Tylko ty mnie zrozumiesz - Samantha Young - ebook

19 osób właśnie czyta

Opis

Czy można zostawić kogoś, kogo tak bardzo się kocha?

Po wszystkim, przez co przeszli, Jake i Charley ponownie są razem – tyle tylko, że odnalezienie siebie i wspólne życie to nie to samo.

Świat Charley wywraca się do góry nogami. Dla dobra tego, co uważa za najcenniejsze, postanawia poświęcić miłość do Jake’a. On jednak nie zamierza poddać się bez walki.

Dzwoni codziennie, choć Charley nigdy nie odbiera. Czeka choćby na odpowiedź: Wszystko okej. Mijają miesiące, a on ciągle nie wie, czemu Charley tak brutalnie z nimi zerwała, i to przez telefon. Przecież wszystko między nimi układało się naprawdę dobrze.

W jej sercu każdy sygnał od Jake’a rozdrapuje nową ranę. Charley czuje, jak bardzo skrzywdziła jego, a przy okazji samą siebie. Jednak musiała dokonać wyboru…

Jake w końcu odnajduje Charley i domaga się choćby słowa wyjaśnienia.

Jaki facet wraca po takim czasie? Taki, który naprawdę kocha i nigdy się nie podda w walce o miłość swojego życia.

Charley nie ma jednak pewności, czy kobieta, którą się staje, będzie potrzebowała Jake’a tak bardzo jak dziewczyna, którą niegdyś była…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 297

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału: Out of the Shallows

Copyright © 2014 by Samantha Young

Copyright for the Polish edition © 2016 by Burda Publishing Polska Sp. z o.o.

02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Redaktor prowadzący: Marcin Kicki

Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska

Redakcja: Olga Gorczyca-Popławska

Korekta: Marzena Kłos, Magdalena Szroeder-Stępowska

Skład i łamanie: Beata Rukat/Katka

Redakcja techniczna: Mariusz Teler

Projekt okładki: Katarzyna Ewa Legendź

Zdjęcia na okładce: Joseph O. Holmes/portfolio.streetnine.com/Getty Images, Tom Merton/Getty Images, Shingo Tamura/Getty Images

ISBN: 978-83-8053-169-7

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.burdaksiazki.pl

Skład wersji elektronicznej:

Rozdział pierwszy

Lanton, sierpień 2013

Upajający zapach kwiatów wypełniał pokój. Ostatnio kleił się do wszystkiego. Nawet po umyciu rąk czułam się tak, jakbym przed chwilą oblała je kwiatowymi perfumami.

– Ładne.

Oderwałam wzrok od bukietu czerwonych róż i białych lilii i zobaczyłam, że Claudia wskazuje go ręką.

– Chyba zaczynam sobie z tym radzić. – Zerknęłam na kwiaty. – Nareszcie.

– Dla kogo to? – zainteresowała się.

– Dla Huba, a konkretnie dla jego żony, na piętnastą rocznicę ślubu.

Claudia pokiwała głową.

– A więc pod tą niedźwiedziowatą powłoką kryje się czułe serce, co?– mruknęła.

Uśmiechnęłam się szeroko. Hub, właściciel pobliskiej restauracji w moim rodzinnym miasteczku Lanton w stanie Indiana, był potężnym mrukiem z obfitą brodą, i wcale się nie dziwiłam, że przyjezdni trochę się go obawiali. Claud jednak się nie myliła, Hub miał złote serce.

– Złożył zamówienie ponad miesiąc temu. Taki człowiek nie zapomina o rocznicy ślubu.

Claudia z uśmiechem zademonstrowała okno wystawowe kwiaciarni mojej matki.

– Zaaranżowałam witrynę, tak jak prosiłaś – oznajmiła.

Delia była jedyną kwiaciarnią w miasteczku i choć nie mieszkało tu zbyt wielu ludzi, interes szedł całkiem nieźle. Na zapleczu, gdzie układałam bukiety, pojawił się niedawno problem z pleśnią, ale rodzice wydali majątek, by się z nią rozprawić, i Delia znów funkcjonowała.

Nie mogłam z ręką na sercu powiedzieć tego samego o drugiej Delii, czyli mojej matce.

– Dzięki – odparłam. – Naprawdę się cieszę, że tu jesteś.

Po zakończeniu roku na uniwersytecie w Edynburgu Claudia w pośpiechu spakowała się i wróciła do Stanów, żeby zamieszkać ze mną i moimi rodzicami. Była tu przez cale lato, pomagając w najgorszym kryzysie, jaki przytrafił się naszej rodzinie.

– Przestań to wreszcie powtarzać, bo w końcu zrobię ci krzywdę.

– Dobra. – Uśmiechnęłam się lekko.

Claudia zmarszczyła brwi.

– Gdzie mama Delia? – zapytała, rozglądając się dookoła.

Mama była na cmentarzu, jak zawsze.

– A jak myślisz? – wymamrotałam, garbiąc się nad bukietem.

– A. No tak. – Claudia westchnęła. – Dziś rano dzwonił do mnie Lowe. – Gdy milczałam, dodała: – Podobno próbował się z tobą skontaktować.

– Wiem – odparłam z nonszalancją, którą nie do końca czułam.

Skoro nie rozmawiałam z Jakiem, chyba nie powinnam rozmawiać z Lowe’em.

– Lowe to twój przyjaciel.

– Nieprawda, to przyjaciel Jake’a. I tak zraniłam Jake’a, zwierzając się nie jemu, ale jego najlepszemu kumplowi.

Sięgnęłam po więcej liści do wypełnienia kompozycji, jednak Claudia chwyciła mnie za rękę.

– Bukiet jest skończony – zauważyła.

– Czułam, że będziesz chciała pogadać – westchnęłam, odwracając się do niej.

– Charley, zajęcia zaczną się już za tydzień. Jesteś gotowa?

– Nie, ale postaram się być.

– Wrócimy do starego mieszkania, a ponieważ to ostatni rok, będziemy miały co robić. Poza tym znowu zobaczysz Alexa. To bardzo dobrze.

Odwróciłam wzrok i przygryzłam wargę.

– Myślisz, że mogę ich tak zostawić? – zapytałam cicho po chwili milczenia. – Mama codziennie chodzi na cmentarz, a tata nadal się na mnie wścieka.

Wzrok Claudii był pełen współczucia, ale dostrzegłam w nim również determinację.

– Może i Delia chodzi codziennie na cmentarz, ale to nie znaczy, że coś z nią nie tak. Czuje się o wiele lepiej, Charley, i teraz da sobie radę sama. A Jim cię kocha. Ochłonie, kiedy i ty ochłoniesz.

– Przestań – ostrzegłam ją, bo zdecydowanie nie chciałam poruszać tego tematu.

– Dobrze. – Z rezygnacją uniosła ręce. – Tylko powiedz, czy ty w ogóle masz zamiar jeszcze kiedykolwiek rozmawiać z Jakiem?

– Co to ma być? – Spiorunowałam ją wzrokiem. – Dzień wkurzania Charley?

– Nie, to dzień powrotu do normalności i stawiania czoła decyzjom podjętym w ostatnich miesiącach. Na przykład w sprawie niejakiego Jacoba Caplina.

Poczułam znajomy ból w piersi, ale postanowiłam go zignorować. Minęłam Claud, złapałam miotłę i zaczęłam sprzątać zaplecze.

– Nie, nie mam zamiaru więcej rozmawiać z Jakiem – oznajmiłam. – To koniec i tak to zostawmy.

Claudia głośno odetchnęła.

– Czyli chcesz, żeby się zastanawiał, co poszło nie tak?

Wydawała się przerażona, a mnie natychmiast dopadło poczucie winy. Z determinacją odepchnęłam je od siebie.

– Za bardzo zraniliśmy się nawzajem – powiedziałam. – Od tego nie ma odwrotu.

– Moglibyście spróbować.

– Tak jak ty i Beck?

Claudia ściągnęła ładnie zarysowane brwi.

– To co innego – odparła.

– Claudio…

– Dobrze, już odpuszczam. Chwilowo.

Wydaje mi się, że w którymś momencie ludzie nabrali o mnie błędnego mniemania. Sama chyba też go nabrałam. Nie wiem, czy to było wtedy, gdy odepchnęłam siostrę sprzed pędzącego auta i wzięłam na siebie uderzenie. Wtedy zaczęto mnie nazywać Supergirl. Może chodzi o mój tupet.

Tak czy inaczej, ludzie chyba myślą, że jestem nieustraszoną, dzielną, niezależną młodą kobietą, która ma gdzieś opinie innych. W zasadzie naprawdę mam je gdzieś, jednak to nie dotyczy moich rodziców. Boję się, że ich stracę.

Nie jestem nieustraszona, nawet nie jestem szczególnie dzielna, i chyba nie aż tak niezależna, jak mi się wcześniej wydawało.

Szczęście dziecka zależy wyłącznie od rodziców. Ich uścisk, pocałunek w czoło, przejażdżka na barana, śmiech, życzliwe słowa, czułość i miłość sprawiają, że zapomina się o stłuczonym kolanie, wyzwiskach kolegi z klasy czy śmierci ukochanego zwierzątka. Dopóki wiedziałam, że rodzice mnie kochają, darzą szacunkiem i są ze mnie dumni, wszystko było w porządku.

To nigdy całkiem nie przeminęło. Zdumiewające, z jaką łatwością rodzice doprowadzają do tego, że dorosły człowiek znowu czuje się jak dziecko.

Tak właśnie czułam się teraz – jak dziecko zabiegające o miłość i szacunek rodziców. Od miesięcy miałam jednak wrażenie, że tylko ich rozczarowuję, zwłaszcza tatę.

Później tego dnia – po tym, jak mama wróciła z cmentarza i pomogła nam zamknąć kwiaciarnię – poszłyśmy do domu na kolację. Tata, z zawodu mechanik, był właścicielem miejscowego warsztatu. Zjawił się w domu wkrótce po nas i w końcu wszyscy zasiedliśmy do stołu w jadalni.

Zapadło znajome milczenie.

Szczęk sztućców na talerzach, brzdęk szkła, szelest serwetek, chrupanie chleba jeszcze podkreślały ciszę. W tych dniach niewiele mieliśmy sobie do powiedzenia, więc tym bardziej zdumiało mnie pytanie taty.

– Myślałaś jeszcze o tym egzaminie na prawo?

Zerknęłam na Claudię, która zrobiła wielkie oczy. Moja odpowiedź jeszcze bardziej ją zaszokowała.

– Jesienią zamierzam zdać egzamin kwalifikacyjny na prawo – odparłam.

Oczy Claudii omal nie wyszły z orbit.

– Naprawdę? – Popatrzyła na mnie.

Ona zdała go w czerwcu, sądziła jednak, że zrezygnowałam ze studiowania tego kierunku.

– Owszem. – Pokiwałam głową, czując na sobie palący wzrok rodziców. – Jeśli tylko zdążę zdać w lutym, jesienią złożę podanie o przyjęcie na studia prawnicze.

– Bardzo się cieszę. Claudia na pewno pomoże ci w nauce – oznajmił tata.

Popatrzyliśmy na siebie i po raz pierwszy od miesięcy spojrzenie taty było niemal czułe. Naprawdę się cieszył, gdyż jego zdaniem podjęłam dobrą decyzję.

Ja nie wiedziałam jednak, czy słusznie wybrałam prawo zamiast akademii policyjnej, jak pragnęłam. Chyba dlatego nie wspomniałam o tym Claudii – nie chciałam, żeby ktokolwiek próbował mi to wyperswadować. Prawdę mówiąc, podjęłam tę decyzję, bo uznałam, że tak będzie najlepiej dla mojej rodziny.

– Ja też. – Zerknęłam na mamę i zobaczyłam łzy w jej oczach, kiedy się do mnie uśmiechała.

Tak, to była najlepsza decyzja dla rodziny. Dzięki temu rodzice mogli się uspokoić, a potrzebowali tego bardziej niż ja pracy w policji.

– Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz, Charley? – zapytała Claudia.

– Oczywiście. – Uśmiechnęłam się do niej z przymusem.

Kolacja przebiegała w mniej niezręcznej atmosferze niż zwykle, gdyż rodzice włączyli się do rozmowy, a potem, zamiast mnie przepędzić, mama pozwoliła mi pomóc przy sprzątaniu.

Poszłam za nią do kuchni i postawiłam talerze obok kosza na śmieci. Gdy wrzucałam do niego resztki, mama oznajmiła:

– Jestem z ciebie dumna, Charlotte.

– Tak? – Zerknęłam na nią.

Uśmiechnęła się, a jej oczy zaszły łzami. Ostatnio często się to zdarzało. Mama nie była takim płaczkiem zanim… zanim… teraz jednak wzruszała się przy każdej okazji.

– Wiesz, przez te miesiące nieustannie myślałam o tym, że idziesz na akademię policyjną i wstąpisz do policji – ciągnęła. – Oczywiście zawsze wiedziałam, że potrafisz o siebie zadbać, zanim jeszcze odepchnęłaś Andie sprzed auta Finnegana. Zamartwiałam się przez jakieś pół sekundy, dopóki cię nie zobaczyłam. Miałaś nogę w gipsie, siniaki na całym ciele, ale kiedy weszliśmy do sali szpitalnej, uśmiechnęłaś się do nas szeroko, bezczelnie. Gdyby Andie była na twoim miejscu, bardzo by nią to wstrząsnęło. Po tamtym zdarzeniu była w rozsypce, tygodniami snuła się za tobą krok w krok. Okropnie cię to denerwowało.

Nagle poczułam gulę w gardle i odwróciłam głowę, walcząc ze łzami.

– Pamiętam – wyszeptałam.

– Nie chciałam, żebyś została policjantką, ale przed latem czułam się winna, próbując cię od tego odwieść. Nie chciałam przez resztę życia czekać na nocny telefon z informacją, że moja córka zginęła na służbie, choć jeszcze bardziej nie chciałam, żeby moje dziecko czuło do mnie niechęć za to, że go nie wspierałam. Potem jednak ta sprawa z Andie… – Odepchnęła się od blatu, podeszła do mnie, po czym wzięła mnie za rękę. – Wiem, że proszenie cię o rezygnację z akademii to egoizm. Naprawdę zdaję sobie z tego sprawę. Nie mam pojęcia, czy rzeczywiście chcesz zdawać ten egzamin na prawo, czy tylko zadowolić tatę i mnie. Gdybym była silniejsza, zachęciłabym cię do realizacji marzeń. Tyle że nie jestem silna i cieszę się, że nie idziesz na akademię. Przykro mi, ale to prawda. Nie znienawidź mnie za to, proszę.

– Rozumiem, i dlatego podjęłam taką decyzję.

– Ale czy naprawdę chcesz być prawnikiem? Bo nie musisz.

Uśmiechnęłam się do niej z goryczą.

– Nie mogę dać tacie tego, czego naprawdę chce – powiedziałam. – Po raz pierwszy w życiu go rozczarowałam.

– Charley…

– Nie, mamo, wiesz, że to prawda – przerwałam jej. – Ja też żałuję, że nie jestem silniejsza, ale skoro nie jestem, tylko tyle mogę mu teraz dać. Zawsze chciał, żebym została prawnikiem, więc zdam ten egzamin.

Mama mocniej ścisnęła moją rękę.

– Kiedyś znowu będziemy tacy jak dawniej.

Boże, naprawdę miałam taką nadzieję, bo teraz bardzo brakowało mi taty, a jeszcze bardziej Andie.

Łzy spłynęły mi po policzkach, więc się odwróciłam i próbowałam skupić na sprzątaniu. Mama się wycofała.

Gdy odgłos jej kroków ucichł, telefon zawibrował w mojej kieszeni. Na widok imienia na ekranie poczułam nieprzyjemny ucisk w żołądku.

To było kolejne nieodebrane połączenie od Jake’a. Dzwonił raz dziennie, odkąd wyjechałam z Edynburga. Potem, jak zawsze, pojawił się SMS.

Znasz reguły…

Mimo że nigdy nie oddzwaniałam, Jake nie rezygnował, zapewne w nadziei, że pewnego dnia zmienię zdanie. Półtora miesiąca temu, gdy stało się jasne, że się tego nie doczeka, wysłał mi SMS z prośbą, żebym chociaż dała mu znać, że wszystko w porządku. Tak zrobiłam i odtąd codziennie chciał to wiedzieć.

Otarłam łzy z policzków i odpisałam.

Wszystko okej.

Nigdy nie pytałam, czy u niego też, za bardzo ciążyło mi poczucie winy, więc wolałam zachować się jak tchórz. Wiedziałam, że zraniłam Jake’a, nie chciałam jednak usłyszeć tego z jego ust.

Wepchnęłam telefon do kieszeni, myśląc o ironii losu – zaledwie kilka miesięcy wcześniej dałam Jake’owi wycisk za to, że zerwał ze mną, kiedy miał siedemnaście lat. Ponad cztery lata później zraniłam go równie mocno, choć obiecałam sobie, że nigdy nie skrzywdzę nikogo tak, jak Jake skrzywdził mnie.

Jak dużo może się zmienić w trakcie kilku miesięcy.

Rozdział drugi

Edynburg, luty 2013

…ty i moje martwe serce. Choć łączy nas przyjaźń, nie licz na moje współczucie. Osiedliśmy na mieliźnie.

Od dwudziestu minut siedziałam nad laptopem, z piwem pod ręką, całkiem sprawnie przygotowując pracę na seminarium, podczas gdy moi przyjaciele przy tym samym stoliku słuchali alternatywnej grupy rockowej The Stolen.

Siedzieliśmy w Milk, barze w Cowgate, części Edynburga, gdzie mieszkali amerykańscy studenci, w tym także ja. Na szczęście byłam jedną z tych dziewczyn, które potrafią wyciszyć muzykę na żywo i wrzaski tłumu, żeby odrobić zapomnianą pracę domową na następny dzień. Mogłam zostać w mieszkaniu, ale później musiałam załatwić w nim pewną nieprzyjemną sprawę, więc postanowiłam nie spędzać tam więcej czasu niż to konieczne.

Problemy zaczęły się, kiedy mój przyjaciel Lowe, wokalista zespołu, zaśpiewał moją ulubioną piosenkę Lonely Boy. Zakochałam się w niej wiele miesięcy temu, podczas ich pierwszego występu w Szkocji. Za każdym razem, kiedy ją słyszałam, wszystko inne przestawało mnie interesować.

Oderwałam wzrok od ekranu i popatrzyłam na niewielką scenę. Lowe, przystojniak z tatuażami, kolczykiem w wardze i potarganą fryzurą, zauważył to i spojrzał na mnie pogodnie znad okularów bez oprawek.

Uśmiechnęłam się lekko i uniosłam w toaście piwo, przysłuchując się piosence. Lowe powiedział nam, że podczas pisania tekstów jest stuprocentowo szczery, a wtedy mój chłopak Jake zażartował, że powinnam napisać dla niego piosenkę. Dowcip mnie nie rozbawił, bo tak naprawdę nigdy nie byłam do końca szczera wobec Jake’a. Wolałam nie odsłaniać się przed nim całkowicie. Dzisiejszy wieczór miał być wielkim krokiem naprzód dla nas – a właściwie dla mnie, koniecznym, jeśli liczyliśmy na trwały związek.

Czułam się podenerwowana, ale pogodzona z sytuacją, dopóki Lowe nie zaśpiewał tej cholernej piosenki.

Jakby się domyśliwszy, dokąd wędruję myślami, Jake oparł brodę na moim ramieniu, objął mnie w talii i przyciągnął do siebie.

– Gdzie jesteś? – zapytał, muskając wargami moje ucho.

Drgnęłam i odwróciłam lekko głowę, tak że teraz jego usta dotykały mojego policzka.

– Tutaj – powiedziałam.

– Dlaczego ta piosenka tak na ciebie działa?

Zamarłam i ze zdumieniem popatrzyłam na jego przystojną twarz; Jake uśmiechał się lekko, a w jego ciemnych oczach dostrzegałam ciepło i zrozumienie.

– Przyglądam ci się – dodał.

– Mądrala.

– Tylko jeśli chodzi o ciebie. – Błysnął białymi zębami. – Kiedy coś mnie naprawdę interesuje, poświęcam temu całą uwagę.

– Chcesz powiedzieć, że jesteś ekspertem ode mnie?

Zmrużył oczy i poczułam, że jego uścisk się rozluźnia.

– Mam nadzieję, że pewnego dnia mi na to pozwolisz – odparł.

Nie wiedząc, co odpowiedzieć, znowu przeniosłam spojrzenie na scenę. Przez ostatnich parę dni, odkąd zaczęliśmy ze sobą sypiać, niepokój czający się tuż pod powierzchnią tylko się nasilił. Nie miał nic wspólnego z brakiem pożądania – skąd – byłam wycofana emocjonalnie, a Jake usiłował wykazać się cierpliwością, która nie stanowiła jego mocnej strony.

Przez to wszystko odnosiliśmy wrażenie, że nasz związek lada chwila zacznie się sypać.

Oparłam się o Jake’a, rozluźniając mięśnie, i musnęłam palcami jego dłonie.

– Beck, pokaż klatę! – wrzasnęła ładna brunetka przy sąsiednim stoliku.

Uśmiechnęłam się na widok grymasu, z którym moja przyjaciółka Claudia popatrzyła na tę dziewczynę.

Beck był najlepszym kumplem Jake’a, a obecnie również jednym z najlepszych kumpli Claudii. Grał na gitarze prowadzącej i stał na środku sceny tuż obok Lowe’a. Był absurdalnie atrakcyjnym wysokim blondynem o zabójczo szarych oczach i jeszcze bardziej zabójczym uśmiechu. Ucieleśniał wszystko, czego należało oczekiwać od rockmena. Miał wytatuowaną jedną rękę, był wyluzowany, a kobiety za nim szalały. Nigdy w życiu nie spotkałam faceta z takim seksapilem i taką charyzmą. Choć zgrywał się na zbuntowanego twardziela, w gruncie rzeczy był zupełnie inny. Wiedziałam to, bo całkiem inaczej zachowywał się przy Claudii. Tak bardzo pragnął się zaangażować, że bał się do tego przyznać nawet przed samym sobą, i pewnie dlatego pożerał wzrokiem brunetkę przy sąsiednim stoliku.

Gdy Claudia zauważyła jego spojrzenie, duszkiem dopiła drinka i odwróciła głowę. Rowena, nasza szkocka przyjaciółka, którą podejrzewałyśmy o sypianie z basistą Denverem, odgarnęła z oczu jaskrawofioletowe włosy i wymieniła ze mną zatroskane spojrzenie.

Wiedziałam, że Claudia ma mieszane uczucia do Becka. Była nim zainteresowana, co więcej, podobnie jak wszyscy w naszej grupie – z wyjątkiem Becka – przypuszczałam, że go kocha. Tyle tylko, że w jednej chwili pozornie nie miała nic przeciwko jego puszczalstwu, a w następnej wyglądała tak, jakby najchętniej uciekła w kąt i zalała się łzami.

Stuknęłam ją w ramię, a ona popatrzyła na mnie ze smutkiem w zielonych oczach. Była najpiękniejszą istotą, jaką spotkałam w życiu, a do tego jedną z najfajniejszych, najdowcipniejszych i najmilszych dziewczyn na świecie.

A Beck był zwykłym kretynem.

– Chcesz już iść? – zapytałam.

Zerknęła z wściekłością na scenę – i dobrze, bo szczerze mówiąc, wolałam, kiedy gromiła wszystkich spojrzeniem niż kiedy miała wzrok zbitego psa.

– Tak, jeśli jesteś już gotowa – odparła, odwracając się do mnie.

– Wychodzisz? – Jake ponownie mnie przytulił.

– Albo wyjdę, albo położę trupem twojego najlepszego kumpla.

Jake popatrzył na Becka i lekko pokręcił głową.

– Musi wreszcie przestać myśleć tylko o własnej dupie – mruknął.

– Fakt. Na razie zabieram Claud do domu.

– Iść z wami?

Westchnęłam niepewnie. Musiałam w końcu wyjawić, do czego się szykuję.

– Prawdę mówiąc, mam pewne plany na wieczór. Zamierzam powiedzieć o nas rodzicom…

Jake uniósł brwi.

– Muzyka tak wali, że nie jestem pewien, czy cię dobrze zrozumiałem – oświadczył.

Ujęłam jego twarz w dłonie i poczułam pod palcami kłującą brodę. Z uśmiechem potarłam nosem o jego nos.

– Lepiej uważaj, co teraz powiesz – uprzedziłam go. – Tak się składa, że jestem trochę zdenerwowana i mogę się wycofać.

W odpowiedzi delikatnie pocałował mnie w usta, a ja zamrugałam i rozchyliłam wargi. Poczułam na nich mrowienie, kiedy się odsuwał.

– Powiem im także o akademii.

Tym wyznaniem zasłużyłam sobie na następny pocałunek. Potem jednak Jake się nie odsunął, tylko objął mnie mocno i przytulił do piersi. Położyłam dłonie na jego umięśnionych plecach. Fantastycznie pachniał, a w jego ramionach czułam się całkowicie bezpieczna.

W tym momencie zniknęły wszystkie moje obawy. Ogarnęło mnie zdradzieckie pragnienie, by otworzyć usta i wyszeptać te dwa krótkie słowa.

– Gotowa? – Głośne pytanie Claudii momentalnie przywołało mnie do rzeczywistości.

– Życz mi szczęścia – powiedziałam do Jake’a, niechętnie wyplątując się z jego objęć.

– Nie jest ci potrzebne. – Pogłaskał mnie kciukiem po policzku. – Dziękuję, że to robisz. To dużo dla mnie znaczy.

Emocje chwyciły mnie za gardło, więc uśmiechnęłam się zawadiacko, żeby pokryć zakłopotanie.

– Robię to dla nas obojga. – Wstałam i wepchnęłam laptop oraz notatki do plecaka.

Jake zacisnął dłoń na moim udzie, a gdy opuściłam wzrok, ujrzałam, że wpatruje się we mnie niepewnie.

– Ale zadzwonisz po tej rozmowie? – spytał.

– Jeśli nie będzie zbyt późno. – Pochyliłam się i pocałowałam go lekko w usta. – Widzimy się jutro.

Pożegnałam się z Roweną, kiedy Claudia przeciskała się między ludźmi, idąc w kierunku baru. Odwróciłam się, żeby pomachać chłopakom, na co Lowe skinął mi głową. Beck nie zareagował, gdyż ze zmarszczonymi brwiami obserwował wychodzącą Claudię.

Nie pożegnała się z nim i w tamtej chwili ani trochę jej się nie dziwiłam.

Na zewnątrz Claudia objęła się ramionami, a jej długie czarne włosy załopotały na wietrze. Wydawała się nieobecna i bardzo mi się to nie podobało. Postanowiłam odsunąć na bok zdenerwowanie przed rozmową z rodzicami i wzięłam ją pod rękę.

Uśmiechnęła się z roztargnieniem, po czym ruszyłyśmy w stronę mieszkania.

– W weekend wyglądało na to, że między tobą a Beckiem wszystko gra – zauważyłam. – Zupełnie jakbyś się oswoiła z tym, jak się między wami układa. Miałam wrażenie, że nie możesz się doczekać naszego wspólnego wyjazdu do Barcelony na spotkanie z twoim tatą.

Rodzice Claudii byli zamożnymi bywalcami z Coronado, lubiącymi sobie dogadzać i zaniedbującymi rodzicielskie obowiązki. Nigdy nie mieli czasu dla córki. Podczas ferii świątecznych Claudia odkryła, dlaczego ojciec darzy ją szczególną obojętnością. Jak się okazało, nie była jego córką. Jej biologiczny ojciec nazywał się Dustin Tweedie i był angielskim malarzem. Mama Claud postanowiła choć trochę wynagrodzić jej przykrości i wytropiła Dustina w Barcelonie, a następnie zaproponowała, że na wiosnę opłaci jej wycieczkę do Hiszpanii. Jake, Beck i ja mieliśmy polecieć z Claudią, żeby ją podtrzymywać na duchu.

Claudia natychmiast się spięła.

– Bo naprawdę nie mogłam – odparła. – Ale to było w weekend.

– Co się wydarzyło?

– Dwa dni temu napisałam do Dustina. – Nie patrzyła na mnie. Ogarnęła mnie złość, gdy zobaczyłam, że emocje ścisnęły ją za gardło i z trudem przełykała ślinę. – Nadal nie odpisał.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak to jest być córką nie jednego, nie dwojga, ale trojga obojętnych rodziców.

– Minęły tylko dwa dni – zauważyłam.

Zawołało do nas dwoje naszych sąsiadów. Pomachałyśmy im, a gdy tylko sobie poszli, Claudia wzruszyła ramionami.

– Jakie to ma znaczenie? – zapytała. – Równie dobrze mogę od razu stawić temu czoło. Dustin nie chce, żebym przyjeżdżała siać zamęt w jego życiu. – Nie lubiłam jej niewesołego śmiechu. Dziewczyna taka jak ona nie powinna być zgorzkniała. – Spójrzmy prawdzie w oczy, Charley. Brakuje mi tego czegoś, co sprawia, że facetom zaczyna zależeć.

Wstrząśnięta, znieruchomiałam przed furtką do naszego ogródka.

– To nieprawda – oznajmiłam.

– Nawet nie mogę na ciebie spojrzeć. – Odsunęła się. – Ty nigdy byś nie pozwoliła tak się zdołować.

– Ejże. – Pomachałam jej dłonią przed twarzą. – Nie widziałaś, jak przez ostatnie miesiące użalałam się nad sobą z powodu pewnego młodego przystojniaka o nazwisku Caplin?

Prychnęła, ale nadal nie chciała spojrzeć mi w oczy.

– Claud, każdy ma prawo do kiepskiego dnia, prawda? A dzisiaj ty masz kiepski dzień, i tyle. Ta zasrana historia z rodzicami w żaden sposób nie powinna cię zmienić. Proszę cię, nie dopuść do tego.

– A Beck?

Zależało mi na Becku, naprawdę. I wiedziałam, że jemu ogromnie zależy na Claudii, ale w tej chwili to jej nie wystarczało. Miałam wrażenie, że przeprowadzamy tę rozmowę o jeden raz za dużo.

– Tak sobie myślę, że w zeszłym tygodniu wpadłaś na dobry pomysł.

– Miałabym go od siebie odsunąć? – Wzruszyła ramionami. – Gdy ostatnio to zrobiłam, chodził jak struty i od razu się złamałam.

– Więc tym razem się nie łam.

Popatrzyła na mnie dziwnie, kiedy szłyśmy do budynku.

– Jasne, przecież to takie proste – mruknęła.

– No dobrze, może to nie jest proste. Może powinnaś skupić się na czymś innym.

– Na czymś innym?

– Tak jest. – Przypomniałam sobie, na czym udało mi się skupić, kiedy Jake randkował z Melissą. – Przydałby ci się Lowe – oświadczyłam z szerokim uśmiechem.

– Hm, lubię gościa i w ogóle, ale nie pójdę z nim do łóżka.

– Nie chodzi mi o seks. – Popatrzyłam na nią z powagą. – Możesz mi wierzyć lub nie, ale Lowe to niewiarygodnie wnikliwy, wrażliwy i cierpliwy facet. Warto mieć takiego przyjaciela.

– Chryste, czy Jake wie, że jesteś na wpół zakochana w jego kumplu?

– Nie kocham Lowe’a. Po prostu był pod ręką, kiedy go potrzebowałam. Powinnaś spędzić z nim trochę czasu. A, i nie wygaduj takich pierdół przy Jake’u.

Uśmiechnęła się chytrze, a ja poczułam, jak niepokój ustępuje. Claudia zachowywała się prawie całkiem normalnie.

– Czy pan Caplin ma skłonność do zazdrości? – zapytała.

– Owszem, prawie tak silną jak ja – burknęłam.

– I jesteś pewna, że przebywając z Lowe’em, nie wzbudzę zazdrości w tobie?

Zastanowiłam się, puszczając Claudię przodem. Nie tak dawno temu durzyłam się w Lowe’em, ale nic więcej nie mogło z tego wyniknąć. To, co było między mną a Jakiem, trawiło mnie do głębi. Nigdy w życiu nie czułam czegoś takiego do innego faceta.

Jake był moim brakującym elementem układanki.

– Nie wywołasz – odparłam w końcu. – Lowe jest seksowny jak mało kto i go lubię, ale nie umywa się do Jacoba.

– Ach, Jacob… – westchnęła, żeby się ze mną podrażnić.

– Bardzo cię proszę, nie nazywaj go tak.

– O ile mnie pamięć nie myli, to ty zaczęłaś.

– Super. Teraz mnie zabije.

Claudia ze śmiechem zatrzymała się przed drzwiami swojego pokoju.

– Dzięki, że poprawiłaś mi humor – powiedziała, gdy się uspokoiła.

– Tworzymy rodzinę. Cierpię, kiedy ty cierpisz.

W jej oczach zalśniły łzy.

– Kurde! – Pokręciła głową, przekręcając klucz w zamku. – Ta maskara nie jest wodoodporna!

Zatrzasnęła mi drzwi przed nosem, a ja wybuchnęłam śmiechem.

– Zatem dobranoc! – Powlokłam się do siebie.

Gdy byłam już w swoim pokoju, znów ścisnęło mnie w brzuchu ze zdenerwowania. Coraz bardziej zaniepokojona, ustawiłam laptop na biurku i podłączyłam się do internetu przez kabel. Po chwili otworzył się Skype i usiadłam na wąskim łóżku, żeby zaczekać na połączenie.

Osiem lat temu całe miasteczko zaczęło nazywać mnie Supergirl. Mieszkańcy Lanton w Indianie od razu tak myśleli na dźwięk mojego imienia i nazwiska. Cóż, nigdy nie czułam się tak odważna, jak mi wmawiali ludzie. Z całą pewnością nie uważałam się za superbohaterkę w tej chwili, czekając na swój kryptonit w postaci rodziców.

Najbardziej na świecie nie chciałam rozczarować Jima i Delii Redfordów. Rodzice zawsze mnie kochali i wspierali. Andie i ja niemal czułyśmy się zobowiązane do posłuszeństwa i grzeczności. Problem w tym, że gdy tylko wyjawiłam, kim chcę zostać, mama i tata stanowczo się sprzeciwili. Pewnie jakoś by to przełknęli, gdybym miała zamiar zadowolić się posadą zastępcy szeryfa w Lanton. W moim rodzinnym miasteczku przestępczość właściwie nie istniała. Ale nie – było dla nich oczywiste, że postanowiłam prysnąć do akademii policyjnej w Chicago, aby pewnego dnia dołączyć do znakomitych szeregów tamtejszej policji. Rick, narzeczony mojej siostry, był detektywem w tym mieście. Ponieważ chciałam zdobyć specjalizację, najchętniej w wydziale zabójstw, niechęć rodziców była dla mnie zrozumiała. Nie dziwiłam się, że woleliby mnie widzieć na studiach prawniczych.

Dopiero Jake uświadomił mi, że mam po dziurki w nosie ustępowania rodzicom we wszystkim…

Cztery dni wcześniej

– Czy można umrzeć z wyczerpania seksualnego? – wydyszałam i opadłam bezsilnie na mokry od potu tors Jake’a.

– Powiedziałbym, że i owszem. – Leniwie głaskał mnie po plecach.

– To było… – jęknęłam, czując go w sobie.

– Niewiarygodne? – podsunął, podejrzanie z siebie zadowolony. – Przecież cię uprzedzałem.

– Jesteś strasznie pewny siebie. – Delikatnie ugryzłam go w ramię.

– Co tak słabo? Spróbuj mocniej! – Zacisnął dłonie na moim tyłku. – Chętnie wyjaśnię ludziom, skąd mam ślady zębów na ciele.

– Jakim ludziom? – wymamrotałam. – Znajdujesz się właśnie w jedynej osobie, która powinna widywać cię bez koszuli.

Zaśmiał się, a ja wtuliłam się mocniej w jego szyję, delektując się niskim, gardłowym dźwiękiem.

– Ani chłopakom, ani mnie nie przeszkadza, że chodzimy po mieszkaniu na wpół nadzy – wyjaśnił.

Pomimo wyczerpania zmobilizowałam się na tyle, żeby się od niego oderwać, przycisnąć dłonie do jego piersi i gniewnie zmarszczyć brwi.

– Innymi słowy, z rozkoszą wytłumaczyłbyś się ze śladów pokąsania przed Lowe’em – warknęłam.

Oswojony z moimi chmurnymi minami, Jake założył mi za ucho kosmyk długich platynowych włosów, a następnie przesunął po nich palcami.

– Wiedziałby, na czym stoi – zauważył.

– I tak już wie. Wczoraj wieczorem ten zdrajca właściwie pchnął mnie w twoje ramiona.

– Fakt. – Jake uśmiechnął się bez grama skruchy.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, niespodziewanie otoczył mnie ramionami i usiadł. Nasze usta niemal się zetknęły, kiedy przyciągnął mnie do siebie. Wyczuwając, że w najbliższym czasie nigdzie nie pójdę, przesunęłam kolana i otoczyłam go nogami w pasie. Jego oczy pociemniały.

– Nie wierzę – mruknęłam. – To niemożliwe, żebyś…

– Jeszcze nie. – Przywarł do mnie, szepcząc słowa prosto w moje usta. – I tak mamy sprawy do obgadania.

Natychmiast chciałam się odsunąć, ale położył dłoń na moim karku. Szarpnęłam się gwałtownie.

– Świetnie, zaczniemy od tego – burknął ponuro. – Dlaczego ciągle się ode mnie odsuwasz?

– Powiedziałam ci już, że nie lubię, kiedy trzymasz mnie za kark. To drobiazg.

Przeciwnie, to wcale nie był drobiazg, a Jake świetnie o tym wiedział. Nie miał tylko pojęcia, dlaczego mi to przeszkadza.

Chodziło o to, że kiedyś trzymał mnie tak, gdy pragnął mojej całkowitej uwagi. Reagowałam bardzo silnie, zdecydowanie seksualnie i uważałam, że pozwala sobie na to tylko ze mną. Któregoś dnia zauważyłam jednak, że w identyczny sposób trzyma za kark swoją byłą dziewczynę Melissę. Wiedziałam, że to głupie, ale mi to przeszkadzało, i to bardzo.

– Nie wierzę ci.

– Poproszę o następne pytanie – westchnęłam, odsuwając jego dłoń.

Jake nie wydawał się zachwycony, ale ustąpił.

– Kiedy zamierzasz powiedzieć o nas swoim rodzicom? – spytał.

– No cóż. – Poruszyłam biodrami i uśmiechnęłam się bezczelnie. – Chyba powinniśmy najpierw rozgryźć przebiegły spisek jakiegoś superzłoczyńcy, żebyś mógł uratować świat. Wtedy moi rodzice będą zmuszeni cieszyć się naszym szczęściem. Inaczej wyszłoby na to, że są małostkowi.

– Staram się zachować powagę – oświadczył, masując mi krzyż. – A nie mogę, kiedy siedzisz na mnie goła i się wygłupiasz.

– W takim razie dopięłam swego. – Pocałowałam go namiętnie.

Jake przytulił mnie mocniej i pogłębił pocałunek z pomrukiem, który uznałam za rozkosznie podniecający.

Objęłam go, a wtedy oderwał ode mnie usta, chwycił mnie za ramiona i delikatnie odepchnął.

– Graj fair – zażądał i spojrzał na mnie pochmurnie.

Rozluźniłam się.

– Niby dlaczego? – spytałam. – Ty nie grasz fair.

– Usiłuję rozmawiać z moją dziewczyną. To ma być nie fair? – Zmrużył oczy. – Jak to się stało, że role się odwróciły?

Ze śmiechem przejechałam palcami po jego włosach, z przyjemnością zauważając, że zmrużył oczy, wyraźnie zachwycony moim dotykiem.

– To wszystko twoja robota – podkreśliłam.

– Mówię poważnie. – Odwrócił się i pocałował mnie w nadgarstek. – Nie żądam od ciebie, żebyś powiedziała rodzicom. Pytam tylko, czy kiedyś zamierzasz im powiedzieć. – Odetchnął głęboko i popatrzył mi w oczy. – Nie możemy zrobić kroku naprzód, dopóki nie wiedzą.

– Wiem. Zrobię to. Tylko… to trudne. Daj mi trochę czasu.

– Przy okazji poinformuj ich o akademii policyjnej. – Ponownie mnie przytulił, a jego gorący oddech owiał moje wargi. – Zrób to, proszę cię. Chodzi o twoje życie, Charley. Musisz żyć tak, jak chcesz. Cztery lata temu byłaś pewna swojej decyzji. Nie wiem, czy to przeze mnie zwątpiłaś. Być może to ja sprawiłem, że straciłaś wiarę w swoją zdolność dokonywania trafnych wyborów… – Odchylił głowę i popatrzył na mnie tak ufnie i z taką miłością, że niemal się rozpłynęłam. – Nie wolno sprzeniewierzać się swoim ideałom. Rodzice nie przestaną cię kochać i na pewno zrozumieją.

Gdy na ekranie laptopa pojawiło się okienko wywołania rozmowy, odetchnęłam głęboko i pamiętając o słowach Jake’a, kliknęłam przycisk połączenia.

Rozdział trzeci

West Lafayette, sierpień 2013

Chociaż przejmowałam się opuszczeniem rodziców w chwili, gdy nasza relacja (a właściwie moja relacja z tatą) znalazła się w zawieszeniu, łatwiej mi się oddychało po powrocie do mieszkania w West Lafayette, które już wcześniej dzieliłam z Claudią. Mieściło się w malowniczym budynku z czerwonej cegły z bielonymi balkonami i wychodziło na skwer. Miałyśmy tutaj basen i siłownię, a samo mieszkanie było duże, nowoczesne, z dwiema sporymi sypialniami i łazienką. Za wynajęcie go rodzice Claudii płacili co miesiąc niewielką fortunę. Cóż, mogli sobie na to pozwolić, a Claudia miała gdzieś to, że ich naciąga, bo jej zdaniem potrafili okazać uczucia wyłącznie za pomocą pieniędzy.

– Chyba się w końcu rozpakowałam – oznajmiłam, wchodząc do salonu połączonego z kuchnią. Claudia słuchała Carrie Underwood na laptopie i jednocześnie… – Dlaczego przestawiasz meble? – zdumiałam się.

Przerwała na chwilę przepychanie sofy i otarła pot z czoła.

– Nowy rok, nowy początek. – Wyszczerzyła zęby, jakby te słowa cokolwiek wyjaśniały.

– Lepiej uważaj na kręgosłup. – Z powątpiewaniem popatrzyłam na sofę obitą brązową skórą. – Ten mebel swoje waży, a ty go pchasz jakby nigdy nic.

– Spokojnie, już skończyłam. – Pomaszerowała do kuchni i wyjęła z lodówki dwie butelki wody, po czym rzuciła jedną w moim kierunku. – Dzwoniłaś do rodziców? – zapytała, gdy chwyciłam butelkę.

Doskonale wiedziała, że tak.

– W ten weekend jadą do Chicago – odparłam. – Zwykle dobrze im to robi. Szkoda, że sytuacja jest taka napięta. Miałam nadzieję, że wszystko w cudowny sposób wróci do normalności, zanim wyjadę na uczelnię.

– Może gdybyś raz na jakiś czas wybrała się z nimi do Chicago…

– Przestań – warknęłam.

– Dobra, już się zamykam.

Postanowiłam przejść do ofensywy.

– A skoro o rodzicach mowa… Rozmawiałaś ze swoimi? – zapytałam.

Claudia wyraźnie spochmurniała.

– Z mamą – odparła. – Częściej dzwoni, odkąd wróciłam z Barcelony.

– To chyba dobrze? – zaryzykowałam, zdziwiona tym przejawem macierzyńskiej troski.

Claudia bez przekonania uniosła brew.

– Zobaczymy – mruknęła.

– Ostrożności nigdy za dużo. Bardzo rozsądnie. – Rozejrzałam się po wyjątkowo czystym i schludnym salonie, wiedząc, że ten widok się zmieni, gdy zaczniemy naukę. – Czyli… dziś spotykamy się z Alexem i Sharon, czy planujemy coś innego na ten „nowy rok, nowy początek”, który tak lansujesz?

Skrzywiła się, słysząc sarkazm w moim głosie.

– Możesz sobie kpić, ale to ty podsunęłaś mi ten pomysł. Mówiłaś, że chcesz nowego początku. No i miałaś rację. Zaczynamy niemal od zera. Ja mam plan i ty też go potrzebujesz.

– A niby na czym polega ten twój plan?

– Żyje się po to, żeby żyć, tak? – Uśmiechnęła się, a jej zielone oczy zabłysły. – W końcu zaproszę Willa na randkę.

– Tego przystojnego asystenta? – Will McPherson był asystentem prowadzącym zajęcia na drugim roku kryminologii. Claudia od dawna się w nim podkochiwała. – Myślisz, że nadal uczy?

Natychmiast przestała się uśmiechać.

– O tym nie pomyślałam.

Odwróciłam głowę, żeby ukryć rozbawienie.

– Pewnie uczy – powiedziałam. – Nie trać nadziei. Twój plan zajęcia się czymkolwiek, żeby zapomnieć o miłości do Becka, jeszcze może wypalić.

– Przestań, bo zaraz zacznę gadać o Jake’u.

Mimowolnie się skrzywiłam.

– Super. Twój plan to umówić się z Willem. Mój: zdać egzaminy kwalifikacyjne na prawo.

– Mało pomysłowe, ale skoro tego właśnie chcesz, to pomogę – oznajmiła.

– Dzięki. A teraz właź pod prysznic. Za godzinę jesteśmy umówione z Alexem i Sharon w Brewhouse.

– Za godzinę? – Pociągnęła za lok lśniących czarnych włosów. – Godzinę to będę układała fryzurę.

– No to lepiej już zacznij, Pocahontas.

W Brewhouse, barze nieopodal campusu, niespecjalnie przejmowano się sprawdzaniem dowodów osobistych. W wielu innych okolicznych lokalach wiek klientów też nie miał specjalnego znaczenia, tyle że w Brewhouse w weekendy występowały kapele. Claudia przez cały czas narzekała, że nigdy nie grają tam country, chociaż mówiłam jej, że bywalcy baru raczej nie należą do wielbicieli tego rodzaju muzyki.

Od razu po wejściu zobaczyłam Alexa i Sharon. Alex popatrzył na mnie i natychmiast poczułam się jak w domu. Kiedy parę miesięcy temu w pośpiechu wróciłam ze Szkocji, żeby być z rodzicami, Alex już na mnie czekał. Przyjechał do Lanton z Purdue. Nawet kiedy najgorsze minęło, nadal wpadał w weekendy, żeby się ze mną zobaczyć.

Tego lata jednak zrobił sobie wolne i razem z Sharon podróżował po Europie. Tęskniłam za nim. Brakowało mi jego wsparcia i bezstronności. Tak naprawdę miałam ochotę rzucić mu się w ramiona i z całych sił go wyściskać.

Cóż, choć Sharon była bardzo miła, niezbyt jej się podobały takie czułości, a to dlatego, że wcześniej chodziłam z Alexem. Mogłam to zrozumieć i w jej obecności trzymałam się na dystans.

Alex jednak zdawał się tego nie dostrzegać.

Uśmiechnął się szeroko, wstał i z determinacją ruszył przez bar. Po chwili zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku. Ja też go przytuliłam, przymykając oczy i wdychając znajomy zapach drzewa sandałowego i piżma.

– Dobrze cię widzieć, Charley – powiedział cicho Alex.

– Ciebie też.

– A mnie nie uściskasz? – rozległ się głos Claudii.

Alex mnie puścił i uśmiechnął się do niej nad moim ramieniem.

– Oczywiście, że uściskam.

Gdy się przytulali, podeszła do nas Sharon. Była niską prześliczną blondyneczką i o każdym miała coś miłego do powiedzenia. Pełna życia i słodka, stanowiła moje całkowite przeciwieństwo.

Uścisnęła mnie, a ja odwzajemniłam uścisk.

– Jak się miewasz? – zapytała, gdy się odsunęła.

– Jako tako – odparłam szczerze, choć wymijająco. – A ty? Jak było w Europie?

– Cudownie! – Jej błękitne oczy rozbłysły. – Mamy wam mnóstwo do opowiedzenia.

Usiedliśmy przy stoliku z drinkami. Zauważyłam, że scena jest przygotowana do wieczornego występu kapeli.

– Kto gra? – zapytałam.