w akademiku, wolałam nie myśleć, co mnie czeka w kolejnych dniach, tygodniach i… miesiącach.

O rety, czy mogłabym złożyć wniosek o zmianę pokoju? Albo najlepiej uczelni?

– Musisz przeprosić Nelę. To było strasznie chamskie. – Z korytarza dobiegł mnie stłumiony głos Hani. – I powiedz jej, że my się tylko bzykamy. Po tej akcji nie chcę, żeby myślała, że jesteśmy razem.

ROZDZIAŁ 3

Szymon

Gonił mnie termin w robocie, ale mimo to postanowiłem na weekend zajechać do domu.

Kilka tygodni temu obiecałem siostrze, że pomogę jej w matematyce i razem przerobimy materiał na sprawdzian. Jako starszy brat zawsze dotrzymywałem danego słowa, musiałem w końcu świecić dobrym przykładem, a przy okazji chciałem spotkać się z paczką przyjaciół. Studiowaliśmy w różnych miastach, więc korzystaliśmy z każdej możliwości, żeby spędzić trochę czasu razem.

– Moja krew! – Z dumą poklepałem młodą po ramieniu i wstałem, żeby rozruszać zastane mięśnie. – Daj znać w poniedziałek, jak ci poszło, dobra?

– A jeśli zdam na piątkę, to zabierzesz mnie do siebie na weekend i zrobimy razem kolejny level Pana Królika?

Skubana. Byłem programistą i tworzyłem aplikacje. Do niedawna ogarniałem to sobie dorywczo, kiedy miałem luźniejszy czas, ale kilka tygodni temu napisała do mnie firma prowadząca bardzo duży projekt, więc stwierdziłem, że postawię wszystko na jedną kartę i założyłem działalność gospodarczą. Chciałem też rzucić studia, żeby mieć więcej czasu na zlecenia, ale rodzice wybili mi ten pomysł z głowy i podpowiedzieli, żebym przeszedł na program indywidualny.

A jeśli chodzi o Pana Królika… Był moim prywatnym projektem i jednocześnie urodzinowym prezentem dla Martyny. Specjalnie dla niej stworzyłem grę, w której nasz domowy królik, pokonując różne przeszkody, musiał zebrać odpowiednią liczbę marchewek. Miałem zakończyć całość na kilku planszach, ale dziewczynka pokazała apkę w szkole i dzieciaki oszalały na jej punkcie do tego stopnia, że udostępniłem ją dalej. Chcąc połączyć przyjemne z pożytecznym, zacząłem przemycać w środku zadania matematyczne, co z kolei spotkało się z ogromnym entuzjazmem wśród nauczycieli i rodziców. Razem z dyrekcją planowaliśmy w najbliższym czasie złożyć wniosek o dofinansowanie całości, więc coś, co początkowo miało być dla mnie zwykłą odskocznią, powoli stawało się priorytetem i ogromną szansą na niezależność finansową. A że przy okazji w cały proces wciągnąłem Martynę? Kto wie, może złapie zajawkę i pójdzie w ślady starszego brata?

– Upieczemy nawet babeczki, ale pod jednym warunkiem: rodzice nie będą mieli nic przeciwko takiej wycieczce. Wiesz, że mieszkam kawałek stąd i jeśli nagle stwierdzisz, że jednak chciałabyś wrócić, to to nie będzie takie hop siup.

– Tak jakby już się zgodzili?

Parsknąłem śmiechem. Martyna miała dopiero dwanaście lat, ale była sprytna i potrafiła załatwić sobie wszystko, czego chciała. Oczywiście dzięki mnie, bo ja ją tego nauczyłem.

– Skoro tak, to raczej nie mam już nic do gadania, prawda? – Mrugnąłem do niej i sięgnąłem po podręcznik, z którego przed chwilą korzystaliśmy. – Idę zaraz do Oskara, ale jakbyś miała jeszcze jakieś pytania albo stwierdzisz, że potrzebujesz pomocy przy obliczeniach, to ogarniemy wszystko jutro po śniadaniu.

– A potem zadzwonimy do Agnieszki?

Aga była najstarsza z naszej trójki. Na stałe mieszkała z mężem i dwójką dzieci w Niemczech. Wyjechała osiem lat temu, więc Martynka znała ją bardziej z ekranu telefonu niż z czasu, gdy żyliśmy wszyscy razem. Mimo różnicy wieku i dzielących nas kilometrów, byliśmy bardzo zgranym rodzeństwem i utrzymywaliśmy regularny kontakt. Poza tym młoda mocno przeżywała, że tak szybko została ciocią, i za wszelką cenę chciała zdobyć tytuł nie tylko tej najmłodszej, ale także najlepszej pod słońcem, więc dbała o to, żeby często rozmawiać także z Zosią i Maksem.

– No pewnie.

– Do niej też chciałabym pojechać…

– Trochę trudniej to zorganizować, ale może niedługo coś wymyślimy?

W tej sprawie nie chciałem i nie zamierzałem niczego obiecywać, więc posłałem siostrze delikatny uśmiech i szybko wyrzuciłem z głowy wspomnienie wakacji sprzed kilku lat. Wieczory wypełnione długimi rozmowami, spacerami, jazdą na rowerze. Jej śmiechem i moją niepewnością… Czy kiedykolwiek poczuję w sobie siłę, by tam wrócić i ponownie przejść się ścieżkami, które przecież doskonale pamiętałem? A może już nigdy nie zdołam przekroczyć granicy, którą postawiłem, gdy opuszczałem to miejsce?

Niepotrzebnie znowu o tym myślałem. Było, minęło i zostało w przeszłości. Koniec kropka, czas wziąć się w garść.

Wiedziałem, że Martyna mogłaby mnie zagadywać przez resztę popołudnia, więc wykorzystałem chwilę, w której sięgnęła po zeszyt i zaczęła go kartkować, zmierzwiłem jej włosy, wyszedłem z pokoju, zbiegłem na dół i zajrzałem do kuchni.

– Będę późno. – Podszedłem do mamy, która nucąc sobie coś pod nosem, kończyła opróżniać zmywarkę. – Nie czekajcie na mnie z kolacją.

– Ale na śniadanie zdążysz? – Posłała mi rozbawione spojrzenie, a ja parsknąłem śmiechem. – Pozdrów Oskara.

– A Ninę, Kaję i Majkę?

– Wszystkich! Anię i Wojtka też. – Pokręciła głową i schowała talerze do szafki. – Jak tam w pracy, synek? Wszystko w porządku?

– Bardziej niż w porządku – odparłem. – Muszę dzisiaj złapać Tymka, bo mamy do dogadania kilka szczegółów dotyczących aplikacji dla ich wytwórni muzycznej. Może połączymy to od razu ze sprzedażą biletów na koncerty i pomocą fundacjom?

Specjalnie nie wchodziłem w szczegóły, bo wiedziałem, że i tak nie będzie wiedziała, co dokładnie robię. Wystarczyło, że patrzyła na mnie z dumą wymalowaną na twarzy. Przytuliłem ją szybko i cmoknąłem w policzek, a przy okazji sięgnąłem do miski po cząstkę obranej pomarańczy.

– To do ciasta, Szymek!

– Na pewno nikt nie zauważy. Poza tym warto sprawdzić, czy są odpowiednio słodkie… – Chciałem ukraść jeszcze jeden kawałek, ale owoce dziwnym trafem zniknęły z mojego zasięgu. – Dobra, uciekam.

– Jedziesz autem?

– Nie, mam ochotę na spacer. Muszę ułożyć sobie w głowie kilka spraw.

Mama posłała mi pobłażliwy uśmiech. Doskonale wiedziała, że te sprawy miały żeńskie imię. Znała mój luźny stosunek do związków, nie akceptowała tego, ale nie prawiła mi też kazań. Wielokrotnie dawała mi za to do zrozumienia, że jeśli chciałbym z nią o czymś porozmawiać, to jest. Zawsze i wszędzie. Ja jednak nie chciałem. Do tej pory radziłem sobie sam. I wychodziło mi to całkiem nieźle. Dlatego i tym razem byłem pewny, że w końcu wpadnę na to, jak przekonać do siebie Nelę. Bo to właśnie ona od kilku dni spędzała mi sen z powiek. Owszem, początek naszej znajomości był dość niefortunny, zresztą później jeszcze bardziej sobie u niej nagrabiłem, ale nie takie rzeczy w życiu ogarniałem.

I nie, nie zrobiło mi się jej żal, bo przypadkiem usłyszałem, jak rozmawiała ze znajomą o rozwodzie rodziców. Oczywiście nie zamierzałem w żaden sposób wykorzystywać tej informacji przeciwko Neli, miałem swoje granice. Próbowałem nawet z nią o tym porozmawiać, gdy odprowadzałem ją do pokoju, ale od dziewczyny biła tak duża niechęć, że dałem sobie wtedy spokój. I jasne, mogłem się po prostu zamknąć, ale nie byłbym sobą, gdybym chociaż nie spróbował zażartować. A to, że jeszcze bardziej pogorszyłem już i tak zajebiście napiętą atmosferę między nami? Cóż, dla tego uśmiechu pełnego dzikiej satysfakcji, który rozjaśnił jej twarz, gdy oblała mnie lodowatą wodą, było warto. Nawet bardzo warto.

Teraz po prostu musiałem to wszystko jakoś odkręcić.

Sięgnąłem do kieszeni po telefon i wybrałem numer Hani. Może rozmowa z nią nieco uporządkuje chaos, który narastał we mnie od kilku dni? Gdy czekałem na połączenie, w myślach zaczął kiełkować mi pomysł…

– Halo?

– Myślisz, że Nela lubi śniadania na słodko? – Nie traciłem czasu na przywitanie. – Dziewczyny chyba takie wolą, nie?

– Szymek, a skąd ja mam to wiedzieć?

– Bo jesteś jej sąsiadką? Przecież…

Hania zaczęła się śmiać, mimo że w zasadzie nie powiedziałem nic zabawnego. Odchrząknąłem, czekając na to, aż się w końcu uspokoi.

– I przy okazji bliską przyjaciółką faceta, który przez pomyłkę wparował do jej pokoju i łóżka? To nie ułatwia sprawy.

– Taaa – jęknąłem, sfrustrowany. – Będę teraz za to pokutował do końca świata?

– I tydzień dłużej. A za tę medycynę od razu powinieneś trafić do piekła. Wstyd mi za ciebie! Nawet nie wiesz, jak bardzo żałuję, że nie poprawiłam po Neli i nie rozbiłam ci na tym zakutym łbie butelki czerwonego wina.

– Zasłużyłem sobie, ale w mojej głowie brzmiało to dużo zabawniej! Głupio zażartowałem i chciałbym ją za to przeprosić, więc wpadłem na pomysł ze śnia…

– Nie mam pojęcia, co lubi Nela, gamoniu. Niestety ci w tym nie pomogę.

Dlaczego tak bardzo zależało mi na tym, żeby Nela zmieniła zdanie na mój temat?

– Hm, ciepłe croissanty z malinami brzmią chyba lepiej niż jajecznica na bekonie i cebuli. Mógłbym skorzystać z twojej kuchni? Moja jest wprawdzie lepiej wyposażona, ale chciałbym dostarczyć to wszystko pod drzwi Neli w jednym kawałku.

– Pod warunkiem, że zrobisz też dla mnie.

– Ale to ty parzysz kawę – stwierdziłem i zanim dodała coś jeszcze, zakończyłem połączenie.

Z Hanią od początku byliśmy zgranym duetem. Nie tylko w życiu, ale także w sypialni.

Nie pukałem. Po prostu nacisnąłem klamkę i wszedłem do domu. Robiłem tak od lat, w zasadzie wszyscy tak robiliśmy, gdy do siebie wpadaliśmy. Zdjąłem buty i posłałem szeroki uśmiech pani Ani, gdy ta wyjrzała z salonu.

– Dzieńdoberek – powiedziałem wesoło i od razu ruszyłem na piętro.

– Oskara jeszcze nie ma, ale…

– Wiem! Zajrzę najpierw do Kai, muszę z nią o czymś porozmawiać.

Zdecydowanie musiałem. Sam jeszcze nie do końca wierzyłem w to, co zamierzałem zrobić, ale odkąd Kaja zadbała o to, żebym regularnie dostawał linki z łamiącymi serce historiami o zwierzętach w potrzebie, coraz bardziej i częściej czułem, że chciałbym pomóc w bardziej namacalny sposób.

Drzwi od pokoju dziewczyny były lekko uchylone, więc pchnąłem je i zajrzałem do środka. Kaja na wpół siedziała, na wpół leżała na swoim łóżku i czytała książkę.

– Gdzie zgubiłaś Tymka?

Uniosła wzrok znad powieści i posłała mi szeroki uśmiech.

– Zabrał Poker i dołączył do Niny, Oskara i Agresta. Wrócą pewnie za jakieś pół godziny, może czterdzieści minut.

Ha, wszystko stało dzisiaj po mojej stronie.

Sięgnąłem po puf i przesunąłem go bliżej. Jeszcze kilka miesięcy temu usiadłbym obok Kai, ale odkąd postanowiła opuścić nasz klub wiecznych singli i zaczęła randkować na poważnie z popularnym tiktokerem, odpuściłem braterską czułość, na którą często sobie przy niej pozwalałem. Brakowało mi tego, ale nie chciałem skończyć z posiniaczoną twarzą. Doskonale pamiętałem wściekłe spojrzenie Tymka, gdy złapałem ją za rękę i przez chwilę trzymałem, a wtedy podobno nie byli jeszcze razem.

Między nami nigdy do niczego nie doszło, kochałem Kaję tak, jak kocham Martynę i Agnieszkę, ale wiedziałem, że lepiej będzie, jeśli się wycofam. Z szacunku do niej i naszej relacji.

– W sumie to nawet lepiej, że jesteśmy sami, bo mam sprawę. Potrzebuję twojej pomocy, księżniczko. – Sięgnąłem po telefon, odblokowałem ekran i szybko znalazłem link z ogłoszeniem, które Kaja niedawno mi wysłała. – Jestem gotowy zostać kocim ojcem, ale pytania w ankiecie wydają się podchwytliwe. Mój ścisły umysł zaczyna panikować, gdy je czytam.

Spojrzała na mnie, zmarszczyła brwi i mrugnęła kilka razy. Otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale trwała w zawieszeniu przez dłuższy moment.

– Mówisz poważnie? – zapytała w końcu, próbując ukryć rosnące w niej podekscytowanie. – Wiesz, że adopcja to decyzja na lata? Że to odpowiedzialność, wydatki, że…

Przewróciłem oczami. Sam potrzebowałem chwili, żeby to przetrawić. I byłem tego świadomy. Nawet bardzo świadomy.

– Właśnie po to udostępniasz wszystkim te ogłoszenia, prawda? – zapytałem, trochę zawiedziony tym, że Kaja nie potraktowała mnie poważnie. – Żeby znaleźć zwierzętom dom. No to proszę, moje dwa pokoje czekają, właściciel mieszkania nie ma nic przeciwko, a ja zleciłem nawet wstępną wycenę osiatkowania balkonu. Jeśli nie chcesz mi pomóc, okej, nie ma sprawy. Poczekam na Ninę, ona na pewno…

– Nie! – Kaja poderwała się z łóżka i złapała mnie za rękę. Wyglądało to tak, jakby chciała mnie zatrzymać, mimo że ja cały czas siedziałem i nie zamierzałem nigdzie wychodzić. – Po prostu bardzo mnie zaskoczyłeś. I chyba trochę w to nie wierzę, bo przecież tyle razy próbowaliśmy cię namówić na zwierzaka, a ty zawsze ucinałeś temat w zarodku, więc myślałam, że nie chcesz.

– Bo nie chciałem. – Wzruszyłem ramionami. – Ale tylko krowa nie zmienia zdania, prawda? Jakoś tak wyszło, że zobaczyłem zdjęcia, przeczytałem wzruszającą historię i poczułem, że to dobry moment. Że pomogę. Przelew też zleciłem, zawsze to robię, ale teraz chcę czegoś więcej.

Może z nimi wieczory będą łatwiejsze?

Kaja już o nic nie pytała. Podeszła do biurka, włączyła laptopa i przywołała mnie gestem. Po chwili wpisała adres strony w wyszukiwarce internetowej, znalazła odpowiednie ogłoszenie i zaczęła czytać. Głos jej lekko zadrżał przy fragmencie o pożarze, w którym zginęła reszta kociej rodziny.

– To którego wybrałeś? – zapytała, pokazując mi zdjęcie maluchów. – Rudy to chłopak, a jego siostra…

– Oba. Nie rozdzielę przecież rodzeństwa.

ROZDZIAŁ 4

Nela

Nie chciałam tego słuchać. Ona jednak cały czas mówiła. Mówiła, że nigdy do końca nie była szczęśliwa, że nie tak wyobrażała sobie małżeństwo, że wszyscy wokół ignorowali jej potrzeby. A ona przez całe życie na to pozwalała i dopiero teraz… Dopiero teraz odzyskiwała prawdziwą siebie.

Traktowała mnie jak najlepszą przyjaciółkę, na którą zrzucała wszystkie pomyje ostatnich dwudziestu lat. A ja przecież byłam jej córką. W takim samym stopniu, jak taty. Byłam ich dzieckiem.