Ustalić granice - szanować granice - Anselm Grün, Ramona Robben - ebook
Opis

Anselm Grün i Ramona Robben jako doświadczeni kierownicy duchowi zauważyli, że aby nasze relacje z innymi ludźmi były udane, konieczne jest zachowanie równowagi między postawą otwartości a chronieniem siebie, między dystansem a poświęceniem. Niezbędny jest także szacunek wobec cudzej odmienności, ponieważ każdy człowiek w inny sposób ustanawia swoje granice i reaguje na zranienia. Szanowanie, a nawet pokochanie naszych granic, a także granic innych ludzi jest wręcz kluczem do udanego życia, kluczem do szczęścia.
Najważniejsze jest życie świadome, odnalezienie korzeni we własnym wnętrzu i w świecie wartości. Kto nie potrafi powiedzieć „nie”, kto chce za wszelką cenę spełniać wszystkie oczekiwania, jakie wiążą z nim inni, doświadczy w końcu boleśnie swoich granic. Autorzy tej książki są przekonani, że tylko ten, kto zna własne ograniczenia i akceptuje je, potrafi pokonać wszelkie słabości, wychodzić ku innym ludziom i nawiązywać z nimi głębokie relacje.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 174

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Ty­tuł ory­gi­na­łu: Gren­zen set­zen – Gren­zen ach­ten Da­mit Bez­ie­hun­gen ge­lin­gen – Spi­ri­tu­el­le Im­pul­se

Co­py­ri­ght © Ver­lag Her­der Fre­iburg im Bre­is­gau, 1. Au­fla­ge 2004

© Co­py­ri­ght for the Po­lish edi­tion by Wy­daw­nic­two JED­NOŚĆ, Kiel­ce 2006

Prze­kład z ję­zy­ka nie­miec­kie­go

Ewa Pia­sta

Re­dak­cja i ko­rek­ta

Ka­ta­rzy­na Zie­liń­ska

Re­dak­cja tech­nicz­na

Ar­tur Czer­wiec

Opra­co­wa­nie gra­ficz­ne okład­ki

Ju­sty­na Ku­ła­ga-Wy­trych

ISBN 978-83-7660-538-8

WY­DAW­NIC­TWO „JED­NOŚĆ”

25-013 Kiel­ce, ul. Jana Paw­ła II nr 4

Dział sprze­da­ży tel. (0-41) 349-50-50

Re­dak­cja tel. (0-41) 368-11-10

www.jed­nosc.com.pl

e-mail: jed­[email protected]­nosc.com.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Usta­lać gra­ni­ce – sza­no­wać gra­ni­ce

Aby na­sze wza­jem­ne re­la­cje były uda­ne – im­pul­sy du­cho­we

An­selm Grün

Ra­mo­na Rob­ben

Wpro­wa­dze­nie

Pod­czas po­dej­mo­wa­nia kie­row­nic­twa du­cho­we­go po­wra­ca wciąż te­mat gra­nic. Jest wie­le osób po­szu­ku­ją­cych po­ra­dy, któ­re cier­pią, po­nie­waż nie umie­ją za­cho­wać od­po­wied­nie­go dy­stan­su. Nie po­tra­fią po­wie­dzieć „nie” i wciąż żyją pod we­wnętrz­ną pre­sją, iż mu­szą speł­nić wszyst­kie ocze­ki­wa­nia, któ­re są kie­ro­wa­ne pod ich ad­re­sem. Uwa­ża­ją, że mu­szą speł­nić wszyst­kie ży­cze­nia in­nych lu­dzi. Oba­wia­ją się po­wie­dzieć „nie”, a wy­ni­ka to ze stra­chu przed po­czu­ciem wy­ob­co­wa­nia i od­rzu­ce­niem. Nie­któ­rzy je­dzą bez umia­ru, nie do­strze­ga­ją gra­ni­cy swo­ich moż­li­wo­ści i cier­pią, gdyż nie po­tra­fią sami so­bie po­wie­dzieć „stop”. Inni znów stra­ci­li umie­jęt­ność od­gra­dza­nia się od lu­dzi ze swo­je­go oto­cze­nia. Ich gra­ni­ce roz­pły­wa­ją się.

Tacy lu­dzie spo­strze­ga­ją na­tych­miast to, co czu­ją inni. Nie jest to jed­nak po­zy­tyw­ne, po­nie­waż ich wła­sne uczu­cia mie­sza­ją się cią­gle z uczu­cia­mi in­nych. Tacy lu­dzie są na­ra­że­ni na na­stro­je pa­nu­ją­ce w ich naj­bliż­szym oto­cze­niu i po­zwa­la­ją, aby kie­ro­wa­ły nimi emo­cje. Wspo­mnia­ne oso­by cza­sa­mi mają na­wet wra­że­nie, jak­by się wta­pia­ły w oto­cze­nie. Żyją po­zba­wio­ne ochro­ny. Ten, kto bada ich hi­sto­rie ży­cia, za­uwa­ża za­raz, że przy­czy­ny się­ga­ją da­le­ko wstecz. Lu­dzie nie po­sia­da­ją­cy gra­nic do­świad­czy­li czę­sto w dzie­ciń­stwie na­ru­sze­nia ich wła­snej gra­ni­cy. Ta­kie do­świad­cze­nia są dla do­tknię­tych nimi bar­dzo bo­le­sne. Spra­wia­ją nie tyl­ko cier­pie­nie, ale mają też czę­sto róż­no­ra­kie kon­se­kwen­cje i dłu­go­trwa­łe skut­ki. Wszy­scy po­trze­bu­je­my chro­nio­nej prze­strze­ni. Może się zda­rzyć, że mat­ka wej­dzie bez pu­ka­nia do po­ko­ju cór­ki lub pod jej nie­obec­ność szpe­ra w szu­fla­dzie i czy­ta pa­mięt­nik. Póź­niej po­ja­wia­ją się tego skut­ki: kto w dzie­ciń­stwie do­znał na­ru­sze­nia swo­jej pry­wat­no­ści, ten w do­ro­słym ży­ciu ma czę­sto pro­ble­my w re­la­cjach z in­ny­mi. Przy­kła­dy moż­na by mno­żyć. Wszyst­kie po­zwa­la­ją stwier­dzić, że na­sze ży­cie bę­dzie wte­dy uda­ne, je­śli po­to­czy się w ob­rę­bie okre­ślo­nych gra­nic.

Jak ma się roz­wi­jać po­myśl­nie ży­cie oso­by, któ­ra po­zo­sta­je nie­ustan­nie w re­la­cjach z in­ny­mi? Bez zdol­no­ści do od­gra­dza­nia się nie moż­na do­świad­czyć swo­jej wła­snej oso­by ani roz­wi­nąć wła­snej oso­bo­wo­ści. Już samo spoj­rze­nie na zna­cze­nie tego wy­ra­zu coś nam na ten te­mat mówi:per­so­na(„oso­ba”) zna­czy­ło wcze­śniej „ma­ska”; jest ona czymś, co trzy­ma­my przed sobą. Po­przez ma­skę mogę na­wią­zy­wać kon­tak­ty z in­ny­mi. Ła­ciń­skie sło­woper­so­na­reozna­cza „prze­brzmie­wać”. Za po­mo­cą swo­je­go gło­su, swo­jej mowy do­cie­ram do dru­giej oso­by; w taki spo­sób od­by­wa się spo­tka­nie. Aby spo­tka­nie było uda­ne, ko­niecz­na jest rów­no­wa­ga mię­dzy za­cho­wa­niem gra­ni­cy a prze­kra­cza­niem jej, mię­dzy ochro­ną a otwar­ciem się, mię­dzy se­pa­ra­cją a da­ro­wa­niem sie­bie. Mu­szę mieć świa­do­mość swo­jej gra­ni­cy. Do­pie­ro wte­dy będę mógł ją prze­kro­czyć, aby wyjść do dru­gie­go czło­wie­ka, spo­tkać się z nim i do­świad­czyć przez mo­ment jed­no­ści.

Spo­tka­nie od­by­wa się za­wsze na gra­ni­cy. Mu­szę dojść do swo­ich gra­nic, aż na ich naj­dal­szy kra­niec, aby spo­tkać dru­gie­go czło­wie­ka. Je­śli spo­tka­nie się po­wie­dzie, gra­ni­ce nie będą już wię­cej czymś sztyw­nym i dzie­lą­cym nas, sta­ną się płyn­ne. Na gra­ni­cy i poza nią po­wsta­nie jed­ność. Spo­tka­nie nie jest jed­nak czymś sta­tycz­nym, ale ży­wym pro­ce­sem. Po spo­tka­niu każ­dy po­wra­ca w ob­ręb wła­snej prze­strze­ni – ubo­ga­co­ny do­świad­cze­niem na gra­ni­cy.

Dla fran­cu­skie­go pi­sa­rza Ro­ma­ina Rol­lan­da pra­wi­dło­wa po­sta­wa wo­bec wła­snych gra­nic i ogra­ni­czeń sta­no­wi klucz do szczę­ścia: „Szczę­ściem jest znać i po­ko­chać swo­je gra­ni­ce”. Jego zda­niem cho­dzi więc nie tyl­ko o umie­jęt­ność od­gra­dza­nia się, ale o po­zna­nie swo­ich gra­nic. Po­win­ni­śmy je tak­że po­ko­chać. Nie jest to ni­czym in­nym, jak zgo­dą na wła­sne gra­ni­ce, wdzięcz­no­ścią za ogra­ni­cze­nia, któ­rych do­świad­cza­my w so­bie i u in­nych. Klucz do szczę­ścia leży w umie­jęt­no­ści po­ko­cha­nia sie­bie sa­me­go w swo­ich wła­snych ogra­ni­cze­niach i po­ko­cha­nia lu­dzi wraz z ich ogra­ni­cze­nia­mi. To nie przy­cho­dzi za­wsze ła­two, gdyż naj­czę­ściej sta­ra­my się roz­wi­jać ta­kie wy­obra­że­nie o so­bie, któ­re nie uwzględ­nia ogra­ni­czeń. Ro­ma­in Rol­land twier­dzi jed­nak, że tyl­ko ten, kto po­go­dzi się ze swo­imi ogra­ni­cze­nia­mi i bę­dzie miał do nich ser­decz­ny sto­su­nek, może li­czyć na uda­ne ży­cie i szczę­ście.

Wie­lu lu­dzi jest dzi­siaj prze­cią­żo­nych i cier­pi z po­wo­du prze­pra­co­wa­nia. Stan ten może wy­ni­kać z róż­nych po­wo­dów. Naj­czę­ściej spo­ty­ka­nym po­wo­dem jest to, iż prze­cią­że­ni i wy­pa­le­ni lu­dzie nie zwa­ża­ją na swo­je gra­ni­ce. Żyją po­nad stan i na­gle za­uwa­ża­ją, że stra­ci­li umiar we­wnętrz­ny. Bez za­cho­wa­nia umia­ru ży­cie nie może się udać.

Ist­nie­ją jed­nak lu­dzie, do któ­rych od­no­si się inna pra­wi­dło­wość: z po­wo­du cią­głe­go od­gra­dza­nia się nie po­tra­fią od­kryć wła­snych sił i nig­dy nie będą po­tra­fi­li wyjść poza swo­je ogra­ni­cze­nia; tkwią więc w swo­jej cia­sno­cie. O ta­kich lu­dziach mó­wi­my, że są bar­dzo ogra­ni­cze­ni. Nie wi­dzą ni­cze­go poza czub­kiem wła­sne­go nosa. Nie moż­na na nich po­le­gać, nie są w sta­nie po­sze­rzyć ani swo­ich gra­nic, ani gra­nic swo­jej gru­py, aby do­ko­nać ja­kichś no­wych zmian w ży­ciu.

Kto po­ru­sza te­mat gra­nic, bę­dzie mu­siał do­ko­nać kon­fron­ta­cji z ak­tu­al­ny­mi pro­ble­ma­mi. Obec­nie dys­ku­tu­je się co­raz czę­ściej o wy­ko­rzy­sty­wa­niu sek­su­al­nym, co było bar­dzo dłu­go te­ma­tem tabu. Rów­nież w tej dzie­dzi­nie daje o so­bie znać nie­prze­strze­ga­nie gra­nic. Jed­ną z gra­nic jest na­sze wła­sne cia­ło; dy­stans fi­zycz­ny jest tak samo waż­ny w kon­tak­tach z in­ny­mi, jak bli­skość. Bli­skość jest za­wsze wy­ra­zem za­ufa­nia. Za­ufa­nie może jed­nak zo­stać wy­ko­rzy­sta­ne i zra­nio­ne. Uży­wa­my cza­sa­mi sfor­mu­ło­wań, że „ktoś się do ko­goś za bar­dzo zbli­ża”. Sto­su­je­my je wte­dy, kie­dy zo­sta­ją prze­kro­czo­ne ja­kieś gra­ni­ce. Po­ku­sa wy­ko­rzy­sty­wa­nia po­ja­wia się przede wszyst­kim u lu­dzi zaj­mu­ją­cych moc­niej­szą po­zy­cję: u oj­ców, wuj­ków, star­szych bra­ci, te­ra­peu­tów, le­ka­rzy, na­uczy­cie­li, a cza­sem na­wet księ­ży. Nie do­strze­ga­ją oni ani wła­snych gra­nic, ani gra­nic swo­ich pod­opiecz­nych i wy­ko­rzy­stu­ją ich bli­skość i za­ufa­nie.

W cza­sie to­wa­rzy­sze­nia du­cho­we­go spo­ty­ka­my też lu­dzi, któ­rzy nie chcą uznać na­szych wła­snych gra­nic. Nie po­tra­fią za­ak­cep­to­wać sło­wa „nie”. Pró­bu­ją wszel­ki­mi spo­so­ba­mi prze­for­so­wać wła­sne ocze­ki­wa­nia. Nie chcą zro­zu­mieć, że my rów­nież po­sia­da­my gra­ni­ce, któ­rych nie chce­my bez koń­ca roz­sze­rzać.

Rów­nież spra­wy oso­bi­ste­go kształ­to­wa­nia ży­cia wy­stę­pu­ją w sze­ro­kim kon­tek­ście spo­łecz­nym i po­li­tycz­nym. W świe­cie pod­da­nym co­raz więk­szej glo­ba­li­za­cji i uzna­ją­cym co­raz mniej gra­nic lu­dziom trud­no jest przy­znać się do swo­ich wła­snych. Do­świad­cza­my wpraw­dzie z jed­nej stro­ny uczu­cia wol­no­ści, kie­dy w ob­rę­bie Unii Eu­ro­pej­skiej mo­że­my swo­bod­nie prze­miesz­czać się z kra­ju do kra­ju i nie mu­si­my pod­da­wać się dłu­gim i nie­przy­jem­nym kon­tro­lom gra­nicz­nym; z dru­giej stro­ny do­świad­cza­my też nie­bez­pie­czeństw wy­ni­ka­ją­cych z otwar­cia gra­nic. Za­ni­ka na­sza toż­sa­mość. Otwar­te gra­ni­ce są też szan­są dla kry­mi­na­li­stów. Wol­ność jest więc nie tyl­ko zy­skiem, wie­lu lu­dziom w związ­ku z tym to­wa­rzy­szy strach i nie­pew­ność.

W epo­ce wzra­sta­ją­cych pręd­ko­ści i cią­głe­go na­ci­sku na efekt zmie­nia się też uspo­so­bie­nie czło­wie­ka i sto­su­nek do ży­cia. Wszyst­ko chce się mieć rów­no­cze­śnie, na­tych­miast i w każ­dej chwi­li. Tak brzmi ta­jem­na za­sa­da spo­łe­czeń­stwa, za­sa­da, we­dług któ­rej żyje dzi­siaj wie­lu lu­dzi. Bez wy­tchnie­nia go­nią za szczę­ściem albo ra­czej za tym, co uwa­ża­ją za szczę­ście. Na­sze cza­sy cha­rak­te­ry­zu­ją się bra­kiem umia­ru i gra­nic. Od­czu­wal­ne jest to nie tyl­ko w ży­ciu pry­wat­nym, ale co­raz czę­ściej w ży­ciu za­wo­do­wym, gdzie pre­sja z po­wo­du co­raz trud­niej­szej sy­tu­acji go­spo­dar­czej pro­wa­dzi do wzra­sta­ją­ce­go ob­cią­że­nia, któ­re prze­kra­cza czę­sto do­pusz­czal­ne gra­ni­ce. Wie­lu są­dzi, że musi brać na sie­bie co­raz wię­cej obo­wiąz­ków, aby się do­war­to­ścio­wać. Inni od­czu­wa­ją też cię­żar nad­mier­nej pra­cy na­kła­da­nej na nich przez prze­ło­żo­nych.

Dla wie­lu nie ist­nie­ją już żad­ne gra­ni­ce cza­so­we. Wszyst­ko moż­na za­ła­twić w każ­dym mo­men­cie. W cza­sie po­dró­ży te­le­fo­nu­je się, aby po­in­for­mo­wać in­nych, gdzie się obec­nie znaj­du­je­my. Nie wda­je­my się w re­la­cje z ob­cy­mi. Je­dzie­my do in­nych kra­jów, ale chce­my mieć nie­ustan­ny kon­takt z do­mem. Tak za­cie­ra­ją się gra­ni­ce. Nie prze­kra­cza się już gra­ni­cy, od­dzie­la­ją­cej to, co swoj­skie, od tego, co nie­zna­ne, ale się ją usu­wa. Taki brak gra­nic – w ja­kim­kol­wiek kon­tek­ście by się nie po­ja­wił – nie wy­cho­dzi czło­wie­ko­wi na do­bre. Czę­sto wy­wo­łu­je na­wet cho­ro­by. Nie­któ­rzy te­ra­peu­ci są­dzą, że tak gwał­tow­nie roz­prze­strze­nia­ją­ca się obec­nie cho­ro­ba zwa­na de­pre­sją jest krzy­kiem du­szy, chcą­cej wy­zwo­lić się od bra­ku gra­nic. De­pre­sja zmu­sza czło­wie­ka do pa­trze­nia tyl­ko na sie­bie. Ma go niby chro­nić przed „roz­pły­nię­ciem się”.

Ko­lej­ny za­nik gra­nic wi­docz­ny jest w obec­nym kon­sump­cyj­nym try­bie ży­cia. Chce się mieć wszyst­ko w co­raz więk­szej ilo­ści, wszyst­ko musi być w za­się­gu ręki i to na­tych­miast, w każ­dej chwi­li, jak tyl­ko po­czu­je­my na to ocho­tę. Ma to jed­nak po­dwój­ne ob­li­cze: kie­dy mo­że­my wszyst­ko ku­pić, trud­no jest do­świad­czyć wła­snych gra­nic. Co­raz wię­cej osób za­dłu­ża się. Lu­dzie nie po­tra­fią wy­zna­czyć so­bie gra­nic kon­sump­cji, kie­dyś dłu­gi sta­ną się za cięż­kie i we­pchną ich w jesz­cze bar­dziej bo­le­sne gra­ni­ce.

Do­świad­cze­nia wy­pły­wa­ją­ce z kie­row­nic­twa du­cho­we­go i ob­ser­wa­cji współ­cze­snych cza­sów za­chę­ci­ły nas do za­ję­cia się pro­ble­mem gra­nic i ogra­ni­czeń. Szu­ka­li­śmy do­świad­cze­nia gra­nic w Bi­blii i świa­do­mie kon­cen­tro­wa­li­śmy się na te­ma­cie ogra­ni­czeń w cza­sie roz­mów du­cho­wych i dusz­pa­ster­skich. By­li­śmy zdu­mie­ni, jak czę­sto spo­ty­ka­li­śmy się z tym pro­ble­mem. Je­śli jest się wy­czu­lo­nym na za­gad­nie­nie, po­ja­wia się ono czę­ściej. Nie chce­my pi­sać żad­nej sys­te­ma­tycz­nej psy­cho­lo­gicz­nej czy spo­łecz­nej roz­pra­wy o spo­so­bie ob­cho­dze­nia się z gra­ni­ca­mi, ale pra­gnie­my zwró­cić uwa­gę na kil­ka aspek­tów, któ­re sta­ły się waż­ne w na­szej pra­cy, któ­re po­wie­dzą coś o na­szej obec­nej sy­tu­acji i któ­re na­le­żą do isto­ty czło­wie­ka. Po­mo­gą nam w tym bi­blij­ne ob­ra­zy i nie­któ­re baj­ki, łą­czą­ce się z za­gad­nie­niem lep­sze­go ro­zu­mie­nia wła­snych do­świad­czeń. Aby zwró­cić na to uwa­gę, już w ty­tu­łach po­szcze­gól­nych roz­dzia­łów za­war­li­śmy od­no­śni­ki do kon­kret­ne­go frag­men­tu z Bi­blii. Nie­kie­dy po­słu­ży­li­śmy się cy­ta­ta­mi z ła­ciń­skie­go tłu­ma­cze­nia Wul­ga­ty. Tam czę­ściej jest mowa o gra­ni­cach, tłu­ma­cze­nie naj­now­sze po­słu­gu­je się tro­chę in­ny­mi ob­ra­za­mi. Sło­wa z Bi­blii i nie­któ­re tek­sty ba­jek chce­my ana­li­zo­wać pod ką­tem wy­stę­po­wa­nia w nich ta­jem­ni­cy gra­nic i od­gra­ni­cza­nia się.

Książ­kę wie­lo­krot­nie re­da­go­wa­li­śmy, pod­czas wie­lu wspól­nych roz­mów wpro­wa­dza­li­śmy nie­jed­ną ko­rek­tę. Je­śli w tek­ście po­ja­wia się sło­wo „my”, wy­ra­ża ono na­sze wspól­ne do­świad­cze­nia. Je­śli po­ja­wia­ją się sfor­mu­ło­wa­nia „ja”, „moja sio­stra” itd., wte­dy od­no­szą się one do po­szcze­gól­nych au­to­rów książ­ki. Opi­sa­ne do­świad­cze­nia naj­czę­ściej są owo­cem licz­nych spo­tkań z ludź­mi.

Ra­mo­na Rob­ben to­wa­rzy­szy w opac­twie Mün­ster­schwa­rzach go­ściom, któ­rzy chcą na kil­ka dni za­głę­bić się w ci­szę klasz­to­ru. Oj­ciec An­selm Grün to­wa­rzy­szy przede wszyst­kim ka­pła­nom, za­kon­ni­com i za­kon­ni­kom w domu re­ko­lek­cyj­nym. W tek­ście nie po­da­li­śmy, do ja­kich spo­tkań od­no­szą się kon­kret­ne przy­kła­dy. Pró­bo­wa­li­śmy po­nad­to uka­zać pro­ble­ma­ty­kę w spo­sób bar­dziej ogól­ny, nie­któ­re przy­kła­dy zo­sta­ły nie­co zmie­nio­ne, tak aby nie moż­na było roz­po­znać rze­czy­wi­stych osób. Waż­ne jest dla nas za­cho­wa­nie oso­bi­stych gra­nic lu­dzi, któ­rzy przy­cho­dzą na roz­mo­wy, dla­te­go przy­kła­dy lo­sów i pro­ble­mów osób, któ­re zna­my z do­świad­cze­nia i dłu­gie­go cza­su to­wa­rzy­sze­nia du­cho­we­go, zo­sta­ły przed­sta­wio­ne bar­dziej ogól­nie.

1. Gra­ni­ce za­po­bie­ga­ją kłót­niom O rów­no­wa­dze mię­dzy bli­sko­ścią a dy­stan­sem

Kon­flik­ty in­te­re­sów

Wy­ty­cza­nie gra­nic jest bar­dzo zna­nym te­ma­tem. Rów­nież w Bi­blii zaj­mu­je on cen­tral­ne miej­sce. W hi­sto­rii Izra­ela od­zwier­cie­dla się hi­sto­ria ludz­ko­ści, a hi­sto­ria Izra­ela roz­po­czy­na się od Abra­ha­ma. Abra­ham sły­szy we­zwa­nie Boga, aby wy­ru­szył ze swo­jej oj­czy­zny do kra­ju, któ­ry On mu wska­że. Gra­ni­ce jego wła­sne­go kra­ju sta­ły się dla nie­go za cia­sne. Bóg roz­ka­zu­je mu opu­ścić tę ogra­ni­czo­ną prze­strzeń, w któ­rej żył do­tych­czas.

Abra­ham po­słu­chał tego po­le­ce­nia, wziął swo­ją żonę i swe­go bra­tan­ka Lota wraz z ca­łym mie­niem, któ­re wy­pra­co­wa­li. Kra­ina Ne­geb, po któ­rej cho­dzi­li Abra­ham i Lot wraz ze swym do­byt­kiem, była już za cia­sna dla ich nich. Wy­bu­cha­ły cią­głe spo­ry mię­dzy pa­ste­rza­mi Abra­ha­ma i Lota; pew­ne­go razu Abra­ham rzekł do Lota: „Nie­chaj nie bę­dzie spo­ru mię­dzy nami, mię­dzy pa­ste­rza­mi mo­imi a pa­ste­rza­mi two­imi, bo prze­cież je­ste­śmy krew­ny­mi. Wszak cały ten kraj stoi przed tobą otwo­rem. Odłącz się ode mnie! Je­że­li pój­dziesz w lewo, ja pój­dę w pra­wo, a je­że­li ty pój­dziesz w pra­wo, ja – w lewo” (Rdz 13,8-9). Lot po­szedł więc na wschód, a Abra­ham na za­chód. Osiadł w Zie­mi Ka­na­an. Cho­ciaż Abra­ham zo­sta­wił za sobą daw­ne gra­ni­ce, musi za­raz wy­zna­czyć nowe, aby on i jego bra­ta­nek Lot mo­gli żyć w po­ko­ju.

Jest to sy­tu­acja zna­na nam wszyst­kim. Abra­ham i Lot są krew­ny­mi. Mimo to po­ja­wia się kon­flikt in­te­re­sów. Do­cho­dzi do kłót­ni, po­nie­waż nie ma wy­star­cza­ją­cej ilo­ści pa­stwisk dla by­dła na­le­żą­ce­go do oby­dwu. Po­dob­ne hi­sto­rie zda­rza­ją się rów­nież i dzi­siaj. Bra­cia pro­wa­dzą sklep, ale dla dwóch jest tu za cia­sno. Za­miast więc cią­gle się kłó­cić, roz­dzie­la­ją się i uzgad­nia­ją, jak po­dzie­lić do­by­tek. Je­śli będą żyć i pra­co­wać za­cho­wu­jąc usta­lo­ny dy­stans, będą żyć w spo­ko­ju. Je­śli będą za bli­sko sie­bie, za­czną po­ja­wiać się kon­flik­ty.

W każ­dej ro­dzi­nie może przy­da­rzyć się coś po­dob­ne­go. Od­no­si się to nie tyl­ko do sto­sun­ków z ro­dzeń­stwem, ale też z ro­dzi­ca­mi. Na na­szej dro­dze ży­cia po­trze­bu­je­my naj­pierw bli­sko­ści ro­dzi­ców i ro­dzi­ny. Kie­dyś przyj­dzie taki czas, że bę­dzie nam w tym śro­do­wi­sku za cia­sno. Le­piej więc po­ko­jo­wo się roz­dzie­lić. Na swo­jej dro­dze ży­cia mu­szę stwo­rzyć wła­sny ob­szar i wy­ru­szyć do kra­ju, któ­ry Bóg dla mnie przy­go­to­wał. Re­la­cje bli­sko­ści i dy­stan­su mu­szą na­brać no­we­go kształ­tu, aby­śmy mo­gli bu­do­wać trwa­ły po­kój.

Ob­sza­ry roz­wo­ju

Po­dob­ne hi­sto­rie znam z mo­je­go śro­do­wi­ska za­kon­ne­go. Wśród mi­sjo­na­rzy, któ­rzy w 1888 r. wy­ru­szy­li z St. Ot­ti­lien do Afry­ki Wschod­niej, byli praw­dzi­wi za­pa­leń­cy, żąd­ni przy­gód i peł­ni ener­gii do pra­cy. Mie­li jed­nak pro­ble­my ze sobą wza­jem­nie. Je­śli tacy za­pa­leń­cy mają się za­brać wspól­nie do ja­kie­goś dzie­ła, po ja­kimś cza­sie doj­dzie na pew­no do spo­rów. Tak więc je­den po­szedł na wschód, a dru­gi na za­chód. W ten spo­sób roz­sze­rzy­li ob­szar mi­syj­ny i tam, gdzie dzia­ła­li, od­no­si­li wiel­kie suk­ce­sy. Było więc z nimi tak, jak z Abra­ha­mem i Lo­tem. Tyl­ko dla­te­go mo­gli urze­czy­wist­niać swo­je idee, po­nie­waż po­dzie­li­li mię­dzy sie­bie ob­szar pra­cy. W taki spo­sób po­wsta­ła zdro­wa ry­wa­li­za­cja. Gdy­by po­zo­sta­li na jed­nym te­re­nie, zwal­cza­li­by się i blo­ko­wa­li na­wza­jem. Ich pra­gnie­nie nie­za­leż­no­ści i po­dział ob­sza­ru sta­ły się bło­go­sła­wień­stwem dla wszyst­kich.

Waż­na jest rów­no­wa­ga mię­dzy bli­sko­ścią a dy­stan­sem. Cie­ka­we jest uza­sad­nie­nie, ja­kim po­słu­gu­je się Abra­ham przed roz­sta­niem się ze swo­im bra­tan­kiem Lo­tem: „Je­ste­śmy krew­ny­mi”. Wła­śnie z po­wo­du tak bli­skie­go po­kre­wień­stwa mu­szą się roz­dzie­lić, aby każ­dy mógł żyć spo­koj­nie w ob­rę­bie swo­ich wła­snych gra­nic. Zbyt­nia bli­skość może do­pro­wa­dzić na­wet mię­dzy brać­mi do kon­flik­tów. Mimo ist­nie­ją­ce­go po­ro­zu­mie­nia za­cznie do­cho­dzić do kłót­ni, je­że­li będą miesz­kać za bli­sko sie­bie. Hi­sto­ria bi­blij­na ar­gu­men­tu­je to w ten spo­sób, że było za mało ob­sza­ru dla dwóch stad by­dła. Jest to przy­kład, ma­ją­cy, nam uzmy­sło­wić, że każ­dy czło­wiek po­trze­bu­je prze­strze­ni dla wła­sne­go roz­wo­ju. Po­trze­bu­je wol­no­ści, aby mógł żyć tak, jak mu to od­po­wia­da. Je­śli przy tym cią­gle wcho­dzi ko­muś w dro­gę, po­ja­wia­ją się kon­flik­ty, cho­ciaż ist­nie­je ja­kaś nić oso­bi­ste­go po­ro­zu­mie­nia. W ro­dzi­nach nie jest in­a­czej niż w in­nych wspól­no­tach, w któ­rych lu­dzie żyją na wą­skim ob­sza­rze. W kon­se­kwen­cji, obo­jęt­nie czy na polu pry­wat­nym, czy za­wo­do­wym, wszy­scy wza­jem­nie się kon­tro­lu­ją i ogra­ni­cza­ją w swo­jej moż­li­wo­ści roz­wo­ju. Aby człon­ko­wie ja­kiejś wspól­no­ty mo­gli żyć w zgo­dzie, na­le­ży usta­no­wić ja­sne gra­ni­ce. Ob­szar za­dań po­wi­nien być ja­sno roz­dzie­lo­ny, aby każ­dy mógł od­po­wied­nio roz­wi­jać swo­je zdol­no­ści. Ko­niecz­na jest też do­bra współ­pra­ca, go­to­wość do prze­strze­ga­nia okre­ślo­nych ter­mi­nów i za­cho­wy­wa­nie za­rów­no gra­nic wła­snych, jak i tych na­le­żą­cych do in­ne­go ob­sza­ru. Od­po­wied­nia rów­no­wa­ga mię­dzy bli­sko­ścią a dy­stan­sem we wza­jem­nym współ­ży­ciu od­no­si się do cał­kiem prak­tycz­nych spraw, choć­by tych zwią­za­nych na przy­kład z prze­strze­nią. Ko­niecz­na jest moż­li­wość wy­co­fa­nia się w swo­je czte­ry ścia­ny. Je­śli dom jest za bar­dzo aku­stycz­ny, je­śli po­ko­je nie mają do­brej izo­la­cji i cią­gle sły­szy się ka­szel są­sia­da, to taka bli­skość szyb­ko spo­wo­du­je po­wsta­nie agre­sji. Tyl­ko wte­dy, kie­dy moż­na się wy­co­fać, bę­dzie się chęt­nie prze­by­wa­ło z in­ny­mi. Po­trze­ba więc bli­sko­ści i dy­stan­su, wspól­ne­go prze­by­wa­nia i wy­co­fa­nia się, ob­sza­ru za­leż­no­ści i wol­no­ści, sa­mot­no­ści i wspól­no­ty.

Po dru­giej stro­nie raju

W cza­sie roz­mów z ludź­mi ma­ją­cy­mi pro­blem z wy­ty­cza­niem gra­nic, sły­szy się cza­sa­mi: „Ro­zu­mie­my się prze­cież tak do­brze!” Ten, kto bu­du­je wy­łącz­nie na wza­jem­nym zro­zu­mie­niu, nie za­uwa­ża czę­sto gra­nic, któ­rych po­trze­bu­je, aby trwa­ło to po­ro­zu­mie­nie z in­ny­mi. Je­śli jest się za­wsze ra­zem, po­ja­wia­ją się pro­ble­my. Od­no­si się to rów­nież do każ­de­go mał­żeń­stwa. Rów­nież tam każ­da ko­bie­ta i każ­dy męż­czy­zna po­trze­bu­je wła­snej prze­strze­ni, aby być sam(a) ze sobą. Ko­bie­ty opo­wia­da­ją czę­sto, że pro­ble­my po­ja­wi­ły się wów­czas, kie­dy mąż od­szedł na eme­ry­tu­rę. Sie­dzi te­raz tyl­ko w domu. Wcze­śniej ro­zu­mie­li się bar­dzo do­brze. Spę­dza­nie wspól­ne­go cza­su ogra­ni­cza­ło się do po­ran­ków, wie­czo­rów i week­en­dów. Ta­kie gra­ni­ce za­pew­nia­ły har­mo­nię. Lecz te­raz, kie­dy mąż jest bez prze­rwy w obec­no­ści żony, ona od­czu­wa nad­miar bli­sko­ści i to wy­wo­łu­je u niej agre­sję. Agre­sja jest ozna­ką, że po­trze­ba wię­cej dy­stan­su. Żona czu­je, że rów­nież dla męża nie jest do­bre cią­głe sie­dze­nie w domu. Rów­nież na eme­ry­tu­rze po­trzeb­ny jest mu ob­szar, na któ­rym mógł­by się an­ga­żo­wać, po­świę­cić swo­je­mu hob­by. Pe­wien eme­ry­to­wa­ny dy­rek­tor szko­ły opo­wia­dał mi kie­dyś, jak po­czą­tek eme­ry­tu­ry stał się dla nie­go i jego żony nie­mal hor­ro­rem. Sam naj­pierw mu­siał po­go­dzić się z tym, że nie był już w cen­trum i nie funk­cjo­no­wał w daw­nych ra­mach. Nie chciał jed­nak przy­znać się, że ta zmia­na jest dla nie­go tak trud­na. Swo­je pro­ble­my prze­no­sił więc na żonę, któ­rą za wszyst­ko kry­ty­ko­wał. W koń­cu zro­zu­mie­li obo­je, że tak da­lej być nie może. Zna­leź­li więc roz­wią­za­nie i uzgod­ni­li od­po­wied­ni po­dział dnia, któ­ry prze­wi­dy­wał dla każ­de­go pe­wien czas spę­dzo­ny od­dziel­nie. Po­zwo­li­ło im to zno­wu po­czuć się ze sobą do­brze i żyć w spo­ko­ju.

Te­ra­peu­ta ro­dzin Hans Jel­lo­uschek za przy­czy­nę wie­lu pro­ble­mów w mał­żeń­stwie uwa­ża zbyt­nią bli­skość part­ne­rów, któ­rzy są­dzą, że mu­szą jak­by sta­piać się w mi­ło­ści. Jed­nak part­ne­rzy, któ­rzy chcie­li­by żyć w taki spo­sób, nig­dy nie będą praw­dzi­wie sobą. W kon­se­kwen­cji za­czną cier­pieć z po­wo­du zbyt in­ten­syw­nej bli­sko­ści. Nie będą po­tra­fi­li rów­nież cie­szyć się wy­star­cza­ją­co swo­ją sek­su­al­no­ścią. Po­ja­wią się oba­wy i usta­wicz­ne kłót­nie. Mał­żeń­stwo może być uda­ne tyl­ko wte­dy, kie­dy zo­sta­nie za­cho­wa­na rów­no­wa­ga mię­dzy dy­stan­sem a bli­sko­ścią. Wie­le par, któ­re skar­żą się na cią­głe kon­flik­ty w swo­ich związ­kach, nie ro­zu­mie, kie­dy te­ra­peu­ta mówi im: „Je­ste­ście zbyt bli­sko sie­bie!” Uwa­ża­ją ra­czej, że ich cią­głe kłót­nie są wy­ni­kiem zbyt du­że­go dy­stan­su. Jel­lo­uschek twier­dzi, że „kłót­nia jest wy­ni­kiem ucze­pie­nia się dru­giej oso­by.” Ra­dzi więc mał­żon­kom, aby za­pew­ni­li so­bie wię­cej swo­bo­dy i wol­no­ści, aby każ­de mia­ło swój osob­ny po­kój lub je­den wol­ny dzień w ty­go­dniu, któ­ry spę­dzi osob­no. Nie­któ­rzy na ta­kie rady re­agu­ją stra­chem i twier­dzą, że bę­dzie to pierw­szym kro­kiem w kie­run­ku roz­sta­nia. Jed­nak tyl­ko wte­dy, kie­dy mał­żon­ko­wie za­pew­nią so­bie wła­sne gra­ni­ce, będą żyć w trwa­łym po­ko­ju. Nie ist­nie­je trwa­łe ze­spo­le­nie. Mó­wiąc ję­zy­kiem bi­blij­nym: anioł za­bra­nia nam wstę­pu do raju. W na­szym obec­nym ży­ciu nie mo­że­my wró­cić do raju nie­prze­rwa­nej jed­no­ści. Ży­je­my tu i te­raz – mię­dzy bli­sko­ścią i dy­stan­sem, mię­dzy jed­no­ścią i od­dzie­le­niem. Raj osta­tecz­nej jed­no­ści jest do­pie­ro przed nami, kie­dy przez śmierć po­łą­czy­my się z Bo­giem, ze sobą sa­mym i z in­ny­mi.

Ze­wnętrz­ne i we­wnętrz­ne od­dzie­le­nie

Mło­de pary, któ­re miesz­ka­ją jesz­cze w ro­dzin­nym domu, cier­pią czę­sto z po­wo­du zbyt­niej bli­sko­ści ro­dzi­ców. Żona ma wra­że­nie, że mąż cią­gle cho­dzi do mat­ki i u niej szu­ka po­cie­sze­nia, kie­dy po­ja­wia­ją się mię­dzy nimi kon­flik­ty. Czę­sto też po­ko­je nie są od sie­bie wy­star­cza­ją­co od­dzie­lo­ne. Nie­rzad­ko po­wo­dem trud­no­ści sta­je się te­ścio­wa, któ­ra bez za­po­wie­dzi zja­wia się w miesz­ka­niu mło­dych, jak gdy­by była u sie­bie. Jest oczy­wi­ście wy­god­nie, je­śli te­ścio­wa przy­pil­nu­je dzie­ci, a mło­dzi mają tro­chę wy­tchnie­nia. Kie­dy jed­nak wciąż kry­ty­ku­je ich styl wy­cho­wa­nia po­ciech, kłót­nie są nie do unik­nię­cia. Róż­ni­ce zdań na te­mat tego, co jest do­bre dla dzie­ci, są czę­sto za­rze­wiem kon­flik­tów. Naj­go­rzej może być wte­dy, kie­dy sy­no­wa zło­ści się, że bab­cia daje dzie­ciom zbyt dużo cu­kier­ków, ale nie po­tra­fi wy­ty­czyć jej ja­snych gra­nic i wy­raź­nie po­wie­dzieć, że ona, jako mat­ka, chce sama prze­jąć od­po­wie­dzial­ność za wy­cho­wa­nie swo­ich dzie­ci. At­mos­fe­ra sta­je się w ta­kich sy­tu­acjach co­raz bar­dziej na­pię­ta. Ko­niecz­na jest wte­dy nie tyl­ko ze­wnętrz­na roz­łą­ka, ale ja­sne we­wnętrz­ne od­gro­dze­nie się. W prze­ciw­nym wy­pad­ku ro­dzi­na nie bę­dzie mo­gła się roz­wi­jać. Sy­no­wa po­trze­bu­je swo­je­go wła­sne­go pola dzia­ła­nia, jak Abra­ham i Lot, aby ro­dzi­na mo­gła wzra­stać i sama roz­wią­zy­wać swo­je kon­flik­ty.

We­wnętrz­na izo­la­cja jest czę­sto trud­niej­sza niż ze­wnętrz­na. Mło­dzi mogą wciąż krą­żyć wo­kół tego, co ro­dzi­ce lub te­ścio­wie po­wie­dzie­li albo co my­ślą o nich lub o ich dzie­ciach. Kie­dy od­wie­dza­ją ro­dzi­ców, czu­ją się na­tych­miast kon­tro­lo­wa­ni, ob­ser­wo­wa­ni i zmu­sza­ni do okre­ślo­ne­go spo­so­bu po­stę­po­wa­nia. W ta­kim ukła­dzie waż­ne jest we­wnętrz­ne od­gro­dze­nie się. Mat­ka czy oj­ciec mają pra­wo my­śleć, co chcą. Mogą wy­ra­zić swo­je ży­cze­nia i mieć też swo­je zda­nie. Nie mu­szę się z tego po­wo­du de­ner­wo­wać. Je­śli wy­zna­czę ja­sną gra­ni­cę od­dzie­la­ją­cą mnie od ro­dzi­ców, będę mógł żyć z nimi w zgo­dzie. Nie będę czuł się cią­gle ogra­ni­cza­ny w swo­jej wol­no­ści. Sam zde­cy­du­ję, kie­dy będę mógł speł­nić ich ży­cze­nia, a kie­dy nie. Nie będę wów­czas pod pre­sją prze­ko­ny­wa­nia ich o pra­wi­dło­wo­ści mo­je­go zda­nia. Od­dzie­li­łem się od nich i re­spek­tu­ję ich spo­sób pa­trze­nia i oce­nia­nia świa­ta.

Je­śli spę­dza się ze sobą dużo cza­su i chcia­ło­by się wszyst­ko ro­bić ra­zem, może wy­two­rzyć się na­pię­ta at­mos­fe­ra, jak w przy­pad­ku pa­ste­rzy Abra­ha­ma i Lota. Je­że­li ide­ał chrze­ści­jań­skiej wspól­no­ty ceni się bar­dzo wy­so­ko, tak jak na przy­kład we wspól­no­cie klasz­tor­nej, za­po­mi­na się czę­sto o tym, że agre­sja jest rze­czą ludz­ką i nor­mal­ną, że pro­ble­my do­ma­ga­ją się wła­śnie stwo­rze­nia więk­szej prze­strze­ni wol­no­ści. Za­miast umoż­li­wić zdro­wy dy­stans, ape­lu­je się naj­czę­ściej do mi­ło­ści bliź­nie­go, że na­le­ży się na­wza­jem zno­sić i sza­no­wać. Mo­ral­ne ape­le nie przy­no­szą jed­nak po­żą­da­nych skut­ków, je­śli wa­run­ki ze­wnętrz­ne ko­niecz­ne do do­bre­go współ­ży­cia nie są trak­to­wa­ne po­waż­nie. Dzie­je się wręcz od­wrot­nie, cią­głe na­po­mi­na­nie, aby bar­dziej się wza­jem­nie mi­ło­wać i ro­zu­mieć, stwa­rza nową agre­sję lub we­wnętrz­ne za­mknię­cie się w so­bie. O wie­le ko­rzyst­niej­sza by­ła­by wte­dy trzeź­wa ana­li­za, dla­cze­go po­ko­jo­we współ­ży­cie jest ta­kie trud­ne. Ta ana­li­za z pew­no­ścią wy­ka­za­ła­by, że nie zo­sta­ła za­cho­wa­na rów­no­wa­ga mię­dzy dy­stan­sem a bli­sko­ścią.

2. Na­ru­sze­nie gra­nic O nad­uży­ciach i przy­własz­cze­niach

Re­spek­to­wa­nie róż­nic