W ukryciu - Andrea Laurence - ebook
Opis

Brody nie pokazuje się publicznie. Żyje jak pustelnik, w mroku swego szczelnie zamkniętego gabinetu. Ze światem kontaktuje się elektronicznie, dokumenty i posiłki odbiera przez podajnik w ścianie. Gdy jego zaufana asystentka wyjeżdża na urlop, zastępuje ją jej siostrzenica. Brody obserwuje na ekranie komputera pracującą Samanthę i od tej pory nie potrafi poradzić sobie z pożądaniem...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 157

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Andrea Laurence

W ukryciu

Tłumaczenie: Julita Mirska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Klauzula poufności?

Samantha Davis popatrzyła zdziwiona na swoją matkę chrzestną. Ufała Agnes bezgranicznie. W dodatku to Agnes pomogła jej znaleźć pracę. Ale klauzula poufności?

Samo dotarcie do pokoju Agnes stanowiło wyczyn. Podejrzewała, że w CIA nie ma tylu środków bezpieczeństwa co w Eden Software Systems. Chryste, w co ona się pakuje?

Agnes przesunęła formularz.

– Kochanie, to naprawdę nic takiego. Po prostu pan Eden ceni sobie prywatność. Na to piętro wstęp mają wyłącznie trzy osoby: on, ja i szef ochrony, a z całej firmy ja jedna mam z nim bezpośredni kontakt. Czyli ty również będziesz miała i dlatego musisz to podpisać.

Dreszcz przebiegł Sam po plecach. Chociaż w pokoju nie było nikogo innego, miała wrażenie, że jest obserwowana. Rozglądając się, zauważyła zamontowaną w rogu maleńką kamerkę. Druga znajdowała się na przeciwnej ścianie. Co to za szef, który podgląda sekretarkę?

Gdyby ktokolwiek inny namawiał ją do podpisania klauzuli, uciekłaby gdzie pieprz rośnie. Ale Agnes nie wplątywałaby jej w jakieś lewe interesy po to, by wyjechać z mężem w podróż z okazji czterdziestej rocznicy ślubu.

Sam rzuciła okiem na dokument. Brody Eden to właściciel ESS, Eden Software Systems. Firma nie zajmuje się niczym tajnym. Przeciek informacji nie zagrażałby bezpieczeństwu narodowemu. Mimo to, gdyby Sam złamała warunki umowy, musiałaby zapłacić karę w wysokości pięciu milionów dolarów.

– Sama nie wiem. Pięć milionów? Nie mam tyle.

– Myślisz, że ja mam? – spytała ze śmiechem Agnes. – Rób, co do ciebie należy, z nikim oprócz mnie nie rozmawiaj o Edenie i wszystko będzie w porządku.

– A dlaczego miałabym z kimkolwiek o nim rozmawiać?

O ile Sam się orientowała, Brody Eden był drugim Billem Gatesem, tyle że żył w ukryciu. Odkąd zbudował swe imperium, dziennikarze bezskutecznie usiłowali zdobyć o nim informacje. Gdyby wiedzieli, że ma z Edenem kontakt, pewnie próbowaliby ją sondować. Ale co mogłaby im ujawnić? Że Brody Eden słodzi kawę?

Agnes westchnęła ciężko.

– Podpisz, to ci wszystko wyjaśnię. Nie wygłupiaj się, potrzebujesz i pracy, i pieniędzy. No, podpisuj.

Sam faktycznie potrzebowała pieniędzy, a Eden płacił… podejrzanie dobrze. Musiał mieć powody, ale ich nie pozna, dopóki nie zawrze paktu z diabłem. Okej. Za kilka dni musi zapłacić czynsz, a cały jej majątek to piętnaście dolarów. Złożyła więc podpis na dole strony.

– Świetnie – ucieszyła się Agnes. – Nie przepadnie mi rejs po Morzu Śródziemnym.

Włożyła umowę do teczki, następnie podeszła do srebrnego okienka w ścianie i pociągnęła za uchwyt. Okienko okazało się szufladą. Umieściła w niej dokumenty.

– Co robisz? – zdziwiła się Sam.

– Przekazuję dokumenty panu Edenowi.

– Nie wchodząc do niego do gabinetu?

– Rzadko tam wchodzę.

Sam popatrzyła na dębowe drzwi broniące wstępu do jaskini lwa. Wyglądały imponująco: były masywne, przypuszczalnie wyposażone w najnowszej generacji zamki i zabezpieczenia.

– A on tutaj?

– Czasami. Zwykle porozumiewamy się przez interkom lub komputer. Szuflada służy do przekazywania poczty lub wydruków. Działa w dwie strony.

– Jak w tym filmie z Hannibalem Lecterem.

– Aha. – Agnes wróciła do biurka. – Skoro sprawy formalne mamy załatwione, czas na rozmowę.

Sam wzięła głęboki oddech. Teraz, gdy już podpisała umowę, wcale nie była pewna, czy chce poznać tę pilnie strzeżoną tajemnicę. Z drugiej strony zżerała ją ciekawość.

– W coś ty mnie wpakowała, Agnes?

– Oj, skarbie, miewałam w życiu różnych szefów, ale Brody’ego kocham jak syna. Po prostu będziesz musiała znaleźć na niego sposób. Wtedy nie będzie taki… kolczasty.

Poprzedni szef Sam, seksowny i charyzmatyczny Luke, złamał jej serce i wyrzucił ją z pracy. Może więc lepszy okaże się szef kolczasty, lecz zachowujący dystans? Jeśli rzadko będą przebywać w jednym pokoju, mała szansa, że nawiążą romans. Obróciła się ku jednej z kamer.

– Obserwuje nas?

Agnes wzruszyła ramionami.

– Pewnie tak, ale nie słyszy, więc mogę ci zdradzić jego tajemnicę. Dawno temu Brody miał wypadek, podczas którego jego twarz została poważnie oszpecona. Od tej pory unika ludzi, stąd te wszystkie zabezpieczenia. Jeśli wezwie cię do gabinetu, udawaj, że niczego nie widzisz. Nie okazuj zdziwienia, odrazy, współczucia. Z początku może być ci trudno, ale przywykniesz.

Sam zrobiło się żal szefa. Wyobraziła sobie, jaki musi być samotny. Chętnie by mu pomogła… Ojciec nazywał ją „panną naprawiaczką”, bo naprawiała wszystko, co tego wymagało. Jej matka zmarła, kiedy Sam była w drugiej klasie. Odtąd siedmioletnia dziewczynka troszczyła się o bliskich oraz dom. Dziurawe skarpety? Zaceruje. Brak pieniędzy na jedzenie? Zrobi makaron z niespodzianką.

Potrafiła szybko i sprawnie rozwiązać każdy problem. Nawet wtedy, gdy nikt jej o to nie prosił. Dlatego dwaj młodsi bracia ukuli dla niej termin „panna wtrącalska”.

Ale jak ma pomóc Edenowi, jeśli unika ludzi?

– Myślisz, że go kiedykolwiek zobaczę?

– Prędzej czy później wyjdzie z gabinetu albo ciebie wezwie. Będzie warczał, burczał, ale nie martw się, krzywdy ci nie zrobi.

Samantha kiwała głową, podczas gdy Agnes opisywała zakres jej obowiązków. Oprócz pracy, jaką zwykle wykonują sekretarki, Sam miała kilka dodatkowych zadań.

– Odbieranie rzeczy z pralni? – Patrzyła na listę, którą Agnes jej podała. – Dlaczego nie poprosi o to żony?

– Bo jest kawalerem. Tak jak powiedziałam, tylko ja go widuję, więc rano będziesz kupować mu kawę. Lunch zwykle przynosi z domu, czasem zamawia przez telefon. Wtedy kurier zostawia go w recepcji, a ty zjeżdżasz na dół i przywozisz na górę.

Niesamowite. Facet nikomu nie pokazuje się na oczy.

– Jak można tak żyć? Bez wychodzenia do sklepu, do kina, na kolację z przyjaciółmi?

– Brody’emu wystarcza komputer. Wszystko załatwia za jego pośrednictwem. A jeśli czegoś nie może, wtedy prosi o to ciebie.

Wreszcie Sam przestała się denerwować.

– Kiedy zaczynam?

– Jutro i w piątek będziemy tu obie, a od poniedziałku przez miesiąc jesteś zdana na siebie.

– Są jakieś zasady co do ubioru?

– Większość pracowników woli styl nieformalny. Pan Eden nosi garnitury, chociaż nie rozumiem po co, skoro nikogo poza mną nie widuje. A ty kochasz modę, więc na pewno dasz sobie radę.

Samantha zdławiła śmiech. Kocha modę? Raczej ma bzika na punkcie ciuchów. Uwielbiała styl dziewczęcy, hafty, cekiny, rzeczy lśniące, a z kolorów róż i fiolet. Nowe buty na koturnach albo skórzana torebka wprawiały ją w stan ekstazy.

To się skończyło, kiedy dwa miesiące temu straciła pracę. Od tej pory, zniechęcona i zrezygnowana, zaczęła nosić T-shirty i dresy. Miałaby w szpilkach lub w koturnach oglądać filmy w telewizji?

Na szczęście maratony filmowe należały do przeszłości. Znów ma pracę i znów może się modnie ubierać. Pan Eden nie będzie się nudził, obserwując ją przez kamery.

– Chodźmy po twój identyfikator i kody. Przy okazji ochrona zeskanuje ci odcisk palca, inaczej nie dostaniesz się na to piętro.

Sam ruszyła za Agnes do drzwi. W nagłym przypływie odwagi zatrzymała się i skierowała wzrok na kamerę, która śledziła jej ruchy. Odgarnęła z twarzy długie jasne włosy i wyprostowała dumnie ramiona.

– Skoro przez miesiąc zamierzasz mi się przyglądać – rzekła, wiedząc, że szef nie słyszy – to mam nadzieję, że będziesz czerpał z tego przyjemność.

Już drugi dzień, z zapartym tchem, jakby oglądał fascynujący film, Brody obserwował nową asystentkę. Odkąd przyszła podpisać umowę, nie mógł oderwać od niej wzroku. Nie zajmował się pracą, nie wziął udziału w telekonferencji. Po prostu wpatrywał się w ekran zaintrygowany dziewczyną w pokoju obok, która co jakiś czas zerkała w kamerę, jakby śledziła jego ruchy.

Może dlatego, że nie znał wielu osób, zwłaszcza kobiet, Sam wydawała mu się niesamowicie atrakcyjna. Podobały mu się jej gęste włosy opadające na ramiona i plecy, duże brązowe oczy, promienny uśmiech i oliwkowy odcień skóry świadczący o tym, że lubi przebywać na powietrzu. Nie była szczególnie wysoka, ale nadrabiała to obcasami, a te w połączeniu z krótką wąską spódnicą… Jednym słowem, stanowiła miłą odmianę po pięćdziesięciodziewięcioletniej Agnes.

Uwielbiał Agnes. Była pracowita, godna zaufania. Dawno temu uprzedziła go, że wybiera się z mężem w podróż rocznicową. Miał mnóstwo czasu, by przywyknąć do tej myśli. Gdy wspomniała, że jej córka chrzestna mogłaby ją przez ten miesiąc zastąpić, uznał, że to świetny pomysł. Zapomniał jednak spytać, jak ta chrześniaczka wygląda. Dla większości osób nie miałoby to znaczenia, on jednak unikał ludzi, zwłaszcza atrakcyjnych kobiet.

Nikt tego nie potrafił zrozumieć, szczególnie jego bracia, którzy ciągle mu mówili, że powinien umawiać się na randki. Ale oni nie wiedzieli, jak to jest. Wszyscy trzej byli przystojni, bogaci, spełnieni zawodowo. Rzadko spotykali się z odmową.

Brody natomiast z góry zakładał, że zostanie odtrącony. Ale nie to było najgorsze. Najgorsza była pierwsza reakcja, wyraz strachu, jaki pojawiał się na twarzy dziewczyny. Wyraz, którego nawet najlepiej wychowana osoba nie potrafiła ukryć. Potem miejsce zaskoczenia zajmowało współczucie.

Oczywiście wiedział, że są na świecie ludzie bardziej pokiereszowani fizycznie. Z wojny wracają żołnierze o poparzonych ciałach i wcale nie kryją się po kątach. Żyją normalnie, często walczą o prawa innych ofiar.

Podziwiał ich, ale po pierwsze jego rany nie powstały na wojnie, a po drugie nie interesowało go bycie „twarzą” nieszczęśników, których oblano kwasem. Pewnie dlatego zyskał opinię nie tylko samotnika, ale i drania. Trudno. Nie znosił współczujących spojrzeń, a draniowi, nawet poparzonemu, nikt nie współczuł.

Spoglądając na kobietę, westchnął głośno.

Nie wyszedł i nie przedstawił się. Niech sobie myśli, że jest gburem. Wolał obserwować ją z daleka, odsunąć moment, kiedy popatrzy z przerażeniem na jego brzydką twarz. Będą pracować razem przez miesiąc, zdąży się przedstawić. Czy zrobi to dziś, czy za tydzień, ona wciąż będzie piękna, a on… on wciąż będzie maszkaronem.

Dźwięk wydany przez jeden z sześciu komputerów przerwał jego rozmyślania. Program zakończył pracę: parę razy dziennie szukał w sieci kilku haseł, między innymi „Brody Butler”. Gdyby pojawiła się informacja, że ktoś wpisał do wyszukiwarki to nazwisko, Brody pierwszy by o tym wiedział. Cenił swą prywatność, nie chciał, aby to, co się zdarzyło w przeszłości, miało wpływ na jego teraźniejszość. Dlatego po skończeniu szkoły średniej zrezygnował z nazwiska Butler i przyjął nazwisko adopcyjnych rodziców. Chciał osiągnąć sukces dzięki własnej inteligencji, a nie dlatego, że ludziom jest go żal.

Bał się, że jeśli ktoś skojarzy, że Brody Butler i Brody Eden to ta sama osoba, zaczną się pytania, na które nie chciał odpowiadać.

Pewnie z powodu przeżyć w dzieciństwie nigdy nie opuszczał gardy. Wierzył, że jeśli coś złego może się stać, to się stanie. Bracia wytykali mu czarnowidztwo, ale wolał być przygotowany na najgorsze. Nie zdołał powstrzymać biologicznego ojca przed stosowaniem przemocy, ale fizycznie i psychicznie zawsze był gotów na jego ciosy.

W każdej sytuacji zachowywał czujność. Internet był jego sprzymierzeńcem i przyjacielem.

– Co my tu mamy? – Przebiegł wzrokiem informacje i odetchnął z ulgą. W stanie Wisconsin niejaki Brody Butler wjechał ciężarówką w sklep. Fałszywy alarm. Nikt go dziś w sieci nie szukał. Wczoraj też nie. Ani od pięciu lat, odkąd zainstalował w komputerze specjalny program.

Jego dawna tożsamość znikła, gdy zdał maturę. Biologiczni rodzice nawet nie próbowali go odnaleźć. Ojciec był w więzieniu, miał utrudniony dostęp do sieci, ale matka? Może to i lepiej, że ona też nie, skoro stanęła po stronie agresywnego męża zamiast poparzonego dziecka.

Chyba nigdy nie zrozumie kobiet. Był inteligentnym człowiekiem, troskliwym, z sukcesami na koncie, lecz kobiety widziały jedynie jego blizny, wolał więc żyć samotnie. Kobiety oznaczały kłopoty i ból. Święcie w to wierzył. Wierzył też, że nowa asystentka jest taka sama jak inne przedstawicielki jej płci. Na razie fascynowała go tak jak nowa zabawka. Ale wkrótce fascynacja minie, a on ponownie skupi się na pracy.

Skierował wzrok na ekran pokazujący obraz z kamery. Samantha siedziała przy biurku. Z jasnym lokiem opadającym na czoło wyglądała pięknie. Pokręcił głową. Miał ochotę wyjść z gabinetu, podejść do niej i odgarnąć jej ten lok z czoła. To był idiotyczny pomysł.

Wcisnął interkom.

– Gdzie jest Agnes? – spytał.

Nie wdawał się w żadne uprzejmości, pominął nawet zwykłe „dzień dobry”. Samantha wyprostowała się, ściągnęła brwi. Widział, że jest niemile zaskoczona jego tonem.

– Dzień dobry, panie Eden – przywitała się kulturalnie, ignorując jego pytanie.

Molly, jego matka adopcyjna, skarciłaby go za opryskliwość, ale jemu zależało na opinii chama. Dzięki temu ludzie trzymali się od niego na dystans.

– Poszła zanieść dokumenty do księgowości i odebrać z recepcji pana lunch.

Lunch. Wyleciało mu z głowy, że zamówił danie z ulubionej tajskiej restauracji.

– Jak wróci, niech przyjdzie do mnie. Chcę ją o coś spytać.

– Wie pan, że Agnes wyjeżdża. Skoro będzie pan zdany na mnie, to może ja przyniosę panu lunch, przedstawię się i postaram odpowiedzieć na pańskie pytania?

Co za tupet! Jest drugi dzień w firmie, a już rozpycha się łokciami. Nie zamierzał rozmawiać z nią w cztery oczy, na pewno nie dziś, może nigdy.

– Dziękuję, panno Davis, ale nie. Proszę przekazać Agnes moją prośbę.

– Oczywiście, proszę pana.

Obserwował przez kilka minut, jak przesuwa rzeczy na biurku. Była wyraźnie zła. W pewnym momencie utkwiła spojrzenie w kamerze. Wstrzymał oddech. Ciarki przeszły mu po krzyżu.

Patrzyła na niego zirytowana, lecz bez strachu, wstrętu czy współczucia. Oczywiście jej reakcja byłaby diametralnie inna, gdyby znajdowała się w tym samym pokoju co on.

Tytuł oryginału:  A Beauty Uncovered

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2013

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2013 by Andrea Laurence

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o. o., Warszawa 2015

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieł w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-1598-5

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o. | www.legimi.com