Tylko dla ciebie - Vi Keeland - ebook
lub
Opis

Drugi tom seksownej historii, która miała swój początek w raju

Jack i Sydney spędzili tydzień w raju. To miała być tylko wakacyjna przygoda, ale szybko się okazało, że dla obojga wspólny czas znaczy coś więcej.

Teraz próbują zbudować prawdziwy związek i wszystko wskazuje na to, że mają szansę na szczęśliwe zakończenie. Jednak Sydney otrzymuje propozycję zawodową, o jakiej zawsze marzyła i postanawia, że nie zmarnuje takiej szansy.

Podążając za marzeniami, Sydney wyrusza w tournee. Podczas koncertów towarzyszy jej mężczyzna, któremu nie jest obojętna. Czy wakacyjna miłość Jacka i Syd ma szansę przetrwać w prawdziwym życiu?

___

O autorce

Vi Keeland – bestsellerowa autorka literatury erotycznej. Jej książki zawsze znajdują się w czołówkach rankingów „New York Timesa”. Powieści Keeland sprzedały się w liczbie ponad miliona egzemplarzy i trafiły na ponad 50 list bestsellerów. Zostały przetłumaczone na dziewięć języków. Autorka mieszka w Nowym Jorku z mężem i dziećmi, gdzie przeżywa swoje „i żyli długo i szczęśliwie” z mężczyzną, którego poznała, gdy miała 6 lat.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 238

Popularność


Książkę dedykuję prawdziwej Siennie. Ty wiesz, że o Tobie mowa… Może w opisie naszych przygód to i owo zmieniłam, ale Sienna to cała Ty! Dziękuję Ci, że od trzydziestu lat jesteś moją najlepszą przyjaciółką.

Oraz za…

pozwalanie naszym dziewczynkom na taplanie się w błocie, nawet kiedy mają na sobie wyjściowe sukienki.

Oraz za …

niezapomniane walki w kałużach podczas biegów survivalowych.

A także za…

wpojenie mojej córeczce, że kiedy upadnie, powinna wstać ze słowami: „Jestem twalda”, po czym otrzeć brud z twarzy i czym prędzej przełknąć łzy.

A także za…

śmianie się godzinami z niczego oraz jogging o czwartej rano na obozie letnim.

A także za…

włożenie mi palców do gardła, kiedy – dawno, dawno temu – byłam zbyt pijana, żeby wrócić do domu.

A także za…

dzielenie mojej radości, kiedy została opublikowana moja pierwsza książka.

A także za…

toasty wzniesione krwawą mary o jedenastej rano.

I wreszcie za…

trzydzieści kolejnych lat najlepszej przyjaźni na świecie oraz za nasze córki – kolejne pokolenie najlepszych przyjaciółek!

Rozdział 1

– Czy podać paniom coś do picia?

Radosny jak skowronek steward wyrwał mnie z błogiego stanu rozmarzenia. Potrzebowałam chwili, żeby dojść do siebie i zebrać myśli. Utkwiłam w nim puste spojrzenie; słyszałam jego słowa, ale nie byłam w stanie pojąć ich znaczenia ani tym bardziej na nie odpowiedzieć.

– Poproszę wódkę cranberry, a dla koleżanki kieliszek merlota. Proszę jej wybaczyć, przez ostatnie dwa miesiące pieprzyła się jak szalona, a teraz ma przed sobą perspektywę kilku miesięcy przymusowego postu. Myślę, że można już zaobserwować pierwsze objawy wygłodzenia seksualnego. – Sienna uśmiechnęła się promiennie do rozbawionego stewarda, wysokiego przystojnego blondyna w wieku dwudziestu paru lat. Chłopak przypominał partnera Barbie, Kena, tyle że było w nim coś bardzo kobiecego.

Radosny steward ostrożnie się rozglądnął, żeby sprawdzić, czy nie przysłuchuje się nam nikt niepowołany, po czym pochylił się i wyszeptał konspiracyjnie do Sienny:

– Możecie mi wierzyć, takie laski nie będą miały absolutnie żadnych problemów ze znalezieniem w Londynie sposobu na zaspokojenie tego głodu… Latam na tej trasie cztery razy w tygodniu i zapewniam was, że wszyscy mężczyźni z Londynu wyglądają jak James Bond! Mam tu oczywiście na myśli zabójczo przystojnego Daniela Craiga z Casino Royale, a nie nadgryzionego zębem czasu Craiga ze Skyfall. – Mrugnął do nas porozumiewawczo. – Zaraz przyniosę drinki, a kiedy będę miał chwilę, opowiem wam o najgorętszych miejscówkach w Londynie.

Sienna zachichotała i wymienili jeszcze jakieś uwagi, ale ja myślami byłam już gdzie indziej… Jeszcze raz przeżywałam poranną wizytę w gabinecie Jacka, podczas której poinformował mnie, że się do niego przeprowadzam, na co ja bez wahania się zgodziłam. Rozstaliśmy się zaledwie cztery godziny temu, a ja już za nim tęskniłam. Nie miałam pojęcia, jak przeżyję kolejne cztery miesiące, budząc się codziennie w pustym łóżku, bez Jacka.

Moje serce było rozdarte, targały mną sprzeczne emocje. Byłam podekscytowana myślą, że będziemy supportem podczas europejskiej trasy jednego z moich ulubionych zespołów, ale równocześnie czułam wyrzuty sumienia z powodu tej radości, ponieważ wyruszenie na tournée oznaczało rozstanie z mężczyzną, którego w ostatnich miesiącach szczerze pokochałam. Mężczyzną, na którego widok motylki w moim brzuchu nadal zaczynały szaleć. Mężczyzną, którego spojrzenie ciągle wywoływało u mnie gęsią skórkę – może dlatego, że nikt inny nie patrzył na mnie tak jak on.

Zerknęłam na siedzącą obok Siennę. Notowała na serwetce słowa piosenki, które właśnie przyszły jej do głowy, jednocześnie lekko się kołysząc w rytm muzyki, którą nawet ja słyszałam z jej słuchawek. Rozstanie z Jackiem zdecydowanie było łatwiejsze, kiedy miałam przy sobie Siennę. Uśmiechnęłam się w duchu na myśl o tym, jak troskliwy i przewidujący potrafi być ten mój piekielnie seksowny facet.

Sienna McAllister była moją najlepszą przyjaciółką od trzeciej klasy podstawówki. Zorientowałyśmy się, że jesteśmy bratnimi duszami już na pierwszej próbie chóru, gdy się okazało, że potrafimy śpiewać w idealnej harmonii nawet bez akompaniamentu. Dwadzieścia lat później nasze drogi życiowe wyraźnie się rozeszły, jednak w żaden sposób nie osłabiło to łączącej nas więzi.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy moje życie wywróciło się do góry nogami. Zerwałam zaręczyny z Michaelem, a potem w czasie wakacji, które miały być moim miesiącem miodowym w raju na ziemi, jakim są Hawaje, spotkałam Jacka. Rzuciłam pracę nauczycielki muzyki, przeprowadziłam się z Bostonu do Nowego Jorku i ponownie zaczęłam śpiewać. A teraz razem ze Sienną miałyśmy otwierać koncerty jednego z najbardziej popularnych zespołów na świecie.

Jeszcze raz zerknęłam na moją nieobliczalną i szaloną najlepszą przyjaciółkę i roześmiałam się w duchu, widząc, że teraz gryzmoli coś na wewnętrznej stronie ręki. Pewnie zabrakło jej serwetek. Nikt inny na całym świecie nie mógłby mi pomóc przebrnąć przez ból tymczasowego rozstania z Jackiem, tylko ona.

Kiedy żegnałam się z Jackiem przy bramce, byłam pewna, że będę podróżować sama. Sienna miała lecieć późniejszym lotem, ponieważ rezerwowałyśmy bilety w ostatniej chwili i zostały już tylko pojedyncze miejsca. Do udziału w trasie koncertowej zostałyśmy zaproszone tydzień wcześniej, więc cała ta europejska eskapada odbywała się raczej na wariackich papierach. Jednak Jack wiedział, że będzie mi smutno po naszym rozstaniu, więc zrobił mi niespodziankę, przenosząc mnie i Siennę do pierwszej klasy, gdzie bilety były nadal dostępne.

Kiedy po wejściu na pokład zobaczyłam przyjaciółkę czekającą na mnie w drugim rzędzie, byłam zaskoczona i zachwycona. Gest Jacka totalnie mnie rozczulił, na myśl o jego troskliwości z moich oczu trysnęły łzy, które jakimś cudem udało mi się powstrzymać podczas naszego pożegnania na lotnisku.

Sięgnęłam po telefon i po raz dziesiąty w ciągu ostatnich czterech godzin odczytałam nasze ostatnie esemesy.

Dziękuję Ci za tę wspaniałą niespodziankę! Nie mogę uwierzyć, że załatwiłeś nam podróż tym samym samolotem, na dodatek w pierwszej klasie.

Nie ma za co, kotku! Nie chciałbym, żeby moja dziewczyna zamartwiała się podczas samotnej podróży do Londynu.

Jesteś taki słodki! Jak Ci się będę mogła odwdzięczyć…?

To coś nowego, chyba jeszcze nikt nigdy nie nazwał mnie słodkim. Owszem, kotku, mam pewien pomysł na to, jak mogłabyś mi podziękować…

Lol. Triumfalny powrót starego, dobrego Jacka! Zero słodyczy, za to sporo pikanterii.

Zadzwoń, kiedy dotrzecie już do hotelu. Gdzie będziecie nocować?

W hotelu Royal Chancery czy coś takiego. Ochrzanili mnie właśnie, że nie wyłączyłam telefonu. Zadzwonię wieczorem. Kocham Cię.

Odłożyłam telefon, wyjęłam iPoda i pozwoliłam sobie na chwilę relaksu, wsłuchując się w spokojny głos Norah Jones.

Obudziłam się, kiedy steward zapowiedział, że przygotowujemy się do lądowania. Zdziwiłam się, że zasnęłam, ale właściwie nie było to specjalnie zaskakujące. W końcu w ostatnim tygodniu nie spałam za dobrze, bo byłam zajęta seksmaratonem z Jackiem oraz stresowaniem się naszym rozstaniem. Sienna spała na fotelu obok, ze słuchawek w jej uszach dobiegały dźwięki głośnej muzyki, a przed nią leżał notatnik z logo linii lotniczych, do którego najwyraźniej przepisała notatki z serwetek i ręki. Delikatnie poklepałam ją w ramię, starając się jej nie przestraszyć. Jakieś dziesięć lat temu przekonałam się w nieprzyjemny sposób, że gwałtownie wyrwana ze snu Sienna może być nieobliczalna. 

Jednak tym razem obudziła się z szerokim uśmiechem na twarzy, na który nie sposób było nie odpowiedzieć tym samym. Przeciągnęła się na fotelu, prostując swoje długie, seksownie zaokrąglone ciało. Gdy uniosła ręce, rowek między jej piersiami apetycznie się uwidocznił, podobnie jak płaski alabastrowy brzuch z błyszczącym diamencikiem w pępku. Zauważyłam, że nawet nasz Ken nie może oderwać oczu od przeciągającej się jak kotka Sienny i podziwia jej atuty, jakkolwiek byłam pewna, że na co dzień interesują go raczej chłopcy.

Rozdział 2

Byłam podekscytowana tym, że nasz hotel znajduje się w samym sercu Londynu. Inna sprawa, że jazda przez to miasto dziwnie przypominała przejazd przez Nowy Jork… Prawdopodobnie szybciej dotarłybyśmy na miejsce, gdybyśmy ostatni odcinek przemierzyły na piechotę, jednak ani Siennie, ani mnie wolne tempo w żaden sposób nie przeszkadzało, bo dzięki temu miałyśmy czas, żeby podziwiać nowe dla nas miasto. Siedziałyśmy z tyłu, każda z nosem przyklejonym do szyby, od czasu do czasu pokazując coś sobie nawzajem.

Plan był taki, że pierwsze pięć dni spędzamy w hotelu, a potem oficjalnie dołączamy do trasy koncertowej i mieszkamy w autokarze. Już wcześniej przesłano nam zadrukowany maczkiem siedmiostronicowy grafik, w którym wyszczególnione było dosłownie wszystko: od spotkania z organizatorami trasy i fotografami do odbywających się dwa razy dziennie prób z zespołem. Wreszcie zatrzymaliśmy się przed imponującym budynkiem, a ja prawie padłam, gdy kierowca oznajmił, że to nasz hotel. Portier w białych rękawiczkach otworzył nam drzwi i powitał nas z nienagannym brytyjskim akcentem.

Boy hotelowy zajął się naszymi bagażami, a portier nie mógł się doczekać, kiedy pokaże nam piękny hol. Hotelowe lobby robiło surrealistyczne wrażenie. Było to absolutnie zapierające dech w piersiach wnętrze, majestatyczne, zwieńczone imponującym sufitem w kształcie kopuły, znajdującym się na wysokości co najmniej pięciu pięter ponad nami. Kryształowe żyrandole rzucały tęczowe refleksy na wykończenia ze szlachetnego drewna, a sztukateria błyszczała bogatymi złoceniami, dzięki czemu hol emanował czarem ciepłego, starego wnętrza. Ogromne malowidła, kosztowne tkaniny i ściany w kremowym kolorze sprawiały, że hotel był przesiąknięty atmosferą luksusu.

Kiedy zmierzałyśmy w stronę recepcji, ciesząc oczy urodą tego niezwykłego miejsca, zauważyłam, że wszyscy nam się przyglądają. Nie byłam pewna, czy tak bardzo odstawałyśmy od wizerunku typowego gościa tej klasy hotelu, czy też może pracowników rozbawił nasz niekłamany i spontanicznie okazywany podziw. Na moje oko wcale się tak bardzo nie różniłam od innych kręcących się tu osób, chociaż większość z nich nie była od stóp do głów ubrana w słodki róż. Może chodziło o kontrast między moją słodką stylizacją a obcisłymi czarnymi ciuchami oraz zabójczymi szpilkami Sienny, która wyglądała jak gwiazda rocka? Razem musiałyśmy robić wrażenie wyjątkowo niedobranej pary!

Byłam zaskoczona, bo recepcjonistka doskonale wiedziała, kim jesteśmy, ale pomyślałam, że pewnie w hotelu tej klasy taka dbałość o klienta to standard.

– Dzień dobry, pani St. Claire, witamy w hotelu Royal Chancery! Jest nam bardzo miło, że mamy zaszczyt panią gościć. – Kobieta z uśmiechem wręczyła mi dwie karty i kopertę.

Wydawało mi się dziwne, że daje mi karty, chociaż jeszcze nie pokazałam jej dowodu tożsamości oraz nie zapłaciłam za pokój. Przecież właśnie na tym polega meldowanie się w hotelu, prawda?

– Już szukam dowodu i karty kredytowej – powiedziałam, grzebiąc nerwowo w torebce.

Sympatyczna recepcjonistka wyglądała na rozbawioną.

– Nie trzeba, proszę pani! Rachunek już został uregulowany. Życzymy miłego pobytu i proszę dawać znać, gdyby panie czegokolwiek potrzebowały. Jeśli są panie gotowe, to pan Walman, nasz menadżer, zaprowadzi panie do pokoju.

Spojrzałam na Siennę i po jej minie poznałam, że ona też nie ma pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi. Wzruszyła ramionami i rzuciła mi spojrzenie, które jasno mówiło: „A co mi tam!”. Postanowiłam, że też się nie będę przejmować. W drodze do naszego pokoju menadżer opowiedział nam o historii tego hotelu, pokazał też kilka obrazów, które najwyraźniej powinny zrobić na nas wrażenie, tyle że w ogóle ich nie kojarzyłyśmy.

Kiedy stanęliśmy przed podwójnymi drzwiami wiodącymi do znajdującego się na ostatnim piętrze apartamentu, zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie zaszła jakaś pomyłka. Tymczasem menadżer otworzył drzwi i zaprosił nas do luksusowego wnętrza, które pewnie zajmowało połowę całego piętra. Przy stole w jadalni spokojnie mogło się pomieścić co najmniej dwanaście osób, a w powietrzu unosił się zapach świeżych kwiatów. Natychmiast przypomniał mi się apartament prezydencki w hotelu Jacka, w którym spędziłam kiedyś kilka nocy z mamą, kiedy przyjechała mnie odwiedzić. W moim otumanionym mózgu wreszcie zaświeciła się odpowiednia lampka…

– Panie Walman, kto jest właścicielem tego hotelu?

Moje pytanie najwyraźniej wprawiło go w konsternację, wyglądał na poważnie zaniepokojonego.

– Heston International Hotels, rzecz jasna. Czy wszystko jest w porządku, proszę pani? Pan Cole poinstruował personel, że wszystkie wasze życzenia mają być natychmiast spełnione. Jeśli nie podoba się pani ten apartament, postaramy się znaleźć taki, który panią usatysfakcjonuje.

– Nie, nie! Zupełnie nie o to mi chodziło, apartament jest piękny. Dziękuję, że tak się pan o nas troszczy! Opowiem Jackowi, yyy, to znaczy panu Cole’owi, jak wspaniale nas tutaj przyjęto. – Na twarzy menadżera odmalowała się ulga; wyraźnie się odprężył, słysząc moją pochwałę.

Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie i skinął głową.

– Czy mogę jeszcze coś dla pani zrobić?

Spojrzałam pytająco na Siennę, która znacząco podniosła brew i powiedziała z szatańskim uśmieszkiem:

– Byłoby miło, gdyby pan nam przysłał butelkę tequili, kilka limonek oraz sól.

Menadżer uśmiechnął się do niej radośnie, po czym ruszył w stronę drzwi, informując nas po drodze:

– W salonie znajdą panie pełny barek. Pan Cole zadbał o to, żeby była w nim tequila, ale oczywiście prześlę paniom jeszcze kilka butelek, limonki oraz sól. Jeśli nie mają panie nic przeciwko, dołączę również przekąski. Muszą być panie zmęczone po długim locie.

– Wspaniały pomysł! Jak to miło z pana strony, panie Walman. – Uśmiechnęłam się promiennie, szczerze wdzięczna za taką troskliwość.

Za menadżerem jeszcze do końca nie zamknęły się drzwi, a Sienna już zaczęła:

– Cholera jasna, Syd! Nie ma to jak pławienie się w luksusie, a to dzięki temu, że pieprzysz się z bogatym i przystojnym bogiem seksu.

Odwróciłam się w jej stronę z uśmiechem, a ona znacząco poruszyła brwiami i zapytała:

– Czy on przypadkiem nie ma brata…?

Wybuchłyśmy zgodnym śmiechem i w ten sposób Jackowi udało się sprawić, że dzięki jego troskliwości na mojej twarzy już po raz trzeci tego dnia pojawił się uśmiech.

Włączyłam telefon, żeby zadzwonić do Jacka i powiedzieć mu, że bezpiecznie dotarłyśmy na miejsce, jednak najpierw odczytałam esemesa, którego mi przysłał w odpowiedzi na moją ostatnią wiadomość.

Royal Chancery należy do nas. Dam im znać, kim jesteście.

Uśmiechnęłam się na myśl o rozmowie telefonicznej, którą musiał potem odbyć. Oczami wyobraźni widziałam Jacka wydającego stanowcze polecenia i umierających ze strachu pracowników po drugiej stronie linii. Facet nie robił niczego na pół gwizdka! W ciągu ostatnich kilku miesięcy miałam okazję się przekonać, że jeśli chodzi o interesy, Jack jest twardy i wymagający. Nie był niegrzeczny, ale kiedy stwierdzał, że coś ma zostać zrobione, nie zostawiał wiele pola do negocjacji. Szczerze mówiąc, tak się zachowywał również we wszystkich innych dziedzinach życia, z wyjątkiem relacji ze mną. Dla mnie zawsze był cierpliwy i ustępliwy, choć wiedziałam, że nie przychodzi mu to łatwo, bo takie postępowanie nie leży w jego władczej naturze. Traktowanie drugiej osoby jak równego sobie nie było dla Jacka czymś naturalnym, jednak dla mnie podjął ten wysiłek, chciał być moim partnerem. W życiu, ale nie w sypialni. Tam stawał się z powrotem dominującym i władczym samcem – dzikim i nieokiełznanym – a mnie ani trochę to nie przeszkadzało…

Wisieliśmy na telefonie prawie godzinę, a rozmowa, tak jak zawsze, toczyła się gładko. Jakby nie dzieliły nas tysiące kilometrów. Podziękowałam mu za apartament, a on całkowicie mnie rozczulił, odpowiadając, że to, co jego, jest teraz również moje. Jedynie kiedy wspomniałam o klubach, które nam polecił steward, wyczułam, że Jack się spina. Na moment zamilkł, wiedziałam, że dręczy go myśl o moich wypadach na miasto, podczas gdy on znajduje się po drugiej stronie oceanu. Próbowałam go uspokoić, mówiąc od niechcenia, że prawdopodobnie i tak nie będziemy mieć wiele czasu na kluby, biorąc pod uwagę napięty grafik trasy koncertowej, ale miałam świadomość, że co się stało, to się nie odstanie. Gdzieś z tyłu głowy Jacka zostało zasiane ziarnko niepewności, które – byłam o tym przekonana – wkrótce wyrośnie i zamieni się w bujną wizję mężczyzn przystawiających się do mnie w najgorętszych londyńskich klubach.

Rozdział 3

W ciągu kolejnych kilku dni wpadłyśmy w prawdziwy wir następujących po sobie wydarzeń i zobowiązań. Organizator trasy koncertowej wynajął specjalnego człowieka, który pomagał nam wszystko ogarnąć i dbał, żebyśmy w każdym miejscu pojawiały się na czas. Przez czternaście godzin dziennie byłyśmy fotografowane, mierzone, przepytywane, pouczane, trenowane i przygotowywane do występów. Kiedy tylko miałam wolną chwilę, dzwoniłam do Jacka, ale nasze rozmowy były siłą rzeczy krótkie i pospieszne.

W czwartek wieczór miałyśmy się wreszcie spotkać z Double Strife, główną gwiazdą trasy koncertowej. Zespół miał do nas dołączyć po ostatnim koncercie w Belgii. Byłam niespokojna i czułam niewielkie wyrzuty sumienia, że tak bardzo się cieszę na ponowne spotkanie z Justinem. Justin Smith i jego brat Kyle byli liderami zespołu. Sienna i ja poznałyśmy ich lata temu w Bostonie, kiedy wszyscy byliśmy początkującymi muzykami, walczącymi o zdobycie rozgłosu. Szybko zostaliśmy przyjaciółmi i często koncertowaliśmy w tych samych miejscach, aż do czasu, kiedy kilka lat temu Sienna przeniosła się do Nowego Jorku, a ja w ogóle przestałam grać.

Nie było tajemnicą, że Justin zawsze żywił dla mnie ciepłe uczucia. Pewnej nocy po występie trochę za dużo wypił i wyznał mi, co do mnie czuje, ale nawet gdyby tego nie zrobił, ja i tak wiedziałam. Tyle że przed tamtą nocą sądziłam, że po prostu pociągam go fizycznie. Byłam zaskoczona, bo jego ciepłe słowa świadczyły o tym, że to jednak coś głębszego. Los chciał, że kilka dni po tym wyznaniu Michael zdecydował się na oświadczyny i od tej pory moja relacja z Justinem uległa zmianie. Nadal byliśmy przyjaciółmi, ale Justin trzymał dystans, szanując mój nowy status.

Przez te wszystkie lata uważnie śledziłam karierę Double Strife i obserwowałam, jak na moich oczach Justin staje się jedną z najjaśniejszych gwiazd rocka. Na każdym zdjęciu w czasopiśmie oraz w każdej telewizyjnej migawce jednym wytatuowanym ramieniem obejmował piękną dziewczynę – oczywiście za każdym razem inną – a w drugiej ręce dzierżył gitarę albo papierosa. Justin i Kyle nigdy nie narzekali na brak zainteresowania ze strony kobiet. W ostatnich latach Justin stał się megagwiazdą, jego zespół awansował do absolutnej światowej czołówki, a ja byłam pewna, że stało się to dzięki temu, że był wręcz nieprzyzwoicie przystojny – miał szelmowski uśmiech, oczy w odcieniu chłodnego błękitu i pokryte artystycznymi tatuażami ciało. Był niesfornym rockandrollowym chłopcem, a to sprawiało, że kobiety pragnęły go jeszcze bardziej.

Przygotowywałyśmy się ze Sienną na pierwsze od lat spotkanie z chłopakami, a mną targały sprzeczne emocje. Z jednej strony miałam wyrzuty sumienia, że nie wspomniałam Jackowi o uczuciach, jakie żywił kiedyś do mnie Justin, a z drugiej czułam podekscytowanie na myśl o tym, że znowu się z nimi zobaczę. Wiedziałam, że jeśli zwierzę się Jackowi z tej mieszanki uczuć, wcale mu się to nie spodoba, a nie chciałam mu dokładać zmartwień, szczególnie gdy znajdował się kilka tysięcy kilometrów ode mnie. Poza tym po co grzebać w starych brudach – na tym etapie i ja, i Justin dawno mieliśmy te młodzieńcze sentymenty za sobą.

Sienna i ja rozgrzewałyśmy się właśnie w barze tradycyjnym kieliszkiem tequili, kiedy poczułam, że czyjeś silne ramię pewnie obejmuje mnie w talii. Wzdrygnęłam się i błyskawicznie odwróciłam, żeby dać w gębę nieokrzesanemu podrywaczowi, ale niespodziewanie znalazłam się twarzą twarz z bezczelnie uśmiechniętym Justinem. W kąciku jego ust jak zawsze czaił się uroczy dołeczek.

– Widzę, że nadal nie gardzisz tequilą…

– Justin! Ale mnie wystraszyłeś! Mało brakowało, a dostałbyś w twarz!

– Uuuu, jak zawsze pełna temperamentu! Witaj, blondyneczko. – Justin uniósł znacząco brew i obdarował mnie tym uśmiechem, na widok którego jego fankom robiło się mokro w majtkach.

Uśmiechnęłam się i potrząsnęłam głową – był rozbrajający! Jednak nagle się zorientowałam, że nadal mocno mnie do siebie przyciska. I że wcale nie wygląda na to, żeby w najbliższym czasie zamierzał mnie puścić.

Żartobliwie uderzyłam go w policzek i wyplątałam się z jego ramion, po czym uściskałam jego brata, podczas gdy Sienna witała się z Justinem.

– Kyle, miło cię widzieć! – powiedziałam szczerze.

– Ciebie też, Syd! Super, że znowu udało się zebrać naszą ekipę! Będzie całkiem jak za starych, dobrych czasów, oprócz barowych bójek o trzeciej nad ranem… To znaczy pod warunkiem, że ten palant będzie się zachowywać. – Kyle wskazał brata. Już zdążyłam zapomnieć, w ilu bójkach brał udział Justin, kiedy lata temu grywaliśmy razem w podrzędnych barach.

Roześmieliśmy się, po czym wznieśliśmy toast za spotkanie po latach. Co ciekawe, choć minęło tyle czasu, od kiedy ostatni raz się widzieliśmy, miałam wrażenie, że pomimo tych wszystkich lat i rewolucyjnych zmian w naszym życiu wszystko między nami jest po staremu.

Wieść o tym, że w barze znajdują się członkowie Double Strife, szybko się rozniosła po okolicy. Kiedy zaczynaliśmy imprezę, było tu prawie pusto, jednak teraz bar błyskawicznie wypełniał się młodymi kobietami. Ubrane w nadzwyczaj skąpe i obcisłe ciuchy dosłownie się śliniły na widok Justina i Kyle’a, spoglądając w ich stronę tak, jak wilki zerkają na swoje ofiary.

Sienna rozejrzała się i najwyraźniej zauważyła to samo, co ja.

– Widzę, chłopcy, że teraz możecie przebierać w panienkach. – Z uśmiechem pokazała im, żeby popatrzyli wokoło.

Kyle parsknął śmiechem.

– Nie sądziłem, że kiedyś powiem te słowa, ale to zaczyna mnie już nudzić… Wczoraj jakaś kobieta zerwała z siebie bluzkę, żeby pokazać Justinowi jego twarz wytatuowaną na brzuchu. Kilka lat temu nawet nie zauważyłbym tatuażu, ponieważ laska nie nosiła biustonosza, a miała cyce w rozmiarze D. A teraz… Nie mogłem oderwać wzroku od podobizny brata i myślałem tylko o tym, żeby wziąć od niej numer tego zdolnego tatuażysty. – Roześmiał się i pociągnął łyk piwa.

Sienna była wyraźnie zaciekawiona.

– I co powiedziałeś tej kobiecie z twoją podobizną na brzuchu? – zapytała Justina.

Justin otworzył usta, żeby jej odpowiedzieć, ale Kyle był szybszy:

– Co jej powiedział? Zabrał ją na zaplecze, rzucił na łóżko i padł przed nią na kolana, żeby zadowalając ją, jednocześnie podziwiać swój wizerunek.

Sienna i ja zgodnie parsknęłyśmy śmiechem. Już zapomniałam, że bracia bezustannie nawzajem sobie dogryzali. Między innymi dlatego przebywanie w ich towarzystwie było takie zabawne. Prześcigali się w opowiadaniu obciachowych historyjek i wbijaniu sobie szpil. Ale zazwyczaj wszystko to odbywało się w atmosferze zabawy.

Spojrzałam na Justina i zobaczyłam, że ze złością wpatruje się w Kyle’a, najwyraźniej wkurzony na niego za tę anegdotkę. Zaczęłam się zastanawiać, czy Kyle wymyślił to wszystko, żeby dokuczyć bratu, czy też Justin naprawdę się przespał z tą dziewczyną.

Justin przez moment mierzył brata gniewnym spojrzeniem, po czym jednym haustem dopił piwo i walnął pustą butelką w blat.

– Chodź, skurwielu, zagrajmy jakąś piosenkę, bo widzę, że inaczej się nie zamkniesz – powiedział, po czym zwrócił się do mnie i do Sienny: – Znacie słowa do Gone?

Sienna zerwała się na równe nogi.

– Jasna sprawa! W tamtym tygodniu robiłam sobie przy niej dobrze. – Jej zapał i beztroska najwyraźniej poprawiły Justinowi humor.

Właściciele baru byli zachwyceni, że chcemy wystąpić, i chętnie pozwolili nam wykonać dwa kawałki. Choć od lat nie występowaliśmy razem na scenie, nawet ja musiałam przyznać, że całkiem nieźle nam idzie. Justin i Kyle bez oporów podzielili się z nami blaskiem sławy, jakkolwiek byłam pewna, że tłumy kłębiących się w barze kobiet nawet nie zauważyły, że też występujemy.

Kiedy nasz minikoncert dobiegał końca, sprawy w barze powoli zaczęły się wymykać spod kontroli. Rozhisteryzowane kobiety coraz ostrzej nacierały, żeby się znaleźć w pobliżu Justina i Kyle’a. Menadżer baru najwyraźniej dostrzegł moją panikę i zaproponował, że dyskretnie wyprowadzi nas tylnym wyjściem, wiodącym przez kuchnię na pustą klatkę schodową.

Zbiegliśmy na dół, wymknęliśmy się na zewnątrz i spędziliśmy razem kolejną godzinę, wylegując się na leżakach rozłożonych wokół pustego basenu i rozmawiając o tournée. Choć zagraliśmy tylko dwa kawałki, to i tak wszyscy byliśmy na scenicznym haju. Kyle powiedział nam, że ich mama obejrzała czterdzieści dwa z ich koncertów, na co wszyscy się roześmieliśmy. Zawsze uważałam, że to urocze, że pani Smith jest największą fanką swoich chłopców; wierzyła w nich, kiedy jeszcze nikomu się nie śniło o ich światowym sukcesie. Jeszcze w bostońskich czasach prawie zawsze była na widowni. Nie przychodziła wcześniej i nie zostawała po koncercie, ale zawsze była na miejscu, żeby wspierać swoich chłopaków.

W końcu rozmowa zeszła na mnie i przyjaciele nie szczędzili mi żartobliwie uszczypliwych uwag dotyczących mojego podjęcia pracy w szkole i rezygnacji z muzyki na kilka lat. Wszyscy równo pastwili się nade mną, wypominając mi moją chwilową niepoczytalność, a w końcu musiał się pojawić temat Michaela.

– Muszę przyznać, Syd, że byłem trochę zaskoczony na wieść, że zgodziłaś się wziąć udział w naszej trasie. Sądziłem, że Michael przekona cię, żebyś została w Bostonie – powiedział rzeczowym tonem Kyle, popijając z gwinta tequilę, którą udało mu się zgarnąć z baru, zanim daliśmy stamtąd nogę.

Sienna nie pozwoliła mi odpowiedzieć.

– Człowieku, oni nie są już razem od dobrych kilku miesięcy! Już nie musisz owijać w bawełnę… Możesz powiedzieć jej prosto z mostu, jakim był dupkiem. – Sięgnęła po butelkę tequili, którą podał jej Kyle.

Kyle parsknął śmiechem.

– Ale jaja! I dobrze. Ten facet był wyjątkowym sztywniakiem i palantem… Prawda, Justin? Z tego, co pamiętam, to nigdy nie byłeś jego wielkim fanem… – Skinął w stronę brata.

Spojrzałam na Justina ciekawa, co odpowie, i zobaczyłam, że wpatruje się we mnie z tym swoim bezczelnym uśmieszkiem. Podniósł brwi, nie spuszczając ze mnie wzroku.

– Taaa, nigdy nie przepadałem za tym dupkiem. Byłem zdania, że nie zasługuje na naszą Syd – powiedział w końcu. Nadal bacznie mi się przyglądał. Na twarzy błąkał mu się ten słynny seksowny uśmiech z dołeczkiem w kąciku ust.

Z jakiegoś powodu jego odpowiedź wprawiła mnie w zakłopotanie. Wstałam, bo poczułam, że muszę uciec zarówno od tej konwersacji, jak i od dziwnie intensywnego wzroku Justina.

– Rozmawiacie o mnie, jakby wcale mnie tu nie było, więc pozwólcie, że pójdę się trochę przespać… No wiecie, dla urody.

Na szczęście udało nam się niezauważenie wślizgnąć z powrotem do hotelu. Jednak kiedy chyłkiem przemykaliśmy się do środka przez boczne drzwi, zauważyłam, że przed hotelem kłębi się tłumek dziewcząt, którym ochrona nie pozwala wejść do środka.

Wieczór przed wymeldowaniem się z hotelu i rozpoczęciem nowego życia – życia w trasie z Double Strife – planowaliśmy spędzić w czwórkę, omawiając trasę oraz utwory, które będziemy grać. Sienna zaproponowała, żeby chłopcy przyszli do naszego apartamentu, dzięki czemu będziemy mogli popracować w spokoju. Z jakiegoś powodu czułam się trochę niezręcznie, ale odkąd po okolicy rozniosła się wieść, że członkowie Double Strife mieszkają w Chancery, hotel stał się prawdziwym polem minowym pełnym fanek gotowych na wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę Justina, więc pomysł spotkania się w jednym z naszych pokojów wydawał się sensowny.

Bracia przybyli razem i najwyraźniej byli zaskoczeni na widok naszego apartamentu.

– Cholera jasna, dziewczyny, jakim cudem dostałyście takie lokum? Ja od kilku dni dzielę z tym śmierdzielem pomieszczenie wielkości waszego salonu – powiedział Kyle ze śmiechem.

Poczułam się trochę zażenowana, nie bardzo wiedziałam, co odpowiedzieć. Ale, rzecz jasna, nie musiałam się nad tym długo zastanawiać, ponieważ niezawodna Sienna zawsze miała gotową odpowiedź.

– Czyżbyśmy zapomniały wspomnieć, że nowy chłopak Syd jest multimilionerem i właścicielem tej sieci hotelów?

– A niech mnie! Ale ci się trafiło, Syd – odparł z całkowitą szczerością Kyle.

Justin, zawsze gotowy do rzucenia jakiejś sarkastycznej uwagi, tym razem milczał. Zamówiliśmy kolację, a kiedy Sienna powiedziała, że za wszystko płaci Jack, Kyle stwierdził, że musimy wziąć jeszcze deser. Czas szybko płynął w miłym towarzystwie, ani się obejrzałam, a była prawie północ. Mój telefon zadzwonił, na ekranie pojawiła się podobizna Jacka.

– Hej! – odebrałam.

– Jak ci minął dzień? – Głos Jacka był cichy, wyczułam w nim zmęczenie.

– Naprawdę dobrze! A tobie? – Uśmiechnęłam się. Zauważyłam, że Justin ukradkiem mi się przygląda.

– Ciężko. Szkoda, że cię tu nie ma, pomogłabyś mi się odstresować… – Jego głos był seksowny i zachrypnięty. Wyglądało na to, że miał za sobą trudny dzień, i żałowałam, że nie jestem przy nim, żeby mu pomóc w pozbyciu się stresu z tego boskiego ciała.

– Mmmm… Jak miałabym to zrobić? – droczyłam się z nim, kompletnie zapominając, że nie jesteśmy sami.

– Świetnie, teraz posłuchamy sobie sekspogawędki Syd! – zawołał radośnie Kyle.

– Kto to był? – Głos Jacka już nie był cichy i zaspany, w sekundzie stał się czujny i napięty.

Pokazałam Siennie i chłopakom środkowy palec, po czym poszłam do sypialni, żeby mi nie przeszkadzali.

– To był Kyle, tylko się wygłupiał. Wybieramy kawałki, które zagramy na koncertach.

– W twoim pokoju? – Odpowiedź Jacka była krótka.

– Nie jest łatwo znaleźć spokojne miejsce do pracy. Odkąd rozeszła się wieść, że zespół się tutaj zatrzymał, wszędzie jest pełno fanów.

– Wiesz, że w hotelu są sale konferencyjne.

– Przecież nie przesiadujemy w sypialni, Jack! Rozmawialiśmy albo przy stole w jadalni, albo na kanapie. W sali konferencyjnej wyglądałoby to dokładnie tak samo. – Na mój rozum brzmiało to całkiem logicznie.

– Kto tam jest?

– Kyle, Justin, Sienna i ja. – Kiedy wypowiadałam te słowa, dotarło do mnie, że brzmi to o wiele gorzej, niż naprawdę wygląda. Czy chciałabym, żeby Jack przesiadywał w pokoju hotelowym z kumplem i dwiema dziewczynami, nawet jeśli spotkanie miałoby charakter zawodowy?

– A jak byś się czuła, Syd, gdyby sytuacja była odwrotna i gdybyś to ty przyłapała mnie w pokoju hotelowym z dwiema kobietami i kolegą? – Może i dzieliły nas tysiące kilometrów, ale najwyraźniej wcale nie wpłynęło to na jego umiejętność czytania w moich myślach.

– Masz rację. Nie myślałam o tym w ten sposób. Też by mi się to nie podobało. – Wreszcie wypuściłam powietrze, choć nawet nie wiedziałam, że je wstrzymuję.

– W takim razie idź do nich i róbcie to, co macie do zrobienia. – Głos Jacka był wyraźnie spięty. – Żeby się nie skończyło tak, że zostaną u was na noc, a ja do końca, kurwa, oszaleję.

– Przepraszam cię, Jack. Nie chciałam cię zdenerwować. Kocham cię.

– Ja też cię kocham. Zadzwoń jutro. – Rozłączył się, a ja poczułam nieprzyjemne mrowienie w dole brzucha. Jack załatwił mi ten superluksusowy apartament, żebym mieszkała w godnych warunkach, a ja jak mu się odwdzięczyłam? Zapraszając tutaj mężczyzn.

Wróciłam do salonu, ale w międzyczasie ulotniła się ze mnie cała energia życiowa. Na mój widok wszyscy zamilkli, choć przecież nie mogli słyszeć mojej rozmowy.

– Co? – zapytałam. Być może niepotrzebnie użyłam tak obronnego tonu.

Sienna otworzyła usta, żeby mi odpowiedzieć, ale Justin ją ubiegł:

– Nie wiedziałem, że ten hotel należy do sieci Heston. Dopiero kiedy Sienna mi powiedziała, kim jest twój chłopak, dodałem dwa do dwóch…

Zmarszczyłam brwi, nie bardzo rozumiejąc, do czego zmierza. Na szczęście Justin nie kazał mi długo czekać. Z przebiegłym uśmieszkiem zapytał:

– Nie wiesz, kto jest sponsorem trasy, prawda?

Potrząsnęłam głową, nadal nie bardzo łapiąc, do czego zmierza.

Tym razem odezwała się Sienna. Ostrożnie ważyła słowa, jakby się obawiała mojej reakcji:

– Sponsorem trasy koncertowej jest Heston International, Syd.

– O czym ty mówisz?

– To Heston wyłożył pieniądze na to tournée, blondyneczko. Bez nich nie byłoby tej trasy. I to właśnie oni zaproponowali, żebyście przed nami grały… Nie żebyśmy mieli coś przeciwko! – Justin uważnie mi się przyglądał, jakby nie był pewien, jak zareaguję.

A ja miałam wrażenie, że ktoś nagle wypompował całe powietrze z moich płuc. Poczułam bolesny ucisk w klatce piersiowej, a pokój wokół mnie niebezpiecznie zawirował, kiedy uświadomiłam sobie znaczenie jego słów.

Pochyliłam głowę i odezwałam się zawstydzona:

– Nie miałam pojęcia… Nie wiedziałam, że zgodziliście się na nasz udział w trasie, żeby zadowolić sponsora…

Justin szybko do mnie podszedł i podniósł mój podbródek.