Uwikłani. Grzeszne noce - Laurelin Paige - ebook
Opis

EKSCYTUJĄCY DODATEK DO BESTSELLEROWEJ SERII UWIKŁANI AUTORSTWA Laurelin Paige!

Norma Anders jest ambitna i niezwykle pracowita, dzięki czemu wspięła się wysoko po szczeblach kariery w Pierce Industries. W pracy to ona jest szefem i wydaje polecenia podwładnym, jednak jest sfera życia, w której Norma wolałaby oddać pierwszeństwo innym. Kobieta marzy o silnym mężczyźnie, który zdominuje ją w sypialni.

Kiedyś próbowała zawrócić w głowie Hudsonowi Pierce’owi, ale on odrzucił jej zaloty. Norma obawia się, że jej serce i ciało nie znajdą ukojenia w ramionach wymarzonego kochanka. Nie wie jednak, że obserwuje ją ktoś, kto widzi w niej nie tylko świetną szefową, ale niezwykle seksowną kobietę.

Boyd jest młodszym asystentem Normy i to on zacznie wydawać rozkazy, które ona będzie musiała wykonać.

Czy Boyd spełni wszystkie grzeszne fantazje Normy?

_

Laurelin Paige - amerykańska pisarka, autorka powieści erotycznych i romansów. Miłośniczka seriali typu „Gra o tron” czy „Walking Dead”. Wielbicielka Michaela Fassbendera. Członkini Międzynarodowego Klubu MENSA. Prywatnie żona i matka trzech córek.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 144

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Rozdział 1

Lipiec

Otworzyłam drzwi i wyszłam na dach, wdzięczna za panującą wokół pustkę, ale nie za gorące, wilgotne nocne powietrze. Ucieczka. To było to. Bardzo tego potrzebowałam.

Podeszłam do balustrady i spojrzałam na ulicę w dole, ale moja uwaga wciąż skupiała się na scenie, która dopiero co się rozegrała na moich oczach. Niezręczna, okropnie zawstydzająca scena. Jęknęłam na głos. Wciąż widziałam w myślach minę Hudsona, kiedy przycisnęłam go do ściany w korytarzu i pocałowałam. Wciąż słyszałam niechęć w jego głosie, gdy mnie odepchnął i powiedział: „Nie chcesz tego, co mam do zaoferowania, Normo. Wierz mi”.

Tylko że ja naprawdę tego chciałam. Albo jedynie tak mi się wydawało. Po serii rozczarowań mężczyznami, z którymi się spotykałam, a którzy nie potrafili mnie zaspokoić w sypialni, dotarło do mnie, że pragnę kochanka pewnego siebie i potężnego, jak Hudson Pierce. Mężczyznę, który by mnie kontrolował i miał nade mną władzę w każdy możliwy sposób. Myślałam, że tylko taki facet zniesie to, że jestem mądrą, odnoszącą sukcesy kobietą, i nie przytłoczy go to. Od wielu lat jestem jego prawą ręką jako jego główna dyrektorka finansowa, więc czy nie pasowałabym do niego też w innych aspektach? Moglibyśmy stworzyć potężną parę. Ten potencjał był jednocześnie przerażający i podniecający.

Najwyraźniej on uważał inaczej.

Przejrzałam w głowie moje wady, jakby to były punkty w prezentacji w Power Poincie.

Za stara (trzydziestoczterolatka, zaledwie o krok od trzydziestki piątki).

Zbyt poważna (jak inaczej kobieta miałaby dojść tam, gdzie teraz jestem, w świecie biznesu?).

Zbyt niezależna (nie byłam zależna od nikogo, chociaż wolałam prawdziwego faceta zamiast siedemnastocentymetrowego chłopaka na baterie).

Zbyt… nieblond (a właśnie taki kolor włosów miały najczęściej kobiety Hudsona).

Znowu jęknęłam. Głupia, głupia, głupia. Co ja sobie, do cholery, myślałam? Najwyraźniej wcale nie myślałam. Nawet nie mogłam zrzucić winy za moje zachowanie na alkohol – mimo że na imprezie go nie brakowało, przez cały wieczór piłam tylko wodę. Mieliśmy świętować. Pierce Industries właśnie zamknęło najbardziej dochodowy rok od lat, a ja w znacznym stopniu przyczyniłam się do tego sukcesu. Byłam głupia, bo myślałam, że lepiej będzie to świętować poprzez ogłoszenie szefowi, że coś do niego czuję, niż wzniesienie toastu ze współpracownikami.

Boże, poniedziałek będzie straszny. Jak mam spojrzeć Hudsonowi w twarz, nie czerwieniąc się jak burak?

Drzwi za mną trzasnęły nagle. Zaskoczona odwróciłam się w tamtym kierunku i odetchnęłam, gdy zobaczyłam mojego asystenta Boyda. Podszedł do barierki, a ja przyjrzałam mu się od stóp do głów i niemal westchnęłam. Byłam prawie pewna, że kochałam się w Hudsonie, ale jednocześnie na pewno pożądałam Boyda Barretta. Jego idealnie skrojony garnitur podkreślał wąskie biodra i umięśnione ramiona. Włosy opadały mu na oczy, jakby miał gdzieś to, jak się prezentuje, jednak uzyskanie takiego „niedbałego” wyglądu wymagało precyzji, musiał spędzić nad fryzurą trochę czasu… Tak, zdecydowanie był dziełem sztuki.

Był też dobrym asystentem. Pracował dla mnie od roku i udowodnił, że jest najlepszym pracownikiem, jakiego miałam. Nie tylko dlatego, że cieszył oczy.

Jezu, naprawdę musiałam kogoś przelecieć. Spędzałam za dużo czasu z moim szefem i podwładnym. Jeszcze chwila, a zacznę kogoś molestować.

Nigdy nie próbowałam poderwać Boyda. Był moją prawą ręką, chociaż miał tylko dwadzieścia sześć lat. Ten szczegół często przyćmiewał jego zdolności i kompetencje. Przypomniałam sobie o tym, gdy przyglądałam się jego gładkiej niczym pupcia niemowlęcia twarzy – na której zazwyczaj nosił nerdowskie okulary w grubej oprawce – i młodemu, wysportowanemu ciału. Pewnie pod tymi wszystkimi ubraniami krył się solidny sześciopak… Założę się, że byłby w stanie pieprzyć mnie godzinami.

Nagle zrobiło mi się gorąco, więc odwróciłam się, by spojrzeć na miasto pode mną, zanim moje myśli staną się zbyt zboczone.

– Odnalazłeś fortecę samotności. – Miałam nadzieję, że mój głos nie zdradził brudnych fantazji. – Chyba że szukałeś mnie? – dodałam, zdawszy sobie sprawę, że mógł potrzebować podpisu lub dyrektywy. Mimo że był piątkowy wieczór, nie zdziwiłabym się, gdyby Boyd wciąż pracował. Był takim samym pracoholikiem jak ja.

Uniósł nogę i oparł ją o najniższy szczebel barierki.

– Właściwie to tak. Zauważyłem, że wymknęłaś się z przyjęcia i chciałem się upewnić, czy wszystko w porządku.

Ugh. Jak miałam na to odpowiedzieć? Czułam się jak gówno, ale było okej. Jak zawsze. Właśnie taka jestem – silna i wytrwała. Nawet gdy publicznie się mnie upokarza. Nawet gdy jestem zmuszona przyznać, że nigdy nie prześpię się z facetem, w którym się zakochałam.

Chociaż w życiu nie powiedziałabym o tym swojemu pracownikowi. Uśmiechnęłam się mimo napięcia, by rozwiać jego zmartwienia.

– Wszystko w porządku.

– To kłamstwo. Wcale nie jest w porządku.

Nietypowa odpowiedź Boyda zbiła mnie z pantałyku. Odwróciłam głowę w jego stronę i uniosłam brew, otwierając usta zdziwiona jego bezpośredniością.

Jednak on przemówił pierwszy tonem z nutą władczości.

– Zapytam tylko raz, Normo, i tym razem oczekuję szczerej odpowiedzi… Co się stało?

Głębia tego rozkazu, to, jak jego niebieskie oczy się we mnie wbijały, ten mroczny, zmysłowy sposób, w jaki wypowiadał moje imię (chociaż nigdy tego nie robił, a ja nienawidziłam swojego imienia) – to wszystko było jak benzyna podsycająca ogień, który wzniecił we mnie ten chłopak.

Nie – ten mężczyzna.

Żar przebiegł po moim kręgosłupie i skupił się w moim wnętrzu, budząc zmysły, podniecając mnie, doprowadzając moje kolana do drżenia. A Normie Anders rzadko drżały kolana. Nigdy nie dostrzegłam tej strony Boyda i nie znałam też siebie od tej strony, ale, cholera, spodobało mi się to.

Wciąż czekał na moją odpowiedź, patrząc na mnie cierpliwie i jednocześnie żądając odpowiedzi. W tej chwili powinnam była zastanawiać się, jakie słowa ukoiłyby tę dziwną otaczającą nas energię, jednak mogłam myśleć tylko o tym, jak hipnotyzujące są jego oczy. Nurtowało mnie, czy założył soczewki kontaktowe, czy jego okulary do pracy były tylko na pokaz.

Więc gdy się odezwałam, nie myślałam… Po prostu zareagowałam instynktownie.

– Próbowałam kogoś poderwać – wyjąkałam, jakby moje ciało zupełnie podporządkowało się Boydowi. – To było głupie. I nieodwzajemnione.

Boydowi drgnęła powieka, pewnie wkurzył się tym, że zadał sobie tyle trudu, by uzyskać wyznanie, a usłyszał tylko: „Jakiś chłopak mnie zranił”. Nawet ja wiedziałam, że to słaba wymówka. Chociaż ten problem nie wydawał mi się nic nieznaczący. Bolało mnie to, co się stało. A w szczególności nie podobało mi się to, jaka się czułam przez to słaba, choć chciałam tylko potwierdzić swoje uczucia.

– To nie był podryw, który przyszedł mi z łatwością. Myślałam o tym od dawna i sądziłam, że to będzie naturalny krok w rozwoju naszej relacji.

Może to z powodu lekko przechylonej głowy Boyda lub jego wydętych warg, ale chciałam powiedzieć mu więcej. A może po prostu potrzebowałam wyrzucić z siebie emocje, które w sobie dusiłam?

– Nie mam pojęcia, jak mógł mnie nie zauważyć. Jestem tu każdego dnia, tuż pod jego nosem. A mimo to nawet na mnie nie spojrzy, chyba że ma do mnie jakiś interes. Wyobrażasz sobie, jakie to uczucie? Chwali mnie za moją pracę, ale nigdy nie zauważa we mnie atrakcyjnej osoby płci przeciwnej. Jak można pracować ramię w ramię od lat i nie zauważyć nawet jednego mojego flirciarskiego spojrzenia?

Odrzuciłam głowę w tył, wkurzona na siebie za ten wybuch emocji. W tej chwili marzyłam o tym, by mój asystent zignorował to, co powiedziałam, i sobie poszedł. Nie chciałam, żeby zaczął mnie pocieszać.

Jednak on wcale tego nie próbował. Zamiast tego bez wahania odpowiedział na moje hipotetyczne pytanie:

– Tak, wiem, jak to jest.

Oddech ugrzązł mi w gardle, bo zrozumiałam, o kim mówił. Tylko z jedną osobą pracował ramię w ramię, a wcześniej nie pracował wcale, bo jeszcze studiował.

Po raz drugi tego wieczoru kolana się pode mną ugięły. Poczułam w żołądku motyle, których chciałam się pozbyć, ale nie mogłam.

Ostrożnie, powoli odwróciłam głowę w stronę Boyda. Nie znajdowałam na to odpowiedzi. Nic mi nie przychodziło do głowy, gdy patrzyłam na jego silną szczękę i krzywiznę podbródka. Boyd coś do mnie czuł? Nie zastanawiałam się nad tym wcześniej. Jasne, lubiłam sobie wyobrażać, jak wygląda nago, ale to były tylko pozbawione uczuć fantazje. Byłam od niego osiem lat starsza. I byłam jego szefową. Romans między pracownikami nie należał do mądrych decyzji, tym bardziej że firma stanowczo zakazywała bliższych relacji osoby zarządzającej z podwładnym.

Och. Chwila.

Hudson mógł przecież rozpatrywać „naszą” sprawę w tych samych kategoriach.

A ja poczułam się zraniona z powodu jego odrzucenia. Ten powód wystarczył, bym wysłuchała Boyda.

Ale ponadto chciałam go wysłuchać ze względu na to, jak się czułam po jego wyznaniu: niepewna, zdenerwowana i podniecona.

Jednak to był zły pomysł. Cudownie boski zły pomysł.

Boyd przerwał moją wewnętrzną debatę.

– Za dużo myślisz.

Poczułam ucisk w płucach, gdy próbowałam zachować spokojny ton głosu podczas odpowiedzi:

– To z przyzwyczajenia.

– Teraz musisz przestać myśleć i posłuchać. – Jego głos znowu wyrażał dominację, której musiałam się poddać.

– Okej.

Wbił we mnie spojrzenie i powiedział:

– Hudson Pierce nie jest mężczyzną dla ciebie.

Rozdziawiłam usta. Nigdy mu nie powiedziałam, że chodzi o Hudsona. Pracowałam głównie z mężczyznami. Czy to było bardziej oczywiste, niż sądziłam?

Boyd nie dał mi więcej czasu na zastanowienie.

– Podoba ci się, bo część ciebie potrzebuje silnego, kontrolującego mężczyzny, ale taki ktoś jak on nigdy nie pozwoliłby ci być tak silną i niezależną kobietą, jaką jesteś teraz. Zawsze konkurowałby z tobą w pracy i relacjach z ludźmi i zawsze byłabyś niespełniona.

Jego słowa bolały, a prawda niczym szpilka przebijała bańki iluzji, które stworzyłam odnośnie do mojego pracownika i siebie. Próbowałam zatrzymać powietrze, łatając w nich dziury.

– Ale może ja właśnie tego potrzebuję?

– Tak, potrzebujesz tego. – Jego bezpośrednie wyznanie przyprawiło mnie o zawroty głowy. – Ale tylko w pewnych kwestiach.

– Takich jak?

– Sypialnia. – Nie zbliżył się do mnie, jednak miałam wrażenie, jakby między nami nie było przestrzeni, a powietrze buzowało energią, od której mrowiło mnie między udami. – Tam potrzebujesz mężczyzny, który powali cię na kolana.

– To bardzo… – Trafne. – …niejasne. – Moje serce biło niczym bęben i czułam jego pulsowanie aż w uszach, a każdą sekundę wypełniały tysiące uderzeń.

Zaśmiał się. Ten dźwięk tylko bardziej mnie podniecił.

– A więc wyobraź sobie coś takiego. Wyobraź sobie mężczyznę, który nigdy nie miesza się do twoich decyzji biznesowych, tylko je wspiera. Chętnie przyjmuje twoje rady i wskazówki. Podziwia to, jak zajmujesz się swoim rodzeństwem i wszystkimi wokół ciebie. I to, że żyjesz w takim porządku i ładzie. A potem przyprowadzasz go tutaj, na tę imprezę. Gdy już spełnisz swoje obowiązki i będziesz gotowa, gdy dasz sygnał, on przejmie kontrolę.

– Jak przejmie kontrolę? – Mój oddech rwał się tak bardzo, że niemal wyszeptałam te słowa.

Uniósł rękę, by mnie uciszyć, a jego palec znalazł się zaledwie kilka milimetrów od moich ust, chociaż ostatecznie mnie nie dotknął.

– Właśnie do tego zmierzam.

Z trudem powstrzymałam się, by nie przycisnąć się do niego bardziej, by nie musnąć ustami jego skóry.

W jego oczach pojawił się błysk, jakby rozpoznał moją wewnętrzną walkę i się nią cieszył. Opuścił rękę – przysięgam, robił to wszystko tylko po to, by mnie torturować – i oparł się dumnie o barierkę.

– Powie ci, że masz iść do sali konferencyjnej B. Zostawisz zgaszone światło, ale żaluzje będą odsłonięte, byście mogli dobrze się widzieć dzięki światłu księżyca. Zdejmiesz buty i odsuniesz krzesło od biurka. Potem pochylisz się nad blatem z rękami wyciągniętymi przed siebie, z wypiętym tyłkiem. I będziesz czekać.

Każde jego słowo nadszarpywało moją przyzwoitość, stawiało moje podniecenie na baczność, jak pies stawia uszy, gdy widzi swoją smycz i wie, że zostanie wyprowadzony na spacer.

– A co, jeśli ktoś wejdzie? – Jednak tak naprawdę chciałam zapytać: co mam zrobić, by znaleźć się na tej smyczy?

– To nie będzie twoim zmartwieniem. – Boyd cmoknął. – Pozwolisz, by on się tym martwił. Nie będziesz kwestionować jego poleceń. Gdy dostaniesz od niego sygnał, oddasz mu nad sobą władzę. Będzie wydawał rozkazy. I żadnych kłótni, żadnego wahania.

Nigdy nie miałam kochanka, który przejąłby kontrolę. Odnosiłam wrażenie, że w każdym aspekcie życie wcielałam się w rolę samca alfa i mężczyźni, z którymi się umawiałam, byli moim zupełnym przeciwieństwem. Nie chciałam tego, po prostu tak się działo. Mężczyźni właśnie tak się zachowywali.

Ale co, jeśli jakiś mężczyzna okaże się inny? Zastanawiałam się, czy śpiewna nuta w moim głosie zdradzała, jak często marzyłam o takim scenariuszu, gdy pytałam:

– I co się wtedy stanie?

Boyd zmrużył oczy, przyglądając mi się. Jego wzrok pozostał na moich ustach tak długo, że zaczęłam się zastanawiać, czy zaraz mnie pocałuje.

W końcu odpowiedział:

– To, co stanie się potem, lepiej pokazać, niż powiedzieć.

Wyprostowałam się, zwiększając dystans między nami. Nagle przeszliśmy od czystych fantazji do realnych możliwości i szybko lecieliśmy w stronę rzeczywistości. Oczyściłam myśli na tyle, by rozpoznać, że to niewłaściwe. Ta cała rozmowa nie była właściwa. I sprawiała wrażenie niebezpiecznej.

Była też odurzająca. Boyd wiedział o mnie rzeczy, które ja sama dopiero zaczynałam pojmować. Rzeczy, które desperacko chciałam odkryć.

Mimo to powinnam być odpowiedzialna. Musiałam być.

– Ze zbyt wielu powodów jest to po prostu zły pomysł. – Nieźle powiedziane. Koniec tematu.

– Tak, to prawda – zgodził się. – Ale zapomnij o nich. – Ostatnie zdanie było rozkazem.

Walczyłam z tym rozkazem, chcąc tego, co sugerował.

– Chyba nie jestem osobą, która by to potrafiła.

– Oczywiście, że jesteś. – Pochylił się nad moim ramieniem, a jego oddech musnął skórę mojej szyi. – Tylko jeszcze nie spotkałaś odpowiedniego faceta, który by ci w tym pomógł.

Zadrżałam, czując żar jego insynuacji.

– I sądzisz, że ty jesteś tym facetem?

– Wiem, że nim jestem. – Przesunął ustami po linii mojej szczęki. Nie, nie dotknął mnie nimi, ale czułam na sobie jego gorący oddech. – Pozwól, że ci pokażę, kim jestem. Pozwól mi pokazać ci, kim ty jesteś.

Rozdział 2

Po raz kolejny zerknęłam na zegarek na moim nadgarstku. Czekałam na Boyda już od dwunastu minut. Rozciągnęłam ramiona na stole konferencyjnym przede mną. Na początku uczucie było przyjemne, jednak ta pozycja szybko stała się nienaturalna i męcząca psychicznie, a przede wszystkim fizycznie. Dwanaście minut to sporo, by przemyśleć sytuację. Stworzyłam w myślach listę za i przeciw i aktualnie mogłam uznać, że było więcej przeciw.

To wbrew polityce firmy.

Między nami jest różnica ośmiu lat.

Kontynuowanie pracy z kimś, kogo się pieprzyło, jest niemal niemożliwe.

To Boyd! Słodki dzieciak, który przeglądał moje maile, odbierał telefony i przynosił mi kawę! Czy naprawdę mógł być taki dobry w te klocki?

Seks w siedzibie firmy to koszmarny pomysł.

Ostatni punkt na liście miał podpunkty:

To było nieodpowiedzialne.

Ktoś może nas przyłapać.

Możemy znaleźć się na nagraniach z kamer.

Ciężko będzie o tym zapomnieć, bo przynajmniej dwa razy w tygodniu mam w tej sali spotkania.

Gdybym patrzyła na problem przez pryzmat minusów, to uznałabym, że nawet nie powinnam rozważać tego pomysłu. Ale była jedna rzecz, która kazała mi tkwić przy tym stole, taki plus, który miał większe znaczenie niż wszystkie minusy razem wzięte, a można to było wyrazić zaledwie dwoma słowami: co jeśli?

Co, jeśli to była moja jedyna okazja, by odkryć tę stronę swojej osobowości?

Co, jeśli nigdy nie spotkam nikogo chętnego zdominować osobę dominującą?

Co, jeśli Boyd nie był tylko chłopcem do sypialni?

Co, jeśli był dokładnie tą osobą, której szukałam?

Więc stałam i czekałam na niego. Nawet gdy mój zegarek wskazywał, że upłynęło już szesnaście minut. Z każdą mijającą sekundą miałam więcej wątpliwości, ale również narastało we mnie podekscytowanie związane z nowymi możliwościami. I moje podniecenie.

Nie przeszkadzało mi to, że moja bielizna leżała teraz na krześle Hudsona. Może to było zachowanie pasywno-agresywne, ale chciałam krzyknąć do Hudsona „wal się” za tę politykę firmy i to, że mnie odrzucił.

Jednak gdy minęło dwadzieścia minut, musiałam zmierzyć się z tym, że mogłam zostać wystawiona. Jęknęłam cicho, czując w brzuchu ucisk zawodu wielkości kuli do kręgli, i zaczęłam się podnosić.

– Oprzyj twarz na stole. – Usłyszałam za sobą głos Boyda, bardziej władczy niż kiedykolwiek.

Poczułam boski dreszcz przebiegający po kręgosłupie i pochyliłam się nad blatem.

– Zaczynałam podejrzewać, że się rozmyśliłeś – powiedziałam z dziko bijącym sercem.

– Jeśli show ma się udać – odrzekł głębokim głosem – to trzeba ustalić zasady, których musisz przestrzegać. Po pierwsze, żadnego myślenia. Po drugie, żadnego gadania.

Wciąż tkwił w cieniu, więc nie mogłam go zobaczyć. Zastanawiałam się, jak długo tam stał, obserwował mnie, czekał, aż zmęczę się staniem przy stole. To mnie nieco wkurzyło i postanowiłam sprzeciwić się jego zasadom.

– To są dość wymagające…

– Stoję w progu, Normo – przerwał mi. – Powiedz jeszcze jedno słowo, a się odwrócę i odejdę.

Zacisnęłam zęby.

Po kilku sekundach powiedział:

– Tak lepiej. A jeśli naprawdę będziesz musiała coś powiedzieć, jeśli będziesz na przykład chciała mnie powstrzymać lub dać znać, że cierpisz, to zapukaj trzy razy w stół, szybko. Zapukaj raz, jeśli zrozumiałaś.

Zawahałam się rozdarta między chęcią, by kazać mu spadać, i ochotą, by dojść do spełnienia. Jednak narastające pulsowanie między nogami kazało mi milczeć. Zapukałam raz w stół.

– Dobra dziewczynka. – Jego pochwała wznieciła we mnie znajomy żar. Ten, który płonął za każdym razem, gdy w szkole dostawałam najwyższą ocenę. I gdy dostawałam awans. Lub gdy doceniono mnie w jakikolwiek inny sposób.

Tak, pragnęłam uznania. Ostatnio rzadko słyszałam słowa pochwały. Byłam najstarsza z rodzeństwa, byłam kierowniczką działu finansowego, wszystkim dowodziłam. W moim życiu brakowało uznania i umykało mi to aż do tej pory.

A ja tego pragnęłam, ciągnęło mnie do pochwał jak ćmę do światła.

Przełknęłam ślinę w oczekiwaniu i uniosłam głowę, by zobaczyć mężczyznę, który wpływał na mnie z taką mocą.

Odłożył marynarkę na krzesło Hudsona i zaczął podwijać rękawy koszuli. Kiedy skończył, wziął w ręce moje majtki, delikatnie przesuwając palcem po ich materiale. Ten gest sprawił, że wytrzeszczyłam oczy, a moja cipka zapulsowała. Sapnęłam łagodnie, przyciągając jego uwagę, więc zaczął mi się znowu przyglądać.

Z napiętą miną obszedł stół, aż znalazł się przy mnie. Potem wyciągnął rękę i uniósł mój podbródek, bym mogła mu spojrzeć w oczy.