Trzy razy o świcie - Alessandro Baricco - ebook
Opis

Tajemnice, sekrety, aura niezwykłości, przenikające się formy narracji. Jeśli ktoś lubi realizm magiczny w wydaniu Iberoamerykanów, tutaj, u włoskiego pisarza, dramaturga, krytyka teatralnego i muzycznego, ale też filozofa, znajdzie podobne klimaty. „Tygodnik Angora” W tle hotelowego lobby po trzykroć spotyka się para bohaterów – Mary Ho Pearson i Malcolm Webster, za każdym razem jednak jest to „spotkanie wyjątkowe, pierwsze i zarazem ostatnie”, jak pisze sam autor we wstępie. W pierwszej opowieści obie postacie mają około czterdziestu lat, w drugiej – ona jest nastolatką, a on przekroczył już sześćdziesiątkę, w trzeciej – Malcolm ma trzynaście lat, a Mary Ho pięćdziesiąt sześć. Przypadek sprawia, że za każdym razem wpadają na siebie, choć nie są kochankami – przynajmniej w potocznym tego słowa znaczeniu, ale ich spotkania zawsze okazują się fatalne: zmieniają bieg życia albo jemu, albo jej, albo obojgu. Chociaż całość przypomina skomplikowaną układankę, Trzy razy o świcie czyta się szybko i przyjemnie: większą część tekstu stanowią wartkie i bezpośrednie dialogi, a szczegóły z życia bohaterów objawiają się stopniowo, jak w puzzlach, gdzie kawałek po kawałku dochodzimy do pełnego obrazu. Nie jest jednak powiedziane, że to obraz definitywny, bo Baricco może w przyszłości dołożyć nowe elementy, żeby zburzyć wyobrażenia czytelników i ukształtować je od nowa. To się dopiero okaże…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 69

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


TRE VOLTE ALL’ALBA

Copyright © 2012, Alessandro Baricco

All rights reserved

Copyright © 2019 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga

Copyright © 2019 for the Polish translation by Wydawnictwo Sonia Draga

Redakcja: Marzena Kwietniewska-Talarczyk

Korekta: Magdalena Bargłowska, Aleksandra Pietrzyńska

ISBN: 978-83-8110-942-0

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórców i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o.o.

ul. Fitelberga 1, 40-588 Katowice

tel. 32 782 64 77, fax 32 253 77 28

e-mail:[email protected]

www.soniadraga.pl

www.facebook.com/WydawnictwoSoniaDraga

E-wydanie 2019

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

NOTA OD AUTORA

W ostatniej mojej powieści, zatytułowanej Mr Gwyn, wspomniana została niewielkich rozmiarów książeczka napisana przez Anglika indyjskiego pochodzenia, Akasha Narayana, Trzy razy o świcie. Chodzi, rzecz jasna, o tekst wyimaginowany, który jednak odgrywa wcale nie drugorzędną rolę w opowiedzianej przeze mnie historii.

Podczas pracy nad Mr Gwynem ogarnęło mnie pragnienie, by naprawdę napisać tę krótką książkę, zarówno jako swoisty ciąg dalszy, jak i dla czystej przyjemności realizowania pewnego pomysłu. Dlatego po ukończeniu Mr Gwyna zabrałem się do pisania Trzy razy o świcie, a zrobiłem to z wielką radością.

Teraz powieść znajduje się już w księgarniach, warto jednak dołączyć wyjaśnienie, że może ją przeczytać każdy, nawet ten, kto nigdy nie miał w rękach Mr Gwyna, jako że chodzi o w pełni samodzielną i zamkniętą historię. Co nie zmienia faktu, że jej pierwsza część dotrzymuje obietnicy złożonej w Mr Gwynie i rzuca światło na ciekawe losy Jaspera Gwyna oraz jego wyjątkowy talent.

styczeń 2012Alessandro Baricco

Trzy razy o świcie

Katarzynie Medycejskiej i mistrzowi z Camden Town

Książka ta przedstawia historię prawdopodobną, która jednak nie mogłaby się wydarzyć w rzeczywistości. Opowiada bowiem o dwóch osobach, które spotykają się trzykrotnie, lecz za każdym razem jest to spotkanie wyjątkowe, pierwsze i zarazem ostatnie. Mają taką możliwość, ponieważ żyją w innym Czasie, którego na darmo szukać w naszej codzienności. Czas ten wypełniają opowieści, które są ich wielkim przywilejem.

Jeden

Był raz hotel o nieco przestarzałej wytworności. Prawdopodobnie w przeszłości gwarantował obiecany stopień luksusu i elegancji. Dysponował na przykład pięknymi drewnianymi, obrotowymi drzwiami, które zawsze wzbudzają pewne fantazje.

Przez te drzwi o nietypowej nocnej godzinie weszła kobieta, która chwilę wcześniej wysiadła z taksówki z pozornie nieobecną miną. Miała na sobie żółtą suknię wieczorową z dużym dekoltem, a jej ramion nie okrywał żaden szal, co nadawało jej intrygujący wygląd kogoś, komu się coś przytrafiło. Jej ruchy pełne były wdzięku, a przy tym przypominała aktorkę, która wróciła do swojego szczerszego ja, bo właśnie weszła za kulisy i została zwolniona z obowiązku recytowania. Szła odrobinę zmęczonym krokiem, a malutką torebkę trzymała tak, jakby zaraz miała ją upuścić. Nie była pierwszej młodości, ale to tylko dodawało jej uroku, co typowe dla kobiet, które nigdy nie wątpiły w swoją urodę.

Na zewnątrz panował mrok sprzed świtu, już nie noc, ale jeszcze nie poranek. Hotelowy hol, elegancki w szczegółach, czysty i miękki, tonął w bezruchu: ciepłe barwy, cisza, właściwe rozmieszczenie, dyskretne oświetlenie, wysokie ściany, jasny sufit, książki na stołach, pulchne poduszki na sofach, obrazy oprawione ze starannością, fortepian w kącie, kilka niezbędnych napisów, starannie dobrana czcionka, zegar wahadłowy, barometr, marmurowe popiersie, zasłony w oknach, dywany na podłodze – subtelna woń.

Ponieważ portier zawiesił uniform na oparciu skromnego krzesła i spał w dyżurnym pokoiku snem lekkim, w którym doszedł do perfekcji, nikt by nie widział wchodzącej do hotelu kobiety, gdyby nie pewien mężczyzna siedzący w fotelu w rogu holu – co o tej porze przeczy zdrowemu rozsądkowi – który, gdy ją zobaczył, bez wyraźnego powodu założył lewą nogę na prawą, choć wcześniej to prawą trzymał na lewej. Spojrzeli na siebie.

Zanosiło się na deszcz, ale w końcu nie padało, odezwała się kobieta.

Tak, nie zebrało się, odrzekł mężczyzna.

Czeka pan na kogoś?

Ja? Nie.

Jaka jestem zmęczona. Pozwoli pan, że usiądę na chwilę?

Proszę.

Widzę, że nie ma tu nic do picia.

Nie sądzę, aby przed siódmą serwowano śniadanie.

Miałam na myśli alkohol.

Ach tak. Nie wiem. Chyba nie, o tej porze.

Która jest godzina?

Dziesięć po czwartej.

Naprawdę?

Tak.

Ta noc nie ma końca. Mam wrażenie, jakby trwała od trzech lat. Co pan tu robi?

Właśnie chciałem wyjść. Muszę iść do pracy.

O tej godzinie?

Cóż.

Dlaczego?

Bo lubię.

Lubi pan.

Tak.

Niewiarygodne.

Tak pani sądzi?

Jest pan chyba pierwszą interesującą osobą, którą dziś wieczorem spotykam. Dziś w nocy. W każdym razie dzisiaj.

Wolę nie myśleć, jacy byli pozostali.

Potworni.

Była pani na jakimś przyjęciu?

Chyba nie czuję się dobrze.

Zawołam portiera.

Nie, nie trzeba.

Może się pani położy.

Zdejmę buty, pozwoli pan?

Proszę się nie krępować.

Niech mi pan coś powie, cokolwiek. Przejdzie mi, gdy zajmę się czymś innym.

Nie wiem, co mógłbym…

Niech pan opowie o swojej pracy.

To niezbyt ciekawy temat…

Proszę spróbować.

Sprzedaję wagi.

Proszę mówić dalej.

Mnóstwo rzeczy się waży, istotna jest tu precyzja. A ja posiadam fabrykę produkującą wagi wszelkiego rodzaju. Mam jedenaście patentów i… Idę po portiera.

Nie, niech pan tego nie robi, on mnie nie cierpi.

Proszę nie siadać.

Jeśli nie usiądę, zwymiotuję.

Proszę więc usiąść. To znaczy, chciałem powiedzieć…

Można zarobić na sprzedawaniu wag?

Moim zdaniem powinna pani…

Można zarobić na sprzedawaniu wag?

Niewiele.

Niech pan mówi dalej i nie zwraca na mnie uwagi.

Właściwie powinienem już iść.

Proszę wyświadczyć mi uprzejmość i jeszcze przez chwilę opowiadać. Potem pan sobie pójdzie.

Jeszcze kilka lat temu można było zarobić. Teraz nie, pewnie popełniłem gdzieś błąd, bo niczego nie mogę sprzedać. Pomyślałem, że może to wina handlowców, dlatego sam zacząłem jeździć i sprzedawać, ale moje produkty nie schodzą, może są przestarzałe, nie wiem, może za drogie, zazwyczaj dużo kosztują, ponieważ są wykonane ręcznie, nie ma pani pojęcia, jak trudno uzyskać absolutną dokładność, gdy chodzi o ważenie.

Czego? Jabłek? Ludzi? Czego?

Wszystkiego. Produkujemy różne wagi, od tych dla złotników po wagi dla kontenerów.

Poważnie?

Dlatego muszę już iść, mam dzisiaj podpisać ważny kontrakt, nie mogę się spóźnić, chodzi o przyszłość mojej fabryki, jeśli mi się nie uda… Niech to szlag!

Cholera.

Zaprowadzę panią do łazienki.

Zaraz, zaraz.

No nie!…

Cholera.

Pójdę po szklankę wody.

Przepraszam, naprawdę, przepraszam.

Pójdę po szklankę wody.

Nie, niech pan zostanie, proszę.

Proszę się tym wytrzeć.

Co za wstyd.

Niech się pani nie martwi, mam dzieci.

A co to ma do rzeczy?

Dzieci często wymiotują. Przynajmniej moje.

Aha, przepraszam.

Dlatego nie robi to na mnie wrażenia. Teraz jednak będzie lepiej, jeśli wróci pani do swojego pokoju.

Nie mogę tu zostawić burdelu…

Zawołam portiera, a pani niech już idzie. Ma pani pokój, prawda?

Tak.

Niech pani już idzie. Ja się tym zajmę.

Chyba nie pamiętam numeru.

Portier pani powie.

NIE CHCĘ SIĘ WIDZIEĆ Z PORTIEREM, on mnie nienawidzi, już mówiłam. Pan nie ma pokoju?

Ja?

Tak.

Właśnie oddałem klucz.

Niech mnie pan tam zaprowadzi, proszę.

Powiedziałem pani, że właśnie oddałem klucz.

No i co? Spalił pan wszystko za sobą? Pokój chyba jeszcze tam stoi, nie?

Tak, ale…

Proszę to dla mnie zrobić, niech mnie pan zaprowadzi na górę, potem zostawię pana w spokoju.

Muszę jakoś odzyskać klucz.

To chyba nie jest trudne?

Jasne, że nie.

Więc niech pan po niego idzie, proszę.

Skoro muszę… To znaczy…

Jest pan bardzo uprzejmy.

Zgoda, proszę ze mną.

Moje buty.

Tak, pani buty.

Które to piętro?

Drugie. Pojedziemy windą.

Nie chcę zostawiać po sobie takiego bałaganu.

Niech się pani nie martwi.

Już mi lepiej, wie pan?

To dobrze. Powinna pani odpocząć. Idziemy.

Niczego nie zostawiłam?

Idziemy.

Co to za zapach?

Konwalia i drzewo sandałowe.

Skąd pan wie?

Perfumy to moje hobby.

Naprawdę?

Tak.

Sprzedaje pan wagi, a po kolacji bawi się perfumami?

Mniej więcej.

Wytwarza je pan?

Próbowałem. Ale to nie takie łatwe. Analizuję te, których używają inni.

Powinien je pan robić.

Jesteśmy na miejscu.

Dziwny z pana człowiek.

Być może. Tędy proszę.

Wziął pan klucz, prawda?

Tak.

Przepraszam. Zawsze mi się wydaje, że wszyscy są tak roztrzepani jak ja.

To niemożliwe.

Właśnie.

Proszę wejść.

Och, jaki cudowny pokój!

Prawdę mówiąc, wszystkie są jednakowe.

Skąd pan wie?

Od szesnastu lat przyjeżdżam do tego hotelu. Łazienka jest tutaj. Zostawiam pani klucz, wyjaśnię wszystko portierowi. Teraz muszę już iść.

Zostawia mnie pan?

Tak. Pani nie ma tutaj pokoju, prawda?

Proszę?

Weszła pani i powiedziała: Cudowny pokój. Gdyby