Wydawca: W drodze Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 182 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka W drodze 01/2018 - Wydanie zbiorowe

Miesięcznik dominikański z 40-letnią tradycją. Pomaga w poszukiwaniu wiary i pogłębianiu życia duchowego. Porusza na łamach problemy współczesności, perspektywę religijną poszerza o tematykę psychologiczną, społeczną i kulturalną.

Opinie o ebooku W drodze 01/2018 - Wydanie zbiorowe

Fragment ebooka W drodze 01/2018 - Wydanie zbiorowe

Wstępniak

Drodzy Czytelnicy,

•••

Roman Bielecki OP

„gdybyśmy mieli wiarę jak ziarnko gorczycy”, „czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę, gdy przyjdzie”, „twoja wiara cię uzdrowiła” – czytamy w Ewangelii wymowne słowa Jezusa. Z kościelnych ambon i w osobistej lekturze Biblii brzmią one niezwykle przejmująco. Ale gdy odniesiemy je do naszej codzienności, zaczynamy się zmagać z licznymi pytaniami i wątpliwościami. Bo wewnętrzne przekonanie podpowiada nam, że w wierze ciągle nam czegoś brakuje, że nasza wiara jest niedoskonała, a nawet marna i słaba. Że nie umiemy jej przekazać naszym najbliższym, którzy – mimo naszego świadectwa – odchodzą od Kościoła. Jak żyć pod jednym dachem z niewierzącym współmałżonkiem albo dzieckiem? Gdzie kończy się poszanowanie wolności ich wyboru, a zaczyna grzech naszego zaniedbania i obojętności? W końcu: dlaczego niektórzy mają łaskę wiary, a niektórzy nie? Od czego to zależy?

W tym numerze szukamy odpowiedzi na te pytania. Nasi autorzy pokazują, że każda ludzka historia jest inna, że nie ma jednej odpowiedzi i złotej rady na problemy związane z wiarą i niewiarą. Ich spostrzeżenia to raczej dzielenie się doświadczeniem niż wykład akademicki. Wiele jest racji w słowach „dobrego księdza” Jana Twardowskiego, który przed laty napisał: „Straciłem wiarę / w ostatnią lekcję i dzwonek / nie wierzę w ogóle w koniec / nie wierzę, że Matki Boskiej nie zobaczę / nie wierzę, że komunista nie płacze / nie wierzę już w bociana / nie wierzę, że głód jest mniej potrzebny od chleba / nie wierzę, że krowa zarżnięta nie idzie do nieba / żeby naprawdę uwierzyć / w ile trzeba nie wierzyć”.

Roman Bielecki OP – ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu.

W numerze:

Drodzy Czytelnicy,

Rozmowa w drodze

POCHWAŁA OGÓRKA

Uwierz w Boga

ISKRA Z KRZEMIENIA

ŚWINIE I GAZELE

OCZY, USZY, RĘCE, STOPY...

ZAPRASZAM CIĘ

JESZCZE RAZ

TO TYLKO MIŁOŚĆ

Ksiądz od hipisów

WYZWALAŁ W CZŁOWIEKU DOBRO

Reportaż

WYSPA SŁUCHA SZEPTÓW BOGA

Intrygujące karty Kościoła

DONOS NA DOMINIKANINA

Pytania w drodze

KŁOPOTY Z "OJCZE NASZ"

Orientacje

PIEKŁO

MARYJA I MARYJE

NATURA JAKO WIELKI MECHANIZM ZEGAROWY

Felietony

SERWIS W OPACTWIE WESTMINSTERSKIM

TWARZ NIETWARZOWA

KLUCZE (DO) PAPIEŻA

PRZYKRYWANIE LUTRA

MASZYNA DO ŻYCIA

Dominikanie na niedziele

TO, CO NAJWAŻNIEJSZE

PO PROSTU JEST

BOŻA SOLIDARNOŚĆ

NIE JA, TYLKO ON

IDŹCIE ŁOWIĆ

DROGA DO ŚWIĘTOŚCI

Rozmowa w drodze

POCHWAŁA OGÓRKA

•••

Często słyszę, że odchudzanie jest drogie. Tymczasem fundujemy rodzinie wakacje all inclusive. Jedzenie i drinki do oporu. Nawet lody są za darmo. I na takie wakacje nas stać. Może w tym roku warto pieniądze przeznaczyć na catering dietetyczny i siłownię?

Z KATARZYNĄ BOSACKĄ, autorką programu "Wiem, co jem", rozmawia Piotr Świątkowski

FOT. HISU LEE / UNSPLASH.COM

Piotr Świątkowski: Nie występuje pani w reklamach?

Katarzyna Bosacka: Nie. Straciłabym wiarygodność. To świadoma decyzja o budowaniu własnego wizerunku jako specjalisty w konkretnej dziedzinie. Nie wchodzę w układy z producentami żywności i dóbr wszelakich. Nie chcę rozmienić autorytetu na drobne. To jest zasada małego słoiczka, z którego się je łyżeczką wiele lat. Nie chcę być telewizyjną celebrytką.

Jak Superniania?

Była autorytetem dla dzieci i rodziców. Wszyscy mówiliśmy do naszych pociech, że pójdą na „karnego jeżyka”. A potem wystąpiła w „Tańcu z gwiazdami” i reklamowała margarynę. Przekonywała, że od margaryny się rośnie. To nieprawda. Rośnie się od białka i witamin, a nie od tłuszczów. Zniknęła z mediów. Ludzie przestali jej słuchać.

A co pani zrobi, jeśli skończy się moda na zdrowe jedzenie?

Będę dalej robić swoje. Wie pan, ile jest ważnych tematów? Smog, wszechobecny plastik, który nas zalewa, nadużywanie środków chemicznych. Powoli zaczynamy się zastanawiać, gdzie i czym jest barwiona odzież. Czy zabawki, które kupujemy dzieciom, są bezpieczne? Liczba ludzi, którzy dbają o zdrowie i zwracają uwagę na to, co kupują, rośnie. Poza tym w Polsce dopiero się rozwija produkcja żywności ekologicznej. Gonimy Europę. Mamy warunki do rozwoju upraw ekologicznych. No i jeszcze jedno: wyznaję zasadę, że człowiek powinien robić tylko to, co lubi, na czym się zna i co mu sprawia przyjemność. Dla mnie tym czymś jest jedzenie.

No właśnie, gdy rozmawiamy, pani przygotowuje farsz do pierogów…

Dziś przychodzi do mnie sześć koleżanek z podstawówki. Ulepimy po sześćdziesiąt pierogów na głowę, a później je zamrozimy. Będą pierogi z kapustą i grzybami, ze śliwkami wędzonymi i z serem. Będą też klasyczne, ruskie, dla dzieci, bo wiele maluchów nie znosi wigilijnych smaków.

Co ludzi odstrasza od zdrowej żywności i zdrowego żywienia?

Wszystkim się wydaje, że zdrowe jedzenie jest drogie. Ale jeśli spojrzymy na zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia, czyli zredukujemy czerwone mięso, w naszym wypadku wieprzowinę, jeśli włączymy warzywa sezonowe, teraz to kiszonki, warzywa korzeniowe, jeśli do tego dołożymy chudy nabiał, czyli maślankę, kefir, jogurt, oraz kasze i proste płatki owsiane, to się okaże, że z tego naszego zdrowego menu najdroższe są ryby. Można sobie z tym poradzić, bo mamy śledzia, który jest tani i jest w każdym dyskoncie. Pięćdziesiąt gramów śledzia wystarczy, by zaspokoić dzienne zapotrzebowanie na kwasy omega-3 i jod. Nie opowiadajmy więc w kółko, że zdrowe odżywianie jest dla bogatych. Jeśli chcielibyśmy wyprodukować kilogram czipsów domowym sposobem, to potrzebujemy trzy kilogramy ziemniaków i olej. Wyjdzie nam, że kilogram tych domowych czipsów kosztuje pięć złotych. Teraz niech pan idzie do sklepu po popularne czipsy w tubach. One są zrobione z proszku ziemniaczanego, do tego jest mnóstwo soli, cukier, mleko w proszku, które udaje ser. I jeszcze sztuczne aromaty. Często dodany jest barwnik, żeby lepiej wyglądały. Za takie sklepowe czipsy zapłacimy nawet 150 złotych za kilogram. Nikt z nas, robiąc codzienne zakupy, nie zdaje sobie z tego sprawy. Kilogram popularnych płatków śniadaniowych produkowanych przez duży koncern kosztuje od 38 do 45 złotych za kilogram. Płatki górskie kosztują siedem złotych i są najzdrowsze na świecie.

To skąd mit drogiej zdrowej diety?

Napędzają go blogerki modowe, zdrowotne i celebrytki albo żony znanych piłkarzy. Przekonują Polaków, że zamiast siemienia lnianego powinniśmy jeść nasiona chia. Nie polski szpinak, tylko wodorosty. Nie olej rzepakowy, który jest najtańszy, a którego jesteśmy największym producentem w Europie, tylko olej kokosowy. A tak naprawdę to, co jest najzdrowsze, jest stąd. Olej rzepakowy ma jedynie kilka procent nasyconych kwasów tłuszczowych, czyli tych złych dla naszych tętnic, a proszę pamiętać, że w Polsce głównym zabójcą nie są nowotwory, tylko choroby układu krążenia.

No ale jajka od szczęśliwych kur są zdecydowanie droższe niż od tych nieszczęśliwych, które siedzą w klatkach. Zdrowe pieczywo z piekarni też więcej kosztuje niż to, które kupimy w dyskontach.

Zgoda, ale nie musimy kupować tych eko, jeśli nas nie stać. Możemy wybrać jajka ściółkowe lub wolnowybiegowe. Droższa kiełbasa będzie miała więcej mięsa, nie zzielenieje i nie trzeba jej będzie wyrzucić. Drogi, dobry chleb zjemy do ostatniego okruszka. Ja robię dzieciom grzanki z serem albo kroję go w kosteczkę, podsmażam na patelni i mamy „rybki” do zupy. No i zawsze powtarzam – lepiej zjeść mało, a mądrze, niż dużo i głupio.

Panuje moda na ciemne pieczywo, a ono też podobno nie zawsze jest zdrowe.

Świat nam się tak skomplikował, że dziś bez wiedzy nie jesteśmy w stanie kupić nawet dobrego jakościowo chleba. Ciemne pieczywo jest wskazane dla wszystkich, poza osobami z problemami żołądkowymi – wrzodami czy wyciętym woreczkiem żółciowym. Niestety, wiele chlebów w sklepach tylko udaje pełnoziarniste – w piekarniach przemysłowych dodaje się słodu lub karmelu, żeby chleb był „ciemniejszy”. Pieczywo posypuje się ziarnami, by sugerowały pełnoziarnistość. Dlatego warto czytać etykiety i robić zakupy w piekarniach rzemieślniczych.

Na co powinniśmy zwracać uwagę, sprawdzając skład kupowanych produktów?

Po pierwsze, czy to, co zamierzamy kupić, przypomina prawdziwe jedzenie. Czy niebieski napój wygląda jak coś do picia, czy płyn do mycia okien? Czy chleb tostowy wygląda jak chleb, czy gąbka do mycia kafelków w łazience? Czy czipsy idealnie wygięte w łuk są naturalne, czy raczej przypominają wkładkę do butów dla chorych na płaskostopie? Po drugie, czy na opakowaniu zapisano kategorię produktu. Czy jest napisane: „ser”, „kawa”, „mleko”, „śmietana”. W dzisiejszych czasach można podrabiać wszystko. Kawa rozpuszczalna, którą kupiliśmy, okazuje się zbożówką. Mleko jest napojem mlecznym z dodatkiem oleju roślinnego. Ser jest żółtą plasteliną, do której wmieszano tłuszcz mleczny z margaryną i zaprawiono barwnikiem. Po trzecie: skład. Im krótszy, tym lepszy. Im mniej w nim słów, których nie rozumiemy, tym lepiej. Potrafimy sobie wyobrazić skrobię ziemniaczaną czy beta-karoten, ale jak wygląda difosforan disodowy?

Po czwarte: cena za kilogram. Ostatnio w moim sklepie osiedlowym kupowałam śliwki suszone na święta. Po sprawdzeniu cen te ekologiczne, z certyfikatem, okazały się o 15 złotych za kilogram tańsze od normalnych.

Ile zdrowia zależy od naszego talerza?

Jedna czwarta. Reszta to geny, to, czy pracujemy w stresie, czy palimy papierosy, czy nadużywamy alkoholu, czy się ruszamy, czy się nie ruszamy, czy jesteśmy grubi. A wracając do oleju rzepakowego, ma kilka procent złych kwasów tłuszczowych, jest tani i nasz. Olej kokosowy miewa 95 procent nasyconych kwasów tłuszczowych, czyli jest absolutnie szkodliwy w naszych warunkach. Polecają go blogerki, które nie mają o nim pojęcia.

Moda to wróg zdrowego żywienia?

Często jest to moda zza oceanu. Kilka lat temu była moda na produkty bezglutenowe. Na szczęście to mija. W Stanach Zjednoczonych i Kanadzie szaleństwo było posunięte do tego stopnia, że w kościołach wprowadzono hostię bezglutenową. To fajne, kiedy proboszcz wie, że ma rodzinę chorą na celiakię, i przygotowuje odpowiednie komunikanty. Ale nie przesadzajmy. Patrząc globalnie, tylko jeden procent ludzkości nie może jeść glutenu. W Stanach Zjednoczonych dzieci bawią się plasteliną bezglutenową, żeby im nie zaszkodziła, gdy ją połkną. Spotyka się ogłoszenia o strzyżeniu bezglutenowym u fryzjera. Nie rozumiem, o co w tym chodzi, ale tak się fryzjerzy reklamują. To pokazuje absurd sytuacji.

Co więc powinniśmy jeść?

To, co jedli nasi dziadowie i pradziadowie w czasach, kiedy nie było lodówek. Suszone owoce to był rarytas. Grzyby. Warzywa strączkowe, które dobrze się przechowują zimą. Warzywa korzeniowe, na przykład buraki. Szło się nad rzekę, wyrąbywało przerębel i łowiło karpia albo pstrąga. W beczce stał śledź. Oczywiście kiszonki. Ostatnio ktoś mnie zapytał, czy powinniśmy jeść chlorellę. Po co, skoro mamy natkę pietruszki, koperek i szpinak. Oczywiście cytrusy w Polsce nie rosną, ale warto wiedzieć, że właśnie trwa europejski sezon na te owoce. Obecnie mamy w sklepach cytrusy z Europy i właśnie teraz powinniśmy się nimi cieszyć, gdy skończyły się śliwki i gruszki. Nie ma natomiast sensu kupować cytrusów latem albo wiosną, kiedy przyjeżdżają z RPA. Często zrywa się je niedojrzałe, a potem zalegają w chłodniach.

Czy jest coś, co możemy jeść późno wieczorem, siedząc na kanapie przed telewizorem? Lubimy sobie tak podjadać.

Oczywiście. Warzywa. Jedyne jedzenie, które możemy chrupać do woli i nie da się go przedawkować. Rzodkiewki, pomidory, ogórki. I tu muszę powiedzieć coś bardzo ważnego o ogórkach. Dobre kiszone ogórki poznamy po tym, że gdy otwieramy słoik, powinien wyraźnie pójść gaz. W słoiku musi buzować. To oznacza, że bakterie probiotyczne, które są dobre dla naszych jelit, są żywe. A co my robimy? Wyciągamy ogórki, zjadamy je i zapominamy o najważniejszej rzeczy, czyli o soku. Właśnie teraz, gdy jest zimno, podpierajmy się bakteriami fermentacji mlekowej. Ten sok nic nie kosztuje. Wylewamy go, marnujemy.

To musi być bardzo kwaśne.

Można rozcieńczyć wodą. Co ciekawe, sok z kiszonych ogórków hamuje apetyt.

Osobom, które się odchudzają i stosują rozmaite diety, mówi się: Mniej jedz. Czy to wystarczy, żeby zrzucić zbędne kilogramy?

Oczywiście nie. Można jeść same batony i przekroczymy dzienną dawkę kalorii. Sprawa jest skomplikowana, bo nie ma jednej miary dla wszystkich. Piętnastolatek czy dwudziestolatek schudną szybciej niż pięćdziesięciolatek. Mężczyznom łatwiej zrzucić wagę niż kobietom. Choćby dlatego, że macie panowie mięśnie i testosteron. Wystarczy, że zaczniecie się trochę ruszać, i bardzo szybko kalorie są spalane. My, kobiety, jesteśmy przygotowane do ewentualnej ciąży. Nasz organizm na wszelki wypadek odkłada wałeczki na biodrach. Wszystko zależy od tego, czy kobieta jest przed menopauzą, czy po niej. Warto zbadać poziom hormonów. Nie jemy słodyczy przez kilka lat, a tyjemy od listka sałaty. Jak to możliwe? Może się okazać, że to niedoczynność tarczycy. Możemy cierpieć na insulinooporność. Mamy duży brzuch…

Mówi się o tym „ciąża spożywcza albo „brzuszek piwny”.

Trzeba zbadać insulinę. Często się okazuje, że insulina dobrze się wydziela, ale nie spala się tkanka tłuszczowa. I wtedy musimy brać leki. Medycyna bardzo się rozwinęła i może nam pomóc, ale trzeba się badać. Odpowiadając na pytanie, czy wystarczy zmniejszyć kalorie, żeby schudnąć, odpowiadam: Nie. Najpierw trzeba iść do lekarza. Kobiety najlepiej od razu do endokrynologa. Sprawdźmy, co z cukrem, co z cholesterolem. Przynajmniej raz w roku.

Lekarz powie, że skoro nie mamy żadnych objawów i dobrze się czujemy, to znaczy, że jesteśmy zdrowi. A kilogramów przybywa.

Różne opinie pokutują, jeśli chodzi o odżywianie. Ja najczęściej słyszę, że żeby się odchudzać, trzeba mieć pieniądze. Wiele osób potrafi swojej rodzinie zafundować wakacje all inclusive. Jedzenie i drinki do oporu. Nawet lody są za darmo. Po takich wakacjach każdy członek rodziny waży pięć kilogramów więcej. I na takie wakacje nas stać. Może w tym roku warto wypocząć na działce, a pieniądze przeznaczyć na dietetyka czy catering albo kupić karnet na siłownię? Szczególnie że tyjemy na potęgę i gonimy Amerykanów.

Kultura i media pomagają nam w zdrowym odżywianiu czy przeszkadzają?

Mam wrażenie, że widzę coraz więcej ludzi myślących o aktywności fizycznej, o tym, żeby coś ze sobą zrobić. W dużych miastach nie ma już przyzwolenia na beztroskie obżarstwo. Problem zaczyna się w domach, ponieważ mniej gotujemy i tuczymy dzieci, które mają nieograniczony dostęp do słodyczy i słonych przekąsek. Wielokrotnie widziałam biurka dzieci, które zawartością przypominały barki w pokojach hotelowych: batony, czipsy, słone przekąski, orzeszki w karmelu. To przerażające. Ostatnio byłam na wykładzie dla cukrzyków. To są ludzie, którzy muszą bardzo uważać na dietę. Oni myśleli, że będę im współczuć. Jacy państwo jesteście biedni, bo musicie uważać, co jecie. A ja im powiedziałam, że mają ten przywilej, że ze względów zdrowotnych są na takiej diecie, na której wszyscy powinniśmy być. Dieta bez cukru jest najzdrowsza. Oparta na warzywach, kaszach, produktach pełnoziarnistych, na chudym mięsie.

A co jest gorsze – tłuszcz czy cukier?

Z tłuszczem jest tak, że jeśli zjemy dużo tłustego mięsa, to jest nam niedobrze i mamy zgagę, a z cukrem jest tak, że gdy zjemy kilogram cukierków, to za godzinę również możemy zjeść kilogram cukierków. Moim zdaniem cukier jest gorszy.

Ale w owocach też jest cukier.

Dlatego dietetycy mówią, że owoce powinniśmy jeść tylko do południa i najlepiej wybierać te kwaśne – jabłka, kiwi, grejpfruty, bo na przykład pół kilograma czereśni ma tyle kalorii co pączek. To samo dotyczy soków, zwłaszcza klarowanych, czyli pozbawionych miąższu. To jest właściwie woda z cukrem. Bez żadnych wartości odżywczych.

Może trzeba się głodzić?

Jeśli tak, to stosując głodówkę według dr Ewy Dąbrowskiej. Przez dziesięć dni jemy tylko warzywa. Przez ten czas nie zrobimy sobie krzywdy. To dieta ograniczona do mniej więcej siedmiuset kalorii, czyli właściwie poziom głodu. Nie jemy warzyw strączkowych, bogatych w białko. Z owoców wolno nam jeść raz dziennie kwaśne jabłko, pół grejpfruta lub kiwi. Zamiennie. Chodzi o to, żeby nie napędzać apetytu. Plusem tej diety jest to, że skurczy nam się żołądek i odetniemy apetyt na słodycze. Trochę się nam wyreguluje przemiana materii. Ale później musimy wprowadzać białko, wapń z produktów mlecznych, chude mięso czy chociażby jajko. Trzeba włączyć węglowodany, którymi żywi się nasz mózg. Jeśli tego nie zrobimy, organizm zacznie zjadać sam siebie. Wielu mówi o tym, że wtedy dochodzi do tak zwanych procesów naprawczych, ale nigdzie naukowo nie jest to potwierdzone. W Kościele popularna jest dieta zwana postem Daniela. Byłam ostatnio przez dziesięć dni w Konstancinie u pallotynów i bardzo sobie ten post chwalę. Przez pierwsze dni bardzo boli głowa i właściwie tylko śpimy. Następuje totalna zmiana przemiany materii. Jemy dużo błonnika, więc w jelitach dochodzi do procesów fermentacyjnych. W czasie tej diety przyjmujemy dużo zakwasu buraczanego i soku z kiszonych ogórków. Po trzech, czterech dniach następuje ogromny przypływ energii. Waga zaczyna spadać, człowiek czuje się lżejszy, bardziej waleczny. Ja już tej diety nie kontynuuję. Zaczęłam włączać jajka i produkty mleczne oraz ryby. Ale bardzo sobie chwalę post Daniela. To czas, kiedy jestem sama ze sobą, co w moim życiu bardzo rzadko się zdarza. Mogę rozmyślać i pisać. Ważne, żeby człowiek co jakiś czas spotkał się z sobą i zastanowił się, jak wygląda jego życie, czy idzie dobrą drogą.

Niekoniecznie poprawiając sobie nastrój czekoladą?

U pallotynów był sklepik i można było kupić czekoladowe batony. Nie złamałam się.

Może pani zna odpowiedź na pytanie, jak to jest, że bardziej nam smakuje to, co dostaniemy na talerzu pod nos niż to, co sami przygotujemy.

Oj, nie zawsze tak jest. Znam wiele konfliktów rodzinnych wynikających z tego, że komuś nie smakuje kuchnia mamy, teściowej, teścia czy taty. Mnie nigdy pod nos nikt niczego nie podsuwa, bo to ja jestem szefową kuchni. Moje dzieci, jeśli mi pomagają, to tylko w słodkościach. Marysia, która ma piętnaście lat, jest mistrzynią domowych wypieków. Ale czteroletni Franek też się angażuje. Kroi marchewkę. Pokroi ją kulfoniasto, ale przynajmniej wie, co to jest marchewka, awokado czy bakłażan. Jest dobrze wyedukowany.

O której pani zje dzisiaj ostatni posiłek?

Pewnie zjem jakąś sałatę koło dwudziestej. Dziś przez te pierogi mam szalony dzień. Wszystko zależy od tego, o której idzie się spać. Jeśli mamy jeść kolację o osiemnastej, to o dwudziestej pierwszej powinniśmy być w łóżku.

Katarzyna Bosacka – z wykształcenia polonistka, z zawodu dziennikarka. Z dr Marią Noszczyk napisała książkę Cena urody. W telewizji TVN Style prowadzi program konsumencki "Wiem, co jem, i wiem, co kupuję" oraz talk-show kulinarny "Gwiazdy od kuchni". Jest mężatką, ma czworo dzieci. Mieszka w Warszawie.

Piotr Świątkowski – ur. 1980, absolwent kulturoznawstwa. Studiował też psychologię na UAM. Pracuje w poznańskim Radiu Merkury, wcześniej w radiu RMF FM, Złote Przeboje i Blue FM. Prowadzi portal edukacyjny dla maturzystów. Jest żonaty, ma dwoje dzieci, mieszka w Poznaniu.

Uwierz w Boga

ISKRA Z KRZEMIENIA

•••

Jeżeli ktoś pragnie wiary lub się o nią modli, jest już w pewien sposób na drodze wiary i prowadzony przez Bożą łaskę. Stąd jest już naprawdę niedaleko do spotkania z Bogiem w wierze.

co to jest łaska wiary

FOT. JAKUB DZIUBAK / UNSPLASH.COM

Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju… Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy… Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?Chrystus wiele razy mówi w Ewangelii o wierze, a czasem pyta wprost: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?

Pierwotne odejście człowieka od Boga i powrót ludzi do Niego są związane z wiarą. Upadek nastąpił, kiedy pierwsi rodzice stracili zaufanie do Boga i poszli za słowami węża, to znaczy „stracili wiarę”, a w każdym razie pewien jej ważny element, jakim jest ufność. Kiedy Bóg otwiera dla człowieka drogę powrotu, ona także prowadzi przez wiarę: Uwierzył Abraham Bogu i zostało mu to poczytane za sprawiedliwość…Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.Ostatecznie to sam Bóg udziela nam tej wiary i ją w nas budzi: Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga(Ef 2,8).

Przez wieki Kościół starał się zrozumieć, czym jest ten dar i w jaki sposób się rodzi w człowieku. Przyjrzyjmy się niektórym wątkom tej refleksji.

Gdzie jest początek?

Jednym z tematów podejmowanych przez chrześcijan w starożytności było pytanie o miejsce łaski w zbawieniu człowieka. Odrzucono poglądy Pelagiusza, który twierdził, że człowiek zasadniczo o własnych siłach jest zdolny dojść do Boga. Bardziej subtelne były twierdzenia semipelagiańskie, według których przynajmniej jakiś początek zbawienia człowiek może sobie sam wypracować: „Kiedy więc dobroć Boża spostrzeże, że zabłysła w nas choćby najmniejsza iskierka dobrej woli, lub kiedy On sam ją wykrzesał, jakby z twardego krzemienia naszego serca, wówczas opiekuje się nią, roznieca i wzmacnia swoim tchnieniem, pragnąc, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy, ponieważ, jak mówi: nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych”1.

Pytanie o tę początkową iskrę dotyczyło nie tylko dobrej woli, ale także początku wiary w człowieku. Ostatecznie Kościół uznał, że początek ten zawsze pochodzi od Boga, iskra nigdy nie pojawia się sama czy za sprawą człowieka.

Tak mówił o tym synod w Orange (529 r.): „Jeśli ktoś twierdzi, że jak wzrost, tak i początek wiary i sama chęć wierzenia – dzięki której wierzymy w Tego, co usprawiedliwia grzesznika, i dochodzimy do odrodzenia przez chrzest święty – dzieje się nie z daru łaski, tj. przez natchnienie Ducha Świętego naprowadzającego wolę naszą od niewiary do wiary, od złego życia do pobożności, lecz mamy to w sposób naturalny, ten sprzeciwia się apostolskiej nauce, skoro św. Paweł mówi: »A ufamy, że ten, który rozpoczął w was dobrą sprawę, dokona jej aż do dnia Jezusa Chrystusa« (Flp 1,6)”2.

Jak w takim razie rozumieć sytuację, kiedy ktoś pragnie wiary albo nawet się o nią modli? Czy, jeśli ją otrzyma, jest wtedy w jakiś sposób jej „sprawcą”? Kościół konsekwentnie twierdzi, że to Bóg jest w nas sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z Jego wolą (Flp 2,13) i ten sam synod w Orange wyjaśnia, że to „sama łaska sprawia, iż o nią prosimy”3. Można więc powiedzieć, że jeżeli ktoś pragnie wiary lub się o nią modli, jest już w pewien sposób na drodze wiary i prowadzony przez Bożą łaskę. Stąd jest już naprawdę niedaleko do spotkania z Bogiem w wierze, skoro według słów Jezusa Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą, a to właśnie Duch Święty pobudza nas wewnętrznie do wiary. Osobnym tematem jest tajemnica tego, w jaki sposób współistnieje łaska Boża i ludzka wolność. Z jednej strony człowiek pozostaje i jest coraz bardziej wolny, kiedy łaska porusza i ożywia tę jego wolność do czegoś dobrego – także do wiary. Z drugiej strony – wolność oznacza, że może się łasce sprzeciwić.

Przeskoczyć szczelinę

Powiedzieliśmy, że Kościół patrzy na wiarę w świetle biblijnych słów o Bogu, który inspiruje nasze działanie. Jak wobec tego opisać to „działanie”, którym jest wiara?

W wierze w Boga są dwa aspekty – bardziej intelektualny, związany z przyjęciem objawionej prawdy, i bardziej relacyjny moment „zawierzenia” Bogu. Tak mówi o tym Katechizm: „Wiara jest najpierw osobowym przylgnięciem człowieka do Boga; równocześnie i w sposób nierozdzielny jest ona dobrowolnym uznaniem całej prawdy, którą Bóg objawił” (KKK 150).

Jeśli chodzi o drugi z aspektów – przyjęcie prawdy – łatwo zauważyć analogię z wiarą naturalną w relacjach międzyludzkich. Kiedy w czasie wojny ktoś uciekł z obozu jenieckiego i powiedział swoim sąsiadom w rodzinnych stronach: „Widziałem w obozie waszego syna, żyje i jest zdrów”, to ci mogli mu uwierzyć lub nie. Jeśli uciekinier mówił prawdę, a oni mu uwierzyli, to poznali tę prawdę właśnie na zasadzie wiary. Ktoś, kto wierzy, poznaje coś, czego nie może poznać „normalnie”, poznaje to naprawdę, choć nie można w ścisłym sensie powiedzieć, że on to wie – on w to wierzy. W przypadku historii z uciekinierem z obozu jest to sytuacja wyjątkowa, w innych okolicznościach można byłoby się zwyczajnie dowiedzieć, co się dzieje z synem. W przypadku wiary w Boga „wyjątkowość sytuacji” jest permanentna. W tym życiu Boga nie możemy poznać przez wiedzę, poznajemy Go naprawdę, ale przez wiarę w to, co objawił. Są pewne racje przemawiające za tym, by komuś uwierzyć (np. uciekinier był znany jako uczciwy człowiek), a zwłaszcza uwierzyć w Ewangelię (za której prawdziwością przemawiają różne znaki), jednak zawsze się to wiąże z pewną decyzją, z „przeskoczeniem szczeliny niepewności”. Ostatecznie chodzi właśnie o wiarę, nie zaś o wiedzę.

Cały człowiek

Ze względu na swoją specyfikę wiara angażuje różne sfery człowieka. Jedna z klasycznych jej definicji pochodząca od św. Tomasza z Akwinu mówi, że jest ona „aktem rozumu, przekonanego o prawdzie Bożej z nakazu woli, poruszonej łaską przez Boga” (KKK 155). Przeczytajmy to zdanie uważnie. Zasadniczo prawdę poznaje nasz intelekt, jednak w przypadku wiary dochodzi do tego element decyzji, czyli pewne działanie naszej woli, kiedy zaś chodzi o wiarę w Boga, to On nas do tej decyzji uzdalnia i inspiruje. Dlatego też wiara ma w sobie coś nadprzyrodzonego, człowiek sam z siebie nie jest w stanie do niej dojść.

Ponieważ w akcie wiary uczestniczy wola, a człowiek „decyduje się uwierzyć”, wierze towarzyszy pewna niejasność i pojawiają się pytania. Kiedy coś wiem, mój umysł ma w sobie pewien spokój – czasem przedmiot wiedzy jest oczywisty, kiedy indziej wynika z pewnego wnioskowania lub z doświadczenia. W przypadku wiary w prawdy objawione – brak takiego oparcia. Same te prawdy często przekraczają możliwości pojmowania człowieka (jak ta o Trójcy Świętej), a dochodzi się do nich nie poprzez własne zdolności poznawcze, ale przez przyjęcie czyjegoś świadectwa. Ten brak jasności ma przynajmniej dwa skutki. Po pierwsze wiara Kościoła jest „wiarą szukającą zrozumienia” – nieodłączne od niej pytanie prowadzi do głębszego rozważania Bożych prawd i jest źródłem teologii oraz rozwoju w rozumieniu Ewangelii. Po drugie – w człowieku mimowolnie mogą się rodzić wątpliwości co do wiary. Jeśli przed nimi nie ustąpi, ale będzie trwał w wierze, ponawiał swój wybór i akt wiary, nie są one grzechem. Jednocześnie pomimo tego elementu niejasności wiara ma w sobie pewność przekraczającą ludzkie poznanie, bo opiera się na słowie samego Boga. Trochę tak, jakby człowiek nagle stanął w świetle zbyt mocnym dla jego oczu, by widzieć wyraźnie – samo w sobie jest ono jasne, chociaż w danej chwili patrzący tak tego nie postrzega.

Ponieważ w wierze jest jakiś element niejasności, poszukiwania oraz ludzkiej decyzji, dlatego jest ona rzeczywistością wrażliwą, a my powinniśmy się starać umacniać w wierze (Kol 2,6) i chronić ją jako przestrzeń naszej relacji z Bogiem. Dlatego mamy „strzec jej z roztropnością i czujnością oraz odrzucać wszystko, co się jej sprzeciwia” (por. KKK 2088). To może oznaczać na przykład rezygnację z niektórych lektur czy filmów. Może się tu pojawić pytanie, czy nie jest to tchórzostwo i ucieczka. Jednak nawet patrząc po ludzku, jeżeli w pełni ufam komuś z bliskich, to nie będę chciał słuchać tego, co mogłoby go postawić w negatywnym świetle czy podważyć moje zaufanie. Relacja z Bogiem to jedyny przypadek, kiedy to zaufanie może być absolutne, a odrzucenie głosów przeciwnych zupełne. Nie wyklucza to jednocześnie gotowości uzasadniania wiary i tej nadziei, która w nas jest (1 P 3,15), jeżeli zajdzie taka potrzeba.

To pierwszy, bardziej intelektualny wymiar wiary. Drugi, trudniejszy w opisie, to „przylgnięcie człowieka do Boga”. Chodzi nie tylko o przyjęcie pewnych prawd, ale zaufanie Jemu samemu, zwrócenie ku Niemu swojego życia, oparcie się na Nim. Tu zaangażowany jest już rzeczywiście cały człowiek.

Rozświetlony witraż

W tym drugim wypadku chodzi o wiarę, którą Kościół nazywa „żywą”, to znaczy współistniejącą z miłością – do Boga i do bliźniego. To wiara, o której Pismo mówi, że działa przez miłość (Ga 5,6), a byłaby martwa bez uczynków wypływających z tej miłości (Jk 2,26). Jeśli prawdy, w które się wierzy, porównać z wzorem na witrażu, to miłość jest światłem, które go rozświetla, wydobywając z układu znanych prawd sens i blask. Taka wiara w Boga jest „wiarą w pełnej postaci”.

Zarówno ta nadprzyrodzona wiara, jak i nadzieja i miłość są nazywane cnotami teologalnymi nie tylko dlatego, że pochodzą od Boga, ale ponieważ pozwalają Go „dosięgnąć”, „wprowadzają w kontakt” z Nim, niemożliwy dla człowieka inaczej: „Wierzymy nie w formuły, ale w rzeczywistości, które one wyrażają i których wiara pozwala nam »dotknąć«” (KKK 170). To wewnętrzne „wejście w kontakt” z Bogiem może być opisywane w różny sposób. Mówimy o „stanie łaski uświęcającej”, o byciu synem lub córką Boga, o zamieszkaniu Osób Bożych we wnętrzu człowieka.

Wracając do obrazu witraża – jeśli jest nim wiara, to człowiek jest tym kościołem, w którego okna ten witraż jest wprawiony. Kiedy człowiek zgrzeszy ciężko i traci łaskę uświęcającą, traci wraz z nią nadprzyrodzoną cnotę miłości. Z reguły nie traci przy tym jednak wiary. Możemy to porównać z chwilą, gdy wewnątrz kościoła gaśnie światło. Witraż istnieje nadal, chociaż stracił płynący od wewnątrz blask.

Trudne słowa

Kiedy człowiek traci łaskę uświęcającą i nadprzyrodzoną miłość, mówimy wtedy o „wierze martwej”. Jest to wiara, która w pewien sposób „przestała być w pełni sobą”, nie ma w sobie już całej doskonałości jako cnota, choć nadal kieruje nas ku Bogu i pozwala do Niego powrócić. Wiara taka jest bardziej narażona na utratę, podobnie jak w opuszczonym kościele witraże są narażone na zniszczenie. Jeśli taki stan życia w niezgodzie z Bożymi przykazaniami trwa dłużej, dołącza się tu pewien mechanizm psychologiczny. Człowiek dąży do zmniejszenia wewnętrznego dysonansu między sposobem życia i przekonaniami (w tym wypadku płynącymi z wiary). Czasem ten dysonans może pomóc mu w nawróceniu, niekiedy – niestety – skłania do odejścia od uwierających go zasad, lub nawet od wiary w ogóle. Istnieją jednocześnie ludzkie decyzje wprost dotykające wiary, grzechy „przeciwko wierze”, wraz z którymi nie tylko gaśnie światło rozświetlające witraż, ale jest tak, jakby w same okna rzucać kamieniami. Witraż może zostać rozbity.

Kościół dość powściągliwie, ale jasno mówi o tych granicznych i mających różne odcienie momentach „rozbicia”. Należy do nich niewiara jako „lekceważenie prawdy objawionej lub dobrowolna odmowa dania przyzwolenia na nią” (KKK 2089). Tuż obok sytuuje się ateizm „odrzucający lub negujący istnienie Boga” (KKK 2125). Herezją jest „uporczywe, po przyjęciu chrztu, zaprzeczanie jakiejś prawdzie, w którą należy wierzyć wiarą Boską i katolicką”, natomiast apostazja to „całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej” (KKK 2089).

Cała powaga tych słów dotrze do nas, jeżeli przypomnimy sobie jeszcze raz rolę wiary w drodze do Boga. Święty Paweł pisze o posłuszeństwie wierze (Rz 1,5; 16,26), a Kościół odczytuje to jako rodzaj wezwania, które można nazwać „obowiązkiem” (KKK 2087). Ten sam Katechizm mówi również: „Wiara w Jezusa Chrystusa i w Tego, który Go posłał dla naszego zbawienia, jest konieczna do zbawienia”. Dalej następuje cytat z tekstów Soboru Watykańskiego I, powołujący się na Pismo Święte: „Ponieważ »bez wiary… nie można podobać się Bogu« (Hbr 11,6) i dojść do udziału w Jego synostwie, nikt nie może być bez niej usprawiedliwiony ani nie otrzyma życia wiecznego, jeśli nie »wytrwa w niej do końca« (Mt 10,22; 24,13)” (KKK 161). Trudne to słowa, zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie wszystkie niewierzące osoby, które znamy…

Rodzą się tu kolejne pytania. Na ile ci, którzy odchodzą od wiary, są temu winni? A może to Bóg odbiera im łaskę wiary? Pamiętając, że się poruszamy w obszarze tajemnicy, można powiedzieć, że Pan Bóg nigdy nie odbiera nikomu łaski wiary, zgodnie ze słowami Pisma, że dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne (Rz 11,29).

Nadzieja

„Twardą” doktrynę Kościoła o grzechach przeciwko wierze należy widzieć w kontekście innych elementów jego nauczania, które ją łagodzą i są pełne nadziei.

I tak, osobista odpowiedzialność człowieka za jakikolwiek grzech (także przeciwko wierze) może być bardzo różna. Dlatego Katechizm przypomina w kontekście ateizmu, że „odpowiedzialność za to przewinienie może znacznie zmniejszyć intencja i okoliczności”. Odpowiedzialność tę mogą zresztą ponosić w jakimś stopniu także sami wierzący, kiedy „raczej przesłaniają, aniżeli pokazują prawdziwe oblicze Boga i religii” (KKK 2125).

Mówiąc o odpowiedzialności, należy odróżnić tych, którzy świadomie odchodzą od wiary, od tych, którzy bez niej się wychowali. W tym drugim wypadku można mówić raczej o „stanie niewiary” niż o „grzechu”. Skądinąd jednak każdy człowiek jest wezwany do tego, żeby postawić sobie pytanie o Boga. W dokumentach Soboru Watykańskiego II czytamy: „Wszyscy ludzie (…) obowiązani są szukać prawdy, zwłaszcza w sprawach dotyczących Boga i Jego Kościoła, a poznawszy ją, przyjąć i zachowywać”4.

Przywołajmy też dwa teksty soborowe, mówiące o powszechnym powołaniu człowieka do zbawienia. W pierwszym z nich czytamy, że udział w tajemnicy Chrystusa „dotyczy (…) nie tylko wiernych chrześcijan, ale także wszystkich ludzi dobrej woli, w których sercu działa w sposób niewidzialny łaska. Skoro bowiem za wszystkich umarł Chrystus i skoro ostateczne powołanie człowieka jest rzeczywiście jedno, mianowicie boskie, to musimy uznać, że Duch Święty wszystkim ofiaruje możliwość dojścia w sposób Bogu wiadomy do uczestnictwa w tej paschalnej tajemnicy”5