Wydawca: Zwierciadło Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2015

W krzywym zwierciadle. Ciąg dalszy nastąpił ebook

Maciej Stuhr  

5 (4)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 266 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka W krzywym zwierciadle. Ciąg dalszy nastąpił - Maciej Stuhr

Ceniony aktor daje się poznać jako znakomity obserwator rzeczywistości i mistrz puent.

Pozwala spojrzeć na świat przedstawiony w krzywym zwierciadle. Czasem rozśmiesza, czasem wzrusza. Z wrodzoną inteligencją balansuje na granicy humoru i drwiny. Dostarcza rozrywki, ale przede wszystkim prowokuje do myślenia. W krzywym zwierciadle to pozycja obowiązkowa dla wielbicieli wyrafinowanego dowcipu.

Dzięki tej książce Maciej Stuhr daje się poznać tym, którzy do tej pory nie czytali comiesięcznych felietonów w magazynie „Zwierciadło” lub też czytują je sporadycznie, a mieliby ochotę częściej….

Maciej Stuhrwybitny aktor teatralny, filmowy, telewizyjny i kabaretowy. Współpracował ze znamienitymi reżyserami filmowymi i teatralnymi. Felietonista magazynu „Zwierciadło”. Laureat wielu nagród – m.in. Orła za pierwszoplanową rolę męską w filmie Pokłosie i Kryształowego Zwierciadła. Uhonorowany tytułem Mistrza Mowy Polskiej (2004), w roku 2008 został Ambasadorem Polszczyzny. Odznaczony srebrnym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2014).

Opinie o ebooku W krzywym zwierciadle. Ciąg dalszy nastąpił - Maciej Stuhr

Fragment ebooka W krzywym zwierciadle. Ciąg dalszy nastąpił - Maciej Stuhr

Korekta: Melanż
Redaktor prowadzący: MAGDALENA CHORĘBAŁA
Projekt okładki i makiety, skład i łamanie: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN – www.panczakiewicz.pl
Zdjęcia: RAFAŁ MASŁOW
Stylizacja: DOMINIKA ZASŁONA-DUKIELSKA, MARCIN BRYLSKI
Dyrektor produkcji: ROBERT JEŻEWSKI
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie, w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.
© Copyright by Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o., Warszawa 2015 Text © copyright by Maciej Stuhr 2015
ISBN 978-83-64776-78-6
Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o. ul. Karowa 31a, 00-324 Warszawa tel. (+48 22) 312 37 12 Dział handlowy:handlowy@zwierciadlo.pl
Konwersja:eLitera s.c.

WSTĘP

Można powiedzieć, że pisałem tę książkę latami. Można też powiedzieć, że nie pisałem jej w ogóle. Pod koniec 2008 roku Manana Chyb zaprosiła mnie do współpracy w „Zwierciadle”. Od tej pory wydobywam z siebie przynajmniej jedną myśl w miesiącu, co uważam za swój osobisty sukces.

Można powiedzieć, że te myśli właściwie w ogóle się nie wiążą ze sobą. Jedne są do śmiechu, inne do zadumy, a jeszcze inne do niczego. Ale być może można zaryzykować stwierdzenie, że jednak coś je łączy. Odpowiedź na pytanie „A co mianowicie?” pozostawiam Państwu. Swoją delikatną sugestię zawarłem w końcówce felietonu Niech spokój pokona krzyk.

Kiedyś Piotr Najsztub zapytał mnie, czy lubię to, co piszę. Przyłapany na nieskromnym rumieńcu musiałem ze wstydem dać odpowiedź twierdzącą. „Czyli klasyczny grafoman!” – równie szczerze odpowiedział pan Piotr. I tu mała prośba do Państwa. Jeśli nie spodoba się Wam to, co przez te lata mąk twórczych ze mnie się wydobyło, a los zetknie nas kiedyś face to face, to proszę, nie mówcie mi tego, bo mi będzie bardzo przykro!

ZAMIAST PROLOGU

To piękna chwila siąśćprzed czystą kartką...

Różni ludzie są na świecie.

Zawsze chciałem być muzykiem rockowym.

Czy człowiek może zwariować od dziwnych myśli?

Czy pokazali Państwo kiedyś, na co Was stać?[1]

To piękna chwila siąść przed czystą kartką...

Pałac Kultury to dziwny budynek, ale nie o tym chciałem tu pisać.

Długo, oj, długo zastanawiałem się, jak zacząć mój pierwszy felieton dla Państwa. Chodziłem wokół tego pierwszego zdania. Chodziłem, przymierzałem, szczerze mówiąc, nie znalazłem tego jednego, jedynego, którym bym się chciał z Państwem przywitać. Znalazłem sześć. Wybierzcie sobie, które się Wam najbardziej podoba. A teraz do rzeczy... Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Żyje sobie na świecie człowiek o nazwisku Nacot. Ja wiem, nie jest to może częste nazwisko. Ale też nie jest tak, że takiego nazwiska nie potrafimy sobie w ogóle wyobrazić. W ramach powszechnie obowiązującej polszczyzny pana Nacota możemy chyba zaakceptować. Wyobraźmy sobie teraz, że nasz pan Nacot ma przepiękną stać. No i dopiero teraz zaczynają się moje prawdziwe kłopoty. Bo o ile pana Nacota, jak i „Różnych ludzi, którzy są na świecie” byłbym w stanie Państwu jakoś mniej lub bardziej logicznie wytłumaczyć, o tyle ze stacią nie pójdzie już tak łatwo. Mianowicie dlatego, że ja sam nie bardzo mam pojęcie, czym rzeczona stać miałaby być... Mało tego! Ja nawet nie umiałbym chyba powiedzieć, skąd pan Nacot ową stać wytrzasnął! Czy on ją dostał, czy on się z nią może nawet i urodził, wyhodował, kupił, przeszczepił sobie – nie wiem. Zabijcie mnie – nie wiem! Mogę jedynie domniemywać, że owa stać jest raczej godna pokazania. Zademonstrowania, w sensie. Znaczy się, niedobrze, coby ona, ta stać, w ukryciu wciąż tkwiła. Jakże bowiem inaczej wytłumaczyć to, że od wielu miesięcy czołowy, najpopularniejszy wokalista w tym kraju (ten tekst nie służy pastwieniu się nad tym człowiekiem, nie będę więc wymieniał jego nazwiska ani nawet nazwy jego zespołu, załóżmy, na nasze potrzeby, że ów zespół nazywa się Czuj) śpiewa w każdym dostępnym środku masowego rażenia pieśń, w której refrenie wielokrotnie, na całe gardło, z niesłabnącym zapałem nawołuje: „Pokaż Nacocie stać!”?! A w chwilę potem, jakby zatrwożony wizją, że pan Nacot mógłby zademonstrować swą stać jakoś niedbale, chyłkiem jeno, pośpiesznie dodaje: „Ale nie jeden raz!!!”... Wydaje się, że pozostawanie staci pana Nacota w ukryciu i społecznej nieświadomości musi być wyłącznie kwestią czasu. Społeczna nieświadomość też ma swoje granice. W związku z tym z dnia na dzień w każdym zakątku Polski przybywa fanów, którzy coraz głośniej domagają się: „Pokaż Nacocie stać!!!!”.

No cóż... różni ludzie są na świecie. Jest gdzieś być może jakiś pan Nacot, jest gdzieś grupa Czuj (gdzie, to trudno powiedzieć, bo ponoć grają dużo koncertów. Dziś mają dwa. Oba w Krynicy. Tylko jeden w Górskiej, drugi w Morskiej). Gdzieś jesteście Wy, otwierając nowy numer „Zwierciadła”, i gdzieś też są ludzie, którzy mają pewne, hm... skrzywienie. Którym wystarczy puścić zwykły popowy przebój z pytaniem, na co ich stać, a oni od razu widzą stać pana Nacota. Którym wystarczy powiedzieć „A”, a oni nie odpowiedzą „B”, oni na ten przykład odpowiedzą: „Psik”. (Nawiasem mówiąc, niełatwo jest być takim człowiekiem, oj, niełatwo!) Czy tacy ludzie mogą publikować w „Zwierciadle”? No, chyba tylko na stronie opatrzonej dodatkiem: „W krzywym...”.

styczeń 2009

TWÓJ CZAS JEST DLA NASBARDZO WAŻNY

Ze zdumieniem odkryłem, że prócz rozmowy typu męskiego i rozmowy typu żeńskiego istnieje jeszcze jeden rodzaj rozmowy telefonicznej. Bezpłciowy[2].

Tuuut. Tuuut. Tuuut. (Chopin) – Dzień dobry! Tu automatyczna, telefoniczna, supernowoczesna infolinia dla naszych abonentów. Twój czas jest dla nas bardzo ważny. For English press 1. Jeśli chcesz sprawdzić dane swojej ostatniej faktury, wciśnij 2. Jeśli interesuje cię nasza najnowsza oferta, promocyjne okazje lub okazyjne promocje, wciśnij 3. Jeśli chcesz sprawdzić liczbę magicznych punktów, wciśnij 4. Jeśli chcesz zamówić nagrodę, upominek lub masz na imię Wojtek, wciśnij 5. Jeśli masz aparat starego typu z tarczą zamiast klawiszy, wciśnij 6. Jeśli chcesz wcisnąć 7, wciśnij 7. Jeśli jesteś świadkiem, uczestnikiem lub ofiarą napadu, wciśnij 997. Jeśli bardzo się śpieszysz, wciśnij 8. – Wciskam 8.

(Chopin) – Jesteś klientem, który bardzo się śpieszy. Twój czas jest dla nas bardzo ważny.

Jeśli śpieszysz się na autobus, wciśnij 1. Jeśli śpieszysz się do pracy, wciśnij 2. Jeśli śpieszysz się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą, wciśnij 3. Jeśli nie znasz powiedzenia: śpiesz się powoli, wciśnij4. Inne: wciśnij 5. – Omyłkowo zamiast 5 wciskam 4.

(Chopin) – Znajdujesz się w poczekalni do ekspresowego załatwienia swojej sprawy. Jeżeli nie śpieszy ci się tak bardzo i chcesz nadal wciskać klawisze, wciśnij 1. Jeżeli śpieszy ci się tak bardzo, że w żadnym wypadku nie chcesz już niczego wciskać, wciśnij 2. Aby połączyć się z operatorem w dowolnym momencie, wciśnij zero. – W dowolnym momencie?! W dowolnym momencie?!!! Wciskam zero.

(Chopin) – Aby przyśpieszyć jeszcze bardziej załatwienie twojej sprawy, prosimy o doprecyzowanie tematu rozmowy. Pochwała działania naszej firmy – wciśnij 1. Uwagi, skargi i zażalenia – wciśnij czerwoną słuchawkę. Pogoda – wciśnij 2. Luźne pitu-pitu – wciśnij 3. Zmiana danych osobowych – wciśnij 4. – O Jezu! Drżącą ręką wciskam 4.

– W trosce o bezpieczeństwo naszych klientów wszystkie rozmowy z konsultantami są nagrywane. Jeżeli nie wyrażasz zgody na nagranie, odłóż słuchawkę.

– Nie! Halo! Wyrażam, wyrażam! Błagam, nagrajcie mnie! Nagrajcie, odsłuchujcie sobie potem, wyślijcie Michnikowi, wszystko jedno, nieważne!!!

– Znajdujesz się w kolejce oczekujących na połączenie z operatorem. Przybliżony czas oczekiwania to 12 minut.

Dwadzieścia minut później.

– Dzień dobry, witamy serdecznie w naszej firmie! Dziękujemy za telefon i wybór naszej firmy, życzymy zdrowia, szczęścia, pomyślności. Małgorzata Precyzja, w czym mogę pomóc?

– Halo?! To ja! Halo, proszę się nie rozłączać! Proszę niczego nie wciskać! Dzień dobry! Jak się cieszę, że panią słyszę!

– Witamy serdecznie w naszej firmie! Małgorzata Precyzja, w czym mogę pomóc?

– Proszę pani, ja chciałem jedynie zgłosić zmianę miejsca zamieszkania.

– Oczywiście. Poproszę pana o hasło.

– Hasło? Jakie hasło?

– Dziesięciocyfrowe hasło dostępu, które wybrał pan 10 lat temu przy podpisaniu pierwszej umowy z naszą firmą.

– Ach tak, oczywiście. Obawiam się, że nie pamiętam...

– W takim razie poproszę pana o numer klienta.

– Jakiego klienta?

– No... pana klienta...

– Ach tak, oczywiście. Obawiam się, że nie pamiętam...

– W takim razie proszę wstukać 4-cyfrowy tajny numer PIN.

– Kobieto! Zmiłuj się! To ja! Maciej, syn Jerzego! Adres chciałem zmienić! Ja nie znam żadnego PIN-u, żadnego hasła! Za chwilę nawet nie będę pamiętał, jak się nazywam!

– Małgorzata Precyzja, w czym mogę pomóc?

– Do Warszawy z Krakowa przyjechałżem!

– W takim razie przełączam pana do menedżera konsultantów. Po sygnale proszę wcisnąć 1. Do widzenia, dziękujemy za skorzystanie z usług naszej infolinii!

Słyszę sygnał, ale żółć zalewa mi oczy, więc nie widzę dokładnie, co wciskam.

– Ten klawisz nie jest aktywny. (Chopin) Dzień dobry! Tu automatyczna, telefoniczna, supernowoczesna infolinia dla naszych abonentów. Twój czas jest dla nas bardzo ważny. For English press 1.

luty 2009

DIETA JEST JAK ROSJA

Kiedy dotarłem do symbolicznej 33. rocznicy moich urodzin, postanowiłem w trosce o lepszą starość zbadać zagadnienie szkodliwości niektórych składników zawartych w naszym jedzeniu.

Całe życie panicznie bałem się awokado. Odkąd mój ojciec, 20 lat temu, wyszedł ze szpitala po przebytym zawale mięśnia sercowego z listą produktów, których nie może jeść ze względu na dużą szkodliwość dla tego organu, awokado stało się symbolem czyhającego w jedzeniu potwora dybiącego na nasze zdrowie i życie. Ten dziwny owoc, z gigantyczną, twardą, zdolną udławić słonia pestką, dzierżył na tej liście niechlubną palmę pierwszeństwa. Po pierwsze: nie jeść awokado!

Od tamtego momentu to tu, to tam docierały do mnie informacje na temat szkodliwości niektórych składników zawartych w naszym jedzeniu. Kiedy więc dotarłem do symbolicznej 33. rocznicy moich urodzin, postanowiłem w trosce o lepszą starość zbadać to zagadnienie nieco głębiej. Początkowo traktowałem to z przymrużeniem oka, bo kiedy na przykład usłyszałem, że żółte warzywa są niezwykle wskazane ze względu na coś tam, to bardzo ucieszyłem się, że wreszcie będę mógł jeść frytki. Jednak każda kolejna wiadomość o tym, czego nie wolno, sprawiała, że mina mi rzedła. A więc oczywiście nic smażonego. Ograniczyć pieczywo białe, a najlepiej w ogóle węglowodany. To już jest szok dla większości młodych mężczyzn wychowanych na maminych kotletach. Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Odstawić wszelkie napoje gazowane i słodkie. No cóż... W życiu bywa ciężko. Odstawię colę i pójdę prosto do nieba! Gdzie tam! Natychmiast okazało się, że wszystkie napoje na „wó”, na „whi”, na „wi”, a nawet, a raczej zwłaszcza na „pi” to zjazd na samo dno dietetycznego piekła. Można powiedzieć, że dieta jest jak Rosja. Cały czas próbuje nam przykręcić kurek...

Po awokado, frytkach, polędwicach, colach i procentach przyszła pora na rzeczy doprawdy zdumiewające. Żółty ser! Mój kochany, niewinny, najzwyczajniejszy na świecie żółty serek! Ze zdumieniem dowiedziałem się, że w niektórych żółtych serach nie ma w ogóle żółtego sera! Sam tłuszcz jeno! Mleko? Owszem, ale żeby nie było na butelce żadnego UHT, które toUHT przecież miało mieć zbawienne skutki dla zdrowotności! Jogurt? Zgroza! Gorsze niż wszystkie E-327 razem wzięte! Dietetyczne chrupkie pieczywo? Pójście do szpitala i poproszenie o wszczepienie dowolnego nowotworu to mniejsze ryzyko zachorowania na raka!

To wszystko jednak pikuś. Uwrażliwiony na tematykę zdrowego żywienia, przeskakując przez telewizyjne kanały, w naturalny sposób zatrzymałem się na programie zatytułowanym „Jedzenie może zabić” nadanym w porze niezwykle nocnej. Zaczęło się to wszystko od zupełnie absurdalnego przeszczepu wątroby po zjedzeniu banalnego sromotnika, który wyglądał jak zwykła pieczarka. Potem wspomniano o jadzie kiełbasianym, ale to też fraszka, no bo przecież jeść żurek z kiełbasą to naiwność równa połknięciu termometru rtęciowego w całości! Zrobiło się ciekawiej, kiedy się okazało, że można się zatruć tymże jadem zawartym jednakowoż w... tuńczyku! Potem na serio się przestraszyłem, gdyż okazało się, że gdybym tak niechcący zjadł sobie – ot tak – wóz z kapustą (takie sformułowanie zostało użyte), to po prostu śmierć na miejscu! Kiedy jednak zaczęto opisywać przypadki utraty głosu po zjedzeniu kiwi i melona, utraty przytomności po jajku (który to zresztą produkt 20 lat temu zajmował drugie miejsce po awokado pod względem szkodliwej zawartości cholesterolu, ale dziś został zrehabilitowany), a w końcu śmierci w wyniku spożycia grejpfruta, który spowodował wzmożone działanie jakiegoś leku, postanowiłem się oddać w ręce fachowców.

– Całe życie panicznie bałem się awokado – zacząłem nieśmiało pierwsze spotkanie z najbardziej fachowym dietetykiem. Ku swojemu bezgranicznemu zdumieniu usłyszałem w odpowiedzi: – A niesłusznie, panie Maćku. Awokado to obecnie najbardziej wskazany ze względów zdrowotnych owoc znany współczesnej medycynie!

No dobrze... to ja sobie teraz pójdę do sklepu, kupię rzeczy, których dawno nie kupowałem, zapalę sobie papieroska i zastanowię się, co dalej...

marzec 2009

A IMIĘ JEGO BĘDZIECZTERDZIEŚCI I TRZY!

Dziś „k...” wywołuje zupełnie inne skojarzenia, przy których „k...” sprzed roku wydaje się równie niewinna, jak „papu”, „brum-brum” czy „ziazi”.

„K...”! Jeszcze rok temu każdemu felietoniście, w którego tekście pojawiłaby się taka zbitka znaków, przypisywano by intencje całkowicie nieparlamentarne. Rada Etyki Mediów nie miałaby najmniejszych wątpliwości, że należy interweniować. Dziś jednak zbitka „k...” wywołuje zupełnie inne skojarzenia, przy których „k...” sprzed roku wydaje się równie niewinna, jak „papu”, „brum-brum” czy „ziazi”. I nieważne, czy jest to rodzinny stół, konferencja rządu, opozycji czy episkopatu, kościół, synagoga, gazeta, telewizja, radio, spotkanie z przyjacielem – w każdym z tych miejsc prędzej czy później pojawi się „k...”. Dziś „k...” zagląda nam głęboko w oczy. Oto felieton w czasach Kryzysu!

Oczywiście założenie, że felieton ten w ogóle dotrze do Państwa, jest niezwykle optymistyczne. Oznaczałoby to, że jeszcze nie odcięto mi Internetu, „Zwierciadło” nadal istnieje, prasę wciąż się kolportuje, a Państwa w dalszym ciągu stać na zakup naszego miesięcznika. Krótko mówiąc, w świetle hiobowych wieści, które bombardują nas od miesięcy, prawdopodobieństwo tego, że Wasz wzrok spoczywa na tych literach, jest znikome. W ogóle trudno wyobraźni podążyć za zmianami, które mogą nas czekać. Oto garść suchych faktów mogących uzmysłowić powagę sytuacji tym wszystkim, którzy jeszcze nie wierzą w „k...”.

Po pierwsze, informacja dla warszawiaków. Druga linia metra na razie nie powstanie. Rozpoczęcie budowy jest wciąż przekładane na bliżej nieokreśloną przyszłość. Coraz głośniej mówi się, że do 2012 roku w ramach oszczędności mogą nawet zostać zakopane ostatnie stacje pierwszej linii.

Sześciolatki nie pójdą do szkoły. Siedmiolatki pójdą, ale od razu do drugiej klasy. Dzieci zamiast tabliczki mnożenia z powodu „k...” będą uczyć się od razu wzorów skróconego mnożenia. Cała tabliczka będzie i tak raczej bezużyteczna.

Cięcia nie ominą także kultury i sztuki. W teatrach do repertuarów ma już niedługo wejść sztuka Antoniego Czechowa Dwie siostry. Jeśli chodzi o operę, to dominować będzie ta za trzy grosze (plus VAT). Rafał Blechacz zagra Walc minutowy Chopina w 56 sekund. Natomiast w miarę obronną ręką wyjdzie z „k...” literatura. Najczęściej wznawianą książką (ze względu na tytuł) będą Dziady Mickiewicza, w których jedyne zmiany dotkną dwuwersu: „Z matki obcej; krew jego dawni bohaterzy,/ A imię jego będzie czterdzieści i trzy”.

Czarne chmury zbierają się również nad telewizją. W nowej edycji „Tańca z Gwiazdami”, w której główną nagrodą będzie srebrne Daewoo Tico, mają drastycznie spaść oceny jurorów. Iwona Pavlović nie wyjdzie poza trójkę i nawet Beata Tyszkiewicz będzie mogła wystawić najwyżej ósemkę. I to raz na dwa tygodnie. Poza tym przez jakiś czas stacje będą mogły pokazywać tylko jednego z braci M. w danym momencie. Którego – wybór należy do stacji. Lub do braci. Podobne zakusy dotyczą braci K., ale tu protest opozycji może poprzeć swoim wetem sam prezydent. W teleturnieju „Jaka to melodia?” będzie trzeba zgadywać tytuł utworu wyłącznie po jednej nucie. A najlepiej bez żadnej. Z programów publicystycznych ma się ostać jedynie „Kropka nad i”, przy czym o ile kropka faktycznie zostaje, o tyle już samo „i” ma zostać wycofane. Będzie więc tylko program „Kropka – zaprasza Monka Olejnk”.

„K...” nie ominie też polskiego sportu. W nowym sezonie ekstraklasy żadnej drużyny nie będzie stać na kupienie ani jednego meczu. W związku z tym rozgrywki mogą zostać w ogóle zawieszone.

I na zakończenie dobra wiadomość. „K...” nie dotknie w widoczny sposób budowy polskich dróg, autostrad, lotnisk, szybkich kolei i obwodnic wielkich miast. Tu wszystko ma zostać tak, jak było!

kwiecień 2009

ZDARZYŁO SIĘ JUTRO

Pozwólcie, że nie oprę się pokusie i przedstawię Wam wydanie gazety codziennej z 15 maja 2040 roku, które zupełnie przypadkiem wpadło dziś w ręce mojej wyobraźni.

Wróżenie z fusów. Może być też z kuli. Chiromancja i horoskopy. Takie oto zajęcia nie są chyba straszne nikomu, kto próbował kiedykolwiek wpisać się w rytm wydawniczy jakiegoś miesięcznika. Kiedy bowiem Państwo zaszczycą tę stronę swoim zainteresowaniem w maju, ja będę już stukał w klawiaturkę, próbując zabawić Państwa aktualną krotochwilą na lipiec... A tymczasem u mnie dziś za oknem zima straszy jednym ze swych ostatnich napadów. Przy obecnym tempie, w jakim pędzi świat, z równym powodzeniem mogę przewidywać, co będzie na czasie za lat 30. Pozwólcie więc, że nie oprę się tej pokusie i przedstawię Wam wydanie gazety codziennej z 15 maja 2040 roku, które zupełnie przypadkiem wpadło dziś w ręce mojej wyobraźni.

WASZYNGTON. Ameryka świętuje wybór pierwszego od 30 lat białoskórego, heteroseksualnego mężczyzny na urząd prezydenta. Co ciekawe, prezydent elekt – co podkreślają komentatorzy – nie jest też Żydem. Nie przeszedł również ani jednej operacji zmiany płci. Zszokowani Amerykanie tłumnie wychodzą na ulice, aby świętować nadchodzące zmiany!

MOSKWA. Na swojej comiesięcznej konferencji prasowej 88-letni prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin zapewnił, że demokracja w Rosji nie jest zagrożona.

WARSZAWA. Wczoraj nastąpiło uroczyste otwarcie przedostatniego odcinka stołecznej obwodnicy. W uroczystości wzięli udział prezydent, premier, przedstawiciele episkopatu i świata kultury. Na występ udało się namówić nawet legendarny zespół Feel. Dyrektor Muzeum Techniki, w skład którego obwodnica automatycznie zostanie włączona po ukończeniu robót, wyraził ubolewanie, że era motoryzacji przeszła tymczasem do historii: „Szkoda – podsumowuje – z pewnością wielu pasjonatów dawnych środków przemieszczania się byłoby dziś uszczęśliwionych!”.

OCIEPLENIE KLIMATU. Trwa rozbudowa portu Gorzów Wielkopolski. Jak zapewnia wojewoda wielkopolsko-pomorski Barack Poznansky, wybrzeże pomiędzy Wronkami a Żninem jest już gotowe na przyjęcie turystów.

KULTURA. We Wrocławiu przy okazji Festiwalu Piosenki Aktorskiej odbyło się sympozjum poświęcone zmianom w kulturze masowej. Gośćmi specjalnymi spotkania byli: Katarzyna Cichopek, Jolanta Rutowicz, Rafał Mroczek oraz nestor słowa polskiego Krzysztof Ibisz. Uczestnicy spotkania zgodnie podkreślili, że w ostatnich czasach nastąpił znaczny spadek poziomu programów rozrywkowych. Publiczność powoli przestaje niestety chwytać te drobne subtelności, które łączyły twórców i odbiorców w początkach XXI wieku. Gala festiwalu zostanie poświęcona twórczości Doroty Rabczewskiej.

SPORT. W Tarnowie odbyło się losowanie grup eliminacyjnych do Mistrzostw Świata Poland 2042. Jak wiadomo, nasza reprezentacja nie weźmie udziału w eliminacjach. Jak sprawdzą więc swoją formę nasze Orły, które od czasu Euro 2012 znów zagrają w wielkim turnieju? Szkoleniowiec reprezentacji Grzegorz Rasiak zdradził dziennikarzom, że w pierwszym etapie przygotowań reprezentantom zostanie wyświetlony pamiętny mecz: zwycięski remis z Anglią na Wembley w 1973 roku. „Niech chłopcy poczują zew krwi” – mówi selekcjoner. Sukces na mundialu wydaje się w związku z powyższym całkiem realny.

POŻEGNANIA. Dziś w nocy odszedł pisarz, aktor i były estradowiec Maciej Stuhr. Swoją karierę literacką zaczynał jako zwykły felietonista w piśmie „Zwierciadło”. Początkowo jego felietony nie spotykały się z należytym uznaniem i zrozumieniem. Z czasem zaś jego profetyczne teksty stały się kanwą, na której budowały swą przyszłość kolejne pokolenia polskich, i nie tylko polskich, literatów oraz miliony czytelników. Uroczystość pożegnania odbędzie się na cmentarzu Rakowickim w Krakowie we wtorek o godz. 12.00. Cześć jego pamięci!

No... to cześć!

maj 2009

PRAWDA NAS WYZWOLI[3]

Krzyśku, może powtórzę pytanie. Pamiętaj, że cały czas jesteś podłączony do prądu i w każdej chwili mogę cię porazić.

– Dobry wieczór państwu! Witam bardzo serdecznie w programie „Chwila szczerości”, nazywam się Zbigniew Gejzer i już za chwilę będziecie państwo świadkami wielkiej erupcji prawdy i prawdziwej wolności! Kilka pytań, by osiągnąć sławę, wielkie pieniądze, a przede wszystkim oczyścić swoje życie, o czym marzy każdy człowiek! A oto nasz pierwszy gość: Halina z Tarnowa! (rzęsiste oklaski) Halina przyjechała do nas z mamą, mężem i jego kochanką. Halino, oto pierwsze pytanie: czy jesteś gruba jak świnia? (duże zbliżenie na twarz Haliny, która zmaga się ze swoją słabością; zbliżenie na rodzinę, która trzyma mocno kciuki)

Matka Haliny: – Halinka! Śmiało!

Mąż Haliny: – Kochanie! Chwila bólu i zbieraj kasę!

Kochanka męża Haliny: – No właśnie!

Zbigniew Gejzer: – Halino, jaka jest twoja odpowiedź?

Halina (z pewnością w głosie): – Nie, nie uważam, żebym była.

Głos Boga: – Ta odpowiedź to... GÓWNO PROWDA! (chwila przerażającej ciszy, po której następuje wielki jęk zawiedzionej publiczności)

Zbigniew Gejzer: – No cóż, Halino, bardzo przykro mi to powiedzieć, ale nie zostaniesz dzisiaj milionerką. Mogłaś się przyznać, wszyscy przecież i tak widzimy, jak wyglądasz, ty jednak wybrałaś inną drogę. Twoje prawo! Musimy się jednak pożegnać. To była Halina z Tarnowa! (długie oklaski pocieszenia dla Haliny i jej rodziny) No cóż, drodzy państwo, mam nadzieję, że nasz kolejny gość będzie miał więcej szczęścia. Jest z nami Krzysiek z Ostrołęki! Krzysiek przyjechał do nas z żoną Kasią, teściową i czteroletnią córeczką Michalinką! (na twarzach publiczności rozczulenie na widok liliowej kokardy Michalinki) Krzysztofie, pierwsze pytanie: czy przed wejściem do studia wymiotowałeś z nerwów?

Krzysiek (szybko i pewnie): – Tak!

Głos Boga: – Ta odpowiedź to... ŚWINTO PROWDA! (oklaski, radość Krzysztofa, Michalinka klaszcze mocno w rączki, nawet Zbigniew Gejzer jest pod wrażeniem)

Zbigniew Gejzer: – Brawo, Krzysztofie, podoba mi się twoja determinacja! Przechodzimy do drugiego pytania: czy zapłaciłbyś za leczenie teściowej, gdyby była umierająca? (zbliżenie na teściową, którą zaciekawiło pytanie numer dwa)

Krzysiek (bez dłuższego namysłu): – Nie.

Głos Boga: – Ta odpowiedź to... (na twarzy Krzyśka uśmiech zdradzający, że zna już werdykt) TYZ PROWDA! (głośne oklaski, najgłośniej bije teściowa, która jeszcze nigdy nie była tak dumna ze swojego zięcia)

Zbigniew Gejzer: – Krzyśku, jak widać, pierwsze pytania nie były specjalnie trudne, życzę ci, żeby w kolejnych poszło ci równie dobrze! Oto pytanie numer trzy: czy kiedy zdradzałeś swoją żonę po raz pierwszy, zrozumiałeś, dlaczego ona puszcza się w Ostrołęce na prawo i lewo? (zbliżenie na twarz Krzyśka, który po raz pierwszy długo zastanawia się, co odpowiedzieć) Krzyśku, może powtórzę pytanie. Pamiętaj, że cały czas jesteś podłączony do prądu i w każdej chwili mogę cię porazić. (Zbigniew Gejzer powtarza pytanie. Przy słowach: „ona puszcza się” duże zbliżenie na twarz żony Kasi)

Krzysiek (w końcu podjął decyzję): – Nie!

Głos Boga: – Ta odpowiedź to... (zbliżenie na siedzącą na widowni grupę uśmiechniętych, młodych mężczyzn z transparentem „Ostrołęka”) TYZ PROWDA! (szał na widowni, Kasia i Krzysiek nie mogą uwierzyć, że to się dzieje naprawdę)

Zbigniew Gejzer: – Krzyśku, z ciekawości... dlaczego przy swojej zdradzie nie zrozumiałeś zdrad swojej żony?

Krzysiek: – Zrozumiałem, tylko że nie za pierwszym razem. (brawa dla poczucia humoru, ale również inteligencji Krzyśka)

Zbigniew Gejzer: – Krzyśku, kolejne pytanie: czy powiedziałeś kiedyś Michalince, że w rzeczywistości jest niechcianym bachorem?

Krzysiek (z uśmiechem): – Nie! Nie powiedziałem jej tego.

Głos Boga: – Ta odpowiedź to... TYZ PROWDA! (zbliżenie na Michalinkę, która w końcu się nie dowiedziała, że tak naprawdę jest niechcianym bachorem)

Zbigniew Gejzer: – Krzyśku, jedno jedyne pytanie dzieli cię od miliona: czy ten teleturniej woła o pomstę do nieba, a my wszyscy razem z telewidzami powinniśmy się wstydzić?

Krzysiek: – Nie.

Głos Boga: – GÓWNO PROWDA! (część widzów szaleje, część zastyga w wewnętrznym stuporze)

czerwiec 2009

ŻYCIE WEDŁUG DAJREKSZYNS

To coś jednak, co sprawiło, że jedno drzewo ma igły, a drugie liście, sprawiło, również, że Maciej Stuhr nie jedzie dziś tym pociągiem w białej koszuli z żółtym krawatem.

Przechodzi tu koło mnie cały czas pewien niezwykle pewny siebie mężczyzna i komunikuje się do swojego zestawu słuchawkowego na cały wagon. Ma białą koszulę i żółty krawat. Do tego bardzo wymyślnie przystrzyżoną bródkę i zapewne bardzo drogie okulary. Wypadają z niego zdumiewające sformułowania, jak na przykład: „Do 2011 to sobie lajtowo przestrukturyzujemy” albo „Oni to muszą zrobić swoim eselejem”(?!), albo „Słuchaj, jeśli będziesz potrzebował jakieś dajrekszyns, to dzwoń”.

Jedziemy tak sobie razem pociągiem relacji Kraków–Warszawa. Wagon klasy pierwszej. Ja piszę felieton, on wysyła dajrekszyns. Jest w tym niesłychanie konsekwentny, rozmowę kończy tyko wtedy, kiedy ma drugiego rozmówcę na linii. Dwa razy stracił też zasięg, co wprawiło go w zdumienie, bo jego absolutnie wyjątkowy model telefonu komórkowego nie powinien chyba tracić zasięgu nigdy. Niezwykle Pewny Siebie Mężczyzna w tych dwóch momentach na sekundę gubi gdzieś swoją pewność i ze słowem „Dżizas!” na ustach chowa się na chwilę do swojego przedziału. Jak dojedziemy, on z pewnością pójdzie na bizneslunch zastanawiać się, jak lajtowo przestrukturyzować do 2011, ja pójdę do teatru zastanawiać się przez cztery godziny, kto ukrywał Żydów. Można powiedzieć, że poza wagonem i tym felietonem niewiele nas łączy.

I tak się zastanawiam, kiedy to się właściwie zaczyna? Od kiedy było już jasne, że Maciej Stuhr nie tylko nie lajtowo, nie tylko nie do 2011, ale w ogóle niczego nigdy nie przestrukturyzuje, a nawet jeśli przestrukturyzuje, to zupełnie przypadkowo i nieświadomie. I kiedy to ten Niezwykle Pewny Siebie Mężczyzna zrozumiał, że zagranie Hamleta nie jest dla niego najlepszym pomysłem (no, chyba że Niezwykle Pewny Siebie Mężczyzna uważa, że Hamleta pyknąłby sobie lajtowo, o ile dostałby takie dajrekszyns, ale uwierzcie mi, że jakiekolwiek dajrekszyns by dostał, nie pyknąłby!). Być może chodziliśmy do tego samego liceum, być może oddawaliśmy butelki w tym samym punkcie skupu, może on też był osiem razy na filmie o Old Shatterhandzie, może i jemu jakaś Edyta pokazała w przedszkolu za drzewem to, co mnie... To coś jednak, co sprawiło, że jedno drzewo ma igły, a drugie liście, sprawiło również, że Maciej Stuhr nie jedzie dziś tym pociągiem w białej koszuli z żółtym krawatem. No i bardzo dobrze!