Uwieść ochroniarza - Katarzyna Kubera - ebook
NOWOŚĆ

Uwieść ochroniarza ebook

Katarzyna Kubera

4,4

246 osób interesuje się tą książką

Opis

Półtora miliona odsłon na Wattpadzie!
Osiemnastoletnia Julliet – córka przyszłego prezydenta USA – wpada na szalony pomysł. Postanawia uwieść swojego o dziesięć lat starszego ochroniarza, seksownego Clarka. W tym celu sporządza specjalną listę i rozpoczyna realizowanie składających się na nią punktów, co ma jej pomóc w osiągnięciu celu. 
Niemal wszystko ich różni. Julliet, która nie liczy się z konsekwencjami swoich decyzji, jest nieokiełznana, natomiast Clark – obowiązkowy. Dlatego wybryki dziewczyny coraz bardziej działają mu na nerwy. 
Chociaż mężczyzna bardzo się stara, z coraz większym trudem opiera się pięknej Julliet. W tę ich pozornie niewinną zabawę wkrada się prawdziwe pożądanie. 
Czy Clark zaryzykuje swoją karierę i zdecyduje się na ten zakazany związek?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 350

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Copyright © 2020

Katarzyna Kubera

Wydawnictwo NieZwykłe

All rights reserved

Wszelkie prawa zastrzeżone

Redakcja:

Julia Deja

Korekta:

Magdalena Lisiecka

Katarzyna Olchowy

Redakcja techniczna:

Mateusz Bartel

Projekt okładki:

Paulina Klimek

www.wydawnictwoniezwykle.pl

Dystrybucja: ATENEUM www.ateneum.net.pl

Numer ISBN: 978-83-8178-336-1

CZĘŚĆ PIERWSZA

„Mówisz, że kochasz deszcz, a rozkładasz parasolkę, gdy zaczyna padać. Mówisz, że kochasz słońce, a chowasz się w cieniu, gdy zaczyna świecić. Mówisz, że kochasz wiatr, a zamykasz okno, gdy zaczyna wiać. Właśnie dlatego boję się, kiedy mówisz, że mnie kochasz”1.

1Julliet

– Jared. – Chichoczę, kiedy wsuwa dłoń pod kusą sukienkę, którą dzisiaj włożyłam. Jego palce zahaczają o koronkowe majtki, po czym zanurzają się w moim wnętrzu. Figlarny błysk w oczach chłopaka daje mi do zrozumienia, że ta zabawa podoba mu się tak samo jak mnie. Moja głowa mimowolnie dotyka zimnej ściany, gdy przymykam oczy z przyjemności, a wieczorny wiatr uderza w rozgrzaną skórę, powodując dreszcze wędrujące po całym ciele. Rozchylam lekko wargi i zaczynam coraz głośniej oddychać, kiedy zachłanne usta kąsają odkrytą skórę na mojej szyi, a jego dłoń ściska pierś.

– Julliet! – słyszę w oddali głos Mii, mojej najlepszej przyjaciółki.

– Kurwa – mamrocze Jared, zaciskając dłoń na moich ustach, bym była cicho. Wchodzimy głębiej w cień sąsiedniego budynku, by Mia nas nie zobaczyła. Impreza z okazji zakończenia liceum trwa w najlepsze, jest dopiero przed północą, więc przyjaciółka nie powinna teraz wychodzić na zewnątrz, a jednak zauważyła, że Jared i ja zniknęliśmy, żeby się trochę zabawić. Wiem, że podoba jej się ten chłopak. Ma przed sobą świetlaną karierę sportowca, umięśnioną sylwetkę, niebieskie oczy, niemal czarne włosy i mógłby mieć każdą dziewczynę, a jednak z jakiegoś względu wybrał dzisiaj mnie. Chcę maksymalnie wykorzystać tę pierwszą wakacyjną noc, która jednocześnie oznacza ostatnie godziny wolności.

Jutro mój ojciec wyjeżdża z Los Angeles na osiem tygodni, a zamiast niego będzie mi towarzyszyć ochroniarz. Nie wiem, co tata chce tym osiągnąć. Przecież to nie do pomyślenia – będę musiała chodzić na imprezy z jakimś starym komandosem. Zero alkoholu, zero wygłupów, zero seksu… Boże! Może będę musiała nawet malować paznokcie w jego obecności.

Obserwuję Mię jeszcze przez chwilę i w końcu zauważam, jak się poddaje i znika w zatłoczonym pubie.

– Pospiesz się – szepczę do Jareda. – Nie mamy całej nocy.

Niebieskie oczy błyszczą z ekscytacji, kiedy odpina pasek spodni. Słyszę głośny brzdęk metalu. Jared zsuwa bokserki i kiedy spoglądam na jego męskość, jestem w szoku. Staram się nie prychnąć.

Co to jest?

Jajka większe niż lufa?

Ledwie go widać.

Co on chce mi tym zrobić?

Unoszę zdezorientowane spojrzenie na kolesia, który patrzy skupiony na swoje przyrodzenie i wsuwa na nie miniaturową prezerwatywę. Wielki, sławny Jared ma penisa wielkości kciuka. Kurwa, przy nim całe życie można by pozostać dziewicą. Nie wiedząc, co zrobić, przyciskam chłopaka do siebie w niedźwiedzim uścisku, by nie zobaczył mojej twarzy. Alkohol i wypalony wcześniej blant nie pomagają mi w zachowaniu powagi i ledwie wytrzymuję, by nie zacząć rżeć niczym koń.

– Co robisz? Dlaczego mnie przytulasz? – pyta zaskoczony tą nagłą czułością.

– Chyba widziałam mojego ojca. Schowaj wentylka, bo zaraz będzie dym. – Udaję śmiertelnie wystraszoną i podziwiam, jak w ciągu dwóch sekund chłopak się zwija i nie pozostaje po nim ślad.

Frajer z małym kutasem.

Poprawiam sukienkę, przeczesuję palcami ciemne włosy, prostuję plecy i stanowczym krokiem wychodzę zza budynku.

Och tak, zdecydowanie jestem wredna.

Mam ochotę śmiać się z penisa Jareda, a jednocześnie sama nie chciałabym zostać wyśmiana w taki sposób. Postanawiam więc zachować to wszystko dla siebie. Chociaż… Jeszcze to przemyślę.

Przechodzę dumnie przez drzwi wejściowe, stukając głośno szpilkami o drewnianą podłogę, i kołyszę biodrami. Muzyka roznosi się po całym pomieszczeniu. Momentalnie zauważam kilku facetów, którzy mogliby mi pomóc rozluźnić się dzisiejszego wieczoru. Jednak najpierw mam ochotę zabalować, potańczyć i się napić. Wypić morze alkoholu. Bo jutro, punktualnie o dziewiątej, nastąpi zmiana warty w moim domu, więc zamierzam szaleć, dopóki starczy mi sił.

Nie jestem cnotką – co to to nie. Lubię seks, nie lubię zobowiązań i nie jestem typową nastolatką. Jeżeli ktoś na tej sali jest zbereźną dziewczynką, to jest nią zdecydowanie Julliet Hilton – córka polityka, która w mediach musi wyglądać jak pieprzony ideał, ale za kulisami robi to, co chce i z kim chce.

Niektórzy pytają mnie, dlaczego taka jestem. Odpowiedź jest prosta: jestem i tyle. Nie lubię kontroli, nie lubię ograniczeń. Lubię wszystko to, co jest zakazane; lubię kłopoty.

Buntowniczka z wyboru.

Podchodzę do baru, po czym kiwam na barmana. Gdyby nie fałszywy dowód, nie dostałybyśmy z Mią ani grama alkoholu, jednak w tym momencie, gdy proszę o mojito, nawet nie pytają mnie o ten kawałek plastiku. I dobrze. Puszczam oko do chłopaka za barem, a następnie odchodzę, by znaleźć przyjaciółkę.

Po chwili znajduję ją w loży z innymi dziewczynami z naszej paczki. Wszystkie są już w śpiewnym nastroju: kołyszą się w rytm piosenki, a ich oczy i rumieńce na policzkach zdradzają wypity alkohol, co utwierdza mnie w przekonaniu, że dzisiejsza noc będzie pamiętna. Muzyka daje po uszach i chociaż zapach papierosów unoszący się w powietrzu denerwuje mnie bardziej, niż jestem w stanie przyznać, wiem, że tego wieczoru zrobimy coś fajnego.

Siadam pomiędzy Mią a Fallon, która zachwyca się jakimś nieznajomym siedzącym przy barze.

– Jesteś cztery kolejki do tyłu, musisz teraz wypić karne! – Dziewczyny przekrzykują muzykę. Wzruszam ramionami, po czym wypijam cztery szoty jeden po drugim, bez popicia – a co!

– Jak tam Jared? – pyta Mia.

Uśmiecham się pod nosem.

– Widziałaś kiedyś greckiego boga? – Mia marszczy brwi, próbując zrozumieć, co to ma do rzeczy. – W sensie rzeźbę – dodaję ku jasności i przewracam oczami.

– Widziałam, chyba. – Trybiki wyraźnie pracują w jej głowie, kiedy kontynuuje: – Umięśnione ciała, ale małe penisy?

Nie wytrzymuję. Zdradzam tajemnicę.

– Właśnie. Jared ma małego siusiaka – mówię tak, by tylko ona słyszała.

– Ale z ciebie suka – odpowiada Mia z przyganą. Muszę jej przyznać rację, więc wzruszam tylko ramionami z uśmiechem.

– Chodźmy potańczyć, bo zbyt szybko padniemy – woła Tate, przerywając naszą cichą rozmowę.

Po chwili parkiet jest już nasz. Wszystkie cztery kołyszemy się w rytm muzyki, tak że męska część imprezy zerka na nas z zainteresowaniem. Za to ta żeńska z jawną irytacją. No i dobrze, niech popatrzą, jak to się robi, jak samą tylko pewnością siebie można podbić wygląd na tyle, by faceci nie pozostali obojętni. Bo o to właśnie chodzi, o seksapil: nie tylko zewnętrzny, ale i ten bijący z wnętrza. To dzięki niemu mogę mieć każdego chłopaka, którego zechcę.

Tańczymy tak, że tracimy poczucie czasu. Jest to niezwykle relaksujące i pozwala mi nie myśleć o jutrzejszym dniu.

Po kilku szybkich kieliszkach, ale i niemal godzinie tańca, czuję, że muszę się odświeżyć. Mia ma chyba jakiś bliźniaczy zmysł, bo jak na zawołanie chwyta moją dłoń i ciągnie w kierunku toalet.

– Chodźmy się załatwić – mówi z szelmowskim błyskiem w oku.

Mrużę oczy.

– O jakie „załatwić” ci chodzi? – dopytuję podejrzliwie, gdy razem wchodzimy do kabiny. Mia wciąga mnie za sobą niemal siłą i pokazuje palcem, bym była cicho. Toaleta nie jest całkiem pusta. Słyszę, że ktoś jest obok.

Przyjaciółka wyjmuje z biustonosza woreczek strunowy, a w nim dostrzegam dwie małe kapsułki. Uśmiecha się szeroko i patrzy mi prosto w oczy, przy czym macha mi tabletkami przed nosem. Z nas dwóch to ja jestem tą, która odpuszcza w sprawie dragów. Lubię się czasem zjarać, ale to wszystko. Tylko raz wciągnęłam coś więcej; kac nie był wart zamieszania. Mia za to lubi eksperymenty.

– Co to? – pytam z ostrożnością i ciekawością jednocześnie.

– To nic takiego, ale po tym poczujesz się tak, jakbyś miała orgazm przez cały czas. Będziesz całkowicie świadoma – wyjaśnia konspiracyjnie i śmieje się dźwięcznie. – To nic mocnego, nie uzależnia. Zaufaj mi. Rano nie będziesz się czuła źle i nie zrobisz nic głupiego.

– Ufam ci, jesteś jedyną osobą, której tak bardzo ufam, tyle że dopiero mnie puściło to wcześniejsze zioło – odpowiadam szczerze.

To z Mią przepłakałyśmy wiele nocy, kiedy któraś z nas miała jakiś poważny problem. To z Mią dzieliłyśmy się radościami. Nawet w tym samym czasie przeżyłyśmy swój pierwszy raz. Niczym siostry syjamskie. Żadnych tajemnic. Tylko prawda. Zawsze. Obiecałyśmy to sobie jeszcze za dzieciaka i to ma się nigdy nie zmienić. Wzajemna szczerość.

– Specjalnie dla ciebie wezmę pierwsza, żebyś była spokojna. Ale mówię ci, po tym jest taki odlot… – mówi podekscytowana, po czym połyka jedną kapsułkę i podaje mi drugą.

2Julliet

Nie pamiętam, jak wracałam do domu z imprezy.

Nie pamiętam, czy wracałam sama i czy o własnych siłach.

Nie pamiętam nawet, w którym momencie urwał mi się film.

Myślę, że nie pamiętam większości wieczoru.

Wiem za to na pewno, że kiedy budzę się rano, trafiam prosto na ostre i surowe spojrzenie zielonych oczu.

Oczu, których nie znam.

To dość nietypowy widok, biorąc pod uwagę, że znajdujemy się w moim pokoju. Za to ten mężczyzna… Pierwszy raz go widzę. Zapamiętałabym te oczy, bo mają najpiękniejszy odcień zieleni, jaki widziałam.

Oliwkowy.

I niech mnie diabli, jeżeli te oczy nie wzbudzają we mnie strachu.

Chowam głowę pod kołdrę i wypuszczam powoli powietrze. Atmosfera jest tak gęsta, że można by ją kroić nożem. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że zatrzymałam powietrze w płucach.

Cholera.

Nie tego się dzisiaj spodziewałam.

Przełykam ślinę, a moje myśli pędzą z szybkością światła. Zaczynam łączyć fragmenty tej układanki.

Jest kolejny dzień i mój tata wyjechał.

Ten mężczyzna to nowy ochroniarz.

Serce tłucze mi się w piersi. Nie tak go sobie wyobrażałam. Chyba jestem w szoku.

I kto go w ogóle wpuścił do mojej sypialni? Zawsze zamykam drzwi na klucz.

Chowam zmęczoną twarz jeszcze głębiej pod pościel. Pokój wypełnia cisza. Nieznajomy prawdopodobnie nadal stoi w bezruchu. Czeka, aż coś powiem. Jednak pierwszy raz od dawna potrzebuję chwili, by pozbierać myśli. Jednocześnie czuję się, jakbym leciała helikopterem. Nie jest dobrze. Wiem, że wyglądam jak kawałek gówna, a facet, który stoi nade mną z drwiącym uśmieszkiem malującym się na pełnych ustach, okazał się cholernym ciasteczkiem. Może to jednak nie jest ochroniarz? Ojciec raczej nie pozwoliłby mi przebywać w domu przez całe wakacje z kimś tak przystojnym.

– Kim jesteś? – pytam dla pewności. Nie wiem, czy mnie zrozumiał przez kłęby pościeli, jednak słyszę po chwili jego odpowiedź:

– Clark Mason. Jestem twoim ochroniarzem… od jakichś… siedmiu godzin. – Otwieram szeroko oczy w zaskoczeniu. – Twój ojciec nie mógł cię dobudzić. Wyjechał już. – Tembr jego głosu rozchodzi się po moim ciele, wywołując przyjemne dreszcze, tak niespodziewane w tej sytuacji.

Ile ten facet może mieć lat? Miałam dostać jakiegoś byłego wojskowego, więc spodziewałam się człowieka w wieku mojego ojca, a ten tutaj nie ma pewnie nawet trzydziestki. Uśmiecham się triumfalnie w ciemnościach, bo to może się okazać całkiem sympatycznym przeżyciem. Wakacje wcale nie muszą być nudne.

Ale teraz muszę się ogarnąć, pewnie jest bardzo późno. Nadal schowana pod kołdrą staram się pozbyć Clarka.

– Możesz wyjść? Chciałabym wziąć prysznic.

Jest mi gorąco, a jednocześnie chce mi się strasznie pić. I co tu dużo mówić – głowa rwie mnie konkretnie. Boli dużo bardziej, niż powinna na kacu. Mia chyba trochę nagięła prawdę.

– Nie mogę – odpowiada, a w jego głosie wyczuwam nutkę wesołości.

Że co? Nie może? Natychmiast ściągam z siebie kołdrę i szybko siadam. Mój dziewczęcy pokój wiruje mi momentalnie przed oczami, więc zaciskam powieki i masuję skroń. Potrzebuję chwili, by móc skupić na nim wzrok.

– A niby dlaczego? – pytam, gdy już mi lepiej i uważniej mu się przyglądam.

I… och! Kurde, naprawdę jest apetyczny. Unoszę brwi w zaskoczeniu, kiedy przesuwam po nim wzrokiem. Clark zwinnie siada na krześle przy biurku i opiera łokcie na kolanach; dłonie ma złączone niczym do modlitwy. Jego krótko ścięte włosy są w kolorze ciemnego blondu albo jasnego brązu – jak kto woli. Oliwkowe oczy wpatrują się uważnie przed siebie, jakby w pustkę. Nadal jest w nich coś przerażającego. To właśnie to sprawiło, że w pierwszym momencie się go wystraszyłam. Clark ma w sobie jakąś mroczną tajemnicę. Przechodzę wzrokiem od pięknych oczu, przez prosty nos i zmysłowo wykrojone usta, aż do szerokich barków i widocznie umięśnionych przedramion.

Clark, cały ubrany na czarno, jest świetnie zbudowany. Szeroki, ale nie gruby. Widocznie silny i męski. Na brzuchu nie zauważam ani grama tłuszczu. Chociaż z moim szczęściem do facetów w bokserkach pewnie ma albo nic, albo dwa jajka i coś wielkości trzeciego.

– A to dlatego, że dzisiaj w nocy, gdy wróciłaś do domu i twój ojciec wyszedł otworzyć ci drzwi, zaczęłaś wrzeszczeć, że jest wojna. – Chrząka, jakby powstrzymując śmiech. – Cytuję: „Ruscy atakują, mają zamontowane motyle skrzydła, a zamiast paznokci liście!”. Wzięłaś węża ogrodowego z tarasu i zalałaś cały salon wodą. A kiedy twój ojciec próbował tobą potrząsnąć, byś się ocknęła z tej jazdy, zaproponowałaś mu jointa, bo tylko to ci zostało.

Siedzę z otwartymi ustami, wytrzeszczonymi oczami i nie potrafię wyobrazić sobie tego, o czym mówi.

– Ściemniasz – wypluwam tylko.

Nie przyznam się. Nie ma na to szans.

Jeżeli to prawda, to bardzo się cieszę, że ojca nie ma już w domu. Staruszek gotów byłby odciąć mnie od cywilizacji na całe wakacje.

– Co brałaś? – pyta tak surowo, że aż się wzdrygam. Unosi na mnie poważny wzrok i czeka na odpowiedź.

Przygryzam kciuka, czując się jak mała dziewczynka, i naprędce obmyślam plan kłamstwa. Przecież mu nie powiem, że się naćpałam. Nigdy nie brałam tego dziadostwa i nie zamierzałam łykać wczoraj, ale chęć spróbowania była silniejsza. Miałam się po tym świetnie bawić. Tylko tego chciałam.

Przewracam oczami. To zabalowałam... Ruscy? Ale przypał...

Rany... Mam nadzieję, że nikt poza ojcem tego nie widział. Wiedziałam, że to nie był dobry pomysł. Następnym razem będę mądrzejsza.

Teraz wiem, że pozostanę przy trawce. Nie jestem ćpunką, a zioło to tylko zioło, jednak nie spodziewałam się, że wywinę taki numer po jakiejś głupiej tabletce. Nawet nic nie pamiętam. Może to i lepiej.

– Mów – ponagla twardo.

– Nic nie brałam. Ktoś mi musiał dolać czegoś do drinka – odpieram atak, machając rękami dla podkreślenia słów.

Clark wstaje z krzesła, a mnie trudno przestać mu się przyglądać. Jest wysoki. A ten tyłek? Uśmiecham się pod nosem na ten widok – ma idealnie umięśnione pośladki. To jest facet, jakich mało. Zupełnie inna ranga niż te podlotki ze szkoły. Testosteron aż kipi.

– Jak wolisz. – Wzrusza ramionami. – Nie chcesz, to nie mów. Wisi mi to. Jesteś pod moją opieką, więc będziesz musiała się dostosować. Żadnych narkotyków, żadnego alkoholu i żadnych imprez. – Wylicza na palcach. – Na początek będę wszędzie z tobą chodził. Nigdzie się nie ruszasz beze mnie. Rozumiesz? – Pochyla się ku mnie i wydaje polecenia seksownym głosem, przy czym patrzy na mnie wyczekująco.

O tak, to zdecydowanie pan wojskowy.

Jednocześnie marszczę brwi. Niedoczekanie – nie będzie mi rozkazywał. Może i nie zamierzam ćpać, ale nie zgodzę się na całodobową opiekę. Chyba mam prawo do odrobiny luzu?

– Wezmę prysznic i porozmawiamy – odpowiadam wymijająco, gdy zdejmuję ciężkie nogi z łóżka.

– Dobrze, chodźmy zatem do łazienki – oznajmia całkowicie poważnie i łapie za klamkę od drzwi.

Zamieram i sapię jednocześnie. Czy to są jakieś jaja?

– Żartuję – parska, widząc moją minę – ale nie licz na to, że będzie ze mną lekko. Masz piętnaście minut i ani chwili dłużej. Nagrabiłaś sobie. A ja nie mam ochoty na zabawę w tatuśka.

Zabrzmiało apodyktycznie. Mężczyzna wychodzi z pokoju. Szczerze?

Podoba mi się to.

Podoba mi się to, że jest taki opanowany i zdystansowany.

Podoba mi się to, że nie skacze nade mną tak jak każdy inny facet ze szkoły.

Podoba mi się to, że jest trudno dostępny.

Podoba mi się to, że jest wyzwaniem.

Lubię wyzwania.

3Julliet

Zamykam drzwi mojego pokoju i kieruję się na dół do salonu w poszukiwaniu seksownego ochroniarza. Wzięłam długi prysznic, był mi naprawdę potrzebny. Czuję się teraz jak nowo narodzona. Rześka i pachnąca. Spuściłam wczorajszy wieczór do ścieków. Wiem, że powinnam się przejmować swoimi wybrykami, ale... Szczerze? Każdy popełnia błędy. Nie jestem wyjątkiem.

To moje życie i moja sprawa. Nikt, absolutnie nikt nie ma prawa mnie osądzać, a jeżeli chce – to jego problem. Nie mam zamiaru przejmować się plotkami. Mam w planach żyć i cieszyć się swobodą. Myślę, że wszyscy ludzie powinni mieć takie podejście. Byliby szczęśliwsi.

Jedyną osobą, dla której się staram zachować pozory, jest mój ojciec. Nie chcę, by jego życie było postrzegane przez pryzmat szalonej córki. Z tego względu pilnuję, by mój medialny wizerunek był jak najmniej naganny. Poza tym inne opinie się dla mnie nie liczą. Nie chciałabym, by moje wybryki trafiły do gazet czy na główne strony portali plotkarskich, ale nie dlatego, że się ich wstydzę, tylko dlatego, że mój ojciec wychowywał mnie sam i nie zasługuje na taką zniewagę.

Jest świetnym tatą. Może i często wyjeżdża, ale kocha mnie za dwoje rodziców. Nigdy mnie nie uderzył, nigdy na mnie nie nakrzyczał – zawsze był dla mnie dobry. I tylko dlatego są sytuacje, w których się hamuję i chodzę co niedzielę do kościoła, by śpiewać w chórze. By pokazać, że jestem przykładną katoliczką, by pokazać, że jestem porządną obywatelką, córką polityka, który będzie startował w wyborach prezydenckich. Jeżeli wygra, wiem, że będę musiała się zacząć dużo bardziej pilnować. Teraz zainteresowanie wokół mojej osoby jest tylko lokalne i dużo rzeczy uchodzi mi płazem.

Wchodzę do kuchni ubrana w letnią jasną sukienkę, która jest bardzo konserwatywna. Rękawki zasłaniają ramiona, a rozkloszowana spódnica sięga do kolan. Dekolt niemal zakrywa obojczyki, pomimo tego całość jest dopasowana w odpowiednich miejscach – przecież nie mogę wyglądać jak worek ziemniaków. Nałożyłam na twarz lekki makijaż, który ma za zadanie podkreślić brązowe oczy i ciepły odcień czekoladowych włosów, a ciało spryskałam delikatnymi perfumami. Włosy tylko osuszyłam ręcznikiem; jest tak gorąco, że same za chwilę wyschną.

Kobiecość – lubię ją i zdaję sobie sprawę z tego, że teraz właśnie ją reprezentuję.

Mieszkamy z tatą w dużym domu jednorodzinnym, urządzonym w nowoczesnym stylu. Na górze mieszczą się cztery ogromne sypialnie z oknami, które sięgają od podłogi do sufitu. Widać z nich linię brzegu oceanu. Natomiast tutaj, na dole, znajdują się jadalnia, salon, kuchnia i gabinet ojca. Szukając Clarka, muszę przejść przez niemal wszystkie pomieszczenia na parterze. Dopiero wtedy zauważam, że nigdzie go nie ma.

Marszczę brwi.

Powinien czuwać przy mnie na każdym kroku, tak jak twierdził. Czyżby już zrezygnował?

Nie... To niemożliwe.

Zawracam na górę i po cichu naciskam klamkę, po czym zaglądam do pokoju gościnnego, który prawdopodobnie zajął.

I jest. Bingo!

Clark stoi tyłem do mnie, w samych spodniach, a w dłoni trzyma czarny podkoszulek. Jego plecy są idealnie umięśnione. Na łopatkach widoczne są seksowne wgłębienia, aż mam ochotę podejść i przesunąć po nich dłonią albo i językiem. O tak, zdecydowanie mam ochotę pieścić te plecy. Ciekawe, czy potrafiłabym sprawić, aby pojawiła się na nich gęsia skórka? Clark jest naprawdę apetycznym kąskiem. Miło się go ogląda.

Wchodzę po cichu do środka i opieram się nonszalancko o drzwi, które zamykają się z cichym kliknięciem. Przyjmuję pewną siebie pozę, jak Wonder Woman, by mój ochroniarz wiedział, że to ja jestem tą silniejszą.

Clark w tym momencie unosi na mnie świdrujący wzrok, a jego usta unoszą się jakby w sarkastycznym uśmieszku. Wiem, że wyglądam teraz całkiem seksownie, a jednocześnie porządnie. Nie to co rano – nawet nie chcę myśleć o tym, co zastałam w lustrze. Zawadiacko uśmiecham się pod nosem i z premedytacją lustruję jego sylwetkę.

– Jesteś seksowny – stwierdzam głośno. Nie ma co ukrywać faktów.

– A ty bezczelna – odparowuje i opiera dłonie na biodrach, jakby chciał pokazać, że to jego zdanie jest ważniejsze i że nie podoba mu się moje zachowanie. Ja jednak nie dam się zbić z tropu.

– Nawet nie wiesz jak bardzo – mruczę w odpowiedzi, po czym zbliżam się, siląc się na lekki, niemal koci, zmysłowy krok. Clark spogląda na falującą sukienkę, po czym znów wpatruje się w moją twarz i mruży oczy, przez co zdradza podejrzliwość. Podchodzę do niego bardzo blisko, a następnie odważnym ruchem unoszę dłoń, by położyć ją na ciepłej skórze mężczyzny. Clark wzdryga się niemal niezauważalnie, jednak ja to widzę. Czuję męski zapach i momentalnie wiem, że chciałabym doprowadzić do fizycznego zbliżenia pomiędzy nami, najlepiej w moim łóżku. Jestem bardzo ciekawa tego, co może mieć do zaoferowania.

Dzięki, tato, za tego faceta! Zrobię z niego użytek na własne potrzeby.

– Nie kombinuj – ostrzega twardo ochroniarz, gdy jego dłoń zaciska się na moim nadgarstku w żelaznym uchwycie. Wznosi oczy do nieba, jakby mówiąc „w co ja się wpakowałem”. – To ja tutaj rządzę. Ty – warczy, a następnie pokazuje mnie i siebie palcem – masz się słuchać. Jasne?

Uśmiecham się tak, że pewnie widać cały rząd zębów. Jest to jednak kpiący uśmiech.

– Chciałbyś – odpyskowuję. Clark przymyka oczy i kręci głową. – Musisz się ubrać. Idziemy do kościoła – kontynuuję, nie dając mu się wysłowić.

Ochroniarz patrzy na mnie zdziwiony, po czym wybucha gromkim śmiechem. To potężny śmiech, wydobywający się gdzieś z głębi gardła. Clark śmieje się tak bardzo, że aż zgina się w pół. Po chwili szybko prostuje się, poważnieje i patrzy na mnie jak na wariatkę.

– Ty do kościoła? – Jego brwi szybują w górę, gdy pyta z przekąsem: – O co się będziesz modlić?

– O to, byś miał dużego kutasa. Za pół godziny wychodzimy – mówię z irytacją, oceniając jego zachowanie.

Czyżby był odporny na mnie? Mój urok nie działa tak jak powinien. Sapię nieco sfrustrowana i chwilowo rezygnuję z tej rozmowy. Wychodzę i trzaskam drzwiami. Głośno.

4Clark

Dziewczyna wychodzi z pokoju, trzaskając drzwiami, aż futryny się trzęsą. Chowam twarz w dłoniach i wypuszczam przeciągle powietrze. To będzie trudniejsze, niż mógłbym przewidzieć.

– Kurwa – klnę pod nosem i targam krótkie włosy.

Tom mówił, że jego córka lubi imprezować, w końcu to taki wiek, ale myślałem, że jest normalna. Ona jednak zdecydowanie nie jest normalna – tylko szalona. Jest chodzącym złem w czystej postaci.

Rozpuszczona do granic możliwości.

Ćpa, pije, imprezuje i do tego próbuje mnie uwieść.

Ta małolata zwariowała, jeżeli myśli, że do czegoś dojdzie. Śmieję się, bo ta sytuacja jest absurdalna.

Muszę się nauczyć sobie z nią radzić. Jest irytująca tak bardzo, że mam ochotę przetrzepać jej skórę albo zamknąć na całą noc w piwnicy. Chciałbym zbudować z nią relację na stopie koleżeńskiej, by nasza współpraca układała się gładko, ale to chyba nie jest możliwe. Nie nadajemy na tych samych falach. Julliet jest bezczelna i zapatrzona w czubek własnego nosa.

Chwilę się zastanawiam nad jej urodą. Brązowe włosy wyglądają jak z reklamy szamponu, a usta, w malinowym odcieniu, jakby były stworzone do całowania.

Tak. Julliet jest piękna.

Jest kobieca pomimo tego, że ledwo skończyła liceum.

A to niedobrze, że to zauważyłem.

Nie powinienem.

Ciekawe, na ile jest jeszcze niewinna. Prawdopodobnie już nic niewinnego w niej nie zostało. To spojrzenie spod rzęs, które znam tak dobrze, należy do kobiety mającej na myśli bardzo konkretne rzeczy – takie, jakie lubi każdy normalny mężczyzna. Dołóż do tego zmysłową figurę i trudno pozostać obojętnym. Trzeba przyznać, że jest pełna seksapilu, dopóki nie otwiera tych bezczelnych ust.

Wytrzeszczam oczy, gdy zdaję sobie sprawę z własnych przemyśleń. Pociąga mnie moja podopieczna. Moja nieznośna podopieczna. Ledwie ją poznałem, a już mam cholerny problem.

Zerkam na namiot tworzący się pomiędzy nogami.

Tak. Zdecydowanie mam problem.

Podnieca mnie ta gra, w którą ona najwidoczniej chce mnie uwikłać.

To jednak tylko natura, nic nie poradzę, że jestem zdrowym facetem.

Muszę trzymać ją na dystans i nie dopuszczać do sytuacji, w których miałaby okazję znowu się tak zbliżyć. Muszę pokazać, gdzie jej miejsce, już teraz, na samym początku – a z pewnością nie jest ono obok mnie. Zakładam luźną koszulkę i poprawiam spodnie z ukrytą kaburą, po czym wzdycham i postanawiam poszukać Julliet. Nie ufam jej na tyle, by być pewnym, że na mnie poczeka.

– No w końcu. Musimy już iść, bo się spóźnimy – rzuca niecierpliwie dziewczyna, gdy tylko mnie zauważa. Mrużę oczy i przyglądam się jej chwilę, na co ona lekko się uśmiecha.

– Jedziemy samochodem?

– Idziemy pieszo. To niedaleko – odpowiada.

– Dobrze, po drodze pogadamy. Musisz mi opowiedzieć wszystko na temat tego, co robisz. Jaki masz rozkład dnia, o której wstajesz, gdzie wychodzisz, czy masz jakieś dodatkowe zajęcia, każdy szczegół. Twój ojciec przekazał mi informacje, ale skończył się rok szkolny i teraz wiele kwestii ulegnie zmianie. A ja muszę wiedzieć, jak planować czas.

Patrzy na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.

– Są wakacje. Zamierzam odpoczywać – prycha. – Bez przesady, kurwa, żebym zakuwała jeszcze latem.

Schylam głowę, by nie zauważyła, że rozbawiła mnie jej odpowiedź.

– Młoda damo, trochę więcej ogłady i szacunku. Jestem twoim ochroniarzem, nie kolegą. Nie będziemy tak rozmawiać – temperuję ją przekornie.

Julliet tylko się śmieje, jakby wiedziała lepiej.

– Po prostu mnie pilnuj. Nie spuszczaj z oka i będzie dobrze. – Mruga rozbawiona.

Po chwili wychodzimy na zewnątrz. Julliet pewnym krokiem i z dumą idzie przed siebie, co jakiś czas z kimś się witając. Dzień jest upalny, a ulica ruchliwa. Idę za nią w bezpiecznej odległości, skanując uważnie otoczenie. Nie mogę dopuścić do tego, by stała się jej jakakolwiek krzywda.

Kilkadziesiąt minut później siedzę w kościelnej ławce i patrzę na córkę prawdopodobnie przyszłego prezydenta, która gardłowo śpiewa do mikrofonu kościelną pieśń. Niewątpliwie ma ogromny talent. Każdy dźwięk jest idealnie wyważony, zarówno w przypadku najniższych, jak i najwyższych nut. Ciarki przechodzą mi po kręgosłupie, a włoski na ramionach stają, gdy wsłuchuję się w jej melodyjny głos. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Czuję się tak, jakbym przyszedł do opery. Przyglądam się jej uważnie. Ona z kolei patrzy na mnie. Oczy Julliet przewiercają mnie na wylot, a każde słowo, chociaż grzeczne, brzmi bardzo nieprzyzwoicie. A może tylko ja to tak odbieram?

Jedno jest pewne – to diablica w najczystszej postaci.

5Julliet

– Tatusiu, przepraszam za tę imprezę – mówię do ojca podczas rozmowy telefonicznej. Muszę go jakoś ugłaskać. – Naprawdę, to był ostatni raz.

Słyszę, jak tata głośno wzdycha i niemal mogę zobaczyć, jak kręci głową z przyganą.

– Kochanie, nie możesz tak się zachowywać. A gdyby coś ci się stało? Pomyślałaś o mnie? – pyta z żalem. Uderza w mój czuły punkt. Wiem, że był moment, gdzie przy życiu trzymała go jedynie świadomość, iż ma malutką córeczkę. Poświęcił dla mnie bardzo dużo, jestem mu winna choćby pozory.

– Przepraszam – powtarzam, szczerze skruszona.

– Wiem, że jesteś dobrym dzieckiem, ale byłem zbyt pobłażliwy w stosunku do ciebie. Clark dostał bardzo wyraźne wytyczne. Masz się go słuchać – oznajmia stanowczo, by po chwili dodać miękko: – dobrze, kochanie?

Ugh. Jak mam odmówić własnemu ojcu?

– Czy mogę negocjować? – próbuję. – Clark powiedział, że mam nie ćpać, nie pić alkoholu ani nie imprezować. Są wakacje, a ja mam osiemnaście lat. To moja młodość. Kiedy mam imprezować, jak nie teraz? Możemy się umówić na brak używek. Na imprezy Clark będzie chodził ze mną, więc nic mi się nie stanie.

Po drugiej stronie słuchawki słyszę ciężkie westchnienie, po którym zapada cisza.

– Obiecuję, że będę grzeczna. Poza tym dragi mnie nie bawią, są zbyt niebezpieczne, nie musisz się o to martwić – ciągnę przymilnie.

– Dobrze, zaraz do niego zadzwonię. Ale Julliet – ostrzega – bądź dla niego miła, ten chłopak dużo przeszedł, a ja wiem, że nie jesteś zbyt sympatyczna dla ludzi, którzy stawiają ci jakieś warunki.

Przewracam oczami. Zamierzam być dla Clarka miła. Nawet baaardzo miła.

– Dobrze, tatku. Postaram się nie uprzykrzać mu życia. – Dam mu za to dużo przyjemności, dodaję w myślach.

Gdy kończę rozmowę, zaczynam żałować, że nie zapytałam taty, co miał na myśli, mówiąc, że Clark wiele przeszedł. Pewnie chodziło mu o trudne, wojenne warunki. Ciekawe, jak jest tam, na froncie, chociaż nie mam zamiaru sprawdzać. To nie może być nic miłego. Wolę o tym nawet nie myśleć.

Muszę za to przemyśleć taktykę podbicia Clarka. Bo chcę go widzieć w swoim łóżku. Nie zależy mi na niczym poważnym, po prostu mam ochotę sprawdzić, jak to jest uprawiać seks z prawdziwym mężczyzną.

Wstaję z łóżka przykrytego niebieskim kocem w różowe penisy. To prezent urodzinowy od koleżanek na osiemnaste urodziny. Clark z pewnością go już zauważył, a jednak nic nie powiedział. Mam wrażenie, że jest mocno wycofany i że to będzie trudne zadanie. Jednak muszę spróbować.

Nie. Ja nie zamierzam próbować.

Ja go uwiodę!

Chwytam pamiętnik i znajduję wolną stronę z tyłu. Zaczynam kreślić długopisem harmonogram.

UWIEŚĆ OCHRONIARZA:

Plan A

Spróbuj na ostro. Kokietuj go w każdy możliwy sposób (wyrzuć biustonosze, zakładaj obcisłe ciuszki), dawaj jasne sygnały, że go pragniesz, bądź bezpośrednia.

Pomysły:

1. Krzyczeć nago w trakcie kąpieli – zostawić otwartą łazienkę.

2. Zabierać go na imprezy i kusić w seksownym tańcu.

Hmmm... Myślę... Co jeszcze by mogło być? A tak. Już wiem.

3. Pozwolić, by nakrył mnie podczas zabawy z wibratorem i poprosić, żeby dołączył.

A może wprost mu powiem, że chcę, by mnie przeleciał? Nieee, to byłoby zbyt proste. Chociaż…

4. Zaproponuj seks.

Jeżeli to nie pomoże, wprowadź Plan B –> Bierz go na litość.

Pomysły:

1. Oglądanie horrorów. Będzie musiał mnie przytulić w trakcie filmu, a nawet spać ze mną w jednym pokoju, kiedy będę bała się zostać sama.

2. Udawanie jakiejś dziwnej choroby.

3. Upozorowanie kłótni z koleżanką. Ktoś przecież musi mnie po tym pocieszyć.

Wzruszam ramionami. Coś musi się udać.

Plan C –> Zaprzyjaźnij się z nim.

Unoszę długopis i przygryzam go zębami.

A może najpierw plan C?

Nie... Muszę postawić sprawę jasno.

Muszę go uwieść.

Czas wprowadzić w życie plan A.

6Clark

Nie lubię spać poza własnym mieszkaniem. Zawsze robię wszystko, by wracać do mojego łóżka. Wojna nauczyła mnie tego, że w domu najlepiej. Kiedy śmierć zagląda ci w oczy, zdajesz sobie sprawę, że nawet popieprzone życie jest lepsze niż to tam, na froncie.

Nieprzyjemne wspomnienia stają mi przed oczami, chociaż wcale ich nie zapraszałem. Wciąż trudno mi dojść do siebie. Wciąż pamiętam i chyba do końca życia nie zapomnę tych bezsennych nocy, kiedy czuwaliśmy w bazie, oraz skomplikowanych akcji, podczas których pustynny piasek służył nam za łóżko, a butelka wody musiała starczyć na kilka dni. Przypominam sobie niektóre krwawe sytuacje; nie każdy z nas wyszedł z nich cało. Śmierć brutalnie zabrała kilku kumpli z zespołu. Szczęście miał ten, kto zginął na miejscu, gorzej gdy kogoś zraniono i stawał się inwalidą.

Ale najgorzej wspominam krzywdę dzieci. Umorusanych, głodnych, płaczących, a czasem i rannych. Szukających rodziców, podczas gdy ktoś mierzył do nich z broni. Te okrutne rzeczy nie powinny mieć miejsca, a jednak tak się dzieje na świecie każdego cholernego dnia.

Zakładam spodnie od piżamy, po czym podchodzę do szklanej ściany, patrząc w dal na wirujące w powietrzu mewy i piękny zachód słońca. Uchylam okno, a spokojny szum fal tak bardzo kontrastuje teraz z mrokiem, który mnie otacza. Wracam myślami do mojego aktualnego zadania, do ochrony młodej kobiety, która nie zamierza mi tego ułatwiać.

Będę potrzebował dużej dawki cierpliwości, by przetrwać z tą małolatą. Widziałem w życiu wiele, żyłem w kłamstwach i intrygach, ożeniłem się tylko po to, by...

Nie Clark, nie idź tą drogą...

To nadal boli.

Nie jest źle, już pogodziłem się z pechowym małżeństwem, ze zszarganymi nerwami… A nawet gdyby wzięło mnie na wspominki, to Julliet jest skutecznym rozproszeniem. Ta gówniara jest gorsza niż osa. Tylko czekać, aż użądli. W każdym razie, pomimo moich przeżyć, mam wrażenie, że znalazłem się w potrzasku. Nigdy mi się nie zdarzyło, by osoba, którą ochraniałem, zachowywała się w taki sposób.

Dokładnie tak – czuję się jak w potrzasku.

– Aaaaaaaaaa! – dochodzi do mnie jej krzyk. O wilku mowa. – Aaaaaaaaaaa! Potwór! Ratunku!

Rzucam się do drzwi. Mam za zadanie bronić Julliet i dawać poczucie bezpieczeństwa, tymczasem ona wrzeszczy jak nienormalna. Muszę wziąć się w garść i lepiej wykonywać swoje obowiązki.

A jeżeli coś się stało?

Pędzę co sił do jej pokoju. Wpadam z impetem, kierując się za wrzaskiem. Drzwi do łazienki są otwarte. Wbiegam, a potem staję jak wryty.

Julliet stoi nago pod prysznicem, ma minę skrzywdzonego dziecka i wskazuje palcem coś na płytkach.

Przełykam ciężko ślinę i czuję, jak krew zbiera mi się pomiędzy nogami. Kurwa. Staje mi. Zerkam na małego Clarka – no stary, ale sobie moment wybrałeś. Znów patrzę na kobietę, która z przerażeniem macha rękami, kołysząc jędrnymi piersiami i wypinając kształtną pupę w moim kierunku. Woda i mydliny spływają kaskadami po jej idealnie gładkim ciele, aż zapominam, po co tutaj przyszedłem. Ten widok wypala się w mojej pamięci.

Ja pierdolę. Nie ma szans, bym się nie podniecił.

– Zabierz go, Clark! – Julliet zaczyna szlochać.

Otwieram szerzej oczy, przypominając sobie, że coś jej się stało i że przyszedłem tutaj, by pomóc, a nie po to, by się gapić.

– Co się dzieje? – silę się na rzeczowy ton i podaję jej ręcznik, by się nakryła.

– Tara... Tara... – zachłystuje się płaczem. – Tutaj była tarantula.

Tarantula? Skąd się tutaj wzięła tarantula?

Przechodzę w tryb żołnierza i ogarniam wzrokiem całą kabinę, ale po pająku ani śladu. Otwory w kratce odpływu są wielkości sitka, więc to niemożliwe, by tam wpadł.

– Wyjdź, muszę sprawdzić – rzucam ostro, wskazując drzwi.

Julliet owija się białym ręcznikiem, staje tuż obok i przygryza palec, jednak jej oczy błyszczą figlarnie. Nagle podskakuje, następnie znów wskazuje coś niewidocznego.

– O! Widziałeś? Właśnie spłynął – mówi z ulgą.

Patrzę na nią i zaczynam rozumieć. To było celowe.

Zrobiła mnie w balona.

Zaciskam zęby, by nie powiedzieć nic. Mijam ją i wychodzę bez słowa.

Diablica!

Przechodzę przez korytarz, a gdy znów jestem w pokoju, krążę nerwowo, tupiąc głośno. To nie do pomyślenia. Nie da się pracować w takich warunkach. Ta dziewczyna umyślnie mnie sprowokowała, bym obejrzał sobie, jakie ma walory.

Prycham raz po raz, z niedowierzaniem.

Mam nadzieję, że te zabawy szybko się skończą.

Ale trzeba przyznać, że jest gorąca. Kurwa! Chowam twarz w dłoniach. Jest tak frustrująco seksowna, tak nieokiełznana i młoda... I celowo mnie prowokuje. Nie mam osiemnastu lat, doskonale wiem, co próbuje osiągnąć. Chce, bym ją przeleciał. I niech mnie diabli, jeżeli nie mam na to ochoty – przerżnąłbym ją tak, że przez trzy dni miałaby problem z siedzeniem. Ale zaraz po tym Tom Hilton odstrzeliłby mi jaja i zniszczył karierę. To raz, a dwa – mam za zadanie ją chronić, a nie posuwać. Muszę się opamiętać.

Zerkam w dół. Mały Clark stoi na baczność, więcej niż gotowy.

– To ja jestem tutaj żołnierzem, spocznij! – mówię do niego.

Nie słucha. Nadal trzyma wartę.

Jestem seksualnie sfrustrowany. Nie byłem z kobietą już od jakiegoś czasu, a teraz przebywam pod jednym dachem z aż nazbyt chętną kandydatką, która jest niesamowicie seksowna, a do tego irytująca. Wzbudza we mnie bardzo dużo sprzecznych uczuć.

A to, jak mnie wkręciła? Powinienem być bardziej czujny. Skąd mogłem wiedzieć, że nic jej się nie stało? Następnym razem będę wiedział, że ta dziewczyna jest zdolna do wszystkiego. Że potrafi pokazać się na golasa tylko po to, by mnie podniecić.

Cholera, nadal mam przed oczami ten obraz i wydaje mi się, że długo będę to wspominać. Rozchylone usta, wilgotne ciało zaróżowione od ciepłej wody, podskakujące krągłe piersi zakończone różowymi, sterczącymi sutkami, idealny tyłek, rozstawione szeroko długie nogi. Spokojnie mógłbym ją tam wziąć. Mógłbym przyprzeć Julliet do ściany i przelecieć ostro od tyłu, aż zaczęłaby prosić, bym przestał.

Mały Clark jeszcze bardziej się pręży, szykując do ataku.

Rzucam się na łóżko i staram rozluźnić.

To będzie ciężka noc. Jestem tutaj dopiero jeden dzień, a już mam problemy ze snem i to nie przez koszmary, ale wielką chuć.

Mały Clark wstąpił do artylerii i gotów jest do wystrzału. Zaczynam go karcić, jakby miało to cokolwiek pomóc:

– Nie tak masz mnie wspierać, kolego, nie tak. Powinieneś być posłuszny, a nie przechodzić na stronę wroga.

Staram się przestać o niej myśleć. Zamykam oczy i koncentruję się na tym, że kobiety są fałszywe. Potem wyobrażam sobie starą szczerbatą ciotkę od strony matki, która podczas joggingu miała problem z latającymi na wszystkie strony, obwisłymi piersiami. Widziałem to przez okno jako dziecko, jej trasa biegła koło naszego domu. Co chwilę poprawiała koszulkę. To powinno mnie skutecznie zniechęcić. Ale zaraz po tym widzę, jak Julliet biegnie tuż za nią. Naga i ponętna.

Przewracam się z boku na bok, nie mogąc zasnąć – kto by zasnął, kiedy lufa wystaje z gaci? No dosłownie: przecisnął się pod gumką i patrzy na mnie prosząco „jednym okiem”, jakby mówił: „zamocz mnie”.

– Nie poruchasz sobie, stary.

Odrzucam przykrycie, wstaję i z zamiarem pójścia do kuchni po szklankę wody wychodzę, ubrany wyłącznie w spodnie od piżamy. Poprawiam małego Clarka, upychając go do środka.

Schody skrzypią niemal niezauważalnie, jednak w nocy ten dźwięk niesie się po całym domu. Jestem pewien, że jeżeli Julliet nie śpi, to zaraz pojawi się obok mnie, by dalej prowokować. Wpakowałem się w jakiś dom Playboya, z tym, że to nie ja jestem właścicielem. Nie chcę się bawić z króliczkami.

Wchodząc do kuchni, zapalam tylko lampki zamontowane pod górnymi szafkami. Nalewam sobie wody z dzbanka. Zegar wiszący na ścianie cicho tyka, wskazując trzecią nad ranem.

Dochodzi do mnie dźwięk otwieranych drzwi na piętrze. No tak – zaraz tutaj będzie. Szybko siadam na krześle, by zasłonić wzwód. Nie zamierzam wystawiać się na widok publiczny.

Unoszę szklankę do ust i upijam łyk w momencie, gdy Julliet staje w progu. Z wrażenia się krztuszę i pluję na stół.

– O rany. – Podbiega i klepie mnie po plecach. Łapię powietrze i patrzę na nią karcąco.

– Co ty masz na sobie? – oburzam się, lustrując koronkowy, czerwony mikrotop, cienki jak rajstopy, i pasujące do niego stringi. Jej brzuch jest idealnie płaski, ale i lekko umięśniony. Pociągający tak bardzo, że muszę zużyć całą silną wolę, by nie dopaść jej w dwóch krokach.

– Piżamkę – mówi przesłodko i podchodzi do lodówki. Otwiera ją i wypina pośladki w moją stronę, a ja twardnieję jeszcze bardziej, nim zdążam odwrócić wzrok.

Jest okropnie nieprzyzwoita. Gdyby na jej miejscu była inna kobieta, wyśmiałbym ją czy cokolwiek innego. Ale to Julliet – cholernie urocza, seksowna i nieprzewidywalna córeczka kandydata na prezydenta. I podoba mi się. Bardzo. Pomimo natarczywości, jest w niej coś dziewczęcego, niewinnego, przez co czuję, że jej powierzchowność coś ukrywa.

Nie mogę jednak dopuścić, by ta sytuacja się pogorszyła. Bo jeżeli nie zareaguję teraz, to tak właśnie się stanie – będzie znęcać się nade mną nie tylko psychicznie, ale i fizycznie, będzie gnębić, aż jaja mi eksplodują.

– Masz ubierać się przyzwoicie, dopóki tutaj jestem. Nie mieszkasz teraz sama, a ja nie mam ochoty oglądać ciebie roznegliżowanej – mówię.

Dziewczyna unosi na mnie zaskoczony wzrok, w którym widać urazę. Już wiem, że za chwilę zacznie płakać.

Ona jednak podchodzi do blatu, odwraca się i jednym ruchem na niego wskakuje. Opiera się na dłoniach, wypina piersi i odrzuca włosy.

– Nie podobam ci się? – pyta kokieteryjnie. – Nie miałbyś ochoty zobaczyć, co potrafię zrobić z facetem? Zaręczam, że będziesz zadowolony.

Przełykam głośno ślinę i wstaję. Podchodzę do niej z groźną miną i chwytam jej kolana, by stanąć pomiędzy nimi. Julliet momentalnie wypina biust jeszcze bardziej. Jestem bardzo blisko niej, za blisko. Czuję jej dziewczęcy zapach. Mały Clark ociera się o wilgotne majtki kobiety i podskakuje radośnie.

– Jeżeli kiedykolwiek cię dopadnę, to rozszarpię na strzępy. – Naprawdę mam ochotę ją konkretnie przerżnąć, ale po to, by dać nauczkę. – Więc lepiej się zastanów, czy chciałabyś poczuć mnie w środku.

Odsuwam się i kieruję do drzwi. Zerkam jeszcze raz przez ramię. Na jej twarzy pojawia się zuchwały uśmieszek.

– No nie wątpię, z takim sprzętem… – Unosi brwi znacząco.

– Masz być spokojna, inaczej załatwię zastępstwo. Przydzielę ci kobietę. – Naprawdę przyślę tutaj Silvię, moją siostrę. – I to nie jest pusta groźba.

Jej mina momentalnie się zmienia.

– Nie, nie, Clark, poczekaj. Przepraszam – mówi szybko.

Zeskakuje z blatu i podbiega do mnie. Kładzie dłoń na mojej piersi. To aż dziwne, że nie zauważyłem wcześniej, jak piękne ma oczy. Tęczówki są duże i bardzo wyraziste pomimo brązowego koloru.

– Naprawdę nie masz ochoty na seks ze mną? – pyta smutno.

– To nie ma znaczenia, bo to się nie wydarzy. – Powtarzam te słowa jak mantrę już od rana. – Nie ma takiej opcji. Musisz odpuścić. – Wymijam ją i wychodzę.

Idę prosto do łazienki i kieruję się pod prysznic. Muszę mu pomóc, mały Clark nie może być tak torturowany. Zrzucam bokserki, opieram się o płytki i zaczynam przesuwać dłonią po całej jego długości. Zamykam oczy. Wyobrażam sobie, że to Julliet mnie pieści, że to jej usta owijają się wokół penisa. Momentalnie twardnieje jeszcze bardziej.

Przyspieszam, a drugą dłonią chwytam mosznę i zaczynam ją uciskać. Jeszcze nigdy masturbacja nie sprawiała mi aż tyle przyjemności – aż dotąd, gdy wyobrażam sobie ssącą i jęczącą Julliet.

Napięcie kumuluje się we mnie coraz bardziej, a kiedy szarpie mną orgazm, aż opadam na kolana. Dochodzę cicho, mimo to dawno nie przeżyłem czegoś tak intensywnego. To było niezwykłe. Aż mam ochotę na więcej.

Wychodzę spod prysznica i zerkam w dół.

Mały Clark znów jest gotów.

To aż zabawne, biorąc pod uwagę to, że jestem tutaj bardzo krótko.

Ta mała franca mnie nakręciła.

Jak jej się to udało?

Zdecydowanie ma w sobie to coś, co sprawia, że szybko zapominam, po co tutaj jestem.

7Julliet