Wesele - Stanisław Wyspiański - ebook + audiobook
Opis

"Wesele" to jeden z najsłynniejszych dramatów autorstwa Stanisława Wyspiańskiego. Opisuje on autentyczne wydarzenie – Wesele poety Lucjana Rydla z chłopką Jadwigą Mikołajczykówną  w podkrakowskiej wsi Bronowice.

"Wesele" przedstawia sytuację duchową narodu, wskazuje dlaczego Polacy nie potrafią wywalczyć niepodległości.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 117

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 2 godz. 29 min

Lektor: Małgorzata Regent

Popularność


Dekoracja.

AKT I

SCENA 1.

SCENA 2.

SCENA 3.

SCENA 4.

SCENA 5.

SCENA 6.

SCENA 7.

SCENA 8.

SCENA 9.

SCENA 10.

SCENA 11.

SCENA 12.

SCENA 13.

SCENA 14.

SCENA 15.

SCENA 16.

SCENA 17.

SCENA 18.

SCENA 19.

SCENA 20.

SCENA 21.

SCENA 22.

SCENA 23.

SCENA 24.

SCENA 25.

SCENA 26.

SCENA 27.

SCENA 28.

SCENA 29.

SCENA 30.

SCENA 31.

SCENA 32.

SCENA 33.

SCENA 34.

SCENA 35.

SCENA 36.

SCENA 37.

SCENA 38.

AKT II

SCENA 1.

SCENA 2.

SCENA 3.

SCENA 4.

SCENA 5.

SCENA 6.

SCENA 7.

SCENA 8.

SCENA 9.

SCENA 10.

SCENA 11.

SCENA 12.

SCENA 13.

SCENA 14.

SCENA 15.

SCENA 16.

SCENA 17.

SCENA 18.

SCENA 19.

SCENA 20.

SCENA 21.

SCENA 22.

SCENA 23.

SCENA 24.

SCENA 25.

SCENA 26.

SCENA 27.

SCENA 28.

SCENA 29.

SCENA 30.

AKT III

SCENA 1.

SCENA 2.

SCENA 3.

SCENA 4.

SCENA 5.

SCENA 6.

SCENA 7.

SCENA 8.

SCENA 9.

SCENA 10.

SCENA 11.

SCENA 12.

SCENA 13.

SCENA 14.

SCENA 15.

SCENA 16.

SCENA 17.

SCENA 18.

SCENA 19.

SCENA 20.

SCENA 21.

SCENA 22.

SCENA 23.

SCENA 24.

SCENA 25.

SCENA 26.

SCENA 27.

SCENA 28.

SCENA 29.

SCENA 30.

SCENA 31.

SCENA 32.

SCENA 33.

SCENA 34.

SCENA 35.

SCENA 36.

SCENA 37.

Stanisław Wyspiański

WESELE

Projekt okładki: Avia Artis

W projekcie okładki wykorzystano obraz Stanisława Wyspiańskiego „Autoportret” 1902.

Wydawnictwo Avia Artis

2017

ISBN 978-83-65810-27-4

Dekoracja.

Noc listopadowa; w chacie, w świetlicy. Izba wybielona siwo, prawie błękitna, jednym szarawym tonem półbłękitu obejmująca i sprzęty, i ludzi, którzy się przez nią przesuną.

Przez drzwi otwarte z boku, ku sieni, słychać huczne weselisko, buczące basy, piskanie skrzypiec, niesforny klarnet, hukania chłopów i bab i przygłuszający wszystką nutę jeden melodyjny szum i rumot tupotających tancerzy, co się tam kręcą w zbitej masie w takt jakiejś ginącej we wrzawie piosenki…

I cała uwaga osób, które przez tę izbę-scenę przejdą, zwrócona jest tam, ciągle tam; zasłuchani, zapatrzeni ustawicznie w ten tan, na polską nutę… wirujący dookoła; w półświetle kuchennej lampy, taniec kolorów, krasych wstążek, pawich piór, kierezyj, barwnych kaftanów i kabatów, nasza dzisiejsza wiejska Polska.

A na ścianie głębnej: drzwi do alkierzyka, gdzie łóżka gospodarstwa i kołyska, i pośpione na łóżkach dzieci, a górą zszeregowani Święci obrazkowi. Na drugiej bocznej ścianie izby: okienko przysłonione białą muślinową firaneczką; nad oknem wieniec dożynkowy z kłosów; – za oknem ciemno, mrok – za oknem sad, a na deszczu i słocie krzew, otulony w słomę, w zimową ochronę okryty.

Na środku izby stół okrągły, pod białym, sutym obrusem, gdzie przy jarzących brązowych świecznikach żydowskich suta zastawa, talerze poniechane tak, jak dopiero co od nich cała weselna drużba wstała, w nieładzie, gdzie nikt o sprzątaniu nie myśli. Około stołu proste drewniane stołki kuchenne z białego drzewa; przy tym na izbie biurko, zarzucone mnóstwem papierów; ponad biurkiem fotografia Matejkowskiego «Wernyhory» i litograficzne odbicie Matejkowskich «Racławic». Przy ścianie w głębi sofa wyszarzana; ponad nią złożone w krzyż szable, flinty, pasy podróżne, torba skórzana. W innym kącie piec bielony, do maści z izbą; obok pieca stolik empire, zdobny świecącymi resztami brązów, na którym zegar stary, alabastrowymi kolumienkami dźwigający złocony krąg godzin; nad zegarem portret pięknej damy w stroju z lat 1840 w lekkim muślinowym zawoju przy twarzy młodej w lokach i na ciemnej sukni.

U boku drzwi weselnych skrzynia ogromna wyprawna wiejska, malowana w kwiatki pstre i pstre desenie; wytarta już i wyblakła. Pod oknem stary grat, fotel z wysokim oparciem. Nad drzwiami weselnymi ogromny obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej z jej sukienką srebrną i złotym otokiem promieni na tle głębokiego szafiru; a nad drzwiami alkierza takiż ogromny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, w utkanej wzorzystej szacie, w koralach i koronie polskiej Królowej, z Dzieciątkiem, które rączkę ku błogosławieniu wzniosło. Strop drewniany w długie belki proste z wypisanym na nich Słowem Bożym i rokiem pobudowania.

RZECZ DZIEJE SIĘ W ROKU TYSIĄC DZIEWIĘĆSETNYM

AKT I

SCENA 1.

CZEPIEC, DZIENNIKARZ

CZEPIEC

Cóż tam, panie, w polityce?

Chińcyki trzymają się mocno!?

DZIENNIKARZ

A, mój miły gospodarzu,

mam przez cały dzień dosyć Chińczyków.

CZEPIEC

Pan polityk!

DZIENNIKARZ

Otóż właśnie polityków

mam dość, po uszy, dzień cały.

CZEPIEC

Kiedy to ciekawe sprawy.

DZIENNIKARZ

A to czytaj, kto ciekawy;

wiecie choć, gdzie Chiny leżą?

CZEPIEC

No daleko, kajsi gdzieś daleko;

a panowie to nijak nie wiedzą,

że chłop chłopskim rozumem trafi;

choćby było i daleko.

A i my tu cytomy gazety

i syćko wiemy.

DZIENNIKARZ

A po co – ?

CZEPIEC

Sami się do światu garniemy:

DZIENNIKARZ

Ja myślę, że na waszej parafii

świat dla was aż dosyć szeroki.

CZEPIEC

A tu ano i u nas bywają,

co byli aże dwa roki

w Japonii; jak była wojna.

DZIENNIKARZ

Ale tu wieś spokojna. –

Niech na całym świecie wojna,

byle polska wieś zaciszna,

byle polska wieś spokojna.

CZEPIEC

Pon się boją we wsi ruchu.

Pon nos obśmiwajom w duchu. –

A jak my, to my się rwiemy

ino do jakiej bijacki.

to Z takich, jak my, był Głowacki.

A, jak myślę, ze panowie

duza by juz mogli mieć,

ino oni nie chcom chcieć:

SCENA 2.

DZIENNIKARZ, ZOSIA

DZIENNIKARZ

Pani to taki kozaczek;

jak zesiądzie z konika, jest smutny.

ZOSIA

A pan zawsze bałamutny.

DZIENNIKARZ

To nie komplement, to czuję

i tego bynajmniej nie tłumię.

ZOSIA

Dobrze, że przynajmniej pan umie

zmiarkować, kiedy uczucie,

a kiedy salonowa zabawka –

ale w tym razie…

DZIENNIKARZ

To sprawka

pani wdzięku, pani jest bardzo miła,

pani tak główkę schyliła…

ZOSIA

Prawda? Tak jakbym się dziwiła,

że mnie tyle honoru spotyka;

pan redaktor dużego dziennika

przypatruje się i oczy przymyka

na mnie, jako na obrazek.

DZIENNIKARZ

A obrazek malowany, bez skazek,

farby świeże, naturalne,

rysunek ogromnie prawdziwy,

wszystko aż do ram idealne.

ZOSIA

Widzę, znawca osobliwy.

DZIENNIKARZ

I czemuż pani się gniewa?

ZOSIA

Że pan jak Lohengrin śpiewa

nade mną jak nad łabędziem,

że my dla siebie nie będziem,

i po cóż tyle śpiewności?

DZIENNIKARZ

Oto tak, tak z rozlewności

towarzyskiej.

SCENA 3.

RADCZYNI, HANECZKA, ZOSIA

HANECZKA

Ach, cioteczko, ciotusieńko!

RADCZYNI

Co, serdeńko?

HANECZKA

Tamci tańczą, my stoimy;

chcemy tańczyć także i my.

RADCZYNI

Może któryś z panów zechce?

ZOSIA

Z nikim z panów tańczyć nie chcę.

RADCZYNI

Potańcujcie trochę same.

ZOSIA

My byśmy chciały z drużbami,

z tymi, co pawimi piórami

zamiatają pułap izby.

RADCZYNI

Poszłybyście tam do ciżby?

HANECZKA

To tak miło, miło w ścisku.

RADCZYNI

Oni się tam gniotą, tłoczą

i ni stąd, ni zowąd naraz

trzask, prask, biją się po pysku;

to nie dla was.

ZOSIA

My wrócimy zaraz.

RADCZYNI

Cóżeś ty dziś tak wesoła?

Odgarnij se włosy z czoła.

ZOSIA

Raz dokoła, raz dokoła!

HANECZKA

Ciotusieńka zła okropnie,

zła okrutnie – a przelotnie –

zaraz buzię pocałuję.

RADCZYNI

Hanka zawsze swego dopnie.

Niech się panna wytańcuje.

SCENA 4.

RADCZYNI, KLIMINA

KLIMINA

Pochwalony, dobry wieczór państwu.

RADCZYNI

Pochwalony – gospodyni…

KLIMINA

Tu wsiosko od maleńkości, Klimina,

po wójcie wdowa.

RADCZYNI

Radczyni

jestem z Krakowa.

KLIMINA

Macie syna.

RADCZYMI

Tańcuje tam.

KLIMINA

Niech się bawi;

som ta dziwki, niech nie stoją.

RADCZYNI

Jakoś mu nie idzie sporo,

bo się ino pogapuje.

KLIMINA

Panowie dziwek się boją;

zaraz która co przyniesie,

ino roz sie przetańcuje.

RADCZYNI

Wyście sobie, a my sobie.

Każden sobie rzepkę skrobie.

KLIMINA

Myślałam, pomówię z matusią,

toby wnuczka kołysała – ?

RADCZYNI

A toście wy skora, kumosiu;

ledwo że wkoło spojrzała.

już by mi synów swatała – ?

KLIMINA

Hej, jo sie bawiła wprzódzi,

teroz bym lo inszych chciała.

Coraz więcej potrza ludzi.

Żeniłabym, wydawała!

SCENA 5.

ZOSIA, KASPER

ZOSIA

Drużba tańczy, proszę ze mną.

KASPER

Panienka obcesem wpada.

ZOSIA

A w kółeczko…

KASPER

Dookoła.

Panienka se ta wesoła.

Ano Kaśka będzie rada,

jak przestoi.

ZOSIA

Kaśka, jaka?

KASPER

Ano ta, co w kącie taka…

ZOSIA

Druhna?

KASPER

Juści, druhna pirso,

co mi ją na żone rają.

ZOSIA

Raz dokoła, raz dokoła…

KASPER

Panienka się nie zgniwają,

że ją lepiej gabne w pasie,

ano Kaśka w sobie syrso:

ZOSIA

Pewno drużba kocha Kasie – ?

KASPER

Panienka se ta wesoła.

ZOSIA

Raz dokoła, raz dokoła…

SCENA 6.

HANECZKA, JASIEK

HANECZKA

Jakby Jasiek chciał tańcować,

tobym z Jaśkiem tańcowała – ?

JASIEK

A mogę sie ofiarować,

by ino panienka chciała – ?

HANECZKA

Proszę, proszę, chwilkę w koło,

jak wesoło, to wesoło.

Jasiek dzisiaj pierwszy drużba.

JASIEK

Najmilso mi tako służba.

SCENA 7.

RADCZYNI, KLIMINA

RADCZYNI

Cóż ta, gosposiu, na roli?

Czyście sobie już posiali?

KLIMINA

Tym ta casem sie nie siwo.

RADCZYNI

A mieliście dobre żniwo – ?

KLIMINA

Dzięki Bogu, tak ta bywo.

RADCZYNI

Jak złe żniwo, to was boli,

żeście się napracowali – ?

KLIMINA

Zawszeć sie co przecie zgarnie.

RADCZYNI

Dobrze sobie wyglądacie.

KLIMINA

I pani ta tyz nie marnie.

RADCZYNI

Jeszcze się widzicie młoda.

KLIMINA

Jak po Marcinie jagoda.

RADCZYNI

Może jeszcze się wydacie – ?

KLIMINA

A cóz sie ta tak pytacie?!

SCENA 8.

KSIĄDZ, PANNA MŁODA, PAN MŁODY

PAN MŁODY

Ksiądz dobrodziej łaskaw bardzo.

Proszę nas nie zapominać.

KSIĄDZ

Są i tacy, co mną gardzą,

żem jest ze wsi, bom jest z chłopa.

Patrzą koso – zbędą prędko,

a tu mi na sercu lentko.

Sami swoi, polska szopa,

i ja z chłopa, i wy z chłopa.

PAN MŁODY

Ksiądz dobrodziej już niebawem

będzie nosić pelerynkę – ?

KSIĄDZ

Może i należy mi się;

lecz pewnego nic nie wi się

Inni także robią ślinkę!

Może sprawię pelerynkę –

PAN MŁODY

Może z konsystorza przecie

popatrzą okiem łaskawem;

życzę bardzo.

PANNA MŁODA

Choć co dadzą;

ino te ciarachy tworde,

trza by stoć i walić w morde.

PAN MŁODY

Moja duszko, tu sie mówi

o kościelnej dostojności,

którą mają przyznać Jegomości.

PANNA MŁODA

Jo myślała, że co inne.

KSIĄDZ

Naiwne to i niewinne.

SCENA 9.

PAN MŁODY, PANNA MŁODA

PANNA MŁODA

Cięgiem ino rad byś godać,

jakie to kochanie będzie.

PAN MŁODY

A ty wolisz całowanie –

będziesz kochać, a powiedzże – ?

PANNA MŁODA

Przeciem ci już wygodała.

Przecież ci mnie nikt nie wydrze.

PAN MŁODY

Serce do kochania radsze.

Toś już moja! Radość, szczęście!

Nie myślałem, że tak wiele.

PANNA MŁODA

Ano chciałeś, masz wesele.

PAN MŁODY

Ach, nie patrzę, jak całuję;

nie całuję, kiedy patrzę,

a lica masz coraz gładsze.

PANNA MŁODA

A krew sie tak zesumuje.

PAN MŁODY

Pocałujże, jeszcze, jeszcze,

niechże tobą się napieszczę:

usta, oczy, czoło, wieniec…

PANNA MŁODA

Takiś ta nienasyceniec.

PAN MŁODY

Nigdy syty, nigdy zadość;

taka to już dla mnie radość;

całowałbym cię bez końca.

PANNA MŁODA

A to męcąco robota;

nie dziwota, nie dziwota,

żeś tak zbladnoł, taki wrzący.

PAN MŁODY

Nie chwalący, nie chwalący,

spokoju mi nie dawały.

PANNA MŁODA

A bo chciałeś.

PAN MŁODY

Same chciały.

PANNA MŁODA

Cóz ta za śkaradne śtuki?

PAN MŁODY

Myśmy takie samouki;

kochałem się po różnemu,

a ciebie chcę po swojemu,

po naszemu.

PANNA MŁODA

A no z duszy,

jak ci dobrze, niech ta bedzie.

PAN MŁODY

Teraz ci mnie nic nie zwiedzie.

Takem pragnął, zboża, słońca…

PANNA MŁODA

Mos wesele! – Podź do tońca!

SCENA 10.

POETA, MARYNA

POETA

Żeby mi tak rzekła która,

sercem już dysponująca,

tak po prostu: «no chcę ciebie»,

jak jaka wiejska dziewczyna…

MARYNA

To niby ja ta dziewczyna,

ja oświadczyć się mająca?

Skądże taka pewna mina?

POETA

Wcale insze miałem plany,

jeźlim plany miał w ogóle–

chciałem coś powiedzieć czule,

chciałem zapukać w serduszko,

coś usłyszeć, coś podsłuchać:

jak się to tam musi ruchać,

jak się to tam musi palić – ?!

MARYNA

Muszę panu się pożalić,

w serduszku nie napalone;

jak kto weźmie mnie za żonę,

będzie sobie ciepło chwalić;

muszę panu się pożalić:

choć zimno, można się sparzyć.

POETA

Amor mógłby gospodarzyć.

MARYNA

Amor ślepy, może zdradzić.

POETA

Amor: duch skrzydlaty, gończy.

MARYNA

Pretensji do skrzydeł wiele.

POETA

Więc się na pretensjach kończy.

MARYNA

A nie kończy się w kościele.

POETA

Byłby to już Amor w klatce.

MARYNA

Lis w pułapce.

POETA

Motyl w siatce.

MARYNA

Paź królowej na usługach.

POETA

Ślub po zapłaconych długach.

Miłość nęci rozmaita.

MARYNA

A, to z nami kwita.

POETA

Kwita –

nie myślałem, że coś świta,

pani prawie obrażona – ?

MARYNA

Czegoż to pan jeszcze szuka?

POETA

Że nie poszła w las nauka.

MARYNA

Któż się uczył?

POETA

Tak wzajemnie:

Ja od pani, pani ze mnie.

MARYNA

A na cóż mnie tej nauki?

POETA

Na nic.

MARYNA

Więc?

POETA

Sztuka dla sztuki.

MARYNA

Zawrót głowy, wielka chwała;

niech pan sztuki płata różne,

bylebym ja spokój miała.

POETA

Rozmowa z panienką młodą,

jak ją zwykle młodzi wiodą

w takim stylu skrzydełkowym;

rozmowa z panną upartą:

o miłości, o Amorze,

o kochaniu, co w tym, owym

z nagła się przejawić może;–

szepty z panną czarującą,

przez pół serio, przez pół drwiąco–

zawsze jeszcze studium warto.

MARYNA

Przez pół drwiąco, przez pół serio

bawi się pan galanterią.

POETA

Ale gdzie ta, ale gdzie ta.

MARYNA

Pan poeta, pan poeta.

Coś, jak liryzm, struna brzękła:

ja o pana się przelękła,

że ta strzała niespodziana

może trafić, ale pana.

POETA

Bawię panią galanterią

przez pół drwiąco, przez pół serio;

stąd się styl osobny stwarza:

nikt nikogo nie dosięga,

nikt nikogo nie obraża –

na łokcie różowa wstęga –

nie prowadzi do ołtarza. –

Tajemnicą jest kobieta.

MARYNA

Słucham, co to za wymowa!

POETA

Słowa, słowa, słowa, słowa.

MARYNA

Ale gdzie ta, ale gdzie ta!

POETA

Jakaż znów refleksja nowa?

MARYNA

Pan poeta, pan poeta.

SCENA 11.

KSIĄDZ, PAN MŁODY, PANNA MŁODA

KSIĄDZ

Zwracam się do panny młodej,

pijąc do pana młodego…

PANNA MŁODA

Cóz takiego, cóz takiego?

KSIĄDZ

Może, hm, po pewnym czasie,

bo to człowiek jest człowiekiem,

ot, przykładem tylu ludzi –

bo to człowiek jest człowiekiem,

usiada się tylko z wiekiem…

PANNA MŁODA

Niby jak to kwaśne mliko.

KSIĄDZ

Wyście młodzi, wyście młodzi,

choć się dzisiaj wszystko godzi,

przyjdzie czas, co was ochłodzi.

PAN MŁODY

Dzięki, niech się ksiądz nie trudzi,

niech nie trudzi się dobrodziej,

wdał się Pan Bóg już w tę sprawę

i ten wszystko załagodzi;

byliśmy rano w kościele,

braliśmy ślub u ołtarza.

KSIĄDZ

No, ale to tak się zdarza;

ogromnie przypadków wiele,

i przypomnieć pożytecznie.

PAN MŁODY

Podziękujże za obawę.

PANNA MŁODA

Zdarłabym jej łeb, jak krosna!

PAN MŁODY

A kocha, bo jest zazdrosna.

KSIĄDZ

Ach, kolorowa bajecznie!

SCENA 12.

PAN MŁODY, PANNA MŁODA

PAN MŁODY

Kochasz ty mnie?

PANNA MŁODA

Moze, moze–

cięgiem ino godos o tem.

PAN MŁODY

Bo mi serce wali młotem,

bo mi w głowie huczy, szumi…

moja Jaguś, toś ty moja?!

PANNA MŁODA

Twoja, jak trza, juści twoja;

bo cóż cie ta znów tak dumi?

Cięgiem ino godos o tem.

P AN MŁODY

A ty z twoim sercem złotem

nie zgadniesz, dziewczyno-żono,

jak rani serce wali młotem,

jak cię widzę z tą koroną,

z tą koroną świecidełek,

w tym rozmaitym gorsecie,

jak lalkę dobytą z pudełek

w Sukiennicach, w gabilotce:

zapaseczka, gors, spódnica,

warkocze we wstążek splotce;

że to moje, że to własne,

że tak światłem gorą lica!

PANNA MŁODA

Buciki mom troche ciasne.

PAN MŁODY

A to zezuj, moja złota.

PANNA MŁODA

Ze sewcem tako robota.

PAN MŁODY

Tańcuj boso.

PANNA MŁODA

Panna młodo?!

Cóz ta znowu?! To ni mozno.

PAN MŁODY

Co się męczyć? W jakim celu?

PANNA