Trzy kluczowe cechy idealnego członka zespołu. Opowieść o przywództwie - Patrick Lencioni - ebook
Opis

W swojej klasycznej książce zatytułowanej Pięć dysfunkcji pracy zespołowej Patrick Lencioni przedstawił przełomowe rozwiązanie problemu zachowań szkodliwych dla funkcjonowania grupy. Teraz postanowił zaś zająć się jednostką i omówić trzy najważniejsze cechy idealnego gracza zespołowego.
Trzy kluczowe cechy idealnego członka zespołu to opowieść, której bohaterem jest Jeff Shanley, lider podejmujący rozpaczliwą próbę odbudowy firmy swojego wuja na gruncie wartości związanych z pracą zespołową. Musi w tym celu zdefiniować najważniejsze cechy prawdziwego gracza zespołowego, a następnie na ich podstawie stworzyć odpowiednią kulturę rekrutacji i rozwoju firmy.
Opierając się na tej opowieści, Lencioni kreśli przekonujący model, który staje się jednocześnie praktycznym narzędziem przydatnym przy identyfikacji, rekrutacji i doskonaleniu idealnych członków zespołu w każdej organizacji. W intrygujący sposób przedstawia praktyczne rady, które przydadzą się każdemu – zarówno liderowi, który stara się budować kulturę współpracy, jak i pracownikowi działu kadr skupionemu na rekrutacji wartościowych członków do zespołu czy pracownikowi, który pragnie się takim wartościowym członkiem zespołu stać.
***
""Żaden inny ze współczesnych autorów książek biznesowych nie jest w stanie zawrzeć na jednej stronie tyle cennych treści co Patrick Lencioni. Ta książka jest zachwycająco prosta, a przy tym zasadniczo zmienia nasze spojrzenie na kwestię cech dobrego członka zespołu.""
Travis Bradberry, współautor książki Inteligencja emocjonalna 2.0
""Stosuję ten model w pracy z moim zespołem kierowniczym i on się po prostu sprawdza.""
Steve Smith, dyrektor naczelny firmy Equinix, Inc.
""Dobór członków do zespołu to kwestia, która ma zasadniczy wpływ na po-ziom konkurencyjności organizacji. W swojej książce Trzy kluczowe cechy idealnego członka zespołu Pat Lencioni maksymalnie ten proces upraszcza, istotnie ułatwiając liderom podejmowanie trafnych decyzji kadrowych.""
Dee Ann Turner, wieloletnia wiceprezes ds. talentów w firmie Chick-fil-A, Inc.
*****
PATRICK M. LENCIONI jest założycielem i prezesem The Table Group, firmy konsultingowej, która specjalizuje się we wspieraniu rozwoju kadry menedżerskiej oraz zdrowych organizacji. Jako konsultant i prelegent miał okazję współpracować z tysiącami menedżerów i zespołami z przeróżnych organizacji, zarówno tych ujmowanych na liście Fortune 500, jak i startupów technologicznych, uniwersytetów oraz instytucji non profit. Jest autorem jedenastu bestsellerowych książek, w tym Pięć dysfunkcji pracy zespołowej oraz Przezwyciężanie pięciu dysfunkcji pracy zespołowej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 210

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału: THE IDEAL TEAM PLAYER. HOW TO RECOGNIZE AND CULTIVATE THE THREE ESSENTIAL VIRTUES

Przekład: Bartosz Sałbut

Redakcja: Agnieszka Al-Jawahiri

Korekta: Maria Żółcińska

Projekt okładki: studio KARANDASZ

Skład: Studio Magenta, Nadzieja Michnievič

Opracowanie wersji elektronicznej:

Copyright © 2016 by Patrick Lencioni.

All rights reserved. This translation published under license with the original publisher John Wiley & Sons, Inc.

Copyright © for the Polish edition by MT Biznes Ltd.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentów niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione. Wykonywanie kopii metodą elektroniczną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym, optycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Niniejsza publikacja została elektronicznie zabezpieczona przed nieautoryzowanym kopiowaniem, dystrybucją i użytkowaniem. Usuwanie, omijanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Warszawa 2017

MT Biznes sp. z o.o.

ul. Jutrzenki 118, 02-230 Warszawa

tel. (22) 632 64 20

www.mtbiznes.pl

[email protected]

ISBN 978-83-8087-154-0 (format e-pub)

ISBN 978-83-8087-155-7 (format mobi)

Książkę dedykuję Tracy Noble, która pomogła mi ją napisać i która na co dzień wykazuje się pokorą, głodem i mądrością.

Wprowadzenie

Gdyby ktoś mnie poprosił o sporządzenie listy najbardziej wartościowych cech, które człowiek powinien w sobie kształtować, aby odnieść sukces w życiu zawodowym – i w życiu w ogóle – na pierwszym miejscu umieściłbym umiejętność pracy w zespole. W dzisiejszym zmiennym świecie absolutnie zasadnicze znaczenie ma umiejętność skutecznej współpracy z innymi i poprawiania efektów wspólnych wysiłków. Bez tej umiejętności właściwie nie da się odnieść sukcesu ani w pracy, ani w rodzinie, ani w żadnym innym kontekście społecznym.

Jestem przekonany, że większość ludzi zgadza się z tym stwierdzeniem – i dlatego nieco mnie zaskakuje to, że wciąż jeszcze tak rzadko spotyka się osoby, które potrafią sprawnie pracować w zespole. Moim zdaniem problem wynika z braku precyzyjnej definicji cech dobrego członka zespołu, a co za tym idzie – z pewnego niedookreślenia, a być może wręcz płynności tej kwestii.

Podobnie zresztą rzecz się ma z samą koncepcją pracy zespołowej, o której cały czas mówi się dużo, ale mało konkretnie. W mojej książce zatytułowanej Pięć dysfunkcji pracy zespołowej wyjaśniałem, że skuteczna praca w zespole wymaga jasno sprecyzowanych zachowań. Miałem na myśli zaufanie oparte na otwartości, zdrowy konflikt, aktywne zaangażowanie, odpowiedzialność wzajemną oraz skupienie na wynikach. Szczęśliwie się składa, że większość ludzi jest w stanie przyswoić sobie te koncepcje – wystarczy im tylko zapewnić wsparcie w postaci coachingu, okazać nieco cierpliwości i dać trochę czasu.

Trzeba oczywiście zauważyć, że niektórym ludziom nauczenie się tych pięciu zachowań – a co za tym idzie również funkcjonowanie w zespole – przychodzi z większą łatwością niż innym. Wcale nie ma to związku z żadnym wrodzonym talentem, a raczej wynika z faktu, że pod wpływem kolejnych życiowych i zawodowych doświadczeń bądź świadomego wysiłku w pracy nad sobą udaje im się wykształcić trzy podstawowe cnoty, które otwierają im drogę do skutecznego funkcjonowania w zespole. Chodzi o pokorę, głód i mądrość. Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się oczywista, w tym jednak konkretnym przypadku definicje każdej z tych cnót mogą się okazać zaskakujące, a pełne zrozumienie ich istoty stanowi warunek konieczny ich skutecznego wykorzystania.

Od dwudziestu lat pracuję z liderami i ich zespołami. Wielokrotnie miałem okazję przekonać się, że jeśli członkom zespołu brakuje jednej lub kilku spośród wymienionych wyżej cnót, budowanie spójnej grupy okazuje się znacznie utrudnione, a niekiedy wręcz niewykonalne. Koncepcja ta stanowi fundament naszej polityki rekrutacyjnej i polityki zarządzania w The Table Group od początku istnienia firmy, czyli od 1997 roku. Pozwala z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidywać sukces, tłumaczy też przyczyny niepowodzeń. W ten sposób doszliśmy do wniosku, że te trzy pozornie oczywiste cechy człowieka są dla sprawnego funkcjonowania zespołu równie istotne jak szybkość, siła i koordynacja dla sportowca – dzięki nim wszystko przychodzi łatwiej.

Z tą koncepcją wiążą się dość oczywiste konsekwencje. Lider zdolny rozpoznać, a następnie zatrudnić i wspierać pracowników pokornych, głodnych i mądrych ma ogromną przewagę nad każdym, kto tej umiejętności nie posiada – jest bowiem w stanie budować solidne zespoły w znacznie krótszym czasie i mniejszym nakładem sił. Tacy liderzy w zdecydowanie mniejszym stopniu odczuwają dolegliwe, namacalne koszty zawirowań politycznych, rotacji pracowników oraz problemów z morale. Pracownicy mający te trzy ważne cechy są bardziej pożądanym zasobem dla każdej organizacji, która ceni sobie pracę zespołową.

Ta niewielka książeczka ma pomóc zrozumieć, że subtelne połączenie trzech prostych cech wspomaga funkcjonowanie zespołów w organizacji i w życiu, a tym samym umożliwia bardziej efektywne wypracowywanie nadzwyczajnych korzyści.

Mam nadzieję, że będzie ona przydatna.

1

Część pierwsza Opis sytuacji

Dość!

Przez dwadzieścia lat Jeff Shanley miał okazję dobrze poznać realia Doliny Krzemowej. Długie godziny pracy. Ciągłe korki. Powszechna pretensjonalność. Nadszedł czas, żeby coś w końcu zmienić.

Tak naprawdę jednak to nie pracy miał dość. Pracę miał interesującą. Lubił ją i dobrze sobie w niej radził. Zajmował po kolei kilka różnych stanowisk w marketingu firm technologicznych, a w wieku trzydziestu pięciu lat razem ze wspólnikami założył własny start-up technologiczny. Dwa lata później szczęśliwym zbiegiem okoliczności został przeniesiony na niższe stanowisko, ponieważ zarząd postanowił zatrudnić dyrektora generalnego z prawdziwego zdarzenia. Przez kolejne cztery lata ów dyrektor – w osobie Kathryn Petersen – nauczył go o przywództwie, pracy zespołowej i biznesie w ogóle więcej, niż dowiedziałby się przez dziesięć lat jakichkolwiek studiów.

Gdy Kathryn postanowiła zakończyć karierę, Jeff odszedł z pracy i potem przez kilka lat pracował w małej firmie konsultingowej w Half Moon Bay, miejscowości położonej po drugiej stronie wzgórz okalających Dolinę Krzemową. Jeff świetnie sobie tam radził, lada moment spodziewał się propozycji partnerstwa w przedsięwzięciu. Mniej więcej w tym samym czasie on i jego żona doszli jednak do wniosku, że mają już dość ciągłego oglądania się na to, czego udało się dorobić sąsiadom – tym bardziej, że ich sąsiedzi zza płotu żyli nieco ponad stan.

Jeff był gotów coś zmienić – chociaż nie bardzo wiedział, dokąd lub choćby w jakim kierunku podążać. Z całą pewnością nie spodziewał się, że podpowiedź usłyszy przez telefon od swojego stryja Boba.

Bob

Robert Shanley przez trzydzieści lat wyrobił sobie w Napa Valley renomę jako wszechstronny przedsiębiorca budowlany. Firma Valley Builders (VB) uczestniczyła w wielu różnych projektach, przyczyniając się do powstawania winiarni, szkół i centrów handlowych.

Niestety, żadne z dzieci Boba nie wykazało zainteresowania przejęciem rodzinnego interesu: jedno realizowało się jako restaurator, drugie zostało maklerem, trzecie wybrało ścieżkę nauczycielską. Bob postanowił więc zadzwonić do swojego bratanka i zapytać go, czy aby nie zna kogoś, kto za kilka lat – gdy dla Boba nadejdzie czas emerytury – zechciałby przejąć jego firmę.

Bob nie po raz pierwszy zwracał się do Jeffa z prośbą o radę. Bratanek pomagał mu w różnych sprawach już kilkakrotnie, a rok wcześniej wystąpił nawet w roli konsultanta, doradzając zespołowi kierowniczemu w kwestiach związanych z pracą zespołową, którą firma wysoko sobie ceniła. Jeff doprowadził wówczas do wzrostu skuteczności zespołów funkcjonujących na najwyższych szczeblach firmy.

Bob był bardzo zadowolony z pracy Jeffa. Niejednokrotnie chwalił bratanka podczas rodzinnych spotkań, zwykle wyrażając swoje uznanie słowami: „Ten chłopak to mój najlepszy doradca”. Kuzyni mieli mu to trochę za złe. Przeszkadzało im, że ich ojciec darzy go takimi względami.

Bob miał tak wysokie mniemanie o swoim bratanku, że nawet przez myśl mu nie przeszło, że ambitny chłopak, realizujący się zawodowo w świecie zaawansowanych technologii, mógłby brać pod uwagę przejście do sektora budowlanego. Zdziwił się więc bardzo, gdy Jeff zapytał: „A rozważyłbyś zatrudnienie kogoś, kto nie ma doświadczenia w branży? Na przykład mnie?”.

Okres przejściowy

W ciągu miesiąca Jeff i Maurine Shanleyowie sprzedali swój malutki domek w San Mateo i przeprowadzili się wraz z dwójką dzieci i psem do północnej części Napa – miasta Napa, nie doliny. Dom od biura Valley Builders dzieliło zaledwie nieco ponad sześć kilometrów, więc nawet przestrzegając ograniczeń prędkości, Jeff jechał do pracy około siedmiu minut.

Początkowo jednak tych siedem minut wypełniał mu żal z powodu podjętej decyzji. Na froncie domowym zmiany wyszły wszystkim na dobre, ale zgłębianie niuansów branży budowlanej okazało się zaskakująco skomplikowane. Chociaż pewnie raczej należałoby napisać, że istotę problemu stanowił brak niuansów.

W budowlance wszystko wydawało się takie całkowicie fizyczne, w pełni materialne. Nie było tu miejsca na teoretyczne rozważania abstrakcyjnych planów. Jeff uczył się teraz o różnych bardzo konkretnych sprawach, począwszy od technicznych aspektów funkcjonowania klimatyzacji, przez drewno budowlane, na betonie skończywszy.

Wkrótce jednak nie tylko przywykł do wymogów nowej pracy, ale wręcz doszedł do wniosku, że czuje się w niej lepiej niż w poprzedniej. Bezpośrednie rozmowy na temat bardzo konkretnych rzeczy w niczym nie przypominały abstrakcyjnych rozważań z branży zaawansowanych technologii, ale z jakiegoś powodu dawały mu znacznie więcej satysfakcji.

Do tego z zaskoczeniem stwierdził, że stryj ma mu do przekazania niesamowicie bogatą wiedzę – co prawda nie skończył studiów, ale zdawał się rozumieć rzeczywistość biznesową lepiej niż wielu dyrektorów generalnych, z którymi Jeff miał okazję współpracować w branży technologicznej.

Po ośmiu tygodniach obserwacji i nauki Jeff doszedł do wniosku, że przeprowadzka do Napa była słuszną decyzją i że teraz będzie już prowadzić życie wolne od stresu, który w Dolinie Krzemowej stanowił jego codzienność.

Jakże się mylił!

2

Część druga Diagnoza

Arkana fachu

Bob Shanley nigdy nie należał do ludzi ostrożnych – i między innymi dlatego jego firma tak dobrze sobie radziła. Inaczej niż wielu innych przedsiębiorców, którzy nieustannie zabiegali o jakieś zabezpieczenia, Bob zdecydowanie i odważnie rozwijał swoją firmę. Pomijając nieliczne i nieuniknione niepowodzenia, których przyczyną było załamanie koniunktury gospodarczej, w długim okresie jego śmiałość w działaniu przynosiła bardzo dobre rezultaty.

Firma zatrudniała ponad dwieście osób, w związku z czym zaliczała się do największych pracodawców w okolicy. Wszystkich swoich pracowników – począwszy od szeregowych budowlańców, a na inżynierach i architektach skończywszy – wynagradzał bardzo przyzwoicie, zapewniając im również świadczenia socjalne na dobrym poziomie (na co Bob kładł szczególny nacisk). Wysokość rocznych premii zależała co prawda od aktualnej sytuacji gospodarczej w regionie i pomyślności przedsięwzięć gospodarczych Boba, ale żaden z pracowników Valley Builders z pewnością nie czuł się finansowo niedoceniany.

Od finansowego sukcesu firmy Valley Builders zależał jednak nie tylko los pracowników, ale również los kilku członków rodziny posiadających w niej udziały. Bob nazywał ich „prywatnymi akcjonariuszami”. Do tego grona zaliczali się jego żona i dzieci, a także kilkoro jego braci i sióstr, którzy ponad trzydzieści lat wcześniej pomogli mu rozkręcić biznes – w tym również ojciec Jeffa, który traktował zastrzyk finansowy z firmy jako element swoich planów emerytalnych.

W pierwszych miesiącach w nowej pracy Jeff koncentrował się niemal wyłącznie na zgłębianiu technicznych aspektów działalności budowlanej. Poznawał codzienność pracy operacyjnej i finanse firmy. Zgłębiał kwestie zaopatrzenia, planowania i pozyskiwania pozwoleń, a także kosztów pracy. Bob postanowił, że w długofalowe planowanie strategiczne zacznie wprowadzać bratanka dopiero po kilku miesiącach. Nie od razu przedstawił mu więc ogólną sytuację finansową firmy oraz plany jej rozwoju. Jeff co prawda o to pytał, ale Bob zapewniał, że do tej rozmowy przystąpią, gdy tylko jego następca poczuje się pewnie w codziennych sprawach związanych z funkcjonowaniem branży budowlanej.

Jeff nie zdawał sobie sprawy, jak szybko ten moment nadejdzie. Nie spodziewał się też, jak wielki przeżyje wówczas szok. Bob zresztą też nie spodziewał się takiego rozwoju wypadków.

Prawda wychodzi na jaw

Bob zaprosił Jeffa na lunch do ekskluzywnego baru BBQ położonego nad Napa River i od razu przeszedł do rzeczy.

– Sprawa przedstawia się następująco. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię zatrudniłem. W tym krótkim czasie tyle już zdołałeś zrobić dla mnie i dla firmy!

Jeff wysłuchał tych słów z przyjemnością tym większą, że płynęły z ust członka jego rodziny. Od razu jednak wyczuł, że stryj ma do powiedzenia coś jeszcze.

– Powiem szczerze, że nie zamierzam czekać cały rok z przekazywaniem ci stanowiska. Zrobimy to od razu.

Jeff tego się nie spodziewał, więc w pierwszym odruchu zaprotestował.

– Chwila, chwila… Chyba nie powinniśmy się aż tak bardzo spieszyć…

Bob się uśmiechnął, machnął ręką i mówił dalej.

– Tylko mi nie opowiadaj, że nie jesteś gotowy. Tyle to ja też wiem.

Jeff był zdezorientowany.

– Moim zdaniem, Jeff, wcale nie musisz być gotowy. Musisz być tylko napalony. I trochę podenerwowany. To ci dobrze zrobi.

Jeff nagle poczuł, że coś mu w tym wszystkim nie gra.

– Myślę, że za pół roku będę nadal tak samo napalony i podenerwowany. Dlaczego nie możemy…

– Nie możemy – Bob ponownie wszedł mu w słowo, tym razem odzywając się znacznie poważniejszym tonem. Dopiero po krótkiej chwili zdobył się na to, aby wypowiedzieć kolejne zdanie. – Lekarz mi powiedział, że moje serce jest w bardzo kiepskim stanie, że tego się nie da wyleczyć. Nie rozumiem połowy tego, co do mnie mówi. Coś o niedokrwieniu, o dusznicy. Wiem tylko, że jego zdaniem muszę się poddać operacji i zmienić tryb życia – i to natychmiast.

Napięcie rozładowała nieco kelnerka, która w tym właśnie momencie podeszła, żeby przyjąć zamówienie. Bob szybko się pozbierał. Zamówił sałatkę bez sosu oraz szklankę wody. Potem zaczął żartować z Jeffa.

– Jeśli nie zamówisz żeberek, to ci skopię tyłek.

Jeff się roześmiał i zamówił żeberka. Gdy kelnerka odeszła, Jeff wrócił do poważnej rozmowy:

– Jakie są rokowania?

– Jeśli operacja się uda, a ja będę przestrzegać zaleceń lekarskich, to wszystko powinno być w porządku. Będzie to jednak dla mnie duże obciążenie i dlatego muszę zrezygnować z pracy – Bob przerwał na chwilę. – Aż sam nie wierzę, że właśnie to powiedziałem. Chyba ciągle jeszcze nie pogodziłem się z myślą, że za tydzień nie będzie mnie w biurze. Nie mogę zostać, bo nie umiem nic robić na pół gwizdka.

– A kiedy masz operację?

– Od jutra za tydzień, chyba że coś się zmieni i będą musieli mi ją zrobić wcześniej.

Jeff nie wiedział, co powiedzieć.

Bob starał się zachować spokój i nie tracił poczucia humoru, ale było widać, że podchodzi do tego wszystkiego bardzo poważnie.

– Jeff, nie wiem, co byśmy zrobili, gdybym cię nie zatrudnił.

Jeff skinął głową. Z jednej strony się cieszył, że stryj okazuje mu tak duże zaufanie. Z drugiej jednak żałował, że dzieje się to w takich okolicznościach. Nie wiedział jeszcze, co go za chwilę czeka.

Nieszczęścia chodzą parami

Jeff chciał jak najszybciej przejść do omawiania szczegółów.

– Przykro mi teraz poruszać ten temat, ale powinniśmy omówić kwestię bilansu i finansów firmy w długim okresie.

Bob skinął głową z pewnym zażenowaniem, po czym sięgnął po coś do torby od laptopa.

– Myślę, że większość materiałów mam ze sobą.

Jeff dobrze znał swojego stryja, wyczuł więc, że coś się święci. Postanowił zacząć ostrożnie:

– Na podstawie tego, co dotychczas miałem okazję obserwować, firma jest w niezłej kondycji.

To było raczej pytanie niż stwierdzenie.

Bob uśmiechnął się – tak samo, jak uśmiechał się, gdy obiecywał dzieciom, że nie wrzuci ich na głęboką wodę na kilka sekund przed tym, jak zamierzał to zrobić.

– Bez wątpienia. – Zabrzmiało to mało przekonująco. – Tylko muszę z tobą porozmawiać o pewnych nowych wyzwaniach i szansach.

Jeffa to trochę zaniepokoiło, ale mimo to się roześmiał.

– Nie wiem, czy powinno mnie to cieszyć.

– Poradzisz sobie. Tak to jest w tej branży.

Kelnerka podała Jeffowi piwo, a przed Bobem postawiła wodę.

– Jakie wyzwania i szanse masz na myśli? – zapytał Jeff.

Bob przestał grzebać w torbie i spojrzał na Jeffa. Jeff dostrzegł w jego oczach dziwną mieszankę fascynacji i troski.

– Właśnie przyjęliśmy dwa duże zlecenia.

Bob przerwał na chwilę, żeby Jeff mógł się z tą myślą oswoić. Potem mówił dalej.

– To niesamowita sprawa. Jedno z nich dotyczy szpitala Queen of the Valley, wspominałem ci o nim kilka tygodni temu. Sprawa rozstrzygnęła się w poniedziałek. A wczoraj rano podpisałem dokumenty w sprawie nowego hotelu w St. Helena. – Znów przerwał, a na jego twarzy pojawił się lekko wymuszony uśmiech. – Oba będziemy budować.

Jeff nie bardzo wiedział, co ma myśleć.

– To chyba dobra wiadomość, co?

– Bardzo dobra – odparł Bob, chociaż bez przekonania.

– Kiedy ostatni raz firma realizowała dwa tak duże projekty jednocześnie? – dociekał Jeff.

Bob się zawahał. Spuścił wzrok i przez chwilę wpatrywał się w swoją szklankę z wodą. Dopiero później spojrzał ponownie na Jeffa.

– Właśnie w tym rzecz. Nigdy wcześniej nie prowadziliśmy dwóch takich dużych projektów naraz. – Przerwał na chwilę. – W sumie to każdy z tych projektów sam w sobie jest większy niż wszystko, czym się dotychczas zajmowaliśmy.

Z twarzy Jeffa zniknęły resztki uśmiechu. Już czuł się przytłoczony, a najgorsze miało dopiero nadejść.

Zobowiązanie

Jeff wziął głęboki oddech.

– No dobra. Bob, wiem, że to może być dla ciebie trudne do przełknięcia, i w żadnym razie nie chciałbym cię niepotrzebnie denerwować, ale może należałoby skupić się na jednym z tych projektów, a z drugiego zrezygnować? Gdybyś ty pozostawał u sterów, byłoby to na pewno fantastyczne wyzwanie, ale jeśli statkiem ma teraz dowodzić nowy i niedoświadczony kapitan, to chyba sami się skazujemy na katastrofę.

Bob skinął głową i wziął łyk wody.

– Rozumiem twój punkt widzenia.

Jeff chciałby móc poczuć ulgę po tych słowach, spodziewał się jednak usłyszeć za chwilę jakieś „ale”. Miał rację.

Stryj się skrzywił.

– Umowa ze szpitalem została skonstruowana w taki sposób, że jeśli się wycofamy, będzie to dla nas oznaczać istotne straty finansowe. Za hotel też już przyjęliśmy zaliczkę – i została ona częściowo wykorzystana do finansowania ostatnich prac przy centrum handlowym Oak Ridge.

Jeff poczuł, że robi mu się ciepło. Tak ciepło, że aż gorąco. Sięgnął po butelkę z piwem i na dłuższą chwilę przyłożył ją do ust.

– Zatem mamy kłopoty z płynnością? Na tyle poważne, że nie da się z tego zrezygnować?

Bob potwierdził jego przypuszczenie skinieniem głowy.

– Zgadza się. Dla firmy to by była katastrofa. – Na jego twarzy ponownie pojawił się uśmiech. – Za to jak już rozkręcimy te dwa projekty, to finansowo znów będziemy na prostej.

Jeff nagle stracił znaczną część szacunku do stryja.

Bob próbował go pocieszać.

– Dasz radę, Jeff. Jesteś mądrzejszy ode mnie. Jesteś też młodszy ode mnie. Masz wokół siebie ludzi, którzy ci chętnie pomogą.

Jeff mówił już teraz nieco innym, lekko oskarżycielskim tonem.

– Kiedy to wszystko się stało?

– Jak już wspomniałem, umowę z hotelem podpisaliśmy wczoraj, a negocjacje ze szpitalem…

– Mam na myśli sprawę z twoim zdrowiem – przerwał mu Jeff.

Bob był zaskoczony tym pytaniem.

– U lekarza byłem wczoraj po południu. Poszedłem na badania tak na wszelki wypadek, bo ostatnio coś mnie pobolewało. – Nagle otworzył szeroko oczy. Zrozumiał, o co tak naprawdę pyta Jeff. – Myślisz, że świadomie cię w to wszystko wkręciłem? Jeff, przecież bym ci czegoś takiego nie zrobił.

Bob zaczął się tłumaczyć.

– Gdybym choć podejrzewał, że będę musiał odejść z firmy, nigdy w życiu bym się na te projekty nie zgodził. Nie narażałbym cię na konieczność zmagania się z czymś takim.

Jeffowi zrobiło się strasznie żal stryja. Pożałował też, że zwątpił w jego szczerość. Miał jednak na końcu języka pytanie, którego po prostu nie mógł nie zadać:

– W takim razie nie wierzysz, że sobie z tym poradzę?

– Nie to chciałem powiedzieć. Miałem na myśli to, że nigdy w życiu świadomie nie postawiłbym cię w takiej sytuacji. Wcale nie uważam, że sobie nie poradzisz. Zatrudnisz nowych ludzi. To tylko kwestia skali działalności. Wszystko będzie dobrze.

Jeff miał nadzieję, że Bob naprawdę tak myśli. Sam nie do końca w to wierzył.

Skok na głęboką wodę

Jeff postanowił nie dopijać piwa. Stwierdził, że musi wrócić do pracy i zachować trzeźwość umysłu jeszcze przez wiele godzin, być może nawet do późnego wieczora.

Bob powiedział bratankowi, że poinformował już dwoje swoich najważniejszych współpracowników o nieuchronnej zmianie u sterów firmy. Poradził Jeffowi, aby spotkał się z nimi zaraz po lunchu. Jeff się zgodził, a potem zapytał, czy może liczyć na pełną swobodę w zakresie prowadzenia firmy.

– Żadnych ograniczeń, żadnych zasad. I to od zaraz.

Jeff przyjął to zapewnienie z zadowoleniem i do końca lunchu rozmawiał ze stryjem tylko o jego zdrowiu i rodzinie. Ani słowem nie wspomnieli już o pracy. Pod koniec rozmowy, tuż przed wyjściem, Jeff przeprosił Boba, że zwątpił w szczerość jego intencji.

– Trudno ci się dziwić – powiedział Bob. – Na twoim miejscu pewnie pomyślałbym to samo.

Na twarzy Boba nagle pojawił się uśmiech. Spojrzał na Jeffa znacząco.

– Wiesz co? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie będę miał okazji pracować razem z tobą. – Przerwał na chwilę, żeby zapanować nad emocjami. – Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale od lat w pracy nie bawiłem się tak dobrze, jak przez ostatnie kilka miesięcy.

Jeff serdecznie uścisnął stryja, po czym z ciężkim sercem wyszedł z restauracji.

W drodze powrotnej do biura zadzwonił do dwojga dyrektorów, którzy mieli mu pomóc utrzymać firmę przy życiu. Umówił się z nimi na spotkanie jeszcze tego samego dnia po południu. Resztki optymizmu udało mu się zachować tylko dlatego, że pokładał wielką wiarę w tych wieloletnich pracownikach firmy, a mianowicie w Clare Massick i Bobbym Bradym.

Clare była dość wysoką blondynką, kilka lat młodszą od Jeffa. Odpowiadała za wszelkie sprawy administracyjne, czyli za kwestie prawne, finansowe oraz kadrowe. Zanim pojawiła się w VB, nikt w firmie nie zajmował się tak zwanymi zasobami ludzkimi. Bob zatrudnił ją siedem lat wcześniej wbrew sobie, za radą prawnika, który go przekonał, że brak osobnego stanowiska związanego z obsługą spraw HR naraża firmę na konsekwencje natury prawnej. Bob upierał się, że należy poszukać kogoś, kto interesowałby się branżą budowlaną i w związku z tym mógł skutecznie wspierać firmę. Wszystkim kolejnym kandydatom na to stanowisko Bob powtarzał, że nie chce zatrudniać „miłośnika drzew, który odnosiłby się do kultury organizacji z niechęcią i miał ochotę wszystko przewrócić do góry nogami”.

Wielu kandydatów wycofywało się po tych słowach, Clare natomiast pomogły one nabrać przekonania, że oto znalazła miejsce idealne dla siebie. Jej ojciec był wojskowym, a matka nauczycielką tańca. Ona zaś skończyła studia i nie bardzo potrafiła znaleźć dla siebie miejsce na rynku pracy. Fascynowały ją jednocześnie biznes i psychologia, ale żadną z tych dziedzin nie była zainteresowana aż tak, żeby związać się z nią zawodowo. W końcu doszła do wniosku, że zarządzanie zasobami ludzkimi może być całkiem udanym kompromisem.

Pierwsze doświadczenia w tej dziedzinie – w okresie poprzedzającym podjęcie pracy w VB – zapamiętała jako okropne połączenie procedur biurokratycznych z przeładowanymi emocjami warsztatami. Już miała zrezygnować z tej ścieżki kariery, gdy natknęła się na ofertę pracy w Valley Builders. Wystarczyło jej dwadzieścia minut rozmowy z Bobem Shanleyem, żeby zmienić zdanie w kwestii swojej przyszłości.

Jeff miał okazję poznać Clare już kilka lat wcześniej, w okresie realizacji zleceń konsultingowych dla VB. Podczas spotkań zespołu kierowniczego szybko zaobserwował, że Bob darzy Clare sympatią, ale też ceni ją jako pracownika i dlatego przekazuje jej wiele różnych obowiązków. Clare ucieszyła się na wieść o tym, że Jeff zamierza dołączyć do zespołu – spodziewał się więc, że będzie im się dobrze pracowało.

Bobby Brady, uśmiechnięty pięćdziesięciodwulatek o szerokiej piersi i lekko siwiejącej czuprynie, odpowiadał w VB za wszelkie działania operacyjne. Dowiódł, że ma życzliwy stosunek do ludzi, już jedenaście lat wcześniej, gdy pojawił się w firmie, a koledzy stwierdzili, że dwóch Bobów w zespole kierowniczym to kłopot. W ramach żartu zaczęli więc zwracać się do niego per Bobby, doskonale zdając sobie sprawę, że tak właśnie nazywa się najmłodszy z bohaterów popularnego amerykańskiego serialu The Brady Bunch.

Bob – czy też Bobby – nawet się nie zająknął. Przyjął to nowe, raczej mało poważne przezwisko z humorem i godnością. Był przekonany, że wkrótce o całej sprawie uda się zapomnieć. Pewnie sam się zdziwił, jak szybko do niego przylgnęło i stało się elementem jego nowej zawodowej tożsamości. Bobby wkrótce doszedł do wniosku, że nawet pomaga mu w nawiązywaniu relacji z podwykonawcami i dostawcami materiałów, którzy chętnie sobie z niego żartują.

Na pewno pomogło mu też poznać budowlankę od podszewki. Bobby wyrobił sobie opinię solidnego, uczciwego i niezawodnego partnera, który realizuje projekty w terminie – i tym wyróżnia się spośród wielu innych przedstawicieli swojej branży.

Jeff poprosił Clare i Bobby’ego o spotkanie w gabinecie Boba. Dowiedział się, że Bob rozmawiał z nimi o całej sytuacji zaledwie kilka godzin wcześniej, przy śniadaniu. Jeff był bardzo ciekaw, co Clare i Bobby będą mieli do powiedzenia na temat tego nowego porządku po zaledwie kilku godzinach zastanowienia. Ich reakcja miała go zaskoczyć.

Dramat

Gdy Jeff przybył na miejsce, Clare i Bobby siedzieli już w gabinecie jego stryja. Było to mało imponujące pomieszczenie, ponieważ Bob nigdy nie zgodził się na żaden remont czy modernizację. Jego żona twierdziła, że Bob pracuje w gabinecie w stylu „budowlanki z lat siedemdziesiątych” – co doskonale oddawało charakter jej męża.

Bobby siedział za masywnym drewnianym biurkiem. Miał raczej mało zadowoloną minę.

– Siadaj, Jeff.

Zabrzmiało to jak rozkaz.

Najpierw odezwała się Clare.

– Jak zapewne wiesz, Jeff, my nie z tych, co to będą się do człowieka uśmiechać, żeby go potem obsmarować za jego plecami. Może ci się to nie spodobać, ale powiemy ci szczerze, co myślimy.

Jeff chciał odpowiedzieć: „Jasne”, ale nie zdążył, bo ubiegł go Bobby.

– Rzecz w tym, że nie bardzo nam odpowiada, że masz zostać naszym nowym szefem.

Jeffa zamurowało. Gdy wieczorem opowiadał o tym żonie, powiedział, że czuł się w tym momencie tak, jak gdyby właśnie odgrywał scenę z jakiegoś kiepskiego filmu.

Bobby zrobił krótką przerwę, aby jego słowa wybrzmiały do końca.

– Przez ponad dziesięć lat harowałem jak wół dla tego samochwały, twojego stryja, a on tak mnie za to nagradza? Przekazując stery swojemu bratankowi?

Jeff był zdumiony. Spojrzał na Clare, żeby ocenić, czy dla niej te przykre słowa płynące z ust Bobby’ego też są tak wielkim zaskoczeniem. Najwyraźniej jednak nie były, ponieważ ona po prostu wpatrywała się w Jeffa, któremu w tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak tylko się bronić.

– Słuchajcie, nie spodziewałem się…

Bobby nie dał mu dokończyć zdania.

– Nie mam ochoty cię słuchać. Przyszedłeś tu po to, żeby awansować na sam szczyt. Zatrudniając cię, Bob musiał wiedzieć, że wkrótce odejdzie.

– Nie, powiedział, że z lekarzem rozmawiał dopiero wczoraj i że…

Tym razem przerwała mu Clare.

– Jeff, daj spokój. Naprawdę sądzisz, że ci uwierzymy?

Clare chyba chciała powiedzieć coś jeszcze, ale nagle zrezygnowała z tego zamiaru. Wstała i odwróciła się plecami do Jeffa, za to twarzą do okna.

Bobby spojrzał na nią jednocześnie jakby z troską i rozczarowaniem. Z tym większą zawziętością podjął jednak tyradę przeciwko Jeffowi.

– Chcemy postawić sprawę jasno: jeśli ty masz być szefem, to my odchodzimy.

Jeffowi ziemia osuwała się spod nóg. Kompletnie odebrało mu mowę.

Bobby był najwyraźniej zdenerwowany, a do tego rozkojarzony. Co chwila spoglądał na Clare.

Jeff też na nią spojrzał i stwierdził, że cała się trzęsie.

„Czyżby płakała?”, zastanawiał się.

– Powodzenia w samodzielnym prowadzeniu tego interesu!

Bobby wstał i ruszył w kierunku drzwi.

W tym momencie Clare chyba ostatecznie się załamała. Pochyliła się, ukryła twarz w dłoniach i zaczęła trząść się jeszcze mocniej.

Jeff już zupełnie nie wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć.

W tym momencie usłyszał, że Clare dusi się ze śmiechu.

– Hej, Clare! – krzyknął do niej Bobby.

Clare odwróciła się do niego i wybuchnęła gromkim śmiechem.

– Przepraszam, nie wytrzymałam.

– Spaliłaś numer! A dał się nabrać!

Bobby karcąco kręcił głową w jej stronę.

– A niech was! – Jeff silił się na oburzenie, ale czuł tak wielką ulgę, że niewiele mu z tego wyszło. Uśmiechnął się, po czym chwycił z biurka butelkę wody i rzucił ją w kierunku Bobby’ego, ten jednak wprawnie ją chwycił.

– Przyznaj, że cię nabraliśmy! – cieszył się Bobby.

– Strasznie cię przepraszam, Jeff – Clare zwróciła się do swojego nowego szefa. – On mnie do tego zmusił.

Jeff zaczął się z niej nabijać.

– To jak? Mogę liczyć na to, że sama załatwisz wszystkie formalności związane z rozwiązaniem własnej umowy?

Clare się skrzywiła.

– Bob będzie wściekły, jak się o tym dowie.