Wydawca: Świat Książki Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 182 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Urodziłam się dziewczynką - Tim Butcher

Urodziły się dziewczynkami w nieodpowiednich krajach. Tam, gdzie bycie kobietą skazuje na cierpienie, głód, odrzucenie, poniewierkę. Są bite, poniżane, gwałcone i okaleczane. Nie kończą szkół, bo muszą pracować, trafiają do domów publicznych, bo muszą zarobić na utrzymanie rodziny. Siedmiu znanych autorów odwiedziło siedem państw leżących na różnych kontynentach: Togo, Sierra Leone, Ghanę, Brazylię, Kambodżę, Ugandę i Dominikanę. Efektem ich podróży jest poruszająca opowieść o codziennym życiu i dramatycznej sytuacji kobiet i dziewcząt, żyjących w krajach, w których panuje bieda, trwa wojna, a o ludzkim losie decydują uprzedzenia, fanatyzm i źle pojęta tradycja.

Opinie o ebooku Urodziłam się dziewczynką - Tim Butcher

Fragment ebooka Urodziłam się dziewczynką - Tim Butcher

JoanneHarris

DeborahMoggach

KathyLette

XiaoluGuo

TimButcher

IrvineWelsh

Urodziłam się dziewczynką

Fragment

Z angielskiego przełożyła Beata Turska

Wstęp MARIE STAUNTON, PREZES ORGANIZACJI PLAN W WIELKIEJ BRYTANII

– Jak się czujecie, gdy wysyłacie dziewczyny w nocy na ulice, dobrze wiedząc, co się z nimi stanie? – zapytałam.

Dość idiotyczne pytanie, jak to później skwitowała moja piętnastoletnia córka. Odwiedzałam schronisko w Aleksandrii, gdzie w ciągu dnia nauczyciele i psychologowie opiekowali się bezdomnymi dziewczętami. Schronisko dla chłopców jest otwarte dwadzieścia cztery godziny na dobę, jednak władze w Egipcie nie pozwalają dziewczętom przebywać w nocy w schronisku. Każdego popołudnia, o siedemnastej, nawet dziewięcioletnie dziewczynki otrzymują torebeczkę z mydłem i zestawem pierwszej pomocy, a następnie są wyrzucane na ulicę z jedynego miejsca, które mogą nazwać domem. W ciągu wielu lat mojej pracy na całym świecie nic mną tak nie wstrząsnęło jak ten obrazek. Więc tak, być może to było idiotyczne pytanie.

Żeby przeżyć na ulicy, dziewczynki muszą dołączyć do jednego z setek gangów w Aleksandrii. „Karta członkowska” obejmuje molestowanie seksualne przez starszych członków bandy. Władze wierzą, że dziewczęta, które nie są już dziewicami, a stały się „damami”, automatycznie przechodzą pod kuratelę fikcyjnych mężów. I to całkowicie błędne założenie oznacza, że stają się oficjalnie niewidzialne. Bardzo często, wraz z własnymi dziećmi, są zdane na łaskę i niełaskę bandytów wychodzących nocą na żer.

*

Książka została tak skonstruowana, aby zwrócić uwagę na los tych dziewcząt, ponieważ raporty i statystyki nie są wystarczająco rzetelne. Niedawno Plan opublikował badania, według których w wielu krajach nawet dziesięcioletnie dziewczynki uprawiają seks z nauczycielami, żeby otrzymać lepsze oceny. Badania nie wzbudziły zainteresowania brytyjskich mediów.

Co zrobić, żeby ofiary zostały zauważone? Pamiętam moją podróż z dziennikarzem Billem Deedesem do zapomnianego przez wszystkich i spustoszonego przez głód miejsca w najodleglejszej części Sudanu. Po naszej wizycie Bill napisał sprawozdanie – prostą historię opowiedzianą mocnymi słowami – które poruszyło czytelników i zmobilizowało rządy do działania. Zwróciłam się do wydawnictwa Random House z prośbą o kontakt z pisarzami gotowymi pojechać tam, gdzie dziewczęta są źle traktowane, molestowane, gorzej karmione niż ich bracia i częściej niż chłopcy nie mogą skończyć szkół, aby opowiedzieli ich historie.

Pisarze mają inne spojrzenie niż pracownicy socjalni organizacji rządowych. Niektórzy reagują bardzo emocjonalnie. Marie Phillips była przerażona, dowiedziawszy się, że odpowiedzialność za molestowanie seksualne w Ugandzie spada na uczennice, a nie na ich oprawców.

Również Kathy Lette nie uniknęła emocji, ale wykorzystała swoje poczucie humoru, żeby przedstawić życie brazylijskich dziewcząt w satyrycznym i sarkastycznym tonie.

Joanne Harris nawiązywała przyjaźń z dziewczętami, które spotykała na swej drodze. W przeszłości była nauczycielką, więc może dlatego potrafi się wczuć w psychikę młodych ludzi. Pieczołowicie odtworzyła dzień z życia dziewczyny o imieniu Kadeka. Kiedy siedziałam w środku wioski w Togo i obierałam czerwone papryczki, usłyszałam nagle gromki śmiech, a za chwilę zobaczyłam Joanne zgiętą wpół pod ogromnym ładunkiem drewna; obok szła Kadeka i bez wysiłku niosła na plecach taki sam ciężar.

Inaczej było z Irvinem Welshem, który unikał osobistego zaangażowania podczas podróży do Republiki Dominikany. Szerokim łukiem omijał formalne spotkania, przyjął postawę outsidera i zadawał proste, konkretne pytania: o nazwę drzewa, o znaczenie słowa. Jego opowiadanie okazało się całkowitą niespodzianką, zdobyło natychmiastowe uznanie pracowników Planu w Republice Dominikany. Tak, stwierdzili, w tym rzecz. Uchwycił istotę sprawy. Jak mu się to udało?

Deborah Moggach umie słuchać. Jej opowiadanie jest fikcją literacką, ale mieści w sobie wiele prawdziwych historii opowiedzianych przez dziewczęta, które poznała. Chowając się w cieniu dużego kapelusza, zadawała im delikatne pytania cierpliwie i z wdziękiem.

Xiaolu Guo jest filmowcem i pisarką. Ona także unikała formalnego zaangażowania oraz informacji pochodzących z oficjalnych źródeł. Obserwowała ludzi, kręciła film i uczyła się historii Kambodży. Uchwyciła atmosferę, którą wiernie oddała w opowiadaniu.

Tim Butcher zachował się jak dziennikarz. Podróżując po Liberii i Sierra Leone śladami Grahama Greene’a, rozmawiał z dziewczętami skrzywdzonymi przez wojnę. Napisał opowiadanie, w którym pokazał, że dziewczyny w czasie pokoju są nadal krzywdzone.

Kiedy autorzy pisali opowiadania, wiele dziewcząt, które spotkali podczas swoich podróży, dotknął globalny kryzys. Plan sporządził roczny raport pod nazwą The State of the World’s Girls, który ujawnił, że w 2009 roku kryzys zebrał wszędzie obfite żniwo zarówno w rodzinach, jak i w całych społeczeństwach, a brak pieniędzy najbardziej uderzył w dziewczęta i kobiety. Według Banku Światowego w samym roku pięćdziesiąt tysięcy afrykańskich dzieci umarło przed ukończeniem pierwszego roku życia i w większości były to dziewczynki. Dyrektor generalna banku, Ngozi Okonjo-Iweala, tak napisała we wstępie do raportu z 2009 roku:

Dorastanie dziewczynki w biedzie jest w Nigerii normą. Życie za mniej niż dolara i dwadzieścia pięć centów dziennie było rzeczywistością... Dobrze pamiętam, jak musiałam nieść moją młodszą siostrę na plecach aż pięć mil, żeby uratować ją przed malarią. Gdy patrzę wstecz, myślę, że drzwi do sukcesu otworzyła przede mną edukacja oraz troskliwie wspierająca mnie rodzina. ...Inwestycja w dziewczęta jest skutecznym sposobem na przerwanie międzypokoleniowego cyklu biedy. Wykształcone dziewczęta zostają wykształconymi matkami o większych możliwościach zdobycia źródeł utrzymania. Są również bardziej skłonne do inwestowania w naukę swoich dzieci niż mężczyźni o podobnym stopniu edukacji.

*

Siedemdziesiąt lat doświadczeń w działalności na rzecz dziewięciu milionów dzieci na całym świecie udowodniło organizacji, dla której pracuję, Planowi, że inwestowanie w dziewczęta jest najistotniejszym czynnikiem, jaki przerywa cykl biedy. Rozpoczynamy kampanię: Bo Jestem Dziewczyną – Because I Am a Girl (BIG), żeby przerwać zaklęty krąg „niewykształconych matek”. Młodziutkie dziewczyny rodzą dzieci z niedowagą. To potomstwo będzie w przyszłości słabe i też niewykształcone. Częścią kampanii jest monitorowanie losu grupy dziewczynek i ich rodzin do roku 2015. Jedną z dziewczynek jest Brenda, drugie dziecko Adinay, która miała zaledwie trzynaście lat, kiedy ją urodziła. Teraz Brenda ma trzy lata i już wiadomo, że jej młoda matka ma problem z wykarmieniem rodziny. Brenda jest dzieckiem wycofanym i często głodnym; już znalazła się w niekorzystnym położeniu i z pewnością będzie jej ciężko w szkole, jeśli w ogóle do niej pójdzie.

Większość ludzi w krajach rozwiniętych uważa, że w dwudziestym wieku nastąpił ogromny postęp w kwestii emancypacji kobiet, więc dyskryminacja dziewcząt w sferze edukacji rzadko bywa sprawą najważniejszą. A przecież wiemy, że po ukończeniu szkoły wiele z nich uderza głową w szklany sufit. Uboższa część świata nie doświadczyła nawet ułamka tego postępu. Współczesne kobiety stoją w obliczu nowych zagrożeń – proces urbanizacji oznacza, że coraz więcej dziewcząt, jak te w Aleksandrii, żyje na ulicach, a w dobie współczesnych konfliktów, na przykład w Liberii, gwałt jest traktowany jak broń.

Pani prezydent Ellen Johnson Sirleaf, pierwsza kobieta, która stanęła na czele Liberii, napisała w 2008 roku w raporcie State of the World’s Girls:

Pięćdziesiąt procent ludności (Liberii) nie ukończyło osiemnastego roku życia, a w tej grupie jest dwukrotnie więcej dziewcząt. Na co dzień doświadczają przemocy ze strony starszych mężczyzn mieszkających w sąsiedztwie i ze strony nauczycieli... Wierzę, że zagwarantowanie dziewczętom lepszej przyszłości jest najistotniejszym czynnikiem w osiągnięciu rozwoju kraju. Popularne powiedzenie – jeśli wykształcisz mężczyznę, to wykarmisz jego rodzinę, ale jeśli wykształcisz kobietę, to wykształcisz naród – ma głęboki sens.

Graca Machel, która udzieliła rekomendacji naszemu rocznemu raportowi The State of the World’s Girls, stwierdziła:

Nie możemy dłużej akceptować faktu, że nie ceni się dziewcząt tylko dlatego, że nie są chłopcami. Dziewczęta na całym świecie dowiadują się, że są bez wartości, więc oczywiście zaczynają w to wierzyć. Celem kampanii BIG jest przywrócenie wiary w siebie oraz pomoc w każdej sferze życia. Dołączcie do nas, wchodząc na stronę www.becauseiamagirl.org.

Pragnę złożyć podziękowania wszystkim autorom opowiadań za poniesione trudy podróży i związane z tym niedogodności. Dziękuję za wyjątkową i fascynującą książkę, składam też wyrazy wdzięczności Rachel Cugnoni i Frances Macmillan z Vintage Books za inspirację i zaangażowanie w naszą sprawę. Ostatnie słowo oddaję dziewczynie:

Pewnego dnia udowodnię, że nie jestem mniej warta od moich braci.

Rakhi, 17

Marie Staunton,

prezes organizacji Plan w Wielkiej Brytanii, 2009

Pieśń drogi JOANNE HARRIS

Joanne Harris jest autorką powieści Czekolada, którą nominowano do nagrody Whitbread (na jej podstawie powstał głośny film z udziałem Juliette Binoche), oraz książek: Jeżynowe wino, Pięć ćwiartek pomarańczy, Błękitnooki chłopiec, Duch z przeszłości, Rubinowe czółenka, Runy, Śpij, kochanie, śpij, Świat w ziarnku piasku, Coastliners, Holy Fools, Jigs & Reels, Sleep Pale Sister, Gentlemen & Players, The Lollipop Shoes. Wspólnie z Fran Warde napisała: The French Kitchen: A Cookbook oraz The French Market: More Recipes from a French Kitchen. Mieszka w Huddersfield, w Yorkshire, wraz z mężem i córką.

Jest wielu bogów. Bogów deszczu, śmierci, rzek, bogów wiatru, kukurydzy, medycyny, starych bogów, nowych bogów, przybyłych tu z innych stron, którzy się na dobre zadomowili i zapuścili korzenie. Od nich pochodzą znaki, opowieści i pieśni, które rozwiewa wiatr.

Takim bogiem jest droga Great North. Prowadzi z Lomé przy Zatoce Benińskiej aż do odległych prowincji Dapaong. Biegnie niczym zakurzona rzeka. Jej źródłem jest miasto Lomé z gorącymi i wilgotnymi uliczkami, bazarami, urokliwymi bulwarami i plażą oraz nieczystościami walającymi się po esplanadzie. Lomé to też chmary motorowerów i rowerów. W przeciwieństwie do rzeki, nawet podczas suszy droga Great North nigdy nie wysycha. Nie wysycha też strumień legend i pieśni podróżników.

Moja opowieść zaczyna się tutaj, na obrzeżach miasta Sokodé. Jest to spora i ruchliwa miejscowość, otoczona mniejszymi wioskami, znajdująca się pięć godzin jazdy samochodem na północ od Lomé. Życie wszystkich ludzi uzależnione jest od miasta, choć wielu mieszkańców wsi nie dotarło dalej niż kilkadziesiąt mil na północ bądź na południe. Często wędrują poboczem, siadają na skraju drogi, obserwują i czekają na to, co ona przyniesie: na handlarzy na rowerach i na motorynkach, na ciężarówki lub na kobiety idące w pole po kukurydzę albo po drewno.

Jedną z obserwatorek jest Adjo, dziewczynka z pobliskiej Kasseny. Ma szesnaście lat, jest najstarsza z pięciorga rodzeństwa, lubi siedzieć w cieniu drzew, tam gdzie ma dobry widok na długi odcinek drogi. Jej młodszy brat Marcellin kiedyś wypatrywał na niebie smug pozostawionych przez samoloty, podczas gdy Jean-Baptiste wolał ciężarówki i machał do nich jak szalony, kiedy go mijały. Jednak Adjo spogląda wyłącznie na drogę, czekając na każdą oznakę życia. Przez ostatnie lata uwierzyła, że droga jest czymś więcej niż tylko brudną ziemią i kamieniami. Droga ma siłę, ma tożsamość. Adjo wierzy też, że droga ma głos – czasami jest to tylko odległy syk, czasami wiele tonów tak donośnych i fascynujących jak chór kościelny.

O piątej rano, kiedy Adjo wstaje i zabiera się do pracy, droga już na nią czeka. Ledwie szemrze, cała spowita w mgłę, jakby jeszcze spała. Jednak Adjo wie swoje. Droga jest jak krokodyl, jedno oko ma otwarte, nawet kiedy śpi, i może kłapnąć zębami na każdego, kto jest na tyle głupi, by na chwilę stracić czujność. Adjo nigdy nie traci czujności. Zakłada sarong; wiąże mocny węzeł na biodrze, piersi przewiązuje bandeau[1], przemyka boso przez podwórze. Czerpie wodę z wiejskiej studni, wlecze ją do chaty, która służy za łazienkę, rąbie drwa na opał, związuje, kładzie na głowie i zanosi do chaty. A potem słucha pieśni drogi, obejmuje wzrokiem jej zdradliwą długość, patrzy na pył, który unosi się wraz ze słońcem, anonsując przybycie gości.

Tego ranka droga prawie milczy. Stadko nietoperzy krąży wokół kramu pod figowcami. Kobieta z wiązką patyków przechodzi na drugą stronę, coś małego, może szczur, szeleści w zaroślach. Gdyby bracia dzisiaj tu byli – myśli Adjo – to poszliby na polowanie. Podłożyliby ogień pod wysuszone krzaki, tam gdzie wieje wiatr, i poczekali, aż szczury uciekną z płonącej trawy. Szczur ma dużo mięsa, jest twardszy od kury, ale smaczny. Potem sprzedaliby go przy drodze ludziom idącym na targ, wybebeszonego i rozciągniętego na patykach.

Ale bracia Adjo od dawna tu nie mieszkają, tak jak wiele innych dzieci. Nikt dzisiaj nie zapoluje na szczury, nie stanie przy drodze w Sokodé i nie pomacha nadjeżdżającym pojazdom. Nikt nie pobawi się z nią w ampe[2] na podwórzu, ani nie poleży na plecach pod drzewami, wypatrując na niebie smug pozostawionych przez samoloty.

Adjo zrzuca drewno na ziemię przed otwartymi drzwiami do kuchni. Mieszka w jednym z domów w samym środku wsi, zbudowanym z cegieł z mułu, z blachą falistą na dachu. W środku jest kurnik, magazyn na kukurydzę, rząd niskich ław do siedzenia i wielki gar do gotowania. W tym garze matka Adjo przyrządza na sprzedaż tchoukoutou, piwo z prosa, a także robi ser z soi lub zupę z kukurydzy, które co tydzień wozi na targ w Sokodé.

Adjo lubi być na targu. Tyle tam można zobaczyć. Młodych mężczyzn na motorowerach i kobiety siedzące za nimi na siodełkach. Handlujących maniokiem i smażonymi dużymi bananami. Ciężarówki z drewnem. Mężczyzn Vaudou uzdrawiających zaklęciami i czarami. Stragany z kulkami surowego ciasta. Naleśniki i foufou[3]; słodkie ziemniaki i banany, góry prosa, papryki i ryżu. Materiały we wszystkich kolorach tęczy, sarongi, chusty i dupattas[4]. Naszyjniki z koralików, kolczyki z brązu, puszki z harissą, bransolety, naczynia z ceramiki, dynie butelkowe i tykwy, przyprawy i sól, girlandy papryczek chilli, garnki, miotły i kosze, plastikowe kubły, noże, butelki coca-coli, olej silnikowy i sandały wyplatane z trawy.

Adjo i jej rodzina nie mogą sobie pozwolić na większość tych rzeczy. Jednak dziewczyna lubi się rozglądać, gdy wraz z mamą przygotowują na straganie zupę kukurydzianą na sprzedaż. Rozgniatają kukurydzę dwoma kamieniami, a następnie gotują w głębokim garnku. A pieśń drogi rozbrzmiewa jeszcze potężniejszym głosem – to pieśń handlarzy i podróżników, plotek i wieści, pieśń odległych miejsc, których nazwy Adjo zna jedynie z map rysowanych kredą na tablicy.

Droga obserwuje Adjo idącą na targ i z powrotem; dzień w dzień obserwuje dziewczynę, odkąd nauczyła się chodzić. Czasami Adjo idzie sama, ale najczęściej wędruje z matką. Na głowie ma wyplatany koszyk z kukurydzą, który przechyla się na wszystkie strony. Jeszcze dwa lata temu maszerowała do szkoły i droga obserwowała ją, kiedy szła w przeciwną stronę – w białej bluzeczce i spódniczce w kolorze khaki, z książkami w ręku. W tamtych czasach nuciła inną pieśń: o matematyce i o angielskim, o geografii, o słownikach i meczach piłki nożnej, o muzyce i nadziei. Lecz kiedy jej bracia opuścili dom, Adjo przestała chodzić do szkoły i ubierać się w białą bluzkę i spódniczkę w kolorze khaki. I pieśń drogi znowu brzmiała inaczej. Teraz Adjo nuci o małżeństwie i o domu, o dzieciach biegających po podwórku, o długich dniach spędzonych na polu kukurydzy. Nuci pieśń o dziecięcych marzeniach, które zasnęły kamiennym snem.

Wcale nie chciała rzucić szkoły. Była pilną uczennicą. Prawie tak samo zdolna jak chłopcy i prawie tak samo dobrze kopała piłkę – nawet Wódz to przyznał, choć niechętnie (nie podoba mu się, że dziewczynki grają w piłkę nożną). Ale kiedy ojca nie ma w domu przez cały rok i kiedy trzeba się opiekować młodszymi dziećmi – a cała trójka choruje na malarię, w tym jedno nie ma nawet dwóch lat – matka Adjo potrzebuje pomocy. I chociaż szkoda jej córki, to wie, że czytanie książek jeszcze nigdy nikogo nie wykarmiło i nie zaorało nawet centymetra pola.

Poza tym, myśli sobie matka, kiedy już chłopcy wrócą do domu, to wystarczy pieniędzy na wszystko: na ubranie, na lekarstwa, na jedzenie – podobno w Nigerii ludzie codziennie jedzą kurczaka, wszyscy mają odbiornik radiowy, moskitierę i maszynę do szycia.

Tę właśnie pieśń słyszy matka. Kołysankę marzeń, które się spełniają. Pieśń rozbrzmiewa głosem Adjale – Adjale o złotym uśmiechu – i choć matka tęskni za synami, to wie, że pewnego dnia obaj powrócą z majątkiem, który jej obiecano. Ciężko jest wysłać dzieci z domu do miasta za granicę – dwóch małych, ledwie nastoletnich chłopców. Lecz ofiary są konieczne, tak jej powiedział Adjale. Będą w dobrych rękach. Obaj dostaną rower. Obaj dostaną komórkę. Tu, w Togo, takie skarby są nieosiągalne, ale w Nigerii jest inaczej. Tam mają w domach kafelki, łazienki, wodę, elektryczność. Pracodawcy są życzliwi, pełni szacunku dla robotników. Dbają o cudze dzieci jak o własne. Nawet dziewczynki dostają nowe ubranie, biżuterię i kosmetyki. Wie o tym od Adjale – Adjale o złotym głosie – powiedział jej to, kiedy pojawili się handlarze żywym towarem.

Handlarze żywym towarem. Jak to okrutnie brzmi. Mama Adjo woli ich nazywać rybakami, tak jak Jezusa i jego apostołów. Ich rzeka to droga Great North. Co roku udają się jak rybacy na północne tarliska. Co roku wracają do siebie z obfitym połowem – chłopcami i dziewczętami, z których większość ma nie więcej niż dwanaście, trzynaście lat, tak jak Marcellin i Jean-Baptiste. Przemycają ich nocą przez granicę, omijając policyjne patrole, ponieważ żadne z nich nie ma paszportu. Czasami przekraczają rzekę na tratwach zbudowanych z drewna i plastikowych bębnów, przewiązanych liśćmi bananowca.

Matka Adjo zastanawia się, czy rozpozna synów. Kiedy powrócą, będą mężczyznami. Na samą myśl o tym pęka jej serce. Myśli też o córce, o Adjo – zdolnej i młodej, o anielskim głosie, z czerwoną nicią we włosach – która wciąż czeka, choć minęło tyle czasu. I kiedy matka skończy codzienne prace i kiedy rubinowa kula słońca przechyla się na zachodnią stronę, i kiedy młodsze dzieci już śpią na swym posłaniu w chacie – patrzy na Adjo stojącą nieruchomo przy drodze Great North, stojącą jak posąg, cicho nucącą pieśń-modlitwę o powrót braci.

Adjo wie, że droga jest bogiem, niebezpiecznym bogiem, którego należy przebłagać. Droga czasami zabiera zabłąkane dziecko albo, jeśli mają szczęście, psa, który wpada pod koła ciężarówki. Ale handlarze zabierają jeszcze więcej. Czworo dzieci zniknęło w zeszłym roku, troje dwa lata temu. Więc Adjo nuci: Proszę nie pozwól, żeby tu przybyli, trzymaj ich od nas z daleka, i nie jest całkiem pewna, czy się modli do Boga, czy do Allaha, czy do samej drogi Great North, do tego chytrego i zakurzonego boga-węża, który rzuca zaklęcie na dzieci i je zabiera.

Nocą droga jeszcze bardziej się ożywia, aż kipi od plotek. Wszystkie stare i znajome głosy z wioski – śpiewy, bicie w bębny, odgłosy zabaw dzieci, wibrujący dźwięk radia bądź telefonu komórkowego dochodzący sprzed domu Wodza, gdzie mężczyźni piją tchouk i rozmawiają o pracy – teraz te wszystkie odgłosy wydają się bardzo dalekie, tak odległe jak samoloty, które czasami żłobią nad ich głowami ścieżki, jakby drapały paznokciami niebo, pozostawiając smugi. Tylko droga jest prawdziwa, myśli Adjo, droga ze swoją pieśnią o uwodzeniu, droga, której składamy w ofierze dzieci, a w zamian dostajemy piękne kłamstwa, marzenia o lepszym jutrze.

Adjo wie, że większość już nie powróci. Nie potrzebuje pieśni, które by jej to powiedziały. Rybacy są drapieżnikami, uwodzą i kuszą nadzieją na wybawienie. W rzeczywistości zjawiają się tu niczym harmattan, gryzący wiatr z pustyni, który wieje każdego roku i który pozbawia ziemię wilgoci, i wypełnia usta kwaśnym, czerwonym pyłem. Nic tu nie kiełkuje, kiedy wieje harmattan, z wyjątkiem marzeń niemądrych chłopców i ich jeszcze bardziej niemądrych matek, które oddają ich w ręce handlarzy. Ubierają synów w odświętne stroje na wypadek, gdyby wpadli na policyjny patrol, który wyczułby przerażenie, i wyposażają chłopców w zimną papkę kukurydzianą, troskliwie zawiniętą w liść bananowca i związaną czerwonym sznurkiem na szczęście.

Pieniądze przechodzą z rąk do rąk – niewiele ich, nie wystarczy nawet na worek ziarna. Ale najmłodszy musi mieć moskitierę, a starszy potrzebuje lekarstw, a ona przecież nie sprzedaje swoich dzieci, tak sobie powtarza matka Adjo, tylko wysyła je do Ziemi Obiecanej. Adjale zadba o nich. Adjale, który przywozi co roku wieści o jej synach i mówi: Może w przyszłym roku wyślą kartkę, list, a może nawet zdjęcie.

Jednak matka Adjo wciąż nie może się z tym wszystkim pogodzić i zadaje sobie pytanie, czy słusznie postąpiła. Adjale uśmiecha się i mówi: Wierz mi, wiem, co robię. I choć ciężko spotykać go tylko raz w roku, matka Adjo wie, że on dobrze sobie radzi, i pomaga dzieciom przy drodze. Obiecał jej, że pojedzie do synów. Pewnego dnia, już wkrótce – mówi. – Jak tylko chłopcy podrosną. Za cztery, może za pięć lat.

I mama Adjo mu wierzy. Bo przecież był dla niej bardzo dobry. Jednak Adjo mu nie ufa. Nigdy mu nie ufała. Ale co może zrobić? Nie może ich powstrzymać, tak jak nie powstrzyma harmattanu i corocznych żniw, jakie zbiera czerwony pył. Co mam robić? – pyta się drogi. – Jak mam z nimi walczyć?

Odpowiedź przychodzi tej nocy, kiedy Adjo samotnie stoi przy drodze. Księżyc zawisł wysoko na niebie, a droga jest wciąż ciepła jak zwierzę. Pachnie kurzem i benzyną, i potem setek bosych stóp, które codziennie po niej chodzą. Może to droga odpowiada na jej modlitwę, a może słucha jej inny bóg? Ale dziś w nocy – tylko dla Adjo – droga opowiada inną historię. Nuci pieśń o samotności, smutku i o zdradzie. Śpiewa o chorych dzieciach pozostawionych na pewną śmierć wzdłuż drogi do Nigerii, o dziewczętach sprzedanych do domów publicznych, o daremnych nadziejach, o przemocy, o chorobie, i głodzie, i o AIDS. Śpiewa o rozczarowaniu i o dwóch chłopcach z Kasseny z bliznami na twarzach, o ich ciałach pokrytych kwaśnym czerwonym pyłem, o chłopcach wracających do domu drogą Great North. Sprzedani za równowartość roweru nie mają teraz grosza przy duszy, umierają z głodu i chorują po dwóch długich latach spędzonych w Nigerii, gdzie harowali na polach czternaście godzin na dobę. Jednak wciąż żyją, myśli Adjo, ciągle jeszcze żyją i wracają do domu. Ten dudniący rytm nowej pieśni łączy się z biciem jej serca, kiedy dziewczyna staje przy drodze w Kassenie, jej stopy zaczynają poruszać się w pyle, a ciało się kołysze. I w tej chwili słyszy ich wszystkich: wszystkie zaginione dzieci; wszystkie przyłączają się do głosu drogi, śpiewając jednym chórem pieśń, której nie można zignorować.

I już wie, co ma robić, jak walczyć z rybakami. To niedużo, ale wystarczy na początek. To przecież nasienie, z którego wyrasta drzewo, a z jednego drzewa wyrośnie las. Las osłoni przed wiatrem, nawet przed harmattanem.

Może nie dzisiaj. Nie w tym roku. Ale może za jej życia.

Dlatego warto spróbować.

Wraca tej nocy do domu, mijając po drodze ogniska, chatę Wodza, pole kukurydzy, rzędy pękatych kurników. Kiedy myje twarz pod pompą, kiedy pije wodę z wydrążonej tykwy i zjada trochę papki kukurydzianej, którą matka zostawiła dla niej na stole, kiedy rozkłada swój stary szkolny mundurek – białą bluzkę, spódniczkę w kolorze khaki i stare zniszczone sportowe buty, z których jeszcze nie wyrosła – kiedy kładzie się na materacu i wsłuchuje w dźwięki nocy, myśli o innych drogach, o ścieżkach, które musimy budować dla samych siebie.

Jutro – myśli – będzie inaczej. Jutro, zamiast patrzeć na drogę, zamiast iść na targ, pójdzie do szkoły w swoim mundurku, trzymając buty za sznurówki i wymachując nimi w rytm pieśni, którą słyszy tylko ona. Matka będzie chciała ją powstrzymać, może, ale bez wielkiego przekonania. I kiedy jej bracia wreszcie powrócą, zapyta ich: Dlaczego wyjechaliście? Ziemia Obiecana zawsze była tutaj. We mnie. W was. I może, za jakiś czas, dzięki niej i oni usłyszą tę pieśń, którą Adjo słyszy tak wyraźnie, i może ich dzieci też ją usłyszą, i zrozumieją, co ma na myśli, kiedy mówi: Jeśli droga nie prowadzi cię tam, dokąd ty chcesz, musisz znaleźć własną.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

[1] Bandeau – opaska na biust, stanik bez ramiączek (wszystkie przypisy pochodzą od red.).

[2] Ampe – prosta gra afrykańskich dzieci w wieku szkolnym polegająca na skakaniu według „klucza”.

[3] Foufou – jeden z podstawowych artykułów spożywczych w Afryce; gęsta, papkowata pasta z manioku, kaszy manny itp.

[4] Dupattas – rodzaj długiego szala (ok. 2 m) np. z bawełny, przykrywającego głowę, ramiona i piersi.

Sen Bendu TIM BUTCHER

Dostępne w wersji pełnej

O kobiecie, która miała klep na głowie DEBORAH MOGGACH

Dostępne w wersji pełnej

Hormonalna ruletka KATHY LETTE

Dostępne w wersji pełnej

Ballada o człowieku z Kambodży XIAOLU GUO

Dostępne w wersji pełnej

Zmiana MARIE PHILLIPS

Dostępne w wersji pełnej

Należności IRVINE WELSH

Dostępne w wersji pełnej

1

Dostępne w wersji pełnej

2

Dostępne w wersji pełnej

3

Dostępne w wersji pełnej

4

Dostępne w wersji pełnej

5

Dostępne w wersji pełnej

6

Dostępne w wersji pełnej

7

Dostępne w wersji pełnej

8

Dostępne w wersji pełnej

9

Dostępne w wersji pełnej

10

Dostępne w wersji pełnej

Odpowiedź SUBHADRA BELBASE, DYREKTOR REGIONALNY ORGANIZACJI PLAN W UGANDZIE

Dostępne w wersji pełnej

Urodziłam się dziewczynką

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału

BECAUSE I AM A GIRL

Redakcja

Beata Soboń

Redakcja techniczna

Lidia Lamparska

Korekta

Grażyna Henel

Anna Sidorek

Collection Copyright © Vintage 2010

Wstęp (Foreword) © Marie Staunton 2010

Odpowiedź (A Response) © Subhadra Belbase 2010

Sen Bendu (Bendu’s Dream) © Tim Butcher 2010

Ballada o człowieku z Kambodży (Ballad of a Cambodian Man) © Xiaolu Guo 2010

Pieśń drogi (Road Song) © Joanne Harris 2010

Hormonalna ruletka (Ovarian Roulette) © Kathy Lette 2010

O kobiecie, która miała sklep na głowie (The Woman Who Carried a Shop on Her Head) © Deborah Moggach 2010

Zmiana (Change) © Marie Phillips 2010

Należności (Remittances) © Irvine Welsh 2010

All rights reserved

Copyright © for the Polish translation by Beata Turska 2011

Copyright © for the e-book edition by Weltbild Polska Sp. z o.o., Warszawa 2012

Świat Książki

Warszawa 2012

Weltbild Polska Sp. z o.o.

02-103 Warszawa, ul. Hankiewicza 2

Księgarnia internetowa: Weltbild.pl

Niniejszy produkt objęty jest ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że wszelkie udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

ISBN 978-83-7799-387-3

Nr 90451162

Plik ePub opracowany przez firmę eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: kontakt@elib.pl

www.eLib.pl