Tysiąc nocy bez ciebie - Federico Moccia - ebook
BESTSELLER

Tysiąc nocy bez ciebie ebook

Federico Moccia

4,2

25 osób interesuje się tą książką

Opis

Federico Moccia to #1 wśród włoskich autorów. Ma na koncie 10 milionów sprzedanych egzemplarzy. Każda jego książka jest bestsellerem.

Sofia nie poznaje samej siebie. Z lustra, zamiast znanej pianistki u szczytu kariery, spogląda na nią smutna kobieta o przygaszonym spojrzeniu, której nic już nie interesuje. Nadszedł czas, aby Sofia wreszcie uporządkowała swoje życie. Nie może wciąż uciekać od przeszłości, od małżeństwa, w którym czuje się samotna, ani od namiętnej, ale równie bolesnej znajomości z Tancredim. Wraca do Rzymu, do męża. Jednak ten związek nie ma przyszłości, zwłaszcza kiedy Sofia odkryje, że Andrea ją oszukiwał. Kobieta opuszcza męża i wyrusza na światowe tournée. Tymczasem zakochany Tancredi podąża śladami Sofii i wkrótce nieoczekiwanie dochodzi do ich ponownego spotkania…

Dzięki  tej powieści na nowo uwierzycie w miłość

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 401

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Tytuł oryginału: E il cuore si fa più leggero

Projekt okładki: Planeta Arte & Diseño

Redakcja: Beata Słama

Redaktor prowadzący: Ewa Orzeszek-Szmytko

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Anna Sawicka-Banaszkiewicz

Zdjęcie na okładce

© Urbazon/Getty Images

© by Federico Moccia, 2019By agreement with Pontas Literary & Film Agency.

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2020

© for the Polish translation by Karolina Stańczyk

ISBN 978-83-287-1370-3

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2020

FRAGMENT

1

Fidżi

Morze zlewa się z nocą. Niskie fale miarowo uderzają o brzeg. Złocista plaża skrzy się w świetle księżyca. Piasek, miękki i chłodny pod stopami Tancrediego, poddaje się podmuchom wieczornej bryzy. Mężczyzna przystaje. W jego rozmyślania wkradło się wspomnienie pewnej pięknej odległej nocy. Wpatruje się w horyzont, który ginie w mroku. Nie mogę go dostrzec, ale wiem, że tam jest. Podobnie jak ty, Sofio. Fale obmywają jego bose stopy, mocząc lniane spodnie podwinięte nad kostką. Z wody co i rusz wyłania się srebrzysta ryba widoczna w świetle księżyca. W nocy wszystko wydaje się trudniejsze, bardziej odległe i bo­lesne.

Nie ma cię tu, a jednocześnie jesteś obecna bardziej niż ktokolwiek inny. Nie potrafię się od ciebie uwolnić. Twój obraz powraca do mnie niespodziewanie niczym te fale, raz jest silny i gwałtowny jak morskie bałwany w czasie sztormu, a raz spokojny, łagodny i lekki jak fale zwieńczone białą grzywą i czule pieszczone przez wiatr. Są momenty, kiedy łudzę się, że jestem szczęśliwy, bo przez chwilę byłaś częścią mojego życia, bo mam nadzieję, że jeszcze cię spotkam. Nadzieja, to ona trzyma mnie przy życiu.

Tancredi rusza dalej. Palmy falują na wietrze. Księżyc świeci wysoko na niebie. Chmury odpłynęły, ustępując miejsca rozświetlonym gwiazdom. Jakieś nocne zwierzę porusza się w pobliskich zaroślach. Ta wyspa jest rajem, lecz czasami wydaje się piekłem. Emil Cioran napisał, że noce, które przespaliśmy, nie pozostawiają po sobie śladu. W pamięci zostają tylko te, podczas których nie zmrużyliśmy oka. Ta noc jest właśnie taka.

Rosja

W małej sali koncertowej, przy otulonej ośnieżonymi drzewami ulicy Mozajskiej, światowej sławy pianistka Sofia Valentini gra utwory Michaela Nymana. Ma przymknięte oczy, rytmicznie porusza głową, a jej palce prędko przemykają po klawiaturze. Muzyka wypełnia salę, dociera do serca każdego słuchacza. Dźwięki unoszą się poza mury, wysoko ku niebu, płyną wśród chmur i gwiazd aż do księżyca, który wydaje się słuchać ich w skupieniu. Kontynuują podróż po opustoszałych ulicach, docierają do odległego i ogromnego jeziora Bajkał o niezbadanych głębinach, mijają ścieżki rezerwatu przyrody w Usuryjsku i zawracają na wypełnioną po brzegi widownię. Oczarowani goście słuchają w skupieniu gry pianistki. Ola siedzi z lewej strony w ostatnim rzędzie. Zna na pamięć każdą nutę, każdy wers partytury, każdą pauzę. To był jeden z pierwszych utworów, których nauczyła się Sofia. A jednak teraz płacze. Nikt inny nie potrafi grać tak jak ona, żaden pianista nie umie poprowadzić orkiestry tak, jak robi to Sofia, nikt inny nie gra Nymana w taki sposób.

Ola nie może powstrzymać łez, tak bardzo jest wzruszona. Siedząca obok niej dziewczynka odwraca się i wpatruje zdziwiona w tę zapłakaną starszą panią. Jest zakłopotana, chciałaby coś powiedzieć, lecz nie wie co. Ola czuje na sobie wzrok dziewczynki, więc z trudem się do niej uśmiecha i mała, uspokojona, wraca do słuchania koncertu. Chyba coś jest ze mną nie tak, myśli Ola. Czy Sofia nadal potrafi wywołać we mnie takie wzruszenie, czy też mam problem, o którym jeszcze nie wiem? Nie ma jednak czasu na znalezienie odpowiedzi, ponieważ Sofia właśnie wygrywa ostatnie nuty i zastyga z lekko pochyloną głową. Po chwili wszyscy słuchacze zrywają się z miejsc w szalonym aplauzie. Ola też wstaje i bije brawo. Spogląda na dziewczynkę po swojej prawej stronie, która zerka na nią ukradkiem i widząc, że starsza pani znów się uśmiecha, klaszcze jeszcze mocniej. Na powrót jest spokojna.

Jelizawieta kręci z niedowierzaniem główką. Jak można się nie cieszyć, słuchając takiego koncertu? Może kiedy człowiek się starzeje, traci umiejętność rozpoznawania piękna? A może ona jest jak moja babcia i po prostu nie dosłyszy? Tak, ona nic nie słyszy! Dziewczynka zaczyna się śmiać. Ola kolejny raz na nią zerka. Całe szczęście, myśli, już się o mnie nie martwi, ciekawe, co ją tak rozbawiło. Ola przenosi wzrok na scenę. Sofia się kłania, dziękuje publiczności. Ktoś rzuca jej do stóp czerwone róże, a ona podnosi je i przytula do piersi, wzbudzając jeszcze większy aplauz. Zwiewna, eleganc­ka czerwona suknia odsłania jej ramiona. Teraz, gdy opada adre­nalina związana z występem, Sofia czuje powiew chłodu na nagiej skórze. Spogląda raz jeszcze w lewo i prawo, na widzów, którzy niestrudzenie ją oklaskują. Kłania się po raz ostatni i opuszcza scenę. Ona naprawdę ma talent, myśli Ola. Takie wykonanie A Wild and Distant Shore, z takimi crescendo, może równać się jedynie z Peterem Bence’em, który ustanowił rekord świata w liczbie dźwięków zagranych w ciągu minuty na fortepianie. Prawdziwy talent. Jednak nigdy więcej nie zagrał tego utworu, bo wiedział, że nie będzie w stanie zrobić tego tak samo dobrze. Wiele razy go słuchałam i tylko Sofia potrafi zagrać lepiej. Bo Sofia jest doskonała, nie umie grać źle, lecz wydaje się, że tego nie zauważa, albo raczej nie przyjmuje do wiadomości.

Dlaczego nie chce znowu uszczęśliwiać melomanów na całym świecie? Od ponad ośmiu miesięcy mieszka tu, w rejonie pierwomajskim, około dziesięciu kilometrów od Władywostoku, w miejscu smaganym wiatrem. Według niejednej legendy to właśnie tu, między morzem i ośnieżonymi szczytami, narodził się wiatr. Czasami jest tak porywisty, że łamie wielkie drzewa, a niektóre wyrywa z korzeniami, jednak nie może ruszyć Sofii, która uparcie tkwi w tym miejscu, chowa się w nim, skazując się na występy na prowincji. Kiedy znów wystąpi przed prawdziwą publicznością? Kiedy stawi czoło wyzwaniu, jakim są sceny największych sal koncertowych Ameryki i Europy? Na myśl o tym Ola smutnieje. Nadal oklaskuje swoją dawną uczennicę, ale jakby z mniejszym entuzjazmem. Jeszcze nie wie, jak bardzo się myli. Ten moment jest już blisko.

2

W garderobach tłoczą się ludzie, wszyscy chcą pogratulować muzykom, lecz przede wszystkim pragną zobaczyć Sofię.

– Przepraszam, chciałbym ją poznać!

– Chciałbym się z nią przywitać.

Jest straszny ścisk. Kobiety, mężczyźni, dzieci, każdy pragnie się z nią zobaczyć, zrobić zdjęcie albo selfie, poprosić o autograf, dotknąć jej. Sofia przedziera się przez tłum wielbicieli, rozpoznaje swoje uczennice.

– Przyszłyście!

– Nie mogłyśmy przepuścić takiej okazji, pani profesor.

– Pani profesor… – mówi Sofia surowo. – Tylko dlatego przyszłyście! Bałyście się, że jeśli was tu nie będzie, dostaniecie ode mnie dwa razy więcej pracy domowej. Mam rację?

– Co pani opowiada, pani profesor! – protestują ze śmiechem uczennice.

– Dziś jestem dla was po prostu Sofią.

Przytula każdą z nich, dziewczynki robią sobie z nią selfie i odchodzą. Wszystkie z ciasno upiętymi koczkami, jasną i delikatną skórą i niebieskimi błyszczącymi oczami. Wyglądają tak, jakby były sklonowane. Tutejsze dziewczyny są śliczne, myśli Sofia, mają w sobie wrodzoną prostotę i elegancję.

– Sofio! Moja królowo!

No właśnie, szkoda, że tego samego nie można powiedzieć o mężczyznach. Dymitr Ostanow jest jednym z najważniejszych ludzi w mieście, zawsze gotowy zorganizować kolejne kolacje, imprezy, wydarzenia kulturalne. W tym roku wpadł w depresję. Nie mógł zaakceptować tego, że przegrał wybory na burmistrza. To miała być jego trzecia kadencja z rzędu. Do tego pokonał go rywal o wiele starszy od niego, za to uwielbiany przez mieszkańców, którzy mieli już dość imprez. Kamizelka opinająca wydatny brzuch Dymitra Ostanowa sprawia wrażenie, jakby zaraz miała pęknąć. Mężczyzna ma potargane włosy po bokach łysej głowy i zaczerwienione policzki, jakby właśnie wracał z suto zakrapianego spotkania. Podchodzi niezdarnie do Sofii, wycierając ręce o spodnie, sięga po jej dłoń i składa na niej pocałunek.

– Dostała pani moje róże? – pyta z figlarnym uśmieszkiem, patrząc jej w oczy. Jest przekonany o swoim uroku.

– Tak. Widziałam również bilecik. Bardzo dziękuję.

– Było ich dwadzieścia cztery. – W jego głosie słychać dumę, jakby mówił o Koh-i-noorze, „górze światła”, jednym z największych diamentów na świecie. Sofia ma ochotę pokręcić głową, jednak woli zachować się dyplomatycznie.

– Podobał się panu koncert?

– Wszystko mi się w pani podoba. – Znowu próbuje pocałować jej dłoń wilgotnymi wargami, lecz tym razem Sofia jest szybsza. Zabiera rękę i wychodzi naprzeciw kobiecie, która właśnie przyszła się z nią przywitać.

– Aleksandro! Jak cudownie, że wpadłaś! – Obejmuje młodą dziewczynę, która zakłopotana wyjaśnia jej na ucho:

– Mam na imię Lena.

– Przepraszam – szepcze Sofia. – Pomyliłam się, to zmęczenie po koncercie. Cieszę się, że cię widzę. Zrobimy sobie zdjęcie?

– Tak. Dziękuję.

Obie uśmiechają się do chłopaka, który telefonem Leny robi im zdjęcie. Dymitr wychodzi z garderoby, znowu zawiedziony, że jego królowa nie chce uczynić go swoim królem. Przez garderobę Sofii przewija się coraz więcej osób chcących złożyć jej uszanowanie. Zepchnięte pod ścianę dwadzieścia cztery róże od Dymitra zasłaniają kolejne bukiety. Wreszcie zjawia się, w towarzystwie swojej mamy, mała Jelizawieta. Biegnie do Sofii i rzuca jej się na szyję, przywiera nieruchomo do czerwonej sukni, wtula się w nią z zamkniętymi oczami, jakby chciała pokazać, że jest zachwycona koncertem.

– Podobało ci się? – pyta Sofia.

Dziewczynka zadziera głowę, ale nie zwalnia uścisku. Otwiera wielkie ciemne oczy, które odróżniają ją od innych dzieci i w których teraz maluje się szczęście.

– Było przepięknie. Też chcę tak grać. – Spogląda na Danę, swoją mamę, która patrzy na nią smutno, bo wie, że nie stać ich na to, by córka kontynuowała naukę.

– Doskonale ci idzie. Pewnego dnia też tak zagrasz… To tylko kwestia wytrwałości, pasji i uporu. Musisz postawić fortepian na pierwszym miejscu. – Sofia na chwilę smutnieje. Ona sama tak właśnie robiła, ale czy to dało jej szczęście? Zaraz jednak się rozchmurza i ujmuje w dłonie buzię tej ślicznej dziewczynki. – Ja ci pomogę. Jeśli bardzo kochasz muzykę, muzyka pokocha ciebie.

Jelizawieta po raz ostatni wtula się w Sofię i ją puszcza.

– Moje gratulacje, piękny koncert, emocjonujący – mówi Dana.

– Dziękuję.

– Proszę posłuchać…

– Niech się pani nie martwi. Coś wymyślimy.

– Ale…

– Entuzjazm Jelizawiety jest tak duży, że nie można pozbawiać jej marzeń. Może kiedy pozna smak miłości, zapomni o nich.

Ze mną tak nie było, myśli Sofia, jednak nie daje niczego po sobie poznać. Dana potakuje, udaje, że podziela jej pogląd, choć w głębi duszy jest bardzo zaniepokojona. Lekcje kosztują, a ona opłaciła tylko kilka pierwszych, na więcej nie może sobie pozwolić. Pracuje jako sprzątaczka w szkole, w której uczy się córka, w wolne popołudnia dorabia, sprzątając w prywatnych domach, lecz nikt nie chce dużo płacić, a koszty życia rosną. Na domiar złego Siergiej, jej mąż i ojciec Jelizawiety, stracił pracę. Jego firma została zamknięta. Teraz bierze każdą pracę, by zarobić parę rubli, dokonuje drobnych napraw murarskich i stolarskich i robi wiele innych rzeczy. Jeśli trzeba, naprawi okiennice, przetka zlew, albo, co gorsza, toaletę. Te ostatnie ciągle się zapychają i potrzeba ludzi, którzy wiedzą, jak sobie z tym poradzić. Dlaczego marzenia zawsze muszą legnąć w gruzach w zderzeniu z rzeczywistością? Sofia patrzy na kobietę i wydaje się, że czyta jej w myślach. Już chce coś powiedzieć, lecz w drzwiach staje Ola. Z uśmiechem rozkłada szeroko ręce i Sofia wszystko rozumie, to ich sposób na powiedzenie: „Było doskonale, nie pomyliłaś ani jednej nuty” albo „To był twój najlepszy występ”. Jednak tym razem Ola przechodzi samą siebie.

– Piękny koncert… Zagrałaś bardzo subtelnie – mówi.

Jelizawieta patrzy na nią, wyrywa się mamie i znowu wtula w Sofię. Ma błyszczące oczy i nie może zatrzymać tego dla siebie, musi podzielić się tą straszną prawdą, którą zna tylko ona.

– To nieprawda, Sofio! Wcale jej się nie podobało. Gdy grałaś, ta pani cały czas płakała!

Ola i Sofia zerkają na siebie i wybuchają śmiechem.

– Dziękuję, Jelizawieto. – Sofia patrzy na swoją małą informatorkę. – Ola była moją nauczycielką i kiedy płacze, to znaczy, że bardzo dobrze mi poszło.

– Aha… – Zakłopotana dziewczynka odsuwa się od Sofii. Dorośli okazują zachwyt w taki dziwny sposób.

– Chodźmy, kochanie. – Dana bierze córkę za rękę. Zanim wyjdą z garderoby, mała się odwraca.

– Mam nadzieję, że kiedyś będziesz tak płakała przeze mnie – mówi z dumą do swojej nauczycielki.

Sofia odprowadza wzrokiem tę małą, pełną zapału pianistkę, upartą i wytrwałą, która przypomina jej ją samą. Ciekawe, czy gdy dorośnie, popełni ten sam błąd co ja. Ale czy to na pewno był błąd? Przecież nikt mnie do niczego nie zmuszał. Może tylko szukałam wymówek, za którymi mogłam się schować? Sofia czuje, że nagle przyspiesza jej serce. Tak samo jak w nocy, kiedy się budzi i nie może zasnąć. Ma tysiące myśli, tysiące wspomnień, które za dnia, tłumione nawałem obowiązków, każą jej wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Ola zauważa w niej tę zmianę, lecz to tylko chwila, wchodzą kolejne osoby, proszą o autograf i wspólne zdjęcie, i Sofia znów spełnia ich prośby. Z jej twarzy znika niepokój.

3

Sofia i Ola idą ulicą, ostrożnie stawiając nogi. Chodnika w centrum jeszcze nie pokrył lód, więc jest bezpieczniej. Światło latarni pada na śnieg, barwiąc go na złocisto. Po chwili mijają wielki gmach z czerwonym dachem i idą koło bliźniaczych domów stojących przy ulicy Nowozhilowej. Ulica biegnie w dół i Ola trochę się chwieje. Sofia patrzy na jej niepewne kroki.

– Uważaj.

– Sama uważaj!

– Naprawdę byłam dziś taka dobra? A może do łez doprowadziło cię to, jak gotujesz?

– Nie, grałaś wspaniale, subtelnie. Ostatni raz tak się wzruszyłam na twoim pierwszym koncercie w Rzymie. Grałaś wtedy…

– Rachmaninowa.

– Zgadza się. Trzeci koncert. Najtrudniejszy, ten, który nigdy nie wychodził ci na lekcji, ale ty się uparłaś i chciałaś zagrać tylko to. Po lekkim wstępie z udziałem klarnetów, fagotów i wiolonczeli, przy akompaniamencie instrumentów strunowych, po dwóch taktach zaczynałaś ty i grałaś aż do wejścia orkiestry, a potem miałaś przejść do miarowego tempa.

– Wolno, mówiłaś, ale ja zawsze grałam za szybko.

– Tak, a potem finał presto. Ten utwór ma tak spokojną melodię, tak niepewną, że kiedy został skomponowany, ktoś pomylił go z tradycyjną rosyjską pieśnią, lecz Rachmaninow wyjaśnił, że całość jakby sama się napisała, miał pomysł, po prostu myślał o dźwięku. Chciał, żeby fortepian grał melodię tak, jakby śpiewał ją pieśniarz. Postanowiłaś mu dorównać. Powiedziałaś, że…

– …przed wielką publicznością nie będę mogła się pomylić.

– I tak się stało. Kiedy rozpoczął się temat trzech nut, ledwie zainicjowany przez smyczki i natychmiast podjęty przez obój i klarnet, weszłaś ty, solo, i po chwili popłynęły dźwięki nostalgicznej melodii. A ja zaczęłam płakać… – Odwraca się w stronę Sofii. – Naprawdę tak źle gotuję?

Nie jest jej dane doczekać się odpowiedzi.

– Sofio! Sofio! – Podbiega do nich zziajany elegancki chłopak w futrzanej czapce i kożuchu. – Wszędzie cię szukaliśmy. Idziemy z orkiestrą na drinka. Dołączysz do nas? – Sofia patrzy na niego z wahaniem. – No chodź, nie daj się prosić. Idą Klara, Andris i Raisa. Na chwilę, wypijemy szybkiego drinka, maksymalnie godzina. Potem odprowadzę cię do domu.

Sofia patrzy na Olę, która wzrusza ramionami, jakby chciała powiedzieć: „To twoja decyzja”.

– Dobra, chodźmy, tylko nie na długo, bo jutro mam lekcje.

– Jasne, obiecuję. Dziękuję, pani Olu, niebawem przyprowadzę ją z powrotem.

– Nie ma sprawy. – Ola macha na pożegnanie. – Zagraliście wspaniały koncert, zasłużyliście na nagrodę, musicie to uczcić.

Rusza w stronę domu, ostrożnie stawiając kroki, by się nie poślizgnąć, a Sofia i Wiktor żwawo idą w przeciwnym kierunku.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Dział zamówień: +4822 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz