Wydawca: Wydawnictwo W Drodze Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 1

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 168 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka W drodze 01/2016 - Wydanie zbiorowe

Miesięcznik dominikański z 40-letnią tradycją. Pomaga w poszukiwaniu wiary i pogłębianiu życia duchowego. Porusza na łamach problemy współczesności, perspektywę religijną poszerza o tematykę psychologiczną, społeczną i kulturalną.

https://www.youtube.com/watch?v=hoNlprUp14s

Opinie o ebooku W drodze 01/2016 - Wydanie zbiorowe

Fragment ebooka W drodze 01/2016 - Wydanie zbiorowe

Wstępniak

Drodzy Czytelnicy,

•••

Roman Bielecki OP

nie lubimy być okłamywani, jednak często nie chcemy też przyjąć prawdy o sobie. Nie tylko dlatego, że uwielbiamy złudzenia – również dlatego, że się tej prawdy obawiamy. Bronimy się przed manipulacją, ale naiwnie wierzymy politykom, którzy obiecują, że za chwilę zmienią nasze życie w raj na ziemi. Dajemy się uwieść reklamom cudownych leków, które zagwarantują nam szczęście, czy telefonów, dzięki którym będziemy kimś wyjątkowym. Często zdajemy sobie sprawę z tego, że w gruncie rzeczy uczestniczymy w pewnej grze. Może stąd właśnie bierze się myślenie – i przyzwolenie na to – że skoro wszyscy dookoła tak robią, to nam też wolno? Oszukiwać w rozliczeniach podatkowych, ściągać na egzaminach, konfabulować na swój temat…

Tłumaczymy się, że to przecież drobne sprawy i niewinne kłamstewka. I nikt z tego powodu nie cierpi. Że to tylko podkoloryzowanie opinii o znajomych, ubarwianie opowieści o kolegach z pracy, przytyk wobec zachowania sąsiadki. Pewnie tak, a jednak od tego niezauważalnego i niczym nieskrępowanego gadulstwa zaczynają się obmowa, oszczerstwo, pomówienie, plotka, odbieranie komuś dobrego imienia.

W tym numerze „W drodze” zwracamy uwagę na to, że kłamstwo i realnie wynikające z niego zło coraz częściej przestają nas uwierać. Nasi autorzy pokazują, że tylko wtedy, kiedy zdamy sobie z tego sprawę i spróbujemy odwrócić grzeszne nawyki, doświadczymy wewnętrznej wolności. Inaczej o każdym z nas będzie można powiedzieć wszystko, podważyć każdą wartość i zniszczyć każdego bez wyrzutów sumienia. A my utracimy nad słowami kontrolę, tworząc świat, w którym nikt nikomu nie będzie w stanie zaufać.

Roman Bielecki OP – ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu.

W numerze:

Drodzy Czytelnicy,

Oblicza islamu

TERRORYSTOM CHODZI O ROZGŁOS

KŁOPOTLIWE SŁOWA

Ciągle kłamiemy

JOGURT PEŁEN WIGORU I ŻYCIA

INFLACJA SŁÓW

ŁATWIEJ POŁYKAĆ TABLETKI

Nienasycenie i spełnienie

BARDZIEJ BYĆ

PRZEGRAŁ, ŻEBY WYGRAĆ

ROWERZYSTOM CHCE SIĘ ŻYĆ

Dominikanie znani i nieznani

WITAMY NA DZIKIM ZACHODZIE

Orientacje

PO PROSTU INNA

NIE TYLKO JAZZ

Felietony

ZDEJMUJĄC RĘKAWICZKI

WIETRZNE MIASTO

ZABEZPIECZENIA

ROK FRASSATIEGO

W KATEDRZE

Pytania w drodze

PACIERZ CZY MODLITWA WŁASNYMI SŁOWAMI

Dominikanie na niedziele

SŁOWO W PAJĘCZEJ SIECI

SŁUCHAJĄCY BÓG

CO WIDZISZ?

JAK DZIECI

BÓG ŚWIĘTA I RADOŚCI

AMEN! AMEN!

PRZYJACIEL BOGA

DOBRA NOWINA DLA WSZYSTKICH

Oblicza islamu

TERRORYSTOM CHODZI O ROZGŁOS

•••

Gdybyśmy wiedzieli o tym, ilu różnym atakom terrorystycznym zapobieżono, to może czulibyśmy się bardziej komfortowo niż w sytuacji, gdy dowiadujemy się post factum, że czemuś nie zapobiegliśmy.

Z arabistą i islamistą prof. JANUSZEM DANECKIM rozmawia Mika Dunin

Grand Press Photo 2015. Fotoreportaże: II nagroda w kategorii wydarzenia fot. Maciej Moskwa, Testigo Documentary. Syria, listopad 2014. Fotoreportaż pokazuje skutki ataku Państwa Islamskiego (ISIS) na kurdyjskie miasto Kobane w północnej Syrii. Doprowadził on do masowego exodusu ponad 300 tys. ludzi, którzy szukali schronienia w pobliskiej Turcji. Uciekinierzy znaleźli się w fatalnym położeniu: z jednej strony atakowani przez ISIS, a z drugiej blokowani przez turecką armię, która nie pozwalała na wspieranie obrońców miasta Kobane. W ciągu kilku tygodni sytuacja uchodźców zbliżyła się do granic klęski humanitarnej. W przepełnionych obozach dla uchodźców brakowało jedzenia, dostępu do czystej wody, nie mówiąc już o organizowaniu jakiegokolwiek szkolnictwa dla dzieci.

Mika Dunin: Islam zajmuje ostatnio dużo miejsca w debacie publicznej, ale dyskurs utrzymywany jest głównie w nurcie poetyki grozy. Dlaczego?

prof. Janusz Danecki: Mnie to też zaskakuje, że oto nagle islam stał się symbolem wszystkiego, co złe, co oczywiście jest zupełnie niezgodne z prawdą, ale trochę zgodne z tym, co się teraz dzieje. Czyli z zamachami dokonywanymi przez muzułmanów i często usprawiedliwianymi przez nich właśnie islamem. To powoduje, że zaczynamy się po prostu bać.

Kiedy – jako społeczeństwo – zaczęliśmy w ogóle zwracać uwagę na islam i muzułmanów? Po ataku na World Trade Center w 2001 roku?

W ostatnich latach był to rzeczywiście 11 września, ale pamiętam wcześniejsze fale przejmowania się światem muzułmańskim: 1967 – wojna sześciodniowa, 1972 – olimpiada w Monachium, kiedy zrozpaczeni Palestyńczycy zaatakowali izraelskich sportowców. To, co działo się na Bliskim Wschodzie z naszym udziałem, zawsze później wywoływało różne niepokojące ruchy. Ale dopiero na początku XXI wieku te ruchy przeniosły się na teren Zachodu. Wcześniej wszystko działo się „tam”. Tylko wtedy jeszcze nie było to motywowane religijnie, nie było „czynnika islamu”.

Opierając się na informacjach przekazywanych przez media, widzimy przede wszystkim niebezpieczeństwo – fundamentalistów, którzy chcą niszczyć i zabijać. W Polsce raczej nie mamy okazji zobaczyć terrorysty, więc przekładamy ten strach na muzułmanów w ogóle. A jacy są muzułmanie?

Dla mnie są tacy, jak wszyscy inni ludzie. Mają swoje zalety i wady. Są wśród nich zwyczajni, spokojni obywatele, ale są też przestępcy, jak w każdym środowisku.

Przeciętni muzułmanie to również ludzie często bardzo pokrzywdzeni przez los. Zauważmy, gdzie toczą się wojny. W Europie? No, nie! W ostatnich latach wojna na Wschodzie była niemal wszędzie: w Libii, Algierii, Iranie, Syrii; w Egipcie zawsze jest stan napięcia, stamtąd też pochodzi ideologia skrajnego fundamentalizmu.

To jaki naprawdę jest islam? Nie można chyba mówić o jednorodnym systemie religijnym…

Najważniejsze zobaczymy, porównując islam, dajmy na to, z chrześcijaństwem. Chrześcijaństwo mówi: „Bogu, co boskie, cesarzowi, co cesarskie”. W islamie nie ma rozdziału na sferę sacrum i profanum. Religia i państwo są ściśle powiązane. Nawet jeśli niektóre państwa, na przykład Turcja, formalnie je rozdzielają, to religia i jej nakazy tkwią jednak w społeczeństwach muzułmańskich i większość z nich podkreśla prawną rolę islamu.

Jak to jest pokazywane na Zachodzie? Powtarzamy ciągle, że prawo koraniczne karze cudzołożników śmiercią, ale w Koranie nie ma czegoś takiego. Jest napisane: cudzołożnikowi, cudzołożnicy wymierzcie sto batów. Koniec. Kropka. To interpretatorzy Koranu zmieniają prawo, twierdząc, że Bóg jest dla ludzi zbyt łaskawy i dlatego tak delikatnie ich potraktował, a tak naprawdę należy im się znacznie surowsza kara. I stosuje się inne prawo. To robią ludzie, nie Koran.

W islamie ta różnorodność interpretacji Koranu jest bardzo duża. Bo zgodnie z doktryną muzułmańską nie ma w zasadzie kościołów. Nie powinno też być pośredników między Bogiem i człowiekiem. Ale… przecież my, zwykli ludzie, nie znamy się na świętych księgach, więc potrzebni są uczeni, którzy je czytają i studiują, oraz ci, którzy reprezentują nieobecnego potomka Mahometa na ziemi. Ci ostatni to właśnie imamowie. Oni są bardzo przydatni – politycznie. To oni często ratowali szyicki Iran (tam jest ich najwięcej) przed zakusami kolonializmu.

Informowanie w mediach o przypadkach ukamienowania cudzołożników ma wzbudzić strach?