Wydawca: Sonia Draga Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 605

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 16 godz. 15 min Lektor: Małgorzata Lewińska

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Audiobooka posłuchasz na:

tablecie MP3
smartfonie MP3
komputerze MP3
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Czas: 16 godz. 15 min Lektor: Małgorzata Lewińska

Opis ebooka Tylko jedna noc - Simona Ahrnstedt

Historia o zemście, niezwykłej sile i walce, ale nade wszystko – historia o zakazanej miłości! „Tylko jedna noc to zmysłowa, inteligentna i całkowicie wciągająca powieść. Zapierająca dech w piersiach – od początku do końca. Kocham tę książkę i nie mogę się doczekać, by wyruszyć gdziekolwiek Simona Ahrnstedt zabierze swoich czytelników następnym razem”. Tessa Dare „Ma wszystko, czego czytelnik mógłby chcieć!” Eloisa James „Wysmakowana opowieść o korupcji, zemście i wywalczonej z trudem miłości”. Kirkus Reviews „Pełna pasji historia miłosna osadzona w okrutnym świecie wielkiego biznesu. Szwedzki bestseller”. Publishers Weekly Natalia de la Grip to jedna z najbardziej utalentowanych konsultantek biznesowych w świecie wielkiej finansjery. Choć wie, że powinna się już ustatkować i związać z kimś, kto dorówna jej statusem społecznym, nic sobie z tego nie robi – odkąd pamięta, chadzała własnymi ścieżkami. Pracuje ciężko, żeby osiągnąć swój cel: sprawić, by ojciec, bezwzględny patriarcha, pozwolił jej zasiąść w zarządzie ich rodzinnej firmy, jednego z największych przedsiębiorstw. Tymczasem David Hammar, jeden z najbogatszych inwestorów w szwedzkiej branży venture capital, planuje przejąć firmę rodziny de la Grip. W tym celu zaprasza Natalię na lunch, chcąc przeciągnąć ją na swoją stronę. Kobieta nabiera podejrzeń, jednak równocześnie jest zaciekawiona znienawidzonym przez krewnych mężczyzną. Czy spotkanie zakończone wspólną nocą na pewno nic nie znaczy, jak próbuje sobie to wmówić dwójka bohaterów?

Opinie o ebooku Tylko jedna noc - Simona Ahrnstedt

Fragment ebooka Tylko jedna noc - Simona Ahrnstedt

Tytuł oryginału:

EN ENDA NATT

Copyright © 2014 by Simona Ahrnstedt

First published by Forum Bokförlag, Sweden.

Published by arrangement with Nordin Agency AB, Sweden.

Copyright © 2016 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga

Copyright © 2016 for the Polish translation by Wydawnictwo Sonia Draga

Projekt graficzny okładki: Mariusz Banachowicz

Redakcja: Grzegorz Krzymianowski

Korekta: Małgorzata Hordyńska, Joanna Rodkiewicz

ISBN: 978-83-7999-806-7

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o.o.

Pl. Grunwaldzki 8-10, 40-127 Katowice

tel. 32 782 64 77, fax 32 253 77 28

e-mail:info@soniadraga.pl

www.soniadraga.pl

www.facebook.com/wydawnictwoSoniaDraga

E-wydanie 2016

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

1

środa

25 czerwca

David Hammar wyglądał przez wypukłe okno helikoptera Bell. Z wysokości tysiąca stóp rozciągał się widok na wiele kilometrów. Poprawił słuchawki z mikrofonem. Dzięki nim, mimo warkotu śmigieł, mógł rozmawiać z pozostałymi, nie podnosząc głosu.

– Tam – powiedział i wskazał palcem żółty zamek Gyllgarn, który przed chwilą stał się widoczny.

Odwrócił się do Michela Chamouna, który siedział na przypominającym muszlę tylnym siedzeniu.

Pilot Tom Lexington zmienił kurs, a potem, patrząc na zamek, zapytał:

– Jak blisko mam podlecieć?

– Nie za blisko, tylko na tyle, żebyśmy mogli go obejrzeć – odpowiedział David. – Wolałbym nie wzbudzać niepotrzebnej ciekawości.

Zamek został zbudowany na wysepce znajdującej się na środku wyjątkowo szerokiej rzeki. Jej wartki nurt obiegał wyspę, tworząc naturalną fosę. Kilkaset lat temu musiała świetnie chronić przed wrogami. Dziś połyskująca woda, zielone łąki i cieniste lasy przypominały namalowany grubymi pociągnięciami pędzla obraz przedstawiający wiejską idyllę. Helikopter zatoczył szeroki łuk. Na pastwiskach pod nimi przechadzały się konie i owce. Od głównej drogi do zamku prowadziła aleja z potężnych kilkusetletnich dębów. Nawet z tak dużej wysokości widać było zadbane drzewa owocowe i kolorowe klomby otaczające dobrze utrzymaną posiadłość.

Cholerna idylla.

– Zdaniem pośrednika, z którym rozmawiałem, sam zamek jest wart trzydzieści milionów – powiedział David.

– To sporo – stwierdził Michel.

– A do tego dochodzi wartość ziemi i lasów – dodał David. – No i wody. W sumie to kilka tysięcy hektarów i już one same są warte ponad dwieście tysięcy – powiedział i przystąpił do wyliczania kolejnych bogactw. – W lasach żyje dzika zwierzyna, a do posiadłości należy kilka mniejszych domów. Oczywiście trzeba również pamiętać o majątku ruchomym. Na przykład zdobyczach wojennych z siedemnastego wieku. Srebrnych serwisach i rosyjskich antykach. I zbiorach sztuki, do których należą przedmioty wyprodukowane w ciągu ostatnich trzystu lat. Domy aukcyjne na całym świecie będą się o nie zabijać.

David odwrócił się na siedzeniu. Michel przyjrzał się żółtemu zamkowi, nad którym się unosili.

– I to wszystko należy do firmy? – zapytał. – A nie do rodziny?

David pokiwał głową.

– Aż się wierzyć nie chce, że wybrali takie rozwiązanie – zgodził się z nim. – Tak to jest, gdy komuś się wydaje, że jest niepokonany.

– Nikt nie jest.

– No właśnie.

Michel wyglądał przez okno. David czekał. Widział, że ciemne oczy przyjaciela błądzą nad łąkami.

– To prawdziwy narodowy skarb – stwierdził Michel. – Jeśli go sprzedamy, podniesie się spory szum.

– Nie: jeśli – odparł David krótko. – Kiedy.

Miał pewność, że to zrobią. Podzielą ziemię na mniejsze działki i sprzedadzą temu, kto da więcej. Ludzie zaczną protestować, a najgłośniej będą krzyczeć dotychczasowi właściciele. Na myśl o nich nieznacznie się uśmiechnął.

– Już się napatrzyłeś? – zapytał.

Michel potwierdził skinieniem.

– Odstawisz nas do miasta, Tom? Już skończyliśmy.

Tom kiwnął głową, wykonał elegancki skręt i zwiększył wysokość. Zostawili za sobą sielankową okolicę i ruszyli w kierunku Sztokholmu. Pod nimi przesuwały się autostrady, lasy i zakłady przemysłowe.

Po kwadransie znaleźli się w strefie powietrznej stolicy i Tom nawiązał łączność z wieżą kontroli lotów lotniska w Brommie. David słuchał jednym uchem krótkich, standardowych komunikatów.

– One thousand five hundred feet, request full stop landing, three persons on board.

– Approved, straight in landing, runway three zero…

Tom był doświadczonym pilotem, miał spokojne ruchy i uważne spojrzenie. Na co dzień pracował dla prywatnej firmy ochroniarskiej, ale znali się z Davidem od dawna i Tom chętnie poświęcił trochę czasu, gdy Hammar stwierdził, że chciałby obejrzeć zamek z powietrza.

– Dziękuję, że z nami poleciałeś – powiedział David.

Tom nic nie odpowiedział. Skinął tylko nieznacznie głową na znak, że słyszał.

David odwrócił się do Michela.

– Mamy jeszcze dużo czasu do zebrania grupy kierowniczej – oznajmił i spojrzał na zegarek. – Dzwoniła Malin. Wszystko gotowe.

Malin Theselius pełniła funkcję ich rzecznika prasowego. Michel usiadł wygodniej. Był potężnie zbudowany. Miał na sobie garnitur. Podrapał się po ogolonej głowie. Sygnety na jego palcach błysnęły.

– Obedrą cię żywcem ze skóry – oświadczył. – Zdajesz sobie z tego sprawę?

W dole pod nimi przesuwały się zabudowania Sztokholmu.

– Nas – poprawił go David.

Michel krzywo się uśmiechnął.

– O nie, ciebie. To ty jesteś facetem z okładek, złym inwestorem private equity. A ja biednym imigrantem, który tylko wykonuje rozkazy.

Michel był najbystrzejszym człowiekiem, jakiego David znał, i starszym wspólnikiem w Hammar Capital, jego spółce private equity. Wkrótce mieli całkowicie zmienić świat szwedzkich finansów. Ale Michel się nie mylił. To on był założycielem firmy, miał opinię nieustępliwego aroganta i to on zbierze cięgi w prasie ekonomicznej. W pewnym sensie nie mógł się tego doczekać.

Michel ziewnął i powiedział:

– Jak będzie po wszystkim, wezmę urlop i prześpię co najmniej tydzień.

David odwrócił się ponownie i spojrzał na majaczące w oddali przedmieścia. Nie czuł zmęczenia. Wręcz przeciwnie, połowę życia przygotowywał się do tej batalii i nie chciał żadnego urlopu.

Chciał wojny.

Przygotowywania zaczęli niemal rok temu. Chodziło o największy interes, do jakiego Hammar Capital kiedykolwiek się zabrał. Wrogie przejęcie ogromnej firmy, a wszystko miało się rozstrzygnąć w ciągu najbliższych tygodni. Nikt nigdy nie zrobił czegoś podobnego.

– O czym myślisz? – zapytał David. Znał przyjaciela na wylot i wiedział, że jego milczenie coś oznacza. Prawdopodobnie głowił się nad jakimś prawnym albo finansowym problemem.

– Przede wszystkim o jednej rzeczy – odparł Michel. – Wkrótce pewnie wszystko wyjdzie na jaw. Już teraz ktoś pewnie zastanawia się nad naszymi posunięciami na giełdzie. Nie minie wiele czasu, zanim ktoś, na przykład jeden z akcjonariuszy, da cynk dziennikarzom.

– Oczywiście – zgodził się David. Wiedział, że prędzej czy później zawsze dochodziło do wycieku informacji. – Będziemy ukrywać wszystko tak długo, jak się da.

Ten temat wciąż powracał w ich rozmowach. Szukali coraz lepszych argumentów, próbowali wykryć logiczne błędy, stawali się silniejsi i mądrzejsi.

– Nadal kupujemy – oznajmił. – Ale za każdym razem bardzo niewiele. Jeszcze mniej niż wcześniej. Porozmawiam z moimi ludźmi.

– Cena akcji idzie teraz szybko w górę.

– Zauważyłem – odparł David. – Zobaczymy, jak długo będzie się nam to opłacać.

Każdorazowo musieli ocenić, jak szybko mogą działać. Im agresywniej skupowali akcje jakiegoś przedsiębiorstwa, tym gwałtowniej rosła ich cena. A gdyby wyszło na jaw, że stoi za tym Hammar Capital, kurs od razu by poszybował. Aż do tego momentu byli bardzo ostrożni. Posługiwali się zaufanymi figurantami i każdego dnia kupowali niewielką liczbę akcji. Wykonywali nieznaczne ruchy. Na ogromnej giełdzie pozostawały praktycznie niezauważalne. Ale obaj rozumieli, że pomału zbliżają się do punktu krytycznego.

– Wiedzieliśmy, że prędzej czy później będziemy musieli się ujawnić – oznajmił David. – Malin od tygodni szlifuje komunikat dla prasy.

– Wściekną się – odparł Michel.

David uśmiechnął się i powiedział:

– Wiem. Teraz trzeba tylko dopilnować, żeby giełdowy radar jeszcze przez chwilę nas nie zauważał.

Michel pokiwał głową. Mimo wszystko to był ich żywioł. Mieli w Hammar Capital zespół analityków namierzający spółki, które sobie nie radziły, choć powinny. David i Michel lokalizowali problem – najczęściej chodziło o niewłaściwe zarządzanie – a następnie czyścili rynek z akcji, żeby zapewnić sobie pakiet kontrolny.

A potem przechodzili do działania. Brutalnie.

Przejmowali spółkę i ją restrukturyzowali. Dzielili na części i udoskonalali. Sprzedawali i zarabiali. Właśnie to potrafili lepiej niż wszyscy inni – przejmować i ulepszać.

Czasem wszystko szło gładko, ludzie współpracowali i Hammar Capital mógł postawić na swoim.

Czasem trzeba było walczyć.

– Mimo wszystko chciałbym przeciągnąć na naszą stronę kogoś z rodziny właścicieli – powiedział David, gdy przelatywali nad południowymi dzielnicami Sztokholmu.

Tak poważne wrogie przejęcie mogło się udać tylko wtedy, gdyby pozyskali jednego albo kilku posiadaczy znacznej liczby akcji. Na przykład któregoś z zarządców ogromnych funduszy emerytalnych. David i Michel spędzili mnóstwo czasu, próbując ich przekonać, siedzieli na niekończących się spotkaniach i przedstawiali niezliczone kalkulacje. Pozyskanie kogoś z rodziny przyniosłoby wiele korzyści. Przede wszystkim wiązałby się z tym ogromny prestiż. Chodziło w końcu o Investum, jedną z największych i najstarszych spółek w kraju. Poza tym gdyby pokazali, że mają po swojej stronie kogoś z najbliższej rodziny, wielu akcjonariuszy przyłączyłoby się do nich i głosowało na korzyść Hammar Capital.

– Ułatwiłoby to sprawę – dodał.

– Ale kogo? – zapytał Michel.

– W tej rodzinie jest ktoś, kto poszedł swoją drogą – powiedział David, gdy na horyzoncie zamajaczyło lotnisko w Brommie.

Michel przez chwilę milczał.

– Masz na myśli córkę, prawda?

– Tak – przyznał David. – Niewiele się o niej mówi, ale podobno jest bardzo utalentowana. Niewykluczone, że nie podoba jej się to, jak traktują ją mężczyźni.

Investum było starą i szacowną firmą. Ale jednocześnie panowały w niej tak patriarchalne zasady, że w porównaniu z nimi reguły, które obowiązywały w latach pięćdziesiątych, mogły się wydawać nowoczesne i oświecone.

– Naprawdę sądzisz, że uda ci się przekonać kogokolwiek z tej rodziny? – zapytał Michel z wahaniem w głosie. – Chyba nie jesteś w niej zbyt popularny.

David niemal się uśmiechnął, słysząc, jak delikatnie ujął to jego przyjaciel.

Investum należało do rodziny De la Gripów. Dzienne obroty firmy liczono w miliardach. Investum, a co za tym idzie i De la Gripowie, kontrolowało pośrednio mniej więcej jedną dziesiątą szwedzkiego PKB. Do Investum należał największy szwedzki bank, a członkowie rodziny byli reprezentowani w zarządzie praktycznie rzecz biorąc każdej większej spółki w kraju. De la Gripowie mieli tytuł szlachecki i tradycje. Byli zamożni i niemal tak królewscy jak rodzina panująca. A krew, która płynęła w żyłach De la Gripów, była zdecydowanie bardziej błękitna od krwi Bernadottów. Wydawało się nieprawdopodobne, żeby takiemu nowobogackiemu jak David Hammar, okrytemu złą sławą bezwzględnego inwestora, który bandycko przejmował firmy, udało się przekonać kogoś z tej znanej z lojalności rodziny, żeby przeszedł na jego stronę.

Ale nie byłby to pierwszy taki przypadek.

Zdarzało się, że przeciągał na swoją stronę członka jakiejś rodziny. Często sprawiał w ten sposób, że bliscy ludzie zrywali więzi między sobą. Zwykle nad tym ubolewał. Ale tym razem potraktowałby to jak mile widziany bonus.

– Spróbuję – oznajmił.

– To szaleństwo – odparł Michel. Od roku często to powtarzał.

David kiwnął głową.

– Już zaprosiłem ją na lunch.

– Jasna sprawa – powiedział Michel, kiedy helikopter zaczął opadać. Cały lot trwał niecałe trzydzieści minut. – I co ona na to?

David przypomniał sobie chłodny głos, który usłyszał w słuchawce. Nie należał do asystentki. Rozmawiał z samą Natalią De la Grip. Wydawała się zdziwiona, ale była oszczędna w słowach. Podziękowała za zaproszenie, a potem poleciła swojej asystentce wysłać maila, żeby potwierdzić termin spotkania.

– Powiedziała, że nie może się doczekać tej rozmowy.

– Naprawdę?

David zaśmiał się krótko, w sposób pozbawiony radości. Przypomniał sobie jej chłodny ton, tę charakterystyczną snobistyczną manierę, która niejako automatycznie budziła w nim nienawiść klasową. W całym kraju mniej więcej sto kobiet nosiło tytuł hrabiny. Natalia De la Grip była jedną z nich. Stanowiły elitę wśród elity. Nie znajdował słów, żeby wyrazić to, jak bardzo nienawidził tego rodzaju ludzi.

– Nie.

Ale też wcale tego nie oczekiwał.

2

czwartek

26 czerwca

Natalia poszperała w stosie papierów na biurku. Wyciągnęła kartkę pokrytą wykresami i liczbami.

– Aha! – zawołała i pomachała dokumentem.

Spojrzała triumfująco na platynową blondynkę, która siedziała na krześle dla gości. Mebel z trudem mieścił się w klitce będącej biurem Natalii.

Åsa Bjelke, jej przyjaciółka, spojrzała na kartkę z umiarkowanym zainteresowaniem i wróciła do studiowania swoich paznokci w kolorze nude.

Natalia przyjrzała się papierom na biurku. Nienawidziła bałaganu, ale utrzymanie porządku na tak małej powierzchni było praktycznie niemożliwe.

– Wszystko w porządku? – zapytała Åsa i wzięła łyk kawy, którą ze sobą przyniosła. Nie odrywała wzroku od Natalii, bo ta znów zaczęła szukać czegoś wśród papierów. – Pytam tylko dlatego, że wydajesz się bardzo rozkojarzona. Zachowujesz się często osobliwie, ale raczej nie jesteś roztargniona. Nigdy nie widziałam cię w takim stanie.

Natalia zmarszczyła czoło. Ważny dokument zniknął gdzieś bez śladu. Będzie musiała zapytać o niego któregoś ze swoich przeciążonych pracą asystentów.

– J-O dzwonił z Danii – odparła. Miała na myśli swojego szefa Jana-Olova Svenssona. – Prosił mnie, żebym przefaksowała mu pewien raport, ale nigdzie nie mogę go znaleźć.

Zauważyła kolejną kartkę, wyciągnęła ją i zaczęła czytać. Miała zmęczone oczy. W nocy niewiele spała. Późno się położyła, ostatnio prawie bez wytchnienia pracowała nad ogromnym interesem, który był coraz bliżej finalizacji. A wcześnie, bardzo wcześnie rano zadzwonił klient, żeby poskarżyć się na coś, co z całą pewnością mogło poczekać kilka godzin. Spojrzała na Åsę.

– Co miałaś na myśli, mówiąc, że zachowuję się osobliwie? – zapytała.

Åsa upiła łyk z papierowego kubka.

– Masz z czymś problem? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.

– Problemy – odparła Natalia. – Z pracą. Ojcem. Mamą. Ze wszystkim.

– Słuchaj, czy to przerzucanie kartek do czegokolwiek prowadzi? Co się stało z ideą przyjaznego środowisku społeczeństwa oszczędzającego papier?

Natalia podniosła wzrok. Przyjaciółka wyglądała na rześką i wypoczętą. Była świetnie ubrana i miała świeży manicure. Poczuła irytację.

– Nie żebym nie doceniała twoich niezapowiedzianych wizyt – powiedziała nie do końca szczerze. – Ale mój ojciec cały czas narzeka na wysokie pensje swoich prawników. Nie powinnaś czasem być teraz w Investum i zarabiać na swoje wynagrodzenie? Zamiast, ubrana w Pradzie, siedzieć w tej mojej klitce i mnie szykanować?

Åsa machnęła ręką.

– Zasługuję na swoją pensję. I wiesz przecież, że twój ojciec nie ma nic przeciwko temu – powiedziała i spojrzała znacząco na Natalię.

Natalia pokiwała głową. Wiedziała.

– Byłam w okolicy – oznajmiła Åsa. – I pomyślałam, że zajrzę i zapytam, czy masz ochotę na lunch. Jeżeli kolejny raz będę musiała zjeść go w towarzystwie innych prawników Investum, to się zabiję. Prawdę mówiąc, gdybym wiedziała, jak strasznie nudni są prawnicy, wybrałabym inny zawód.

Poprawiła jasne włosy.

– Mogłabym na przykład stanąć na czele sekty.

– Niestety – powiedziała Natalia szybko. Za szybko. – Jestem zajęta.

Odchrząknęła.

– Przepraszam – dodała całkowicie niepotrzebnie. – Jak mówiłam, jestem zajęta.

Pochyliła głowę i zaczęła przeglądać dokumenty, które już wcześniej sprawdzała tylko po to, żeby uniknąć świdrującego wzroku Åsy.

– Naprawdę? – zapytała Åsa z powątpiewaniem.

– Tak. Chyba nie ma w tym nic dziwnego?

Åsa spojrzała na nią badawczo.

– Twój mózg działa jak komputer, a tak fatalnie kłamiesz – stwierdziła. – Wczoraj mówiłaś, że jesteś wolna. A nie masz żadnych innych przyjaciół. Unikasz mnie?

– Nie, naprawdę jestem zajęta. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy cię unikać. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Ale mam też oczywiście innych przyjaciół. Może jutro? Ja zapraszam.

– Zajęta czym, jeśli wolno spytać? – Åsa nie dała sobie zamydlić oczu obietnicą darmowego lunchu.

Natalia milczała. Wbiła wzrok w uginające się pod ciężarem papierów biurko. Pomyślała, że teraz powinien zadzwonić telefon albo włączyć się alarm przeciwpożarowy.

Åsa otworzyła szeroko oczy, jak gdyby olśniła ją jakaś myśl.

– Więc to tak – powiedziała. – Kto to?

– Nie bądź śmieszna. To tylko lunch.

Oczy Åsy wyglądały teraz jak dwie turkusowe kreseczki.

– Ale zachowujesz się bardzo dziwnie, nawet jak na ciebie. Z kim idziesz na lunch?

Natalia zacisnęła usta.

– Z kim?

Natalia dała za wygraną.

– Z kimś… – powiedziała i chrząknęła – …z Hammar Capital.

Åsa zmarszczyła brwi.

– Z kim? – zapytała z naciskiem.

Możliwe, że byłaby dobrym przywódcą sekty, pomyślała Natalia. Ale świetnie nadawałaby się też do prowadzenia przesłuchań. Wyglądała jak wypindrzona lalunia, ale to tylko pozory.

– To zwykły, niezobowiązujący lunch – powiedziała defensywnie. – Biznesowy. On zna J-O – dodała, jak gdyby fakt, że mężczyzna, z którym się umówiła na lunch, zna jej szefa, wszystko wyjaśniał.

– Z kim?

Natalia się poddała.

– Z Davidem Hammarem.

Åsa rozsiadła się wygodniej na krześle. Szeroki uśmiech rozjaśnił jej twarz.

– Proszę, proszę, z samym szefem. Panem Inwestorem private equity we własnej osobie. Największym łajdakiem świata finansjery – powiedziała i spojrzała na Natalię z ukosa. – Obiecaj mi, że się z nim prześpisz.

– Masz fioła – stwierdziła. – Na punkcie seksu. Chętnie bym to wszystko odwołała. Jestem strasznie zestresowana. Ale w tym bałaganie nie potrafię też znaleźć komórki, w której zapisałam sobie jego numer.

Jak można zgubić telefon w pomieszczeniu, które ma mniej niż cztery metry kwadratowe?

– Dziewczyno, na Boga, dlaczego nie zatrudnisz asystentki?

– Mam asystentkę, która w odróżnieniu ode mnie ma własne życie. Zachorowały jej dzieci i musiała iść do domu – odpowiedziała Natalia i rzuciła okiem na zegarek. – Wczoraj.

Westchnęła i opadła na oparcie niewygodnego biurowego fotela. Zamknęła oczy. Nie była w stanie już dłużej szukać. Była naprawdę wykończona. Wydawało jej się, że od wieków nie miała przerwy. Czekało ją mnóstwo zaległej papierkowej roboty, powinna przygotować raport i umówić co najmniej pięć spotkań… Właściwie nie mogła…

– Natalia?

Głos Åsy sprawił, że podskoczyła. Uświadomiła sobie, że zaczęła przysypiać.

– Słucham? – odparła.

Na twarzy Åsy malowała się powaga. Przestała się z nią drażnić.

– Ludzie z Hammar Capital nie są źli, niezależnie od tego, co sądzi twój ojciec i brat. Są twardzielami, zgadza się, ale David Hammar nie jest diabłem wcielonym. I jest szaleńczo przystojny. Nie musisz się wstydzić, jeśli cieszysz się na to spotkanie.

– Wiem – powiedziała Natalia.

Ale zastanawiała się, czego może od niej chcieć legendarny szef Hammar Capital. Może i nie był diabłem, ale nawet w świecie finansjery miał opinię twardego i bezwzględnego.

– Po prostu zjem z nim lunch i zbadam teren – oświadczyła zdecydowanie. – Jeżeli chodzi mu o jakieś bankowe sprawy, to i tak pewnie będzie chciał to załatwić z J-O, a nie ze mną.

– Z Hammar Capital nigdy nic nie wiadomo – odparła Åsa i elegancko wstała. – Nie doceniasz się. Czy znasz kogoś, kto byłby tak inteligentny jak ty? No właśnie, nie.

Wygładziła ręką pozbawioną jakichkolwiek plam i załamań spódnicę. Mimo że miała na sobie prosty kostium od Prady – tak się składało, że Natalia wiedziała, że został uszyty na zamówienie – prostą jedwabną bluzkę i jasnobeżowe szpilki, to i tak wyglądała jak gwiazda filmowa.

Åsa pochyliła się nad biurkiem.

– Dobrze wiesz, że nie powinnaś aż tak przejmować się tym, co myśli twój ojciec – powiedziała, jak zawsze umiejętnie uderzając w jej czuły punkt. – Jesteś cholernie inteligentna i możesz zajść tak daleko, jak będziesz chciała. Masz szansę na prawdziwą karierę.

Machnęła ręką w kierunku sąsiedniego biura, które należało do szwedzkiego oddziału jednego z największych banków świata, Bank of London.

– Nie musisz pracować w rodzinnej firmie, żeby pokazać, że jesteś coś warta. Dobrze wiesz, że mają koszmarne poglądy na temat kobiet. Twój ojciec jest beznadziejny, twój brat to idiota, a cała reszta zarządu to skończeni szowiniści. Wiem, bo z nimi pracuję – dodała i spojrzała na nią z ukosa. – Jesteś mądrzejsza niż oni wszyscy razem wzięci.

– Możliwe.

– Dlaczego w takim razie nie ma cię w zarządzie?

– Ale przecież tam pracujesz, więc musisz być zadowolona – odparła Natalia, unikając odpowiedzi na pytanie o jej być albo nie być w zarządzie Investum. To była mimo wszystko bardzo delikatna kwestia.

– Tak, ale zostałam zatrudniona dzięki parytetowi – stwierdziła Åsa. – Przez mężczyznę, który nienawidzi parytetów tak bardzo, jak bardzo nienawidzi imigrantów, feministek i pracowników. Ma dzięki mnie alibi. Może wskazać mnie palcem i powiedzieć, że przecież zatrudnia kobiety.

– Tata wcale nie nienawidzi… – zaczęła Natalia i umilkła. Åsa miała rację.

– A poza tym twój tata mi współczuje, bo jestem sierotą. Wie też, że nie zamierzam zostać szefem i kierować tym całym dziadostwem. Mam tylko jeden cel: nie umrzeć z nudów. Ale ty możesz zajść bardzo daleko.

Åsa wzięła swoją torebkę za pięćdziesiąt tysięcy koron i zaczęła w niej czegoś szukać. Wyjęła jasną pomadkę i wydęła usta.

– David Hammar poprosił mnie o dyskretne spotkanie – oznajmiła Natalia. – Właściwie nie powinnam była ci o nim wspominać. Nikomu nie powiesz, prawda?

– No co ty, jasne, że nie. Jak myślisz, czego może chcieć?

– To musi mieć jakiś związek z finansowaniem. Może chce zrobić interes z jednym z naszych klientów? Nie mam pojęcia. Pół nocy nie spałam, próbując zgadnąć, o co mu chodzi. A może po prostu zależy mu na znajomościach?

Ludzie często chcieli się z nią spotykać tylko dlatego, że była jedną z De la Gripów, kobietą o właściwym pochodzeniu i z właściwymi kontaktami. Nie znosiła tego. Ale David Hammar wzbudził jej ciekawość. Kiedy rozmawiali, nie podlizywał się jej i nie sprawiał wrażenia krętacza. Był zwyczajnie miły. A i tak musiała jeść, więc…

Åsa przyjrzała się jej z uwagą.

– Właściwie powinnam dotrzymać ci towarzystwa. Kto wie, jaką głupotę palniesz, gdy będziesz sama.

Natalia zdecydowała się nie wspominać o tym, że uważano ją za jedną z najbardziej obiecujących młodych specjalistek w dziedzinie finansowania przedsiębiorstw, które było jednym z najbardziej złożonych obszarów ekonomii, i że ukończyła Wyższą Szkołę Handlową w Sztokholmie z jednym z najlepszych wyników w historii. W pracy zajmowała się finansowaniem i zakupem przedsiębiorstw oraz doradztwem i na co dzień obracała milionami. Pracowała właśnie nad niezwykle skomplikowaną transakcją. Åsa miała rację: kto wie, co palnie, kiedy jest tak zdekoncentrowana.

– Zadzwonię i opowiem ci, jak było – powiedziała.

Åsa długo się jej przyglądała.

– Posłuchaj przynajmniej, czego chce – stwierdziła w końcu. – To nie zaszkodzi. Wielu byłoby gotowych iść po trupach, byle tylko móc z nim pracować. Albo się przespać.

– A może pokazywanie się z nim publicznie jest zbyt ryzykowne? Jak myślisz? – zapytała Natalia i czuła, że nienawidzi tej niepewności w swoim głosie.

– Oczywiście, że to ryzykowne – odparła Åsa. – Jest niebezpieczny, bogaty, a twój ojciec go nienawidzi. Gorzej być nie może.

– Myślisz, że powinnam wszystko odwołać?

Åsa mlasnęła z niezadowoleniem językiem i potrząsnęła głową.

– Życie bez ryzyka to nie życie – oświadczyła.

– Czy to cytat dnia? – zapytała Natalia. Na pewno nie brzmiało to jak przysłowie.

Åsa się uśmiechnęła, wstała i wręczyła jej pusty kubek po kawie. Na białym tle widniały czarne litery.

– Nie, przeczytałam to tu. Powinnam chyba wrócić do biura i wykonać kilka telefonów. Może uda mi się znaleźć kogoś, kogo będę mogła wylać. Prawnicy naprawdę nie są zabawni. Gdzie się umówiliście?

– W Ulli Winbladh w Djurgården.

– Mogło być gorzej – odparła Åsa. Widać było, że bardzo chciałaby się do czegoś przyczepić, ale nie może znaleźć powodu. Przesunęła palcami po błękitnej apaszce. Natalia widziała niedawno podobną na półce w sklepie Hermès w galerii NK. Na metce widniała czterocyfrowa suma.

– Czy ktoś ci już mówił, że jesteś snobką? – zapytała.

– Po prostu wiem, co to jakość – powiedziała Åsa i poprawiła na ramieniu pasek torebki. – Wszyscy nie mogą kupować masówki, to się rozumie samo przez się.

Otrząsnęła się i posłała Natalii turkusowe spojrzenie.

– Nie zapomnij o ochronie – dodała. – Kto wie, z kim on sypiał.

– Jeśli wierzyć plotkom, to głównie z księżniczkami – odparła Natalia, która nie potrafiła się powstrzymać przed zajrzeniem na plotkarskie portale.

– A tam, europejska hołota – prychnęła Åsa, której ród wywodził się z trzynastego wieku. – Nie rób nic, czego ja bym nie zrobiła.

Natalia pomyślała, że ma w takim razie dość duże pole manewru, ale zachowała to dla siebie.

– Zamierzasz iść w tym czymś? – zapytała Åsa i wskazała kostium Natalii z miną, która świadczyła o tym, że masówka wcale nie była taka najgorsza.

– To zwykły biznesowy lunch – broniła się Natalia. – Nawiasem mówiąc, ten kostium był szyty u krawca.

Åsa zlustrowała wzrokiem szary materiał.

– Jasne, tylko w którym dziesięcioleciu?

– Naprawdę jesteś aż taką snobką? – zapytała Natalia, wstając. Podeszła do drzwi i otworzyła je przed Åsą.

– Możliwe – odparła Åsa. – Ale wiesz, że mam rację.

– W jakiej kwestii?

Åsa posłała jej jeden z tych swoich uśmiechów, który sprawiał, że mężczyźni zaczynali chwalić się swoimi domkami letniskowymi, stawiać drinki i siadać z szeroko rozstawionymi nogami.

– W każdej, kochana. W każdej.

3

David zrobił sobie spacer z głównej siedziby Hammar Capital, która znajdowała się na Blasieholmen.

Kiedy dotarł do restauracji na Djurgården, kierownik sali wskazał mu stolik w głębi. David spojrzał w jego kierunku i zobaczył Natalię De la Grip. Rzucił okiem na zegarek. Przyszedł wcześniej, ale Natalia była pierwsza. Większość gości Ulli Winbladh stanowili teraz turyści, a i tak usiadła w głębi sali, i to w taki sposób, że była prawie niewidoczna. Nie miał wątpliwości, że nie chciała, by zobaczono ją w jego towarzystwie. Nie dziwił się. Prawdę mówiąc, zarezerwował stolik tu, a nie w jednej z restauracji w okolicach Stureplan, właśnie dlatego, żeby nikt nie zwrócił na nich uwagi.

Natalia zobaczyła go, podniosła rękę, żeby mu pomachać, a potem szybko ją opuściła, jakby pożałowała tego gestu. David ruszył w jej stronę.

Miała jasną karnację i w swoim skromnym szarym kostiumie i z poważną miną wyglądała dość niepozornie, niemal przeciętnie. Aż trudno było uwierzyć, że pracowała jako doradca w Bank of London, jednym z największych banków świata, i to w dodatku dla J-O, który był jednym z najbardziej wymagających i ekscentrycznych szefów, jakich David spotkał w życiu. A J-O wychwalał ją pod niebiosa. Powiedział, że ma w sobie potencjał i może zostać jego najlepszym specjalistą w dziedzinie finansowania przedsiębiorstw.

– Jest bystra, dokładna i nie brak jej odwagi – stwierdził. – Może zajść bardzo daleko.

David musi pamiętać, żeby jej nie zlekceważyć, choć w ogóle nie miał zwyczaju lekceważyć innych.

Kiedy podszedł do stolika, Natalia De la Grip wstała. Okazała się wyższa, niż przypuszczał. Wyciągnęła do niego szczupłą dłoń. Miała krótkie niepomalowane paznokcie. Ścisnęła mu rękę energicznie i oficjalnie. David nie mógł się powstrzymać przed zerknięciem na jej serdeczny palec. Choć już wcześniej wiedział, że nie ma na nim żadnej obrączki.

– Dziękuję, że zgodziła się pani na spotkanie, mimo że zadzwoniłem właściwie w ostatniej chwili – powiedział. – Nie byłem pewien, czy pani przyjdzie.

– Naprawdę? – zapytała sceptycznie.

David puścił jej dłoń. Wciąż czuł jej ciepło. Dobiegł go też jakiś korzenny, ciepły, nieco podniecający zapach. Jak na razie zupełnie nie odpowiadała temu, co sobie wyobrażał, a to tylko wzmogło jego czujność.

Bardzo trudno było znaleźć jakieś bliższe informacje o średnim dziecku państwa De la Grip. David sprawdzał gdzie mógł. Internet, artykuły i kilka książek o jej rodzinie. Najwięcej pisano o ojcu i jej dwóch braciach. O niej prawie nic. Nawet w Wikipedii, nie mówiąc już o forum Flashback. W tej rodzinie kobiety tradycyjnie były całkowicie niewidoczne, mimo że mężczyźni kilka razy żenili się z bardzo bogatymi wybrankami. Wszystkie przodkinie Natalii pochodziły z zamożnych rodzin, a jej matka była spokrewniona z rosyjskimi wielkimi księżnymi i przedstawicielami szwedzkiego świata finansjery. Ale cała władza spoczywała w rękach mężczyzn. Ojca Gustafa, dziadka Gustafa seniora i tak dalej, kilka wieków wstecz. W odróżnieniu od spadkobiercy rodu, hrabiego Petera De la Gripa i złotego młodzieńca, hrabiego Alexandra De la Gripa, Natalia nie pojawiała się zbyt często w prasie plotkarskiej i finansowej. Pasowało to do jej profilu. Unikała mediów nie tylko ze względu na swoje pochodzenie i nazwisko. Trudno było o inną profesję, której przedstawiciele działaliby aż tak dobrze schowani za kulisami jak owi tajemniczy doradcy, specjaliści od finansowania przedsiębiorstw. Byli szarymi eminencjami pociągającymi za sznurki z ukrycia i bardzo rzadko udzielającymi wywiadów.

Miała ciasno związane ciemne włosy. Nosiła perły, ten symbol wyższych sfer, którego tak bardzo nienawidził. Jej kostium z pewnością sporo kosztował, ale kolor nie był ani podniecający, ani nawet twarzowy. Kiedy siadali przy stoliku, David pomyślał, że koniec końców Natalia De la Grip wygląda tak, jak się tego spodziewał, czyli jak prawie trzydziestoletnia samotna panna – skupiona na pracy, zamożna, ale dość przeciętna.

Jedyny wyjątek stanowiły oczy. Nigdy nie widział podobnych.

– Muszę przyznać, że dzwoniąc, wzbudził pan moją ciekawość – powiedziała i wbiła w niego złote spojrzenie. David poczuł mrowienie w okolicach kręgosłupa.

Wziął od kelnera kartę dań i szybko przebiegł ją wzrokiem.

– Wydaje mi się, że powinna być pani przyzwyczajona do tego, że ludzie zabiegają o pani względy – odparł i posłał jej profesjonalny, świadomie ciepły uśmiech.

Trzeba było czegoś więcej niż tylko pary wyjątkowo pięknych oczu, żeby go zdekoncentrować. W końcu prowadzenie interesów opierało się w dużej mierze na zawieraniu i utrzymywaniu znajomości i nawet nie pamiętał, kiedy ostatnio jadł lunch, który nie był jednocześnie spotkaniem biznesowym.

– Oczywiście – stwierdziła. – Miliarderzy ustawiają się w kolejce, żeby móc mnie gdzieś zaprosić.

Nieznacznie się uśmiechnął, słysząc w jej głosie autoironię.

Złożyła kartę dań i skinęła głową na znak, że już wybrała.

– Słyszałem, że świetnie się pani spisała przy sprawie Schibsted – powiedział, żeby ją trochę wysondować.

– Ma pan świetnych informatorów – odparła i spojrzała na niego z ukosa. – Nie jestem pewna, czy powinno mi to pochlebić, czy mnie zaniepokoić.

– Na pewno nie zaniepokoić. Po prostu dobrze się przygotowałem. Czytałem, że jest pani bardzo utalentowana i powinno się panią mieć na oku.

Pisano o niej, że jest twarda, kosmopolityczna i konkretna. Nie miał powodów, by w to wątpić.

– Też czytałam ten artykuł. Poczekamy, zobaczymy – powiedziała i się zaśmiała. – Wie pan, jak to jest. Człowiek jest tak dobry, jak ostatni interes, który zrobił. Albo się idzie w górę, albo wypada z gry.

– A teraz?

– A teraz bez wątpienia idę w górę – odparła bez śladu fałszywej skromności.

Na palcach jednej ręki mógł policzyć spotkanych przez siebie przedstawicieli arystokracji, którzy potrafili mówić, nie owijając wszystkiego w nieszczerą skromność i udawaną pokorę.

Zamówiła rybę, a on automatycznie poprosił o to samo. Podstawowa zasada psychologii mówiła, żeby zawsze zamawiać to, co osoba, o której względy się zabiega.

– Zawsze marzyła pani o pracy w banku? – zapytał, gdy kelner odszedł od ich stolika. – Nie miała pani czasem ochoty spróbować czegoś innego?

Pytanie nie było pozbawione sensu, skoro Natalia pracowała w Bank of London od kilku lat. Młodzi zdolni finansiści zwykle wciąż czuli głód nowych wyzwań. Znów popatrzył na jej pozbawioną obrączki dłoń i pomyślał, że prawdopodobnie była całkowicie oddana pracy. Tak jak on.

– Lubię pracę w banku – odpowiedziała.

– Jest pani jedyną kobietą w zespole J-O?

– Tak.

– Jestem pewien, że jest pani cennym pracownikiem – powiedział neutralnym tonem.

– Dziękuję – odparła i uśmiechnęła się krzywo. Wypiła łyk wody.

– Dobrze się czuję w banku, ale szczerze mówiąc, w dłuższej perspektywie planuję zasiąść w spółce mojej rodziny. Zakładam, że wie pan, o jaką rodzinę chodzi, prawda?

Kiwnął głową. Czuł, jak wzbiera w nim dobrze znana nienawiść, ale zmusił się, żeby ją ukryć. Uśmiechnął się, odetchnął i jeszcze raz skinął zachęcająco głową, jak gdyby był życzliwie zainteresowany, a nie spragniony krwi.

– W kręgach, z których pochodzę, nie patrzy się łaskawym okiem na taką działalność, jaką pan prowadzi.

Taka szczerość mogła okazać się problematyczna.

– To żadna tajemnica – powiedział, starając się nadać swojemu głosowi obojętne brzmienie, jak gdyby rozmawiali o abstrakcyjnych sprawach, a nie o tym, że rodzina De la Gripów otwarcie brzydziła się wszystkim, co reprezentował sobą Hammar Capital. Choć oczywiście nie mówiono o odrazie, to byłoby zbyt mieszczańskie.

Musiała coś dostrzec w jego oczach, ponieważ na moment uśmiechnęła się przepraszająco.

– Wiem, że to konserwatywne i pełne uprzedzeń podejście, i nie mówię, że się z nim zgadzam.

Uniósł brwi. Właśnie o to chodziło. Musiał się dowiedzieć, jak bardzo nastawienie Natalii różniło się od nastawienia jej rodziny.

– Czy mogłaby pani rozwinąć temat? – poprosił.

– Nie uważam, że wszystkich, którzy zajmują się inwestycjami private equity, należy wrzucać do jednego worka. Niemniej jestem lojalna względem rodziny – dodała, wzruszyła ramionami i przeciągnęła dłonią po stole. – Czasem trzeba coś poświęcić dla rodziny.

Przyjrzał się jej. „Czasem trzeba coś poświęcić dla rodziny”. Nie mogła wiedzieć, jakie uczucia wzbudziły w nim te słowa.

W każdym razie dowiedział się tego, czego chciał. W zasadzie spodziewał się tego, odkąd zobaczył jej wyprostowaną sylwetkę. Natalia De la Grip nigdy nie zrobi nic, co mogłoby zaszkodzić interesom jej rodziny. Poczucie lojalności i honoru otaczało ją niczym niewidzialny płaszcz. Dobrze, że niewłaściwie zrozumiała powody, dla których zaprosił ją na lunch. Myślała, że chce poszerzyć siatkę swoich kontaktów i wysondować możliwość zrobienia interesu, a nie skłonić ją do tego, żeby sprzedała swoich najbliższych.

– Rozumiem – odparł, jednocześnie zastanawiając się, w jaki sposób Natalia, bez wątpienia kobieta inteligentna, usprawiedliwia przed samą sobą fakt, że nie zasiada jeszcze w zarządzie Investum. I to, że żadna kobieta nie zajmowała ważnego stanowiska w którejkolwiek firmie kierowanej przez Gustafa De la Gripa. Jak również to, że jej ojciec był znany z pełnych uprzedzeń wypowiedzi na temat kobiet w ogóle, a równouprawnienia w szczególności. Zaślepiała ją miłość do rodziny. – Co sprawia, że jest pani jednym z ulubionych współpracowników J-O? – zapytał, kiedy podano im zamówione danie, i dodał: – To jego słowa. Tylko je cytuję.

– Dobrze go pan zna? – zapytała, rozkładając serwetę na kolanach. Jadła bezgłośnie, małymi kęsami. Kiedy gryzła, odkładała sztućce na stół. Maniery ze szkoły z internatem.

– Wystarczająco, żeby polegać na jego ocenie – odpowiedział.

J-O był jednym z najbardziej wpływowych bankierów na świecie i wiele razy robili wspólnie interesy.

– Proszę powiedzieć coś więcej – poprosił.

– Jak pan na pewno wie, gdy chodzi o finansowanie przedsiębiorstw, bardzo ważny jest osobisty kontakt, relacje i wzajemne zaufanie – odparła i wzruszyła ramionami. Odłożyła sztućce i siedziała całkowicie wyprostowana, nie bawiąc się ani nakryciem, ani kieliszkiem. – Wiele osób darzy mnie zaufaniem.

– Nie dziwi mnie to – powiedział i ku swojemu zaskoczeniu uświadomił sobie, że jest szczery. Miała w sobie coś, dzięki czemu sprawiała wrażenie godnej zaufania i niezawodnej. Gdyby nie to, że był zbyt cyniczny, żeby wierzyć w takie rzeczy, powiedziałby, że wydawała się dobrym człowiekiem.

– I nie ma to związku z moim nazwiskiem – dodała, a na jej policzkach pojawił się delikatny odcień różu. Wyglądały, jak gdyby ktoś musnął je pędzlem. – Jestem dobra w tym, co robię.

– Nie mam co do tego wątpliwości.

Natalia spojrzała na niego uważnie.

– Czy tylko mi się wydaje, czy mi pan schlebia?

– Skądże znowu, mam w sobie po prostu naturalny urok – odparł i zorientował się, że się uśmiecha. Nie spodziewał się, że okaże się aż tak sympatyczna. Chwilami zapominał o jej nazwisku i pochodzeniu.

Odpowiedziała mu uśmiechem. Pomyślał, że nawet jeżeli ten lunch to zwykła strata czasu, jest jednak przyjemny. Była wesoła i nie zadzierała za bardzo nosa. Musiał przyznać, że go zaciekawiła. A nawet, czego się nie spodziewał, spodobała mu się. To było dość seksowne połączenie – cała ta jej bladość i chłód z jednej strony i intensywność z drugiej.

– Wie pan – powiedziała i po raz kolejny odłożyła sztućce nienagannym ruchem. – Mam świadomość, że powinnam być wdzięczna za swoje pochodzenie. Moją rodzinę, nazwisko i całą resztę. I jestem, co innego byłoby arogancją. Ale czasami myślałam sobie, że wolałabym być nikim, że wolałabym dojść do wszystkiego całkowicie samodzielnie. Wydaje mi się, że gdy człowiek sam do wszystkiego dochodzi, musi odczuwać satysfakcję.

– Zgadza się. To daje satysfakcję – odpowiedział powoli i przyjrzał się jej uważnie. Nigdy nie słyszał podobnej wypowiedzi od żadnego przedstawiciela wyższych sfer, czy to mężczyzny czy kobiety. – W takim razie całe szczęście, że jest pani kobietą – dodał. – Przynajmniej dzięki temu miała pani pod górkę.

– Mmm – mruknęła i sprawiała wrażenie, jakby się zamyśliła.

W niewielu zawodach panowała aż taka nierówność jak wśród najwyżej postawionych finansistów. Kobiety zdobywały świetne wykształcenie, ale później gdzieś przepadały. Fakt, że Natalia zaszła tak daleko, świadczył o nieprzeciętnej inteligencji i uporze.

Podniosła głowę i spojrzała na niego. W jej oczach było wyzwanie.

– A jakie jest podejście Hammar Capital do kwestii równouprawnienia, jeśli można spytać? Na jego czele stoi dwóch mężczyzn. W branży private equity nie spotyka się zbyt wielu kobiet. Jakie jest pańskie podejście?

– Moje podejście jest świetne – odparł. Wbił widelec w kawałek ziemniaka, posolił go i włożył sobie do ust.

– Ale co pan na to, że w zarządach zasiada tak niewiele kobiet? – zapytała tonem, który uświadomił Davidowi, że ten temat nie jest jej obojętny. – Nie mówiąc już o działalności operacyjnej, tam jest chyba jeszcze gorzej?

– W Hammar Capital zatrudniamy ze względu na kompetencje, a nie płeć – odpowiedział.

Natalia prychnęła i David musiał ukryć uśmiech. Kiedy jakaś sprawa leżała jej na sercu, najwyraźniej całkowicie się jej oddawała. Całą jej pospolitość zastępowały żar i pasja.

– Jeżeli stosuje się parytet, istnieje ryzyko, że zatrudni się osoby z niższymi kwalifikacjami – oznajmił, wiedząc, że ten argument powinien podziałać jak czerwona płachta na każdą przeciętnie inteligentną kobietę. – Zdecydowaliśmy się, że decydujące znaczenie będą mieć kompetencje – dodał. Dolał oliwy do ognia.

– Bzdury – odparła Natalia. Czerwone plamy na jej policzkach odrobinę się powiększyły. – To nie kompetencje decydują – powiedziała z zawziętością. – Człowiek szuka tam gdzie zawsze. Wśród swoich kontaktów. I znajduje to, co chce znaleźć, czyli takich samych mężczyzn z takimi samymi poglądami. To głupie. Tu nie chodzi o kompetencje.

– Nie mówię, że nie zatrudnilibyśmy utalentowanych kobiet. Ale niektórzy twierdzą, że bardzo trudno je znaleźć.

– Nie zdziwię się, jeśli niedługo zbankrutujecie z takim podejściem – powiedziała sucho, po czym spojrzała w talerz i wymamrotała: – Mam nadzieję, że tak właśnie będzie.

– Hammar Capital ma się świetnie – oznajmił. – Mamy…

– Ale nie rozumie pan, że…

Zauważył, że zaczęła wymachiwać rękami. Jeżeli kobieta, która najprawdopodobniej w czasie całego bankietu noblowskiego nie popełniłaby ani jednej gafy, zaczyna machać sztućcami, to musi być wściekła.

– Natalio – przerwał jej, zanim doszło do rękoczynów. – Zdaje sobie chyba pani sprawę, że celowo panią prowokuję?

Natalia umilkła.

– W ciągu ostatnich osiemnastu miesięcy brałem udział w wybieraniu dwudziestu zarządów – powiedział ze spokojem w głosie. – Spośród „moich” członków zarządu pięćdziesiąt jeden procent to kobiety. Dokładnie rzecz biorąc, co drugi prezes zarządu wybranego przez Hammar Capital to kobieta.

Odchylił się i patrzył, jak uspokaja się jej oddech. Bluzka nie unosiła się już tak często. Zerknął na jej dekolt. Perły i jasna skóra. Posłał jej uśmiech, chyba po raz pierwszy szczerze w czasie tego spotkania. To nie jej nie lubił, tylko tego, co reprezentowała.

– Zatrudnianie osób o właściwych kompetencjach jest jednym ze źródeł sukcesu Hammar Capital – oznajmił. – Moja firma przetrwała kryzys w branży IT i kryzys finansowy. Jestem pewny, że zawdzięczam to doborowi pracowników.

Spojrzała mu w oczy. Słuchała go w milczeniu i z uwagą. Zastanawiał się, co się dzieje pod tą jej chłodną powierzchnią.

– Jak pani pewnie wie, w mieszanej grupie jest więcej punktów widzenia. Ludzie mają odwagę powiedzieć „nie” i bronić swoich poglądów. W przeciwieństwie do wielu innych poradziliśmy sobie z kryzysem, ponieważ mam najbardziej kompetentnych pracowników w całym kraju. Kobiety i mężczyzn. Imigrantów i Szwedów.

Natalia przymknęła oczy. Długie ciemne rzęsy zasłoniły na moment jej złote spojrzenie. Potem znów na niego popatrzyła.

– W porządku – powiedziała już spokojnie. Tylko na jej wysokich kościach policzkowych wciąż jeszcze utrzymywał się delikatny rumieniec.

– Jest pani pewna?

Skinęła głową.

– Tak. Dałam się sprowokować. Bardzo rzadko mi się to zdarza – wyznała i pochyliła się nad stołem. – Poza tym czuję się jak obłudnik.

– Dlaczego? – zapytał i dał się porwać uśmiechowi, który czaił się w jej oczach. Flirtowała z nim, choć mogła robić to nieświadomie. Nie była typem flirciary, mógł się założyć o swoją firmę. Pomyślał, że nic się nie stanie, jeśli przez chwilę weźmie udział w tej zabawie. Niedługo i tak się rozstaną; jeśli będzie traktował ją przyzwoicie, nie będzie to miało znaczenia.

– Siedzę i opowiadam o równości i równouprawnieniu – powiedziała i zatrzepotała dłonią w powietrzu. – A przecież wiem, że moje nazwisko i pochodzenie dało mi mnóstwo korzyści. Ta świadomość wprawia mnie w zakłopotanie.

Pochyliła się jeszcze bardziej nad stołem i obniżyła głos, jak gdyby zdradzała wielką tajemnicę.

– Prawdę mówiąc, zaledwie kilka dni temu wykorzystałam swoje nazwisko. Nienawidzę, gdy ludzie to robią.

– A mimo to sama to pani zrobiła?

Pokiwała głową z miną winowajcy. Spoglądając na nią, David poczuł, że zaczynają mu drgać kąciki ust.

– I jak poszło? – zapytał.

Długo na niego patrzyła. Jej oczy błyszczały od uśmiechu.

– Okropnie – stwierdziła krótko.

– Co pani zrobiła? – zapytał, zaciekawiony wbrew woli.

– Nie chodziło nawet o szlachetną sprawę. Zakładam, że wie pan, kim jest Sarah Harvey?

David pokiwał głową. Harvey była światowej sławy sopranistką. Uchodziła za jedną z najlepszych. Miała wyjątkowy, wieloskalowy głos. Wiedział nie tylko, kim była, ale również w jakich kręgach się obracała.

– Co ona ma z tym wszystkim wspólnego? – zapytał.

– Harvey nigdy nie wyjeżdża w trasy koncertowe. Teraz jednak ma przyjechać do Europy i dać jeden koncert na północy, tu, w Sztokholmie. Uwielbiam ją od dziecka i bardzo chciałam pójść na koncert.

– I mimo że nazywa się pani De la Grip, naprawdę nie udało się pani zdobyć ani jednego biletu?

– Dziękuję, że zadaje pan sobie trud i posypuje solą moje rany. Nie, nie udało mi się i myśl o tym wciąż sprawia mi ból. Na organizatorach występu nie zrobiłam najmniejszego wrażenia.

– Próbowała ich pani przekupić?

Natalia podniosła przekornie brodę.

– Niewykluczone.

– Jeżeli to panią pocieszy, Szwedów bardzo trudno przekupić – wyznał David nie do końca zgodnie z prawdą. Każdego można było przekupić, chodziło o to, żeby zaproponować właściwą kwotę.

– Tak sądzę. W jednej czwartej jestem Rosjanką. W Rosji nie ma z tym problemów.

– Najmniejszych – zgodził się z nią David. Wyprostował nogi i rozsiadł się na krześle. Miał już informacje, na których mu zależało. Najrozsądniej byłoby teraz zapomnieć o Natalii De la Grip i poszukać innego rozwiązania. Nie miała kluczowego znaczenia dla powodzenia całej sprawy i nie musiał się już z nią spotykać. Zamierzał zniszczyć jej rodzinę i powinien skoncentrować się na kolejnym kroku. Tak byłoby najrozsądniej. Przyjrzał się jej długim palcom, gdy bawiła się kieliszkiem. Zdjęła marynarkę, pod którą miała prostą bluzkę bez rękawów. Linie jej ciała były piękne, długie i wyraźne. Widział ją wcześniej na zdjęciach. Wszystkie wydawały się nijakie. Teraz jednak przypomniał sobie fotografię z jakiejś imprezy, kolacji albo balu w Villa Pauli. Miała taką samą surową fryzurę, ale nosiła wtedy długą czerwoną wieczorową suknię i wyglądała fantastycznie. Była silna i wyrazista. Przekonywał sam siebie, że nie zawsze musi się śpieszyć i że może spędzić jeszcze dziesięć minut z tą kobietą, która okazała się nie do końca taka, jak się spodziewał.

Natalia zauważyła, jak się w nią wpatruje. Zastanawiała się, co sobie myśli, gdy tak ją lustruje tymi swoimi stalowymi oczami. Wiedziała, że nie chce, żeby to dostrzegła, ale była uważną obserwatorką i widziała, że David stara się wyrobić sobie o niej własne zdanie. Zachowywał się bardzo zręcznie. Kiedy rozmawiali, całkowicie się na niej koncentrował, w taki sposób, że trudno mu się było oprzeć. Był po męsku przystojny. Siedział przed nią nie chłopak, tylko dorosły, barczysty i postawny facet. Miał ciemne i krótkie włosy. Kolor jego oczu oscylował między błękitem a szarością. Rysy miał nieco kanciaste. Był przystojny jak cholera. A poza tym miły, uprzejmy, a chwilami zabawny. Jednym słowem idealna randka.

A jednak…

Od czasu do czasu dostrzegała w jego oczach coś, co chyba próbował przed nią ukryć. W jego spojrzeniu pojawiały się chłód i bezwzględność, które wzbudzały jej czujność i sprawiały, że czuła się niepewnie. Czy to tylko gra? Ten ciemnowłosy postawny mężczyzna był znany z tego, że niszczył firmy i ludzi. Zimnokrwisty gracz. W artykule na jego temat zamieszczonym w pewnym poświęconym finansom magazynie przeczytała, że jest człowiekiem zimnym jak lód i bezpretensjonalnym. Coś mówiło jej, że nie powinna ulec jego urokowi i inteligentnemu spojrzeniu. Była pewna, że udaje, nie wiedziała tylko dlaczego.

Tajemnice, wciąż te tajemnice.

– Słucham? – zapytał i teraz nie dało się w nim wyczuć choćby odrobiny chłodu. Żadnej bezwzględności, żadnej surowości, a tylko skoncentrowana uwaga. Jak gdyby była najbardziej interesującym człowiekiem na świecie. Musiał tak postępować, żeby osiągnąć niemal nieprawdopodobny sukces. David okazywał ludziom zainteresowanie. Sprawiał, że czuli się wybrani i wyjątkowi. Wzbudzał ich zaufanie. A potem pożerał ich w całości.

– Czy planuje pan przejąć w najbliższej przyszłości jakąś nic niepodejrzewającą firmę? – zapytała.

– Oczywiście – odparł. – Jak zawsze. Inwestor private equity nigdy nie śpi.

Jego oczy rozświetlił uśmiech i Natalia straciła wątek.

Ten jego śmiech, pomyślała.

Większość mężczyzn, z którymi pracowała, łącznie z jej ojcem, braćmi i szefem, dopasowywała się do niepisanych reguł i niewidocznych struktur, które rządziły najważniejszymi finansistami. Byli jak odlani z jednej formy. Jednakowi i często chemicznie wyprani z poczucia humoru. Zbyt zajęci próbami wzajemnego rozłożenia się na łopatki, żeby móc rozmawiać na luzie ze sobą nawzajem i z kobietami. Zwłaszcza z tymi ostatnimi. David był całkowicie inny. Nowoczesny wizjoner, jeśli wierzyć jego wielbicielom. Bezwzględny bandyta, jeśli słuchać jego krytyków. W każdym razie miał na koncie nieprawdopodobne wręcz sukcesy. Jego historia była współczesną bajką o biednym chłopcu, który został milionerem.

A mimo to…

Ani razu nie próbował jej zaimponować. Nie przechwalał się i nie próbował dominować. Kiedy się witali, uścisnął jej dłoń zdecydowanie, ale bez niepotrzebnego nacisku, jak gdyby był pewny swojej siły i nie miał potrzeby jej demonstrować. Dopiero kiedy z nim rozmawiała, uświadomiła sobie, jacy byli wszyscy inni mężczyźni: niepewni i owładnięci obsesją dominacji. Skorzy do prezentowania swojej siły. Nie zawsze traktujący kobiety z szacunkiem. Delikatnie mówiąc.

– Jak to się stało, że wybrał pan akurat tę branżę? – zapytała zaciekawiona. Patrząc na niego, miało się wrażenie, że jest mężczyzną, który byłby w stanie odnieść sukces w każdej dziedzinie.

– Jeśli chce się zostać bardzo bogatym w bardzo krótkim czasie, należy zajmować się tym, czym się zajmuję. Z pewnością pani o tym wie.

Natalia pokiwała głową. Nikt nie był w stanie zarobić tyle, co zdolny inwestor private equity.

– I właśnie tego pan chciał? Być bogaty?

– Tak.

– I udało się panu?

Znała odpowiedź, ale chciała usłyszeć, co powie, gdy będzie miał okazję się pochwalić.

David długo się jej przyglądał.

– Człowiek zawsze chce więcej – powiedział wolno, jak gdyby mówił o czymś ważnym, a nie tylko podtrzymywał konwersację. – Prawda, że to dziwne?

Pokręciła głową.

– Nie, to jedna z najbardziej fundamentalnych sił napędowych ludzkości. Na dobre i na złe.

– Czy pani też to dotyczy?

– Tak sądzę – odparła i rozpoznała w nim tę chęć dążenia naprzód. Odnoszenia sukcesów.

– Tak? – zapytał. Pochylił się i zaczął uważnie się jej przyglądać. Przerażało ją, że w lot chwytał jej myśli.

– Nic takiego. To był bardzo miły lunch. Myślałam, że będzie pan bardziej… – powiedziała i zabrakło jej słów.

– Podobny do bandyty? Niegodziwy?

Wybuchnęła śmiechem.

– Możliwe.

– Wie pani, lubię widzieć efekty. Wiele szwedzkich firm jest nieprawdopodobnie źle zarządzanych. Mają szefów i zarządy, które obławiają się kosztem akcjonariuszy.

Skrzyżował długie nogi i rozczesał dłonią włosy. Natalia zauważyła, że nosi stalowy zegarek. Patek Philippe. Drogi, ale nie ostentacyjny.

– Nawet pani nie podejrzewa, jakie to czasem bagno – dodał. – Ale kiedy HC wchodzi do zarządu, usprawniamy i poprawiamy. Wtedy to akcjonariusze zarabiają, a nie inni.

– Pewnie i wam wpada przy okazji kilka koron – stwierdziła Natalia sucho.

Wartość Hammar Capital szacowano na nieco ponad cztery miliardy euro. Nieźle, biorąc pod uwagę fakt, że sam zbudował firmę od podstaw. A był przecież taki młody. Jeżeli wierzyć internetowi, nie miał jeszcze trzydziestu pięciu lat.

– Jasne – odpowiedział z uśmiechem. – Kontrowersje to nasz pomysł na biznes. Napije się pani kawy?

Kiwnęła głową i David złożył zamówienie. Kelnerka szybko wróciła z dwoma filiżankami.

Natalia wodziła palcem po czekoladce leżącej na jej talerzyku. Nie kłamała. Podziwiała ludzi, którzy sami coś stworzyli. Wiele osób rodziło się i miało wszelkie przesłanki, żeby coś osiągnąć, a i tak marnowali okazję.

David kiwnął głową w stronę czekoladki i zapytał:

– Nie je pani?

Podała mu pralinkę i przyglądała się, jak odwija sreberko.

– Wiele czasu spędza pan za granicą – powiedziała. – Jak pan to godzi?

David uniósł brwi.

– Widzę, że nie tylko ja przygotowałem się do tego spotkania. Tak, zgadza się. Jeżdżę po świecie i poluję na finansistów. Ja i mój wspólnik, Michel.

Michel Chamoun. Z dwoma dyplomami, z ekonomii i prawa. David miał rację, zrobiła wcześniej dobry research, zawsze była dokładna.

– A nie jest pan potrzebny tu, na miejscu?

– Mam bardzo kompetentnych współpracowników.

– Kobiety i imigrantów?

Wzruszył ramionami.

– Próbuję żyć według zasad, które wyznaję.

Mimo swobodnego tonu rozmowy, mimo uroku Davida, chwilami tak dużego, że nie była w stanie się przed nim bronić, nie mogła pozbyć się wrażenia, że coś się nie zgadza. Czego od niej chciał ten przystojniak o twardym spojrzeniu? Co tak naprawdę zamierzał David Hammar, gdy zapraszał ją na niezobowiązujący lunch, posługując się jedną z najmniej mówiących fraz? Kiedy zręcznie ją wypytywał, zadając jej pozornie przypadkowe pytania i schlebiając okazywaną uwagą? Rzuciła okiem na zegarek i pomyślała, że musiał się popsuć. Zmarszczyła brwi i zauważyła, że David zerknął na przegub swojej dłoni.

Wyprostował się na krześle.

– Już tak późno? – zapytał.

– Też się zdziwiłam. Muszę wracać do biura.

– Nie miałem pojęcia, że czas tak szybko płynie. Przepraszam, że aż tak długo panią zatrzymywałem – powiedział i skinął na kelnerkę.

– Proszę nie przepraszać – odparła. – Ale mam dziś jeszcze wideokonferencję z Londynem, do której muszę się przygotować.

David wręczył kelnerce swoją kartę.

– Czy mam poprosić obsługę, żeby wezwała dla pani taksówkę?

– Nie, dziękuję, pójdę pieszo.

Natalia podniosła się i wzięła torebkę.

– Odprowadzę panią – zaproponował David. Wstał i odsunął jej krzesło.

– Wolałabym nie – powiedziała przepraszającym tonem.

Był szaleńczo przystojny, to nie ulegało wątpliwości. Ale zrobiła solidny research. W ostatnich latach Hammar Capital dwa razy rzucił Investum wyzwanie. Za każdym razem przegrywał. W czasie lunchu dwukrotnie wspomniała o Investum i wtedy jego oczy się zmieniały. Prawie niezauważalnie i na pewno by to przeoczyła, gdyby nie fakt, że tak uważnie mu się przyglądała. Pojawiał się w nich taki chłód, że nawet największy urok świata nie potrafiłby tego ukryć, a ona pod wieloma względami była Investum. Było jasne, że David Hammar musiał mieć na pieńku z firmą, która należała do jej rodziny. Mówi się, że w świecie finansów nie ma miejsca na osobiste urazy i że to pieniądz rządzi wszystkim. Natalia uważała, że to bzdury. Za pieniędzmi szła cała masa innych rzeczy: uczucia i impulsy, zraniona duma i pragnienie odwetu. Pytanie brzmiało: czy zapraszając ją na lunch, David Hammar miał jakieś ukryte zamiary?

Natalia przyjrzała mu się uważnie, omiotła spojrzeniem jego nieprawdopodobnie atrakcyjną twarz, wyraziste oczy i postawną sylwetkę.

Prawdopodobnie tak.

– Dziękuję – powiedziała. – Dziękuję za miły lunch.

Wyciągnęła rękę i poczuła jego dużą ciepłą dłoń w swojej. Wyszła na zewnątrz. Panował nieznośny upał. Nie była ani trochę mądrzejsza niż w chwili, kiedy tu przyszła.

4

Wracając pieszo do biura przy Stureplan, pomyślała, że po lunchu z Davidem Hammarem ma więcej pytań niż przed nim. Ale dzięki niemu przynajmniej trochę się ożywiła. Wjechała windą na czwarte piętro, skinęła głową recepcjonistom i zamknęła się w swoim pokoju. Uznała, że zanim zacznie pracę, musi mieć pięć minut dla siebie.

Spędziła ten czas, myśląc o Davidzie, lunchu i o tym, że czuła się skołowana, zafascynowana i prawdę mówiąc urzeczona tym pociągającym, ale pełnym sprzeczności inwestorem private equity.

Opadła na oparcie krzesła. Nie potrafiła rozgryźć tego mężczyzny. Był uprzejmy, chwilami zabawny. Drażnił się z nią i została złapana w coś, co określiłaby jako pole siłowe męskiego uroku. A mimo to wyczuwała w nim niesamowitą bezwzględność. Wiedziała, że dorastał na najbardziej obskurnych przedmieściach Sztokholmu. Nie było tajemnicą, że wychowywał się w skromnych warunkach. Potem jednak coś się zmieniło – najpierw szkoła z internatem, potem Wyższa Szkoła Handlowa, a na koniec prestiżowy Harvard. Co prawda wszystko dzięki stypendiom, ale i tak oznaczało to znaczący społeczny awans. Jasne, pomyślała Natalia, „pełen sprzeczności” to właściwe określenie. Pięć minut, które sobie dała, dobiegło końca. Niezależnie od tego, co myślała o jego uroku i atrakcyjności, była pewna, że więcej się nie spotkają. Z jakiegoś powodu ją odtrącił – wyraźnie to czuła. Najlepiej chyba zrobi, jeśli weźmie się do tego, co było jej prawdziwym życiem – do pracy. Ponieważ niezależnie od tego, jak interesujący okazał się lunch z Davidem Hammarem, straciła przez niego cenny czas.

Spędziła kilka godzin na intensywnej pracy nad niemalejącym nigdy stosem papierków. Razem z J-O finalizowali właśnie duży, a dla Natalii również prestiżowy interes bankowy. Nie oszczędzała ani siebie, ani swojego zespołu. Każdy spał tylko tyle, ile naprawdę musiał, i nikt nie brał wolnego. Za kilka godzin, kiedy zostaną otwarte banki i giełdy na amerykańskim Wschodnim Wybrzeżu, będą pracować w niezmienionym tempie. Rzuciła okiem na zegarek. W Hongkongu nadal spali, a różnica czasu między Nowym Jorkiem a Los Angeles wynosiła trzy godziny. Gdzieś na świecie zawsze otwierano jakiś bank i zamykano jakąś giełdę. Przez całą dobę zawierano transakcje i robiono interesy. Nigdy nie spotkała kogoś, kto by wymagał od swoich pracowników tyle ile jej szef.

Zastanawiała się, czy David Hammar robił to samo. Był znany z tego, że ciężko pracował. W absolutnej czołówce, w której on znajdował się od lat, mógł się utrzymać jedynie ktoś niezmordowany. I bezwzględny. Tak wyglądały blaski i cienie świata finansów.

Usłyszała pukanie do drzwi i podniosła wzrok.

– Masz czas? – zapytał J-O.

Natalia kiwnęła głową i J-O wszedł do jej małego biura, nienagannie ubrany w jeden ze swoich drogich angielskich garniturów. Żadna inna branża w świecie finansów nie była aż tak tajemnicza i zarazem tak glamour jak sektor finansowania przedsiębiorstw.

– Już idę – powiedziała szybko Natalia i ucieszyła się, że będzie musiała zacząć myśleć o czymś innym niż spotkanie z Davidem Hammarem. Åsa miała rację. Powinna częściej się umawiać. Zbierając teczki i dokumenty i rozglądając się za iPadem, pomyślała, że nie zna się na randkowaniu. Inne kobiety wiedziały, co robić. Åsa też. Wychodziły z facetami, sypiały z facetami, miały facetów. Jak popadnie. Ale Natalia nigdy tak naprawdę nie zrozumiała, co powinna robić. Nie pojmowała tych subtelnych, nowoczesnych i całkowicie nieszwedzkich reguł, mimo że mieszkała i w Nowym Jorku, i w Londynie. Krótko mówiąc, beznadziejnie radziła sobie z mężczyznami, co właśnie zostało udowodnione. Ale idąc za J-O, przypomniała sobie, że za to świetnie zna się na swojej pracy. Powinna się z tego cieszyć.

W trakcie wideokonferencji pozostała skoncentrowana. Jeśli pracowało się w zespole J-O, trzeba było dawać z siebie sto procent przez cały czas. Byli najlepszymi z najlepszych. Jedna pomyłka i można było szukać sobie innej posady. J-O sam wybrał Natalię, kiedy przed dwoma laty bank zlecił mu stworzenie zespołu skandynawskiego. Pozostali, sami mężczyźni, byli tak jak ona wyróżniającymi się specjalistami. Natalia specjalizowała się w bankach i instytucjach finansowych. J-O mówił, że może zadzwonić do Natalii De la Grip w środku nocy, a ona usiądzie na łóżku i zacznie recytować z pamięci notowania giełdowe największych banków i ich kursy zamknięcia.

Nie żartował.

Powtarzał to wielokrotnie.

J-O zakończył zebranie, podziękował rozmówcom i wyłączył Skype’a. Natalia i inni uczestnicy spotkania zaczęli zbierać swoje rzeczy.

– Dochodzi czwarta – zwrócił się do niej J-O. – Masz chwilę, zanim Nowy Jork zacznie działać?

Skinęła głową i czekała w milczeniu, aż wszyscy wyjdą.

– Dobra robota – powiedział J-O, kiedy zostali sami.

Uśmiechnęła się. Pochwały należały do rzadkości.

– Dziękuję.

Uderzał palcem o blat biurka.

– Jakie masz plany na lato? – zapytał.

Próbowała nie okazać zdziwienia. Miała z tym problem. W świecie finansów J-O był znany z trzech rzeczy: upodobania do nieprawdopodobnie drogich przedmiotów, słabości do udzielania długich wywiadów luksusowym magazynom i tego, że nigdy nie rozmawia o życiu prywatnym. Z tego co wiedziała, J-O nie miał życia prywatnego. Nie był jak inni śmiertelnicy. Podróżował służbowo i latał w interesach tak często, że mówiono, że więcej czasu spędza w powietrzu niż na ziemi. Pracowali razem od trzech lat, najpierw w Londynie, a potem w Sztokholmie, i przez cały ten czas rozmawiali tylko na tematy związane z pracą. Wiedziała o nim niewiele, tyle co wyczytała z prasy plotkarskiej i branżowej. Sama pochodziła z jednej z najbardziej znanych szwedzkich rodzin, wychodziła więc z założenia, że jej szef wie o niej mniej więcej tyle samo co wszyscy inni. Poza tym przynajmniej raz w roku, kiedy Alexander, jej młodszy brat, wywoływał nowy, najczęściej związany z jakąś kobietą skandal, cała prasa plotkarska rozpisywała się o jej rodzinie. Nietrudno zatem było pozostawać na bieżąco. Ale J-O nigdy słowem nie wspomniał o jej życiu prywatnym. Nawet wtedy, gdy gazety dowiedziały się o jej rozstaniu z Jonasem. Przyjrzał się tylko jej zaczerwienionym od płaczu oczom, a potem wyrzucił z siebie polecenia z taką samą prędkością jak zawsze. Bardzo jej to wtedy odpowiadało.

– Będę pracować, dopóki nie doprowadzimy sprawy do końca – odparła. – Nie mam żadnych określonych planów. Może poza Båstad.

Udało jej się nie westchnąć.

Każdy musiał być w Båstad. Rodzice zaprosili ją do siebie; dokładnie rzecz biorąc, mama kazała jej przyjechać, ale Natalia nie miała pewności, czy chce spędzić z nimi lato. W ubiegłym roku jakoś dała radę, ale wtedy była świeżo po rozstaniu z Jonasem. Ale jeszcze jedne wakacje? Niedługo skończy przecież trzydziestkę. Wszystko miało swoje granice, nawet to, jak żałosna chciała być.

Nagle i bez uprzedzenia jej myśli pobiegły do Davida Hammara. Czy on też wybierał się do Båstad? Czy jeśli pojedzie z rodzicami, natknie się na niego?

Miała tego dość. Jeden jedyny raz spotkała faceta i od razu zaczęła o nim fantazjować. Przecież skończyła już dwanaście lat. Przynajmniej nie zaczęła go googlować po lunchu. Nadal nie była pewna, o co mu chodziło. Czy miała coś, co mogło go interesować? Wiedziała, że tata go nienawidzi. Ona sama aż do dzisiaj nic na jego temat nie sądziła. Obracali się w całkowicie różnych sferach. On był przystojnym rekinem biznesu. Na przyjęciach spędzał czas w towarzystwie amerykańskich gwiazd filmowych i angielskich księżniczek, a w pracy rzucał wyzwanie firmom z tradycjami. Ona zaś była przede wszystkim pracownicą banku.

– Halo! – powiedział J-O.

– Przepraszam – odparła. – Jeżeli będę ci potrzebna, nigdzie nie pojadę. Na razie nic nie planowałam. Wezmę urlop, kiedy będzie to możliwe.

– Niewykluczone, że będę cię potrzebował w Båstad.

Kiwnęła obojętnie głową. Nie była zdziwiona.

J-O wstał od wypolerowanego do połysku stołu. Ich biura mieściły się w starym, dziewiętnastowiecznym budynku. Pokoje były wysokie i urządzone po staroświecku, z kryształowymi żyrandolami i obrazami w złotych ramach. Wyjrzał przez okno, z którego miał widok na Stureplan i dachy innych domów.

– Wiem, że masz plany na przyszłość – powiedział powoli.

Zaczęła słuchać uważniej. Jej szef mówił o niej. W czasie ostatniej oceny pracownika rozmawiali o tym, że Natalia zamierza kiedyś kontynuować karierę w rodzinnej firmie. Nigdy się z tym nie kryła. Otwarcie mówiła, że chce sama wypracować sobie pozycję, a później pójść dalej.

– Tak? – powiedziała ostrożnie.

Podziwiała J-O, ale w gruncie rzeczy się nie przyjaźnili. W tym świecie każdy dbał o siebie, a zaufanie było towarem deficytowym.

– Słyszałem, że spotkałaś się dziś z Davidem Hammarem. Czy jest coś, o czym mi nie powiedziałaś?

– To był tylko lunch – odparła kompletnie zaskoczona.

Mówiło się, że J-O wiedział o wszystkim, co działo się w pełnym plotek świecie finansów. Ale i tak. Skąd, u licha, mógł już wiedzieć o jej spotkaniu?

– Mam nadzieję, że mnie nie śledzisz – powiedziała, nie do końca żartując.

J-O pokręcił głową i skrzyżował ramiona.

– To Sztokholm. Tu nawet palcem nie ruszysz tak, żeby wszyscy o tym nie wiedzieli. Czego chciał?

– Nie wiem – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – To był zwykły lunch. Ty znasz go lepiej ode mnie.

– On coś szykuje.

Pokiwała głową.

– Najprawdopodobniej.

– Chcę dowiadywać się o wszystkim na bieżąco. I zaplanuj sobie wyjazd do Båstad.

Natalia kiwnęła głową i wstała, wciąż trochę wstrząśnięta. Kiedy wyszła z pokoju, J-O znów odwrócił się w stronę okna i się w nie zapatrzył.

Reszta wieczoru upłynęła jej na intensywnej pracy. Ktoś zasnął na kanapie. Ktoś zamówił pizzę. Praktykanci, asystenci, analitycy i inni przychodzili i wychodzili. Natalia rozmawiała z klientami, sporządzała wykresy, a kiedy nikt nie widział, ziewała.

Późnym wieczorem zamówiła taksówkę i pojechała do domu. Przespała się kilka godzin, wzięła prysznic, włożyła świeże ubranie i tuż po wschodzie słońca wróciła do biura.

J-O przyszedł o wpół do dziewiątej. Pozdrowił ją skinieniem głowy i ruszył na zebranie. Zadzwonił telefon, asystent coś do niej krzyknął i po raz kolejny Natalia bez reszty poświęciła się pracy.

– Natalia! – zawołał jeden z kolegów. – Zaczynamy telekonferencję.

Wtedy uświadomiła sobie, że minął kolejny dzień. Złapała jabłko i notatnik.

– Idę – odpowiedziała.

Była już szósta, a zostało im jeszcze dużo do zrobienia. Zapowiadał się kolejny długi dzień w pracy. Nie miała nic przeciwko temu.