W ciemnościach - Mike Omer - ebook + audiobook + książka

W ciemnościach ebook i audiobook

Mike Omer

4,5

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

MORDERCA GRZEBIE OFIARY ŻYWCEM

Zoe Bentley, specjalistka w zakresie psychologii śledczej, jeszcze nigdy nie widziała niczego równie koszmarnego jak opublikowany w Internecie film, przedstawiający dziewczynę miotającą się w trumnie, w której żywcem ją pogrzebano. Szczególnie niepokojący jest tytuł: „Eksperyment numer jeden”.

Zoe i jej współpracownik Tatum Gray, agent specjalny FBI, starają się jak najszybciej odnaleźć potwora, który wstawił do sieci szokujący film, ale wkrótce pojawia się drugie podobne nagranie i ginie kolejna dziewczyna. Tymczasem Zoe myśli o innym seryjnym mordercy. Od dzieciństwa prześladuje ją Rod Glover; niedawno przesłał jej groźną fotografię przedstawiającą go w towarzystwie siostry Zoe. Glover zamierza znowu zaatakować, a Zoe przeżywa konflikt wewnętrzny. Czy chronić siostrę, czy skupić się na śledztwie w sprawie pogrzebanych kobiet?

Musi zapobiec kolejnemu morderstwu. Niepokoi się o bezpieczeństwo własnej rodziny i czuje, że jeszcze nigdy nie znalazła się w tak trudnej sytuacji. Od początku pracy w FBI zdawała sobie sprawę, że może przedwcześnie trafić do grobu, ale zawsze zakładała, że najpierw umrze.

Kontynuacja bestsellerowego thrillera "Umysł zabójcy".

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 448

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 12 godz. 33 min

Lektor: Julia Wilczewska

Oceny
4,5 (640 ocen)
387
174
65
11
3
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
babaali

Całkiem niezła

Lektorka nie powinna nigdy więcej czytać, fabuła bardzo na tym straciła.
91
AleksandraKaz

Nie polecam

Pierwsza część super i super lektor. Niestety tej lektorki nie da się słuchać. Przykro.
51
mpiebook

Nie oderwiesz się od lektury

Ok polecam choć lektorka tak nie do końca przekonuje
41
annajasiulewicz

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna pozycja, beznadziejny lektor.
30
IzabelaIza1973

Całkiem niezła

Książka bardzo duzo traci przez lektora.. poza tym ciekawa fabuła
20

Popularność




Tytuł oryginału IN THE DARKNESS

WydawcaUrszula Ruzik-Kulińska

Redaktor prowadzącyBeata Kołodziejska

RedakcjaJoanna Popiołek

KorektaMagdalena Wagner Marzenna Kłos

Text copyright © 2019 by Michael Omer All right reserved This edition is made possible under a license arrangement originating with Amazon Publishing, www.apub.com, in collaboration with GRALL, SP. Z O.O. Copyright © for the Polish translation by Tomasz Wyżyński, 2020

Wydawnictwo Świat Książki 02-103 Warszawa, ul. Hankiewicza 2

Warszawa 2020

Księgarnia internetowa: swiatksiazki.pl

Skład i łamanie Akces, Warszawa

Dystrybucja Dressler Dublin Sp. z o.o. 05-850 Ożarów Mazowiecki ul. Poznańska 91e-mail: [email protected] tel. + 48 22 733 50 31/32www.dressler.com.pl

ISBN 978-83-813-9669-1

Skład wersji elektronicznej

Rozdział 1

San Angelo, Teksas, piątek 2 września 2016

Kiedy wychodził z dołu, ze ściany osypała się strużka piasku. Maleńkie ziarenka zaszeleściły i padły na wieko skrzyni, brudząc je. Przez chwilę czuł irytację. Chciał, żeby wieko było czyste, gdy popatrzy na nie z góry. Uśmiechnął się w duchu, zdając sobie sprawę, jakie to absurdalne. Zamierzał przysypać skrzynię kilkoma tonami ziemi. Czy to ważne, że pobrudziła ją garść piasku?

Myślał przez chwilę o drugiej osobie uczestniczącej w eksperymencie. Dziewczyna mogła usłyszeć sypiący się piasek. Niewykluczone, że zrozumiała, co to znaczy. Serce waliło mu z podniecenia, gdy wyobrażał sobie cichy dźwięk wzmocniony w ciasnej przestrzeni, w której panowała absolutna ciemność.

Wziął łopatę, wbił ją w kopczyk ziemi i znieruchomiał. Głupota! Co za głupota! Był tak podekscytowany, że zapomniał o najważniejszym. Odłożył łopatę i podszedł do laptopa. Podłączył go do ładowarki baterii i sprawdził, czy działa. Nie chciał, żeby bateria się wyczerpała w połowie eksperymentu.

Usłyszał za plecami głośny warkot ciężarówki, zastygł w bezruchu i zacisnął zęby. Wybrał miejsce bardzo starannie, zadbał, by zasłaniały je kaktusy, drzewa i gęste krzaki. Droga była rzadko uczęszczana, ale mimo to czasem przejeżdżały nią jakieś samochody. Rozpraszały go i denerwowały. Nadeszła wielka chwila. Powinien być całkowicie skupiony.

Włączył kamerę i spojrzał na ekran. Wydawało się, że jest ustawiona pod zbyt ostrym kątem. Podszedł do statywu, trochę zmniejszył jego wysokość, później znowu zerknął na ekran. Idealnie. Wahał się przez sekundę, wstrzymał oddech. Wreszcie kliknął i rozpoczął transmisję.

Wziął łopatę i rzucił na skrzynię pierwszą partię piasku i żwiru. Starał się ignorować wycelowany w swoim kierunku obiektyw. „Uśmiech do aparatu!” – słyszał głos swojej matki. Kiedy był małym chłopcem, stale próbowała zrobić mu ładne, upozowane zdjęcie do rodzinnego albumu.

Kiedy wrzucił do dołu czwartą łopatę piasku, rozległo się przytłumione dudnienie. Warkot ciężarówki prawdopodobnie obudził dziewczynę i teraz waliła w wieko. Usiłowała je unieść. Wrzeszczała. Ogarnęło go podniecenie i o mało nie rzucił łopaty, czując nagłą falę gorąca rozchodzącą się po ciele.

Skup się. Będzie na to mnóstwo czasu później.

Po pięciu minutach wieko zniknęło pod warstwą piasku, choć jeśli wytężył słuch, w dalszym ciągu słyszał łomot i krzyki. Czy ktoś już ogląda film? Prawdopodobnie. Właśnie o to chodzi. Co o tym myślą? Gapią się, czekając na puentę? Uważają, że to kawał? A może dzwonią na policję i próbują opowiedzieć, co zobaczyli?

Ogarnęło go dzikie podniecenie, opanowało umysł i ciało, przeżywał katharsis. Nie mógł się skupić, nie pamiętał szczegółów planu. Musiał przerwać choćby na chwilę. Musiał się wyładować.

Rzucił łopatę na ziemię i pośpieszył do furgonetki, zabierając ze sobą laptop. Kiedy skończył, posprzątał, znowu włożył rękawice i wyszedł z samochodu, by dalej zasypywać skrzynię. Miał nadzieję, że widzowie za bardzo nie tęsknili za jego widokiem.

Słyszał gdzieś, że przeciętny użytkownik internetu skupia uwagę na klipie filmowym przez trzydzieści siedem sekund. Współzawodniczył z wideo przedstawiającymi pijane koty, trailerami filmów i pornografią. Musiał działać szybko. Właśnie dlatego przygotował pojemniki.

Podszedł do pierwszego po prawej stronie i wsypał jego zawartość do grobu, patrząc z fascynacją na spadające bryły ziemi. Opróżnił pojemnik i wyskrobał łopatą zbitą ziemię zalegającą na dnie. Później postąpił tak samo z pozostałymi pojemnikami i patrzył jak urzeczony na wypełniający się dół, który powoli znikał. Kiedy skończył, posypał powierzchnię piaskiem, by zamaskować grób. Krzyki i uderzenia ucichły, stłumione grubą warstwą ziemi. Mimo to publiczność w dalszym ciągu może je z łatwością słyszeć w swoich domach. Zadbał o to.

Przez chwilę podziwiał własne dzieło. Miejsce, gdzie znajdował się dół, prawie niczym się nie wyróżniało. Szybko go nie znajdą.

Przeciągnął się, rozprostowując obolałe plecy, i zerknął w obiektyw.

„Uśmiech do aparatu!”.

Uśmiechnął się, chociaż wiedział, że nikt nie widzi jego twarzy.

Rozdział 2

Quantico, Wirginia, poniedziałek 5 września 2016

Zoe Bentley siedziała w swoim gabinecie, trzymając kciukiem i palcem wskazującym fotografię – starszy mężczyzna i młoda kobieta uśmiechali się do obiektywu, pochylając ku sobie głowy, które prawie się stykały. Przypadkowa osoba nie zwróciłaby uwagi na zdjęcie – po prostu zwyczajne selfie – ale Zoe dostrzegała drobne szczegóły, które wiele jej mówiły. Puste oczy mężczyzny, zaciśnięte okrutne wargi wykrzywione w uśmiechu. I niewinna, naiwna twarz dziewczyny. Niczego nieświadomej.

Dziewczyną była Andrea, siostra Zoe, a mężczyzną Rod Glover, który zgwałcił i udusił kilkanaście kobiet.

Minął miesiąc, odkąd Rod Glover pojawił się w Dale City. Ukazał się na jednej mrożącej krew w żyłach fotografii i zniknął jak złośliwe widmo.

Zoe schowała zdjęcie do szuflady i z trzaskiem ją zamknęła. Wiedziała, że później znowu je wyjmie. Nie zdoła się powstrzymać. Robiła to codziennie kilka razy, odkąd laboratorium zwróciło fotografię.

Kiedy była nastolatką, Glover mieszkał w sąsiedztwie. Zoe zdemaskowała go jako seryjnego mordercę i zaalarmowała policję. Niestety Glover uciekł, nim go schwytano. Od tamtego czasu wysyłał do Zoe koperty zawierające szare krawaty, takie same, jakimi dusił swoje ofiary.

W lecie zeszłego roku jego obsesja na punkcie Zoe przybrała na sile. Prowadziła śledztwo w sprawie seryjnego zabójcy w Chicago, a Glover zaczął ją śledzić. Później ją zaatakował i o mało nie zabił. Wkrótce potem wysłał Zoe zdjęcie. Podszedł na ulicy do Andrei, ona zaś zgodziła się z nim sfotografować, nie wiedząc, z kim ma do czynienia. Następnie jakby zapadł się pod ziemię.

Zoe wstała i zaczęła spacerować po swoim niewielkim gabinecie w Sekcji Analiz Behawioralnych FBI. Intensywnie myślała. Trudno było jej się skupić, bo źle spała w nocy: prześladowały ją koszmary i niespokojne myśli.

Usiadła przy biurku i zalogowała się do bazy danych ViCAP; był to skrót nazwy Violent Criminal Apprehension Program. FBI rejestrowało w niej przestępstwa z użyciem przemocy, co ułatwiało tropienie seryjnych morderców. Zoe szukała gwałtów i uduszeń popełnionych w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin. Znalazła jedną sprawę i zaczęła czytać z bijącym sercem. W Nowym Jorku zgwałcono i uduszono czterdziestopięcioletnią kobietę; zbrodnię popełniono w jej domu. Nic nie pasowało do charakterystyki Glovera, nawet w przybliżeniu. Ofiara była za stara, uduszono ją gołymi rękami, a Nowy Jork znajdował się za daleko od Dale City. To nie on.

Gdzie jesteś, Glover?

Gdyby mogła, umieściłaby Andreę w bezpiecznym miejscu, najlepiej w strzeżonym ośrodku, aż do chwili schwytania Glovera. To jednak nie wchodziło w rachubę. Dopiero po kilku tygodniach i paru głośnych sprzeczkach zdołała przekonać siostrę, by na jakiś czas z nią zamieszkała.

Agent FBI zajmujący się sprawą nie podzielał obaw Zoe. Podobnie policja. Wszyscy uważali, że Glover dawno wyjechał z Dale City. Nie będzie ryzykował przebywania w pobliżu sióstr Bentley. Zoe czuła, że wszyscy się mylą. Pamiętała, jak na nią patrzył, kiedy się ostatnio spotkali. Słyszała jego głos. Jego obsesja nie słabła.

Wpatrywała się w przestrzeń, pełna niepokoju. Nie miała na biurku fotografii ani bibelotów. Dwukrotnie przynosiła do pracy rośliny doniczkowe, ale pierwsza uschła po dwóch dniach. Kaktus, który postawiła później na blacie, przeżył prawie miesiąc, nim się poddał. Była niemal pewna, że roślinom brakowało wody i światła, ale Tatum, współpracownik i przyjaciel Zoe, uważał, że zwiędły przerażone jej wzrokiem. W tej chwili cechą wyróżniającą jej biurko nie były rośliny, ale bałagan – i to okropny.

Za drzwiami rozległy się znajome energiczne kroki. Zoe zerwała się z krzesła, wybiegła na korytarz i dogoniła szefową sekcji Christine Mancuso.

– Mogę zamienić z panią kilka słów?

Mancuso ledwo na nią spojrzała i dalej szła śpiesznie korytarzem.

– Byle szybko, Zoe. Tydzień dopiero się zaczął i powinnam być już w sześciu innych miejscach. – Szefowa miała ciemne włosy zaczesane do tyłu; była ubrana w schludną, elegancką garsonkę. Emanowały z niej autorytet i zdecydowanie; podkreślał je nawet pieprzyk koło ust.

– Chcę pracować z agentem Caldwellem nad sprawą Glovera. – Dan Caldwell zajmował się w Sekcji Analiz Behawioralnych profilowaniem seryjnych zabójców, podobnie jak Zoe. Była wściekła, że przydzielono go do sprawy zamiast niej, ale Mancuso okazała się nieubłagana.

– Już o tym rozmawiałyśmy. Nie.

– Uważam, że moja osobista wiedza będzie cennym atutem przy tworzeniu charakterystyki sprawcy. Powinniśmy wykorzystać wszystkie informacje, jakimi dysponujemy, zwłaszcza że wydaje się, że kolejny atak to tylko kwestia czasu.

Mancuso zatrzymała się obok dużej drukarki, która wypluwała kartki. Zerknęła na stronicę leżącą na wierzchu i prychnęła z niezadowoleniem. Odwróciła się i spojrzała na Zoe.

– Właśnie dlatego agent Caldwell poświęcił dwa dni na rozmowy z panią, zanotował wszystko, co pani wie i pamięta z rozmów z Gloverem.

– Nie przypuszczam... Uważam, że będę obiektywna...

– Nie będzie pani obiektywna. – Mancuso mówiła tonem nieznoszącym sprzeciwu.

– W takim razie potrzebuję urlopu.

– Aby tropić Glovera prywatnie, jak łowca nagród? Nie sądzę. Potrzebuję pani tutaj.

– Dlaczego?! – Zoe prawie krzyczała. – Pracuję nad sprawami sprzed dziesięciu, dwunastu lat. Dlaczego stały się nagle takie pilne?!

Mancuso zacisnęła wargi.

– Zapomina się pani, Bentley. – Odwróciła się w stronę drukarki, przejrzała plik kartek, wzięła kilka i ruszyła w drogę powrotną do swojego gabinetu, nie zawracając sobie głowy sprawdzaniem, czy Zoe idzie za nią.

Zoe pośpieszyła za szefową. Prawie biegła, by dotrzymać jej kroku.

– Christine... nie mogę się skupić, gdy ten człowiek grozi mojej siostrze. Nie jestem w stanie pracować. Niech mi pani da tylko kilka dni. To wszystko, czego potrzebuję. Kilku dni i analityka.

Mancuso zwolniła. Zoe użyła broni, którą od chwili rozpoczęcia pracy w Quantico nigdy się nie posługiwała. Nigdy nie zwracała się do Mancuso po imieniu. Nigdy nie robiła aluzji do ich dawnej znajomości, gdy pracowały w delegaturze FBI w Bostonie. Zoe wiedziała, że nieprędko będzie mogła znowu użyć tego sposobu.

– Coś pani powiem – rzekła Mancuso. – Jest inna sprawa, którą należy się zająć. Kiedy pani ją skończy, dam pani pięć dni pod warunkiem, że będzie pani wykonywać polecenia agenta Caldwella.

– Okej. – Zoe szybko skinęła głową, nie wierząc w swoje szczęście. – Co to za sprawa?

– Prześlę ją pani. Nie ma jeszcze teczki. Wiadomość pojawiła się dziś rano.

– Nie ma akt policyjnych? – spytała ze zdziwieniem Zoe. – Więc co jest?

– Link do filmu. Ktoś grzebie żywcem kobietę.

– Nie rozumiem. Jeśli to seryjny zabójca, powinny być wcześniejsze przypadki...

– Ten jest pierwszy.

Zoe zatrzepotała powiekami.

– Przecież zajmujemy się seryjnymi mordercami.

– Uważam, że będą następne zabójstwa.

– Dlaczego?

Mancuso chwyciła klamkę.

– Bo tytuł filmu brzmi „Eksperyment numer jeden”.

Rozdział 3

Christine Mancuso zniknęła w gabinecie Tatuma Graya i z impetem zatrzasnęła drzwi, nim Zoe zdążyła wejść za nią. Christine ceniła Zoe, która poza tym doprowadzała ją do szału. W ciągu ostatniego miesiąca Mancuso znosiła niezliczone mejle, telefony i wizyty Zoe, wszystkie w sprawie tego samego cholernego seryjnego zabójcy. Chciała uwolnić się od Bentley na kilka dni.

Tatum uniósł głowę, zaskoczony obecnością Mancuso w swoim gabinecie.

– Dzień dobry, szefowo? Jak minął weekend?

– Był za krótki. – Christine usiadła naprzeciwko agenta FBI.

Na biurku Tatuma leżała otwarta teczka z aktami sprawy, które czytał, gdy weszła. Graya niedawno przeniesiono do Sekcji Analiz Behawioralnych; w dalszym ciągu brakowało mu wiedzy i doświadczenia, jakich Christine oczekiwała od specjalistów od profilowania psychologicznego. Musiała jednak niechętnie przyznać, że rekompensuje to, przynajmniej częściowo, błyskotliwa intuicja Tatuma. Co więcej, dysponował on niesłychanie rozwiniętą umiejętnością słuchania, co mówią inni.

Tatum sprawdził się przed miesiącem, pracując z Zoe nad morderstwami w Chicago. Chociaż Christine miała pewne zastrzeżenia co do sposobu prowadzenia śledztwa, nie mogła ignorować faktu, że udało się zapobiec masakrze całej rodziny.

Była zadowolona, że Tatum nie ma na twarzy swojego zwykłego uśmiechu. Chociaż była pewna, że niektórzy ludzie uznają go za czarujący, prywatnie uważała, że nadaje mu wygląd zadowolonego z siebie nastolatka. W tej chwili spoglądał na nią z zainteresowaniem.

– Co może mi pan powiedzieć o Glennie Wellsie? – spytała.

Zdezorientowany Tatum zamrugał i odchylił się na krześle, napinając barki.

– Wells był pedofilem z Los Angeles – odpowiedział po chwili. – Prowadziłem śledztwo w jego sprawie. Napadał dziewczynki idące do szkoły. Porywał je, gwałcił i zmuszał groźbami do milczenia. Robił również zdjęcia. Znaleźliśmy w jego laptopie fotografie przeszło trzydziestu dziewczynek. Jedna usiłowała popełnić samobójstwo.

Mancuso obserwowała mówiącego agenta. Emanował z niego spokój, ale skrzywił wargi i zacisnął prawą pięść.

– Trudno było zdobyć niepodważalne dowody. Wszystko opierało się na poszlakach. Śledziliśmy go dłuższy czas i w końcu dopadliśmy, gdy porwał na ulicy trzynastolatkę. Ciągnął ją do samochodu i zamierzaliśmy go aresztować.

– Co się stało?

– Uciekł. Goniłem go wąską uliczką. Zatrzymał się w połowie i odwrócił. Wycelowałem w niego pistolet i kazałem mu unieść ręce nad głowę. Zamiast tego szybko włożył rękę do torby wiszącej na ramieniu. Zastrzeliłem go. Trzy strzały.

– Co miał w torbie?

– Tylko aparat fotograficzny. Uważamy, że chciał skasować zdjęcia przed aresztowaniem.

– I zginął.

– Przeprowadzono śledztwo. Zostałem oczyszczony z zarzutów.

– Śledztwo może zostać wznowione – powiedziała cicho Christine.

Tatum spojrzał na nią, otwierając szeroko oczy.

– Dlaczego?

– Zdaje się, że pojawił się nowy świadek. Zgłosił się ktoś, kto widział strzelaninę.

– Dlaczego czekał tak długo?

Christine wzruszyła ramionami.

– Dlaczego ludzie robią to, co robią? Dziś rano zatelefonował do mnie agent specjalny z wydziału „W”, niejaki Larson. Zna go pan? – Wydział „W” prowadził wewnętrzne śledztwa w sprawie wykroczeń funkcjonariuszy FBI. Mancuso była wściekła, gdy odebrała ten cholerny telefon.

– Tak, znam go. – Tatum zacisnął zęby.

– Chyba pana nie lubi. Naprawdę nie rozumiem, w jaki sposób udaje się panu wkurzać tylu ludzi.

– Wytrwałość? – zasugerował Tatum.

– Cóż, wydawał się zachwycony, gdy o tym mówił. Chciał mnie uprzedzić, że wkrótce zostanie pan wezwany na przesłuchanie.

– Powiedział kiedy?

– Nie rozmawialiśmy o szczegółach. Poinformowałam go, że prowadzi pan dochodzenie w pilnej sprawie i że potrzebuje pan kilku dni na jego zakończenie.

– Nie prowadzę w tej chwili żadnego dochodzenia.

Westchnęła.

– Oczywiście, że pan prowadzi. Czy inaczej mówiłabym to Larsonowi?

Tatum miał zdezorientowaną minę.

– Czego dokładnie pani ode mnie oczekuje?

– Chcę się czegoś dowiedzieć o tym wewnętrznym śledztwie – odparła. – Zajmę się tym, ale potrzebuję czasu. Powinien pan trzymać się w cieniu przez kilka dni, aż wszystko wyjaśnię.

Tatum skinął głową, ale Christine zauważyła, że zaciska obie pięści. Gdyby miała zgadywać, za niespełna dwadzieścia cztery godziny Tatum zacznie telefonować i spróbuje sam rozwiązać swoje kłopoty. A to tylko znacznie pogorszy sprawę.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Podziękowania

Niniejsza powieść nigdy nie ujrzałaby światła dziennego bez mojej żony Liory, która czyta i redaguje moje teksty, prowadzi ze mną burze mózgów, a także udziela mi ogromnego wsparcia, kiedy go potrzebuję. Chociaż Liora często prosi, żebym pisał o kwiatach i motylach, pomaga mi pisać o mordercach i psychopatach. Pewnego dnia stworzę specjalnie dla niej thriller o kwiatach i motylach.

Pierwszy szkic niniejszej książki otrzymała Christine Mancuso, od której nauczyłem się wszystkiego, co wiem o pisaniu. Jej liczne komentarze pomogły mi lepiej scharakteryzować Juliet Beach, rozwinąć opis interakcji między Zoe a Josephem i dopracować wiele innych szczegółów.

Jessica Tribble, moja redaktorka, przekazała mi zdumiewająco cenne uwagi na temat książki. Dzięki niej skróciłem fragmenty, które rozpaczliwie wymagały skrócenia, ulepszyłem fabułę i napisałem całkowicie nowy początek powieści, nadając mu bardziej dynamiczny, wyrazisty kształt.

Bryon Quertermous, redaktor prowadzący, poprawił rażące niedociągnięcia związane z tempem akcji, pomógł ożywić dialogi i zasugerował usunięcie dwóch niepotrzebnych, słabych rozdziałów.

Ostatecznej redakcji powieści dokonała Stephanie Chou, która wygładziła moją chropawą gramatykę i poprawiła mnóstwo błędów literowych. Wyłapała także kilka trudnych do zauważenia pomyłek, w tym stanowczo za długi czas trwania jednego z zachodów słońca.

Sarah Hershman, moja agentka, wierzyła we mnie, pomogła w publikacji cyklu książek o Zoe Bentley i przyczyniła się do jego sukcesu.

Dziękuję przyjaciołom z Author’s Corner, którzy udzielali mi pomocy i cieszyli się wraz ze mną po publikacji pierwszego tomu. Dziękuję rodzicom za wsparcie, bardzo potrzebne w czasie pracy pisarskiej – często przypomina ona jazdę kolejką górską.