Vincent Boys - Abbi Glines - ebook
lub
Opis

Bad boy, zakazana relacja i lato, które wszystko zmieni

Ashton jest zmęczona byciem grzeczną dziewczynką, która spełnia oczekiwania wszystkich Idealna uczennica, idealna córka, idealna dziewczyna swojego idealnego chłopaka, Sawyera.

Kiedy Sawyer wyjeżdża z miasta, do życia Ashton ponownie wkracza ich wspólny, najlepszy przyjaciel z dzieciństwa, Beau. Chłopak jest prawdziwym bad boyem i najseksowniejszym facetem, jakiego kiedykolwiek widziała.

Chociaż dziewczyna wmawia sobie, że próbuje tylko odbudować dawną więź, to szybko przekonuje się, że stąpa po kruchym lodzie. Bycie grzeczną jeszcze nigdy nie było tak trudne.

Czy Ashton będzie miała odwagę zrobić coś, czego sama pragnie?

Fenomen self-publishingu, 100 tysięcy sprzedanych egzemplarzy!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 280


Dla mojego syna, Austina, jedynego człowieka, który rozumie moją miłość do futbolu, bo sam kocha go jeszcze bardziej.

PODZIĘKOWANIA

Muszę zacząć od podziękowań dla Keitha, mojego męża, który zniósł bałagan w domu, brak czystych ubrań i moje huśtawki nastrojów podczas pisania tej książki (i pozostałych także).

Troje moich najcudowniejszych dzieciaków objadało się corn dogami, pizzą i frosted flakesami, bo ja siedziałam zamknięta w pokoju i pisałam. Daję słowo, że kiedy skończyłam, ugotowałam im mnóstwo pysznego, ciepłego jedzenia!

Dziękuję Tammarze Webber i Elizabeth Reyes, moim recenzentkom. Jakimś cudem je namówiłam. I teraz też mogę czytać ich książki jako pierwsza! Napisałabym, że „spoko, żartowałam”, ale nie żartuję. Uwielbiam ich twórczość, więc to dodatkowa korzyść. Ich pomysły, sugestie i słowa zachęty znacznie ułatwiają proces pisania. To niesamowite kobiety i nie wiem, jakim cudem kiedyś kończyłam książki bez ich pomocy.

Chciałabym również podziękować mojej agentce Jane Dystel, dzięki której przekonałam się, że potrzebuję agentki, i która się zgodziła nią być. Jest wspaniała, szczęściara ze mnie, że ją mam.

Jennifer i reszta ekipy Simom Pulse byli cudowni, przez cały czas. Jeśli chodzi o wydawcę, to lepiej być nie może.

No i moje dziewczyny z FP. Nie napiszę, od czego to skrót, bo może to przeczytać moja mama, a nie chcę, żeby dostała zawału. Rozśmieszacie mnie, słuchacie mojego złorzeczenia i zawsze macie jakieś cudeńko, żeby rozświetlić mój dzień. Jesteście wspaniałą paczką. A co się wydarzy w Nowym Jorku, zostaje w Nowym Jorku, tak, dziewczyny…?

Siedem lat temu

– Widzisz, żeby coś się zmieniło w Ash? – spytał mój kuzyn Sawyer. Wspiął się właśnie na drzewo i usiadł obok na naszej ulubionej gałęzi z widokiem na staw.

Wzruszyłem ramionami, bo nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Jasne, że zauważałem ostatnio różne dziwne rzeczy. Na przykład to, jak promieniały jej oczy, kiedy się śmiała. Albo jak ładnie wyglądały jej nogi w krótkich spodenkach. Ale w życiu bym tego nie powiedział. Wygadałby jej i umieraliby ze śmiechu.

– Nie – odparłem tylko i nie spojrzałem na Sawyera, żeby nie zobaczył, że kłamię.

– Słyszałem ostatnio, jak mama mówiła tacie, że niedługo zaczniemy inaczej widzieć Ash. I że wyrasta z niej ślicznotka i wszystko się między nami zmieni. A ja nie chcę, żeby się zmieniło – oświadczył z nutką niepokoju.

Nadal nie mogłem na niego spojrzeć. Wpatrywałem się w wodę.

– Ja tam bym się nie martwił. Ash to Ash. Dobra, chyba zawsze była ładna, ale to nie ma znaczenia. Liczy się to, że umie wejść na drzewo szybciej niż my, nadziać na haczyk robaka i zawodowo rzuca balonami z wodą. Przyjaźnimy się od przedszkola i to się nie zmieni. – Zaryzykowałem rzut okiem. Moja przemowa brzmiała przekonująco nawet dla mnie.

Uśmiechnął się i pokiwał głową.

– Masz rację. Kogo obchodzi, że ma włosy jak jakaś księżniczka? To Ash! A skoro już mowa o balonach, przestańcie się wykradać po nocy i bombardować samochody niedaleko mojego domu. W końcu moi rodzice was złapią i nic nie będę mógł zrobić, żeby was z tego wyplątać.

Uśmiechnąłem się szeroko i przypomniałem sobie, jak wczoraj Ash zakrywała usta, żeby stłumić chichot, kiedy się skradaliśmy i napełnialiśmy balony. Uwielbiała łamać zasady, zupełnie jak ja.

– Słyszałam swoje imię!

Jej głos całkiem mnie zaskoczył.

– Lepiej przestańcie się w końcu wyśmiewać z tego głupiego stanika! Mama każe mi go nosić. Mam dość żartów. Połamię wam nosy, jeśli się nie uspokoicie. – Stała pod drzewem z wiaderkiem świerszczy w jednej ręce i wędką w drugiej. – Idziemy łowić czy będziecie się gapić, jakby mi wyrosła druga głowa?

Rozdział 1

Czemu nie mogłam dojechać do domu bez wpakowania się na nich? Nie miałam nastroju na zgrywanie dobrej samarytanki wobec Beau i jego okropnej dziewczyny. Ale Sawyer chciałby, żebym się zatrzymała, wiem o tym, chociaż go tu nie ma. Westchnęłam głęboko i z niechęcią, a potem zwolniłam i w końcu zatrzymałam się na wysokości Beau, który utrzymywał bezpieczny dystans od swojej wymiotującej dziewczyny. Widocznie go to nie kręciło.

– Gdzie zaparkowałeś? – spytałam z największa irytacją, jaką udało mi się wykrzesać.

Obdarzył mnie tym swoim głupim seksownym uśmiechem, od którego wszystkie dziewczyny w mieście mdlały. Chciałabym wierzyć, że ja się po latach uodporniłam, ale niestety nie. Nie da się lekceważyć uroku miejscowego niegrzecznego chłopca.

– Tylko nie mów, że idealna Ashton Gray zamierza mi pomóc! – odezwał się rozwlekle i nachylił się, żeby zajrzeć przez okno.

– Sawyer wyjechał, więc zaszczyt przypada mnie. Nie pozwoliłby ci jechać po pijanemu i ja też nie pozwolę.

Beau się zaśmiał, a ja poczułam na plecach rozkoszne dreszcze. Boże. On się nawet śmieje seksownie.

– Dzięki, piękna, ale dam radę. Jak tylko przestanie haftować, wrzucę ją na pakę. Przeżyję te pięć kilometrów do jej domu, spoko. Jedź. Nie masz jakiejś szkółki niedzielnej do zaliczenia czy czegoś w tym stylu?

Kłótnia z nim nie miała sensu. Będzie sypał coraz bardziej uszczypliwymi komentarzami, aż w końcu rozwścieczy mnie tak, że przestanę nad sobą panować. Dodałam gazu i skręciłam na parking. Przecież go nie zostawię, żeby jeździł po pijaku! Potrafił mnie rozsierdzić w mgnieniu oka, a ja się tak starałam być miła dla wszystkich. Rozejrzałam się w poszukiwaniu jego starego, czarnego pikapa. Gdy go wreszcie wypatrzyłam, podeszłam do Beau i wyciągnęłam rękę.

– Albo mi dasz kluczyki, albo sama je znajdę. Co wybierasz? Chcesz, żebym ci przetrzepała kieszenie?

Uśmiechnął się krzywo.

– W zasadzie mogłoby być miło, więc może bramka numer dwa?

Poczułam falę ciepła, która zostawiła mi rumieńce na policzkach. I bez lustra wiedziałam, że czerwienię się jak idiotka. Beau nigdy nie rzucał takich komentarzy ani nawet ze mną nie flirtował. Byłam jedyną względnie atrakcyjną osobą płci żeńskiej w szkole, którą całkowicie ignorował.

– Ani się waż go tknąć, głupia suko! Kluczyki są w stacyjce! – Nicole, z którą Beau co jakiś czas zrywał, a potem do niej wracał, podniosła głowę, przerzuciła ciemne włosy przez ramię i groźnie wyszczerzyła zęby. Jej przekrwione oczy wypełniły się nienawiścią, jakby mnie prowokowała do ruszenia jej własności. Nie zareagowałam ani nie spojrzałam więcej na Beau. Odwróciłam się, poszłam do jego samochodu i cały czas powtarzałam sobie w myślach, że robię to tylko dla Sawyera.

– Wsiadajcie – warknęłam do nich obojga, a sama zajęłam miejsce za kierownicą.

Nie mogłam nie pomyśleć, że pierwszy raz siedzę w samochodzie Beau. Nieskończenie wiele nocy przeleżeliśmy na dachu mojego domu i marzyliśmy, że gdy zdamy egzaminy na prawo jazdy, zaczniemy podróżować. A wyszło tak, że znalazłam się w jego samochodzie dopiero w wieku siedemnastu lat. Podsadził Nicole i wrzucił ją na pakę.

– Połóż się, chyba że znów cię zemdli. Jakby co, pilnuj, żeby rzygać na ulicę – rzucił i otworzył drzwi po stronie kierowcy.

– Wysiadaj, księżniczko. Jej się zaraz urwie film, będzie miała gdzieś, czy prowadzę.

Mocniej zacisnęłam ręce na kierownicy.

– Nie pozwolę ci prowadzić. Bełkoczesz. Daj spokój.

Otworzył usta, żeby dalej dyskutować, ale potem wymamrotał coś, co brzmiało jak przekleństwo, zatrzasnął moje drzwi i wsiadł od drugiej strony. Nic nie powiedział, a ja na niego nie patrzyłam. Jeśli nie było Sawyera, czułam się w towarzystwie Beau nieswojo.

– Mam dość kłótni z kobietami jak na jeden wieczór. Tylko dlatego pozwalam ci prowadzić – wyburczał, tym razem przytomnie.

Nie zaskoczyło mnie, że panuje nad bełkotem. Upijał się, zanim jego rówieśnicy w ogóle spróbowali pierwszego w życiu piwa. Starsze dziewczyny zauważały chłopaków o takiej twarzy. Zapraszano go na imprezy na długo przed nami.

Udało mi się wzruszyć ramionami.

– Nie musiałbyś się kłócić, gdybyś tyle nie wypił.

Zaśmiał się sucho.

– Jesteś naprawdę wzorową córeczką pastora! Kiedyś było inaczej. Zanim zaczęliście z Sawyerem przysysać się do siebie, dobrze się razem bawiliśmy.

Przyglądał mi się, czekając na reakcję. Czułam jego spojrzenie i trudno mi się było skupić na jeździe.

– Byłaś moją partnerką w zbrodni. To Sawyer był grzecznym chłopcem. My dwoje zawsze pakowaliśmy się w kłopoty. I co się stało?

Co miałam odpowiedzieć? Nikt inny nie zna tamtej dziewczyny, która kradła gumę do żucia i pomagała uprowadzić chłopca rozwożącego prasę, żeby go przywiązać do drzewa, wymazać gazety niebieską farbą i w takiej postaci porozrzucać je na progach domów. Nikt nie zna tej, która wymykała się o drugiej nad ranem, żeby rozwijać w cudzych ogródkach papier toaletowy i zza krzaków rzucać balonami z wodą w samochody. Nikt by zresztą nie uwierzył, nawet, gdybym sama o tym opowiedziała. Wiedział tylko Beau.

– Dorosłam – odpowiedziałam w końcu.

– Całkiem się zmieniłaś.

– Byliśmy dziećmi. Fakt, ciągle coś psociliśmy, a Sawyer wyciągał nas z tarapatów, ale byliśmy po prostu dzieciakami. Teraz jestem kimś innym.

Beau przez chwilę milczał. Zmienił pozycję i wiedziałam, że już na mnie nie patrzy. To pierwsza taka rozmowa. Niezręczna i spóźniona. Sawyer pilnował, żebyśmy nie naprawili stosunków, które się popsuły, nawet nie wiem, dlaczego. Wczoraj był moim najlepszym przyjacielem. Nazajutrz tylko kuzynem mojego chłopaka.

– Tęsknię za tamtą dziewczyną. Była niesamowita. Umiała się bawić. Cnotka, która zajęła jej miejsce, jest beznadziejna.

Te słowa bolały. Może dlatego, że właśnie on je wypowiadał, a może trafiały w czułe miejsce. Ja przecież też czasem myślałam o tamtej Ashton. I nienawidziłam Beau za to, że przez niego i ja za nią tęsknię. Ciężko pracowałam, żeby ją zepchnąć na dalszy plan. Fakt, że ktoś jeszcze marzył o jej powrocie, utrudniał utrzymanie jej pod kontrolą.

– Wolę być cnotką niż zdzirą wymazaną własnymi wymiocinami – odszczeknęłam, zanim udało mi się pohamować.

Zaskoczył mnie cichy chichot i musiałam na niego zerknąć. Zjechał w fotelu, żeby opierać się o zniszczoną skórę, a nie o szybę nad siedzeniami.

– Jednak nie jesteś całkiem idealna! Sawyer nikogo by tak nie nazwał. Wie, że w ogóle znasz słowo „zdzira”?

Ścisnęłam kierownicę tak mocno, że pobielały mi kostki palców. Próbował mnie rozwścieczyć i świetnie mu szło. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Bo naprawdę Sawyer byłby w szoku, gdyby wiedział, że nazwałam kogoś zdzirą. Zwłaszcza dziewczynę jego kuzyna.

– Wyluzuj, nie doniosę na ciebie. Przez lata dochowywałem twoich sekretów. I cieszę się, że moja Ash wciąż gdzieś tam jest, pod tą doskonałą fasadą.

Nie chciałam na niego patrzeć. Rozmowa zmierzała w kierunku, który mi się nie podobał.

– Ideałów nie ma. A ja wcale nie udaję, że jestem doskonała – powiedziałam, chociaż to było kłamstwo i oboje o tym wiedzieliśmy. Sawyer był idealny, a ja ciężko pracowałam, żeby być go warta. Chociaż i tak nie byłam i o tym też wszyscy wiedzieli.

Beau parsknął krótkim, suchym śmiechem.

– Ależ Ash, oczywiście, że udajesz!

Zjechałam na podjazd przed domem Nicole, ale Beau ani drgnął.

– Jest nieprzytomna. Musisz jej pomóc – szepnęłam, bo bałam się, że usłyszy w moim głosie ból.

– Mam pomóc rzygającej zdzirze? – spytał rozbawiony.

Westchnęłam i w końcu na niego popatrzyłam. W świetle księżyca padającym na wyblakłe od słońca jasne włosy kojarzył mi się z upadłym aniołem. Powieki opadały mu niżej niż zwykle, a gęste rzęsy niemal całkowicie osłaniały oczy koloru orzechów laskowych.

– To twoja dziewczyna. Pomóż jej. – Udało mi się zabrzmieć wściekle.

Kiedy pozwalałam sobie popatrzeć na Beau z tak bliska, trudno mi było w sobie wzbudzić obrzydzenie. Wciąż widziałam chłopca, który był absolutnie doskonały. Przeszłość zawsze będzie nas powstrzymywać przed bliskością.

– Dzięki za przypomnienie – powiedział wreszcie i sięgnął do klamki, ale nie przerwał kontaktu wzrokowego.

To ja spuściłam wzrok i zaczęłam się przyglądać swoim złożonym na kolanach dłoniom. Nicole poruszyła się na pace i cały pikap lekko się zatrząsł, przypominając o jej obecności. Upłynęło jeszcze kilka cichych chwil, a potem Beau otworzył drzwi. Zaniósł bezwładne ciało Nicole do drzwi i zapukał. Wszedł do środka, gdy się otworzyły. Zastanawiałam się, kto za nimi stał. Mama Nicole? Zrobiło na niej wrażenie, że jej córka tak się upiła, że urwał jej się film? Pozwoliła Beau odprowadzić ją do pokoju? Czy on z nią zostanie? Wejdzie do łóżka i zaśnie? Ale zanim moja wyobraźnia zdążyła się rozhulać, pojawił się na progu.

Wsiadł, zapaliłam silnik i skierowałam się w stronę osiedla przyczep, gdzie mieszkał.

– Powiedz mi, Ash, uparłaś się, żeby odwieźć nawalonego kolegę i jego zdzirowatą dziewczynę, bo jesteś wcielonym aniołem, który pomaga wszystkim? Wiem, że za mną nie przepadasz, więc ciekawi mnie, skąd to pragnienie dopilnowania, żebym cało dotarł do domu.

– Jesteś moim przyjacielem! Oczywiście, że cię lubię. Znamy się od piątego roku życia. Może nie spotykamy się już tak często ani nie terroryzujemy razem sąsiadów, ale wciąż mi na tobie zależy.

– Od kiedy?

– Co od kiedy?

– Od kiedy ci na mnie zależy?

– To głupie pytanie. Wiesz, że zawsze zależało – rzuciłam, chociaż zdawałam sobie sprawę, że nie zadowoli się taką pokrętną odpowiedzią. Prawda była taka, że z nim nie rozmawiałam. Nicole wiecznie na nim wisiała, a jeśli już się do mnie odzywał, zawsze były to jakieś docinki.

– Zachowujesz się, jakbyś nie zauważała mojego istnienia – odparł.

– Nieprawda.

Zachichotał.

– Przez cały rok siedzimy obok siebie na historii, a ty rzadko kiedy choćby patrzysz w moją stronę. W czasie lunchu też mnie olewasz, choć siadam przy twoim stoliku. Co weekend chodzimy na te same imprezy, a jeśli już zaszczycisz mnie wszechwładnym spojrzeniem, jest pełne obrzydzenia. Dlatego tak się zdziwiłem, że nadal uważasz mnie za przyjaciela.

Zakręt na osiedle przyczep, gdzie Beau od zawsze mieszkał, sygnalizowały wielkie dęby wirginijskie. Ale piękno Południa pyszniące się po wjeździe na żwirową drogę było zwodnicze. Zaraz za drzewami krajobraz drastycznie się zmieniał. Zużyte przyczepy przypięte do starych aut stały na cegłach, wszędzie walały się stare zabawki. Kilka okien zabitych było deskami albo zakrytych plastikiem. Nie rozglądałam się. Nawet mężczyzna siedzący w samej bieliźnie na schodkach i palący przyklejonego w kąciku ust papierosa mnie nie zdziwił. Dobrze znałam to miejsce. Było częścią mojego dzieciństwa. Zatrzymałam się przed przyczepą Beau. Chętnie uwierzyłabym, że gada tak, bo jest pijany, ale wiedziałam, że to nieprawda. Nie przebywaliśmy sam na sam od ponad czterech lat. Nasze relacje się zmieniły, gdy zostałam dziewczyną Sawyera.

Odetchnęłam głęboko i popatrzyłam na Beau.

– Nie rozmawiam na lekcjach. Z nikim, z wyjątkiem nauczyciela. Ty się do mnie nie odzywasz w stołówce, więc nie widzę powodu, żeby na ciebie patrzeć. A jeśli już, kończy się na tym, że się ze mnie wyśmiewasz. Na imprezach nie patrzę z obrzydzeniem na ciebie, tylko na Nicole. Naprawdę, mógłbyś celować wyżej. – Zdołałam się powstrzymać, zanim powiedziałam coś głupiego.

Przechylił głowę, jakby się głęboko nad czymś zastanawiał.

– Nie lubisz jej, co? Ale nie przejmuj się, że coś ją połączy z Sawyerem. On wie, jakie ma szczęście, i nie schrzani tego. Nicole nie może z tobą konkurować.

Nicole była zainteresowana Sawyerem? Przecież nie chciała się odczepić od Beau. Nigdy bym nie pomyślała, że coś czuje do jego kuzyna. Wiem, że coś ich przez parę tygodni łączyło w siódmej klasie, ale to była chwila i w dodatku dawno. Nic ważnego. Poza tym, ona chciała Beau. Czemu miałaby się interesować kimś innym?

– Nie wiedziałam, że Sawyer jej się podoba – stwierdziłam.

Wciąż nie miałam pewności, czy w to wierzyć. Sawyer nie był w jej typie.

– Zaskoczyłem cię?

– W zasadzie tak. Przecież ma ciebie. Po co miałaby chcieć Sawyera?

Uśmiechnął się z takim zadowoleniem, że jego orzechowe oczy aż rozbłysły. Nie zamierzałam powiedzieć nic dwuznacznego, ale chyba właśnie to zrobiłam.

Sięgnął do klamki, ale potem znieruchomiał i odwrócił się.

– Nie wiedziałem, że moje żarty ci przeszkadzają. W takim razie już nie będę.

Zupełnie się tego nie spodziewałam. Nie miałam pojęcia, jak zareagować, więc tylko siedziałam i patrzyłam mu w oczy.

– Zamienię samochody, zanim twoi rodzice zobaczą moje auto przed domem. – Wysiadł z ciężarówki i odszedł, a ja patrzyłam, jak oddala się seksownym i pełnym dumy krokiem. Nikt nie chodził tak, jak on.

Potrzebowaliśmy tej rozmowy, chociaż jak zawsze, gdy w grę wchodził Beau, moja wyobraźnia wymykała się spod kontroli. Ale zauroczenie miejscowym niegrzecznym chłopcem musiało pozostać tajemnicą.

Nazajutrz rano mój samochód stał przed domem, tak jak Beau obiecał, a pod wycieraczką znalazłam karteczkę. Sięgnęłam po nią z ledwo dostrzegalnym uśmiechem.

„Dzięki za wczoraj. Tęskniłem za Tobą”.

Podpisał się jako „B”.

Rozdział 2

Cześć, Kochanie.

Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ale Internet działa tu, jak chce, a 4G nie istnieje, więc telefon się nie przydaje. Tęsknię za Tobą jak wariat! Myślę o Tobie całymi dniami i zastanawiam się, co robisz. My prawie cały czas spędzamy na wycieczkach. Wczoraj trafiliśmy na piękny wodospad. Po ośmiu kilometrach pod górę w upale lodowata woda była cudowna. Żałowałem, że Cię nie ma.

Mogę już chyba śmiało powiedzieć, że przyszłości nie zwiążę z wędkarstwem. Jestem w tym beznadziejny. Nie mogę się równać z Cade’em. Powiedział mi wczoraj, żebym się trzymał futbolu. LOL. Cieszę się z czasu spędzonego z nim. I jeszcze raz dziękuję Ci, że zrozumiałaś, jakie to dla mnie ważne. On mnie teraz potrzebuje. Jego starszy brat za rok wyjeżdża i chociaż zawsze będzie mógł zadzwonić, nie zobaczę jego treningów ani nie wesprę go przy pierwszym zauroczeniu. Staram się zawczasu podzielić z nim całą moją mądrością.

Kocham Cię, Ashton, bardzo. Jestem największym farciarzem na świecie.

Sawyer

Sawyerze,

tak się domyślałam, że brak odpowiedzi ma coś wspólnego z Internetem. Zasięg w górach na pewno nie jest doskonały. A zwłaszcza w takiej chacie na uboczu, w jakiej Wy mieszkacie. Ja też za Tobą tęsknię. Cieszę się, że masz okazję sprawdzić się jako starszy brat. Wiem, że to wiele dla niego znaczy.

Co do mnie, to pracuję sporo w kościele. W zasadzie nie mam nic do roboty, gdy Cię nie ma. Nie wychodzę w weekendy z domu. Głównie sprzątam kościół, a potem wypożyczam film. Leann i Noah są już oficjalnie parą. Ona, gdy nie pracuje, spędza czas z nim. W związku z tym zostałam sama. Przyzwyczaiłam się do bycia cały czas z Tobą. Uściskaj ode mnie Cade’a i Catherine.

Odliczam dni do Twojego powrotu.

Kocham Cię razy milion,

Ashton

Wysłałam list, a potem wpatrywałam się w monitor komputera. Trochę mnie dręczyło, że nie wspomniałam o Beau. Zaczęłam pisać, że podrzuciłam do domu jego i Nicole, ale w zasadzie nigdy o nim nie rozmawiamy. Sawyer mówił coś tylko czasem, gdy się o niego martwił. Od zawsze się nim zajmował. Beau był synem drugiego z braci Vincentów. Tego, który korzystał z życia, aż wjechał motorem w ciężarówkę. Beau był wtedy w pierwszej klasie. Pamiętam, że przez wiele miesięcy miał oczy przekrwione od płaczu. W środku nocy wymykał się z przyczepy i przychodził do mnie. Ja wychodziłam przez okno i całymi godzinami siedzieliśmy na dachu i wymyślaliśmy, co zrobić, żeby poczuł się lepiej. Zwykle kończyło się na psotach dużego kalibru i Sawyer musiał nas potem wyciągać z tarapatów. Sawyer jest synem dobrego z Vincentów, tego starszego, który studiował prawo i zbił fortunę na reprezentowaniu zwykłych ludzi w procesach z firmami ubezpieczeniowymi. Całe miasteczko kochało Harrisa Vincenta i jego żonę Samanthę – piękną, pobożną, grającą w tenisa i prowadzącą szkółkę juniorów, a także ich utalentowanego i do szpiku kości amerykańskiego najstarszego syna.

Nasze miasteczko jest niewielkie i jak w każdej małej miejscowości na Południu wszyscy wszystko o sobie wiedzą. Niczyja przeszłość nie stanowi tajemnicy. Przeszłość rodziców także. W Grove w stanie Alabama nie ma tajemnic. Powszechnie to wiadomo. Po prostu nie było takiej możliwości. Chyba że na polu. W mrokach pekanowego gaju otaczającego duże pole, na którym chłopaki Masonów urządzali swoje słynne imprezy, kłębiło się od sekretów. To jedyny teren, gdzie nie sięgał wzrok zasuszonych staruszek patrolujących okolicę z huśtawek na gankach i gdzie wszyscy wkoło byli zajęci swoimi występkami, więc naszymi się nie przejmowali.

Sięgnęłam po oprawione zdjęcie, które dał mi Sawyer. Przedstawiało nas na ostatniej imprezie. Widok jego życzliwego uśmiechu i jasnych, zielonych oczu sprawił, że poczułam się winna, chociaż nie zrobiłam nic złego. Po prostu nie wspomniałam, że wczoraj pomogłam Beau dostać się bezpiecznie do domu. A powinnam była. Odstawiłam fotografię z powrotem na biurko i podeszłam do szafy, żeby wybrać ciuchy. Grana wróciła już z odwiedzin u swojej siostry w Savannah. Mogłabym wpaść do domu starców, a potem zajrzeć do niej. Wtedy w jutrzejszym mailu napisałabym Sawyerowi, że odwiedziłam jego prababcię. Ucieszyłby się.

Gdy już zaliczyłam dobry uczynek i odwiedziłam prababcię Vincentową, skierowałam się do domu Grany. Nie mogłam się jej doczekać. Zawsze, gdy wyjeżdżała, tęskniłam jak głupia. Bez Sawyera i bez niej czułam się sama jak palec. Teraz przynajmniej ona wróciła.

Zdążyłam tylko zatrzasnąć drzwi, a Grana stanęła w progu, szeroko uśmiechnięta, z wysoką szklanką słodkiej mrożonej herbaty. Białe włosy ledwie sięgały jej do ramion i musiałam zagryźć wargę, żeby się nie uśmiechnąć. Przed wyjazdem mówiłam, że powinna obciąć włosy. Uważałam, że są za długie dla kogoś w jej wieku. Poinformowałam ją o tym, a ona mnie zbyła, jakbym nie wiedziała, o czym mówię. Ale widocznie zmieniła zdanie. Błysk w jej zielonych oczach sugerował, że wiedziała, o czym myślę.

– No proszę, któż to zdecydował się odwiedzić swoją Granę! Już myślałam, że będę musiała wystosować pisemne zaproszenie! – zażartowała. Roześmiałam się i weszłam po schodkach, żeby ją uściskać.

– Wróciłaś dopiero wczoraj – przypomniałam. Obwąchała moją bluzkę i odchyliła się, żeby mi spojrzeć w oczy.

– Ktoś był w domu dla staruszków, żeby odwiedzić prababcię swojego chłopaka, zanim zdecydował się wpaść do własnej babci!

– Przestań! Dałam ci czas, żebyś odpoczęła. Wiem, że podróże cię męczą.

Wzięła mnie za rękę i pociągnęła na huśtawkę. Diamentowe pierścionki zalśniły w blasku słońca. Wcisnęła mi w ręce zimną szklankę.

– Masz, napij się. Nalałam, jak tylko zobaczyłam, że podjeżdżasz.

Tutaj mogłam się odprężyć. To moja Grana. Ona nie oczekiwała, że będę doskonała. Zależało jej tylko, żebym była szczęśliwa.

– Rozmawiasz z tym swoim chłoptasiem teraz, kiedy wyjechał? Czy korzystasz z okazji i dobrze się bawisz z innym?

Mrożona herbata wróciła mi z przełyku do ust i pokręciłam głową, kaszląc przy tym strasznie. Jakim cudem zawsze wiedziała, co się dzieje? Jako jedyna!

– No to mów, co to za jeden? Aż się przez niego oplułaś. Chcę znać imię i przynajmniej kilka szczegółów.

Znów pokręciłam głową i spojrzałam jej w oczy.

– Nie ma nikogo. Zakrztusiłam się, bo zadałaś mi niedorzeczne pytanie. Czemu miałabym zdradzić Sawyera? On jest idealny.

Prychnęła pod nosem i poklepała mnie po kolanie.

– Nie ma idealnych mężczyzn, maleńka. Nie występują w przyrodzie. Nawet twój tatuś nie jest idealny. Choć tak o sobie myśli.

Zawsze żartowała z tego, że tata został pastorem. Mówiła, że jako dzieciak był utrapieniem. Kiedy opowiadała mi historyjki z jego dzieciństwa, oczy jej promieniały. Mogłabym przysiąc, że czasem tęskniła za tym, jaki był wtedy.

– Sawyer jest tak idealny, jak to tylko możliwe.

– No, nie wiem. Jechałam dzisiaj rano obok Lowrych i ten jego kuzyn, Beau, kosił im trawnik. – Zamilkła, pokręciła głową i uśmiechnęła się szeroko. – Nie ma drugiego chłopaka w tym mieście, który dorastałby do pięt Beau Vincentowi, kiedy nie ma na sobie koszulki.

– Grana! – Plasnęłam ją w rękę przerażona, że moja babcia podziwiała klatę Beau.

– No co? – Zachichotała. – Może jestem stara, Ashton, ale nie ślepa.

Mogłam sobie bez trudu przypomnieć, jak wygląda Beau bez koszulki i do tego spocony. W zeszłym tygodniu prawie spowodowałam stłuczkę, gdy mijałam ogródek Greenów, gdzie kosił trawę z nagim torsem. Nie dało się na niego nie patrzeć. Wmawiałam sobie, że tylko oglądam tatuaż na jego żebrach, ale wiedziałam, jaka jest prawda. Trudno było nie zauważyć umięśnionego brzucha. Było to wręcz niemożliwe. A tatuaż tylko dodawał zmysłowości.

– Nie jestem jedyną staruszką, która się na niego gapi. Po prostu tylko ja mam odwagę, żeby się do tego przyznać. Inne najmują go do koszenia trawników, a same siedzą schowane za firanką i się ślinią.

Za to kochałam Granę. Zawsze mnie rozśmieszała. Akceptowała życie takim, jakie było. Niczego nie udawała i nie zadzierała nosa. Była po prostu Graną.

– Nie mam pojęcia, jak wygląda Beau bez koszulki – skłamałam. – Wiem tylko, że sprawia kłopoty.

Grana zacmokała i odepchnęła się stopą, żeby znów nas rozbujać.

– Kłopoty mogą być bardzo przyjemne. To brak polotu i trzymanie się zasad sprawiają, że życie robi się nie do zniesienia. Jesteś młoda, Ashton. Nie każę ci zrujnować sobie przyszłości, ale pamiętaj, że odrobina emocji służy duszy.

Przywołałam obraz Beau rozwalonego wczoraj na siedzeniu obok mnie i zerkającego spod gęstych, zakręconych rzęs. Przyśpieszył mi puls. To nie była odrobina emocji, tylko śmiertelne zagrożenie!

– Dość gadania o chłopakach. Mam już jednego i następnego nie szukam. Powiedz, jak wyjazd.

Grana się uśmiechnęła i skrzyżowała nogi. Paznokcie u nóg miała pomalowane na wściekły róż. Na palcach huśtała szpilki bez pięt. Trudno uwierzyć, że to była matka mojego zasadniczego ojca.

– Chodziłyśmy w gości. Piłyśmy whisky sour. Nadrobiłyśmy zaległości w teatrach. Te sprawy.

Czyli normalna wizyta u ciotki Tabathy.

– Tatuś zajrzał do ciebie rano?

Westchnęła dramatycznie.

– Tak. Oczywiście pomodlił się za moją duszę. Ten chłopak nie ma pojęcia, co to jest przygoda. – Uśmiechnęłam się do szklanki z herbatą. Babcia była nie do podrobienia. – Tylko mu tego nie powtarzaj! Mam dość jego kazań. – Trąciła mnie nogą.

– Nigdy nie powtarzam.

Kolejny raz wprawiła huśtawkę w ruch.

– No więc, skoro nie zamierzasz sobie znaleźć seksownego, wytatuowanego chłopaka, żeby z nim spędzić lato, musimy coś zrobić we dwie. Nie możesz całe dnie sprzątać kościoła. Gdzie tu miejsce na zabawę?

– Zakupy! Chodźmy na zakupy! – zaproponowałam.

– Dobrze! Pójdziemy! Ale nie dzisiaj. Muszę się rozpakować i posprzątać. Umówimy się na koniec tygodnia. Tylko ty i ja. Może przy okazji znajdziemy sobie jakichś kawalerów.

Pokręciłam głową i zbyłam jej prowokacyjny komentarz śmiechem. Babcia nie przepadała za Sawyerem. Jako jedyna w mieście nie była przekonana, że jest chodzącą świętością.

Pogadałyśmy jeszcze chwilę o zakupach, a potem skierowałam się do domu. Udało mi się spędzić większą część dnia poza moim pokojem. Wieczór mogłam poświęcić na czytanie.

Na szczęście rodziców jeszcze nie było, gdy podjechałam pod dom.

Gdybym zastała tatę, na pewno wymyśliłby mi coś do zrobienia w kościele. Nie miałam nastroju na sprawdzanie, czy przy każdej ławce leży śpiewnik, i mycie stolików w sali szkółki niedzielnej. Chciałam poczytać romansidło i przez jakiś czas pożyć życiem bohaterów.

Poszłam do swojego pokoju zmienić ubranie cuchnące środkiem do dezynfekcji i starymi ludźmi. W tej chwili zabrzęczał mój telefon. Dostałam esemesa. Sięgnęłam do kieszeni, wydobyłam komórkę, a potem zamarłam, zapatrzona w wyświetlacz. Szalały we mnie emocje.

Beau: Spotkajmy się przy Dziurze.

Dziura to mały staw na samym końcu posiadłości rodziców Sawyera. Chciał się tam ze mną spotkać sam na sam? Dlaczego? Na myśl, co może planować, serce zaczęło mi bić szybciej. Zerknęłam na książkę, której zamierzałam się poświęcić, i stwierdziłam, że popołudnie w lesie spędzone w towarzystwie Beau Vincenta jest o wiele bardziej emocjonujące. Gdzieś w głębi mnie odezwało się poczucie winy i usiłowało się przedrzeć przez gwałtowne, złowróżbne pragnienie zrobienia czegoś zakazanego. Żeby się nie opamiętać i nie zmienić zdania, szybko odpisałam:

Ja: Będę za 15 min.

Serce waliło mi z podenerwowania i podniecenia, a może ze strachu, że zostanę przyłapana. Chociaż nie robiłam przecież nic złego. Beau był moim przyjacielem. W pewnym sensie. On też czuł się samotny. Przecież nie jechałam do Dziury, żeby się z nim obściskiwać. Pewnie po prostu chciał dokończyć wczorajszą rozmowę. Teraz był trzeźwy. Chciał dopilnować, żebym wszystko dobrze zrozumiała. Nie będziemy nawet pływać.

Beau: Weź kostium.

No dobra. Może będziemy pływać. Nie odpisałam. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Powinnam odmówić. Ale zawsze robiłam to, co powinnam. Zawsze. Ten jeden raz postanowiłam zachować się tak, jak chciałam. Poluzowałam niegrzecznej dziewczynce smycz.

Podeszłam do szafy i namacałam na najwyższej półce reklamówkę wepchniętą pod ściankę. Czerwone bikini kupiłam dla Sawyera, ale go nie włożyłam, bo bałam się, że będzie niezadowolony. Zostało na dnie torby. Wiele razy po nią sięgałam, ale nigdy nie wyjęłam. To był nieprzemyślany zakup i miałam niemal pewność, że kostium rozpadnie się ze starości, a ja nigdy go nie włożę. Teraz go wkładałam i prawie widziałam zachęcający uśmiech Grany, która sama zmusiła mnie do tego zakupu.

– I jak ci się to podoba, babciu? – szepnęłam do siebie, a potem zachichotałam.

Gdybym się czasem zastanawiał, czy moja dusza jest tak czarna, jak myśli całe miasto, w chwili, gdy Ashton wysiadła z auta, wyglądając jak anioł zstępujący z nieba, musiałbym przyznać, że zostanę skazany na piekielne męki. Napisałem do niej z prośbą o spotkanie, żeby sobie przypomnieć, jak bardzo jest nietykalna. Uznałem, że jej odmowa będzie sygnałem, żebym się opamiętał i przestał obsesyjnie o niej myśleć. Ale ona się zgodziła, a moje głupie, złe serce zaryczało z rozkoszy. Widziałem, jak zwalnia, gdy jej śliczne zielone oczy napotykają mój wzrok. Chciałem podejść i zapewnić, że będę grzeczny. Że chcę tylko porozmawiać i popatrzeć, jak się rozpromienia, gdy się śmieje, albo jak w chwilach zdenerwowania skubie dolną wargę. Ale nie mogłem dać się ponieść temu pragnieniu. Nie należała do mnie. Już od dawna. Nie powinna tu przychodzić, a ja nie powinienem tego proponować. Nie podszedłem, żeby złożyć jakieś obietnice, tylko stałem oparty o drzewo, z szatańską miną i nadzieją, że odwróci się i ucieknie.

Ruszyła w moją stronę i idealnymi, białymi zębami zagryzła dolną wargę. Stanowczo zbyt wiele razy fantazjowałem o tych ustach. Krótkie spodenki całkiem odsłaniały jej długie, opalone nogi, na których widok miałem ochotę iść w niedzielę do kościoła i dziękować Bogu, że ją stworzył.

– Cześć – odezwała się pierwsza i się zarumieniła.

Niech to szlag, była boska. Nigdy niczego nie zazdrościłem Sawyerowi. Kochałem go jak brata. Z całej rodziny kochałem tylko jego. Gdy coś mu się udawało, w głębi duszy cieszyłem się z nim. Trwał przy mnie przez całe moje trudne dzieciństwo i prosił rodziców, żeby pozwalali mi zostawać na noc w te wieczory, kiedy za bardzo się bałem wrócić do ciemnej, pustej przyczepy. Zawsze miał wszystko, czego mnie brakowało: idealnych rodziców, perfekcyjny dom i cudowne życie. Ale nic się nie liczyło, bo ja miałem Ashton. Jasne, trzymaliśmy się we trójkę, ale Ash należała do mnie. Była partnerką w zbrodni, osobą, której zwierzałem się z lęków i marzeń, moją bratnią duszą. A potem w życiu Sawyera wszystko się ułożyło jak zawsze doskonale i dostał także moją dziewczynę. Jedyne na świecie, co mogłem nazwać swoim, przypadło jemu.

– Przyjechałaś – odpowiedziałem w końcu.

Zarumieniła się jeszcze bardziej.

– Tak. Choć sama nie wiem, dlaczego.

– Ja też nie – odparłem, bo w końcu mówiliśmy szczerze.

Odetchnęła głęboko i oparła ręce na biodrach. Niezbyt udana pozycja, zważywszy, że jej piersi okrywała tylko góra od bikini. Na ich widok zaczynałem się ślinić. Rozbudzały mnie bardziej, niż powinny, więc siłą oderwałem wzrok od jej dekoltu.

– Słuchaj. Nudzi mi się bez Sawyera. Leann albo kelneruje u Hanka, albo spędza czas z Noah. Chyba chciałabym, żebyśmy się znów… przyjaźnili. Przez osiem lat byłeś moim najlepszym przyjacielem. Zależy mi, żeby znów tak było.

Chciała się ze mną przyjaźnić? Jak, do cholery, miałem to zrobić? Pragnąć jej, ale nigdy nie znajdować się na tyle blisko, żeby móc jej dotknąć, to jedno. Lecz teraz prosiła o coś, czego być może nie mogę jej dać. Tylko co z tego, skoro błagalny wyraz jej oczu uniemożliwiał mi odmowę.

– Dobra – zgodziłem się, a potem ściągnąłem podkoszulek. – Chodźmy popływać.

Nie chciałem patrzeć, jak zdejmuje mikroskopijne szorty. To znaczy, z jednej strony o niczym bardziej nie marzyłem, ale wiedziałem również, że moje serce tego nie wytrzyma. Może było czarne, ale mogło doznać zapaści.

Chwyciłem gałąź nad głową i wciągnąłem się na nią. Potem po grubym konarze podszedłem do rozhuśtanej liny. Przez chwilę znów byłem dzieciakiem frunącym ponad lustrem wody. Puściłem sznur, zrobiłem salto i gładko zanurkowałem. Wynurzyłem się i szybko odwróciłem w stronę Ash, z nadzieją, że załapię się na rozbieranie. Ale szortów nie było już w zasięgu wzroku, a Ashton szła do sznura. Już widywałem ją w bikini, ale po raz pierwszy pozwoliłem sobie cieszyć się tym widokiem. Serce tłukło mi się w piersi jak oszalałe i nie mogłem oderwać od niej wzroku. Wspinała się na drabinkę, którą zrobiłem lata temu z kawałków drewna, żeby ułatwić jej wchodzenie na drzewo. Powoli przeszła po gałęzi, a zanim chwyciła linę i rozhuśtała ją nad wodą, uśmiechnęła się do mnie wyzywająco. Wykonała piruet w powietrzu, potem pełne salto i zanurkowała. Trzy długie popołudnia zajęło mi uczenie jej, jak zrobić salto po puszczeniu się liny, żeby potem czysto wejść w wodę. Miała wtedy osiem lat i chciała robić wszystko to, co ja i Sawyer.

Wynurzyła się i odchyliła głowę, a dłońmi odgarnęła z twarzy mokre włosy.

– Liczyłam, że jest zimniejsza – oznajmiła i uśmiechnęła się triumfalnie.

– Jest trzydzieści pięć stopni i temperatura stale rośnie. Przed końcem miesiąca będzie tu jak w wannie – oznajmiłem i udawałem, że kropelki zwisające z jej długich rzęs nie działają na mnie hipnotyzująco.

– Tak, pamiętam. Spędziłam w tym bajorku tyle samo wakacji, co ty. – Zamilkła, jakby chciała nam obojgu przypomnieć, czyje to bajoro.

Chciałem, żeby czuła się przy mnie dobrze. Jeśli rozmowa o Sawyerze jej w tym pomoże, w porządku, możemy o nim mówić. Poza tym, mnie też nie zaszkodzi ciągłe napominanie, do kogo należy.

– Słusznie. Wybacz, ta nowa Ashton nie przypomina Ash, którą znałem. Czasem zapominam, że idealna dziewczyna Sawyera to ta sama osoba, która wciągała mnie w błotne zapasy tam, na brzegu.

Łagodny uśmiech Ash błyskawicznie zmienił się w nadąsany grymas.

– Byłabym wdzięczna, gdybyś przestał się zachowywać tak, jakbym się stała kimś innym. Dorosłam, dobrze, ale jestem tą samą dziewczyną. Poza tym ty też się zmieniłeś. Stary Beau nie ignorowałby mojego istnienia, bo jest zbyt zajęty obściskiwaniem się ze swoją laską.

Wiele rzeczy mógłbym na to odpowiedzieć, ale wiedziałem, że nie powinienem. Ze względu na Sawyera. Musiałem pilnować przyjaznych stosunków.

– Nie, ale stary Beau nie był taki napalony. – Mrugnąłem zawadiacko i chlapnąłem jej wodą w twarz.

– Racja. Stała obecność kogoś takiego jak Nicole musi być wyzwaniem. Rozumiem, dlaczego dawna przyjaciółka plasuje się w rankingu priorytetów niżej niż bzykanko.

Gdybym wiedział, że Ashton liczy na moje zainteresowanie, odepchnąłbym Nicole i poświęcił się jej. Ale po co, skoro cały czas tkwiła w objęciach Sawyera, a ja potrzebowałem rozproszeń, które Nicole mi zapewniała. Do tego też nigdy nie będę mógł się przyznać.

– Nicole nie jest zbyt skromna – zauważyłem tylko, żeby zwalić winę na nią.

Ashton uśmiechnęła się szeroko i w jej policzku zrobił się dołeczek, którym się fascynowałem, odkąd ją pierwszy raz zobaczyłem.

– Nicole nie zna definicji słowa „skromność”. Za to jest dobrze zapoznana z pojęciem „wulgarności”.

Łudziłem się czy naprawdę usłyszałem w jej głosie nutkę zazdrości? Cholera, dlaczego myśl, że Ashton mogłaby być o mnie zazdrosna, aż tak mnie uszczęśliwiała?

– Nie jest taka zła. Po prostu zdobywa to, czego chce – wyjaśniłem i czekałem na reakcję.

Na twarzy Ash pojawił się wyraz poirytowania i wyraźnie się spięła. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Podobało mi się, że ją wkurza, gdy staję w obronie Nicole. Cieszyłem się myślą, że czuje do mnie cokolwiek więcej niż przyjacielską sympatię, nawet, jeśli nigdy nie będę dla niej dość dobry. Nie będę Sawyerem, ale świadomość, że choć odrobinę jej na mnie zależy, bardzo dobrze mi robiła.

– Masz fatalny gust – zawyrokowała.

Obserwowałem, jak dopływa do pomostu, a potem wspiera się na rękach, żeby usiąść na krawędzi, zapewniając mi rozkoszny widok na ledwie zakrytą pupę. Minutę trwało, zanim zdołałem sobie przypomnieć, o czym mówiliśmy. W moim otumanionym pożądaniem mózgu było miejsce tylko dla wilgotnego ciała Ashton. Pokręciłem głową, aby uporządkować myśli, i przypomniało mi się, że powiedziała coś na temat mojego gustu. Gdyby tylko wiedziała, o czym mówi…

– Rozumiem, że Sawyer ma lepszy? – spytałem i podpłynąłem do niej.

Zmarszczyła czoło i zagryzła dolną wargę. Nie takiej reakcji się spodziewałem. Chciałem, żeby się uśmiechnęła.

– Choćby dlatego, że go nie gwałcę przy ludziach. Ale oboje wiemy, że stać go na więcej.

Co to, do diabła, miało znaczyć?!

– Tak myślisz? – Starałem się brzmieć swobodnie, ale ponad wszystko pragnąłem się dowiedzieć, kto zasiał w jej głowie myśl, że nie jest dla niego wystarczająco dobra.

Zerknęła na mnie i uśmiechnęła się smutno. Późnopopołudniowe słońce świeciło za jej plecami i sprawiało, że jasne włosy wokół twarzy wyglądały jak aureola. Przypominała anioła. Nietykalnego, chyba że jest się idealnym Sawyerem Vincentem.