Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Ukryte pożądanie - Maxine Sullivan

„Była kusząca, ponętna, a jednocześnie sprawiała wrażenie onieśmielonej własną seksualnością, jakby dopiero poznawała siłę namiętności. Dziwne. Bez skrupułów wdała się w romans, choć była mężatką, a teraz udaje mało doświadczoną? A może z każdym nowym mężczyzną zachowuje się tak, jakby to on obudził drzemiący w niej erotyzm? Jeśli tak, jest nad wyraz przekonująca...”

Opinie o ebooku Ukryte pożądanie - Maxine Sullivan

Fragment ebooka Ukryte pożądanie - Maxine Sullivan

Maxine Sullivan

Ukryte pożądanie

Tłumaczenie: Julita

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Wyjść za ciebie? – Cassandra osunęła się na kanapę.

Dominic Roth stał na tle szerokich szklanych drzwi, za którymi rozciągał się widok na wieżowce Melbourne, i wpatrywał się w swoją piękną bratową. Gdyby nie znał tej kobiety, pewnie zrobiłoby mu się jej żal.

– Tak. Pobierzemy się.

Spojrzała na niego posępnym wzrokiem.

– Ale Liam umarł zaledwie tydzień temu.

Dominica przeszył ostry ból.

– Nie musisz mi tego mówić. To był mój brat.

Liam odszedł w pierwszych dniach grudnia. Święta Bożego Narodzenia zawsze będą się rodzinie Rothów kojarzyły z tym smutnym wydarzeniem.

– Twój brat, a mój mąż.

– Mężem był niecałe trzy lata, bratem dwadzieścia osiem.

Liam, najmłodszy z trójki braci, był dwa lata młodszy od Adama i cztery od najstarszego Dominica.

– To cios poniżej pasa – zauważyła Cassandra.

Dominic wzruszył ramionami. Nawet się nie zawstydził, choć czegoś podobnego nie powiedziałby jakiejkolwiek innej kobiecie. Ale Cassandra poślubiła Liama z chciwości, by dobrać się do fortuny Rothów. Ich pradziad pewnie przewracałby się w grobie, gdyby wiedział, że należąca do rodziny sieć ekskluzywnych domów towarowych zapewnia Cassandrze życie w luksusie.

Z kieszeni garnituru wyjął kopertę.

– Mam tu list od Liama. Prosił, żeby ci go przekazać. W środku jest wyjaśnienie.

– Wyjaśnienie?

– Tak. Dlaczego chciał, żebyś za mnie wyszła.

W oczach Cassandry odmalowało się zdziwienie.

– Co? Mój mąż…?

– Zależało mu, żeby jego córka została w rodzinie Rothów.

Cassandra zmarszczyła czoło.

– Przecież Nicole nosi nazwisko Roth.

Dominic zacisnął zęby. Prawda wyglądała nieco inaczej, niż się Cassandrze wydawało.

– Tak, ale Liam pragnął, żeby to się nie zmieniło. Nie chciał, żebyś w przyszłości poślubiła jakiegoś obcego człowieka. A zważywszy na twój romans z Keithem Samuelsem…

Cassandra wciągnęła gwałtownie powietrze.

– Wiesz o tym?

– Liam mi powiedział.

– Ale… to wcale nie…

– Przestań! – warknął Dominic, podając jej list. – Nie interesują mnie szczegóły.

Warga jej zadrżała. Dominic pozostał niewzruszony. Wcisnął Cassandrze do ręki kopertę i wrócił na swoje miejsce. Obserwował w milczeniu, jak bratowa wyjmuje list i zaczyna czytać. Jak to możliwe, że tak piękna kobieta jest tak twarda i nieczuła? – zastanawiał się. Dlaczego na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie niewiniątka? Co w niej tak pociąga mężczyzn?

Ubrana była w jasny komplet składający się ze spodni, jedwabnej bluzki i żakietu. Do tego sandałki, delikatne złote kolczyki i cienki złoty łańcuszek. Na twarzy prawie niewidoczny makijaż. Gładka brzoskwiniowa cera. Włosy jasnoblond, opadające na ramiona.

– Czytałeś to? – zapytała.

– Nie, ale Liam zapoznał mnie z jego treścią.

Ściskając w ręce kopertę, Cassandra poderwała się na nogi.

– Przepraszam, ale nie mogę tego zrobić!

– Obawiam się, że nie masz wyboru.

– Dlaczego?

– Jutro nastąpi otwarcie testamentu. Wolałbym uniknąć nieprzyjemnej sceny – odparł.

Całe szczęście, pomyślał, że ojciec zabrał matkę w rejs, aby doszła do siebie po śmierci syna.

– Jakiej sceny?

– Jeżeli nie wyjdziesz za mnie w ciągu dwóch tygodni, majątek Liama przypadnie Nicole w dniu jej dwudziestych pierwszych urodzin. Do tego czasu pieniędzmi będę zarządzał ja, a ty będziesz dostawała skromne miesięczne alimenty.

– Chyba żartujesz!

– Wiem, ile Liam przekazywał ci co miesiąc. Był niezwykle hojny. Masz wiele do stracenia.

– Ale te pieniądze nie…

– Decyzja należy do ciebie – przerwał jej Dominic.

– To absurd! Odwołam się!

– Proszę bardzo. Ale Liam postarał się, żeby trudno ci było obalić testament. Z głodu nie umrzesz, choć oczywiście obniży ci się standard życia.

Rozejrzał się po przestronnym, nowocześnie urządzonym salonie o białych ścianach i białych meblach. Zawsze uważał, że ten dom jest idealny dla Liama i Cassandry. Dziś jednak, obserwując bratową, miał wrażenie dysharmonii. Zgrzytu. Jakby Cassandra tu nie pasowała. Dziwne, bo chłodne bezosobowe wnętrze bardziej kojarzyło mu się z nią niż z Liamem.

Przeklął w duchu. Co go to wszystko obchodzi? Szlag by trafił Liama, że wmieszał go w tę aferę. Gdyby nie wybrał się z wizytą do brata tego dnia, gdy miało dojść do sztucznego zapłodnienia… Gdyby…

– Zapomniałeś, że dom jest mój – rzekła Cassandra głosem bardziej opanowanym. – Mogę go sprzedać. Możemy z Nicole żyć z odsetek.

– Przykro mi, moja droga. Miesiąc temu Liam sprezentował tę nieruchomość mnie.

Krew odpłynęła jej z policzków.

– Boże… – Po jej twarzy przemknął cień bólu.

Nie uszło to uwadze Dominica. Cóż, sama jest sobie winna. Nie kochała Liama. Udowodniła to, wysyłając umierającego męża do domu jego rodziców, by tam czekał na śmierć. Och, zachowywała się tak, jakby nie miała sobie nic do wyrzucenia, a na pogrzebie strasznie płakała. Ale czy na pewno jest nieszczęśliwą wdową? Wątpił.

– Będę dowodzić, że pod koniec nie myślał logicznie – rzekła zdesperowana.

– Jego prawnik zaświadczy, że to nieprawda.

Westchnęła ciężko.

– Dajmy na to, że za ciebie wyjdę. Skąd wiesz, że kiedy dostanę spadek po Liamie, to się z tobą nie rozwiodę?

Dobra, pora zakończyć tę rozmowę. Nie chciał, by Cassandra zaczęła go błagać, chyba że o pocałunki, o pieszczoty. Na samą myśl o tym zrobiło mu się, jak zawsze, gorąco. Była matką dziewięciomiesięcznej dziewczynki noszącej nazwisko Roth, która teraz spała i nie miała pojęcia, o czym dorośli rozmawiają.

– Jeżeli nie zgodzisz się na małżeństwo ze mną lub jeśli się zgodzisz, a potem wystąpisz o rozwód, sprawię, żeby odebrano ci Nicole.

Zakręciło jej się w głowie. Opadła z powrotem na kanapę i zamknęła oczy. Dominic zaniepokojony ruszył w jej stronę, po czym nagle przystanął. Bez względu na to, co mówił Liam – że z początku Cassandra nie chciała mieć dzieci – nie wątpił, że kocha córkę. Ale on walczył o dobro tego dziecka, o jego prawa. Nicole powinna dorastać wśród Rothów.

O ileż byłoby prościej, gdyby mógł powiedzieć Cassandrze prawdę. Obiecał jednak Liamowi, że będzie trzymał język za zębami, dopóki on i Cassandra się nie pobiorą i przyszłość dziewczynki nie zostanie przyklepana. Musiał też wziąć pod uwagę pogrążonych w rozpaczy rodziców, pozwolić im dojść do siebie, zanim przekaże im kolejną nowinę.

– Rozejrzyj się – powiedział, omiatając wzrokiem wspaniały salon. – Ty i Nicole mieszkacie w luksusowych warunkach. Myślisz, że znajdziesz sędziego, który uzna, że dziecko lepiej będzie się chowało w biedzie?

Na twarzy Cassandry odmalowała się złość.

– Miłość matki jest ważniejsza od pieniędzy.

– Przekonaj o tym sędziego. I o tym, że kobieta, która zdradza męża, ma wysokie standardy moralne.

– Nie zdradzałam Liama!

– Powiedz to sędziemu, nie mnie.

Zbladła. Przez chwilę milczała.

– To wszystko jest bez sensu!

– Zgadzam się, ale takie było życzenie mojego umierającego brata. Mam zamiar je spełnić.

– Wyjaśnij mi coś. Jeśli cię poślubię, co z tego będziesz miał? To znaczy oprócz żony, która cię nie kocha, i dziecka, którego nie spłodziłeś?

Poczuł ostre ukłucie w sercu.

– Satysfakcję, że moja bratanica ma ojca.

– Dlaczego ty? Dlaczego nie Adam?

Wolał nie myśleć o Cassandrze i Adamie. Kochał brata, ale Adam, którego żona zginęła kilka lat temu w wypadku samochodowym, nie zamierzał ponownie się żenić. A on, Dominic… Całymi latami, kiedy Cassandra była żoną Liama, próbował zdławić pociąg do niej. Nie dałby rady ponownie przez to przejść. Jeśli któryś z Rothów musi zawrzeć z nią małżeństwo, to tylko on.

– Jestem najstarszy. Spełniam swoją powinność.

Zaczerwieniła się; nie był pewien, czy na skutek zawstydzenia, czy złości.

– Chyba o czymś zapomniałeś. Jak na pomysł małżeństwa zareagują twoi rodzice?

– Stracili ukochanego syna, ale przynajmniej utrzymają bliski kontakt z wnuczką. Myślę, że zaakceptują nasz związek.

– Nie lubią mnie.

– Dziwisz się? Wykorzystałaś ich syna.

– Wyszłam za niego z miłości. – Podniosła dumnie głowę.

– Jasne – mruknął drwiąco.

Zmierzyła go chłodnym spojrzeniem.

– Zawsze uważałeś, że poślubiłam go dla pieniędzy, prawda?

– Nie tylko dla pieniędzy. Są też inne korzyści z bycia Rothem.

Wykrzywiła usta w ironicznym uśmiechu.

– No tak. Każdy automatycznie musi dążyć do tego, co ty masz. Sądziłam, że jesteś bardziej inteligentny.

Zabolały go jej słowa.

– Nie rozmawiamy o mojej inteligencji.

– Fakt. Rozmawiamy o przyszłości mojej i Nicole.

– Interesuje mnie wyłącznie przyszłość twojej córki.

– Jakiś ty miły. Najlepiej by było, żebym ci ją oddała, co? – spytała z goryczą.

– Zrobiłabyś to? – W jego głosie brzmiała złość.

– Oczywiście, że nie!

Uspokoił się, ale nagle pomyślał: czemu nie?

– A gdybym dał ci milion?

– Nie obrażaj mnie.

– Za mało?

Przeszył ją ból, szybko jednak wzięła się w garść.

– To moja córka i nikomu jej nie oddam. Ona potrzebuje matki, a ja potrzebuję jej.

Dominic odetchnął z ulgą. Gdyby dziecko dowiedziało się, że matka je sprzedała…

– Zatem ślub?

Spojrzawszy na list, Cassandra przełknęła ślinę.

– Ja…

– Tak czy nie?

Wzięła głęboki oddech, po czym uniosła głowę.

– Chyba nie mam wyboru.

– Ja też nie, ale tu nie chodzi o nas.

– I tylko dlatego moja odpowiedź brzmi: tak.

Wykrzywił wargi w cynicznym uśmiechu.

– Próbujesz nadkruszyć moje nadęte ego?

– Potrzebowałabym młota pneumatycznego.

Uśmiechnęła się nieznacznie i nagle Dominic zdał sobie sprawę, że nie młota powinien się obawiać, lecz tego uśmiechu, który czasem igrał na jej ustach. Na jej pięknych ustach, którego wkrótce zamierzał pocałować.

– Poczynię przygotowania – oznajmił, po czym obrócił się na pięcie i skierował do wyjścia.

Powinien pamiętać, że jego młodszy brat pozwolił się omotać tej kobiecie. Dał jej nazwisko, luksusowy dom, kilka futer, drogą biżuterię, a ona brała wszystko, jak leci, bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Owszem, spełniła jego największe życzenie: urodziła mu dziecko, którego pragnął. Ale czy to aż tak wielkie poświęcenie? Na pewno wiedziała, że wydając na świat syna lub córkę Liama, do końca życia będzie zabezpieczona finansowo.

Natomiast jednego nie wzięła pod uwagę: że pod koniec Liam wystraszy się i poprosi brata o pomoc.

Oczywiście kiedyś Cassandra pozna prawdę: że wbrew temu, co myślała, Nicole nie jest córką jej świętej pamięci męża, lecz jego, Dominica.

Jeszcze długo po wyjściu szwagra Cassandra siedziała na kanapie, szczęśliwa, że Nicole śpi. Spoglądając na list, westchnęła z niedowierzaniem. Jak mógł jej to zrobić? Liam, uroczy młody mężczyzna, dla którego trzy lata temu kompletnie straciła głowę. Liam, który, jak twierdził, zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia.

Stała za ladą w dziale kosmetycznym sklepu Rothów, a on zaprosił ją na randkę. Uparł się. Nie chciał przyjąć odmowy do wiadomości. Szkoda.

„Cassandro, wybacz mi, ale nie mam wyboru. Pragnę, aby Nicole dorastała w rodzinie Rothów”.

Ich małżeństwo niemal od początku było fikcją. Cassandra kochała męża, ale Liamowi zależało wyłącznie na atrakcyjnej partnerce. Nie kochał jej, kochał jej wygląd. Chwalił się nią, obsypywał prezentami…

A potem oskarżył ją o romans ze swoim przyjacielem Keithem. Była sama w domu, gdy przyjechał Keith. Chociaż go nie lubiła, pozwoliła mu wejść, gdy oświadczył, że chce z nią porozmawiać. Zaproponowała kawę. Ruszył za nią do kuchni i tam przyparł ją do ściany. Liam wrócił wcześniej niż zwykle. Nie uwierzył Cassandrze, że się broniła. Oczywiście Keith udawał niewinnego; oznajmił, że uwiodła go parę miesięcy temu, a on biedaczek próbował zakończyć romans.

Nazajutrz Liam otrzymał wyniki badań. Były tak złe, że nie miała serca go zostawić. Składała przysięgę: w zdrowiu i w chorobie… Tego dnia wypadała ich pierwsza rocznica ślubu.

„Chodzi mi nie tylko o Nicole, ale i o moich rodziców: chciałbym, żeby uczestniczyli w życiu wnuczki”.

Kilka miesięcy po tym zdarzeniu przeżyła kolejny szok. Ni stąd, ni zowąd Liam oznajmił, że pragnie mieć z nią dziecko, aby zostawić coś po sobie. Osłabiony intensywną kuracją czuł się nieatrakcyjny jako mężczyzna, dlatego nalegał na sztuczne zapłodnienie.

„Po mojej śmierci Nicole pomoże im przetrwać żałobę. To dla mnie bardzo ważne”.

W pierwszej chwili odmówiła. Nie chciała z niewłaściwych pobudek wydawać na świat dziecka. Ale Liam wiedział, jak bardzo marzyła o dziecku i zapewnił ją, że gdyby kiedykolwiek coś złego się jej przydarzyło, jego rodzina zaopiekuje się maleństwem.

Wciąż się wahała; nie była przekonana. W tym czasie jej ukochany ojciec adopcyjny miał wylew. Potrzebował opieki dwadzieścia cztery godziny na dobę, a siostry Cassandry nie stać było, by choć częściowo finansować opiekunkę. Liam wykorzystał okazję; obiecał umieścić Joego w luksusowym domu opieki i pokryć koszty, jeśli Cassandra zgodzi się na dziecko.

„Chcę, żebyś wyszła za Dominica. Tylko w ten sposób uzyskam pewność, że Nicole zostanie w rodzinie. Nikt lepiej od mojego brata nie zatroszczy się o małą”.

Liam zaproponował pół miliona dolarów, które wpłacił na specjalny rachunek. Co miesiąc jego księgowy przelewał określoną sumę na konto Cassandry. Odpowiadał jej taki układ; wolała sama opłacać pobyt ojca w domu opieki. Dziś rano zdziwiła się, że kolejny przelew został wstrzymany. Teraz wiedziała dlaczego. Czy Liam od początku wszystko zaplanował? Czy wpadł na pomysł pod sam koniec, tuż przed śmiercią? Tego się nie dowie.

„Jeżeli odmówisz, prawnik przekaże Dominicowi list, w którym przedstawiłem prawdę”.

Nie chciała wychodzić za kolejnego Rotha, ale miała związane ręce. Dominic Roth… jej szwagier, przyszły mąż. Odnosił się do niej szorstko, ale istniało między nimi dziwne napięcie erotyczne. Wcześniej też je czuła, lecz starała się nie zwracać na nie uwagi. Była mężatką, nie interesowali jej inni mężczyźni. Mimo oskarżeń Liama nigdy by go nie zdradziła. Ani z Dominikiem, ani z Keithem. Nadal usiłowała zignorować pociąg seksualny do mężczyzny, którego nie lubiła. Może była naiwna, ale wierzyła, że pożądanie powinno iść w parze z miłością. A z Dominikiem to byłby tylko seks. Bez miłości.

„Wybaczam Ci romans z Keithem, to była moja wina. I wybaczam to, że zmusiłaś mnie, abym zapłacił Ci za urodzenie dziecka. Wiem, że z początku się wzbraniałaś, a potem zgodziłaś się ze względu na mnie. Wiem też, że jeśli prawda kiedykolwiek wyjdzie na jaw, Ty na tym ucierpisz”.

Wpatrywała się w list od męża. Prawda? Nie było słowa prawdy w tym, co napisał o jej romansie i o tym, że urodziła Nicole z chciwości. Jak mógł tak kłamać? Twierdził niemal, że ona jest cudzołożnicą, która za pieniądze zgodziła się urodzić dziecko umierającemu mężczyźnie. A przecież marzyła o dziecku. Kiedy wystąpił z taką propozycją, wahała się, ale z całkiem innych powodów.

„Wyjdź za Dominica i razem wychowujcie Nicole. Mój brat będzie wspaniałym ojcem. Jeżeli odmówisz, Dominic wystąpi do sądu o odebranie Ci dziecka. Ma moje pełne poparcie. List, który zostawiłem u prawnika, pomoże mu w osiągnięciu celu”.

Przeszył ją dreszcz. Podczas walki o Nicole prawnicy Rothów przedstawią ją, Cassandrę, w złym świetle. Na pewno wezwą Keitha na świadka, a on powie wszystko, co mu każą, by ratować własne małżeństwo.

Udowodnią, że kłamała w sprawie romansu; wskażą, że w tym czasie, kiedy jej ojciec trafił do domu opieki, Liam zaczął jej płacić znacznie wyższe „kieszonkowe” i że przelał pół miliona na specjalny rachunek, gdy poddano ją sztucznej inseminacji. Wyjdzie na to, że szantażowała męża.

„List do prawnika ulegnie zniszczeniu pół roku po Twoim ślubie z Dominikiem”.

Oczywiście mogłaby podjąć walkę, ale czy adoptowane dziecko z biednej rodziny miałoby szansę w starciu z bogatymi Rothami? Poznawszy „prawdę”, teściowie poczują do niej jeszcze większą niechęć niż dotąd. Będą chcieli się zemścić.

Nie ma rady; musi poślubić Dominica. I niech sobie myśli o niej, co chce. Tym bardziej że żaden sędzia nie spojrzy łaskawym okiem na niewierną żonę, która bierze od chorego męża pieniądze, aby urodzić dziecko. Jeśli chodzi o Nicole, nie będzie ryzykować.

ROZDZIAŁ DRUGI

Ślub odbył się kilka dni później w eleganckim gabinecie pana młodego. Uroczystość trwała krótko, przypuszczalnie został pobity rekord świata. Nawet pośpieszna ceremonia zaślubin z Liamem trwała dłużej.

Nie przeszkadzało to Cassandrze. Bądź co bądź nie pobierali się z miłości. Zawarcie małżeństwa Dominic przypieczętował lekkim pocałunkiem w jej policzek.

– Miło, że ubrałaś się stosownie do okoliczności – mruknął ironicznie, kiedy Janice, jego sekretarka, wyprowadziła z gabinetu urzędnika, który udzielił ślubu.

Cassandra poprawiła złotą szpilkę wetkniętą w kok. Specjalnie na tę okazję włożyła czarną satynową suknię do kolan oraz czarne bolerko.

– Zapomniałeś, że jestem wdową?

– Przed chwilą zakończyłaś żałobę.

– Następny ślub wezmę w szarościach.

– Żadnego następnego nie będzie – oznajmił ostro.

Napotkała jego wzrok, po czym skierowała spojrzenie na drugiego, poza Janice, świadka uroczystości. Brat Dominica, Adam, otwierał butelkę. Cassandra wzdrygnęła się. Nie miała najmniejszej ochoty na szampana. Małżeństwo z Dominikiem było farsą, uroczystość zaślubin parodią prawdziwej ceremonii. Z tego też powodu nie zabrała dziś z sobą Nicole i o niczym nie poinformowała siostry. Na szczęście teściowie Cassandry wciąż pływali na jachcie, w samotności opłakując śmierć syna. Mimo że nie darzyli jej sympatią – co było wyłączną „zasługą” Liama – Cassandra nie odwzajemniała ich uczuć. Przeciwnie, lubiła Laurę i Michaela.

– Swoją drogą, pięknie ci w czarnym – szepnął jej do ucha Dominic.

W ciemnym garniturze, w którym wyglądał władczo, a zarazem seksownie, przeszedł na koniec gabinetu. Cassandrę zalała fala ciepła. Od dawna iskrzyło między nimi, lecz wiedzieli, że nic z tego nigdy nie wyniknie. Aż do dziś. Nagle wystrzelił korek od szampana.

– Proszę, Cassandro. – Janice podeszła do niej z kieliszkiem. – Szampan dla panny młodej.

– Dziękuję.

Kobieta odwróciła się do mężczyzn.

– Chciałabym wznieść toast. Zdrowie Cassandry i Dominica.

Zaległa cisza. Po chwili Adam uniósł kieliszek.

– Zdrowie Cassandry i Dominica.

Cassandra skinęła głową. Żal jej było Adama; tak młody człowiek nie powinien być wdowcem. Nie znała go zbyt dobrze. Tak jak Dominic, odnosił się do niej z rezerwą. Między braćmi istniało duże podobieństwo. Obaj byli przystojni, pewni siebie. I obaj emanowali seksem.

– Bardzo wam dziękujemy – rzekł Dominic, wytrącając Cassandrę z zadumy. Patrząc na żonę, również uniósł kieliszek. – Za nas.

W jego twarzy dostrzegła wyzwanie, jakby ogłaszał, że igrzyska uważa za otwarte.

– Za nas – powtórzyła.

Jej spojrzenie zdawało się mówić: jestem gotowa. Dominic zmrużył oczy, jakby czytał w jej myślach.

– Kto się do kogo wprowadzi? – spytała Janice. – Cassandra z Nicole do ciebie, szefie? Czy ty do nich?

– One do mnie – odparł zdecydowanym tonem.

Janice zaczerwieniła się po uszy. Mogła przewidzieć jego reakcję; w końcu znali się nie od dziś.

Cassandra zadowolona była, że opuści dom, który dzieliła z Liamem. Oczywiście mniej cieszył ją fakt, że w nowym domu zamieszka z Dominikiem.

– Przynajmniej nie musisz zmieniać nazwiska – zażartował Adam.

– Faktycznie. – Uśmiechnęła się, chcąc rozładować atmosferę. Dominic odstawił kieliszek na biurko.

– Powinniśmy ruszać – oznajmił chłodno.

Czyżby był zły za jej uśmiech? Myślał, że zamierza uwieść Adama? Pewnie tak. Niepotrzebnie.

Zanim się spostrzegła, zabrał jej kieliszek i pożegnał się ze świadkami, po czym, ujmując ją za łokieć, skierował się ku wyjściu. Jego dotyk sprawił, że po plecach przeszły ją ciarki. W windzie odsunęła się na koniec kabiny.

– Dla tych pięciu minut nawet nie warto się było stroić – powiedziała, próbując ukryć podniecenie.

Zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów. W jego oczach był zachwyt i potępienie.

– Masz szczęście, że nie wiedziałem, w czym wystąpisz.

– Dlaczego?

– Kazałbym ci się rozebrać i włożyć coś innego.

– A gdybym odmówiła?

– Wtedy ceremonia uległaby opóźnieniu. – Otworzyła usta, chcąc zaprotestować. – Daj spokój, Cassandro, już po wszystkim. Wyglądasz pięknie bez względu na kolor. – Oczy mu błyszczały. – I bez względu na strój.