Trzy dni w domu - Tomasz Bilski - ebook
PROMOCJA

Trzy dni w domu ebook

Tomasz Bilski

0,0
3,51 zł
3,50 zł

lub
Opis

Bohater tej krótkiej i nostalgicznej historii wraca po latach do swojego rodzinnego domu. Dom jest pusty, a odnowienie więzi z dawnymi znajomymi nie przychodzi łatwo. Pojawia się jednak promyk nadziei. Być może uda mu się w tym przepełnionym wspomnieniami miejscu zbudować coś nowego.

Jest to nastrojowa i wciągająca opowieść, która przeniesie Cię na kilka chwil w inną przestrzeń. Być może jednak poczujesz, że ta przestrzeń i związane z nią emocje są Ci bliższe, niż to się na początku wydawało.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 32




Trzy dni w domu

Tomasz Bilski

Wydanie I

© Copyright by Tomasz Bilski

ISBN:978-83-941231-2-3

www.shortbook.pl

www.facebook.com/shortbookpl

Miała lekko pyzatą twarz, o wąskim podbródku, która jednocześnie mogłaby być twarzą dziecka i dorosłej kobiety. Miała ciemne, gęste włosy, skłębione w pozornym nieładzie. Wydawały się puszyste i miałem ochotę chwycić je w dłoń i ścisnąć lekko, albo wtulić w nie swoją twarz i sprawdzić, jaki mają zapach.

Miała jasne oczy i długie, czarne rzęsy. Na jej policzkach widniały jasne piegi. Miała delikatne, miękkie ręce i drobne dłonie. Swobodnie rozglądała się po korytarzu pociągu i zdawała się nie wiedzieć, że wpatruję się w nią, że zastanawiam się, jaką barwę ma jej głos i czy lubi śpiewać, jakie ma sny i czy je zapamiętuje, od jak dawna wygląda tak wspaniale, świeżo, bezbronnie i dziewczęco i czy tak już jej zostanie?

Stałem przy oknie. Pociąg toczył się poprzez ciemną równinę, między polami wciąż zasłoniętymi mrokiem gasnącej nocy. Na horyzoncie wschodziło słońce, posrebrzając puszystą, wilgotną mgłę. Widok był baśniowy, nierealny. Koła stukały miarowo, a wąski korytarz wagonu trząsł się co jakiś czas, jakby drżał z zimna. Między mną, a nią siedziało jeszcze kilku pasażerów, kiwając się sennie na swoich bagażach. Kucnąłem pod oknem, próbując przypatrzeć się jej lepiej.

Powolnym ruchem odwróciła się w moją stronę. Drobne usta miała lekko rozwarte. Spojrzenie miała obojętne i bardzo poważne. Mrugnęła raz, jakby zdziwiona, po czym wstała i ruszyła wzdłuż korytarza, oddalając się ode mnie.

Patrzyłem, jak przeciska się między zaspanymi, zmęczonymi pasażerami. Wystraszyłem się, że ją spłoszyłem, że przez to moje wpatrywanie się poszła do innego wagonu. Po chwili zauważyłem jednak, że nie wzięła bagażu. Uśmiechnąłem się.

Wracając patrzyła cały czas pod nogi, uważając, by kogoś nie nadepnąć. Co jakiś czas podnosiła głowę i spoglądała na mnie w taki sposób, że robiło mi się cieplej w żołądku. Minęła swój bagaż, kierując się w moją stronę. Serce zabiło mi szybciej, wbiłem wzrok w podłogę, a ona usiadła obok mnie. Poczułem zapach papierosów i spojrzałem na nią, a ona odwzajemniła spojrzenie i oboje patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Uśmiechnąłem się mimo woli.

- Skąd jedziesz? – Spytała. Miała łagodny, głęboki głos. Próbowałem ocenić, ile może mieć lat. Wahałem się między osiemnaście, a dwadzieścia dwa.

Koła pociągu zaczęły stukać szybszym rytmem, zatrzęsło wagonem, zgasło górne światło. Na ścianach, naprzeciw okien rysowały się wyraźne prostokąty jaskrawego, słonecznego światła.

- Z lotniska. – Powiedziałem głośno, przekrzykując stukanie kół. – Przyleciałem z Anglii, jak połowa ludzi w tym pociągu. A ty?

- Też. – Powiedziała mrużąc jasne oczy. – Z Londynu.

- Ja z Sheffield. – Powiedziałem, po czym wyciągnąłem do niej rękę. Pociąg minął most i rytm uderzeń uspokoił się. Zapaliły się górne, żółte światła. – Radek.

- Weronika – powiedziała, ściskając moją dłoń. Poczułem na swojej chropowatej skórze jej delikatny dotyk. Zdawało mi się, że gdybym ścisnął ją mocniej, jej dłoń wyślizgnęłaby mi się jak mydło.

- Do Szczecina?

- Tak. – Powiedziała. – Do koleżanki.

- Nie jedziesz do domu?

- Najpierw do koleżanki.

- Wracasz do Londynu później?

Wzruszyła ramionami.

- A ty? – Spytała.

- Nie wiem. Mam tu parę spraw. Ojciec został w Sheffield, prosił mnie, żebym sprzedał jego auto i zobaczył co z mieszkaniem. – Spojrzałem na nią, żeby sprawdzić, czy ją to interesuje. Ciągle patrzyła mi w oczy. Było to dziwne spojrzenie, które zamiast krępować, przyciągało i intrygowało. Poczułem, że muszę dalej mówić, że tego ode mnie oczekuje. – Wynajmujemy mieszkanie studentom. Muszę sprawdzić, w jakim jest stanie. Ojciec powiedział, że on nie wraca, jemu się tam podoba, ale jeśli ja chcę, to mogę wziąć mieszkanie i zostać w Polsce.

- Tobie się tam nie podoba?

- W Anglii? – Wzruszyłem ramionami. – Jest łatwiej. Ale to nie to samo. Tam jest inaczej, sama wiesz.

Pokiwała głową. Oderwała ode mnie wzrok i zapatrzyła się na przeciwległą ścianę.

- A twoja mama? – Spytała. – Też w Anglii?

- Nie. – Powiedziałem. – Długa historia.

Jechaliśmy chwilę w milczeniu.

- Rzuciłam studia. – Powiedziała nagle. – I pojechałam za granicę. Chciałam zobaczyć coś innego, przeżyć coś nowego.

Kiwnąłem głową ze zrozumiem, patrząc na jej delikatną twarz. Uśmiechnęła się i spojrzała na mnie. Coś działo się między nami, coś kwitło właśnie i oboje baliśmy się tego czegoś. Myślę, że oboje mieliśmy ochotę się pocałować i gdybyśmy mieli jakąś pewność, gdybyśmy czytali sobie w myślach, zrobilibyśmy to.

Do