Wydawca: Zwierciadło Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 87 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka White. Plate. Na zdrowie - Eliza Mórawska

Ponad sto tysięcy wiernych czytelników z całego świata, setki znakomitych przepisów i apetycznych zdjęć. Blog White Plate to inspirująca świątynia smaków, a jego twórczyni, Eliza Mórawska jest obecnie jedną z najbardziej wpływowych postaci polskiej sceny kulinarnej. Jak nikt inny potrafi dzielić się swoją umiejętnością smakowania życia.

W książce Na zdrowie! czytelnik znajdzie kilkadziesiąt przepisów na przepyszne, i co najważniejsze - super zdrowe potrawy. Wszystko to w wysmakowanym anturażu edytorskim. A zatem... Smacznego i zdrowego!

Eliza Mórawska - z wykształcenia dziennikarz, od 2006 roku aktywna blogerka. Prowadzi jeden z najpopularniejszych polskich blogów kulinarnych – White Plate. Wielokrotnie nagradzana; wyróżniana za promowanie kultury kulinarnej w epoce fast-foodów, uznana za jedną z 30 najbardziej wpływowych postaci polskiej blogosfery ostatnich 10 lat. Miłośniczka podróży kulinarnych oraz staropolskich przepisów, które chętnie unowocześnia i propaguje na swoim blogu.

Opinie o ebooku White. Plate. Na zdrowie - Eliza Mórawska

Fragment ebooka White. Plate. Na zdrowie - Eliza Mórawska

Redakcja: Melanż
Korekty: Melanż
Koncepcja graficzna książki, projekt okładki i opracowanie graficzne: ASIA GWIS/kavkadesign.com
Opracowanie kolorystyczne zdjęć: KAZIMIERZ KAZUBSKI
Zdjęcia i stylizacja: ELIZA MÓRAWSKA
Zdjęcia Autorki: ANIA RUTKOWSKA, MICHAŁ RUTKOWSKI/mammamija
Stylizacja, scenografia: ASIA GWIS/kavkadesign.com
Redakcja techniczna: JAROSŁAW SKŁADANEK
Redaktor prowadzący: MAGDALENA CHORĘBAŁA
Dyrektor produkcji: ROBERT JEŻEWSKI
© Copyright by Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o., Warszawa 2017 Text and photos © copyright by Eliza Mórawska
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.
ISBN 978-83-65456-69-4
Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o. ul. Postępu 14, 02-676 Warszawa tel. (22) 312 37 12 Dział handlowy:handlowy@grupazwierciadlo.pl
Konwersja:eLitera s.c.

WSTĘP

Niemal co sezon ukazują się książki z nowymi dietami, będącymi wynikiem kolejnych, czasem sensacyjnych badań. W jednym sezonie zabrania się mąki pszennej, w kolejnym nabiału, a w jeszcze innym – tłuszczu. Tymczasem dieta człowieka kształtowała się przez tysiąclecia. Nasze nawyki żywieniowe powstały w odpowiedzi na klimat, w jakim żyliśmy, i warunki, jakie nam towarzyszyły. Dawniej wiedza ta przechodziła z pokolenia na pokolenie. Drobne dolegliwości leczono domowymi sposobami, a dopiero później sięgano po leki z apteki. Przewód pokarmowy dostosowuje się do nowej diety powoli, to długi proces. Dziś dawne tradycje poszły w zapomnienie na rzecz suplementów, cudownych diet i leków reklamowanych na każdym kroku. Możemy ślepo podążać za tymi trendami, nie zapominając jednak, że eksperymentujemy na własnym organizmie. Przemysł spożywczy i farmaceutyczny to wielka machina nastawiona na zysk – wmawia się nam, że przygotowane w fabryce zupy stojące przez kilka tygodni na sklepowej półce są równie dobre jak te ugotowane w domu. Że gotowe dania przyrządzono z wyselekcjonowanych, starannie dobranych składników. Nic tylko kupować i jeść.

Tymczasem nasze społeczeństwo cierpi na choroby cywilizacyjne, wśród nich na nadwagę. Wiele osób ma kłopoty ze snem albo z koncentracją. To często powód do tego, by nagle postanowić zmienić wszystko, zaczynając najczęściej od tego, co jest na talerzu.

To nie jest kolejny poradnik tego typu.

Wychowałam się na tradycyjnej, polskiej kuchni, a moje dzieciństwo przypadło na lata 80. XX w. W tamtych czasach przed wyjściem z domu jadło się śniadanie – często zupę mleczną i kanapkę. W szkole albo przedszkolu był obiad, a po powrocie do domu najczęściej dwa dania – obowiązkowa zupa i drugie. Desery jedliśmy okazjonalnie, najczęściej w niedzielę. To był zwykle domowy kisiel z owocami, galaretka albo kawałek domowego ciasta. W tygodniu sporadycznie dostawaliśmy cukierki. Przyczyna była banalna – były towarem trudno dostępnym.

Wtedy kuchnia z konieczności, a może i mądrości życiowej, była sezonowa. Lato było czasem owoców, na które się czekało, kolejnych warzyw, pomidorów, grzybów i świeżych ziół. Moja babcia zbierała wtedy na łące młody szczaw, z którego gotowała zupę. Jesienią robiło się przetwory – te dobra, które były wówczas najtańsze, zamieniało się w weki, dżemy, soki i kompoty. To właśnie wtedy kisiło się ogórki i kapustę, robiło dynię i paprykę w occie, przecier pomidorowy. Pamiętam rodzinne zgromadzenia, podczas których wspólnie drylowaliśmy wiśnie albo obieraliśmy warzywa ze skóry.

Mam bardzo duży sentyment do tych spotkań i do tamtej kuchni. Jawi mi się jako ta, po której czułam się syta i szczęśliwa.

Później obserwowałam, jak tradycyjne dania były powoli wypierane przez nowości, a nasz styl życia się zmieniał. Już nie mamy czasu na śniadania w domu – zamiast tego wypijamy pospiesznie kawę z sieciówki po drodze do pracy i przegryzamy ją drożdżówką ze spożywczaka pod domem. Ale czy takie śniadanie nam służy? Czy czujemy się po nim dobrze?

Przez 18 lat mojego dorosłego życia nie jadłam mięsa. Zdarzało mi się wtedy nie jeść przez cały dzień, a potem na wieczór opychać się ciastem, pić w ciągu dnia wiele kaw latte. Czy czułam się wtedy dobrze? Przede wszystkim czułam się często śpiąca i bez życia. Byłam skłonna spać nawet 16 godzin na dobę.

U progu dorosłości, zanim urodziły się moje dzieci, miałam szczęście trafić do lekarza Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, który zmienił mój sposób patrzenia na odżywianie. Początkowo buntowałam się wobec kuchni, którą proponował – przede wszystkim gotowanej, ale bez nabiału. Stosowałam się do jego zaleceń przez kilka miesięcy, po czym znowu wracałam do dawnych nawyków. Z czasem jednak zauważyłam, że okresy, w których jadłam zdrowo, były najbardziej efektywne pod względem intelektualnym i zdrowotnym. Moja skóra była gładka, ja budziłam się wcześnie rano wypoczęta i nie miałam w ciągu dnia spadków energii.

Później urodziły się moje dzieci, a ja nie mogłam już pozwolić sobie na to, żeby w domu zamiast obiadu było ciasto, a lodówka była wypełniona wyłącznie żółtym serem i hummusem.

Moja starsza, dziś dwunastoletnia córka przez wiele lat była przede wszystkim na diecie wegetariańskiej, jednak jadła ryby. Dziś od czasu do czasu je rosół i produkty pochodzenia zwierzęcego. Miałam niemały problem, ponieważ jest prawdziwym niejadkiem – odmawiała jedzenia warzyw i owoców, grymasiła na niemiksowane zupy. A ja chciałam, żeby była zdrowa. Dzięki obserwowaniu mojej córki dokładnie wiem, czy zjadła w szkole obiad. Jeśli nie, wraca do domu apatyczna, naburmuszona i płaczliwa. Podobnie jest wtedy, kiedy wyjedzie na kilka dni gdzieś, gdzie może do woli jeść słodycze, sam nabiał i słodkie napoje. Młody człowiek jest jak barometr – od razu widać wszystkie błędy żywieniowe.

Moja młodsza, dziś 2,5-letnia córka od szóstego miesiąca życia jest alergikiem. Badania szpitalne wykazały, że jest uczulona niemal na wszystko. Gdybym chciała stosować się do tych zaleceń, jadłaby wyłącznie mięso wieprzowe i ryż.

A ona chce próbować wszystkiego, w przeciwieństwie do starszej siostry nie zakłada z góry, że czegoś nie lubi.

Moja kuchnia dzisiaj to kuchnia równowagi – staram się zachować rozsądek, korzystać z wiedzy, którą nabyłam, gotując kiedyś z babcią, ciotkami, mamą, a potem na kursach gotowania według Pięciu Przemian. Przez całe dorosłe życie z uwagą czytałam książki poświęcone tematom odżywiania, uczyłam się, testowałam i wyciągałam wnioski. I tak jak z ogrodem, kiedy siejemy i sadzimy w nim rośliny i obserwujemy, jak rosną, to jeśli będziemy przyglądać im się z uwagą, w pewnym momencie zobaczymy, czy kierunek, który wybraliśmy, jest słuszny. Niektóre zadomowią się i będą pięknie rosły, inne będą wymagały przesadzenia, a pozostałe w ogóle zmarnieją i będziemy musieli się ich pozbyć. Podobnie traktuję gotowanie dla zdrowia – z uwagą. Dobrze wiem, jakie jedzenie mi służy, a jakiego lepiej unikać. Chcę przy tym zachować zdrowy rozsądek – uważam, że wszystko jest dla ludzi i jedzenie od czasu do czasu tego, co mniej zdrowe, niekoniecznie od razu nam zaszkodzi.

Celem tej książki jest zachęcenie Cię do gotowania w domu – zdrowych, pełnowartościowych i kolorowych dań, w których staram się unikać cukru, nabiału i białej mąki. To nie są rewolucyjne przepisy, do których musisz wyrzucić wszystko to, co masz w kuchennych szafkach, i zrobić wielkie zakupy w sklepie eko. Uważam, że nie tędy droga. Chciałabym pokazać Ci, jak małymi krokami można dojść do zdrowej kuchni, dzięki której będziesz się czuć po prostu dobrze. Dania, które przygotowałam, są proste, sezonowe i dla całej rodziny. Nie ma bowiem nic bardziej frustrującego niż gotowanie oddzielnych dań dla każdej osoby w rodzinie.

Zapraszam Cię do mojej kuchni.

ELIZA

PRAKTYCZNE RADY

OSZCZĘDŹ SWÓJ CZAS, CZYLI PRZYGOTUJ JEDZENIE WCZEŚNIEJ

Chyba nie ma nic bardziej przygnębiającego niż popołudniowy powrót z dziećmi do domu, gdzie czeka nas pusta lodówka (i puste garnki). Naburmuszone, głodne dzieci i pośpiech w przygotowaniu czegoś na szybko. Znacie to?

Staram się być przygotowana na takie okoliczności, więc zwykle mam w lodówce coś, co można szybko podgrzać i zaspokoić przynajmniej pierwszy głód. Najchętniej robię więc zupy, zwłaszcza te „samogotujące się”, takie, które w razie potrzeby można też zmiksować, żeby zrobić z nich krem.

Regularnie piekę też warzywa, które trzymam, żeby mieć je zawsze pod ręką – buraki, ziemniaki. To idealne urozmaicenie i wzbogacenie np. omletu.

Mrożonki – zawsze