Tragiczny los artysty. Artur Grottger – Franciszek Wyspiański – Stanisław Wyspiański - prof. Franciszek Ziejka - ebook

Tragiczny los artysty. Artur Grottger – Franciszek Wyspiański – Stanisław Wyspiański ebook

Franciszek Ziejka

0,0

Opis

Autor przedstawia losy trzech artystów: Artura Grottgera, Franciszka Wyspiańskiego i jego syna – Stanisława. Dwóch z nich zazdrośni o sławę bogowie zabrali do siebie wyjątkowo szybko: Artur Grottger zmarł w wieku 30 lat, a Stanisław Wyspiański mając lat 38. Ojciec autora Wesela, Franciszek Wyspiański, przeżył wprawdzie 65 lat, ale przestał tworzyć w wieku lat 40. Dramat tych twórców przypomina setki innych „wybrańców bożych” od niepamiętnych wieków zabieranych z tego świata w wieku młodzieńczym. Historie trzydziestu z nich przywołano w obszernej rozprawie wstępnej. Mamy nadzieję, że Czytelnik z równą jak autor tej książki pasją zanurzy się w materiałach źródłowych ukazujących tragedię dwóch artystów znanych (Artura Grottgera i Stanisława Wyspiańskiego) i jednego mało znanego (Franciszka Wyspiańskiego), ale z wielu względów również zasługującego na pamięć potomnych.
Franciszek Ziejka (ur. 1940), profesor honorowy Uniwersytetu Jagiellońskiego, historyk literatury i kultury polskiej, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1999–2005, przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich w latach 2002–2005, członek czynny Polskiej Akademii Umiejętności, przewodniczący Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa (od 2005 roku). Przez osiem lat wykładał w uniwersytetach francuskich i portugalskich. Bada przede wszystkim dzieje literatury i kultury polskiej czasów narodowej niewoli. Autor kilkuset artykułów i około 20 książek naukowych, w tym: „Wesele” w kręgu mitów polskich (1977), Złota legenda chłopów polskich (1984), Paryż młodopolski (1993), Nasza rodzina w Europie (1995), Miasto poetów (2005), Moja Portugalia (2008), Mistrzowie słowa i czynu (2011), Polska poetów i malarzy (2011), Jan Paweł II i polski świat akademicki (2014), W drodze do sławy (2015). W druku znajduje się obecnie książka Podróże pisarzy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 791

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0

Popularność




Okładka

Strona przedtytułowa

Strona przedtytułowa

Strona przedtytułowa

WYBRAŃCY BOGÓW. WYPOMINKI

 

 

W dziejach światowej sztuki i literatury znajduje się grupa twórców, którzy zapisali się w historii wspaniałymi dziełami, ale odeszli ze świata żywych bardzo wcześnie, nie ukończywszy nawet czterdziestego roku życia. Zauważyli to już starożytni, z których jeden, Menander, ukuł sentencję: „Wybrańcy bogów umierają młodo”(łac. Quem dii diligunt, adolescens moritur), spopularyzowaną przez Plauta1. Podjął ten motyw pod koniec XIX wieku Friedrich Nietzsche, dodając do niego duchowe pocieszenie, iż później owi wybrańcy mają żyć wiecznie w towarzystwie olimpijskich bogów.Na dobrą sprawę pocieszenie to niezbyt wielkie, w każdym razie dla tych młodych artystów, poetów i pisarzy, którzy odeszli za wcześnie, nie wypowiedziawszy się do końca. Ale nie jest ono wystarczające także i dla tych, którzy, poznawszy owoce pracy owych młodych zmarłych twórców, widzą, jak wielkie mogli oni jeszcze stworzyć dzieła, jak bardzo wzbogacić światową czy narodową sztukę, poezję i kulturę, gdyby okrutna śmierć nie przecięła tak wcześnie nici ich żywota.

Sądzę, że godzi się przywołać tutaj imiona i nazwiska przynajmniej niektórych z owych wybrańców bogów, najczęściej bowiem nie zdajemy sobie sprawy, jak wielkie spustoszenie poczyniła śmierć w tym środowisku. Wszystko wskazuje na to, że olimpijscy bogowie nie rozróżniali i nie rozróżniają do dziś narodowości twórców, których powołują do siebie. Poniższe „wypominki”traktuję jako wprowadzenie do zgromadzonych w tym tomie tekstów poświęconych trzem polskim wybrańcom bogów. Artur Grottger zmarł w wieku trzydziestu lat. Stanisław Wyspiański żył zaledwie trzydzieści osiem lat. Jedynie ojciec Stanisława Wyspiańskiego, Franciszek Michał Wyspiański, żył długo – sześćdziesiąt pięć lat. Rozprawę jemu poświęconą zdecydowałem się jednak zamieścić tutaj z kilku powodów. Po pierwsze, artysta ten w ciągu dwudziestu ostatnich lat życia już nie tworzył; najpierw wiódł żywot wędrowca szukającego zatrudnienia (najczęściej rzemieślniczego) i chleba u krewnych oraz znajomych, a potem przez dziesięć lat był pensjonariuszem Domu Ubogich im. Ludwika i Anny Helclów w Krakowie. Po drugie, jest to artysta na dobrą sprawę zapomniany, który wprawdzie nie zostawił po sobie dzieł wiekopomnych, ale ma pełne prawo znaleźć się w tej książce obok zmarłego bardzo młodo swojego genialnego syna Stanisława.

Moje wypominkiotwiera postać Rafaela Santi, genialnego malarza i architekta włoskiego, on bowiem pierwszy w nowożytnych czasach trafił do rzymskiego Panteonu. Zamyka je zaś sylwetka Henriego de Toulouse-Lautreca, który odchodząc ze świata żywych w roku 1901, w wieku trzydziestu sześciu lat, poprzedzał czy też zapowiadał pojawienie się za sześć lat na Olimpie Stanisława Wyspiańskiego.

Rafael – Raffaello Santi (1483–1520) znalazł miejsce wiecznego spoczynku w rzymskim Panteonie nie bez przyczyny. Wiadomo wszak, że to właś­nie on kierował pracami nad restauracją tej starożytnej świątyni poświęconej wszystkim bogom. Decyzję rodaków wspaniałego twórcy o złożeniu jego doczesnych szczątków właśnie w Panteonie na swój sposób uzasadnił Giorgio Vasari w Żywotach najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów, księdze wydanej w 1550 roku, czyli trzydzieści lat po śmierci genialnego artysty. Przypomniał on, że Santi urodził się 6 kwietnia 1483 roku, zmarł również 6 kwietnia w 1520 roku. W obu przypadkach był to Wielki Piątek. Ten fakt, w połączeniu ze wspaniałym dorobkiem Rafaela, pozwolił wybitnemu historio­grafowi sztuki, a zarazem malarzowi i architektowi, nazwać go „bogiem sztuki”! Jako takiego po śmierci opłakiwali go najwybitniejsi ówcześni włoscy poeci. Ale bo też w pełni uzasadniał to dorobek tego artysty, który żył zaledwie trzydzieści siedem lat, lecz pamięć o nim trwa niezmiennie już szósty wiek, jako o twórcy wspaniałych obrazów: Ukrzyżownia (1503), Trzech Gracji (1504), Zaślubin Marii z Józefem (1505), Autoportretu(1506), Portretu młodzieńca (1509–1511) – który do 1945 roku znajdował się w Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie – a przede wszystkim Madonny Sykstyńskiej (1513–1516) i wciąż fascynujących przybyszy z całego świata swoją urodą fresków w StanzachPałacu Watykańskiego.

Nie tylko zresztą dzieła Rafaela fascynują kolejne pokolenia wielbicieli jego talentu. Również jego biografia zdaje się być wzorcem dla wielu innych twórców. Był synem uznanego w Urbino malarza i poety, Giovanniego Santi. Młody Rafael u ojca pobierał też pierwsze nauki. W wieku ośmiu lat stracił jednak matkę, a w wieku jedenastu lat – ojca. W dalszej drodze życia pomogli mu krewni, ale najwięcej zawdzięczał sobie. Genialny talent doskonalił najpierw w Perugii, potem we Florencji. Sprowadzeni do tego miasta przez władze Republiki dwaj inni geniusze – Leonardo da Vinci i Michał Anioł – stali się dla Rafaela prawdziwymi mistrzami (przez pewien czas artysta przebywał zresztą w pracowni Leonarda!). Sława jego szybko jednak dotarła do Rzymu. To dlatego papież Juliusz II wezwał go do Watykanu i zlecił mu udekorowanie sal (wzmiankowane wyżej Stanze Watykańskie). Ale Rzym to dla Rafaela także jego Fornarina, czyli Margarita Luti, ukochana modelka i jedyna kobieta jego życia. Wiele wskazuje na to, że wieść o nim bardzo szybko dotarła na Olimp. Wezwali go zatem bogowie do siebie w wieku trzydziestu siedmiu lat. Ich pomocnicą okazała się panująca w Rzymie w 1520 roku malaria.

Rafael Santi otwiera pochód wybrańców bogów z czasów nowożytnych. Zastęp to wyjątkowo liczny, szczególnie w XIX i XX wieku. Przewodniczy mu trzydziestopięcioletni Wolfgang Amadeusz Mozart (1756–1791), genialny kompozytor i wirtuoz austriacki. Pozostawił potomnym dzieła, dla których nie sposób znaleźć jakiegokolwiek porównania. Historycy muzyki piszą o dorobku kompozytorskim Mozarta liczącym kilkaset utworów. Wśród nich znajduje się trzynaście oper (między innymi Wesele Figara, Così fan tutte, Uprowadzenie z Seraju, Don Giovanni i Czarodziejski flet), ponad pięćdziesiąt symfonii, kilkadziesiąt koncertów fortepianowych, skrzypcowych i na inne instrumenty, słynne nieukończone Requiemi dziewiętnaście mszy (w tym Msza Koronacyjna orazWielka Msza c-moll). A jakże nie wspomnieć tu o kilkudziesięciu utworach o charakterze rozrywkowym?

Krótki żywot tego genialnego kompozytora i wirtuoza wielekroć przedstawiano już w rozprawach, studiach i książkach. Nakręcono o nim wiele filmów biograficznych. Tu chcę tylko przypomnieć, że urodził się w Salzburgu. Był synem Leopolda Mozarta, utalentowanego kompozytora i skrzypka, najmłodszym, siódmym z kolei dzieckiem w rodzinie Mozartów (spośród których okres niemowlęctwa przeżyło tylko dwoje: on i starsza siostra Maria-Anna). Obdarzony przez naturę wielkim talentem we wczesnych latach dzieciństwa poznał tajniki gry na skrzypcach, klawesynie, organach, a wreszcie na fortepianie. Potrafił po jednym wysłuchaniu utworu bezbłędnie go odtworzyć. Jako genialne dziecko w latach 1762–1766 objechał z ojcem i siostrą całą Zachodnia Europę, dając koncerty w tak znanych ośrodkach sztuki muzycznej, jak Monachium, Wiedeń, Bruksela, Paryż, Amsterdam i dziesiątkach innych. W wieku jedenastu lat stworzył swoją pierwszą operę. Wiele kompozycji tego geniusza muzyki weszło do dziejów światowej muzyki. Niestety, nie dane mu było dokończyć dzieła bodaj najsłynniejszego – Requiem, nad którym pracował w ostatnich miesiącach życia (na zamówienie hrabiego Franza von Walsegga, którego nazwisko jednak przez całe dziesięciolecia nie było znane). Mozart zmarł 5 grudnia 1791 roku w wieku trzydziestu pięciu lat. Nieznane są przyczyny jego zgonu. W opracowaniach poświęconych życiu kompozytora wymieniono łącznie 140 możliwych hipotez jego śmierci, spośród których najbardziej prawdo­podobna wydaje się ta, która mówi o wiedeńskim medyku, który postanowił przerwać kolejną chorobę artysty w sposób stanowczy…

Biografowie kompozytora piszą o jego słabym zdrowiu, licznych trapiących go dolegliwościach, ale zwracają szczególną uwagę na ostatnią z jego chorób, która trwała niespełna dwa miesiące i którą bezmyślnie „leczono” przez upuszczanie krwi, co zakończyło się zgonem. Nie tylko śmierć tego geniusza muzyki owiana jest mgłą tajemnicy. Spowija ona także jego pogrzeb (trzeciej klasy), przewidziany dla wiedeńczyków średniej warstwy społecznej, w zbiorowej fosie. Miejsce pochówku Mozarta nigdy nie zostało odnalezione. Dopiero w 1859 roku jego pamięć na cmentarzu Sankt Marxen, gdzie go pochowano, uczcił Hans Gasser, malarz i rzeźbiarz w jednej osobie, pomnikiem przedstawiającym Muzę siedzącą na granitowej skale, trzymającą w prawej ręce partyturę Requiem (lewa jej ręka spoczywa na stercie dzieł kompozytora). Pomnik ten był wiele razy dewastowany2. W 1891 roku przeniesiono go na cmentarz centralny Wiednia, w pobliże grobowców Beethovena, Straussa i innych znanych kompozytorów.

Wkrótce po Mozarcie na Olimp pospieszył liczący zaledwie trzydzieści trzy lata polski poeta Jakub Jasiński (1761–1794), bohater powstania kościuszkowskiego, żołnierz, który dosłużył się stopnia generała. Pochodził z Wielkopolski. Urodził się w Węglewie koło Pyzdr, jako syn oficera wojsk polskich. W 1773 roku został przyjęty do Szkoły Rycerskiej (Korpusu Kadetów), gdzie dosłużył się stopnia brygadiera, zdobywając umiejętności w zakresie fortyfikacji, budowy mostów i koszar. W 1784 roku wystąpił z wojska; powrócił jednak do niego po czterech latach, z chwilą rozpoczęcia obrad przez Sejm Czteroletni. Służył najpierw w oddziałach wojskowych w Warszawie. W 1789 roku król Stanisław August Poniatowski zlecił mu zorganizowanie na Litwie Korpusu Inżynierów Wielkiego Księstwa Litewskiego. Awansowany za zasługi przy organizacji owego Korpusu do stopnia pułkownika, w 1791 roku otrzymał rozkaz podjęcia prac projektowych przy budowie kolejnego odcinka Kanału Królewskiego (zwanego Augustowskim). Brał udział w wojnie polsko-rosyjskiej w 1792 roku (za obronę Brześcia otrzymał Krzyż Kawalerski Virtuti Militari. Latem 1793 roku przystąpił do spisku mającego na celu wywołanie powstania narodowego. W nocy z 22 na 23 kwietnia 1794 roku na czele kilkuset powstańców opanował Wilno, biorąc do niewoli ponad tysiąc rosyjskich żołnierzy. W dniu 3 maja 1794 roku decyzją Rady Najwyższej Litewskiej został mianowany naczelnym komendantem sił zbrojnych na Litwie, a 7 maja 1794 roku stoczył na obrzeżach Wilna nierozstrzygniętą bitwę z przeważającymi siłami rosyjskimi. Za zasługi w obronie stolicy Wielkiego Księstwa Litewskiego w dniu 11 maja 1794 roku został mianowany generałem. Zdolności, jakie wykazał w czasie walk powstańczych, a także wciąganie pod sztandary wojskowe rzesz chłopskich kosynierów, wywołały opór wśród części dowódców wojska polskiego. Wskutek intryg został w końcu maja 1794 roku odwołany z funkcji naczelnego wodza wojsk litewskich, co jednak nie wpłynęło na jego wierność ojczyźnie – pozostał w wojsku, służąc pod wodzą generała Michała Wielhorskiego, a potem – jako dowódca Dywizji Nadnarwiańskiej. Skierowanie przez cara na ziemie polskie potężnej armii Aleksandra Suworowa zmusiło Kościuszkę do odwrotu i zebrania wojsk w okolicach Warszawy. Jasińskiemu Naczelnik powierzył obronę północnego odcinka obrony stolicy: od Wisły do Targówka. W dniu 4 listopada 1794 roku zginął na Pradze, broniąc ostatniego punktu oporu – bastionu Zwierzyńca. Jego śmierć nie była dla żołnierzy zaskoczeniem, bowiem, jak po latach przypomniał Kazimierz Władysław Wójcicki, Jasiński,

opuszczając Wilno, poprzysiągł swoim przyjaciołom, że potrafi umrzeć, i dotrzymał słowa. Przy szturmie bowiem Pragi dnia 4 listopada 1794 roku, nie przyjąwszy pardonu – zginął3.

Zginął nie tylko znakomity żołnierz, w obronie Warszawy poległ także utalentowany poeta. Sił w poezji próbował od wczesnej młodości, choć za życia niczego nie ogłosił drukiem. Był przede wszystkim autorem wierszy wyrosłych z gruntu ideologii libertyńskiej, często o wyraźnym zacięciu antyklerykalnym (dowodem jest poemat heroikomiczny pt. Sprzeczki). Szczególną wartość mają jego utwory patriotyczne, będące dowodem gorącego umiłowania wolności i ojczyzny. Dowodzi tego między innymi poemat zatytułowany Do Stefana Batorego, będący pochwałą wielkiego króla. To właśnie Batorego wybrał sobie Jasiński na swojego patrona duchowego. Mądry i mężny król Stefan stał się jego ideałem życiowym. Pisał:

Nie podłość, nie pochlebstwo, lecz hołd winny cnocie

Wodzić będzie mym piórem w zaczętej robocie.

Polak jestem, od przodków wolną wziąłem duszę,

Myślę, gadam i czuję, jak znam, nie jak muszę.

(…)

Niech powiem dzieła męża, co słynął przed światem

Cnotą, sercem, rozumem, radą i bułatem.

(…)

Tyś był jeden pod słońcem, co dziwem nieznanym

Sam byłeś prawodawcą, sam swoim poddanym.

I sąsiad drżał przed tobą, obcy się dziwował,

Świat uważał, zazdrościł, wielbił i szanował4.

Legenda o Jasińskim jako poecie-żołnierzu znalazła się pośród tych, które rozwijali przede wszystkim romantycy. Szczególną atencją otaczał go Adam Mickiewicz, który nie tylko poświęcił mu nieukończoną tragedię pod tytułem Jakub Jasiński, ale wprowadził go na polski Olimp, umieszczając w Panu Tadeuszu jego portret na honorowym miejscu w soplicowskim dworze – tuż obok portretów Kościuszki i Rejtana.

Na Olimpie bogów greckich powitali go wzmiankowani wyżej Rafael Santi oraz Mozart. Wkrótce podążył jednak na ową wyjątkową góręNovalis, niemiecki poeta i prozaik epoki wczesnego romantyzmu5. Rozstał się on ze światem w wieku zaledwie dwudziestu dziewięciu lat. Żył w latach 1772–1801. Zasłynął przede wszystkim ze swych utworów niedokończonych, tak jak jego życie było niedokończonym. Chętnie podejmował tematykę wieków średnich, jak choćby w pozostawionych fragmentach powieści, których bohaterem jest średniowieczny wędrowny poeta (niem. Heinrich von Ofterdingen). Do tej epoki nawiązywał także w zbiorze pieśni religijnych Pieśni duchowe(niem. Geistliche Lieder, 1802).Sławę zyskał jedyny jego ukończony i wydany za życia zbiór wierszy pt. Hymny do Nocy (niem. Hymnen an die Nacht, 1800).Zawarł w nim dość oryginalną tezę o nocy, która miałaby być znacznie bardziej realną od dnia, bowiem – jak przekonywał – noc pozwala poznać ukrytą krainę ducha6. Novalis zmarł w 1801 roku na gruźlicę, która w XIX wieku zbierała obfite żniwo wśród ludności, szczególnie zaś – wśród artystów i poetów.

Zanim jednak owe ofiary gruźlicy pojawiły się na Olimpie, stanęli tu polscy poeci-żołnierze. Przed każdym spośród nich otwierały się bramy sławy, każdy oddał życie za ojczyznę. Pierwszym z nich był Cyprian Godebski (1765–1809) – poeta, a zarazem bohaterski żołnierz Legionów Polskich Jana Henryka Dąbrowskiego. W powstaniu kościuszkowskim udziału wprawdzie nie wziął (przebywał wówczas na prowincji, dokąd nie dotarły wieści o walkach powstańczych), ale po upadku insurekcji udał się na emigrację: do Drezna, a następnie do Rzymu. Tu zgłosił się w 1798 roku do tworzonego właśnie przez generała Franciszka Ksawerego Rymkiewicza jednego z oddziałów II Legii Polskiej. Jako legionista brał udział w toczonych na terenie Włoch bitwach. W jednej z nich został ranny. Kilka miesięcy spędził w oblężonej przez Austriaków twierdzy, co opowiedział w Pamiętniku oblężenia Mantui. Po upadku twierdzy wyszedł z niej o kulach, a podróż swoją do Londynu przedstawił w powieści Grenadier-filozof. Po krótkim pobycie w Paryżu wstąpił do powoływanej właśnie do życia przez generała Karola Kniaziewicza Legii Naddunajskiej. W jej szeregach walczył w kilku wielkich bitwach napoleońskich, w tym pod Hohenlinden. Po zawarciu pokoju między Francją a Rosją w Luneville opuścił wojsko i powrócił do kraju (wraz z założoną we Francji rodziną). W Warszawie trudnił się między innymi pracami redakcyjnymi przy czasopiśmie „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne”. W 1806 roku na wezwanie generała Jana Henryka Dąbrowskiego pospieszył do Poznania w celu zorganizowania tam oddziałów piechoty polskiej. W 1807 roku na czele pułku Legii Kaliskiej stoczył kilka bitew z Kozakami. Jesienią 1808 roku znalazł się w twierdzy modlińskiej. Stąd w kwietniu 1809 roku wyruszył na wojnę z Austriakami. Walczył w oddziałach generała Michała Sokolnickiego, dowodząc pierwszym batalionem ósmego pułku w bitwie pod Raszynem. W dniu 19 kwietnia 1809 roku, w czasie brawurowego ataku na Austriaków, został trzykrotnie ranny. Zmarł w tym samym dniu w czasie nocnego odwrotu armii polskiej spod Raszyna do Warszawy.

Spuścizna literacka po Godebskim obejmuje dwa tomy, ma jednak dużą wartość artystyczną. Największą sławę zyskał jego Wiersz do Legiów Polskich, będący wyjątkowo gorzką oceną postępowania Napoleona z polskimi legionistami. Piał tam Godebski o ofiarach polskich żołnierzy w walkach pod wodzą cesarza Francuzów, ale i o wysłaniu ich na San Domingo, do walki z ludźmi broniącymi swojej wolności:

Szliście na głos braterstwa, -- lecz o losie srogi!

Ten grób znalazł, ten wróci bez ręki lub nogi,

Oddalony od braci, domu i rodziny,

Niejeden pije gorycz wpośród słodkiej trzciny;

A drugi, przebiegając okropne pustynie,

Lub cudzy głód nasyca, albo własnym ginie.

O hańbo! O ślepoto w ludziach niepojęta!

Ten, który został wolnym, poniósł drugim pęta7.

Pragnienie wolności u Polaków było tak mocne, że nie zważając na los legionistów zmuszonych do walk na Haiti, z chwilą, gdy cesarz Francuzów wezwał ich na wyprawę na Moskwę, pospieszyli natychmiast. W tysięcznych szeregach wyruszyli na kolejną wielką wojnę. Wierzyli, że ta wojna przyniesie Polsce wolność. Niestety, nie po raz pierwszy ani ostatni, zawiedli się. Polska się nie odrodziła się, mimo że oddały dla niej życie tysiące Polaków. Byli pośród nich także poeci.

Zanim przywołam tu innych polskich poetów-żołnierzy godzi się wspomnieć o sławnym poecie i dramaturgu niemieckim, który popełnił samobójstwo w okolicznościach – chciałoby się stwierdzić – romantycznych. Heinrich von Kleist(1777–1811), bo o nim mowa, od młodości związany był z wojskiem. Osierocony przez ojca – kapitana w wojsku księcia Leopolda Brunszwickiego – do armii wstąpił w 1792 roku. Po siedmiu latach służby opuścił armię, aby podjąć studia na Uniwersytecie we Frankfurcie nad Odrą. Po dwóch latach zrezygnował ze studiów i udał się w podróż (początkowo towarzyszyła mu starsza siostra; potem wędrował sam, często pieszo). Odwiedził szereg miast niemieckich, ale także szwajcarskich i francuskich. W tym czasie stworzył swoje pierwsze dramaty i nowele, a także poezje. Burzliwe czasy wojen napoleońskich sprawiły, że wędrujący po Europie Kleist przeżył rozliczne przygody – w 1807 roku został nawet uwięziony w Berlinie przez Francuzów i przewieziony wraz z dwoma kolegami do Châlons-sur-Marne. Uwolniony po zawarciu pokoju francusko-pruskiego w Tilsit ze wzmożoną aktywnością oddawał się pisarstwu. Pierwszy sukces literacki przyniósł mu wydany w tym samym 1807 roku dramat zatytułowany Amphitryon.W ślad za nim powstały coraz to nowe dramaty, a także nowele. Z grupą przyjaciół literatów założył stowarzyszenie, które zdecydowało się na wydawanie miesięcznika „Phoebus”. Po tym, jak udziału w jego redagowaniu odmówił Goethe, pismo przestało wychodzić w 1808 roku. Wkrótce potem Kleist opublikowałKsięcia Homburga, który miał mu przynieść sławę dopiero po śmierci. W 1810 roku zaczął wydawać pismo literackie „Abendblätter”, ale i to przedsięwzięcie nie przyniosło mu sławy. Od chwili, gdy podczas studiów przeczytał dzieła Immanuela Kanta, żył w poczuciu względności wszystkiego i wyciągnął z tego wniosek, że jedynie śmierć może rozwiązać jego problemy. W tym czasie poznał piękną trzydziestojednoletnią zamężną Henriettę Vogel, która stała się jego muzą. Nie wiadomo, czy połączył ich romans, czy tylko podobne rozumienie świata, które wyrażało się w coraz silniej dającym o sobie znać pragnieniu śmierci. Wiadomo, że Henrietta znajdowała się w tym czasie w daleko posuniętym stadium choroby nowotworowej, badacze przypuszczają jednak, że nie powiedziała o tym Kleistowi. Zgodziła się tylko na wyreżyserowaną do ostatniego szczegółu wspólną śmierć samobójczą. Aktu tego dokonali 21 listopada 1811 roku, w okolicach Poczdamu (Wansee), po wypiciu kawy nad brzegiem jeziora. Wcześniej wysłali do Berlina kurierem listy, w których powiadomili przyjaciół i bliskich o swojej decyzji. Ich śmierć odbiła się głośnym echem nie tylko w owym czasie, ale przede wszystkim u późniejszych czytelników dzieł tego poety, który świadomie, w towarzystwie ukochanej Henrietty, postanowił udać się na Olimp8.

Polski poeta Wincenty Reklewski (1786–1812) nie reżyserował swojego odejścia ze świata żywych. Pochodził z Ziemi Sandomierskiej. Przez kilka lat studiował na Uniwersytecie Krakowskim, ale studia przerwał, zdecydował się bowiem w 1806 roku wstąpić do armii księcia Józefa Poniatowskiego. Za zasługi w bitwie o Sandomierz w 1809 roku otrzymał Złoty Krzyż Virtuti Militari. W 1811 roku wydał tomik poezji pod tytułem Pienia wiejskie, który zaliczany jest do ważniejszych osiągnięć szkoły sentymentalnej w literaturze polskiej. W czerwcu 1812 roku wyruszył z dywizją generała Michała Sokolnickiego na wojnę z Moskwą. Odznaczył się zaszczytnie w zwycięskiej bitwie wojsk Napoleona z Rosją pod Smoleńskiem (w sierpniu 1812 roku). Z powodu ciężkiej choroby nie wziął już jednak bezpośredniego udziału w krwawej bitwie pod Możajskiem. Po tej bitwie dowieziony został jeszcze do lazaretu w Moskwie, gdzie zmarł po kilku dniach. Oczywiście nie zachował się jego grób.

Nie zachował się także grób jego najbliższego przyjaciela, poety Andrzeja Brodzińskiego (1786–1812). Ten absolwent tarnowskiego gimnazjum, student Uniwersytetu Krakowskiego, autor między innymi swobodnego przekładu Dziewicy Orleańskiej FriedrichaSchillera, a także tomiku własnych poezji (wydanego w 1807 roku), zapisał się trwale w dziejach literatury polskiej nie tylko jako twórca sielanek, ale i autor popularnych wierszy patriotycznych. Do wojska Księstwa Warszawskiego wstąpił w 1807 roku. Podobnie jak Reklewski w 1812 roku wziął udział w wyprawie na Moskwę. Ze swoim pułkiem dotarł aż do stolicy Rosji. Niestety, wkrótce nastąpił wielki odwrót armii cesarza Francuzów. Najkrwawszą bitwę stoczyły teraz wojska Napoleona z Rosjanami nad brzegami Berezyny. Andrzej Brodziński zginął w czasie czwartego, ostatniego dnia tej bitwy, 29 listopada 1812 roku.

W dniu 23 lutego 1821 roku u bram Olimpu stawił się dwudziestosześcioletni John Keats, jeden z największych poetów angielskich epoki romantyzmu. Ten syn stajennego, wcześnie osierocony razem z pozostałym rodzeństwem, z woli opiekuna miał zostać chirurgiem (kilka lat praktykował w tym zawodzie u chirurga Thomasa Hammonda w Enfield, a następnie w jednym ze szpitali londyńskich), jednak nieprzeparta miłość do literatury sprawiła, że został poetą. Wszedł też dość szybko w środowisko podobnych sobie twórców, jego przewodnikiem został bowiem Percy Bysshe Shelley. Tragiczna w skutkach dla początkującego poety okazała się podjęta wspólnie z przyjacielem Charlesem Armitage Brownem w 1818 roku wyprawa do Dumfries w Szkocji, na grób ich patrona poetyckiego – Roberta Burnsa. To w czasie owej podróży Keats miał nabawić się silnego przeziębienia, które dało początek gruźlicy. Ponieważ choroba rozwijała się szybko, w roku 1820 za poradą lekarzy poeta wybrał się w towarzystwie innego młodego twórcy, Josepha Severna, do Włoch, gdzie spodziewał się odzyskać zdrowie. Celem wyprawy dwóch młodzieńców był Neapol, ale nigdy tam nie dotarli. John Keats zmarł w Rzymie w dniu 23 lutego 1821 roku. Pozostawił po sobie stosunkowo niewielki dorobek: trzy tomiki poezji, zawierające sto kilkadziesiąt wierszy, ballady i poematy, ale utwory te były na tyle znaczące, że do dzisiaj zalicza się go do czołowych poetów epoki romantyzmu9.

Jednak nie tylko przeklęta aż do czasów Alexandra Fleminga i jego odkryć gruźlica była przyczyną przedwczesnej śmierci wielkich poetów i artystów z przełomu XVIII i XIX wieku. Wywodzący się z bogatej rodziny szlacheckiej Percy Bysshe Shelley (1792–1822) zasłynął jako poeta i pisarz polityczny, ale także gorący apostoł ateizmu. Wiodąc bujne życie uczuciowe (w wieku osiemnastu lat poślubił córkę oberżysty, by po dwóch latach porzucić ją i uciec na kontynent europejski z Mary Wollstonecraft, późniejszą głośną autorką powieści Franken­stein), był znany nie tylko z ateistycznych poglądów, które głosił w swoich esejach i poematach, ale przede wszystkim z ostrej walki politycznej, jaką prowadził od czasów młodości przez całe krótkie życie z instytucjami państwa i Kościoła (wiersze polityczne, eseje). W dziejach literatury pięknej zapisał się przede wszystkim jako autor Prometeusza rozpętanego (ang. Prometheus Unbound, 1818), udramatyzowanego poematu będącego swoistym dopełnieniem dzieła Ajschylosa. Także okoliczności jego śmierci i pochówku mają swój wymiar poetycki. Okazuje się, że jeden z największych poetów angielskich XIX wieku utopił się w czasie podróży morskiej żaglowcem „Don Juan” płynącym z Livorno do Lerici w dniu 8 lipca 1822 roku. Powracał w towarzystwie Edwarda Williamsa ze spotkania w Pizie z zaprzyjaźnionym pisarzem i wydawcą Leigh Huntem. W czasie burzy, jaka rozpętała się na morzu, żaglowiec zatonął wraz z załogą. Po pięciu tygodniach, 16 sierpnia, Byron zorganizował na wzór antyczny pogrzeb swojego przyjaciela: na plaży koło Viareggio wzniesiono stos, na którym spalono zwłoki Shelleya. Prochy złożono na protestanckim cmentarzu w Rzymie.

W niespełna dwa lata po śmierci Shelleya bezwzględni wobec śmiertelników bogowie zaprosili do siebie dwóch innych wielkich artystów: zmarłego w wieku trzydziestu trzech lat francuskiego malarza Théodore’a Géricaulta oraz angielskiego genialnego poetę George’a Byrona, który zginął w wieku trzydziestu sześciu lat. Théodore Géricault przeszedł do dziejów francuskiej, ale i europejskiej sztuki jako swoisty wzorzec romantyka. Żył krótko (urodził się 28 września 1791 roku, a zmarł 26 stycznia 1824 roku). W poświęconej mu literaturze przedmiotu można przeczytać, że przyczyną jego śmierci był upadek z konia w czasie przejażdżki po uliczkach podparyskiego naówczas Montmartre’u. Współcześni badacze przypominają jednak, że zanim pasja do półdzikich koni przywiodła artystę do dramatycznego upadku, doprowadził on swój organizm do niemal zupełnego wyczerpania, a upadek z konia na rue des Martyrs był tylko ostatnim z jego licznych ekscesów. W dziejach światowej sztuki Géricault jest obecny jako wyjątkowo uzdolniony malarz koni (godzi się tu wspomnieć o słynnym obrazie Mazepa(1819), który artysta namalował po lekturze poematu George’a Byrona pod takim samym tytułem), twórca serii portretów szaleńców – pacjentów paryskiego szpitala psychiatrycznego, a przede wszystkim – jako autor Tratwy Meduzy, wstrząsającego obrazu, wciąż w Luwrze obleganego przez tłumy widzów.

W niespełna trzy miesiące po śmierci Géricaulta rozstał się ze światem powszechnie uważany za jednego z największych poetów angielskich i europejskich trzydziestosześcioletni George Gordon Byron (urodzony 22 stycznia 1788 roku, zmarł 19 kwietnia 1824 roku). Jego krótkie życie bardzo szybko przeszło do historii. Rzecz w tym, że osobnym torem podąża żywa do dzisiaj legenda o Byronie jako o twórcy (kodyfikatorze) nowych, romantycznych gatunków literackich: powieści poetyckiej (Giaur, 1813) oraz poematu dygresyjnego (Wędrówki Childe Harolda,1812–1819; Don Juan,1819–1824), a osobno legenda o tak zwanym bohaterze bajronicznym, która zawdzięcza swoją żywotność zarówno stworzonym przez Byrona utworom, jak i jego niewątpliwie niezwykłej, ale mało chwalebnej biografii.

Ponieważ uczniowie nie tylko szkół europejskich poznają przynajmniej fragmenty utworów tego poety, sądzę, że warto przywołać tu choćby kilka faktów z jego życia. George Byron był synem oficera wojsk angielskich, Johna Byrona, którego biografia nadawałaby się znakomicie na scenariusz filmu przygodowego. Rzecz w tym, że przyszły autor Giauranie poznał swego ojca (ten zmarł był bowiem we Francji w 1791 roku, kiedy George – mieszkający z matką w Anglii – liczył zaledwie trzy lata). Od urodzenia utykający na nogę, obdarzony przy tym wyjątkową urodą, Byron od wczesnych lat stał się obiektem zainteresowania kobiet (w różnym wieku). Odziedziczywszy w wieku dziesięciu lat tytuł lorda Byrona (po zmarłym bezdzietnie lordzie Williamie, stryjecznym dziadku) młodzieniec poznawał Szkocję z jej starymi gotyckimi zamkami, ruinami, a przede wszystkim niezwykłym pejzażem. W wieku siedemnastu lat, po ukończeniu szkoły w Harrow, został słuchaczem Trinity College w Cambridge. Prowadząc niezbyt przykładny żywot studenta, zdobył jednak dyplom ukończenia studiów i w 1809 roku postanowił zostać politykiem – w marcu tego roku wszedł do Izby Lordów (po weryfikacji przynależnych mu tytułów). Ale już w czerwcu 1809 roku w towarzystwie kilku przyjaciół wyruszył w dwuletnią podróż na Wschód, z dłuższymi przystankami na Malcie, w Smyrnie, Konstantynopolu i Atenach. W tym czasie poznał języki: starogrecki i nowogrecki oraz włoski. W lipcu 1811 roku wrócił do Anglii. Oprócz materialnych pamiątek (na przykład czaszek znalezionych w sarkofagach) przywiózł ze sobą rękopis dwóch pierwszych pieśni Wędrówek Childe Harolda, które zaczął pisać w październiku 1809 roku.

Osiadłszy w Londynie, wciąż marzy o wejściu w świat polityki (niestety, bez sukcesów). W 1812 roku rozpoczyna karierę literacką – wydaje dwie pierwsze pieśni Wędrówek, w roku następnym GiauraorazNarzeczoną z Abydos, w 1814 roku natomiast Korsarza – i staje się najsławniejszym angielskim poetą (o czym świadczyć może fakt, że w pierwszym dniu po ukazaniu się Korsarza wydawca sprzedał 10 tysięcy egzemplarzy tomiku!). Wywołuje raz po raz skandale natury obyczajowej (liczne związki i romanse, w tym z kobietami zamężnymi „ze sfer”, ale i z młodzieńcami), które, niestety, nie ustały po zawarciu małżeństwa z rozsądku z Anną Isabellą Milbank. Małżeństwo przetrwało zaledwie rok. W kwietniu 1816 roku poeta postanowił definitywnie opuścić Anglię. Najpierw osiadł w Szwajcarii. W Genewie poznał Shelleya i jego żonę Mary, z którymi się zaprzyjaźnił. Jednym z owoców wspólnej podróży śladami Jeana-Jacques’a Rousseau na statku płynącym po Jeziorze Genewskim był poemat Więzień Chillonu(poeta oparł jego fabułę na dziejach więzionego w tym zamku przez sześć lat wielkiego patrioty szwajcarskiego, księcia François Bonivarda).

Późną jesienią 1816 roku Byron przeniósł się do Włoch. Najpierw osiadł w Wenecji, by w 1822 roku przeprowadzić się do Pizy, gdzie znów spędzał czas w towarzystwie Shelleyów. Jednym z owoców dyskusji obu poetów z prozaikiem i wydawcą Leighem Huntem było założone w 1822 roku czasopismo „Le Libéral”, którego ukazało się zaledwie kilka numerów. Dalszą jego publikację przerwała nagła śmierć Shelleya. Na początku 1823 roku Byron przeprowadził się do Genui. Tu wkrótce dotarli do niego wysłannicy Greków, prowadzących od 1821 roku kolejną wojnę z Turkami o niepodległość. Historycy greccy przypominają, że poeta od czasów pierwszej swojej wyprawy na Wschód wspierał wysiłki pozostających pod władzą Turcji Greków o odzyskanie niepodległości. Teraz, w 1823 roku, zdecydował się wesprzeć ich swoim majątkiem, a także niemałymi wciąż wpływami politycznymi10. W lipcu wsiadł na pokład statku „Herkules” i popłynął do leżącej na Wyspach Jońskich Kefalonii. Natychmiast po przyjeździe włączył się do czynnej akcji na rzecz powstańców greckich, przekazując znaczącą kwotę na doposażenie ich floty. W ostatnich dniach grudnia 1823 roku przybył do Missolungi, skąd w połowie lutego 1824 roku miała ruszyć sfinansowana głównie przez niego – i przez niego dowodzona – wyprawa powstańców dla zdobycia twierdzy Lepanto. Niestety, kilka dni wcześniej Byron ciężko zachorował. Nie pomogły tradycyjne naówczas metody leczenia (głównie poprzez upust krwi). Wkrótce zapadł dodatkowo na malarię. Osłabiony i wycieńczony trudami ostatnich miesięcy zmarł 19 kwietnia 1824 roku. Pogrążeni w wielkim żalu Grecy, zgodnie z życzeniem poety, złożyli jego serce pod drzewem w Missolungi, natomiast ciało zabalsamowali i odesłali do Anglii.

Biografowie Byrona piszą, że marzył, aby pochowano go w Lido. W swoich pismach wspominał także, że pragnie, aby jego doczesne szczątki spoczęły w należącym do niego niegdyś Newstead Abbey. Także i to okazało się niemożliwe. Pochowano go ostatecznie w grobach rodzinnych w Hucknall Torkard, na cmentarzu przy kościele św. Marii Magdaleny (hrabstwo Nottingham). Pogrzeb odbył się z ceremoniałem przysługującym parom Anglii. Dopiero w 1969 roku władze Opactwa Westminsterskiego zgodziły się na umieszczenie w Zakątku Poetów kopii płyty nagrobnej Byrona, którą ofiarował król grecki.

Dwa lata po śmierci Byrona bogowie upomnieli się o kolejnego młodego twórcę – w Warszawie zmarł w wieku trzydziestu trzech lat jeden z największych poetów polskiego romantyzmu Antoni Malczewski (1793–1826). Przeszedł on wprawdzie do dziejów literatury polskiej jako autor tylko jednego utworu: ogłoszonej drukiem w 1825 roku pierwszej w naszym piśmiennictwie powieści poetyckiej zatytułowanej Maria,ale był zarazem swoistym wzorem bohatera bajronicznego. Ten syn generała targowickiego, spadkobierca wielkiego majątku, który roztrwonił w ciągu kilku lat młodości, oficer wojska polskiego z czasów Księstwa Warszawskiego (podporucznik w Korpusie Inżynierów, porucznik artylerii konnej, a wreszcie – adiutant generała Ksawerego Kosseckiego), do legendy romantycznej przeszedł nade wszystko jako reprezentant tak zwanej szkoły ukraińskiej w literaturze polskiej, bywalec warszawskich salonów, bohater licznych romansów i podróżnik. Niewykluczone, że ze związku z księżną Franciszką Lubomirską, z którą przez trzy lata wędrował po Europie, przyszedł na świat syn August Antoni Jakubowski, „poeta rozpaczy”11.

Malczewski przez blisko pięć lat podróżował po Zachodniej Europie12. Owa podróż stała się fundamentem jego legendy jako bohatera bajronicznego (zresztą sam George Byron również przez wiele lat pozostawał w drodze). Ale przeszła ona do legendy także z innych powodów – w pierwszej kolejności dlatego, że 4 sierpnia 1818 roku Malczewski zdobył najwyższy szczyt Alp – Mont Blanc i jako pierwszy wszedł na Aiguille du Midi. W wyprawie alpejskiej na Mont Blanc towarzyszyło mu jedenastu przewodników (był wśród nich Jacques Balmat, zdobywca Mont Blanc z 1786 roku). Wyczyn ten był – jak pisze Maria Dernałowicz13 – szeroko komentowany w Genewie i najprawdopodobniej w kilka miesięcy później otworzył również polskiemu podróżnikowi bramę weneckiego Palazzo Mocenigo, który wynajmował w owym czasie George Byron. W każdym razie biografowie Malczewskiego są niemal w zupełności zgodni co do faktu spotkania się Malczewskiego ze sławnym angielskim poetą14. W świetle zebranych przez nich dokumentów wątpliwości budzi natomiast obecna w legendzie o Malczewskim historia o tym, że to polski poeta swoimi opowieściami zainspirował Byrona do napisania poematu o Mazepie – poemat Byrona miał bowiem powstać co najmniej pół roku przed spotkaniem z Malczewskim, a poeta angielski zapoznał się z losami Mazepy w czasie lektury Historii Karola XII (fr. Histoire de Charles XII) pióra Voltaire’a15.

Niestety, wielkie plany wspólnej wyprawy do Turcji nie ziściły się. Byron, owszem, wyruszył do okupowanej przez Turków Grecji, aby pomóc jej mieszkańcom wyzwolić się spod jarzma niewoli, i znalazł tam śmierć. Malczewski natomiast po powrocie do kraju porzucił plany wielkich wypraw. Przystąpił do pracy nad poematem Maria,który nie przyniósł mu wprawdzie natychmiastowej sławy, ale z czasem wszedł do kanonu klasyki polskiej literatury. Gorzej powiodło mu się natomiast w życiu osobistym. Uwikławszy się w związek z zamężna Zofią Rucińską, którą podjął się leczyć metodą popularnego w owym czasie magnetyzmu, całkowicie uzależnił od siebie pacjentkę. Razem z nią opuścił w 1824 roku Wołyń i osiadł w Warszawie. Pozbawiony dochodów, odrzucony przez środowisko arystokratyczne, w którym wszak brylował swego czasu jako oficer wojska polskiego, popadł w nędzę i zapomnienie. Zmarł w ostatecznym opuszczeniu 2 maja 1826 roku. Przyczyną śmierci był najprawdopodobniej rak (zwany w owym czasie „skirem wewnętrznym”), choć Marta Białobrzeska nie wyklucza, że opuszczony i straszliwie cierpiący poeta popełnił samobójstwo16.

Dwa lata po Malczewskim podążył do zasiadających na Olimpie bogów znakomity kompozytor austriacki, prekursor romantyzmu w muzyce: Franz Schubert (1797–1828). Pochodził z ubogiej rodziny zamieszkującej przedmieścia Wiednia. Był dwunastym spośród czternaściorga dzieci nauczyciela Franza Theodora (przeżyło tylko pięcioro). Ojciec był też jego pierwszym nauczycielem muzyki. Wyjątkowo uzdolniony młodzieniec piął się powoli w górę. W wieku piętnastu lat został uczniem Antonia Salieriego, dyrektora muzycznego na dworze cesarskim w Wiedniu. Nawiązane w tym czasie znajomości pozwoliły młodzieńcowi wejść w krąg środowiska artystycznego Grazu.

W wieku trzynastu lat rozpoczął swoją działalność kompozytorską. Wielki sukces odniósł cztery lata później jako twórca Mszy nr 1, skomponowanej na jubileusz stulecia rodzinnej parafii w Lichtental. W tym czasie komponował również muzykę do wierszy przyjaciela – poety Franza von Schobera. Wkrótce zaczął tworzyć także muzykę do utworów najpopularniejszych naówczas poetów w Wiedniu – Novalisa i Friedricha Schlegla. W biografii jego badacze wskazuje na krótki okres, w którym zgodził się być nauczycielem muzyki dzieci znanego magnata węgierskiego hrabiego Esterházy (odbył wówczas wyprawę w okolice Zselitz (Želiezovce koło Nitry). Około 1821 roku w Wiedniu powstało „kółko Schuberta”, które zbierało się na spotkaniach zwanych „schubertiadami”. W tym czasie, około 1823 roku, podczas wizyty w domu publicznym kompozytor zaraził się kiłą. Leczenie przy pomocy rtęci bardzo osłabiło jego organizm. Wraz z rozwojem choroby powiększał jednak swój dorobek kompozytorski. Biografowie wskazują w tym przypadku między innymi na cykl pieśni Winterreisei wiele innych: dziewięć symfonii, pięć mszy i sporą liczbę innych utworów religijnych, koncerty smyczkowe, kilka fortepianowych itd., itp.

Ostatnie chwile życia Franz Schubert spędził w odosobnieniu. Osłabiony zaaplikowaną przeciw kile kuracją rtęciową jesienią 1828 roku zaraził się tyfusem brzusznym; biografowie nie wykluczają także gruźlicy. Zmarł w Wiedniu 19 listopada 1828 roku w wieku trzydziestu jeden lat, zasmucając wszystkich swoim odejściem, z nim odchodziła wszak na zawsze szczególna atmosfera Wiednia muzycznego.

Wolno sądzić, że sporą radość w gronie bogów Olimpu wywołała wiadomość o wybuchu 30 listopada 1830 roku powstania narodowo-wyzwoleńczego w Królestwie Polskim. Znając – jako bogowie – charakter Polaków, mieli oni prawo spodziewać się, że wkrótce przybędą na Olimp zastępy młodych twórców. I nie pomylili się. Wiadomo wszak, że w powstaniu listopadowym walczyło około stu bardziej lub mniej znanych poetów i pisarzy. Niektórzy z nich złożyli wówczas na ołtarzu ojczyzny ofiarę ze swego życia. Wśród nich był wielce uzdolniony dwudziestosiedmioletni Rajnold Suchodolski (1804–1831), brat sławnego malarza, Januarego, autor pieśni powstańczych wydanych w 1831 roku w tomiku Ulubione pieśni. Suchodolski pochodził z Litwy. Po ukończeniu gimnazjum w Świsłoczy przeniósł się do Warszawy, gdzie podjął pracę urzędnika w Ministerstwie Skarbu. Z chwilą wybuchu powstania listopadowego wstąpił do akademickiej Gwardii Honorowej. Po pewnym czasie znalazł się w pułku strzelców pieszych. Wziął udział w kilku bitwach. W nieszczęśliwej dla Polaków bitwie pod Ostrołęką został ciężko ranny. Zmarł w wyniku odniesionych ran w szpitalu warszawskim 8 września 1831 roku, czyli w dniu zajęcia stolicy przez wojska Iwana Paskiewicza. Wiele utworów tego poety weszło do repertuaru okolicznościowej poezji patriotycznej, śpiewanej zarówno przez powstańców listopadowych, jak i późniejszych, styczniowych. Przeszły one na stałe do skarbnicy pieśni narodowych, z której Polacy korzystali w dwudziestoleciu międzywojennym i – co znamienne – z której czerpiemy także i my (Witaj majowa jutrzenko, Polonez Kościuszki, Dalej, bracia, do bułata!, Krew nam polska w żyłach krąży).

W gronie powstańców listopadowych odnajdujemy też budzącego wielkie nadzieje Stefana Garczyńskiego (1805–1833). Ten syn pułkownika wojska polskiego przemknął przez dzieje polskiej literatury niby jasna kometa, która dopiero co się pojawiła, a już znikła, zostawiając za sobą tylko długi warkocz lśniących blasków – poezji. Osierocony jeszcze w dzieciństwie przez ojca i matkę, pozostawał Stefan Garczyński pod opieką siostry ojca, zamieszkałej w Lubostroniu Antoniny Skórzewskiej. Nauki pobierał w Warszawie, studiował zaś w Berlinie. Przez cztery lata słuchał tu między innymi wykładów Hegla. W Berlinie spotkał Adama Mickiewicza, z którym zaprzyjaźnił się i który stał się jego przewodnikiem w świecie poezji. Powtórnie Garczyński spotkał się z Mickiewiczem w Rzymie, dokąd udał się na początku 1830 roku. Spędzone razem w Wiecznym Mieście tygodnie utrwaliły przyjaźń między obu poetami. Przerwała ów wspólny pobyt wieść o wybuchu w Warszawie powstania narodowego. Garczyński, nie oglądając się na nic, pojechał natychmiast w rodzinne strony, aby jako zwykły szeregowy żołnierz, a z czasem oficer, stanąć do walki o wolną Polskę. Walczył nie tylko bronią, pisał także coraz to nowe wiersze o tematyce powstańczej. W ciągu kilku miesięcy walk stworzył dwa cykle wierszy: Wspomnienia z czasów wojny narodowej polskiej 1831 orazSonety wojenne.Te utwory, zdaniem Mickiewicza, ukazały w osobie Garczyńskiego prawdziwego poetę listopadowej insurekcji.

Po upadku powstania Garczyński udał się najpierw w rodzinne strony, ale w obawie przed aresztowaniem podążył wraz z innymi na emigrację. W styczniu 1832 roku stanął w Dreźnie, które to miasto było niemal obowiązkowym przystankiem Polaków szukających schronienia na Zachodzie. Tu niósł pomoc potrzebującym rodakom (wspomagając w tym przede wszystkim Klaudynę Potocką – „anioła emigrantów”), ale także pracując nad wielkim, rozpoczętym kilka lat wcześniej poematem zatytułowanym Wacława dzieje.Niestety, w czasie pobytu poety w Dreźnie ze zdwojoną siłą dała o sobie znać gruźlica. Przyjaciele zdecydowali zatem o zabraniu młodzieńca do Włoch. Towarzysząca mu w tej podróży Klaudyna Potocka ze Szwajcarii powiadomiła o jego stanie przebywającego w owym czasie w Paryżu Mickiewicza. Ten natychmiast porzucił stolicę Francji i ruszył do Bex w Szwajcarii, gdzie znajdował się Garczyński. Pracujący w owym czasie nad Panem Tadeuszem poeta zabrał przyjaciela do Genewy, rozpoczynając obmyśloną wspólnie podróż do Neapolu, gdzie chory miał odzyskać zdrowie. Niestety, przyjaciele dotarli tylko do Awinionu, miasta, w którym przed wiekami mieszkali papieże. Teraz w ich dawnej siedzibie ulokowano około 1200 polskich powstańców. Tu 20 września 1833 roku zmarł Stefan Garczyński, dwudziestosiedmioletni poeta i powstaniec. Powieki zamknął mu Adam Mickiewicz. On też – wspólnie z innymi uchodźcami – odprowadził go na miejscowy cmentarz17. Także i on jeszcze w tym samym roku wydał w Paryżu tom PoezjiGarczyńskiego, które zdaniem przyjaciela miały mu zapewnić trwałe miejsce w dziejach literatury polskiej18.

Świetnie zapowiadającym się poetą, który walczył w powstaniu listopadowym i poświęcił życie dla ojczyzny, był Maurycy Gosławski (1802–1834). Pochodził z Ukrainy. Nauki pobierał w Kamieńcu Podolskim, a także w słynnym Liceum Krzemienieckim. Od 1827 roku przebywał w Warszawie, gdzie opiekował się nim Wincenty Krasiński, ojciec Zygmunta. Po wybuchu powstania listopadowego przedarł się z Warszawy w rodzinne strony i wstąpił do Legii Litewsko-Ruskiej. Wziął udział między innymi w obronie twierdzy zamojskiej. Po jej upadku przeszedł do Galicji, szukając schronienia w dworach szlacheckich. Po pewnym czasie wyemigrował do Francji. W związku z przygotowywaniem tak zwanej partyzantki Józefa Zaliwskiego włączył się do pracy konspiracyjnej. W marcu 1833 roku przeprawił się przez Zbrucz w nadziei, że rodacy rychło na nowo podniosą broń, by walczyć o wolną Polskę. Niestety, stało się inaczej. W obliczu represji popowstaniowych idea walki zbrojnej nie znalazła zbyt wielu zwolenników. Tylko kilka tygodni przetrwał Michał Wołłowicz ze swoim oddziałem powstańczym na Grodzieńszczyźnie. Ujęty przez Rosjan, został stracony na szubienicy w Grodnie. Taki sam los spotkał Antoniego Piszczatowskiego w Białymstoku, a Artura Zawiszę w Warszawie. Główny inicjator przedsięwzięcia, Józef Zaliwski, po kilku dniach błąkania się z niewielkim oddziałem po Lubelszczyźnie powrócił do Galicji. Tu, ujęty przez policję austriacką, został skazany na karę śmierci, zamienioną na dwadzieścia lat więzienia w twierdzy Kufstein. Uwolniony na mocy amnestii w 1848 roku wyjechał do Francji. Gosławski również został aresztowany przez Austriaków. Najpierw osadzono go w więzieniu w Zaleszczykach, potem przewieziono do więzienia w Stanisławowie. Zaraziwszy się od współwięźnia tyfusem, zmarł 17 listopada 1834 roku.

Do dziejów literatury polskiej Gosławski wszedł jako tak zwany bard Podola. Pozostawił w swoim dorobku kilka poematów związanych tematycznie z rodzinną ziemią. W czasie powstania listopadowego zasłynął jako autor Poezji ułana (wiersze ogłoszone drukiem w Bojańcu koło Żółkwi na Ukrainie, a w dwóch tomach w 1833 roku w Paryżu). Była to poetycka kronika życia powstańców listopadowych walczących na Kresach Wschodnich, przede wszystkim na Podolu.

W tym samym mniej więcej czasie stawiło się na Olimpie dwóch braci Mochnackich – Kamil (1806–1833) orazMaurycy (1803–1834), obaj urodzeni w Bojańcu koło Żółkwi na Ukrainie. Młodszy z nich, Kamil, zapisał się w naszej narodowej historii przede wszystkim jako żołnierz, który odbył całą kampanię wojenną 1831 roku. Wprawdzie przez klika lat pracował nad Pamiętnikami Szkoły Podchorążych, ale rękopis przepadł bezpowrotnie. Wspominam o nim w pierwszej kolejności, bowiem – mimo iż młodszy od Maurycego o całe trzy lata – wyprzedził go w drodze na Olimp o półtora roku. Wiadomo, że od wczesnej młodości sposobił się na wojskowego: w wieku piętnastu lat zapisał się do szkoły wojskowej, a w trzy lata później wstąpił do wojska polskiego. Jako słuchacz Szkoły Podchorążych w Warszawie był członkiem Sprzysiężenia Wysockiego. W noc wybuchu powstania brał udział w ataku spiskowców na Arsenał. W czasie wojny z Rosją uczestniczył w wielu obrosłych legendą bitwach, w tym pod Wawrem, Grochowem i Ostrołęką. Odznaczony za zasługi na polu bitewnym Złotym Krzyżem Virtuti Militari, po upadku powstania wraz z bratem i tysiącami innych powstańców udał się do Francji. Początkowo przebywał w Paryżu, ale już w lutym 1832 roku skierowany został do Awinionu, gdzie zlokalizowany był największy obóz polskich uchodźców. To tu usiłował ukończyć pracę na wzmiankowanymi Pamiętnikami Szkoły Podchorążych.Niestety, rychło dała o sobie znać gruźlica, przez którą zmarł w nędzy w pięknym mieście Lazurowego Wybrzeża Hyères 17 sierpnia 1833 roku. Jego doczesne szczątki złożono na miejscowym cmentarzu.

Brat Kamila, sławny Maurycy Mochnacki, przeszedł do historii narodowej jako znakomity krytyk literacki, wirtuoz fortepianu, publicysta, działacz polityczny, uczestnik powstania listopadowego, a zarazem autor nieukończonego dzieła historyczno-publicystycznego Powstanie narodu polskiego w roku 1830 i 1831. Żywot Maurycego stanowić mógłby kanwę scenariusza pasjonującego filmu fabularnego. Urodzony na Ukrainie, zdobywszy pod okiem ojca prawnika dobre podstawy wykształcenia humanistycznego, a także muzycznego (Maurycy z czasem został uznanym pianistą19), w wieku szesnastu lat przybył z całą rodziną do Warszawy, by po ukończeniu nauki w Liceum Lindego podjąć w roku 1821 studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Trwały one niedługo, bowiem już w grudniu 1823 roku został aresztowany przez władze rosyjskie pod zarzutem działalności wywrotowej20. Po spędzeniu ośmiu miesięcy w słynnym więzieniu znajdującym się w gmachu dawnego klasztoru karmelitańskiego21 utalentowany, a przy tym znakomicie zorientowany w najnowszych prądach literackich w Europie Mochnacki rzucił się w wir pracy jako coraz bardziej wzięty publicysta, krytyk literacki, a przede wszystkim reprezentant pokolenia młodych romantyków warszawskich. Toczone przez niego boje literackie (między innymi z Janem Śniadeckim) wyrobiły mu markę przywódcy młodych. Podtrzymał swoją pozycję w epoce powstania listopadowego, wstąpił wówczas do szeregów powstańczych jako prosty szeregowiec. Udział w licznych bitwach i odniesione rany (między innymi w bitwie pod Ostrołęką) przyniosły mu z czasem stopień oficera, a także Krzyż Orderu Virtuti Militari. Przez cały okres wojny polsko-rosyjskiej prowadził nadal działalność polityczną jako jeden z przywódców żywiołów radykalnych. Wraz z bratem i tysiącami innych powstańców w 1832 roku udał się na emigrację do Francji. Najpierw osiadł w Paryżu, potem w Metz, a ostatecznie w Auxerre (gdzie znajdował się jeden z obozów zorganizowanych dla polskich uchodźców). Nadal pozostawał czynnym działaczem politycznym, który potrafił znaleźć czas także na przygotowanie wielkiego dzieła, jakim w jego zamierzeniu miało być Powstanie narodu polskiego w roku 1830 i 1831. Ta dwutomowa, nieukończona książka, w której autor ukazał bardzo subiektywnie przebieg wydarzeń w Polsce przed i w czasie powstania listopadowego, mimo często skrajnych ocen stała się z czasem podręcznikiem, z którego kolejne pokolenia czerpały wiarę w możliwość odbudowania niepodległej Polski.

Mochnacki nie ukończył swojego dzieła życia. W dniu 20 grudnia 1834 roku pokonała go ostatecznie ta sama gruźlica, która szesnaście miesięcy wcześniej zabrała jego młodszego brata Kamila. Czy zasiadający na Olimpie bogowie mogli cieszyć się z przybycia do nich tego wyjątkowo uzdolnionego, a przy tym bez reszty oddanego sprawie narodowej towarzysza, trudno dochodzić, tym bardziej że wkrótce zaczęli tam podążać nowi poeci, pisarze i artyści.

Rzecz w tym jednak, że tym razem stawili się u nich ochotnicy, wielcy poeci, którzy z własnej woli postanowili opuścić świat ludzi i przenieść się do bogów na Olimp. Pierwszym z nich był Aleksander Puszkin (urodzony 6 czerwca 1799 roku, zmarł 10 lutego 1837 roku), największy poeta rosyjskiego romantyzmu, wielki reformator literackiego języka rosyjskiego. Pospieszył na Olimp w wieku niespełna trzydziestu ośmiu lat. Nie padł ofiarą nieuleczalnej gruźlicy, nie zginął w czasie wojny, nie zniszczył go także syfilis. Zginął w pojedynku z Francuzem o nazwisku Georges d’Antès, lejtnantem w Gwardii Carskiej, który 10 stycznia 1837 roku poślubił siostrę małżonki Puszkina, Jekaterinę Nikołajewnę Gonczarową. Poeta, otrzymawszy dwa miesiące wcześniej list z informacją o romansie jego żony Natalii Nikołajewny Gonczarowej z d’Antèsem, odrzucił wszelkie próby mediacji i ostatecznie 8 lutego 1837 roku doprowadził do pojedynku, w czasie którego został ranny, i zmarł dwa dni później.

Wolno przypuszczać, że jego zjawienie się na Olimpie wywołało wielkie poruszenie, przybywał wszak poeta najwyższej rangi, autor wspaniałych utworów: poematów Rusłan i Ludmiła (1820), Borys Godunow (1824) czyPołtawa (1829), a przede wszystkim prawdziwego arcydzieła, jakim był poemat dygresyjny Eugeniusz Oniegin (1832), który otworzył mu drogę do literatury światowej. A przecież pisarz ten pozostawił po sobie także cieszące się ogromnym powodzeniem powieści: Dubrowski (1833), Dama pikowa (1834) i Córka kapitana(1836), a wreszcie poemat historiozoficzny Jeździec miedziany (1833, wyd. 1837), będący swoistą odpowiedzią rosyjskiego poety na Ustęp III części Dziadów Adama Mickiewicza. Wartości tego dorobku nie jest w stanie obniżyć swoisty antypolonizm, jaki cechował Puszkina w ostatnim okresie jego życia. Autor Borysa Godunowa był niewątpliwie wielkim poetą i można tylko ubolewać, że wskutek intryg dworskich, ale zapewne i niełatwego charakteru, tak szybko rozstał się ze światem żywych.

Puszkin, zjawiając się na Olimpie w lutym 1837 roku, zapewne nie spodziewał się, że w cztery lata po nim stawi się tam inny wielki poeta rosyjski – zaledwie dwudziestosiedmioletni Michaił Lermontow(1814–1841). Co więcej, że ten autor poematów romantycznych opartych na motywach ludowych, ale także wspaniałych liryków, a nadto pierwszej rosyjskiej powieści psychologicznej, podąży na Olimp tą samą co Puszkin drogą – jako ofiara pojedynku. Lermontow był potomkiem osiadłego w XVII wieku w Rosji Szkota. Matka odumarła go, gdy miał trzy lata, ojciec (który służył w armii w randze kapitana), gdy nasz poeta liczył lat siedemnaście. Opiekowała się nim wywodząca się z rosyjskiej arystokracji Jelizawieta Aleksiejewna Arseniewa, babka ze strony matki. Wyjątkowo uzdolniony, znający kilka języków obcych, Lermontow w 1831 roku podjął studia na Uniwersytecie Moskiewskim. Po dwóch latach wraz ze swoją opiekunką przeniósł się do Petersburga, gdzie wstąpił do Korpusu Kadetów. Ale nie kariera wojskowa była jego pasją. Fascynowały go przede wszystkim dwie sprawy: wolność (był wielbicielem dekabrystów) oraz poezja (stał się namiętnym czytelnikiem i wielbicielem Byrona, Schillera oraz Puszkina). Od wczesnych lat próbował sił w poezji, ale prawdziwy przełom przyniósł rok 1837, kiedy dowiedział się o śmierci uwielbianego Puszkina. Lermontow napisał wówczas adresowany do cara Mikołaja I wiersz Śmierć poety, w którym oskarżył dworaków carskich o świadome sprowokowanie Puszkina do pojedynku. Wiersz ten przyniósł młodemu poecie ogromną sławę, szczególnie wśród przyjaciół i wielbicieli Puszkina, ale i rozkaz carski zsyłający go do oddziałów wojskowych toczących wojnę z ludami Kaukazu. Pełen uznania dla walczących o swoją wolność mieszkańców Kaukazu stworzył tu Lermontow słynne z czasem poematy: Pieśń o carze Iwanie Wasylewiczu, o młodym opryczniku i o udałym kupcu Kałasznikowie (1837) oraz Demon(wyd. 1839).

Po sześciu miesiącach zesłania, dzięki wstawiennictwu wpływowej w kręgach arystokracji babki Arseniewej, Lermontow powrócił do Petersburga. Publikując coraz nowe utwory, zdobył powszechną sławę, którą utrwalił jako autor pierwszej rosyjskiej powieści psychologicznej Bohater naszych czasów (1840), w której przedstawił tragiczny los młodego pokolenia rosyjskiego.

Ogromny sukces dzieła szedł w parze z kolejnym dramatem: za pojedynek z Ernestem de Barante, synem ambasadora francuskiego, ponownie trafił na Kaukaz. Duch niespokojny i buntowniczy 15 lipca 1841 roku stanął do pojedynku z majorem w stanie spoczynku Nikołajem Martynowem. Rezultat owego pojedynku, co do przyczyn którego w literaturze przedmiotu znaleźć można sporo wątpliwości (jak w przypadku Puszkina), z góry był do przewidzenia: Lermontow zginął od kuli przeciwnika. Stało się to na przedmieściu słynnego kaukaskiego uzdrowiska Piatigorsk. Po trwających kilka miesięcy staraniach rodzina poety uzyskała zgodę na przewiezienie jego doczesnych szczątków do rodzinnej miejscowości Tarchany, gdzie spoczywa do dzisiaj (oraz gdzie znajduje się poświęcone mu muzeum).

Wygląda na to, że radość z pojawienia się na Olimpie dwóch największych poetów romantyzmu rosyjskiego była tak wielka, iż bogowie na całe osiem lat zapomnieli o młodych twórcach, którzy mogliby im umilać życie. Zaniedbanie to postanowili nadrobić w 1849 roku, kiedy to zaprosili do siebie aż trzech znakomitych wybrańców.

W 1849 roku stawił się w siedzibie bogów jeden z największych poetów polskich: liczący trzydzieści dziewięć i pół rokuJuliusz Słowacki (urodzony 4 września 1809 roku, zmarł 3 kwietnia 1849 roku). Przyszedł na świat w Krzemieńcu. Był synem Euzebiusza, profesora w Liceum Krzemienieckim, oraz Salomei z Januszewskich. Ojciec był uznanym teoretykiem i historykiem literatury, tłumaczem, a także dramatopisarzem, autorem licznych rozpraw o sztuce dobrego pisania i wymowy oraz dwóch tragedii o tematyce historycznej. Matka pochodziła z rodziny polskich Ormian. Rodzice Juliusza w 1808 roku zamieszkali w Krzemieńcu, gdzie wybudowali własny dom. W dwa lata po przyjściu na świat syna Euzebiusz wygrał konkurs na stanowisko profesora na Uniwersytecie Wileńskim, w związku z czym rodzina przeniosła się do Wilna. W trzy lata później rodzinę tę spotkała pierwsza tragedia – 10 listopada 1814 roku ojciec Juliusza zmarł na gruźlicę. W tej sytuacji Salomea wróciła z synem do Krzemieńca. Tutaj Juliusz zaczął naukę w znakomitym Liceum Krzemienieckim. Po czterech latach, w 1818 roku, matka poety zdecydowała się wyjść ponownie za mąż; jej mężem został August Bécu, profesor medycyny na Uniwersytecie Wileńskim. Wiązało się to z ponowną przeprowadzką Juliusza do Wilna. Najpierw pobierał nauki u prywatnych guwernerów, a w 1819 roku zaczął uczęszczać do Gimnazjum Wileńskiego. Państwo Bécu prowadzili w Wilnie salon, w którym bywali przedstawiciele elity intelektualnej miasta z braćmi Janem i Jędrzejem Śniadeckimi oraz Joachimem Lelewelem na czele. W 1822 roku odwiedzali ich także przedstawiciele młodzieży literackiej (między innymi Adam Mickiewicz oraz Antoni Edward Odyniec). Latem 1824 roku ojczym Juliusza zginął rażony piorunem w czasie burzy, jaka rozpętała się nad Wilnem22. W 1825 roku Słowacki podjął studia na Wydziale Nauk Moralnych i Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego. W czasie studiów odbył kilka wypraw krajoznawczych po Litwie i Podolu, zwiedził także Odessę. Jego najbliższym przyjacielem w tym czasie był Ludwik Spitznagel, młodzieniec niezwykle uzdolniony (szczególnie w zakresie języków orientalnych), który jednak w 1827 roku popełnił samobójstwo, co Juliusz przeżył niezwykle dotkliwie23. Po ukończeniu studiów w 1828 roku przyszły autor Kordianapowrócił do Krzemieńca, by w lutym następnego roku wyjechać do Warszawy i objąć posadę aplikanta w Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu.

W Warszawie Słowacki nawiązał szereg znajomości, między innymi z Józefem Bohdanem Zaleskim, Sewerynem Goszczyńskim oraz Stefanem Witwickim. Niestety, w tym czasie dała o sobie znać gruźlica, która sprawiła, iż poeta nie wziął udziału jako żołnierz w powstaniu listopadowym. Zaczął jednak ogłaszać wiersze, które zyskały mu powszechne uznanie (Hymn, Oda do wolności, Pieśń legionu litewskiego). W styczniu 1831 roku podjął pracę w biurze dyplomatycznym Rządu Tymczasowego, którą jednak porzucił już na początku marca. Wyjechał wówczas do Drezna. W stolicy Saksonii spędził kilka miesięcy, po czym – jako kurier dyplomatyczny Rządu Narodowego – wyjechał przez Paryż do Londynu. Po kilku tygodniach pobytu nad Tamizą osiadł w Paryżu, gdzie właśnie zaczęli szukać schronienia polscy uchodźcy.

W stolicy Francji poeta bardzo szybko wszedł w środowisko polskie. W styczniu 1832 roku został członkiem Towarzystwa Litewskiego i Ziem Ruskich; zaproszono go także do założonego przez Lelewela Towarzystwa Naukowego Tułaczów Polskich. Od początku brał udział w życiu towarzyskim emigracji. Był mile widzianym gościem na salonach księcia Adama Czartorys­kiego. Poznał między innymi Karola Sienkiewicza oraz Fryderyka Chopina. W grudniu 1832 roku, po lekturze III części Dziadów, do której Mickiewicz wprowadził wzorowaną na Auguście Bécu postać Doktora, jako zausznika Nowosilcowa, opuścił Paryż i osiadł w Genewie. Okres ten zapisał się w jego biografii kilkoma wyprawami alpejskimi, nawiązaniem stosunków z rodziną Wodzińskich (zapałał wówczas miłością do młodziutkiej Marii), ale przede wszystkim – usilną pracą literacką (tam powstał Kordian, jako artystyczna polemika poety z III częścią Dziadów, tam także poeta ukończył pracę nad Balladyną). Na początku 1836 roku Słowacki opuścił Genewę i udał się do Rzymu. W czasie trzymiesięcznego pobytu w tym mieście zaprzyjaźnił się z Zygmuntem Krasińskim, poznał także dość liczną naówczas kolonię polską. Na początku czerwca przeniósł się na trzy miesiące do Neapolu24. Stąd, pod koniec sierpnia 1836 roku, w towarzystwie kolegi z Krzemieńca – Zenona Brzozowskiego – wyjechał w wielomiesięczną podróż na Wschód: do Grecji, Egiptu i Ziemi Świętej.

Wyprawa Słowackiego na Wschód była wyjątkowa w epoce polskiego romantyzmu, a przy tym wydała znakomite owoce poetyckie, toteż zasługuje na przypomnienie. Poeta wybrał się w tę „pobożną podróż” szlakiem przetartym w 1811 roku przez François-René Chateaubrianda, a w 1832 roku przez Alfonsa Lamartine’a. Wiele wskazuje na to, że dzieła obu tych wielkich pisarzy francuskich były głównymi przewodnikami Słowackiego. Podróżni wypłynęli z Neapolu pod koniec sierpnia 1836 roku. Najpierw zwiedzili Grecję, zatrzymując się kolejno między innymi w Otranto, na Korfu, w Patras, Nauplion i Argos. W leżących nieopodal Argos Mykenach dotarli do legendarnego grobu Agamemnona. Stąd przez Korynt przybyli do Aten. W październiku 1836 roku byli już w Aleksandrii. Tu zostali przyjęci przez wicekróla Egiptu Muhammada Alego, który właśnie „europeizował” Egipt25. Pod koniec października 1836 roku podróżni wyruszyli Nilem do Kairu, by udać się wkrótce do leżących nieopodal miasta piramid i dotrzeć na szczyt najwyższej z nich – piramidy Cheopsa. W pierwszych dniach listopada wynajętą łodzią wraz z ośmioosobową załogą popłynęli w górę Nilu. Po dwóch tygodniach dotarli do starożytnych Teb, na gruzach których wyrosły miasta Luksor i Karnak. Złożyli wizytę sławnemu „śpiewającemu” kolosowi Memnona, po czym dopłynęli do pierwszej katarakty nilowej, czyli do granic starożytnego Nilu. Po przeszło miesięcznej podróży powrócili do Kairu, by stąd wybrać się w towarzystwie Beduinów i słynnego drogmana Solimana (w latach 1826–1829 towarzyszył Jean-François Champollionowi w jego wyprawie do Egiptu) przez Półwysep Synajski do Ziemi Świętej. Po drodze zwiedzili słynny klasztor św. Katarzyny, stojący w miejscu, w którym Mojżesz oglądał gorejący krzew. Na przełomie 1836 i 1837 roku odbyli także dwunastodniową kwarantannę na pustyni, w okolicach miasteczka El Arish26. Wreszcie – przez Gazę i Jaffę – 12 stycznia 1837 roku Słowacki z Brzozowskim dotarli do Jerozolimy. W świętym mieście chrześcijan, Żydów i muzułmanów podróżnicy zwiedzili wszystkie bodaj ważne miejsca chrześcijaństwa (z korespondencji poety wiadomo, że samotnie spędził on jedną noc w zamkniętej świątyni Grobu Pańskiego). Z Jerozolimy udali się – przez Betlejem, wybrzeże Morza Martwego, Betanię, Nazaret, Kanę Galilejską, Tyberiadę – do Damaszku, a następnie do Bejrutu. Tu Słowacki rozstał się z Brzozowskim27 i zatrzymał na dłużej w kapucyńskim klasztorze Betcheszban w górach Libanu. Po czterdziestu dniach powrócił do Bejrutu, aby na początku maja 1837 roku w Trypolisie wsiąść na statek udający się do Europy. Podróż morska trwała czterdzieści dni. Kolejne trzy tygodnie poeta spędził jeszcze na redzie portu w Livorno (kwarantanna) po czym 11 lipca 1837 roku zszedł na ląd i udał się do Florencji. Przywołana tu w największym skrócie wyprawa Słowackiego na Wschód przeszła do historii jako wyjątkowe przedsięwzięcie religijno-artystyczne28.

We Florencji poeta spędził półtora roku, oddając się pracom literackim, poznając zgromadzone tu rozliczne skarby włoskiej sztuki, ale także uczestnicząc w życiu tutejszej kolonii polskiej. W drugiej połowie grudnia 1838 roku Krasiński przywiózł mu wiadomość o aresztowaniu matki w związku z wykryciem spisku Szymona Konarskiego. Ta wiadomość sprawiła, że jeszcze przed Bożym Narodzeniem 1838 roku poeta powrócił do Paryża. Nie mogąc udzielić pomocy matce (przebywała w więzieniu w Żytomierzu prawie przez rok), przystąpił do wydawania swoich ostatnich dzieł. Włączył się także w bieg życia emigracyjnego. W maju 1839 roku został wybrany na członka „stowarzyszonego” Towarzystwa Literackiego. Zaczął też uczestniczyć w cotygodniowych jego spotkaniach, od czasu do czasu odczytując w czasie tych posiedzeń fragmenty pisanych właśnie utworów (czytał tam między innymi fragmenty Podróży do Ziemi Świętej z Neapolu, w tym Grób Agamemnona). Od maja 1839 roku do końca 1846 roku bywał stałym gościem Biblioteki Polskiej29.

W dniu 15 grudnia 1840 roku poeta oglądał wielkie uroczystości związane ze sprowadzeniem do Paryża z Wyspy św. Heleny prochów Napoleona I. Na przełomie 1840 i 1841 roku wziął udział w dwóch słynnych ucztach wydanych przez Eustachego Januszkiewicza z okazji podjęcia przez Adama Mickiewicza wykładów w Collège de France. Głośny pojedynek dwóch improwizatorów na pierwszej z nich, a także otwarty zatarg Słowackiego z Mickiewiczem na drugiej w niemałym stopniu wpłynęły na kształt słynnych dygresji poety wprowadzanych do Beniowskiego. Ukazanie się tego poematu wywołało skandal towarzyski, jeden z wrogich poecie krytyków, Stanisław Ropelewski, wyzwał autora Beniowskiegona pojedynek, ale nie stawił się na wyznaczonym placu.

W lipcu 1842 roku Słowacki przystąpił do Koła Sprawy Bożej Andrzeja Towiańskiego. Mimo że już w listopadzie następnego roku opuścił Koło, nadal przecież pozostawał bliski naukom Towiańskiego. Żyjąc w samotności, przy wciąż pogarszającym się stanie zdrowia, zagłębiał się coraz wyraźniej w mistycyzm, czego dowodem były powstające teraz dzieła (Genezis z Ducha czy Dialog troisty z Helionem). Nie rezygnował przy tym z możliwości zabierania głosu w ważnych dla Polaków sprawach. Tak stało się połowie lat czterdziestych, kiedy podjął ostrą polemikę ideową z Zygmuntem Krasińskim w sprawie przyszłości narodu polskiego (Odpowiedź na Psalmy przyszłości). Zabrał głos także w sprawie wydarzeń w Krakowie i w Galicji w lutym 1846 roku (Głos z wygnania do braci w kraju).

W okresie Wiosny Ludów 1848 roku Słowacki bardzo aktywnie włączył się na nowo w życie skupionej w Paryżu emigracji polskiej. Wystąpił wówczas z projektem powołania do życia konfederacji, która by skupiła wszystkie jej odłamy. Inicjatywa ta wprawdzie nie powiodła się, poeta zdołał jednak zgromadzić wokół siebie kilku młodszych przyjaciół. Znaleźli się tam na przykład Zygmunt Szczęsny Feliński, Kornel Ujejski i Ludwik Norwid. Mimo atakującej poetę coraz bardziej choroby, na wiadomość o wybuchu powstania wielkopolskiego 9 kwietnia 1848 roku wraz z kilkoma przyjaciółmi wyruszył on do Poznania. Tu spotkał się między innymi z Bibianną i Jędrzejem Oraczewskimi oraz z Karolem Libeltem. W dniu 27 kwietnia przemawiał na posiedzeniu Komitetu Narodowego, dotarł także do jednego z obozów powstańczych. Z wielką radością przyjmował wieści o zwycięstwie polskich powstańców pod Miłosławiem i Wrześnią. Niestety, na żądanie pruskiej policji 7 maja musiał opuścić Poznań i udać się do Wrocławia, gdzie przebywał przez dwa miesiące. Dzięki pomocy mieszkającego w Krakowie przyjaciela, Wojciecha Kornela Stattlera, w drugiej połowie czerwca spotkał się tu z przybyłą z Krzemieńca matką, Salomeą Bécu. Na początku lipca opuścił Wrocław i przez Drezno oraz Ostendę dotarł do Paryża. W związku z coraz bardziej pogarszającym się stanem zdrowia nie przejawiał już większej aktywności publicznej, choć 19 listopada 1848 roku wziął jeszcze udział w sesji Towarzystwa Literackiego. Oddawał się teraz tytanicznej pracy nad swoim ostatnim dziełem: Królem-Duchem.W ostatnim okresie życia towarzyszyło mu tylko dwóch przyjaciół: francuski malarz Charles Pétiniaud-Dubos oraz Zygmunt Szczęsny Feliński (ten sam, którego w 2009 roku papież Benedykt XVI wyniósł na ołtarze jako świętego Kościoła powszechnego). Jeden z największych poetów polskich zmarł 3 kwietnia 1849 roku.

Cztery miesiące później odszedł na służbę do olimpijskich bogów największy bodaj poeta węgierski, dwudziestosześcioletni Sándor Petőfi (1823–1849). Ten syn serbskiego uchodźcy i Słowaczki od wczesnej młodości utożsamiał się z narodem węgierskim. Z tego powodu zmienił też imię i nazwisko (pierwotne jego imię i nazwisko to Alexander Petrovics). Trudne warunki życia, spowodowane utratą całego majątku rodzinnego w czasie wylewu Dunaju w 1838 roku, sprawiły, że podejmował się różnych prac, aby zarobić na utrzymanie (był nauczycielem, ale też aktorem w wędrownej trupie, dziennikarzem i żołnierzem). Dzięki przyjacielowi, którym okazał się sławny z czasem powieścio­pisarz Mór Jókai, Petőfi podjął pierwsze próby poetyckie. W 1844 roku zadebiutował tomikiem poezji, który przyniósł mu sławę jako budzicielowi ducha narodowego. W bardzo krótkim czasie stanął na czele ugrupowania Młodych Węgrów, którego głównym postulatem było hasło niepodległości Węgier. W dniu 15 marca 1848 roku Młodzi Węgrzy ogłosili manifest, w którym domagali się zniesienia cenzury, likwidacji pańszczyzny, równości wszystkich ludzi wobec prawa, a przede wszystkim utworzenia niezależnego rządu węgierskiego. Manifest ów dał początek powstaniu węgierskiemu. Petőfi wstąpił do armii, został też najpopularniejszym poetą tego zrywu niepodległościowego (jego pieśń Powstań, Węgrze, Ojczyzna Cię woła! stała się hymnem powstańców). W styczniu 1849 roku dowodzący armią węgierską w Siedmiogrodzie generał Józef Bem powołał go na swego adiutanta. Między polskim generałem a węgierskim poetą-żołnierzem (Bem mianował Petőfiego majorem) zawiązała się gorąca przyjaźń, której dowodami są wiersze poety30. Wkrótce po wkroczeniu na tereny Węgier zaproszonych przez Austriaków wojsk rosyjskich doszło do bitwy pod Segesvàr. Poeta zginął w czasie tej bitwy, która rozegrała się 31 lipca 1849 roku.

W literaturze węgierskiej Sándor Petőfi odegrał rolę odnowiciela czy też raczej twórcy języka poetyckiego, odwołującego się do tradycji ludowej, a przy tym dbającego o doskonałą formę. Potwierdził to między innymi Istvan Csaplá­ros, znakomity znawca literatury węgierskiej:

Petőfi był największą indywidualnością poetycką całego XIX wieku [na Węgrzech – F.Z.]. Jego wystąpienia i twórczość oznaczały rewolucję artystyczną w poezji węgierskiej, której odkrył i objawił nowe obszary i niejako skierował ją na nowe tory. Tworzył wprawdzie w epoce romantyzmu, ale wielostronnie i twórczo przekraczał konwencje i poetyki romantyczne, wprowadzając odmienne – nieznane dotąd – motywy, tonacje i zjawiska, bliskie późniejszym kierunkom, przede wszystkim bezpośredniość i trafność wyrazu31.

Po lekturze tej opinii trudno się dziwić, że bogowie olimpijscy zażądali, aby dwudziestosześcioletni poeta stawił się u nich i dołączył do ekskluzywnego grona ich wybrańców. Na polu bitwy pod Segesvàr nie odnaleziono wprawdzie ciała tego poety-żołnierza, co dało początek legendom o jego rzekomym pobycie na zesłaniu na Syberii. Próżno więc szukać na ziemi węgierskiej jego grobu. Ale pamięć o nim wciąż jest tutaj żywa. Utrwalono ją w dziesiątkach pomników i nazwach ulic, placów czy parków, w ogromnej ilości wydawnictw i prac poświęconych młodemu poecie.

Inaczej sprawy wyglądają z kolejnym wybrańcem bogów, który w sześć tygodni po nim stawił się na Olimpie. Fryderyk Chopin (1810–1849), bo o nim mowa, ma swój grób na paryskim cmentarzu Père-Lachaise. Corocznie odwiedzają go też tysiące jego wielbicieli i wielbicielek z całego świata: z Polski i Francji, Niemiec i Anglii, ale także z Japonii, Australii czy Ameryki. Pamięć o genialnym polskim kompozytorze i pianiście podtrzymują odtwarzane w salach koncertowych, w programach radiowych i telewizyjnych całego świata utwory, które stanowią trwały składnik dorobku muzyki światowej. Chopin wielbiony był za życia, sława jego przetrwała też ponad półtora wieku i nic nie wskazuje na to, aby w następnych stuleciach miał radować swoją muzyka tylko olimpijskich bogów; należy do tej gromady wielkich, którzy wciąż pozostają poprzez swoje dzieła obecni w artystycznym dorobku ludzkości. Jego biografia jest powszechnie znana, przypomnę tu zatem tylko najważniejsze fakty z jego życia.

Urodził się z ojca Mikołaja i matki Tekli Justyny z Krzyżanowskich w Żelazowej Woli w 1810 roku32. W niespełna pół roku po jego przyjściu na świat Chopinowie przenieśli się do Warszawy, gdyż ojciec artysty otrzymał posadę nauczyciela języka francuskiego w prowadzonym przez Samuela Bogumiła Lindego Liceum Warszawskim. Najpierw zamieszkali w jednej z kamienic przy Krakowskim Przedmieściu, ale po pewnym czasie przenieśli się do Pałacu Saskiego, czyli siedziby Liceum Warszawskiego. W 1827 roku zamieszkali w pałacu Czapskich (Krasińskich).

W latach 1823–1826 Fryderyk pobierał nauki w Liceum Warszawskim. Po ukończeniu Liceum wstąpił do związanej z Uniwersytetem Warszawskim Szkoły Głównej Muzyki (stanowiła część Konserwatorium), gdzie jego głównym nauczycielem był Józef Elsner. Studia te ukończył w 1829 roku. Wakacje spędzał z zasady w majątkach rodziców swych kolegów, gdzie mógł poznawać wiejski folklor. Latem 1826 roku wspólnie z matką i siostrami Ludwiką i Emilią przebywał w Bad-Reinertz (dziś: Duszniki-Zdrój), gdzie 16 sierpnia koncertował na rzecz ubogich sierot. We wrześniu 1828 roku Fryderyk odbył pierwszą podróż zagraniczną – do Berlina. Towarzyszył profesorowi Feliksowi Jarockiemu, przyjacielowi ojca, który udał się tam na zjazd przyrodników. Latem roku następnego, po ukończeniu studiów w Szkole Głównej Muzyki, wspólnie z piątką kolegów wybrał się do Wiednia. Po drodze podróżnicy zatrzymali się między innymi na tydzień w Krakowie, gdzie zwiedzili Collegium Maius (Bibliotekę Jagiellońską), a także inne zabytki, z Katedrą Wawelską na czele. Byli nadto w Ojcowie i Pieskowej Skale. Zwiedzili również kopalnię soli w Wieliczce. W Wiedniu Fryderyk spędził dwa tygodnie. Dwukrotnie koncertował z orkiestrą w Kärtnerthortheater (w programie były jego własne kompozycje), odnosząc wielki sukces, także prestiżowy – jeden z wydawców wiedeńskich ogłosił drukiem jego Wariacje na temat Mozarta, co było debiutem zagranicznym artysty. Dalsza trasa wędrówki młodzieńców wiodła do Pragi, po której oprowadzał ich sam Václav Hanka (słynny od pewnego czasu „odkrywca” staroczeskich zabytków piśmiennictwa – Królodworskiego rękopisu orazRękopisu zielonogórskiego, które były znakomitą mistyfikacją jego i jego przyjaciela, Josefa Lindy). Potem droga wiodła do Cieplic oraz słynnego z galerii malarstwa Drezna (podróżnicy spędzili tam tydzień). Po powrocie do Warszawy i chwilowym odpoczynku Fryderyk odwiedził w Strzyżowie w Wielkim Księstwie Poznańskim swoją matkę chrzestną Annę ze Skarbków Wiesiołowską.

Fryderyk rozpoczął naukę gry na fortepianie w wieku sześciu lat, a w wieku lat siedmiu ukazał się drukiem pierwszy skomponowany przez niego utwór – Polonez g-moll.Jako ośmioletni chłopiecdał pierwszy koncert na cele dobroczynne. Prawdziwym debiutem artystycznym był jednak dopiero publiczny koncert w warszawskim Teatrze Narodowym, na który przyszło podobno około 900 osób, zorganizowany 17 marca 1830 roku. Latem tego roku dwudziestoletni Fryderyk wybrał się na kilka tygodni na Lubelszczyznę. Jesienią otrzymał zgodę władz rosyjskich na wyjazd za granicę dla pogłębienia studiów. W związku z tym 11 października 1830 roku dał koncert pożegnalny w Teatrze Narodowym w Warszawie, zaś w trzy tygodnie później, 2 listopada 1830 roku, wyjechał z Polski na stałe. W podróży towarzyszył mu przyjaciel z ławy szkolnej, Tytus Woyciechowski.

Artysta nie przypuszczał, że będzie to podróż bez powrotu. Celem pierwszym był Wiedeń, do którego udał się przez Kalisz, Wrocław (7 listopada dał koncert w miejscowej resursie), Drezno i Pragę. Do Wiednia przybył 1 grudnia 1830 roku. Plan jego przewidywał, że po kilku miesiącach pobytu w tym mieście, gdzie wszak już przed dwoma laty odniósł pierwszy sukces, uda się do Włoch. Tymczasem wkrótce po przybyciu do stolicy Austrii dotarła do niego wiadomość o wybuchu w Warszawie powstania. Na tę wiadomość zareagował jak zdecydowana większość młodych Polaków wędrujących po Europie: postanowił wrócić do kraju. Tylko usilne perswazje ojca, a także przyjaciół sprawiły, że pozostał w Wiedniu. Spędził tam osiem miesięcy – aż do 20 lipca 1831 roku, kiedy ruszył w dalszą drogę. Ale nie do Włoch, lecz do Paryża. Jechał przez Linz, Salzburg, Monachium (gdzie dał koncert w Sali Towarzystwa Filharmonicznego) i Stuttgart. Tu dotarła do niego wiadomość o klęsce powstania, którą przeżył bardzo silnie. Pod koniec września dotarł do Paryża. Stolica Francji stała się odtąd drugim stałym miejscem jego pobytu; spędził tu prawie osiemnaście lat33.

Poszukujący śladów pobytu Chopina w Paryżu, turyści (nie tylko polscy!) trafiają przede wszystkim na Plac Vendôme, pod numer 12. Z niewielkiej tabliczki dowiadują się, że to tutaj genialny artysta zmarł 17 października 1849 roku. Tylko wielbiciele jego talentu pamiętają, że mieszkał jednak pod tym adresem zaledwie przez kilka ostatnich tygodni życia! Chopin zaczynał swoją przygodę z Paryżem w zupełnie innej okolicy – przy Bulwarze Poissonière 27, w pokoiku na piątym piętrze. Mieszkał tu dziewięć miesięcy, po czym przeprowadził się do pensjonatu leżącego po drugiej stronie tego samego Bulwaru – do mieszczącego się pod numerem 4 pensjonatu Cité Bergère. Zainteresowany biografią artysty entuzjasta zapewne trafi pod kolejne paryskie adresy kompozytora. Wiadomo wszak, że wiosną 1833 roku zamieszkał on pod adresem: 5, Chaussé d’Antin (wśród przyjaciół mieszkanie to często nazywano Olimpem!). Przez dwa lata mieszkał przy rue Tronchet (nr 5), czyli w najbliższym sąsiedztwie kościoła św. Magdaleny. Natomiast przez siedem lat (1842–1849) przy Square d’Orléans (nr 9). W związku z postępami gruźlicy latem 1849 roku przyjaciele Chopina, z Jane Stirling na czele, wynajęli mu apartament przy rue Chaillot, na wzgórzu Trocadero (dzisiaj wznosi się na tym miejscu pałac Chaillot). Artysta spędził tam kilka tygodni. Pod koniec września 1849 roku przeniósł się jednak do apartamentu przy Placu Vendôme 12, gdzie w nocy 17 października 1849 roku zmarł34.

W stolicy Francji Fryderyk Chopin odniósł światowy sukces jako kompozytor i pianista. Dał tu dziewiętnaście publicznych koncertów (pierwszy odbył się w słynnej Sali Pleyela przy rue Cadet nr 9 w dniu 26 lutego 1832). Tu zaprzyjaźnił się z wieloma znakomitymi artystami, jak Franz Liszt, Hector Berlioz, Robert Schumann czy Vincenzo Bellini, a przede wszystkim ze znakomitym i sławnym malarzem francuskiego romantyzmu Eugène Delacroix. Tu był przez wszystkie lata niezwykle wziętym nauczycielem muzyki.

Od początku swojego pobytu w Paryżu Chopin nawiązał bliskie kontakty z rodakami tworzącymi Wielką Emigrację. Jego przyjaciółmi zostali najwybitniejsi przywódcy: książę Adam Czartoryski, Adam Mickiewicz, Julian Ursyn Niemcewicz, Cyprian Kamil Norwid czy wreszcie generał Józef Bem. Przystąpił do Towarzystwa Literackiego Polskiego, koncertował na spotkaniach mających wesprzeć finansowo polskich uchodźców, niekiedy sam organizował dla nich imprezy dobroczynne.

Niestety, w pewnym momencie zachorował na będącą przekleństwem artystów i poetów z XIX wieku gruźlicę. Symptomy choroby pojawiły się w czasie, gdy nawiązał trwający dziewięć lat związek miłosny ze starszą od niego o kilka lat George Sand, matką dwojga dorosłych już prawie dzieci. Zimę 1838/1839 roku artysta spędził z kochanką w Valdemosa na Majorce35. Po powrocie z tej owianej legendą, ale w konsekwencji nieudanej wyprawy rozpoczęły się coroczne jego wyprawy latem do wiejskiej posiadłości George Sand w Nohant (w Centralnej Francji), gdzie znajdował znakomite warunki do pracy kompozytorskiej36