Wydawca: GWP Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 123 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Uśmiech. Instrukcja obsługi - Piotr Szarota

Dlaczego w różnych miejscach na świecie emotikony wyglądają inaczej? Czy istnieje gen szczęścia? Czy pięknie uśmiechająca się modelka może sprzedać każdy produkt? Jak uśmiechają się do siebie kochankowie? Uśmiech, choć kojarzy nam się z pozytywnymi emocjami, ma też swoją drugą naturę. Może maskować złość, zakłopotanie czy kłamstwo. Jak odróżnić szczery uśmiech od udawanego? To proste! Wystarczy tylko odpowiednia instrukcja obsługi. Książka zawiera także wiele zabawnych anegdot i jest doskonałym przewodnikiem po różnicach kulturowych w podejściu do uśmiechu. Całość stanowi esencję wiedzy na temat uśmiechu, podaną w niezwykle przystępny i ciekawy sposób.

Opinie o ebooku Uśmiech. Instrukcja obsługi - Piotr Szarota

Fragment ebooka Uśmiech. Instrukcja obsługi - Piotr Szarota

Ty­tuł ory­gi­na­łu: Smi­le. A user’s ma­nu­al

Co­py­ri­ght © for the Po­lish edi­tion by Gdań­skie Wy­daw­nic­two

Psy­cho­lo­gicz­ne 2012.

Wszyst­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Książ­ka ani żad­na jej część nie może być prze­dru­ko­wy­wa­na ani w ża­den spo­sób re­pro­du­ko­wa­na lub od­czy­ty­wa­na w środ­kach ma­so­we­go prze­ka­zu bez pi­sem­nej zgo­dy Gdań­skie­go Wy­daw­nic­twa Psy­cho­lo­gicz­ne­go.

Wy­da­nie pierw­sze w ję­zy­ku pol­skim

Prze­kład: Mar­le­na Dą­brow­ska

Prze­kład przed­mo­wy do pol­skie­go wy­da­nia: Pa­try­cja Pa­cy­niak

Re­dak­cja po­lo­ni­stycz­na: Do­ro­ta Il­nic­ka

Ko­rek­ta: Pa­try­cja Pa­cy­niak

Skład: Mi­ro­sław Toj­za

Pro­jekt okład­ki: Mo­ni­ka Pol­lak

Zdję­cie na okład­ce: © 123RF/PIC­SEL

Fo­to­gra­fie w środ­ku: © Oskar Kra­jew­ski (6.2), © 123RF/PIC­SEL

(po­zo­sta­łe)

ISBN 978-83-7489-466-1

Gdań­skie Wy­daw­nic­two Psy­cho­lo­gicz­ne Sp. z o.o.

ul. J. Bema 4/1a, 81-753 So­pot

tel./faks 58 551 61 04

e-mail:gwp@gwp.pl

www.gwp.pl

www.wy­daw­nic­two­gwp.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Przedmowado polskiego wydania

Je­ste­śmy zwie­rzę­ta­mi spo­łecz­ny­mi, za­tem sta­le od­czy­tu­je­my za­cho­wa­nia ota­cza­ją­cych nas lu­dzi. Za­rów­no w sy­tu­acji uj­mu­ją­cej roz­mo­wy z przy­ja­cie­lem, jak i wte­dy, gdy wcho­dzi­my do po­miesz­cze­nia peł­ne­go ob­cych nam osób, sy­gna­ły nie­wer­bal­ne uła­twia­ją nam ko­mu­ni­ka­cję z in­ny­mi. Wy­jąt­ko­wo waż­ne są w tym kon­tek­ście eks­pre­sje mi­micz­ne, to głów­nie na nich bo­wiem sku­pia­my uwa­gę wzro­ko­wą w sy­tu­acjach to­wa­rzy­skich. Uśmiech zaś zda­je się naj­bar­dziej po­wszech­ną z eks­pre­sji ad­ap­ta­cyj­nych. W ni­niej­szej książ­ce Piotr Sza­ro­ta w nie­zwy­kle in­te­re­su­ją­cy spo­sób oma­wia po­wszech­ne wy­ko­rzy­sta­nie uśmie­chu, od­wo­łu­jąc się do ba­dań na­uko­wych na ten te­mat oraz po­da­jąc wie­le przy­kła­dów z ży­cia co­dzien­ne­go.

Choć uśmiech jest eks­pre­sją uni­wer­sal­ną, jego zna­cze­nie już uni­wer­sal­ne nie jest. Sza­ro­ta pod­kre­śla, że w bar­dzo du­żym stop­niu za­le­ży ono od kon­tek­stu. W róż­nych sy­tu­acjach uśmiech może być ozna­ką życz­li­wo­ści, ule­gło­ści, za­że­no­wa­nia, a na­wet złej woli. Oczy­wi­ście ist­nie­je wie­le ro­dza­jów uśmie­chów. Nie­któ­re są szcze­re, inne nie; róż­nią się też ze wzglę­du na in­ten­syw­ność i czas trwa­nia. Nie­rzad­ko sub­tel­ne róż­ni­ce mię­dzy od­mien­ny­mi ro­dza­ja­mi uśmie­chu mają ogrom­ny wpływ na jego zna­cze­nie i kon­se­kwen­cje spo­łecz­ne.

Wie­le miej­sca w swo­jej książ­ce Sza­ro­ta po­świę­ca omó­wie­niu in­te­re­su­ją­cych za­gad­nień zwią­za­nych z kul­tu­ro­wy­mi róż­ni­ca­mi w uśmie­cha­niu się. Struk­tu­ral­nie po­dob­ne uśmie­chy w Ja­po­nii, Pol­sce i Sta­nach Zjed­no­czo­nych mogą mieć cał­kiem inne zna­cze­nie. W efek­cie róż­ne eks­pre­sje mi­micz­ne od­zwier­cie­dla­ją od­mien­ne war­to­ści róż­nych kul­tur. Współ­cze­śnie, w do­bie ogrom­nych mi­gra­cji lud­no­ści (za­rów­no po­dró­że, jak i wy­jaz­dy imi­gra­cyj­ne), świa­do­mość ist­nie­nia róż­nic kul­tu­ro­wych w za­kre­sie eks­pre­sji mi­micz­nych jest nie­zwy­kle waż­na. Ni­niej­sza książ­ka do­sko­na­le przy­go­tu­je czy­tel­ni­ka do mię­dzy­kul­tu­ro­wych in­te­rak­cji.

Te­ma­tem prze­wi­ja­ją­cym się przez całą książ­kę jest uży­tecz­ność uśmie­chu. Uśmie­chy nie są przy­pad­ko­we, ra­czej na­sta­wio­ne na okre­ślo­ny cel, nie­za­leż­nie od tego, czy mamy świa­do­mość ich przy­dat­no­ści. Po­nie­waż peł­nią wie­le róż­nych funk­cji, są istot­ne dla sku­tecz­ne­go do­sto­so­wy­wa­nia na­szych za­cho­wań do za­cho­wa­nia in­nych lu­dzi. Cho­ciaż Sza­ro­ta oma­wia przede wszyst­kim uśmiech, to jed­nak pod­kre­śla, że wy­stę­pu­je on w szer­szym kon­tek­ście be­ha­wio­ral­nym. Wer­bal­na treść prze­ka­zu, ton gło­su, po­sta­wa, ge­sty i spoj­rze­nie to czyn­ni­ki, któ­re tak­że mogą wpły­nąć na zna­cze­nie da­ne­go uśmie­chu. Sza­ro­ta wska­zu­je, jak waż­ny jest uśmiech w co­dzien­nych re­la­cjach, a tak­że jaką rolę peł­ni w świe­cie spo­łecz­nym. To do­sko­na­ła i zaj­mu­ją­ca książ­ka dla osób za­in­te­re­so­wa­nych sub­tel­no­ścia­mi kon­tak­tów spo­łecz­nych.

Mi­les L. Pat­ter­son

Pro­fe­sor psy­cho­lo­gii,

Uni­ver­si­ty of Mis­so­uri – St. Lo­uis

Au­tor książ­ki Wię­cej niż sło­wa.

Po­tę­ga ko­mu­ni­ka­cji nie­wer­bal­nej

Wstęp

Uśmiech jest jed­ną z naj­pow­szech­niej wy­stę­pu­ją­cych eks­pre­sji mi­micz­nych. Od tego, jak czę­sto się uśmie­cha­my i czy po­tra­fi­my to ro­bić z wdzię­kiem i bez wy­sił­ku, mogą za­le­żeć nie tyl­ko na­sze re­la­cje oso­bi­ste, ale tak­że za­wo­do­we. Spra­wa wca­le nie jest jed­nak taka pro­sta. Lu­dzie uśmie­cha­ją się, gdy są szczę­śli­wi, ale tak­że wte­dy, gdy są za­wsty­dze­ni, smut­ni, gdy czu­ją się nie­zręcz­nie, a na­wet wów­czas, gdy się ich ob­ra­ża. Uśmiech może wy­ra­żać tak od­mien­ne uczu­cia jak mi­łość i po­gar­da, duma i ule­głość, swo­bo­da i skrę­po­wa­nie. Praw­do­po­dob­nie naj­bar­dziej wni­kli­we spo­strze­że­nia na te­mat za­gad­ko­wej na­tu­ry uśmie­chu znaj­dzie­my u Wil­lia­ma Szek­spi­ra – ot, choć­by taki cy­tat z Ham­le­ta: „Moż­na no­sić na ustach uśmiech i być ło­trem” (Szek­spir, 1961, s. 54). Wie­le wody jed­nak upły­nę­ło, za­nim uśmiech uzna­no za coś, nad czym war­to się po­waż­nie za­sta­no­wić.

Na­uko­we ba­da­nia nad uśmie­chem na­bra­ły tem­pa cał­kiem nie­daw­no. Szcze­gó­ło­wej ana­li­zy pod­ję­li się psy­cho­lo­go­wie, pry­ma­to­lo­dzy, so­cjo­lo­go­wie, an­tro­po­lo­dzy, a na­wet hi­sto­ry­cy sztu­ki z ca­łe­go świa­ta. Nie­któ­rzy ucze­ni pod­kre­śla­ją zna­cze­nie uśmie­chu jako pod­sta­wo­wej eks­pre­sji mi­micz­nej wy­ra­ża­ją­cej po­zy­tyw­ny afekt, inni zaś wska­zu­ją na jego klu­czo­wą rolę w pro­ce­sie ko­mu­ni­ka­cji nie­wer­bal­nej. Jed­nak wie­le kwe­stii zwią­za­nych z uśmie­chem po­zo­sta­je jesz­cze nie­ja­snych, a wy­ni­ki ostat­nich ba­dań wy­ma­ga­ją od nas od­mien­ne­go spoj­rze­nia na utar­te prze­ko­na­nia na jego te­mat.

W tej książ­ce zwra­cam uwa­gę na róż­ni­ce kul­tu­ro­we w ogól­nym po­dej­ściu do uśmie­chu i na spe­cy­ficz­ne sce­na­riu­sze uśmie­cha­nia się. Po­ru­sze­nie tych kwe­stii nie słu­ży je­dy­nie uroz­ma­ice­niu wy­wo­du. Uśmie­cha­nie się jest tak głę­bo­ko osa­dzo­ne w kul­tu­rze, że wszel­kie pró­by zro­zu­mie­nia rzą­dzą­cej nim lo­gi­ki z po­mi­nię­ciem kul­tu­ro­wych od­nie­sień ska­za­ne są – moim zda­niem – na nie­po­wo­dze­nie. Lu­dzi wy­cho­wa­nych w Pol­sce, gdzie na każ­dy uśmiech trze­ba po­rząd­nie za­pra­co­wać, zdu­mie­wa fakt, że są kra­je, ta­kie jak na przy­kład Taj­lan­dia czy Sta­ny Zjed­no­czo­ne, któ­rych miesz­kań­cy są nie­sły­cha­nie szczo­drzy w roz­da­wa­niu uśmie­chów. Bar­dziej swo­bod­nie czu­je­my się w Hisz­pa­nii czy Fran­cji, gdzie lu­dzie zda­ją się tak jak my sza­no­wać i ce­nić swój uśmiech i za­cho­wy­wać go dla tych, któ­rych na­praw­dę lu­bią. Ale na­wet tam, gdzie czu­je­my się dość swoj­sko, za­wsze moż­na tra­fić na uśmiech, któ­ry nas za­sko­czy.

Dzie­ło Ka­ro­la Dar­wi­na O wy­ra­zie uczuć u czło­wie­ka i zwie­rząt, wy­da­ne po raz pierw­szy w 1872 roku, to w dal­szym cią­gu lek­tu­ra obo­wiąz­ko­wa dla ba­da­czy za­in­te­re­so­wa­nych mi­mi­ką twa­rzy. God­ny uwa­gi jest jed­nak fakt, że to za­po­mnia­ny dzia­dek twór­cy teo­rii ewo­lu­cji – ży­ją­cy w XVIII wie­ku an­giel­ski le­karz Erazm Dar­win – jako pierw­szy pod­jął pró­bę opi­su po­cząt­ków uśmie­chu i do­ce­nił rolę kul­tu­ry w pro­ce­sie, któ­ry moż­na na­zwać uspo­łecz­nie­niem uśmie­chu:

Pod­czas czyn­no­ści ssa­nia usta nowo na­ro­dzo­ne­go dzie­cię­cia za­my­ka­ją się na sut­ku mat­ki, aż do mo­men­tu, kie­dy żo­łą­dek zo­sta­nie wy­peł­nio­ny i po­ja­wi się uczu­cie bło­giej przy­jem­no­ści. Na­stęp­nie zwie­racz ust, wy­czer­pa­ny prze­wle­kłym ssa­niem, może wresz­cie od­po­cząć, a rolę jego przej­mu­ją mię­śnie an­ta­go­ni­stycz­ne, któ­re kur­czą się de­li­kat­nie, i tak wła­śnie ro­dzi się uśmiech przy­jem­no­ści […]. Dla­te­go też lu­dzie utoż­sa­mia­ją ten uśmiech z ła­god­ną roz­ko­szą; moż­na go spo­strzec u ko­ciąt i szcze­nia­ków pod­czas za­ba­wy albo kie­dy się je ła­sko­cze; jest on jed­nak w więk­szej mie­rze atry­bu­tem ludz­kim. U dzie­ci ten wy­raz ra­do­ści może być jesz­cze umoc­nio­ny przez na­śla­do­wa­nie ro­dzi­ców, tu­dzież ich przy­ja­ciół, któ­rzy zwra­ca­ją się do dzie­cię­cia z uśmiech­nię­tym ob­li­czem, lecz nie dzie­je się tak za­wsze, stąd nie­któ­re na­ro­dy sły­ną z tego, że cha­rak­te­ry­zu­ją je ra­do­sne twa­rze, inne znów zna­ne są z po­wa­gi (Dar­win, 1801, s. 206).

Sta­ra­łem się, aby struk­tu­ra książ­ki była moż­li­wie naj­bar­dziej przej­rzy­sta. Roz­dział 1 po­świę­co­ny zo­stał ewo­lu­cji ludz­kie­go uśmie­chu – do­wia­du­je­my się, ja­kie były jego po­cząt­ki oko­ło dwóch mi­lio­nów lat temu. Ko­lej­ne czte­ry roz­dzia­ły, któ­re sta­no­wią rdzeń książ­ki, do­ty­czą naj­waż­niej­szych funk­cji uśmie­chu w kon­tek­ście ko­mu­ni­ka­cji in­ter­per­so­nal­nej (uśmiech jako ozna­ka do­brej woli, rola uśmie­chu w kie­ro­wa­niu wra­że­niem, uśmiech w świe­tle wpły­wu spo­łecz­ne­go iw koń­cu – uśmiech jako wy­raz mi­ło­ści i za­ży­ło­ści). W prze­ci­wień­stwie do po­przed­nich roz­dzia­łów, któ­re trak­tu­ją uśmiech w ka­te­go­riach od­ręb­ne­go spo­łecz­ne­go sy­gna­łu, roz­dział 6 uwy­pu­kla wza­jem­ne od­dzia­ły­wa­nie wer­bal­nych i nie­wer­bal­nych aspek­tów ko­mu­ni­ka­cji. Uśmiech zo­sta­nie więc na ko­niec osa­dzo­ny w kon­tek­ście kon­wer­sa­cji, czy­li w swo­im na­tu­ral­nym „śro­do­wi­sku”.

Chciał­bym tak­że skie­ro­wać do czy­tel­ni­ków sło­wo prze­stro­gi. Po prze­czy­ta­niu tej książ­ki być może już nig­dy nie po­trak­tu­je­cie uśmie­chu jako cze­goś oczy­wi­ste­go. Mo­że­cie stać się bar­dziej po­dejrz­li­wi, bar­dziej skłon­ni, żeby do­pa­try­wać się dru­gie­go dna w nie­win­nych uśmie­chach przy­ja­ciół, zna­jo­mych czy part­ne­rów. Moż­li­we, że bę­dzie­cie się od­tąd sta­ra­li uśmie­chać bar­dziej świa­do­mie i moc­niej kon­tro­lo­wać swo­ją mi­mi­kę. Z góry prze­pra­szam!

ROZDZIAŁ 1Geneza uśmiechu

Cho­ciaż na­ukow­cy zwy­kli trak­to­wać uśmiech jako zja­wi­sko cha­rak­te­ry­stycz­ne wy­łącz­nie dla lu­dzi, więk­szość z nas pew­nie by się z tym nie zgo­dzi­ła – to ja­sne, że zwie­rzę­ta się uśmie­cha­ją! Do­ty­czy to nie tyl­ko na­szych naj­bliż­szych krew­nych – na­czel­nych, ale tak­że del­fi­nów, stru­siów, a w szcze­gól­no­ści psów. Na­wet wy­bit­ny au­striac­ki zoo­log Kon­rad Lo­renz, lau­re­at Na­gro­dy No­bla, był ab­so­lut­nie prze­ko­na­ny, że jego pies nie tyl­ko szcze­rzy zęby z ra­do­ści, ale tak­że śmie­je się, zwłasz­cza gdy ma ocho­tę na za­ba­wę.

Nie cho­dzi tu zresz­tą tyl­ko o uśmiech – mamy po pro­stu nie­po­ha­mo­wa­ną ten­den­cję do przy­pi­sy­wa­nia zwie­rzę­tom cech ty­po­wo ludz­kich. Źró­deł tej za­ska­ku­ją­cej, cho­ciaż zwy­kle cał­kiem nie­szko­dli­wej, skłon­no­ści moż­na upa­try­wać jesz­cze w cza­sach pre­hi­sto­rycz­nych, w któ­rych na­sze wię­zi z na­tu­rą były znacz­nie sil­niej­sze niż obec­nie. Naj­wi­docz­niej an­tro­po­mor­ficz­ny wi­ze­ru­nek uśmiech­nię­te­go zwie­rzę­cia w szcze­gól­ny spo­sób od­dzia­łu­je na na­szą wy­obraź­nię. Może jed­nak w tym sza­leń­stwie jest me­to­da? Na­wet je­śli uśmiech w ca­łej swo­jej zło­żo­no­ści jest ty­po­wy tyl­ko dla lu­dzi, trud­no jest zi­gno­ro­wać po­do­bień­stwa, któ­re łą­czą nas ze świa­tem zwie­rząt.

Ka­rol Dar­win uwa­żał, że lu­dzie, po­dob­nie jak zwie­rzę­ta, wy­kształ­ci­li pew­ne wzor­ce za­cho­wa­nia zwią­za­ne z wy­sy­ła­niem okre­ślo­nych sy­gna­łów, do któ­rych za­li­cza się mię­dzy in­ny­mi eks­pre­sja mi­micz­na. Zgod­nie z jego teo­rią te po­wszech­nie uży­wa­ne sy­gna­ły mają na celu ostrze­ga­nie albo wa­bie­nie człon­ków tego sa­me­go ga­tun­ku, a cza­sa­mi tak­że in­nych ga­tun­ków.

Uśmiech na­szych ku­zy­nów

Na po­cząt­ku lat pięć­dzie­sią­tych XX wie­ku zoo­lo­go­wie za­czę­li po­szu­ki­wać eks­pre­sji ana­lo­gicz­nych do uśmie­chu, pró­bu­jąc wska­zać po­dob­ne pod wzglę­dem mor­fo­lo­gicz­nym ru­chy twa­rzy u na­szych naj­bliż­szych ku­zy­nów z kró­le­stwa zwie­rząt. Ich uwa­gę na­tych­miast przy­ku­ły dwa ro­dza­je mi­mi­ki na­czel­nych: pierw­szym było bez­gło­śne szcze­rze­nie zę­bów (si­lent ba­red-te­eth di­splay), dru­gim – za­ba­wo­wy wy­raz twa­rzy (play face). Bez­gło­śne szcze­rze­nie zę­bów cha­rak­te­ry­zu­je się roz­cią­gnię­ty­mi war­ga­mi oraz za­mknię­ty­mi lub lek­ko tyl­ko otwar­ty­mi usta­mi. W za­ba­wo­wym wy­ra­zie twa­rzy usta są za­zwy­czaj sze­ro­ko otwar­te, a war­gi za­sła­nia­ją więk­szą część zę­bów. Czę­sto to­wa­rzy­szy mu szyb­ki i płyt­ki od­dech, któ­ry u pew­nych ga­tun­ków może ulec wo­ka­li­za­cji. U szym­pan­sów dźwięk ten przy­po­mi­na „ahh ahh ahh”.

Wie­lo­let­nie ba­da­nia su­ge­ru­ją, że ludz­ki uśmiech naj­praw­do­po­dob­niej wy­ewo­lu­ował z ge­stu bez­gło­śne­go szcze­rze­nia zę­bów, któ­ry pier­wot­nie był zry­tu­ali­zo­wa­nym ge­stem ule­gło­ści. Na­to­miast za­ba­wo­wy wy­raz twa­rzy, zwią­za­ny z wal­ką na niby i wza­jem­ną go­ni­twą zwie­rząt, prze­kształ­cił się w ludz­ki śmiech. Bez­gło­śne szcze­rze­nie zę­bów na ogół uwa­ża się za po­dob­ne do ludz­kie­go uśmie­chu nie tyl­ko dla­te­go, że wy­glą­da­ją one sto­sun­ko­wo po­dob­nie, ale rów­nież ze wzglę­du na te same neu­ro­bio­lo­gicz­ne me­cha­ni­zmy, któ­re nimi rzą­dzą, i po­dob­ne funk­cje spo­łecz­ne, ja­kie speł­nia­ją. W rze­czy­wi­sto­ści ana­lo­gia ta nie jest jed­nak taka pro­sta. Przy­pusz­cza się, że funk­cja ko­mu­ni­ka­tyw­na uśmie­chu sze­ro­kie­go może istot­nie róż­nić się w za­leż­no­ści od ga­tun­ku, ro­dza­ju or­ga­ni­za­cji gru­py, a tak­że kon­tek­stu spo­łecz­ne­go.

U jed­ne­go z ga­tun­ków małp wą­sko­no­sych – re­zu­sów, któ­rych de­spo­tycz­ny sys­tem spo­łecz­ny opie­ra się na ści­śle prze­strze­ga­nej hie­rar­chii, szcze­rze­nie zę­bów jest praw­do­po­dob­nie wy­ra­zem ule­gło­ści albo uzna­nia po­zy­cji w sta­dzie, oka­zy­wa­nym wy­łącz­nie osob­ni­kom sto­ją­cym wy­so­ko w hie­rar­chii przez osob­ni­ki o niż­szej ran­dze. Szcze­rze­nie zę­bów to re­ak­cja wy­stę­pu­ją­ca naj­czę­ściej w sy­tu­acji, gdy do­mi­nu­ją­ca mał­pa zbli­ża się do pod­rzęd­nej. W więk­szo­ści przy­pad­ków ta dru­ga wy­co­fu­je się wte­dy ze spo­łecz­nej in­te­rak­cji.

Ry­ci­na 1.1. Szcze­rze­nie zę­bów za­czę­li do­sko­na­lić już nasi pra­przod­ko­wie

Szcze­rze­nie zę­bów speł­nia jed­nak zu­peł­nie od­mien­ną funk­cję u ga­tun­ków ce­chu­ją­cych się bar­dziej ega­li­tar­nym sys­te­mem spo­łecz­nym. U man­dry­li, pa­wia­nów i szym­pan­sów to­wa­rzy­szy mu bar­dziej uspo­ka­ja­ją­cy (ła­god­ny) wy­raz twa­rzy, któ­ry ma na celu zwięk­sze­nie spo­łecz­nej atrak­cyj­no­ści i za­cie­śnie­nie wię­zów w sta­dzie. Świad­czy on o przy­ja­znych, nie­obar­czo­nych ry­zy­kiem agre­sji in­ten­cjach, ale może tak­że wy­stę­po­wać w cza­sie iska­nia, za­lo­tów i za­cho­wań po­jed­naw­czych, dla­te­go po­ma­ga wzmac­niać wię­zi gru­po­we i zmniej­szać dy­stans mię­dzy osob­ni­ka­mi.

To za­dzi­wia­ją­ce, że szcze­rze­nie zę­bów peł­ni tak od­mien­ne funk­cje spo­łecz­ne w za­leż­no­ści od ga­tun­ku. Nie za­wsze mogą być one prze­wi­dzia­ne na pod­sta­wie po­wią­zań fi­lo­ge­ne­tycz­nych: mał­py z ga­tun­ku Ma­ca­ca ton­ke­ana wy­ko­rzy­stu­ją uśmiech w nie­mal iden­tycz­ny spo­sób jak lu­dzie; szym­pan­sy zaś, nasi znacz­nie bliż­si ku­zy­ni, przy­bie­ra­ją go głów­nie w celu wy­ra­że­nia pod­po­rząd­ko­wa­nia i zła­go­dze­nia sy­tu­acji. Naj­praw­do­po­dob­niej ludz­ki uśmiech mógł się wy­kształ­cić je­dy­nie w sto­sun­ko­wo ega­li­tar­nym śro­do­wi­sku, po­zwa­la­ją­cym na luź­ne re­la­cje spo­łecz­ne.

Gen szczę­ścia i prau­śmiech

We­dług Ala­na J. Fri­dlun­da uśmie­cha­nie się, po­dob­nie jak inne eks­pre­sje mi­micz­ne, to je­dy­nie ko­mu­ni­kat wpły­wa­ją­cy na za­cho­wa­nie in­nych. Fri­dlund twier­dzi, że umie­jęt­ność do­strze­ga­nia i ro­zu­mie­nia tych sy­gna­łów wy­kształ­ci­ła się rów­no­le­gle z sa­my­mi sy­gna­ła­mi. Ba­dacz ten przed­sta­wił na­stę­pu­ją­cy, ce­lo­wo uprosz­czo­ny, sce­na­riusz ewo­lu­cji ludz­kie­go uśmie­chu:

Mi­lio­ny lat temu, je­śli wsze­dłeś na mój te­ren, mo­głem po­ła­mać ci że­bra (co wią­za­ło się z pew­nym ry­zy­kiem, gdy­byś zde­cy­do­wał się od­po­wie­dzieć ata­kiem). Je­że­li zo­stał­byś w porę ostrze­żo­ny, być może unik­nął­byś śmier­ci po­przez wy­co­fa­nie się albo od­po­wied­nie dzia­ła­nia obron­ne i obaj prze­trwa­li­by­śmy tę sy­tu­ację. Ale do tego, by się wy­co­fać albo przy­jąć po­zy­cję obron­ną, po­trzeb­ny ci bę­dzie ko­mu­ni­kat, sy­gnał z mo­jej stro­ny. Mu­szę ci go do­star­czyć, a ty mu­sisz go za­uwa­żyć. Po­nie­waż je­stem szczę­śli­wym po­sia­da­czem od­po­wied­nie­go genu, nie­ocze­ki­wa­nie wy­szcze­rzy­łem do cie­bie zęby, za­nim jesz­cze się na cie­bie rzu­ci­łem. Od­sło­ni­łem zęby, a ty spoj­rza­łeś we wła­ści­we miej­sce. Nie dla­te­go, że chcia­łem po­ka­zać swo­je emo­cje, a ty by­łeś cie­kaw, jak się czu­ję. Obaj za­re­ago­wa­li­śmy, bo czu­wa­ła nad nami ge­ne­ty­ka. Fakt, że prze­trwa­li­śmy tę utarcz­kę, zwięk­szył szan­sę, iż na­sze geny się roz­prze­strze­nią i że moje dzi­wacz­ne szcze­rze­nie zę­bów i two­ja czuj­ność na tego typu re­ak­cje zo­sta­ną prze­ka­za­ne na­szym po­tom­kom (Fri­dlund, 1994).

Ten