Opis

Andrea Niwiński, Alex Fitzwilliam i Oleg Tsun wreszcie są razem. Obudzili Smoka i przeżyli Czarne Piaski, prawie dopełniając tym przepowiednię, która wisiała nad ich losem. 
Świat Nadnaturalny także wydaje się podnosić po klęskach, które niedawno na niego spadły. Zaraza wśród Zmiennych, rebelia wśród Magicznych, niezadowolonych z ograniczeń ich magii, próby zatrucia Nieśmiertelnych - wszystko to jest już historią. Trzy rasy pozaludzkiego świata powoli wracają do magicznej normy i leczą rany zadane przez wrogów. Nawet Panteony z różnych Mythosów nie stoją z boku, tylko wspomagają swoich pobratymców. 
Można by się cieszyć tymi małymi cudami, gdyby nie to, że ciągle nie wiadomo jednego: kto stoi na czele spisku, którego celem jest przejęcie władzy nad Nadnaturalnymi i nad Ludźmi? 
Czasem nie wystarczy umrzeć, żeby mieć święty spokój. Andrea Niwiński przekonuje się o tym na własnej skórze. Nie może regenerować się w spokoju, ani uczyć się bycia Zmienną. Alex i Oleg także nie mogą cieszyć się powrotem ich partnerki i wdrożyć w życie planów dotyczących… khm khm, głównie nie spuszczania jej z oczu.
Wataha Yi Hyeon Ju nie może jeszcze spać spokojnie, tym bardziej, że zagrożenie jest bliżej, niż myślą. Ta dziwna, rozległa rodzina będzie musiała stawić mu czoła.
Kim są ci, którzy nie wahają się zabijać tysięcy istot dla władzy?
Śledztwo trwa. Alex i Oleg wracają do pracy. Napierowie, Yoshitsune, Wojtek także nie zostają w tyle. Kuba i Mary wracają do laboratoriów PBI. Wszyscy szukają. Niby wiadomo, kto mieszał w nadnaturalnym kotle, ale dwie główne postaci nadnaturalnego dramatu ciągle przecież pozostają nieznane. Trzeba je znaleźć, nim przyjdzie im do głowy zaatakować jeszcze boleśniej. 
Szczęśliwie świat Nadnaturalny zjednoczył się, i to nie tylko w poszukiwaniu źródeł kłopotów. 
Być może zatem Andrea, Oleg i Alex jednak będą mieć szansę na ich happily ever after? Może Wataha Hyeon Ju będzie mieć okazję zaznania spokoju, a świat Nadnaturalnych - zaleczenia ran?
Może. Na razie jednak najważniejsza bitwa ciągle jest przez nimi. A bitwy, jak mówi Andrea, są placem zabaw dla Chaosu i jego rozbrykanych bękartów.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 813

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


ULECZONYŚWIAT

DROGA SMOKA, CZĘŚĆ5

Copyright 2019 Monika Lech

Published by Monika Lech

ISBN 978-83-953592-5-5

Szanowna Czytelniczko, Drogi Czytelniku:

To jest ROMANS URBAN FANTASY!

Bohaterowie tej książki lubiąmonologi. Czasem dywagująbez sensu, bo człowiek nie zawsze myśli według zasad logiki kartezjańskiej, prawda? Akcja nie posuwa siędo przodu jak w filmowych blockbusterach, czasem sobie zbacza i meandruje. Jeśli zatem oczekujesz jedynie tempa, możesz sięzawieść. Ta książka to slowburner.

Postaci nie prowadzązdrowego trybużycia: klną, sąbrutalne, nie mająszacunku dla prywatności, podejmujązłe decyzje, mająnawetżycie intymne, które chętnie analizują.

Dlatego niniejsza książka jest przeznaczona wyłącznie dla dorosłych odbiorców. Zawiera sceny, które nie sąodpowiednie dla młodego czytelnika. Autorka prosi o to, by osoby nieletnie po niąnie sięgały.

"Uleczonyświat" jest powieścią, utworem fikcji literackiej. Imiona, postaci, miejsca, zdarzenia sąalbo wytworem wyobraźni autora lub sąużyte w kontekście fikcji literackiej i należy je interpretowaćwyłącznie w zgodzie z zasadami gatunku, do którego ta powieśćnależy. Jakiekolwiek podobieństwo do osób, czy wydarzeńjest całkowicie przypadkowe i absolutnie niemożliwe.

~~*~~

Credits:

Pixel2013 on Pixabay.com,

Wrony: by GDJ, Corsiva, OpenClipart-Vectors, Loulou Nash on Pixabay.com

Książka, którąnabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyśprzestrzegałpraw, jakie im przysługują. Jej zawartośćmożesz udostępnićnieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudząwłasnośći prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

SPOILER ALERT!

W poprzednich częściach "Drogi smoka":

Morze krwi

Alex Dougal Fitzwilliam, Wilk, doskonale zna swojąrasę: Zmiennych. Wie, ile może zbroićHomo Sapiens Variabilis, który nie chce lub nie umie zapanowaćnad swojąBestią. Fitz jest Inkwizytorem i pracuje dla PBI, Preternatural Bureau of Investigation, które zarządza społecznościąZmiennych, i zdarzyło mu sięjużwidziećco nie co.

Ktośpoluje na Alexa.

Zamachy sązwiązane z jego pracą, Inkwizytor wie o tym doskonale. Trzy ataki, kilku rannych, kilku zabitych i on sam w bardzo złym stanie, oto podsumowanie czterech ostatnich dni.

Yi Hyeon Ju, dyrektor Zmiennego PBI i zwierzchnik Alexa, chce zapewnićswoim Inkwizytorom możliwośćsprawnego przeprowadzenie dochodzenia w tej sprawie, a Alexowi chce umożliwićbezpieczny powrót do zdrowia. Dlatego teżwysyła go do Krakowa.

Dlaczego do Krakowa?

PonieważKraków jest nudny, daleki od politycznego zamieszaniaświata Nadnaturalnych i tam właśnie Alex ma miećnajlepsząochronę, jakąHyeon Ju może mu w tej sytuacji zapewnić.

Ochrona to Andrea Niwiński i nie należy do najmilszych niewiast naświecie, nawet jak na niewysokie standardy 2052 roku, a w dodatku jest Człowiekiem. Alex nie jest przesadnie zadowolony z decyzji szefa.

Andrea równieżnie promieniuje radością. Nie chce w domu faceta, który wygląda jak biker, jest wytatuowany od stóp po głowęi wygląda, jakby umiałzabijaćłyżeczkądo herbaty oraz wzrokiem. Nieżeby jej nie fascynowały jego tatuaże, zwłaszcza jesion na jego karku i wrony, oraz księżyc w pełni, które ma wytatuowane na czaszce. No i płomienie, które widaćna rękach i dłoniach. Tyleże każda dziewczyna musi byćostrożna. Nawet taka, która spędziła dziesięćlatżycia w Legii Cudzoziemskiej, w Afryce, w czasie Wielkiego Głodu.

Ku swemu zdziwieniu, i trochęprzerażeniu, Alex dobrze dogaduje sięze swojągospodynią. Dochodzi do zdrowia i jednocześnie prowadziśledztwo mające wyjaśnić, gdzie, do jasnego czorta, zniknęło kilkudziesięciu Zmiennych?

Zarówno jegożycie jak i jego rehabilitacja wydająsięproste i pozbawione dramatów. Spokój kończy się, kiedy pracująca jako ochroniarz Andrea zostaje złapana i zgwałcona przez trójkęZmiennych. Alex udowadnia, jak szybko, sprawnie i jak bezlitośnie działa Prawo Nadnaturalnych.

Jakby mało było zamieszania i problemów, Andrea musi wyjechaćz Krakowa półtora dnia po gwałcie. Wzywa jądawneżycie i byli koledzy. Ex-żołnierze Legii mająw Afryce niezałatwioną"sprawęzawodową", którąwreszcie chcądomknąćostatecznie. "Ostatecznie" nie jest słowem wybranym przypadkowo.

Otóżkiedy Andrea służyła w Kongo, "mówiło się",że w tym kraju działa dobrze okopana grupa białych, która prawdopodobnie stoi za rzeziami i porwaniami. Rzezi było kilka, porwanych mogło byćnawet tysiąc osób. Nikt nikogo nie złapałza rękę, a lokalne władze odmawiałyśledztwa. Przeniesienie bazy Legii o kilka tysięcy kilometrów i Wielki Głód teżnie pomogły w rozdzieleniu plotek od prawdy. Nie było wtedy ani czasu, ani odpowiednich warunków do prowadzeniaśledztwa.

Co innego, kiedy zainteresowani dogrzebaniem siędo faktów sąna emeryturze.

Grupażwawych emerytów Legii Cudzoziemskiej, w gronie których jest Andrea, w końcu namierzyła "białych panów", odkryła ich powiązania biznesowo-towarzyskie, oraz znalazła miejsce, które jest ich stolicą, a które sami "panowie". nazwali Enklawą. Jak sięokazuje kilka rzezi i tysiąc porwanych, to tylko wierzchołek góry lodowej, a prawda o "białym Raju" w dżungli jest o wiele bardziej przerażająca. Enklawa jest centrum potężnego biznesu, ośrodkiem handlu niewolnikami i miejscem, gdzie bogaci Ludzie polująna Zmiennych.

W ten oto sposób okazało się,żeśledztwo Alexa i "sprawa zawodowa". Andrei mająze sobąwięcej wspólnego, niżoboje mogli przypuszczać.

Rozprawa z handlarzami niewolników jest krwawa, bo nikt nie bawi sięw branie jeńców i dostarczanie ich przed oblicze sprawiedliwości. Po Enklawie nie zostaje nawetślad w dżungli. Andrea, która odpowiadała za wywiad elektroniczny, musi niestety sięgnąćpo brońi walczyćjak wszyscy. Nie podoba sięto ani Alexowi, ani siedmiu Napierom, Zmiennymżołnierzom, których Hyeon Ju przysłałjako wzmocnienie dla Legionistów. Na szczęście Niwiński umie zadbaćo siebie i o innych.

Żywa, choćpoobijana i posiniaczona, wraca do Krakowa z Alexem i z numerami telefonów Napierów, którzy zdążyli sięjej oświadczyćco najmniej trzy razy.

Ani ona, ani Wilk nie ukrywają,że licząna trochęświętego spokoju,żeby móc sięzająćsobą.

Pracowite wakacje w Rzymie

Andrea i Alex ledwo co wrócili z Kongo i ledwie zdążyli odpowiedziećna milion pytań, które zadawali przyjaciele Andrei, kiedy zadzwoniłtelefon z zaproszeniem do Rzymu.

A oboje mieli zamiar cieszyćsięspokojnymi i zasłużonymi wakacjami w Krakowie! Planowali nieśpiesznie odkrywać, czym dla nich jest "bycie razem", co to znaczy "kochać", jak przestaćsiębaćbliskości i jak nie zabićprzyjaciółAndy z dzieciństwa.

Tymczasem okazuje się,że musząstawićsięw Rzymie. To znaczy musi tam jechaćAndrea, a Alex kategorycznie odmawia wypuszczenia jej z rąk.

Pobyt w Rzymie nie zapowiada sięspecjalnie wypoczynkowo i taki chyba nie będzie, ponieważAndy i jej specyficzne umiejętności sąpotrzebne Iwanowi Dołhorukiemu, szefowi jednej z mafijnych Rodzin. Kilka tygodni wcześniej zniknęła dwunastoletnia córka Iwana, Susana, i nikt nie może jej znaleźć.

Jeśli nie może jej znaleźćmafia, to słowa "bezśladu". zaczynająnagle znaczyćbardzo dużo. To dlatego stary Dołhoruki sięga po Andreę, która ma byćjego ostatniąnadziejąna odnalezienie córki.

W Wiecznym Mieście spotkająOlega Tsun, Zmiennego Tygrysa, AlfęWatahy Rzymu. Spotkanie z Olegiem to początek sporych kłopotów, nie tylko dlatego,że dwóch osobników Alfa i jedna kobieta, która podoba sięobu, to zawsze zapowiedźwalki naśmierćiżycie.

Alex jednak nie ma obaw. Pamięta,że Andrei przepowiedziano kiedyś"psa i kota" i domyśla się,że jego Wilk może być"psem", a Tygrys Olega "kotem" z przepowiedni.

Zresztągroźniejszy niżpołączone terytorializmy Alexa i Olega, okaże siębratanek starego mafioza, Jura Dołhoruki, który za wszelkącenęchce udowodnić,że "jest kimś". Jura jest młodym człowiekiem, który zdążyłdaćsiępoznaćAndrei jako ktoścałkowicie pozbawiony rozsądku i hamulców. Jeśli chodzi o rozwój charakteru Jury, to niewiele sięzmieniło przez osiem lat od ich pierwszego spotkania.

Jura nienawidzi Zmiennych i granic, jakie sięmu stawia. Jest skupiony na dwóch rzeczach: chce miećAndreęi zostaćcapo di tutti capi Rodziny. Kolejność, w której obie rzeczy mająsięzadziać, jest mu obojętna, byle obie zdarzyły sięod razu. Jura nie zwraca uwagi na to,że Andrea go nie chce, a Rodzina i tak kiedyśbędzie jego, bo jest przecieżlegalnym następcąswojego stryja.

To Jura porwałcórkęIwana. Zrobiłto w dodatku tak,że nikt nie połączyłgo z porwaniem i nikt nie mógłznaleźćdziecka. Chłopak nie jest może normalny, jest za to inteligentny i nieźle planuje.

I tak oto na Campusie via Olona, w kwaterze głównej Rodziny Dołhorukich, znajdująsięAndy, Alex, Oleg, Jura oraz kilkanaście innych osób. Dla Andrei zaczyna sięintensywny okres: szukanie dziecka, unikanie młodego Dołhorukiego, strach o Alexa i Olega, a wszystko to przerywane wydarzeniami towarzyskimi. Skąd w tym wszystkim wydarzenia natury innej niżbiznesowe? Bo czerwiec zawsze byłdla Iwana wyjątkowym miesiącem ze względu na jego imieniny i rocznicęślubu i wszyscy o tym wiedzieli. Pozory sąw Rzymie wszystkim i nic nie jest tak ważne jak one.

Dwóch Nadnaturalnych i jedna kobieta wiedządoskonale,że ratowanie słabszych i zagrożonych jest ważniejsze i pilniejsze, niżustalanie hierarchii i dominacji. Oleg i Alex, ku ich zaskoczeniu, odkrywają,że biologiczne imperatywy ich rasy nie sątak mocne, jak tego zwykle doświadczali.

To jednak nie koniec odkryć.

Po pierwsze, Andrea zakochuje sięw Olegu. Nie, nie przestaje przy tym kochaćAlexa. I w końcu dociera do niej,że ma w nosie dziwnośći "niemoralność" sytuacji, w której sięznalazła. Po drugie, Alex nie czuje potrzeby pokazania Tygrysowi, gdzie jest jego miejsce. Wręcz przeciwnie. Po trzecie, Oleg zakochuje sięw wyszczekanym Człowieku i odkrywa,że po raz pierwszy od lat ma przy sobie Zmiennego przyjaciela, któremu może ufaći z którym nie musi konkurować. Po czwarte, Bestie Alexa i Olega mająteorięwyjaśniającądokładnie, chociażniejasno, co siędzieje w trójkącie Alex-Andrea-Oleg: "ja to on, on to ona. Ja to ona, ona to on". Prawda,że niejasne?

Nim uda sięodnaleźći uwolnićSusanę, Alex zostaje napadnięty i zostawiony w stanie, który nie pozostawia mu specjalnych nadziei na happily ever after z "jego dwójką". Ratuje go interwencja Olega i Andrei, którzy słuchająintuicji, nie rozumu i dlatego pewnie im sięudaje. A intuicja podpowiedziała im użycie magii, której obecności i wzrostużadne z nich nie jest w stanie dłużej ignorować.

Ani Oleg, ani Andrea nie mająstuprocentowej pewności, co siętak naprawdęwydarzyło, ani co zrobili.

Fakty sąnastępujące: Alex zostałzałatany iżyje, Andrea potrafi wykorzystywaćenergięśmierci, Oleg umie leczyć, wszyscy w trójkępołączyli sięjakimśsposobem i wiedzą, co pozostała dwójka myśli i czuje. Dodatkowo wytatuowany jesion przenosi sięz czaszki Alexa na kark Olega, a wrony Wilka przysiadająna Andrei i nie chcąsięz niej ruszyć. Wyleczenie można jakośwyjaśnić, ruchomych tatuaży niestety sięnie da.

Jak mocna jest ich magia, przekonująsiętak naprawdęw momencie, kiedy Jura ze swoimiżołnierzami pojawia sięna terytorium Dołhorukich i jest gotowy do ostatecznego uderzenia na stryja. Atakuje Campus. Umiera, kiedy Andrea wpada w szałberserkera i zabija czwórkęZmiennych i jego.

Bracia Napierowie oświadczająsięAndrei kolejny raz.

Polowanie na cienie

Andrea, Oleg i Alex cali i zdrowi przyjechali z Rzymu. Udało im sięprzetrwaćszaleńca, nie dopuścićdo wojny między dwiema Rodzinami, przeżyć"wieczór kawalerski" Olega i wrócićdo Krakowa.

Normalneżycie i kłopoty, które zawsze sąz nim związane, zaczynająsięjednak dopiero teraz, kiedy wydaje się,że jużwszystko jest OK.

Andrea, mimo iżdoskonale wie, co dzieje sięw głowach/umysłach/sercach jej partnerów, nie jest pewna tego, co ichłączy.

Dlaczego?

Z powodu przepowiedni, która jej zdaniem sprawiła,że Alex i Oleg znaleźli sięw jejżyciu. A sporo spotkali sięprzez nią, to i zakochali sięprzez nią. Prawda,że to logiczne? Szczęśliwie Andrea ma kogoś, kto potrafi niąpotrząsnąći uświadomićjej podstawowy błąd w rozumowaniu. Doktor Mary Nitsch nie obawia siętakich zadań.

Obawy i niepewności Andrei to tylko początek trudów wspólnegożycia.

Sąjeszcze sąsiedzi, którym nie podoba sięwspólne mieszkanie dwóch mężczyzn i kobiety (Sodoma i Gomora!), sąkłopoty Mary w Klinice, koszmary, które nękająAndreępraktycznie każdej nocy, jest nadmiar pracy Alexa, dar leczenia, który odkrywa Oleg, dwa napady na Andreę,Święta Bożego Narodzenia spędzone w szerokim gronie w Krakowie i wrony Andrei, które sąruchliwe i ciekawskie jak nigdy dotąd. Jest wreszcie coś, co Andy nazywa "epidemią": zwiększająca sięilośćZmiennych, którzy tracąkontakt z Bestiąi których trzeba po prostu… zlikwidować, bo sązagrożeniem i dla siebie, i dla Ludzi.

Hyeon Ju na początku nie wierzy w epidemię, potem jest tylko lekko sceptyczny, ale i tak powołuje WydziałWewnętrzny. Na jego czele staje Akanishi no Yoshitsune, przyjaciel i sekretarz Hyeon Ju, który wraz z Andreąszukająźródełproblemu. Bo problem istnieje i nie da sięudawać,że go nie ma.

Nie epidemia jest jednak największym problemem Alexa, Olega i Andrei. Jest nimżona Alexa z jego ludzkich czasów.

Margaret Ann, znana obecnie jako "dama Solange" ciągle jeszcze chodzi po ziemi, ponieważzostała, excusez le mot, wampirem, czyli Nieśmiertelnym. Margaret Ann zwraca siędo swojej Królowej, Parvaneh, z prośbąo przywrócenie jej w prawach małżonki Alexandra Dougala Fitzwilliama.

Królowa Nieśmiertelnych nie ma innego wyjścia niżspotkanie z Hyeon Ju i poinformowanie go o tym,że jego syn mażonę, ażona chce miećmęża z powrotem. Prawo Nadnaturalnych jest jasne: czas nic nie zmienia, jeśli małżonkowieżyjąi jedno z nich nie chce sięrozstać, to małżeństwo jest ważne iżadne, ale tożadne stałe związki nie mogąmiećmiejsca. Hyeon Ju nie ma innego wyjścia, tylko zgodzićsięna rozpoczęcie procedur prawnych,żąda jednak,żeby wszystko odbyło siędopiero sześćmiesięcy po spotkaniu władców.

Przywódca Zmiennych, niekoniecznie kierujący sięaltruistycznymi motywami, chce daćswojemu synowi trochęwięcej czasu na bycie w związku, który daje mu szczęście.

Kiedy wreszcie spotkanie z prawnikami sięodbywa, Oleg, Andrea i Alex mająwrażenie,że niebo spadło im na głowę. Wszyscy jednak wiedzą,że nic nie da sięzrobić. Prawo jest Prawem. Andrea i Alex nie mogąnawet zbliżaćsiędo siebie, a zakaz na wszelki wypadek ma byćzabezpieczony magicznymi systemami alarmowymi.

Spotkanie w kancelarii prawnej obsługującej Nadnaturalnych kończy siękatastrofąna kilku frontach.

Związek Andrei, Alexa i Olega przestaje istnieć.

Wiedźma, która była odpowiedzialna za przeprowadzenie rytuału zabezpieczenia magicznego usiłuje zabićAndreę.

Kiedy to sięwiedźmie nie udaje, przecinałącze Andy z jej partnerami.

Alex i Oleg tracąkontrolęnad Bestiami i w domu Hyeon Ju czekająna wyrok Inkwizytorów.

Andrea ląduje w areszcie deportacyjnym.

Taka piękna katastrofa…

Olegowi udaje sięwyciągnąćAlexa z szaleństwa i kiedy zagrożenia dla ichżycia mija, obaj postanawiają,że nie dadząsatysfakcji damie Solange. Będążyć, starając sięnawet zrozumiećwybory, których za nich i dla nich dokonałHyeon Ju.

Tymczasem Andrea wraca do Krakowa, skąd po prostu znika po kilkunastu dniach. Nikt nie może jej namierzyć, nawet bracia Napierowie i byli Legioniści.

A ona po prostu wyruszyła,żeby znaleźćmiejsce, o którym mówi jej przepowiednia. Skoro tyle jużsięsprawdziło, to musi sprawdzićsięi reszta, która obejmuje jejśmierći powrót z drugiej strony, oraz kilka innych rzeczy na dodatek. Logiczne, prawda?

Andrea nie wie jednak, gdzie idzie. Poddała sięcałkowicie i podążąza Chaosem, który pokazuje jej drogę. Nie poddanie sięjest dla niej najgorsze, tylko wrażenie, jakby gubiła siebie i niknęła. Niewiele wie, niewiele słyszy, niewiele pamięta. Kiedy ma dzień, w którym "ogarnia" więcej, dziwi się, jak czas umyka i zmienia sięotoczenie. Może i ta przepowiednia, i jej droga to po prostu czyste szaleństwo?

Tymczasem Hyeon Ju, Yoshitsune, Oleg i Alex, i Napierowie wraz z PBI starająsięzatrzymaćepidemię. Mary Nitsch zaczyna pracowaćdla Hyeon Ju i dzięki jej pracy o chorobie wiadomo coraz więcej. Epidemia jest powodowana przez spożywanie zakażonego srebrem mięsa. Srebro zamknięte jest w nano-kapsułkach, z których uwalnia sięw organizmie Zmiennego po tym, jak przestajądziałaćdwa ograniczające je inhibitory chemiczne i jeden magiczny.

Zakaz spożywania importowanego mięsa i lepsza kontrolażywności hamująrozprzestrzenianie sięepidemii. Oleg leczy tych, których można wyciągnąćz choroby.

Skąd wzięło sięzakażenie? Wszystkie tropy prowadząza ocean, do USA. Stamtąd pochodzi zakażone mięso, stamtąd przyjechała wiedźma, która prawie zabiła Andreę, stamtąd pochodziliżołnierze, którzy zaatakowali Andreęi planowali ataki na PBI. Tam też, w populacji Magicznych, zaczynajądziaćsiędziwne i niepokojące rzeczy.

Hyeon Ju, Alex, Oleg i reszta PBI trafia wreszcie naślad spisku, w który zamieszani sąZmienni, Magiczni i prawdopodobnie Nieśmiertelni. Niezadowoleni ze status quo chcąprzejąćwładzęnadświatem Nadnaturalnym i nad Ludźmi. Macki spisku sięgająi do Konga ("Morze krwi") i do Rzymu ("Pracowite wakacje w Rzymie"), pokazując,że pozornie niezwiązane z sobąwydarzenia mająswoje drugie dno iźródło w spisku.

Na miejscu, w Stanach, okazuje się,że sytuacja tamtejszych Zmiennych jest tak zła,że nawet dochodzenie trzeba odsunąćna plan dalszy. Kryzys gospodarczy, epidemia i spisek pozostawiły amerykańskich Zmiennych w niezwykle trudnej sytuacji.

Hyeon Ju decyduje,że najważniejsza poprawa warunkówżycia jego ludzi. Byt w końcu kształtujeświadomość, prawda?

Kiedy jużamerykańskie Watahy mająz czegożyć, kiedy majądobrych Alfa, kiedy Prawo znowu jest przestrzegane, PBI, Oleg, Alex, Hyeon Ju i Akanishi wracajądo kwestii epidemii.

Zakłady produkcyjne, w których mięso faszerowano srebrem, zostajązniszczone. Amerykańskie iświatowe media dostajądowody wskazujące na to,że technologia nano-kapsułek służyła do zatruwania mięsa, które trafiało do Ludzi.Środki aktykoncepcyjne, narkotyki, antydepresanty, trucizny, a nawet substancje zwiększające ciężar mięsa - wszystko dało sięupchnąćwżywności dzięki tej technologii.

Wybucha skandal na skalęmiędzynarodową. Wcześniejszy skandal, w którym ujawniono,że tuzy amerykańskiego i europejskiego biznesu brały udziałw nielegalnych polowaniach na zagrożone i chronione gatunki oraz na ludzi, dalej jest tematem debat w mediach.

Bilans epidemii jest okrutny: w sumie zaraza dotknęła niemal dziesięćprocent populacji Zmiennych. Zachorowało jedenaście tysięcy osób. Więcej niżpołowa chorych miała na szczęście jedynie lekkie objawy. Każdego z tych sześciu tysięcy wystarczyło oddzielićod reszty Watahy i pozwolićw spokoju wypocićtruciznę. Tydzieńodosobnienia, dużo jedzenia i byli zdrowi. Pięćtysięcy Zmiennych zachorowało bardzo poważnie. Wszyscy ci chorzy przeszli przez ręce Olega. Ponad cztery i półtysiąca dało sięuratować.

Dla reszty nie było ratunku.

Ani Hyeon Ju, ani Nieśmiertelni czy Magiczni nie wiedzą, kto stoi za spiskiem. Mająw ręku płotki, nie tych, którzy dyrygująwydarzeniami. Na szczęście jednak epidemia wygasła, a Zmienni sąsilniejsi niżprzed nią, Nadnaturalnyświat zacząłwreszcie znowu współpracować.

Dzięki tym dramatycznym wydarzeniom wiele sięzmieniło.

Nie zmieniło siękilka rzeczy: Hyeon Ju i jegożona, Parvaneh, dalej pozostajązakochanymi w sobie, ale oddalonymi małżonkami. Andrea dalej jest nie wiadomo gdzie, a Kuba, jej przyjaciel z dzieciństwa, jestśmiertelnie chory i ani medycyna, ani Oleg nie mogąmu pomóc. Rodzina, która zaczęła siętworzyć, i która przetrwała tylko dlatego,że była razem, znowu staje w obliczu tragedii. Ktoś, kto kiedyśpowiedziałAndrei: dla ciebie, z nimi nie ma "happily ever after", chyba miałrację…

Czarne Piaski

Parvaneh uświadamia sobie,że od prawie czterech lat szuka pretekstu, by móc skontaktowaćsięz mężem (z własnym mężem!) i nie stracićprzy tym twarzy. "Irytacja" jest słowem, które ledwie dotyka definicji jej emocji. "Bezradność" jest kolejnym, które w zasadzie niczego nawet nie zaczyna opisywać. Królowa nie ma jednak czasu na autoanalizy, bo otrzymuje raport o chorobie jednego z Ludzi, z którymi Hyeon Jupozostaje w przyjaźni. Królowa Nieśmiertelnych dowiaduje się,że cała Wataha jej męża przeniosła siędo Krakowa,żeby czuwaćprzy tymże Człowieku. Wampirzyca wie,że wreszcie znalazła idealny pretekst do rozmowy.

Telefon do męża będzie jednak musiałpoczekać, bo jej syn, Rzymianin Fabrizio di Savoia, ma dla niej kolejne informacje, a raczej: wyznania. Parvaneh dowiaduje się,że jej potomek od kilku lat pomaga Zmiennym i Magicznym w uporaniu sięz ich kłopotami. Fabrizio mówi,że problemy, jakie mająobie rasy, nie pozostająbez wpływu i na Nieśmiertelnych. Nie usprawiedliwia się. Di Savoia mówi swojej matce,że ma dośćsztucznych podziałów wświecie Nadnaturalnym i dalej będzie pomagałi współpracował, tyleże oficjalnie i nie po kryjomu. Rzymianin ma tylko jednąlojalnośći nie jest to wartość, którąchciałby rozmieniaćna drobne.

Królowa Nieśmiertelnych jest pewna,że i dla niej nadszedłwreszcie czas na zmianęsposobu działania.

Tymczasem Człowiek, o którym mówiąraporty, każdego dnia jest bliżejśmierci. Kuba nie chce spędzićostatnich dniżycia w szpitalu, więc wszyscy przenosząsiędo domu Andrei, na Modrzewiową. Geek zdaje sobie sprawę,że nic jużmu nie pomoże: ani medycyna, ani magia, ani trzymanie kciuków. Nie może zostaćZmiennym, bo jest niekompatybilny z magiąZmiany. Nie może zostaćwampirem, bo jedyny Nieśmiertelny, który mógłby go Przemienić, Fabrizio, nie tak dawno zostałojcem Mary Nitsch i nie byłby w stanie powtórzyćtego procesu w tak krótkim czasie. Nawet Nadnaturalni nie mogąrobićcudów, a Nieśmiertelni musząodczekaćco najmniej dwa lata, nim odbudujązapas odpowiedniej magii. Skoro nic nie da sięzrobić, to trzeba po prostu zaakceptowaćfakty.

Hyeon Ju kończy wizytęw Rzymie i wybiera siędo Krakowa,żeby byćz Watahą, byćprzy Kubie. Ostatni jogging nad Tybrem, prysznic i samolot. Taki jest plan, który skutecznie przyspiesza Parvaneh. Królowa zjawia siępo prostu nad Tybrem i pyta o najprostsząrzecz naświecie: dlaczego Kuba nie zostałjeszcze Zmieniony? Hyeon Ju odpowiada szczerze, dodając jednocześnie,że Uzdrowiciel widzi kompatybilnośćz procesem i nie mażadnych wątpliwości,że Zmiana po prostu zabiłaby Kubę. Władca tym sposobem zdradziłtajemnicęswojej rasy kobiecie, która może i jest jego ukochanążoną, ale czasami jest także wrogiem i zawsze jest władcąrasy niekoniecznie przyjaznej Zmiennym. Parvaneh proponuje mężowi,że sama Przemieni Kubę.

Wygląda na to,żeżycie nerda jednak da sięuratować.

Wszyscy Zmienni mężczyźni czekająw domu Mary i Michała Nitschów na efekt Przemiany Kuby. W czasie czuwania Alex orientuje się,że przez ostatnie pięćlatźle szukali Andrei. Powinni byli iśćszlakiem… jej nieobecności i braku. Wilk wchodzi w trans i usiłujęwytropićzagubionąukochaną. Poszlaki, bo Alex nie chce ich nazwaćinaczej, wskazują,że Andy jest w północnych Indiach.

Przemiana Kuby przebiega bez kłopotów. W czasie trzech dni oczekiwania na jego przebudzenie zapada decyzja,że Oleg i Alex wyrusządo Indii, by wreszcie móc zacząćaktywnie tropićAndreę. Zbyt dużo dowodów wiąże spisek i epidemięwśród Zmiennych z północnymi Indiami,żeby "przeczucie" Alexa dało siępo prostu odłożyćna półkę. Zresztą, nikt nie lekceważy tego, co mówi Widzący.

Parvaneh i Hyeon Ju jadądo Londynu, do Boskiego PBI,żeby przedstawićdowody na to,że zmuszenie Alexa i Olega do separacji z Andreąbyło częściąspisku, który w dalszym ciągu zagraża stabilizacjiświata Nadnaturalnych. Panteony zdejmująmagiczne zabezpieczenia, które były nałożone na związek tej trójki. Oleg i Wilk mogąjechaći szukaćAndrei. Prawo nie potraktuje tego jako zdrady i złamania ugody.

Tymczasem Andrea odzyskujeświadomośćmiejsca, czasu i siebie. Odzyskuje ukryte do tej pory wspomnienia z pięciu lat wędrówki. Jest pewna,że wreszcie może wejśćw dżunglęi szukać"domu czternastu kobiet", w którym - zgodnie z prowadzącąjąprzepowiednią- powinna umrzeć. Znalezienie samego miejsca nie jest trudne, trudne może byćwejście doń, bo okolica chroniona jest magicznąbarierą. Obrzydliwy dotyk magii, która otacza teren, cośprzypomina Andrei, jednak ta nie może znaleźćodpowiedzi na pytanie "co konkretnie"? Nie ma jednak czasu na przeszukiwanie pamięci, bo jej krew niszczy zaporęi dziewczyna wchodzi w zaklęte rewiry. Ktośjąatakuje. Nie, nie magią. Uderzenie w głowęjest czasem równie skuteczne jak zaklęcie.

Kiedy wreszcie odzyskuje przytomność, staje twarząw twarz z kimś, kto wygląda jak Parvaneh, ale Parvaneh nie jest. Kobieta, która jązaatakowała i u której "gości", jest Zmienną, bliźniaczkąkrólowej wampirów i ma na imięShahmir. Ma także towarzyszkę: Solange, Nieśmiertelną, która uważa,że jestżonąAlexa i za której przyczynąAndrea musiała rozstaćsięz jej partnerami. Kobiety nie sązachwycone tym,że Andrea złamała zewnętrznąbarieręwokółich azylu i weszła do "Monasteru Czternastu Mniszek".

Andy maświadomość,że obecnośćobu pań, tak dokładnie ukrywana przedświatem za pomocąmagicznych zabezpieczeń, które stworzyły wiedźmy-renegatki Toolle i Lennox, nie jest dla niej najlepszym prognostykiem. Wie,że nie wyjdzieżywa z monasteru. Uświadamia sobie także,że ani wiedza o tym,że trzeba umrzeć, ani przyjęcie tego faktu do wiadomości, ani nawet aktywne szukanie miejsca jej przepowiedzianego zgonu nie sąw stanie zdusićstrachu przedśmiercią.

Andrea odkrywa,że boi sięumrzeć.

Tymczasem Oleg i Alex w towarzystwie Yoshitsune sąw Indiach, w Dehradun, iłapiąślad Andrei. Idąjej tropem. Zatrzymująsięw lesie, na wzgórzach, gdzie dwa dni wcześniej odpoczywała Andrea. Akanishi upiera się,że przed wejściem w las musząuczcićjednąz boginek z hinduskiego Mythosu, dawnąpaniątych ziem. Yoshitsune pokonuje sceptycyzm obu Alfa i ofiara zostaje złożona. Boginka Banka pojawia się,żeby z nimi porozmawiać. Radzi,żeby ani Oleg, ani Alex nie wchodzili na zaklęte terytorium, z którego ona sama musiała uciekać. Zadanie znalezienia Andy spada tylko na Yoshiego.

Yoshi szuka, a obaj Alfa czekająna niego w jednej z jaskiń, w leżu miejscowego tygrysa. Mająodpoczywaći zbieraćsiły,żeby móc przeprowadzićAndreęprzezśmierć.

Yoshitsune odnajduje Andreę. Shahmir zamknęła jąw miejscu, które zbudowała specjalnie dla swojej siostry, Parvaneh, w uroczym mauzoleum, w którym wampirzyca mogłabyżyćcałymi latami, nie mogąc uciec, nie mogąc wstać, ruszyćsię, nie mogąc nic, nawet umrzećna dobre.

Andrea spoczywa w przyszłym sarkofagu Parvaneh, ale ciągle jeszczeżyje.

Kiedy Andy widzi Yoshiego nie może sięnie uśmiechnąć, tym bardziej,że córeczka Zmiennego, Himari, mały demonek z piekła rodem, nawiedziła jąi uprzedziła,że ma "nie utrudniaćtacie roboty". Ta "robota" to Zmiana Andrei. Zmiana, której Andrea nie może przeżyć, bo, jak domyśla sięYoshitsune, jest z niąniekompatybilna. Akanishi jednak wie, co musi zrobići mimo własnego strachu iżalu inicjuje proces Zmiany. Magia Wilka wpływa do krwiobiegu Andy, ale nie dociera do jej mózgu i nie Zmienia jej. Zamiast tego - powoli jązabija.

….

Andrea Niwiński umiera.

Alex i Oleg czekająw jaskini tygrysa.

Kiedy Yoshi wraca i informuje ich,że… obaj chcąjeszcze raz zobaczyćcieńAndrei w nich. Tym razem widząjednak nie słaby cień, ale płonącąjasnymświatłem energięAndy, która wygląda w zasadzie tak samo, jak wyglądała przed ich przymusowym magicznym "rozwodem". Jedynąróżnicąjest odrobina czerni, cośjak pieprzyk, który widząw jej aurze. Obaj wskakująw czarnąplamkę, którą, jak podejrzewają, jestśmierćjej ukochanej.

Wpadająw morze krwi, w które zanurzyli sięnie tylko oni, ale i ich Andy. Udaje im sięwyłowićich dziewczynę, która wreszcie odzyskuje przytomność. Andrea, Oleg i Alex widząsiępo raz pierwszy od prawie pięciu lat. Abstrahując od scenerii, wszystko jest takie, jakie było,łącznie z ich miłością. Jedyna różnica jest taka,że Andrea nie oddycha i nie ma pulsu. Serce ich ukochanej nie bije. Obaj Zmienni odkładająjednak tękwestięna bok. Postanawiajązająćsięniąpo tym, jak znajdąsięna stałym lądzie.

Docierajądo brzegu i wychodząna Czarne Piaski, pustynięśmierci.

Żadne z nich nie wie, gdzie iść, wiedząjednak,że musząwyjść. Przepowiednia Andy mówiła jasno: "Zginiesz, jeśli nie pokażąci drogi dośmierci". Andrea może i nieżyje, ale na pewno nie zginęła. Toże jej serce nie bije, nie znaczy przecież,że dziewczyna jest martwa.Świat Nadnaturalny nie jest tak zero-jedynkowy jak Ludzki.

Oleg i Alex muszązatem przeprowadzićAndreęprzez "to" i pokazaćjej drogędoświata rzeczywistego. Wszyscy za przejście przezśmierćpłacąwysokącenę.

Andrei, ku zaskoczeniu jej partnerów, udaje sięZmienićna Czarnych Piaskach. Jej Bestiąsą… Wrony. Ptakiśmierci sąw stanie pomóc im przedrzećsięprzez pustynię.

Kiedy znajdująsiękilkadziesiąt metrów od wyjścia, spotykająwreszcie władcęCzarnych Piasków,Śmierćwe własnej osobie. Gospodarz nie grzeszy gościnnościąani nie ma instynktu rodzicielskiego. Oświadcza,że z jego królestwa może wyjśćtylko jedna osoba.

Andrea odmawia wyczołgania sięnaświat, a ani Oleg, ani Alex nie mająsiły,żeby jąwypchnąćw kierunku normalności. Wszyscy sąmocno pokiereszowani.Żaden z Alfa nie ma dostępu ani do Bestii, ani do własnej magii, ich prywatnełącze także nie działa. Ta drobina mocy, z której każdy z nich mógłskorzystać, wyczerpała sięjużjakiśczas temu. Jedyne, co działa, to Wrony Andrei i… smoczełuski Alexa.

Wilk czuje,że jest jedna rzecz, która może ich uratować.

MusząobudzićSmoka.

Jak?

Nie ma pojęcia, ale brak wiedzy jeszcze nigdy nie powstrzymałich przed eksperymentowaniem.

Budzenie Smoka jest procesem bolesnym, acz zakończonym sukcesem. Smok jest "jednym kawałkiem" i jest każdym z nich. Może nie jest najbardziej… rozgarniętąistotąmagiczną, ale ma moc,żeby wyjśćz Czarnych Piasków. Władca tego miejsca przyjmuje do wiadomości,że Alexowi i Olegowi udało sięprzeprowadzićAndreęprzezśmierći zgadza sięwypuścićSmoka ze swojej krainy.

Kiedy Oleg i Alex budząsięz transu, ważąpo kilkanaście kilogramów mniej. Okazuje się,że na Czarnych Piaskach spędzili trzy dni.Żyją, chociażsąsłabi. Z Yoshitsune, który pilnowałich cały czas, biegnądo Monasteru Czternastu Kobiet, wokółktórego czeka jużoddziałZmiennych pod dowództwem Charlesa Napiera. Klasztor poddaje sięszybko, Andrea zostaje wyjęta z sarkofagu.Żyje, a jej serce bije prawie normalnie. Smok wymieszałjąz Alexem i Olegiem tak,że cała trójka ma takie same zasoby siłwitalnych.

Najważniejsze jest to,że wreszcie widząsięw realnymświecie.

Cała Wataha Hyeon Ju zaszywa sięna czas rekonwalescencji Andrei w Tremouille, na farmie Napierów, leżącej w Masywie Centralnym. Andrea dowiaduje się,że Wojtek i MichałsąZmiennymi, Mary i Kuba Nieśmiertelnymi,że pani Basieńka utyła,że epidemia została pokonana, ale spisek dalej wisi ichświatu nad głową.

Wszyscy ciesząsięspokojem przed burzą. Wszyscy wiedzą,że burza musi przyjść.

Teraz czas na….

~~*~~

ULECZONYŚWIAT

~~*~~

Chapter 1: Cisza przed burzą

Tremouille, Republika Francuska,

17 - 23 października 2058

Alex

"Nie mąćludziom w głowach, Alex, nie mów,że Andy umarła. Przecieżżyje".

Nie wiem, co niektóre Koty mająz logiką? Alergia? Fakty sątakie, mruczuś,że…

"Mam fakty w ogonie. Jest.Śpi. oddycha. EoT".

Nic tylko westchnąćz przesadą. Uczciwy człowiek nie może nawet wspominaćbez ingerencji. To jest terror myślowy. Sio. Sio!

Wracając do własnych myśli: Andy w zasadzie tylko spała i jadła przez pierwsze dwa dni od powrotu z Indii. Słyszysz, co mówię, Oleg? Podkreślęraz jeszcze: od powrotu z Indii. Ten uroczy eufemizm będziemy powielaćw komunikacji.

"Lżej mi".

Schodziła do dojo,żeby lekkoćwiczyćz Yoshitsune, ale w zasadzie to, co oboje tam robili, to było bardziej jakieśtai chi niżtrening.

Mnóstwo spała. Nie, nie dlatego,że Kot jąusypiał, diabelski anestezjolog w futro kopany. Nie, jej organizm po prostu przyzwyczajałsiędo "nowej Andrei". Wszyscy Zmienni przez pierwsze kilka dni nowegożycia raczejśpią, niżbiegająpoświecie. Nasze ciała muszązrozumieći zawłaszczyćnowąrzeczywistość, nowe siły, które je napędzają. Magię.

Czym jest Andy? Nie wiedzieliśmy i nie wiemy. Jest jakąśformąZmiennego, chociażdałbym głowę,że istota z Czarnych Piasków chciała,żeby była jakąśformąNieśmiertelnego. Zresztą, jakie to ma znaczenie? Jest. Wreszcie jest.

~~*~~

Kiedy w nocy Zmieniamy się,żeby wtulićsięw Andy i zasnąć, obaj mamy w głowie budyńz pragnienia i pożądania, a nie mózgi. Nie ma tam nic, tylko to,że Andrea jest. Fizycznie jest, ciepła, pachnąca, pochrapująca czasami. Zawsze złapami wczepionymi w futro lub ogon któregośz nas. Najczęściej w obu, jakby pilnowała,żebyśmy teraz my nie zniknęli.

Cieszyliśmy sięjak dzieci,że widzimy w sobie jej wszechświaty, które kręcąsięi kręcą, nawet kiedy jej ciało zasypia, zmęczone dostosowywaniem siędo samego siebie. Mogliśmy patrzećgodzinami na jej energię, jak wiruje i procesuje sobie coś. Jak układa wszystko w piękne i równe stosiki informacji.

~~*~~

Jej zapach doprowadzałmnie do szału. Większośćnocy i poranków spędzałem w dojo i biegając po górach, w obu formach. Wymykałem się, kiedy jej sen byłnajgłębszy. Zachowywałem sięzupełnie, jakbym chciałukaraćswoje ciało za to,że tak bardzo jej pragnie. Jakbym mógłgo zmusić,żeby pragnęło mniej.

Przeszła jakiśkoszmar, była niedożywiona, a ja myślęo tym, jak smakuje, jak pachnie, jak jej ciało wibrowało wokółmojego, zaciśnięte na mnie. Byłem na siebie wściekły, ale byłem teżwściekle głodny jej. Andy, mojej, naszej Andy.

Oleg obawiałsię,że zrobimy jej krzywdę,że nie mamy na tyle sił,żeby trzymaćsięna wodzy,że zachowamy sięjak durne, napalone dwudziestolatki. Jużniby nie nowicjusze, ale ciągle jeszcze głupie gnojki. Dlatego spaliśmy z niąjako Tygrys i Wilk. Nasze Bestie chyba miały więcej rozumu.

"Nasze Bestie to my. Nie mająwięcej rozumu. Ani my, mniej. Bestie to my. Nie udaj,że to, co mocne to magia, a to, co słabe - człowiek. Bullshit i ty to wiesz, Wilku".

Oleg, mrucząca krynica mądrości.

"Mnich, mistrz pozornej dysocjacji".

Tak zwykle zaczynały sięnasze dni. Koło trzeciej w nocy stwierdzaliśmy,że tylko w dojo sprawdzimy, kto jest durnym futrzakiem, a kto głupim mruczkiem, potem jakośprzychodziłYoshitsune, potem ojciec i pociliśmy się, jęczeliśmy, wrzeszczeliśmy na siebie i krwawiliśmy we czwórkę. Później byłprysznic i wracaliśmy w nieco lepszym stanie.

Kolejny raz dotarło do mnie, jak bardzo ojciec nas wspiera. Nie musiałsięzrywaćwśrodku nocy, ani on, ani Yoshitsune. A jednak byli z nami w dojo,żebyśmy mogli swoje pożądanie wywalićw kosmos, przynajmniej na kilka godzin.

~~*~~

Szesnastego października Andy po raz pierwszy poszła pobiegać. To było wydarzenie! Po pierwsze dlatego,że zamiast wymknąćsię"niepostrzeżenie" spomiędzy mnie i Olega, tym razem po prostu wzbiła sięw powietrze. Wrony zrobiły więcej hałasu skrzydłami, niżona "wymykając się". Jakby tego było mało, Emmy obsiadły mnie i Olega. Mądre ptaszyska. Zrobiły to specjalnie,żeby zwrócićnasząuwagęna knowania Andy.

Tak sobie myślę,że powinna była zostaćnietoperzem. Wtedy byłaby cicha.

I nie pokazuj mi, love, trzeciego palucha, wiem dobrze, co chcesz powiedzieć.

Powiedziała nam później,że jednak zostanie przy tradycyjnych sposobach wydostawania spod naszej, cytuję, "nadopiekuńczej i ciężkiej ręki". Jak ona mało wiedziała o nadopiekuńczości! Poszliśmy z nią,żeby jej pokazać, co to naprawdęznaczy.

~~*~~

Biegaliśmy nieśpiesznie. Andy raczej sięroztrenowywała i poznawała okolicę, niżuprawiała swój wyryp. Truchtaliśmy zatem jakąśleśnąprzecinkąi wtoczyliśmy sięna polanę, która leżała trzysta metrów na północ od głównych zabudowańfarmy. Zrobiliśmy to z szybkościąstada statecznychżółwi.

Oleg, wiem,żeżółwie nieżyjąw stadach. Tak, dziękujęi tobie, miss logiki kartezjańskiej.

Zatrzymaliśmy się. Andy, zaróżowiona i uśmiechnięta, podłożyła nogęOlegowi i zdziwiła się,że nie pozwoliłsięprzewrócić. Lubiłem takie chłodne, rześkie powietrze. Niektórym czyściło głowy.

Nasz Człowieczek opierałręce na udach.Śmiała sięcałąsobąi opierała sięo mnie czołem. Oleg trzymałłapęna jej plecach, pilnując jej oddechu i pozwalając swojej energii opływaćAndreękontrolnie.

- ChcęsprawdzićSmoka.

Zaskoczyłem chyba wszystkich, nawet siebie samego. Wyprostowali sięoboje.

- Mogętym razem zostawićsobie skóręna plecach?

Durny mruczek.

- Głupi futrzak - powiedziała Wrona, pokazując Olegowi język - Ale kochany.

Andy szybko sięnauczyła sposobów komunikacji obowiązujących w tej rodzinie od pięciu lat. Położyła mi małądłońna krzyżach, wciskającłapępod podkoszulek i dotykając ciała.

- Jeśli jest szansa na to,że was zmacam, to jestem za.

- Ptasi móżdżek. Ale kochany - Oleg rozłożyłswojąłapęna jej brzuchu, pod koszulką. Położyłem rękęna bicepsie Olega i oparłem czoło o głowęAndy. Staliśmy wygodnie, blisko i intymnie.

- Ciekawe, czy da siębez kontaktu? - Andy włączyła wreszcie swój analityczny mózg.

Dobrze,że to zrobiła, bo obrazy w jej głowie wodziły na pokuszenie.

- Próbujemy?

Tygrys jak widać, byłgotowy na każdy eksperyment.

- Na prawie każdy - mrugnął, dziad kudłaty.

- Nie chcęmi sięruszać, zresztą"bez kontaktu" znaczyłoby,że przestalibyśmy siędotykać- powiedziałem z nosem przy karku Andrei.

- Wszystko nadrobimy. Musimy wiedzieć, to jest… dla nas zasadnicze - Andy uszczypnęła mnie lekko i wyciągnęła dłońspod mojego odzienia.

Moje plecy zrobiły sięsamotne. Nieśmiej się, love.

Oleg także przerwałnasze kółeczko, tylko on zrobiłto bez szczypania. Od razu widać, kto jest starszy i dojrzalszy. Stanęliśmy, jak lubimy, wyznaczając sobąwierzchołki trójkąta równoramiennego. Byliśmy blisko, ale nie dotykaliśmy się.

Podeszliśmy do bycia Smokiem dokładnie tak, jak podchodziliśmy do Zmiany. Nie ma w tym filozofii, Zmieniasz sięi już.

~~*~~

Podobało nam się, jak gałązki chrzęszcząnam podłapami. Czterema. Zacisnęliśmy pazury i miękkaściółka zapachniała mocniej. Nie zwróciliśmy uwagi na robale, bo my jesteśmy Smok i nie damy siębyle komu sprowokować. Jesteśmy ponad to.

Ile jesteśmy ponad to?

Pytamy i pytamy.

Dużo jesteśmy. Ale możemy sięjeszcze bardziej oddalićod glist.

Urośliśmy i jeszcze trochęurośliśmy. Kiedy nasza głowa była równo z drzewami, wyprostowaliśmy ogon i rozłożyliśmy skrzydła. O, pierożek, ależmy jesteśmy wielcy.

Jacy wielcy?

Podzieliliśmy sięi jedna głowa patrzyła na skrzydła, druga na ogon, trzecia dookoła, bo nigdy nie wiadomo, kto siętutaj może kręcić.

- Sześć, siedem metrów w górę- powiedzieliśmy i podrapaliśmy sięw brodę.

- Ponad dziesięćna długość, fiuuu - gwizdnęliśmy i unieśliśmy jednąbrew w górę- A skrzydła niewiele mniejsze.

- To my umiemy latać? - zastanowiliśmy sięna głos, marszcząc nos.

Popatrzyliśmy w dół.

- Jesteśmy chłopcem czy dziewczynką?

Mieliśmyładny głos, to wiemy, ale mądrzy jeszcze nie byliśmy. My jesteśmy Smok. Smok, nie chłopczyk czy dziewczynka. A latanie sprawdzimy kiedy indziej. Najpierw musimy sięnauczyć, co my potrafimy na ziemi, co my właściwie jesteśmy. Kim my jesteśmy. Jako Smok, nie samczyk czy samiczka.

Prychnęliśmy.

- A możemy byćmniejsi teraz? W dużych bardziej dmucha.

To była dobra uwaga i proste pytanie, więc sięskurczyliśmy, a potem jeszcze trochęi schowaliśmy sięza drzewo, bo zbliżali siędwaj szacowni starcy. Rozmawiali po cichu,śmiejąc sięz czegoś. Byli w dżinsach i skórzanych kurtkach i wyglądali jak jakieśnastolatki. Połączyliśmy się. Patrzenie naświat jednąparąoczu byłołatwiejsze. A chcieliśmy siępogapić, bo fajni byli.

Wciągnęliśmy brzuch,żeby nie wystawaćzza drzewa. Drzewo nie powinno bardziej chudnąć, wątłe jakieśjest.

Wiatr zmieniłkierunek i odrobinęnaszego zapachu dotarło do obu ojców. Widzieliśmy, jak sięzatrzymują. Stanęli plecami do siebie, Yoshitsune wyciągnąłkrótki miecz, Hyeon Ju coś, co wyglądało jak nasz pazur. Obaj rozglądali siędookoła.

Fuknęliśmy, rozbawieni trochętymi mieczami. Kilka mokrych liści wyschło momentalnie. O, jasny por, musimy uważać, bo możemy cośsfajczyć. Podnieśliśmy głowę, nasi ojcowie patrzyli w kierunku drzewa, za którym sięchowaliśmy. Mówiliśmy,że drzewo jest za chude? Mówiliśmy. Nikt nas nie słucha, a potem trzeba sięujawniać. Wyszliśmy.

Nie odkładali broni, patrzyli na nas szeroko otwartymi oczyma, a my usiedliśmy z gracjąnaściółce. Ogonem wyciągnęliśmy gałąź, która uwierała nas w zad. No dobrze, powiedzmy,że uwierała nas w pupę. Jak osobępokrytąłuską, to strasznie lingwistycznie przewrażliwieni jesteśmy. Usiedliśmy znowu, tym razem wygodnie. Złożyliśmy skrzydła, ogon zwinęliśmy w eleganckie kółko koło siebie i patrzyliśmy. Bo możemy patrzećna kogo chcemy. Jesteśmy Smok, my nie jesteśmy dominujący czy submisywny. My jesteśmy Smok. Podnieśliśmy rękę,łapę, odnóże i podrapaliśmy sięw jednązłusek. Swędziała. Opuściliśmy głowęi obejrzeliśmy nasze tatuaże. Ciasteczko, ależmy jesteśmy pięknym Smokiem.

I nie mamy brzucha jak te smoki z bajek. Cieniarze to są, a my jesteśmy prawdziwi.

Hyeon Ju

Najpierw poczuliśmy zapach ciepłego piasku. Potem zmieszane, lekko wytłumione zapachy Olega i Alexa, i chybaślad zapachu Andy, wszystko to zmiksowane i tworzące nowe połączenie. Dlatego na początku nasze mózgi nie wiedziały, kogo właściwie czujemy. Bo to byłbardzo nowy-stary zapach.

Zapach mojego syna poznałbym, nawet gdyby byłbardzo stary. Emocje, które sąz nim związane, sprawiają,że wystarczy drobinka jego zapachu, a wiem,że Alex byłw tym miejscu i wiem kiedy. Podobnie z Olegiem. Jego zapach stałsięprzez te lata prawie tak samo bliski i znajomy jak zapach Alexa.

Czułem teraz moich dwóch synów, magicznego i przybranego, i coś, co musiało byćzapachem naszej Andrei. Yoshitsune uśmiechałsięswoim szczęśliwym uśmiechem. Czyli byli tu, przechodzili tędy we trójkę.

Tylko dlaczego czułem jaśmin i herbatę?

I skąd ten zapach rozgrzanego piasku?

Potem wyłapałem dźwięk. Na granicy słyszalności, prawie umykający percepcji. Metaliczny, przytłumiony skórą, jakby ktośprzeciągałsrebrnyłańcuszek pomiędzy palcami dłoni ubranej w skórzanąrękawiczkę.

A później on wyszedłzza drzewa.

Nieduży.

Jakieśdwa metry wysokości, ogon trochędłuższy, zakończony strzałką, skrzydła złożone za plecami. Szczupły, bardziej jak azjatyckie wyobrażenia, niżeuropejskie brzuchate poczciwiny. Rogaty. Ciemny, wtapiający sięw las, pobłyskujący tęczowązielenią, granatem, ciemnączerwienią…. Zależy, jak padło na niegoświatło.

Usiadłz gracją, skrzywiłsięi prawie parsknąłem, kiedy wyciągnąłsękatągałąź, na której usiadł.

~~*~~

Smok.

~~*~~

Nikt nieśmieje sięze Smoków. Nawet Yi Hyeon Ju, władca Zmiennych, chodzący po Ziemi od tysięcy lat.

Istota patrzyła na nas, przekrzywiając głowęw jedną, to w drugąstronę. Ciekawska? Rozdwojony język wysunąłsię, posmakowałpowietrze i schowałsięz powrotem.

Yoshitsune powoli umieściłswój miecz w pochwie pod kurtką. Zrobiłem to, co on. Lider wie, kiedy iśćśladami najlepszych ze swoich ludzi.

-Ćwiczymy - powiedziała istota i ziewnęła.

Chyba ziewnęła. Rząd za rzędem ostrych zębów pokazałsięw jej paszczy i wybrałem myślenie,że to było ziewnięcie.

- Nie idzie nam jeszcze tak dobrze, jakbyśmy chcieli - wyjaśniłSmok, poprawiając ogon.

Gest byłniepokojąco znajomy, ale nie mogłem przywołaćwspomnienia, gdzie go widziałem. I kiedy.

Powietrze leciutko zadrżało i zamiast jednej głowy, patrzyły na nas trzy. Yoshitsune wypuściłpowietrze z płuc i zakląłpo japońsku, znieważając przodków swoich wrogów. Jedna z głów, ta z lewej, popatrzyła na tęwśrodku, zmarszczyła nos i powiedziała z wyrzutem:

- A właśnie,że idzie namświetnie!

- Andy - Yoshitsune szepnąłledwo słyszalnie, a głowa odwróciła siędo niego i pokazała zęby.

Rządki morderczo wyglądających, białych kłów błysnęły przez sekundę. Tym razem byłem pewien,że to uśmiech. Andy zawsześmiała sięradośnie, kiedy patrzyła na mojego przyjaciela.

Potężna, szponiastałapa Smoka podrapała brodęgłowy po prawej. Ta głowa patrzyła naśrodkowąz wyrzutem.

- Bardzo dobrze nam idzie. Nic jeszcze nie sfajczyliśmy.

- Oleg - teraz ja szeptałem.

Usiadłem i patrzyłem. Czyli taśrodkowa, obserwująca i krytykująca, to musiałbyćAlex.

- Tak? To czemu nie patrzymy, gdzie sadzamy dupsko? - zapytałSmok.

Kiedyśrodkowa głowa uniosła wyglądającąna wyrzeźbionąw brązie brew, byłem pewny tożsamości tegołba. Wiedziałem, skąd znam gest poprawiania ogona. Alex tak odrzucałpoły fraka, kiedy siadałna krześle lub sofie, w towarzystwie, dawno, dawno temu, kiedy gentlemani fraki jeszcze nosili.

- Pokażemy im? - zapytałSmok głowąOlega.

Środkowa skinęła i w ułamku sekundy znowu była tylko jedna. Gwizdnąłem.

Smok zaczął… rosnąć. Nie ma na to innego określenia. Nie puchł, tylko rósł. Zadzieraliśmy z Yoshitsune głowy wysoko, wysoko.

Teraz ja zakląłem, obrażając moich własnych przodków. Należało im się.

Górowałnad nami. Staliśmy w jego cieniu. Słońce powoli siębudziło, a październikowy dzieńzapowiadałsięna słoneczny.

- Ponad dziesięćmetrów - Yoshitsune nie szeptał, niespecjalnie miało to jakiśsens.

Smok pochyliłgłowę, także znalazła sięnaprzeciw nas. Przejechałidealnie gładkim językiem po twarzy Yoshitsune, potem po mojej.

- Nieźle smakują.

Smok nie wyglądał, jakby mu było przykro,że nas polizał. Cieszyłem sięjednakowoż,że zmysłu smaku nie testowałzjadając nas.

- Co umiesz? - Yoshitsune wyciągałdłoń, a Smok zrobiłkrok w jego kierunku i przysiadł, jakby zachęcałdo eksploracji.

Miałsuche, twarde i bardzo ciepłełuski. Podniósłje,żeby pokazać,że to potrafi i złożyłje szybko z powrotem, prawie przytrzaskując Yoshiemu palec, chichocząc przy tym radośnie.

Przesunąłogon tak,żebym mógłdotknąćstrzałki na jego końcu. Rozłożyłmałełuski, które były w niej schowane. Ostrza. Te maluchy były jak brzytwa.

- Jeszcze nie wiemy, co umiemy, ale dużo. W końcu jesteśmy Smokiem - powiedziałz arogancją, której mogłem sięspodziewaćpo kimś, w kim połączyła siętrójka osobników Alfa.

Zmniejszyłsięznowu. Przybliżyłgłowędo Yoshitsune i dotknąłgo policzkiem. Andrea zwykła siętakżegnaćz ojcem, kiedy szła spaćo własnych siłach.

- Proszę, więcej zapachu Yoshitsune na Andrei - zacytowałem ulubiony refren moich synów, a Smok znowu pokazałzębiska.

Przybliżyłsięteraz do mnie. Położyłem ręce po obu stronach jego czaszki, z boku oczu. Przymknąłje na chwilę, z dziecięcym zachwytem. Potem rozpadłsię. To było jakby sięrozpadł…Trzymałem w dłoniach głowęmojego syna. Uścisnąłmnie, sam z siebie.

Potem wziąłAndreęza rękę, Oleg zrobiłto samo z drugiej strony i jakbyśmy sięumówili, zaczęliśmy wracaćdo domu.

Ciekawe,że dom jest tak płynnym pojęciem, prawda? Odłożyłem tęmyśl, była warta głębszego rozważenia.

- Bawiliśmy sięnim pierwszy raz, pierwszy raz po tamtym - mówiła Andrea, patrząc przed siebie, jakby ciągle widziała to, co ich spotkało.

I Alex, i Oleg opowiadali o tym, co widzieli. Czekałem z niecierpliwościąna opowieśćmojej synowej.

- Nie wiemy, co umiemy i co potrafimy - mówiła dalej - Musimy poćwiczyć. Mamy w nim jednąświadomość, ale jakby wielowarstwową. Nie gubimy siebie, nie, ale jesteśmy…

- Ja to on, on to ona. Ja to ona, ona to on… - powiedziałYoshitsune, a Andrea skinęła głową.

- Tak. Jesteśmy czymśnowym, ale nie tracimy tego "on", "on", "ona".

- Mamy skrzydła, więc pewnie umiemy fruwać- Oleg zwolniłnieco, myśląc, kombinując, zastanawiając się.

Zwolniliśmy wszyscy. Yoshitsune podawałAndrei swojąkurtkę, nie zwracając uwagi na Alexa, który wywracałoczyma. Powinien pomyśleć, a nie reagowaćjak dzieciak.

- Mamy płetwy miedzy palcami, więc chyba pływamy - kontynuowałUzdrowiciel.

- Mamy? - Andrea zmarszczyła nos - a po chuj? Sami sobie pływajcie, jak macie takie parcie na moczenie tyłków.

- Cicho, Człowieczku, przecieżnie idziemy popływaćteraz zaraz - Alex zapiąłjej kurtkępo samąbrodę.

- No ja myślę- mruknęła i dodała - Zmieniamy nasząwielkość, ale nie wiemy w jakim zakresie. Do Zmiany wystarczy nam bliskość, nie dotyk, jak za pierwszym razem.

Oleg zadrżał.

- Matko Kazańska, ale to byłhardcore.

Był. Nie określiłbym tego inaczej. Podziwiałem ich chęćbycia razem za wszelkącenę, nawet niewyobrażalnego bólu. Chociaż… może niewyobrażalny ból czuli przez te lata, kiedy byli osobno, więc Zmiana w Smoka była tylko fizycznym i powierzchownym dyskomfortem? Nie wiedziałem, ale zapytam. W mojej Watasze można było pytaćo rzeczy najdziwniejsze i zawsze dostawało sięodpowiedź. Czasem może i absurdalną, ale zawsze prawdziwą.

- Możemy cośkombinowaćz ogniem - Oleg pociągnąłAndreęza rękęi znowu ruszyliśmy - prawie sfajczyliśmy kupkęliści. Ale w jakim zakresie i jak? - wzruszyłramionami.

Szliśmy przez chwilęw milczeniu, dopóki Yoshi nie zatrzymałsięgwałtownie.

- Który dzisiaj jest? - Yoshitsune miałgłos napięty jak cięciwałuku.

Pachniałstrachem. Nie powinien był.

Nic sięnie dzieje…

Patrzyliśmy na niego uważnie.

- Szesnasty - odpowiedziałem, opuszczając rękaw kurtki na zegarek.

Wolałem sięupewnić.

Zatrzymałsię, pochyliłi oparłręce na udach. Zapach paniki, nieprzefiltrowany i surowy, przetoczyłsiępo lesie. Każdy z nas położyłmu kojąco dłońna plecach. Mój przyjaciel oddychałciężko, jakby płuca nie chciały mu sięjeszcze porządnie rozprężyć. Panika powoli ustępowała. Uniósłgłowęi popatrzyłna mnie szarymi oczyma jego Wilka.

- Banka Mundi powiedziała,że musząwejśćw swojąnowąpostaćprzed nowiem, bo jeśli nie, to istota, którąspotkali, wróci po Andy i nikt jużnie będzie w stanie sprowadzićjej z powrotem.

Nie rozumiałem, dlaczego słowa boginki tak bardzo przeraziły mojego spokojnego towarzysza.

- Zmieniłam sięjeszcze w Rajaji - Andy wtuliła sięw Yoshiego, który przygarnąłjąz rozpacząi strachem.

- Nie wiem, czy o tym mówiła - szeptałz ustami przy jej skroni - PrzecieżZmieniamy sięzawsze, wte i we wte, nam tego przypominaćnie trzeba. To jasne,że Zmienny sięZmienia. Zresztą… mówiła o was, nie o tobie, Andy-chan. Myślę,że miała na myśli Smoka.

Zamarliśmy wszyscy. Oleg zbladł, Alex zacząłkląć, Andrea przytulała teraz ich obu.

- Cicho, idioci. Jestem. Zdążyliśmy. Jest przed nowiem. Jest OK - gładziła ich twarze, uśmiechając siętrochęniepewnie do przestraszonej trójki - Jest OK. Jestem i będę.

- Ja pierdolę, ile my jeszcze nie wiemy! Musimy tak wiele rzeczy sprawdzić… - zacząłAlex

- … tyle przetestowaći tyle sięnauczyć… - włączyłsięOleg

- … weźmy dupy w troki i chodźmy - zakończyła Andrea, mistrz salonowej konwersacji - Głodna sięrobię.

Aaa, to tłumaczy wszystko. Humory Andrei w kontekście braku jedzenia, były równie niesławne jak humory Alexa w kontekście jego ran i kontuzji. Obydwoje potrafili byćpaskudni. Oleg miałnajbardziej stabilny charakter z nich. Muszęprzyznać,że mu współczułem.

Andrea

Dzisiaj po raz pierwszy od… od Czarnych Piasków sięmocno, ale to mocno spociłam na treningu. W użyciu były hanbo, czyli małe, wredne sukinsyny. Wiem, dlaczego Oleg ich nie lubi, teraz dopiero go rozumiem. Dostanie wycisku takim jednym było masakrą. Bałam się,że mam złamanych kilka kości iże moje mięśnie zamieniły sięw galaretę. Przesadzam. Yoshitsune, aczkolwiek potwór iłobuz, to jednak ułatwiłmiżycie i ani nie waliłzbyt mocno, ani nie celowałwe wrażliwe miejsca, a i swój hanbo miałowinięty czymśmiękkim,żeby mi nie narobićstrasznych siniaków. Siniaki, co sprawdziłam, złażąze mnie po maksymalnie trzech godzinach, ale wszyscy tużyjąw jakimśdziwnym przekonaniu,że siniak mnie zabije. Nie zabije. Nie siniak. Jestem Wroną, mogęsięzebraćw kupęszybciej niżoni, ale i tak sięboją. Wszyscy.

~~*~~

OK, brzmięjak niewdzięczny bachor, a nim nie jestem. Wiem, o co im chodzi i rozumiem to, serio. Ale tak bym chciała,żeby mnie traktowali normalnie, nie jak kogośz kryształu i szkła. I chciałabym iśćodłóżka z moimi chłopakami. Nie literalnie:"iśćdołóżka", bo to mam co noc. Chcęsięz nimi kochać, czućich we mnie, koło mnie, wszędzie. Czućtęjedynąw swoim rodzaju bliskośći chcęwidzieć, jak nasz wszechświat sięrozpada na kawałki pod ciężarem naszej miłości. A tu nic. Osiem nocy i nic.

~~*~~

Yoshitsune wyszedłna chwilędo czekającego za drzwiami Charlesa, a ja wzięłam dwa długie noże, które lubiłOleg, a które dla mnie były prawie jak małe miecze, i zaczęłam kręcićnimi kółka, stawiając wokółsiebie zaporęze stali. Lubiłam siętak bawić, to było jak medytacja. Wszystko, co niepokojące odchodziło, spadało.

Może tak bardzo sięfizycznie w czasie podróży zmieniłam,że oni mnie jużnie chcą? Nie, no wiem… mam nos, ale może… nie, wiem, jestem w ich głowach. To czemu sięze mnąnie kochają? Wiem, dopiero wróciłam. Mam sporo rzeczy do odzyskania, wagę, siłęi takie tam. Ale może… może mojaśmierćcośzmieniła? Może to,że w końcu, teoretycznie, jestem zwłokami, jest dla nich obrzydliwe?

Wiem,że nie.

Czuję,że nie.

Ale… ?

Oba moje noże uderzyły w cośz takim impetem,że iskry prawie poleciały. Yoshitsune przyblokowałmojąstal swoimi nożami. Nawet nie zauważyłam,że wrócił. Nawet nie zauważyłam,że wziąłbroń. Nawet nie zauważyłam, z jak dziecinnąłatwościąmnie zatrzymał.

Byłoźle. Taka utrata uwagi jest, a przynajmniej bywa tragiczna w skutkach. Jeśli nie dla mnie, to dla tych, którzy walcząlub mogąwalczyću mojego boku.

Odsunęłam od siebie ręce z nożami, pokazując,że siępoddaję. Skinąłgłową. Zabrałmi brońi powiesiłjąnaścianie dojo. Potem podszedłbardzo blisko.

- Andy-chan…

Uwielbiałam, kiedy Yoshitsune używałtego zdrobnienia.

- Co siędzieje?

Wzruszyłam ramionami. Co miałam mu powiedzieć?Że potrzebujęwiadomo czego, a tu nic? Nie wiedziałam, jak mówićo "takich rzeczach" na poważnie. Czułam zażenowanie.

Ale to byłYoshitsune! Mój ojciec. Zmienny chodzący po tymświecie ponad dwa tysiące lat, znający górki i dolinkiżycia. Miałrodzinę, straciłją, potem kochał, potem wybrałbycie sam. Yoshi, wierny przyjaciel, lojalny towarzysz, kiedyśpełenżaru kochanek, zawsze najlepszy samuraj naświecie. Mój Akanishi no Yoshitsune.

Wbiłam więc spojrzenie w podłogęi bąknęłam.

- Brakuje mi ich włóżku, Yoshitsune.Żaden z nich nawet mnie nie tknąłw inny niżczuły i delikatny sposób od tygodnia. Od Rajaji.

Wzruszyłam ramionami, jakby to nie miało znaczenia, ale moje ciało mówiło mu cośinnego.

- Wiem… - mówiłam dalej, odwracając siętyłem i idąc w kierunkuławeczek.

Na jednej z nich zostawiłam ręcznik i wodę. Potrzebowałam i jednego, i drugiego.

- Wiem,że jestem chudsza, zniszczona tym wszystkim,że jestem umarlakiem, który chodzi i mówi, i w ogóle… nigdy piękna nie byłam, ale… może jakośich odpycham? Czuję,że mnie kochają. Czujęto, wiem, mam ich przecieżw sobie, wśrodku… ale… seks jakby zniknąłz menu. A ja bym chciała,żeby wrócił… - zakończyłam cicho, ciągle odwrócona.

- Odpychasz? Umarlakiem? - Yoshitsune zesztywniałi poczułam jego gniew na zastosowany przeze mnie dobór słów.

Wzruszyłam ramionami. Spór z faktami zawsze byłmojąmocnąstroną, ale nawet ja wiedziałam,że sągranice zaprzeczania. Trudno jest zaprzeczaćwłasnej istocie.Żyłam, umarłam,żyję. Czym jestem? Zombiakiem?

Wrony, Mabel i Ethel, wygramoliły mi sięspod koszulki i wylazły na dłonie. Gapiły sięna mnie czerwonymi oczyma, jakbym była okazem muzealnym. Spojrzałam w kierunku Yoshiego. Miałtaki sam wyraz twarzy jak moje wrony.

Westchnęłam. Nie jest dobrze. Wbrew logice parłam dalej.

- Tam, w Rajaji, umarłam, Yoshitsune. Umarłam. Pamiętam panikę, kiedy nie mogłam zaczerpnąćtchu, nawet kiedy pragnęłam tylko tego, tylko oddychać. Potem czułam szum krwi, a potem nic. Na tych piaskach… - zaczerpnęłam urywany oddech.

Opowiadałam mu o tym raz, gadałam z nim prawie całąnoc. Siedziałam wtulona w niego i opatulona w koc. Mówiąc, milcząc, popłakując jak głupia pindzia, znowu mówiąc. W końcu zasnęłam. Alex przyszedłi zaniósłmnie na górę, uśmiechając się, jakby przypominałsobie coś, co go bawiło dawno temu.

- Na Czarnych Piaskach oddychałam tylko dlatego,że kiedy czułam zapach Alexa, Olega, a potem i twój, to przestawałam siębać. Tylko wtedy, kiedy miałam te zapachy w płucach, to widziałam cokolwiek oprócz czarnej, połyskującej mgły dookoła mnie. Moje serce nie biło, Yoshitsune… ani razu, nawet kiedy bałam siętak,że myślałam,że zwymiotuję. Czułam ich serca, ale nie moje. I stygłam. Było mi coraz to zimniej. Przerażające. Kiedy siępołączyliśmy, dostałam od nich wszystko. I oddech, i puls, i krew krążącąwżyłach. Na nowo.

Łzy, dwie, opadły mi po policzkach. Znowu.

Składam to na PTSD, konsekwentnie i bez przerwy. Niech ktoś, kurwa, zaprzeczy.

- Wiesz, Yoshi… byćz nimi, w każdy sposób, to znaczy czuć,żeżyję… nie ma nic piękniejszego. Ale brak mi - znowu zaczerpnęłam powietrza, bo to nie jestłatwe do wypowiedzenia, no, nie dla mnie - Brak mi fizycznego aspektu naszej miłości.

- Rozmawiałaśz nimi?

Zaprzeczyłam. Nawet im nie pokazałam, jak bardzo tego potrzebuję. Taka jestem mądra. Zabutelkowałam sięi zamknęłam po tym pierwszym razie, kiedy bardzo, bardzo delikatnie mi powiedzieli,że nie dziś, nie teraz,że później. No to czekałam na ich ruch. Mabel schowałyłby pod skrzydła. Tak, teżuważam,że to nie było najmądrzejsze.

Powiedziałam to Yoshiemu i oparłamłeb ościanę.

- Bojęsię,że odmówią,że usłyszę"nie". Bojęsię,że… - nie skoń