Uwierz w miłość. Cztery wesela. Tom 4 - Denise Grover Swank - ebook

Uwierz w miłość. Cztery wesela. Tom 4 ebook

Denise Grover Swank

3,5

Opis

Blair Hansen-Lowry była zdania, że małżeństwo nie wystarczy, aby wieść szczęśliwe życie. Do tego potrzebna jest również kariera. Nie sądziła również, że jej dawne obawy i wątpliwości wyjdą na wierzch zaledwie parę miesięcy po tym, jak ona i Garrett powiedzieli sobie sakramentalne tak.

Kiedy Garrett otrzymuje atrakcyjną ofertę pracy, która wymaga od niego przeprowadzki, Blair jest przekonana, że to tylko kwestia czasu, zanim jej mąż zda sobie sprawę, że popełnił straszliwy błąd.

Garrett Lowry wiedział, w co się pakuje. Ożenił się z silną, upartą kobietą, która trzyma na dystans każdego – nawet jego. Mimo to robi wszystko, aby zapewnić ją o swojej miłości i oddaniu. Jednak im bardziej próbuje się wykazać, tym bardziej Blair się od niego oddala.

Pomiędzy parą dochodzi do burzliwej kłótni, w trakcie której pada wiele ostrych słów. Garrett zaczyna się zastanawiać, czy Blair nie będzie szczęśliwsza bez niego…

Nadchodzą walentynki. Blair i Garrett muszą zmierzyć się z myślą, że czasami miłość nie wystarczy, aby stworzyć szczęśliwy związek.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 66

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,5 (70 ocen)
19
20
13
16
2
Sortuj według:
kajmaj87

Z braku laku…

Skończyła się, zanim się zaczęła
00
iCate0

Całkiem niezła

Urocze, ale zdecydowanie za krótkie!
00
mayapocztaonetpl

Z braku laku…

jeszcze dobrze nie usiadłam i koniec tak się bałam że coś pójdzie nie tak że Blair i Garret będą mieć problemy a tu co krótkie opowiadanko o ich dniu jednym dniu
00
annakondzia

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo chciałabym przeczytać tą historie w formie pełnej książki, w trakcie której bohaterowie próbują przezwyciężyć kryzys w małżeństwie. W trakcie tych 6 rozdziałów było tyle wątków pobocznych, które gdyby pociągnąć stworzyłyby ciekawą kontynuacje historii Blair i Garreta czyli bohaterów „Stara miłość nie rdzewieje”. Zastanawiam się jaki był cel napisania tej książki, bo na pewno nie można jej potraktować jako zwieńczenie całej serii. Po przeczytaniu miałam niesamowity niedosyt i nie zdziwią mnie niskie oceny - bo brutalnie rzecz ujmując - ta część nie wiele wnosi. Mimo wszystko oceniam wysoko, z uwagi na fakt że polubiłam tą serię.
00

Popularność




Rozdział 1

Blair Hansen-Lowry patrzyła na swoją klientkę z niedowierzaniem.

– Nigdy nie opuszczałeś deski sedesowej! – wrzasnęła Allison DeSanto zza stołu konferencyjnego. – Sprawiłeś mi ból i cierpienie, z którego nigdy się nie wygrzebię – dodała.

– Żarty sobie robisz? – krzyknął Marco, jej wkrótce były mąż. – Raz zdarzyło mi się zapomnieć o opuszczeniu deski, przez co w twoim mniemaniu złamałaś sobie kość ogonową. Ale to mniemanie nigdy nie zostało poparte dowodami, bo nie poszłaś do lekarza!

Blair westchnęła ciężko, masując sobie skronie opuszkami palców, i spojrzała z irytacją na adwokata Marca, Dane’a Albrighta. Od początku swojej krótkiej kariery reprezentowała kobiety rozwodzące się z dupkowatymi facetami, którzy próbowali oskubać je z ostatniego centa, ale im więcej czasu spędzała z Allison DeSanto, tym bardziej chciała pracować dla jej męża.

Allison rozpoczęła nową litanię wyimaginowanych krzywd, ale Blair skończyła się cierpliwość.

– Dość tego, Allison.

Jej ostry ton wyraźnie zaskoczył Dane’a, mężczyznę słynącego ze stalowych nerwów.

Allison posłała prawniczce zdziwione spojrzenie i rozdziawiła usta. Ewidentnie nie przywykła do sytuacji, w których ktoś zwracał uwagę na jej narcyzm, a to właśnie on – jak podejrzewała Blair – stanowił główną przyczynę zbliżającego się rozwodu.

Nie ulegało wątpliwości, że im szybciej uda się osiągnąć porozumienie, tym lepiej, lecz Allison nie chciała ustąpić w żadnej sprawie. Blair reprezentowała ją tylko dlatego, że zgodziła się wyświadczyć przysługę mamie Megan, której to decyzji pożałowała w tym samym momencie, kiedy Allison DeSanto weszła do jej gabinetu.

Prawniczka spojrzała na Dane’a wymownie.

– Czy mogę porozmawiać chwilę z klientką?

Adwokat odsunął się na krześle i pokręcił głową.

– Mogą panie rozmawiać tak długo, jak długo będzie trzeba – odparł i uniósł brwi, aby podkreślić sens swojej wypowiedzi.

– Jeśli zechcą panowie pójść do poczekalni dla klientów, to zawołam panów, gdy będziemy gotowe – powiedziała Blair, ale było to bezcelowe, bo obaj mężczyźni znajdowali się już za drzwiami.

Prawniczka wzięła telefon i zadzwoniła do swojej asystentki.

– Melisso, czy mogłabyś iść do panów Albrighta i DeSanta, którzy są teraz w poczekalni, i zanieść im tam dzbanek świeżej kawy? Wszyscy będziemy jej potrzebować.

Rzuciła okiem na swoją klientkę, która już stukała w wyświetlacz komórki.

– Oczywiście – odparła Melissa. – Ale zanim się rozłączysz, chciałam ci jeszcze powiedzieć, że dzwonił Garrett.

– Tak? – Blair nie potrafiła zapanować nad uśmiechem. Zapewne nie zasługiwała na tego faceta, ale kochała go bardziej, niż potrafiłaby to sobie kiedyś wyobrazić. Wzięła ślub zaledwie pół roku temu, ale była szczęśliwa ponad wszelkie oczekiwanie. Zwłaszcza że początkowo miała wyjść za kogoś innego. – Do mnie nie dzwonił ani nie pisał.

– Wiedział o twoim spotkaniu, więc zatelefonował do mnie, aby ci nie przeszkadzać. Prosił, żebyś do niego oddzwoniła, gdy tylko będziesz mogła.

Blair wiedziała, że nie powinna rozmawiać o sprawach osobistych przy klientce, lecz Allison była całkowicie pochłonięta wymianą esemesów. Szelmowski błysk w jej oku sugerował, że wysyła erotyczne wiadomości do swojego nowego chłopaka.

Kolejny powód, aby żałować decyzji o wzięciu tej sprawy. Niech cholera weźmie matkę Megan i jej koleżanki z klubu rekreacyjnego dla elit.

Prawniczka rzuciła okiem na zegar na ścianie.

– Garrett ma za pół godziny wchodzić na pokład samolotu.

– Wydaje mi się, że jego samolot ma opóźnienie.

Po zakończeniu rozmowy Blair próbowała zignorować ucisk w żołądku. Samoloty ciągle miały opóźnienia. To nie była żadna wielka sprawa. Nie ulegało wątpliwości, że Garrett wróci przed wieczorem. Poza tym on i Blair nie obchodzili walentynek. W pierwszy i jedyny dzień zakochanych, jaki spędzili razem, świętowali antywalentynki, robiąc rzeczy przeciwne do tych, którymi zajmowali się ci wszyscy głupcy nabierający się na to komercyjne święto. Pograli na automatach, zjedli pizzę w Chuck E. Cheese, a potem Garrett zabrał Blair na dach swojego bloku i pokazał jej gwiazdę, którą dla niej kupił i nazwał Płonąca Supernowa. W tym roku natomiast mieli pierwszy raz przeżyć dzień zakochanych jako małżeństwo i choć niczego wspólnie nie zaplanowali, to Blair obmyśliła własny plan: antywalentynki 2.0.

– Ile tu jeszcze będziemy? – spytała Allison, nie odrywając uwagi od wyświetlacza telefonu. – Mam plany na wieczór.

Przez Blair przetoczyła się fala irytacji.

– Gdyby zachowywała się pani jak dorosła osoba, a nie zepsute dziecko, to może już byłoby po wszystkim.

Allison opadła szczęka.

– Co?

– Celem tego spotkania nie jest wylanie wszystkich żali, jakie nagromadziły się w pani przez dwa lata trwania małżeństwa, tylko przeanalizowanie wykazu wspólnego mienia i dojście do porozumienia w kwestii podziału jego składników.

Allison popatrzyła na Blair z kwaśną miną.

– Mój tyłek również się do nich zalicza. To jeden z najważniejszych elementów mojego majątku.

– Wolałabym, aby mówiła tak pani o swoim mózgu.

Klientka zatrzepotała powiekami.

– Proponuję – powiedziała prawniczka, wzdychając teatralnie – abyśmy trzymali się listy rzeczy, co do których nie osiągnęli państwo jeszcze porozumienia, i spróbowali zadecydować coś w kwestii każdej z nich. I proszę pamiętać, że to ma być sprawiedliwy podział.

Ta sprawa daleko odbiegała od standardowych przypadków, jakimi zajmowała się Blair. Zwykle zaciekle walczyła o wszystko, co mogła dla swojej klientki uzyskać, a teraz po raz pierwszy czuła, że powinna zachęcić rozwodzącą się kobietę, aby nie wykłócała się zawzięcie o każdą rzecz. Wiedziała już, co czuła większość adwokatów, którym stawiała czoło.

– Okej – odparła ze złością Allison. – A teraz muszę iść do łazienki.

– Zna pani drogę. Sprawdzę w tym czasie, czy dostałam jakieś wiadomości. – Blair zostawiła poirytowaną kobietę i szybkim krokiem przemierzyła krótki korytarz, po czym skręciła za róg.

Melissa siedziała przy swoim biurku i wpatrywała się w ekran komputera. Zauważywszy zbliżającą się szefową, posłała jej współczujące spojrzenie.

– Jak idzie?

– To jakaś pieprzona katastrofa – szepnęła Blair. – Ta kobieta to książkowy przykład postawy roszczeniowej.

Melissa przechyliła głowę, uśmiechając się złośliwie.

– Typowa przedstawicielka klubu dla elit.

– Nie przypominaj mi. Mamy teraz krótką przerwę, a potem znów spróbujemy. Zadzwonię do Garretta. Zaglądałaś do tych biedaków w poczekalni?

– Jeszcze nie. – Melissa wydęła usta. – I ładny mi biedak z tego całego Albrighta. Facet doprowadza mnie do szału. Ma tak wielką głowę, że nie wiem, jakim cudem daje radę ją dźwigać. Na siłowni wykonuje pewnie jakieś imponujące ćwiczenia na mięśnie karku.

Prawniczka uśmiechnęła się szeroko i uniosła brew.

– Myślisz, że chodzi na siłownię?

Asystentka spłonęła rumieńcem.

– Czy to nie oczywiste?

– Nie dla mnie. Chyba jestem zbyt zajęta wpatrywaniem się w Garretta.

Melissa wstała.

– Może i jesteś zamężna, ale na pewno nie martwa. I nie musisz udawać, że nie liczy się dla ciebie nic oprócz Garretta. Od kiedy twój świat kręci się wokół rzeczywistości kogoś innego? – Asystentka ciężkim krokiem poszła do poczekalni.

Blair przyglądała się jej przez chwilę, zastanawiając się, co ją tak zirytowało. Czyżby sugerowała jej, że ślub ją zmienił? Fakt, że wolała skupiać się na własnym mężu i nie śliniła się na widok ładnie wyrzeźbionych ciał innym mężczyzn, nie oznaczał wcale, że zupełnie zmiękła… Prawda?

Ta wątpliwość nie dawała Blair spokoju. Przed ślubem z Garrettem słynęła ze swojej nieustępliwości i zaciekłości. Spotykając mężczyzn w salach konferencyjnych i sądzie, widziała strach w ich oczach. Ale małżeństwo sprawiło, że zmiękła. Garrett sprawił, że zmiękła. Na początku lekceważyła to podejrzenie, lecz pół roku po powrocie z podróży poślubnej była pewna jego słuszności.

Straciła pazur.

I przerażało ją to jak cholera.

Weszła do swojego gabinetu, usiadła przy biurku i otworzyła skrzynkę e-mailową, jednocześnie wybierając numer Garretta.

– Cześć, piękna – powiedział ochrypłym głosem, na dźwięk którego serce zerwało jej się do galopu.

– Czemu nie wchodzisz jeszcze na pokład? – spytała go, starając się skoncentrować na ekranie komputera, choć nie potrafiła myśleć o niczym innym niż obietnicach zawartych w jego seksownym głosie.

– Mój samolot jeszcze nie dotarł. Utknął w Chicago. Ma jakieś opóźnienia z powodu opadów śniegu.

– Ale ty jesteś w San Diego.

– Wiem – odparł – ale mówią, że w Chicago mieli wieczorem piętnaście centymetrów. – Parsknął śmiechem, kiedy usłyszał jej chichot. – Zapanuj nad tymi zbereźnymi myślami, Blazer. Wiem, co ci przyszło do głowy, gdy powiedziałem o piętnastu centymetrach.

Blair wyszczerzyła zęby.

– Nie mam pojęcia, o czym mówisz. Wiesz, że nic poniżej dwudziestu kilku nie robi na mnie wrażenia.

– Tęsknię za tobą. – Jego głos dalej brzmiał nisko i uwodzicielsko, ale ton nagle się zmienił: nie był już lekki i słodki, lecz ciężki i pełen bolesnej tęsknoty.

Blair trudno było cokolwiek odpowiedzieć.

– Ja za tobą też – przyznała w końcu.

– Nie chcę już nigdy rozstawać się na tak długo.

– To tylko cztery dni – zaprotestowała, ale głównie po to, by złagodzić własny niepokój. Tęskniła bardziej, niż się tego spodziewała, bardziej, niż wydawało jej się to bezpieczne. I to ją przerażało.

– O cztery dni za długo – odparł Garrett krótko.

Odchrząknęła, czując, że musi zmienić temat, zanim rozsypie się emocjonalnie.

– Mniemam, że poranne spotkanie poszło dobrze.

– Tak. Barton zmienił zdanie i przystał na wszystkie warunki.

Blair słyszała dumę w głosie męża. Garrett zrezygnował z pracy w San Diego i przeniósł się do Kansas City, aby otworzyć z nią nową kancelarię, ale zgodził się pociągnąć kilka starych spraw, którymi zajmował się przed przeprowadzką.

– A jak podział majątku?

– Allison DeSanto jest zakałą kobiecego rodu. Stanowi przeciwieństwo wszystkich moich klientek.

– To z niej zrezygnuj. Nie musisz jej przecież zatrzymywać. Wiem, że daje ci dobrze zarobić, ale i tak nieźle sobie radzimy, zważywszy, że kancelaria działa tak krótko. Znajdziesz inne klientki.

– Nie chodzi o pieniądze – rzuciła prawniczka opryskliwie i natychmiast tego pożałowała. Po pierwsze, częściowo chodziło o pieniądze: matka Allison wypisywała hojne czeki na pokrycie kosztów adwokackich. Po drugie, i co ważniejsze, wybuchy złości były w życiu Blair typową reakcją obronną na poczucie skrępowania i niepewności, a biedny Garrett widział ich ostatnio więcej, niż powinien. Blair nigdy nie była szczęśliwsza niż teraz, jednak wciąż trzymała męża na dystans. A im bardziej ten dystans się skracał, tym łatwiej wpadała w gniew. – Przepraszam. Nie spałam od…

– Odkąd wyjechałem? – spytał Garrett cicho i bez poczucia triumfu. – To żaden wstyd przyznać, że mnie kochasz i za mną tęsknisz. Jesteśmy po ślubie. To normalne. – Zawahał się. – Nie zgadniesz, co się stało po moim spotkaniu. Kiedy zadzwoniłem do swojego dawnego szefa i przekazałem mu dobrą wiadomość o ugodzie, zaoferował mi ogromną sumę pieniędzy, aby mnie przekonać do powrotu do pracy w San Diego.

Blair serce zamarło w piersi. Czyżby Garrett chciał wrócić? Gdyby nie ona, nigdy nie wyjeżdżałby z San Diego.

– I co mu powiedziałeś? – spytała go, starając się, aby jej głos brzmiał tak spokojnie, jak to tylko możliwe.

– A jak myślisz? – odparł zaskoczony. – Nie zgodziłem się. Ja i ty praktykujemy w Kansas City.

Ta rozmowa tak zaskoczyła Blair, że zupełnie nie wiedziała, co powiedzieć. Nie chciała stawać Garrettowi na drodze do realizacji pragnień.

– Wiesz, że nie musisz tu zostawać. Możemy żyć w związku na odległość. To nic niezwykłego.

Garrett milczał długo. Blair zaczęła już myśleć, że się rozłączył.

– Chciałbym wierzyć, że nie mówiłaś tego poważnie – wyrzucił z siebie w końcu.

Jego głos był tak zimny, że zmroził jej serce.

Garrett ewidentnie nie chciał żyć w związku na odległość, co jednocześnie uspokoiło umysł Blair i wzmogło jej strach.

– Wiesz, że przydałby się nam zastrzyk gotówki. – Boże. Po co ona to powiedziała? Dlaczego pchała go w tę stronę? Cały czas myślała tylko o tym, że w ostatnim czasie była dla niego straszną wiedźmą i że nie miałaby do niego pretensji, gdyby chciał ją zostawić. Może informacja o propozycji dawnego szefa była jego próbą zakomunikowania jej, że myśli o rozstaniu.

W progu gabinetu stanęła Melissa.

– Słuchaj, nie chciałabym przerywać, ale pani DeSanto… – Mina asystentki powiedziała Blair, że sytuacja nie wygląda dobrze.

– Garrett… – Odchrząknęła. – Muszę kończyć.

– Poczekaj!

– Nie mam czasu na…

– Możesz poczekać parę sekund, do jasnej cholery. To też moja kancelaria. Wiem, jak działa. – Garrett wydawał się tak wkurzony, że Blair poczuła gulę w gardle.

Zaczęła protestować. Mąż poruszał wiele czułych strun w jej duszy, więc zapragnęła się wycofać i ukryć za wzniesionym samodzielnie murem obronnym. Tym samym, który on powoli rozbierał, jedna cegiełka za drugą. W murze zrobiła się wielka dziura, a Blair zaczęła czuć się odsłonięta i bezbronna, na co dotychczas nigdy sobie nie pozwalała. Jej strach sięgał zenitu.

Nie przywykła do doświadczania potrzeby czyjejś obecności – do liczenia, że ktoś przy niej będzie. Ciągle czekała, aż grunt pod jej nogami zacznie się sypać. Może to właśnie był ten moment.

Garrett milczał, wpędzając ją w jeszcze większy popłoch.

– No i? – spytała oschle. – Dałam ci dziesięć sekund i pięć już wykorzystałeś.

– Porozmawiamy później. – Nuta porażki w jego głosie napełniła jej serce paniką. Milczał przez chwilę, a potem powiedział miękko: – Kocham cię.

Schrzaniła. Dlaczego nie mogła być jak inni zakochani? Dlaczego musiała zachowywać się wobec niego jak najgorsza wiedźma? Garrett rozumiał ją lepiej niż ktokolwiek inny. Kochał ją mimo jej skłonności do wysuwania kolców. Był cierpliwy, ale ona musiała dać mu z siebie coś więcej.

– Ja ciebie też kocham – powiedziała łagodnie, już żałując, że wpadła w złość.

On jednak zdążył się rozłączyć.

Rozdział 2

Dalsza część dostępna w wersji pełnej

Spis treści:

Okładka
Karta tytułowa
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
O autorce

TYTUŁ ORYGINAŁU:

The Valentine

(The Wedding Pact #4)

Redaktorka prowadząca: Marta Budnik

Wydawczyni: Małgorzata Święcicka

Redakcja: Adrian Kyć / Rytm pisania

Korekta: Sylwia Chojecka

Projekt okładki: Łukasz Werpachowski

Zdjęcie na okładce: © Angelina Bambina / iStock.com

Copyright © 2016 by Denise Grover Swank

Copyright © 2021 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Copyright © for the Polish translation by Lucyna Wierzbowska, 2021

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2021

ISBN 978-83-66890-74-9

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: [email protected]

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek