W Ziemi Świętej - ks. Adam Boniecki - ebook

W Ziemi Świętej ebook

ks. Adam Boniecki

0,0
8,45 zł

lub
Opis

W Ziemi Świętej” to osobisty, bogato ilustrowany przewodnik po Izraelu i Palestynie ks. Adama Bonieckiego, napisany we współpracy z Karoliną Przewrocką.

 

Ziemia Święta to nie tylko miejsca związane z chrześcijaństwem. I nie tylko terytorium zamieszkane przez Izraelczyków – ks. Adam Boniecki podczas swojej niezwykłej podróży odwiedza także Autonomię Palestyńską, gości zarówno w Tel Awiwie, jak w Hebronie i Ramallah. Modli się w Bazylice Grobu Pańskiego i odprawia Mszę w miejscu nawiedzenia św. Elżbiety. ks. Adam Boniecki rozmawia z mieszkańcem ortodoksyjnej dzielnicy Mea Szearim, pracownikiem muzeum Yad Vashem i dziennikarzem „Haaretz”. Słucha opowieści palestyńskich psychologów pracujących w okupowanym mieście. Bo – jak pisze towarzysząca mu Karolina Przewrocka – „katolik, który wyjdzie poza ścieżki przepełnionych pielgrzymich szlaków i wsłucha się w głosy współczesnej Ziemi Świętej, usłyszy kroki Jezusa. Nie pośród nabożnych pieśni procesji wędrujących po jerozolimskiej starówce, lecz w skargach umęczonych konfliktem mieszkańców i w wibrującej mieszance zasłyszanych na ulicy języków”.

We wstępie ks. Adam Boniecki pisze:

"O biblijnej Ziemi Świętej i współczesnym Izraelu napisano wiele i kompetentnie. Zapiski z kilkunastu dni to materiał bardzo subiektywny i fragmentaryczny. Jednak mam nadzieję, że – opracowany i uzupełniony przez Karolinę Przewrocką, moją wspaniałą, kompetentną przewodniczkę – może się okazać pomocą pielgrzymowi udającemu się do Ziemi Świętej. Może pomóc w zrozumieniu tego miejsca tak niezwykłego, że bardziej niezwykłego nie ma”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 67

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Wstęp

TO NIE BYŁA ANI PODRÓŻ STUDYJNA, ani pielgrzymkowa. Studyjną podróż do Ziemi Świętej odbyłem wiosną 1974 roku jako uczestnik prowadzonego przez paryski Instytut Katolicki programu formacji permanentnej. Naszymi przewodnikami byli wielcy bibliści i archeologowie z École Biblique de Jérusalem, dominikanie o. Maurice Pierre Benoit i o. Francis-Marie Lemoine. O relacjach chrześcijańsko-żydowskich opowiadał nam natomiast o. Marcel Dubois, profesor filozofii na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie. Mówiono, że jego tam obecność więcej znaczy dla tych relacji niż wszystkie sympozja – później zresztą otrzymał obywatelstwo Izraela.

Byliśmy też w nieoficjalnym ośrodku dialogu żydowsko-palestyńskiego, który określano jako „Dom Rity”, od imienia jego wspaniałej animatorki. W mojej pamięci głęboko się zapisały również długie postoje w ważnych biblijnych miejscach. Czytaliśmy tam odpowiednie strony Starego i Nowego Testamentu, słuchaliśmy komentarzy naszych przewodników, odprawialiśmy Msze święte. Pamiętam także spotkanie z przedstawicielem Palestyńczyków, który mówił, że jest gotów zrozumieć żydowskie metahistoryczne roszczenia do tej ziemi, tylko niech ktoś wytłumaczy, dlaczego odebrano mu dom zbudowany przez przodków, dlaczego ten dom zburzono, a jego przepędzono z rodzinnej posiadłości.

Drugi raz byłem w Ziemi Świętej jako korespondent „Tygodnika Powszechnego” podczas pielgrzymki Jana Pawła II w roku 2000. Było to raczej przeżywanie niż zwiedzanie Ziemi Świętej. A co do obecnej podróży, to była wzruszającym prezentem Redakcji „Tygodnika Powszechnego” na moje osiemdziesiąte urodziny. Podarunkiem był bilet na samolot oraz – w porozumieniu ze mną – zorganizowanie mojego pobytu, plan spotkań itd.

Ta podróż była więc inna niż poprzednie. Oczywiście, modliłem się w Bazylice Grobu Pańskiego i w Wieczerniku, odprawiałem Mszę świętą w miejscu nawiedzenia św. Elżbiety w Ain Karim, jednak na pierwszym planie były nie święte miejsca, ale dzień dzisiejszy Ziemi Świętej. Bo ona jest nie tylko „piątą Ewangelią”, nie tylko ziemią patriarchów i proroków Pierwszego Przymierza, po której stąpał Jezus z Nazaretu, lecz również miejscem, w którym narodził się Kościół – jest miejscem zamieszkania żywych ludzi, ich nadziei i dramatów, wojen i tęsknoty za pokojem.

O biblijnej Ziemi Świętej i współczesnym Izraelu napisano wiele i kompetentnie. Zapiski z kilkunastu dni to materiał bardzo subiektywny i fragmentaryczny. Jednak mam nadzieję, że – opracowany i uzupełniony przez Karolinę Przewrocką, moją wspaniałą, kompetentną przewodniczkę – może się okazać pomocą pielgrzymowi udającemu się do Ziemi Świętej. Może pomóc w zrozumieniu tego miejsca tak niezwykłego, że bardziej niezwykłego nie ma.

11 kwietnia 2015, sobota.Tel Awiw

ŻADNEGO POCZUCIA ODLEGŁOŚCI. W samolocie zasnąłem jeszcze przed startem i kiedy otworzyłem oczy, już byłem w Ziemi Świętej. Przylot – punktualnie. Przy kontroli paszportów na lotnisku Ben Guriona żadnych indagacji. Czeka na mnie pan Jacek Sawicki z Instytutu Polskiego.

W mieszkaniu szefa Instytutu spotykam Karolinę Przewrocką, korespondentkę „Tygodnika” w Izraelu. W pobliskiej knajpce jemy kolację: klopsiki z sosem i ziemniakami, kawa. Sto szekli, czyli około stu złotych, gdy w Polsce to samo można mieć za dwadzieścia.

12 kwietnia 2015, niedziela.Tel Awiw, Jaffa

ŚNIADANIE Z AMBASADOREM Jackiem Chodorowiczem i zastępcą dyrektora Instytutu Polskiego Karolem Prejną. Na stole: sok, jajecznica, bułeczki z masłem lub serkiem, kawa.

Z ambasadorem rozmawiamy o życzliwości izraelskich władz dla chrześcijańskich pielgrzymów. Dlaczego władze są życzliwe? Bo życzliwość przynosi pieniądze i prestiż. Życzliwość chwali swoje: patrzcie, mówi, naokoło wojna, a u nas życie się spokojnie toczy, można przyjechać i pobyć. Komentujemy niemal niezauważoną tu pielgrzymkę Franciszka do Ziemi Świętej. Podobno wytknięto mu kilka gaf. Wskazano, że papież nie odprawił Mszy na terenie Izraela. Odpowiadam, że tym razem przyjechał na spotkanie patriarchy Konstantynopola. I że Ziemię Świętą, Izrael, odwiedzi jeszcze w przyszłości.

FOT. ARCHIWUM PRYWATNE KAROLINY PRZEWROCKIEJ

Ks. Adam Boniecki, Monika Herbst – żona ambasadora, ambasador RP Jacek Chodorowicz, Karolina Przewrocka i Karol Prejna

Jacek Chodorowicz, ambasador RP w Izraelu:

Podróż, która wymaga

Przed podróżą do Izraela warto poświęcić czas na lekturę. Warto się przygotować, by głębiej doświadczyć tego państwa i jego niezwykłej historii. Choćby przypomnieć sobie, że powstało ono z narodu, który przez dwa tysiąclecia nie miał swojego miejsca na ziemi, dziś zaś stanowi autentyczny zlepek doświadczeń Żydów ze wszystkich zakątków świata.

W Izraelu turyści są mile widziani – jak w każdym kraju wolnym i przedsiębiorczym, wzbogacają gospodarkę, są żyłą złota. Podobne są też względem nich oczekiwania.

Zwykliśmy w Polsce głośno formułować uwagi względem turystów z Izraela, zwłaszcza grup młodzieżowych: razi nas to, że ograniczają się do odwiedzania miejsc śmierci. Nie podoba nam się, że przesłania im to obraz Polski zmienionej, nowoczesnej, w której jesteśmy świadkami odnowy życia żydowskiego, a symbolem wspólnej, polsko-żydowskiej historii jest Muzeum POLIN, słusznie nazywane muzeum życia, a nie śmierci.

W Izraelu w odpowiedzi na takie oczekiwanie zdarza mi się usłyszeć: no tak, ale przecież Polacy, przyjeżdżając na pielgrzymki do Ziemi Świętej, ograniczają się do odwiedzania miejsc związanych z religijnym kultem. Nie dowiadują się wiele o współczesnym Izraelu, kraju o różnorodnej kulturze i krajobrazie, liderze nowoczesnych technologii. Nie wszyscy odwiedzają też Yad Vashem – punkt zaczepienia dla ważnej w tym kraju narracji. Żydzi oczekują, że nie będziemy go pomijać.

Cieszą przejawy pozytywnych tendencji po obu stronach. Młodzi Izraelczycy coraz częściej poznają nasz kraj razem z polskimi rówieśnikami, a Polacy – również dzięki ofercie tanich linii lotniczych – coraz częściej wpadają do Izraela na krótkie, nawet weekendowe pobyty.

Dla polskiego turysty Izrael jest szczególny z jeszcze jednego powodu. Niecały wiek temu tworzyli go od podstaw między innymi Żydzi z Polski. Fascynująca może być podróż śladami tych podobieństw: wątków czerpanych z polskich doświadczeń, ze wspólnej dla nas historii. Wystarczy wsłuchać się w język hebrajski, odkryć, ile tam słów i zwrotów rodem z języka polskiego. Choć Izrael się zmienia (coraz mniej w nim dominacji ze strony Żydów aszkenazyjskich), wciąż można dotknąć „naszych” w nim źródeł. Dla Polaków taka podróż może być prawdziwie niezwykła. Prawdziwie myśląca.

POGODA OKROPNA, DESZCZ I ZIMNO. Z Karoliną Przewrocką i Karolem Prejną zwiedzamy Muzeum Diaspory. Podobno przygotowują tu nową ekspozycję. Obecna imponuje rozmachem, choć słuchawkowy przewodnik bardziej trzeszczy, niż objaśnia punkty wystawy.

Czego o Żydach dowiadujemy się w Muzeum Diaspory? Na przykład tego, że są narodem, nie rasą, i że są praktycznie niezniszczalni („tyle razy próbowano nas unicestwić, a my wciąż żyjemy”). Że są genialni („patrzcie, ile tu postaci o światowym znaczeniu, geniuszy z różnych dziedzin, choć porozrzucanych po świecie”) i że są dzielni (jest i Berek Joselewicz na koniu!). No i szanują tradycję, która ich łączy ponad granicami.

Wśród geniuszy i postaci znaczących dla świata nie ma Karola Marksa i kilku innych, mniej sympatycznych, lecz także znanych. Nie mogę się zdecydować: z jednej strony teksty w słuchawce i to, co oglądam, wywołuje we mnie pozytywne uczucia, z drugiej – chwilami razi mnie nieco prymitywna, wzniosła propaganda. A zwiedzających tłumy.

Karol Prejna, zastępca dyrektora Instytutu Polskiego w Tel Awiwie:

Izraelczycy – społeczność w budowie

Po raz pierwszy przyjechałem do Izraela późną wiosną 2011 roku, a niedługo po tej podróży wróciłem do Tel Awiwu, by objąć stanowisko w Instytucie Polskim. Sądziłem wówczas, że jestem dobrze przygotowany: tematyka polsko-żydowska gościła w moim domu od zawsze, interesowałem się nią w liceum, obroniłem związaną z nią pracę magisterską, aż wreszcie zacząłem szykować się do doktoratu. Na tych wszystkich etapach poruszałem się głównie w obszarze kultury Żydów aszkenazyjskich, przyjmując perspektywę polską i amerykańską.

To, z czym zetknąłem się w Izraelu, mimo wiedzy na temat państwa, do którego przybywałem, przerosło jednak moją wcześniejszą wizję. Kiedy podróżowałem po kraju i rozglądałem się dookoła, zafascynowało mnie przenikanie się kultury zachodniej z Lewantem, Bliskim Wschodem. Z jednej strony International Style, idee Bauhausu, historia powstawania kibuców, z drugiej egzotyka sztuki zdobniczej czy muzyki Żydów z Jemenu. Ów tygiel kultur pozostaje dla mnie wciąż niezwykle pasjonujący.

Ktoś, kto tu przyjedzie i zostanie na dłużej, szybko zorientuje się, że mówiąc o Izraelczykach mamy na myśli różne narodowości i grupy etniczne, bo obok Żydów mieszkają tu też Arabowie czy Druzowie. Może zdziwi go, że młodsze pokolenia mieszkańców Izraela różnią się od Żydów, których spotykaliśmy wcześniej w Polsce. I że różnią się od tych, którzy budowali zalążki kraju już w latach 20. minionego wieku. Dziś mamy do czynienia nie tylko z państwowością Izraela, ale też z Izraelczykami w pełnym tego słowa znaczeniu. Z bardzo świadomym pojmowaniem własnej tożsamości. Słychać to w rozmowach, które prowadzę z rówieśnikami: mówią „jestem Izraelczykiem”, a dopiero potem „Żydem”.

Równie fascynujące wydają mi się różnice w obrębie samych Żydów – podział między Aszkenazyjczykami, czyli tymi z Europy Środkowej i Wschodniej, i Sefardyjczykami, czyli tymi z Półwyspu Iberyjskiego. Oczywiście z dekady na dekadę, także w związku z mieszanymi małżeństwami, te różnice się zmieniają i mają już inny charakter aniżeli kilkadziesiąt lat temu, ale wciąż jeszcze są widoczne. Z ciekawością obserwuję rodziny pochodzące z Europy – Niemiec, Polski – i rodziny, które kultywują tradycje północnej Afryki czy dawnej Persji, skąd przybyły. Jedni i drudzy to przecież Żydzi, choć tak od siebie różni. Niczym Tel Awiw i reszta kraju.

Pokolenie