Tylko niewinni - Rachel Abbott - ebook

17 osób właśnie czyta

Opis

Kobiety rzadko zabijają z zimną krwią.

Kiedy znany filantrop zostaje znaleziony martwy, nikt nie ma wątpliwości, że mordercą jest kobieta. Precyzja, z jaką wszystko zostało zaplanowane wskazuje, że nie było w tym ani pasji, ani przypadku. 
To była egzekucja.
Ofiara była powszechnie szanowana za charytatywną pracę i pomoc przemycanym z Europy Środkowej prostytutkom. Kiedy jedna z nich znika, detektyw Tom Douglas jest przekonany, że obie sprawy się ze sobą łączą. Śledztwo jednak nie przynosi żadnych rezultatów, a presja środowiska jest coraz silniejsza. Dopiero kiedy na jaw wychodzi przerażający sekret, detektyw uświadamia sobie, że to coś więcej niż zwykła sprawa morderstwa.

Niezależnie od zakończenia, musi zmierzyć się z trudnym dylematem. Czy ukarać winnego, czy chronić niewinnych.

Pierwsza część bestsellerowej serii z Tomem Douglasem.
Ponad 3 miliony sprzedanych egzemplarzy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 569

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Prolog

Jasne światło słoneczne wlewało się do środka przez wysokie okna, dotykając powierzchni oślepiającą jasnością. Każdy kąt pokoju skąpany był w łagodnej żółtej poświacie, która podkreślała eleganckie proporcje pomieszczenia. Co za katastrofa! Słoneczny dzień był jedyną rzeczą, której nie przewidziała.

Maksymalny efekt – to właśnie próbowała osiągnąć. Ubrania, fryzura, biżuteria. Dbałość o szczegóły była bez zarzutu i wszelka fałszywa nuta wpłynie na jej wiarygodność w jego oczach. Zamiast uzupełnić iluzję poprzez subtelne oświetlenie i atmosferyczne cienie, pokój przypominał raczej zalaną światłem reflektorów scenę. Był koniec października w Londynie. Powinno lać.

Nie wiedziała, co robić. Czy powinna zasłonić zasłony? Nie, zły pomysł. Zbyt oczywista zagrywka, która mu się nie spodoba. Ale czasu ubywało i musiała coś wymyślić. Szybko dostosowała wnętrze pokoju, aż miała pewność, że miejsce wygląda idealnie jak na te okoliczności, i przesunęła fotel z wysokim oparciem, tak że był prawie zwrócony w stronę drzwi – wystarczająco, żeby mogła zobaczyć jego twarz, nie obracając głowy. Ale nie całkiem prostopadle. Wtedy nie miałaby pola manewru. A okno, przez które wpadało światło, musiało znajdować się za jej plecami, tak by jej twarz pozostawała w cieniu ukrywającym wszystko, co nieumyślnie mogłyby zdradzić jej oczy.

Skończyła przygotowania. Teraz pozostało jej jedynie czekać i myśleć o tym, co nieuchronnie się wydarzy. Każdy mięsień miała napięty, ramiona usztywnione. Zmusiła się, by je rozluźnić. Usłyszała odgłos zatrzymującej się taksówki i trzaśnięcie drzwi. Szybko zerknęła w lustro, żeby sprawdzić, czy wszystko wygląda idealnie, i poczuła niepokój, widząc wewnętrzny zamęt w swoich oczach. Wzięła głęboki wdech i stłumiła myśli i obrazy, które kłębiły się w jej głowie, starając się nad sobą zapanować.

Przez kolejne kilka minut nic nie słyszała, ale wiedziała, że on jest w domu. Nie dobiegały jej odgłosy kroków – gruba wykładzina w korytarzu i na schodach prowadzących na drugie piętro wyciszała wszelkie dźwięki. Ale szedł prosto w stronę sypialni. Mówił jej o tym każdy nerw w ciele.

Drzwi otworzyły się powoli i zamiast wejść głębiej, mężczyzna stanął w progu, robiąc zagadkową minę. Przez dłuższą chwilę nic nie mówił, a ona spokojnie patrzyła mu w oczy. Bez wątpienia był przystojny. Szyty na miarę garnitur doskonale na nim leżał, a miejscami przetykane siwizną włosy jak zawsze miał nienagannie uczesane. W każdym calu wyglądał na człowieka sukcesu, którym był. Nic dziwnego, że media tak bardzo go kochały.

W końcu uśmiechnął się, a wygięcie jego ust zdradzało odczuwany przez niego triumf. Jej serce załomotało niepewnie, ale wzrok pozostał niewzruszony.

– Wiedziałem, że przyjdziesz. – Na moment zamilkł i zmierzył wzrokiem jej ciało. – Właściwie nie miałaś wyboru, prawda? – Pokiwał głową, zadowolony z samego siebie. – Wyglądasz doskonale.

Wiedząc, że nie może sobie pozwolić na żadne pomyłki, kobieta starannie wybrała swój strój: czarną skórzaną spódnicę do kolan, czarne prześwitujące rajstopy oraz białą bluzkę w serek z tkaniny z domieszką jedwabiu, skrojoną tak, by delikatnie opinała jej piersi i nieznacznie zdradzała, co znajduje się pod spodem. Zgrabnie skrzyżowała nogi, ukazując fragment uda, a obrazu dopełniała prosta, ale gustowna złota biżuteria. Wyglądało na to, że mężczyzna jest zadowolony. Zdała pierwszy test i modliła się w duchu, by jeszcze przez jakiś czas była w stanie utrzymać emocje na wodzy.

– Po co ci rękawiczki? – zapytał, zauważając jej sięgające łokci jedwabne rękawiczki.

– Pomyślałam, że ci się spodobają.

Znów się uśmiechnął, a ona wiedziała, że z niej drwi.

– Miałaś rację.

Pokazał na wiaderko z lodem, które umieściła na marmurowym blacie konsoli, wraz z dwoma kieliszkami do szampana.

– Szampan! Widzę, że świętujemy. – Zarechotał ponuro.

Wyciągnęła dłonie, próbując zapanować nad ich drżeniem i cienką strużką napełniła oba kieliszki bladozłotym trunkiem z bąbelkami. Mężczyzna podszedł do stołu, wziął kieliszek i ostrożnie upił łyk.

– Pyszny, ale to zły pomysł. Nie powinniśmy stępiać zmysłów, nie uważasz? – Odstawił kieliszek z powrotem na konsolę i spojrzał jej prosto w oczy.

– Wykazałaś inicjatywę. To dobrze. Czy to oznacza, że przejmujesz dziś kontrolę?

Podeszła do niego zdecydowanym krokiem, szpilki jej czółenek grzęzły w bujnym włosiu wykładziny. Wiedziała dokładnie, czego on chce, i dotknęła jego policzka palcem dłoni w rękawiczce.

– Tak. Mam nadzieję, że jesteś na to gotowy.

Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź. Musiała jedynie mówić autorytatywnym tonem, tak by się jej podporządkował.

– Zdejmij ubrania. Wszystkie. Następnie połóż się na łóżku i czekaj na mnie.

Przymknął powieki, lecz kobieta wiedziała, że mu się to podoba.

– A co masz zamiar ze mną zrobić? – zapytał, udając opanowanie, którego wyraźnie już nie odczuwał.

– Na razie będę się tylko przyglądać. – Popatrzyła mu w oczy. Skrzyły się z podekscytowania, choć jego twarz nie zdradzała właściwie żadnych uczuć. Znała to spojrzenie i wiedziała, że może zwiastować niebezpieczeństwo. Odsunęła strach na bok.

Mężczyzna powoli zaczął się rozbierać, cały czas bacznie się jej przyglądając. Każdą część garderoby, którą z siebie ściągał, składał starannie i odkładał na krzesło, aż był całkowicie nagi. Jak zawsze podniecało go poczucie niewiadomej, a ona rozpaczliwie pragnęła odwrócić wzrok.

– A teraz? – zapytał.

– Połóż się na łóżku, tak jak ci kazałam – odpowiedziała stanowczo, czując przypływ pewności siebie.

Podszedł do łóżka z czterema kolumnami, które stało na środku pokoju. Przyjęta poza zdradzała, że jest świadomy swojego niemal idealnego ciała. Delikatnie opalone plecy, muskularne pośladki i długie, jędrne uda mogłyby należeć do mężczyzny o połowę młodszego niż on. Odwrócił się i położył na łóżku, uśmiechając triumfalnie.

– Gotowy. – Jego głos stawał się coraz niższy od z trudem poskramianego pożądania. Na ten dźwięk kobieta mało się nie wzdrygnęła.

– Popatrz, co dla ciebie mam – powiedziała z przekonującym, jak miała nadzieję, uśmiechem. Wyciągnęła z torebki pięć niemal identycznych szkarłatnych jedwabnych apaszek. – Twój ulubiony kolor.

Mężczyzna oblizał wargi. Jego twarz przybrała niemal zwierzęcy wyraz, usta nabrzmiały z pożądania, a wzrok płonął z ekscytacji.

Podeszła i delikatnie z wprawą przywiązała najpierw jego ręce, a potem nogi do drewnianych kolumn łóżka. Wzięła piątą apaszkę i na moment się zawahała.

Biorąc szybki wdech i wyraźnie prostując plecy, podeszła do wezgłowia łóżka.

– Dzisiaj czeka cię coś wyjątkowego. Nie chcę, żebyś cokolwiek zobaczył aż do ostatniej chwili.

Uśmiech, którym jej odpowiedział, wyrażał samozadowolenie. Mężczyzna był przekonany, że jej jedynym celem jest sprawienie mu przyjemności.

Kobieta bez słowa mocno zawiązała mu na oczach apaszkę i cofnęła się do drzwi. Mężczyzna wyraźnie był podniecony.

– I co teraz? – spytał ochryple.

Odwróciła się do niego.

– Teraz musisz zaczekać. Obiecuję ci, to będzie coś ekstra.

Szybko ulotniła się do luksusowej łazienki znajdującej się w pokoju. W ciągu kilku sekund zdjęła z siebie ubrania i ostrożnie wcisnęła się w kostium, ani na moment nie ściągając długich czarnych rękawiczek. W niespełna trzy minuty była gotowa.

Gdy wróciła do sypialni, dostrzegła, że jego podniecenie ani odrobinę nie zmalało: oczekiwanie jedynie wzmogło siłę pożądania. Jednak w jego głosie pojawiła się nuta niepewności, kiedy usłyszał słaby szelest towarzyszący jej krokom, a potem niemal niemożliwy do wychwycenia odgłos ostrożnego odkładania na stolik nocny dwóch przedmiotów.

– Co masz na sobie? Myślałem, że to będzie jedwab.

Przejechała dłońmi po apaszce, która zasłaniała mu oczy, a następnie gwałtownie ściągnęła mu ją na usta i mocno zacisnęła.

Zamrugał lekko i spojrzał na jej kostium. Był tak podniecony, że minęło kilka sekund, zanim dotarło do niego, co widzi. Utkwił w kobiecie przerażone oczy, bezskutecznie próbując krzyknąć.

Zza maski, którą miała na twarzy, widać było tylko jej oczy, wypełnione mieszanką uczuć zbyt złożonych, by można je zinterpretować. Tylko nieliczne osoby, które dobrze ją znały, rozpoznałyby najważniejsze z nich – czystą determinację.

Wyciągnęła dłoń w stronę stolika nocnego, gdzie zaledwie chwilę wcześniej położyła strzykawkę. Robiąc szybki wdech, rozdzieliła ciemne włosy łonowe leżącego i wbiła głęboko igłę. Mężczyzna stęknął i szarpnął więzy. Wiedziała, że zastrzyk zbytnio go nie zabolał, ale miała też świadomość, że mężczyzna wie, co to oznacza.

Po chwili znieruchomiał.

1

Nadinspektor Tom Douglas wyjrzał przez okno swojego mieszkania, szybko zbierając potrzebne mu rzeczy. Patrzenie na Greenwich na drugim brzegu szerokiej, mętnej rzeki zwykle sprawiało mu przyjemność, ale dziś musiał się skupić i nie marnować czasu na podziwianie widoków.

Głupio zrobił, że wypił dwa kieliszki wina do lunchu, ale z drugiej strony skąd miał wiedzieć, że jego pierwsza duża sprawa w policji metropolitalnej wypadnie akurat w jego wolny dzień? Pech, nie ma co. Jego praca w najbliższych dniach musiała być bez zarzutu, jeśli chciał zdobyć szacunek i zaufanie nowego zespołu. Prośba o wysłanie samochodu, bo pił w środku dnia, z pewnością nie była początkiem, o jaki mu chodziło.

Pospiesznie rozejrzał się dookoła, dla pewności, że niczego nie zapomniał, ale mantrę „telefon, klucze, portfel, notes, odznaka” miał tak wyrytą w pamięci, że nie przypuszczał, by było to możliwe. Mimo to jeszcze dwa razy sprawdził, czy wszystko ma. Zatrzasnął za sobą drzwi mieszkania, zbiegł sześć pięter w dół i stanął przed podwójnymi drzwiami prowadzącymi na zewnątrz w tej samej chwili, gdy zza rogu wyjechał ciemnoniebieski samochód i gwałtownie się przed nim zatrzymał. Tom rozpoznał za kierownica swoją nową sierżant Becky Robinson. Szybko otworzył drzwi od strony pasażera i wskoczył do środka. Zanim jeszcze zdołał zapiąć pas, samochód ruszył.

– Przepraszam, Becky, nie miałem zamiaru cię tu fatygować – powiedział Tom.

– Nie szkodzi, szefie. Niezłe lokum, jeśli mogę się tak wyrazić!

Tom lekko odwrócił się w stronę Becky. Nie wiedział, czy to była tylko luźna uwaga, czy może próbowała wyciągnąć z niego jakieś informacje, ale że twarz zasłaniały jej lśniące włosy, nie miał jak tego ocenić. Naprawdę nie chciało mu się tłumaczyć, jak policjant – i to w dodatku rozwiedziony – może sobie pozwolić na eleganckie mieszkanie w sercu Docklands. Zresztą to nie była ani pora, ani miejsce na wyjaśnienia.

Na szczęście Becky skupiła się na jeździe, która najwyraźniej wymagała wielu gwałtownych przyspieszeń przeplatanych ostrym hamowaniem. Z obawy o własne bezpieczeństwo wolał nie dekoncentrować policjantki.

– Możesz prowadzić i mówić w tym samym czasie, Becky?

– Bez problemu. Ruch na ulicach jest dość duży, ale jakoś sobie poradzę.

Tom nie miał co do tego wątpliwości i poczuł ulgę, że dziewczyna nie czuje potrzeby, by na niego spoglądać podczas mówienia.

– No dobrze, to co nam wiadomo? Przez telefon powiedziano mi tylko, że chodzi o „podejrzany zgon” i że mam się tym zająć. Rozumiem, że do zdarzenia doszło w centrum Londynu i tam właśnie zmierzamy.

– Tak. Do Knightsbridge. Ofiarą jest nie kto inny, jak Hugo Fletcher. Nie żyje. To już pan wie. Pierwsi funkcjonariusze, którzy pojawili się na miejscu zdarzenia, uznali, że może to być morderstwo, choć nie ma co do tego pewności. Na razie wiem tylko tyle.

Becky gwałtownie skręciła na lewo, by wyminąć czarną taksówkę, i walnęła w klakson. Taksówkarz pokazał jej środkowy palec i Tom wcale mu się nie dziwił.

Chcąc dojechać na miejsce w jednym kawałku, Tom zatrzymał swoje przemyślenia dla siebie. No proszę, Hugo Fletcher! To dopiero sposób na rozpoczęcie kariery w londyńskiej policji. Wiedział co nieco o publicznym życiu ofiary – kto nie wiedział. Gazety uwielbiały się o nim rozpisywać, kreując go wśród zwykłych ludzi na jakiegoś półboga. Mimo to Tom znał bardzo niewiele informacji na temat jego prywatnego życia. Z tego, co pamiętał, mężczyzna miał żonę, którą z dumą kilka lat temu przedstawił jako swoją „bratnią duszę”, co u Toma wywoływało odruch wymiotny. Ale potem rozeszły się o niej jakieś plotki, choć nie do końca pamiętał, o co chodziło, i kobieta całkowicie zniknęła z życia publicznego.

Cholera. Ta sprawa zyska duży rozgłos i policja będzie się użerać z dziennikarzami i strumieniami ich bezmyślnych pytań. Ludzie często pytali, jak radzi sobie z przekazywaniem rodzinom złych wiadomości, ale on przynajmniej okazywał, jak mu przykro. Nie podtykał mikrofonu pogrążonym w żałobie bliskim ofiary i nie pytał, jak się czują.

Duży ruch zamienił się w korek, więc zadanie Becky dodatkowych pytań wydało się bezpieczniejsze.

– Kto go znalazł?

– Sprzątaczka. Czeka na miejscu, żeby z nami porozmawiać, choć z tego, co mi przekazano, plecie bez ładu i składu. Główny nadinspektor Sinclair jest na jakimś wystawnym weselu w Bath, ale wysłano już po niego auto. Przyjedzie bezpośrednio na miejsce zdarzenia. Poprosił, żebym została łącznikiem w kontaktach z rodziną, bo sprawa będzie miała duży rozgłos. Zanim awansowałam, często otrzymywałam takie zadanie, więc to nie problem.

– Udało się nam skontaktować z kimś z rodziny? – zapytał Tom.

– Obawiam się, że nie. Denata znaleziono w domu w Knightsbridge, gdzie zwykle mieszkał w ciągu tygodnia pracy, ale jego właściwy dom jest w Oxfordshire. Wysłano tam miejscowych funkcjonariuszy, lecz nikogo nie zastali. Ma córkę z poprzedniego małżeństwa i jak na razie więcej nie wiemy. Oddelegujemy kogoś do domu byłej żony, kiedy tylko ustalimy, co się dzieje z obecną. Będzie chryja, jeśli pierwsza żona dowie się przed drugą, prawda?

Becky zauważyła wolne miejsce w łańcuchu aut i wdepnęła gaz. Zmieniając pas, wcisnęła się między auta i znów ostro zahamowała. Choć mieszkanie Toma i dom Hugo Fletchera na Egerton Crescent dzieliło tylko trzynaście kilometrów, popołudniowy ruch w Londynie koszmarnie wydłużał podróż.

– Jeśli nie ma pan nic przeciwko, nadinspektorze, włączę syrenę. Musimy się pospieszyć. – Becky odgarnęła włosy za uszy i pstryknęła przełącznik na desce rozdzielczej. Na samochodzie, który dotąd wyglądał dość zwyczajnie, natychmiast pojawiły się mrugające światła i rozległa się syrena, dzięki którym zaczęli się przeciskać poprzez tłum guzdrających się sobotnich zakupowiczów.

Mając na uwadze swoje bezpieczeństwo i zdrowie psychiczne, Tom uznał, że milczenie to obecnie najlepszy wybór. Musiał jednak przyznać, że jest pod wrażeniem. Choć Becky zdawała się prowadzić w chaotyczny sposób, nie przegapiła żadnej okazji, by wcisnąć się w nawet najmniejszą przestrzeń w sznurze aut albo skręcić w kolejną uliczkę, kiedy pojawiła się choćby najmniejsza okazja. Na jej twarzy malowało się skupienie i determinacja.

Mimo że Becky bardzo się starała, i tak minęło dobre piętnaście minut, zanim dotarli na miejsce zdarzenia, które zostało już odgrodzone taśmami. Tom spojrzał na elegancki łuk białych kamienic, przed którymi rosły idealnie przystrzyżone żywopłoty. Było jasne, że pieniądze nie stanowiły problemu dla Hugo Fletchera – ale nawet to nie powstrzymało przedwczesnej śmierci znanego i szanowanego mężczyzny.

Tom z dezaprobatą zauważył, że na ulicy przed domem zebrał się już tłum ludzi z aparatami w pogotowiu.

– Cholera. Becky… jeśli jeszcze nie poinformowano żony, to musimy trzymać całą sprawę w tajemnicy. Pogadaj z nimi, co? Nie jestem mistrzem w rozmowach z prasą.

Od razu ruszył do drzwi, zanim ktokolwiek zdołał wykrzyczeć do niego jakieś pytanie.

– Ostatnie piętro, nadinspektorze – poinformował go funkcjonariusz przy drzwiach, kiedy Tom niezdarnie przebierał się w odzież ochronną. Ruszył w górę schodów, rozglądając się po wystawnym wnętrzu. W ciągu ostatnich miesięcy luksus przestał być dla niego obcy – jednak ten dom dawał w jakiś sposób poczucie bogactwa całych pokoleń. To akurat nie było już takie znajome.

Zatrzymał się przy drzwiach do łazienki. Ekipa kryminalistyków właśnie skończyła pracę i zaczynali pakować sprzęt. Patolog stał przy łóżku i wykonywał zwyczajowe czynności. Tom rozejrzał się dookoła. Pokój był jasny i przestronny, ale o dziwo tylko wykładzina zdawała się mieć jakikolwiek związek z dwudziestym pierwszym wiekiem. Jak na gust Toma wielkie łoże z czterema kolumnami pasowałoby lepiej do wiejskiej posiadłości, a meble z ciężkiego ciemnego drewna potęgowały przytłaczający nastrój, którego nie poprawiała obecność zwłok.

Zauważył dwa kieliszki szampana, z którego zdołał już ujść gaz, i dostrzegł, że z obu zdjęto odciski palców. Wiaderko, w którym stała butelka, wciąż pokrywały krople wody, co oznaczało, że lód stopniał dopiero niedawno.

To miejsce miało w swoim wyglądzie coś tragicznego. Okazja do świętowania zakończyła się zgonem i niekończącym strumieniem ludzi w białych kombinezonach ochronnych. Tom próbował sobie wyobrazić, jak to wyglądało: kieliszki uniesione w toaście, porozumiewawczy uśmiech pełen obietnicy, może pocałunek. Co więc poszło nie tak?

Młody technik kryminalistyki, blady i pryszczaty, podniósł wzrok znad pakowanego sprzętu i wsunął okulary głębiej na nos.

– Niewiele znaleźliśmy. Pobraliśmy kilka odcisków palców, ale nie ma ich z czym porównać poza odciskami ofiary, więc dopiero się okaże, czy coś z nich będzie. Jedyne, co znaleźliśmy i co może w czymkolwiek pomóc, to długi włos. Był w łazience. Jest rudy, ale nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie. Sprawdzimy go i odezwiemy się. Jeśli dopisze szczęście, to na końcu znajdziemy cebulkę. No i jest jeszcze nóż.

Tom ponownie spojrzał na łóżko i trochę się zmieszał.

– Nie ma krwi, więc ofiara raczej nie została zasztyletowana?

– Zgadza się. Dlatego ten nóż jest nieco podejrzany. Leżał na nocnym stoliku. Żadnych śladów krwi, żadnych odcisków palców. Pochodzi z zestawu w kuchni i jest bardzo ostry. To chyba nóż do filetowania. Wygląda też na to, że został naostrzony bardzo niedawno.

– Jakieś pomysły, do czego został użyty?

– Niestety żadnych. Ale zabierzemy go do laboratorium i sprawdzimy, czy coś na nim znajdziemy.

Tom skinął głową do drugiego technika, który jak gdyby nigdy nic opierał się o ścianę, wyraźnie skończywszy robotę.

– Dzięki. Rozumiem, że pobraliście też odciski sprzątaczki.

– Jasne. Kobieta jest trochę roztrzęsiona. Wyciągnięcie z niej, kto zazwyczaj pojawiał się w tym domu, żebyśmy mogli wyeliminować niektóre odciski, zostawimy wam. – Zamknął swój magiczny kufer ze zdecydowanym trzaśnięciem. – No dobrze. Nic tu po nas. Musimy jeszcze tylko zapakować apaszki po pana oględzinach i możemy jechać.

Tom odwrócił się w stronę łóżka, gdzie wysoki mężczyzna o masywnej sylwetce pochylał się nad ciałem i patrzył na nie przez okulary o półksiężycowych szkłach. Ręce i nogi zmarłego przywiązano do czterech rogów łóżka szkarłatnymi apaszkami, a jego usta zakneblowano. Ciało denata, mimo jego wieku, świadczyło, że był zdrowy i w dobrej formie. Tom dalej przyglądał się zwłokom. Najpierw szampan, potem zabawy erotyczne. Nie wyglądało to jednak jak typowe sado-maso. Nie dostrzegł żadnych fizycznych oznak dominacji lub przemocy.

Nie miał jeszcze przyjemności poznać patologa, więc podszedł, żeby się przedstawić. Zawsze lubił patologów – nie znał żadnego, który nie byłby trochę ekscentryczny.

– Dzień dobry, jestem nadinspektor Douglas. Dziękuję, że staraliście się zachować miejsce zdarzenia w nienaruszonym stanie, ale myślę, że możemy już uwolnić ręce i nogi ofiary.

– Rufus Dexter. Nie mogę teraz podać ręki – powiedział, machając ubraną w rękawiczkę dłonią, która wcześniej znajdowała się Bóg raczy wiedzieć gdzie. Zaczął rozwiązywać supły po jednej stronie łóżka, a jeden z kryminalistyków to samo robił po drugiej stronie. – Dziwny przypadek. Gość jest związany, czyli mamy udział osób trzecich? Prawdopodobnie. Pobudki seksualne? Apaszki zdecydowanie to sugerują. Umarł w trakcie? Nie sądzę. Choć to możliwe. Nie ma dowodów na to, żeby do czegoś doszło. Penis czysty – powiedziałbym, że nie przebywał w żadnej kobiecie od ostatniego prysznica. Ale trzeba to potwierdzić. Stosunek mógł być oralny. Nie wiem.

Tom przerwał ten strumień informacji.

– To spore przypuszczenie, że chodziło o kobietę, nie sądzisz?

– Hmm. Chyba masz rację. W telewizji sprawiał wrażenie heteryka. Słyszałeś choćby pół plotki, żeby interesował się facetami? Uznałem, że małe na to szanse, choć chyba wszystko jest możliwe. Nie było śladów, by ktoś znajdował się na nim lub przy nim – czy to kobieta, czy mężczyzna. Łóżko jest czyste. Sprawdziliśmy ciało i nie znaleźliśmy żadnych włosów – ani łonowych, ani innych – które by do niego nie należały. Czysty jak łza.

Dziwne, pomyślał Tom. Wszystkie dowody wskazują, że w grę wchodził seks, ale wygląda na to, że do niczego nie doszło.

– Jakieś przypuszczenia co do przyczyny zgonu?

– Nie widać żadnych bezpośrednich śladów świadczących o tym, by coś mu zrobiono. Prawdopodobnie został skrępowany i tak pozostawiony, a napad paniki wywołał atak serca. No chyba że został w jakiś sposób otruty. Oczywiście przebadamy szampana. Nie poznamy żadnych odpowiedzi przed autopsją i wynikami toksykologii. Przykro mi.

Tom zapytał, czy mogą spróbować odwrócić ciało – żeby sprawdzić, czy istnieją jakieś ślady sugerujące preferencje seksualne, które można by połączyć z krępowaniem partnera. Plecy były czyste, ale sińce pozostawione przez apaszki na obu nadgarstkach sugerowały szamotaninę.

– Trudno ocenić, czy to coś znaczy – oznajmił młody, pryszczaty technik. – Ludzie, którzy bawią się w takie gierki, mają się podobno wić w ekstazie. Tak pokazują, że im się podoba. Ślady mogą wcale nie oznaczać, że próbował się uwolnić. I tacy ludzie nie zawsze uprawiają seks… no wie pan, w tradycyjny sposób. Ona mogła go masturbować.

Tom spojrzał na technika z zainteresowaniem, ale oparł się pokusie, by zapytać go, skąd tyle wie na temat BDSM. I choć te spekulacje były fascynujące, przyszła pora na fakty. Odwrócił się do Rufusa Dextera.

– Przypuszczalna godzina zgonu?

– Sprzątaczka jest w szoku – odpowiedział. – Nie wezwała policji przez ponad godzinę. Powiedziała, że spanikowała. Znalazła ciało jakiś kwadrans po przyjściu do domu. Jak długo już nie żył, kiedy się tu zjawiliśmy? Maksymalnie trzy godziny, choć raczej dwie i pół.

Kiedy patolog zamilkł, by zrobić wdech, Tom wszedł mu w słowo.

– Rozumiem, że zostaliśmy wezwani na miejsce tuż przed drugą, a ty dotarłeś tu około wpół do trzeciej. Czyli czas zgonu wypadł gdzieś pomiędzy jedenastą trzydzieści a dwunastą, tak?

Rufus pokiwał głową.

– Okej, Rufus, możecie zabrać ciało. Kiedy przeprowadzisz sekcję?

– Może być jutro rano? Wolę wcześnie wziąć się do pracy. Dziennikarze będą chcieli jakichś odpowiedzi. Nie wątpię, że premier pewnie też, biorąc pod uwagę, kim jest denat! Ósma rano pasuje?

Tom skrzywił się, gdy pomyślał o telefonie, który bez wątpienia będzie musiał wykonać.

– Ujmę to tak: już i tak mam wystarczająco dużo na karku, żeby spieprzyć sobie sobotę, więc nie sądzę, żeby niedziela mogła być gorsza. I tak zyskujemy dodatkową godzinę – dziś w nocy cofamy wskazówki. Pogadam z głównym nadinspektorem Sinclairem i dowiem się, czy do nas rano dołączy. Zresztą chyba już tu jest.

Przez otwarte drzwi, od strony schodów, do pokoju dolatywał cichy, ale stanowczy głos Jamesa Sinclaira. Tom znał jego styl – będzie wydawał rozkazy, jakby podsuwał sugestie, ale nikt nie będzie ich kwestionował. Przez dziwnie asymetryczną twarz dostał przydomek Izajasz, którym posługiwano się z sympatią, ale którego Tom, co przyznawał z zawstydzeniem, ni w ząb nie rozumiał, dopóki mu go nie wytłumaczono. Tom miał do tego człowieka ogromny się szacunek i choć nie znał go zbyt długo, poczuł się zaszczycony, kiedy przydzielono mu stanowisko jego zastępcy w zespole śledczym. Choć miał inne powody, by przeprowadzić się do Londynu, praca z Jamesem Sinclairem była absolutnym bonusem.

Pracownicy kostnicy zabrali zwłoki i Tom skorzystał z okazji, by po raz kolejny się rozejrzeć. Teraz zdał sobie sprawę, co jest nie tak z tym pokojem. Nie było w nim żadnych kobiecych akcentów. Nigdy nie widział kobiecej sypialni, w której nie znajdowałoby się przynajmniej kilka buteleczek perfum, kosmetyków lub kremów do twarzy. Tu niczego takiego nie znalazł. Otworzył szafę i spojrzał do środka. Nic poza eleganckimi garniturami. W komodzie podobnie: w jednej szufladzie idealnie złożone czyste koszule, a w drugiej bielizna i skarpetki.

Pozostawiając ekipę, by mogła wykonać swoją pracę, wyszedł na korytarz i skierował się do kolejnej sypialni. Stały w niej podobne meble jak w poprzedniej i była tak samo pozbawiona charakteru. Komoda była całkowicie pusta i tylko szafa, zawierająca kilka wieczorowych sukien, ale żadnych codziennych strojów, świadczyła, że w tej rodzinie jest jakaś kobieta. Najwyraźniej z mieszkania korzystał jedynie Hugo Fletcher i to tylko w dni powszednie. Nawet ktoś tak ważny jak ten człowiek nie włożyłby eleganckiego garnituru albo marynarki od smokingu, żeby relaksować się w weekend. A z tego, co można było zaobserwować, wynikało, że żona pojawiała się tu jedynie przy specjalnych okazjach.

Zamyślony zszedł na dół, gdzie Sinclair rozmawiał z Becky Robinson.

– Becky, jeden z posterunkowych próbuje wyciągnąć coś ze sprzątaczki, ale kobieta najwyraźniej w kółko mówi tylko o tym, jakie to było żenujące zobaczyć swojego pracodawcę, jak to określiła, „bez listka figowego”. Mogłabyś spróbować? Doskonale wiesz, jakie to ważne… a zależy nam na czasie.

– Dobrze, zobaczę, co da się zrobić. – Becky ruszyła ku schodom prowadzącym do sutereny, najwyraźniej rozeznawszy się wcześniej w rozkładzie domu.

Tom szybko rozejrzał się dookoła. Nie zauważył zbyt wiele, kiedy wchodził do środka, ale teraz zdał sobie sprawę, że na parterze znajdowały się dwa eleganckie gabinety, które wyglądem bardziej przypominały elegancką domową bibliotekę niż miejsce pracy. Dwa kolejne piętra stanowiły prywatną przestrzeń mieszkalną.

Skoro zostali sami, Tom odwrócił się do swojego szefa i zrelacjonował mu rozmowę z patologiem. James Sinclair w skupieniu słuchał.

– Co myślisz na temat noża, Tom? Sądzisz, że Fletcher zmarł na zawał serca, a nóż leżał przy łóżku po to, by mu przeciąć więzy, kiedy, powiedzmy, „dobrnie do finału”?

– Możliwe, ale dowiemy się dopiero po sekcji zwłok. Supły mocno zaciśnięto, ale nie aż tak, żeby potrzebny był nóż. Każę komuś sprawdzić, skąd pochodzą te apaszki i czy jesteśmy w stanie namierzyć kogoś, kto był na tyle głupi, żeby kupić wszystkie pięć w jednym sklepie i zapłacić za nie kartą. Ale trochę w to wątpię. Denat bez wątpienia znał osobę, która tu z nim się zabawiała, nie ma śladu włamania, a szampan zdecydowanie sugeruje, że spotkanie zaplanowano. Musimy sprawdzić, czy cokolwiek zginęło, ale na pierwszy rzut oka nie widać, by ktoś splądrował dom, a jest tu sporo wartościowych rzeczy.

– Nie muszę ci chyba mówić, że przy tej sprawie będą na nas spoczywać oczy całego świata. Ale nie ma to jak głośna sprawa, żeby sprawdzić swoje kwalifikacje, co, Tom?

Tom rozglądał się dookoła i przyglądał zdjęciom, których wcześniej nie zauważył. Były to głównie zdjęcia ofiary z wysokimi rangą politykami i słynnymi filantropami. Myśl, że uśmiechnięty mężczyzna z fotografii, ubrany w nienaganny smoking, i skrępowane, zakneblowane ciało na łóżku to ta sama osoba, wydała mu się dziwna.

James Sinclair podążył za wzrokiem Toma.

– Stary Hugo może i był kochany przez opinię publiczną i media, ale w swoim czasie niejednej osobie zalazł za skórę. Jestem zaskoczony, że aż dotąd nikt porządnie nie obił mu gęby. Z tego, co wiem, miał ochroniarzy. Gdzie, do cholery, dzisiaj byli?

Tom zerknął w stronę drzwi frontowych.

– To miejsce jest bardzo dobrze chronione. Pewnie czuł się tutaj bezpiecznie, a być może nie chciał, żeby jego goryle wiedzieli, co planuje. Spróbujemy ich namierzyć i czegoś się dowiedzieć. Pójdę zobaczyć, co zdołała wskórać Becky. Przy tylu sępach czających się przed domem nie wiem, jak długo uda się nam utrzymać zdarzenie w tajemnicy.

Tom skierował się do sutereny, gdzie Becky siedziała na niskiej sofie w pokoju dziennym dla służby, delikatnie trzymając za rękę kobietę, która zapewne była tutejszą sprzątaczką. Choć Tom w żaden sposób nie wątpił w jej szczere zaniepokojenie, widział też, że kobieta jest zachwycona okazywaną jej uwagą. Posterunkowy robił jej herbatę w przylegającej do pokoju kuchni, a na stoliku przy niej stał kieliszek brandy.

Przez fartuch i brązową wełnianą czapkę o dziwnym kształcie wyglądała na jakieś sześćdziesiąt lat. Becky mówiła do niej kojącym tonem. Tom postanowił trzymać się na uboczu i pozwolić jej robić swoje.

– Bardzo nam pomogłaś, Beryl. Wiem, że przeżyłaś straszny szok. Ale musimy koniecznie znaleźć lady Fletcher. Przychodzi ci coś do głowy?

Tom poczuł chwilowe zaskoczenie, słysząc tytuł szlachecki. Zapomniał, że Hugo Fletcher otrzymał go za swoją działalność charytatywną. Ale nigdy szczególnie nie interesowały go tego typu obwieszczenia.

– Biedna Alexa. Bardzo kochała tatę.

– Beryl, nie chcę się naprzykrzać, ale nie możemy nic powiedzieć Alexie, dopóki nie powiemy lady Fletcher.

Tom zauważył, że ładna buzia Becky zaczynała rozbić się różowa z frustracji.

– Zapytajcie Rosie. Ona będzie wiedziała, gdzie jej szukać.

– Kim jest Rosie i gdzie ją znajdziemy? – zapytała Becky z nutą desperacji w głosie.

– Rosie Dixon. To jedna z sekretarek sir Hugona, zarządza jego kalendarzem i podobnymi sprawami. Jej numer znajduje się w czerwonym notatniku w gabinecie. Spróbujcie najpierw zadzwonić na komórkę, bo jeśli dobrze znam tę dziewczynę, to robi właśnie zakupy u Harveya Nicholsa. Z tego, co wiem, przesiaduje tam codziennie. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego on znosi jej zachowanie. – Gdy zdała sobie sprawę z niewłaściwego użycia czasu teraźniejszego, wykrzywiła ze smutkiem usta.

Nie było jednak czasu na pocieszenia. Tom odwrócił się i skierował do głównego gabinetu. Becky poszła za nim, pozostawiając Beryl pod opieką posterunkowego.

– Jest. Numer Rosie Dixon – powiedział kilka minut później. – Możesz do niej zadzwonić, Becky, i szybko ją tu sprowadzić? I zapytaj, czy wie, jak możemy się pilnie skontaktować z Laurą Fletcher.

Tom ruszył do przedniej części domu, gdzie główny nadinspektor rozmawiał z policjantem, który pierwszy pojawił się na miejscu zdarzenia. Kilka minut później dobiegł go krzyk z gabinetu.

– Mamy to! – Becky biegła do niego, machając kartką papieru. – Rosie już tu jedzie, więc ktoś będzie musiał z nią porozmawiać. Ale dowiedziałam się, gdzie przebywa lady Fletcher. Wiem od Rosie, że dziś po południu ma wrócić z ich domu we Włoszech i lada moment wyląduje na Stansted. Musimy się z nią spotkać, zanim wyjdzie z lotniska.

Tom szybko przekazał Sinclairowi najnowsze informacje i wyszedł z domu za Becky.

– Okej, organizacją zajmiemy się w samochodzie. Jedźmy do niej, zanim sprawa wycieknie do mediów.

2

Becky robiła co w jej mocy, by jak najszybciej przedostali się na M11. Próbowała skoncentrować się na drodze, aby odciąć się od trudnej rozmowy, jaką zdawał się prowadzić jej szef, ale było to niemożliwe. Zwłaszcza że słyszała natarczywy głos bardzo rozgniewanej kobiety dobiegający z komórki.

Rozmowa skończyła się gwałtownie i Becky usłyszała, jak nadinspektor Douglas powoli wypuszcza powietrze z płuc, opierając głowę o zagłówek. Zaryzykowała przelotne spojrzenie i zauważyła, że mężczyzna ma zamknięte oczy. Po raz pierwszy dostrzegła, że ma w sobie coś smutnego, a skóra wokół jego oczu ma sinawy odcień, jak gdyby nie sypiał najlepiej. Poczuła dziwną chęć, by ująć go za rękę i ścisnąć ją w geście otuchy. Idiotyczna myśl. Mówiąc sobie w duchu, że powinna wziąć się w garść, rozmyślała nad tym, jak przerwać ciszę. Nadinspektor zaoszczędził jej kłopotu.

– Wybacz, Becky. Nie chciałem, żebyś była świadkiem tej rozmowy.

– Nie szkodzi. Ale bardzo panu współczuję.

– Sądzę, że w tych okolicznościach możemy zrezygnować z formalności. Kiedy jesteśmy sami, mów mi Tom. Właśnie byłaś świadkiem, jak moja eks skutecznie sprawia, żebym poczuł się jeszcze większym draniem niż zazwyczaj, więc darujmy sobie konwenanse.

– Taki przywilej byłych żon, nadinspe… to znaczy Tom. Moja mama krzyczała na ojca cały czas.

Tom uśmiechnął się półgębkiem.

– Szczerze mówiąc, nie mam jej za złe, że jest na mnie wściekła. Dzisiejszy dzień miałem spędzić z córką. Po raz pierwszy, odkąd przeniosłem się do Londynu, miała zostać u mnie na noc. Oboje nie mogliśmy się doczekać.

– Jestem pewna, że córka zrozumie – powiedziała Becky.

– Lucy ma tylko pięć lat. Rozumie co najwyżej, że tata nie może zabrać jej na weekend, tak jak obiecał. Raczej nie mogę liczyć, żeby matka przedstawiła jej zaistniałą sytuację w pozytywnym świetle.

Tom spojrzał przez szybę, wyraźnie nie spodziewając się odpowiedzi. Po krótkim milczeniu odwrócił się do Becky z uśmiechem rozczarowania.

– Dobra, wracajmy do pracy – powiedział. – Zanim zjechała mnie była żona, przekazałem szczegóły na temat lotu lady Fletcher Ajayowi na posterunku. Kazałem mu skontaktować się z linią lotniczą i poprosić stewardesę, żeby dyskretnie zaprowadziła Laurę Fletcher do oddzielnego pokoju, gdy tylko ta wyląduje.

Becky zerknęła na Toma.

– Zdajesz sobie sprawę, że ona leci tanimi liniami, prawda?

Zauważyła, że Tom nie uznał tego za istotne.

– Tam nie ma przyporządkowanych miejsc, siadasz jak w autobusie, tam gdzie wolne. A przy samolocie pełnym Włochów, którzy nie słyną z upodobania do kolejek, podejrzewam, że ktoś o takim statusie finansowym jak Laura Fletcher nie bawi się najlepiej!

– Chryste… no to jak oni ją znajdą? Pewnie wezwą ją przez głośniki. Dlaczego, do cholery, Laura Fletcher lata tanimi liniami?

– Będziesz ją musiał zapytać. Biorąc pod uwagę miliardy jej męża, pomyślałabym, że mają prywatny odrzutowiec czy coś.

– Intrygujące, ale właściwie bez znaczenia dla naszej sprawy. A tak przy okazji, udało ci się wyciągnąć coś ciekawego od sprzątaczki?

– Nie bardzo, może poza tym, że tak naprawdę nie powinna być dzisiaj na Egerton Crescent. Nie pracuje w soboty, ale w piątek zostawiła tu portfel. Musiałam wysłuchać potwornie długiej historii o tym, jak pokłóciła się z mężem, bo nie chciał jej pożyczyć pieniędzy, żeby zabrała wnuki do McDonalda. Dlatego musiała tam wrócić. Na szczęście dla niej przez tę kłótnię przegapiła pierwszy autobus do Knightsbridge, bo inaczej dotarłaby tu mniej więcej wtedy, kiedy umarł sir Hugo. Twierdziła, że normalnie nie poszłaby na górę, ale zauważyła, że alarm jest wyłączony, więc uznała, że sir Hugo jest w domu. Wtedy znalazła ciało i tak się przestraszyła, że na godzinę zamknęła się w pokoju dla służby, na wypadek gdyby morderca nadal przebywał w domu. Telefon znajdował się w innym pomieszczeniu, więc nie mogła zadzwonić.

– Słyszałem, jak wspomniała o Alexie – powiedział Tom. – Domyślam się, że to córka sir Hugona.

– Tak, mieszka ze swoją matką, pierwszą żoną Fletchera.

Becky już miała rzucić jakąś nietaktowną uwagę na temat byłych żon, kiedy na szczęście zadzwoniła jej komórka. Przez chwilę zmagała się z bezprzewodową słuchawką przy uchu, aż udało się jej odebrać.

– Sierżant Robinson. – Cisza. – Sierżant Robinson – powtórzyła.

Z poirytowanym cmoknięciem ściągnęła z ucha zawodny przedmiot i rzuciła go przez ramię na tylne siedzenie.

– Pieprzony bluetooth. Nigdy nie działa, kiedy trzeba. Jeśli ten ktoś oddzwoni, będę musiała przełączyć na głośnik, jeśli to nie problem.

Komórka zadzwoniła niemal natychmiast i Becky wcisnęła guzik głośnika.

– W końcu odebrałaś, Bex. Tu Ajay. Jesteś z Amantem?

– Tak, Ajay.

– Lepiej przełącz się na głośnik, żeby on też słyszał.

– Świetny pomysł, Ajay… tylko że już to zrobiłam.

– O kurczę. Przepraszam, szefie.

Ajay szybko zaczął mówić dalej, licząc na to, że może wszyscy zapomną o jego gafie.

– Potwierdziłem, że Laura Fletcher na pewno znajduje się na pokładzie samolotu i nadała jedną walizkę. Nie wypakowano żadnych bagaży osób, które nie stawiły się pod bramką, i rejestr pasażerów pokazuje, że na pewno weszła na pokład. Wydadzą komunikat tuż przed lądowaniem i zadzwonią do ciebie pod ten numer, żeby przekazać, gdzie macie się spotkać.

Gdy rozmowa dobiegła końca, Becky rozłączyła się i nerwowo spojrzała na Toma.

– Ups! – Wiedziała, że się czerwieni, ale przeklęty Ajay powinien był być mądrzejszy. Mieli ksywki dla wszystkich funkcjonariuszy wyższego stopnia, ale zwykle umieli zachować je dla siebie.

– Wyjaśnisz mi to, Becky?

Becky stęknęła.

– Zawsze muszę odwalać za kogoś brudną robotę. Zabiję Ajaya. No cóż… pamiętasz, jak przyszedłeś na rozmowę o pracę? Zobaczyła cię Florence i powiedziała: „Niezły amant z tego nowego”. Kiedy zostałeś przyjęty, zaczęliśmy cię nazywać Nowym Amantem, a potem już tylko Amantem. To wszystko.

Tom nie odpowiedział słowem, ale Becky nie potrafiła się zamknąć.

– Pamiętaj, że Florence ma z dziewięćdziesiąt lat i jest ślepa jak kret!

– To wszystko tłumaczy – sardonicznie odparł Tom.

Jeśli Becky miałaby być szczera, powiedziałaby, że Tom naprawdę jest przystojny. Nie w jej typie – wolała nieco mniej zamkniętych w sobie. I trochę ostrzejszych. Ale nie wyrzuciłaby go z łóżka, zwłaszcza że ciało miał niczego sobie.

Postanowiła, że musi szybko zmienić temat i pokazała na akta leżące na tylnym siedzeniu.

– Pewnie zechcesz się temu przyjrzeć. Dostałam mailem kilka zdjęć, kiedy oglądałeś zwłoki na górze, i wydrukowałam je w gabinecie sekretarki. Technicy powiedzieli, z którego komputera mogę skorzystać. Ciekawe fotki.

*

Tomowi ulżyło, że przestali rozmawiać na jego temat – czy chodziło o jego wygląd, czy eksżonę. Nie znał Becky zbyt dobrze, ale podejrzewał, że ostatnia godzina była pouczająca dla nich obojga. Nie uważał jej jednak za plotkarę. Była twarda i ambitna, a Tom miał pewność, że uszanuje jego prywatność. A przynajmniej to, co z niej zostało.

Otworzył teczkę ze zdjęciami.

Pierwsze przedstawiało młodą, pełną życia kobietę. Długie, kręcone rude włosy opadały jej na ramiona. Miałą na sobie stalowoszarą jedwabną suknię wieczorową z szerokimi ramiączkami i głębokim dekoltem, uwydatniającą jej idealną figurę. Nie była chuda jak przecinek, ale jej krągłości prezentowały się bardzo atrakcyjnie. Jednak uwagę Toma przykuł przede wszystkim przepiękny uśmiech. Rozjaśniał całą twarz i kobieta wyglądała na bardzo szczęśliwą. Becky spojrzała na Toma kątem oka.

– To Laura Fletcher. Zdjęcie zrobiono jakieś dziesięć lat temu. Nieco wcześniej poznała swojego przyszłego męża i pierwszy raz pokazali się razem publicznie. Zauważyłeś rude włosy? Myślałam, że trafiliśmy na jakiś ślad, pomijając to, że Laura Fletcher była we Włoszech.

Tom zaczął przeglądać pozostałe zdjęcia. W takich sprawach podejrzenia zawsze padają na żonę, co sprawiło, że znalazła się na szczycie ich listy. Ale za wiele rzeczy się nie zgadzało. Pomijając, że najwyraźniej była poza krajem, cała sceneria pokoju – szampan, jedwabne apaszki – nie sprawiały wrażenia randki z żoną, zwłaszcza że dowody wskazywały, że rzadko przebywała w mieszkaniu. Już bardziej wyglądało to na sekretne spotkanie z kochanką. Żona za granicą, w ciągu tygodnia prowadzą oddzielne życie – doskonałe okoliczności do odwiedzin tej drugiej, pomyślał Tom.

Gdy doszedł do ostatniego zdjęcia w pliku, trudno mu było powstrzymać swoją reakcję:

– Jasna cholera… co tu się stało?

– Spodziewałam się, że możesz w ten sposób zareagować – skwitowała Becky. – Inne też są ciekawe. Zrobiono je kilka lat później, ale w jakiś sposób żona Hugona wygląda tu zupełnie inaczej. Co myślisz?

Tom przyjrzał się pozostałym fotografiom. Na żadnej z nich Laura Fletcher nie błyszczała tak jasno jak na pierwszej. Wciąż elegancko się ubierała, ale w jakiś sposób ze zdjęcia na zdjęcie wyglądała coraz mniej seksownie. Nadal była piękna, ale wychudła. A na trzecim z dowodowych zdjęć jej włosy nie były już rude. Została brunetką i pasowało jej to. Ale wyglądała też na skrępowaną w sukience z krótkim rękawem, która niezbyt atrakcyjnie zasłaniała jej biust. Popatrzył jeszcze na ostatnią fotografię i z powrotem na Becky.

– Wiesz, kiedy zrobiono to zdjęcie?

– Chyba jakieś sześć miesięcy temu. Najwyraźniej przez ostatnie cztery czy pięć lat nie była często fotografowana. Przestała towarzyszyć mężowi na oficjalnych imprezach i spędzała dużo czasu w prywatnych ośrodkach psychiatrycznych. Wiemy o dwóch dość długich pobytach. To ostatnie zdjęcie zostało zrobione przez jakiegoś bardzo natarczywego paparazzo, który przyszedł do ośrodka odwiedzić swoją matkę. Nie rozpoznał lady Fletcher, ale rozpoznał auto, które po nią przyjechało. Samochód Hugo Fletchera ma wyróżniającą się rejestrację.

Tom jeszcze raz spojrzał na zdjęcie. Widniejąca na nim kobieta śmiało wyglądała na pięćdziesiąt lat, choć wiedział, że Laura Fletcher ma ich dopiero trzydzieści kilka. Ubrana była w spodnie sprawiające wrażenie dwa rozmiary za dużych oraz obszerną bluzę i płaskie buty. Włosy w nijakim, mysim kolorze – już nie rudym – miała odgarnięte z twarzy. Wyglądała na bladą i zmęczoną. Tom pomyślał, że musiała być bardzo chora, skoro aż tak się zmieniła. To było smutne zdjęcie i Tom zastanawiał się, jak choroba żony wpłynęła na publiczne życie Hugona. Choć nie chciał tego przyznać, teoria z kochanką robiła się coraz bardziej prawdopodobna.

– Wiemy, na co chorowała?

Becky dobrze się przygotowała.

– Zadzwoniliśmy do ośrodka, ale oczywiście tajemnica lekarska zabrania im udzielania informacji. Zresztą za kilka minut sam zapytasz lady Fletcher… bo zaraz skręcimy na lotnisko. Jesteśmy na czas, więc pewnie nie odebrała jeszcze nawet bagażu.

– Miejmy jedynie nadzieję, że obsługa lotniska wywiązała się z zadania.

3

Laura włączyła lewy kierunkowskaz i gwałtownie skręciła w aleję prowadzącą do Ashbury Park. Wcisnęła hamulec, gdy zauważyła dziwną białą łunę, która rozświetlała niebo nad drzewami. Ostrożnie pokonała ostatni zakręt prowadzący do bram jej domu, gdzie czekał ją druzgocący widok.

– Dobry Boże – szepnęła.

Nie miała jak uciec. Hordy dziennikarzy, usłyszawszy niski szum jej mercedesa coupé, gwałtownie zwróciły w jej stronę aparaty i kamery. Ekipy telewizyjne poprawiły reflektory, tak by były skierowane na zbliżające się auto, a ich ostre światło przeszyło wnętrze samochodu, chwilowo ją oślepiając. Dziennikarze przed bramami domu nie stanowili wyjątkowego widoku, a Laura niemal czuła ich ekscytację. W końcu sława Hugona i jego status celebryty zostały stworzone właśnie przez te osoby, karmione odpowiednimi dawkami informacji na temat jego pracy.

Ale to było coś innego. Wśród oczekujących pod bramą dziennikarzy panowało szaleństwo.

Istniał tylko jeden sposób na to, by Laura mogła dostać się do swojego domu. Hugo nalegał, by ich brama elektryczna otwierała się za pomocą kodu zamiast pilota. Dzięki temu mógł regularnie zmieniać kombinację. Piloty łatwo zgubić, a nawet sprzedać temu, kto zapłaci najwięcej.

Kiedy zatrzymała auto, nie mogła nic zrobić, by powstrzymać brutalne flesze aparatów od ujawnienia jej bólu. Gdy szyba auta bezszelestnie się zsunęła, żeby Laura mogła wstukać kod, kobieta usłyszała paniczne krzyki dziennikarzy, z których każdy chciał zrobić najlepsze zdjęcie.

– W tę stronę, lady Fletcher!

– Słyszała pani wieści?

– Chcesz nam coś powiedzieć, Lauro? – Jak gdyby posłużenie się imieniem miało bardziej wpłynąć na jej reakcję. Ale nikt właściwie nie powiedział, o jakie wieści chodziło. Już sam ten fakt wiele oznaczał.

Mnóstwo aparatów i kamer zarejestrowało jej przerażoną minę, gdy opuściła szybę. Odjeżdżając, miała pewność, że następnego dnia jej twarz pojawi się na okładkach przynajmniej kilku gazet.

Jadąc tak szybko podjazdem prowadzącym między rzędami przerośniętych krzewów w stronę domu, poczuła, jak zbiera się jej na wymioty. Wiedziała, że policja będzie na nią czekać. Ze względów bezpieczeństwa znali kod do bramy. Czego od niej oczekują? Już od dawna Laura nie miała wrażenia, że może instynktownie reagować na to, co dzieje się w jej życiu.

Poczuła więc pewne zaskoczenie, gdy zauważyła samotnego funkcjonariusza stojącego jak gdyby na straży na schodach prowadzących do drzwi posiadłości. Wydawał się mały na tle wielkich czarnych drzwi. W światłach auta dostrzegła mężczyznę, który rozmawiał z kimś przez krótkofalówkę i wyglądał na zmieszanego. Było jasne, że nie takiej roboty się dziś spodziewał.

Laura zaparkowała przed schodami. Policjant schował krótkofalówkę do kieszeni i zbiegł, aby otworzyć jej drzwi, lecz się spóźnił.

– Lady Fletcher? Bardzo mi przykro, ale nie spodziewaliśmy się pani tak szybko. Miałem tu czekać na wszelki wypadek. Ale starsi stopniem funkcjonariusze są już w drodze. Pojechali po panią na Stansted, tylko że…

Laura wzięła głęboki wdech i przerwała mu nieco drżącym z napięcia głosem.

– Nie szkodzi, proszę mi po prostu powiedzieć, co się stało.

– Staraliśmy się powstrzymać te zwierzęta przed bramą. Dopóki nie zostanie pani oficjalnie o wszystkim powiadomiona, dziennikarzom zakazano przekazywać pani informacje. Nic nie powiedzieli, prawda?

– Nic. Ale po ich zachowaniu wnioskuję, że sprawa jest poważna. Proszę mi wyjaśnić.

– Może wejdziemy do środka i zaczekamy na starszych stopniem funkcjonariuszy?

Laura po prostu chciała mieć to za sobą, a potem jak najszybciej zostać sama. Próbowała zapanować nad narastającą paniką.

– Chodzi o mojego męża, prawda? Gdyby chodziło o coś innego, toby do mnie zadzwonił. A nie zadzwonił. Rzeczywistość nie może być gorsza niż to, co sobie wyobrażam, więc na litość boską, niech pan mówi. Proszę.

Młody policjant zrobił głęboki wdech.

– Wiem jedynie – i bardzo mi przykro, że muszę to pani przekazać – że dzisiaj pani mąż został znaleziony martwy w swoim domu w Londynie. Zdaję sobie sprawę, że musi to być dla pani potworna wiadomość. Wejdźmy do środka. Tak będzie najlepiej.

Laura nie mogła wydobyć z siebie głosu. Przez kilka sekund bez słowa wpatrywała się w funkcjonariusza, po czym odwróciła się do niego plecami i ruszyła do domu. Chciała być teraz sama. Nogi powoli prowadziły ją do drzwi, a w głowie czuła kompletną pustkę. Odnosiła wrażenie, że w jakiś dziwny sposób znajduje się poza ciałem i z góry spogląda na to kiepskie przedstawienie. Policjant najwyraźniej nie wiedział, co powiedzieć, a ona nie miała pojęcia, co zrobić ani jak się zachować. Gdzieś w środku czuła szukający ujścia krzyk, ale w jakiś sposób go powstrzymała. Jeszcze nie mogła się posypać.

Kiedy dotarła na szczyt schodów, usłyszała niepokojący dźwięk. Miarowe pulsowanie, które stawało się coraz głośniejsze, wskazywało, że nadlatywał helikopter. Ledwie wprowadziła klucz do zamka, gdy od góry ją i bezradnego policjanta zalało oślepiające światło reflektora. Wyrwało to ją z otępienia.

Szybko przekręciła klucz i weszła do środka, czując ulgę, że uciekła unoszącym się nad nią dociekliwym obiektywom ekipy telewizyjnej. Z impetem zatrzasnąwszy drzwi, oparła się o nie ciężko i dopiero wtedy pozwoliła łzom popłynąć. Niepohamowanie ściekały jej po policzkach, ale płakała bezgłośnie. Po chwili powoli osunęła się na zimną kamienną podłogę, wciąż opierając się o drzwi. Pochyliła się do przodu, objęła rękami podciągnięte kolana i wsparła na nich czoło. Z całych sił starała się nie załamać.

Jej umysł wypełniały obrazy Hugona i tego, jak spojrzał na nią, kiedy po raz pierwszy się spotkali. Jaki był przystojny i pewny siebie. A ona była wolna jak ptak, który leci przez życie bez zmartwień i trosk. Kochała swoją pracę i przyjaciół. Jak to możliwe, że wszystko tak się skończyło?

Ciche łzy zamieniły się w głęboki, bolesny szloch. Piętnaście minut później nadal kuliła się przy drzwiach, kiedy usłyszała odgłos samochodu na podjeździe i jego otwierających się drzwi. Ktoś na zewnątrz rozmawiał z młodym policjantem, ale Laura nie rozpoznawała słów. Pospiesznie wyciągnęła z rękawa rozmoczoną chusteczkę higieniczną – nigdy nie pozbyła się tego nawyku, choć Hugo uważał, że to szczyt prostactwa – i otarła łzy. Niepewnie wstała i otworzyła drzwi, zanim przybysze nacisnęli dzwonek.

Zobaczyła mniej więcej czterdziestoletniego mężczyznę w skórzanej kurtce, czarnym podkoszulku i dżinsach. Był wysoki i miał nieco zmierzwione ciemnoblond włosy. Nie wiedziała, jakiego wyglądu spodziewała się po wyższym rangą policjancie, ale zdecydowanie nie takiego.

Zaparkowawszy auto na końcu podjazdu, młoda ciemnowłosa dziewczyna w czarnym kostiumie szybkim krokiem ruszyła po żwirowym podjeździe, kierując się w stronę schodów.

Stojąc w drzwiach, Laura poczuła, jak zaczyna chwiać się na boki. Policjant szybko przeskoczył ostatnie dwa stopnie i delikatnie, ale stanowczo chwycił ją za przedramiona.

– Wejdźmy do środka, lady Fletcher. Lepiej, żeby pani usiadła.

Policjant skinął głową do dziewczyny, która szybko ich minęła i zniknęła w korytarzu.

– Przepraszam – powiedziała Laura. – Zwykle nie jestem taka żałosna. Zaraz się opanuję.

– Nie jest pani żałosna. Doznała pani szoku. Którędy do salonu?

Laura poczuła dziwny przypływ ulgi, słysząc północny akcent. Miała wrażenie, że minęły miliony lat, odkąd ludzie w jej otoczeniu mówili w ten sposób. Przypominało jej to dawne, beztroskie życie.

Podtrzymywana za łokieć przez policjanta, który wyraźnie obawiał się, że Laura za chwilę się przewróci, poprowadziła go po kamiennej posadzce holu głównego do małego salonu. Pokój nigdy nie należał do jej ulubionych z powodu ciemnego drewna na ścianach i posępnych mebli, ale miała wrażenie, że na tę okazję wręcz pasuje. Młoda kobieta najwyraźniej znalazła kuchnię i dołączyła do nich ze szklanką wody w dłoni.

Policjant doprowadził Laurę do kanapy i poczekał, aż usiądzie, a kobieta na stoliku z boku postawiła szklankę z wodą. Choć było bardzo zimno, a w kominku leżało drewno, które wystarczyło podpalić, Laura nie miała ochoty wstawać.

– Lady Fletcher, jestem nadinspektor Tom Douglas, a to sierżant Robinson z policji metropolitalnej. Wkrótce dołączy do nas główny nadinspektor Sinclair, który utknął gdzieś po drodze na M40. Powinien dotrzeć za jakieś dziesięć minut.

Dwoje funkcjonariuszy siadło na przeciwległej sofie, a Tom wziął głęboki wdech. Było jasne, że w obecnej sytuacji nie czuje się najlepiej.

– Jest mi niezmiernie przykro, że nie było nas na miejscu, gdy wróciła pani do domu, i że musiała się pani zmierzyć z chmarą dziennikarzy przed bramą. To musiało być wyjątkowo stresujące doświadczenie i nie dziwi mnie, że jest pani roztrzęsiona. Już pani wie, że pani mąż został znaleziony martwy dziś po południu w waszym londyńskim domu. Proszę przyjąć wyrazy współczucia.

Laura zamknęła powieki i zagryzła górną wargę, aby przestała drżeć. Spuściła głowę, próbując ukryć brak opanowania, ale niezbyt jej się to udało. Chusteczka, którą cały czas ściskała w dłoni, teraz leżała na jej kolanach podarta na strzępy. Nie pamiętała, żeby to zrobiła, a zaczynało jej cieknąć z nosa. Zwinęła kawałki w kulkę i próbowała wytrzeć nimi oczy i nos. Poczuła, jak ktoś wkłada jej w dłoń świeżą chusteczkę, i wiedziała, że zachowuje się niegrzecznie, nie dziękując troskliwej młodej sierżant. Nie mogła jednak zmusić się do tego, by spojrzeć na którekolwiek z nich lub się odezwać. Przytknęła tylko chusteczkę do załzawionych oczu i cieknącego nosa.

Nadinspektor znów zaczął coś mówić, więc spróbowała skupić się na jego słowach.

– Funkcjonariusze policji zostali wezwani do mieszkania na Egerton Crescent około godziny czternastej przez panią Beryl Stubbs, która znalazła ciało pani męża godzinę wcześniej.

Laura gwałtownie podniosła wzrok, opuszczając dłonie na kolana.

– Beryl? A co ona tam robiła w sobotę po południu?

– Przyszła po swój portfel i jeśli mam być szczery, bardzo nam się przydała. Dowiedzieliśmy się od niej, jak możemy ustalić miejsce pani pobytu. Próbowaliśmy złapać panią na lotnisku – miała pani usłyszeć komunikat na ten temat podczas lotu, ale rozumiem, że się pani nie zgłosiła. Bardzo mi przykro, że się z panią minęliśmy. Mogliśmy zaoszczędzić pani zdenerwowania.

Laura ledwie zdołała na to odpowiedzieć.

– Przespałam całą drogę powrotną. Nie słyszałam żadnego komunikatu.

W tej chwili ciszę domu przerwał przenikliwy odgłos dzwonka do drzwi.

– Ja pójdę – zaoferowała się Becky.

Laura czuła na sobie wzrok nadinspektora. Ale nic nie powiedziała. Nawet kiedy sierżant i główny nadinspektor weszli do saloniku, nie mogła wydobyć z siebie głosu. Rzuciła tylko przelotne spojrzenie swojemu nowemu gościowi, po czym znów spuściła wzrok na dłonie, mocno zaciśnięte na kolejnej rozmiękłej chusteczce.

– Nazywam się James Sinclair. Przepraszam, że tak długo zajęło mi dotarcie na miejsce. Szczerze współczuję z powodu pani straty. Pani mąż był wielkim człowiekiem, bardzo kochanym w swoim kraju i na całym świecie.

Słysząc te słowa, Laura się wzdrygnęła.

– Z przykrością muszę przekazać, że pani przejazd przez bramy posiadłości dał sygnał do upublicznienia wiadomości o śmierci męża. Biorąc pod uwagę jego status, informację tę podadzą pewnie wszystkie serwisy. Skontaktujemy się z byłą żoną sir Hugona, ale może jest jeszcze ktoś, kogo powinniśmy powiadomić w pani imieniu?

Laura wiedziała, że powinna coś odpowiedzieć, ale nie miała pojęcia co. Pokręciła jedynie głową.

– Wiem, że moi koledzy nie mieli jeszcze okazji z panią porozmawiać, ale niestety będziemy musieli zadać pani kilka pytań.

Sinclair zamilkł i spojrzał na Toma.

– Nadal nie znamy dokładnych okoliczności śmierci pani męża, ale traktujemy sprawę jako podejrzaną. Musimy poczekać na wyniki sekcji zwłok, ale pewne nowe dowody wskazują na udział osób trzecich. Zapewne zdaje sobie pani sprawę, że im szybciej podejmiemy działania, tym większe szanse, że znajdziemy sprawców tej potwornej zbrodni.

Zmagając się z samą sobą, Laura na moment podniosła wzrok. Nadinspektor z zainteresowaniem spoglądał na swojego przełożonego.

Do pokoju wróciła funkcjonariuszka, niosąc tacę z herbatą. Kiedy nalewano do filiżanek gorący napój, na moment zapadło milczenie i Laura była wdzięczna za tę chwilę wytchnienia. Musiała zachować resztki samokontroli do czasu, aż wyjdą, ale przynajmniej przestała się trząść.

James Sinclair odezwał się pierwszy.

– Bardzo mi przykro, ale będziemy musieli panią prosić o identyfikację zwłok. To formalność, lecz trzeba jej dopełnić. Sekcję zaplanowano na jutrzejszy ranek. Wolałbym, żeby zobaczyła pani męża przed jej rozpoczęciem, ale musiałaby się pani pojawić w prosektorium bardzo wcześnie.

– Nie sypiam zbyt wiele. Proszę mi tylko powiedzieć gdzie i o której. – Laura czuła, że robi się coraz słabsza. Stres ją wykańczał. Trzymała uczucia na wodzy, ale ledwo ledwo. Chciała, żeby wszyscy już sobie poszli.

– Możemy przysłać po panią auto na szóstą trzydzieści, jeśli to nie za wcześnie. Następnie chcielibyśmy móc spokojnie z panią porozmawiać i dowiedzieć się o pani mężu wszystkiego, co możliwe. Uważamy, że jeśli został zamordowany, to dokonał tego ktoś mu znajomy. Jestem pewien, że może nam pani pomóc w tej kwestii.

Laura odpowiedziała cicho.

– Zrobię co w mojej mocy.

– Czy w ostatnim czasie ktoś groził pani mężowi albo wie pani o kimś, kto żywiłby do niego głęboką urazę?

– Nie. Nikt tak od razu nie przychodzi mi na myśl. Jego praca zawsze wiązała się z pewnym zagrożeniem, ale nie wspominał o niczym konkretnym. Przykro mi.

– Wiemy wszystko na temat jego pracy. Kto nie wie? Będziemy dokładnie analizować wszystkie szczegóły. Proszę zastanowić się przez noc nad tym, o co pytałem, i może jutro uda się nam dłużej porozmawiać na ten temat.

Policjant na moment zamilkł. Gdy znów się odezwał, jego głos był łagodniejszy.

– Bardzo przepraszam, że muszę zapytać, ale to niestety konieczne. Czy myśli pani, że mąż mógł utrzymywać stosunki pozamałżeńskie?

Laurę przeszył dreszcz. Zastanowiła się przez moment, po czym podniosła głowę.

– Nie wiem. Przepraszam – odpowiedziała prawie szeptem.

– Czy możemy po kogoś zadzwonić, żeby dotrzymał pani towarzystwa? – zapytała młoda sierżant.

– Dziękuję, nie chcę tu nikogo. Naprawdę wolałabym zostać sama. – Laura na moment zamilkła. Podniosła wzrok i zmartwiona spojrzała przez niezasłonięte okno. – Ale jeśli to nie kłopot, czy ktoś mógłby przynieść mi z bagażnika walizkę? Nie chcę wychodzić na zewnątrz, jeśli nad nami wciąż krąży helikopter.

Becky zerwała się na równe nogi.

– Zajmę się tym.

Laura jak przez mgłę słyszała, że nadinspektor pyta, czy wezwać lekarza. Wyłączyła się z rozmowy i była teraz w innym czasie i miejscu. Głosy policjantów odbijały się echem w jej głowie, nie rejestrowała wypowiadanych przez nich słów.

Poczuła ulgę, kiedy sierżant pojawiła się z powrotem, niosąc jej małą walizkę.

– Przepraszam, ale jakaś pani chce się z panią widzieć, lady Fletcher. Policjant dopuścił ją do drzwi frontowych, ponieważ powiedziała, że jest z rodziny. Czy mam ją wpuścić?

Zanim Laura zdążyła zastanowić się, co odpowiedzieć, ktoś pchnął drzwi szerzej. Stanęła w nich smukła młoda kobieta. Jej długie włosy w odcieniu truskawkowy blond rozświetlało światło lampy za jej plecami.

– Lauro, przed chwilą usłyszałam, co się stało. Tak mi przykro. Musiałam przyjechać. Nie mogłam pozwolić, żebyś mierzyła się z tym sama.

Delikatny, ale niemożliwy do pomylenia północnoamerykański akcent był ostatnią rzeczą, jaką Laura spodziewała się tego dnia usłyszeć.

Poczuła, jak serce zaczyna walić jej w piersi i zerwała się z miejsca. Nie potrafiła się już dłużej powstrzymać i tłumione emocje znalazły ujście.

– Co ty tu, kurwa, robisz?

4

W ciągu kilku minut od pojawienia się nieproszonego gościa troje detektywów odjechało samochodem Becky, przecisnąwszy się przez tłum dziennikarzy blokujących bramy. Żadne z nich nie odezwało się słowem, odkąd wyszli z Ashbury Park, pomijając, że Sinclair odesłał do domu swojego kierowcę, żeby przejechać się z Becky i Tomem. Nie wymienili ani jednej uwagi do czasu, aż znaleźli się poza zasięgiem obiektywów. Zbliżenie trzech wyraźnie zdenerwowanych funkcjonariuszy w wieczornych wiadomościach wywołałoby tylko niepotrzebne spekulacje, toteż szli z obojętnymi minami do czasu, aż znaleźli się z dala od tłumu. Becky pierwsza przerwała ciszę.

– Czy ktoś prócz mnie uważa, że to było naprawdę dziwne? Lady Fletcher ledwie była w stanie wydusić z siebie słowo… a tu nagle taki wybuch. Aż nie mogła się doczekać, kiedy sobie pójdziemy, gdy pojawiła się jej bratowa.

Tom wiedział, że Becky ma rację. Cierpienie Laury wydawało się bardzo wiarygodne, jednak kiedy pojawił się niespodziewany gość, praktycznie wypchnęła ich za drzwi. A propozycja Becky, że zostanie z Laurą na noc, ku wielkiemu rozczarowaniu policjantki została gwałtownie odrzucona. Nie ulegało wątpliwości, że młoda sierżant chętnie zamieniłaby się na tę noc w szpiega.

– Specjalizujesz się w analizie motywacyjnej, Tom. Jakie są twoje pierwsze odczucia co do lady Fletcher? – James Sinclair skierował przenikliwe spojrzenie na podwładnego, który siedział z tyłu, głęboko pogrążony w myślach. Przychodziło mu do głowy jedynie to, jaka krucha wydała się ta kobieta, kiedy próbował podtrzymać ją od upadku na podłogę. Zmusił się jednak do tego, by wrócić myślami do sceny w saloniku.

– Trudno tu coś powiedzieć. Bez wątpienia cierpiała. Było widać, że próbowała się kompletnie nie załamać – do tego stopnia, że niemal nie docierało do niej to, co się dzieje, jakby to był jakiś sen. Oczywiście pomijając reakcję na nieoczekiwanego gościa. To zdecydowanie było prawdziwe.

– No właśnie, jej gość… przypomnij mi, Becky, jak się ona nazywała.

– Imogen Kennedy, sir.

– Dziękuję. Cóż, skoro Imogen jest żoną brata lady Fletcher, może istnieć mnóstwo powodów takiej gwałtownej reakcji – może jakiś rodzinny konflikt. Warto zgłębić ten wątek. Taki poziom niechęci powinien coś oznaczać. A co ty myślisz, Becky?

– Myślę, że lady Fletcher wyglądała tak, jak gdyby odechciało się jej żyć. W przeciwieństwie do jej bardzo atrakcyjnej bratowej.

Tom pomyślał, że ta obserwacja dokładnie oddawała stan rzeczy. Laura Fletcher miała na sobie zebraną w pasie spódnicę w turecki wzór w odcieniach fioletu i sweterek z okrągłym karczkiem i krótkimi rękawami w spranym beżowym kolorze. Włosy ściągnęła z tyłu zwykłą gumką, a jej cera była blada, na dodatek cała w czerwonych plamach, co akurat w tych okolicznościach było zrozumiałe, ale w żaden sposób nie poprawiało jej wyglądu. Za to Imogen Kennedy wyglądała nienagannie. Kontrast rzucał się w oczy.

– Szkoda, że nie widziałem jej reakcji, kiedy się o wszystkim dowiedziała. Ten młody posterunkowy był zbyt zakłopotany, żeby cokolwiek zauważyć.

– Wiesz, dlaczego się minęliście, Tom?

– Nie bardzo. Zapewniono mnie, że podczas lotu wygłoszono odpowiedni komunikat, ale nikt się nie zgłosił. Lady Fletcher twierdzi, że spała.

Becky parsknęła kpiąco.

– Jasne, a ledwie dwie minuty później powiedziała, że mało sypia.

Tom pokiwał głową.

– Na niektórych tak działa podróż samolotem. Tak czy inaczej, zapytaliśmy na lotnisku o status bagażu rejestrowanego i dowiedzieliśmy się jakieś dziesięć minut później, że odebrała swoją walizkę, a taśma jest pusta, więc spodziewaliśmy się ją spotkać przed halą przylotów.

– Na lotnisku puszczono kilka komunikatów i czekaliśmy dobre pół godziny, zanim w końcu się poddaliśmy. Dojechaliśmy do jej domu około dwudziestej dziesięć. Dziwne, że byliśmy tuż za nią, wziąwszy pod uwagę, że wyruszyła sporo przed nami.

– Mamy całkowitą pewność, że leciała tym samolotem? – spytał nadinspektor. – Istnieje choćby cień wątpliwości?

Becky nie zwlekała z odpowiedzią.

– Absolutnie nie, sir. A kiedy wyciągnęłam jej walizkę z bagażnika, dostrzegłam przywieszkę z lotniska w Ankonie z dzisiejszą datą.

– Po tym, jak dziś zobaczyłaś lady Fletcher, myślisz, że zdołałabyś rozpoznać ją na lotnisku? – zapytał Sinclair.

– Aktualne zdjęcie niezbyt dobrze oddaje jej wygląd, więc opierając się tylko na nim, rzeczywiście mogliśmy ją przeoczyć. Ale mam prawie fotograficzną pamięć i nie wierzę, że mogłam nie zwrócić uwagi na kogoś w takiej spódnicy. Ale jeśli miała na sobie płaszcz… Leżał na tylnym siedzeniu.

Tom nie wiedział, jakim cudem ją przegapili, ale nie ulegało wątpliwości, że tak się stało. Tak jak powiedziała Becky, bez wątpienia w czasie popełnienia morderstwa Laura Fletcher przebywała we Włoszech. Jednak coś nie dawało mu spokoju. Czuł, że cała się trzęsła, nie miał więc wątpliwości, że jej cierpienie jest prawdziwe, kilka reakcji wydało mu się jednak dziwnych. Na przykład nie była zainteresowana żadnymi szczegółami na temat śmierci męża. Za to fakt, że sprzątaczka pojawiła się w mieszkaniu w sobotę rano, bardzo ją zaskoczył. Dlaczego to zwróciło jej uwagę? Nawet oni nie mieli jak dotąd całkowitej pewności, że doszło do morderstwa. Becky zdawała się myśleć podobnie jak Tom.

– Powiedział pan, sir, że sprawa wygląda na morderstwo. Co udało się ustalić? – zapytała.

– Kiedy ciało zostało przewiezione do kostnicy, Rufus Dexter raz jeszcze mu się przyjrzał, tym razem z lupą. Może nie jest mistrzem w mówieniu pełnymi zdaniami, ale ma obsesję na punkcie szczegółów i nie mógł się oprzeć dalszym oględzinom poprzedzającym sekcję zwłok. Zauważył maleńką plamkę krwi w obrębie włosów łonowych ofiary. Wyraźnie widać tam ranę po igle, a ponieważ żaden mężczyzna przy zdrowych zmysłach nie wbiłby sobie igły w okolice moszny, uznał, że powinien mnie o tym fakcie powiadomić. Jeszcze nie wie, jaką substancję tam wprowadzono. Uważa też, że nie wybrano tego miejsca, by ukryć nakłucie. Wybrano je raczej ze względu na szybką absorpcję substancji przez krwiobieg.

– Nadal musimy ją poinformować, że był nagi i skrępowany. Trudno jej będzie o czymś takim nie myśleć – powiedziała Becky.

Tom wyglądał przez okno w ciemną noc, gdy mknęli po M40, i myślał o Hugo Fletcherze. Wydawało mu się coraz bardziej nieprawdopodobne, żeby zbrodnia okazała się morderstwem popełnionym przez wściekłą żonę, musieli więc wziąć pod uwagę inne okoliczności. Uważał również, że działalność charytatywna sir Hugona też może mieć z tym coś wspólnego. Odziedziczył rodzinną fortunę, ale jego sława wynikała z działalności charytatywnej i pomocy prostytutkom z Europy Wschodniej. Seksualne akcenty na miejscu zbrodni wyraźnie wskazywały na udział prostytutki. Tylko dlaczego któraś z tych dziewcząt chciałaby go zabić?

James Sinclair był sceptyczny.

– Jeśli wierzyć mediom, Fletcher był „Bogiem Wszechmogącym”. Byłbym skłonny uwierzyć, że zlikwidował go jakiś niezadowolony alfons, ale małe szanse, że pił z alfonsem szampana, a potem dał mu się przywiązać do łóżka. Na pewno jest tu jakiś logiczny związek, którego na razie niestety nie widzę.

Zjechali z autostrady i Becky znów zaczęła robić uniki na zwykłej dwupasmówce, po której nawet o tak późnej porze w sobotni wieczór ciągnęły sznury aut. Tom widział nerwową minę swojego szefa za każdym razem, gdy przejeżdżali pod świecącą na żółto latarnią uliczną, i nie mógł powstrzymać się od uśmiechu, który jednak udało mu się ukryć, gdy James odwrócił się do niego, mówiąc:

– Jeszcze raz powtórzmy, jakie są fakty. Wszyscy znamy statystyki na temat morderstw popełnianych przez współmałżonków, więc na początek wyeliminujmy oczywistości. Ustaliliśmy ponad wszelką wątpliwość, że w czasie popełnienia zbrodni lady Fletcher wracała samolotem z Włoch. I jesteśmy też absolutnie pewni, że nie mogła go zamordować i polecieć do Włoch, żeby złapać samolot z Ankony.

– Zgadza się. Wszystko sprawdziliśmy.

– A co z prywatnymi samolotami? W końcu nie są biedni.

– Sprawdzamy tę możliwość, ale to byłoby dość oczywiste. O tej kobiecie można powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że jest głupia. I równie dobrze mogłaby napisać sobie na czole „winna”, gdyby poleciała prywatnym czarterem do Ankony i wróciła regularnym lotem godzinę później.

– Słuszna uwaga. Oczywiście sprawdzimy to, ale rzeczywiście to by było mało subtelne.

Tom pomyślał sobie, że jest pewna rzecz, o której nie wspomnieli – o braku reakcji ze strony Laury Fletcher, kiedy zapytali o inne kobiety. Sądził, że większość żon poczułaby się zaszokowana, przerażona lub upokorzona takim pytaniem. Ale ona w żaden sposób nie zareagowała.

Tom czuł, że wszyscy są już nieco zmęczeni i James Sinclair najwyraźniej uważał podobnie.

– Dobrze, spróbujmy podsumować, co mamy. Lady Fletcher wydaje się mało prawdopodobnym mordercą, choć to wcale nie oznacza, że nie zapłaciła komuś, aby ją wyręczył. A co sądzimy o jej ostrej reakcji na przybycie gościa?

Mieli niewiele czasu, by zastanowić się nad wybuchem wściekłości lady Fletcher, zanim pokazano im drzwi.

–