Wydawca: Muza Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 198 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Trening ikigai - Hector Garcia, Francesc Miralles

 

"Trening ikigai" to idealne praktyczne uzupełnienie pierwszej książki autorów: "Ikigai Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia"

W drugiej książce poświęconej ikigai nie ma już słowa o diecie i ćwiczeniach – tę wiedzę już czytelnik posiada. Zamiast tego Garcia i Miralles, korzystając z wiedzy zdobytej podczas podróży po Japonii, stworzyli swój autorski program samodoskonalenia. Jest on motywujący, realistyczny i oparty na prostych ćwiczeniach, a także uniwersalny – może dotyczyć naprawdę różnorodnych celów, stawianych sobie przez osoby w różnym wieku i mających różne zainteresowania.

Te wszystkie ćwiczenia prowadzą do najważniejszego: odkrycia swojego ikigaipasji i sensu życia.

Opinie o ebooku Trening ikigai - Hector Garcia, Francesc Miralles

Fragment ebooka Trening ikigai - Hector Garcia, Francesc Miralles

Tytuł ‌oryginału: ‌El ‌método Ikigai

Projekt okładki: ‌Studio ‌projektowe &Visual, ‌www.andvisual.pl

Redaktor prowadzący: Aleksandra Janecka

Redakcja: ‌Sławomira ‌Gibka

Redakcja techniczna: Anna Sawicka-Banaszkiewicz

Skład ‌wersji ‌elektronicznej: ‌Robert Fritzkowski

Korekta: ‌Maria ‌Śleszyńska

© ‌2017 Héctor García ‌and Francesc Miralles

© ‌2017 ‌Penguin Random House ‌Grupo ‌Editorial, ‌S.A.U.Travessera de ‌Gràcia, 47-49. ‌08021 BarcelonaTranslation ‌rights arranged ‌by the Agreement with ‌Sandra Bruna ‌Agencia Literaria, S.L., ‌Spain ‌and Book/lab ‌Literary Agency, ‌PolandAll rights reserved

© ‌for ‌the Polish edition by ‌MUZA SA, ‌Warszawa 2018

© for the ‌Polish ‌translation by Jan ‌Wąsiński

ISBN 978-83-287-0851-8

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa ‌2018

Tym, którzy dzielą ‌się ‌swoimi ‌pasjami ‌i rozbudzają je ‌w innych, a w ten ‌sposób czynią świat ‌miejscem najpiękniejszym i najmilszym

PRZYGODA Z IKIGAI Podróż po stacjach szczęścia

Nieco ponad dwa lata temu my, autorzy niniejszej książki, ukończyliśmy projekt, który zaprowadził nas o wiele dalej, niż mogliśmy śnić.

A wszystko zaczęło się od rozmowy w tokijskim parku. To wtedy okazało się, że łączy nas chęć odwiedzenia „miasteczka stulatków”, niewielkiej osady na północy Okinawy, która szczyci się najwyższym światowym wskaźnikiem długowieczności.

Postanowiliśmy wybrać się w to niezwykłe miejsce i porozmawiać z jego najstarszymi mieszkańcami. Chcieliśmy, aby uchylili nam rąbka tajemnicy, jak wieść tak długie życie pełne motywacji i sił witalnych.

Owocem tej wyprawy jest książka IKIGAI. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia[1], która koncentruje się na jednym z kluczowych czynników wiecznej młodości: mieć „powód istnienia”. To on może zapewnić nam szczęście stałego zajęcia.

Ku powszechnemu zaskoczeniu już w dniu premiery książka stała się sprzedażowym numerem jeden w największej hiszpańskiej księgarni internetowej. Dwa miesiące później prawa do IKIGAI pozyskały wydawnictwa w trzydziestu krajach, między innymi w Stanach Zjednoczonych, Rosji, Chinach, a nawet w samej Japonii.

Po publikacji otrzymaliśmy setki listów i wiadomości od naszych czytelników. Zachwycali się w nich inspiracjami czerpanymi z lektury IKIGAI, ale też pytali nas: Jak mogę odnaleźć własne ikigai? Znam swoją życiową pasję, ale zawsze jestem objuczony tyloma obowiązkami, że praktycznie nie znajduję czasu na swoje ikigai. Jak można więc urzeczywistnić marzenie?

Są to pytania, które i my sobie stawialiśmy. Dlatego dokładnie wiedzieliśmy, jaki przyświeca nam cel w przypadku naszego kolejnego wspólnego przedsięwzięcia. Druga książka miała być ściśle praktyczna i wspomagać zarówno nas, jak i naszych czytelników w odnajdywaniu i umacnianiu swojego ikigai w każdym aspekcie.

Po upływie dwóch lat owocem tego wyzwania jest książka, którą właśnie masz przed sobą. Z przyjemnością przekazujemy w twoje ręce narzędzie, które całkowicie odmieni twoją przyszłość, a także przyczyni się do zrozumienia własnej przeszłości, abyś w teraźniejszości mógł żyć po swojemu. Tak jak chcesz.

W tym celu wyruszyliśmy w nową podróż przez Japonię – kraj, który stał się inspiracją naszej pierwszej wspólnej książki. W poszukiwaniu jakże ważnych lekcji i odpowiedzi na pytanie, jak przemienić własne ikigai w sens istnienia i w motor zmian, które pozwolą wypełniać życiową misję.

IKIGAI

Ikigai to japońskie słowo – w tamtejszym alfabecie zapisywane – które nie ma precyzyjnego odpowiednika w innych językach. Ikigai to sens życia, marzenie, które pozwala ci wstawać codziennie rano z pokładami energii.

Japońskie słowo składa się z dwóch innych: iki –  oznacza „życie” lub „bycie żywym” – oraz gai – , przekładane jako „być wartym i mieć wartość”. Dosłowne tłumaczenie ikigai brzmiałoby więc: „coś, z powodu czego warto żyć”.

Zdaniem Japończyków każdy z nas skrywa w sobie własne ikigai – a może nawet kilka – choć bywa, że jesteśmy tego zupełnie nieświadomi.

Efekt superekspresu

Przyglądając się „japońskiemu cudowi gospodarczemu” z lat 1960–1980, kiedy to Kraj Kwitnącej Wiśni spektakularnie podniósł się z powojennej nędzy i awansował na pozycję drugiej gospodarki na świecie, dostrzegliśmy, że występuje tam tak zwany efekt Shinkansen. Ta rewolucyjna koncepcja była dotąd stosowana tylko w inżynierii i w ramach japońskich przedsiębiorstw. Jesteśmy jednak przekonani, że dokładnie tę samą filozofię postępowania można wykorzystać do ogromnego przyspieszenia naszych osobistych osiągnięć.

W pierwszej części książki naszym zadaniem jest – po raz pierwszy! – przełożyć reguły „japońskiego cudu” na życie osobiste każdego czytelnika. Cel to uzyskanie prawdziwie wielkiego przeskoku, który w każdej dziedzinie naszego życia spowoduje, że niemożliwe staje się możliwe.

Choć oczarowała nas sama koncepcja efektu Shinkansen, to jednak życie nie zawsze przecież sprowadza się do robienia wszystkiego szybciej i lepiej.

Podczas właśnie rozpoczętej podróży rozwinęliśmy metody pomocne w tym, aby nasza przeszłość zasilała teraźniejszość i aby w ten sposób teraźniejszość rozświetlała nam drogę ku przyszłości, w której osiągniemy nasze cele.

Na Dalekim Wschodzie nazywają to pogodzeniem się z upływem czasu, albowiem jedyne, co się nie zmienia, to zmiany. Dlatego właśnie warto dążyć do ich zrozumienia, aby przejąć kontrolę nad naszym życiowym ekspresem i zdawać sobie sprawę, jak zmiany z przeszłości na nas wpłynęły. Wówczas będziemy gotowi na przyszłość, w chwili gdy na tej drodze znajdziemy się na rozstajach i będziemy musieli podjąć zasadnicze postanowienia.

Traktowanie akceptacji upływu czasu jako swoistej szansy jest kluczowe, aby czuć się szczęśliwym i konsekwentnie spełniać własne dążenia.

Nasze ikigai bardzo przypomina tak opisywaną zmianę: jest czymś stałym, co zawsze nam towarzyszy i mutuje zależnie od etapu życia, na którym akurat jesteśmy. Nasz „sens istnienia” jest inny, gdy mamy piętnaście lat, inny zaś, kiedy stuknie nam siedemdziesiątka.

Najważniejsze to żyć w zgodzie z każdym etapem naszego ikigai. W innym wypadku bowiem poczujemy, że zeszliśmy z własnej ścieżki, a władzę nad naszym życiem codziennym przejęły czynniki zewnętrzne.

Nasze ikigai jest jak częstotliwość radiowa: im bardziej się z nim zestroimy, tym lepszy będzie odbiór i większe poczucie, że nasze życie ma sens.

Oto przewodnik po naszej własnej ścieżce, który pomoże nam zachować dobrą częstotliwość i utrzymać odpowiedni kierunek na zakrętach życia. Spoiwo przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, które umożliwi skuteczne spełnianie naszej osobistej misji.

W ramach naszej podróży po Japonii wybraliśmy trzy najważniejsze miejsca, które pomogły nam tę książkę podzielić na trzy duże części:

1. Podróż przez PRZYSZŁOŚĆ: Tokio

W japońskiej stolicy wskoczymy do superekspresu planowania naszej idealnej przyszłości, który mknie ku bezkresnym horyzontom. Jeśli chodzi bowiem o to, co możemy osiągnąć w życiu, granicą jest tylko nasza wyobraźnia. W tej części znajdziemy ćwiczenia pomocne w planowaniu przyszłości z wykorzystaniem całego własnego potencjału – do uruchomienia swojego wewnętrznego superekspresu.

2. Podróż przez PRZESZŁOŚĆ: Kioto

Na historyczną prowincję dojedziemy małym, niespiesznym składem kolejowym, dzięki czemu będziemy mogli chłonąć piękno pejzażu tworzonego przez przeszłość i tradycję. Nostalgiczna natura naszego wehikułu pomoże nam pochylić się z zadumą nad już przeżytym czasem, aby lepiej poznać siebie. Odpowiedź na grecki aforyzm „Poznaj samego siebie” ma wiele wspólnego z tym, jak zareagowaliśmy na wyzwania, które pojawiły się przed nami w przeszłości. Pozytywna interpretacja przeżytych doświadczeń zapewnia nam zdrowie emocjonalne i mentalne. Świadomość własnej przeszłości nadaje sens naszemu życiorysowi. Ponowne odkrycie naszych pasji z dzieciństwa i okresu dojrzewania dostarcza najważniejszych wskazówek, jak rozpoznać nasze prawdziwe ikigai.

3. Podróż przez TERAŹNIEJSZOŚĆ: Ise

Sanktuarium w Ise istnieje od ponad dwóch tysięcy lat. Czy jest tam pierwiastek przeszłości? Raz na dwadzieścia lat Japończycy niszczą ten budynek i stawiają go na nowo. Dlatego mówimy, że sanktuarium w Ise przeżywa wieczną teraźniejszość. Zwyczaj ten pomoże nam dostrzec, że nie należy uginać się pod ciężarem przeszłości, ponieważ zawsze mamy swobodę decyzji, kim chcemy być i czym w danej chwili się zajmować. Po spacerze po sanktuarium w Ise odwiedzimy też świątynie, w których nauczymy się kreślić kręgi ensō i poznamy potęgę dalekowschodnich dyscyplin, takich jak łucznictwo, aby nauczyć się przywoływać naszego ducha do teraźniejszości. Dostrzeżemy też, że każda forma sztuki jest wspaniałym narzędziem, aby w danej chwili wejść w stan przepływu – w stan flow.

Trening ikigai to coś więcej niż książka. Jeśli przeczytasz ją uważnie i zawarte tu propozycje wdrożysz w życie codzienne, zabierze cię w miejsce, które dotąd być może istniało wyłącznie w twojej wyobraźni.

Przy okazji kontemplowania tego nieznanego dotąd pejzażu przygotuj się na wielkie zmiany i zaskoczenia.

Oddychaj i miej otwarty umysł. Ta podróż dopiero się zaczyna.

Dziękujemy, że podróżujesz z nami.

HÉCTOR GARCÍA I FRANCESC MIRALLES

CZĘŚĆ PIERWSZA PODRÓŻ PRZEZ NASZĄ PRZYSZŁOŚĆ

Efekt Shinkansen i inne sposoby ożywiania wielkich osobistych przedsięwzięć i rozwijania dyscypliny wewnętrznej, aby je wykonać

Tokio

Miejscem naszego spotkania jest dworzec Shinjuku, przez który codziennie przewija się trzy, cztery miliony pasażerów. Miejsce to trafiło do Księgi rekordów Guinnessa jako najruchliwszy węzeł komunikacyjny na świecie.

Shinjuku to wzorcowy przykład tego, co potrafi osiągnąć Japonia.

Trudno tu w ogóle odnaleźć drugą osobę, zważywszy że dworzec ma ponad dwieście wyjść, a pomyłka może przynieść opłakane skutki. Aby uniknąć takich tarapatów, postanowiliśmy się spotkać w barze New York na 52. piętrze hotelu Park Hyatt. To właśnie w tym hotelu nakręcono niektóre sceny filmu Między słowami.

Nasz stolik rozświetlają płomienie świec i otaczają przeszklone ściany z widokiem na bezbrzeżny ocean tokijskich budynków. Powierzchnia miasta migocze i błyska, jakby pozazdrościła rozgwieżdżonemu niebu.

Jakaś kapela jazzowa gra na żywo utwory Milesa Davisa.

– Też odnosisz takie wrażenie, że tu, w Tokio, jesteśmy w przyszłości? – pyta Francesc, racząc się zamówioną whisky Yamazaki.

– To jedna z przyczyn, dla których tu mieszkam – odpowiada Héctor. – Fantastyka naukowa, futuryzm, takie klimaty zawsze mnie przyciągały.

– I to cię nie nuży? Nie uważasz, że ta obsesja na punkcie doskonałości bywa wręcz nieludzka?

– Niekiedy tak. Długo mógłbym ci opowiadać o tym, jak przytłacza praca w tak pedantycznym otoczeniu zawodowym. Ale wolę dostrzegać pozytywne strony.

– Héctor, powiedz mi zatem coś pozytywnego… Gdybyś miał wybrać jedną lekcję, którą przyswoiłeś sobie po dwunastu latach życia w Japonii, to jaką byś wybrał?

– Ganbarimasu!

– Gangi z lasu? – śmieje się Francesc.

– Jakie tam gangi! Ganbarimasu oznacza „wkładać wszelkie starania w osiągnięcie celu”. Japończycy używają tego słowa, kiedy stają w obliczu wyzwania, czy to osobistego, czy sportowego, czy też zawodowego. Ganbarimasu pociąga za sobą filozofię, żeby „nigdy się nie poddawać”, i chyba to właśnie podziwiam w Japończykach najbardziej.

– Nawet gdy cel pozornie zdaje się nieosiągalny, nie poddają się… A wszystko dzięki zdumiewającemu efektowi Shinkansen – zauważa Francesc.

– Właśnie. Pozornie nieosiągalne cele, zawieszanie poprzeczki bardzo wysoko, odgrywają kluczową rolę w tym, by wyzwolić w nas efekt Shinkansen. Jeśli jednak nie połączymy tego z siłą ganbarimasu, ustawicznych starań, nasze marzenia o przyszłości rozwieją się i nigdy nie staną rzeczywistością.

– Héctor, gotuj się do odpalenia swojego efektu Shinkansen! Podczas tej podróży napiszemy w końcu tę książkę.

– Ganbarimasu!

Z hotelu Park Hyatt przenieśliśmy się do jednego z maleńkich barów, które przycupnęły w uliczkach nieopodal dworca Shinjuku.

Z powodu rozjarzonych neonów i nieustannego ruchu wydaje się, że noc pozbawiona jest tu prawa wstępu. Obok dzielnicy Shibuya to jedno z miejsc w Tokio, które nigdy nie zasypia. Tętni życiem w szalonym rytmie, który nie pozwala na odpoczynek i stale przyspiesza w pogoni za najwyższą wydajnością w pracy, a po pracy – za chęcią wyciśnięcia maksimum z zabawy.

W barze siedzi raptem trzech klientów. Zawieramy znajomość z człowiekiem, który w tokijskim ratuszu przepracował ponad czterdzieści lat. Po krótkiej pogawędce wychodzi z nami i zatapiamy się w kolejną uliczkę. Po wejściu na któreś piętro cuchnącego budynku lądujemy w okinawskiej restauracji z artystą grającym muzykę tradycyjną na sanszinie – trzystrunowym instrumencie pochodzącym z południowych wysp japońskich.

Wystrój i atmosfera natychmiast budzą w nas nostalgiczne wspomnienie podróży do Ogimi, dzięki której napisaliśmy IKIGAI, naszą poprzednią książkę. W tej restauracji kończymy nasz pierwszy wieczór w Tokio.

Następnego dnia wsiadamy do legendarnego superekspresu.

MIASTECZKO STULATKÓW

W naszej poprzedniej książce – IKIGAI: Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia – opowiedzieliśmy o swoich doświadczeniach z Ogimi, położonej na północy Okinawy ponad trzytysięcznej miejscowości najbardziej długowiecznych osób na świecie. Jej mieszkańcy nie tylko żyją długie lata, lecz także mają najniższe wskaźniki zachorowalności na raka w całej Japonii, podobnie jak na inne schorzenia, choćby cukrzycę.

Wielu naukowców prowadziło badania na mieszkańcach Ogimi. My udaliśmy się tam z kamerą w ręku i przez tydzień nagraliśmy rozmowy z ponad setką staruszków. Wypytaliśmy o ich codzienne zwyczaje, dietę, rodzinę i przyjaciół, a także o tajemnicę tak długiego życia w zdrowiu.

Oczywiście zapytaliśmy ich również, jakie jest ich ikigai.

Spędzając wspólnie czas, szybko zorientowaliśmy się, że nie ma wśród nich ani jednego klasycznego emeryta. Wszyscy mają jakieś zajęcie, a wiele osób nawet łączy różne prace.

„Klarowność umysłu zacząłeś tracić, odkąd zaniechałeś prowadzenia księgowości warzywniaka” – mówi Akiko do jednego z przyjaciół, dziewięćdziesięciosześciolatka, strofując go za bumelanctwo po rezygnacji z pracy. Mająca dziewięćdziesiąt dwa lata Akiko łączy funkcję przewodniczącej wspólnoty sąsiedzkiej ze sprzedażą w lokalnym sklepie ręcznie wykonanych toreb. Jest w pełni sprawna i mówi: „Śmierć sięga po ciebie, gdy nic nie robisz”.

W naszym badaniu doszliśmy między innymi do wniosku, że mieszkańcy miasteczka stulatków odnaleźli swoje ikigai w nieustannej aktywności. Całkiem prawdopodobne, że największa tajemnica długowieczności to być w kółko zajętym, poświęcać swój czas umiłowanym czynnościom.

1. stacja: SHINKANSEN Myślenie nad supercelami

Zanim nasz pociąg wyruszy ku nowym możliwościom, przyjrzyjmy się pochodzeniu koncepcji, wokół której toczy się nasza przygoda. W tym celu cofniemy się w czasie o ćwierć wieku i skupimy uwagę na człowieku, który nazywał się Jack Welch.

Być może to nazwisko nic ci nie mówi. Welch był prezesem General Electric w latach 1981–2001 i uchodzi za jednego z najlepszych dyrektorów minionego stulecia. Pod jego batutą wprowadzono system kwartalnej weryfikacji celów i zadań pracowników, używany do dziś w większości średnich i dużych przedsiębiorstw.

System ten sprawował się względnie dobrze do czasu, gdy zauważono, że w niektórych działach firmy wydajność zaczyna spadać.

Co się działo?

Prawo najmniejszego wysiłku

Po uważnym przyjrzeniu się działaniom Welch zrozumiał, że pracownicy różnych działów wypełniali arkusz celów kwartalnych propozycjami ulepszeń stopniowych, przyrostowych, w tym także banałami. Innymi słowy, wpisywali cele łatwe do osiągnięcia, co do których mieli pewność, że je osiągną bez szczególnych starań. Zjawisko to powszechnie nazywa się prawem najmniejszego wysiłku.

Każdy z nas pewnie przeżył taką sytuację, kiedy w ramach jakiegoś przedsięwzięcia osiągamy najważniejsze cele, a w następnym kroku przystosowujemy się i robimy niezbędne minimum, aby całość po prostu mogła trwać dalej. Pogódźmy się z tym: ludzie są wygodniccy z natury, ale jeśli chcemy się rozwijać i osiągać coraz wyżej położone szczyty, musimy zwalczać ten konformizm i brak wyobraźni.

Zjawisko to nie ogranicza się wyłącznie do dziedziny biznesu. Prawo najmniejszego wysiłku często występuje również w takich obszarach jak:

• dbałość o ciało i własne zdrowie;

• relacje z partnerem/partnerką i z dziećmi;

• podejście do przyjaźni i spędzania czasu wolnego;

• cele intelektualne, artystyczne, a nawet duchowe.

Lenistwo lub nasze szalone tempo życia powodują, że tak samo byle jak jemy i śpimy, aż w końcu ciało wysyła nam poważne sygnały ostrzegawcze. W relacji z drugą osobą zapadamy w letarg, póki nie dojdzie do kryzysu. Tak się dzieje z każdym aspektem naszego życia.

Od czasu do czasu dokonujemy niewielkiego retuszu i ulepszenia, jak owi pracownicy General Electric w ramach kwartalnej weryfikacji, ale są to tylko namiastki zmiany, które nie przekształcają sytuacji w istotnym zakresie.

Nie zawsze jest to wynikiem lenistwa. Niekiedy po prostu utrzymanie w działaniu tego, co stworzyliśmy i czemu poświęcaliśmy się tak długo, zajmuje nas w takim stopniu, że nie starcza nam już ani czasu, ani energii, by wynieść to na wyższy poziom.

A może boimy się prawdziwej zmiany?

Tajemnica Mikawy

Jack Welch długo się głowił nad ową zagadką natury ludzkiej psychiki: jak zmotywować pracowników poprawnie funkcjonujących działów, aby podejmowali ryzyko i stawiali na innowacyjność?

Rozwiązanie pojawiło się podczas podróży, którą odbył w roku 1993 do Tokio.

W trakcie pobytu w Kraju Kwitnącej Wiśni spotkał się z Eijim Mikawą, prezesem specjalizującej się w technologiach medycznych japońskiej spółki córki General Electric.

Jack Welch był pod niekłamanym wrażeniem tempa, w jakim wdrażano tu innowacje, wszystkie inne działy General Electric zostawiając w tyle. Japońska filia od lat wprowadzała na rynek najlepsze i najszybsze na świecie tomografy komputerowe.

Mikawa zdradził Welchowi tajemnicę, która zainspirowała powstanie tej książki:

„Jeśli chcesz, żeby pociąg jechał szybciej o dziesięć kilometrów na godzinę, wystarczy po prostu wzmocnić silnik o kilka koni mechanicznych. Jeżeli jednak dążysz do tego, aby prędkość mierzona w kilometrach na godzinę wzrosła ze stu pięćdziesięciu do trzystu, to musisz pomyśleć o czymś innym.

Może trzeba poszerzyć wszystkie tory? Może należy stworzyć od nowa cały układ zawieszenia?

A może wagony muszą mieć bardziej aerodynamiczny kształt?

Musisz zacząć myśleć inaczej, out of the box. Nie stworzysz nowego pociągu, wprowadzając kilka zmian. Musisz zacząć od całkowicie nowego spojrzenia i sposobu myślenia”.

Pozornie niewykonalne zlecenie

Aby sięgnąć źródeł tej rewolucyjnej koncepcji, musimy cofnąć się do roku 1958, w sam środek powojennego cudu gospodarczego. To wtedy rząd japoński nakazał spółce Japan Railways (JR) wymyślić, jak skutecznie połączyć Tokio z Osaką możliwie najszybszym środkiem transportu.

Kilka miesięcy później inżynierowie z JR przedstawili projekt pociągu, który jechałby z prędkością stu kilometrów na godzinę. Była to zawrotna prędkość jak na owe czasy. Gdyby ten wczesny projekt został zatwierdzony, powstałaby jedna z najszybszych kolei na świecie.

Tymczasem szefowie JR przekazali konstruktorom zupełnie nieoczekiwaną odpowiedź:

„Potrzebny jest dwa razy szybszy pociąg”.

Inżynierowie zupełnie zgłupieli i tylko powtarzali, że niepodobna osiągnąć czegoś takiego. Pociąg mknący z prędkością dwustu kilometrów na godzinę? Takie rzeczy mogą istnieć tylko w filmach science fiction.

Dyrekcja odparła, że spółka ma nieograniczony budżet, ponieważ rząd dał wolną rękę na to pozornie niemożliwe przedsięwzięcie.

Efekt Shinkansen

Po upływie kilku miesięcy konstruktorzy przedstawili nowy projekt, który zakładał kompleksową zmianę w każdym aspekcie powstawania przyszłego pociągu. Aby pojazd osiągał tak zawrotną prędkość, trzeba było:

• zmienić kształt, wysokość i szerokość torów używanych dotąd w Japonii;

• większość budżetu przeznaczyć na wydrążenie tuneli, aby pociąg mógł pędzić przez górzyste okolice słynnej Fudżi;

• całkowicie przeprojektować ówczesną koncepcję „pociągu” i stworzyć maszynę lżejszą, bardziej opływową i zdolną pokonać opór powietrza.

Podsumowując: aby zyskać na prędkości dziesięć kilometrów na godzinę, wystarczało wprowadzić pewne ulepszenia. Żeby jednak podwoić prędkość pociągu, trzeba było zmienić wszystko, spojrzeć na ten środek transportu z zupełnie nowej perspektywy.

Ta radykalna zmiana to tak zwany efekt Shinkansen, wykorzystywany w inżynierii i w biznesie. Możemy go zastosować do wszystkich dziedzin naszego życia.

Wracając do „prawie niewykonalnego zadania” japońskich konstruktorów – w 1964 roku, po ledwie sześciu latach od chwili, gdy rząd sformułował oczekiwania, przed Igrzyskami Olimpijskimi w Tokio uruchomiono pierwszy superekspres w dziejach.

Wynalazek komunikacyjny osiągał wyznaczone cele, co wzbudziło zdumienie na całym świecie. Shinkansen łączył Tokio z Osaką w tempie ponad dwustu kilometrów na godzinę. Czas podróży między obydwoma miastami skurczył się z sześciu godzin czterdziestu minut do trzech godzin i dziesięciu minut.

Nowe technologie, które wymyślono, aby mógł powstać pierwszy superekspres w dziejach, w następnych dekadach zrewolucjonizowały transport kolejowy na całym świecie.

Ten niezwykły postęp, z którego do dziś czerpiemy profity, rozpoczął się od przyjęcia całkowicie nowego sposobu myślenia.

SHINKANSEN – POCIĄG JAK POCISK

Termin shinkansen () dosłownie oznacza „nową linię główną”. Owo japońskie słowo składa się z trzech znaków: („nowy”),  („pień/główna część”) i  („linia”). W chwili uruchomienia w 1964 roku pociąg „Hikari” (Światło) przebył trasę nowej magistrali – „nowej linii głównej” – między Tokio a Osaką, stając się pierwszym w dziejach pociągiem dużych prędkości, przekraczającym dwieście kilometrów na godzinę. Zarówno model „Hikari”, jak i linie szybkiej kolei pasażerskiej Shinkansen zaczęły być poza Japonią powszechnie określane mianem „japońskiego pociągu pocisku” (bullet train).

Myślenie jak projekt Shinkansen

Eiji Mikawa bardzo lubił opowiadać o tym, jak w jego przedsiębiorstwie podejście à la superekspres stosuje się w każdej dziedzinie. Gdy na przykład szefowie któregoś działu mówili mu, że zamierzają ściąć wydatki o pięć procent, on zwracał się do nich, by pomyśleli w taki sposób, aby koszty zmniejszyć o pięćdziesiąt procent.

Jack Welch był pod wielkim wrażeniem słów Eijiego Mikawy i wprowadził tę filozofię postępowania w General Electric. Wszystkich swoich pracowników i poszczególne działy poprosił, aby dodali „supercele” do swoich kwartalnych weryfikacji celów i zadań.

To jedna z zasadniczych przyczyn tego, dlaczego General Electric – mimo że zostało założone ponad sto lat temu i ma setki tysięcy pracowników – pozostało przedsiębiorstwem konkurencyjnym i wciąż wprowadza na rynek innowacje.

Jeśli masz jakiś cel, który zamierzasz osiągnąć w ciągu dziesięciu lat, najlepiej pomyśleć nad jakimś sposobem, żeby tenże cel zrealizować w ciągu roku.

PETER THIEL (INWESTOR Z DOLINY KRZEMOWEJ)

Przedsiębiorstwa lub osoby, które wyznaczają sobie „supercele”, zazwyczaj ostatecznie wybijają się ponad innych w społeczeństwie.

Na przykład Elon Musk wysunął – zdaniem wielu „niedorzeczny” – pomysł zbudowania rakiet, które mogą startować i lądować. W ramach własnego prywatnego przedsiębiorstwa Space X w niecałe dziesięć lat osiągnął to, czego NASA nie potrafiła przez ponad pół wieku badań i rozwoju.

To właśnie Elon Musk zaproponował hyperloop – system transportu ziemnego, który mógłby osiągać prędkość tysiąca dwustu kilometrów na godzinę. Jako osobisty supercel wyznaczył sobie, że wyśle pierwszego człowieka na Marsa. Czy to osiągnie?

A ty? Na jakiej płaszczyźnie swojego życia chcesz zastosować efekt Shinkansen?

WYOBRAŹ SOBIE SWÓJ PIERWSZY SUPERCEL

Aby marzenie lub aspiracja zasługiwały na takie miano, muszą być pozornie niemożliwe do osiągnięcia. Jeśli czujesz, że możesz coś osiągnąć ze względną łatwością, nie znajdzie się to w szufladce supercelów.

Wizualizowanie sobie zamierzeń pozornie nieosiągalnych pomaga myśleć niestandardowo i odciąć od starych koncepcji i procedur.

Śmiało napisz tu swoje supercele.

Chcesz pilotować własny helikopter? Napisz to.

Chcesz udać się na Alaskę i zobaczyć zorzę polarną? Napisz to.

Chcesz, żeby potroiła się sprzedaż w twoim rodzinnym biznesie? Napisz to.

Chcesz wyreżyserować film? Napisz to.

Polecenie napisania powtarzamy niczym mantrę, ponieważ na tym polega pierwszy, prosty krok, żeby uzyskać jakikolwiek cel w życiu. Trzeba ten cel napisać.

No to zaczynamy:

Moim najważniejszym supercelem jest:

____________________

Oczywiście samo napisanie czegoś nie spowoduje, że automatycznie nabierze to realnych kształtów. W następnym kroku wypisz więc dziesięć inicjatyw, które podejmiesz, aby dać sobie szansę na osiągnięcie swego najważniejszego supercelu. Wskaż działanie, sposób działania i moment rozpoczęcia:

CO ZROBISZ

JAK ZROBISZ

KIEDY ZROBISZ

1.

_______________

_______________

_______________

2.

_______________

_______________

_______________

3.

_______________

_______________

_______________

4.

_______________

_______________

_______________

5.

_______________

_______________

_______________

6.

_______________

_______________

_______________

7.

_______________

_______________

_______________

8.

_______________

_______________

_______________

9.

_______________

_______________

_______________

10.

_______________

_______________

_______________

Jeśli na przykład moim najważniejszym supercelem jest wygłoszenie prelekcji przed gronem tysiąca osób, lista moich działań mogłaby wyglądać następująco:

• kupić książki poświęcone przemawianiu przed szerokim gronem,

• spotkać się z prelegentami i uzyskać od nich cenne wskazówki,

• obejrzeć na YouTubie filmiki z osobiście podziwianymi mówcami,

• w ramach ćwiczeń nagrać swoje wystąpienie próbne i obejrzeć siebie na ekranie komputera,

• w ramach ćwiczeń przygotować proste wystąpienie w trakcie jakiegoś lokalnego wydarzenia z niedużą liczbą słuchaczy,

• zapisać się na szkolenie z wystąpień publicznych,

• zapisać się na zajęcia teatralne, by pozbyć się scenicznej tremy…

Urugwajski coach Mario Reyes zaleca przy każdym z powyższych działań sprecyzowanie, co i jak mamy wykonać oraz kiedy się za to zabrać. Dla przykładu:

CO ZROBISZ

JAK ZROBISZ

KIEDY ZROBISZ

Przeczytam książki o wystąpieniach publicznych

Poproszę o wskazówki w fachowej księgarni

Jutro o 14.30 w przerwie w pracy

Kiedy już doprecyzujesz w ten sposób dziesięć działań, każde z nich – co, jak i kiedy – podpisz tę kartkę na dole, jakby to była umowa formalna, w ramach której zobowiązujesz się do czegoś sam przed sobą. Umieść kartkę w widocznym miejscu, w którym codziennie spędzasz najwięcej czasu.

Skoro już podpisałeś, nie ma odwrotu.

Superekspres wyruszył w trasę.

2. stacja: GÓRA FUDŻI Przesuwanie granicy niemożliwego

Nasz pociąg zatrzymuje się w cichej i spokojnej miejscowości Mishima, za którą rozpościera się widok na Fudżijamę. Czy najświętsza góra Japończyków będzie dzisiaj dobrze widoczna, czy może pozostanie zasnuta mgłą?

Doświadczeni podróżnicy kolejowi przy rezerwacji biletu na Shinkansen z Tokio do Kioto lub z powrotem proszą o miejscówkę „po stronie góry Fudżi”. Jadąc, niecierpliwie czekają, aż potężna góra duch ukaże się w pełnej krasie.

Jeśli oczywiście dzień jest zamglony, żadnego widoku nie uświadczysz, mimo że superekspres mija ową krainę szczęśliwości z bliska. Góra Fudżi stoi tam cały czas, niczym wielki cel naszego życia, który niekiedy zasnuty jest mgłą doczesności i staje się dla nas niewidoczny.

GÓRA NIEŚMIERTELNOŚCI