W ciemnym mrocznym lesie - Ruth Ware - ebook
lub
Opis

Bestseller „New York Timesa”.

Nora jest autorką kryminałów, która niechętnie opuszcza swoje londyńskie mieszkanko. Gdy nieoczekiwanie otrzymuje zaproszenie na wieczór panieński przyjaciółki, z którą nie miała kontaktu od dziesięciu lat, z oporami godzi się na spędzenie weekendu na wsi. Tam jednak wpada w szpony przeszłości, przed którą próbowała uciec przez ostatnią dekadę. Uwięziona na odludziu, w złowieszczym szklanym domu, osaczonym przez upiorną widownię mrocznego lasu, trafia w sam środek śmiertelnie niebezpiecznej intrygi. Wstrząsające wydarzenia sprawią, że będzie musiała stawić czoło nie tylko mordercy, ale i własnej przeszłości.  

„W ciemnym, mrocznym lesie” to elektryzujący, trzymający w napięciu thriller psychologiczny, przez krytyków wymieniany jednym tchem z takimi bestsellerami, jak „Zaginiona dziewczyna” Gillian Flynn czy „Dziewczyna z pociągu” Pauli Hawkins. 

Kto przynosi naładowany pistolet na wieczór panieński? Wyjątkowa książka, w stylu powieści Gillian Flynn!

„O Magazine”

Ruth Ware napisał ekscytującą, niesamowitą książkę, która na długo zapadnie w pamięci czytelników.
Peter Straub, autor bestsellerów z list „New York Timesa” 

Toksyczne przyjaźnie, dom na odludziu i mroczny, zasypany śniegiem las… Ucieleśnienie najgorszego koszmaru i znakomita recepta na pełną napięcia, przerażającą powieść. 
Clare Mackintosh, autorka książki „Pozwolę ci odejść”

Ruth Ware dorastała w Sussex, na południowym wybrzeżu Anglii. Po ukończeniu studiów na uniwersytecie w Manchesterze przeprowadziła się do Paryża, po czym osiadła na stałe w północnej części Londynu, gdzie mieszka z mężem i dwójką dzieci. Pracowała jako kelnerka, księgarka, nauczycielka języka angielskiego oraz rzeczniczka prasowa. „W ciemnym, mrocznym lesie” to jej debiutancka powieść − trafiła na listy bestsellerów „New York Timesa” oraz „Sunday Timesa” i była nominowana do wielu nagród literackich.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 390


Tytuł oryginału

IN A DARK, DARK WOOD

Copyright © Ruth Ware, 2015

First published as IN A DARK, DARK WOOD

by Harvill Secker, an imprint of Vintage Publishing.

Vintage Publishing is a part of the

Penguin Random House group of companies.

All rights reserved

Projekt okładki

Rachael Ludbrook

Zdjęcie na okładce

© Evelina Kremsdorf/Arcangel.com;

Tobias Leipnitz/Plainpicture/East News

Redaktor prowadzący

Monika Kalinowska

Redakcja

Anna Płaskoń-Sokołowska

Korekta

Mirosława Kostrzyńska

Grażyna Nawrocka

ISBN 978-83-8097-865-2

Warszawa 2017

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Dla Kate; dla pozostałych trzech piątych.

Z miłością.

W ciemnym,mrocznym lesie był sobie ciemny,mroczny dom;

A w ciemnym,mrocznym domu był sobie ciemny,mroczny pokój;

A w ciemnym,mrocznym pokoju był sobie ciemny,mroczny kredens;

A w ciemnym,mrocznym kredensie był sobie…kościotrup!

(tradycyjna wyliczanka na Halloween)

Biegnę.

Biegnę przez las zalany księżycową poświatą. Gałęzie czepiają się mojego ubrania, stopy grzęzną w paprociach uginających się pod ciężarem śniegu.

Kolce jeżyn kaleczą moje dłonie. Oddech niemal rozsadza mi gardło. Czuję ból. Wszystko mnie boli.

Ale nie mogę się zatrzymać. Biegnę dalej. Uda mi się.

Zawsze, gdy biegam, w myślach powtarzam jakąś mantrę. Skupiam się na czasie, który chcę osiągnąć, albo na frustracjach, których próbuję się pozbyć, miarowo uderzając stopami o asfalt.

Jednak tym razem w głowie huczy mi tylko jedno słowo, jedna myśl.

James. James. James.

Muszę tam dotrzeć. Muszę dotrzeć do jezdni, zanim…

I wreszcie ją widzę – czarny asfaltowy wąż zalany blaskiem księżyca – i słyszę ryk zbliżającego się auta. Białe linie wymalowane na drodze lśnią tak ostro, że aż bolą mnie oczy. Czarne pnie drzew przypominają rozcięcia na tle światła.

Czy jest już za późno?

Zmuszam się do pokonania ostatnich trzydziestu metrów, potykam się o obalone pnie, serce bije mi jak oszalałe.

James.

A jednak się spóźniłam… Samochód jest za blisko, nie zatrzymam go.

Wybiegam na asfalt z rozpostartymi ramionami.

– Stój!

1

Czuję ból. Wszystko mnie boli. Światło mnie razi, ból rozsadza czaszkę. Moje dłonie lepią się od krwi, w nozdrzach czuję jej metaliczny zapach.

– Leonora? − Niewyraźny głos przedziera się przez mgłę cierpienia. Próbuję pokręcić głową, usta odmawiają mi posłuszeństwa. − Leonora, jesteś bezpieczna, jesteś w szpitalu. Zabieramy cię na tomografię. − To kobieta. Mówi głośno i wyraźnie. Jej głos sprawia mi ból. – Czy mamy kogoś powiadomić? − Znowu próbuję pokręcić głową. – Nie ruszaj – poucza mnie. – Masz uraz głowy.

– Nora… – szepczę.

– Chcesz, żebyśmy zadzwonili do Nory? Kim jest Nora?

– Ja… ja się tak nazywam.

– W porządku, Nora. Spróbuj się odprężyć. To nie będzie bolało.

Ale boli. Wszystko mnie boli.

Co się wydarzyło?

Co ja zrobiłam?

2

Gdy tylko się obudziłam, wiedziałam, że to idealny dzień na przebieżkę po parku − moją najdłuższą trasą, liczącą łącznie niemal dziewięć mil. Jesienne słońce sączyło się przez rattanowe żaluzje i prześlizgiwało po pościeli, a ja wdychałam zapach deszczu, który spadł w nocy, i patrzyłam na brązowiejące krawędzie liści platana rosnącego przed moim budynkiem. Zamknęłam oczy i przeciągnęłam się, nasłuchując jęków systemu grzewczego i stłumionego szumu samochodów. Czułam każdy mięsień. Upajałam się nadchodzącym dniem.

Każdy poranek zaczynam w taki sam sposób. Może dlatego, że mieszkam sama – człowiek jest w stanie wyrobić w sobie pewne przyzwyczajenia, nikt mu nie przeszkadza, współlokatorzy nie wypijają resztek mleka, kot nie wykasłuje kulek sierści na dywan. Możesz być pewien, że to, co zostawiłeś w kuchennej szafce poprzedniego wieczoru, będzie w niej, gdy się obudzisz. Masz kontrolę.

A może ma to związek z faktem, że pracuję w domu. Gdy nie trzeba harować od dziewiątej do piątej, dni bardzo łatwo tracą kształt, zaczynają się ze sobą zlewać. Nagle orientujesz się, że jest piąta po południu, ty wciąż siedzisz w szlafroku, a jedyna osoba, którą widziałeś od rana, to mleczarz. Są takie dni, gdy ludzki głos dociera do mnie wyłącznie z radia i wiecie co? Całkiem to lubię. To dobre życie dla pisarza, pod wieloma względami – spędzam mnóstwo czasu sam na sam z własnymi myślami, z postaciami, które tworzę. W ciszy stają się bardzo realne. Jednak taki tryb życia niekoniecznie jest najzdrowszy, dlatego ustalenie codziennej rutyny okazuje się bardzo ważne. Daje punkt zaczepienia, pozwala odróżnić zwykłe dni tygodnia od weekendów.

Oto jak zaczynam swój dzień.

Dokładnie o wpół do siódmej uruchamia się system grzewczy i budzi mnie wycie bojlera. Zerkam na komórkę – tylko po to, żeby sprawdzić, czy w nocy nie nastąpił koniec świata – a potem leżę, wsłuchując się w trzaski i skrzypienie kaloryfera.

O siódmej włączam radio – już ustawione na program 4 i audycjęToday Programme –i wyciągam rękę, żeby uruchomić ekspres do kawy, napełniony poprzedniego wieczoru kawą marki Carte Noire, wsypaną do idealnie zagiętego papierowego filtra. Niewielkie rozmiary mojego mieszkania mają swoje zalety. Mogę sięgnąć zarówno do lodówki, jak i do ekspresu bez wstawania z łóżka.

Gdy wiadomości dobiegają końca, kawa jest już gotowa, a ja powoli wygrzebuję się spod ciepłej kołdry i wypijam ją z odrobiną mleka. Do tego zjadam tost z dżemem malinowym Bonne Maman (bez masła – nie chodzi o dietę, po prostu nie lubię połączenia masła i dżemu).

Później wszystko zależy od pogody. Jeśli pada albo nie mam ochoty na bieganie, biorę prysznic, sprawdzam pocztę i siadam do pracy.

Ale dzisiejszy dzień był tak piękny, że aż mnie korciło, aby wyjść, poczuć wiatr na twarzy i mokre liście pod podeszwami adidasów.

Nałożyłam T-shirt, legginsy i skarpetki, wcisnęłam stopy w buty czekające w pobliżu drzwi. Pokonałam trzy piętra dzielące mnie od wyjścia na ulicę i wybiegłam w świat.

*

Kiedy wróciłam, byłam zgrzana i spocona, a nogi miałam jak z waty. Długo stałam pod prysznicem, myśląc o tym, co mam tego dnia do zrobienia. Lodówka świeciła pustkami, więc musiałam zamówić zakupy przez Internet. Musiałam też przejrzeć zredagowaną wersję swojej książki – obiecałam redaktorce, że odeślę jej uwagi w tym tygodniu, a jeszcze nawet nie zaczęłam. No i powinnam wreszcie przeczytać e-maile, które wpadły do mojej skrzynki przez formularz kontaktowy zamieszczony na stronie internetowej, czego nie robiłam od wieków, bo wciąż odkładam to na później. Oczywiście większość z nich okaże się spamem – najwyraźniej żadna metoda weryfikacji nie potrafi powstrzymać botów. Ale zdarzają się też ważne wiadomości, jak prośba o napisanie blurba czy o egzemplarz książki do recenzji. A czasami… czasami bywają e-maile od czytelników. Generalnie ludzie piszą, żeby powiedzieć, jak bardzo podobała im się książka, chociaż trafiło mi się też kilka wiadomości informujących mnie o tym, jak straszną jestem osobą. Ale nawet jeśli czytelnicy są mili, wciąż czuję się skrępowana, gdy widzę, jak reagują na moje prywatne myśli. Zupełnie jakbym czytała czyjąś opinię na temat mojego pamiętnika. Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek się do tego przyzwyczaję – może dlatego zawsze muszę się przygotowywać psychicznie do lektury takich wiadomości.

Ubrałam się, włączyłam laptopa i powoli zaczęłam przeglądać pocztę, na bieżąco kasując zbędne e-maile. Viagra. Zapewnienie, że „zadowolę swoją kobietę”. Rosyjskie ślicznotki.

A potem…

Do: Melanie Cho; [email protected]; T Deauxma; Kimayo, Liz; [email protected]; Maria Tatibouet; Iris P Westaway; Kate Owens; [email protected]; Nina da Souza; French, Chris

Od: Florence Clay

Temat: WIECZÓR PANIEŃSKI CLARE!!!

Clare? Nie znałam żadnej Clare poza…

Serce zaczęło mi szybciej bić. Ale to nie mogło chodzić o nią. Nie widziałam jej od dziesięciu lat.

Mój palec zawisł irracjonalnie nad przyciskiem „Usuń”. A potem kliknęłam i otworzyłam wiadomość.

CZEŚĆ WSZYSTKIM!!!

Do tych z was, którzy mnie nie znają: nazywam się Flo i jestem najlepszą przyjaciółką Clare ze studiów. Jestem też – uwaga, uwaga – jej druhną! Zatem zgodnie z tradycją będę organizowała jej WIECZÓR PANIEŃSKI!!!

Pogadałam z Clare i – jak pewnie się domyślacie – nie życzy sobie żadnych gumowych penisów ani boa z różowych piór. Urządzimy więc coś bardziej wyrafinowanego – weekendowy wyjazd do hrabstwa Northumberland, niedaleko jej starych studenckich śmieci – chociaż myślę, że może uda nam się przemycić kilka niegrzecznych zabaw!!!

Clare zdecydowała się na weekend 14–16 listopada. Wiem, że daję wam znać zupełnie na OSTATNIĄ chwilę, ale niestety nie miałyśmy zbyt wielkiego wyboru ze względu na obowiązki zawodowe, Boże Narodzenie i tak dalej. Proszę was o bezzwłoczne potwierdzenie obecności.

Uściski i buziaczki – mam nadzieję, że już wkrótce spotkam starych i nowych przyjaciół Clare!!!!

Flo xxx

Siedziałam ze ściągniętymi brwiami i nerwowo zerkałam na ekran, obgryzając skórkę wokół paznokcia i próbując zrozumieć, o co chodzi.

Potem spojrzałam na listę adresatów. Rozpoznałam jedno nazwisko: Nina da Souza.

Cóż, to wyjaśniało sprawę. Nie mogło chodzić o nikogo innego, jak tylko o Clare Cavendish. Wydawało mi się, że studiowała w Durham, a może w Newcastle, co odpowiadałoby okolicom hrabstwa Northumberland.

Ale dlaczego? Dlaczego Clare Cavendish zaprosiła mnie na swój wieczór panieński?

Czy to mogła być pomyłka? Może ta cała Flo po prostu przejrzała książkę adresową Clare i wysłała e-maila do wszystkich, których tam znalazła?

Ale to tylko dwanaście osób… To znaczy, że moja obecność na tej liście raczej nie jest przypadkowa. Prawda?

Siedziałam, gapiąc się na ekran, jakby piksele mogły dostarczyć odpowiedzi na przyprawiające o mdłości pytania, które kłębiły mi się w głowie. Żałowałam, że nie wykasowałam wiadomości bez czytania.

Nie mogłam dłużej usiedzieć w miejscu. Wstałam i podeszłam do drzwi, po czym wróciłam i przystanęłam obok biurka, z niepokojem patrząc na laptopa.

Clare Cavendish. Dlaczego ja? Dlaczego teraz?

Przecież nie mogłam o to zapytać jej druhny.

Tylko jedna osoba mogła coś wiedzieć.

Usiadłam i szybko wystukałam e-maila, zanim zdążyłam zmienić zdanie.

Do: Nina da Souza

Od: Nora Shaw

Temat: Wieczór panieński???

Najdroższa N,

mam nadzieję, że masz się dobrze. Muszę przyznać, że byłam nieco zaskoczona, gdy zobaczyłam nas na liście osób zaproszonych na wieczór panieński Clare. Wybierasz się? xx

Przez kilka następnych dni próbowałam o tym nie myśleć. Rzuciłam się w wir pracy, zagłębiłam w zawiłości pytań i sugestii redaktorki, jednak wiadomość od Florence wciąż mnie rozpraszała. Była jak ranka na czubku języka, która zaczyna szczypać, gdy najmniej się tego spodziewasz, albo zadarty paznokieć, którego nie możesz przestać skubać. E-mail był spychany na coraz niższe pozycje w mojej skrzynce odbiorczej, jednak cały czas czułam jego obecność, a flaga sygnalizująca, że pozostawiłam go bez odpowiedzi, przypominała milczący wyrzut. Zawarte w nim pytania nie dawały mi spokoju, gdy próbowałam się zajmować swoimi sprawami.

Odpowiedz, błagałam Ninę w myślach, gdy biegałam po parku, gotowałam kolację czy po prostu patrzyłam przed siebie niewidzącym wzrokiem. Zastanawiałam się, czy do niej nie zadzwonić, ale sama nie wiedziałam, co chciałabym usłyszeć.

Aż wreszcie, kilka dni później, gdy przy śniadaniu bezmyślnie przeglądałam Twittera, na ekranie komórki pojawiła się ikonka sygnalizująca nową wiadomość.

Wiadomość od Niny.

Wzięłam łyk kawy, odetchnęłam głęboko i otworzyłam e-maila.

Od: Nina da Souza

Do: Nora Shaw

Temat: Odpowiedź: Wieczór panieński???

Kobieto! Kopę lat. Dopiero teraz odebrałam twojego e-maila – miałam nocki w szpitalu. Chryste, szczerze mówiąc, to jest ostatnia rzecz, na jaką mam ochotę. Zaproszenie na ślub dostałam już jakiś czas temu, ale miałam nadzieję, że uda mi się wymigać od wieczoru panieńskiego. A ty się wybierasz? Może zawrzemy pakt? Ja pojadę, jeśli ty pojedziesz?

Nx

Piłam kawę, spoglądając na ekran i trzymając palec nad przyciskiem „Odpowiedz”, ale nie byłam w stanie kliknąć. Miałam nadzieję, że Nina mimochodem udzieli mi odpowiedzi na co najmniej kilka pytań kłębiących się w mojej głowie w ostatnich dniach. Kiedy ślub? Dlaczego Clare zaprosiła mnie na wieczór panieński, ale nie na wesele? Za kogo wychodzi za mąż?

Hej, a wiesz może…zaczęłam, po czym skasowałam tekst. Nie. Nie mogłam zapytać wprost. To byłoby równoznaczne z przyznaniem się, że nie mam bladego pojęcia, co się dzieje. Zawsze byłam zbyt dumna, aby ujawniać swoją ignorancję. Nie cierpię tracić kontroli w żadnej sytuacji.

Próbowałam zepchnąć to pytanie na samo dno umysłu, gdy brałam prysznic i ubierałam się. Ale kiedy włączyłam komputer, znalazłam w skrzynce odbiorczej jeszcze dwie nieprzeczytane wiadomości.

Pierwszą była pełna żalu odpowiedź odmowna od jednej z przyjaciółek Clare, która powoływała się na rodzinną imprezę urodzinową.

Drugą – kolejna wiadomość od Flo. Tym razem z włączoną opcją potwierdzenia przeczytania e-maila.

Do: [email protected]

Od: Florence Clay

Temat: Re: WIECZÓR PANIEŃSKI CLARE!!!

Droga Lee,

wybacz, że cię popędzam, ale zastanawiam się, czy dostałaś moją poprzednią wiadomość. Wiem, że minęło trochę czasu, od kiedy ostatnio widziałaś się z Clare, ale ona ma ogromną nadzieję, że będziesz w stanie przyjechać. Często o tobie mówi i wiem, że źle się czuje z tym, że straciłyście kontakt po ukończeniu szkoły. Nie wiem, co się między wami wydarzyło, ale byłaby naprawdę zachwycona, gdybyś tam była – zgodzisz się? Dzięki temu jej weekend będzie naprawdę idealny.

Flo xxx

Powinnam poczuć się mile połechtana faktem, że Clare tak bardzo chce mnie zobaczyć, a Flo zadała sobie tyle trudu, żeby mnie odnaleźć. Jednak ta wiadomość wcale mi nie schlebiła. Poczułam się urażona faktem, że Flo mi się naprzykrza, a uruchomioną opcję potwierdzenia przeczytania e-maila odebrałam jako naruszenie mojej prywatności. Miałam poczucie, że jestem szpiegowana.

Zamknęłam skrzynkę i otworzyłam dokument, nad którym akurat pracowałam, ale chociaż postanowiłam stłumić wszelkie myśli na temat wieczoru panieńskiego, słowa Flo prześladowały mnie, unosząc się w powietrzu niczym echo.Nie wiem, co się między wami wydarzyło.Brzmiała jak marudzące dziecko. Nie, pomyślałam gorzko. Nie wiesz. Więc przestań wściubiać nos w moją przeszłość.

Przysięgłam sobie, że nigdy nie wrócę.

Znajomość z Niną to co innego – Nina mieszkała teraz w Londynie i od czasu do czasu wpadałyśmy na siebie w okolicach Hackney. Była teraz w równym stopniu częścią mojego londyńskiego życia, jak tego, które spędziłam w Reading.

Ale Clare… Clare zdecydowanie należała do przeszłości – a ja chciałam, żeby tam pozostała.

A jednak jakaś część mnie – mała dokuczliwa część, która przyprawiała mnie o wyrzuty sumienia – pragnęła czegoś innego.

Clare była moją przyjaciółką. Moją najlepszą przyjaciółką przez długi czas. Tymczasem ja uciekłam, nie oglądając się za siebie. Nie zostawiłam jej nawet numeru telefonu. Jak to o mnie świadczyło?

Zerwałam się nerwowo z krzesła i z braku czegoś lepszego do roboty poszłam zaparzyć kolejną filiżankę kawy. Stałam nad syczącym, bulgoczącym ekspresem, gryząc skórkę wokół paznokcia i myśląc o dziesięciu latach, które upłynęły od naszego ostatniego spotkania. Wróciłam z kawą do biurka, ale nie zabrałam się do pracy. Zamiast tego otworzyłam przeglądarkę i wstukałam „Clare Cavendish Facebook”.

Okazało się, że na Facebooku jest wiele osób o takim nazwisku. Zanim znalazłam tę właściwą, kawa zdążyła mi wystygnąć. Na zdjęciu profilowym widniała fotka pary przebranej w kostiumy z serialuDoctor Who. Trudno było rozpoznać Clare w potarganej rudej peruce, ale coś w sposobie, w jaki się śmiała, odrzucając głowę do tyłu, kazało mi się zatrzymać przy jej zdjęciu, gdy przeglądałam niekończącą się listę. Mężczyzna był przebrany za Matta Smitha, miał opadające na bok włosy, okulary w rogowej oprawie i muchę. Kliknęłam na fotografię, żeby ją powiększyć, a potem długo się gapiłam na tę twarz, próbując rozróżnić rysy pod burzą rudych włosów. Ale im dłużej patrzyłam, tym bardziej byłam przekonana, że to Clare. Mężczyzny nie rozpoznawałam, tego byłam pewna.

Kliknęłam w zakładkę „Informacje”. W części „Wspólni znajomi” zobaczyłam „Nina da Souza”. A zatem to była Clare. Pod nagłówkiem „Rodzina i związki” widniała informacja „W związku z Williamem Pilgrimem”. To nazwisko przykuło moją uwagę. W jakiś nieuchwytny sposób wydawało mi się znajome. Ktoś ze szkoły? Ale jedynym Williamem na naszym roku był Will Miles. Pilgrim… Nie pamiętałam nikogo, kogo by tak nazywano. Kliknęłam na jego profil, jednak wyświetliło się tylko anonimowe zdjęcie przedstawiające napełniony do połowy kufel piwa.

Wróciłam do profilu Clare. Gdy tak patrzyłam na jej zdjęcie, próbując podjąć decyzję, słowa Flo odbijały się echem w mojej głowie:Ona maogromnąnadzieję, że będziesz w stanie przyjechać.Często o tobie mówi.

Poczułam ucisk w sercu. Może to było poczucie winy.

Wtedy wyjechałam, nie oglądając się za siebie. Byłam w szoku. Nogi uginały się pode mną i przez długi czas skupiałam się wyłącznie na tym, by iść dalej, by stawiać jedną stopę przed drugą, by odciąć się od przeszłości.

To był instynkt samozachowawczy: tylko tyle potrafiłam z siebie wykrzesać. Nie pozwalałam sobie myśleć o tym, co za sobą zostawiłam.

Teraz Clare zalotnie zerkała na mnie spod rudej peruki, a mnie się wydawało, że widzę w jej oczach coś błagalnego, jakiś wyrzut.

Zaczęłam wspominać. Clare potrafiła sprawić, że człowiek czuł się jak milion dolarów, tylko dlatego że to jego wybrała z tłumu. Przypomniałam sobie jej niski, gardłowy śmiech, karteczki, które przesyłała mi na lekcjach, jej szelmowskie poczucie humoru.

Przypomniałam sobie, jak po raz pierwszy nocowałam poza domem. Miałam wtedy może sześć lat. Leżałam na posłaniu na podłodze w sypialni Clare i wsłuchiwałam się w jej uśpiony oddech. Przyśnił mi się koszmar i zmoczyłam prześcieradło, a Clare… Clare przytuliła mnie i dała mi do potrzymania swojego misia, podczas gdy sama zakradła się do szafki po nową pościel, a poplamioną ukryła w koszu na brudną bieliznę. W pewnym momencie usłyszałam głos jej matki, niski i zaspany. Pytała, co się stało, a Clare odpowiedziała prędko: „Przewróciłam szklankę z mlekiem, mamusiu. Zmoczyłam całe łóżko Lee”.

Na chwilę cofnęłam się o dwadzieścia lat. Znowu byłam tą małą, przerażoną dziewczynką. Poczułam zapach jej sypialni, nasze nieświeże nocne oddechy, słodycz perełek do kąpieli w szklanym słoiku stojącym na parapecie, woń świeżo upranej pościeli.

– Nie powiesz nikomu? – wyszeptałam, gdy prześcielałyśmy łóżko, a ja chowałam do plecaka mokre spodnie od piżamy.

Pokręciła głową.

– Pewnie, że nie.

I nigdy nie powiedziała.

Siedziałam pogrążona we wspomnieniach, gdy rozległo się ciche piknięcie, sygnalizujące nadejście nowego e-maila. Tym razem od Niny.

No to jaki mamy plan? Flo dopytuje. Zawieramy pakt? Nx

Wstałam i podeszłam do drzwi. Czułam mrowienie w palcach na myśl o tym, jak głupie było to, co zamierzałam zrobić. Po czym wróciłam do biurka i zanim zdążyłam zmienić zdanie, wystukałam:

OK. Umowa stoi. xx

Odpowiedź Niny przyszła jakąś godzinę później.

Wow! Nie zrozum mnie źle, ale muszę przyznać, że jestem zaskoczona. To znaczy pozytywnie. Zatem umowa stoi. Tylko niech ci nie przyjdzie do głowy wystawić mnie do wiatru. Pamiętaj, jestem lekarką. Znam co najmniej 3 sposoby na zabicie cię bez pozostawienia śladów. Nx

Odetchnęłam głęboko, odszukałam pierwszy e-mail od Flo i zaczęłam pisać:

Droga Florence (Flo?),

z przyjemnością przyjadę. Podziękuj, proszę, Clare za to, że o mnie pomyślała. Bardzo się cieszę, że spotkam się z wami wszystkimi w Northumberland i dowiem się, co u niej słychać.

Pozdrawiam ciepło,

Nora (chociaż Clare zna mnie pod imieniem Lee).

PS W przyszłości lepiej używaj tego adresu mailowego. Tego drugiego nie sprawdzam tak regularnie.

Wkrótce runęła lawina pełnych żalu odpowiedzi odmownych. Wszyscy wyjaśniali, że zaproszenie przyszło za późno.Wyjeżdżam w ten weekend…Tak mi przykro,muszę pracować…Rodzinne nabożeństwo żałobne…(Nina:Pogrzeb czeka następną osobę,która nadużyje przycisku„Odpowiedz wszystkim”). Obawiam się,że będę wtedy nurkować w Kornwalii!(Nina:Nurkować? W listopadzie? Nie mogła wymyślić lepszej wymówki? Rany,gdybym wiedziała,że poprzeczka jest zawieszona tak nisko,powiedziałabym,że utknęłam w kopalni w Chile czy coś).

W końcu lista się wyklarowała. Clare, Flo, Melanie, Tom (reakcja Niny: ???),Nina i ja.

Sześć osób. Niewiele jak na kogoś tak popularnego, jak Clare. A w każdym razie tak popularnego, jak była Clare w czasach szkolnych. Ale zaproszenie rzeczywiście przyszło na ostatnią chwilę.

Czy to dlatego mnie zaprosiła? Żeby uzupełnić braki, bo wiedziała, że z trudem uda jej się zebrać przyzwoitą grupę? Ale nie, to nie było w stylu Clare, a w każdym razie nie w stylu tej Clare, którą kiedyś znałam. Tamta Clare zaprosiłaby dokładnie te osoby, które chciała zobaczyć, i zrobiłaby z całej imprezy tak ekskluzywne wydarzenie, że pozwoliłaby na przybycie tylko garstce wybrańców.

Odsunęłam wspomnienia na bok, przykrywając je kocem rutyny, jednak wciąż wyzierały na powierzchnię – w trakcie przebieżki, w środku nocy, zawsze wtedy, gdy najmniej się ich spodziewałam.

Dlaczego, Clare? Dlaczego teraz?

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI