Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Urok niewinności - Maya Banks

Devon był pierwszym mężczyzną Ashley. I miłością życia. Nie wiedziała jednak, że to jej własny ojciec skłonił go do małżeństwa obietnicą fuzji. Gdy odkryła prawdę, jej marzenia o szczęściu legły w gruzach. Postanowiła, że stanie się kobietą, którą Devon mógłby naprawdę pokochać...

Opinie o ebooku Urok niewinności - Maya Banks

Fragment ebooka Urok niewinności - Maya Banks

Maya Banks

Urok niewinności

Tłumaczenie: Maria

ROZDZIAŁ PIERWSZY

W życiu każdego mężczyzny przychodzi kiedyś taki moment, w którym trzeba zrezygnować z wolności. Devon Carter wpatrywał się w leżący na aksamitnej poduszeczce pierścionek z brylantem. Zdawał sobie sprawę, że dla niego ta chwila właśnie nadeszła. Zamknął z trzaskiem pudełeczko i wsunął je do wewnętrznej kieszeni marynarki.

Miał przed sobą dwie możliwości. Albo ożeni się z Ashley Copeland i po połączeniu firmy z Copeland Hotels spełni swoje marzenie stworzenia największej sieci luksusowych hoteli na świecie, albo odmówi i straci taką szansę. Patrząc z tej perspektywy, odpowiedź mogła być tylko jedna.

Portier usłużnie otworzył przed nim drzwi. Devon wyszedł na ulicę, gdzie czekał na niego samochód z kierowcą. Wziął głęboki wdech i wsiadł do auta. Szofer powoli włączył się do ruchu.

Na ten wieczór czekał od dawna. Starannie zarzucił swoją sieć – niezliczone kolacje, pocałunki, najpierw niewinne i przelotne, a potem coraz bardziej namiętne miały go doprowadzić do tego właśnie miejsca. Dziś uwiedzenie Ashley Copeland stanie się faktem. A potem poprosi ją o rękę.

Pokręcił głową, po raz setny uświadamiając sobie absurdalność sytuacji. William Copeland zachowuje się jak szaleniec, niemal siłą wpychając mu córkę w objęcia. Devon na różne sposoby próbował przekonać tego starszego już mężczyznę, by zrezygnował z wydania Ashley za... Devona.

Ashley była całkiem ładną kobietą, ale Devon nie chciał się żenić. W każdym razie nie teraz. Może za pięć lat. Wtedy sam wybrałby sobie żonę, miał z nią odpowiednią liczbę dzieci i cieszyłby się sukcesem.

William jednak miał inne plany. Gdy zobaczył Devona po raz pierwszy, w jego oczach pojawił się błysk wyrachowania. Oznajmił Devonowi, że Ashley nie ma głowy do interesów. Jest zbyt miękka, zbyt naiwna i ze swoim charakterem nie ma szans na odegranie aktywnej roli w rodzinnym biznesie. William był przekonany, że każdemu mężczyźnie okazującemu zainteresowanie jego córką zależy jedynie na majątku będącym jej własnością. Chciał zapewnić Ashley dobrą opiekę i z jakichś powodów uznał, że Devon będzie się do tego świetnie nadawał.

Ashley stała się częścią ich umowy. Był tylko jeden haczyk: nie mogła się o tym dowiedzieć. William Copeland był gotów oddać córkę w barterze, ale wszystko miało się odbyć za jej plecami. A to oznaczało, że Devon musiał odgrywać komedię. Aż się skrzywił, przypominając sobie wszystko, co mówił, i cierpliwość, z jaką zalecał się do Ashley. Był szczerym i bezpośrednim człowiekiem, więc ta sytuacja nie była dla niego przyjemna.

Skoro Ashley stanowi część umowy, to jego zdaniem powinna o tym wiedzieć. Pozwoliłoby to uniknąć nieporozumień, zranionych uczuć i niespełnionych oczekiwań. Ashley na pewno uważała to za wielką miłość. Była wrażliwą idealistką, wolała poświęcać czas na pracę dla swojej fundacji ratującej zwierzęta niż na spotkania rady nadzorczej czy analizowanie dokumentów finansowych rodzinnej firmy.

Gdyby kiedykolwiek dowiedziała się prawdy, z pewnością nie przyjęłaby tego spokojnie. Devon doskonale to rozumiał. Sam nie znosił manipulacji i byłby wściekły, gdyby to on został w podobny sposób potraktowany.

– Stary głupiec – mruknął pod nosem.

Kierowca zatrzymał się przed budynkiem, w którym mieszkała rodzina Copelandów. William i jego żona zajmowali penthouse na ostatnim piętrze. Ashley wyprowadziła się od nich do dużo mniejszego mieszkania na niższej kondygnacji. Na piętrach pomiędzy nimi mieli swoje apartamenty pozostali członkowie rodu – różni kuzyni, ciotki i wujkowie.

Rodzina Copelandów była dla Devona czymś niezwykłym. On sam wyprowadził się z domu, gdy miał osiemnaście lat, a jedynym wspomnieniem o rodzicach były uwagi, by „nie nawalił”.

Oddanie, jakie William okazywał dzieciom, wprawiało Devona w lekkie zakłopotanie. Zwłaszcza teraz, gdy zaczął go traktować jak własnego syna.

Wysiadał z auta, gdy zobaczył, że przez szeroko otwarte drzwi Ashley wybiega na ulicę. Uśmiechała się do niego, jej oczy błyszczały radośnie.

Zmarszczył brwi i podszedł do niej szybkim krokiem.

– Ashley, nie powinnaś wychodzić. Zadzwoniłbym do ciebie na górę.

Roześmiała się w odpowiedzi. Ten pogodny śmiech przebijał się przed szum ulicznego ruchu. Jasne długie włosy miała rozpuszczone, choć zazwyczaj spinała je niedbale dużą spinką. Ujęła jego dłonie i uśmiechnęła się do niego.

– Daj spokój, Devon, co mi się tu może stać? Alex pilnuje mnie jeszcze uważniej, niż mój ojciec.

Portier Alex uśmiechnął się serdecznie. Wszyscy ludzie, którzy znaleźli się w jej obecności, tak na nią reagowali. Jej żywiołowość potrafiła oszołomić, ale jednocześnie budziła zachwyt. Devon westchnął i położył jej dłonie na swoich biodrach.

– W środku jest bezpiecznie. Powinnaś była zaczekać na mnie u siebie. Alex nie może być twoim ochroniarzem, ma inne obowiązki.

W jej oczach pojawił się wesoły błysk. Zarzuciła mu ramiona na szyję. Ten nieoczekiwany wyraz czułości go zaskoczył.

– Ty głuptasie, przecież to ty jesteś moją ochroną. Przy tobie nic złego nie może mnie spotkać.

Zanim zdążył zareagować, przywarła wargami do jego ust. Ta kobieta nie ma w sobie za grosz opanowania! Urządza spektakl na środku ulicy, w drzwiach swojego budynku. Mimo to jego ciało zareagowało na jej namiętny pocałunek. Ashley jest tak słodka i niewinna. Poczuł się jak wilkołak prowadzący podstępną grę.

Ale jednocześnie przypomniał sobie, że w końcu firma Copeland Hotels stanie się jego własnością – albo przynajmniej przejdzie pod jego kontrolę. A on sam osiągnie status doceniany na całym świecie. Całkiem nieźle jak na faceta, któremu mówiono, że najwięcej, czego może dokonać, to „nie nawalić”.

Delikatnie uwolnił się z jej objęć.

– To nie jest najlepsze miejsce na takie rzeczy – zauważył z łagodną wymówką. – Musimy już jechać. Carl na nas czeka.

Na ułamek sekundy jej usta ściągnął grymas, ale gdy spojrzała w kierunku auta, natychmiast uśmiechnęła się promiennie. Devon pokręcił głową, patrząc, jak Ashley wita się z Carlem: machała radośnie rękami, szybko wyrzucając z siebie słowa. Carl odpowiedział jej szerokim uśmiechem i otworzył przed nią drzwi. Zanim Devon zajął miejsce z drugiej strony, jego twarz znów przybrała zwykły poważny wyraz.

Ashley przysunęła się do niego na tylnym siedzeniu.

– Do której restauracji jedziemy?

– Zaplanowałem na dziś coś wyjątkowego.

Tak jak się spodziewał, niemal rzuciła się na niego z oczami błyszczącymi z ciekawości.

– Co takiego? – zapytała z przejęciem.

– Sama zobaczysz.

Jej zniecierpliwione westchnienie było tak słabe, że bardziej je wyczuł, niż usłyszał. Jedną z wielu zalet Ashley było to, że łatwo ją było zadowolić. Kobiety, które znał do tej pory, wdzięczyły się, dąsały albo zrzędziły, gdy nie umiał spełnić ich oczekiwań. I tak się składało, że wszystkie miały na ogół bardzo wysokie oczekiwania. I w zasadzie kosztowne. Natomiast Ashley umiała się cieszyć drobiazgami. Był pewien, że pierścionek, który wybrał, też jej się spodoba.

Przysunęła się jeszcze bliżej i oparła mu głowę na ramieniu. Ta spontaniczność w wyrażaniu uczuć ciągle wytrącała go lekko z równowagi. Nie przywykł do ludzi tak szczerych i otwartych.

William Copeland uważał, że Ashley potrzebuje kogoś, kto zrozumie i zaakceptuje jej charakter. I z sobie tylko znanych powodów uznał, że Devon najlepiej nadaje się do tej roli. Postanowił, że po ślubie postara się, by Ashley powściągnęła nieco swój temperament. Nie może przecież do końca życia tak otwarcie okazywać uczuć. Ktoś może to wykorzystać przeciwko niej.

Po kilku minutach Carl zatrzymał samochód przed eleganckim budynkiem. Devon wysiadł pierwszy i wyciągnął rękę, żeby pomóc Ashley.

– Przecież to twój dom – powiedziała z lekkim zdziwieniem, stając na chodniku.

Roześmiał się.

– Wiem. Chodź, kolacja czeka.

Poprowadził ją przez otwarte drzwi do windy, która poszybowała w górę. Na ostatnim piętrze drzwi otworzyły się i znaleźli się w holu jego mieszkania. Z zadowoleniem zauważył, że wszystko jest tak, jak zaplanował. Przyćmione romantyczne światło, cicha muzyka jazzowa w tle, stolik przy oknie z widokiem na całe miasto, nakryty dla dwóch osób.

– Devon, jak tu ślicznie!

Znów zarzuciła mu ramiona na szyję. Za każdym razem taki uścisk wywoływał w jego piersi dziwne łaskotanie.

Uwolnił się z jej objęć i poprowadził ją do stołu. Odsunął krzesło, by mogła usiąść, a potem nalał do kieliszków wino.

– Jedzenie jest ciepłe! – zawołała ze zdziwieniem, dotykając talerza. – Jak to zrobiłeś?

Roześmiał się.

– Mam w sobie niezwykłe moce.

– Podoba mi się facet z niezwykłą mocą do gotowania.

– Ktoś się wszystkim zajął, kiedy pojechałem po ciebie.

Zmarszczyła lekko nos.

– Jesteś bardzo staroświecki. Niepotrzebnie po mnie przyjeżdżałeś, skoro zaplanowałeś wieczór u siebie. Mogłam wziąć taksówkę albo poprosić naszego kierowcę.

Uniósł brwi ze zdziwieniem. Można było powiedzieć o nim wiele rzeczy, ale nie to, że jest staroświecki.

– Mężczyzna powinien troszczyć się o swoją kobietę. I zaspokajać jej potrzeby. Z przyjemnością po ciebie pojechałem.

Jej policzki zaróżowiły się w świetle świec, a oczy rozbłysły, jakby podarował jej kluczyki do nowego samochodu.

– Naprawdę nią jestem? – spytała półgłosem.

Przechylił głowę i odstawił kieliszek.

– Kim?

– Twoją kobietą?

Coś się w nim poruszyło. Nigdy nie uważał się za zaborczego, ale teraz uświadomił sobie, że gdy Ashley zostanie jego żoną, to będzie o nią zazdrosny.

– Tak – odparł cicho. – I jeszcze dziś udowodnię ci, że należysz do mnie.

Ashley poczuła dreszcz w całym ciele. Czy po takich słowach można się skupić na jedzeniu? Devon patrzył na nią tak, jakby za chwilę miał się na nią rzucić.

Miał niezwykłe oczy w kolorze bursztynu. W słońcu robiły się złote, a przy blasku świec przypominały oczy pumy. Czuła się jak zdobycz osaczona przez drapieżnika, ale nie było w tym lęku, lecz dziwna przyjemność. Od dawna czekała na moment, w którym Devon zdecyduje się na kolejny krok w ich znajomości.

Czekała na to i bała się jednocześnie. Będzie umiała zaspokoić mężczyznę, który był w stanie uwieść każdą kobietę jedynie spojrzeniem i muśnięciem dłoni?

Odkąd się poznali, zachowywał się wobec niej jak dżentelmen. Na początku całował ją niewinnie w policzek, potem jednak ich pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Pod ochronną zbroją wyczuwała niezwykle zmysłowego mężczyznę. Żywiołowego, zaborczego i... nieposkromionego.

Te myśli wywołały w niej kolejny dreszcz. Czyżby jeszcze dziś miała sprawdzić swoje przypuszczenia?

– Nie chcesz nic zjeść? – zapytał Devon.

Spojrzała na swój talerz. Nawet nie wiedziała, co na nim jest. Miała wrażenie, że nie zdoła przełknąć ani kęsa.

Przesunęła widelcem krewetkę, by zagarnąć nieco sosu, i powoli podniosła ją do ust.

– Jesteś może wegetarianką? I nic mi do tej pory nie powiedziałaś, bo nie chciałaś mi robić przykrości?

Roześmiała się, widząc jego minę.

– Za bardzo się przejmujesz. – Dotknęła jego dłoni. – Wiele osób uważa, że skoro pracuję w fundacji ratującej zwierzęta, to nie jem mięsa. – Wyraz ulgi na jego twarzy znów wywołał jej śmiech. – Jem drób i owoce morza. Nie jestem fanką wieprzowiny ani takich specjałów jak cielęcina czy foie gras. – Wstrząsnął nią lekki dreszcz. – Jak pomyślę o jedzeniu gęsiej wątroby, to robi mi się niedobrze.

Devon zaśmiał się.

– Jest całkiem dobra. Próbowałaś kiedyś?

Zmarszczyła nos.

– Jakoś nie umiem przekonać się do jedzenia wnętrzności.

– To znaczy, że nie lubisz też wołowego ozora?

Podniosła ręce, potrząsając głową.

– Nawet mi tego nie mów! To obrzydliwe.

– Muszę sobie zanotować, czego nie lubisz, żeby nigdy ci nie podać na przykład flaków – ciągnął z powagą.

Uśmiechnęła się do niego.

– Wiesz, nie jesteś taki sztywny, jak niektórzy myślą. Masz fajne poczucie humoru.

Uniósł brwi ze zdziwienia.

– A kto myśli, że jestem sztywny?

Zdała sobie sprawę, że powiedziała o kilka słów za dużo. Włożyła do ust krewetkę.

– Nikt – wymamrotała. – Zresztą to nieważne.

– Czy ktoś cię przede mną ostrzegał?

Napięcie w jego głosie sprawiło, że poczuła lekki niepokój.

– Moja rodzina martwi się o mnie – odrzekła z prostotą. – Są bardzo opiekuńczy wobec mnie. Za bardzo.

– Twoja rodzina ostrzegała cię przede mną?

Sprawiał wrażenie zaskoczonego. Wydawało mu się, że cała rodzina popiera ich związek.

– Może nie wszyscy. Na pewno nie tata. On uważa cię za ideał. A mama jak zwykle się z nim zgadza. Jej zdaniem tata nigdy się nie myli, więc jeśli on cię akceptuje, to ona też.

Devon rozluźnił się nieco.

– W takim razie kto?

Wzruszyła ramionami.

– Mój brat powtarza, że powinnam być ostrożna. Ale on mówi to o wszystkich mężczyznach, którzy się wokół mnie kręcą.

Devon podniósł kieliszek.

– Naprawdę?

– No cóż, sam wiesz, że masz opinię podrywacza. Co tydzień pokazywałeś się z nową kobietą, więc nie możesz mnie traktować poważnie, po prostu chcesz mnie zaciągnąć do łóżka.

Poczuła ogień na policzkach i spuściła głowę. Że też musiała coś takiego powiedzieć.

– Typowy starszy brat – zauważył Devon obojętnie. – Ale co do jednego ma rację. Chciałbym pójść z tobą do łóżka. A gdy już się tam znajdziesz, to nigdy cię nie wypuszczę.

Otworzyła usta, nie mogąc wydobyć słowa. Uśmiech Devona wyrażał męską pewność siebie.

– A teraz skończ jeść. Mam nadzieję, że ci smakuje. Siebie będziemy smakować później.

Jadła, nie czując smaku. Równie dobrze na talerzu mógł leżeć wołowy ozorek.

Co kobieta powinna zrobić w takiej sytuacji? Udawać spokój i obojętność? Protestować? Zaproponować, że się dla niego rozbierze? Roześmiała się cicho. Nawet sama siebie nie potrafiła zrozumieć.

Poczuła na ramionach czyjeś dłonie. Podniosła głowę i zobaczyła, że Devon stoi za jej plecami. Jak on się tam znalazł?

– Rozluźnij się – poprosił łagodnie. – Jesteś cała spięta. Wstań na chwilę.

Stanęła przed nim na drżących nogach. Dotknął palcem jej policzka, a potem odgarnął ze skroni kosmyk włosów. Przyciągnął ją do siebie. A kiedy ją pocałował, nie było w tym ani śladu dawnego opanowania.

Poczuła na ustach jego język przesuwający się w delikatnej pieszczocie, która stawała się coraz bardziej natarczywa. Całe jej ciało wibrowało, puls tętnił w skroniach, na szyi, docierał do samej głębi jej istoty. Pragnęła tego mężczyzny. Czasem miała wrażenie, że czekała na niego całe życie. Był dla niej... idealny.

– Devon – szepnęła.

– Tak, skarbie?

Jej serce zabiło żywiej, gdy usłyszała czułość w jego głosie.

– Muszę ci o czymś powiedzieć. To coś ważnego.

Zmarszczył brwi i spojrzał jej w oczy, jakby chcąc z nich odgadnąć, o co chodzi.

– Mnie możesz powiedzieć o wszystkim.

Przełknęła ślinę, ale gardło wciąż miała ściśnięte. Nigdy nie myślała, że przyjdzie jej to z takim trudem. Może nie powinna mówić? Może powinna zdać się na żywioł i zobaczyć, co się stanie? Ale przecież ta noc miała być wyjątkowa. A on zasługuje na to, by wiedzieć.

– Jeszcze nigdy tego nie robiłam. – Ścisnęła go nerwowo za ramię. – To znaczy nigdy nie kochałam się z mężczyzną. Ty będziesz pierwszy.

W jego oczach pojawił się dziwny pierwotny błysk. Bez słowa pocałował ją mocno i namiętnie.

Gdy się od niej odsunął, na jego twarzy malowało się czyste zadowolenie.

– To dobrze. Bo od dziś będziesz moja. Cieszę się, że to ja będę pierwszy.

– Ja też się cieszę – szepnęła.

Jego twarz złagodniała. Pochylił się i pocałował ją delikatnie w czoło. Przesuwał dłońmi wzdłuż jej ramion i masował barki.

– Nie musisz się niczego obawiać. Będę bardzo delikatny. Zrobię wszystko, żebyś była dziś szczęśliwa.

Wspięła się na palce i zarzuciła mu ręce na szyję.

– W takim razie kochaj się ze mną. Tak długo na ciebie czekałam.

ROZDZIAŁ DRUGI

Ashley patrzyła na Devona, nie wiedząc, co powinna teraz zrobić. On nie miał takiego problemu. Wziął ją na ręce i przeniósł do ogromnej sypialni.

Z westchnieniem oparła mu głowę na piersi.

– Zawsze marzyłam, żeby w takiej chwili mężczyzna zaniósł mnie do sypialni. To chyba trochę dziecinne.

Z jego ust wydobył się cichy śmiech.

– Cieszę się, że mogłem spełnić jedno z twoich marzeń, i to zanim zdążyłem cię rozebrać.

Zaczerwieniła się, ale na myśl, że za chwilę będzie naga, zakręciło jej się w głowie. W fantazjach o utracie dziewictwa też była rozbierana przez mężczyznę.

W liceum i na studiach nasłuchała się wielu opowieści przyjaciółek o tym, jak nieważny i mało znaczący był ich pierwszy raz. Dlatego postanowiła, że z nią będzie inaczej. Być może z tego względu stała się za bardzo wybredna, jednak chciała mieć pewność, że zrobi to z właściwym mężczyzną we właściwym czasie. I teraz była zadowolona ze swojego wyboru, bo Devon Carter, zwłaszcza w tych okolicznościach, idealnie pasował do jej oczekiwań.

Postawił ją na podłodze tuż za progiem. Rozejrzała się nerwowo po sypialni. Można się tu było zgubić. Ogromne łóżko musiało być wykonane na zamówienie. Kto potrzebuje łóżka o takich rozmiarach? No, chyba że do orgii z udziałem dziesięciu kobiet.

– Teraz cię rozbiorę – powiedział. – Zrobię to powoli. Jeśli poczujesz się skrępowana, daj mi znać. Mamy przed sobą całą noc. Nie musimy się spieszyć.

Czułość w jego głosie wzruszyła ją. Doceniała jego uważność i cierpliwość, ale jednocześnie to uczucie walczyło z ukrytym głębiej pragnieniem, by ją posiadł, nie pytając o nic. Pierwszy raz nie zdarzy się nigdy więcej.

Miała wrażenie, że słyszy swoje własne słowa. I musiała przyznać sobie rację. Będzie miała jeszcze wiele okazji na dziki szalony seks. A ta noc nie powtórzy się już nigdy.

– Odwróć się, rozepnę ci sukienkę.

Odwróciła się powoli i zamknęła oczy. Odsunął jej włosy na bok, po chwili usłyszała cichy zgrzyt suwaka i nagle suknia bez ramiączek zrobiła się niebezpiecznie luźna. Ashley przycisnęła dłonie do piersi, zanim miękka tkanina zdążyła zsunąć się na podłogę.

Devon położył dłonie na jej nagich barkach i pocałował ją w kark.

– Rozluźnij się.

Łatwo mu mówić. Sam robił to już pewnie setki razy. Ta myśl wprawiła ją w przygnębienie, ale szybko przywołała się do porządku: nie będzie zastanawiać się nad liczbą jego byłych partnerek.

Odwrócił ją do siebie. Delikatnie rozluźnił jej dłonie. Suknia zsunęła się na podłogę. Ashley stała przed nim niemal naga, miała na sobie jedynie majteczki. Zrobiła się czerwona. Powinna była włożyć choć biustonosz bez ramiączek.

– Bardzo seksownie. – Devon przesuwał wzrokiem po jej ciele. – Jesteś piękna, Ash. Niewiarygodnie piękna.

Przestała drżeć, widząc jego spojrzenie. Te oczy nie mogły kłamać, w ich głębi kryły się pożądanie i zachwyt.

Delikatnie przyciągnął ją do siebie i pocałował. Mocno i namiętnie. Wydawało się, że chwilami powstrzymuje tę namiętność, jakby nie chciał jej przytłoczyć czy onieśmielić. Ashley była dziewicą, ale doskonale wiedziała, czym jest pożądanie i żar podniecenia. Pragnęła Devona z siłą graniczącą niemal z obsesją. Fantazje na jego temat nie pozwalały jej w nocy zasnąć.

Spotykała się wcześniej z innymi mężczyznami. Niektórzy wzbudzali w niej zainteresowanie na tyle żywe, że zastanawiała się, czy nie przenieść znajomości na kolejny poziom. Ale ponieważ nie miała całkowitej pewności, rezygnowała.

Z Devonem było inaczej. Wiedziała to od samego początku, od chwili, przy przedstawił się jej tym swoim ochrypłym seksownym głosem. O tej nocy marzyła od tygodni. I teraz jej ciało było wypełnione niemal bolesnym pragnieniem.

Odsunął ją na chwilę od siebie, przesunął palcem w dół policzka i szyi. A potem pocałował ją znowu. I znowu. Poczuła na wargach jego język, a potem jego smak. Przywarła do niego, czując nienasycone pragnienie.

Jego ochrypły jęk zlał się z ciepłym oddechem.

– Doprowadzasz mnie do szaleństwa.

Uśmiechnęła się. Jej zdenerwowanie i niepewność gdzieś znikły. Widząc, jak działa na tego cudownego mężczyznę, poczuła przypływ pewności siebie.

Dotknął wargami jej ucha, a potem zaczął całować ją coraz niżej. Zatrzymał się w miejscu, gdzie tętnił puls. Delikatnie zacisnął zęby na skórze. Po barkach Ashley przebiegł dreszcz rozkoszy. Devon chwycił ją dłońmi tuż powyżej łokci, przytrzymał, a jego usta podjęły wędrówkę w dół. Gdy ukląkł przed nią, jego usta znalazły się tuż przy nabrzmiałej brodawce piersi. Gwałtownie wciągnęła powietrze, szaleńczo pragnąc poczuć tam pieszczotę. Miała wrażenie, że niespełnienie tego pragnienia doprowadzi ją do szaleństwa.

On jednak opuścił głowę i pocałował jej brzuch tuż ponad pępkiem. Wstrzymała oddech. Przesunął się wyżej o kilka centymetrów i znów zaczął ją całować, wyznaczając tą pieszczotą ścieżkę pomiędzy piersiami. W końcu jego wargi przywarły do miejsca, gdzie pod skórą pulsowało jej serce.

– Bije ci jak szalone – rzekł z uśmiechem.

Nie odpowiedziała, ale jej dłonie przesuwały się po głowie Devona, palce przeczesywały krótkie włosy. W tym świetle wydawało jej się, że widzi w nich te same odcienie co w jego oczach. Bursztynowy. Złoty. Ciepły płynny brąz.

Podniósł wzrok.