Wampir z Ropraz - Jacques Chessex - ebook
Opis

1903 rok, małe szwajcarskie miasteczko położone wśród lasów, owładnięte widmem strachu...

Rosa, córka sędziego, umiera na zapalenie opon mózgowych. Dzień po pogrzebie ktoś dokonuje gwałtu na jej zwłokach i rozrywa je na części. W pobliskich miejscowościach dochodzi do podobnych zbrodni. Psychopata bezcześci groby i profanuje zwłoki młodych kobiet. Ludzi ogarnia panika. Śpią z krucyfiksami, a domy obwieszają czosnkiem. Jednocześnie zaczyna się polowanie na zboczeńca. Podejrzanym jest Favez – niespełna rozumu alkoholik o długich zębach i czerwonych oczach, przyłapany na gwałceniu krów. Badanie psychologa potwierdza przypuszczenia: Favez miał ciężkie dzieciństwo, które wpłynęło na jego chorą psychikę. Dowody jednak nie są wystarczające i „wampir” zostaje wypuszczony na wolność. To co się później stanie, będzie zarówno efektem przypadku, jak i okoliczności historycznych. Chessex, wyraźnie zainspirowany historią obyczajów, zabobonów i psychologii początków XX wieku, ale także literatury wampirycznej, popularnej szczególnie w wieku XIX – stworzył powieść, która przeraża i trzyma w napięciu do samego końca. Pisząc językiem kunsztownym, mrocznym i niezwykle sugestywnym, autor analizuje zarówno motywy działania psychopatycznego mordercy, jak i postawę małomiasteczkowej społeczności w sytuacji zagrożenia. Oparta na faktach książka dla wymagających czytelników o silnych nerwach.

 

 

Chessex wie, że tematy, które porusza, wywołują niepokojącą fascynację; taką samą jak ta, która powodowała mieszkańcami Ropraz, i jak ta, która wstrząsa czytelnikami prasy współczesnej, przynoszącej najgorsze wiadomości.

L’Express Livres

 

Doskonale odtworzona atmosfera, która powstaje w wyniku mieszania się podejrzeń, zabobonów i chorej ekscytacji wywołanej pojawieniem się wampira. Mały, mroczny klejnot.

Le Monde

 

Chessex jest daleki od prostego przywoływania faktów. Inteligentnie wplata w swoją opowieść odrobinę poezji, naturalizmu, estetyki obrzydliwości i metafizyki potwora.

Lire

 

Chessex znów prezentuje arcydzieło, opisując wydarzenia rozgrywające się w jego nieprzeniknionym kraju.

Le Nouvel Observateur

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 55

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału:Vampire de Ropraz

Copyright©Editions Grasset & Fasquelle, 2007

Copyright©for the Polish edition by Wydawnictwo W.A.B., 2009

Copyright©for the Polish translation by Wydawnictwo W.A.B., 2009

Wydanie I

Warszawa 2009

Cet ouvrage bénéficie du soutien du Ministère des Affaires étrangères et européennes français.

Książka ta została wydana z pomocą francuskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Europejskich.

Redaktor serii: Natalia Sikora

Redakcja: Filip Modrzejewski

Korekta: Elżbieta Jaroszuk, Alicja Chylińska

Redakcja techniczna: Alek Radomski

Projekt okładki i stron tytułowych: Lucyna Talejko-Kwiatkowska

Fotografia wykorzystana na I stronie okładki © Russell Underwood/Corbis

Fotografia autora: © I. Lévy

Wydawnictwo W.A.B.

02-386 Warszawa, ul. Usypiskowa 5

tel./fax (22) 646 01 74, 646 01 75, 646 05 10, 646 05 11

[email protected]

www.wab.com.pl

ISBN 978-83-7747-371-9

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

Zmarła dziewczynka mówi:

To ja dyszę z przerażenia

w płucach żywej.

Niech mnie stąd natychmiast wyciągną.

Antonin Artaud

Suppôts et supplications

(Wysłańcy zła i suplikacje)

Głosować nie można na obywateli

wykluczonych z powodu choroby psychicznej

lub słabości ducha.

odezwa do ludności

Gmina Ropraz

12 stycznia 2006

Wstęp

Gdy przyjechałem, by zamieszkać wRopraz, wmaju 1978, grób Rosy Gilliéron walejce cmentarza znajdującego się przy drodze do mojego domu był jeszcze nietknięty. Na płycie zpiaskowca wznosiła się biała marmurowa kolumienka opasana wieńcem róż ze sczerniałej miedzi, na niej zaś wykuto nazwisko idaty życia zmarłej. Kolumience utrącono szczyt, by zobrazować krótkość żywota, który nad wyraz tragicznie został przedwcześnie przerwany wpełnym rozkwicie najlepszych nadziei.

Grób Rosy przeniesiono dziesięć lat temu wzwiązku zreorganizacją terenu cmentarza.

I

Ropraz, Haut-Jorat wkantonie Vaud, rok 1903. Na początku XX wieku jest to kraina wilków, trudno dostępne pustkowie, dwie godziny drogi od Lozanny, uczepione zbocza powyżej traktu na Berno, po obu stronach ujętego nieprzeniknionym lasem świerkowym. Odludne domostwa rozproszone wśród mrocznych drzew, ciasne miasteczka oniskiej zabudowie. Brak tu przepływu idei, tradycja przytłacza, nowoczesnej higieny się nie zna. Skąpstwo, przemoc, zabobon – jesteśmy opodal rubieży Fryburga, gdzie panoszy się czarnoksięstwo. Wgospodarstwach Haut-Jorat ludzie często się wieszają. Wstodole. Na belce pod kalenicą. Wstajni albo piwnicy trzymają nabitą broń. Pod pozorem polowania lub kłusownictwa szykują proch, loftki, masywne sidła ożelaznych zębach, blaszki ostrzone na żniwiarskim brusie. Wszechobecny strach. Nocą modlitwy błagalne albo egzorcyzmy. Surowi protestanci, ale żegnają się na widok potworów wychodzących zmgły. Zpierwszym śniegiem wraca wilk. Nie tak dawno temu, w1881, zabito tutaj ostatniego, jego wypchane słomą truchło kurzy się dwanaście kilometrów stąd wgablocie muzeum wVieux-Moudon. No iten straszny niedźwiedź, który przyszedł zJury. Nie ma nawet czterdziestu lat, jak wparowach la Mérine rozpruwał brzuchy jałówkom. Starzy pamiętają to jeszcze; nie do śmiechu im wRopraz iUssières. Wczasach Voltaire’a, który mieszkał na zamku wdole, wosadzie Ussières, na głównej drodze, co idzie do Berna, do Allemagnes,zasadzali sięrabusie, później przyzwoitych ludzi grabili wracający zwojen żołnierze Wielkiej Armii. Bardzo uważamy, kiedy do żniw albo wykopów trzeba zgodzić włóczęgę. To obcy, szpieg, złodziej. Kółko wuchu, skryte zamiary, laguiole za cholewą.

Nie ma tu wielkiego handlu, fabryk, manufaktur, tylko to, co daje ziemia, jednym słowem – nic. To nie jest życie. Jesteśmy tak biedni, że krowy sprzedajemy do miast na mięso, zadowalając się wieprzowiną, izjadamy jej takie ilości pod każdą postacią – wędzoną, wytapianą, mieloną, soloną – że wkońcu stajemy się do wieprzy podobni – różowy korpus, czerwonawa głowizna – odcięci od świata przez mroczne kotliny ilasy.

Wśród tych odludnych pól młoda dziewczyna jest gwiazdą, która jak magnes przyciąga wszelkie zboczenia. Kazirodztwo ibezustanne przeżywanie, wpółmroku bezżeństwa, upragnionej iwiecznie zakazanej cielesności.

Seksualne ubóstwo, jak nazwiemy je później, towarzyszy wędrówkom strachu iwyobrażeniom Złego. Nocą samotnie podglądamy miłosne igraszki kilku zamożnych panów zich jęczącą wspólniczką; lekki dotyk szatana, poczucie winy wtłoczone wcztery stulecia obowiązującego kalwinizmu. Bez wytchnienia tropić niebezpieczeństwo mogące nadejść zgłębi ludzkiej duszy izzewnątrz, zlasu, zdachu, który poskrzypuje, zpłaczącego deszczu; znad, od góry, spod, od dołu: niebezpieczeństwo zewsząd. Barykadujemy się we własnej czaszce, we własnym śnie, własnym sercu, własnych zmysłach, ryglujemy drzwi gospodarstw, ze strzelbą na podorędziu, zduszą udręczoną iwygłodniałą. Pod nietopniejącym śniegiem, który sprzyja szaleńcom, zima okrutnieje, nieboskłon czerwony ibarwy bistru między brzaskiem awyklętą nocą, mróz imelancholia, które dręczą iszarpią nerwy. Ach, byłbym zapomniał ostraszliwym pięknie tych okolic. Ioksiężycu wpełni. Inocach pełni księżyca, modlitwach irytuałach, kawałkach słoniny do nacierania liszajów iran, oczarnych wywarach przeciwko ciąży, obrzędach zudziałem lalek topornie wyciosanych zdrewna, najeżonego szpilkami iumęczonego, iourokach, które rzucają źli ludzie, ozaklęciach przeciwko plamce na oku. Po dziś dzień na strychach iwkomórkach znajdziemy księgi czarnoksięskie oraz instrukcje, jak gotować krew miesięczną, wymioty, sproszkowaną ślinę ropuchy iżmii.Kiedy księżyc za dużo blasku daje, przed tym i owym umykaj. Kiedy księżyc nazbyt wcześnie wstaje, węża do wora zamykaj.Szaleństwo zwycięża. Istrach. Kto wkradł się na poddasze? Kto przeszedł po dachu?Na sekrety otchłani czekaj z prochem i widłami!

II

Luty 1903. Początek roku był bardzo mroźny, śnieg pokrywa Ropraz, które teraz wydaje się jeszcze bardziej skulone izapomniane na swoim płaskowyżu smaganym przez wiatr. Od pierwszego lutego śnieg pada bez przerwy. Ciężki, mokry śnieg na tle ciemnego nieba; od jakiegoś czasu dla wioski nie ma litości. Odcięte drogi, przypadki gorączki, kilka krów źle się ocieliło, awe wtorek siedemnastego młodziutka Rosa – świeży kwiatuszek, dwadzieścia lat, jasna cera, duże oczy, długie kasztanowe włosy – zmarła wgospodarstwie swojego ojca, pana Emile’a Gilliérona, sędziego pokoju oraz deputowanego do Rady Stanu, na zapalenie opon mózgowych. Pan Gilliéron to człowiek szanowany, surowy, rozważny, szczodry. Posiada majątek, duże połacie okolicznych gruntów, asubtelna uroda jego córki zdążyła już narobić nie lada zamętu. Do tego Rosa dobrze śpiewała, była oddaną chorym, przykładną parafianką wkościele wMézières… Szacowni ludzie, jak widać, których także odpycha bezeceństwo, rozpusta inagminne skąpstwo.

Śmierć Rosy okrutnie wzburzyła całą okolicę. Na pogrzeb, dziewiętnastego lutego na cmentarzu wRopraz, przybyli ludzie zodległych wiosek, zmiasteczek targowych, zmałych osad, zniedosięgłych szczytów. Podjazdem, konno, zrakietami na butach, mężczyźni ikobiety, tak liczni – całe setki – że mimo mrozu drzwi kaplicy do końca nabożeństwa stały otworem, potem zaś na cmentarz kondukt żałobny szedł ponad godzinę, przy monotonnych dźwiękach dzwonu.

Aby ulokować nową pensjonariuszkę, grabarz Cosandey musiał przez całą środę kopać wzamarzniętej ziemi. Pracę wykonał. Po południu wczwartek Rosa Gilliéron została pochowana od południowego wschodu, w