Opis

Aby poznać prawdę, należy zejść poniżej piekła.

Niebezpieczeństwo depcze po piętach naszych bohaterów, wciągając w rozgrywkę najpotężniejszych Niezmiennych. Widmo śmierci zawisło nad Sasso, by szerzyć niepewność oraz zwątpienie. Walka o miłość i wolność jeszcze nigdy nie była tak trudna. Felis oraz Flora stają przed wyborem między tym co dobre, a tym co słuszne. Prawda i sprawiedliwość powoli zaczynają się zacierać, dając miejsce przerażeniu.

Czy droga pełna wyrzeczeń i złamanych reguł wiedzie do zwycięstwa?

Ile tragedii jest w stanie unieść jedno serce? Jak duży ból można przetrwać, nie zatracając przy tym siebie? Czy miłość naprawdę nie może iść w parze z wiecznością?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 406

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


WYDAWNICTWO DLACZEMU

ul. Efraima Schroegera 90/B, 01-845 Warszawa

www.dlaczemu.pl

Dyrektor wydawniczy: Anna Nowicka-Bala

Redaktor prowadzący: Joanna Kłak

Projekt okładki i stron tytułowych: Woz Wreck Design

Skład i łamanie: Anna Jackowicz

WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

WARSZAWA 2019

Wydanie I

ISBN: 978-83-66521-03-2

Konwersja do formatu elektronicznego

P.U. OPCJA

Zapraszamy księgarnie i biblioteki do składania zamówień hurtowych z atrakcyjnymi rabatami. 

Dodatkowe

Kochanej

Cień

Stałem przed ogromną tablicą, zajmującą niemal całą ścianę. Uśmiech już od dłuższego czasu nie mógł zejść z mojej twarzy. To właśnie na niej skrupulatnie przytwierdziłem wszystkie zdjęcia – dokładnie trzydzieści dwa zdjęcia, a każde wykonane z ukrycia i przedstawiające tę samą osobę. W świetle jarzeniówki, która jako jedyna rozpraszała mrok, widziałem piękną, ciemnowłosą dziewczynę o oczach czarnych i nieprzenikliwych jak noc. Mogłaby uchodzić za atrakcyjną, ale jej smutna twarz psuła cały efekt. Tak długo na nią patrzyłem, że zapragnąłem odmiany. Zamiast smutku, musiałem ponownie zobaczyć w jej oczach ból. To miało ukoić moje zawiłe pragnienia, a przynajmniej taką miałem nadzieję.

Wielkimi krokami nadchodził czas, w którym miałem wdrożyć swój misterny plan w życie. Przygotowywałem się do tego z pomocą przyjaciół. Oni rozumieli moje wewnętrzne rozterki i potrzeby. Dostarczali mi regularnie informacji, utwierdzających mnie w przekonaniu, że jestem na słusznej drodze.

Wróciłem do mapy, na której zaznaczyłem jej ostatnie miejsce pobytu. Jedyną, niespodziewaną przeszkodą, którą musiałem wyeliminować, był chłopak, ale i jego potrafiłem pozbyć się szybko dzięki wsparciu przyjaciół. Lubiłem ryzyko, a ta sprawa dała mi wreszcie możliwość rozwinięcia skrzydeł. Zapewniono mi również pełne bezpieczeństwo, więc pierwszy raz w życiu dałem się ponieść wyobraźni. Zerknąłem na stojącą w kącie, niewielką lodówkę. Nie umiałem już się powstrzymać. Pomieszczenie wypełnił mój donośny, niczym nieskrępowany śmiech. Stałem się panem świata, a ona moją upragnioną nagrodą. Jej przyszłość zależała ode mnie… tyle że ja nie planowałem dla niej szczęśliwego zakończenia.

Flora

Siedziałam na wewnętrznym tarasie, podziwiając niewielki ogród w pełnym rozkwicie. Kolorowe kwiaty pachniały tak intensywnie, że przywodziły mi na myśl drogie perfumy. Nie miałam pojęcia, dlaczego nikt tu nie przychodził. Wilgotne, świeże powietrze skutecznie oczyszczało moje myśli, przeganiając smutek i strach gdzie pieprz rośnie. Pozwalało to choć na moment zapomnieć o naszym pogmatwanym, ciągle skracającym się życiu, którego przyszłość ciągle stała pod znakiem zapytania. Słońce przedzierało się przez świetliki, tworząc jasną poświatę, rozpraszającą się na liściach. Amat miał pod nosem wspaniałe miejsce do odpoczynku, a mimo to zawsze wybierał zacisze swojego mieszkania. Było to dla mnie dziwne. Ja korzystałabym z uroków tego miejsca w każdej wolnej chwili. Położyłam na rozłożonej dłoni niebieską, błyszczącą kulkę, do której za nic nie mogłam się przyzwyczaić. Zgodnie z teorią Niezmiennych stałam się szczęśliwą posiadaczką kamienia księżycowego. Nie potrafili wyjaśnić, jak to możliwe, że człowiek, a do tego Samobójca, może uzewnętrznić swoją moc. Mi do uwolnienia mocy wystarczyła świadomość, że mogę uratować Felisa. Jeśli taki mały, niepozorny przedmiot mógł podzielić między nas moje życie, dziękowałam przeznaczeniu, nie dociekając już przyczyny. Skupiłam się na tym, by przypadkiem nie kusić niepotrzebnie losu. Połyskujący piasek poruszał się bezustannie, tworząc wewnątrz piękny, lecz zmienny wir. Przypominał mi o tym, co do tej pory musieliśmy przejść i co jeszcze nas czekało. Zawiesiłam ten wyjątkowy wisiorek na szyi, wracając myślami do wydarzeń sprzed kilku godzin.

Niepokoił mnie ciągły brak informacji z obozu Primusa. Czy jeszcze zobaczę ojca i przyjaciół? Czy ktoś przeżył atak Przewodników? Dręczona pytaniami oraz wyrzutami sumienia postanowiłam wraz z Felisem i Preusem odwiedzić to miejsce. Zapuściliśmy się daleko w głąb lasu, a mgła wydawała się snuć za nami jak miliony białych nici, które leniwie wypełzały z niewidocznych motków. Był wczesny poranek. Miałam przemoczone od rosy buty i spodnie, trzęsłam się z zimna, jednak nadzieja rozpierająca moją pierś pomagała mi przeć do przodu. Na drżących nogach dotarłam na polanę. Nie sposób było opisać tragedię, która wydarzyła się tam podczas mojej nieobecności. Po drewnianych, niewielkich domkach nie było już śladu. Wszędzie, gdzie okiem sięgnąć, rozciągały się zwęglone zgliszcza tego, co niedawno było moim schronieniem. Okoliczne drzewa były połamanie i powykręcane niczym kawałki miękkiej plasteliny. Takiego spustoszenia mogła dokonać jedynie moc. I to nie byle jaka, ale potężna, ponoć nieskończona moc Przewodników. Smród spalenizny wgryzł się w ziemię, drażniąc przy okazji moje zapłakane oczy. Czy nasza ucieczka sprowadziła na nich nieszczęście? Czy pozostając w obozie mogłam zapewnić im bezpieczeństwo? Znów pogrążyłam się w żalu. Wszyscy dokładnie przeszukaliśmy każdy centymetr gruzowiska, starając się dostrzec znak, wskazujący na to, że ktoś mógł przeżyć atak. Pobojowisko wyglądało jednak tak, jakby ktoś specjalnie rozdrobnił wszystko, co kiedyś tu się znajdowało.

– Pospieszmy się. Tu nie jest bezpiecznie – ponaglał nas Amat.

Nie zgodził się, żebyśmy wyjechali bez niego. Został wybrany na przywódcę Sasso, a okoliczne miasta opowiedziały się po jego stronie, więc grono naszych sojuszników powiększało się z każdym dniem. Obowiązkiem Amata było sprawdzenie, czy Niezmienni z obozu Primusa dołączą do rebelii. Odpowiedź była dla mnie oczywista.

– Nie przeżyli – szepnęłam, a głos uwiązł mi w gardle.

Preus odwrócił wzrok, unikając odpowiedzi. Felis złapał moją dłoń, następnie ścisnął ją, przekazując mi część swojego spokoju oraz resztek nadziei.

– Nie byłbym tego taki pewien – odparł, a w jego zielonym spojrzeniu ujrzałam ciepły błysk.

Mógł mieć rację, czy tylko starał się o słowa pocieszenia?

– Przecież został tu jedynie pył – powiedziałam, wskazując na polanę, która wyglądała jak po przejściu tornada, pożaru oraz powodzi jednocześnie.

– Nie uwierzę w to, że Primus pozwolił na wymordowanie swoich podopiecznych – zaczął. Wydawał się być pewny swoich słów.

– Prędzej sam oddałby się Przewodnikom, żeby kupić im czas na ucieczkę – dodał Preus, wyraźnie się ożywiając. Ten pomysł najwyraźniej musiał mu się spodobać.

Tysiące razy odtwarzałam w głowie wszystkie możliwości, ale zawsze dochodziłam do okropnych wniosków.

– Nie uciekliby bez niego. Oni byli rodziną, a rodziny się nie zostawia – odparłam, burząc zarówno ich, jak i swój spokój. Po prostu nie karmiłam się bajeczkami o cudownym zwycięstwie lub przebiegłości Primusa. Znałam go wystarczająco dobrze, by stwierdzić, że najpewniej walczył na tej ziemi do ostatniej kropli krwi, zaś reszta dołączyła do niego.

Z rezygnacją ruszyliśmy dalej w las, by po chwili stanąć przed niewielką chatką. Była nietknięta, a ja poczułam ukłucie niepokoju. Moje podejrzenia nie mogły być prawdziwe. Czyżby nie szukali tu doktora, a ten dalej siedział w swoim lochu, nieświadomy niedawnych wydarzeń? Niemożliwe.

Ostrożnie przestąpiliśmy próg. Następnie Preus i Amat sprawdzili wszystkie pomieszczenia. Nic, ale to nic nie wskazywało na ingerencję z zewnątrz.

– Jakby nikt tu nie wchodził – rzucił Amat, przeglądając nagrania z kamer na kilku wielkich monitorach. Obrazy przeskakiwały, ukazując różne części obozu.

– Myślisz, że znajdziemy zapis tego, co się stało? – zapytał Felis. Dołączył do brata, a ja zamarłam. Na ekranie zobaczyłam ojca. Rozmawiał z grupką nastolatków i śmiał się. Sprawdziłam datę. Dwa dni przed atakiem. W przyspieszonym tempie oglądałam tętniące życiem miejsce, które było ostoją dla tylu niewinnych dzieciaków. Jak można było chcieć ich śmierci? To nieludzkie, nienormalne, po prostu chore. Rozumiałam, że byli silni, ale jedynie nieliczni z nich byli pełnoletni, więc w zasadzie Przewodnicy postanowili zgładzić bandę młodych Niezmiennych, którzy nie mieli nawet okazji zakosztować prawdziwej wolności. Tkwili w odosobnieniu, żeby znaleźć szansę na lepszą przyszłość.

Stałam w miejscu, oczekując, że zobaczę na własne oczy ich śmierć. Data wkrótce zmieniła się na ten dzień. Wzeszło słońce i… nagranie się skończyło. Czarny ekran potwierdził moje przypuszczenia. Skoordynowany atak nastąpił z zaskoczenia. Nie byli na to gotowi. Większość pewnie spała, gdy armia Przewodników postanowiła przerwać barierę.

– Nic więcej tu nie znajdziemy – podsumował Amat, wstając z krzesła. Zobaczył moją minę i podszedł niepewnie. Następnie położył dłonie na moich ramionach.

– Obiecuję ci, że zrobię to, co tylko będę mógł, żeby dowiedzieć się, czy przeżyli – powiedział.

Musiałam przyznać, że wyglądał jak przywódca. Silny, pewny siebie oraz nieustraszony. Pasowała mu ta rola. Na nieszczęście ja byłam realistką, więc nie mogłam się z nim zgodzić.

– Jeśli ktoś ocalał, już dawno usłyszelibyśmy o tym – szepnęłam, dalej stojąc w miejscu. Nie odnajdowałam pocieszenia w żadnych pustych obietnicach.

– Przecież Primus był świadomy zagrożenia. Jestem pewien, że obmyślili kilka świetnych planów ucieczki – dodał Felis, prowadząc nas powoli w stronę lochu.

Niepokój rósł w nas z każdym krokiem. Był niemal namacalny. Prosiłam i prosiłam, żeby doktor był tam, gdzie jego miejsce – za kratami. Na dole panowały całkowite ciemności, więc Amat za pomocą swoich umiejętności rozświetlił cele. Wszystkie żarówki zapaliły się jednocześnie. Podeszłam do krat, za którymi znalazłam jedynie ściany wymazane krwią. Kiedy ostatnio przyszłam się z nim zobaczyć, gryzmolił coś, mamrocząc pod nosem. Preus dołączył do mnie i chwycił za grube pręty, oddzielające mnie od krwawej tapety. Drzwi ani drgnęły, a cela dalej była zamknięta. Po co w ogóle fatygowali się po otwarciu krat?

– Śmieszna sprawa – odparł Preus równie zdziwiony jak ja.

– Obawiam się, że to wcale nie jest śmieszne – westchnął Amat i jednym dotknięciem otworzył zamek. Bez żadnych ceregieli wszedł do środka, dokładnie przyglądając się ścianom. Wyciągnął telefon i zrobił kilkanaście zdjęć.

– Domyślasz się, co to może znaczyć? – zapytał Felis, obejmując mnie mocno. Dopiero teraz poczułam, jak bardzo jest mi zimno. Trzęsłam się dalej wpatrzona w przestrzeń.

– Nie jestem pewien niektórych fragmentów, ale część potrafię rozczytać.

Zaczął, wpatrując się w podłogę, którą również pokrywały ciemne, krwawe znaki.

– I nadejdzie dzień, w którym zasmakują zdrady, bowiem jeden spośród nich będzie odpowiedzialny za cały zamęt. Mrok pochłonie jego marną duszę, sprowadzając na świat zwątpienie. Rozprzestrzeni się ono, a moc na powrót przyjmie odpowiedni kształt, by zwalczyć wszelkie ślady nieprawości. Tak oto Przewodnicy zdobędą to, czego pragną. Tak zakończy się czas dostatku, a przyjdzie niczym niezmącony strach. Posłuszeństwo zostanie nagrodzone, a nielojalność zmieciona raz na zawsze.

Wszyscy milczeliśmy. Czułam się tak, jakby sam doktor wypowiedział te słowa przepełnione nienawiścią. Nie był prorokiem, a szaleńcem, który dbał wyłącznie o swoje interesy.

– Dlaczego marnował czas na coś takiego? – zapytałam nagle, a Amat odwrócił się w moją stronę.

– On to tylko odtworzył – odparł.

– Odtworzył? Co chcesz przez to powiedzieć?

– To jedna z przepowiedni, które od lat miały trzymać Niezmiennych w ryzach. Nie sądziłem, że ktokolwiek bierze je na serio, ale…

– Przecież to stek bzdur. Nie chcesz chyba powiedzieć, że mamy się poddać, bo ktoś napisał o zdrajcy – warknął Preus, który nagle stał się rozdrażniony. Przebywanie w tym miejscu ewidentnie mu nie służyło.

– Nie nazwę Lupusa zdrajcą, dopóki sam z nim nie porozmawiam – dodał Felis i poprowadził mnie do wyjścia. Przypuszczałam, że nie kierowała nim złość ani strach, lecz niepewność. Nie dawał wiary temu, co mówiłam o Lupusie.

Nigdy nie zapomnę, jak Lupus zabrał mnie od ojca i nie pomógł w ratowaniu obozu. Felis prędzej sam stanąłby do walki mimo braku mocy niż pozwoliłby na rozlew krwi niewinnych. Nasz przyjaciel natomiast w oka mgnieniu zmienił się w bezwzględnego, chłodnego oraz nieprzewidywalnego. Co prawda nie bałam się go, ale nie miałam ochoty na powtórne spotkanie. Czy czułam do niego nienawiść? Niestety nie. Obawiałam się, że na zawsze będzie członkiem mojej dziwacznej rodziny. Tylko co skłoniło go do tak radykalnej zmiany?

Ta wyprawa skutecznie mnie rozbiła. Wróciłam sama do mieszkania Amata, zaszyłam się w ogrodzie, a reszta pojechała rozbroić siedzibę doktora w Sasso. Za nic nie weszłabym tam ponownie. W snach często słyszałam odgłosy torturowanych Niezmiennych, którzy przebywali w tamtym miejscu razem ze mną. Co gorsza, nasza przyszłość dosłownie wisiała na włosku. Pomijając fakt, że razem z Felisem mieliśmy ograniczony czas, to niebezpieczeństwo czyhało dosłownie za każdym rogiem. Preus wspominał, że pośród zwolenników Amata może czaić się jakiś ukryty donosiciel. Nie mogliśmy wykluczyć tej ewentualności, dlatego ciągle męczyło mnie zaniepokojenie.

Po raz kolejny zerknęłam na błyszczącą kulkę, wiszącą na mojej szyi i westchnęłam głęboko. Naiwnie wierzyłam w to, że przywrócenie Felisa do życia rozwiąże wszystkie nasze problemy. Tymczasem one mnożyły się jak szalone, przyprawiając mnie o zawroty głowy.

Felis

Niechętnie powróciłem do miejsca, w którym doktor przetrzymywał Niezmiennych. Jak się okazało, poplecznicy Przewodników już dawno uciekli, zostawiając za sobą otwartą bramę oraz porzucone samochody. Nie było strażników ani żadnego innego pracownika. Miałem nadzieję, że zdołamy jeszcze ocalić tych, którzy tkwili zamknięci w lochach. Amat nie mógł wkroczyć szybciej, bo naraziłoby to na niebezpieczeństwo zbyt wiele osób. Teraz jednak wszystko się zmieniło. Przejęliśmy Sasso i z tego, co wiedziałem, poparcie dla naszej sprawy rosło w zastraszającym tempie.

Gdyby tylko matka mogła to zobaczyć – pomyślałem, zapominając na moment o czujności. To dzięki niej zaszliśmy tak daleko. Od mojego wyjazdu prowadziła kampanię przeciwko Przewodnikom, a najbardziej wpływowe rody poparły ją bez chwili zawahania. Zbudowała nam plecy, które w razie potrzeby pomogą podczas walki. Jej śmierć była tak nieoczekiwana oraz bolesna, że ojciec wpadł w głęboką depresję. Praktycznie przestał wychodzić z domu. Nic go już nie interesowało. Porzucił wieloletnie badania i projekty, by cierpieć w samotności. Przynosiliśmy mu jedzenie, sprzątaliśmy, ale poprawy nie było. Cóż więcej mogliśmy zrobić? Nie wyrażał zgody na spotkanie z kimś, kto mógłby pomóc. Kategorycznie odmawiał przyjmowania jakichkolwiek leków, a na koniec zaczął rozmyślać o śmierci.

– Powinienem do niej dołączyć – wspomniał któregoś dnia podczas mojej wizyty. – Galla już dość długo czeka.

Siedzieliśmy w po ciemku w salonie. Ojciec zaszył się na kanapie, by móc patrzeć na jej portret, który wisiał tuż przy wejściu. Zawinął się w koc jak w wielki, kolorowy kokon i siedział skulony z kolanami przy twarzy.

– Nie wygaduj głupstw. Chciałaby, żebyś żył.

– Nie wiesz tego. Ona tęskni, czuję to. Musimy być razem.

– Wiem, że to boli, tato. Nigdy nie wybaczę Przewodnikom tego, co zrobili i obiecuję ci, że własnoręcznie wymierzę im karę, ale teraz przestań się zadręczać. Użalanie się nad sobą, nie przyniesie nic dobrego. Potrzebujemy cię.

– Już nikomu się nie przydam, synu. Jestem wrakiem. Pustą skorupą, która nie ma po co żyć. Nie chcę tu być. Nie teraz, kiedy jej nie ma. Pusty dom, puste życie.

– Po śmierci nie dołączysz do mamy. Przecież wiesz, że Niezmiennym przypada nicość. Nie czeka na ciebie zupełnie nic, więc przestań.

– Mylisz się. Teraz wiem, że to też były kłamstwa. Galla mnie oczekuje, czuję to. Ty tego nie zrozumiesz, ale jak przeżyjesz z kimś tyle lat co ja… – przerwał, bo przypomniał sobie o tym, że moje życie mimo wszystko będzie krótsze niż jego. – Przepraszam. Nigdy nie byłem dobrym ojcem.

– Wręcz przeciwnie. Otrzymywaliśmy od ciebie wszystko, co było potrzebne. Pozwól, że teraz my ci pomożemy. Pojedź na terapię, bierz leki, a już wkrótce razem wymierzymy sprawiedliwość. Przewodnicy nie domyślają się, że zadzierając z rodziną Narano podpisują na siebie wyrok.

– Felis, zostaw mnie. Chcę być sam.

– Nie ma mowy.

– Nic sobie nie zrobię. Odejdź – prosił łamiącym się głosem, więc odwróciłem się ze ściśniętym gardłem.

Każdy z nas inaczej przechodził żałobę. Amat zatracił się w pracy, ojciec we wspomnieniach, a ja w miłości. Flora pomagała mi bez przerwy. Czasem nawet nieświadomie. Sama jej obecność pozwalała mi zachować zdrowe zmysły.

– Zaczekaj! – wtrącił ojciec i zmierzył mnie badawczym, nieprzeniknionym spojrzeniem.

– Zmieniłeś zdanie? – zapytałem, ale nie doczekałem się satysfakcjonującej odpowiedzi.

– Wiem, że to ty włamałeś się do biblioteki oraz działu z zakazanymi dokumentami w Gmachu Nauczycieli. Nie powinno cię tam być, ale teraz nie ma to znaczenia. Prawo w Sasso stanowi twój brat, więc w zasadzie jesteś bezkarny. Musisz jednak wiedzieć, że nie czeka cię tam nic dobrego, a grzebanie w przeszłości i rozdrapywanie dawnych, zasklepionych już ran nie należy do najrozsądniejszych. Nie jestem pewien, ile się dowiedziałeś, jednak domyślam się, że zabrałeś stamtąd coś, co nie należało do ciebie – powiedział, odwracając ode mnie wzrok. Wyglądał dość mrocznie i złowieszczo, ale cały czas był moim ojcem. Tym samym, który zaplanował nasze pierwsze kroki w dorosłość oraz dalszą karierę. Tym, który szalał za matką przez wiele długich lat. Miałem świadomość, że mógł się tego domyślać. Szczerze mówiąc, nie chciałem go już nigdy więcej okłamywać.

– Tak. Wyniosłem coś, co należało do ciebie, ale wtedy nie byłem tego świadomy. Ten kamień wydawał się po prostu ciekawy, intrygujący.

– Dziękuję opatrzności, że nie dała ci tyle rozsądku, co twojemu bratu. Ukradłeś jedyny przedmiot, który mógł uratować twoje kończące się życie. Szukałem tego kamienia wiele lat, natykając się przy okazji na stworzenia, powiedzmy, dość osobliwe. Ryzykowałem karierę oraz przyszłość z Gallą, żeby tylko odnaleźć pierwszy kamień. Dziewiczy kryształ, którym posłużyli się Przewodnicy do stworzenia kamienia księżycowego, zamykającego nas w okowach. Sam nie byłem pewien, czy to on. Przecież na pierwszy rzut oka niczym się nie różnił od naszych kamieni. Z czasem poddałem go próbom i nielicznym badaniom laboratoryjnym, które mogłem wykonać w tajemnicy. Wyniki nie były spektakularne, a sam kryształ nie wykazywał żadnych potencjalnie przydatnych właściwości. Przeczesywałem więc wszystkie dostępne biblioteki, zaś na moim biurku piętrzyły się stare podania oraz listy. W końcu Galla urodziła Amata, a mój świat diametralnie się zmienił. Porzuciłem czcze marzenia młodości na rzecz szczęścia mojej rodziny. Zamknęliśmy moje znalezisko w najbezpieczniejszym miejscu, jakie znaliśmy w Sasso. Traf chciał, że to właśnie ty zabrałeś je sprzed nosa Przewodników. Tak, dobrze się stało, synu. Sprawdziłeś na sobie jego moc i to właśnie uratowało twoje ostatnie chwile.

– Nie czuję się uratowany, ojcze. Flora musiała zapłacić zbyt wysoką cenę. Jestem…

– Brednie – parsknął, zrzucając koc na podłogę. – Przecież ta dziewczyna w pierwszej kolejności odebrała twoją moc.

– Nie odebrała, bo sam ofiarowałem jej wszystko, czego potrzebowała – warknąłem, powstrzymując ostatkiem sił wybuch gniewu. Ojciec dalej nic nie rozumiał. Dlaczego mimo uczucia łączącego go z matką nie starał się zaakceptować Flory? Nie ufał mi? Nie wierzył, że mogę się kiedykolwiek zmienić?

– Nieważne. Teraz oddała przynajmniej część mocy, która należała do ciebie. Powinieneś zerwać z nią kontakt. Jest chorobą naszej rodziny, gdyby nie ona, Galla…

– Przestań! – krzyknąłem, bo nie mogłem pozwolić, żeby powiedział to na głos.

– Gdyby nie ta głupia dziewczyna, twoja matka byłaby tu z nami!

Tymi ostrymi słowami zakończył naszą rozmowę, ucinając tym samym temat. Nie chciałem go widzieć ani wypytywać o kamień Flory. Sam odnajdę brakujące odpowiedzi i nigdy więcej nie wrócę do tego domu – postanowiłem w przypływie złości. Ojciec nie miał racji. Jego żal przybierał coraz okrutniejsze formy, krzywdząc osoby, które chciały mu pomóc. Dlaczego zawsze musiało stać się coś tak nieoczekiwanego i tak niesprawiedliwego? Przerwałem swoje rozważania, gdy tylko stanęliśmy przed ukrytym wejściem do lochów doktora.

Zeszliśmy schodami prosto do labiryntu korytarzy, pośród których powinni znajdować się więźniowie. Otworzyliśmy każde napotkane drzwi, każdy schowek i każdą zamkniętą szufladę. Niestety nie znaleźliśmy nic podejrzanego. Zupełnie jakby to miejsce było opuszczone od lat. Co się z nimi mogło stać?

– Gdzie podziali się wszyscy? – zapytał Preus, patrząc w głąb pustej celi. – Przecież były ich dziesiątki. Nie mogli od tak zniknąć.

– Najprawdopodobniej Przewodnicy nie chcieli pozostawić za sobą nic, co mogłoby nam pomóc ich pokonać. Jestem przekonany, że wyniki setek lub nawet tysięcy eksperymentów oraz sekcji zwłok przyczyniły się do odkrycia zbyt wielu tajemnic. Być może istnieje sposób na ich unicestwienie – wyjaśnił Amat.

– Nie jest łatwo zniszczyć Przewodników, prawda? – zagadnąłem, mimo że domyślałem się odpowiedzi.

– Z tego, co wiemy, nie można ich zabić. To znaczy… nie wiem, czy ktoś próbował, ale ogromne pokłady mocy, które przepływają przez nich każdego dnia, zmieniły nie tylko ich ciała, ale również umysły. Niektórzy twierdzą, że Przewodnicy to byt wyższy i potężniejszy od każdego znanego ludzkości Boga. Jak zatem pozbawić Boga życia?

To pytanie zrodziło dziesiątki innych.

– Co zatem chcesz zrobić, gdy po naszej stronie będzie większość Niezmiennych? Macie jakiś plan?

– Naszym najlepszym planem było odnalezienie Primusa. Tylko jego wiedza mogła dać nam jakiś punkt zaczepienia. Po wizycie w obozie raczej wątpię w rozmowę z nim, więc zostaje jeszcze jego siostra.

– Tiria Laris? Ona nic nie wie – odparłem, ale Amat pokręcił głową.

– Może tylko twierdzi, że nic nie wie, a może faktycznie jej nie wtajemniczył. W każdym razie musimy to sprawdzić. To nasza ostatnia szansa.

– Ostatnia szansa? Co zatem zrobimy, jeśli ona nie przekaże żadnych istotnych informacji?

– Obawiam się, że nawet bunt wszystkich żyjących Niezmiennych nie będzie w stanie zniszczyć Przewodników. Krążą pogłoski, że oni zapoczątkowali nasz świat i mogą go w każdej chwili wycisnąć z resztek mocy. Co za tym idzie, są w stanie zniszczyć Niezmiennych, pozbawiając ich mocy. Jedynymi, którzy przetrwaliby ten atak są szczęśliwcy, których nikt nie połączył z kamieniem.

– Wiemy, gdzie jej szukać – wtrącił Preus z przesadnym entuzjazmem. Chyba naprawdę wierzył w to, że rozmowa z nią coś zmieni. Naiwny jak zwykle.

– Nie możemy zawierzać jedynie pogłoskom czy przypuszczeniom. Trzeba zaryzykować, bo na zawsze pozostaniemy ich marionetkami – zaprotestowałem głośno, a Amat zwiesił głowę z rezygnacją.

– Felis, zrozum, jestem obecnie odpowiedzialny za wiele niewinnych istnień i nie mam najmniejszego zamiaru ryzykować ich życia dla zabawy. Muszę mieć pewność, że istnieje jakiś sposób.

Wezbrała we mnie złość, ale powstrzymałem się od wytoczenia kolejnych argumentów, opowiadających się za atakiem z zaskoczenia. Nie ja przewodziłem Sasso, a mój brat, więc byłem mu winny posłuszeństwo. Tak przynajmniej twierdzili wszyscy dookoła.

Żaden ze znanych nam numerów do siostry Primusa nie odpowiadał, a w Sasso ciągle rosło napięcie. Zaczęły krążyć plotki o planowanym ataku. Wszyscy czekali w niepewności na decyzje podjęte przez nowo wybraną Radę oraz Amata. Najstarsi i najmądrzejsi z Niezmiennych, którzy do nas dołączyli, doradzali cierpliwość. Jak można kierować się cierpliwością, kiedy pierś rozrywa chęć zemsty? Primus, moja matka oraz dziesiątki dzieciaków z obozu – za to Przewodnicy musieli odpowiedzieć, czy Radzie to się podobało, czy też nie.

Flora

Po przebudzeniu ze smutkiem stwierdziłam, że Felis po raz kolejny nie wrócił. Zegar wybijał czwartą, a ja poczułam się odizolowana od jego spraw. Siedział po nocach z Preusem, szkicując plan, który ostatecznie chcieli pokazać Amatowi. Wciąż brakowało im kluczowego argumentu, który pozwoliłby zmienić zdanie co do zalecanej cierpliwości. Mieli nadzieję, że dojdzie do ataku na Vis. Czy napawało mnie to strachem? Jasne, że tak! Nie wyobrażałam sobie kolejnej krwawej walki, podczas której mogły zginąć osoby, które kocham. Nie chciałam, żeby Felis angażował się w to, ale co mogłam zrobić? Pomagał Niezmiennym, którzy, nawiasem mówiąc, liczyli na niego tak samo jak na Amata.

Zarzuciłam na ramiona cienki sweter i zeszłam cicho po schodach. Jestem sama? Zdziwiłam się po przejściu wszystkich pomieszczeń. Nigdy nie zostawiał mnie bez słowa – pomyślałam, wstawiając wodę na kawę. Zapewne będzie jej potrzebował po powrocie.

Usiadłam w salonie z kubkiem gorącej herbaty i wpatrywałam się w lśniące drobinki mocy, płynące w moim kamieniu. Nie mogłam ich wykorzystać, więc najprawdopodobniej były jedynie licznikiem, wskazującym pozostały czas. Nikt ze znajomych Amata nie był w stanie ocenić, ile nam go zostało. Pewni byli tylko tego, że kamień nieodwracalnie wiąże moje życie z życiem Felisa.

– Już nigdy nie będę mógł użyć mocy? – zapytał podczas naszej ostatniej wizyty w Gmachu Nauczycieli.

– Z tego, co wiemy, a raczej co zaobserwowaliśmy pod bardzo czułym sprzętem, kamień nie jest w pełni szczelny. Zatem każde, choćby pozornie niewinne użycie mocy może spowodować jego pęknięcie – odparł rzeczowym tonem grubszy mężczyzna, którego Amat przedstawił jako swojego przyjaciela.

– Czyli użycie mocy jest możliwe, ale jest również dla nas zbyt niebezpieczne? – dociekał, chcąc zapewne doprecyzować wcześniejszą odpowiedź.

– Dokładnie tak. Co więcej, wasze życia są, jakby to ująć… W zasadzie macie jedno wspólne życie. Dlatego tak trudno jest nam ocenić pozostały czas. Pobór mocy jest podwójny, więc śmiem podejrzewać, że każde z was ma połowę ludzkiego czasu. Florze przypisano łatkę Samobójcy i to równocześnie mąci nasze pomiary. Stan mocy rośnie i opada, ale nie jesteśmy w stanie ustalić przyczyny. Teoria mówi, że ma to związek z decyzjami podjętymi przez właściciela kamienia. W tym przypadku jest to Flora, więc to, jak myśli o swoim życiu, może mieć bezpośredni wpływ na jego długość.

– Chcesz powiedzieć, że moje negatywne myśli skracają nasz czas? – zapytałam przerażona.

– Cóż, lepiej będzie, jeśli nauczysz się myśleć pozytywnie. W gruncie rzeczy bycie optymistką może przysłużyć się nie tylko tobie. Felis również skorzysta, więc chyba warto to wypróbować, prawda?

– Oczywiście, że tak – odpowiedziałam, a pierwsza negatywna myśl, jaka pojawiła się w mojej głowie, została natychmiast zastąpiona przez szczęśliwe wspomnienia z dzieciństwa. Wbrew pozorom posiadałam całkiem sporą kolekcję tych lepszych chwil, za to każda z nich związana była z moim bratem. Fiore był przyczyną mojego szczęścia w przeszłości.

Felisa nie zachwyciły informacje, które tego dnia na nas spłynęły. Stanął przed faktem dokonanym. Nie mógł korzystać z mocy, bo nasze życia mogły na tym ucierpieć. Całkiem stracił humor i zaczął opowiadać kompletne bzdury.

– Teraz nawet nie jestem już Niezmiennym. Nie będę mógł cię chronić. To jakiś koszmar!

– Przecież to nie jest koniec świata. Z mocą czy bez, świetnie sobie radzisz. Pomagasz Amatowi i jestem pewna, że jest to dla niego bardzo ważne.

– Nie rozumiesz? Wszystko sprowadza się do tego, że będę zmuszony zrezygnować z walki. Namawiam pozostałych do zmiany zdania, a sam będę z dala od niebezpieczeństwa – powiedział, rozmasowując skronie.

– Jeśli tak bardzo ci na tym zależy, możemy razem stanąć do walki. Będę cały czas u twego boku, więc…

– W żadnym wypadku. Już wolałbym, żeby wszyscy nazywali mnie tchórzem.

– Nikt cię tak nie nazwie.

– Co niby mieliby mówić jak odpuszczę?

Nie potrafiłam na to odpowiedzieć, bo jego słowa brzmiały nawet sensownie. Zamiast starać się o optymizm, usiadłam obok niego i rozpłakałam się.

Felis objął mnie i z czułością gładził moje włosy.

– Przepraszam, nie powinienem wpędzać nas w taki stan. Znajdę w sobie więcej siły.

– Miałam być optymistką – szepnęłam i natychmiast poczułam we włosach jego łagodny uśmiech.

– Kocham cię taką, jaka jesteś. Nie ma żadnego znaczenia, czy myślisz pozytywnie, czy twardo stąpasz po ziemi. Rodzina Narano nigdy się nie poddaje. Znajdę sposób, żebyś była bezpieczna.

– Uważasz, że Przewodnicy dalej mają mnie na celowniku? Myślałam, że teraz chodzi głównie o bunt Niezmiennych.

– Nie jestem pewien, czy dla nich przypadkiem te sprawy się nie łączą.

– Jak to?

– Możliwe, że bali się siły Niezmiennych, którzy nie mają kamienia. Do tego dochodzi fakt, że do końca nie znamy możliwości dusz, które oznaczono.

– Czyli uważasz, że mogę stanowić dla nich jakieś zagrożenie?

– Jestem wręcz przekonany, że nie zapomnieli o tym. Czują, że przeżyliśmy i wiążą nas ze sprawą Primusa. W końcu był twoim ojcem.

– Racja. Doktorek o wszystkim wiedział, więc zostali już odpowiednio poinformowani – mruknęłam bardziej do siebie niż do niego. – Czy nadejdzie w końcu dzień pełen spokoju?

– Oczywiście, że tak. Obiecuję.

Felis nigdy nie rzucał słów na wiatr, ale też nie mógł mieć pewności, że dotrwamy do tych zapowiedzianych, spokojnych czasów.

– Myślę, że powinnaś trochę poćwiczyć – dodał, dotykając opuszkami palców moje ramię.

– Poćwiczyć? Przytyło mi się czy jak? – zapytałam, nie rozumiejąc. Dobrze wiedziałam przecież, że przez ten ciągły stres bez przerwy chudłam.

– Wręcz przeciwnie. Jeśli dalej będziesz się tak głodzić, to w końcu znikniesz.

– Jak mam to zmienić, skoro nic nie może mi przejść przez gardło?

– Najwyższa pora, żeby zadbać odpowiednio o twoje mięśnie. Mam pewną propozycję, ale zanim ci o niej powiem, chcę usłyszeć, że nie będziesz zła.

– Nie będę zła – wyrecytowałam, bo moja ciekawska natura wzięła górę.

– Poprosiłem Toto, żeby pokazała ci kilka fajnych ćwiczeń i nauczyła samoobrony. W tych niepewnych czasach powinnaś umieć się obronić.

– Czy jest w tym jakikolwiek sens? Przecież naszymi przeciwnikami są Niezmienni, a nie ludzie. Jeśli zechcą, nie będą musieli się do mnie zbliżać.

– Powinnaś wiedzieć, jak się obronić – upierał się, więc mimo niechęci do Toto powiedziałam „tak”.

– Niech będzie. Spróbujmy tego genialnego pomysłu.

– Spróbować to ja mogę ciebie – szepnął, muskając ustami moje ucho. – Powinnaś się nieco rozluźnić. Czuję, jaka jesteś spięta.

Moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz, a uporczywe myśli odpłynęły gdzieś daleko.

– Zapewne masz na to idealne lekarstwo – mruknęłam, przymykając oczy i pozwalając, by jego delikatny dotyk uleczył ponownie moją wadliwą duszę.

Felis wędrował ustami wzdłuż mojej szyi, zdejmując w międzyczasie kwiatową bluzkę. Pomógł mi usiąść na swoich kolanach. Teraz spoglądałam prosto w jego zielone, rozpalone oczy i jedyne, czego pragnęłam, to jego szczęście. Sprawne, duże dłonie szybko pozbyły się moich spodni oraz poduszek leżących na kanapie. Następnie pocałował mnie gwałtownie, jakby nasza bliskość była mu potrzebna, jakby nie mógł bez niej oddychać. Gdy mój stanik wylądował na podłodze, drzwi mieszkania otworzyły się, a w salonie stanął Amat. Poczułam chłód na prawie nagim ciele oraz płomień wstydu na policzkach. Po raz kolejny pozwoliłam, by widział mnie w takim stanie. Ukryłam twarz w piersi Felisa. O nie…

– Uuu, przepraszam – bąknął zawstydzony równie mocno jak ja i odwrócił wzrok.

– Spadaj, Amat! – warknął do niego Felis i rzucił w brata jedną z poduszek.

– Tak, tak… to dobry pomysł.

Po sekundzie zniknął w swoim pokoju, zamykając cicho drzwi.

– Felis, to jego mieszkanie, nie powinieneś tak mówić – przypomniałam mu i zaczęłam szybko zbierać ubrania. Kolejny raz czułam się strasznie upokorzona. Szczerze nienawidziłam takich sytuacji, a przy bracie Felisa już zdarzyła mi się podobna wpadka.

– Oj tam, nie przesadzaj. Poza tym jeszcze nie skończyłem – dodał, po czym wziął mnie na ręce i zaniósł do naszego pokoju.

Po wszystkim faktycznie czułam się wyjątkowo odprężona. Na moment zapomniałam o strachu oraz żalu, który był ze mną od chwili zniszczenia obozu Primusa. Niestety, chwile zapomnienia nie trwały długo. Na dodatek starałam się przygotować psychicznie na spotkanie z Toto. Nie mogłam powiedzieć, czy ją lubiłam, czy nie, ale z całą pewnością każdy wiedział, że ona darzyła mnie nienawiścią równą nieskończoności.

– Dlaczego wybrałeś na moją nauczycielkę właśnie Toto? – zapytałam, bawiąc się jego ciemnymi włosami.

– A dlaczego musisz o niej wspominać, gdy jesteśmy w łóżku?

– Przeszkadza ci to?

– Jasne, że mi przeszkadza. Nie wbijaj sobie do głowy kolejnych niedorzeczności i pozwól sobie na odpoczynek.

– Nie mogę.

– Dziś nigdzie się stąd nie ruszam. Zaśnij – zachęcał, przytulając mnie mocno. Wtuliłam się w niego, wdychając zapach męskiej skóry, przyprawiający o istny zawrót głowy. Przebywanie z nim sprawiało, że uzależniałam się coraz bardziej, a jego ciągła nieobecność była główną przyczyną mojego pesymizmu.

– Może to dziwnie zabrzmi, ale podoba mi się myśl, że odejdziemy razem – powiedziałam, zamykając oczy.

– Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej, kochanie, ale mamy jeszcze mnóstwo czasu – odparł sennym głosem, unikając rozmowy o moim kamieniu oraz pozostałej w nim mocy.

Nazajutrz mieszkanie opustoszało jeszcze przed śniadaniem i znów zostałam całkiem sama. Nie mogłam ogarnąć, jak zwyczajna dziewczyna, taka jak ja, mogła znaleźć się w świecie Niezmiennych, który był pełen dziwnej, ale zarazem potężnej magii. Dlaczego Felis wybrał właśnie mnie, skoro otaczało go od zawsze tyle pięknych, idealnych pod każdym względem kobiet? Byłam w środku zepsuta, jak połamana lalka, zaś moja głowa myślała nawet o samobójstwie. Jak mógł zobaczyć choć jedną wartościową rzecz w kimś, kto zrezygnował z życia przez tak przyziemne powody? Nawet w snach nie marzyłam o tym, że go spotkam i że pokocham go całą sobą. Ta miłość dorównywała jedynie odczuwanej przeze mnie wdzięczności. Felis nie tylko uratował moje życie – on dosłownie zmienił bieg wydarzeń, sprawiając, że stałam się inną osobą. Dawna, wystraszona Flora przestała istnieć już wiele miesięcy temu, by dać miejsce pewnej siebie, silnej kobiecie, która za wszelką cenę chciała chronić tych, których kochała.

Pomyślałam o mamie, która jeszcze niedawno przyznała, że nie chce się ze mną widywać. Później przypomniała sobie o przybranym ojcu, który niemal udusił mnie pod wpływem alkoholu. Tak, zdecydowanie miałam prawo być wybrakowana i roztrzęsiona. Na domiar złego Primus okazał się kimś, kto faktycznie mógł ubiegać się o miano prawdziwego ojca. Wydawał się troskliwy, opiekuńczy oraz zainteresowany wszystkim, co mnie dotyczyło. Nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że straciłam go na zawsze. Dopiero zaczynaliśmy docierać do siebie, a on tak po prostu zniknął. Czy przewrotny los nie przewidział dla mnie szczęśliwszych dni?

Felis

Wreszcie dotarło do mnie, że z Przewodnikami nie będzie wcale tak łatwo. Ojciec zawsze mawiał, że pokonać prawdziwą bestię może tylko bestia. Co prawda odnosiło się to do czystej teorii, ale czułem, że w tej chwili nie jestem w stanie nic zrobić. Musiałem stać się silny, bezwzględny oraz nieustępliwy, a to mogłem w sobie obudzić tylko wtedy, gdy Flora była bezpieczna. Przyglądałem się z boku jej pierwszej lekcji z Toto. Starała się panować nad emocjami, ale raz po raz rzucała w stronę swojej nauczycielki mordercze spojrzenia. Obiecałem, że już zawsze będę blisko niej, ale niestety musiałem wkrótce złamać tę obietnicę. Kłamałem, by ją uspokoić, a sam nakręcałem w sobie spiralę niepewności, która trzymała mnie w pionie przez całą dobę. Nawet pod nieobecność Przewodników przypominałem znerwicowanego ojca.

Amat wpadł na trop, mogący zaprowadzić nas do Lupusa, ale nie robiłem sobie przedwcześnie żadnych nadziei. Musiałem poważnie porozmawiać z przyjacielem o tym, co zrobił. Jasne, uratował Florę, zabierając ją z obozu, ale najprawdopodobniej nie ostrzegł Primusa, skazując tym samym wszystkie dzieciaki na niebezpieczeństwo. Mój przyjaciel musiał mieć ku temu solidne powody, byłem o tym przekonany. Nikt mnie jednak nie słuchał. Okrzyknięto go zdrajcą, a jego rodzinę traktowano jak trędowatych.

– Felis, chyba nie wierzysz w to, co wszyscy o nim opowiadają? – dopytywała matka Lupusa, z którą rozmawiałem kilka dni wcześniej. Wyglądała tragicznie. Niegdyś dumna, zadbana kobieta, teraz wymęczona i targana rozpaczą, która zżerała ją od środka. Bez przerwy ocierała łzy, cieknące z czerwonych, przekrwionych oczu.

– Nie uwierzę w to, dopóki z nim nie porozmawiam. Nie odezwał się jeszcze?

Chciałem wiedzieć, czy jego rodzice mogą podejrzewać, dokąd się udał, ale byli w opłakanym stanie, więc odpuściłem dalszy wywiad.

– Niestety, nic nie wiemy. Nigdy nie zrobiłby nic, co zagroziłoby rodzinie czy nawet wam. Przecież przyjaźnicie się od zawsze. Coś musiało się wydarzyć, Felis. Ktoś zmusił go do tego, nie ma innej możliwości. Lupus to wspaniały chłopiec. Może małomówny, ale za to bardzo uczuciowy. Rzadko uzewnętrzniał swoje niepokoje, tłumiąc strach gdzieś wewnątrz. To dobre dziecko.

– Niech się pani nie martwi, nikt go nie skreślił. Musimy jedynie poznać prawdę. Jeśli się odezwie, proszę mu przekazać, że nigdy nie zapomnę o tym, że uratował Florę.

– Dobrze, Felis, przekażę każde słowo.

Mąż objął ją czule, nie odzywając się. Był załamany tak jak ona i wolał milczeć, by przypadkiem nie powiedzieć za dużo. W bólu nie zawsze udaje się trzeźwo myśleć, byłem tego świadomy. Ich rozpaczy dorównywała jedynie wściekłość Preusa, który od zawsze był z nas najbardziej wybuchowy.

– Co za trzęsidupa. Jak wylezie z tego krzaka, w którym się chowa, to przysięgam, że porachuję mu wszystkie kości – wykrzykiwał, po tym jak przypomniałem mu o ostatnim tropie Amata.

– Ochłoń trochę, bo Lupus może przynieść jakieś przydatne informacje. Nie pomyślałeś o tym, że specjalnie przeszedł na stronę wroga?

– Że niby teraz odgrywa rolę jakiegoś jebanego super szpiega?

– Kto wie, może nadarzyła się okazja, więc skorzystał.

– To niby dlaczego nic o tym nie powiedział? Felis, za bardzo w niego wierzysz i na siłę starasz się znaleźć jakieś usprawiedliwienie. To tak nie działa! Twoja wiara w niego nie zmieni tego, co zrobił.

– Wiem, ale na litość boską, Preus! To nasz przyjaciel!

– Nie musisz mi o tym przypominać. Gdyby było inaczej, już dawno dyndałby powieszony za jaja w Gmachu Nauczycieli.

– Nie przyszło ci do tej pustej, zarozumiałej łepetyny, że on może teraz ryzykować życiem, żeby nam pomóc z Przewodnikami? Rozumiem, podjął decyzję o poświęceniu obozu Primusa, ale może taka ofiara umożliwi uratowanie pozostałych Niezmiennych?

– Cel uświęca środki? Serio, stary?

– Wiem, jak to brzmi i staram się jakoś to ogarnąć, ale…

– Nie ma nic, słyszysz? Nic, co mogłoby go wybielić po tej akcji z obozem i ukrytymi dzieciakami. Dlaczego tak upierasz się przy swoim?

– Bo był naszym bratem, Preus, a od rodziny nigdy nie odwraca się plecami!

– Ten przeklęty dezerter mąci nawet jak go nie ma. Widzisz, co się z nami dzieje?

– Jesteś niesprawiedliwy.

– W sprawiedliwość wierzą tylko głupcy, a my nimi nie jesteśmy. Oprzytomniej wreszcie!

– Nie zgodzę się z twoją wersją wydarzeń.

– Dlaczego? Może dlatego, że obawiasz się o jego lojalność? Lupus to niezły gracz. Myślał, że nas wyroluje!

– Jak zawsze idziesz za tłumem. Tym razem wszyscy się mylą, stań po mojej stronie!

– Z tobą zawsze, Felis, ale Lupus przestał dla mnie istnieć – odparł Preus.

Widziałem w jego spojrzeniu ogromny żal. Nawet nie starał się zrozumieć Lupusa, a nie trzeba było do tego wiele wysiłku. Jak mógł w niego wątpić? Nie zdziwiło mnie zachowanie reszty, ale my znaliśmy go lepiej niż ktokolwiek inny. Trzymaliśmy wszystkie swoje sekrety w tajemnicy i zawsze sobie pomagaliśmy. Tym właśnie była nasza przyjaźń.

– Wrócimy do tej rozmowy, jak tylko emocje opadną – postanowiłem i udałem się do Amata. Cały czas siedział w Gmachu Nauczycieli, przyjmując kolejnych gości, którzy tak jak my pragnęli wolności. Czekałem cierpliwie w kolejce do jego gabinetu, gdy usłyszałem znajomy głos, przypominający dziecko.

– Witaj, Felis – powitała mnie kobieta, która przed wizytą w Vis majstrowała w mojej głowie. Stworzyła barierę, która miała ochronić Primusa przed Przewodnikami. Jej zabieg był niestety zupełnie zbędny, ale przypomniałem sobie, że prosiłem Amata, by się z nią skontaktował. W końcu musiała zburzyć ścianę w moim umyśle, bo na nic nie była potrzebna. Przypomniałem sobie, że obiecałem jej kolejne spotkanie, ale później wyleciało mi to z głowy. Czy czuła się urażona? Nic a nic mnie to nie obchodziło. Ważne było natomiast to, czy zamierzała poprzeć mojego brata.

– Witaj. Nie sądziłem, że będziesz się fatygować, by do nas przyjechać.

– Mam tu kilka spraw do załatwienia – odparła, poprawiając swoje długie włosy.

Nic się nie zmieniła. Wyglądała dokładnie tak samo jak podczas naszego pierwszego spotkania. Krótka, obcisła sukienka z głębokim dekoltem, wysokie szpilki i mocny makijaż, który niepotrzebnie podkreślał nienaturalnie wielkie usta.

– Obiecałeś, że jeszcze się spotkamy – dodała, podchodząc bliżej. Następnie poprawiła moją koszulę i uśmiechnęła się nieznacznie. – Musimy omówić kilka kwestii. Może kolacja?

– Zdecydowanie musimy porozmawiać, ale…

– Ciiii – uciszyła mnie, kładąc palec na moich ustach. – Wiem o Florze, ale ona nie musi wiedzieć o mnie.

– Wybacz, nie jestem zainteresowany.

– Założę się, że zmienisz zdanie, bo mam dla ciebie informacje od starego przyjaciela.

– Kogo masz na myśli? – zapytałem, nie mogąc nic wyczytać z jej zachowania. Blefowała?

– Mówi ci coś imię Lupus? – odparła, a widząc moje zaskoczenie, dodała – Kolacja o dwudziestej w Moulin Rouge, będę czekać.

Nie dała mi czasu na odpowiedź i weszła do gabinetu Amata. Ta kobieta coraz bardziej działała mi na nerwy. Wtargnąłem do środka bez pukania, za co brat zgromił mnie spojrzeniem.

– Powiedz wszystko, co o nim wiesz – wycedziłem przez zęby. Amat, widząc tę reakcję, podszedł i położył rękę na moim ramieniu.

– Nie odnosimy się tak do przyjaciół – pouczył mnie, więc zamilkłem dla dobra sprawy.

– Muszę wiedzieć, gdzie jest Lupus – wyjaśniłem, a on zerknął na swojego gościa.

– Mogłabyś sprecyzować? – zapytał z uprzejmym uśmiechem.

Teraz przyszło nam płaszczyć się przed takimi osobami, by otrzymać pomoc w walce?

– Obaj jesteście tacy nudni… za grosz poczucia humoru. Dobrze, niech będzie, powiem wam, co wiem.

Zajęliśmy miejsca w fotelach, a ona mówiła dalej.

– Od jakiś dwóch miesięcy posyłamy do stolicy twórców pod pretekstem współpracy. Udało nam się nawiązać nić porozumienia z Przewodnikami i zostaliśmy swego rodzaju pośrednikami. Krótko mówiąc, przekazujemy informacje tym, którzy się narażą. Początkowo nie mieliśmy dostępu do żadnych istotnych wydarzeń, ale ostatnio kilkukrotnie przewinęło się imię twojego przyjaciela. To jest właśnie powodem mojej wizyty. Z tego, co zrozumiałam, Lupus został wypuszczony.

– Czyli Przewodnicy go nie przetrzymują? – chciałem się upewnić, czy dobrze zrozumiałem jej słowa.

– Nie, co więcej, sami nie wiedzą, gdzie aktualnie przebywa, ale pewne insynuacje pozwalają domniemywać, że mógł nie przeżyć.

Jej słowa wywarły na mnie takie wrażenie, że zabrakło mi tchu. Powietrze w pokoju zrobiło się gęste i ciężkie, a ja nie słyszałem nic poza dudnieniem w moich uszach.

– Felis, przestań! – krzyczał Amat, potrząsając mną mocno. – Oboje na tym ucierpicie!

Zanim dotarły do mnie jego słowa, fala mocy przeszła przez całe moje ciało, dając upust tłumionym emocjom. Szyby w oknach zadrżały, a światło zaczęło migać.

– Jeśli taka jest twoja reakcja na zasłyszane plotki, to chciałabym zobaczyć, co potrafisz, gdy jesteś naprawdę zły – mruknęła z zadowoleniem.

– Dobrze ci radzę, nie chcesz mnie testować – powiedziałem, wstając powoli. Musiałem złapać oddech, ale tutaj było to niemożliwe.

– Zaczekaj! Jest jeszcze coś.

– Co takiego?

– Podobno Lupus nie jest już sobą. Nie mam pojęcia, co z nim zrobili, ale zapewne nie wróci do was cały i zdrowy. Lepiej przygotujcie się na najgorsze.

Teraz nienawiść przyćmiła to, co zostało we mnie z przyzwoitego faceta. Oczami wyobraźni widziałem, do czego byłbym zdolny w ramach zemsty za matkę, Lupusa oraz Primusa. Pierwszy raz byłem gotów, by odebrać komuś życie. Na biurku Amata zadzwonił telefon. Podniósł słuchawkę, wciąż patrząc na mnie.

– Tak, dziękuję ci. Dobrze – powiedział i rozłączył się. – Musisz wrócić do domu, Felis – dodał. – Flora nie czuje się najlepiej.

Wystrzeliłem jak z procy na korytarz, by po chwili mknąć samochodem najszybciej jak potrafiłem. Do apartamentu dotarłem po kilkunastu minutach. Wbiegłem do środka i wpadłem prosto na roztrzęsioną Toto. Była blada, poważnie przerażona.

– Co się stało? – zapytałem, idąc do pokoju. Niepokój rósł we mnie z każdym kolejnym krokiem.

– Zasłabła. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale jej kamień… musisz to zobaczyć.

Czułem, jak krew w moich żyłach zmienia się w lód. Patrzyłem na niebieską kulkę, która pulsowała bladym światłem, tracąc moc. Jej życie ulatywało przez moją nieostrożność.

Cień

Znałem ją tak dobrze, że bez większego trudu potrafiłem przewidzieć każdy z ważniejszych kroków w jej bezwartościowym życiu. Otoczyła się jakimiś pseudoprzyjaciółmi, mając nadzieję na normalność. Głupia… nie wiedziała, że czekała ją sromotna porażka. Czym zasłużyła sobie na taki los? Już samo jej istnienie było nie do pomyślenia, więc naturalną kolej rzeczy stanowiła eliminacja. Trzeba było oczyścić powierzchnię ziemi z tego całego przeklętego szlamu. Mój telefon od kilku dni milczał, ale czasem pomocnicy potrzebowali po prostu więcej czasu. Ufałem im i byłem niesamowicie wdzięczny za to, co do tej pory uczynili w kwestii mojego rozwoju osobistego. Poszerzające się horyzonty były niczym w porównaniu z powiększającą się siłą fizyczną oraz umysłową. Stałem się istotą odbierającą świat silniej każdym ze zmysłów. Zupełnie jakby rzeczywistość otoczona została wyraźniejszymi, jaskrawymi konturami. Nawet na moment nie pojawiły się we mnie wątpliwości, choć nie byłem pewien, czy to zadanie mnie nie przytłoczy. Urosłem w siłę i z czasem zrozumiałem, że powinienem powstrzymać w sobie te przyziemne instynkty w imię szczytnego celu. Stałem przy metalowym stole i polerowałem jego powierzchnię po raz czwarty lub nawet piąty. To miał być perfekcyjny koniec. Finisz godny zwycięzcy. Po długim, wyczerpującym biegu wreszcie uda się sięgnąć mety. Każda komórka w moim ciele drgała w wyczekującym tańcu. Nie mogłem doczekać się kolejnych dni. Godzina zemsty była coraz bliżej.

Flora

Rytmiczne pulsowanie w skroniach zagłuszało ból w dłoniach, tłumiąc jednocześnie drętwienie nóg. Nieźle mnie urządziła – pomyślałam. Moje obolałe ciało zupełnie straciło siłę. Ostatnie, co pamiętałam przed utratą przytomności, to Toto i jej przebiegły uśmiech, podszyty fałszywą uprzejmością. Nagle zapragnęłam zakończyć te durne lekcje, które miały na celu udowodnienie, że do niczego się nie nadaję. Podniosłam się i zobaczyłam Felisa siedzącego na skraju łóżka. Podniósł głowę, a w jego zielonych oczach błysnęła prawdziwa udręka. Zignorowałam go, chcąc wykorzystać targające mną wątpliwości.

– Ostatni raz z nią ćwiczyłam. Ta dziewczyna nie jest normalna. Jak mogła wykorzystać swoją moc, by…

– To moja wina – przerwał mi wpół zdania. – Zdenerwowałem się, a ty odczułaś skutki wypływu mocy. Nigdy wcześniej nie zdarzały mi się takie skoki. Nie przewidziałem skutków.

– Nieszczelność – szepnęłam, przypominając sobie o tym, że kamień, który nieświadomie wykorzystałam, był wybrakowany. Zerknęłam na naszyjnik z niebieską kulką oraz kilkoma innymi ozdobami, wiszącymi na mojej szyi. Nie był już pełen.

– To niewielki ubytek – stwierdziłam, oceniając ilość świecących, niebieskich drobinek.

– Każda utrata mocy jest niebezpieczna. Postaram się panować nad emocjami, to nie może się powtórzyć.

– Felis, nic się nie stało.

– Mogłaś przeze mnie stracić…

– Ej, spójrz na mnie! Przestań się obwiniać – przytuliłam go, ale dalej czułam, że był spięty. – Jestem cała i zdrowa, a ty masz skończyć z tą przesadną ostrożnością, bo nikomu to nie służy.

Wziął kilka głębokich wdechów i odsunął się ode mnie.

– Przepraszam.

– Lepiej powiedz, kto tak bardzo wyprowadził cię z równowagi? – zapytałam, a Felis uciekł spojrzeniem. Moja natura nie pozwoliła mi o tym zapomnieć. Musiałam wiedzieć i tyle. – Chodzi o jakąś kobietę?

– Jak to jest, że zawsze wszystko wiesz? – uniknął sprytnie odpowiedzi, ale moja mina musiała wyrażać więcej niż milczenie, bo w końcu zaczął mówić. – Przyjechała do Sasso znajoma, która pomogła mi w pewnej kwestii przed wizytą w stolicy. Przyniosła nam informacje o Lupusie i twierdzi, że Przewodnicy nie byli dla niego zbyt łaskawi. Muszę go odnaleźć. Rozumiesz to, prawda?

– Oczywiście, że tak, ale nie puszczę cię samego. Lupus jest również moim przyjacielem i chcę pomóc.

– Pomożesz mi, zostając w domu.

– Zawsze ta sama śpiewka. Mam tego dość! Chcę się wreszcie do czegoś przydać.

– Floro, nie możemy pozwolić sobie na kolejną utratę mocy. To jest teraz priorytet.

– Ale Lupus…

– Jeśli go odnajdziemy, pierwsza się z nim spotkasz – powiedział, dotykając mojej dłoni i splatając nasze palce.

Ten czuły gest sprawił, że chciałam, by był spokojny, więc zgodziłam się i tym razem mimo rosnącego we mnie strachu. Od dnia, w którym popełniłam samobójstwo, straciliśmy tak wiele. Moja matka odwróciła się ode mnie, matka Felisa zginęła, Primus zniknął wraz ze wszystkimi z obozu, Lupus odszedł, a ja wiedziałam, że wszystko było ze sobą powiązane niczym jeden z misternych haftów babci. Pociągnęłam za cienką, niepozorną nitkę i wywołało to lawinę konsekwencji, której nijak nie byliśmy w stanie zatrzymać. Sprawy do rozwiązania mnożyły się, pytania pozostawały bez odpowiedzi, a pomysłów na pokonanie Przewodników brakowało.

Chęć spotkania z Lupusem była tak silna, że nie mogłam zasnąć. Felis i Preus wyjechali po obiedzie szukać jakiegoś tropu, a ja starałam się opanować emocje, które pojawiały się na wspomnienie Lupusa. Był dla mnie jak brat, więc bez cienia wątpliwości mogłam porównać go do Fiore. Od kiedy się poznaliśmy, wiedziałam, że staniemy się sobie bliscy i bez zaskoczenia dostrzegłam, że po jakimś czasie tak właśnie się stało. Wielokrotnie ryzykował, by mnie chronić, a ja byłam w pełni gotowa, żeby odpłacić się tym samym. Ci, co patrzyli na naszą paczkę z zewnątrz, musieli dostrzec, że nie możemy bez siebie długo wytrzymać. Dlatego właśnie tak trudno było uwierzyć w jego zdradę i w to, że z jakichś względów postawił moje życie ponad życiem dziesiątek innych. Jeśli faktycznie tak się stało, a ja jako jedyna z obozu Primusa ocalałam, moje uczucia mogłyby diametralnie się zmienić. Teraz jednak trwałam w oczekiwaniu na potwierdzenie najgorszego. Nie docierały do mnie słowa, którymi starali się mnie pocieszyć. Do diabła, nie potrzebowałam przecież pocieszenia, tylko prawdy. Dzięki niej mogłabym wreszcie zrozumieć, dlaczego te okropne rzeczy musiały się wydarzyć. Na myśl o Lupusie powracały również wspólne wspomnienia, przepełnione wdzięcznością, radością oraz nieograniczonym zaufaniem. W jaki sposób można było to przekreślić w imię niedomówień? Preus usilnie przekonywał mnie, że Lupus jest skończonym zdrajcą, ale mi te słowa po prostu nie przechodziły przez gardło. Jakby ktoś zapytał mnie dziś o najważniejsze osoby w moim życiu, bez zastanowienia podałabym trzy imiona: Felis, Preus oraz Lupus. To oni zmienili moje życie, nadając mu głębszy sens, a ja byłam im winna lojalność. Wstrzymałam się z przedwczesnym wydaniem osądu, mimo że w pamięci miałam również to, co mówił, gdy widzieliśmy się po raz ostatni. Pamiętałam każde jego słowo, ale nie dawałam im wiary. Usprawiedliwiałam jego zachowanie i uważałam, że coś zmusiło go do tego, by kłamał. Felis jako jedyny zgadzał się ze mną i zaciekle bronił przyjaciela przed fałszywymi, niczym niepotwierdzonymi oszczerstwami. Tak łatwo przecież spisać kogoś na straty.

Od wyjazdu Felisa dosłownie liczyłam upływające minuty. Bałam się zagrożenia ze strony Przewodników oraz tego, co mogą znaleźć po drodze. Grzecznie zgodziłam się na pozostanie w domu i teraz bardzo tego żałowałam. Na dodatek w międzyczasie zjawiła się Toto, która działała mi na nerwy do tego stopnia, że wieczorami ciskałam się po pokoju, krzycząc w poduszkę. Musiała czuć do mnie taką samą niechęć jak ja do niej, bo codziennie witała mnie tylko pogardliwym spojrzeniem. Dziś było dokładnie tak samo, więc od razu przyjęłam obronną postawę i najeżyłam się w gotowości na atak. Ona jednak wyjątkowo długo milczała, a kiedy otworzyła usta, zaniemówiłam ze zdziwienia.

– Jeśli chcesz dziś odpuścić, zrozumiem. Ten czas musi być dla ciebie naprawdę trudny, a ja nie chciałabym dokładać ci powodów do zmartwień. Fakt, nie przepadamy za sobą, ale liczę na to, że kiedyś to się zmieni. W końcu na poważnie związałaś się z Felisem, więc zostałaś jedną z nas – powiedziała, a na jej pięknej twarzy błąkał się pojedynczy, nieśmiały uśmiech.

– Poważnie myślisz, że mogłoby być między nami lepiej? Myślałam, że ty i Felis…

– My to już przeszłość. Zrozumiałam odmowę, a widząc was nabrałam pewności, że należycie do siebie i nic ani nikt nie zburzy tego, co was połączyło.

– Skąd ta nagła zmiana? Jeszcze wczoraj czułam, że mnie nienawidzisz.

– Nienawiść to mocne słowo. Ja nie byłam pewna, czy Felis do końca wie, co robi, ale zauważyłam, że bardzo się zmienił. Pomogłaś mu dostrzec i docenić to, czym obdarzył go los. Jest teraz taki poważny, że momentami z trudem go rozpoznaję, ale to dobrze. Jego wcześniejsze wybryki nikomu nie wychodziły na dobre.

– Proponuję, żebyśmy zaczęły od nowa. Jestem Flora i nie mogę się doczekać, aż poznamy się trochę bliżej – powiedziałam, wyciągając w jej stronę dłoń, a ona w odpowiedzi uścisnęła ją mocno, uśmiechając się pod nosem, jak to miała w zwyczaju.

– A to się Felis zdziwi, jak wróci i zobaczy, że nie drzemy już ze sobą kotów.