Ucieczki z Sybiru - Wiktoria Śliwowska - ebook
Opis

Książka ukazująca koleje losu polskich uciekinierów z Sybiru, którzy zostali zesłani za udział w powstaniach narodowych XIX wieku. Autorka pisze o ludziach znaczących w ruchu niepodległościowym, jak Piotr Wysocki czy Jarosław Dąbrowski, ale też o tych mniej znanych wcześniej z historii, choćby o Rufinie Piotrowskim czy Szymonie Tokarzewskim.
W kręgu jej zainteresowań są nie tylko historie ucieczek samotnych i zbiorowych, ale także wzruszające losy ludzi walczących o powrót do kraju oraz szczegóły życia na wygnaniu: kary, warunki materialne, stosunki z miejscową ludnością, funkcjonowanie carskiej machiny śledczej i urzędniczej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 706

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Opra­co­wa­nie ‌gra­ficz­ne: An­drzej ‌Ba­rec­ki

Re­dak­cja: Ewa ‌Paw­łow­ska

Opra­co­wa­nie in­dek­sów: ‌Wik­to­ria Śli­wow­ska ‌

Kon­cep­cja map: Wik­to­ria ‌Śli­wow­ska

Wy­ko­na­nie map: Mi­ro­sław ‌Bi­zon

Ilu­stra­cja na ob­wo­lu­cie:

Ilu­stra­cja na ‌okład­ce:

Co­py­ri­ght © by ‌Wik­to­ria Śli­wow­ska ‌

Co­py­ri­ght © by ‌Wy­daw­nic­two ISKRY, ‌War­sza­wa ‌2005

Wy­da­nie I 

ISBN 83-207-1787-6

Wy­daw­nic­two ISKRY ‌

ul. Smol­na ‌11, 00-375 ‌War­sza­wa ‌

Dział han­dlo­wy: tel./faks (0-22) ‌827-33-89

e-mail: [email protected]

www.iskry.com.pl

Książ­ka ‌po­wsta­ła ‌w In­sty­tu­cie ‌Hi­sto­rii ‌Pol­skiej Aka­de­mii ‌Nauk w Pra­cow­ni ‌Dzie­jów In­te­li­gen­cji kie­ro­wa­nej przez ‌prof. Je­rze­go Je­dlic­kie­go. Kwe­ren­dy ‌umoż­li­wi­ły trzy ‌gran­ty Ko­mi­te­tu Ba­dań ‌Na­uko­wych prze­zna­czo­ne na ‌stwo­rze­nie kar­to­te­ki ‌i bazy ‌da­nych pol­skich ze­słań­ców XIX ‌stu­le­cia.

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

De­dy­ku­ję

Mę­żo­wi René, pierw­sze­mu czy­tel­ni­ko­wi i re­dak­to­ro­wi;

Sy­no­wi An­drze­jo­wi, trosz­czą­ce­mu się o zdję­cia i stan du­cha au­tor­ki;

moim wier­nym Przy­ja­cio­łom i Współ­pra­cow­ni­kom:

Ani Brus, Wie­sła­wo­wi Ca­ba­no­wi, Wa­sy­lo­wi Cha­nie­wi­czo­wi, Jur­ko­wi Je­dlic­kie­mu, Basi Ję­dry­chow­skiej, Lusi Kasz­nic­kiej,

An­to­nie­mu Ku­czyń­skie­mu, Mag­dzie Mi­ciń­skiej, Ja­no­wi Tryn­kow­skie­mu za­wsze go­to­wym słu­żyć po­mo­cą i wspar­ciem

„Cnota w kajdanachto cnota prawdziwa”SŁÓW KILKA O POLSKIM SYBIRZE

Od co naj­mniej czte­rech stu­le­ci, a już zwłasz­cza w okre­sie po­roz­bio­ro­wym „Sy­bir” nie był dla Po­la­ków po­ję­ciem ści­śle geo­gra­ficz­nym – choć oczy­wi­ście geo­gra­ficz­ne te­ry­to­rium Sy­be­rii obej­mo­wał. Ów Sy­bir sta­no­wił w isto­cie sumę do­świad­czeń do­zna­nych na roz­le­głych ob­sza­rach ce­sar­stwa ro­syj­skie­go przez pol­skich ze­słań­ców prze­mo­cą ode­rwa­nych od miejsc swe­go sta­łe­go za­miesz­ka­nia. Obej­mo­wał za­tem za­rów­no te­re­ny przed Ura­lem – w świa­do­mo­ści spo­łecz­nej były nim np. gu­ber­nie ar­chan­giel­ska i per­m­ska, a tak­że Da­le­ki Wschód, ste­py kir­gi­skie, czy­li dzi­siej­szy Ka­zach­stan, jak i na­wet Kau­kaz, gdzie od­by­wa­li przy­mu­so­wą służ­bę Po­la­cy wcie­le­ni do kor­pu­sów spe­cjal­nych czy to kar­nie – za udział w po­wsta­niu li­sto­pa­do­wym, czy z po­bo­ru, czy za uczest­nic­two w spi­skach okre­su mię­dzy­pow­sta­nio­we­go, czy wresz­cie za udział w po­wsta­niu stycz­nio­wym. Rów­nież w okre­sie II Rzecz­po­spo­li­tej – jak i obec­nie – do Związ­ku Sy­bi­ra­ków na­le­żą wszy­scy ze­słań­cy, za­rów­no ci, któ­rzy byli na Sy­be­rii, jak i ci, któ­rzy po­zna­li da­le­ką pół­noc Ro­sji czy ste­py Ka­zach­sta­nu, pu­sty­nie Uz­be­ki­sta­nu itd. Sa­mu­el Pesz­ke1 np., któ­ry jako je­niec z wy­pra­wy Na­po­le­ona spę­dził zimę w gu­ber­ni sa­ra­tow­skiej, był prze­świad­czo­ny, iż wy­wie­zio­no go na Sy­be­rię, i na­rze­kał na mróz i do­kucz­li­we „sy­be­ryj­skie wia­try”; z ko­lei spis ofi­ce­rów wy­sła­nych do gu­ber­ni wiac­kiej po klę­sce po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go, wy­da­ny w Kra­ko­wie w 1867, nosi ty­tuł Po­czet ska­zań­ców na Sy­bir do gu­ber­ni tyl­ko wiat­skiej z po­wsta­nia roku 1830/31, spo­rzą­dzo­ny w Wiat­ce 1832 r.2 In­for­ma­cje na te­mat Sy­be­rii i losu ze­sła­nych tam Po­la­ków dłu­go były zu­peł­nie nie­zna­ne, po­wo­li kształ­to­wa­ła się czar­na le­gen­da Sy­bi­ru, je­dy­nie czę­ścio­wo znaj­du­ją­ca po­twier­dze­nie w rze­czy­wi­sto­ści.

Po­czy­na­jąc od jeń­ców z cza­sów wo­jen pol­sko-mo­skiew­skich, po­przez kon­fe­de­ra­tów bar­skich, po­wstań­ców ko­ściusz­kow­skich i ich na­stęp­ców, po fi­lo­ma­tów, uczest­ni­ków po­wstań – 1831, 1846, 1863 roku – i człon­ków ko­lej­nych kó­łek spi­sko­wych, po czy­tel­ni­ków za­ka­za­nych wy­daw­nictw emi­gra­cyj­nych, kol­por­te­rów wier­szy pa­trio­tycz­nych itd., itp., ko­lej­ne po­ko­le­nia wy­ru­sza­ły w tę samą dro­gę: na wschód. Wy­ru­sza­ły – na dłu­żej lub kró­cej, cza­sa­mi na za­wsze – w głąb ogrom­ne­go Im­pe­rium.

W pierw­szej po­ło­wie wie­ku XIX „nie­po­kor­nych” Po­la­ków od­da­wa­no przede wszyst­kim do woj­ska – w soł­da­ty. Tu­taj zna­leź­li się – obok zwy­kłych po­bo­ro­wych – żoł­nie­rze z roz­wią­za­ne­go Woj­ska Pol­skie­go i wzię­ci do nie­wo­li uczest­ni­cy po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go wcie­le­ni do ar­mii ro­syj­skiej kar­nie. Ilu ich było i gdzie od­by­wa­li służ­bę – nie wie­my3.

Jed­nym z pierw­szych kro­ków, ma­ją­cych uśmie­rzyć po­ten­cjal­ny bunt w za­rod­ku i uka­rać „win­nych”, było od­dzie­le­nie ofi­ce­rów od żoł­nie­rzy, po­zba­wie­nie ich ka­dry przy­wód­czej. Więk­szość z nich tra­fi­ła do gu­ber­ni wiac­kiej, do ta­kich miast jak Je­ła­bu­ga, Se­ra­puł, Sło­bodsk, Urzum. Do­ko­ny­wa­no tu na­stęp­nie po­dzia­łu: uzna­nych za naj­bar­dziej win­nych lub po­sia­da­ją­cych od­po­wied­nie kwa­li­fi­ka­cje kie­ro­wa­no do ko­pal­ni za Baj­ka­łem, nie­któ­rych wcie­la­no „na żoł­nie­rza”; zna­leź­li się też tacy, któ­rzy ku zgor­sze­niu to­wa­rzy­szy wy­bie­ra­li do­bro­wol­nie służ­bę w ar­mii ro­syj­skiej. Nie­ste­ty nikt z prze­by­wa­ją­cych „na Sy­be­rii w gu­ber­ni wiat-skiej” nie po­zo­sta­wił re­la­cji pa­mięt­ni­kar­skiej, nie wie­my więc, jak pły­nę­ło ży­cie na wy­gna­niu w tych pierw­szych la­tach, czy to­czy­ły się ja­kieś roz­mo­wy na te­mat ewen­tu­al­nej uciecz­ki. Ża­den z ba­da­czy nie do­tarł jak do­tąd do ar­chi­wa­liów na miej­scu, w sa­mej Wiat­ce (no­szą­cej do­tąd na­zwę Ki­row), ani też nie na­tknął się na ja­kie­kol­wiek ra­por­ty urzę­do­we o pa­nu­ją­cych tam na­stro­jach, na uza­sad­nie­nia zwol­nień lub wy­sy­ła­nia na cięż­kie ro­bo­ty (moż­na są­dzić, choć nie ma żad­nej pew­no­ści, iż na ogół de­cy­do­wał o tym w du­żym stop­niu wy­ko­ny­wa­ny przed po­wsta­niem za­wód). Ofi­ce­ro­wie „wiac­cy” wró­ci­li do Kró­le­stwa Pol­skie­go w 1832 i 1833 roku, po­na­wia­jąc w Sie­dl­cach i War­sza­wie przy­się­gę ho­ma­gial­ną4. Po­dob­nie uczy­ni­li prze­by­wa­ją­cy na ze­sła­niu ge­ne­ra­ło­wie.

Kara wcie­le­nia do woj­ska, nie­słusz­nie ucho­dzą­ca za naj­ła­god­niej­szą, była w isto­cie naj­uciąż­liw­szą: ozna­cza­ła pięt­na­sto­let­nią służ­bę w wa­run­kach nie do po­zaz­drosz­cze­nia i na­stęp­nie – za „do­bre spra­wo­wa­nie” – po­wrót do kra­ju w cha­rak­te­rze „urlop­ni­ka”5, któ­ry jed­nak – je­śli zdro­wie po­zwa­la­ło – mógł być w każ­dej chwi­li od­wo­ła­ny z urlo­pu i po­wo­ła­ny do ar­mii (np. w 1849 w cza­sie kam­pa­nii wę­gier­skiej czy woj­ny krym­skiej 1853-1855); za­cho­wa­nie tzw. praw sta­nu da­wa­ło moż­ność uzy­ska­nia awan­su na ofi­ce­ra i po­wro­tu do oj­czy­zny; w wie­lu wy­ro­kach tych lat na­po­ty­ka­my jed­nak za­strze­że­nie o obo­wiąz­ku od­by­cia dzie­się­cio­let­niej służ­by w ar­mii „po uzy­ska­niu stop­nia ofi­cer­skie­go”. Wcie­le­nie do Kor­pu­su Kau­ka­skie­go lub Oren­bur­skie­go mia­ło cha­rak­ter am­bi­wa­lent­ny: ozna­cza­ło udział w po­sze­rza­niu ob­sza­rów Im­pe­rium Ro­syj­skie­go, a za­tem w pod­bi­ja­niu gó­ra­li i ple­mion azja­tyc­kich: je­dy­nie od­zna­cze­nie się w wal­kach z nimi przy­no­si­ło awan­se, or­de­ry (nie da­wa­no ich za nic…), a za­tem zgo­dę na dy­mi­sję i po­wrót do domu. O tej am­bi­wa­len­cji swej sy­tu­acji pi­sa­li z go­ry­czą wszy­scy pol­scy pa­mięt­ni­ka­rze – uczest­ni­cy owych walk. Oto naj­bar­dziej au­ten­tycz­ny, bo pi­sa­ny bez­po­śred­nio po bi­twie, frag­ment jed­ne­go z nie­opu­bli­ko­wa­nych li­stów pol­skie­go „kau­kaz­czy­ka”: „Krzyk, jęk, strza­ły obi­ja­ły się o uszy każ­de­go; wszyst­kich strach pa­nicz­ny opa­no­wał, my­śla­łem, że to już ko­niec świa­ta”. I wstrzą­sa­ją­cy fi­nał tego boju: „Kule, gra­na­ty, kar­ta­cze dru­zgo­czą ścia­ny sa­kiel; str­wo­że­ni bu­dzą się miesz­kań­cy: nim z bro­nią na ko­niu wy­bie­gli, już ko­za­cy do środ­ka za­gro­dy wle­cie­li, pie­cho­ta auł okrą­ży­ła. Wi­dzie­li zgu­bę gó­ra­le, każ­dy rzu­cił się wście­kle jak ty­grys, sam gi­nął z roz­pa­czy, ale nie gi­nął da­rem­nie, je­że­li nie wię­cej jed­ne­go przed sobą po­ło­żył. Ścię­ły się za­ja­dle obie stro­ny. […] Ko­bie­ty – do­tych­czas w od­wo­dzie – wzię­ły się już do bro­ni. […] Bie­gła przez dzie­dzi­niec rzad­ka u Czer­kie­sów pięk­ność, ślicz­na blon­dy­necz­ka, […] ale nie do­bie­gła, zła­pał ją Do­niec za wło­sy, dłu­gie, gę­ste, pięk­ne i z nią do sze­re­gów po­cwa­ło­wał. […] Le­d­wo wie­czo­rem skoń­czy­ła się spra­wa. Kie­dym się przy­pa­try­wał pięk­nym wło­som czter­na­sto­let­niej, ra­nio­nej bo­ha­ter­ki, bla­dym po­licz­kom ład­nej blon­dy­necz­ki, i ca­łej gro­ma­dzie jeń­ców, we­so­ły żoł­nierz niósł dum­nie w oby­dwóch rę­kach dwie gło­wy za­mor­do­wa­nych gó­ra­li: jed­na z nich była ojca uzden­ki – tak sama czar­no­oka z pła­czem wy­ję­cza­ła”6. (Do­daj­my, że opi­sy­wa­ne wal­ki to­czy­ły się w re­jo­nie Gro­zne­go). Rów­nież na li­nii oren­bur­skiej po­bie­ra­nie ja­sa­ku – da­ni­ny skła­da­nej przez pod­bi­te ple­mio­na tu­byl­cze Ro­sji, naj­czę­ściej w po­sta­ci fu­ter – od­by­wa­ło się czę­sto pod przy­mu­sem, z po­mo­cą woj­ska, nie­raz do­cho­dzi­ło do pa­le­nia i gra­bie­ży kir­gi­skich au­łów, kra­dzie­ży ich by­dła, co od­no­to­wał w swym dzien­ni­ku ksiądz Sie­ro­ciń­ski7.

Tego ro­dza­ju dy­le­ma­tów mo­ral­nych nie prze­ży­wa­li Po­la­cy wcie­le­ni do wojsk we­wnętrz­nych oraz do Kor­pu­su Sy­be­ryj­skie­go sta­cjo­nu­ją­ce­go na Sy­be­rii Wschod­niej, skąd do­tarł do nas nie­je­den prze­kaz o tym, że żoł­nie­rze nie tyl­ko nie miesz­ka­li w ko­sza­rach, ale na­wet cho­dzi­li po cy­wil­ne­mu, a utrzy­my­wa­li się (poza skrom­nym żoł­dem) z udzie­la­nych dzie­ciom i żo­nom miej­sco­wych dy­gni­ta­rzy oraz za­moż­nych ro­dzin ku­piec­kich lek­cji (m.in. ję­zy­ków ob­cych, ry­sun­ków, mu­zy­ki, tań­ca). Oczy­wi­ście do­ty­czy­ło to gro­na ze­słań­ców ma­ją­cych mi­ni­mal­ne choć­by wy­kształ­ce­nie lub zna­ją­cych do­brze ja­kieś rze­mio­sło. „Ulgi” wy­ni­ka­ły też z bra­ku bu­dyn­ków ko­sza­ro­wych, strasz­li­wej w nich cia­sno­ty: pa­mię­tać jed­nak na­le­ży, że ich opusz­cze­nie dla prze­cięt­ne­go chło­pa żoł­nie­rza mo­gło sta­no­wić by­najm­niej nie uła­twie­nie, lecz kło­pot, jak zna­leźć spo­sób za­rob­ko­wa­nia, by opła­cić kwa­te­rę.

Oto­czo­ny le­gen­dą Ro­man San­gusz­ko, któ­ry od­mó­wił zło­że­nia oświad­cze­nia, że przy­czy­ną jego przy­stą­pie­nia w 1831 roku do po­wsta­nia była roz­pacz po śmier­ci żony, zo­stał ska­za­ny w Ki­jo­wie po­cząt­ko­wo na osie­dle­nie z utra­tą praw sta­nu i ty­tu­łu ksią­żę­ce­go. Na­stęp­nie na roz­kaz cara wcie­lo­no go do woj­ska i przy­dzie­lo­no do 1. Sy­be­ryj­skie­go Ba­ta­lio­nu Li­nio­we­go, sta­cjo­nu­ją­ce­go w To­bol­sku. Służ­by jed­nak nie od­by­wał, miesz­kał w trzy­po­ko­jo­wym miesz­ka­niu, miał ko­nie, du­bel­tów­kę i fi­nan­so­wo po­ma­gał swym ro­da­kom. Oczy­wi­ście w po­rów­na­niu z pa­ła­cem w Sła­wu­cie była to nędz­na eg­zy­sten­cja. Li­to­gra­fie fran­cu­skie przed­sta­wia­ły go – wbrew fak­tom – jako przy­ku­te­go do tacz­ki ka­torż­ni­ka. W 1834 roku sam po­pro­sił o prze­nie­sie­nie na Kau­kaz, brał udział w kil­ku po­tycz­kach, w 1838 otrzy­mał Krzyż Świę­te­go Sta­ni­sła­wa i awans na pod­po­rucz­ni­ka, a w 1845 for­mal­ną dy­mi­sję z woj­ska i zgo­dę na po­wrót do kra­ju. Oczy­wi­ście ode­gra­ły tu rolę ro­dzin­ne kon­tak­ty w Pe­ters­bur­gu i tzw. wziąt­ki, któ­re na­der czę­sto w Ro­sji de­cy­do­wa­ły o ka­rze i o uła­ska­wie­niu. Wró­cił kom­plet­nie głu­chy, nie za­po­mniał jed­nak o to­wa­rzy­szach nie­wo­li, któ­rym nadal po­ma­gał.

Ska­za­ny na Sy­be­rię

Puł­kow­nik Piotr Wy­soc­ki, któ­ry sta­nął w War­sza­wie przed Naj­wyż­szym Są­dem Kry­mi­nal­nym, karę cięż­kich ro­bót8 od­by­wał w go­rzel­ni w Alek­san­drow­sku (76 km na pół­noc­ny za­chód od Ir­kuc­ka). Ra­zem z nim od czerw­ca 1835 roku – tak­że na mocy wy­ro­ku te­goż Sądu (zob. roz­dział III) – zna­lazł się tu­taj na ka­tor­dze Fran­ci­szek Mal­czew­ski. Po­tem do­łą­czy­li do nich spi­skow­cy okre­su mię­dzy­pow­sta­nio­we­go.

Ska­zy­wa­nych na ka­tor­gę (w ko­pal­niach, za­kła­dach i twier­dzach) są­dzo­no na pod­sta­wie ko­dek­su woj­sko­we­go. Na osie­dle­niu (z utra­tą praw sta­nu i kon­fi­ska­tą lub se­kwe­strem ma­jąt­ku albo bez tych do­dat­ko­wych ogra­ni­czeń) moż­na było się zna­leźć za­rów­no na mocy wy­ro­ku są­do­we­go, jak i w try­bie ad­mi­ni­stra­cyj­nym. Każ­da z wy­mie­nio­nych kar mia­ła swo­ją spe­cy­fi­kę, czę­sto wo­bec więź­niów „sta­nu gmin­ne­go” po­łą­czo­na była do­dat­ko­wo z karą chło­sty. Kara pał­ko­wa­nia, jako sa­mo­ist­na, mo­gła ozna­czać wy­rok śmier­ci, cze­go przy­kła­dy bę­dzie­my mie­li oka­zję po­znać. Jak wi­dzi­my, pra­wo prze­wi­dy­wa­ło bo­ga­ty ze­staw róż­no­rod­nych wy­ro­ków, tym­cza­sem w ów­cze­snej (i dzi­siej­szej) świa­do­mo­ści spo­łecz­nej każ­de ze­sła­nie ko­ja­rzo­no z ka­tor­gą na Sy­be­rii, a wszel­ką ka­tor­gę z cięż­ki­mi ro­bo­ta­mi w ko­pal­niach, w do­dat­ku z przy­ku­ciem do ta­czek. Na­wet w bio­gra­fiach za­miesz­cza­nych w po­waż­nych słow­ni­kach rzad­ko uda­je się zna­leźć in­for­ma­cję, na jaki ro­dzaj kary „prze­stęp­ca” zo­stał ska­za­ny.

Na­stęp­ny­mi ro­dza­ja­mi kar było osie­dle­nie i za­miesz­ka­nie (na Sy­be­rii lub w we­wnętrz­nych gu­ber­niach Ro­sji) po­łą­czo­ne za­wsze z do­zo­rem po­li­cyj­nym, czę­sto – ale nie za­wsze – z po­zba­wie­niem praw sta­nu i se­kwe­strem ma­jąt­ku (z ka­tor­gą nie­odmien­nie wią­za­ło się po­zba­wie­nie praw sta­nu oraz wszel­kich przy­wi­le­jów i kon­fi­ska­ta ma­jąt­ku).

A oto dane o oso­bach ska­za­nych przed 1831 ro­kiem i w okre­sie mię­dzy­pow­sta­nio­wym uzy­ska­ne na pod­sta­wie 2674 bio­gra­mów za­war­tych w słow­ni­ku bio­gra­ficz­nym pt. Ze­słań­cy pol­scy w Im­pe­rium Ro­syj­skim w pierw­szej po­ło­wie XIX wie­ku:

1. Jeń­ców 1812 r., do któ­rych nie do­tar­ła in­for­ma­cja o moż­li­wo­ści po­wro­tu do kra­ju, było w okre­sie mię­dzy­pow­sta­nio­wym na ze­sła­niu – 45 osób;

2. Uczest­ni­cy spi­sków sprzed 1831 roku (fi­lo­ma­ci, ucznio­wie z kó­łek pa­trio­tycz­nych, człon­ko­wie To­wa­rzy­stwa Pa­trio­tycz­ne­go) wię­zie­ni poza miej­scem za­miesz­ka­nia i ze­sła­ni – 65 osób;

3. Wcie­le­ni kar­nie do woj­ska ro­syj­skie­go za udział w po­wsta­niu li­sto­pa­do­wym, zna­ni z na­zwi­ska i miej­sca po­by­tu – 525 osób (w tym do rot aresz­tanc­kich 34 oso­by);

4. Ska­za­ni na ka­tor­gę za udział w po­wsta­niu li­sto­pa­do­wym – 289 osób;

5. Ska­za­ni na osie­dle­nie i za­miesz­ka­nie za udział w po­wsta­niu li­sto­pa­do­wym – 247 osób;

6. Wcie­le­ni kar­nie do woj­ska (głów­nie do kor­pu­sów spe­cjal­nych) za udział w spi­skach mię­dzy­pow­sta­nio­wych w kra­ju i za gra­ni­cą – 573 oso­by (w tym do rot aresz­tanc­kich 22 oso­by);

7. Ska­za­ni na ka­tor­gę za udział w spi­skach mię­dzy­pow­sta­nio­wych w kra­ju i za gra­ni­cą – 310 osób;

8. Ska­za­ni za to samo na osie­dle­nie lub za­miesz­ka­nie – 453 oso­by;

9. Wy­sła­ni za to samo do klasz­to­rów (czę­sto w głę­bi Ro­sji) – 62 oso­by;

10. Wy­sła­na do szpi­ta­la dla obłą­ka­nych – 1 oso­ba;

11. Brak ści­słych da­nych, gdzie lub kie­dy i za co zo­sta­li ze­sła­ni – 104 oso­by.

Z pew­no­ścią w da­nych tych są po­mył­ki, być może nie­je­den ze­sła­niec umknął z na­sze­go pola wi­dze­nia, jed­nak­że uzu­peł­nie­nia te nie zmie­nią w spo­sób za­sad­ni­czy li­czeb­no­ści pol­skich ze­słań­ców (poza wcie­lo­ny­mi do ar­mii ro­syj­skiej, o któ­rych wie­dza na­sza jest nadal nie­peł­na).

Przy­po­mi­na­jąc, co w pierw­szej po­ło­wie XIX stu­le­cia gro­zi­ło „pol­skim bun­tow­ni­kom”, war­to też wspo­mnieć, z po­wo­du ja­kich prze­wi­nień za ta­kie­go by­wa­ło się uzna­wa­nym. Oczy­wi­ście na pierw­szym miej­scu było uczest­nic­two w po­wsta­niu, „udział w bun­cie”, przy czym nie­ko­niecz­nie w ce­sar­stwie ro­syj­skim. Su­ro­wo ka­ra­no uciecz­ki „za kor­don”, a więc do Ga­li­cji czy za­bo­ru pru­skie­go i da­lej za gra­ni­cę oraz uczest­nic­two tam w „bun­tach”, np. pod­czas Wio­sny Lu­dów. Prze­stęp­stwem był tak­że sam za­miar udzia­łu w owych wy­pad­kach, na­wet je­śli do nie­go nie do­szło. Kary sy­pa­ły się na tych, któ­rzy „bun­tow­ni­kom” w ja­kiś spo­sób po­ma­ga­li, da­wa­li schro­nie­nie, żyw­ność, odzież itp. Wy­ro­ki za­pa­da­ły za przy­na­leż­ność do spi­sków i taj­nych kó­łek (choć­by o cha­rak­te­rze sa­mo­kształ­ce­nio­wym, co wią­za­ło się ści­śle z tzw. prze­stęp­stwa­mi czy­tel­ni­czy­mi, a więc czy­ta­niem, a co gor­sza, roz­po­wszech­nia­niem za­ka­za­nej li­te­ra­tu­ry) lub je­dy­nie za nie­do­nie­sie­nie o któ­rymś z ta­kich prze­stępstw (cha­rak­te­ry­stycz­ny jest przy­pa­dek ojca, któ­re­go ze­sła­no za nie­po­in­for­mo­wa­nie władz o tym, że jego syn przy­łą­czył się do „par­tii” za­liwsz­czy­ków i na­stęp­nie zbiegł). Moż­na było tra­fić na Sy­bir za „ob­ra­zę ma­je­sta­tu” (nie­przy­stoj­ne sło­wa pod ad­re­sem cara wy­po­wie­dzia­ne po pi­ja­ne­mu). Wresz­cie wy­sy­ła­no pre­wen­cyj­nie, w try­bie ad­mi­ni­stra­cyj­nym, naj­czę­ściej za „nie­pra­wo­myśl­ność pod wzglę­dem po­li­tycz­nym” albo „wro­gie uspo­so­bie­nie do pra­wo­wi­te­go rzą­du”, a tak­że „skłon­ność do awan­tur i nie­trzeź­wy tryb ży­cia” itd., itp. Do­dać wsze­la­ko na­le­ży, iż rów­nie su­ro­wo roz­pra­wia­no się z fał­szy­wy­mi do­no­si­cie­la­mi: sta­wa­li się ka­torż­ni­ka­mi na rów­ni z tymi, o któ­rych nic do­nieść nie zdo­ła­li: wła­dze za­in­te­re­so­wa­ne były w wy­kry­ciu praw­dzi­wych spi­sków i rze­czy­wi­stych uczest­ni­ków po­wstań, a nie w tra­ce­niu cza­su na wy­my­ślo­nych dla za­rob­ku do­mnie­ma­nych „bun­tow­ni­ków”. Wśród ze­słań­ców uwa­ża­nych za po­li­tycz­nych (tak­że przez współ­to­wa­rzy­szy wy­gna­nia) zna­la­zło się kil­ku ze­sła­nych na proś­bę ro­dzo­nej mat­ki lub ojca, któ­rym pro­ge­ni­tu­ra dała się nad­to we zna­ki. Czy wie­dzie­li o tym, za czy­ją spra­wą zna­leź­li się z dala od domu, i czy wró­ci­li skru­sze­ni – o tym akta mil­czą. Z fał­szy­wy­mi do­no­si­cie­la­mi nie cer­to­wa­no się: „ma­nia­kal­ny do­no­si­ciel” Jan Nim­ze, pod­da­ny pru­ski, po­cząt­ko­wo w War­sza­wie, po­tem urzęd­nik ko­mo­ry cel­nej w Ry­dze, wresz­cie w Gat­czy­nie, Biel­sku i Wil­nie, któ­ry za­sy­py­wał III Od­dział „zbęd­ny­mi” in­for­ma­cja­mi o spi­skach, zna­lazł się osta­tecz­nie w Szlis­sel­bur­gu; po­dob­nie Iwan Sher­wo­od, któ­ry za na­der ści­słe in­for­ma­cje o de­ka­bry­stach uzy­skał 8 lu­te­go 1826 roku od cara przy­do­mek „Wier­ny”, szyb­ko awan­su­jąc do stop­nia puł­kow­ni­ka, jed­nak­że już w 1833 roku za „fał­szy­wy do­nos” zo­stał po­sa­dzo­ny tak­że do Szlis­sel­bur­ga i do 1856 roku znaj­do­wał się pod do­zo­rem po­li­cyj­nym.

Jed­no jest pew­ne: wszyst­kie wy­ro­ki, kie­dy­kol­wiek i jak­kol­wiek były uza­sad­nia­ne i na jaki ro­dzaj kary wy­da­ne, ozna­cza­ły ode­rwa­nie od domu ro­dzin­ne­go, na­uki, co­dzien­nych za­jęć, czę­sto utra­tę ma­jąt­ku i praw sta­nu, wszyst­kie wią­za­ły się z kosz­ma­rem dro­gi do od­le­głych o ty­sią­ce ki­lo­me­trów miejsc. Dro­ga ta naj­bar­dziej za­pa­da­ła w pa­mięć, wy­da­wa­ła się więk­szo­ści ze­sła­nych praw­dzi­wym przed­pie­klem: czy to wów­czas, gdy pę­dzi­li ki­bit­ką, zda­ni na jej nie­wy­go­dy, no­cu­jąc na sta­cjach pocz­to­wych, czy też wę­dru­jąc pie­szo od eta­pu do eta­pu, nie­jed­no­krot­nie przy­wią­za­ni do jed­ne­go drą­ga lub łań­cu­cha, by za­po­biec uciecz­ce, w cięż­kich kaj­da­nach na no­gach… Rów­nież od kie­dy ru­szy­ła ko­lej że­la­zna i po­dróż od­by­wa­ła się czę­ścio­wo w jej wa­go­nach (w dru­giej po­ło­wie stu­le­cia tak­że to­wa­ro­wych, nig­dy jed­nak nie były za­tło­czo­ne po­nad mia­rę), po­tem zaś na po­wóz­kach lub pie­szo, cza­sa­mi dro­gą rzecz­ną, na pa­row­cach i cią­gnię­tych przez nie bar­kach, za­wsze pod eskor­tą – tę część losu ze­słań­cze­go wspo­mi­na­no z naj­więk­szą zgro­zą. Brud­ne, smro­dli­we „eta­py” i „pół­e­ta­py”, czy­li noc­le­gi w spe­cjal­nie do tego celu prze­zna­czo­nych wię­zie­niach, ro­ją­cych się od ro­bac­twa, to­wa­rzy­stwo kry­mi­na­li­stów, mor­der­ców i ra­bu­siów, sce­ny kłót­ni, or­gii i wrza­sku, za­pa­da­ły na za­wsze w pa­mięć. Było to jed­nak przed­pie­kle dzie­więt­na­sto­wiecz­ne – prze­stęp­cy po­li­tycz­ni na eta­pach i w wię­zie­niach prze­sył­ko­wych ko­rzy­sta­li z usług pra­czek i ku­cha­rek, naj­mo­wa­li też do po­sług więź­niów po­spo­li­tych, wy­cho­dzi­li – pod stra­żą – na za­ku­py do mia­sta itp.

Póź­niej­sze wa­run­ki od­by­wa­nia kary oka­zy­wa­ły się czę­sto już nie tak prze­ra­ża­ją­ce. Na­wet na ka­tor­dze – samo sło­wo bu­dzi­ło wszak prze­ra­że­nie – pol­scy ze­słań­cy nie byli dłu­go za­trud­nia­ni, o czym za­pew­nia­ją wszy­scy pa­mięt­ni­ka­rze. Ro­bo­ta przy prze­sie­wa­niu rudy czy w wa­rzel­niach soli i go­rzel­niach z re­gu­ły po kil­ku mie­sią­cach ustę­po­wa­ła – mimo naj­su­row­szych za­ka­zów – za­trud­nie­niu w kan­ce­la­riach, jak pod­ów­czas mó­wio­no: „przy pi­śmie”. W biu­rach róż­nych na­czel­ni­ków ze­słań­cy wy­peł­nia­li an­kie­ty – cza­sem o so­bie sa­mych! – i spo­rzą­dza­li prze­róż­ne spra­woz­da­nia. Do sto­lic było da­le­ko, a umie­ją­cych pi­sać i czy­tać na le­kar­stwo: do ko­palń i za­kła­dów ko­rzyst­niej było po­sy­łać więź­niów po­spo­li­tych. Twierdz na Sy­be­rii było mało, pod­le­ga­ły one ad­mi­ni­stra­cji woj­sko­wej. Tu­taj – po­dob­nie jak w woj­sku – moż­na było tra­fić na sa­dy­stę, jak opi­sy­wa­ny przez Fio­do­ra Do­sto­jew­skie­go i jego pol­skich współ­to­wa­rzy­szy Waś­ka Kriw­cow, bez­kar­nie znę­ca­ją­cy się nad pod­le­ga­ją­cy­mi mu więź­nia­mi w omskiej twier­dzy (zob. roz­dział XII).

Z re­gu­ły wy­kształ­ce­ni, zna­ją­cy ję­zy­ki obce pol­scy ka­torż­ni­cy i osie­dleń­cy byli do­brze wi­dzia­ni w do­mach miej­sco­wych dy­gni­ta­rzy i za­moż­nych kup­ców w cha­rak­te­rze na­uczy­cie­li ję­zy­ków, ry­sun­ków, mu­zy­ki, tań­ców; kie­ro­wa­li or­kie­stra­mi, da­wa­li kon­cer­ty itd. Do sto­li­cy było da­le­ko, re­wi­zo­rzy po­ja­wia­li się rzad­ko, a miej­sco­wa eli­ta za­in­te­re­so­wa­na, by ich dzie­ci zna­la­zły wy­kwa­li­fi­ko­wa­nych opie­ku­nów, któ­rzy za­pew­nią im wie­dzę umoż­li­wia­ją­cą zda­nie eg­za­mi­nów do gim­na­zjów i na wyż­sze uczel­nie. Po­dob­nie mimo za­ka­zów le­ka­rze zaj­mo­wa­li się prak­ty­ką me­dycz­ną, o ich umie­jęt­no­ściach krą­ży­ły le­gen­dy, na­czel­ni­cy zaś, zo­bo­wią­za­ni do prze­strze­ga­nia wy­da­wa­nych z cen­trum po­le­ceń, sami, a zwłasz­cza ich żony, wo­le­li za­się­gnąć po­ra­dy u pod­le­głe­go im dok­to­ra ka­torż­ni­ka z wyż­szym wy­kształ­ce­niem niź­li u miej­sco­we­go fel­cze­ra. Pa­trzy­li też przez pal­ce na roz­wi­ja­ną przez „prze­stęp­ców po­li­tycz­nych” dzia­łal­ność go­spo­dar­czą. Ka­torż­nik An­to­ni Be­au­pré za­rzą­dzał du­żym fol­war­kiem, w któ­rym za­trud­niał ko­le­gów ka­torż­ni­ków oraz żoł­nie­rzy, wpła­ca­jąc za ich pra­cę na­leż­ność do skar­bu pań­stwa, i miał roz­le­głą, do­cho­do­wą prak­ty­kę le­kar­ską. W pro­wa­dzo­nych ra­chun­kach skru­pu­lat­nie od­no­to­wy­wał też sumy wy­da­wa­ne na wód­kę i ła­pów­ki dla urzęd­ni­ków i po­li­cji. Mi­chał Gru­szec­ki – już nie jako ka­torż­nik, lecz osie­dle­niec – pro­wa­dził świet­nie pro­spe­ru­ją­cy fol­wark, tak­że ko­rzy­sta­jąc z pra­cy licz­nych ze­słań­ców chło­pów; po­ży­czał też pie­nią­dze na pro­cent i – jak ma­wia­no – cała oko­li­ca sie­dzia­ła u nie­go w kie­sze­ni. I nie były to fak­ty od­osob­nio­ne.

Kie­dy po­ja­wi­ły się – po­dob­nie jak za de­ka­bry­sta­mi – pol­skie żony i na­rze­czo­ne, po­wsta­ły pol­skie ogni­ska do­mo­we, przy któ­rych sa­mot­ni ze­słań­cy mo­gli ogrzać się, zna­leźć opie­kę w cho­ro­bie, spę­dzić ra­zem świę­ta re­li­gij­ne, zwłasz­cza Wi­gi­lię i Wiel­ka­noc, oraz na­ro­do­we (ob­cho­dzo­no uro­czy­ście dzień 3 maja, a tak­że 29 li­sto­pa­da, rocz­ni­cę śmier­ci Szy­mo­na Ko­nar­skie­go). Ra­do­śnie świę­co­no też imie­ni­ny w ro­dzi­nach, w Pol­skim Domu u An­to­nie­go Be­au­prégo, w mę­skim gro­nie u ko­narsz­czy­ka Ka­spra Masz­kow­skie­go.

Naj­do­tkli­wiej bo­wiem do­skwie­ra­ła tę­sk­no­ta za ro­dzin­nym do­mem, mie­sią­ca­mi opóź­nia­ją­ca się pod­le­ga­ła miej­sco­wej cen­zu­rze, a na­stęp­nie od­sy­ła­na do III Od­dzia­łu, ko­re­spon­den­cja, a co za tym idzie brak wia­do­mo­ści o bli­skich. Ka­torż­ni­cy byli po­zba­wie­ni moż­no­ści pi­sa­nia li­stów, znaj­do­wa­li jed­nak oka­zję, by prze­słać wia­do­mość o so­bie przez ko­le­gów osie­dleń­ców i ze­słań­cze żony, przede wszyst­kim An­to­nil­lę Rosz­kow­ską, nie bez ko­ze­ry zwa­ną „kró­lo­wą ner­czyń­ską”. De­ka­bry­sta Lo­rer za­pa­mię­tał po­stać sę­dzi­we­go pol­skie­go wy­gnań­ca, któ­re­go po­znał w Kur­ga­nie, w gu­ber­ni to­bol­skiej; za­py­ta­ny, cze­mu co rano spa­ce­ru­je tym sa­mym trak­tem, a nie wy­bie­ra in­nych ma­low­ni­czych oko­lic, od­parł: „Za każ­dym ra­zem, gdy spa­ce­ru­ję po tej dro­dze, ra­du­je mnie myśl, że choć­by o dwie wior­sty zbli­żam się do swo­ich…”9. Po­dzi­wia­jąc pięk­no kra­jo­bra­zów sy­be­ryj­skich, nie­ustan­nie po­rów­ny­wa­li je do oj­czy­stych, uko­cha­nych od dziec­ka. Wa­run­ki ży­cia z bie­giem cza­su sta­wa­ły się zno­śne, zwłasz­cza dla tych, któ­rym ro­dzi­ny po­ma­ga­ły ma­te­rial­nie. W do­mach ka­torż­ni­ków i osie­dleń­ców po­ja­wia­ły się spro­wa­dza­ne z Pe­ters­bur­ga for­te­pia­ny, gro­ma­dzo­no bo­ga­te księ­go­zbio­ry. Ka­torż­nik Ru­fin Pio­trow­ski, zna­ny pa­mięt­ni­karz, od­by­wa­ją­cy karę w go­rzel­ni pod Tarą w gu­ber­ni to­bol­skiej, po­wia­da: „Nig­dym w emi­gra­cji we Fran­cji tak wy­god­nie nie żył jak w Sy­be­rii [i tak ob­fi­cie nie ja­dał!]” (zob. roz­dział VI). A jed­nak – mimo to – wła­śnie on po sie­dem­na­stu mie­sią­cach w mia­rę wy­god­ne­go ży­cia zbiegł – i to z po­wo­dze­niem – tam, gdzie żyć bę­dzie mu trud­no i głod­no…

Sta­ni­sław Wi­śniew­ski, Ro­man Fran­kow­ski, Alek­san­der Aba­ka­no­wicz, Lu­cjan Wie­lo­byc­ki i Au­gust Kręc­ki w stro­jach ro­bo­czych do pra­cy w wa­rzel­ni soli

Oczy­wi­ście zda­rza­ły się przy­pad­ki nędz­ne­go we­ge­to­wa­nia, o któ­rym pi­szą w swych li­stach ze­słań­cy, uskar­ża­jąc się na szkor­but i inne cho­ro­by. Sta­ra­no się im do­po­móc, or­ga­ni­zu­jąc tzw. ogó­ły, kasy sa­mo­po­mo­cy, do któ­rych na­pły­wa­ły sys­te­ma­tycz­nie dary pie­nięż­ne i rze­czo­we z kra­ju10. Przy ogó­łach po­wsta­wa­ły też bi­blio­te­ki. Na­wet w woj­sku moż­na było tra­fić na nor­mal­nych do­wód­ców, ła­two go­dzą­cych się na wszel­kie ulgi, pa­trzą­cych przez pal­ce na ła­ma­nie prze­pi­sów, to­też ci spo­śród ska­za­nych, któ­rzy mie­li ja­kie ta­kie wy­kształ­ce­nie, byli tak­że naj­mo­wa­ni w cha­rak­te­rze na­uczy­cie­li, miesz­ka­li nie w ko­sza­rach, lecz w wy­na­ję­tych do­mach, a na Sy­be­rii Wschod­niej, jak świad­czą za­pi­sy w dzien­ni­kach ze­słań­czych, nie no­si­li na­wet mun­du­rów, lecz ubra­nia cy­wil­ne…

O nie­unik­nio­nych w sy­tu­acji cią­głe­go ob­co­wa­nia ze sobą kon­flik­tach ze­słań­cy tego okre­su pi­sa­li nie­chęt­nie, cza­sem tyl­ko echo ja­kichś nie­po­ro­zu­mień po­brzmie­wa w za­cho­wa­nych li­stach. W pa­mięt­ni­kach spra­wy te po­mi­ja­no mil­cze­niem: sami au­to­rzy two­rzy­li le­gen­dę pol­skich sy­bi­ra­ków nie­złom­nych, pra­wych, so­li­dar­nych, sta­no­wią­cych przy­kład nie­ugię­tej po­sta­wy i speł­nia­ją­cych mi­sję cy­wi­li­za­cyj­ną w za­póź­nio­nej w roz­wo­ju kra­inie ze­sła­nia. Le­gen­da ta w za­sa­dzie od­po­wia­da­ła praw­dzie: człon­ko­wie Sto­wa­rzy­sze­nia Ludu Pol­skie­go, ko­narsz­czy­cy, któ­rzy nada­wa­li ton w okre­sie mię­dzy­pow­sta­nio­wym, byli gro­nem nie­zwy­kłym, po­wią­za­nym wię­zia­mi przy­jaź­ni z ławy szkol­nej i związ­ka­mi ro­dzin­ny­mi, dba­li do prze­sa­dy o mo­ra­le ze­słań­ców, na­rzu­ca­jąc im ko­deks po­stę­po­wa­nia sfor­mu­ło­wa­ny na pi­śmie w sta­tu­tach swych or­ga­ni­za­cji, na któ­rych oży­wio­ną dzia­łal­ność wła­dze miej­sco­we pa­trzy­ły przez pal­ce. Nic dziw­ne­go, że po­zo­sta­wi­li po so­bie naj­lep­szą pa­mięć w miej­scach przy­mu­so­we­go po­by­tu. Nie zna­czy to jed­nak, by ży­cie pły­nę­ło im cał­ko­wi­cie bez­kon­flik­to­wo, o czym do­wia­du­je­my się po­śred­nio z li­stów, do­ku­men­tów urzę­do­wych, nig­dy ze wspo­mnień.

Więk­szość ska­za­nych w pierw­szej po­ło­wie XIX wie­ku mo­gła po­wró­cić – z nie­wiel­ki­mi wy­jąt­ka­mi (na­le­żał do nich np. ksiądz Piotr Ście­gien­ny, któ­re­go w dro­dze ła­ski prze­nie­sio­no je­dy­nie z Sy­be­rii Wschod­niej do Per­mu, a do oj­czy­zny wró­cił do­pie­ro w 1871 roku) – do kra­ju na mocy ma­ni­fe­stu ko­ro­na­cyj­ne­go Alek­san­dra II z 1856 roku. Je­dy­nie nie­licz­ni (jak np. ko­narsz­czyk Piotr Bo­row­ski) zde­cy­do­wa­li się po­zo­stać na miej­scu. Po­wrót do wy­śnio­nej oj­czy­zny nie za­wsze oka­zy­wał się tak ra­do­sny, jak tego ocze­ki­wa­no. Je­że­li nie wra­ca­ło się do swe­go ma­jąt­ku – choć­by nie­co pod­upa­dłe­go – lub nie uzy­ska­ło pra­cy na ko­lei czy w Or­dy­na­cji Za­moy­skich, gdzie naj­czę­ściej za­trud­nia­no by­łych wy­gnań­ców, mo­gło się oka­zać, że ro­dzi­na na wsi kle­pie bie­dę na ko­mor­nem, a przy­by­ły sta­ry oj­ciec sta­no­wi dla niej tyl­ko do­dat­ko­wy cię­żar. Stąd tyle roz­pacz­li­wych po­dań o za­po­mo­gi, ja­kie znaj­du­je­my w ar­chi­wach Ko­mi­sji Rzą­do­wej Spraw We­wnętrz­nych w War­sza­wie… A tak­że przy­pad­ki po­wro­tu na Sy­bir, gdzie moż­na było się ła­twiej urzą­dzić niż w oj­czyź­nie.

Le­d­wo za­koń­czy­ły się po­wro­ty uła­ska­wio­nych z mocy wspo­mnia­ne­go ma­ni­fe­stu, a już nowa fala ze­słań­ców wę­dro­wa­ła na pol­ski Sy­bir. Za­po­cząt­ko­wa­li ją uczest­ni­cy ma­ni­fe­sta­cji pa­trio­tycz­nych 1861 roku i człon­ko­wie pierw­szych taj­nych kó­łek z 1862 (więk­szość z nich sto­sun­ko­wo szyb­ko wró­ci­ła do do­mów). Po­tem na­stą­pi­ły ma­so­we, mó­wiąc współ­cze­snym ję­zy­kiem, de­por­ta­cje li­czą­ce już po­nad 40 ty­się­cy osób ska­za­nych na róż­ne for­my ze­sła­nia uczest­ni­ków zry­wu stycz­nio­we­go (za po­wsta­nie li­sto­pa­do­we i spi­ski mię­dzy­pow­sta­nio­we ze­sła­no oko­ło 1300 osób!). Po wy­bu­chu po­wsta­nia 22 stycz­nia 1863 roku i na po­cząt­ku jego trwa­nia sądy woj­sko­wo-po­lo­we sza­fo­wa­ły bar­dzo wy­so­ki­mi wy­ro­ka­mi: przede wszyst­kim karą śmier­ci przez roz­strze­la­nie lub po­wie­sze­nie oraz bez­ter­mi­no­wą ka­tor­gą. No­ta­be­ne pierw­sze szu­bie­ni­ce wznie­sio­no już w sierp­niu 1862 roku, za­wi­śli na nich Lu­dwik Ja­ro­szyń­ski, Lu­dwik Ryll i Jan Rzoń­ca, uczest­ni­cy nie­uda­nych za­ma­chów na wiel­kie­go księ­cia Kon­stan­te­go i Alek­san­dra Wie­lo­pol­skie­go. Ogó­łem z mocy wy­ro­ków są­do­wych stra­co­no za udział w po­wsta­niu 669 osób, nie li­cząc do­bi­ja­nych na polu wal­ki i mor­do­wa­nych w in­nych oko­licz­no­ściach. W okre­sie póź­niej­szym, kie­dy mi­nął pierw­szy szok wy­wo­ła­ny wy­bu­chem „bun­tu” (we­dle ofi­cjal­nej ter­mi­no­lo­gii), a wła­dze zda­ły so­bie spra­wę, że nie mogą roz­strze­lać czy po­wie­sić wszyst­kich bra­nych do nie­wo­li, wy­ro­ki – by tak rzec – ła­god­nia­ły. Jak po­stą­pić z za­trzy­my­wa­ny­mi, po­dej­rze­wa­ny­mi, wię­zio­ny­mi, jak roz­ła­do­wać ów nie­prze­wi­dzia­ny tłok w ka­za­ma­tach – na ten te­mat to­czy­ła się dys­ku­sja po­mię­dzy dy­gni­ta­rza­mi ota­cza­ją­cy­mi Alek­san­dra II – dys­ku­sja na­der in­te­re­su­ją­ca11, jako że ście­ra­ły się w niej róż­ne po­glą­dy na roz­wią­za­nie spra­wy pol­skiej. Naj­bar­dziej skraj­ny plan był re­pre­zen­to­wa­ny i prze­pro­wa­dza­ny kon­se­kwent­nie na tzw. Zie­miach Za­bra­nych przez Mu­raw­jo­wa-Wie­sza­tie­la. Poza karą śmier­ci (180 wy­ro­ków w Wi­leń­skim Okrę­gu Woj­sko­wym, któ­re­go był do­wód­cą; licz­ba znacz­na, je­śli wziąć pod uwa­gę ob­szar, na któ­rym to­czy­ły się wal­ki, i licz­bę za­an­ga­żo­wa­nych w nie osób) Mu­raw­jow wy­ko­rzy­sta! po­wsta­nie przede wszyst­kim do de­po­lo­ni­za­cji tych te­re­nów: pod­pi­su­jąc wy­ro­ki, nie za­po­mi­nał nig­dy o kon­fi­ska­cie ma­jąt­ku bądź o obo­wiąz­ku sprze­da­ży go w okre­ślo­nym, za­zwy­czaj krót­kim ter­mi­nie; w pod­le­głych mu gu­ber­niach, zwa­nych też pół­noc­no-za­chod­ni­mi, sto­so­wa­no też na­der czę­sto od­po­wie­dzial­ność zbio­ro­wą, wy­sy­ła­jąc z Gro­dzieńsz­czy­zny, Wi­leńsz­czy­zny oraz Ko­wieńsz­czy­zny całe za­ścian­ki i tzw. oko­li­ce (by­dło, drób itp. sprze­da­wa­no na li­cy­ta­cjach). Do naj­gło­śniej­szych na­le­ża­ły Ibia­ny, o któ­rych wspo­mi­na­ją pa­mięt­ni­ka­rze; np. Elż­bie­ta Ta­beń­ska12 spo­tka­ła część nie­szczę­snych ko­biet po­cho­dzą­cych z tej­że miej­sco­wo­ści wraz z dzieć­mi w dro­dze do Tom­ska – jej do­ce­lo­we­go punk­tu ze­sła­nia. W ta­kich przy­pad­kach chło­pi, prze­waż­nie anal­fa­be­ci, nie bar­dzo wie­dzie­li, za co zo­sta­li ze­sła­ni (naj­czę­ściej do gu­ber­ni sa­mar­skiej i tom­skiej) i za­sy­py­wa­li miej­sco­we wła­dze po­dyk­to­wa­ny­mi i pod­pi­sa­ny­mi krzy­ży­ka­mi po­da­nia­mi, iż cier­pią nie­win­nie, bo w żad­nym „bun­cie” udzia­łu nie bra­li, na co prze­waż­nie od­po­wie­dzi nie otrzy­my­wa­li.

W dru­giej po­ło­wie wie­ku XIX róż­no­rod­ność kar wzro­sła. Jak wspo­mnie­li­śmy, klę­ska po­wsta­nia stycz­nio­we­go do­pro­wa­dzi­ła do pierw­szej w dzie­jach ma­so­wej de­por­ta­cji jego uczest­ni­ków w głąb ce­sar­stwa. Kar­to­te­ka ze­słań­ców po­stycz­nio­wych li­czy 40 ty­się­cy na­zwisk13 i z pew­no­ścią nie ogar­nia jesz­cze wszyst­kich re­pre­sjo­no­wa­nych. Co cie­ka­we, ani Mi­ni­ster­stwo Spraw We­wnętrz­nych, ani III Od­dział Wła­snej JCMo­ści Kan­ce­la­rii nie po­sia­da­ły ści­słych da­nych o licz­bie ze­sła­nych za udział w po­wsta­niu stycz­nio­wym. Kie­dy w 1872 roku pró­bo­wa­no usta­lić, ile osób zna­la­zło się na osa­dze­niu, mu­sia­no ogra­ni­czyć się do da­nych sza­cun­ko­wych, mia­no­wi­cie do stwier­dze­nia, iż ze­sła­no oko­ło 40 ty­się­cy osób, z cze­go po­ło­wę na osa­dze­nie14. I jest to licz­ba naj­wy­raź­niej za­ni­żo­na.

Nie­ła­two było roz­mie­ścić taką masę wy­rwa­nych z oj­czy­stych do­mów lu­dzi. Na na­wał pra­cy i trud­no­ści ze zna­le­zie­niem kwa­ter, za­opa­trze­niem itp. skar­ży­li się na­czel­ni­cy gu­ber­ni i pod­le­gli im urzęd­ni­cy oraz po­li­cja i żan­dar­me­ria. Co wię­cej, z miej­sca sła­no roz­pacz­li­we ra­por­ty o wa­run­kach w wię­zie­niach, epi­de­miach, bra­ku żyw­no­ści itd. Pi­sa­no o tym nie tyl­ko w la­tach 1864-1866. W stycz­niu 1868 roku gu­ber­na­tor je­ni­sej­ski po­wia­da­miał III Od­dział, że „z par­tii zło­żo­nej ze 135 aresz­tan­tów pro­wa­dzo­nych na ka­tor­gę sied­miu zmar­ło, trzy­dzie­stu dzie­wię­ciu od­mro­zi­ło róż­ne czę­ści cia­ła, w tym czte­rech jest w sta­nie bez­na­dziej­nym, a je­den prze­padł bez wie­ści”. Jako przy­czy­nę po­da­wał nie tyl­ko sil­ny wiatr i mróz, lecz rów­nież brak odzie­ży i obu­wia, a tak­że je­dze­nia. Na miej­scu nie ma dla nich ani po­miesz­czeń, ani ja­kie­go­kol­wiek za­ję­cia, co zmu­sza ich do że­bra­ni­ny. Na sku­tek prze­peł­nie­nia rów­nież w szpi­ta­lu w Kra­sno­jar­sku prze­by­wa co naj­mniej trzy­stu cho­rych i wie­lu za­pa­dło na ty­fus15.

Kara wcie­le­nia do woj­ska prze­sta­ła od­gry­wać w dru­giej po­ło­wie XIX wie­ku rolę pierw­szo­pla­no­wą, zwłasz­cza po re­for­mie woj­sko­wej. Je­dy­nie na po­cząt­ku 1863 roku z Kró­le­stwa Pol­skie­go wcie­lo­no kar­nie do ar­mii ro­syj­skiej co naj­mniej trzy ty­sią­ce osób16; z Ziem Za­bra­nych było ich jesz­cze mniej.

Wy­ro­ki, ja­kie za­pa­da­ły w War­sza­wie, Wil­nie, Ki­jo­wie, a tak­że we Wło­dzi­mie­rzu, zwłasz­cza prze­wi­du­ją­ce karę cięż­kich ro­bót, nie li­czy­ły się z wa­run­ka­mi sy­be­ryj­ski­mi (nie było tu np. – poza Omskiem i Ust-Ka­mie­no­gor­skiem – pra­wie wca­le twierdz, a więk­szość ko­palń na ka­tor­dze ner­czyń­skiej wy­czer­pa­ła już swo­je za­so­by), spra­wia­ły więc wie­le kło­po­tu miej­sco­wym wła­dzom. Oto np. zbie­gły z go­rzel­ni w Alek­san­drow­sku (tak­że nie­czyn­nej) Pa­weł Fur­mań­ski, lat po­nad 50 – we­dle ry­so­pi­su – blon­dyn, oczy sza­re, wzro­stu 2 ar­szy­ny i 5 oraz 3/4 wer­sz­ka, nos dłu­gi, twarz wy­go­lo­na, na pra­wej ręce nie­wiel­kie bli­zny po ra­nach, wło­ścia­nin ze wsi Cha­łu­pa Wol­ska w Sie­radz­kiem, ska­za­ny w 1863 roku na 20 lat cięż­kich ro­bót w ko­pal­niach; po­nie­waż trzy­krot­nie pró­bo­wał uciec w dro­dze, a po raz czwar­ty z Alek­san­drow­ska, ukry­wa­jąc się jako urlo­po­wa­ny żoł­nierz pod na­zwi­skiem naj­pierw An­drze­ja Mar­cza­ka, po­tem Woj­cie­chow­skie­go. Uję­te­go ska­za­no tym ra­zem na bez­ter­mi­no­wą ka­tor­gę z przy­ku­ciem do ta­czek przez 3 lata; z War­sza­wy na Sy­bir od­je­chał ko­le­ją 16 grud­nia 1865 roku17. Na­stęp­nie dro­gę z To­bol­ska do Ir­kuc­ka od­był pie­szym eta­pem, z rzad­ka na pod­wo­dach; 31 lip­ca 1866 roku pie­szo w kaj­da­nach ode­sła­no go do Aka­tui. Na mocy ma­ni­fe­stu z 16 kwiet­nia 1866 karę zmniej­szo­no mu do 10 lat (!)18. 15 paź­dzier­ni­ka tego sa­me­go roku zna­lazł się na ka­tor­dze ner­czyń­skiej; tu­taj – jak wy­ja­śniał swym zwierzch­ni­kom ko­men­dant Ner­czyń­skich Za­kła­dów – nie było ro­bót „z przy­ku­ciem do tacz­ki”; po dłuż­szej wy­mia­nie ko­re­spon­den­cji 5 mar­ca 1867 roku ode­sła­no Fur­mań­skie­go do ka­ryj­skich ko­palń zło­ta19.

Na­pięt­no­wa­ny ka­torż­nik i na­rzę­dzie do pięt­no­wa­nia ska­zań­ców

Obok masy ka­torż­ni­ków – ska­zy­wa­nych na wszyst­kie trzy ro­dza­je cięż­kich ro­bót – znacz­na część po­wstań­ców, zwłasz­cza gmin­ne­go po­cho­dze­nia – tra­fia­ła te­raz do kom­pa­nii, zwa­nych w li­te­ra­tu­rze z ro­syj­ska ro­ta­mi aresz­tanc­ki­mi re­sor­tu cy­wil­ne­go. W ro­tach tych win­ni oni byli od­by­wać pra­ce przy­mu­so­we w ter­mi­nie prze­wi­dzia­nym w wy­ro­ku. Ist­nia­ła jesz­cze jed­na kara, nie­co ła­god­niej­sza, okre­śla­na jako pra­ce przy­mu­so­we przy ro­cie aresz­tanc­kiej (ska­za­nych na­zy­wa­no „przy­rot­ni­ka­mi” i wy­ko­ny­wa­li oni lżej­sze ro­bo­ty). Roty aresz­tanc­kie ist­nia­ły i daw­niej, ale w pierw­szej po­ło­wie XIX wie­ku od­by­wa­li w nich karę nie­mal wy­łącz­nie kry­mi­na­li­ści (zna­my je­dy­nie trzy­dzie­ści kil­ka przy­pad­ków wcie­la­nia uczest­ni­ków po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go do rot oraz dwu­dzie­stu dwóch spi­skow­ców, i to prze­waż­nie do rot in­ży­nie­ryj­nych). W 1863 roku roty aresz­tanc­kie re­sor­tu cy­wil­ne­go zor­ga­ni­zo­wa­no we wszyst­kich bez mała gu­ber­niach (tak­że w Kró­le­stwie Pol­skim – w Mo­dli­nie i Za­mo­ściu); licz­ba Po­la­ków w da­nej jed­no­st­ce nie po­win­na była – we­dle in­struk­cji – prze­kra­czać 20%, czy­li 200 pol­skich aresz­tan­tów w każ­dej ro­cie (dwu­dzie­sto­pro­cen­to­wa nor­ma obo­wią­zy­wa­ła tak­że w woj­sku i tam była su­ro­wo prze­strze­ga­na). Jed­nak­że z do­kład­nych, a nie wy­ryw­ko­wych in­for­ma­cji, ja­kie po­sia­da­my o dwóch ro­tach, ar­chan­giel­skiej i ka­zań­skiej, wy­ni­ka, że nie za­wsze za­le­ce­nia tego prze­strze­ga­no. Rota ar­chan­giel­ska li­czy­ła bez mała 800 osób, była naj­licz­niej­sza (prze­kra­cza­ła wie­lo­krot­nie prze­wi­dzia­ną dwu­dzie­sto­pro­cen­to­wą li­czeb­ność Po­la­ków) i naj­wię­cej o niej wie­my dzię­ki pa­mięt­ni­ko­wi Kon­stan­te­go Bo­row­skie­go20. W ro­cie ka­zań­skiej Po­la­ków było mniej i wła­dze zwierzch­nie mimo sprze­ci­wów do­ma­ga­ły się przy­ję­cia do­dat­ko­wych eks-po­wstań­ców, by nor­mę wy­peł­nić21. Z re­la­cji Bo­row­skie­go wy­ni­ka, że od­po­wied­niej pra­cy (poza od­śnie­ża­niem czy sprzą­ta­niem i roz­ma­ity­mi po­słu­ga­mi w dy­gni­tar­skich do­mach) nie było. Ska­za­ny sto­sun­ko­wo wcze­śnie au­tor nic nie wie­dział o cyr­ku­la­rzu z 22 czerw­ca 1864 roku22, po­le­ca­ją­cym wszyst­kich ska­za­nych na roty aresz­tanc­kie po upły­wie ter­mi­nu (czę­sto skra­ca­ne­go na mocy ła­ski ce­sar­skiej) wy­sy­łać na osa­dze­nie (wo­dwo­rie­ni­je) na Sy­be­rię. Ci, któ­rym kara skoń­czy­ła się wcze­śniej, po­wró­ci­li do domu. Bo­row­ski zna­lazł się na Sy­be­rii i uwa­żał to za sa­mo­wo­lę władz ar­chan­giel­skich.

Naj­cię­żej pra­co­wa­li wcie­le­ni do rot w Kur­sku i Orle, za­trud­nie­ni przy bu­do­wie po­łu­dnio­wej li­nii ko­lei że­la­znej, jed­nak­że i za­rob­ki były tu wyż­sze, to­też nie pro­te­sto­wa­no, gdy ter­min prac prze­dłu­ża­no, a część za­trud­nio­nych po za­koń­cze­niu kary sta­ra­ła się na­wet o po­zo­sta­nie w Ro­sji eu­ro­pej­skiej i otrzy­my­wa­ła na ogół zgo­dę na po­byt w gu­ber­ni wiac­kiej pod do­zo­rem po­li­cyj­nym. Po­zo­sta­li szli na Sy­be­rię na osa­dze­nie.

Ten nowy ro­dzaj kary – pra­wie nie­zna­ny do­tąd „prze­stęp­com po­li­tycz­nym”, jak na­zy­wa­no pol­skich bun­tow­ni­ków, w od­róż­nie­niu od „prze­stęp­ców sta­nu”, do któ­rych za­li­cza­no Ro­sjan – prze­wi­dzia­ny był tak­że dla sta­nów „nie­uprzy­wi­le­jo­wa­nych” i po­my­śla­ny jako spo­sób ko­lo­ni­za­cji sła­bo za­lud­nio­nych te­re­nów ce­sar­stwa; naj­wię­cej owych „osa­dzo­nych” zna­la­zło się w gu­ber­ni tom­skiej – tu­taj wy­sy­ła­no całe za­ścian­ki szla­chec­kie z ziem za­bra­nych, sto­su­jąc naj­czę­ściej od­po­wie­dzial­ność zbio­ro­wą: wy­star­czy­ło, by ktoś z za­ścian­ka zna­lazł się w od­dzia­le lub któ­raś z ro­dzin do­star­cza­ła pro­wian­tu czy fu­ra­żu po­wstań­com, a cały za­ścia­nek li­czą­cy kil­ka­na­ście ro­dzin wy­sy­ła­ny był na osa­dze­nie (do naj­gło­śniej­szych przy­pad­ków na­le­ża­ły wspo­mnia­ne wy­żej Ibia­ny, ale ta­kich sa­mych było o wie­le wię­cej). Osa­dze­nie nie prze­wi­dy­wa­ło po­wro­tu do kra­ju, ze­sła­nych nie obej­mo­wa­ły żad­ne amne­stie i uła­ska­wie­nia jed­nost­ko­we. (Choć spo­ty­ka­my się z wie­lo­ma przy­pad­ka­mi uzy­ska­nia przez chło­pów ska­za­nych na osa­dze­nie zgo­dy na po­wrót do stron ro­dzin­nych. Dla­cze­go jed­nym ka­te­go­rycz­nie od­ma­wia­no, a in­nym ze­zwa­la­no wró­cić, trud­no do­ciec. Za­pew­ne i tu ja­kąś rolę od­gry­wa­ły ła­pów­ki, ale nie mamy na to żad­nych do­wo­dów).

Ska­za­nych na osa­dze­nie na­le­żą­cych do sta­nu uprzy­wi­le­jo­wa­ne­go, sko­ro tyl­ko do­wie­dli szla­chec­kie­go po­cho­dze­nia, prze­no­szo­no na za­miesz­ka­nie pod do­zo­rem po­li­cji. Karę tę sto­so­wa­no tak­że w pierw­szej po­ło­wie XIX wie­ku. Na­le­ża­ła do naj­ła­god­niej­szych, zwłasz­cza gdy nie prze­wi­dy­wa­ła po­zba­wie­nia praw sta­nu 1 se­kwe­stru ma­jąt­ku (ist­nia­ło na to okre­śle­nie: ży­tjo), nie­co do­tkliw­sza, gdy ta­kie do­dat­ko­we szy­ka­ny wy­rok prze­wi­dy­wał (ży­tiel­stwo). Roz­róż­nie­nia tego prze­strze­ga­no przede wszyst­kim w Kra­ju Za­chod­nim, gdzie rzą­dził Mu­raw­jow-Wie­sza­tiel, w Kró­le­stwie ter­mi­no­lo­gii tej prak­tycz­nie nie uży­wa­no. Na za­miesz­ka­nie zsy­ła­no naj­czę­ściej w try­bie ad­mi­ni­stra­cyj­nym bądź na okre­ślo­ną licz­bę lat, bądź nie­kie­dy mgli­ście „do za­pro­wa­dze­nia spo­ko­ju w kra­ju”.

Kara osie­dle­nia (po­sie­le­ni­je) z re­gu­ły była wy­ni­kiem wy­ro­ku są­do­we­go (cza­sa­mi z okre­śle­niem licz­by lat, naj­czę­ściej bez­ter­mi­no­wo), rza­dziej na­stę­po­wa­ła w try­bie ad­mi­ni­stra­cyj­nym; sta­no­wi­ła tak­że kon­ty­nu­ację kar su­row­szych: po upły­wie ter­mi­nu kary cięż­kich ro­bót ka­torż­nik był prze­no­szo­ny na osie­dle­nie; do­pie­ro z osie­dle­nia mógł za­bie­gać o opusz­cze­nie Sy­be­rii i prze­nie­sie­nie do któ­rejś z we­wnętrz­nych gu­ber­ni ce­sar­stwa i zmia­nę kary na za­miesz­ka­nie, a na­stęp­nie o przy­wró­ce­nie praw sta­nu i zwol­nie­nie (po dwóch la­tach za­miesz­ka­nia w eu­ro­pej­skiej Ro­sji) – z do­zo­ru po­li­cyj­ne­go. Wresz­cie już z eu­ro­pej­skiej Ro­sji miał szan­se wró­cić do kra­ju. Za­le­ża­ło to za­rów­no od opi­nii władz miej­sco­wych, jak i zgo­dy władz da­nej gu­ber­ni, z któ­rej ze­sła­niec po­cho­dził. Do Kró­le­stwa Pol­skie­go wró­cić było ła­twiej, do Kra­ju Za­chod­nie­go znacz­nie trud­niej, za­zwy­czaj do­pie­ro po wie­lo­let­nim po­by­cie nad Wi­słą.

Wszyst­kie te ulgi nie na­stę­po­wa­ły me­cha­nicz­nie: wią­za­ły się one z ko­lej­ny­mi uła­ska­wie­nia­mi no­szą­cy­mi cha­rak­ter ogól­ny (ta­kich ma­ni­fe­stów i uka­zów, któ­re do­ty­czy­ły po­wstań­ców stycz­nio­wych, do­li­czy­li­śmy się w la­tach 1866-1883 dzie­wię­ciu23), a tak­że in­dy­wi­du­al­ny­mi ła­ska­mi ce­sar­ski­mi. Im czę­ściej krew­ni wno­si­li do sze­fa III Od­dzia­łu, do mi­ni­stra spraw we­wnętrz­nych i do pod­nóż­ka tro­nu proś­by o zła­go­dze­nie losu swych bli­skich, tym więk­sze mie­li oni szan­se na opusz­cze­nie Sy­bi­ru. Ci, o któ­rych nikt się nie upo­mi­nał, miesz­ka­ją­cy tam, gdzie dia­beł mówi do­bra­noc, da­le­ko od szla­ków ko­mu­ni­ka­cyj­nych, mo­gli na­wet nie wie­dzieć, do cze­go mają pra­wo. Przy­pad­ki ta­kie przy­ta­cza­my w po­szcze­gól­nych roz­dzia­łach. Wbrew po­wszech­nej opi­nii, iż ma­ni­fest z 15 maja 1883 roku po­ło­żył kres ze­sła­niom po­stycz­nio­wym, oka­za­ło się, że jesz­cze przez po­nad dzie­się­cio­le­cie od­by­wa­li karę w róż­nych miej­scach Im­pe­rium Po­la­cy – uczest­ni­cy po­wsta­nia 1863/1864. Do­pie­ro ma­ni­fest Mi­ko­ła­ja II z 14 li­sto­pa­da 1894 (ogło­szo­ny nie­mal od razu po śmier­ci Alek­san­dra III) i ko­lej­ny z 14 maja 1896 roku po­zwo­li­ły nie­do­bit­kom wy­gnań­ców stycz­nio­wych po­wró­cić do oj­czy­stych stron (poza ogrom­ną rze­szą tych, któ­rzy z roz­ma­itych przy­czyn po­zo­sta­li do­bro­wol­nie i na wpół do­bro­wol­nie w miej­scu swe­go za­miesz­ka­nia w ce­sar­stwie).

Zsył­ki po­stycz­nio­we były bez­sprzecz­nie punk­tem kul­mi­na­cyj­nym w hi­sto­rii dzie­więt­na­sto­wiecz­nych pol­skich do­świad­czeń sy­be­ryj­skich. O nich też naj­wię­cej pi­sa­no, mimo że utar­ło się prze­ko­na­nie, iż okre­sem naj­cięż­szym, naj­do­tkliw­szym były cza­sy mi­ko­ła­jow­skie (Mi­ko­łaj I pa­no­wał w la­tach 1825-1855). Ze­sła­nia po klę­sce po­wsta­nia stycz­nio­we­go sta­no­wi­ły je­dy­ny w XIX stu­le­ciu przy­pa­dek ma­so­wych de­por­ta­cji, bę­dą­cych istot­nym skład­ni­kiem po­li­ty­ki we­wnętrz­nej Im­pe­rium Ro­syj­skie­go ukie­run­ko­wa­nej na za­cho­wa­nie jego in­te­gral­no­ści.

Znacz­nie li­czeb­niej­sza po 1863 roku masa zsy­ła­nych i więk­sze zróż­ni­co­wa­nie spo­łecz­ne (było wśród nich spo­ro osób „gmin­ne­go po­cho­dze­nia” na­le­żą­cych choć­by do tzw. szty­let­ni­ków w po­li­cji na­ro­do­wej, wy­wo­dzą­cych się czę­sto z lum­pen­pro­le­ta­ria­tu i chło­pów, za­ła­twia­ją­cych przy oka­zji oso­bi­ste po­ra­chun­ki) spra­wi­ły, iż czę­ściej do­cho­dzi­ło wśród ze­słań­ców do kon­flik­tów – w prze­ci­wień­stwie do ich po­przed­ni­ków, któ­rzy sta­ra­li się prze­mil­czać wszyst­ko, co na­ru­sza­ło le­gen­dę so­li­dar­no­ści ze­słań­czej. Po­ko­le­nie stycz­nio­we da­wa­ło temu wy­raz w swych pa­mięt­ni­kach i li­stach. Wie­lu też spo­śród nich zna­la­zło się w cięż­kiej sy­tu­acji ma­te­rial­nej, zwłasz­cza gdy nie nad­cho­dzi­ła po­moc z domu. A z bie­giem lat kon­tak­ty z ro­dzi­ną ule­ga­ły roz­luź­nie­niu… Za­cho­wa­ne li­sty i wspo­mnie­nia za­wie­ra­ją licz­ne tego ro­dza­ju skar­gi. Su­ro­wiej w tym cza­sie prze­strze­ga­ne są przez ad­mi­ni­stra­cję za­ka­zy, choć i pod­ów­czas po­trze­by miej­sco­we czę­sto bra­ły górę i wie­lu ze­słań­ców po­stycz­nio­wych udzie­la­ło lek­cji, pra­co­wa­ło w roz­ma­itych biu­rach i kan­ce­la­riach, w pry­wat­nych przed­się­bior­stwach, do­ra­bia­jąc się nie­kie­dy spo­re­go ma­jąt­ku (szcze­gól­nie w ko­pal­niach zło­ta). Po­dob­nie jak w okre­sie po­przed­nim, naj­wy­bit­niej­si zaj­mo­wa­li się ba­da­nia­mi na­uko­wy­mi. Tak samo jak on­giś To­masz Zan w Oren­bur­gu, obec­nie Be­ne­dykt Dy­bow­ski i ota­cza­ją­cy go współ­pra­cow­ni­cy za­po­cząt­ko­wa­li po­waż­ne ba­da­nia nad fau­ną i flo­rą Baj­ka­łu i wnie­śli ogrom­ny – do­ce­nio­ny już przez współ­cze­snych – wkład w zba­da­nie i roz­wój cy­wi­li­za­cyj­ny ziem ich wy­gna­nia.

Za­rów­no w pierw­szej, jak i w dru­giej po­ło­wie XIX wie­ku naj­do­tkli­wiej od­czu­li swo­je ze­sła­nie „re­cy­dy­wi­ści”, wszy­scy uczest­ni­cy prób ucie­czek i spi­sków, po­czy­na­jąc od wspo­mnia­nej spra­wy omskiej (1833-1837), po­przez pró­bę uciecz­ki Pio­tra Wy­soc­kie­go i ko­le­gów w 1835 roku, po po­wsta­nie za­baj­kal­skie 1866 roku.

Dom ka­torż­ni­ka Wa­cła­wa La­soc­kie­go w Uso­lu

Wy­soc­ki zna­lazł się w jed­nym z naj­cięż­szych miejsc od­by­wa­nia ka­tor­gi – w Aka­tui, przez ja­kiś czas przy­ku­ty do tacz­ki, co na­le­ża­ło ra­czej do rzad­ko­ści, wbrew czar­nej le­gen­dzie Sy­bi­ru. Ale i on po ja­kimś cza­sie, choć ka­torż­nik, miał pod Aka­tu­ją wła­sne go­spo­dar­stwo i wy­ra­biał tam po­pu­lar­ne my­dło ze swy­mi ini­cja­ła­mi, któ­re roz­cho­dzi­ło się po ca­łej kra­inie ze­sła­nia (miał je pod Tarą w gu­ber­ni to­bol­skiej Ru­fin Pio­trow­ski). Uczest­ni­cy po­wsta­nia za­baj­kal­skie­go w czerw­cu 1866 roku (poza ska­za­ny­mi na śmierć czte­re­ma przy­wód­ca­mi) jako ostat­ni uzy­ska­li zgo­dę na po­wrót do kra­ju w koń­cu lat osiem­dzie­sią­tych i w dzie­więć­dzie­sią­tych. Nie­któ­rych z nich po­trak­to­wa­no jed­nak­że jak zwy­kłych kry­mi­na­li­stów i od­mó­wio­no w ogó­le pra­wa po­wro­tu do oj­czy­zny.

Co praw­da i tym ra­zem po­wro­ty do kra­ju wca­le nie były tak ra­do­sne, jak mo­gli się spo­dzie­wać ze­słań­cy stycz­nio­wi. Nie wi­ta­no ich by­najm­niej jak bo­ha­te­rów, sto­su­nek do wy­da­rzeń 1863/1864 roku był zróż­ni­co­wa­ny, a gło­sy kry­tycz­ne prze­wa­ża­ły. Jan Ci­szek z go­ry­czą wspo­mi­na, jak wi­ta­no go w 1866 roku po po­wro­cie do Kra­ko­wa: „Sy­bi­ra­ki idą, dzieg­ciem śmier­dzą!”. Inny pa­mięt­ni­karz koń­czy swo­je wspo­mnie­nia o po­by­cie na ze­sła­niu i po­wro­cie do kra­ju sło­wa­mi: „I tu się za­czę­ła moja praw­dzi­wa ka­tor­ga”24. Istot­nie, je­że­li po­wra­ca­ją­cy nie mie­li ja­kie­goś ma­jąt­ku albo ro­dzi­na za­gar­nę­ła ich do­bra (a i to się zda­rza­ło), je­że­li oka­zy­wa­ło się na wsi, że nikt na nich nie cze­kał, a ste­ra­ni wie­kiem byli tyl­ko dar­mo­zja­da­mi do wy­kar­mie­nia, sta­wa­li wo­bec trud­nych dy­le­ma­tów: co ro­bić? Nie­rzad­ko szli po pro­stu na że­bry… Miej­sco­we i cen­tral­ne wła­dze za­sy­py­wa­ne były proś­ba­mi o za­sił­ki, aż wresz­cie do­szło do tego, że zgo­dę na po­wrót wy­da­wa­no pod wa­run­kiem, że wy­jeż­dża­ją­cy (w od­róż­nie­niu od pierw­szej po­ło­wy XIX wie­ku, kie­dy to skarb po­kry­wał kosz­ta po­wrot­nej po­dró­ży) pod­pi­sze cy­ro­graf, iż nie bę­dzie się ubie­gał o żad­ną po­moc fi­nan­so­wą od skar­bu. Nie­któ­rzy, jesz­cze w sile wie­ku, jak Igna­cy Dry­gas, wy­jeż­dża­li na­wet na „sak­sy”. Wspo­mnie­nia swo­je Dry­gas za­koń­czył 5 maja 1892 roku zna­mien­ny­mi sło­wy: „I tak so­bie te­raz spo­koj­nie żyję, Boga chwa­lę, pra­cu­ję i cią­gle my­ślę, że mi Bóg jesz­cze do­żyć po­zwo­li tej chwi­li, gdy pol­skie­mu na­ro­do­wi bę­dzie le­piej i bę­dzie­my mo­gli każ­de­mu w oczy pa­trzeć, nie jak dziś, gdy każ­dy nami po­mia­ta”25. Od­zy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści jed­nak nie do­cze­kał, zmarł w 1906 lub 1907 roku u jed­nej ze swych có­rek w Niem­czech. Naj­uboż­si, a było ich nie­ma­ło, ko­rzy­sta­li z za­po­móg To­wa­rzy­stwa Wza­jem­nej Po­mo­cy Sy­bi­ra­ków dzia­ła­ją­ce­go we Lwo­wie i Kra­ko­wie jaw­nie, a pół­le­gal­nie w War­sza­wie. Nie­je­den znaj­do­wał schro­nie­nie na sta­re lata w kra­kow­skim przy­tu­li­sku. Do­pie­ro ci, któ­rzy do­ży­li od­zy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści, otrzy­ma­li woj­sko­we eme­ry­tu­ry, stop­nie ofi­cer­skie, spe­cjal­ne mun­du­ry, me­da­le, a nie­któ­rzy na­wet or­de­ry Vir­tu­ti Mi­li­ta­ri, ota­cza­ni byli czcią spo­łe­czeń­stwa i sta­li na ho­no­ro­wych miej­scach z oka­zji wszyst­kich uro­czy­sto­ści pań­stwo­wych. Ostat­ni z we­te­ra­nów prze­żył II woj­nę świa­to­wą i – jak do­no­si­ła pra­sa w 1949 roku – czyn­nie uczest­ni­czył w pe­ere­low­skich wy­bo­rach!

Na­stęp­na fala ze­słań – po stycz­nio­wej, któ­ra roz­cią­gnę­ła się na lata 1863-1870 – na­pły­nę­ła wraz z po­ja­wie­niem się dzia­ła­czy ro­syj­skie­go ru­chu na­rod­nic­kie­go, jego pol­skich uczest­ni­ków, wresz­cie kó­łek so­cja­li­stycz­nych, I i II Pro­le­ta­ria­tu, a w la­tach re­wo­lu­cji 1905 roku ogar­nę­ła ma­so­wo jej uczest­ni­ków, by zna­leźć swo­ją kon­ty­nu­ację – już w cał­ko­wi­cie od­mien­nej for­mie – w XX wie­ku, po 1917 roku.

Pa­mię­tać wsze­la­ko na­le­ży, że za pa­no­wa­nia Ro­ma­no­wów ze­sła­nie mia­ło za za­da­nie od­izo­lo­wać pol­skich „bun­tow­ni­ków” od resz­ty spo­łe­czeń­stwa i unie­moż­li­wić im od­dzia­ły­wa­nie na ro­da­ków, nig­dy zaś nie sta­wia­ło so­bie za cel eks­ter­mi­na­cji fi­zycz­nej przez wy­nisz­cza­nie gło­dem i nie­ludz­ki­mi wa­run­ka­mi eg­zy­sten­cji.

To­też zu­peł­nym nie­po­ro­zu­mie­niem jest okre­śla­nie oma­wia­ne­go tu sys­te­mu re­pre­sji „car­skim Gu­ła­giem”: pań­stwo ro­syj­skie w XIX wie­ku było mo­nar­chią au­to­kra­tycz­ną, ale nie mia­ło nic wspól­ne­go z sys­te­mem to­ta­li­tar­nym. Ce­lem ze­słań była izo­la­cja i re­so­cja­li­za­cja, a tak­że ko­lo­ni­za­cja bez­kre­snych te­re­nów Im­pe­rium: sko­ro uzna­no, iż są już lo­jal­ny­mi pod­da­ny­mi cara, ze­zwa­la­no im na po­wrót: naj­pierw z Sy­be­rii do tzw. gu­ber­ni we­wnętrz­nych, po­tem co­raz bli­żej ich stron oj­czy­stych, wresz­cie zsy­ła­nym z gu­ber­ni za­chod­nich ze­zwa­la­no na wy­jazd do Kró­le­stwa Pol­skie­go i do­pie­ro na sam ko­niec do ich miejsc za­miesz­ka­nia. Je­dy­nie księ­ży z opo­ra­mi wy­pusz­cza­no do kra­ju i czę­sto zda­rza­ło się, że znaj­do­wa­li się w skraj­nej nę­dzy26; za­zwy­czaj po ja­kimś cza­sie wy­jeż­dża­li oni do gu­ber­ni nad­bał­tyc­kich lub za gra­ni­cę, ale by­wa­ło i tak, iż śmierć za­sta­wa­ła ich w sę­dzi­wym wie­ku na ze­sła­niu. Nikt jed­nak nie zmu­szał ze­słań­ców do pra­cy po­nad siły, do­sta­wa­li nędz­ne – to praw­da – za­sił­ki, opła­ca­no im ko­mor­ne i da­wa­no pie­nią­dze na opał, nie wy­sy­ła­no do ko­lo­ni­zo­wa­nych bez­lud­nych re­gio­nów, w któ­rych wa­run­ki ży­cia urą­ga­ły wszel­kim nor­mom cy­wi­li­za­cyj­nym. Wła­dze do­sko­na­le wie­dzia­ły o zło­cie na Ko­ły­mie, lecz do­szły do wnio­sku, że za­pew­nie­nie tam ka­torż­ni­kom i osie­dleń­com zno­śnych wa­run­ków by­to­wych czy­ni to przed­się­wzię­cie nie­opła­cal­nym. Na­wet w Ja­ku­cji, któ­rą moż­na na­zwać „kar­ce­rem” Sy­be­rii, bo zsy­ła­no tam uwa­ża­nych za naj­bar­dziej nie­po­kor­nych ze­słań­ców po­stycz­nio­wych, nikt spo­śród 300 osób, któ­re tam pod­ów­czas tra­fi­ły, nie zgi­nął śmier­cią gło­do­wą, a wie­lu pro­si­ło – już po od­zy­ska­niu praw – o wy­jazd do tam­tej­szych ko­palń zło­ta w na­dziei, że zbi­ją tam ma­ją­tek. Do dziś żyje po­to­mek jed­ne­go z ta­kich uczest­ni­ków po­wsta­nia, któ­re­go stry­jecz­ny dzia­dek, Le­onard Mu-ra­nyi, wró­cił do Kra­ko­wa z do­rob­kiem po­zwa­la­ją­cym mu na zbu­do­wa­nie pierw­szej w tym mie­ście sto­lar­ni pa­ro­wej, bra­tu zaś umoż­li­wił przy­ję­cie do gro­na raj­ców kra­kow­skich. Trud­no so­bie wy­obra­zić, żeby ktoś z so­wiec­kie­go ła­gru wró­cił z nie­wiel­kim choć­by ma­jąt­kiem, ani też by kto­kol­wiek wła­śnie na Sy­be­rii zdo­był szli­fy na­uko­we, jak choć­by Be­ne­dykt Dy­bow­ski i jego współ­to­wa­rzy­sze ka­torż­ni­cy… A prze­cież wśród de­por­to­wa­nych w la­tach trzy­dzie­stych i czter­dzie­stych XX wie­ku Po­la­ków było wie­lu lu­dzi zdol­nych, wy­kształ­co­nych i uta­len­to­wa­nych. Ich po­ten­cjał mar­no­wa­no, eks­plo­atu­jąc do gra­nic moż­li­wo­ści w ko­pal­niach, przy wy­rę­bie lasu i temu po­dob­nych za­ję­ciach, i to w naj­strasz­niej­szych wa­run­kach, ja­kie so­bie tyl­ko moż­na wy­obra­zić.

– Zbie­go­stwo z miejsc od­osob­nie­nia, uciecz­ki „na wol­ność” to­wa­rzy­szy­ły ludz­ko­ści od nie­pa­mięt­nych cza­sów. Nie roz­mi­nie­my się za­pew­ne z praw­dą, twier­dząc, iż od­kąd utwo­rzo­no wię­zie­nia i za­czę­to w nich izo­lo­wać oraz wy­sy­łać do „miejsc bar­dziej lub mniej od­da­lo­nych” za­rów­no prze­stęp­ców po­spo­li­tych, jak i oso­by po­zo­sta­ją­ce w kon­flik­cie z wła­dzą, nie­prze­rwa­nie trwa­ły pró­by – uda­ne i nie­uda­ne – wy­rwa­nia się spod kon­tro­li i opusz­cze­nia miej­sca od­osob­nie­nia gdzie­kol­wiek by­ło­by ono urzą­dzo­ne: w wię­zien­nych bu­dyn­kach i na wol­nej prze­strze­ni, ogra­ni­czo­nych praw­dzi­wym mu­rem czy pło­tem lub nie­do­stęp­nych je­dy­nie z ra­cji swe­go po­ło­że­nia geo­gra­ficz­ne­go.

Wśród lu­dzi ska­za­nych na uwię­zie­nie – ze­sła­nie w róż­nych jego od­mia­nach – nie­zmien­nie znaj­do­wa­ły się jed­nost­ki, któ­re z ogra­ni­cze­niem swej wol­no­ści nie po­tra­fi­ły się po­go­dzić, któ­re bun­to­wa­ły się i mu­sia­ły, idąc za ja­kimś nie­po­ję­tym dla in­nych na­ka­zem we­wnętrz­nym, spo­so­bić się do uciecz­ki. Po­dej­mo­wa­ły je wie­lo­krot­nie i mimo naj­su­row­szych kar nie za­prze­sta­wa­ły my­śleć o wy­rwa­niu się z nie­wo­li. Gło­śne zbie­go­stwa, z pod­ko­pa­mi, he­li­kop­te­ra­mi i przy za­sto­so­wa­niu in­nych in­stru­men­tów naj­no­wo­cze­śniej­szej tech­ni­ki, są przed­mio­tem li­te­ra­tu­ry sen­sa­cyj­nej, fil­mów, se­ria­li te­le­wi­zyj­nych, a za­tem dzie­je „ucie­ki­nier­stwa” nie mają i nie będą mia­ły koń­ca.

W za­leż­no­ści od epo­ki i te­re­nu geo­gra­ficz­ne­go ko­lej­ne przy­pad­ki mają swo­ją spe­cy­fi­kę, choć sam fakt psy­chicz­nej nie­moż­no­ści po­go­dze­nia się z za­mknię­ciem, od­izo­lo­wa­niem od resz­ty świa­ta jest za­pew­ne w sen­sie psy­cho­spo­łecz­nym ana­lo­gicz­ny wszę­dzie. Od­daj­my jed­nak­że te spra­wy do roz­strzy­gnię­cia spe­cja­li­stom z za­kre­su psy­cho­lo­gii spo­łecz­nej. Przed­mio­tem na­szych roz­wa­żań po­zo­sta­je Ro­sja XIX stu­le­cia, pa­nu­ją­cy w niej sys­tem re­pre­sji wo­bec prze­ciw­ni­ków po­li­tycz­nych (do­ty­ka­ją­cy tak­że prze­stęp­ców po­spo­li­tych, któ­rych lo­sa­mi ża­den z hi­sto­ry­ków do­tąd się nie za­jął27) i nie­zwy­kłe w swych prze­ja­wach zbie­go­stwo z miejsc od­osob­nie­nia, przede wszyst­kim z Sy­bi­ru.

Zja­wi­sko to nig­dy nie przy­bra­ło cha­rak­te­ru ma­so­we­go. Po­dej­mo­wa­ły je jed­nost­ki lub gru­py za­chę­co­ne ich przy­kła­dem. Pró­by wy­rwa­nia się z nie­wo­li mia­ły miej­sce od nie­pa­mięt­nych cza­sów. Spo­śród nich naj­więk­szą sła­wę zdo­był nie­wąt­pli­wie Mau­ry­cy Be­niow­ski, gło­śny awan­tur­nik mię­dzy­na­ro­do­wy, uczest­nik kon­fe­de­ra­cji bar­skiej. To, co po niej na­stą­pi­ło, okre­ślić moż­na z pew­no­ścią jako pierw­szą tak li­czeb­ną zsył­kę pol­skich żoł­nie­rzy w głąb ce­sar­stwa ro­syj­skie­go.

Zyg­munt Fu­da­kow­ski, ze­sła­niec po­stycz­nio­wy, w asy­ście dwóch straż­ni­ków

Na­dzie­je na wy­do­sta­nie się spod car­skiej ku­ra­te­li ży­wi­li też z pew­no­ścią barsz­cza­nie, któ­rzy prze­cho­dzi­li na stro­nę Pu­ga­czo­wa.

Le­gen­da Be­niow­skie­go – spo­pu­la­ry­zo­wa­na dzię­ki wy­da­niu jego pa­mięt­ni­ków i li­te­ra­tu­rze ro­man­tycz­nej – przy­świe­ca­ła tym wszyst­kim dzie­więt­na­sto­wiecz­nym wy­gnań­com, któ­rzy snu­li pro­jek­ty ucie­czek i wie­rzy­li w ich re­al­ność, po­zwa­la­ła nie tra­cić na­dziei.

Więź­niom i ze­słań­com ko­ściusz­kow­skim po­zwo­lił wró­cić do oj­czy­zny – na prze­kór znie­na­wi­dzo­nej mat­ce Ka­ta­rzy­nie II – Pa­weł I. Jeń­cy z kam­pa­nii na­po­le­oń­skich, wy­pra­wy 1812 roku do Ro­sji, za­rów­no Fran­cu­zi, jak i Po­la­cy, osta­tecz­nie opu­ści­li Ro­sję – i to nie wszy­scy – dzię­ki uła­ska­wie­niom Alek­san­dra I.

Za każ­dym ra­zem ja­kaś ich część po­zo­sta­wa­ła na za­wsze w Ro­sji: jed­ni za­kła­da­li ro­dzi­ny, dru­dzy znaj­do­wa­li in­trat­ne za­ję­cie, jesz­cze in­nych nie cią­gnę­ła per­spek­ty­wa od­ra­bia­nia pańsz­czy­zny w kra­ju ro­dzin­nym. Sy­be­ria nie zna­ła wszak pod­dań­stwa, a zie­mi było tu pod do­stat­kiem. In­nym po pro­stu nie uda­ło się w porę wy­je­chać… Stąd też każ­de ko­lej­ne po­ko­le­nie pol­skich ze­słań­ców spo­ty­ka­ło w miej­scach od­osob­nie­nia – za i przed Ura­lem – swych po­przed­ni­ków z mi­nio­nych de­kad.

Po­wsta­nie Kró­le­stwa Kon­gre­so­we­go i nada­nie oktro­jo­wa­nej kon­sty­tu­cji 1815 roku zmie­ni­ło sy­tu­ację. Od­tąd, zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cym pra­wem, miesz­kań­cy tego pań­stew­ka po­łą­czo­ne­go unią per­so­nal­ną z Ro­sją – car Wszech­ro­sji ko­ro­no­wał się wszak­że na kró­la pol­skie­go – mie­li od­by­wać kary wy­łącz­nie we wła­snym kra­ju, nie mo­gli być zsy­ła­ni w głąb Im­pe­rium. Tak też się sta­ło z człon­ka­mi kó­łek spi­sko­wych, któ­ry­mi się za­jął Ni­ko­łaj No­wo­sil­cow, i człon­ka­mi To­wa­rzy­stwa Pa­trio­tycz­ne­go z Kró­le­stwa po­sta­wio­ny­mi przed Są­dem Sej­mo­wym, no­ta­be­ne na­der ła­god­nie prze­zeń po­trak­to­wa­ny­mi. In­a­czej rzecz się mia­ła z Po­la­ka­mi po­cho­dzą­cy­mi z tzw. Ziem Za­bra­nych: byli oni pod­da­ny­mi cara (a nie kró­la pol­skie­go) i obo­wią­zy­wa­ły ich pra­wa ce­sar­stwa, a nie kon­sty­tu­cja Kró­le­stwa. Dla­te­go też na ze­sła­niu sy­be­ryj­skim zna­leź­li się np. Se­we­ryn Krzy­ża­now­ski, któ­ry nig­dy z gu­ber­ni to­bol­skiej do domu nie po­wró­cił, zmarł po cięż­kiej cho­ro­bie na wy­gna­niu, czy Piotr Mo­szyń­ski – opie­kun ze­słań­ców – od­by­wa­ją­cy tak­że karę w Sy­be­rii Za­chod­niej, za­ło­ży­ciel bi­blio­te­ki do­stęp­nej dla wszyst­kich tam­tej­szych Po­la­ków, pro­tek­tor uta­len­to­wa­ne­go ar­ty­sty Igna­ce­go Cey­zy­ka, i inni.

Po­dob­nie pro­ces wi­leń­ski fi­lo­ma­tów i fi­la­re­tów, a tak­że zwią­za­nych z nimi po­śred­nio kó­łek uczniow­skich w Kiej­da­nach, Kro­żach, Swi­sło­czy za­owo­co­wał licz­ny­mi ze­sła­nia­mi w głąb ce­sar­stwa. Kary, ja­kie spa­dły na uczest­ni­ków, były zróż­ni­co­wa­ne: od ła­god­nych prze­no­sin na uni­wer­sy­tet w Ka­za­niu, któ­re za­pew­nia­ły nie­kie­dy moż­li­wość bły­sko­tli­wych ka­rier na­uko­wych, po­przez na­ucza­nie w ro­syj­skich szko­łach pro­win­cjo­nal­nych, po wię­zie­nie w Bo­bruj­sku (Cy­prian Jan­czew­ski), czy wresz­cie wy­sła­nie na ka­tor­gę ner­czyń­ską, gdzie ślad po nich za­gi­nął, jak to mia­ło miej­sce w przy­pad­ku Jana Mol­le­so­na czy Jó­ze­fa Tyra.

Osob­ną gru­pę sta­no­wi­li uzna­ni za naj­bar­dziej win­nych prze­wod­ni­cy du­cho­wi mło­dzie­ży wy­sła­ni na tzw li­nię oren­bur­ską: To­masz Zan do Oren­bur­ga, Jan Cze­czot – do Ufy, Jan Wit­kie­wicz i Adam Su­zin – do Or­ska, Wik­tor Iwasz­kie­wicz – do Tro­ic­ka, Aloj­zy Pie­ślak – do Wierch­nieu­ral­ska. Cze­czot, Su­zin i Zan zna­leź­li się – pod od­by­ciu kary wię­zie­nia w miej­sco­wych twier­dzach – na ze­sła­niu; ucznio­wie kro­scy, Iwasz­kie­wicz, Pie­ślak, Wit­kie­wicz, wcie­le­ni zo­sta­li do woj­ska do Spe­cjal­ne­go Kor­pu­su Oren­bur­skie­go.

Ogród spa­ce­ro­wy i ła­zien­ki do ką­pie­li so­lan­ko­wych w Uso­lu urzą­dzo­ne przez pol­skich ze­słań­ców

Jak się zda­je, w owym gro­nie wy­gnań­ców lat dwu­dzie­stych nie kieł­ko­wa­ły my­śli o uciecz­ce28. Do­mi­no­wa­ło ra­czej prze­świad­cze­nie o ko­niecz­no­ści god­ne­go prze­ży­cia trud­nych lat, za­ję­cia się po­ży­tecz­ną pra­cą w na­dziei, iż po­zwo­li ona w ja­kimś mo­men­cie „za­słu­żyć” na ła­skę ce­sar­ską i le­gal­ny po­wrót do kra­ju. W każ­dym ra­zie nie za­cho­wa­ły się żad­ne świa­dec­twa o snu­ciu przez nich ta­kich pla­nów, poza – być może – jed­nym Ja­nem Wit­kie­wi­czem, któ­re­go in­ten­syw­ne ucze­nie się „ję­zy­ków lud­no­ści miej­sco­wej, ko­czow­ni­czej, jak rów­nież ję­zy­ka per­skie­go, czę­ścio­wo arab­skie­go, a tak­że ję­zy­ka pusz­tu, któ­rym po­słu­gi­wa­ły się da­le­kie ludy afgań­skie”, po­zwa­la jego bio­gra­fo­wi przy­pusz­czać, iż skła­nia­ła go ku temu „wła­śnie myśl o uciecz­ce”29. Dal­sze losy Jana Wit­kie­wi­cza prze­ko­nu­ją, iż od ta­kie­go za­mia­ru – je­śli się w ogó­le z ta­ko­wym no­sił – od­stą­pił i wy­brał inną dro­gę: ka­rie­ry woj­sko­wej, świet­nie się za­po­wia­da­ją­cej, za­koń­czo­nej wsze­la­ko śmier­cią, naj­praw­do­po­dob­niej sa­mo­bój­czą, w nie­wy­ja­śnio­nych do dziś oko­licz­no­ściach. Dro­gę ka­rie­ry woj­sko­wej ob­ra­li tak­że dwaj jego ko­le­dzy, Iwasz­kie­wicz i Pie­ślak, obaj po­zo­sta­jąc na sta­łe w Ro­sji.

Sy­tu­acja ule­ga za­sad­ni­czej zmia­nie po klę­sce po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go i za­twier­dze­niu Sta­tu­tu Or­ga­nicz­ne­go. Wszy­scy prze­stęp­cy – po­spo­li­ci i po­li­tycz­ni – mo­gli być te­raz wy­wie­zie­ni z Kró­le­stwa dla od­by­wa­nia kary w głę­bi Im­pe­rium Ro­syj­skie­go. Pa­no­wa­nie dwóch ca­rów – de­spo­ty Mi­ko­ła­ja I i li­be­ral­ne­go Alek­san­dra II – to okres naj­licz­niej­szych wę­dró­wek pol­skich prze­stęp­ców po­li­tycz­nych na ze­sła­nie. I naj­licz­niej­szych prób – pod­ję­tych z róż­nym skut­kiem – wy­rwa­nia się z nie­wo­li. Po­świę­co­ne im zo­sta­ły ko­lej­ne roz­dzia­ły.

– War­to przy­po­mnieć, co gro­zi­ło ucie­ki­nie­rom poza nie­spo­dzian­ka­mi w dro­dze – spo­tka­nie z roz­bój­ni­ka­mi, z dra­pież­ni­ka­mi w la­sach, śmierć gło­do­wa lub za­mar­z­nię­cie. Ko­dek­sy – woj­sko­wy i cy­wil­ny – po­świę­ca­ły de­zer­te­rom i zbie­gom z ze­sła­nia spo­ro miej­sca, róż­ni­cu­jąc kary na wie­le spo­so­bów. Usta­wa o ze­słań­cach (włą­czo­na do XIV tomu zbio­ru praw) też o ucie­ki­nie­rach nie za­po­mi­na­ła.

W pierw­szej po­ło­wie XIX stu­le­cia przede wszyst­kim cze­ka­ła ich kara chło­sty, a na­stęp­nie sąd woj­sko­wy. Szły w ruch ba­to­gi i kije w ilo­ści od kil­ku­set do kil­ku ty­się­cy. Je­że­li tra­fio­no na słab­sze­go fi­zycz­nie i psy­chicz­nie, mo­gło to ozna­czać karę śmier­ci. 1 stycz­nia 1864 roku karę cięż­kiej chło­sty znie­sio­no, po­zo­sta­wia­jąc za­miast tego ró­zgi (do 50 dla osób cy­wil­nych, do 200 w woj­sku!) oraz od­da­nie pod sąd woj­sko­wy. Ten z ko­lei miał – tak jak i po­przed­nio – na­der sze­ro­kie peł­no­moc­nic­twa: mógł ska­zać na ka­tor­gę lub na osie­dle­nie w miej­scach od­le­głych, wcie­lić do ba­ta­lio­nów sta­cjo­nu­ją­cych na krań­cach ce­sar­stwa. Pra­wo­daw­ca pod­kre­ślał, że żad­na z de­zer­cji, choć­by naj­krót­sza, choć­by żoł­nierz sam zgło­sił się do swo­jej jed­nost­ki, nie może zo­stać bez­kar­na30

Nie mniej su­ro­wo ob­cho­dzo­no się z ucie­ki­nie­ra­mi z ze­sła­nia. Po­szcze­gól­ne pa­ra­gra­fy do­ty­czy­ły za­rów­no zbie­go­stwa z Sy­be­rii, jak i z we­wnętrz­nych gu­ber­ni, obej­mo­wa­ły wszyst­kie ka­te­go­rie ska­zań­ców, od ka­torż­ni­ków po osie­dleń­ców: im wyż­szą od­by­wał karę, tym wię­cej do­dat­ko­wych lat cięż­kich ro­bót czy osie­dle­nia miał szan­sę otrzy­mać. Dzie­siąt­ki pa­ra­gra­fów nie tyl­ko okre­śla­ły szcze­gó­ło­wo wy­miar kary, ale wpro­wa­dza­ły do­dat­ko­wo roz­róż­nie­nia: im czę­ściej ob­wi­nio­ny po­dej­mo­wał pró­by uciecz­ki, tym su­ro­wiej go trak­to­wa­no (do­ty­czy­ło to i chło­sty, kie­dy jesz­cze była naj­czę­ściej sto­so­wa­nym spo­so­bem wy­cho­wy­wa­nia prze­stęp­ców wszel­kie­go ro­dza­ju, i lat ka­za­ma­tów, cięż­kich ro­bót itd.). Wpro­wa­dzo­ny w „Usta­wie o ze­słań­cach”81 – i obo­wią­zu­ją­cy nadal – po­dział na uciecz­kę i od­da­le­nie się bez ze­zwo­le­nia (otłucz­ka biez do­zwo­le­ni­ja) wpro­wa­dzał moż­li­wość trak­to­wa­nia zbie­gów w za­leż­no­ści od tego, na jaką od­le­głość zdo­ła­li uciec, na jak dłu­go (kil­ka dni czy mie­się­cy) się od­da­li­li od miej­sca sta­łe­go po­by­tu, czy było to prze­wi­nie­nie po­peł­nio­ne pierw­szy raz czy ko­lej­ne. Umoż­li­wia­ło to miej­sco­wym wła­dzom pew­ną do­wol­ność w wy­mie­rza­niu kar, a ta­koż uła­twia­ło ła­pow­nic­two: na­le­ży to brać pod uwa­gę, kie­dy na­po­ty­ka­my róż­ne trak­to­wa­nie zbie­gów, któ­rzy po­peł­ni­li iden­tycz­ne prze­stęp­stwo. Trud­no na­wet stre­ścić sen­sow­nie wszyst­kie te pa­ra­gra­fy, za­ję­ło­by to zbyt wie­le miej­sca: po­zo­sta­je więc je­dy­nie stwier­dzić, że kary – zwłasz­cza dla ka­torż­ni­ków – były bar­dzo su­ro­we, a na po­bła­ża­nie mo­gło li­czyć nie­wie­lu.

Wy­pa­da jesz­cze wspo­mnieć o zja­wi­sku, któ­re w ja­kimś stop­niu wią­za­ło się ze zbie­go­stwem, mia­no­wi­cie o za­mia­nie per­so­na­lia­mi, któ­re bądź mia­ło na celu od­mia­nę sta­tu­su ze­słań­ca (np. z ka­torż­ni­ka na osie­dleń­ca), bądź po­zwa­la­ło mu ła­twiej znik­nąć, roz­pły­nąć się w ma­sie prze­stęp­ców po­spo­li­tych. Za­mia­na – za któ­rą tak­że gro­zi­ły kary zróż­ni­co­wa­ne – do­ko­ny­wa­ła się naj­czę­ściej za pie­nią­dze lub inne wa­lo­ry (do­bre ubra­nie itp.), czę­sto nie zna­my ani ceny, ani po­wo­du trans­ak­cji. Ujaw­nia­no ta­kie przy­pad­ki albo wsku­tek zbie­gu oko­licz­no­ści, albo kie­dy ukry­wa­ją­cy się pod cu­dzym na­zwi­skiem do­cho­dził do wnio­sku, że na za­mia­nie prze­grał, np., jako pod­da­ny au­striac­ki czy pru­ski stra­cił moż­li­wość po­wro­tu do domu. Uzna­li­śmy jed­nak, że szcze­gó­ło­we omó­wie­nie na­wet naj­cie­kaw­szych przy­pad­ków nad­to po­sze­rzy­ło­by ob­ję­tość książ­ki.

Jed­no jest pew­ne: de­cy­du­ją­cy się na uciecz­kę – zbio­ro­wą czy in­dy­wi­du­al­ną – do­sko­na­le wie­dzie­li, co im gro­zi. Wię­cej na­wet: jak wy­ni­ka ze wspo­mnień, dłu­go jesz­cze ży­wi­li prze­świad­cze­nie, że cze­ka­ją ich – jak daw­niej – i ba­to­gi, i wie­lo­let­nia ka­tor­ga.

By­ło­by błę­dem są­dzić, że ucie­ki­nie­rów i bun­tow­ni­ków spo­łecz­ność ze­słań­cza trak­to­wa­ła jak bo­ha­te­rów. W okre­sie, o któ­rym mowa, wśród pol­skich „sy­bi­ra­ków” moż­na wy­róż­nić – i sta­rać się zro­zu­mieć – kil­ka cha­rak­te­ry­stycz­nych po­staw:

Pierw­sza – naj­bar­dziej roz­po­wszech­nio­na – na­ka­zy­wa­ła czyn­ne przy­sto­so­wa­nie: zna­leźć w no­wych wa­run­kach taki mo­dus vi­ven­di, któ­ry po­zwa­lał­by na moż­li­wie naj­bar­dziej nie­za­leż­ne by­to­wa­nie, po­łą­cze­nie za­jęć za­rob­ko­wych i za­spo­ka­ja­nia po­trzeb du­cho­wych z za­kro­jo­ną na szer­szą ska­lę po­mo­cą dla in­nych. Sy­bi­ra­cy prze­stęp­cy po­li­tycz­ni byli pierw­szy­mi au­ten­tycz­ny­mi spo­łecz­ni­ka­mi, or­ga­nicz­ni­ka­mi pa­trio­ta­mi prze­świad­czo­ny­mi o swej mi­sji; ich god­ne za­cho­wa­nie, wie­dza, pra­co­wi­tość i uczci­wość sta­no­wić mia­ły wzo­rzec dla in­nych, bu­dzić sza­cu­nek miej­sco­wej lud­no­ści i zwierzch­ni­ków. Ju­lian Sa­biń­ski, wy­ra­ża­jąc się w swym dzien­ni­ku z apro­ba­tą o ko­le­gach za­baj­kal­skich: „Żyją w zgo­dzie, pra­cu­ją po­ży­tecz­nie, wspie­ra­ją się na­wza­jem, naj­lep­szy duch wszyst­kich oży­wia i sza­no­wa­ni są w ca­łej oko­li­cy”32, wy­jąt­ko­wo cel­nie okre­ślał za­sad­ni­cze ele­men­ty tej po­sta­wy. On też – naj­peł­niej ucie­le­śnia­ją­cy taki mo­del za­cho­wa­nia – z sa­tys­fak­cją od­no­tu­je na­pis na jed­nym z na­grob­ków po­cho­wa­nych w Ir­kuc­ku ko­narsz­czy­ków:

„Stój, prze­chod­niu, i uczcij proch, co tu spo­czy­wa:

Cno­ta w oko­wach – to cno­ta praw­dzi­wa”33.

Po­dob­ny sto­su­nek do wy­gnań­czej rze­czy­wi­sto­ści daje się bez tru­du za­uwa­żyć wśród ze­słań­ców po­stycz­nio­wych. Da­wał jej wy­raz Ja­kub Gieysz­tor i wie­lu in­nych. Oczy­wi­ście nie na­le­ży przy­my­kać oczu na spo­re gro­no ze­słań­ców, zwłasz­cza po­stycz­nio­wych, nie­prze­strze­ga­ją­cych owych za­sad, pi­ją­cych na umór, wsz­czy­na­ją­cych awan­tu­ry, oskar­ża­nych nie­bez­pod­staw­nie o kra­dzie­że i po­waż­niej­sze prze­stęp­stwa kry­mi­nal­ne. Nie oni jed­nak na szczę­ście kształ­to­wa­li opi­nię o pol­skich wy­gnań­cach.

Po­sta­wa dru­ga – kon­tem­pla­cyj­no-fi­lo­zo­ficz­na – wy­ra­sta­ła z uzna­nia Sy­be­rii za szko­łę cha­rak­te­ru, da­ją­cą nie­ogra­ni­czo­ne moż­li­wo­ści do­sko­na­le­nia we­wnętrz­ne­go. Jej wy­kład­nię wy­ra­ża naj­le­piej list An­to­nil­li Rosz­kow­skiej, żony ko­narsz­czy­ka Adol­fa, jed­nej z naj­pięk­niej­szych po­sta­ci ko­bie­cych, na­zy­wa­nej nie bez ko­ze­ry „kró­lo­wą ner­czyń­ską”, do ro­dzi­ców po­zba­wio­ne­go pra­wa ko­re­spon­den­cji ka­torż­ni­ka Alek­san­dra Bie­liń­skie­go, któ­ry tak zo­stał przez nią scha­rak­te­ry­zo­wa­ny: „nie szem­rze prze­ciw­ko woli Bo­żej, zga­dza się z lo­sem. Czas swe­go wy­gna­nia przy­wykł uwa­żać wzglę­dem sie­bie za to, czym w daw­nych cza­sach dla po­boż­nych lu­dzi było prze­by­wa­nie na pu­sty­ni – cza­sem wy­tę­pie­nia wad, utwier­dze­nia się w do­brem, cza­sem wzro­stu w du­cho­wą po­tę­gę”34. Owe po­go­dze­nie się z lo­sem, do­sko­na­le­nie we­wnętrz­ne i czy­nie­nie do­bra nie ozna­cza­ło za­apro­bo­wa­nia nie­wo­li, było jej za­prze­cze­niem, o czym prze­ko­nu­ją ko­le­je ży­cia księ­dza Krzysz­to­fa Szwer­nic­kie­go, któ­ry ska­za­ny w 1850 roku na za­miesz­ka­nie w gu­ber­ni ir­kuc­kiej nie sko­rzy­stał z amne­stii 1856 roku, po­zo­stał do­bro­wol­nie na Sy­be­rii i był do sa­mej śmier­ci w 1894 roku pro­bosz­czem pa­ra­fii ir­kuc­kiej, oraz przy­szłe­go bło­go­sła­wio­ne­go ojca Ra­fa­ła, Jó­ze­fa Ka­li­now­skie­go, ska­za­ne­go w 1864 na 10 lat ka­tor­gi w twier­dzach, już na ze­sła­niu oto­czo­ne­go po­wszech­ną czcią, o któ­rym „sami Mo­ska­le mó­wi­li, że to świę­ty Po­lak”35.

Po­sta­wa trze­cia – to nie­ustan­ny bunt prze­ciw­ko prze­mo­cy, nie­po­go­dze­nie się z lo­sem, snu­cie ma­rzeń o ko­lej­nym po­wsta­niu zbroj­nym, pró­by wcie­la­nia w ży­cie pro­jek­tów wy­do­sta­nia się z nie­wo­li, or­ga­ni­zo­wa­nie ucie­czek zbio­ro­wych i in­dy­wi­du­al­nych. Prze­ja­wia­ła się wszę­dzie: w woj­sku i ro­tach aresz­tanc­kich, na ka­tor­dze i na osie­dle­niu, od razu na po­cząt­ku, już w dro­dze na ze­sła­nie, i po la­tach, nie­mal do ostat­nie­go tchnie­nia ży­cia, pod prze­moż­nym pra­gnie­niem zło­że­nia swych ko­ści w oj­czyź­nie.

Ta ostat­nia po­sta­wa nie tyl­ko nie była po­wszech­na, ale spo­ty­ka­ła się wśród przed­sta­wi­cie­li dwóch pierw­szych z wy­raź­ną dez­apro­ba­tą.

Uwa­ża­no – nie bez pod­staw – że każ­da taka pró­ba, nie­za­leż­nie od jej wy­ni­ku, po­wo­du­je je­dy­nie wzrost re­pre­sji, po­czy­ty­wa­na była naj­czę­ściej za awan­tur­nic­two, nie­po­trzeb­ne na­ra­ża­nie sie­bie i in­nych. Po do­świad­cze­niach spi­sku omskie­go Bro­ni­sław Za­le­ski z sa­tys­fak­cją kon­sta­to­wał, że z bie­giem cza­su wśród ze­słań­ców „miej­sce awan­tur­ni­czych nie­raz i roz­pa­czą na­tchnio­nych pro­jek­tów za­stę­po­wał po­waż­niej­szy po­gląd na po­ło­że­nie i obo­wiąz­ki”36.

Szy­mon To­ka­rzew­ski z ko­lei uwa­żał zbie­go­stwo za po­stę­pek nie­mo­ral­ny z ra­cji tego, że ucie­ki­nie­ra w jego prze­ko­na­niu cze­kał z re­gu­ły los włó­czę­gi, nie­god­ny pol­skie­go ze­słań­ca. Włó­czę­go­stwo w Ro­sji było zja­wi­skiem je­dy­nym w swo­im ro­dza­ju i mia­ło ono rze­czy­wi­ście cha­rak­ter ma­so­wy. „Nie­po­mni imie­nia i na­zwi­ska” (nie­po­mniasz­czi­je), nie­ma­ją­cy domu ani ro­dzi­ny, z wio­sną ma­so­wo po­rzu­ca­li miej­sca od­osob­nie­nia (cho­ciaż włó­czę­go­stwo było w Ro­sji ka­ra­ne) i wę­dro­wa­li po kra­ju, ży­wiąc się, czym po­pad­nie. Chło­pi sy­be­ryj­scy wy­sta­wia­li dla nich je­dze­nie, by się uchro­nić przed ra­bun­kiem, nie za­wsze zresz­tą sku­tecz­nie. Spo­łecz­ność włó­czę­gów rzą­dzi­ła się wła­sny­mi pra­wa­mi, mia­ła swo­ją hie­rar­chię, swo­je oby­cza­je. Pol­scy zbie­go­wie sta­ra­li się je po­znać, by wy­ko­rzy­stać w po­trze­bie.

Wa­rzel­nie na Wiel­kiej wy­spie, Mała wy­spa i most łą­czą­cy obie wy­spy w Uso­lu. Wi­dać brzeg sta­łe­go lądu

Uciecz­kę Zyg­mun­ta Mi­ney­ki i Alek­san­dra Okiń­czy­ca, a tak­że kil­ka in­nych nie­uda­nych prób zbie­go­stwa Be­ne­dykt Dy­bow­ski tak sko­men­to­wał: „Co do mnie, to uzna­wa­łem nie bez ra­cji tych, co się od­wa­ży­li na uciecz­kę, za strasz­nych ego­istów, nie­dba­łych o to, że uciecz­ką swo­ją kom­pro­mi­tu­ją ko­le­gów, że na­ra­ża­ją po­zo­sta­łych na re­pre­sje ze stro­ny władz wię­zien­nych”37. Istot­nie uciecz­ka ta i fakt po­mo­cy otrzy­ma­nej w Per­mie (zob. roz­dział VIII) spo­wo­do­wa­ły za­rzą­dze­nie o wy­sie­dle­niu pol­skich ze­słań­ców w głąb gu­ber­ni, da­le­ko poza uczęsz­cza­ne szla­ki, co znacz­nie po­gor­szy­ło ich sy­tu­ację. Czę­ściej jed­nak nie tyle wpro­wa­dza­no nowe za­ostrzo­ne prze­pi­sy, co ści­ślej prze­strze­ga­no już ist­nie­ją­cych: za­my­ka­nia cel, zwięk­sza­nia eskor­ty, za­ka­zu miesz­ka­nia na kwa­te­rach itp. Po po­wsta­niu 1866 roku na trak­cie oko­ło­baj­kal­skim, po­wszech­nie przez więk­szość po­tę­pia­nym, Wa­cław La­soc­ki od­no­to­wał: „Ser­ca na­sze krwa­wi­ły się, bo­le­li­śmy nad lo­sem ko­le­gów, nie­mniej po­tę­piać mu­sie­li­śmy lek­ko­myśl­ny i bez­ce­lo­wy krok, któ­re­go na­stęp­stwem było zwięk­sze­nie cier­pień ca­łej masy wy­gnań­ców w gra­ni­cach Sy­be­rii Wschod­niej. Takt i roz­trop­ność na­sze­go ko­men­dan­ta [w Uso­lu] Tu­ro­wa spra­wi­ły, iż na­sze sto­sun­ki miej­sco­we nie ule­gły pra­wie zmia­nie, ale w in­nych miej­sco­wo­ściach do­stra­ja­no się szyb­ko do da­ne­go z Ir­kuc­ka ha­sła, by sto­pę po­la­ko­żer­stwa wzmoc­nić na wszyst­kich punk­tach”38.

Wy­mow­nym świa­dec­twem dro­bia­zgo­we­go za­ostrza­nia prze­pi­sów kon­tro­li nad ze­słań­ca­mi jest zna­le­zio­na przez Lu­dwi­kę Kasz­nic­ką – już po za­koń­cze­niu prac nad kar­to­te­ką ze­słań­ców XIX wie­ku – w ar­chi­wum III Od­dzia­łu Kan­ce­la­rii Wła­snej JCMo­ści ko­re­spon­den­cja w spra­wie „prze­ka­za­ne­go z Au­strii Sta­ni­sła­wa Ła­piń­skie­go zbie­głe­go z Ir­kuc­ka”39.

Jak wy­ni­ka z ra­por­tu do­wód­cy War­szaw­skie­go Okrę­gu Żan­dar­me­rii z 15 czerw­ca 1872 roku, za­trzy­ma­ny w Kra­ko­wie 5 czerw­ca 1872 bez do­ku­men­tów i od­da­ny 15 czerw­ca w punk­cie gra­nicz­nym Gra­ni­ca w ręce przed­sta­wi­cie­li władz ro­syj­skich, Ła­piń­ski ze­znał, że oj­ciec jego miał na imię Jan, że li­czy so­bie lat 28 i jest ro­dem z Włosz­czo­wej w Kie­lec­kiem, sta­nu miej­skie­go, że za udział „w bun­cie 1863 roku” w jed­nym z od­dzia­łów ska­za­no go na 12 lat cięż­kich ro­bót na Sy­be­rii; wy­sła­ny z War­sza­wy we wrze­śniu 1863 prze­by­wał w gu­ber­ni ir­kuc­kiej, skąd w sierp­niu 1869 wraz ze Sta­ni­sła­wem Do­bro­wol­skim i An­to­nim No­wic­kim zbiegł w cza­sie obia­du, ko­rzy­sta­jąc z tego, że nie za­ku­to ich w kaj­da­ny. „La­sa­mi i ścież­ka­mi” do­tarł w li­sto­pa­dzie lub grud­niu tego sa­me­go roku do Kra­ko­wa, gdzie otrzy­mał za­ję­cie ku­cha­rza w re­stau­ra­cji Woj­cie­cha Dry­lew­skie­go; w grud­niu 1871 prze­niósł się, tak­że jako ku­charz, do miesz­kań­ca Kra­ko­wa, nie­ja­kie­go Mar­kie­wi­cza. W po­nie­dzia­łek 5/17 czerw­ca na­stęp­ne­go roku za­trzy­ma­ła Ła­piń­skie­go po­li­cja kra­kow­ska i od­sta­wi­ła do gra­ni­cy. O lo­sach Do­bro­wol­skie­go i No­wic­kie­go nic mu nie było wia­do­mo. Ze­zna­nie pod­pi­sał trze­ma krzy­ży­ka­mi.

Na­stęp­ny ra­port do III Od­dzia­łu, no­szą­cy datę 19 czerw­ca 1872 roku, po­wia­da­miał, że po dro­dze do Bę­dzi­na, we wsi Niem­cy, Sta­ni­sław Ła­piń­ski, po­wie­rzo­ny opie­ce wło­ścia­ni­na Pio­tra We­lu­gi, zbiegł w nie­wia­do­mym kie­run­ku, za co We­lu­gę od­da­no pod sąd. Szcze­gó­ły uciecz­ki „prze­stęp­cy po­li­tycz­ne­go” opi­sa­no w uzu­peł­nia­ją­cym do­nie­sie­niu pod tą samą datą: „9 czerw­ca Ła­piń­ski prze­ka­za­ny zo­stał przez straż­ni­ka ziem­skie­go po­wia­tu bę­dziń­skie­go, Sier­gie­je­wa, na noc­leg soł­ty­so­wi wsi Niem­cy, któ­ry wy­zna­czył na straż­ni­ka wło­ścia­ni­na Pio­tra We­lu­gę. O pół­no­cy Ła­piń­ski po­pro­sił o wyj­ście na dwór za po­trze­bą. We­lu­ga wy­pu­ścił go, a sam po­wo­li po­szedł za nim. Ko­rzy­sta­jąc z tego oraz z noc­nych ciem­no­ści, Ła­piń­ski wy­mknął się do po­bli­skie­go la­sku i mimo wsz­czę­tych po­szu­ki­wań nie zo­stał schwy­ta­ny”.

Cmen­tarz w Uso­lu. Pol­skie gro­by

Sama hi­sto­ria tej uciecz­ki, jak­że po­dob­na do wie­lu in­nych, nie za­słu­gi­wa­ła­by na wzmian­kę w przed­mo­wie, gdy­by nie spo­wo­do­wa­ne nią cyr­ku­la­rze Mi­ni­ster­stwa Spraw We­wnętrz­nych. Pierw­szy, z po­ło­wy 1872 roku, pod­pi­sa­ny przez sa­me­go mi­ni­stra, ge­ne­ra­ła-ad­iu­tan­ta Alek­san­dra Ti­ma­sze­wa, przy­po­mi­nał w związ­ku z na­si­la­ją­cym się zbie­go­stwem „prze­stęp­ców po­li­tycz­nych” o nie­prze­strze­ga­nym cyr­ku­la­rzu MSW z 17 sierp­nia 1863 nr 137 w spra­wie roz­to­cze­nia ści­słej kon­tro­li nad oso­ba­mi wy­sła­ny­mi pod do­zór po­li­cji za prze­stęp­stwa po­li­tycz­ne; mi­ni­ster zwra­cał na­czel­ni­kom gu­ber­ni uwa­gę na ko­niecz­ność za­po­bie­że­nia uciecz­kom i za­le­cał w tym celu „albo zo­bo­wią­zać ze­słań­ców do mel­do­wa­nia się co­dzien­nie u na­czel­ni­ków po­li­cji albo też na­ka­zać urzęd­ni­kom po­li­cji czę­sto od­wie­dzać po­mie­nio­ne oso­by w ich miesz­ka­niach”, co umoż­li­wi przy­najm­niej „usta­le­nie fak­tu uciecz­ki we wła­ści­wym cza­sie”.

W ko­lej­nym cyr­ku­la­rzu, z 13 lu­te­go 1874 nr 20, czy­ta­my, co na­stę­pu­je:

„Do Mi­ni­ster­stwa Spraw We­wnętrz­nych na­der czę­sto do­cie­ra­ją in­for­ma­cje o uciecz­kach aresz­tan­tów z róż­nych wię­zień re­sor­tu cy­wil­ne­go, bliż­sze zaś roz­pa­trze­nie oko­licz­no­ści ucie­czek prze­ko­nu­je, że pra­wie we wszyst­kich przy­pad­kach wina leży po stro­nie władz wię­zien­nych nie prze­strze­ga­ją­cych za­sad po­rząd­ku we­wnętrz­ne­go i do­zo­ru w pod­le­głych im wię­zie­niach. […] Cyr­ku­la­rze Mi­ni­ster­stwa, za­le­ca­ją­ce, aby nad aresz­tan­ta­mi wy­pusz­cza­ny­mi dla po­trzeb na­tu­ral­nych roz­to­czyć szcze­gól­nie bacz­ny do­zór i aby w tym cza­sie to­wa­rzy­szył im kon­wój, po­zo­sta­wa­ły do­tąd bez prak­tycz­ne­go za­sto­so­wa­nia. […] Nie­prze­strze­ga­nie obo­wią­zu­ją­ce­go po­rząd­ku pro­wa­dzi do tego, że aresz­tan­ci cho­dzą bez skrę­po­wa­nia po bu­dyn­ku wię­zien­nym”. Mi­ni­ster­stwo Spraw We­wnętrz­nych przy­po­mi­na, że war­tow­ni­cy win­ni każ­de­go z aresz­tan­tów mieć pod nie­ustan­nym ba­cze­niem, a „tego, któ­ry po­ja­wia się bez eskor­ty, uwa­żać za prze­stęp­cę, no­szą­ce­go się z za­mia­rem uciecz­ki, i zo­bo­wią­za­ni są strze­lać do ta­ko­we­go, je­śli nie da po­słu­chu pierw­sze­mu we­zwa­niu war­tow­ni­ka”.

Cyr­ku­larz nr 21 z 16 lu­te­go 1874, zno­wu wy­wo­ła­ny na­si­la­ją­cy­mi się uciecz­ka­mi oraz za­miesz­ka­mi w wię­zie­niach, na­ka­zy­wał – zgod­nie z za­rzą­dze­niem z 5 mar­ca 1866 roku nr 42 – za­my­kać cele, w któ­rych prze­by­wa­ją aresz­tan­ci, „dniem i nocą”.

Roz­po­rzą­dze­nia i na­ga­ny przez ja­kiś czas wy­wie­ra­ły sku­tek (stąd zdzi­wie­nie ze­słań­ców pa­mięt­ni­ka­rzy, kie­dy po prze­nie­sie­niu do ko­lej­nej gu­ber­ni do­wia­dy­wa­li się, że obo­wią­zu­je tam su­row­szy re­żym niź­li na ka­tor­dze), po­tem jed­nak „wziąt­ki” i wro­dzo­ne le­ni­stwo (każ­do­ra­zo­we wi­zy­ty za­bie­ra­ły czas! War­tow­ni­cy nie byli w sta­nie mieć na oku każ­de­go więź­nia) spra­wia­ły, że wszyst­ko wra­ca­ło do po­przed­nie­go sta­nu rze­czy. I zno­wu po­wia­da­mia­no III Od­dział, że w mar­cu 1879 roku z mia­sta Kir­sa­no­wa „zbiegł nie wia­do­mo gdzie” po­zo­sta­ją­cy pod do­zo­rem po­li­cyj­nym szlach­cic gu­ber­ni ra­dom­skiej, Wi­told Ko­rul­ski, li­czą­cy lat oko­ło 55, któ­re­go uję­to jed­nak już 10 kwiet­nia…40. W 1879 i 1880 roku po­szu­ki­wa­no bez­sku­tecz­nie Fau­sty­na Ko­chań­skie­go (vel Ko­cha­now­skie­go), miesz­cza­ni­na z Lu­belsz­czy­zny o bo­ga­tym ży­cio­ry­sie (wcie­lo­ny do woj­ska od­mó­wił zło­że­nia przy­się­gi wier­no­pod­dań­czej, w po­wsta­niu za­baj­kal­skim zna­lazł się wśród „moc­no po­dej­rza­nych”, od 1873 roku prze­by­wał na osie­dle­niu w okrę­gu ner­czyń­skim, skąd znik­nął…). Nie było ta­kich przy­pad­ków wie­le. Prze­wa­ża­ły ra­czej „od­da­le­nia” bez zgo­dy władz, na któ­re z re­gu­ły nie zwra­ca­no prze­wi­dzia­nej pra­wem uwa­gi. Z upły­wem lat ze­słań­cy po­stycz­nio­wi byli co­raz star­si i co­raz mniej li­czeb­ni, na­dzie­je na ko­lej­ną amne­stię ka­za­ły re­zy­gno­wać z my­śli o uciecz­ce…

Ko­lej­ne po­ko­le­nia re­wo­lu­cjo­ni­stów po­rzu­ca­ły wy­zna­czo­ne im miej­sca ze­sła­nia bez więk­sze­go tru­du: sieć ko­le­jo­wa, ła­twość spro­ku­ro­wa­nia fał­szy­wych do­ku­men­tów, a tak­że po­błaż­li­wy sto­su­nek spo­łe­czeń­stwa do lu­dzi bę­dą­cych w kon­flik­cie z wła­dzą na grun­cie prze­ko­nań, po­gar­da dla do­no­si­cie­li – wszyst­ko to sprzy­ja­ło zbie­gom. Z cza­sem uciecz­ki z ze­sła­nia prze­sta­ły bu­dzić sen­sa­cję, sta­jąc się co­dzien­no­ścią, nie­od­łącz­nym ele­men­tem ży­cia dzia­ła­czy ru­chu so­cja­li­stycz­ne­go.

PRZY­PI­SY

1 S.T. Pesz­ke, Mój po­byt w nie­wo­li ro­syj­skiej, od­bit­ka z „Bi­blio­te­ki War­szaw­skiej”, War­sza­wa 1913.

2 Prze­druk w: W. Sli­wow­ska, Ze­słań­cy pol­scy w Im­pe­rium Ro­syj­skim, w pierw­szej po­ło­wie XIX wie­ku, War­sza­wa 1998, ss. 755-767 (ty­tuł tego spi­su zo­stał przy pu­bli­ka­cji omył­ko­wo skró­co­ny).

3 M. Ja­nik sza­cu­je „licz­bę sa­mych ze­sła­nych żoł­nie­rzy […]” na oko­ło 30 ty­się­cy, do cze­go, jego zda­niem, do­dać na­le­ży oko­ło 20 ty­się­cy „in­nej lud­no­ści ska­za­nej lub prze­sie­dlo­nej na Sy­be­rię w związ­ku z po­wsta­niem li­sto­pa­do­wym”, osta­tecz­nie zaś – po omó­wie­niu róż­nych źró­deł – przy­chy­la się do oko­ło 60 ty­się­cy Dzie­je Po­la­ków na Sy­ber­ji, Kra­ków 1928, ss. 114-115). W. Ca­ban pró­bo­wał usta­lić dane o re­pre­sjo­no­wa­nych za udział w po­wsta­niu 1831 r. i po żmud­nych kwe­ren­dach ar­chi­wal­nych do­szedł do wnio­sku, że jed­no, co nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, to fakt, że z Kró­le­stwa Pol­skie­go po­cho­dzi­ło oko­ło 38 ty­się­cy; to­też są­dzi, że sza­cun­ko­we dane M. Ja­ni­ka dla wszyst­kich ziem pol­skich uznać na­le­ży za wiel­ce praw­do­po­dob­ne (W Ca­ban, Służ­ba re­kru­tów z Kró­le­stwa Pol­skie­go w ar­mii car­skiej w la­tach 1831-1873, War­sza­wa 2001, ss. 87-88).

4 Zob. R. Bie­lec­ki, Słow­nik bio­gra­ficz­ny ofi­ce­rów po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go, t. I-II (A-K), War­sza­wa 1995-1996; t. III (L-R) War­sza­wa 1998; por. anek­sy w: W Sli­wow­ska, Ze­słań­cy pol­scy […] ss. 733-775.

5 Służ­ba woj­sko­wa w Ro­sji trwa­ła 25 lat, jed­nak­że pol­scy żoł­nie­rze po 15 la­tach mie­li pra­wo do urlo­pu i jako „urlop­ni­cy” wra­ca­li do kra­ju, gdzie cie­szy­li się z re­gu­ły złą sła­wą jako gor­li­wi wier­no­pod­da­ni na służ­bie władz.

6 List W Jur­kow­skie­go z 30 VI 1841 r., Bi­blio­te­ka Kór­nic­ka, rkps 1663, k. 21.

7 Ten frag­ment, opusz­czo­ny w to­mie Spo­łe­czeń­stwo pol­skie i pró­by wzno­wie­nia wal­ki zbroj­nej w 1833 roku (Wro­cław 1984, s. 556), opu­bli­ko­wa­ny zo­stał w roz­pra­wie: W Sli­wow­ska, Księ­dza Jana dro­ga do Pol­ski, „Prze­gląd Wschod­ni”, 1991, ze­szyt 1, s. 173.

8 Sąd woj­sko­wy w Bo­bruj­sku ska­zał P Wy­soc­kie­go 29 XI 1831 na karę śmier­ci przez ćwiar­to­wa­nie, za­mie­nio­ną przez gen. D. von Osten-Sac­ke­na na po­wie­sze­nie; Mi­ko­łaj I wy­ro­ku nie za­twier­dził; po­sta­wio­ny wraz z in­ny­mi przy­wód­ca­mi przed Naj­wyż­szym Są­dem Kry­mi­nal­nym uzna­ny za win­ne­go „zbrod­ni bun­tu”, ska­za­ny zo­stał po­now­nie na karę śmier­ci na sza­fo­cie. Mi­ko­łaj I – zgod­nie z wcze­śniej­szą opi­nią Ko­mi­te­tu do Spraw Kró­le­stwa Pol­skie­go – za­mie­nił szu­bie­ni­cę na cięż­kie ro­bo­ty, mimo iż Wy­soc­ki od­mó­wił pod­pi­sa­nia proś­by o la­skę. Sku­te­go w kaj­da­ny przy­wie­zio­no 2 VI 1835 r. do Ir­kuc­ka. Nie­ste­ty akta sądu spło­nę­ły w cza­sie ostat­niej woj­ny.

9 Cyt. wg J. Tryn­kow­ski, Pol­skie kra­jo­bra­zy Sy­bi­ru, „Prze­gląd Wschod­ni”, 1991, ze­szyt 2, s. 37.

10 Zob. W. Sli­wow­ska, Pierw­sze or­ga­ni­za­cje po­mo­cy dla więź­niów i ze­słań­ców sy­be­ryj­skich w za­bo­rze ro­syj­skim, (Ośro­dek wo­łyń­sko-po­dol­ski pod pa­tro­na­tem Ksa­we­ry Gro­chol­skiej i Róży So­bań­skiej), „Prze­gląd Hi­sto­rycz­ny”, 1987, z. 3, ss. 411-449.

11 Oma­wia ją szcze­gó­ło­wo H. Skok w mo­no­gra­fii Po­la­cy nad Baj­ka­łem, 1863-1883, War­sza­wa 1974.

12 E. Ta­beń­ska, Z doli i nie­wo­li. Wspo­mnie­nia wy­gnan­ki, Kra­ków 1897, ss. 57-58; z Ibian ze­sła­no 30 ro­dzin, ogó­łem 136 osób.

13