160 osób interesuje się tą książką

Opis

Poznaj wyjaśnienie głęboko ukrytych tajemnic. Im więcej przecież się wie o sobie, tym łatwiej przejść przez życie i zrozumieć innych ludzi.

Dlaczego to powiedziałem? Co mnie opętało, żeby tak postąpić? Co się ze mną dzieje?!

Wciąż szukamy odpowiedzi na podstawowe pytania. Nauka zna rozstrzygnięcie. Źródłem uwielbienia pewnych potraw, wyboru partnera czy też odczuwanych emocji i naszych przekonań są: DNA, drobnoustroje i środowisko.

Autor z dużą dozą humoru i zrozumiałym językiem opowiada o tym, jak geny, ślady epigenetyczne, mikroby, procesy psychiczne i wzory zachowań wpływają na naszą osobowość i działania. Połączenie odkrywczych eksperymentów i lekkiej narracji z mnóstwem fascynujących spostrzeżeń sprawia, że Więcej niż DNA ułatwia zrozumienie, kim w istocie jesteśmy. Podpowiada też, jak stać się najlepszą wersją siebie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 402

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Moim dzieciom – Colinowi i Sophii. Dostrzegam w was wiele ze mnie. Co najmniej kilka dobrych cech macie też po matce.

» WSTĘP «

POZNAJ PRAWDZIWEGO SIEBIE

L udzie robią najdziwniejsze rzeczy, nieprawdaż?

Bez względu na to, jak bardzo przekonany jesteś o swojej normalności, znajdą się tacy, którzy uznają cię za dziwaka. Ludzkość jest wspaniale zróżnicowana, poczynając od sposobów żywienia czy zwyczajów, na przekonaniach i poglądach kończąc.

Jak to się dzieje, że jedni gustują w egzotycznych potrawach i dobrym winie, a innym wystarcza zwykły hamburger i niskoalkoholowy budweiser? Że są wegetarianie oraz tacy, którzy uważają, że brukselka nie nadaje się do jedzenia? Że niektórzy trzymają linię przez całe życie, a inni tyją na samą myśl o kawałku sernika? Że jedni uwielbiają ćwiczenia fizyczne, a inni wolą relaks?

Powszechnie różnimy się też upodobaniami. Są wielbiciele sportowych koszulek i malowania twarzy na klubowe barwy ulubionej drużyny, ale są i ci, którzy na spotkania miłośników fantastyki naukowej wcielają się w Borgów. Jedni poświęcają się nocnym szaleństwom w mieście, inni wolą wieczory w muzeum. Niektórzy mają żyłkę obieżyświatów, innym nie chce się nawet zajrzeć na witryny internetowe światowych rynków. Są ludzie eleganccy i wyglądający jak uczestnicy programu „Jak się nie ubierać?".

A zachowanie? Alkohol i narkotyki pociągają jednych, inni trzymają się od używek z daleka. Są ludzie zawsze uczciwi, inni bez cienia skruchy będą kłamać, oszukiwać i kraść. Są ci bez uprzedzeń rasowych i ci, którym pasują tylko biali. Jedni nie skrzywdzą muchy, inni wpadają w furię. Niektórzy szukają zwady, inni walczą o pokój.

Podobne zróżnicowanie obejmuje sferę uczuć. Jedni dochowują wierności partnerom, inni tylko udają. Dla jednych liczą się uroda i pieniądze, dla innych niekoniecznie to, co się świeci. Niektórzy pragną miłości bratniej duszy do końca życia, inni uznaliby to za dożywotnią katorgę. Są i pamiętający o rocznicach, i zapominalscy.

A cechy charakteru? Są osoby z natury życzliwe bądź wredne. Z niewyczerpanymi pokładami energii albo leniwe. Nieustraszone i takie, które boją się własnego cienia. Niektórzy zawsze widzą szklankę do połowy pełną, inni – do połowy pustą i pękniętą.

Wszystko to skrajności, między którymi gdzieś pośrodku plasuje się mnóstwo ludzi. Z krwi i kości, ale jakże niebywale rozmaicie przeżywających dane im życie! Ufam jednak, że wszystkich łączy jedno – żądza zrozumienia, dlaczego się tak niezwykle różnimy.

»» ««

WIEKAMI CZŁOWIEK ŚLEDZIŁ, jak filozofowie, teologowie czy samozwańczy guru mierzyli się z tajemnicą ludzkich zachowań. Robił to też psychiatra Frasier Crane – bohater jednego z amerykańskich sitcomów. Często bez większego powodzenia. Rozsądnych odpowiedzi na pytania: „dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy?", „dlaczego postępujemy tak, jak postępujemy?", dostarczyły – nieoczekiwanie – laboratoria badawcze.

Od niedawna uczeni wiele o nas wiedzą, poznali głęboko skrywane, mroczne tajemnice, których wyjaśnienie każdy powinien znać. Im więcej się dowie o sobie, tym łatwiej będzie mu przebrnąć przez życie. A wiedza o tym, co nakręca ludzi, pozwoli lepiej zrozumieć innych od nas.

Podoba się nam przekonanie, że idziemy we własnym rytmie. Tymczasem nauka wciąż odkrywa, że rytm wybija bębniarz, którego nie sposób zobaczyć gołym okiem. Podążamy przez życie w przekonaniu, że sami jesteśmy perkusistami, a tu szok! – to iluzja. Prawdą bowiem jest, że dosłownie każde nasze postępowanie aranżują nieznane siły.

Wyjaśnię to na przykładzie jednego z własnych dziwactw: nie znoszę brokułów. Nienawidzę ich od zawsze, ponieważ są dla mnie za gorzkie. Zapach towarzyszący ich gotowaniu wywołuje u mnie odruch wymiotny. Za to moja żona się nimi objada. Chętnie! Co nas różni? Na trop naprowadza reakcja naszych wówczas jeszcze małych dzieci. Syn lubił brokuły, córka reagowała tak, jakbyśmy chcieli ją otruć. A przecież nie wpajaliśmy im uwielbienia ani nienawiści do tego warzywa. Sugeruje to, że takie zachowania zapisane są w naszym DNA. Jak to działa, opisuje rozdział 2.

W wielkim skrócie: za to, co nam smakuje, a co nie, odpowiadają geny. Jestem zrehabilitowany! Awersja do brokułów to nie dziwactwo, nie powinienem się więc tłumaczyć, ponieważ nie miałem wpływu na to, jakie geny otrzymałem.

Jeśli nie mamy wpływu na coś tak elementarnego jak upodobania smakowe, to co jeszcze wymknęło się spod kontroli? Kolejne strony książki zawierają relację z poszukiwań genów biorących udział w kształtowaniu naszych zachowań. Jak się przekonamy, DNA nadzoruje o wiele więcej niż tylko cechy fizyczne, takie jak kolor oczu czy posiadanie rąk. Wpływa też na to, co robimy z naszym życiem, jak szybko tracimy cierpliwość, czy pociąga nas alkohol, ile jemy, w kim się zadurzamy i dlaczego niektórym sprawiają przyjemność skoki ze spadochronem.

Często się słyszy, że DNA jest „projektem życia", gdyż zawiera instrukcje tworzenia organizmu. Ale gdy przychodzi do budowania, u większości ludzi DNA konstruuje biologiczny ekwiwalent skromnego domu. Rzadko trafia się odpowiednik rezydencji albo rudery wymagającej remontu. Tylko niektórym przypada coś na kształt Gwiazdy Śmierci.

Zgódźmy się jednak, że nie jesteśmy wyłącznie zbiorowiskiem genów. Krewni mają wiele wspólnego DNA, a mimo to potrafią się bardzo różnić. Nawet bliźnięta monozygotyczne (jednojajowe), będące naturalnymi klonami (mają w 100% takie same geny), często różnią się wyglądem i zachowaniem. Gospodarzami kanadyjskiego serialu Cudotwórcy (wcześniej: Remontowy biznes braci Scott) są bliźniacy monozygotyczni, a mimo to nieidentyczni. Różni ich wzrost (o 6,35 mm) i sposób ubierania. Jeden ma upodobanie do handlu nieruchomościami, drugi woli je odnawiać. Różnią się podejściem do odżywiania: jeden je świadomie, drugi nie przejmuje się dietetyką. Różnice wskazują, że choć stworzenie obu zapisano w genach, to wpływ na detale musiało mieć jeszcze coś. W książce zajmiemy się tym „czymś" – czynnikami środowiskowymi, które nie tylko wpływają na to, jak pracują nasze geny, ale też potrafią zmieniać nasze DNA w sposób możliwy do przekazania następnym pokoleniom. Oddziaływanie otaczającego nas świata na nasze geny jest przedmiotem badań epigenetyki.

Zmiany epigenetyczne mają kolosalny wpływ na nasze zachowanie, a – co ważne – wpływ środowiska na nasze DNA zaczyna się przed narodzinami. Na przykład nikotyna i inne używki potrafią chemicznie zmienić geny zawarte w spermie przyszłego ojca. To, co robi matka w okresie ciąży, także wprowadza trwałe zmiany w DNA noworodka. Zmiany epigenetyczne mogą mieć znaczący wpływ między innymi na wywoływanie otyłości, depresji, zaburzeń lękowych czy kształtowanie zdolności intelektualnych. Uczeni odkrywają, jak stres, znęcanie się, bieda i zaniedbanie potrafią uszkadzać DNA ofiar i źle wpływać na zachowania wielu pokoleń. Zaskakujące odkrycia epigenetyczne ujawniają jeszcze jedną siłę sterującą naszymi zachowaniami, a zupełnie wymykającą się kontroli.

Stosunkowo niedawno uczeni się przekonali, że zestaw genów człowieka jest wzbogacany przez pokaźny zasób genów pochodzących od mikroorganizmów znajdujących się w naszym ustroju. One także oddziałują na nasze zachowania. Ktoś słyszał o mikrobiomie? Proszę wygodnie usiąść i się skupić, powiemy o tym co nieco. Pierwsi bakteryjni gapowicze, którzy urządzają sobie biwak w naszych jelitach, pochodzą od matki. Z wiekiem mikrobów przybywa – ich źródłem są między innymi pokarmy, zwierzęta i ludzie. Nowe badania wskazują, że biliony drobnoustrojów rojące się w naszym przewodzie pokarmowym mogą kształtować między innymi zachcianki, nastrój czy osobowość. Uczeni potrafią zdrową, żwawą mysz zmienić w osowiałą, zastępując jej florę jelitową mikrobiomem pobranym od osoby z depresją. Zbadamy, jak zachodnia dieta, której hołduje wielu z nas, drastycznie zmienia zestaw bakterii jelitowych, co stało się podstawą domysłów, że być może ma to związek z alergiami, depresją czy zespołem jelita drażliwego – dolegliwościami powszechniejszymi w krajach zamożnych.

Pospolity pasożyt przenoszony przez koty – zajmowaliśmy się nim w naszym laboratorium – potrafi przejąć kontrolę nad mózgiem człowieka, obniżyć zdolności poznawcze, uczynić podatnym na uzależnienia, wywołać zaburzenie eksplozywne przerywane oraz neurotyczność.

Przyjrzymy się dowodom na to, że te wszystkie mikroby ingerują w nasze zachowania dla własnego dobra, co skłania do poważnego zastanowienia się, czy aby w pełni panujemy nad naszym postępowaniem.

»» ««

DZIĘKI DWUDZIESTOPIĘCIOLETNIEMU ZAJMOWANIU się naukami biologicznymi zyskałem wyjątkową okazję do przypatrywania się istocie życia. Badania nieznanych sił stojących za naszymi zachowaniami utwierdziły mnie w przekonaniu, że niemal wszystko, co – jak sądzimy – wiemy o sobie, to blaga. I drogo za to płacimy. Fałszywe odbieranie samych siebie szkodzi życiu osobistemu, zawodowemu i społecznemu. Zbiorowe opaczne pojmowanie ludzkiego zachowania hamuje postęp i ma niepożądany wpływ na edukację, zdrowie psychiczne, wymiar sprawiedliwości oraz globalną politykę. Ujawnienie sekretnych dotąd mocy pozwala inaczej spojrzeć na nasze zachowania, a także lepiej rozumieć osoby, które robią to, o czym nam się nigdy nawet nie śniło.

W kolejnych rozdziałach bliżej przyjrzymy się, jak bardzo – a w istocie jak mało – panujemy nad własnymi działaniami. Zdobyta wiedza pomoże w samoulepszaniu, ma moc pozwalającą zmienić nasze zachowania tak, aby świat stawał się szczęśliwszy i zdrowszy. Dokonamy przeglądu biologicznych podstaw stojących za otyłością, depresją i uzależnieniami, przekonamy się, jak zdobywana wiedza wytycza szlaki skuteczniejszego leczenia tych przypadłości. Poznamy prawdziwe przyczyny agresywnych lub zbrodniczych postaw. Tym samym wskażemy możliwe sposoby zapobiegania odrażającym czynom. Zajmiemy się także tym, co nauka ma do zaproponowania w sferze miłości i powabu. Powiemy, jak dzięki temu udaje się poprawiać życie w związkach. Na koniec zajmiemy się psychologicznym podłożem naszych przekonań, w tym różnicowania poglądów politycznych, w nadziei, że uda się zrozumieć, co sprawia, że ślepo wierzymy zamiast kierować się rozumem.

Nie mogę się doczekać opowiedzenia o tym wszystkim! Zanim jednak zanurzymy się w morzu niebywale zróżnicowanych człowieczych zachowań, trzeba pojąć, czym są te tajemnicze siły zza kulis. Zacznijmy zatem od poznania naszego twórcy.

» ROZDZIAŁ 1 «

POZNAJ SWOJEGO TWÓRCĘ

Niełatwo spotkać się ze swoim stwórcą.

– Roy Batty, Łowca androidów

Przywołajmy z pamięci najwcześniejsze szkolne sceny, pogodne młodzieńcze twarze dawnych przyjaciół i kolegów z klasy. Są niczym czyste kartki złaknione atramentu, którym zapisana zostanie przyszłość. Możliwości wydają się nieograniczone. Codzienność pełna optymizmu wyrażanego przez banały w rodzaju: „Możesz zostać, kimkolwiek zechcesz!".

A następnie, wciąż mając przed oczyma tamte pogodne twarze, zastanówmy się, kim dziś są te osoby. Niektórzy z dawnych kumpli zrobili świetne kariery, zajmując się tym, co uwielbiają. Inni nienawidzą pracy na stanowiskach niewymagających kwalifikacji, a są i tacy, którzy nie imają się żadnego zajęcia. Większość zaczęła studia, ale niektórym udało się zaledwie skończyć liceum. Jedni wciąż są zadurzeni w szkolnych sympatiach, inni zmieniają partnerów jak rękawiczki. Niektórzy być może wstąpili w związek małżeński z osobą tej samej płci. Są tacy, którzy nie opuścili rodzinnego miasta, ale też i tacy, którzy wyjechali, są pewnie i bezdomni. Niektórzy mają kaloryfer na brzuchu, inni taszczą przed sobą spory antałek. Jedni są wprost kosmicznymi rodzicami, inni zaniedbują dzieci bądź w rozmaity sposób je wykorzystują. Są osoby zawsze pełne życia i radosne oraz takie, przy których Morrissey byłby szczytem zadowolenia. Wśród dawnych szkolnych rówieśników znaleźli się uzależnieni od alkoholu i narkotyków, pedofile, a nawet politycy. Kilkoro może trafiło za kratki.

Skąd takie różnice? Cała grupa dorastała w tym samym czasie i miejscu, wśród tych samych ludzi, a mimo to bardzo się różniła pod względem zachowań. Być może pamiętacie nietypowe symptomy dostrzeżone u niektórych już w dzieciństwie: Charlie uwielbiał wąchać klej, Kate już w przedszkolu podkradała słodycze, Cameron nie przystawał do tradycyjnego wzorca męskości, Donald zawsze troszczył się tylko o siebie, coś było nie tak z przyprawiającą o gęsią skórkę Carrie.

Część z nas uzna, że ci, którym się powiodło, wykazali spryt, determinację i wysoki etos pracy. Jednocześnie bez wahania tych, którym zabrakło szczęścia, posądzimy o brak charakteru, dyscypliny i lenistwo. Kiedy koleje czyjegoś losu są jak powieść wyróżniona Nagrodą Pulitzera, zasługują na pochwały. Gdy jednak nadają się na byle jakie czytadło użyte w końcu jako wyściółka ptasiej klatki, są powodem do wstydu. W obu wypadkach większość z nas przyjmie, że sukces bądź jego brak zależy od jednostki.

Dorastałem w przeświadczeniu o prawdziwości twierdzenia, że człowiek jest kowalem własnego losu. Ale gdy gruntownie poznałem biologię, ta prosta zasada straciła pouczający walor. Weźmy na przykład przejadanie się. Wiele osób potępia otyłych, drwi, że nie panują nad sobą. Docinki niczego nie zmienią. Dlaczego otyli nie panują nad sobą? Tak samo jest z depresją. Niektórzy nic o niej nie wiedzą i bagatelizują problem: „Weź się w końcu w garść!". Tylko że taka rada nie zadziała. Dlaczego osoby dotknięte depresją nie potrafią się z niej wydobyć? Tłumaczenie powodów morderstw stwierdzeniem, że „duszą zawładnął diabeł", jest równie nieudolne. Dlaczego ludzie dopuszczają się aktów przemocy? Trzeba nieźle się natrudzić, by mieć jakąkolwiek nadzieję na prawdziwe zrozumienie naszego postępowania.

Nie posądzamy o lenistwo komputera długo otwierającego program. Gdy auto nie daje się uruchomić, nie wrzeszczymy na nie, że brak mu chęci. Usterka silnika zmuszająca do awaryjnego lądowania nie sprawia, że posądzamy samolot o złośliwość. Na szczęście jesteśmy maszynami dużo bardziej wyrafinowanymi. Ale jednak maszynami. W filmie Star Trek: Następne pokolenie kapitan Jean-Luc Picard tak mówił o androidzie Data: „Jeśli nie chcecie pamiętać, że Data jest maszyną, pomyślcie, że ludzie też są maszynami. Tylko elektrochemicznymi".

Miły kapitan i współcześni biolodzy wcale nie chcą nas odczłowieczać, ale pokazać, czym w istocie jest człowieczeństwo. Poznanie, jak działa nasz biologiczny mechanizm, przekłada się na gotowość do rozumienia zachowań i ich poprawiania w razie potrzeby. Długo byliśmy niczym Ralph Hinkley, bohater serialu The Greatest American Hero, który miał czerwony kostium dający nadludzkie moce, ale nie wiedział, jak z nich korzystać. Zrozumienie naszych zachowań byłoby łatwiejsze, gdybyśmy mieli odpowiedni podręcznik użytkowania. Odnalazł się w 1952 roku dzięki dwojgu uczonym: Alfredowi Hersheyowi i Marcie Chase.

W polowaniu na substancję, która zawiera instrukcję budowy organizmu, sięgnęli po najprostszą formę życia, jaką znali: bakteriofaga. To rodzaj wirusa, który zaraża bakterie. Zbudowany tylko z białka i DNA przypomina księżycowy lądownik używany podczas misji Apollo. Bakteriofagi usadawiają się na powierzchni komórek bakteryjnych. Alfred Hershey i Martha Chase każdy fragment takiego wirusa znakowali izotopami promieniotwórczymi: fosforu (dla DNA) i siarki (dla białka). Wybór podyktowany był tym, że DNA nie zawiera siarki, a białka – fosforu. Śledząc promieniotwórcze atomy, potrafili wskazać, gdzie przed i po zakażeniu bakterii znajdowały się białko i DNA bakteriofaga.

Okazało się, że kapsyd (płaszcz białkowy) wirusa pozostawał na powierzchni bakterii, natomiast DNA wnikało do jej wnętrza i tam zaczynało namnażanie wirusów potomnych. W końcu powstało ich tak dużo, że rozsadziło bakterię. Zgrabnie pomyślany eksperyment dowiódł, że DNA zawiera instrukcję budowania potomnych bakteriofagów (a dokładniej instrukcję konstruowania każdego potomstwa).

DNA ma kształt podwójnej helisy. Przypomina spiralny bieg schodów, których każdy stopień składa się z pary zasad azotowych: adeniny (A), tyminy (T), cytozyny (C) i guaniny (G), wchodzących w skład sygnowanych tymi samymi literami nukleotydów tworzących łańcuchy kwasów nukleinowych. W takiej strukturze łatwo wyróżnić geny, czyli fragmenty DNA odpowiedzialne za dziedziczone cechy organizmu. Rozwinięta helisa upodabnia się do drabiny, a nukleotydy każdego szczebla (dokładniej: pary zasad – przyp. tłum.) można rozłączyć mniej więcej tak jak podczas rozpinania zamka błyskawicznego. Gdy suwak rozdzieli obie nici helisy DNA, odsłania kod i umożliwia jego odczytywanie. Dochodzi do tak zwanej transkrypcji, czyli przepisania jednoniciowych fragmentów DNA na cząsteczki informacyjnego kwasu rybonukleinowego (mRNA). To pierwszy krok do tego, by mogły powstać odpowiednie białka. Jeśli przyjąć, że DNA jest brygadzistą, to syntezowane białka są jak robotnicy budujący komórki oraz tkanki gotowe do pełnienia określonych funkcji.

Eksperymenty A. Hersheya i M. Chase sugerowały, że DNA zawiera geny niezbędne do stworzenia repliki organizmu, czyli klona. Teza zyskała potwierdzenie w 1996 roku wraz z narodzinami owcy Dolly – pierwszego ssaka sklonowanego z dojrzałej komórki (somatycznej, czyli niepłciowej – przyp. tłum.). Jądra komórkowe z DNA dorosłej owcy przeniesiono do pozbawionej jądra komórki jajowej innej owcy. Tak spreparowana została wszczepiona owcy surogatce. Imię sklonowanej owcy nawiązuje (nic nie zmyślam!) do piosenkarki Dolly Parton, znanej z obfitego biustu. Owcza komórka progenitorowa pochodziła bowiem z gruczołu mlekowego. Tą samą techniką w 2018 roku sklonowano pierwsze małpy.

W 2003 roku w ramach poznawania ludzkiego genomu (HGP, z ang. Human Genome Project) zakończono sekwencjonowanie ponad trzech miliardów nukleotydów budujących ludzkie DNA. To mnóstwo informacji – rozplecione DNA tylko jednej naszej komórki mierzy około dwóch metrów (tyle co wygodne łóżko). Gdyby sekwencje naszego DNA czytać w tempie litera na sekundę, odczytanie całości zajęłoby mniej więcej sto lat. Ludzki genom składa się z ponad dwudziestu jeden tysięcy genów (kodujących białka; wszystkich jest dużo więcej i mimo zsekwencjonowania wciąż nieznana jest dokładna liczba – przyp. tłum.) umieszczonych w czterdziestu sześciu chromosomach (po dwadzieścia trzy od matki i ojca).

Od eonów DNA ciężko haruje, kreując rozmaite organizmy jak najlepiej przystające do różnorodnych środowisk. Życie pojawiło się mniej więcej trzy i pół miliarda lat temu. Jednej z jego form – człowiekowi – dane zostało poznać szefa. Jako pierwszy gatunek na ziemi spotykamy się ze swoim twórcą.

Dlaczego nie można być, kimkolwiek się zechce?

Poznawanie mowy DNA zmusza do pisania na nowo historii. Ogrom form życia na ziemi nie spadł nagle z nieba. Nie pojawiły się wszystkie jednocześnie. Zaczęło się od prymitywnej, pojedynczej komórki zawierającej DNA. Przez miliardy lat ewoluowała. Kolejne formy życia zaczęły konkurować o to, co dostępne. Te, którym nabyte cechy pozwalały przetrwać w danym środowisku, przekazywały nowemu pokoleniu swoje DNA niczym uczestnicy biegu sztafetowego pałeczkę. Pozostałe albo wymierały, albo ewoluowały w inny sposób dostosowany do nowych okoliczności. Richard Dawkins, znakomity biolog, nazwał geny „samolubnymi replikatorami" – Gordonami Gekko biologicznego świata. Miał na myśli budowane przez nie organizmy, których najważniejszym zadaniem były ochrona DNA i zagwarantowanie przekazania go następnemu pokoleniu. Wiek wcześniej pisarz Samuel Butler ujął to następująco: „Kura jest tylko sposobem jajka na wyprodukowanie kolejnego jajka".

Człowiek, mimo wyposażenia w fantazyjne dodatki, pod tym względem niczym się nie różni. Uczeni zajmujący się psychologią ewolucji przekonują, że wszystkie, dosłownie wszystkie ludzkie zachowania motywowane są żądzą znalezienia partnera do kopulacji i powielenia posiadanych genów. Przy okazji, niczym w soczewce, ogniskuje się większość nieobliczalnych, nierozważnych ludzkich zachowań. Zachłanność, skłonność do udowadniania wyższości czy okazywania siły to przywary właściwe puli genowej, którym mało kto potrafi się oprzeć.

Różnice między ludźmi wynikają z różnic w sekwencji ich DNA. Choć uznaje się odpowiedzialność tego kwasu nukleinowego za stworzenie ciała, na ogół już nie uświadamia się, że geny mają też wpływ na inne złożone cechy, na przykład na inteligencję, zadowolenie czy agresywność.

Niekiedy fluktuacje genetyczne ujawniają się bezpośrednio. Czasem zmiana w pojedynczym genie – jego mutacja bądź wersja (allel – przyp. tłum.) – jest przyczyną bardzo przewidywalnych zaburzeń. Jednym z przykładów jest niedokrwistość sierpowatokrwinkowa polegająca na zmianie kształtu czerwonych krwinek. Wywołuje ją mutacja genu kodującego powstanie hemoglobiny – białka krwinek czerwonych odpowiedzialnego za transport tlenu. Z całą pewnością u osób urodzonych z mutacją tego genu rozwinie się wymieniona odmiana niedokrwistości.

Bardziej złożone dolegliwości, na przykład związane z osobowością i zachowaniem, są wynikiem współdziałania wielu genów. Dlatego powstanie wersji pojedynczego genu nie zawsze przekłada się na widoczne zmiany w ustroju. Należy więc pamiętać, że wykrycie alleli informuje tylko o skłonności do jakiejś choroby, a nie o pewności jej wystąpienia.

Wyobraźmy sobie, że geny są cegłami budującymi wieżowiec. Usunięcie jednej sprawi, że budowla zacznie się walić, natomiast innej – nie zaszkodzi konstrukcji. Jak długo pozostałe cegły podołają zadaniu, nic się nie dzieje. Podobnie z genami: pojedyncza mutacja niekoniecznie zapowiada katastrofę. To, czy przyniesie organizmowi uszczerbek, zależy od innych genów, które współpracują ze zmutowanym. Zauważmy, że nie wszystkie warianty genów przynoszą szkody. Czasem – tak jak w serialu X-Men – zmutowane geny są źródłem nadprzyrodzonych mocy.

Mimo wszystko geny mogą dostarczyć cennych wskazówek, kim możemy być, a kim nie. Oto kilka moich życzeń: chciałbym śpiewać jak Steve Perry (wokalista zespołu Journey), być wyższy, pragnąłbym, żeby kobiety mdlały na mój widok. Fajnie byłoby być mądrzejszym od Alberta Einsteina. Przydałyby się skrzydła, żebym mógł fruwać jak Hawkmeni z filmu Flash Gordon. Ale choćbym nie wiem jak się starał, nigdy nie będę wysokim podrywaczem, który na własnych skrzydłach poleci do Sztokholmu odebrać Nobla i podziękowania za przyznany laur zakończy zaśpiewaniem Don't Stop Believin' (przebój zespołu Journey – przyp. tłum.). Przyjemnie pomarzyć, ale nie należy mijać się z realiami. Nie można być, kimkolwiek się zechce. Geny otrzymywane w momencie zapłodnienia są jak rozdanie przy pokerowym stoliku. Musimy jak najlepiej wykorzystać to, co nam dane.

„Tacy się rodzimy", by zacytować Lady Gagę. Krępują nas rozmaite ograniczenia zaczynające się na poziomie genów. Jak się wkrótce przekonamy, DNA to tylko jedna ze smyczy, na których trzyma nas życie.

Jak otoczenie oddziałuje na geny?

Wyobraź sobie swoją własną kopię stworzoną tak jak owca Dolly. Twoje DNA wprowadzono do jajeczka, z którego wcześniej usunięto jego własne, po czym tę komórkę jajową wszczepiono surogatce. Po czterdziestu tygodniach urodzi się dziecko, które będzie wyglądało jak ty zaraz po przyjściu na świat. Będzie rosło i na każdym etapie, wypisz, wymaluj, przypominało ciebie. I pytanie za milion dolarów: jak bardzo twój klon będzie się zachowywał tak samo jak ty?

Wprawdzie sekwencjonowanie ludzkiego genomu było wielkim krokiem w kierunku zrozumienia, jak działamy, ale wciąż dysponujemy tylko szkicem do portretu nas samych. Sekwencji DNA nie czyta się jak zwykłą powieść. Raczej jak książkę, której czytelnik, wybierając narrację, kieruje tokiem akcji. Nasze DNA zawiera bowiem wiele potencjalnych wersji nas samych. Odbicie w lustrze jest tylko jedną z nich wykreowaną przez wiele niepowtarzalnych zdarzeń, do których dochodziło już po zapłodnieniu.

To otoczenie decyduje, która wersja DNA będzie właściwa. Gdybym urodził się pięćdziesiąt tysięcy lat temu, przypuszczalnie nie pożyłbym długo. Nie dlatego, że brzydzę się biwakowaniem czy ledwie starcza mi siły do rozerwania paczki czipsów, ale z powodu krótkowzroczności byłbym lichym łowcą-zbieraczem, za to łatwym łupem dla lwów, tygrysów i niedźwiedzi. Selekcja naturalna przez eony wykluczała źle widzących z puli genowej. Wynalezienie szkieł korekcyjnych sprawiło, że tacy jak ja wrócili do gry.

Środowisko może wywierać bezpośredni wpływ na wierność odtwarzania genów. Losowe mutacje się zdarzają, na przykład wskutek smażenia się na słońcu lub wpadnięcia do pojemnika z odpadami radioaktywnymi. Promieniowanie i niektóre związki chemiczne są mutagenami, uszkadzają bowiem DNA, co często kończy się komórkowym zamętem: nowotworem. Liczba potencjalnych mutagenów idzie w zawody z liczbą sprzedanych płyt Taylor Swift. Do najpowszechniejszych należą: promieniowanie ultrafioletowe, tytoń, alkohol, azbest, węgiel, spaliny, zanieczyszczenia powietrza i przetworzona żywność. Stopień narażenia w połączeniu z genetycznymi predyspozycjami określa rozmiar uszkodzenia DNA, do jakiego może dojść w komórkach.

Środowisko czytelnie potrafi zmienić działanie genu lub genów, ale to niejedyny sposób wpływania na ich czynności. Żeby lepiej zrozumieć to, o czym będzie dalej, wyobraźmy sobie, że geny są klawiszami fortepianu. Efektem ich przypadkowego naciskania będzie muzyka nadająca się do filmu grozy. Dopiero uderzanie w klawisze w odpowiedniej kolejności stworzy piękną melodię. Podobnie z genami – skutkiem aktywowania wszystkich jednocześnie będzie aparycja Freddy'ego Krugera z Koszmaru z ulicy Wiązów.

Każda komórka naszego ciała zawiera wspomniane wcześniej ponad dwadzieścia jeden tysięcy genów (zob. s. 19). To dlaczego jedna staje się neuronem, a inna mięśniem pośladkowym? Otóż w komórkach mózgowych włączone są (nazywa się to ekspresją) tylko geny odpowiedzialne za powstawanie konkretnych komórek. W DNA komórek mózgowych nadal znajdują się geny kodujące powstawanie pośladków, ale nie zostały włączone. O ekspresji genu decydują między innymi białka zwane czynnikami transkrypcji. Wiążą się z regionem DNA zwanym promotorem (leży tuż przed początkiem genu), inicjując transkrypcję (czyli odczytywanie informacji o strukturze i rodzaju białek – przyp. tłum.). Z grubsza rzecz ujmując, to owe białkowe czynniki transkrypcyjne decydują o włączeniu lub nie genu, aktywują lub wyciszają jego ekspresję. Ludzki zarodek składa się z komórek macierzystych, z których może powstać dowolna komórka ciała. O tym, jaka, w znacznej mierze decydują czynniki transkrypcyjne. Za powstanie komórek mózgowych odpowiada obecność czynników transkrypcyjnych aktywujących geny mózgowe, za wykształcenie pośladków – geny kodujące komórki budujące tę część ciała.

Aktywność czynników transkrypcyjnych uzależniona jest od wielu rzeczy, na przykład hormonów. Wytwarzane przez układ dokrewny kontrolują między innymi wzrost, popęd płciowy, nastrój czy metabolizm. Wiele substancji w naszym otoczeniu zaburza działanie układu. To związki endokrynnie czynne, które naśladują działanie hormonów i tym samym zakłócają ekspresję genów. Konsekwencją mogą być wady rozwojowe, zaburzenia rozrodu, neurologiczne i immunologiczne. Wśród substancji endokrynnie aktywnych są między innymi pewne leki, niektóre pestycydy i bisfenol A (BPA) używany do produkcji tworzyw sztucznych. Podobnie jak w przypadku mutagenów ilość szkodliwych substancji przekłada się na to, czy i w jakim stopniu zaburzona zostanie aktywność genów. Dotąd nie rozstrzygnięto kwestii: za dużo, to znaczy ile? A to ważne, ponieważ związki endokrynnie czynne znajdują się we wszystkim (nie wyłączając przedmiotów używanych przez ciężarne, karmiące piersią oraz dzieci). Co więcej, substancje te mogą oddziaływać na kolejne pokolenia – w 2018 roku opublikowano dane, wskazujące że u wnuków matki narażonej na dietylostylbestrol występowało podwyższone ryzyko pojawienia się zespołu nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD).

W regulowaniu aktywności genów najważniejsza rola przypada czynnikom transkrypcyjnym, które jednak nie działają w odosobnieniu. Dokładniejsze badania ujawniły, że DNA nie jest jednolitą cząsteczką. Niektóre fragmenty są mocniej skręcone i zwarte, inne przeciwnie. Geny w ciasno upakowanych odcinkach nie poddają się tak łatwo ekspresji jak we fragmentach mniej skręconych i luźniejszych. Komórki potrafią sterować dostępem czynników transkrypcyjnych do genów DNA. Po pierwsze za pomocą metylacji, która polega na dołączeniu grup metylowych (–CH3) do tworzących gen nukleotydów. Umieszczone w różnych fragmentach genu (tam gdzie znajduje się adenina lub cytozyna – przyp. tłum.) utrudniają jego rozpoznanie, podobnie jak wymazanie części liter w zdaniach utrudnia zrozumienie tekstu. Metylacja przesuwa gen do grupy „wyłączone", wycisza go. Drugi sposób angażuje białka zwane histonami. Tworzą „szpulki" mocno opasywane helisą DNA. Histony podlegają rozmaitym chemicznym modyfikacjom, które wpływają na ekspresję związanego z nimi genu. Oba opisane sposoby wraz z czynnikami transkrypcji zapewniają genom ogromną elastyczność ekspresji. Dzięki temu mogą się precyzyjnie dostrajać, zamiast pozostawać włączone bądź wyłączone. Trafniej byłoby porównywać ekspresję genów do włącznika światła ze ściemniaczem niż do zwykłego dwupołożeniowego.

Procesy wpływające na ekspresję genów bez zmiany sekwencji DNA nazwano epigenetycznymi, czyli pozagenowymi. Modyfikacje epigenetyczne (zwane też śladami epigenetycznymi) to swego rodzaju środowiskowe przesłania, które nie tylko zmieniają działanie genów, ale także decydują o potencjalnym przekazaniu nowego trybu działania dzieciom i wnukom. Zgodnie z tezą sławnego botanika Luthera Burbanka: „Dziedziczność to tylko zmagazynowane środowisko". Substancje fizyczne znajdujące się w naszym otoczeniu (środowisku) powodują zmiany w DNA, które pociągają za sobą zmiany w zestawie genów organizmu podlegających ekspresji. Bywa to wielką zaletą i dla rodziców, i dla potomstwa, gdyż prędkie zmiany w ekspresji genów umożliwiają szybką adaptację do warunków środowiskowych.

Zmiany epigenetyczne wymuszające ekspresję są także wynikiem pewnych zachowań, między innymi wykorzystywania dzieci, tyranizowania, uzależnień czy stresu. Zło potrafi odcisnąć piętno na DNA, w szczególnych okolicznościach trwale i dziedzicznie. W następnych rozdziałach podamy kilka przykładów. Tu, do zilustrowania znaczenia mechanizmów epigenetycznych dla naszych zachowań, ograniczymy się do jednego. Istnieje dowiedziona zależność między miejscem w hierarchii socjoekonomicznej a zachorowalnością w dorosłości: dzieciństwo w biedzie nasila zachorowalność w dorosłym życiu. Może tak być z wielu przyczyn środowiskowych, ale nie wolno bagatelizować roli niektórych różnic występujących na starcie. Z badania wykonanego w 2012 roku przez genetyka Moshego Szyfa z kanadyjskiego Uniwersytetu McGilla wynika, że u dorosłych cierpiących w dzieciństwie z powodu ubóstwa metylacji podlegają inne grupy genów niż u osób, które rozwijały się i dorastały w dostatku. Podobne różnice w metylacji DNA odnotowano u potomstwa małp stojących nisko i wysoko w hierarchii stada.

Te i inne badania, o których jeszcze będzie mowa, sugerują, że nasze DNA wcześnie jest obarczane śladami epigenetycznymi: w dzieciństwie, a nawet jeszcze wcześniej – w macicy (w tym ostatnim przypadku mamy do czynienia z tak zwanym programowaniem wewnątrzmacicznym). Czy to możliwe, że rodzimy się zaprogramowani do zachowań wynikających z usytuowania naszych genów na drabinie społecznej? Czy inną metylacją genów u zabiedzonych dzieci można tłumaczyć późniejsze problemy zdrowotne i behawioralne? Zamknięcie przyszłych rodzin w okrutnym, zaklętym kręgu? Dotąd nie znamy odpowiedzi na te prowokacyjne pytania, ale wyniki przeprowadzanych badań sugerują, że ubogie dzieci cierpią najpierw z powodów społecznych, a później wskutek konsekwencji biologicznych niedostatku w dzieciństwie.

Na nasze zachowania potrafią także oddziaływać ślady epigenetyczne utrwalane w białku histonów na początkowych etapach życia. Mogą nawet decydować o karierze, zwłaszcza gdybyśmy byli mrówkami w laboratorium biolożki Shelley Berger na Uniwersytecie Pensylwanii. Owadom tworzącym kolonię przypadają w udziale konkretne funkcje. Większe i ważniejsze mrówki to żołnierze broniący zbiorowości, mniejsze i stojące niżej w hierarchii to robotnice zaopatrujące kolonię w pokarm. Można by pomyśleć, że dzięki jakimś ekspertom większe zaciągnęły się do mrówczej armii, a mniejsze nauczyły gromadzenia odpadków. Tak to jednak się nie dzieje.

Ponieważ takich zachowań owady się nie nauczyły, Berger z zespołem założyła hipotetycznie istnienie mechanizmu epigenetycznego decydującego o losie mrówek. By to sprawdzić, uczeni wstrzyknęli mrówczym oseskom substancję modyfikującą białka histonowe współdziałające z DNA. Pierwszą niespodzianką była możliwość wstrzyknięcia czegoś do mikroskopijnych mózgów. Drugą okazało się przeprogramowanie zachowań mrówek przez modyfikację histonów. Żołnierze stali się robotnicami, a dotychczasowe robotnice pod wpływem leku jeszcze skrzętniej gromadziły zapasy. Innymi słowy epigenetyczny lek odmieniał los mrówek żołnierzy bez ingerencji w geny.

Epigenetyka zwraca uwagę na istnienie subtelnych interakcji genów ze środowiskiem, a jednocześnie tłumaczy, dlaczego posiadane geny nie muszą być przeznaczeniem. Wprawdzie nie mamy nic do powiedzenia w sprawie genów, z którymi przychodzimy na świat, możemy natomiast kształtować środowisko w sposób decydujący o ich ekspresji. Jak wytrawny pokerzysta wygrywać, blefując, bo w dłoni blotki.

Jak mikroby powiększają zestaw genów

Stosunkowo niedawno uczeni zdali sobie sprawę, że na nasz organizm oddziałuje więcej genów niż te standardowe ponad dwadzieścia jeden tysięcy. Na i w naszym ciele żyją biliony mikrobów: bakterii, grzybów, wirusów i pasożytów, które wzbogacają nasz własny genetyczny ekosystem o miliony dodatkowych genów. U niektórych osób świadomość tego jest źródłem niepokoju. Niepotrzebnie, gdyż większość tych przygodnych pasażerów na gapę, określanych wspólnie jako mikrobiota (ich geny nazwano mikrobiomem), jest nieszkodliwa bądź wręcz pożyteczna. Na przykład bakterie obecne w przewodzie pokarmowym wspierają trawienie i biorą udział w syntezie witamin. Te, które uwalniają siarkę, pomogą wypłoszyć innych z pokoju, gdy chce się zostać samemu. „Przyjazne" drobnoustroje, niewywołujące chorób, pomagają utrzymywać w ryzach „niemiłe", patogeniczne mikroby.

Za podstawy naszej mikrobioty musimy podziękować matce. Do pierwszego kontaktu z bakteriami dochodzi podczas przeciskania się przez drogi rodne. Następne mikroorganizmy otrzymujemy podczas karmienia piersią. Można by rzec, że w jakimś sensie mikrobiotę dziedziczymy, gdyż niektóre gatunki mikrobów przekazywane są z matek na dzieci. Kolejne etapy i lata życia przynoszą oswajanie się z rzeszą innych mikroorganizmów zawartych w pożywieniu, wodzie, powietrzu, zostawianych na klamkach, przenoszonych przez zwierzęta czy ludzi. Mieszkańcy Ziemi mają w przewodach pokarmowych rozmaite zestawy drobnoustrojów, zależne od rodzaju diety, warunków geograficznych, standardów higienicznych, wieku i stanu zdrowia.

Łatwo zauważyć, że każde mieszkanie inaczej pachnie. Czasem to skutek gotowania, palenia tytoniu, obecności zwierząt, pleśni czy nastoletnich chłopców. Ale nie wyłącznie, bo woń wydzielają też mikrobiomy lokatorów. Uczeni odkryli, że otacza nas „chmura zarazków", tak jak Pigpena z Fistaszków. Wszędzie zostawiamy fragmenty własnej mikrobioty, ślad w postaci mikroskopijnych okruchów.

Niewykluczone, że policja uzbrojona w odpowiedni sprzęt w niedalekiej przyszłości będzie umiała dzięki mikrobiocie potwierdzać czyjąś obecność, podobnie jak dziś na podstawie odcisków palców albo śladów DNA. Indywidualna chmura zarazków przypuszczalnie ułatwia psom tropienie, sprawia, że komary jednych tną częściej niż innych. Produktem ubocznym metabolizmu bakterii wegetujących na naszej skórze jest uwalniany zapach. Zwierzęta, zwłaszcza te kierujące się nosem, wyczuwają owe aromatyczne cząstki i to ich tropem trafiają do źródła. Jak się przekonamy w rozdziale 7, nasza chmura drobnoustrojów potrafi wpłynąć na to, z kim wdajemy się w burzliwy romans.

Mikroby są tyciusieńkie, ale – zgodnie z przestrogą Yody – rozmiar to nie wszystko. W jelitach zidentyfikowano około dziesięciu tysięcy gatunków bakterii. Dostarczają nam dodatkowe osiem milionów genów. Wszystkie razem mają masę około trzech czwartych kilograma, czyli mniej więcej tyle samo, co nasz mózg. To dobra wiadomość dla odchudzających się – wieczorne wskazania wagi mogą pomniejszyć o masę mikrobioty. Można też błysnąć wiedzą na najbliższym przyjęciu – liczba komórek bakteryjnych w naszym ciele przewyższa liczbę komórek samego organizmu. Oznacza to, że więcej w nas z bakterii niż z człowieka. Przy takiej liczbie sublokatorów na i w ciele, kto reżyseruje cały ten spektakl?

W ostatnich latach mikrobiom doczekał się popularyzacji. Mikroskopijne żyjątka zamieszkujące ludzki organizm wydają się wpływać na wszystko, od apetytu poczynając, a na gojeniu skaleczeń kończąc. Oprócz produkowania witamin oraz innych składników odżywczych metabolizm bakterii jelitowych jest ważnym źródłem neuroprzekaźników – związków biochemicznych oddziałujących na mózg. Niektórzy znawcy przedmiotu utrzymują, że właśnie dzięki wydzielaniu neuroprzekaźników nasze bakterie potrafią modyfikować nastrój, osobowość i temperament.

Hodowane w laboratoriach myszy pozbawione mikrobioty wykazywały dziwne dolegliwości neurologiczne i niewłaściwie reagowały na stres. Badania dowiodły istnienia osi mózgowo-jelitowej – kanału porozumiewania się tych narządów. W taką oś wyposażony jest też człowiek. Potwierdza to silna korelacja między zaburzeniami jelitowymi a zdrowiem psychicznym. Przykładem są stany lękowe i depresje, mocno powiązane z zespołem jelita drażliwego i wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego. Obrazu dopełniają pasożyty, które nie zabijają, ale zadomowiły się w organizmach wielu ludzi. Nieaktywne potrafią żyć w mózgu. Uczeni skojarzyli obecność pasożytów w organizmach trzech miliardów osób z pewnymi kategoriami zachowań. Więcej na ten temat będzie później.

Dzięki własnym genom maleńcy współlokatorzy stanowią niewidoczną siłę, która pociąga za sznurki naszych zachowań, całkowicie wymykając się wiedzy.

Dlaczego nasz twórca znalazł się w kłopocie?

W filmie Gwiezdne wojny Sheev Palpatine (cesarz) stał się mistrzem Dartha Vadera, którego przeciągnął na Ciemną Stronę. Koniec końców na własną zgubę, Vader bowiem unicestwił cesarza. To klasyczny baśniowy scenariusz, w którym sługa zabija swojego pana. W podobnej sytuacji mogą się znaleźć geny, które niepodzielnie władają Ziemią od niemal czterech miliardów lat.

Z grubsza sześćset milionów lat temu w organizmie przypuszczalnie podobnym do dzisiejszej meduzy bądź robaka stworzyły pierwszy neuron (komórkę nerwową). Następne lata upływały na łączeniu się neuronów, by w końcu powstały mózgi. Organizmy, które szczęśliwie dotrwały do tego czasu, zyskały narządy dające im przewagę i nowe możliwości. Z czasem mózgi stawały się coraz większe i szybsze – przybywało im bowiem neuronów i połączeń między nimi. Oprócz człowiekowatych, także mózgi niektórych zwierząt stały się na tyle zaawansowane, że zapewniały samoświadomość. W grupie tej znalazły się naczelne, słonie, delfiny, orki oraz sroki. Ewolucja prowadząca do powstania mózgu była swoistą drogą do szczęścia. Doprowadziła do odkrycia, że czarnoksiężnikiem stojącym za kulisami jest DNA.

Nasz mózg emanuje przekonaniem o naszej decyzyjności. Kusi do dania wiary w możliwość uwolnienia się od tyranii genów. Jedyną przeszkodą dla tego nęcącego pomysłu jest fakt, że nasz rozum powstał z genetycznego kodu zapisanego w DNA. Mózg jest narządem genów, stworzonym przez geny i dla genów. Naszych. Jak się przekonamy, mózg mózgowi nierówny, a nie mamy wpływu na to, co się znajdzie między uszami.

Czy – mimo początkowych genetycznych ograniczeń – mózg jest dostatecznie wyrafinowany, by się usamodzielnić, rozumować wyłącznie dla siebie? Nasz mózg składa się z oszałamiającej liczby stu miliardów neuronów (to 1000 razy więcej niż obserwatorów Katy Perry na Twitterze). Co więcej, jeden neuron ma szokującą liczbę nawet dziesięciu tysięcy rozgałęzień dendrytycznych, czyli połączeń z innymi neuronami. Dzięki syg nałom biochemicznym neurony potrafią się porozumiewać. Ludzki mózg ma ponad sto bilionów połączeń neuronowych, a to oznacza, że w głowie jest tysiąc razy więcej połączeń komórek mózgowych niż gwiazd w Drodze Mlecznej.

Tak jak u innych zwierząt większość czynności nasz organizm wykonuje automatycznie: serce bije, płuca oddychają, układ pokarmowy trawi, a skóra się poci. Ten automatyzm nadzoruje najstarsza część naszego mózgu. Na niej znajduje się okazała kora mózgowa, nieco przypominająca świeżo podany jogurt. To dzięki niej rozmyślamy o pogodzie, wydarzeniach na giełdzie, o tym, co zdarzyło się w ostatnim sezonie Stranger Things, oraz o tym, czy przyjąć od byłej/byłego zaproszenie do grupy znajomych w mediach społecznościowych.

Dla mnogości porozumiewających się neuronów obraz świata trafiający do głowy staje się podstawą do reagowania. Sprawy się komplikują, bo mózg – sterownia wysoce społecznego gatunku, jakim jesteśmy – działa w nawiązaniu do funkcjonowania bezliku innych mózgów. Ma do czynienia z gargantuiczną świadomością zbiorową sięgającą od przeszłości po teraźniejszość. A skoro nasz kolektywny mózg poznał się na samolubnych zagrywkach DNA, jak na nie zareaguje?

Niebawem będziemy umieli zafundować naszemu twórcy przeróbki. Rozwijamy metody edytowania genów, manipulowania śladami epigenetycznymi, przemeblowywania mikrobiomu i modulowania mózgu. Dzięki temu będziemy współtwórcami życia, a nie wyłącznie jego biernymi uczestnikami. Wiedza, jak tworzyć samopowielające się maszyny wyposażone w sztuczną inteligencję, może uwolnić nas od potrzeby posiadania genów. Czy potrafimy połączyć biologiczne formy życia z mechanistycznymi? A może jesteśmy tylko odskocznią do świata zajmowanego w przyszłości przez androidy? Jeśli nie zachowamy ostrożności, czeka nas los Dartha Vadera – pokonamy własnego mistrza, którym jest DNA, ale przy okazji odniesiemy śmiertelne rany.

Nauka wiele robi, by wyjaśnić, kim jesteśmy i dlaczego postępujemy tak, a nie inaczej. Instrukcja obsługi nas samych wykracza skomplikowa niem poza najśmielsze wyobrażenia. Mimo inteligencji, humoru czy uwielbienia dla sztuk pięknych musimy zaakceptować istotę bytu: jesteśmy maszyną-przetrwalnikiem stworzoną przez DNA, a kierują nami sekretne moce wymykające się spod kontroli. W następnych rozdziałach przyjrzymy się bliżej rzeczywistym możliwościom sprawowania nadzoru nad własnym postępowaniem. Dowiemy się, jak w świecie dzielonym z innymi spożytkować posiadaną wiedzę dla ulepszania siebie i pozostałych jego mieszkańców.

» ROZDZIAŁ 2 «

POZNAJ SWOJE SMAKI

Nie lubię brokułów. Nie lubię ich od małego, odkąd matka zmuszała mnie do ich zjadania. Jestem prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki i nie mam zamiaru więcej jeść brokułów.

– George H. W. Bush

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
WSTĘP
ROZDZIAŁ 1
Dlaczego nie można być, kimkolwiek się zechce?
Jak otoczenie oddziałuje na geny?
Jak mikroby powiększają zestaw genów
Dlaczego nasz twórca znalazł się w kłopocie?
ROZDZIAŁ 2
Dlaczego nienawidzisz brokułów?
Dlaczego uwielbiasz brokuły?
Dlaczego niełatwo wyrzec się cukru?
Dlaczego lubisz śmieciowe jedzenie?
Dlaczego kolendra smakuje jak mydło?
Dlaczego tolerujemy ostre smaki?
Dlaczego nie potrafimy żyć bez kawy?
Dlaczego mleko nie na każdego wpływa korzystnie?
Dlaczego uważamy, że drogie wino smakuje lepiej?
Jak można jeść coś tak obrzydliwego?
Z własnymi gustami pod jednym dachem
ROZDZIAŁ 3
Skąd pragnienie nadmiaru kalorii?
Dlaczego jemy zbyt dużo?
Jak rodzice wpłynęli na apetyt?
Dlaczego cukier może uczynić życie słodszym, ale krótszym?
Jak bakterie przewodu pokarmowego rządzą łaknieniem?
Jak sterować własnymi zachciankami?
Dlaczego nie masz ochoty na ćwiczenia fizyczne?
Pod rozwagę
ROZDZIAŁ 4
Czy alkoholizm mamy w genach?
Dlaczego niektórzy odmawiają?
Dlaczego alkohol jednych odurza szybciej niż innych?
Dlaczego niektórym tak trudno zerwać z piciem?
Dlaczego nie ćpasz?
Dlaczego ryzykujemy?
What a Long, Strange Trip It's Been
ROZDZIAŁ 5
Skąd się biorą uczucia?
Dlaczego chandra nie mija?
Dzieciństwo kształtuje samopoczucie
Jak przewód pokarmowy oddziałuje na nastrój
Skąd gderliwość w podeszłym wieku?
Skąd się bierze zimowa chandra?
Pocukrowy zawrót głowy
Skąd się biorą pogodni, szczęśliwi ludzie?
Dlaczego szczęście nie zawsze bywa szczęściem?
„Klaszcz ze mną, jeśli wiesz, czym szczęście jest"
Przebudzenie
ROZDZIAŁ 6
Dlaczego się boimy?
Jak demony dziadków potrafią straszyć wnuki
Dlaczego męskie demony są z Marsa, a kobiece z Wenus?
Czy demony ukryły się w naszych genach?
Jak demony z dzieciństwa wpływają na dorosłość
Jak intruzi w mózgu potrafią pomieszać zmysły
Czy siedzi w nas złe?
Czy szatanowi należy okazać zrozumienie?
ROZDZIAŁ 7
Dlaczego potrzeba dwojga?
Dlaczego jesteśmy tacy powierzchowni?
Dlaczego miłość cuchnie?
Dlaczego przeciwieństwa się przyciągają, ale zwykle nie na stałe?
Dlaczego młodzieńcza miłość jest tak różna od dojrzałej?
Czy jesteśmy monogamiczni?
Dlaczego trzymamy się razem?
Dlaczego niektórzy mają pociąg do tej samej płci?
Czy istnieją pokrewne dusze?
Prawie raj
ROZDZIAŁ 8
Z czego składa się mózg?
Dlaczego mózg ma kłopoty?
Dlaczego robimy coś bez widocznego powodu?
Dlaczego niektórzy są bystrzejsi?
Czy w naszym mózgu drzemie geniusz?
Dlaczego zapominamy?
Dlaczego jesteś ułudą?
ROZDZIAŁ 9
Dlaczego większość z nas nie jest buntownikami?
Jak polaryzują się społeczności?
Dlaczego polityczne polemiki przyprawiają o chęć rwania włosów z głowy (własnej bądź cudzej)?

Tytuł oryginału: Pleased to Meet Me. Genes, Germs, And The Curious Forces That Make Us Who We Are

First published by National Geographic Partners, LLC

1145 17th Street NW, Washington, DC 20036

Copyright © 2019 William J. Sullivan, Jr. All rights reserved.

This edition published by arrangement with DeFiore and Company Literary Management, Inc. through Andrew Nurnberg Associates Warsaw.

Interior design: Nicole Miller

Wydanie polskie:

Burda Media Polska Sp. z o.o., 2019

02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Tłumaczenie: Jacek Sikora

Redakcja: Katarzyna Szczypka

Redaktor prowadzący: Małgorzata Zemsta

Redaktor techniczny: Mariusz Teler

Korekta: erte

Łamanie: Katarzyna Szczypka i Jacek Sikora

Druk: Olsztyńskie Zakłady Graficzne SA

Okładka: Krzysztof Rychter

Ilustracje na okładce: Adobe Stock

Tłumacz i redaktor dziękują prof. dr hab. n. med. Małgorzacie Kuliszkiewicz-Janus za życzliwe konsultowanie terminologii medycznej użytej w tekście.

Copyright © 2020 Polish Edition William J. Sullivan, Jr. All rights reserved.

National Geographic i żółta ramka są zarejestrowanymi znakami towarowymi National Geographic Partners, LLC.

ISBN 978-83-8053-707-1

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kodowanie w urządzeniach do przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych, również częściowe, tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

Od 1888 r. Towarzystwo National Geographic sfinansowało ponad 12 tysięcy badań, wypraw naukowych i projektów z zakresu ochrony środowiska na całym świecie. National Geographic Partners przekazuje część funduszy ze sprzedaży Towarzystwu National Geographic w ramach wsparcia szeregu programów, w tym ochrony zwierząt i ich siedlisk. Więcej informacji na temat działalności Towarzystwa można uzyskać na stronach internetowych: www.nationalgeographic.com i www.nationalgeographic.pl oraz na łamach magazynu „National Geographic”.

www.kultowy.pl

www.burdaksiazki.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek