Wydawca: Sonia Draga Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 439

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka W imię Allaha - Daniel Estulin

Historia o tym, jak Zachód wykreował, sfinansował i rozpętał islamski terroryzm. „Estulin jest jednym z niewielu, którzy naprawdę zrozumieli przyczyny światowego kryzysu”. Wall Street Journal Zarówno media, jak i zachodnie rządy włożyły wiele wysiłku, byśmy uwierzyli, że odpowiedzialni za atak terrorystyczny na redakcję Charlie Hebdo w Paryżu byli wyłącznie radykalni dżihadyści. Prawda o zamachu to jednak zupełnie inna historia. Daniel Estulin w książce W imię Allaha opisał, jak zachodnia cywilizacja – ze Stanami Zjednoczonymi, ich partnerami w NATO oraz sojusznikami, takimi jak Izrael, Arabia Saudyjska i Katar na czele – wykreowała, sfinansowała i rozpętała islamski terroryzm. Autor pokazał, kto z tego konfliktu czerpie największe korzyści i jaki jest jego główny cel – zmiana porządku na Bliskim Wschodzie. Zdaniem Estulina to, czego jesteśmy obecnie świadkami, to nie zwykła religijna wojna, ale raczej pierwsze oznaki geopolitycznych zmian, które będą mieć głębokie i długotrwałe konsekwencje.

Opinie o ebooku W imię Allaha - Daniel Estulin

Fragment ebooka W imię Allaha - Daniel Estulin

Tytuł oryginału:

IN THE NAME OF ALLAH

Copyright © Daniel Estulin, 2015

Copyright © 2016 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga

Copyright © 2016 for the Polish translation by Wydawnictwo Sonia Draga

Wykonanie graficzne okładki: Mariusz Banachowicz

Redakcja: Mariusz Kulan

Korekta: Iwona Wyrwisz, Marta Chmarzyńska

ISBN: 978-83-7999-776-3

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o.o.

Pl. Grunwaldzki 8-10, 40-127 Katowice

tel. 32 782 64 77, fax 32 253 77 28

e-mail:info@soniadraga.pl

www.soniadraga.pl

www.facebook.com/wydawnictwoSoniaDraga

E-wydanie 2016

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

PROLOG

Zacznijmy od tego, że „globalna wojna z terroryzmem” jest mitem opartym na iluzji i fałszywym założeniu, że jeden człowiek, Osama bin Laden, zdołał przechytrzyć amerykański aparat wywiadowczy dysponujący budżetem w wysokości czterdziestu miliardów dolarów. Tak zwana wojna z terroryzmem to po prostu próba podboju. Z kolei globalizacja jest ostatnim etapem marszu ku Nowemu Ładowi Światowemu czy też przedsiębiorstwu pod nazwą Jeden Świat Spółka z o.o., zdominowanemu przez Wall Street, londyńskie City oraz układ wojskowo-przemysłowy.

Zauważyłeś, że jeśli jakieś państwo ma niezależny rząd, ropę naftową, finanse, rolnictwo albo strategiczne zasoby, a jeszcze nie znajduje się w strefie wpływów międzynarodowych korporacji, to prędzej czy później zostaje zorganizowana pod przywództwem Stanów Zjednoczonych kampania prowadząca do jego zniszczenia? „Iran, Irak, Afganistan, Palestyna, Egipt, Libia, Syria – każde z tych państw doświadczyło tego na własnej skórze przez ostatnie kilkadziesiąt lat, począwszy od obalenia w 1953 roku socjaldemokratycznego prezydenta Iranu Mosaddegha, aż do zrównania z ziemią wciąż w miarę niepodległej socjalistycznej Syrii, do którego doszło współcześnie. Liban przed izraelską inwazją w 1982 roku był centrum cywilizacji Bliskiego Wschodu, a od tamtej pory jest podzielony wojną domową. Irak – wiodące w swoim regionie państwo socjalistyczne, które mogło się pochwalić powszechnym dostępem do służby zdrowia, darmową edukacją wyższą, publicznym zarządzaniem wodą i elektrycznością oraz państwowymi dopłatami do rolnictwa i produkcji żywności – stał się areną wyniszczających i ludobójczych działań po tym, jak w latach dziewięćdziesiątych wywołano tam trwającą do dzisiaj wojnę domową”1. Syrię też od 2011 roku rujnuje podsycana przez obce siły wojna domowa. Irak pod rządami Saddama Husajna został zniszczony, „dlatego że dryfuje na morzu ropy naftowej”.

„Irak stanowi sztandarowy przykład kontroli nad obiema stronami dynamicznych konfliktów na Bliskim Wschodzie ustanowionej po to, żeby zagarnąć dla siebie dobra jednych i drugich uczestników. Temu samemu celowi służyły bombardowania NATO oraz finansowany przez USA i przeprowadzony przez Al-Kaidę zamach na Kaddafiego w Libii – kraju naftowym o ustroju socjalistycznym, który był jeszcze lepiej rozwinięty niż Irak dzięki programom publicznym i bogatej infrastrukturze, między innymi dotowanym przez państwo domom dla młodych małżeństw. Wzniecanie wojen domowych to typowa polityka zagraniczna »dziel i rządź«, prowadzona zwłaszcza wobec dobrze radzących sobie krajów o ustroju socjalistycznym, takich jak Irak, Syria i Libia, gdzie ludziom żyje się wyraźnie lepiej niż narodom w sąsiednich państwach, które pozostają pod dyktatem Stanów Zjednoczonych”2. Każdym z tych państw steruje się w taki sposób, żeby sprowadzić je na drogę sekciarskiego szaleństwa i wyniszczających bratobójczych walk. Jednocześnie rozkradanie zasobów publicznych i środków pieniężnych przez zagranicznych finansistów i korporacje (o czym można przeczytać w literaturze dotyczącej Rosji w latach dziewięćdziesiątych oraz Jugosławii, Iraku, Libii, Syrii czy Argentyny na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat) odbywa się swobodniej, gdy zostanie zniszczona stabilna tkanka społeczna nie tylko w społecznościach będących ofiarami, ale także u opresora.

Historyczną przyczyną takiego stanu rzeczy jest fakt, że „finansowany przez Amerykę islamski fundamentalizm w połączeniu z monarchią absolutną przejęły kontrolę nad rządami i innymi instytucjami władzy, czego koronnym przykładem jest Arabia Saudyjska”3. W drugiej połowie lat 70. XX wieku nastąpił w polityce międzynarodowej zainicjowany przez Stany Zjednoczone zwrot: wsparto finansowo i zbrojnie fanatycznych dżihadystów z całego Bliskiego Wschodu, którzy mieli prowadzić świętą wojnę z niewiernymi „komunistami” w Afganistanie. Po zamachu z 11 września 2001 roku Stany Zjednoczone wraz ze sprzymierzeńcami przeznaczały coraz więcej środków finansowych na wsparcie różnych grup dżihadystycznych, by obalić wszystkie wciąż istniejące państwa socjalistyczne, które opierały się hegemonicznym zapędom imperium, a jednocześnie siać śmierć i nędzę.

Model wojny domowej polegający na długoterminowej destrukcji społeczeństwa po to, żeby bez przeszkód plądrować jego zasoby, nadal jest w użyciu. Przykłady stanowią konflikty w Pakistanie, Iraku, Syrii i muzułmańskiej części Afryki – według tego wzoru przebiega też wojna w samej Europie, na Ukrainie. W dalszej części książki stanie się bardzo wyraźne, że ISIS jest jednym z narzędzi tej strategii prowadzenia wojny domowej i otrzymuje pieniądze oraz broń od tych samych sił pod wodzą Ameryki, które dzisiaj zrzucają bomby na Syrię i Irak. Szaleństwo w czystej postaci. Cynizm serwowany łatwowiernym i słabym psychicznie.

Kto zada sobie pytanie, jak to możliwe, żeby karawana identycznych, nowych japońskich ciężarówek wypełnionych terrorystami, którzy nawet nie próbowali się ukrywać, zdołała przemierzyć pustynię, gdy zachodni przywódcy wojskowi i polityczni mówią, że „wojna z ISIS może ciągnąć się bez końca”, ten odnajdzie w labiryncie luster i sztucznej mgły równoległą alternatywną rzeczywistość.

Zdaniem Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, NATO, a także Izraela i Arabii Saudyjskiej, masowy rozlew krwi powinien zostać odczytany jako miara ich „sukcesu” w przekonywaniu świata, że „terroryzm” w Libii, Syrii, Iraku, Jemenie i większości państw afrykańskich to oznaka desperacji nikczemnego, wyzbytego moralności wroga. Nowomowa i dwójmyślenie – narzędzia kontrolowania rzeczywistości, które Orwell tak dokładnie opisał w powieści Rok 1984 – nie zawsze przyjmują postać prostych komunikatów, typowych raczej dla systemu totalitarnego.

Nie po raz pierwszy słyszymy tego rodzaju argumentację. Tam, gdzie wojnę nazywa się pokojem, a prześladowania – środkami bezpieczeństwa, gdzie niewola to inaczej wolność, a zabójstwa maskuje się jako akty wyzwolenia, profanacja języka poprzedza i ułatwia profanację życia i ludzkiej godności. W ostatecznym rozrachunku państwo, reżim, klasa lub idee pozostają nietknięte, ale życie ludzi zmienia się w piekło.

„Globalną wojnę z terroryzmem” często przedstawia się jako „starcie cywilizacji”, pojedynek walczących o prymat wartości i religii, jednak w rzeczywistości chodzi jedynie o podbój, którego motorem są cele strategiczne i ekonomiczne.

ISIS, Al-Kaida w Islamskim Maghrebie (AQIM), Bracia Muzułmanie, Taliban, Hizb ut-Tahrir, Libijska Islamska Grupa Bojowa (LIFG), Ansar al-Szaria, Libijska Tarcza czy Brygada 17 Lutego tak jak sam terroryzm są wytworem długofalowej strategii politycznej zaprojektowanej w Waszyngtonie i Londynie i finansowanej za pośrednictwem saudyjskich organizacji charytatywnych. ISIS jest prototypem, krokiem ku sterowanej przez Amerykę kontroli nad Bliskim Wschodem za pomocą terroru, chaosu i dewastacji społeczeństwa. Dopóki o całe zło można oskarżyć jakiegoś nieuchwytnego, nieokreślonego Wroga, dopóty nie uda się wskazać prawdziwych winowajców.

Trzeba zrozumieć, że zagrożenie terrorystyczne ze strony ISIS i podobnych organizacji terrorystycznych to jeden z najważniejszych klocków, z których zbudowana jest doktryna wojskowa Stanów Zjednoczonych i NATO. Usprawiedliwia – nakazem humanitarnym – prowadzenie na całym świecie „operacji antyterrorystycznych”.

Geografia jest nie mniej ważna niż polityka. Tworzony jest nowy ład, w którym położenie geograficzne i pieniądze okazują się najsilniejszymi kartami przetargowymi, ponieważ geografia w najwyższym stopniu wpływa na podejmowane decyzje ekonomiczne. Właśnie geografia to pierwszy ważny polityczny uskok tektoniczny.

Istnieje ważny powód takiego stanu rzeczy.

W pierwszej połowie lat 90. XX wieku podjęto decyzję o wycofaniu kapitału z puli, którą dysponowały kraje grupy G7, i ponownym zainwestowaniu go wszędzie w taki sposób, by umocnić dominację interesów finansowych nad całym światem. Manewr ten nazwano finansowym zamachem stanu. Problemy, które obserwujemy na całym świecie – w Rosji, Chinach, Ameryce Łacińskiej, na Ukrainie i Bliskim Wschodzie – są częścią sporu o to, czy Zachód, którego potęga została zbudowana na hegemonii petrodolara, utrzyma forsowany przez siebie model finansowy.

„Główne założenia światowego modelu petrodolarowego pozwalają państwom zachodnim, a głównie Stanom Zjednoczonym, utrzymywać się kosztem siły roboczej i zasobów naturalnych innych krajów […] dzięki roli waluty amerykańskiej, która zdominowała światowy system monetarny. Dolar amerykański jest w światowym systemie monetarnym najważniejszym środkiem płatniczym”4. To znaczy, że waluta narodowa Stanów Zjednoczonych jest w strukturze światowego systemu monetarnego podstawową jednostką akumulacji majątku, a jej wymiana na inną jednostkę nie ma sensu.

Ludzie, którzy kontrolują przepływ pieniędzy, nie dopuszczą do rozproszenia tego nadzoru, nawet gdyby wszystko inne wokół nich uległo degradacji. Pieniądz rządzi się własnymi prawami. To zasada numer jeden władzy absolutnej. Elity wolą zlikwidować system, by ratować swoje dysfunkcyjne małżeństwo z rozsądku i chronić rodzica – światowy system monetarny, niż dopuścić, by świat ujrzał ich prawdziwą twarz.

Jednak nie usłyszycie o tym w mediach. Aktywistka Arundhati Roy napisała: „W Ameryce przemysł zbrojeniowy i naftowy jednocześnie wpływają na przekaz wszystkich dużych sieci medialnych, a także na samą politykę zagraniczną. Dlatego niemądrze byłoby liczyć na szeroką dyskusję o broni, ropie naftowej i umowach dotyczących obronności”5 w patologicznie wścibskich i rozwiązłych mediach. W środowisku kilkuset milionów ludzi pozbawionych wszelkich praw, milionów, którym przepadł dorobek całego życia, oraz kilkuset tysięcy rodzin, które straciły w tragicznych okolicznościach swoich bliskich, a ich gniew wciąż jest gwałtowny i świeży, banialuki o „starciu cywilizacji” i „walce dobra ze złem” trafiają na bardzo podatny grunt. Propaganda cynicznie wygłaszana przez rzeczników rządów jest jak codzienna dawka witamin i leków przeciwdepresyjnych.

Rysy i pęknięcia – różnice opinii na temat znaczenia pieniądza jako broni, zerowego wzrostu, odprzemysłowienia, kryzysu finansowego, wyczerpywania się zasobów naturalnych, szybko nadciągającego deficytu żywności i wody na przeważającym obszarze kuli ziemskiej – podkreślają, że już przekroczyliśmy granicę kryzysu rzetelnej informacji, kłamstwa i farmazonów. Zmierzamy ku kryzysowi końca. Odwracanie wzroku od zupełnie nowych zagrażających życiu zjawisk może się okazać tym, czym naprawdę jest – nie pudrowaniem rzeczywistości, lecz pudrowaniem trupa.

Zmieniające ustrój interwencje w rodzaju kolorowych rewolucji czy też arabskich wiosen są prowadzone przez siły anglo-amerykańskie po to, żeby stworzyć nowy system kontroli nad światem, zastąpić coraz bardziej chwiejny światowy system monetarny – narzędzie, za pomocą którego do tej pory rządziło światem londyńskie imperium finansowe i jego podwładni, tacy jak Wall Street. Niekończące się działania wojenne wewnątrz niektórych krajów, a także wojna satrapów, to podstawa nowych Mrocznych Wieków – planu kontroli nad niegdyś suwerennymi narodami.

Jak to się robi?

Od co najmniej stu pięćdziesięciu lat strategią Brytyjczyków, a potem świata anglo-amerykańskiego było wykorzystywanie prymitywnego charakteru wierzeń religijnych i struktury plemiennej wśród narodów Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej, żeby zapanować nad tamtejszą ludnością i nie dopuścić do rozwoju cywilizacyjnego na tych terenach.

Metody odwołujące się do zabójstw i destabilizacji odegrały ważną rolę, kiedy imperium anglo-amerykańskie doprowadziło do śmierci prezydenta Egiptu Anwara as-Sadata, podjęło próbę zachwiania porządku w Arabii Saudyjskiej i zniszczyło światową gospodarkę za pomocą sztucznie wywołanego kryzysu naftowego w 1973 roku, a tym bardziej gdy obaliło szacha Iranu i zastąpiło go szalonym duchownym ajatollahem Chomeinim. Istniał jeszcze jeden powód wyniesienia Chomeiniego na szczyt władzy – chodziło o spisek, wskutek którego miał powstać zjednoczony, fundamentalistyczny islam. „Islamski fundamentalizm” to eufemistyczna nazwa przedislamskiego, irracjonalnego, prymitywnego kultu, który powstał na bazie starożytnych wierzeń sufickich i sztucznie wpajanych wyznawcom islamu konstrukcji myślowych. Mowa tu o „Operacjach Angielskich”. Londyn – jak wykażę – jest centrum systemu nerwowego islamskiego terroryzmu.

Pamiętaj, że destabilizacja i bałkanizacja niemal całego Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej jest długofalową strategią osi anglo-amerykańsko-izraelskiej od końca lat 70. i pierwszej połowy lat 80. XX wieku. Zdarzenia, których świadkami jesteśmy w dzisiejszych czasach, nie powinny nikogo dziwić.

Celem projektowania od nowa Bliskiego Wschodu jest z jednej strony wyznaczenie nowych granic, jawna próba „bałkanizacji” krajów islamskich, a szczególnie Iranu, Syrii, Iraku, państw na Półwyspie Arabskim i Turcji; z drugiej strony chodzi o ekspansję Izraela za pomocą bezpośredniej aneksji ziem arabskich i stworzenia zdominowanych przez Izraelczyków „buforowych jednostek administracyjnych”. Nie zapominajmy też o Saudyjczykach finansujących wszystkie przejawy ekstremizmu i ohydne działania terrorystów na Bliskim Wschodzie. Saudyjscy królowie pozorują wyznawanie nowoczesnych poglądów, a tymczasem reprezentują najbardziej zacofany, zgniły rodzaj wahabistycznego ekstremizmu. Przekazują miliardowe kwoty na działania terrorystyczne na całym świecie i odpowiadają za śmierć milionów ofiar.

Żadna z tych rzeczy nie jest przypadkiem. Wszystko zostało zorganizowane celowo przez te same siły, które wywołały sztuczny kryzys naftowy, forsowały w latach 80. XX wieku projekt dezindustrializacji świata, stworzyły ruch talibów i Al-Kaidę oraz finansowały terroryzm międzynarodowy. Te konflikty spowodują spustoszenie w regionie i mogą oznaczać koniec rozwoju technologicznego na Bliskim Wschodzie, ograniczyć zdolność produkcyjną większości państw narodowych, jednocześnie dziesiątkując wielkie grupy rdzennej ludności, co cofnie o kilka generacji rozwój cywilizacyjny.

O, jak bardzo zależy pewnym ludziom na tym, żebyśmy uwierzyli, iż wszystkie kolorowe rewolucje i arabskie wiosny na świecie były spontanicznymi manifestacjami idealistycznych dążeń, wypowiedzeniem posłuszeństwa świeckim dyktatorom lub despotom, sprzeciwem wobec niesprawiedliwości i nepotyzmu. Nigdy tak nie było – faktyczne decyzje zapadały w gronie przekupywanych lub szantażowanych przez CIA brutalnych generałów i urzędników najwyższego szczebla, którzy pozostając za kulisami, pozbywali się takich postaci jak Ben Ali, Mubarak, Kaddafi i al-Asad.

Słuchajcie uważnie. Ten system jest chory. Dolega mu coś gorszego niż to, co kiedyś nazywano korupcją. I nie zostanie uzdrowiony, dopóki wojna światowa i bezprecedensowy upadek gospodarczy burzą wszystkie mury między człowieczeństwem i tym, co niewyobrażalne. Polityka nie jest celem, tylko środkiem do celu. Tak jak wśród innych wartości, w niej też zdarzają się falsyfikaty. Położono tak wielki nacisk na to, co fałszywe, że stracono z oczu znaczenie prawdy, a polityka zaczęła służyć upowszechnianiu przebiegłego, podstępnego egoizmu zamiast szerzeniu szczerych, praworządnych postaw.

Już ostrzy się noże, szybko nadciągają zdarzenia, po których nie będzie odwrotu. Jeżeli nic się nie zmieni, wkrótce przekonamy się, czy Stany Zjednoczone i reszta świata będą żyć dalej, czy zginą. Ponadto stanie się jasne, czy cywilizowane społeczeństwo to jedna z opcji czy mrzonka. Jeśli okaże się, że to drugie, wtedy barbarzyńcy staną u bram i będą mieli nienasycony apetyt.

Daniel Estulin

Barcelona, 1 maja 2015 r.

Rozdział 1Szatańska rozgrywka

W tym rozdziale przyjrzymy się technikom, którymi imperium brytyjskie posługiwało się w XX wieku, by niszczyć państwa narodowe – od promowania inicjatyw przeciwnych rozwojowi techniki, niszczenia tradycyjnych gałęzi przemysłu, hamowania rozwoju gospodarczego, aż do wspierania ruchów kontrkulturowych i sekt sufickich oraz aktywizacji grup terrorystycznych, które w danym kraju miały konkretne cele. Powiemy też, jak imperium wykorzystało historyczne podziały na Bliskim Wschodzie, żeby ustanowić tam „nowe mroczne czasy”, które dzisiaj zagrażają istnieniu całej ludzkości.

***

Obalenie szacha Iranu i początek rządów ajatollaha Chomeiniego wyznacza punkt zwrotny w historii Bliskiego Wschodu i świata islamskiego. Ustanowienie Islamskiej Republiki Iranu6 otworzyło drogę dla anglo-amerykańskich interesów finansowych7 i dla stosowanej przez brytyjski wywiad strategii wprowadzenia „nowych mrocznych czasów”8 w tym regionie.

Wybuch islamskiego obłędu – czy to w rodzaju ISIS, czy też jego poprzedników, takich jak Bracia Muzułmanie, pakistański Dżamaat, Al-Kaida, Ansar al-Islam, Tehrik-i-Taliban, Laszkar-e-Dżangwi al Alami (Armia Dżangwiego), Grupa Abu Sajjafa, Hizb ut-Tahrir (Partia Wyzwolenia), a nawet mistyczne bractwa sufickie w Azji – to naprawdę projekt londyńskiego City.

Można wyodrębnić dwa powiązane ze sobą skutki i polityczne cele strategii wywołania przez londyńską mafię islamską „nowych mrocznych czasów”. Pierwszy jest wyraźny i oczywisty: jeżeli muzułmańska rewolucja dalej będzie przebiegać według obecnego scenariusza, to Bliski Wschód popadnie w ruinę, a populacja islamskiego świata zmniejszy się o połowę lub nawet o dwie trzecie.

Jak mogliśmy się przekonać w ciągu ostatnich dziesięciu lat przy okazji kolorowych rewolucji lub wręcz jawnych zamachów stanu, następstwem tych zmian są rozbicie władzy centralnej i żądania autonomii stawiane przez watażków plemiennych albo przywódców sekt religijnych, po danym kraju zaś krążą armie rebeliantów, które plądrują wszystko w zasięgu wzroku.

Zdaniem generała pułkownika Leonida G. Iwaszowa, byłego naczelnika departamentu współpracy międzynarodowej rosyjskiego Ministerstwa Obrony: „siłą napędową tych działań nie są prowokacje ze strony Syrii, Iranu, Hezbollahu ani nawet samego Izraela. Pierwsze skrzypce gra bliżej nieokreślona politycznie światowa oligarchia finansowa, która bezwzględnie i wytrwale stara się przemodelować układ polityczny, gospodarczy i społeczny na świecie w taki sposób, żeby zaspokoić własne interesy. Wśród motywów działania tej »oligarchii finansowej« należy wymienić: ostateczne zniszczenie ładu westfalskiego opartego na suwerennych państwach narodowych i zastąpienie go globalną dyktaturą, przygotowanie gruntu pod ataki na Iran, by w ramach tej dyktatury dokonać skoku na jego zasoby naturalne, a także nakreślenie od nowa mapy Większego Bliskiego Wschodu”9.

Obecnie ten proces rozprzestrzenił się na obszary Tunezji, Libii, Syrii, Egiptu, Sudanu, Jemenu, Bahrajnu, Algierii, Iraku, Iranu, Turcji, Pakistanu i Afganistanu. Takie rozdrobnienie Bliskiego Wschodu zostało nazwane „planem Bernarda Lewisa”, islamisty z Oxfordu, który blisko współpracuje z wywiadami Wielkiej Brytanii i Izraela.

Zanim powstały ISIS, Al-Kaida i ruch talibów, elity dysponowały innymi armiami, które walczyły w ich sprawie. Jedną z pierwszych organizacji tego rodzaju było stowarzyszenie Bracia Muzułmanie (al-Ichwan al-muslimun), sekta islamskich fundamentalistów utworzona w środowiskach uniwersyteckich Oxfordu i Cambridge przez brytyjską tajną służbę wywiadowczą i mistyczne kręgi Szkockiego Rytu masonerii. Bracia Muzułmanie stali się orędownikami starożytnej, antyreligijnej (pogańskiej) herezji, która niczym choroba toczyła islam od VII wieku, gdy prorok Mahomet założył pierwszą wspólnotę muzułmańską10.

Bracia Muzułmanie, wyodrębniony w XIX wieku odłam islamu, jest najstarszą i największą organizacją islamską w Egipcie. To z niej wywodzą się grupy sunnickie, które rozprzestrzeniły się w świecie arabskim11. Obecnie stanowi parasol12, pod którym prosperują rozmaite bractwa i stowarzyszenia radykalnych sufich, sunnitów oraz szyickich ekstremistów. Oficjalnie rozpoczęła aktywność na Bliskim Wschodzie w 1928 roku w odpowiedzi na zniesienie kalifatu przez tureckiego reformatora Kemala Atatürka.

„Bracia Muzułmanie wywodzą się ze sponsorowanych przez Brytyjczyków sekt islamskich, między innymi tajnych stowarzyszeń sufickich i takich grup religijnych, jak bahaici. Politycznym patronem Braci Muzułmanów był Jamal al-Din al-Afghani wspierany przez swoich wiernych uczniów, »reformatorów« islamu i salafitów”13.

Znawca islamu Robert Dreyfuss pisze: „Wspólne wartości Braci Muzułmanów nie mają nic wspólnego z islamem, lecz raczej nawiązują do przedislamskiego, barbarzyńskiego kultu bogini matki”14, mistycyzmu zła, alchemii, czarnej magii, czarnoksięstwa i guseł, które przeważały w starożytności na ziemiach arabskich – odwołują się do takich bóstw jak Allat, Uzza i Manat, które z kolei są kopiami jeszcze starszych wierzeń związanych z Izydą, Ozyrysem, Apollem i Wielką Matką (Magna Mater).

„Nie byłoby dzisiaj Braci Muzułmanów, gdyby nie fakt, że orientaliści wywodzący się z brytyjskich uniwersytetów w Oxfordzie i Cambridge pieczołowicie kultywowali najprymitywniejsze i szkodliwe z epistemologicznego punktu widzenia wartości i zwyczaje kultury muzułmańskiej. Bracia to pasożytnicza organizacja, która w najmniejszym stopniu nie reprezentuje prawdziwej historii ani kultury islamu. Została metodycznie stworzona od podstaw przez londyńskich agentów wywiadu prowadzących operacje w świecie islamskim, takich jak Arnold Toynbee15, H. St.-J. B. Philby16, T.E. Lawrence, E.G. Browne17 i wielu innych”18.

Podstawą tego procesu był trwający od stu lat brytyjski projekt, który miał wyjaśnić przyczyny spadku znaczenia islamu; Londyn twierdził, że: „do schyłku i upadku islamskiego świata – a w końcu do dominacji nad nim sił imperialistycznych – doprowadziła wrodzona słabość muzułmanów, defekt »muzułmańskiej psychiki«. Takie prawdy wbijała do głów współczesnych islamskich intelektualistów londyńska mafia pseudonaukowców specjalizujących się w orientalistyce. By tego dokonać, Brytyjczycy połączyli siły z niedobitkami przedislamskich sekt wciąż istniejących w tym regionie. Owe sekty miały korzenie w jeszcze starszych tradycjach – wywodziły się z pogańskich kultów Grecji, Persji i Cesarstwa Rzymskiego.

W bliższych nam czasach brytyjscy orientaliści i anglo-jezuicki wywiad posłużyli się »mrocznymi« tradycjami islamu – należącymi do niego sektami i mistycznymi odłamami religii – by zepchnąć świat islamski ze ścieżki postępu akurat w czasie, gdy imperium brytyjskie zaczęło swoją ekspansję na tych obszarach. Wykorzystując bliskie związki islamskich obskurantów z sektami mistycznymi, a także ze złożoną z oligarchów europejską »czarną arystokracją«, której kilkusetletnia historia sięga czasów IV wyprawy krzyżowej19, dziewiętnastowieczni brytyjscy orientaliści aktywnie wspierali powstanie i rozwój serii sformalizowanych sekt, które później stały się podstawą organizacji Braci Muzułmanów i innych grup, które się z niej wyodrębniły”20.

Należy zrozumieć, że żadne z tych działań nie miałoby szansy powodzenia, gdyby nie było finansowane i chronione przez ludzi z kręgów establishmentu. Nikt zaś nie przyczynił się bardziej niż brytyjska służba Jej Królewskiej Mości do zjednoczenia rozproszonych dżihadystów w ramach luźno powiązanych ze sobą organizacji, co pozwoliło im dalej się rozwijać. Dzięki pomocy finansowej, która płynęła z Wielkiej Brytanii do Braci Muzułmanów i innych organizacji aż do czasów Al-Kaidy i ISIS, „Bractwo zdołało umiędzynarodowić terror, biorąc pod swoje skrzydła różne bojówki sunnitów, powszechnie identyfikowane z salafizmem, a także zatruwający Arabię Saudyjską ruch wahabitów. Kiedy Bracia Muzułmanie pojawili się w Egipcie, te siły znajdowały się w centrum uwagi po upadku reżimu Mubaraka i przejęciu steru władzy przez Mursiego, egipskiego inżyniera, który pobierał edukację w Stanach Zjednoczonych”21.

W dzisiejszych czasach następujące organizacje i fundacje należące do Braci Muzułmanów stanowią rdzeń sieci brytyjskiego wywiadu: 1) Federacja Islamskich Organizacji w Europie – ta struktura z siedzibą w Londynie stanowi parasol, pod którym gromadzą się mniejsze ugrupowania; 2) Muzułmańska Rada Europy22; 3) Fundacja Islamska – na czele tej zarejestrowanej w Anglii organizacji stoi Khurshid Ahmad; jest ona głównym kanałem przepływu środków finansowych między brytyjskim wywiadem a państwami arabskimi w Zatoce Perskiej, przede wszystkim Kuwejtem i Arabią Saudyjską; 4) Fundacja Hansa Seidela – szefem tej fundacji założonej w Monachium był Otto von Habsburg z potężnej dynastii Habsburgów23.

Pieniądze na działalność tych organizacji i instytucji pod egidą Braci Muzułmanów pochodzą przede wszystkim z dwóch źródeł. „Część kapitału zawdzięczają bezpośrednio Brytyjczykom, szczególnie arystokratom z Izby Lordów, oraz elicie brytyjskich banków i korporacji. Jest wśród nich wiele instytucji ściśle identyfikowanych z syjonizmem, takich jak Lazard Frères24. Jednak główna część funduszy na operacje Braci pochodzi z kręgów zbliżonych do Brytyjczyków na samym Półwyspie Arabskim”25. W przeszłości pieniądze przechodziły bezpośrednio przez ręce króla Arabii Saudyjskiej Abdullaha i emira Kuwejtu Sada al-Abd Allaha al-Salem as-Sabaha26.

CAABU i MECAS

Mogłoby się zdawać, że po odsunięciu od władzy prezydenta Egiptu Muhammada Mursiego w 2013 roku Bracia Muzułmanie stracili grunt pod nogami, ale nic bardziej mylnego! Destabilizacja poszczególnych państw i całego Bliskiego Wschodu dalej postępuje, chociaż w subtelniejszy sposób, przez co Bracia są jeszcze groźniejsi niż wcześniej.

By zrozumieć, na czym polega pomoc sił w Londynie dla Braci Muzułmanów, trzeba się przyjrzeć dwóm archetypowym bastionom brytyjskiego imperializmu, które wspierają sieć ichwanów. „Pierwszym jest Centrum Arabsko-Brytyjskie, zwane też Radą Promocji Porozumienia Arabsko-Brytyjskiego (CAABU). Drugim, obecnie już zamkniętym, było powiązane z nim Bliskowschodnie Centrum Studiów Arabskich (MECAS) założone pod patronatem Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (RIIA) w 1944 roku przez Abbę Ebana, który później został ministrem spraw zagranicznych i wicepremierem Izraela. MECAS powstało w Szemlan na południe od Bejrutu jako centrum szkolenia agentów brytyjskiego wywiadu i pracowników ministerstwa spraw zagranicznych skierowanych do pracy na Bliskim Wschodzie”27.

Okrągły Stół brytyjskiego Królewskiego Instytutu Spraw Zagranicznych jest odnogą tajnego stowarzyszenia utworzonego przez brytyjskiego magnata przemysłowego Cecila Rhodesa w celu zjednoczenia świata – poczynając od angielskojęzycznych dominiów – pod władzą oświeconej elity, którą sam reprezentował. Amerykańskim odgałęzieniem jest Rada Stosunków Międzynarodowych, najpotężniejszy i najbardziej wpływowy think tank w tym kraju.

„Z projektem MECAS łączono tak ważnych Brytyjczyków, jak dyrektor Tajnej Służby Wywiadu Martin Charteris, osobisty sekretarz królowej Elżbiety sir Harold Beeley i Albert Hourani, członek RIIA o libańskich korzeniach. Po 1940 roku w MECAS szkoliły się dosłownie setki brytyjskich pracowników i agentów wywiadu – uczyli się języka arabskiego, a także arabskiej historii i kultury. Do byłych uczniów i nauczycieli zaliczają się słynny sir John Bagot Glubb i jego syn Faris Glubb, George Kirk z RIIA, ambasador Wielkiej Brytanii w Arabii Saudyjskiej A.J. Wilton, Kim Philby, sir Donald Maitland, płk Bertan Thomas i inni. Wśród najważniejszych abiturientów jest wielu współczesnych Lawrence’ów z Arabii, którzy powołali do życia Centrum Arabsko-Brytyjskie.

Lista brytyjskich korporacji i banków, które od kilkudziesięciu lat wspierają CAABU, brzmi jak imperialistyczny almanach: Barclay’s Bank, British Aircraft Corp., British Bank of the Middle East, Lazard Brothers, Lloyd’s International, Lonrho, National Westminster Bank, Rolls Royce i Unilever. Bliskie związki łączą Towarzystwo Anglo-Arabskie sir Johna Bagota Glubba z CAABU i MECAS. Glubb, były głównodowodzący transjordańskiego Legionu Arabskiego, jest najważniejszym przedstawicielem Wielkiej Brytanii na Bliskim Wschodzie. CAABU, MECAS, Towarzystwo Anglo-Arabskie i Middle East International tworzą elitarną sieć wsparcia dla operacji wywiadowczych, która sprawuje nadzór nad Braćmi Muzułmanami”28.

Przez całe lata 70. XX wieku pojawiały się bezpośrednie dowody potwierdzające, że kręgi związane z CAABU są łącznikiem Braci Muzułmanów z kontynentalną Europą. Islamista Robert Dreyfuss pisze, że „w Aachen w RFN tak zwany meczet Bilal29 związany z grupą o nazwie Rada Islamska służył jako tajna baza wypadowa sił ajatollaha Chomeiniego. Podczas próby destabilizacji Iranu przez grupy rewolucyjne Chomeiniego i ichwanów w 1978 roku meczet Bilal był punktem zbiórki dla zwolenników Chomeiniego z Paryża i Londynu. Stamtąd przedostawali się przez Europę na Bliski Wschód. W tym przypadku kontakt był utrzymywany przede wszystkim za pośrednictwem grup muzułmańskich ekstremistów ze środowiska studenckiego”30.

Jednak najważniejsze działanie Braci Muzułmanów w imperium brytyjskim to szerzenie obskurantyzmu, antyfilozoficznego ekstremizmu, ksenofobii i kontrkultury wśród Egipcjan i Arabów, szczególnie zaś studentów z tych grup etnicznych. Gdy nasiliły się ruchy syjonistyczne – także sponsorowane przez Londyn, co wykażę w dalszej części książki – „Bracia Muzułmanie stali się główną bronią w arsenale podżegaczy reprezentujących antysemityzm i fałszywy arabski nacjonalizm, przez których Brytyjczycy i wojsko Wielkiej Brytanii wciąż musieli występować jako mediatorzy między walczącymi ze sobą frakcjami Arabów i Żydów”31. Wystarczy się przyjrzeć, jaki efekt wywarła „rewolucja” prowadzona przez Al-Kaidę i ISIS w Afganistanie, Iraku i Syrii na sposób myślenia muzułmańskiej populacji, a szczególnie młodzieży. Piekielne hasła głoszone przez zwolenników tego szaleństwa niszczą twórcze zdolności umysłowe całego pokolenia.

Oczywiście właśnie taki cel chcieli osiągnąć Brytyjczycy. Wyrugowanie z islamu wszystkich „wpływów zachodnich” – czyli technik przemysłowych i rozwoju ekonomicznego – to podstawa prowadzonej przez Wielką Brytanię polityki kolonialnej, w której chodzi o doprowadzenie do zacofania podbijanych ziem.

Model psychologii mas

Kontrkultura, którą Brytyjczycy narzucili Bliskiemu Wschodowi, nie jest pierwszym tego rodzaju przypadkiem w historii tego regionu. Znanym precedensem było pojawienie się tam pogańskich obrzędów istniejących w schyłkowym okresie starożytnego Egiptu i Cesarstwa Rzymskiego. Zresztą o nich też można powiedzieć wiele ciekawych rzeczy. Kult Apolla do dzisiaj ma duże znaczenie. Istnieje tak zwana czarna szlachta32, a należące do niej rodziny i rodzinne tradycje polityczne mają swe korzenie w czasach republiki rzymskiej. „Republika i imperium, pod których rządami żyli ich przodkowie, były z kolei rządzone przez rzymski odłam kultu Apolla. W tamtych czasach ich sekta była główną instytucją udzielającą lichwiarskich pożyczek i czerpiącą korzyści z zadłużania się regionu śródziemnomorskiego”33, prowadziła wywiad polityczny, a ponadto sama będąc sektą, tworzyła nowe kulty.

Od śmierci Aleksandra Wielkiego do czasu, gdy kult Apolla34 przekształcił się w kult stoicyzmu35 (w II wieku p.n.e.), centrum tego kultu było Królestwo Ptolemeuszów, skąd wpływał on na decyzje, które zapadały w Rzymie. „W Egipcie kult Apolla łączył kulty Izydy i Ozyrysa, naśladując wprost frygijski kult Dionizosa i rzymski Bachusa. To tam wyznawcy Apolla stworzyli kult stoickiego irracjonalizmu. To kult Apolla stworzył Cesarstwo Rzymskie, które z kolei stworzyło prawo rzymskie oparte na antyhumanistycznej Etyce nikomachejskiej Arystotelesa. Taką tradycję przekazują dalej stare »czarne« rody rzymskie”36. Te rzymskie rody z upływem czasu zaczęto nazywać Czarną Szlachtą Wenecką. W dzisiejszych czasach ich członkowie zajmują najważniejsze stanowiska w tajnych elitarnych organizacjach, takich jak Klub Bilderberg.

Ich tradycja przetrwała pod przykrywką różnych instytucji, a istota światopoglądu i doktryny pozostała niezmieniona. Brytyjska monarchia, pasożytnicza arystokratyczna klasa właścicieli ziemskich i zdominowane przez Brytyjczyków feudalne frakcje Zakonu Maltańskiego kontynuują tradycję starożytnej sekty apollińskiej i politykę przez nią uprawianą.

Arystotelik wie, że „powszechny postęp technologiczny i naukowy w warunkach umożliwiających edukację i swobodną innowacyjność, której taki postęp wymaga, prowadzi do przywiązania się obywateli do twórczego potencjału umysłu człowieka – czyli antytezy systemu oligarchicznego.

Rzeczą, której arystotelicy szczerze nienawidzili i której się bali przez kilka tysięcy lat, była ich wiedza, że długotrwały, powszechny postęp w nauce i technice, zewnętrzny stymulator polityki społecznej, oznacza hegemonię republikańskiej formy rządów, która nieodwołalnie przeciwdziała ustanowieniu oligarchicznego stylu władzy nad światem”37.

Sięgnęli po te same metody, którymi posługiwali się starożytni kapłani Apolla i egipskiej bogini Izydy w trzecim tysiącleciu przed naszą erą – propagowali dionizyjski kult używek, wspierali orgiastyczno-erotyczne przejawy kontrkultury i rozszalałe hordy sabotażystów niszczących maszyny, a także fanatycznych terrorystów – by z ich pomocą sterować „ciemnymi masami” i zwrócić je przeciwko zwolennikom postępu naukowo-technicznego.

Kult Izydy to religia, w której powszechne były narkotyki. Wśród jej elementów są wysocy kapłani i tajne rytuały. Te tajne rytuały wciąż praktykowała na przestrzeni wieków brytyjska rodzina królewska i jej przyjaciele z klasy rządzącej. W Egipcie czczono Izydę za czasów III dynastii w okresie Starego Państwa, czyli mniej więcej w 2780 roku p.n.e. W gruncie rzeczy był to prymitywny pogański kult bogini matki. Kapłani Izydy stanowią zamknięty krąg, a należący do niego członkowie arystokracji praktykują kontrolę społeczeństwa, totalne ujarzmienie wolnej woli, wyzysk i zniewolenie podwładnych. Kult Izydy – lecz bez jego sekretów – został „spopularyzowany” przez dzieło literackie wysokiego kapłana Izydy, Bulwera-Lyttona, zatytułowane Ostatnie dni Pompei. Syn Bulwera-Lyttona pełnił funkcję wicekróla i generalnego gubernatora Indii od 1876 do 1880 roku, kiedy znacznie wzrósł eksport bengalskiego opium do Chin. Bulwer-Lytton był mentorem wicehrabiego Palmerston, który stał na czele brytyjskiego parlamentu podczas wojen opiumowych, mających wymusić na Chinach nie tylko kontynuację, ale też zwiększenie handlu opium w tym kraju.

Sufizm

„Pod okiem Brytyjczyków ruch sufich był idealnie spójny z coraz wyraźniej zarysowaną strategią »nowych mrocznych czasów«. Sufi szczególną uwagę przywiązują do introspekcji, są przeciwnikami ego i osobowości, dlatego w ich przypadku intelekt zostaje wyparty przez emocje i zmysłową medytację. Organizacja i ideologia sufich, a także bardziej tradycyjna organizacja Braci Muzułmanów opierają się na kontroli ideologicznej i stanowią inspirację dla postawy zwanej w dzisiejszych czasach integryzmem. Oligarchia, która rozpowszechnia nurt integrystyczny na świecie, obecnie wykorzystuje sufizm jako ideologię obskurancką po to, by manipulować ludźmi i utrzymać nad nimi kontrolę polityczną”38.

Od drugiej połowy XIX wieku, kiedy na Bliskim Wschodzie, a szczególnie w Iranie i Egipcie, nasilał się antybrytyjski nacjonalizm, brytyjscy rzecznicy sufizmu i mistycyzmu wymyślili ksenofobiczną antyintelektualną doktrynę „fundamentalistyczną” obejmującą cały islam, której mogli użyć przeciwko republikańskim i antykolonialnym ruchom, jakie powstawały w owym czasie na Bliskim Wschodzie.

Przed I wojną światową i po jej zakończeniu „Arnold Toynbee, historyk i pracownik brytyjskich służb wywiadu, nadzorował »projekt suficki« i inne operacje na Bliskim Wschodzie, których owocem był Lawrence z Arabii i Bracia Muzułmanie. W tych czasach Toynbee pełnił funkcję dyrektora Królewskiego Instytutu Spraw Zagranicznych (RIIA), znanego też jako Chatham House. Te same brytyjskie organizacje, które stworzyły ruch Braci Muzułmanów jako (między innymi) siłę opozycyjną do wspieranego przez Wielką Brytanię ruchu syjonistycznego, później doprowadziły do powstania nazizmu z Adolfem Hitlerem na czele oraz faszyzmu z Benitem Mussolinim jako liderem”39.

Sufizm na miarę XX wieku

Dzisiejszy integryzm islamski jest bezpośrednim wytworem nowego projektu sufickiego, do którego realizacji Królewski Instytut Spraw Zagranicznych przystąpił od razu po II wojnie światowej w celu wdrożenia i upowszechnienia sufizmu.

Sufizm służył za przykrywkę wielu tajnym formacjom w Europie i kamuflował zadania mieszczące się w ramach ogólniejszego projektu „Jeden Świat” prowadzonego przez organizacje promujące zażywanie narkotyków i upowszechniające tezy maltuzjańskie. Wśród członków utworzonej w połowie lat 60. XX wieku Światowej Organizacji Sufickiej byli zarówno Johannes Witteveen, były szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), jak i Alexander King, jeden z założycieli maltuzjańskiego Klubu Rzymskiego i były dyrektor komitetu nauki i techniki Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w Paryżu.

„Tym, co łączy islam i świat zachodni, jest ortodoksyjny, ostry sprzeciw wobec nowoczesności, a także antynaukowa sieć Klubu Rzymskiego Alexandra Kinga i Aurelia Peccei, brytyjski establishment »bliskowschodni« reprezentowany przez sir Harolda Beeleya”40, oraz Bracia Muzułmanie skupieni wokół już nieżyjącego agenta hitlerowskich Niemiec i zbrodniarza wojennego Maaroufa al-Dawalibiego41 ze Światowego Kongresu Muzułmańskiego – organizacji założonej i prowadzonej od 1931 roku przez wielkiego muftiego al-Husajniego.

Ruchy integrystyczne, zbieżne z fundamentalizmem42, zagrażają rządom państw w punktach zapalnych na świecie. „To nie są spontaniczne ruchy duchowe, lecz owoc kilkudziesięciu lat budowy systemu, tworzenia ideologii i zachęcania do kontaktu z niszczącymi umysł narkotykami po to, żeby stworzyć siły, których można użyć w czasach kryzysu ekonomicznego i groźby upadku instytucji państwowych, jak to dzieje się obecnie. Ruchu integrystycznego – na przykład sił ajatollaha Chomeiniego – używa się jak broni, kiedy trzeba przejąć świeckie rządy i kontrolować całe narody za pomocą religii o szczególnej, irracjonalnej strukturze.

Te ruchy, czy to pozornie chrześcijańskie, żydowskie czy muzułmańskie, są zdecydowanie przeciwne postępowi technicznemu i istnieniu państw narodowych. Integryzm wręcz wraca do koncepcji człowieka będącej kompletnym zaprzeczeniem idei, na której zbudowano cywilizację zachodnią – wspólnej dla wszystkich trzech wielkich religii i wyrażającej się w przykazaniu: »bądźcie płodni i rozmnażajcie się, zapełniajcie ziemię i czyńcie ją sobie poddaną« – i próbuje zniszczyć nowoczesne państwa narodowe, które są podstawą postępu gospodarczego, naukowego i politycznego”43.

Sekty fundamentalistyczne są powiązane z operacjami terrorystycznymi prowadzonymi pod hasłem „Europy regionów”, których celem jest podzielenie europejskich narodów na małe i bezbronne prowincje, a linie tych podziałów pozornie mają przebiegać wzdłuż granic etnicznych.

Operacje „Made in England”

Kiedy terroryści zabili trzeciego prezydenta Egiptu Anwara as-Sadata, obalili szacha Iranu, próbowali doprowadzić do destabilizacji Arabii Saudyjskiej i dokonali zamachu na gospodarkę światową podczas sztucznie wywołanego w 1973 roku kryzysu naftowego, wyraźnie było widać, że metody dokonywania zabójstw i wprowadzania destabilizacji zaczerpnięto z podręcznika stosunków międzyludzkich Instytutu Tavistock.

Przyjrzyjmy się czterem konkretnym przypadkom destabilizacji na odległość i na szeroką skalę, w których zastosowano te metody.

Destabilizacja Arabii Saudyjskiej w latach 70. XX w. i sztucznie wywołany w kryzys naftowy

W pierwszej połowie lat 70. XX wieku intelektualiści o elitystycznych poglądach i promujące globalizm instytucje skupiały się głównie na wzroście demograficznym i rozwoju przemysłowym jako dwóch największych wrogach rodzaju ludzkiego. „Organizacja Narodów Zjednoczonych, Klub Rzymski, Tavistock Institute, Instytut Aspen i wiele innych organizacji, które służyły za tubę elitom rządzącym, zaczęły lamentować, że środowisko naturalne ulega degradacji, a industrializacja staje się strasznym złem. Technika, nauka i postęp coraz bardziej wypadały z łask. Elity uznały zasoby naturalne za swoją własność i nie chciały się nimi dzielić z rozwijającym się i nabierającym kształtów Trzecim Światem.

Wzrost cen energii zahamował rozwój Trzeciego Świata, ale arabski Bliski Wschód bardzo się wzbogacił. To wtedy globaliści zwrócili się z prośbą o uzdrowienie sytuacji do swoich sprzymierzeńców, islamistów. Islam miał zostać wykorzystany do ataku na uprzemysłowienie i modernizację dzięki kłamstwu, że postęp cywilizacyjny jest niezgodny z jego duchem i stanowi spisek Zachodu przeciwko sługom Allaha. Tymczasem prawdziwy spisek był wymierzony przeciwko ludziom o oliwkowej skórze – mieszkańcom Bliskiego Wschodu, którzy przez krótki okres doświadczyli pozytywnej zmiany w jakości życia wyznaczanej przez poziom edukacji, zatrudnienia, warunków mieszkaniowych, higieny i odżywiania. Jednak wywodzący się z kręgów religijnych i inteligenckich rzecznicy ignorancji, plugastwa i przemocy połączyli siły, by zepchnąć dobrze prosperujący Bliski Wschód z powrotem do średniowiecza”44.

Przez całe lata 60. i 70. XX wieku Arabia Saudyjska i Iran utrzymywały sojusz strategiczny i prowadziły wspólnie wiele działań związanych z polityką, siłami zbrojnymi i służbami bezpieczeństwa45. Arabia Saudyjska, która mogła się poszczycić produkcją jednej trzeciej importowanej przez cały świat ropy naftowej, w latach 70. XX wieku znalazła się na celowniku „rewolucji islamskiej”. Niemal od razu po triumfalnym zwycięstwie rewolucji islamskiej nowe przywództwo Iranu zwróciło się przeciwko Arabii Saudyjskiej i panującej w niej rodzinie królewskiej46. „Wśród sił, które wykorzystano do destabilizacji władzy saudyjskiej monarchii, był irański rząd ajatollaha Chomeiniego, jego radykalni zwolennicy ze świata arabskiego i sterujący nimi specjaliści z Wielkiej Brytanii, którzy większość życia spędzili na zgłębianiu najskrytszych tajemnic Półwyspu Arabskiego”47. Beneficjentami tego planowanego zamętu w szeregach najbardziej stabilnego rządu z grupy OPEC48 były banki z londyńskiego City i kontrolowane przez nie multinarodowe koncerny naftowe.

Celem Brytyjczyków – na krótką metę – było wprowadzenie fundamentalnej zmiany w polityce Saudów. Chodziło o to, by przestali oni utrzymywać stałe, niskie ceny ropy naftowej49 i zrezygnowali z rozliczeń w dolarach amerykańskich na rzecz „koszyka walutowego”50, na przykład wyznaczanej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy międzynarodowej jednostki rozrachunkowej SDR (Special Drawing Rights [specjalne prawa ciągnienia]). „Upadek Arabii Saudyjskiej spowodowałby katastrofalny w skutkach kryzys naftowy, w którym deficyt oraz gwałtowny wzrost cen doprowadziłyby do narzucenia światowego reżimu energetycznego pod auspicjami Międzynarodowej Agencji Energetycznej, która tylko czekała na pretekst, by decydować o kierunkach eksportu ropy naftowej i o konsumpcji energii”51.

Robert Dreyfuss, jeden z najwybitniejszych znawców Bliskiego Wschodu, tłumaczy: „Sekret zamieszania w Arabii Saudyjskiej – tak jak sekret rewolucji ajatollaha Chomeiniego w Iranie – polega na tym, że Londyn wykorzystał kilka istniejących od dawna, przenikających się siatek organizacyjnych. Z jednej strony byli to Bracia Muzułmanie, a z drugiej takie formacje, jak radykalne lewicowe ugrupowanie Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny (PFLP), powszechnie kojarzone z zatwardziałym marksistą George’em Habashem52.

Chcąc jeszcze bardziej zwiększyć napięcie w Arabii Saudyjskiej, Brytyjczycy zrobili użytek z coraz silniejszego zagrożenia ze strony koalicji plemion zbuntowanych przeciwko rodzinie panującej. W typowo angielskim stylu postanowili podzielić terytorium kraju na mniejsze państewka, które łatwo poddałyby się kontroli z zewnątrz. Skupili się przede wszystkim na trzech podstawowych grupach plemiennych: Otaiba, Kathani i Harb, a także na plemieniu Idrissi z południowo-zachodniej Arabii. Przedstawicielami tych plemion wśród saudyjskich elit są głównie wyszkoleni i uzbrojeni przez Brytyjczyków członkowie Gwardii Narodowej, która jest oparta na strukturze plemiennej, a na jej czele stoi książę Abdullah – jeden z najhojniejszych sponsorów Braci Muzułmanów w Arabii Saudyjskiej”53.

Te plemiona ze wschodniej części Arabii Saudyjskiej są pozostałością po siłach zgromadzonych przez T.E. „Lawrence’a z Arabii” i armię brytyjską podczas I wojny światowej54. Należą do nich dawni przeciwnicy króla Ibn Sauda i saudyjskie klany, które w końcu umocniły swoją hegemonię na całym Półwyspie Arabskim. „Dokładnie w takim zakresie są poddani władzy Londynu za pośrednictwem rozkazów wydawanych im przez Braci Muzułmanów”55.

Przekręt naftowy w 1973 roku

Jednym z działań Londynu było wykorzystanie rewolucji islamskiej do „wstrząśnięcia” światem i zapoczątkowania „kontrolowanego rozpadu” światowej gospodarki – głównie za sprawą chaosu na międzynarodowych rynkach naftowych i walutowych wywołanego rewolucją w Iranie. Przeprowadzona ukradkiem destabilizacja Arabii Saudyjskiej była jednym ze sposobów na osiągnięcie tego celu. Drugim był dalekosiężny plan wywołania kryzysu naftowego, który miał zrujnować globalną gospodarkę i doprowadzić świat do ekonomicznego upadku.

Trzeba zrozumieć, że zakrojona na szeroką skalę destrukcja światowej gospodarki nie jest przypadkiem ani wynikiem błędnej kalkulacji wskutek politycznych krętactw. Została zaplanowana. Jest absolutnie celowa. Imperium zdaje sobie sprawę z faktu, że postęp ludzkości oznacza rychły koniec imperialnej polityki. Wie, że nie uda mu się przetrwać w świecie, w którym zachodzi wszechstronny rozwój naukowo-techniczny. Imperium wie, że jedyną szansą dla niego jest świat, w którym ludzie są głupi i posłuszni jak owce, zatem zwalcza struktury w rodzaju państw narodowych, stanowiące oparcie dla życia i dla ewolucji cywilizacji. Specjalnie bierze na cel państwa narodowe, niepodległe kraje – podejmuje działania wymierzone przeciwko gospodarkom poszczególnych narodów, by zniszczyć źródła, z których czerpią one swoją siłę.

Jest to celowe działanie.

Imperium to bynajmniej nie król czy królowa siedzący na złotym tronie. Imperia sięgają dalej i wyżej. To system kontroli. Nadzorowania wszystkiego przez międzynarodowy system finansowy znajdujący się w rękach międzynarodowych bankierów. Globalizacja to po prostu nowa postać imperium. To eliminacja bytu, którym jest państwo narodowe; eliminacja swobody, eliminacja praw.

Jak zatem niszczy się popyt? Oczywiście za pomocą świadomego, celowego rujnowania światowej gospodarki. Innymi słowy, za pomocą „kontrolowanego rozpadu”. Właśnie to było sedno dokumentu programowego sporządzonego przez potężny think tank, Radę Stosunków Międzynarodowych (CFR) z bazą w Stanach Zjednoczonych. Mowa o Projekcie na lata osiemdziesiąte. Kontrolowany rozpad i rozbicie ośrodków zaawansowanego rozwoju naukowego – CFR, jedna z głównych instytucji oligarchii w Stanach Zjednoczonych nazwała ten projekt „największym przedsięwzięciem w jej historii”.

„Trzydziestotrzytomowy raport CFR zawierał strategię, którą oligarchia – używając swoich wpływów – wprowadziła w życie w drugiej połowie lat 70. XX wieku i podczas kolejnej dekady. Członkowie Rady doprowadzili do jednej z największych zmian w polityce gospodarczej i państwowej w XX wieku – fundamentalnej zmiany w kierunku gospodarki postindustrialnej”56.

Co właściwie znaczy „kontrolowany rozpad”? Tyle, że globalna gospodarka zostanie pchnięta w kierunku dezintegracji – ale nie bez kontroli. Oligarchia miała nadzieję, że uda jej się sterować tym procesem. W tym celu siły zewnętrzne musiały wywołać wstrząsy, które miały zburzyć system ekonomiczny na świecie: kryzysy naftowe, limity kredytowe, nagłe zmiany stóp procentowych, zahamowanie, a w końcu odwrócenie wzrostu gospodarczego.

Jednocześnie ustanowiono rynek transakcji natychmiastowych w branży naftowej, rynki euroobligacji, rynek instrumentów pochodnych, rozbudowano system prowadzenia rozliczeń w rajach podatkowych oraz prania przez niektóre z największych na świecie korporacji bankowych ogromnych kwot pieniędzy pochodzących z handlu narkotykami, które później służyły do wspierania działań terrorystycznych. W ciągu ostatnich kilku lat przyłapano niektóre z największych instytucji bankowych na praniu miliardów dolarów wpłacanych na ich konta przez osoby czerpiące nielegalne zyski z handlu narkotykami. Byli wśród nich tacy giganci, jak Wachovia Bank, HSBC, CitiGroup i Coutts, prywatny bank angielskiej królowej.

„Skutki tej polityki były błyskawiczne i druzgocące, szczególnie dlatego że oligarchia sztucznie wywołała dwa kryzysy naftowe w latach 70. XX wieku, by napędzić gwałtowny wzrost cen ropy. W Stanach Zjednoczonych produkcja przemysłowa i rolna zanotowały ogromny spadek”57.

Czy to nie wygląda jak zwrot w kierunku społeczeństwa postindustrialnego? Oczywiście, tak.

System z Bretton Woods i przekręt naftowy w latach 70. XX wieku

Od połowy lat 60. XX wieku aż do końca dekady Brytyjczycy pod rządami premiera Harolda Wilsona podejmowali działania zmierzające do osłabienia i faktycznego zniszczenia systemu walutowego zwanego systemem z Bretton Woods. W 1971 roku Nixon ostatecznie położył kres jego istnieniu. W ten sposób przygotowano grunt pod transformację systemu stałych kursów walut, które działały na korzyść produktywnego rozwoju i inwestycji. Po 1971 roku zyskiwali spekulanci.

Prezydent Nixon ostatecznie odszedł od wymienialności dolara na złoto, co z kolei doprowadziło do upadku systemu z Bretton Woods i przerwało tamę, przez którą popłynął strumień manipulacji znanych nam do dzisiaj – fluktuacji kursu walutowego, gierek na rynku naftowym, wszelkiego rodzaju baniek spekulacyjnych. Te zdarzenia zbiegły się w czasie z powstaniem grupy Inter-Alpha, czyli oligarchicznego aparatu bankowego pod kierownictwem Jacoba Rothschilda, który zaczął nadmuchiwać bańkę – jak się później okazało, zastąpiła ona poprzedni system.

System z Bretton Woods zapewniał stabilność. Jeżeli chcesz wywołać na świecie chaos, przede wszystkim pozbywasz się właśnie stabilizujących go instytucji. Jak wyeliminować stabilność z rynków? Przede wszystkim wyrzuć do kosza sztywne kursy wymiany walut i towarów, a potem przeciągnij na swoją stronę Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy i wbrew zamiarom Franklina Delano Roosevelta, który chciał, by te instytucje były instrumentami dekolonizacji, zmień je w agencje imperium.

W pierwszych miesiącach 1973 roku dolar tracił wartość, a gospodarki Francji, Niemiec i Japonii przeżywały gwałtowny rozkwit. Na początku 1973 roku marka zachodnioniemiecka już prześcignęła brytyjskiego funta, a na przełomie lipca i sierpnia była na dobrej drodze, by zdobyć przewagę nad niedomagającym dolarem amerykańskim.

W maju 1973 roku doszło do spotkania Klubu Bilderberg w ekskluzywnym szwedzkim kurorcie Saltsjöbaden. „Członkowie pewnych elit związanych z bankami centralnymi w Nowym Jorku uznali, że nadszedł czas na wywołanie silnego wstrząsu, który zmieni kierunki rozwoju globalnej gospodarki, nawet jeżeli odbędzie się to kosztem recesji w gospodarce amerykańskiej – ten skutek uboczny nieszczególnie ich martwił, pod warunkiem, że sami mieli decydować o kierunkach przepływu pieniędzy”58.

Głównym punktem tego spotkania Klubu Bilderberg była dyskusja na temat szoku naftowego – planowanego na najbliższe miesiące czterystuprocentowego wzrostu cen ropy naftowej ze strefy OPEC. Ekonomista William Engdahl tłumaczy: „Cała dyskusja nie dotyczyła tego, w jaki sposób, jako najpotężniejsi przedstawiciele uprzemysłowionych narodów świata, możemy przekonać arabskie kraje zrzeszone w OPEC, żeby nie podnosiły tak drastycznie cen. Rozmawiali tylko o tym, co zrobią z petrodolarami, które nieuchronnie zaczęłyby spływać od arabskich członków OPEC do londyńskich i nowojorskich banków”59.

Czterokrotny wzrost ceny ropy naftowej w latach 1973–1974 uratował dolara. W naftowym morzu dolar wypłynął na powierzchnię. Pamiętajmy, że w sierpniu 1971 roku Nixon odszedł od wymienialności dolara na złoto, powodując, że wartość tej waluty spadła o mniej więcej czterdzieści procent względem innych głównych walut, takich jak marka niemiecka i japoński jen. Czynnikiem, który uratował dolara i Wall Street, ale nie amerykańską gospodarkę, był wstrząs na rynku naftowym wywołany przez czterystuprocentowy wzrost cen ropy wydobywanej przez OPEC.

Ten szok cenowy spowolnił rozwój Europy, zadał śmiertelny cios industrializacji w rozwijających się państwach Trzeciego Świata, które na początku lat 70. cieszyły się wysoką dynamiką wzrostu, a także przesunął ciężar władzy z powrotem w kierunku Wall Street i systemu opartego na dolarze.

Był to początek procesu systematycznego rozkradania prawdziwych bogactw, które umożliwiały rozwój wszystkich głównych narodów na świecie. To, co w dzisiejszych czasach można zobaczyć w Arabii Saudyjskiej i w innych krajach Zatoki Perskiej, jest jedynie imitacją państw zdominowanych przez londyńskie City.

Zastanawiasz się, jak to możliwe? Widzisz, „rynek produktów naftowych nie jest kontrolowany przez OPEC, lecz przez imperium brytyjskie, które dominuje w wielkich firmach naftowych tworzących międzynarodowy kartel petrochemiczny. Zakres działalności tych firm kończy się na transporcie, przetwarzaniu i dystrybucji produktów petrochemicznych – panują nad fizyczną stroną biznesu naftowego – tymczasem ceny są ustalane za pośrednictwem rynków finansowych. Taki układ pozwala na regulowanie cen niezależnie od podaży i popytu, a finansiści, którzy sterują losami Europy, potrafią go doskonale wykorzystać”60.

Wojna egipsko-izraelska posłużyła jako pretekst, by wprowadzić embargo na handel ze Stanami Zjednoczonymi i innymi państwami, które poparły w tym konflikcie Izrael. Sztucznie wywołany kryzys naftowy spowodował gigantyczne transfery pieniędzy – tak zwanych petrodolarów. Nominalnie beneficjentami tych transakcji były kraje grupy OPEC, ale całością środków zarządzały Londyn i Wall Street. W ten sposób oligarchia finansowa w swoich głównych ośrodkach wykorzystała sztucznie stworzony kryzys naftowy, by zapewnić sobie dominację w dziedzinie udzielania światu pożyczek i w ten sposób całkowicie zatrzymać rozwój. Były to narzędzia niezbędne do przeprowadzenia restrukturyzacji Wall Street w latach 70. XX wieku – przygotowały grunt dla popularnych w latach 80. obligacji śmieciowych, a także dla instrumentów pochodnych, których rynek rozkwitł w latach 90.

Oligarchia wykorzystała sztucznie wywołany kryzys naftowy, by „sfinansować działania, których celem była transformacja Stanów Zjednoczonych od wewnątrz, między innymi przejęcie amerykańskiego systemu bankowego i kartelizacja – maskowana jako fuzje i wykupy – amerykańskich firm. Wall Street zmieniła się w wielkie kasyno, w którym inwestycje zastąpił hazardowy obrót instrumentami finansowymi, a kontakt z rzeczywistością został zerwany. Jednocześnie petrodolary posłużyły do wytoczenia wojny kulturowej amerykańskiemu społeczeństwu, mającej zamydlić mu oczy, uniemożliwić dostrzeżenie wyrządzonych szkód, a nawet kłamliwie wmówić mu, że ma do czynienia z postępem”61.

Imperium posunęło się do wielkiego finansowego przekrętu, żeby przeprowadzić atak, którego cel stanowiło panowanie nad światem. „Obecnie zaczynamy obserwować skutki tego ataku. Bańka spekulacyjna pękła, a wielka machina finansowa, która miała zastąpić przemysł jako siła napędowa gospodarki, okazała się tak prawdziwa jak nowe szaty cesarza. Został nam zbankrutowany system bankowy osadzony na przerdzewiałej na wylot skorupie gospodarki zależnej od »globalnej korporacji« w wielu dziedzinach życia”62.

Postęp i rozwój zostały zniszczone staraniami karteli finansowych, które kontrolują światową gospodarkę.

Ajatollah Chomeini i rewolucja w Iranie

„Upodobnienie Iranu do Kambodży było zaplanowanym skutkiem interwencji w tym kraju w latach bezpośrednio poprzedzających odsunięcie od władzy szacha”63. Kryzys dyplomatyczny związany z przetrzymywaniem zakładników w amerykańskiej ambasadzie w Teheranie stanowił narzędzie politycznej rozgrywki. „Został wywołany przez frakcję zwolenników Busha seniora w CIA i przeprowadzony dzięki zawiązanemu wcześniej sojuszowi z islamskimi fundamentalistami Chomeiniego”64. Miał dwa cele. Pierwszy: zachować charakter państwowy Iranu i nie dopuścić do szerzenia się w nim komunizmu, w czym miało pomóc oddanie Chomeiniemu pełni władzy, i drugi: zasiać chaos w administracji Cartera i wprowadzić George’a Busha do Białego Domu.

Przy prawdziwej historii rewolucji irańskiej bledną nawet takie powieści szpiegowskie, jak The Crash of ’79 Paula Erdmana. Chcąc dociec prawdy, musimy zerknąć za zamknięte drzwi najpotężniejszych, najbardziej prestiżowych banków, firm naftowych i korporacji przemysłowych, a także dostać się do sal konferencyjnych w drapaczach chmur, gdzie zbierają się elitarne kluby, takie jak nowojorska Rada Stosunków Międzynarodowych lub Królewski Instytut Spraw Międzynarodowych. „Iran stanowi poligon zakulisowej wojny, która wciąż toczy się w międzynarodowych kręgach ludzi zarządzających wielkimi pieniędzmi i ich przyjaciół z różnych służb wywiadu państw Paktu Północnoatlantyckiego, Izraela i Bliskiego Wschodu”65.

Autorami operacji, która dała władzę nad Iranem ajatollahowi Chomeiniemu, byli członkowie Klubu Rzymskiego – najważniejszej instytucji na świecie, która forsuje maltuzjański model depopulacji – Instytutu Studiów Politycznych, Instytutu Tavistock z Sussex w Anglii, Instytutu Studiów Humanistycznych w Aspen, Towarzystwa Jezusowego – czyli jezuitów – i katedry nauk socjologiczno-antropologicznych paryskiej Sorbony.

Współpracując z poszczególnymi osobami na dworze szacha, takimi jak cesarzowa Farah, a także urzędnikami odpowiedzialnymi za edukację, kulturę i planowanie oraz „dworskimi filozofami” w rodzaju Seyyeda Hosseina Nasra, Klub Rzymski i jego wspólnicy zaszczepili w Iranie korzenie organizacji dążącej do degradacji przemysłu w kraju.

„Poza granicami Iranu Klub Rzymski miał pod swoją opieką niechętnych szachowi »dysydentów« ze środowisk emigracyjnych, których sztandarowym przedstawicielem był ówczesny prezydent Islamskiej Republiki Iranu Abol Hassan Bani-Sadr. Po obaleniu szacha mieli oni stworzyć klasę rządzącą o poglądach podobnych do władz Kambodży”66.

Pomijając popularne teorie spiskowe67, trzeba jednak stwierdzić, że: „Iran nie padł ofiarą żadnego »spisku komunistycznego« ani nie poddał się obcej indoktrynacji ideologicznej lub rewolucyjnej68. Bani-Sadr, Sadegh Ghotbzadeh i Ibrahim Yazdi nie byli »agentami komunistycznymi« ani agentami Stanów Zjednoczonych69, lecz raczej członkami »wyszkolonej przez jezuitów grupy wywiadowczej, która otaczała Chomeiniego, odkąd ajatollah przybył do Paryża w 1978 roku«70. Rozpowszechniana przez koła brytyjskiego wywiadu »komunistyczna« interpretacja dramatycznych losów Iranu wciąż dominuje wśród wpływowych zwolenników poprzedniego reżimu. Należy zatem ogólnie przedstawić Klub Rzymski, jego plan operacyjny wobec Iranu i środki, którymi się posługuje, wywołując rewolucje radykałów.

Ustaloną przez tę oligarchiczną grupę perspektywą dla Iranu na lata 1968–1975 była przebudowa tego kraju jako zbrojnego podmiotu zdolnego do »zarządzania sytuacjami kryzysowymi« wynikającymi z jego pozycji geopolitycznej. Na przełomie lat 1968 i 1969 celem właśnie utworzonego przez NATO Klubu Rzymskiego71 było zapoczątkowanie w rozwiniętych częściach świata »epoki postindustrialnej«72 pod pretekstem, że uprzemysłowienie grozi wyczerpaniem »przetrzebionych złóż surowców naturalnych« na świecie. Przeprowadzono serię operacji, które miały poprzeć tę tezę – pierwszą z nich było wywołanie kryzysu naftowego na przełomie lat 1973 i 1974. Zdaniem założyciela Klubu Rzymskiego Aurelia Pecceiego propaganda dotycząca »granic wzrostu«73 była elementem »terapii szokowej« mającej przygotować społeczeństwo na ponadnarodowy podział zasobów, którymi mieli dysponować zrzeszeni w Klubie Rzymskim członkowie NATO i ONZ.

Studenci i członkowie ulicznych gangów zostali wtłoczeni do pojawiających się nagle w drugiej połowie lat 60. XX wieku ruchów ekologicznych, takich jak Greenpeace i WWF, oraz do innych sekt kontrkulturowych. Podstawowym celem tego przedsięwzięcia była dyskredytacja rozwoju przemysłowego opartego na energii jądrowej oraz jego głównego orędownika w krajach Trzeciego Świata, szacha Iranu.

Począwszy od września 1975 roku, Peccei, Jacques Freymond z Genewy i inni członkowie Klubu Rzymskiego zmobilizowali europejską sieć Braci Muzułmanów, żeby: 1) nadać islamowi »perspektywę edukacyjną«, a potem 2) wykorzystać nową, syntetyczną, stagnacyjną wersję islamu jako broń przeciwko Europie i Stanom Zjednoczonym. Organizatorzy tego dwuetapowego procesu, który nazwano: »Islam i Zachód«, spotkali się po raz pierwszy na sesji organizacyjnej w 1976 roku na uniwersytecie w Cambridge.

Pod przewodnictwem Pecceiego, lorda Caradona z Wielkiej Brytanii, przywódcy Braci Muzułmanów Marufa ad-Dawalibiego i innych »Islam i Zachód« przygotował ogólny program swojej działalności w zakresie nauki i techniki74. Ów program – opublikowany w 1979 roku – został sporządzony przez Międzynarodową Federację Instytutów Badań Zaawansowanych (IFIAS), na której czele stał członek Klubu Rzymskiego i doradca NATO w sprawach naukowych Alexander King. Sens tego dokumentu sprowadza się do twierdzenia, że »musimy wrócić do bardziej duchowej koncepcji życia […] Pierwszą lekcją, którą islam daje nam o nauce, jest nacisk, jaki kładzie na ideę zbilansowanego wykorzystania światowych zasobów naturalnych – równowagę, która nie zburzy ekologicznego porządku, od którego ostatecznie zależy nasze wspólne przetrwanie«”75. Ten argument już od renesansu służy do ataków na postęp naukowo-techniczny w Europie i Ameryce Północnej.

Orkiestra marszowa

Robert Dreyfuss tłumaczy, że drugi etap destabilizacji Iranu został zapoczątkowany w 1977 roku przez brytyjski tajny wywiad (SIS) i Międzynarodówkę Socjalistyczną przy współpracy administracji Jimmy’ego Cartera w Stanach Zjednoczonych, Instytutu Studiów Politycznych i niektórych wydziałów izraelskiego wywiadu. „Klub Rzymski i lobby obrońców praw człowieka, między innymi ich zwolennicy w Departamencie Stanu USA, ramię w ramię z Kościołem anglikańskim i liberalnymi organizacjami spod znaku Światowej Rady Kościołów połączyły wysiłki, by wzniecić »irańską rewolucję«”76.

W listopadzie 1977 roku w Lizbonie odbyła się konferencja pod patronatem Międzywyznaniowego Sympozjum Pokojowego, utworzonego przez między innymi Cyrusa Vance’a (który wówczas pełnił funkcję dyrektora projektu nowojorskiej Rady Stosunków Międzynarodowych) i członka Klubu Rzymskiego Sola Linowitza.

„To wydarzenie w Lizbonie w 1977 roku zorganizowali dwaj wiodący jezuici, William Ryan i Philip Land, którzy pracują dla stowarzyszonej z Klubem Rzymskim waszyngtońskiej grupy eksperckiej pod nazwą Center of Concern. Konferencję lizbońską zwołano po to, żeby »ustanowić powiązanie między religiami świata i konferencją Klubu Rzymskiego pod tytułem ‘Reshaping the International Order’ [przemodelowanie ładu międzynarodowego]«”77. Impreza w Lizbonie, zatytułowana: „The Changing World Order: Challenge to Our Faiths”, zgromadziła takie osobistości, jak Richard Falk z uniwersytetu w Princeton (członek Klubu Rzymskiego) i kilku przedstawicieli Braci Muzułmanów, wśród których znaleźli się: szkolony przez jezuitów Ismail Faruqi z uniwersytetu Temple oraz Khurshid Ahmad, były szef Fundacji Islamskiej w Leicester, a obecnie minister planowania strategicznego w rządzie Pakistanu. W 1978 roku wszyscy oni przyczynili się do tworzenia aparatu wsparcia dla Chomeiniego.

„Innym człowiekiem zaangażowanym w ten proces był Roger Garaudy, francuski filozof związany z jezuitami, i jego Instytut Dialogu Cywilizacji. Garaudy, który stał się de facto doradcą szacha w sprawach planowania gospodarczego i »strategii rozwoju«, był jednocześnie ważnym koordynatorem antyzachodnich lewicowych radykałów w Iranie, ultralewicy w Algierii, podobnych afrykańskich bastionów Klubu Rzymskiego w Senegalu i w rządzie Libii. Garaudy to też jedna z czołowych postaci europejskiego ruchu antynuklearnego. Kiedyś był teoretykiem partii komunistycznej, lecz nawrócił się i przyjął katolicyzm pod wpływem Lebreta, jezuity uznawanego za autorytet w sprawach utrzymania w Afryce struktur społecznych opartych na plemiennych obrzędach magicznych.

Garaudy był tylko jedną z osób, które inspirowały Bani-Sadra, ówczesnego prezydenta Iranu, który przebywał na emigracji we Francji. »Urabianie« Bani-Sadra stanowiło część projektu realizowanego przez te same osoby i organizacje, które stworzyły ruchy ekologiczne i terrorystyczne bojówki, takie jak włoskie Czerwone Brygady i zachodnioniemiecka Grupa Baader-Meinhof.

Pod tym względem sprawa Bani-Sadra nie jest niczym nadzwyczajnym. Większość jego kolegów obecnie przebywających w Teheranie, a także wielu dotychczasowych doradców Chomeiniego, to ludzie wyszkoleni – tak samo jak Bani-Sadr – we francuskich siedliskach socjologów i antropologów związanych z Instytutem Tavistock w znajdujących się na terenie Iranu tajnych ośrodkach koordynacji działań sekty radykalno-antropologicznej albo w amerykańskich instytucjach propagujących koncepcję »Ery Wodnika«, opozycyjną wobec społeczeństwa przemysłowego, takich jak uniwersytety Stanforda i Kalifornijski w Berkeley oraz Harvarda i MIT w Massachusetts”78. The Aquarian Conspiracy [spisek Wodnika] i The Changing Images of Man [zmieniający się wizerunek człowieka]79 były tajnymi projektami zleconymi instytutowi badawczemu Stanforda (SRI), a stworzonymi w 1946 roku przez Instytut Tavistock w celu zbadania paradygmatu dotyczącego społeczeństwa postindustrialnego80.

W każdym z tych przypadków elity, które miały zastąpić szacha, zostały poddane indoktrynacji – wpojono im nienawiść do „zachodnich” wartości do tego stopnia, że proste równanie: szach to Zachód stało się dla nich konstruktem myślowym, z którego czerpali motywację. Stąd już łatwo było zaprogramować kolejny krok – maoistyczną mentalność „rewolucji kulturowej”, która nakaże likwidację centrów naukowych i prawdziwej religii.

Projekt: „Lata 80.” i Iran

Plan umieszczenia na szczycie władzy Chomeiniego został opisany w serii dokumentów opublikowanych w 1978 roku przez prestiżową nowojorską Radę Stosunków Międzynarodowych i opatrzonych wspólnym tytułem: Projekt: Lata 80. Wśród osób czuwających nad przebiegiem projektu znaleźli się doradcy i członkowie gabinetu prezydenta Cartera, między innymi Cyrus Vance i Zbigniew Brzeziński. Część planu dotycząca Iranu i Bliskiego Wschodu zawiera dwa podstawowe cele strategiczne.

„Pierwszy to wzniecenie rewolucji islamskiej, która wstrząśnie światem i zapoczątkuje zjawisko, które CFR nazwała »kontrolowanym rozpadem« światowej gospodarki. Drugim celem było wykorzystanie rewolucji islamskiej do rozpowszechnienia »islamskiego fundamentalizmu« w całym świecie muzułmańskim.

Rozchodząca się z Iranu fala niepokojów stała się podstawą »łuku kryzysu« – polityki lansowanej przez Zbigniewa Brzezińskiego, zgodnie z którą wzdłuż południowej flanki Związku Radzieckiego miały wybuchać muzułmańskie powstania”81. Przez następne kilkadziesiąt lat te muzułmańskie powstania miały być koszmarem Zachodu za sprawą bezprecedensowych aktów terroru w Nowym Jorku, Paryżu, Londynie, Berlinie, Madrycie i w innych miejscach, ale wrócimy do nich później.

Jednak ta operacja nie była wymierzona bezpośrednio w Związek Radziecki. Tak jak w przypadku tajnych prób destabilizacji Arabii Saudyjskiej w latach 70. XX wieku, „jej obiektem byli decydenci w Republice Federalnej Niemiec, Francji i Japonii, których w dokumentach zawartych w Projekcie: Lata 80. alarmistycznie nazwano »neomerkantylistami«, odnosząc się do ich skłonności do agresywnej ekspansji przemysłowej. Zdławienie podaży ropy naftowej miało podważyć pozycję zdominowanego przez Francję i Niemcy Europejskiego Systemu Walutowego w świecie handlu i inwestycji, a »Plan Bernarda Lewisa« zniechęcał jego potencjalnych partnerów wśród państw eksportujących ropę naftową”82.

„Granice wzrostu” miały zacząć obowiązywać tam, gdzie dotąd ich nie było. Podstawową rolą rewolucji Chomeiniego jako instrumentu anglo-amerykańskiego wywiadu było zasianie konfliktów plemiennych, religijnych i wyznaniowych na Bliskim Wschodzie i w świecie muzułmańskim zgodnie z zaleceniami „Planu Bernarda Lewisa” z lat 70. dotyczącymi bałkanizacji tego obszaru. Chodziło o pozbawienie niepodległości narodów muzułmańskich, co wynikało z polityki kontrolowanego rozpadu prowadzonej przez CFR.

Rewolucja w Iranie miała jeszcze jeden, o wiele bardziej ponury aspekt. Konsekwencje tej fatalnej decyzji prześladowały Zachód już trzydzieści siedem lat temu, gdy w mrocznym okresie tuż przed narzuceniem niczego niepodejrzewającym Irańczykom reżimu Chomeiniego zostały zasiane ziarna chaosu i bezgranicznego terroru, które obserwujemy obecnie na Bliskim Wschodzie.

Irański „kryzys zakładniczy” był politycznym „instrumentem zarządzania” wymyślonym przez przychylną Bushowi frakcję w CIA i wprowadzonym w życie dzięki zawiązanemu a priori sojuszowi z islamskimi fundamentalistami Chomeiniego. Jak już wcześniej wspomniałem, miał on służyć dwóm celom: zdobyciu pełni władzy dla Chomeiniego, co mogło zapewnić nienaruszalność Iranu i odeprzeć wpływy komunistów, i wprowadzeniu zamętu w administracji Cartera i umieszczeniu George’a Busha w Białym Domu.

Dwudziestego szóstego kwietnia 1978 roku – ponad rok przed „kryzysem zakładniczym” – odbyła się w Iranie tajna narada. W poufnym dokumencie, który ujrzał światło dzienne niemal dwadzieścia lat po tamtych nieszczęsnych zdarzeniach, czytamy, że: „Ambasador odniósł się do naszych szanownych gości, Ronalda Reagana, George’a Busha i Margaret Thatcher, i stwierdził, że Teheran stał się miejscem zjazdu członków opozycji”. Niewątpliwie było to najbardziej wyrafinowane przestępstwo popełnione w latach 70. XX wieku. „Fakt, że ludzie sprawujący władzę w Waszyngtonie, Londynie i Teheranie znaleźli się w tym miejscu, podważając demokrację w swoich państwach, już zasługuje na potępienie. Fakt, że ich metody wpływania na system polityczny polegały na uprowadzeniach, wymuszeniach i morderstwach, oznacza, że są przestępcami”83.

Czwarty listopada 1979 roku – dzień, w którym świat się zatrzymał

Wydarzenia