Wydawca: Zielona Sowa Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 56 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wąsik, niechciany kotek - Holly Webb

Maja straciła ukochanego kocura Piaska i nie może sobie wyobrazić tego, że mogłaby mieć nowego pupila. To Piasek był najwspanialszym kotem na świecie i dziewczynka czuje, że żaden inny kot nigdy go nie zastąpi. Kotka przyjaciółki właśnie się okociła i Maja wie, że nie może w nieskończoność odkładać spotkania z kociętami. Białe, puszyste kociątko jest najmniejsze i najbardziej płochliwe – Maja nadaje mu imię Wąsik. Wszyscy widzą, że Maja i Wąsik są dla siebie stworzeni, ale czy dziewczynka jest już gotowa na to, by przyjąć do domu nowego kotka?

Wszystkich fanów książek Holly Webb i miłośników czworonogów zapraszamy na stronę:

www.zaopiekujsiemna.com.pl

Świetna zabawa dla wirtualnych opiekunów, forum i wiele konkursów!

Opinie o ebooku Wąsik, niechciany kotek - Holly Webb

Fragment ebooka Wąsik, niechciany kotek - Holly Webb

Ty­tuł ory­gi­na­łu: The Kit­ten No­bo­dy Wan­ted

Prze­kład: Ja­cek Drew­now­ski

Re­dak­tor pro­wa­dzą­ca: Syl­wia Bur­dek

Ko­rek­ta: Te­re­sa La­chow­ska

Ty­po­gra­fia: Ste­fan Ła­ska­wiec

Skład i ła­ma­nie: Bar­nard Pta­szyń­ski

Co­py­ri­ght © for the Po­lish edi­tion

by Wy­daw­nic­two Zie­lo­na Sowa,

War­sza­wa 2012 Wszyst­kie pra­wa za­strze­żo­ne.

Text co­py­ri­ght © Hol­ly Webb, 2011

Il­lu­stra­tions co­py­ri­ght © So­phy Wil­liams, 2011

ISBN 978-83-265-0425-9

Wy­daw­nic­two Zie­lo­na Sowa Sp. z o.o.

00-807 War­sza­wa, Al. Je­ro­zo­lim­skie 96

tel. 22 576 25 50, fax 22 576 25 51

www.zie­lo­na­so­wa.pl

wy­daw­nic­two@zie­lo­na­so­wa.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Dla wszyst­kich, któ­rzy z tę­sk­no­tą wspo­mi­na­ją swo­je­go kota

Roz­dział pierw­szy

– O, Maju, zo­bacz! Mó­wi­łam ci, że pani Ja­nicz ma nową kot­kę. Cu­dow­na, praw­da? Taka pu­szy­sta! – mama Mai po­gła­ska­ła małą czar­ną kot­kę, któ­ra dum­nie sie­dzia­ła na mur­ku przed do­mem pani Ja­nicz.

Emil­ka, naj­lep­sza przy­ja­ciół­ka Mai, po­dra­pa­ła mru­czą­ce zwie­rząt­ko pod bro­dą.

– Jest taka ślicz­na!

Mama Mai z na­dzie­ją po­pa­trzy­ła na cór­kę i wes­tchnę­ła. Dziew­czyn­ka na­wet nie pod­nio­sła wzro­ku, gdy mama i Emil­ka gła­ska­ły kot­kę. Maja wbi­ja­ła spoj­rze­nie w swo­je buty i ma­sze­ro­wa­ła da­lej. Zu­peł­nie jak­by nic nie sły­sza­ła.

Mama Mai i Emil­ka wy­mie­ni­ły za­nie­po­ko­jo­ne spoj­rze­nia, po czym po­spie­szy­ły za nią. Emil­ka miesz­ka­ła kil­ka do­mów da­lej od Mai i zwy­kle ra­zem cho­dzi­ły do szko­ły. Ich mat­ki i bab­cia Mai od­pro­wa­dza­ły je na zmia­nę, od­kąd star­sza sio­stra Emil­ki, Lena, po­szła do gim­na­zjum. Bab­cia zaj­mo­wa­ła nie­wiel­ki po­ko­ik w domu Mai i opie­ko­wa­ła się wnucz­ką, gdy jej ro­dzi­ce byli w pra­cy. Wpro­wa­dzi­ła się kil­ka lat temu, bo była cho­ra i trud­no jej było miesz­kać sa­mej.

– Do ju­tra, Maju! – za­wo­ła­ła Emil­ka, skrę­ca­jąc do swo­je­go domu.

– Pa! Za­dzwoń, gdy­by ci nie szło z pra­cą do­mo­wą! – Maja była świet­na z ma­te­ma­ty­ki, w prze­ci­wień­stwie do przy­ja­ciół­ki. Przez całą dro­gę ze szko­ły Emil­ka ma­ru­dzi­ła na te­mat za­da­nia do­mo­we­go z ma­te­ma­ty­ki.

Maja zrzu­ci­ła kurt­kę i po­bie­gła na pię­tro, za­nim mama mo­gła zno­wu za­cząć się roz­pły­wać z za­chwy­tu nad wspa­nia­łą kot­ką pani Ja­nicz. Sły­sza­ła, jak jej mama pyta, czy wszyst­ko w po­rząd­ku, czy chce się cze­goś na­pić albo po­roz­ma­wiać, ale dziew­czyn­ka uda­wa­ła, że nie sły­szy.

Maja nie chcia­ła sły­szeć. Wcze­śniej nig­dy nie zda­wa­ła so­bie spra­wy, ile ko­tów miesz­ka przy jej uli­cy, a tak­że po dro­dze do szko­ły. Te­raz nie mo­gła znieść ich wi­do­ku, mia­ła wra­że­nie, że koty są wszę­dzie.

Maja opa­dła na swo­je łóż­ko i ze smut­kiem po­pa­trzy­ła na gra­na­to­wy ko­cyk z po­la­ru roz­ło­żo­ny na skra­ju koł­dry. Wid­niał na nim wzo­rek przed­sta­wia­ją­cy ko­cie pyszcz­ki, a tu i ów­dzie wciąż były do nie­go przy­cze­pio­ne rude wło­sy. Pia­sek prze­sy­piał na nim każ­dą noc, od­kąd Maja się­ga­ła pa­mię­cią. Nadal bu­dzi­ła się w środ­ku nocy, spo­dzie­wa­jąc się, że jej sta­ry ko­cur bę­dzie le­żał na swo­im miej­scu… Cza­sa­mi na­wet wy­cią­ga­ła rękę, by go po­gła­skać, i cze­ka­ła na od­głos jego sen­ne­go mru­cze­nia w re­ak­cji na jej do­tyk. Tak trud­no było uwie­rzyć, że na­praw­dę już go nie ma.

Spoj­rza­ła na zdję­cie sto­ją­ce na pa­ra­pe­cie. Zo­sta­ło zro­bio­ne kil­ka mie­się­cy temu, na po­cząt­ku wa­ka­cji, za­le­d­wie parę ty­go­dni przed śmier­cią Pia­ska. Ko­cur bar­dzo wy­chudł i za­bra­li go do we­te­ry­na­rza, ale tego dnia jesz­cze roz­ko­szo­wał się w ogród­ku po­po­łu­dnio­wym słoń­cem i Maja była pew­na, że jego stan się po­pra­wia. Gdy te­raz wspo­mi­na­ła ten dzień, uświa­da­mia­ła so­bie, że Pia­sek nie ska­kał i nie ga­niał za mo­ty­la­mi jak za­zwy­czaj, tyl­ko le­żał spo­koj­nie i wy­grze­wał się w słoń­cu. Wte­dy po pro­stu nie chcia­ła uwie­rzyć, że coś jest z nim nie w po­rząd­ku.

Oczy za­pie­kły ją od łez, gdy po­gła­dzi­ła szyb­kę, za któ­rą było zdję­cie, ża­łu­jąc, że praw­dzi­wy Pia­sek nie leży sku­lo­ny na jej ko­la­nach.

Jak mama mo­gła cią­gle po­ka­zy­wać Mai inne koty i ocze­ki­wać, że dziew­czyn­ka za­trzy­ma się, by je gła­skać? Tata za­pro­po­no­wał jej na­wet, by wy­bra­li się do schro­ni­ska i po­szu­ka­li no­we­go ko­cia­ka! Maja nie chcia­ła ma­łe­go kot­ka za żad­ne skar­by! Nikt nie mógł prze­cież za­stą­pić jej pięk­ne­go Pia­ska!

Mama wo­ła­ła do niej z dołu, py­ta­jąc, czy nie chce cze­goś do je­dze­nia. Ocie­ra­jąc łzy, Maja ostroż­nie wy­gła­dzi­ła ko­cyk Pia­ska i ze­szła do kuch­ni.

Je­dząc jabł­ko, wi­dzia­ła, że mama przy­glą­da jej się z za­tro­ska­niem. Po­czu­ła się jesz­cze go­rzej.

– Może pój­dę i na­sy­pię ziar­na do karm­ni­ka dla pta­ków? – spy­ta­ła, szu­ka­jąc pre­tek­stu, by wyjść z po­ko­ju. Wie­dzia­ła, że mama chce jej tyl­ko po­móc, ale nic z tego nie wy­cho­dzi­ło. Bała się, że mama zno­wu za­cznie mó­wić o ko­cię­tach albo o przy­gar­nię­ciu kró­li­ka, co za­su­ge­ro­wa­ła wczo­raj.

Maja wzię­ła z szaf­ki wo­rek kar­my dla pta­ków i tyl­ny­mi drzwia­mi wy­szła z domu, wy­da­jąc z sie­bie głę­bo­kie wes­tchnie­nie ulgi. Spło­szo­ny kos od­fru­nął, gdy po­de­szła do karm­ni­ka, więc za­czę­ła wy­po­wia­dać do nie­go ko­ją­ce sło­wa, zdej­mu­jąc z ha­czy­ka dru­cia­ną obu­do­wę.

– Nic się nie dzie­je, za chwi­lę so­bie pój­dę. I pew­nie zo­sta­wię ja­kieś smacz­ne ką­ski, mo­żesz po­tem przy­le­cieć i je wy­dzio­bać – wsy­pa­ła ziar­no, a na­stęp­nie od­wie­si­ła karm­nik i przy­cup­nę­ła na ław­ce, drżąc lek­ko z zim­na w je­sien­nym słoń­cu. Nie chcia­ła jesz­cze wra­cać do środ­ka.

Ni z tego, ni z owe­go mo­kry no­sek trą­cił jej dłoń, aż pod­sko­czy­ła, czu­jąc, że wstę­pu­je w nią dziw­na, głu­pia na­dzie­ja.

Gdy się jed­nak od­wró­ci­ła, zo­ba­czy­ła, że to nie uko­cha­ny Pia­sek pła­ta jej fi­gle. Była to ład­na, pulch­na, bia­ła kot­ka o nie­bie­skich oczach, któ­rą dziew­czyn­ka roz­po­zna­ła. To Ak­sa­mit­ka, kot­ka jej przy­ja­ciół­ki Emil­ki.

– Cześć, Ak­sa­mit­ko – szep­nę­ła Maja. – Wy­da­jesz się lek­ko za­okrą­glo­na, ki­ciu. Emil­ka nie może cię tak prze­kar­miać.

Ak­sa­mit­ka otar­ła się o nią czu­le. Koty za­wsze gar­nę­ły się do Mai, zresz­tą Ak­sa­mit­ka do­brze ją zna­ła, bo dziew­czyn­ka spę­dza­ła wie­le cza­su w domu przy­ja­ciół­ki. Pia­sek też znał Emil­kę, lecz za­wsze prze­ga­niał jej kot­kę, je­śli we­szła mu do ogród­ka.

Do jego ogród­ka.

Maja prze­łknę­ła śli­nę i de­li­kat­nie ode­pchnę­ła kot­kę, po czym szyb­kim kro­kiem wró­ci­ła do domu.

Mama sta­ła przy ku­chen­nym oknie i ob­ser­wo­wa­ła Maję. Wes­tchnę­ła bar­dzo ci­cho, gdy dziew­czyn­ka po­spiesz­nie we­szła do środ­ka.

– Wszyst­ko do­brze, ko­cha­nie? – spy­ta­ła.

– Idę od­ro­bić lek­cje – mruk­nę­ła dziew­czyn­ka, sta­ra­jąc się, by w jej gło­sie nie było sły­chać roz­pa­czy. Mia­ła do­syć lu­dzi, któ­rzy się o nią mar­twi­li. Tego ran­ka przy śnia­da­niu tata bar­dzo dłu­go roz­ma­wiał z nią o Pia­sku. Ale prze­cież nic jej nie do­le­ga­ło! Dla­cze­go nie mo­gli zo­sta­wić jej w spo­ko­ju?

Roz­dział dru­gi

Na­stęp­ne­go ran­ka Maja i jej bab­cia zaj­rza­ły do Emil­ki w dro­dze do szko­ły. Emil­ka ma­cha­ła do nich przez okno, po czym na chwi­lę znik­nę­ła i wy­bie­gła przez drzwi fron­to­we.

– Wiesz, co się sta­ło?! – wy­krzyk­nę­ła.

Maja po­krę­ci­ła gło­wą i ro­ze­śmia­ła się, gdy przy­ja­ciół­ka pę­dzi­ła w jej stro­nę.

– Co? Od­ro­bi­łaś mat­mę i oka­za­ła się ła­twa?

Emil­ka wzru­szy­ła ra­mio­na­mi i skrzy­wi­ła się.

– Nie, była okrop­na i nie chcę na­wet o niej my­śleć. Mu­szę ci to po­wie­dzieć sama, bo nig­dy nie zgad­niesz. Wy­da­je nam się, że Ak­sa­mit­ka może mieć małe kot­ki!

Bab­cia uśmiech­nę­ła się po­god­nie, a Maja aż się za­jąk­nę­ła.

– Co… na­praw­dę? Małe? Kie­dy je uro­dzi?