Wydawca: Wydawnictwo Krytyki Politycznej Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 188 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Tyrania wyboru - Renata Salecl

Wciąż słyszymy, że jesteśmy kowalami własnego losu. Możemy wybierać wszystko: drogę kariery, miłosne relacje, a nawet to, kim jesteśmy. Tak jakbyśmy byli klientami w gigantycznym hipermarkecie. Będziemy szczęśliwi, jeśli tylko dokonamy właściwego wyboru. Tylko jak to zrobić, gdy jesteśmy coraz bardziej zagubieni, pośród coraz większej liczby możliwości?

 

Tyranii wyboru Renata Salecl zastanawia się, jak doszło do tego, że idea wyboru tego, kim chcemy być i imperatyw „stawania się sobą”, zaczęły działać przeciwko nam. Dlaczego sprawiają, że jesteśmy bardziej lękliwi i bezradni zamiast mieć więcej wolności. A także, co zrobić, żeby to zmienić.

 

Piękny i mądry esej, który pozwala czytelnikom odkryć ukrytą logikę ich codziennego życia.
Darian Leader

 

Salecl rozprawia się z mitem, że zbiór dobrych rad z poradnika, a co dopiero cały rynek książek oferujących radykalnie sprzeczne wskazówki, może uczynić nas bardziej szczęśliwymi.
„The Guardian”

 

Pełna energii, ważnych analizy i anegdot książka, inteligentnie pokazuje pułapki czyhająca na nas pomiędzy internetowym randkami, wyposażeniem feng-shui i najnowszymi rodzajami diety.
„The Independent”

 

Renata Salecl (1962) – słoweńska filozofka, socjolożka i teoretyczka prawa. Pracuje w Instytucie Kryminologii Wydziału Prawa Uniwersytetu w Lublanie. Visiting professor m.in. w London School of Economics i Birbeck College University of London. Autorka m.in. The Spoils of Freedom: Psychoanalysis and Feminism after the Fall of Socialism(1994) i (Per)wersje miłości i nienawiści (wyd. polskie 2009). W 2011 została uznana kobietą roku słoweńskiej akademii.

Opinie o ebooku Tyrania wyboru - Renata Salecl

Cytaty z ebooka Tyrania wyboru - Renata Salecl

W XXI wieku człowiek ma do wyboru dwie bardzo podobnie wyglądające ścieżki. To, że wybór między czymś, co, wydawałoby się, niemal się nie różni, może mieć poważne następstwa, wywołuje w nas lęk. Wszystko zależy od losu, nawet jeśli później opowiemy historię o śmiałej decyzji podjętej w sytuacji, gdy przewidzenie jej konsekwencji tak naprawdę nie było możliwe. Za pomocą kompensującej, selektywnej pamięci tworzymy ideę „drogi mniej uczęszczanej”. Dodaje ona elementu heroizmu i wyrozumiałości wobec działania, które w tamtym czasie mogło być kwestią przypadku. Drodze niewybranej nadaje atrakcyjność. Możemy ulżyć swojemu poczuciu nieszczęścia z powodu tego, co jest, poddając się myślom o tym, co mogłoby być. Źródłem prawdziwej rozpaczy jest myśl, że być może nie czekało nas nic oprócz nudy i niezadowolenia, niezależnie od obranej drogi. Scenariusz ten, nawiasem mówiąc, zbliża się do kalwinistycznego fatum, które dręczyło Roberta Frosta.

Fragment ebooka Tyrania wyboru - Renata Salecl

WPROWADZENIE

Gdy przeglądałam dział poradników w jednej z nowojorskich księgarni, trafiłam na książkę pod tytułem All about Me (Wszystko o mnie). Książka była niemal pusta. Na każdej stronie znajdowało się jedno lub dwa pytania o upodobania i awersje, wspomnienia i plany na przyszłość. I to wszystko.

Te puste strony świetnie odzwierciedlają ideologię, która dominuje w rozwiniętym świecie: jednostka jest jedynym panem swojego życia, sama może decydować o każdym jego szczególe. W dzisiejszym społeczeństwie konsumpcyjnym wymaga się od nas nie tylko, abyśmy wybierali produkty, ale też żebyśmy postrzegali całe nasze życie jako jedną wielką kompozycję zbudowaną właśnie z decyzji i wyborów.

Na przykład gdy jechałam kiedyś koleją, wielokrotnie przypominano mi, że mogę zrobić ze swoim życiem co tylko zapragnę. Reklama uniwersytetu namawiała mnie: „Zostań, kim chcesz”. Plakat reklamowy piwa nalegał: „Bądź sobą”. Biuro podróży wzywało: „Życie – zamów teraz”. A na okładce „Cosmopolitan” widniał tytuł: „Zostań sobą – tylko w lepszej wersji”. Kiedy skorzystałam z bankomatu firmy Chase Manhattan, na ekranie wyświetliło się: „Twój wybór. Twój Chase” (Your Choice. Your Chase). Nawet w krajach postkomunistycznych reklamy powtarzają, że powinniśmy nieustannie decydować, jakiego chcemy życia. W Słowenii jedna z firm produkujących bieliznę reklamowała się na wielkich billboardach, zadając pytanie: „Jaką kobietą chcesz być dzisiaj?”. Pewna bułgarska sieć komórkowa korzysta z logo z napisem: „To twój głos”, z kolei jedna z chorwackich powtarza jak mantrę: „Bądź sobą!”.

Stawanie się sobą to chyba niełatwe zadanie. Rzut oka na listę bestsellerów pozwala stwierdzić, że ludzie wydają sporo pieniędzy i sporo czasu poświęcają na uczenie się tego, jak stawać się sobą. Change Your Thought. Change Yourself (Zmień myślenie. Zmień siebie), You. The Owner’s Manual (Ty. Podręcznik użytkownika), Now Discover Your Strenghts (Odkryj swoje mocne strony) i Reposition Yourself (Przeorientuj się) – każdy z tych tytułów proponuje nową strategię określenia całego twojego życia na nowo. Strony internetowe poświęcone astrologii reklamują darmowy wgląd w twoje „prawdziwe ja”, spoty w telewizji zachęcają do „całkowitej zmiany twojego ciała”, a w każdej dziedzinie prywatnego i publicznego życia masz do dyspozycji trenerów, którzy mają pomóc ci osiągnąć idealny styl życia.

Wszystkie te rady nie prowadzą jednak do zadowolenia. Wręcz przeciwnie, mogą powodować nasilenie lęku i brak pewności siebie.

Jennifer Niesslein, redaktorka jednego z magazynów, postanowiła rozwiązać wszystkie życiowe problemy, korzystając wyłącznie z rad zawartych w rozmaitych poradnikach obiecujących szczęście i poczucie spełnienia. W książce Practically Perfect in Every Way (Doskonała praktycznie we wszystkim) Niesslein opisuje, jak po dwóch latach słuchania porad dotyczących odchudzania, porządkowania domu, tego, jak być lepszym rodzicem i partnerem i odnaleźć szczęście w codzienności, zaczęła mieć poważne napady paniki1. Czuła się  m n i e j , a nie bardziej zadowolona z życia. Nie dość, że wszystkie próby polepszenia jego jakości zajmowały jej cały wolny czas, to jeszcze ich efekty: czyściutka kuchnia, trzy posiłki dziennie przygotowywane w domu i nowe zdolności komunikacyjne, jakie nabyła, nie sprawiały jej radości. Nawet kilogramy, które straciła dzięki ciężkim ćwiczeniom, wróciły po paru miesiącach. Po tym doświadczeniu Niesslein wyjaśniła, dlaczego ludzie kierują się radami zawartymi w tego typu książkach, zamiast wprowadzać zmiany na własnych zasadach: „Myślę, że czujemy się odpowiedzialni za bardzo wiele rzeczy w życiu. Praca, dzieci, odpowiedzialność za małżeństwo. Możliwość zwrócenia się do kogoś innego, kto powie ci, co zrobić, przynosi pocieszenie”2.

Jak to możliwe, że w rozwiniętym świecie te wszystkie zwiększone możliwości wyboru, dzięki którym rzekomo jesteśmy w stanie zmieniać swoje życie i doprowadzić je do perfekcji, zamiast przynosić większą satysfakcję, pogłębiają strach i potęgują poczucie winy i niedopasowania? Dlaczego, aby złagodzić lęki, ludzie są skłonni słuchać przypadkowych porad speców od marketingu albo wyczytywać je z horoskopów? Dlaczego przyjmują sugestie przemysłu kosmetycznego dotyczące wyglądu, słuchają doradców finansowych, jeśli chodzi o prognozy gospodarcze, a w sprawach związków – autorów poradników? Biorąc pod uwagę, że coraz więcej ludzi podąża za wskazówkami tak zwanych ekspertów, można by dojść do wniosku, że coraz częściej wolimy, żeby ktoś po prostu zdjął z naszych barków ciężar dokonywania wyborów.

Chcąc poprawić jakość swojego życia z pomocą ekspertów, ludzie często wpadają w błędne koło. Niektórzy psychoanalitycy zaobserwowali na przykład szczególny rodzaj obsesyjnego zachowania czytelników poradnikowej strony FLYlady.com (FLY: Finally Loving Yourself – W końcu pokochać siebie). Strona zachęca odwiedzających do prowadzenia dziennika, w którym mają zapisywać swoje codzienne zadania, a następnie otrzymują szczegółowe porady na temat uporządkowania otaczającej ich przestrzeni, własnych ciał, emocji i związków. Użytkownicy strony skarżyli się psychoanalitykom, że ciągle nie udawało im się wykonać zadań, które sobie zamierzyli, albo że ich lista coraz bardziej się wydłużała. Niektórzy zachowywali się wręcz tak, jakby całe ich życie było jedną wielką listą spraw do załatwienia: wykonaj jakieś zadanie, zrzuć tę a tę liczbę kilogramów, w określonym wieku weź ślub, miej dziecko i zbuduj perfekcyjny dom. Jednocześnie skarżąc się na własną niedoskonałość, mimo że sami ją sprowokowali, sprawiali wrażenie, jakby była ona dla nich przyjemna.

Opisane wyżej formy samotortury współwystępują z próbami doznawania coraz to nowych rodzajów przyjemności. Postindustrialna ideologia kapitalistyczna traktuje jednostkę tak, jakby miała ona nieograniczone możliwości odczuwania przyjemności. Przedstawia się ją jako kogoś, kto może w nieskończoność przesuwać granice doznań, nieustannie zaspokajając wciąż nowe pragnienia. Paradoksalnie jednak wielu ludzi nie odnajduje satysfakcji w społeczeństwie, które na pozór wydaje się nie mieć granic – i wkracza na ścieżkę autodestrukcji. Nieograniczona konsumpcja sprawia niejednokrotnie, że ludzie zaczynają po prostu konsumować siebie samych – samookaleczenia, anoreksja, bulimia czy uzależnienia to najbardziej oczywiste przykłady tego zjawiska.

Kiedy w 2008 roku zaczął się obecny kryzys gospodarczy, z początku wydawało się, że miejsce wyboru zajęło ograniczenie, radości – posępność, a jednostkowej wolności – pragnienie figury autorytetu, który przejmie stery i sprawi, że wszystko znów będzie dobrze. Tytuły prasowe ustanawiające dziennikarskie standardy, takie jak „Financial Times”, publikowały artykuły o poważnej sytuacji gospodarczej z nagłówkami typu: Pożyczone jutro, Czas zapłaty i Wall Street zapija smutki. Od wezwania do zejścia na ziemię i „całkowitego zerwania z przeszłością” zaczęła się analiza społeczeństwa jako całości. Mówiono, że nad wszystkim unosi się „poczucie nieracjonalności”. Ten nowy, fatalistyczny dyskurs pojawił się nawet w artykułach o sztuce. Na pytanie „Jak przetrwać koniec «cywilizacji»?” odpowiadano, odnosząc się do kwestii „doskonalenia równowagi i harmonii”, „głosu przyszłości” czy „pieśni o prostocie”3. Gdy tylko pojawił się promyk nadziei, że kryzys nie musi oznaczać całkowitego załamania gospodarczego, idea wyboru powróciła jako silne narzędzie ideologiczne społeczeństwa konsumpcyjnego. Tym razem kryła się za dyskusjami o tym, czy dobrobyt naprawdę zwiększa poczucie szczęścia i czy konsumpcja dla szpanu to najlepszy sposób spędzania wolnego czasu. Jednak pomysły na uproszczenie życia uwikłały się szybko w inną wersję wyboru. Konsument musiał teraz zdecydować się na brak wyboru, często płacąc za poradę, jak to zrobić. Proste pozbycie się jakichś rzeczy albo podarowanie ich komuś innemu nie wchodziło w grę: potrzebna była specjalistyczna porada, jak mamy tego dokonać.

Zmiana w postrzeganiu dobrobytu nie dokonała się jednak z dnia na dzień. To nie było tak, że ludzie obudzili się pewnego dnia i inaczej spojrzeli na swoje życie. Ziarna nadchodzącego kryzysu zostały zasiane nieco wcześniej. Podobnie depresja związana z ideologią wyboru rozpleniła się już w czasach obfitości, jak pokazuje ewidentny wzrost lęku i niepewności w społeczeństwie w ostatniej dekadzie postindustrialnego kapitalizmu. Prawie tak, jakby kryzys był spełnieniem pewnego pragnienia, które tylko częściowo dochodziło do głosu w bardziej tłustych latach, pragnienia, by ograniczyć wielość wyboru, a jednocześnie jakby uwalniał od samej presji wyboru. Gdzieniegdzie kryzys wywołał dziwny, związany z poczuciem ulgi przypływ radości. Działo się tak tam, gdzie ludzie już od dawna odczuwali pragnienie, by nałożyć jakieś ograniczenia na ekstrawagancję czy raczej na wielość możliwości zrodzonych dzięki bogactwu, choć tylko częściowo byli tego świadomi. „The New York Times” uchwycił ten purytański nastrój, proponując „odchudzony” sposób obchodzenia świąt w artykule pod tytułem Będziemy się bawić, jakby to był rok 1929. W tekście podrzucano pomysły, jak można zorganizować przyzwoite przyjęcie w samym środku kryzysu, dysponując skromniejszym budżetem. Jedna z udzielających się towarzysko osób cytowanych w artykule zauważyła: „W recesji jest coś takiego, że zdejmuje ona z człowieka presję. […] Pozwala ci zrezygnować ze wszystkich rzeczy, które są nieistotne, i skoncentrować się na tym, co ważne: przyjaciołach, rodzinie, byciu razem”4. Gospodarze przyjęcia czuli jednak potrzebę zatrudnienia doradcy, który powie im, jak się bawić podczas kryzysu. Ich gotowość do zrezygnowania z dreszczyku emocji związanego z konsumpcją miała ambiwalentny charakter. Może i chcieli ograniczyć sobie możliwości wyboru, ale nie w zbyt dużym stopniu. I najlepiej, żeby zrobił to za nich ktoś inny.

Pytanie, na które będę chciała odpowiedzieć w tej książce, nie brzmi po prostu: „Dlaczego ludzie robią zakupy?” albo „W jaki sposób myślą o swoim życiu?”, ale: „Dlaczego ludzie akceptują ideę wyboru i co dzięki temu zyskują, a co tracą?”. Ludzie przejmują się zagrożeniem terrorystycznym, nowymi wirusami czy katastrofami ekologicznymi, ale najbardziej zawsze martwią ich sprawy związane z sytuacją prywatną: pracą, związkiem, finansami, pozycją we wspólnocie, znaczeniem ich życia czy tym, co po sobie zostawią5. Wszystkie te dziedziny wiążą się z dokonywaniem wyborów. A ponieważ dążymy do perfekcji nie tylko na co dzień, ale także myśląc o przyszłości, coraz trudniej jest nam wybierać. Dokonanie wyboru wiąże się z poczuciem przygniatającej odpowiedzialności, a to z kolei z obawą przed porażką, poczuciem winy i lękiem, że w przypadku złego wyboru pojawi się żal. Wszystko to sprawia, że wybór staje się po prostu tyranem.

Socjolog Richard Sennett wskazuje, że

W myśli politycznej słowo „tyrania” było pierwotnie synonimem najwyższej władzy. Kiedy wszystko poddane jest władzy jednej wspólnej zasady albo jednej osoby, zasada lub osoba tyranizuje życie społeczeństwa. […] Może to być instytucja, może być przekonanie służące jako jedyny miernik rzeczywistości6.

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat wybór, tak jak przedstawia się go w teorii racjonalnego wyboru, stał się w rozwiniętym świecie jedną z takich tyrańskich idei.

Teoria racjonalnego wyboru zakłada, że ludzie, zanim coś zrobią, myślą i że zawsze w danej sytuacji dążą do zmaksymalizowania korzyści i zminimalizowania kosztów. Zatem zależnie od dominujących okoliczności i od dokładności informacji, jakimi dysponują, zawsze wybiorą tak, by najlepiej zadbać o własny interes. Jednak krytycy teorii racjonalnego wyboru zauważyli, że jednostki nie zawsze działają we własnym interesie, nawet jeśli wiedzą, jaki on jest. Stąd bierze się wiele przypadków działań charytatywnych czy altruistycznych, nieopartych wyłącznie na dążeniu do zaspokojenia własnych potrzeb. Psychoanaliza pokazała również, że ludzie często zachowują się tak, że wcale nie maksymalizują swojej przyjemności i nie minimalizują cierpienia. Czasem wręcz odczuwają dziwne zadowolenie z działania na własną niekorzyść. Nawet jeśli sądzą, że mają wystarczająco dużo danych, by dokonać jak najlepszego wyboru, to na ich decyzje silnie wpływają czynniki zewnętrzne, takie jak inni ludzie, albo wewnętrzne, takie jak nieuświadomione pragnienia i marzenia.

W dzisiejszym społeczeństwie gloryfikującym wybór, który ma zawsze działać na korzyść jednostek, problemem jest nie tylko skala dostępnego wyboru, ale też sposób, w jaki się go przedstawia. Wybory życiowe opisuje się w takich samych kategoriach jak wybory konsumenckie: poszukujemy „dobrego” życia tak, jakbyśmy mieli szukać odpowiedniej tapety albo odżywki do włosów. Dzisiejsza kultura poradnictwa mówi o wyborze małżonków w taki sposób, jakby sprawa dotyczyła poszukiwania dobrego samochodu – najpierw musimy poznać jego dobre i złe strony, następnie zawrzeć małżeńską umowę majątkową, naprawiać, jeśli coś się zepsuje, a w końcu zamienić stary model na nowy. Potem można jeszcze stwierdzić, że zobowiązanie jest zbyt męczące i zdecydować się na leasing.

Problem wyboru dotyczy głównie klasy średniej świata rozwiniętego. Jednak nawet w biednych krajach wielu ludzi cierpi z powodu sprzeczności tkwiących w idei wyboru. Pozornie uzyskali oni wolność czynienia z własnym życiem tego, co zechcą, ale w rzeczywistości stosuje się wobec nich wiele ograniczeń. Z jednej strony są traktowani, jakby byli w stanie zmienić swoje życie w dzieło sztuki, kształtować każdy jego element wedle własnej woli. Zachęca się ich do udawania, że żyją w idealnym świecie, jakby podejmowane decyzje dało się odwrócić, gdy tymczasem, faktycznie, gospodarcze uwarunkowania sprawiają, że swoboda wyboru jest ograniczona, a jedna zła decyzja może mieć tragiczne konsekwencje. Nawet w bogatych krajach biedni nie mogą wykorzystywać możliwości, jakie teoretycznie przed nimi stoją. Na przykład w USA jeśli masz ubezpieczenie zdrowotne, możesz wybierać spośród wielu terapii i zaawansowanych technologii medycznych. Ale przy braku uniwersalnego systemu opieki zdrowotnej biedni nie mogą liczyć choćby na najbardziej podstawowe leczenie. A nawet jeśli pieniądze nie są problemem, wybór może być ciężarem i powodować dezorientację: z jednej strony ostatnie badania naukowe mówią, że to, na co ludzie zachorują i jak długo będą żyć, jest określone przez ich geny. Z drugiej strony słyszy się jednak, że stylem życia odpowiadają za swój stan zdrowia.

W książce tej chciałabym zastanowić się, jak doszło do tego, że idea wyboru, kim chcemy być, i imperatyw „stawania się sobą” zaczęły działać przeciwko nam, sprawiając, że zamiast cieszyć się większą wolnością, stajemy się bardziej lękliwi i zachłanni.

Zdaniem francuskiego filozofa Louisa Althussera poparcie „postindustrialnego kapitalizmu dla ideologii wyboru to nie przypadek, a raczej sposób na podtrzymanie jego dominacji”. Według Althussera problem może polegać na tym, że nie zauważamy, w jaki sposób jest konstruowane nasze życie. Społeczeństwo funkcjonuje jako coś oczywistego, danego, niemal naturalnego. Aby zrozumieć ukryte nakazy, kodeksy istnienia, tajemnicze wymogi, które filozofowie nazywają „ideologiami”, musimy przestać się łudzić, że społeczeństwo jest oczywiste, że jest czymś „danym”. Tylko wówczas zauważymy dziwaczną, a jednak silnie ustrukturyzowaną logikę, której bez zastanowienia podporządkowujemy się w codziennym życiu. Możemy czuć, że funkcjonujemy w opozycji do „społeczeństwa” czy status quo – a jednak, paradoksalnie, dla przetrwania ideologii nie jest konieczne, by ludzie aktywnie ją wspierali czy w nią wierzyli. Najistotniejsze jest, by nie wyrażali swojego braku wiary, aby zgadzali się z opinią większości. Wystarczy, że wierzą, że ludzie wokoło wierzą. Ideologie polegają więc na „wierze w wiarę pozostałych”. Było to może najbardziej widoczne w byłych reżimach komunistycznych, gdzie większość ludzi nie wierzyła w dominującą ideologię. Obywatele myśleli według takiego schematu: „Ja nie wierzę w partię, ale jest bardzo wielu silniejszych ode mnie i mi podobnych (nie tylko aparatczycy), którzy wierzą, dlatego nie będę się wychylać”. (Obecnie wydaje się, że nawet wielu aparatczyków nie było gorliwymi wyznawcami komunizmu. Często podejrzliwie patrzyli na tych, którzy sięgali do prac założycieli socjalizmu, Marksa i Engelsa). Zatem tym, co wiązało społeczeństwo, była wiara w fikcyjnych innych, którzy rzekomo wierzyli i w ten sposób umacniali wiarę pozostałych.

Logika wiary działa również w przypadku idei wyboru. Być może sami nie wierzymy, że mamy nieograniczone możliwości wyboru albo że jesteśmy w stanie całkowicie sterować własnym życiem i stawać się kimkolwiek chcemy. Wierzymy jednak, że ktoś inny w to wierzy, i dlatego nie chcemy wyrażać naszego braku wiary.

Czując się winni tego, jacy jesteśmy, i nieustannie „naprawiając” samych siebie, gubimy perspektywę konieczną do zainicjowania zmiany społecznej. Ciężko pracując nad samodoskonaleniem, tracimy energię oraz zdolność uczestnictwa w jakiejkolwiek formie tejże zmiany, wciąż odczuwamy lęk, że w jakiś sposób ponosimy porażkę.

Jeśli chcemy uwolnić się od tego niepokoju, musimy zrozumieć, skąd się wziął i jak działa. Jeśli chcemy mieć nadzieję na zmianę sposobu funkcjonowania społeczeństwa, musimy uznać, że istnieje alternatywa dla tyranii wyboru odgrywającej centralną rolę w ideologii późnego kapitalizmu. Zamiast gloryfikować racjonalny wybór, powinniśmy dostrzec, że decyzje często są podejmowane na poziomie nieświadomości i że społeczeństwo jako całość ma na nie wpływ.

W czasach kryzysu gospodarczego pojawiają się też inne pytania. Jak przejść od nieograniczonego swobodnego wyboru do wyboru znacząco ograniczonego? Od wiary, że wszystko jest możliwe, do przekonania, że nic już nie jest możliwe? Pytania te prowadzą nas do skomplikowanej logiki straty. Ostatnie dziesięciolecia stworzyły w rozwiniętym świecie iluzję wiecznej teraźniejszości: przeszłość się nie liczy, a przyszłość stworzymy my sami. W takiej perspektywie znika realność straty. Kiedy człowieka postrzega się jako pana swojego losu, własnego dobrobytu i sytuacji najbliższych, na przykład dzieci, jeszcze trudniej jest coś postanowić. Poczucie żalu z powodu podjętych decyzji, obawa przed popełnieniem kolejnego błędu mogą przytłaczać. Aby uniknąć żalu i poczucia straty oraz powszechnego niepokoju, próbuje się zminimalizować ryzyko albo przynajmniej sprawić, by stało się przewidywalne. Społeczeństwo, które hołduje wyborowi, funkcjonuje w oparciu o przekonanie, że musi zapobiegać wszelkiemu ryzyku, a przynajmniej je przewidywać.

Kryzys można zdefiniować jako moment, kiedy tracimy kontrolę – gdy świat, który znamy, przestaje istnieć i musimy stawić czoła nieznanemu. Niezależnie od konsekwencji dla społeczeństwa czy jednostki taki kryzys może być okazją, aby ponownie zastanowić się nad tym, co jest naprawdę ważne. Kryzys gospodarczy zmusza ludzi do oszczędzania, a jednocześnie skłania ich do zastanowienia się nad swoimi pragnieniami. Oszczędzać to poświęcać pragnienia – a przynajmniej odraczać ich zaspokojenie.

Jeszcze do niedawna społeczeństwo wyboru zachęcało do pogoni za natychmiastową satysfakcją i uczyło nas, byśmy niczego nie odkładali na później. Jednak nawet w takiej sytuacji ludzie wciąż wymyślali nowe ograniczenia, aby podtrzymać swoje pragnienia przy życiu, tworzyli nowe zakazy, aby stłumić dążenie własnych społeczeństw do przyjemności. Dlatego nie zgadzam się z teoriami, według których żyjemy w społeczeństwach bez ograniczeń. Istnieje różnica między społeczeństwem, w którym nie ma granic, a ideologią  o p i s u j ą c ą  to społeczeństwo jako nieznające ograniczeń. Choć aktualny światopogląd, tak jak się go kształtuje w mediach, mówi, że przyjemność nie ma kresu, to jednostki wciąż zmagają się z własnymi zakazami.

Bohater Dostojewskiego, Iwan Karamazow, dochodzi do wniosku, że jeśli Bóg nie istnieje, to wszystko jest dozwolone. Francuski psychoanalityk Jacques Lacan sparafrazował Dostojewskiego, mówiąc: „po śmierci Boga nic już nie jest dozwolone”. Miał na myśli to, że utrata wiary w autorytet, który zakazuje nam pewnych działań, otwiera nie tyle pole wolności, ile nowych ograniczeń. W przypadku ideologii wyboru mamy do czynienia z podobnymi parafrazami. Nieograniczony wybór, jakim rzekomo dysponujemy w naszym życiu, zamienił się w nowe zakazy. Dziś jednak nie są one narzucane przez zewnętrzną władzę – rodziców czy nauczycieli – sami tworzymy dla siebie ograniczenia. A cały ogromny przemysł samodoskonalenia umożliwia nam wybór kolejnych autorytetów, którym możemy oddać prawo ograniczania naszych możliwości.

Pokażę w tej książce, jak bardzo może mylić ideologia wyboru obarczająca jednostkę poczuciem, że każdy jest panem swojej sytuacji i kierunku, w którym zmierza jego życie. Będę chciała też pokazać, jak kiepsko ta ideologia przyczynia się do zmiany w organizacji społeczeństwa jako całości. Są takie chwile, gdy jednostka może dokonać racjonalnego wyboru, są i takie, gdy nasze wybory są nieracjonalne, a czasem powodują straty. Wybór jest w ludzkich rękach potężnym narzędziem. Stanowi przecież podstawę wszelkiego politycznego zaangażowania i procesu politycznego jako takiego. Jednak kiedy gloryfikuje się wybór jako najważniejszy mechanizm kształtowania swojego prywatnego życia, pozostaje niewiele miejsca na krytykę społeczną. Choć obsesyjnie zajmujemy się indywidualnymi wyborami, często nie dostrzegamy, że w rzeczywistości prawie w ogóle nie są one indywidualne, lecz w znacznej mierze ukształtowane przez społeczeństwo, w którym żyjemy.

1. Jennifer Niesslein, Practically Perfect in Every Way: My Misadventures Through the World of Self-Help – and Back, Putnam Adult, New York, NY 2007.

2. http://www.thetimes.co.uk/tto/life/article1854536.ece.

3. „Financial Times”, 29 i 30 listopada 2008.

4. „The New York Times”, 28 listopada 2008.

5. Zob. Renata Salecl, On Anxiety, Routledge, London 2004.

6. Richard Sennett, Upadek człowieka publicznego, przeł. Hanna Jankowska, Muza, Warszawa 2009, s. 545.