W co wierzą dorośli? Z cyklu: Frania chce wiedzieć - Anna Kapczyńska - ebook
lub
Opis


Ośmioletnia Frania lubi bawić się w detektywa i badać skomplikowany świat dorosłych. Zauważa pewnego dnia, że jej bliscy nie są zgodni w jednej sprawie - chodzenia do kościoła. Postanowiła przeprowadzić wywiad z każdym, kto będzie miał coś ciekawego do powiedzenia. Jej rodzina jest nietypowa - mama i tata mieszkają osobno, mają dwie oddzielne rodziny, dziadkowie są konserwatywni, jedna ciocia zwiedza świat, a druga mieszka w Londynie. Ponieważ każdy z dorosłych mówi coś innego, Frania ma ciężki orzech do zgryzienia.

„W co wierzą dorośli?” to książka promująca tolerancję religijną, w której w przystępny sposób z perspektywy dziecka pokazane są różne światy i różne poglądy dorosłych. Główne przesłanie jest takie, że każdy ma prawo do swojego zdania, swojego sposobu na życie i swoich wyborów. Książka ma na celu otworzyć dzieci na wszelkie inności. Biorąc pod uwagę, jak wiele wojen wybucha na tle religijnym, rozsądne wydaje się pokazywanie dzieciom od najmłodszych lat, że inności nie należy się bać, ani nią gardzić, bo każdy człowiek jest inny.


Anna Kapczyńska

PoznaniANKA od urodzenia, JeżycjANKA z wyboru. Miłośniczka absurdu. Mama ośmioletniej Zuzanny. Autorka sztuki pt. „Strzelić Focha” wystawianej na deskach Teatru MplusM, w której odgrywa drugoplanową rolę. Pisze bloga „Grube Nici” promującego cuda wychodzące spod rąk i maszyny zdolnej manualnie koleżanki. Inicjatorka i współzałożycielka kameralnego klubu dla kobiet „Sąsiadki”, który mieści się na ulicy Zacisze, na poznańskich Jeżycach.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 49


Anna Kapczyńska

W co wierzą dorośli

Z cyklu: Frania chce wiedzieć

© Copyright by Anna Kapczyńska & e-bookowo

Projekt okladki: e-bookowo

ISBN 978-83-7859-149-8

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl

Kontakt:wydawnictwo@e-bookowo.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione. 

Rozdział I

Konkurs

Jestem Frania, mam 8 lat i chodzę już do drugiej klasy, która znajduje się na pierwszym piętrze naszej szkoły. Na parterze uczą się dzieci z pierwszej klasy i z zerówki, chociaż te z zerówki to się w ogóle nie uczą, tylko ciągle bawią. To takie szkolne przedszkolaki. Nie siedzą w ławkach, tylko przy stolikach; malują, rysują i robią kółko graniaste. Dobrze o tym wiem, bo kiedyś sama byłam w zerówce. Ale to było dawno. Potem była pierwsza klasa, też na parterze. Druga i trzecia klasa sąna pierwszym piętrze, a czwarta, piąta i szósta − na drugim. Trochę to skomplikowane, ale tylko dlatego, że szkoła jest za mała. Gdyby miała siedem pięter, to wiadomo byłoby, na którym piętrze jest która klasa i nie trzeba by było zapamiętywać.

Lubię chodzić do szkoły, bo mam fajne koleżanki i miłą panią. Poza tym w szkole wciąż coś się dzieje. Najbardziej lubię informatykę, bo na informatyce pani pozwala grzecznym dzieciom grać w gry komputerowe. Ponieważ ja i Mania zazwyczaj jesteśmy grzeczne, to możemy grać. Ogólnie to jesteśmy grzeczne prawie zawsze, bo nie krzyczymy i nie bijemy się jak niektórzy chłopcy. Jedyne, z czym mamy problem, to z trzymaniem buzi na kłódkę − zwłaszcza po weekendzie. Jak nie widzimy się przez dwa dni, to mamy z Manią tyle spraw do obgadania, że nie da się nic nie mówić, naprawdę nic na to nie możemy poradzić.

Moje ciocie często pytają − jak w szkole, jaki jest twój ulubiony przedmiot? A czego nie lubisz? A ja lubię wszystko, no, może trochę nie lubię basenu, jak nam każą nurkować i woda wlatuje do nosa. Mówiłam o tym mamie, ale ona nie chce tego słuchać, mówi, że dobrze jest nauczyć się pływać. No to się uczę.

Lubię pisać i ładnie czytam, lubię też liczyć. Lubię robić pracę plastyczne i śpiewać. Największy kłopot mam jednak z religią. W pierwszej klasie to ją nawet lubiłam, dużo rysowaliśmy i kolorowaliśmy święte obrazki. Ale w tym roku siostra Leokadia zaczęła mówić o Pierwszej Komunii Świętej, którą będziemy mieć w trzeciej klasie. Że będziemy się do niej przygotowywać długo, bo to ważny dzień. Na razie nie wiem zupełnie, o co chodzi, ale na pewno dowiem się w swoim czasie, jak mawia dziadek Staszek. Na razie siostra Leokadia powiedziała, że powinniśmy co tydzień w niedzielę uczestniczyć we mszy świętej. Z rodzicami! To, co u innych było łatwe, u mnie było jak zwykle pokręcone. No bo tak: Mania mieszka z mamą, tatą i bratem. Co niedzielę razem chodzą do kościoła. Rodzice Mani chcieliby nawet , żeby ona śpiewała w chórze kościelnym i ona by też trochę chciała, ale mówi, że za bardzo się wstydzi. A moja rodzina jest kompletnie zwariowana. No bo tak: mam trzy domy. Ten, w którym mieszkam, jest stary i mieści się w centrum miasta, blisko przystanku tramwajowego. Mieszkam  w nim z moją mamą, jej chłopakiem Michałem i psem Bzikiem.  Mój drugi dom jest za miastem i mieszka w nim mój tata ze swoją żoną Esterą. Jak się tak nad tym zastanowić, to nie jest ani blisko, ani daleko. Żaden tramwaj tam nie jeździ, ale samochodem jedzie się szybko. Wiem, bo tata przyjeżdża po mnie czasem w piątek, a czasem w sobotę i wtedy jadę do niego. Mam u niego swój pokój, swoje zabawki, swoje niektóre ubrania, szczoteczkę, pastę do zębów i piżamkę. Tylko muszę pamiętać, żeby zawsze wziąć ze sobą mojego ukochanego psa Azorka, nie takiego prawdziwego, tylko przytulankę. Raz zapomniałam go wziąć i nie dość, że było mi bardzo przykro, to jeszcze nie mogłam zasnąć. A do mojego trzeciego domu można pojechać tramwajem. Mieszkają w nim babcia i dziadek. Często jeździmy do nich z mamą, ale bez Michała, bo on dużo pracuje i za bardzo nie ma czasu.

W tak zwariowanej sytuacji jak moja nic nie jest proste. Siostra Leokadia mówi, że musimy chodzić do kościoła z rodzicami w każdą niedzielę! A ja w niedzielę jestem albo u mamy, albo u taty, albo u dziadka i babci. Dziadek z babcią zawsze mnie zabierają na msze dla dzieci, ale u nich to akurat bywam najrzadziej. Tata nie zabiera mnie nigdy do kościoła, bo w niedzielę chodzimy do parku albo do kina − jak jest brzydka pogoda. A z mamą to nigdy nic nie wiadomo. Czasem zabiera mnie na mszę, ale to dopiero od niedawna. Michał nie chodzi z nami, bo Michał nie chodzi nigdy do kościoła. Dziadka to bardzo denerwuje. A jak dziadka coś denerwuje to głośno o tym mówi. „Co w sercu, to na języku” − mówi babcia. Nie wiem, czy to dobrze, bo jak dziadek mówi, co myśli, to mama się denerwuje i czasem się z dziadkiem kłóci. A jak ja się raz pokłóciłam z Manią, to mama kazała mi się z nią pogodzić, bo szkoda czasu na obrażanie się.  A sama się na dziadka obraża! Dorośli są czasami tacy śmieszni.

Teraz sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej. Siostra Leokadia ogłosiła konkurs na kartkę świąteczną. Każdy może taką kartkę zrobić, ale żeby wziąć udział w konkursie, trzeba ją przynieść w najbliższą niedzielę na mszę o 11.00.

− Mamo, czy możemy pójść w niedzielę do kościoła? − poprosiłam.

− Niestety kochanie, w tym tygodniu nie da rady. Idziemy z Michałem w sobotę do teatru, a ciebie zawiozę do dziadków.

− Łe − posmutniałam.

− A co się stało mojej myszce? − mama ukucnęła, żeby być taka mała jak ja. − Dlaczego myszka jest smutna? Przecież lubisz spać u babuni i dziadziusia. Dziadziuś się bardzo ucieszył, że przyjedziesz, a babcia, jak się tylko dowiedziała, od razu pobiegła na targ, żeby kupić jabłka i upiec szarlotkę dla ukochanej wnusi.

− A będzie z lodami? − Na chwilę się rozchmurzyłam.

− Na pewno. A na obiad twój ulubiony rosołek.

− Mniam! − ucieszyłam się.

− No widzisz − mama przytuliła mnie − a do kościółka pójdziesz przecież z dziadkiem.

− Wiem, ale chciałam iść do naszego kościoła, żeby zanieść kartkę świąteczną na konkurs.

− No to może zaniesiesz kartkę na religię i powiesz, że byłaś w innym kościele?

− To już będzie za późno, mamo, bo kartka będzie losowana podczas mszy i zwycięzca dostanie nagrodę − znów posmutniałam.

− Następnym razem weźmiesz udział, nie przejmuj się − powiedział Michał, który przysłuchiwał się naszej rozmowie. Potarmosił moje włosy.

− No dobra − zgodziłam się.

Ale