Wydawca: Jaguar Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 472 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Trust Again - Mona Kasten

Drugi tom trylogii ze szczytów europejskich list bestsellerów.

Ona postanowiła skończyć z miłością.

On nie chce z niej zrezygnować.

Od pierwszej chwili, gdy zobaczyła Spencera Cosgrove, Dawn wiedziała, że ma poważny problem. Spencer jest seksowny, szarmancki i pogodny, idealnie w jej typie, i od razu zaczyna z nią flirtować. Dawn jednak przysięgła sobie, że nie zwiąże się już z żadnym mężczyzną. Za bardzo cierpiała, gdy zaufała niewłaściwemu człowiekowi, za bardzo boli rana, jaką była jego zdrada.

Ale Spencer nie daje za wygraną. A kiedy okaże się, że i on skrywa bolesną tajemnicę, Dawn zrozumie, że nie zdoła oprzeć się temu, który stawia jej świat na głowie…

Opinie o ebooku Trust Again - Mona Kasten

Fragment ebooka Trust Again - Mona Kasten

Tytuł ‌oryginału: Trust Again

Redakcja: Karolina ‌Wąsowska

Korekta: ‌Aneta Pawłowska

Skład i ‌łamanie: Ekart

Projekt ‌okładki: ‌ZERO Werbeagentur GmbH

Zdjęcie na ‌okładce: FinePic®, München

Copyright ‌© 2017 ‌by ‌Bastei ‌Lübbe AG, ‌Köln

Copyright ‌for the ‌Polish edition © ‌2018 by Wydawnictwo ‌Jaguar Sp. ‌z o.o.

ISBN 978-83-7686-711-3

Wydanie ‌pierwsze, Wydawnictwo Jaguar, ‌Warszawa ‌2018

Adres do ‌korespondencji:

Wydawnictwo Jaguar Sp. z ‌o.o.

ul. Ludwika Mierosławskiego ‌11a

01-527 Warszawa

www.wydawnictwo-jaguar.pl

youtube.com/wydawnictwojaguar

instagram.com/wydawnictwojaguar

facebook.com/wydawnictwojaguar

snapchat: ‌jaguar_ksiazki

Wydanie pierwsze w wersji ‌e-book

Wydawnictwo ‌Jaguar, Warszawa 2018

Skład ‌wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Mojej ‌niezawodnej grupie wsparcia: Biance, ‌Caro, Kim, Laurze, Nadine, ‌Rebecce i ‌Yvo

t r u s t   a g a i np l a y l i s t a

Weaker Girl ‌– Banks

War Of Hearts ‌– Ruelle

Lay ‌It All ‌On Me – Rudimental ‌(feat. Ed Sheeran)

Into ‌You – Ariana ‌Grande

Let Me ‌Love You – ‌Ariana ‌Grande (feat. ‌Lil Wayne)

What A Feeling ‌– One Direction

Never Enough ‌– One Direction

Bloodsport – ‌Raleigh Ritchie

No Pressure – ‌Justin Bieber (feat. Big ‌Sean)

Only ‌Love – Ben ‌Howard

Rivers In Your ‌Mouth – Ben ‌Howard

Remnants – ‌Jack ‌Garratt

In ‌The ‌Shadow Of A ‌Dream ‌– James Morrison

To ‌The Wonder ‌– Aqualung ‌(feat. Kina Grannis)

Everything Is ‌Lost ‌– Maggie ‌Eckford

dRuNk – ZAYN

Show Me ‌Love – ‌Robin Schulz & J.U.D.G.E.

Close ‌– Nick ‌Jonas (feat. Tove Lo)

We ‌Don’t ‌Talk Anymore – ‌Charlie Puth (feat. Selena ‌Gomez)

Where’s ‌My Love – SYML

1

Pomysł, ‌żeby ‌pracować w kawiarni, był ‌zupełnie ‌bez sensu.

Idiotyzm czystej wody.

Gapiłam ‌się na kolesia, który stał przede mną i patrzył na mnie takim wzrokiem, jakby spodziewał się odpowiedzi na coś, co przed chwilą do mnie powiedział. Nie miałam pojęcia, skąd przyszło mu do głowy, że go w ogóle zrozumiałam. Może sądził, że umiem czytać z ruchu warg? Moje słuchawki wielkością przypominały pizzę i ważyły tak na oko po pięć kilogramów. Celowo w nie zainwestowałam, żeby mieć pewność, że kiedy koncentruję się na pracy, naprawdę nie dociera do mnie żaden, nawet najmniejszy dźwięk.

Właśnie dlatego nie znosiłam pisać w miejscach publicznych. Po pierwsze, hałas zewnętrzny dawało się wyciszyć tylko potężnymi, dźwiękoszczelnymi słuchawkami, po drugie – człowiek nigdy nie miał spokoju i ciągle ktoś czegoś od niego chciał. Czego najlepszym przykładem jest właśnie ta sytuacja.

Koleś był przystojny, co do tego nie było wątpliwości. Miał kasztanowe włosy i piękne piwne oczy. Ubrany był w dżinsy i obcisłą koszulę, która opinała jego barki. Wyglądał naprawdę fajnie. Mimo tego zrobiło mi się nieswojo.

Powoli uniosłam prawą słuchawkę.

– Słucham? – rzuciłam i przechyliłam głowę na bok, żeby go lepiej słyszeć. W lewym uchu cały czas na pełny regulator grała piosenka Halsey.

Koleś przyglądał mi się spod wpółprzymkniętych powiek.

– W piątki często tu jesteś – stwierdził i skinął głową. – Już nieraz cię widziałem.

To prawda, choć akurat to nie był mój wybór. Gdyby to ode mnie zależało, spędzałabym piątkowe popołudnia w moim pokoju w akademiku Uniwersytetu Woodshill.

Niestety moja współlokatorka była nimfomanką.

– Tak, mają tu dobrą kawę – mruknęłam. Nie podobało mi się, jak na mnie patrzył. Jakby na coś liczył i w ogóle nie brał pod uwagę możliwości, że ode mnie tego nie dostanie.

On także lekko przechylił głowę na bok. Uśmiechnął się jeszcze szerzej.

– Nie pijesz kawy. Najczęściej zamawiasz czekoladę na gorąco, ale niedługo znowu zrobi się ciepło. Jestem ciekaw, na co się wtedy zdecydujesz.

Poczułam, jak wilgotnieją mi ręce, i z trudem przełknęłam ślinę. Czułam się coraz bardziej nieswojo. Jakby nie było, nie należałam do osób, które pazurami walczą o miejsce przy wielkim oknie kafejki, przeciwnie, najczęściej siadałam na piętrze, daleko w kącie, plecami do reszty pomieszczenia. Ten zakątek, przy małym okrągłym stoliku, na wytartym krześle, był moją kryjówką. Nawet nie przyszło mi do głowy, że ktoś mógłby mnie tam zauważyć.

To było przerażające.

Od dawna mnie już obserwował? O Boże, a może wiedział też, nad czym pracuję?

– Bardzo mnie to interesuje – ciągnął koleś. Głosem niższym o kilka tonów.

No nie. Naprawdę usiłował nabrać mnie na ten numer z niskim głosem i sypialnianym spojrzeniem? Może gdybym była kimś innym, toby podziałało. Ja jednak od ponad roku unikałam męskiego towarzystwa jak zarazy.

– Doceniam twoje zainteresowanie – zaczęłam i odrzuciłam grzywkę na bok. Moje włosy były akurat tej wkurzającej długości, kiedy rude kosmyki co chwila niesfornie opadały mi na oczy. – Ale nie wydaje mi się, żeby z tego mogło coś wyniknąć.

– Och, daj spokój – odparł błyskawicznie i przysunął sobie wolne krzesło od sąsiedniego stolika do mojego kącika. Usiadł na nim okrakiem i położył ramiona na oparciu. – Potrafię być dobrym słuchaczem.

Skąd w ogóle pomysł, że chciałam z nim rozmawiać? Na chwilę wróciłam wzrokiem do komputera. Bardzo uważałam, żeby zmniejszyć czcionkę. Zmniejszyłam także jasność wyświetlacza. Mimo to kusiło mnie, żeby go najzwyczajniej w świecie zamknąć. To, nad czym pracowałam, nie było przeznaczone dla cudzych oczu; w każdym razie jeszcze nie teraz.

Grover wszedł we mnie jednym szybkim ruchem. Jęknęłam głośno, a zwierzęcy odgłos, który wyrwał się z jego gardła, niemal wystarczył, bym od razu skończyła.

O nie, a już na pewno nie było to przeznaczone dla oczu tego dziwacznego nieznajomego.

– Co studiujesz? – zapytał nieznajomy i wskazał mój komputer.

Niemal nonszalanckim ruchem opuściłam klapę, a potem zsunęłam bezprzewodowe słuchawki na szyję i ostrożnie wyciągnęłam włosy spod ich pałąka. Następnie podniosłam z podłogi torbę, żeby spakować do niej Watsona. Przed trzema laty, po tym jak go kupiłam, tak nazwałam swojego wielkiego laptopa. Był ogromny, miał, na moje oko, stucalową przekątną i odpowiednio dużo ważył.

Koleś delikatnie złapał mnie za ramię.

– Hej, spokojnie. Nie chciałem cię przestraszyć, już sobie idę – zapewnił niemal nieśmiało. – Po prostu wydawałaś się taka… nieobecna, że pomyślałem… – Zagubiony, wzruszył ramionami.

No dobra, już teraz nie wydawał mi się taki przerażający.

– Nie jesteś taki zły… – Gorączkowo zastanawiałam się, czy zdążył mi się przedstawić.

– Cooper – podsunął.

– Cooper – powtórzyłam z uśmiechem. – Naprawdę, wydajesz się w porządku, ale ja już muszę iść. Mam jeszcze sporo roboty, a tutaj jakoś nie mogę się skoncentrować. – Wyzwoliłam się z jego uścisku i spakowałam kabel do przedniej kieszonki torby.

– Możemy to kiedyś powtórzyć, gdy nie będziesz tak bardzo zajęta – zaproponował.

Stłumiłam westchnienie i wstałam.

– Przykro mi, ale nie jestem… zainteresowana.

Cooper także wstał. Powoli omiótł mnie spojrzeniem od stóp do głów.

– Miałem o tobie inne zdanie.

Zdumiona, zatrzepotałam rzęsami.

– Słucham?

– Chciałem tylko powiedzieć, że wyglądasz na dziewczynę, która nie ma nic przeciwko odrobinie zabawy. – Nagle jego spojrzenie nie było już przyjacielskie, lecz pełne pogardy. – Ale najwyraźniej jesteś cholernie pruderyjna. Szkoda.

Wystarczyło kilka sekund, żeby wszystkie plusy Coopera zmieniły się w jeden wielki minus.

– Wycofuję wszystko, co powiedziałam, Cooper. W ogóle nie jesteś w porządku – wycedziłam i potrząsnęłam głową, Zebrałam resztę swoich rzeczy i w końcu zarzuciłam ciężką torbę na ramię.

– A może jesteś lesbijką? Jeśli tak, trzeba było od razu powiedzieć!

Koleś był nie do wytrzymania.

– Nie żeby moja orientacja seksualna odgrywała tu jakąkolwiek rolę, ale nawet jeśli nie chcę się z tobą spotkać, nie oznacza to wcale, że faceci mi się nie podobają – syknęłam i przecisnęłam się obok niego. – Ani że jestem pruderyjna, tylko dlatego, że nie dałam się nabrać na twój numer z niskim głosem i pieprzeniem, że obserwujesz mnie już od dawna.

Szybciej, niż to możliwe z tak ciężką torbą, zbiegłam ze schodów i wypadłam na dwór.

Głęboko nabrałam w płuca rześkiego lutowego powietrza. Cały czas było jeszcze bardzo zimno i kiedy wypuściłam je z ust, mój oddech przypominał malutkie obłoczki. Wyciągnęłam z kieszeni włóczkową czapkę w kolorze khaki i naciągnęłam ją na głowę, żeby osłonić uszy przed lodowatym wiatrem Woodshill. Starannie owinęłam się szalikiem i rozważałam wszystkie możliwości.

Do akademika nie mogłam jeszcze wracać. Moja współlokatorka Sawyer znowu miała gościa płci męskiej, a już wystarczająco często byłam świadkiem jej wyczynów erotycznych. Sawyer była jednym z powodów, dla których zainwestowałam w drogie słuchawki. Ponieważ szansa, że znowu napatoczę się na półnagiego faceta z głową między jej nogami, była całkiem spora, nie śmiałam jeszcze wracać do domu.

Kafejka Patriot od tej chwili odpadała jako miejsce do pisania. Póki ten koleś będzie tu przesiadywał, nie przyciągną mnie tu nawet dziesięcioma wołami.

Kolejna opcja to biblioteka uniwersytecka, dzisiaj otwarta aż do dwudziestej drugiej, ale to nieodpowiednie miejsce do pracy nad tym, co akurat pisałam. Zbyt wiele osób może od niechcenia zerknąć człowiekowi na ekran.

Wsunęłam dłonie do kieszeni i natrafiłam palcami na chłodny metal. Ponure myśli rozwiały się natychmiast. Ależ oczywiście!

Niecałe dwa miesiące temu moja najlepsza przyjaciółka Allie wprowadziła się do nowego mieszkania, zaledwie kwadrans od kampusu. Kiedy tylko się wprowadziła, dała mi zapasowy klucz. Po pierwsze dlatego, że byłam oficjalną matką chrzestną jej kotka Spideya i opiekowałam się nim podczas jej nieobecności, po drugie dlatego, że Allie doskonale wiedziała, jak Sawyer spędza wolny czas. Sama zaproponowała, żebym przychodziła do niej, ilekroć poczuję, że w moim pokoju nie ma dla mnie miejsca. Do tej pory rzadko odważyłam się skorzystać z tej propozycji, ale dzisiaj nie miałam innego wyboru.

Natychmiast wyjęłam telefon z kieszeni i zadzwoniłam do niej. Nie odbierała, więc napisałam jej krótką wiadomość, zapowiadając się z wizytą.

W przypadku każdej innej osoby czułabym się głupio, będąc skazaną na wsparcie, ale z Allie było inaczej. Poznałyśmy się w zeszłym semestrze, pierwszego dnia zajęć integracyjnych. Zwróciła moją uwagę, bo wyglądała dokładnie tak, jak ja się czułam – rozpaczliwie. Podeszłam do niej spontanicznie i od tej chwili byłyśmy nierozłączne.

Allie mieszkała ze swoim chłopakiem, Kadenem, w bardzo pięknej okolicy. O tej porze roku trawniki jeszcze nikły pod śniegiem, ale byłam przekonana, że za kilka miesięcy oszałamiająco się zazielenią. Budynek znajdował się niedaleko małego parku i nawet stąd miało się piękny widok na Mount Wilson i sąsiednie doliny.

Zaledwie rok temu założyłabym się o mojego laptopa, że w życiu nie znajdę piękniejszego miasta niż Portland. Teraz jednak wszystko wiązało się ze wspomnieniami, których najchętniej pozbyłabym się na zawsze. Póki co wyparcie szło mi całkiem nieźle, i nie tylko to. Udało mi się też zgromadzić pokaźny wachlarz nowych wspomnień.

Weszłam do budynku i pobiegłam schodami na drugie piętro. Spędzałam u Allie tyle czasu, że drogę do jej mieszkania znałam chyba lepiej niż do swojego pokoju w akademiku. Wiedziałam, że drzwi wejściowe trzeba najpierw przyciągnąć do siebie, a potem naprzeć na nie całym ciałem, żeby ustąpiły. Ledwie znalazłam się w przedpokoju, usłyszałam znajome miauczenie Spideya.

– Halo? – krzyknęłam w przedpokoju. Postawiłam torbę na podłodze i rozpięłam kurtkę. Niepewna, czy ktoś w ogóle jest w domu, skierowałam się w stronę saloniku.

Cisza.

W mieszkaniu słychać było tylko ciche pomruki Spideya, gdy ocierał się o moje nogi. Delikatnie głaskałam go po rudym grzbiecie. Uśmiechnęłam się błogo, zarzuciłam torbę z Watsonem na ramię, żeby rozsiąść się na kanapie w saloniku.

I to, co się wtedy wydarzyło, było sto razy gorsze niż najczarniejsze scenariusze, które mogłam sobie wymyślić.

Penis.

To było pierwsze, co zobaczyłam.

W centralnym punkcie mojego pola widzenia znajdował się penis, duży, i – tak na marginesie – zdecydowanie gotów do działania. Przesunęłam wzrok wyżej i napotkałam spojrzenie Kadena, który przyglądał mi się z szeroko otwartymi ustami. Mijały sekundy, naprawdę nie chciałam się na niego gapić, ale w końcu był nagi. A moje oczy bez udziału mojej woli robiły to, co chciały. Z całej siły zacisnęłam powieki.

Boże, najchętniej rozpłynęłabym się w powietrzu.

– Kaden? – Z sypialni dobiegł głos mojej najlepszej przyjaciółki.

Chyba tylko na to czekałam.

Odwróciłam się na pięcie – przy czym oczywiście potknęłam się o Spideya, bo przecież cały czas miałam zamknięte oczy – i najszybciej jak mogłam, wybiegłam z mieszkania. Kaden coś za mną krzyczał, ale ja przede wszystkim chciałam znaleźć się jak najdalej od tamtego miejsca. Moje kroki niosły się echem po klatce schodowej. Obcasy moich kozaków stukały o granitowe stopnie. I nagle z całej siły na kogoś wpadłam.

Zakręciło mi się w głowie. Moją twarz przeszył dotkliwy ból. Zatoczyłam się w tył i rozpaczliwie szukałam rękami czegoś, czego mogłabym się przytrzymać. Jest! Złapałam się nieznajomego. Ten jednak, zamiast mnie podtrzymać, sapnął głośno i też się zatoczył. Wolał mnie pociągnąć za sobą, zamiast upaść na mnie. Bardzo to miłe z jego strony, stwierdziłam.

Kiedy gramoliłam się z ziemi, oczami wyobraźni widziałam kalendarz, w którym w tym dniu wstawiam jeden wielki czerwony znak „X”.

Auć. Miałam chyba złamany nos. Nos, nogę i może jeszcze kilka żeber.

– Co prawda od dawna marzę o tym, że się na mnie rzucasz, ale nigdy nie myślałem o tym tak dosłownie – odezwał się koleś pode mną. Głęboko zaczerpnęłam tchu.

W moim wyimaginowanym kalendarzu pojawił się kolejny czerwony „X”. A do tego czarna ramka i emotikon, który zasłania sobie oczy ze wstydu.

Odgarnęłam rude kosmyki z czoła, żeby cokolwiek widzieć.

I napotkałam promienne ciemnoniebieskie spojrzenie.

Aż za dobrze znałam te iskierki rozbawienia. Podobnie jak aksamitny głos, leciutko uniesione kąciki ust i ciemne włosy, które zazwyczaj żyły własnym życiem.

Spencer.

Znalazłam się w samym środku najgorszego sennego koszmaru. Jedyny koleś, któremu udało się sprawić, że od czasu do czasu kwestionuję celibat, który narzuciłam sobie po rozstaniu z Nate’em.

– Chyba mam złamany nos – jęknęłam i dmuchnęłam, żeby odgarnąć grzywkę z oczu. Nawet tak mały ruch sprawił, że nos pulsował boleśnie.

Przesunął dłoń z mojego biodra na twarz i delikatnie obmacywał rzeczony organ. Poczułam łaskotanie, wyczuwalne mimo bolesnego pulsowania.

– Nie jest złamany.

Zdenerwowała mnie pewność w jego głosie.

– Skąd wiesz? – zapytałam ciekawie.

Wrócił dłonią na moje biodra, jakby tam było jej miejsce. Odruchowo. Z pewnością siebie. A ja ciągle nie mogłam wstać.

– Miałem kiedyś złamany nos – wyjaśnił Spencer i odwrócił głowę na bok, żebym lepiej widziała jego profil. – Widzisz?

Rzeczywiście, teraz widziałam ledwie zauważalne zgrubienie na grzbiecie jego nosa. Moje oczy znowu żyły własnym życiem. Wędrowałam spojrzeniem po wyrazistej linii jego podbródka, do jego ust, coraz wyżej. Coś drgnęło mi w piersi i wreszcie otrząsnęłam się z transu.

Powoli wstałam z podłogi.

– Przepraszam. Nie chciałam na ciebie wpaść.

On także wstał, cały czas z tym delikatnym uśmieszkiem w kącikach ust. Ledwie stanął, skłonił mi się szarmancko.

– Cała przyjemność po mojej stronie, Dawn. – Wyprostował się. Znowu patrzył na mnie z góry.

Spencer był wysoki, o wiele wyższy ode mnie, choć akurat przy moim metr pięćdziesiąt osiem wzrostu nie jest to szczególny wyczyn.

– Gdybyś jeszcze kiedyś potrzebowała ściany treningowej, odezwij się. Masz mój numer telefonu. – Teraz uśmiechał się szeroko, prezentując rząd prostych, równych zębów.

I znowu coś we mnie drgnęło; tym razem było to zdradzieckie trzepotanie w brzuchu.

Niech szlag trafi Spencera Cogrove’a.

Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, jedno słowo przemknęło mi przez głowę: cholera.

Ponieważ wzięłam go za Kadena, który wówczas nie najlepiej potraktował moją przyjaciółkę, wymierzyłam mu soczysty cios. Uśmiechnął się krzywo, a w mojej głowie pojawiły się tym razem dwa słowa: jasna cholera.

Allie szybko wyjaśniła nieporozumienie, choć nie miałabym nic przeciwko temu, żeby jeszcze trochę się na niego pogniewać. Wówczas miałabym wspaniały pretekst, żeby nie zauważyć rzeczy oczywistej, a konkretnie tego, że Spencer był megaatrakcyjny.

Był wręcz nieprzyzwoicie atrakcyjny. Nie chciałam, żeby mi się podobał, ale to był fakt, któremu nie mogłam zaprzeczyć. Chociaż robiłam, co w mojej mocy.

– Dawn? – zapytał i leciutko zmarszczył czoło. – Wszystko w porządku? Chyba sobie nie uszkodziłaś głowy w zderzeniu z moją stalową klatą?

Było dla mnie jasne, że żartuje, jak z każdego, kogo spotyka. Spencer nie był szczególnie mocno zbudowany. To jednak wcale nie obniżało jego atrakcyjności – wręcz przeciwnie. Miał smukłe, umięśnione ciało biegacza. Nie za potężny, nie za chudy. Akurat w sam raz. Po prostu… Ech.

– Cieszę się, że wpadłam na twoje potężne ciało, a nie na ścianę – odparłam trochę za bardzo zdyszana i rozejrzałam się w poszukiwaniu Watsona. Biedak pewnie bardzo oberwał przy upadku. Oby miękko wyściełana torba uchroniła go przed poważniejszymi obrażeniami. Na razie nie miałam pieniędzy na nowy komputer.

– Byłaś u Allie? – dopytywał Spencer. Jego ramię znalazło się w zasięgu mojego wzroku. Podniósł Watsona i drugą ręką strzepywał kurz z czarnej torby.

Jego pytanie przywołało pewne wspomnienie. Spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami.

– Nie możesz tam wejść! – Energicznie pokręciłam głową, przez co włosy znowu opadły mi na twarz, a kosmyki wpadły między zęby. Sapnęłam głośno.

Spencer znowu zmarszczył czoło.

– Mieliśmy popracować z Kadenem nad pewnym projektem.

Już miałam mu powiedzieć, że Kaden i Allie są zajęci nieco innym projektem, i szukałam odpowiednich słów, żeby to wyrazić, ale z moich ust padło tylko jedno:

– Penis.

Spencer zamrugał, zbity z tropu.

– Słucham?

A ja, jak zacięta płyta, powtórzyłam to samo, tym razem jeszcze głośniej:

– Penis.

Przypomniała mi się stara zabawa, w której wygrywa osoba, która wypowie to słowo najgłośniej w miejscu publicznym.

– Słuchaj, bardzo chętnie pokażę ci swojego juniora, ale lepiej zróbmy to w bardziej zacisznym miejscu, dobra? – Odnalazł mój wzrok i jednocześnie nonszalancko wzruszył ramionami. – Dobrze, jeśli chcesz, zrobimy to tutaj. Prędzej czy później i tak musiało do tego dojść. – Opuścił ręce i zaczął majstrować przy rozporku.

Natychmiast złapałam jego dłonie i odsunęłam od niebezpiecznego obszaru.

– Nie twój penis, idioto – krzyknęłam. – Kaden był goły, kiedy weszłam do mieszkania. Nie sądzę… Nie sądzę, żeby akurat teraz mieli dla nas czas.

Spencer zaciskał usta w wąską kreskę. Jego barki drżały podejrzanie.

– Śmiej się, proszę bardzo – wycedziłam i gwałtownie puściłam jego dłonie.

Odrzucił głowę do tyłu i roześmiał się głośno, ochryple i gardłowo. Jego śmiech wypełniał całą klatkę schodową i przyprawiał mnie o nieprzyjemny dreszcz.

Trochę go za to znienawidziłam.

Wkurzona, westchnęłam głośno i postawiłam ciężką torbę na podłodze.

– Dzisiaj naprawdę nie jest mój dzień.

– A co cię jeszcze czeka? – zapytał, kiedy w końcu przestał się śmiać i tylko uśmiechał się leciutko.

– Chciałabym jeszcze trochę popracować, a nie mam pojęcia, gdzie mogłabym to zrobić – odparłam.

– Nie możesz wrócić do akademika? – zdziwił się, bawiąc się suwakiem czarnej kurtki. Obracał go w dłoni, przesuwał w górę i w dół.

Zawsze taki był. Nie mógł ustać spokojnie i zapewne tak samo byłoby, gdyby to była kwestia życia i śmierci. Miał w sobie zbyt wiele skumulowanej energii. Bawił się wszystkim, co mu wpadło w ręce. Ilekroć umawiałam się z Allie na wspólną naukę, a on akurat wpadał do Kadena, doprowadzał mnie do szału, bo cały czas bawił się długopisami, bębnił nimi o książki albo pstrykał długopisem.

Początkowo wydawało mi się to dziwne. Z jednej strony wkurzało mnie, że tak bardzo mi się podobał, z drugiej irytowało, że jest w ciągłym ruchu. Jednak im więcej czasu razem spędzaliśmy, tym bardziej przyzwyczajałam się do jego dziwactw. Teraz był jednym z moich najlepszych przyjaciół.

Tylko przyjacielem. Nikim więcej.

– Sawyer jest… zajęta, więc poszłam do kafejki, ale tam jakoś nie mogłam się skoncentrować, zwłaszcza że zaczepił mnie taki wkurzający facet, chciał zaprosić mnie na kawę, i dlatego przyszłam tutaj… Myślałam, że nie ma ich w domu – wyjaśniłam.

Spencer przechylił głowę.

– Chyba nie powiesz, że Sawyer też…

Energicznie podniosłam głowę.

– Nie, nie.

Oczy mu rozbłysły i widziałam wyraźnie, że mi nie uwierzył.

– Możesz przyjść do mnie.

Chciałam zaprotestować, ale wtedy dotarło do mnie, że właściwie jeszcze nigdy nie byłam w mieszkaniu Spencera. Poruszaliśmy się w tym samym kręgu przyjaciół i spędzaliśmy razem mnóstwo czasu, ale jeszcze nigdy nie byliśmy u niego. Szczerze mówiąc, byłam ciekawa, dlaczego jeszcze nigdy nie zaprosił nas do siebie.

Mimo to nie mogłam z nim pójść. Coś we mnie wzdragało się przed zostaniem z nim sam na sam. Rzadko się to zdarzało, ale jeżeli już do tego dochodziło, musiałam się bardzo pilnować, żeby się na niego nie gapić. Wśród przyjaciół było to o wiele łatwiejsze.

– Sama nie wiem.

Pochylił się nade mną.

– Dlaczego nie? – zapytał. Przyglądał mi się ciekawie. Był blisko, zdecydowanie za blisko.

Moje serce fiknęło koziołka, choć nie powinno. Nigdy więcej. Zakazałam mu tego. Cholerne zdradzieckie serce. Ja tak o nie dbam, a ono mi wykręca takie numery.

– Dlatego, że… – Oczywiście natychmiast podziała na mnie jego bliskość, jego korzenny zapach i charyzmatyczny uśmiech. To jednak nie miało nic wspólnego ze mną i moimi marzeniami. Musiałam zachować dystans, jeżeli nie chciałam, żeby fala gorąca z mojego żołądka dotarła wyżej i wykwitła pomidorowymi plamami na moich policzkach. Niektóre dziewczyny fajnie wyglądają z rumieńcem, jakby przed chwilą wróciły z pięknego zimowego spaceru. Ja natomiast pokrywałam się plamami, które zaczynały się na szyi, a potem nierówno ścieliły się na całej twarzy. Wszystko można o tym powiedzieć, ale nie, że to fajne. A poza tym nie chciałam, żeby Spencer przyprawiał mnie o rumieniec.

Jakby czytał w moich myślach, wyprostował się i jednym szybkim ruchem podniósł moją torbę z podłogi.

– Ej! – krzyknęłam i zerwałam się na równe nogi. Sięgnęłam po kurtkę, założyłam ją. Kiedy się odwróciłam, Spencer był już pół piętra niżej. – Oddawaj Watsona!

Zatrzymał się i spojrzał na mnie.

– Watsona? Doktora Johna Watsona?

Skinęłam głową i już schodząc, owinęłam się szalikiem, a Spencer zaśmiał się gardłowo.

– Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym zaprosić cię na randkę.

Westchnęłam. Tak to się ciągnęło od ponad pół roku. Niemal codziennie zapraszał mnie na randkę. I za każdym razem mu odmawiałam.

Nie chodziłam na randki. Nie chciałam. Nieważne, czego domagało się moje ciało – nigdy więcej nie zaangażuję się w żaden związek.

– Wiesz przecież, jak brzmi moja odpowiedź – odparłam i zatrzymałam się stopień nad nim. Teraz byliśmy tego samego wzrostu.

Widziałam jedynie błękit. Błękit i ten uśmieszek.

– Ale i tak do mnie pojedziesz, prawda?

– A mam wybór? – odparłam pytaniem.

Odwrócił się na pięcie i zeskoczył z kilku ostatnich stopni, z Watsonem pod pachą w roli zakładnika.

I to była odpowiedź na moje pytanie.

2

Spencer jeździł rdzawoczerwonym volvo hatchbackiem, którego kolor gryzł się z moimi włosami. Podczas jazdy chłopak oczywiście bębnił palcami o kierownicę, chociaż radio było wyłączone. Rozmawialiśmy na najróżniejsze tematy. O uniwersytecie, o filmach, które ostatnio widzieliśmy, o zbliżającej się imprezie w jednym z akademików, na którą żadne z nas nie miało ochoty iść.

Spacer zawsze miał coś do powiedzenia. Studiował sztukę, natomiast drugi fakultet zmieniał już dwukrotnie, bo nie mógł się na nic zdecydować, a interesowało go wszystko.

W tym semestrze koncentrował się na gender studies. Wypytywałam go szczegółowo, bo ten przedmiot znajdował się wysoko na liście moich zainteresowań. Przede wszystkim jednak studiowałam filologię angielską ze specjalizacją z pisania kreatywnego, bo zawsze o tym marzyłam.

Podczas rozmowy rozwiały się moje obawy co do wyprawy do jego domu. Póki nie robił zbyt jednoznacznych komentarzy, był dobrym kumplem, w którego towarzystwie nauczyłam się czuć bardzo dobrze.

Wkrótce znaleźliśmy się w ładnej dzielnicy mieszkalnej, która – jak właściwie wszystko w Woodshill – znajdowała się niedaleko centrum.

Spencer zaparkował przy ulicy. Wysiadłam i rozejrzałam się ciekawie. Okolica była jeszcze ładniejsza niż ta, w której mieszkali Allie i Kaden. Wzdłuż ulicy ciągnęły się domki szeregowe otoczone trawnikami i zadbanymi ogródkami.

– A niech mnie – mruknęłam.

Domki ze spadzistymi dachami i wieżyczkami, i wykuszowymi oknami przypominały plan filmowy. To musiało być nowe osiedle, świadczyły o tym wszechobecna czystość i zapach nowości. Jednak budynki wpasowały się stylem w otaczające je miasteczko. Były po prostu odrobinę droższe, odrobinę ładniejsze. Zaskoczona spojrzałam na Spencera, on jednak unikał mojego wzroku i szedł w kierunku wejścia. Ruszyłam za nim, jednocześnie podziwiając starannie przystrzyżone krzewy, które mimo chłodu już zaczynały kwitnąć.

Spencer szedł wąskim chodnikiem, z obu stron otoczonym krzewami, do ciemnozielonych drzwi z mlecznymi szybami. Wydawał się spięty, kiedy wsuwał klucz do zamka i naciskał na klamkę. Odsunął się, żebym mogła wejść do środka.

– Tutaj nie natkniemy się na nikogo gołego, prawda? – Zapytałam, kiedy niepewnie wchodziłam do domu. Spencer milczał, odkąd skręciliśmy w tę uliczkę. Był zbyt milczący, zbyt wyciszony. W ogóle się nie ruszał. Jedyne, co przypominało dawnego Spencera, to to, że nadal zaborczo tulił do siebie Watsona.

– Nie, mieszkam sam – odparł z nie do końca szczerym uśmiechem. – A nago biegam tylko wtedy, kiedy mam na to ochotę. – Poruszył znacząco brwiami, a ja odetchnęłam z ulgą. To już bardziej przypominało starego Spencera.

Wziął ode mnie kurtkę i powiesił w szafie, zanim poprowadził mnie korytarzem w kierunku salonu.

O rany.

Pomieszczenie o szarych ścianach wypełniały ciemne meble z kremowymi akcentami. Potężna narożna kanapa zarzucona wzorzystymi poduszkami dzieliła przestrzeń na salon z otwartą jadalnią, w której stał wielki drewniany stół i sześć krzeseł. Skręciłam w lewo i zobaczyłam kuchnię. Z mojego gardła wydobył się żałosny pisk. Była to mieszanka zdumienia, podniecenia i…

– Jak mogłeś? – oburzona zwróciłam się do Spencera.

Zastygł bez ruchu w jadalni, z rękami w kieszeniach.

Kciukiem wskazałam za siebie.

– Wiesz, że uwielbiam gotować, i zatajasz przede mną coś takiego?

Jego kuchnia to marzenie każdego domowego kuchcika i całkowite przeciwieństwo mikrokucheneczki w akademiku, którą musiałam się zadowolić. Po prawej stronie kuchenka gazowa, na wypolerowanym blacie stojak z nożami, które wyglądały na nigdy nieużywane. Nad nim – metalowa szyna, a na niej niezliczone kuchenne utensylia.

Podbiegłam do kuchenki, odwróciłam się gwałtownie, i objęłam ramionami swoją najnowszą miłość.

– Cześć – szepnęłam i spojrzałam na blat. – Od dzisiaj ja tu mieszkam.

Kąciki ust Spencera uniosły się w leciutkim uśmiechu.

– Seks w wielkim mieście?

Z komicznym podziwem położyłam sobie rękę na piersi.

– Zdolny z pana uczeń, panie Cosgrove.

– Tylko dlatego, że razem z wami ze trzy razy widzieliśmy ten film, szanowna pani Edwards – odparł i dołączył do mnie w kuchni. Zainteresował się nożami w stojaku. Wyjmował każdy po kolei, przyglądał mu się przez dłuższą chwilę, przesuwał palcem po rękojeści i w końcu wsuwał z powrotem na miejsce.

Kusiło mnie, żeby go powstrzymać, ale zdawałam sobie sprawę, że dotknięcie Spencera to bardzo zły pomysł. Nie podobała mi się reakcja mojego ciała na jego bliskość.

– Mogę cię o coś zapytać, Spencer? – zaczęłam po dłuższej chwili.

– Mhm – mruknął coś niezrozumiale.

– Dlaczego jeszcze nigdy tu nie byliśmy? Wiesz, o co mi chodzi; czasami w weekendy tłoczymy się w klitce Scotta, a tutaj jest wystarczająco dużo miejsca. – Zatoczyłam łuk dłonią, obejmując tym gestem cały parter. Dużo miejsca to mało powiedziane. Sam salon był trzykrotnie większy niż mój pokój w akademiku.

Spencer zastygł w bezruchu, a po chwili energicznie wsunął ostatni nóż na miejsce. Głęboko zaczerpnął tchu.

– To jest dom moich rodziców.

Cóż, niewiele to tłumaczyło.

– No i…? – Nie dawałam za wygraną.

Zagryzł dolną wargę.

– Mają sporo pieniędzy. Wydaje mi się, że wychodzę na dupka, mieszkając jako student w takim domu.

– Myślisz, że wzięlibyśmy cię za dupka, bo twoi rodzice mają pieniądze? – Z niedowierzaniem uniosłam brew.

Uciekł spojrzeniem w drugą stronę i pokręcił głową.

– Nieważne. Chciałem jeszcze iść pobiegać. W lodówce jest sok, jeżeli masz ochotę, zaraz przyniosę ci też wodę z dołu – rzucił nerwowo i odsunął się od blatu. – Wydaje mi się, że nawet gdzieś jeszcze mam czekoladki Reese’s, które chyba bardzo lubisz, prawda? – Otworzył szafkę po przeciwnej stronie i ze skupioną miną zajrzał do środka.

– Spencer, posłuchaj, nie ma znaczenia, że…

– Następnym razem lepiej się przygotuję. – Zamknął szafkę i podrapał się w głowę. – Watson leży na stole w salonie. Chyba na kanapie będzie ci wygodniej niż przy stole w jadalni. Czuj się jak u siebie w domu.

Miał rozbiegany wzrok, patrzył wszędzie, tylko nie na mnie. A potem odwrócił się na pięcie i wyszedł z kuchni. Słyszałam jego kroki na schodach, szedł na górę, po chwili trzasnęły drzwi. Zdumiona wpatrywałam się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał.

Otrząsnęłam się z transu dopiero, kiedy wrócił do pokoju w ciuchach do biegania. Zachowywał się, jakby mnie tam nie było. Postawił butelkę wody na stole w salonie, a wychodząc, wsunął w uszy słuchawki.

Dopiero kiedy trzasnęły drzwi wejściowe, odważyłam się znowu zaczerpnąć tchu.

Najwyraźniej przekroczyłam jakąś granicę. I to ja, która zawsze uważała, żeby zachować dystans, bo nie znosiłam, kiedy ludzie grzebali w mojej przeszłości, teraz przekroczyłam niewidzialną linię w życiu jednego z moich najbliższych przyjaciół.

Co za cholerny dzień.

* * *

Musiało upłynąć trochę czasu, zanim przyzwyczaiłam się do miękkich poduszek i nowego otoczenia. Poza tym myślami co chwilę wracałam do Spencera, ale starałam się ze wszystkich sił ponownie skoncentrować się na pracy. Potrzebowałam jeszcze kilku zdań w opowiadaniu, które pisałam, jeżeli miałam osiągnąć wyznaczony na dany miesiąc cel. Wybudziłam Watsona z drzemki, nałożyłam słuchawki na uszy i ponownie skupiłam się na pisanej historii.

Grover złapał mnie za kark i bezczelnie wędrował wzrokiem po mojej twarzy. Jednocześnie wysuwał się ze mnie powoli i ponownie zagłębiał. Jego gorący oddech muskał moją szyję. Gorączkowo zaczerpnęłam tchu, kiedy poczułam na skórze jego język. Wychodziłam mu naprzeciw, na co zareagował zwierzęcym pomrukiem.

Uderzyłam plecami o ścianę, jęknęłam głośno, wygięłam się w łuk. Grover doprowadzał mnie do szaleństwa, przy czym nie chodziło wyłącznie o to, że był moim szefem, a ja jego sekretarką; najważniejsze, że znalazł klucz do mojego wnętrza. W życiu nie przypuszczałam, że ktokolwiek odważy się zapuścić w przepaść, jaką była moja dusza. W życiu nie przypuszczałam, że ktoś sprawi, że poczuję się tak bardzo pożądana.

Grover palił mnie wzrokiem, naznaczał mnie sobą, od środka i na zewnątrz. Nie mogłam oderwać od niego oczu. Każdym ruchem zdobywał mnie na nowo. Unosił na ogromnej fali, z której już wcale nie widziałam przepaści. Poruszał się coraz szybciej i wkrótce wykrzyczałam jego imię w pustym biurze.

Opadłam na kanapę i spojrzałam na swoje dzieło. Prawie gotowe. Nowe opowiadanie, które wkrótce opublikuję.

Bardzo cieszył mnie fakt, że dzięki mojemu największemu hobby mogłam jednocześnie zarabiać na życie. Podczas gdy inni studenci tyrają za grosze w różnych firmach, a inni udzielają korepetycji, jak moja najlepsza przyjaciółka, ja pisałam, i to opowiadania erotyczne.

Nie była to zapewne pierwsza rzecz, jaka przychodziła człowiekowi do głowy, kiedy widział mnie po raz pierwszy. Jestem drobna, mam wielkie, okrągłe oczy, w związku z czym większość ludzi postrzega mnie jako niewinną sarenkę, a nie osobę, której sprawia frajdę szczegółowe opisywanie scen erotycznych.

Od zawsze chętnie pisałam. Jeszcze w liceum puszczałam wodze fantazji i skrupulatnie zapisywałam wszystko w zeszytach. Wtedy to było tylko hobby, wzięłam anonimowo udział w konkursie na erotyczne opowiadanie. Co prawda nie wygrałam, ale znalazłam się wśród osób wyróżnionych i docenionych przez czytelników. Dostałam bardzo pozytywne recenzje. Do tej pory nikomu znajomemu nie pokazywałam swoich prac. Ale anonimowo, w internecie, było łatwiej, bo obawa przed oceną nie była tak wielka. Kiedy dostałam mnóstwo maili od czytelników, którzy prosili o kontynuację opowiadania, od razu wzięłam się do pracy nad kolejnym, dwukrotnie dłuższym. Czytelnicy z forum, na którym publikowałam, byli zachwyceni moją historią i zaczęli przysyłać mi zdjęcia i propozycje obsady do potencjalnego filmu.

Potem nie mogłam już przestać. Byłam uzależniona, całymi popołudniami przesiadywałam przy komputerze ojca i pisałam do późnej nocy. Ojciec wspierał moją pasję, przynosił mi jedzenie i picie, jeśli po raz kolejny zapomniałam o bożym świecie i nie mogłam oderwać się od komputera. Nigdy mu nie zdradziłam, jakiego rodzaju prozę piszę, i chyba lepiej. Który ojciec chciałby się dowiedzieć, że jego córka pisze opowiadania o takich tytułach jak Płonę dla ciebie, które w dużej części składają się ze scen erotycznych?

Co prawda w internecie zasłynęłam jako D. Lily – tak mam na drugie, i dlatego w rzeczywistości nikt nie znał mojej tajemnicy, nawet Allie. Jeśli o mnie chodzi, spokojnie mogło tak być jeszcze przez jakiś czas. Lubiłam swoich przyjaciół. Przyzwyczaiłam się do życia w Woodshill i wsiąkłam w tutejszą rzeczywistość. Za żadne skarby nie chciałam tego zmieniać. A co, jeżeli zaczną postrzegać mnie inaczej? A co, jeżeli będą się ze mnie śmiać? Drwić, tak samo jak Nate? Co, jeżeli ta informacja się rozejdzie i od tej pory wszyscy będą mnie tylko raczyli durnymi żarcikami? Nie chciałam być dziewczyną, która pisze historie erotyczne, nie chciałam uchodzić za zboka. Bałam się konsekwencji.

Gdyby wszyscy się o tym dowiedzieli, nie mogłabym już rozkoszować się swoimi historiami, tego byłam pewna. Na razie cały czas dostrzegałam w nich magię. Mogłam się całkowicie skupić na moich bohaterach.

Tak jak teraz. Moje palce dosłownie tańczyły po klawiaturze.

Póki Spencer nie usiadł koło mnie na kanapie. Wrzasnęłam i drgnęłam tak bardzo, że słuchawki zsunęły mi się z uszu.

– Oszalałeś?

Matko Przenajświętsza.

Koszulka przywarła do jego klatki piersiowej i podkreślała mięśnie, których przy jego budowie ciała właściwie w ogóle nie powinien mieć. Szybko uciekłam wzrokiem w górę, jednak to także okazało się błędem. Miał wilgotne włosy, które płynnym ruchem odgarnął z czoła. Zarumienione policzki pokrywała cieniutka warstwa potu, jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w oddechu szybszym niż zazwyczaj. Liczyłam, że ten widok i zapach potu wzbudzi we mnie obrzydzenie, ale najwyraźniej jakieś synapsy w moim mózgu nie do końca zadziałały. Nie po tym, kiedy przez ostatnie kilka godzin pisałam o nagich ciałach.

– Dobrze ci się… biegało? – zapytałam i najchętniej walnęłabym się w czoło. Co za beznadziejny tekst.

– Cudownie. Cholernie zimno, ale wspaniale. – Pochylił się z uśmiechem, sięgnął po wodę, którą mi przyniósł. Odkręcił zakrętkę i uniósł butelkę do ust. – Nic nie piłaś?

Przecząco pokręciłam głową i przetarłam oczy. Tańczyły mi przed nimi czarne plamy. Zbyt długo wpatrywałam się w monitor. Powędrowałam wzrokiem w kierunku okna. Przed domem Spencera był nawet malutki ogródek, o ile dobrze widziałam. Słońce właśnie zachodziło i spowijało wszystko delikatnym ciepłym światłem.

Ponownie odwróciłam się do niego.

– Zapomniałam o bożym świecie.

– Idę pod prysznic. Chodź ze mną, a pokażę ci łazienkę o wiele piękniejszą niż kuchnia.

Żartobliwie uderzyłam go w bark.

– Wielkie dzięki, ale nie.

Spencer wstał. Jego usta były jeszcze ciągle odrobinę wilgotne od wody. Uśmiechał się tak bezczelnie, że powinno być to zakazane.

– Jeszcze nadejdzie ten dzień, że z własnej woli pójdziesz ze mną do tej łazienki, ślicznotko. Ty o tym wiesz, ja o tym wiem i nawet cały świat powoli sobie to uświadamia. – Wyprostował ręce nad głową, a ja odruchowo spojrzałam na jego napięte mięśnie.

Zaschło mi w gardle.

Cholernie dużo mnie kosztowało, żeby wrócić wzrokiem do monitora.

– Skoro tak twierdzisz.

To był już znajomy teren. W każdej przyjaźni jest coś takiego, sposób, dzięki któremu wszystko wraca na stare tory. W naszym wypadku to były jego głupie teksty i moje zdawkowe odpowiedzi. I dlatego bardzo się cieszyłam, że zniknął ten poprzedni Spencer, a wrócił mój przyjaciel.

– Dawn Edwards, pewnego dnia pokażę ci moją łazienkę. – Powiedział to takim tonem, że było jasne, co tak naprawdę miał na myśli. Uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Ale na razie możesz tu poczekać, a później coś razem zjemy. Pokażę ci wtedy, jak fachowo obsługuję piecyk i po mistrzowsku odgrzewam pizzę.

Oczywiście zaraz zaczęłam się zastanawiać, czy to także określenie czegoś nieprzyzwoitego, ale na tyle dobrze znałam już Spencera, że wiedziałam, że jeżeli chodzi o pizzę, nie jest skłonny do żartów.

Spod zmrużonych powiek patrzyłam na ciuchy oblepiające jego ciało.

– Najpierw idź pod prysznic. Nie mam ochoty na pizzę z potem.

Pochylił się nade mną i potrząsnął głową jak mokry pies.

Pisnęłam i osłoniłam się rękami.

– Spencer! Jesteś obrzydliwy!

Roześmiał się i odsunął ode mnie.

– Zostawiam drzwi otwarte, na wypadek, gdybyś jednak postanowiła skorzystać z mojego zaproszenia.

Kiedy wchodził na piętro, odprowadzałam go wzrokiem. Flirtując, zbijał mnie z tropu i budził niepokój, bo za bardzo na mnie działał, ale wolałam go takiego od tego zamkniętego, wycofanego chłopaka, który uśmiechał się sztucznie, unikał pytań i nagle znikał.

3

Od zajścia z penisem minęły tymczasem dwa dni. Allie właściwie się do mnie nie odezwała, nie licząc krótkiej wiadomości – małpki z zasłoniętymi oczami i trzech emotikonek znacząco puszczających oko. Nie odważyłam się na to odpowiedzieć.

Odwołano kilka wykładów, a ponieważ przyjaciółka udzielała sporo korepetycji i chwilowo była bardzo zajęta, minął tydzień od naszego ostatniego spotkania. Zdawałam sobie sprawę, że nie mogę tego odwlekać w nieskończoność, ale na samą myśl, że będę musiała spojrzeć jej w oczy i przeprosić za to, że gapiłam się na ptaka jej chłopaka, rumieniłam się po korzonki włosów.

Kiedy rozległo się pierwsze nieśmiałe pukanie do drzwi naszego pokoju w akademiku, moja współlokatorka Sawyer właśnie sznurowała swoje martensy. Zarzuciła plecak na ramię. Z platynowymi włosami i małymi tatuażami na ramionach wyglądała bardzo groźnie i bardzo seksownie.

– Spadam – mruknęła na pożegnanie.

– Kiedy wrócisz? – zapytałam.

Sawyer zazwyczaj znikała, ilekroć Allie mnie odwiedzała. Początek ich znajomości był dość niefortunny, co wynikało między innymi z tego, że Sawyer kręciła z Kadenem, kiedy Allie u niego zamieszkała. Nie była to najlepsza podstawa przyjaźni. Przy czym akurat między mną a Sawyer też o szczególnej zażyłości nie mogło być mowy. Gdyby nie to, że wylądowałyśmy razem w jednym z najmniejszych pokoi w akademiku, zapewne nigdy by się do mnie nie odezwała.

– Prawdopodobnie jeszcze dzisiaj wieczorem, więc nie sprowadzaj sobie żadnych facetów, Dawn. – Założyła skórzaną kurtkę i wyciągnęła włosy zza kołnierza.

– Może się okazać, że wrócisz i natkniesz się na największą orgię na całym kampusie – rzuciłam sucho i spojrzałam na swoje rzeczy.

– Już nie mogę się doczekać – odparła Sawyer i otworzyła drzwi.

Allie uśmiechnęła się nieśmiało, ale widziałam wyraźnie, że robi to z wysiłkiem. Sawyer przez dłuższą chwilę przyglądała jej się bez słowa. Temperatura w pomieszczeniu opadła znacząco. A potem Sawyer przecisnęła się obok mojej najlepszej przyjaciółki i zniknęła na korytarzu.

Zanim Allie zdążyła cokolwiek powiedzieć, podbiegłam do niej i objęłam ją serdecznie. Wtuliłam twarz w jej sweter. Nie było to szczególnie trudne, ponieważ była wzrostu modelki Victoria’s Secret.

– Allie, ja naprawdę nie chciałam patrzeć. Naprawdę. Ale on był taki… – wyrzuciłam z siebie.

Objęła mnie serdecznie.

– Przecież wiem. Kaden mówi, że wyglądałaś jak przestraszona kura. – Roześmiała się.

Oderwałam się od niej.

– A on jak jeleń w światłach reflektorów na środku szosy w nocy. Jeleń z penisem.

Allie zacisnęła usta, ale widziałam, że stara się powstrzymać śmiech.

– Czyli, abstrahując od penisa, można założyć, że wyglądaliście bardzo podobnie.

– Myślałam, że nie ma was w domu, tylko dlatego wpadłam.

Przyjaciółka zdjęła płaszcz i położyła na szafce obok mojego biurka.

– Nadal chcę, żebyś wpadała, kiedy nie masz gdzie się podziać. Proponowałam to szczerze.

– Wiem – odparłam i nalałam jej wody. Wskazałam krzesło, które przygotowałam specjalnie dla niej, i postawiłam przy niej miseczki z czekoladą i chipsami.

– Moim zdaniem Kaden był równie przerażony jak ty. Zapomnijmy o tym po prostu. A ja już nigdy nie wyciszę telefonu – zaproponowała.

Energicznie pokiwałam głową.

– Brzmi doskonale.

Zagryzła dolną wargę.

– Mogłybyście z Sawyer w końcu zakopać topór wojenny i zacząć wszystko od nowa – zaproponowałam. Usiadłam naprzeciwko niej. Sawyer pożyczyła mi swój składany stolik, który służył jako biurko, bo ten, który tata wniósł do mojego pokoju, zastępował półkę na najróżniejsze rzeczy, pod których ciężarem wiecznie się uginał. Że już nie wspomnę o Watsonie, który potrzebował mnóstwo miejsca.

– Nie sądzę, żeby tego chciała. – Teraz Allie nerwowo obgryzała paznokcie.

– Niby dlaczego? Pytałaś się?

– Nie, skądże. Ale sprawia takie wrażenie, że…

– Och. – Pokręciłam głową. – Chyba nie masz nic do Sawyer?

Zmarszczyła nos.

– Poza tym, że wiecznie wyrzuca cię z waszego wspólnego pokoju i że spała z moim chłopakiem? Nie, absolutnie nic.

– Posłuchaj, gdybym ja kogoś miała, zapewne też wyrzucałabym ją z pokoju. Też nie chciałaby patrzeć, jak uprawiam seks – odparłam ze wzruszeniem ramion. – Poza tym znała Kadena przed tobą. Kiedy u niego zamieszkałaś, między nimi już nic nie było.

Mruknęła coś niezrozumiałe, ciągle nie do końca przekonana.

– Przecież już nie jesteśmy w liceum – zauważyłam stanowczo i wsunęłam długopis za ucho. – Następnym razem, kiedy się spotkacie, macie porozmawiać. Od tej chwili takie są zasady.

– Doprawdy? – zapytała Allie ze zdumieniem w oczach. Energicznie pokiwałam głową.

– Tak jest, od tej chwili w moim królestwie panuje takie prawo.

Rozłożyła ramiona.

– W takim razie oczywiście dostosuję się do życzenia – zapewniła moja przyjaciółka i pokornie zwiesiła głowę.

– I bardzo dobrze, wielkie dzięki. Jakie macie na dzisiaj plany z Kadenem?

– Idziemy na randkę. Kolacja, kino, przy czym to ja wybieram film.

– To akurat niezbyt wielkoduszne z jego strony, zważywszy, że macie ten sam gust filmowy – zauważyłam. – Na twoim miejscu zażądałabym jeszcze, żebyś to ty wybrała muzykę w samochodzie.

– Podobasz mi się. Biorę cię.

Uśmiechnęłam się krzywo.

– Dziękuję i wzajemnie.

Allie podciągnęła nogi na siedzenie i usiadła po turecku. Spojrzała w okno i rozchmurzyła się na chwilę.

– A poza tym, jak leci? – zapytałam ostrożnie i też usiadłam po turecku, bo ta pozycja jest bardziej komfortowa. Nawet na małych plastikowych krzesełkach.

– Wczoraj rozmawiałam z rodzicami. Było… dziwnie.

Głośno zaczerpnęłam tchu.

– Dlaczego nic nie powiedziałaś? Przyszłabym do ciebie!

Uśmiechnęła się smutno.

– Doceniam to, ale tym razem chciałam spróbować sama.

Rodzice Allie to potwory. Nawet najgorszemu wrogowi nie życzyłabym tego, co w przeszłości robili swojej córce.

– Znowu byli niemili? Mam kogoś na nich nasłać? – zapytałam i przysunęłam jej miskę chipsów. O smaku keczupu, absolutnie obrzydliwych, ale wiedziałam, że Allie je uwielbia.

– To było bardzo dziwne, Dawn. Byli… Cóż, przesadziłabym, mówiąc, że byli sympatyczni, ale inni niż zazwyczaj – odparła po chwili namysłu. Przyciągnęła kolana do piersi i oplotła nogę ramionami. – Chyba wszyscy musimy się dopiero nauczyć funkcjonowania w nowej sytuacji. Ale fajnie, że wreszcie nie musiałam wysłuchiwać pretensji. Co więcej, ojciec pytał nawet, jak mi idzie na uczelni, a mama żachnęła się tylko siedem razy.

Pokiwałam głową ze zrozumieniem.

– Ho, ho. Prawdziwy postęp.

– Prawda? – Pochyliła się nad miseczką chipsów, powąchała je i jej twarz rozpromieniła się w uśmiechu.

Nie ma nic fajniejszego niż obserwowanie Allie przy jedzeniu. Cieszyła się najmniejszymi drobiazgami tak bardzo, że można by pomyśleć, że pochodzi z obcej planety. To było naprawdę słodkie.

– Skoro już porozmawiałyśmy o moich rodzicach, teraz możemy zająć się twoim ulubionym tematem – stwierdziła z pełnymi ustami i znaczącym spojrzeniem.

Choć chipsy sprawiały, że mówiła niewyraźnie, od razu wiedziałam, co, czy raczej kogo, miała na myśli.

Nathaniela Duffy’ego.

– Wolałabym nie.

– Dawn…

– …

– Dawn!

Westchnęłam głośno.

– No dobrze. Ja… Bardzo się cieszę, że nie ma mojego nowego numeru telefonu.

– Unikasz odpowiedzi.

– Nie zadałaś żadnego konkretnego pytania – zauważyłam.

Allie uniosła brew.

– Ale je zasugerowałam.

Mruknęłam coś pod nosem. Nie chciałam rozmawiać o Nathanielu. Wolałabym pogadać o studiach, Kadenie, wybrykach Sawyer, nawet o tym okropnym kolesiu z kawiarni, o wszystkim, tylko nie o nim.

– Piękną mamy dziś pogodę. Powiedz, kiedy znowu wybieracie się w góry? Zastanawiałam się…

– Jako dobra przyjaciółka uważam za mój obowiązek poruszyć ten temat. Warto rozmawiać. – Allie ściągnęła mnie na ziemię i wepchnęła sobie w usta kolejną garść chipsów.

– No, super. – Westchnęłam i przetarłam pulsujące czoło. – Od dawna nie próbował się ze mną skontaktować. Odkąd zmieniłam numer telefonu, mam spokój.

– Jak myślisz, dlaczego tak bardzo chciał z tobą porozmawiać?

Wzruszyłam ramionami.

– Nie mam zielonego pojęcia. Szczerze mówiąc, nie bardzo mnie to interesuje. Nie rozmawiałam z nim od Święta Dziękczynienia i chciałabym, żeby tak zostało.

Zanim przyjechałam do Woodshill, całymi dniami opłakiwałam straconą przyszłość. Wszystko to, co planowałam razem z Nate’em, a co już nigdy się nie ziści.

Sześć. Pieprzonych. Lat.

Zmarnowanych.

Oczywiście kiedy ma się trzynaście lat, nie można zakładać, że znalazło się miłość swojego życia, ale w naszym wypadku… było inaczej. To było coś wyjątkowego. Coś, o czym czyta się w romansach.

Przyjaźniliśmy się od dziecka. Oddałam mu wszystko. Pierwszy pocałunek, bal maturalny, dziewictwo, moją przeszłość, moją przyszłość i wszystko pomiędzy.

Jak wiadomo, dziewczyny zawsze marzą o happy endzie; ja mój znalazłam w postaci Nate’a. Tak przynajmniej sądziłam, póki nie przyłapałam go na gorącym uczynku z Rebeccą Pennington, architekt zieleni z sąsiedztwa, z którą najwyraźniej łączyło go więcej, niż mi się wydawało. Z dziewczyną o smukłej szyi żyrafy i fantastycznym ciele, które wtedy wiło się w łóżku pod moim chłopakiem.

W naszym łóżku, tak na marginesie.

– Może powinnaś powiedzieć o tym ojcu – zaproponowała cicho Allie. Natychmiast zesztywniałam.

– W żadnym wypadku. – Pokręciłam głową tak mocno, że kucyk zasłonił mi oczy. Au.

– Ciągle sądzi, że rozstaliście się po przyjacielsku – zauważyła przyjaciółka i otarła usta wierzchem dłoni. – A co, jeśli najnormalniej w świecie da mu twój telefon? Wtedy okaże się, że całe zamieszanie ze zmianą numeru poszło na marne.

– Jesteś moim głosem rozsądku – westchnęłam i skuliłam się na krześle. – A powinnaś mnie namawiać, żebym wyszła do ludzi, poznawała fajnych facetów i wreszcie poszła z kimś do łóżka.

Allie gwałtownie otworzyła oczy.

– A chcesz tego?

– Oczywiście, że nie – westchnęłam i zakryłam oczy dłonią. Cholerny świat, tego absolutnie nie chciałam.

– Gdybyś jednak zmieniła zdanie, znam kogoś, kto zgłosi się na ochotnika, żeby uporać się z tym problemem.

Podniosłam głowę.

– Czy mi się zdaje, czy przed chwilą określiłeś moją pochwę mianem problemu?

– Nie, tylko delikatnie dałam ci do zrozumienia, że Spencer nadal za tobą szaleje.

Westchnęłam głośno. Jeszcze tylko tego mi brakowało.

– Dawn, zdaję sobie sprawę, że nie jesteś jeszcze gotowa na nowy związek. I też nie sądzę, że Spencerowi akurat o to chodzi.

– Nie chcę mieć z nim nic wspólnego – mruknęłam. – A jeszcze nie jest ze mną tak źle, żebym musiała rzucać się na pierwszego lepszego faceta, który wejdzie mi w drogę. Skoro zakonnice wytrzymują całe życie bez seksu, ja dam radę przez kilka lat.

– Nie masz pojęcia, co cię omija. – Allie uśmiechnęła się znacząco.

Rzuciłam w nią kawałkiem czekolady.

– Tylko dlatego, że ty i Kaden teraz… – I znowu przed oczami stanął mi jego penis. Jezus Maria, dlaczego ten widok tak bardzo wbił mi się w pamięć? – …macie razem mnóstwo frajdy, nie musisz mi współczuć.

– Ależ ja ci wcale nie współczuję. – Pochyliła się, podniosła kawałek czekolady z podłogi i zjadła. – Ja tylko chcę dla ciebie jak najlepiej.

– Czyli? – zapytałam.

Jej szarozielone oczy rozbłysły.

– Dawn, chcę, żebyś czuła się wspaniale. Żebyś olała tego dupka i patrzyła na niego z góry i zarazem przed siebie. Chcesz, żebym ci poradziła, żebyś się z kimś przespała? Więc niniejszym to robię.

Prychnęłam tylko i pokręciłam głową.

Allie spoważniała.

– Prześpij się z kimś, Dawn Edwards. Najlepiej z naszym wspólnym przyjacielem Spencerem, ale równie dobrze możesz wybrać innego przedstawiciela gatunku męskiego.

Nabrałam garść chipsów i wsadziłam sobie w usta, tylko po to, żeby nie odpowiadać.

* * *

Później pomogłam Allie przygotować się na randkę. Jeśli chodzi o makijaż, ona była ekspertką, ale ciuchów miałam w szafie dziesięć razy więcej niż ona. Wiecznie coś ode mnie pożyczała, jak siostra, której nigdy nie miałam. Tego dnia dałam jej błyszczącą bluzkę z fantastycznym dekoltem, a później ułożyłam jej włosy. Kiedy wychodziła, posłała mi tak promienny uśmiech, że aż zrobiło mi się ciężko na sercu. Bardzo się cieszyłam jej szczęściem. Jeżeli ktoś zasłużył na trochę radości w życiu, to właśnie ona.

Zebrałam miski po smakołykach, odstawiłam stół Sawyer na miejsce i postanowiłam wziąć prysznic. Akademik w zachodniej części kampusu był co prawda bardzo ładny, ale niestety dość ciasny jak na prawie sto osób, które tu mieszkały. Nasz pokój znajdował się na pierwszym piętrze, w odcinku korytarza z siedmioma innymi pokojami. Dwa były pojedyncze, pozostałe to dwójki, podobnie jak pokój mój i Sawyer. Zachodnia część kampusu naprawdę była przepełniona. Na naszym piętrze mieściło się jeszcze więcej pokoi; mijałyśmy je, przechodząc przez przeszklone drzwi do sąsiedniego korytarza. W każdej części znajdował się osobny kompleks łazienek, tak więc dzieliłam go z czternastoma innymi dziewczętami. Mało komfortowe.

Kiedy weszłam do łazienki, okazało się na szczęście, że wszystkie kabiny prysznicowe są puste. Najgorsza pora na kąpiel to ranek i późny wieczór, ale między szesnastą a osiemnastą często miałam szczęście.

Ciepła woda cudownie opływała moją skórę, ale chociaż robiłam co w mojej mocy, nie mogłam przestać myśleć o Nacie. W kółko sobie powtarzałam, że to już przeszłość, ale nawet teraz, prawie rok po naszym rozstaniu, nie mogłam się uporać z myślą, jak bardzo mnie zawiódł. Oddałabym za niego życie, zrobiłabym dla niego wszystko.

Nie mogłam zrozumieć, jak mógł tak po prostu przekreślić to, co nas łączyło. Jak mógł mnie tak zranić, po tym wszystkim, co razem przeszliśmy. Czego razem doświadczyliśmy.

Nathaniel z Rebeccą w łóżku… To było największe upokorzenie w moim życiu. A kiedy potem dowiedziałam się, że ta sprawa ciągnie się już od jakiegoś czasu, rozpadłam się na kawałki. Coś we mnie pękło i od tej pory, ilekroć jakiś facet na mnie spojrzał, cała kuliłam się ze strachu.

Wściekła nalałam szamponu na włosy. Nie, nie będę o tym więcej myśleć. Poświęciłam Nate’owi wystarczająco dużo czasu. Nie zmarnuję kolejnych chwil na negatywne myśli. Na to czas jest zbyt cenny.

Może Allie miała rację.

Może rzeczywiście już najwyższy czas się z kimś umówić. Albo iść do łóżka. To przecież wcale nie oznacza, że mam się z kimś związać, prawda? Tego akurat nie muszę się obawiać. Krótki romans… Do tego nie potrzeba ani uczuć, ani zaufania.

Roztarłam w dłoniach żel pod prysznic o owocowym zapachu i namydliłam całe ciało. Sprawnymi ruchami masowałam sobie ramiona, brzuch i małe zgrubienie na wewnętrznej stronie uda.

Allie miała rację – brakowało mi seksu.

Z Nate’em uprawialiśmy go dużo. I to był dobry seks, w każdym razie odkąd nauczyliśmy się, jak to działa. Jednak podczas pierwszych miesięcy po rozstaniu na samą myśl o pójściu z kimś do łóżka przed oczami stawała mi wizja Nate’a i Rebekki, widziałam, jak poruszał się nad jej nagim ciałem, widziałam jego plecy podrapane jej długimi paznokciami.

Dopiero od niedawna znowu zapragnęłam fizycznej bliskości. Jednak jedyną osobą, która mogła mi ją zapewnić, byłam ja sama, i to własnymi rękami, tak jak teraz.

Powoli przesuwałam dłonie po ciele. Zamknęłam oczy pod strumieniem ciepłej wody. W tej fantazji to nie moje ręce wędrowały po mojej skórze, lecz szorstkie, męskie dłonie. Znajdowały właściwe miejsca, przyprawiały mnie o dreszcz. Niemal czułam wargi, które całowały moją szyję, zostawiały na skórze palący ślad. Odchyliłam głowę na bok, żeby gorące usta miały lepszy dostęp.

– Przecież mówiłem, że ci pokażę swoją łazienkę – wyszeptał mi Spencer do ucha i pchnął na zimne kafelki.

Przeraziłam się tak bardzo, że poślizgnęłam się na pianie na posadzce. Walnęłam się w piszczel i kabinę prysznicową wypełnił mój bolesny jęk.

Westchnęłam głośno, przycisnęłam rękę do piersi, która falowała w przyśpieszonym oddechu. W podbrzuszu cały czas czułam ciepło pożądania.

O rany.

Byłam nieźle rąbnięta.

4

Nie jestem tchórzem. Nigdy nim nie byłam i miałam nadzieję, że nigdy nie będę.

Kiedyś, kiedy na basenie ukradziono mi ręcznik, nie kuliłam się przerażona, tylko całkiem naga przeszłam spod pryszniców do przebieralni.

Kiedy innym razem przez pomyłkę weszłam do niewłaściwej sali kinowej i zamiast filmu animowanego trafiłam na horror, przez dwie i pół godziny siedziałam twardo, choć później cały czas było mi niedobrze.

Zdarzyło mi się też, że wjechałam rowerem w samochód naszego wrednego starego sąsiada, zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam do jego drzwi, żeby wszystko mu powiedzieć. Trzęsłam się przy tym jak osika, i też jeszcze dużo później, nawet wieczorem, kiedy wszystko opowiadałam ojcu. Ale byłam z siebie dumna, że stawiłam czoła trudnościom i nie stchórzyłam.

Więc nie byłam tchórzem.

Z tymi słowami w głowie stałam pod drzwiami Allie i wsłuchiwałam się w dźwięk dzwonka.

Zazwyczaj potrafiłam stawić czoła nieprzyjemnym sytuacjom, a nie przed nimi uciekać. Dlatego też teraz miałam stanąć oko w oko z Kadenem, choć między nami mówiąc, miałam nadzieję, że tym razem będzie miał coś na sobie. Nie byłam gotowa na kolejne bliskie spotkanie z jego penisem.

Dzwonek ucichł. Naparłam na drzwi ramieniem. Energicznym krokiem weszłam do środka i na schody. Allie czekała na progu. Objęłam ją, ściągnęłam kurtkę, a potem stanowczym krokiem weszłam do saloniku.

Kaden siedział na kanapie z kontrolerem konsoli w dłoni, ze wzrokiem wbitym w ekran telewizora. Na mój widok wcisnął guzik i wrzaski stworów z gry umilkły. W kącikach jego oczu pojawiły się malutkie zmarszczki, a usta uniosły się w lekkim uśmiechu.

Lekko przechylił głowę na bok i uśmiechnął się do mnie.

– Cześć, Dawn.

– No i czemu się tak szczerzysz? – wybuchłam i poczułam palące ciepło na policzkach. – No dobra, widziałam cię nago, super. To nie był pierwszy penis, który w życiu widziałam, i mam nadzieję, że zaraz przestaniesz się na mnie tak głupio gapić. Rozumiemy się?

Uśmiechał się coraz szerzej, opadł na kanapę, rozluźniony, jakbym przed chwilą nie mówiła o intymnej części jego ciała.

– Szczerze mówiąc, trochę się obawiałem, że się na mnie rzucisz, tak wielkie miałaś oczy.

– Kaden… – W głosie Allie była ostrzegawcza nutka, ale słyszałam w nim również rozbawienie.

– Doprawdy, Bubbles. Gdyby cię tu nie było, Dawn prawdopodobnie pochłonęłaby mnie żywcem.

– Nie przesadzaj, nie jesteś aż takim cudem świata, ty zarozumiały dupku.

Kaden uniósł wytatuowane ramiona nad głowę i przeciągnął się z bardzo zadowoloną z siebie miną.

– Przestań drażnić się z Dawn – krzyknęła Allie z kuchni.

– Przyszła Dawn?

O cholera.

Drzwi do sypialni otworzyły się i moim oczom ukazał się Spencer siedzący na podłodze. Trzymał w ręku kawałek plastiku, z którego na gumce zwisała pluszowa myszka.

Na mój widok uśmiechnął się krzywo.

– Cześć.

Chciałam odpowiedzieć tym samym, ale nie byłam w stanie wykrztusić słowa. Nagle straciłam głos. Za to przed oczami miałam sceny powtarzające się jak zacięty film.

To nie moje ręce wędrowały po mojej skórze, lecz szorstkie, męskie dłonie. Znajdowały właściwe miejsca, przyprawiały mnie o dreszcz. Niemal czułam wargi, które całowały moją szyję, zostawiały na skórze palący ślad.

Wpatrywałam się w dłonie Spencera. Lewa zaciskała się na kawałku plastiku. Drugą próbował głaskać Spideya. Po raz pierwszy zwróciłam uwagę na to, jak wielkie są jego dłonie. Miał długie palce i szerokie nadgarstki, stworzone do tego, żeby się na czymś zacisnąć. Jego dłoń wędrowała powoli po futerku Spideya, aż palce zatrzymały się i głaskały kociaka pod bródką. Przesunęłam wzrok wyżej, na jego ramię, na zakasane rękawy koszuli w kratę, i dalej, na barki, które dzisiaj wydawały mi się jeszcze szersze niż zazwyczaj, a w końcu zatrzymałam się na jego niebieskich oczach. Coś we mnie drgnęło, coś, co od wielu miesięcy spało głęboko. Rany boskie.

Spencer Cosgrove głaskał kota i to mnie podniecało. Nie, nie, nie.

– Bardzo urósł. – Odchrząknęłam i zmusiłam się do uśmiechu.

– Prawda? I coraz bardziej gryzie.

– Chyba tylko ciebie, Spencer – zauważyła Allie za moimi plecami.

Tylko na to czekałam.

– Cóż, Spidey to bardzo inteligentny zwierzak.

Spencer się żachnął.

– Nie, po prostu przy mnie odważa się na rzeczy, których przy was się boi. Czy nie jest tak, mój mały przyjacielu? – Odłożył plastikową wędkę i ujął kocie łapki w obie dłonie.

Mój żołądek znowu wykonał salto. Dlaczego rumieniłam się po uszy, widząc, jak przystojny facet głaszcze ślicznego puszystego kociaka? Czy to jakiś nowy fetysz?

Spidey błyskawicznie wykorzystał chwilę nieuwagi Spencera. Wyślizgnął się z jego dłoni, porwał pluszową mysz i wbił w nią zęby. Zanim Spencer zdążył sięgnąć po wędkę, kociak już czmychnął do saloniku, ciągnąc za sobą wędkę i sznurek. Podbiegł do mnie i położył mi myszkę u stóp.

– Dzięki, Spidey. – Pochyliłam się i pogłaskałam puszysty łepek. – To bardzo miło z twojej strony.

– Podstępny zdrajca. Przestań się jej podlizywać, łobuzie.

Nie byłam w stanie spojrzeć mu w oczy. Nie po tym, jak zareagowałam na jego widok. Tak więc jeszcze raz pogłaskałam Spideya, a potem wyprostowałam się i razem z Allie szykowałam nam miejsce do nauki.

Przez następne kilka godzin koncentrowałyśmy się całkowicie na analizie wiersza Sylvii Plath, na jej życiorysie jako symbolu i odzwierciedleniu ruchu wyzwolenia kobiet. A przynajmniej usiłowałyśmy. Bo nie sposób było zapomnieć o obecności Spencera i Kadena, którzy w którymś momencie zaczęli walczyć na kanapie i groźne pomrukiwać.

Cóż, przynajmniej później zaproponowali, że zamówią nam coś do jedzenia.

Podczas kolacji rozmawiałam tylko z Allie, właściwie przekrzykiwałyśmy się, bo czekało nas jeszcze tyle pracy w związku z zajęciami na uczelni. W pewnym momencie Kaden zaczął masować jej barki, a Spencer stanął za moim krzesłem i przez ramię zerkał na to, nad czym pracowałyśmy. Wyprostowałam się, jakbym połknęła kij, i udawałam, że nauka pochłania mnie do tego stopnia, że nie zdaję sobie sprawy, że stoi za mną i trzyma dłonie na oparciu mojego krzesła. Kłykcie jego palców niemal niezauważalnie musnęły moje łopatki. Odruchowo jeszcze bardziej pochyliłam się na zeszytem.

– Wszystko w porządku? – zapytał tak szybko, że tylko ja go usłyszałam.

Skinęłam głową, choć tak naprawdę powinnam zaprzeczyć. Na więcej nie było mnie stać, bo cały czas usiłowałam opanować niesforne myśli i zapanować nad upartym dygotem w brzuchu.

Może jednak jestem tchórzem.

5

Przez pozostałą część tygodnia starałam się wziąć w garść. Udawałam, że nic się nie stało, i zachowywałam się normalnie. Marzenie pod prysznicem? Zapomniane. W życiu do czegoś takiego nie doszło. Nie wracałam do niego myślami, zagrzebałam je na samym dnie umysłu, w kartonie z napisem: nie istnieje. Zamiast tego pilnie chodziłam na wykłady, razem z Allie ślęczałam nad ostatecznymi wersjami esejów, a po powrocie do domu pisałam jak szalona kolejne sceny mojego opowiadania. Między innymi dlatego odrzuciłam zaproszenie Allie, która zaproponowała, żebym w piątkowy wieczór przyszła do niej, a później miałyśmy razem iść na miasto. Dlatego, a także dlatego, że wiedziałam, że prawdopodobnie padnę trupem, kiedy tylko zobaczę Spencera.

Nie istnieje.