W zamku pisarza - Lee Wilkinson - ebook
Opis

Michael Denver mimo młodego wieku osiągnął spory sukces literacki. Do pracy nad kolejną powieścią postanawia zaangażować asystentkę. Za namową przyjaciela zatrudnia uroczą Jenny Mansell. Zabiera ją na małą wyspę u wybrzeży Anglii, do zamku, który od pokoleń należy do jego rodziny. Okazuje się, że Jenny zna to miejsce, wychowywała się bowiem w okolicy, w domu babci. Michael uświadamia sobie, że dróg jego i Jenny wcale nie połączył przypadek. Nieoczekiwanie wychodzą na jaw rodzinne sekrety...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 147

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Lee ‌Wilkinson

W zamku pisarza

TłumaczyłaIwa Pilawska

Tytuł ‌oryginału: Captive in ‌the Millionaire's Castle

Pierwsze ‌wydanie: Harlequin ‌Mills & Boon ‌Limited, 2009

Redaktor serii: ‌Małgorzata Pogoda

Opracowanie ‌redakcyjne: ‌Małgorzata ‌Pogoda

Korekta: ‌Maja Garlińska

(c) ‌2009 ‌by Lee Wilkinson

(c) ‌for the Polish ‌edition ‌by ‌Arlekin – Wydawnictwo ‌Harlequin Enterprises sp. ‌z o. o., ‌Warszawa 2011

Wszystkie prawa zastrzeżone, ‌łącznie z prawem ‌reprodukcji części lub ‌całości dzieła ‌w jakiejkolwiek formie.

Wydanie ‌niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu ‌z Harlequin Enterprises II ‌B. V.

Wszystkie postacie ‌w tej książce są fikcyjne. ‌Jakiekolwiek podobieństwo do osób ‌rzeczywistych – żywych ‌lub ‌umarłych ‌– jest całkowicie ‌przypadkowe.

Znak ‌firmowy Wydawnictwa Harlequin

Życie ‌Ekstra są zastrzeżone.

Arlekin – ‌Wydawnictwo Harlequin Enterprises ‌sp. z o. o. ‌00-975 Warszawa, ‌ul. Starościńska 1B ‌lokal ‌24-25

Skład ‌i łamanie: COMPTEXT (R), Warszawa

ISBN ‌978-83-238-8245-9

ŚWIATOWE Z ŻYCIE EKSTRA – ‌318

Konwersja ‌do formatu EPUB: Virtualo ‌Sp. z o.o.virtualo.eu

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Był ‌czternasty lutego.

Artykuł ‌na ‌pierwszej stronie obwieszczał:

ZASŁUŻONAWALENTYNKADLAZNAKOMITEGO AUTORA

Michael ‌Denver, okrzyknięty przez ‌najwybitniejzych krytyków ‌literackich mistrzem thrillerów ‌psychologicznych, po raz drugi ‌z kolei otrzymał prestiżową nagrodę ‌Quentina Penmana. Tym razem ‌uhoorowano go ‌za ‌nową powieść,,Pod prąd''.

Prawa ‌do ekranizacji ‌czterech ‌poprzednich ‌książek ‌Denvera kupiło Hollywood, na ‌kanwie trzech z nich ‌już powstały ‌kasowe filmy. Pod ‌prąd—uznanaza jego ‌najlepszą dotąd książkę—zapewne także ‌trafia ekrany.

Choć piąta powieść w dorobku ‌Denvera stawia gow gronie najpopularniejszych ‌pisarzy, autor bardzotrzeżewejrywatności. ‌Odczasugdytrafiłaczołówki gazet, w związku z głośnym rozwodem z topmodelką Claire Falconer i późniejszymi pogłoskamio pojednaniu pary, nie udziela wywiadów i nie pozwala się fotografować.

Michael odłożył słuchawkę i przeczesał palcamigęste, ciemne włosy. Telefon od starego przyjaciela, Paula Levensa, pomógł mu wreszcie podjąć decyzję.

Przydałaby mu się asystentka. Jeśli dziewczyna, o której opowiadał Paul, naprawdę była tak fantastyczna, być może okaże się właśnie tym, czego chciał Michael.

Nie tylko chciał. Potrzebował. Choć odkładał tę decyzję w nieskończoność, konieczność zmusiła go, by nareszcie coś postanowił.

Gdy przed tygodniem Paul, który niedawno objął stanowisko zastępcy dyrektora w firmie Global Enterprises, wspomniał, że zna idealną kandydatkę, Michael natychmiast zaprotestował. Nie wyobrażał sobie, że mógłby pracować z drugą osobą zamiast – jak przywykł — w samotności. Jednak Paul zbił wszystkie jego argumenty.

– Posłuchaj — powiedział, patrząc na Michaela poważnymi, błękitnymi oczami. — Doskonale wiem, że po twoim rozwodzie wielbicielki dosłownie rzucały ci się w ramiona, a ty znienawidziłeś cały ród kobiecy. Ale pozwalać, by emocje, zwłaszcza tak destrukcyjne, przysłoniły zdrowy rozsądek? To zupełnie nie w twoim stylu! Potrzebujesz dobrej asystentki. A ja proponuję ci naprawdę pierwszorzędną. Wierz mi, nie znajdziesz lepszej niż Jennifer Mansell.

– Skoro jest taka dobra, to dlaczego się jej pozbywasz? — zapytał Michael z żelazną logiką.

– Nie mam wyboru. Kierownictwo uznało, że w czasach recesji firma po prostu musi pozwalniać pracowników tam, gdzie to możliwe. Arthur Jenkins, kierownik działu, w którym pracowała ponad trzy lata, dostał niedawno zawału i zgodnie z zaleceniem lekarza odchodzi na emeryturę.

Michael już chciał mu przerwać, ale Paul ciągnął dalej:

– Gdyby wystarczyło po prostu znaleźć kogoś na miejsce Jenkinsa, wszystko zostałoby mniej więcej po staremu. Ale po jego odejściu dział sprzedaży krajowej zostanie połączony z działem eksportu. A Cutcliff, który kieruje eksportem od ponad dziesięciu lat, już ma dobrą asystentkę.

W ciemnozielonych oczach Michaela zalśniło rozbawienie.

– Więc chcesz wcisnąć tę Jennifer Mansell mnie?

Paul — jasnowłosy, potężny mężczyzna o posturze zawodnika rugby — westchnął ciężko.

– Staram się pomóc. Choć Bóg jeden wie, dlaczego to robię.

– Zastanowię się — burknął Michael.

Paul uniósł oczy do nieba.

– Zbyt wylewne te wyrazy wdzięczności — powiedział.

Michael uśmiechnął się i poklepał przyjaciela w ramię.

– Dzięki.

Zatrudnienie kobiety byłoby radykalnym krokiem. Może gdyby Paul polecił mu jakiegoś mężczyznę… Z drugiej strony Michael nie był pewien, czy zniósłby czyjąkolwiek obecność w swoim gabinecie.

Minął tydzień, a Michael — choć powinien już rozpoczynać pracę nad nową książką w zacisznej wiejskiej posiadłości Slinterwood — wciąż się wahał.

Na domiar złego rano zadzwoniła jego była żona, Claire. Zapewnienia, jak bardzo za nim tęskni, ani trochę nie poprawiły mu nastroju. Claire była najwyraźniej przeświadczona o tym, że wystarczy pstryknąć palcami, by do niej wrócił. Telefon od niej tylko go rozzłościł i wzmógł w nim niechęć do kobiet — zwłaszcza tych, które jak Claire, posługiwały się seksapilem jak bronią.

Jeszcze tego samego poranka zadzwonił Paul.

– To twoja ostatnia szansa — oznajmił. — W piątek wieczorem panna Mansell urządza przyjęcie pożegnalne dla Jenkinsa. Potem odchodzi.

W obliczu zupełnego braku reakcji Michaela, zaproponował:

– Posłuchaj, może byś się jej szybko przyjrzał i zastanowił, co o niej sądzisz? Jest ładna, ale nie aż tak, by nie dało się przy niej skupić. I wiem, że nie należy do kobiet, które od razu by się na ciebie rzuciły. Jeśli będziesz chciał z nią porozmawiać, mogę cię po prostu przedstawić jako mojego przyjaciela. Jeśli nie, możesz zostać na uboczu.

Michael, który nie miał najmniejszej ochoty na przyjęcie, od razu wybrał tę drugą możliwość.

– A tymczasem — obiecał Paul — dowiem się o niej, ile się da.

W piątek o ósmej wieczorem, Michael — na pół schowany za gęstymi liśćmi ozdobnej rośliny doniczkowej – stał na balkonie okalającym wspaniałą salę balową hotelu Mayfair, w której odbywało się przyjęcie na cześć Arthura Jenkinsa.

Zaczynał żałować, że w ogóle tu przyszedł. Owszem, potrzebował kogoś do pomocy, ale nie musiała być to kobieta! Jednak dla świętego spokoju postanowił wysłuchać, co ma do powiedzenia Paul, i przyjrzeć się tej pannie Mansell.

Ze swojego punktu obserwacyjnego — dokładnie naprzeciwko podwyższonej sceny, którą aktualnie zajmował zespół — doskonale widział całe towarzystwo. Kilka par wirowało na parkiecie. Reszta gości stała wokół w grupkach, śmiejąc się i rozmawiając, podczas gdy kelnerzy roznosili szampana.

Jednak nigdzie nie było widać kobiety, dla której tu przyszedł. Wcześniej zaledwie mignęła mu z daleka. Była wysoka i szczupła, z ciemnymi włosami upiętymi w elegancki kok. Miała na sobie długą szyfonową suknię w odcieniach lazurytu i złota. Pokazał mu ją Paul — jedyna osoba świadoma obecności Michaela na przyjęciu.

– Czego się o niej dowiedziałeś? — zapytał cicho Michael.

– Niewiele. W dziale kadr powiedzieli mi tylko to, że ma dwadzieścia cztery lata, jest spokojna, efektywnie pracuje i przyszła do Global prosto po studiach na londyńskiej uczelni. Współpracownicy mówią, że świetnie sobie radzi.

– Coś jeszcze?

– Niewiele wiadomo o jej życiu prywatnym. Ponoć przez jakiś czas nosiła pierścionek zaręczynowy. Zdjęła go kilka miesięcy temu. Podobno kilku kolegów z biura próbowało wtedy szczęścia, ale spotkali się, delikatnie mówiąc, z chłodnym przyjęciem. Najwyraźniej dała sobie spokój z mężczyznami.

Michael zmarszczył brwi. Z tego, co usłyszał, Jennifer Mansell była dla niego idealna. Nie dając jednak nic po sobie poznać, powiedział jedynie:

– Dzięki za te informacje.

– Nie wiem, na ile się zdały. W każdym razie idę pokręcić się wśród gości. Domyślam się, że jeszcze nie chcesz z nią porozmawiać?

Michael pokręcił głową.

– Jeśli zmienisz zdanie, daj znać. — Paul zasalutował i ruszył w stronę schodów.

Nie minęła minuta, zanim Michael znów ujrzał Jennifer Mansell w towarzystwie Jenkinsa.

Prosta sukienka dziewczyny doskonale podkreślała jej smukłą figurę, nie odsłaniając niestosownie ud ani biustu. Gdy podeszła bliżej, dostrzegł na jej prawym nadgarstku mały zegarek z czarnym paskiem. Na palcu miała złoty pierścionek.

Stała odwrócona do niego plecami, rozmawiając ze swym tęgim szefem. Z nieznanego mu powodu — może przeczucie? – Michael zapragnął zobaczyć jej twarz.

Wreszcie obróciła się w jego stronę, uśmiechnięta, a Michael wstrzymał oddech. Znał tę twarz — i nie chodziło tylko o to, że coś w jej rysach przywodziło mu na myśl młodą Julię Roberts. Choć się nie znali, gdzieś już ją widział. Ale gdzie i kiedy?

Wreszcie przypomniał sobie. Serce zabiło mu szybciej, gdy przed oczami stanęła mu scena w zamku — sprzed pięciu, a może sześciu lat?

Było późne popołudnie, a ona — ostatnia ze zwiedzających — stała na dziedzińcu kolorowym od kwiatów w donicach. Z odchyloną głową i rozwianymi włosami obserwowała pierwsze jaskółki, uśmiechając się tak, jak uśmiechała się teraz. Nagle spojrzała na Michaela, który patrzył na nią z wieży. Przez chwilę wpatrywali się w siebie, po czym dziewczyna — jakby onieśmielona — odwróciła wzrok.

Choć zupełnie tego nie rozumiał, już wtedy wydała mu się znajoma. Widząc, że kieruje się w stronę głównej bramy, pospieszył za nią. Ale zanim zbiegł po krętych schodach w północnej wieży, zniknęła.

Gnany wewnętrznym przymusem, przemierzył dziedziniec i wybiegł przez wrota. Gdy dotarł do końca stromej, wybrukowanej ścieżki prowadzącej do głównej bramy, właśnie odjeżdżał stamtąd samochód.

Starał się dać jej jakiś znak, ale bez skutku. Samochód zjechał na wyboistą drogę, skręcił w prawo i zniknął za skalistym pagórkiem.

Michael wdrapał się z powrotem na wieżę i z dziwnym poczuciem straty obserwował, jak srebrna kropka mknie po drodze ciągnącej się wzdłuż wybrzeża wyspy, zmierzając w stronę grobli. Jeszcze długo o niej myślał, zastanawiał się, kim jest, a jej twarz wryła się trwale w jego pamięć. Starał się zbagatelizować rozczarowanie, wmówić sobie, że przecież nie można żywić tak silnych uczuć do kobiety, która zaledwie mignęła mu przed oczami. Ale gdziekol wiek się pojawiał, bacznie przyglądał się twarzom wokół niego, jak gdyby podświadomie szukał nieznajomej. Z czasem wrażenie, jakie na nim wywarła, zatarło się trochę, ale nigdy o niej nie zapomniał.

A teraz, dziwnym zrządzeniem losu, znowu ją spotkał. Chciał przyjrzeć się jej z bliska, porozmawiać z nią, usłyszeć jej głos. Rozsądek powstrzymał go.

Tyle się przecież zmieniło! Nie był już dwudziestodwulatkiem pełnym romantycznych ideałów. Był starszy i mądrzejszy, żeby nie powiedzieć rozgoryczony, a do tego nieufny względem kobiet. Choć twarz tej kobiety wydała mu się znajoma, nie wiedział, jaką osobą była naprawdę.

Gdy tak ją obserwował, wysoki, łysiejący mężczyzna odciągnął ją od Jenkinsa i poprowadził na parkiet. Rozpłynęli się w tłumie.

Michael patrzył tępo na roztańczonych gości, gdy podszedł do niego Paul.

– Wciąż tu jesteś? Nie wiedziałem, jak długo zamierzasz zostać.

– Właśnie miałem iść. Ale wcześniej chcę zamienić z tobą słówko.

– Przyjrzałeś się jej, jak rozumiem? I co myślisz?

– Z tego, co zdążyłem zobaczyć, poleciłeś mi dobrą kandydatkę, ale…

– Ale nie zamierzasz podjąć żadnych działań! – wtrącił zrezygnowany Paul. — No trudno, to przecież twoja decyzja. Ale moim zdaniem byłoby błędem, gdyby taka okazja wymknęła ci się z rąk. Gdybyś poszedł choć o krok dalej…

– Jak najbardziej zamierzam pójść o krok dalej. Ale to nie jest ani właściwy moment, ani właściwe miejsce. Chciałbym, żebyś wziął ją na słówko i powiedział jej, że…

Minęła ich grupka roześmianych, rozszczebiotanych gości, a Michael zniżył głos, by dokończyć to, co miał do powiedzenia.

– Już się robi — obiecał Paul.

Michael poklepał go po plecach i skierował się do wyjścia.

Słysząc, jak na cichy plac otoczony ogołoconymi drzewami wjeżdża samochód, Laura podeszła do okna i wyjrzała przez szczelinę między zasłonami. Z taksówki wynurzyła się Jenny i przeszła przez oszroniony chodnik.

– Cześć — powitała ją lakonicznie Laura, gdy współlokatorka weszła do salonu.

– Cześć. — Jenny zrzuciła wieczorowy szal i zmierzyła wzrokiem Laurę, ubraną w puszysty różowy szlafrok i kapcie. Jej okrągła twarz lśniła od kremu na noc, a blond włosy, które wcześniej długo i pieczołowicie prostowała, znów zaczynały kręcić się nieposłusznie. — Myślałam, że będziesz już spała.

– Spałabym, ale poszłam z Tomem do restauracji i długo czekaliśmy na taksówkę. Jak było na przyjęciu?

– Bardzo dobrze.

Widząc błysk w oczach współlokatorki i jej z trudem tłumione podekscytowanie, Laura zapytała:

– Z czego się tak cieszysz? Czyżby na balu zjawił się książę z bajki i zawrócił ci w głowie?

– Nie, nic z tych rzeczy.

– W takim razie co się stało? Wróciłaś cała w skowronkach. Powiedz wreszcie!

– Powiem, ale wcześniej chętnie napiłabym się herbaty.

– Stawiasz twarde warunki. — Laura ruszyła w stronę kuchni. — Ale ponieważ sama nie pogardzę gorącą herbatą…

Jenny zsunęła wieczorowe buty i usadowiła się na kanapie przed kominkiem gazowym. Choć wieczór rozpoczęła w marnym nastroju — ze świadomością, że straciła pracę — teraz promieniała. Rozpierała ją radość — po raz pierwszy po tym, jak zdrada Andy'ego wstrząsnęła jej światem i sprawiła, że poczuła się niechciana, a nawet bezwartościowa.

Laura wróciła z dwoma parującymi kubkami. Podała jeden Jenny i opadła na kanapę obok niej.

– No dobrze. Mów.

– Znasz Michaela Denvera?

– Tego pisarza? Zawsze za nim szalałaś.

– Tak bym tego nie ujęła.

– Dlaczego? To prawda.

Laura miała rację. Od kiedy Jenny przeczytała jego pierwszą książkę, zafascynowały ją nie tylko oryginalne intrygi i sprytne chwyty narracyjne, ale także ich autor. W książkach Denvera czuć było wrażliwość i empatię. Stworzeni przez niego bohaterowie byli ludźmi z krwi i kości, pełnymi słabości i wad, ale także obdarzonymi odwagą, siłą i zapałem. Ludźmi, których czytelnicy rozumieli i z którymi się identyfikowali.

– Więc co z tym Michaelem Denverem? — dociekała Laura.

– Potrzebuje asystentki, a ja zostałam zaproszona na rozmowę.

– Nie mów, że sam będzie ją przeprowadzał!

– Na to wygląda.

– Kiedy?

– Jutro, o wpół do dziewiątej.

– Jutro jest sobota — zauważyła Laura.

– Wiem. Ale chyba zależy mu, by znaleźć kogoś jak najszybciej. Przyśle po mnie samochód. Sama nie mogę w to uwierzyć!

– Ja też nie. Jesteś pewna, że nie wypiłaś za dużo szampana?

– Absolutnie.

– Więc jak to się stało?

– Najwyraźniej pan Jenkins, chwała mu za to, wynosił mnie pod niebiosa w rozmowie z Paulem Levensem, jednym z dyrektorów w Global. Tak się składa, że Levens jest przyjacielem Denvera. A ponieważ okazało się, że nie ma dla mnie wakatu w Global, Levens, wiedząc, że Denver szuka asystentki, zaproponował mu mnie.

– Bingo!

– To nie takie proste. Nie wiadomo, czy dostanę tę pracę. Ale byłoby fantastycznie pracować u kogoś takiego jak on.

– Powiem tylko tyle, że jeśli nie zorientuje się, jakie spotkało go szczęście i nie zatrudni cię, to jest idiotą.

– Pożyjemy, zobaczymy. — Jenny dopiła herbatę. – Lepiej pójdę już spać, żebym była przytomna jutro rano.

– Już idziesz? Właśnie miałam cię zapytać, czego się o nim dowiedziałaś.

– Niewiele. Ale jutro rano wszystko ci opowiem.

– Umowa stoi. Dobranoc!

Jenny wstała wczesnym rankiem po niespokojnej nocy. Gdy wyszła z łazienki, jej współlokatorka, która lubiła długo spać w soboty, już krzątała się po kuchni, przygotowując tosty i kawę.

– Nie mogłam się doczekać, aż mi wszystko o nim opowiesz — wyznała zdziwionej Jenny. — Wstałam też w razie, gdyby osobiście po ciebie przyjechał.

– Mało prawdopodobne.

– No to przynajmniej zobaczę jego samochód… Co powiesz na tosty?

Jenny pokręciła głową.

– Za bardzo się denerwuję, żeby cokolwiek przełknąć. Ale napiję się kawy.

Laura nalała dwie filiżanki.

– W takim razie czego się o nim dowiedziałaś?

– Bardzo mało. Ostatnio wszystko, co go dotyczy, jest spowite tajemnicą.

– Dlaczego?

– I tak powszechnie o tym wiadomo, więc powiem ci, co mówił pan Levens. Kiedy Michael Denver zdobył swoją drugą nagrodę, stał się sławny z dnia na dzień. Ale ponieważ bardzo chroni swoją prywatność, starał się pozostać w cieniu. Tyle że wkrótce poznał topmodelkę Claire Falconer…

– Znam ją! — zawołała Laura. — To jest, słyszałam o niej. Mów dalej.

– Oboje piękni, bogaci i sławni, więc wydawało się, że są idealnie dobrani i zakochani do szaleństwa. Dziennikarze ochrzcili ich mianem,,złotej pary'', nie odstępowali na krok. Ona lubiła być w centrum zainteresowania, ale on tego nienawidził. I akurat gdy hałas wokół nich zaczął zamierać, w gazetach pojawiła się informacja, że widziano Claire w jakimś odludnym hotelu z innym mężczyzną. Twierdziła, że to kłamstwo, ale szybko pojawił się kolejny artykuł – tym razem ze zdjęciem, na którym widać, jak próbują się wymknąć z hotelu. Zaczęły się plotki, że małżeństwo rozpada się po zaledwie sześciu miesiącach. Denver odmawiał komentarza, ale jego żona oznajmiła w wywiadzie, że wciąż go kocha i pragnie pojednania. Chciał cichego rozwodu, a skończyło się cyrkiem.

– Coś sobie przypominam. Czytałam o tym i było mi go żal.

– Jego życie musiało być nie do wytrzymania. Z jednej strony żona, która nie chciała rozwodu, a z drugiej – natrętni dziennikarze. Kiedy zabronił się fotografować, paparazzi tylko się rozzuchwalili. Musiał się przeprowadzić.

– Wiesz, że mimo tych wszystkich artykułów nie mam zielonego pojęcia, ile on ma lat ani jak wygląda?

– Ja też nie.

– Wyobrażam go sobie jako mężczyznę w średnim wieku, szczupłego i przystojnego. Z wysokim czołem, orlim nosem i przenikliwymi niebieskimi oczami.

– A uszy? — zapytała Jenny.

– O tak, uszy też ma. Chyba że jest udręczonym geniuszem pokroju van Gogha.

– Głupia jesteś! Pytam, czy odstają, czy nie?

– Na bank są odstające, duże i spiczaste.

– Dlaczego tak sądzisz?

– Bo tak powinien wyglądać pisarz!

Jenny roześmiała się.

– Skoro tak twierdzisz…

– Aha, nie zdziw się, jeśli po powrocie mnie nie zastaniesz. Dziś jest rocznica ślubu rodziców Toma i jedziemy do Kent, żeby spędzić z nimi dzień.

– Bawcie się dobrze. Przekaż państwu Harmenom moje najserdeczniejsze życzenia.

Jenny dopiła kawę, włożyła ciemnoszary kostium, upięła włosy, założyła złote kolczyki i umalowała się lekko.

Znała Michaela Denvera jedynie z opowieści. Nie mając pojęcia, w jakim jest wieku ani czego oczekuje od asystentki, mogła jedynie mieć nadzieję, że spodoba mu się jej elegancki wygląd.

Samochód — mercedes kierowany przez szofera — podjechał pod jej dom punktualnie.

– Już jest! — zawołała Laura, która czatowała przy oknie. — Leć. Powodzenia!

Starając się uspokoić, Jenny zarzuciła torebkę na ramię i powiedziała:

– Dziękuję. Miłego dnia!

Było mroźno. Zima posypała chodnik diamentowym pyłem, pozostawiła swój połyskliwy autograf na wszystkim dookoła.

Starszy szofer, który czekał przy krawężniku, przywitał ją uprzejmie. Jenny odwzajemniła powitanie i, czując się trochę jak uzurpatorka, weszła do środka i rozsiadła się w ciepłej, wygodnej limuzynie. Zanim dojechali do Mayfair i zatrzymali się przed okazałą kamienicą, udało jej się okiełznać nerwowe podniecenie – a przynajmniej przybrać pozę spokojnej i opanowanej.

Przeszła przez marmurowy hol, wylegitymowała się ochroniarzowi, po czym zgodnie z poleceniem pojechała prywatną windą na drugie piętro. Gdy drzwi rozsunęły się, w wystawnym holu powitał ją wysoki, chudy kamerdyner o posępnej twarzy.

– Panna Mansell? Pan Denver już czeka. Proszę za mną.

Zaprowadził ją do dużego, doskonale wyposażonego gabinetu.

– Panna Mansell — zaanonsował.

Gdy zamknęły się za nią drzwi, zza biurka wstał wysoki, barczysty mężczyzna w niezobowiązującym, ale eleganckim stroju.

Jego widok poraził ją. Choć była przekonana, że się nie znali, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że już go kiedyś widziała. Próbowała wytłumaczyć sobie, że z pewnością natknęła się na jego zdjęcie, ale w głębi duszy czuła, że nie w tym rzecz.

Z kolei Michael starał się nie pokazać po sobie, że ogarnęła go ulga. Jak na mężczyznę z reguły pewnego siebie i swoich planów, dziś był wyjątkowo zdenerwowany. Obawiał się, że kandydatka nie przyjdzie, a z drugiej strony był na siebie zły, że w ogóle go to obchodzi.

Ale przyszła — i choć przez chwilę wyglądała na zdezorientowaną, a jej krok stał się chwiejny, szybko odzyskała zimną krew.

Wyciągnął rękę i powiedział, nie uśmiechając się:

– Dzień dobry, panno Mansell.

Jego niski głos był interesujący, a ostre rysy czyniły jego twarz męską i surową. Gdy uścisnęła mu dłoń i spojrzała w zielone, okolone gęstymi rzęsami oczy, przeszył ją delikatny dreszcz. Spodziewała się mężczyzny w średnim wieku, a Denver okazał się o wiele młodszy — niespełna trzydziestoletni — i w niczym nie przypominał człowieka z wyobrażeń Laury.

– Dzień dobry.

Gdy Michael przyjrzał się Jennifer z bliska, stwierdził, że jest nie tylko piękna, ale też intrygująca. Jej twarz miała urok i charakter; była w niej jakaś siła, która nakazywała mu nie odrywać od niej wzroku.

Zirytowany własną reakcją, polecił szorstko:

– Niech pani usiądzie.

Nieco zrażona obcesowym zachowaniem, Jenny usiadła w czarnym skórzanym fotelu.

Michael wrócił na miejsce. Oparł łokcie na biurku, wsparł głowę na dłoniach i bacznie jej się przyjrzał. Miała drobną twarz w kształcie serca, wyprostowane plecy i spódnicę za kolano. Nie było w niej ani śladu femme fatale, ani cienia wskazówki, że będzie uciekać się do różnych kobiecych sztuczek, przed jakimi nie cofały się jego wielbicielki.

Jej naturalny wygląd był miłą odmianą po blichtrze świata modelek. Ucieszył się, widząc, że ma jedynie delikatny makijaż. Z drugiej strony, jej doskonała cera, ciemne brwi i rzęsy nie wymagały upiększeń.