Wydawca: Czerwone i Czarne Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 198 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Towarzyszka panienka - Monika Jaruzelska

Jakim ojcem był generał Jaruzelski? Jaką córką była Monika? Autobiograficzna opowieść Moniki Jaruzelskiej to pełna ironii i dowcipu opowieść o dorastaniu u boku sławnego ojca. Okazuje się, że niełatwo być córką generała. Zarówno, gdy się jest nieśmiałą nastolatką, jak też dojrzałą kobietą, idącą przez życie z „gorącym” nazwiskiem.

Opinie o ebooku Towarzyszka panienka - Monika Jaruzelska

Cytaty z ebooka Towarzyszka panienka - Monika Jaruzelska

Z irytacją czytam w celebryckich wywiadach zbanalizowany cytat z Nietzschego: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Uważam, że jest wręcz przeciwnie. To dobre doświadczenia dają nam siłę, pewność siebie i optymizm. Cierpienie ogranicza, wywołuje rysy, które wpisują się na twardy dysk naszej osobowości. I gdzieś tam pozostają, mniej lub bardziej ukryte. Gdyby miały wzmacniać, to największymi herosami winni być ludzie po Auschwitz. A nie są…
Z irytacją czytam w celebryckich wywiadach zbanalizowany cytat z Nietzschego: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Uważam, że jest wręcz przeciwnie. To dobre doświadczenia dają nam siłę, pewność siebie i optymizm. Cierpienie ogranicza, wywołuje rysy, które wpisują się na twardy dysk naszej osobowości. I gdzieś tam pozostają, mniej lub bardziej ukryte. Gdyby miały wzmacniać, to największymi herosami winni być ludzie po Auschwitz. A nie są…

Fragment ebooka Towarzyszka panienka - Monika Jaruzelska

Copyright © Monika Jaruzelska, Czerwone i Czarne

Projekt graficzny FRYCZ I WICHA

Zdjęcie na okładce i zdjęcia wewnętrzne Prywatne archiwum Moniki Jaruzelskiej

Redaktor Sylwia Frołow, Violetta Ozminkowski

Redaktor prowadzący Katarzyna Litwińczuk

Korekta Weronika Girys-Czagowiec, Mirosława Jasińska-Nowacka

Skład Tomasz Erbel

Wydawca Czerwonei Czarne sp.z o.o.Rynek Starego Miasta 5/7 m. 5 00-272 Warszawa

Druk i oprawa Drukarnia Colonel ul. Jana Henryka Dąbrowskiego 16 30-532 Kraków

Wyłączny dystrybutor Firma Księgarska Olesiejuk Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A. ul. Poznańska 91 05-850 Ożarów Mazowiecki

SZAFA

Kiedy byłam mała, lubiłam wchodzić do szafy. Czasem siedziałam w niej z tęsknoty za mamą, która wsiadała do seledynowej wołgi i znikała na najdłuższe godziny świata. Wchodziłam do jej szafy, aby czuć zapach jej perfum. Czasem chowałam się też do swojej szafy – dla zabawy, bo była świetną kryjówką. Ciemność w szafie, pośród tych miękkich rzeczy, dawała poczucie bezpieczeństwa i była doskonałym miejscem strategicznym. Oczywiście Freud wytłumaczyłby to potrzebą powrotu do okresu płodowego, kiedy było ciepło, miękko i bez świadomości zła czyhającego na człowieka poza łonem matki.

Można powiedzieć, że w symboliczny sposób, wchodząc w dorosłe życie, znowu weszłam do szafy. Tym razem do wielkiej szafy – garderoby, którą jest świat mody. Życie w tej garderobie było ucieczką od polityki i tego wszystkiego, co wiązało się z przeszłością. Tu wyrobiłam sobie pozycję, tu zarabiałam na życie i na własne nazwisko.

Zawsze jednak czułam, że nadejdzie taki moment, kiedy będę chciała szafę wreszcie opuścić. W tym roku kończę pięćdziesiąt lat. A ta książka jest moim wyjściem z szafy.

Nie ma w niej etosu ani patosu. Każdy, kto spodziewa się gloryfikacji czy też politycznych uzasadnień, do których winna być zobowiązana córka komunistycznego dyktatora, może poczuć się rozczarowany. To jest opowieść o normalnej rodzinie, choć uwikłanej historycznie. Napisana z perspektywy najpierw dziecka, potem dziewczyny, a na końcu dojrzałej kobiety. Z dystansem i ironią, choć bardzo szczerze. Ale nie w formie ciągłej narracji, jak to zwykle bywa w przypadku biografii. Opowieść ta składa się z zapisków chwil, które są jak puzzle. Każdy kawałek to scenka w określonym kolorze. Jeden element jest jasny i radosny, bo dotyczy fragmentu życia, który był właśnie taki, inny będzie smutny i ciemny. Za każdym razem, kiedy myślę o układaniu wspomnień puzzli, łapię się na tym, że im dalej jestem od swojego dzieciństwa, tym staje mi się ono bliższe.

ŻOŁNIERZ I DZIEWCZYNKA

Mam pięć lat, nie więcej. Moje nogi są jeszcze zbyt krótkie, żeby się zginać na tylnym siedzeniu samochodu, którym wiozą mnie kierowca i adiutant ojca. Jest koniec lat sześćdziesiątych, ojciec jako minister obrony ma siedzibę na Klonowej. Kiedy wejdzie się do niego, najpierw wielkimi drewnianymi schodami, potem korytarzem do gabinetu, można pobawić się niszczarką do papieru.

Adiutant ojca przyjechał właśnie do domu, żeby zabrać jakieś papiery i przy okazji zawieźć mnie służbowym samochodem do kina. W MON jest sala kinowa, co sobota dla dzieci pracowników puszczane są tam filmy, na przykład poszerzona wersja Bolka i Lolka.

Podjeżdżamy pod bramę ministerstwa. Wyprężony niczym struna żołnierz salutuje. Nie wie, kto jedzie tym czarnym mercedesem, myśli może, że minister. Nie salutuje przecież małej dziewczynce.

Nie pierwszy raz widziałam wtedy salutującego żołnierza. Ale po raz pierwszy tak mocno, niemal organicznie poczułam, że jest coś szczególnego w moim położeniu.

Dwa smutasy. Wiosna, 1965 r.

BABCIA

Babcia Helena była osobą bardzo cierpliwą. Ponieważ należałam do gatunku dzieci chorowitych, jeść chciałam wyłącznie barszczyk zabielany, to babcia cierpliwie przecierała mi pożywienie. Karmiła łyżką i biegała za mną po parku z przetartym jabłkiem. Bywało, że próbowałam ją oszukać. Kiedy karmiła mnie w moim pokoju, wolno przeżuwałam i językiem przenosiłam zawartość z jednej strony ust na drugą. A kiedy znikała na chwilę, wypluwałam wszystko za wersalkę, co oczywiście wychodziło na jaw podczas sprzątania.

Historia niejadka powtarzała się w rodzinie z pokolenia na pokolenie, bo i mama była niejadkiem, i tata. Ojciec lubił opowiadać swoją historię z dzieciństwa, która dzisiaj mnie jako osobę dorosłą i matkę przeraża szczególnie. Był wychowywany w sposób tradycyjny, to znaczy – rygorystyczny. Nie mógł wstać od posiłku, póki nie zjadł. Dlatego zdarzało się, że kiedy reszta domowników przychodziła na obiad, to mały Wojtuś siedział jeszcze przy śniadaniu. Ojciec zawsze dawał mi to za przykład dobrego wychowania i trzymania dyscypliny. Na szczęście nigdy wobec mnie nie stosował tych metod. Zwracał tylko uwagę mamie: „Basiu, zobacz, jak ona je!”. Na co mama lub babcia odzywała się: „Niech je nawet nogami, byleby jadła”.

Babcia była cierpliwa, co nie oznacza, żeby specjalnie się miała nade mną rozczulać. Ale w tych wszystkich zabiegach z dokarmianiem wykazywała szczególną wytrwałość. Tym różniła się od mamy, która miała dziecko, lecz nie obnosiła się zbytnio z instynktem macierzyńskim. Jak sama mówiła – wolała mieć syna. Ojciec z kolei twierdził, że wolał mieć córkę.

Babcia z nami nie mieszkała. Przyjeżdżała do nas, nocowała albo zabierała mnie na wyjazdy. Głównie do Kościeliska koło Zakopanego. Dlatego góry kojarzą mi się z babcią. Do tej pory jeżdżę co roku do Zakopanego. Kiedy słyszę góralską muzykę i gwarę, wiem, że jestem u siebie. Podobnie jak żona Iwaszkiewicza przed śmiercią chcę jeszcze na Giewont popatrzeć.

Do karmienia mnie babcia zakładała odzież ochronną, czyli biały kitel. Nigdy nie było wiadomo, kiedy zacznę pluć lub wymiotować

CHRZEST

Jako trzyletnie dziecko podczas pobytu w Kościelisku zostałam zaprowadzona przez babcię do miejsca, gdzie było ciemno, czułam specyficzną woń i miałam mokrą głowę. Pamiętam jeszcze, że krzyczałam i się wyrywałam. Potem pytałam, gdzie byłyśmy, a babcia powiedziała, że u fryzjera. Gdy w odwiedziny przyjechali rodzice, opowiedziałam im, że byłam z babcią u fryzjera, a fryzjer miał długą czarną sukienkę, polewał mi głowę wodą i tak dziwnie pachniało.

Mieszkaliśmy w starym dworku góralskim, który kiedyś należał do rodziny Marii Skłodowskiej-Curie, a po wojnie był częścią WDW1. Tam była na parterze altana, gdzie trzymało się w zastępstwie lodówki jedzenie. Babcia zawsze dużo paliła, jej papierosy nazywały się Płaskie. I zachowałam w pamięci taki obrazek: babcia stoi w tej altanie, paląc papierosy z niejaką Luśką Parową, która tym domem się zajmowała i przyjaźniła z babcią. Akurat weszłam, kiedy babcia mówiła dość konspiracyjnym tonem do Luśki: „Wojtek mi nogi z dupy powyrywa, wszystko ta mała wygadała…”. Wiedziałam, że to o mnie, tyle że nie miałam pojęcia, co też mogłam wygadać. A oczami wyobraźni widziałam ojca wyrywającego babci nogi… I to przeze mnie!

Jako dużo starsza dopiero uświadomiłam sobie, że babcia w tajemnicy mnie ochrzciła i że rodzice się o tym dowiedzieli, choć tematu nigdy nie poruszyli. Do chwili, gdy pojawił się na świecie Gustaw.

Ojciec mówi, że dzwonią do niego księża, nawet biskup, i sugerują: „Panie generale, ma pan wnuka, gdyby córka chciała, gdyby pan chciał, możemy ochrzcić”. Trochę podchodzimy w domu do sprawy anegdotycznie, ja się zastanawiam. Kolejny raz ktoś dzwoni z propozycją. Ale ojciec tłumaczy, że córka jest niewierząca, nie ma ślubu, jest feministką, nawet nie była ochrzczona. Ja na to, że byłam ochrzczona. Rodzice patrzą zaskoczeni. Okazuje się, że o niczym nie wiedzą. „Jak to?” – pytam. „Przecież babcia bała się, że jej ojciec nogi z dupy powyrywa...”. Okazało się, że faktycznie dziecko coś tam mówiło o fryzjerze na czarno, jednak nie potraktowali tego poważnie.

Babcia od lat nie żyje. Ale żyje Luśka i mama zadzwoniła do niej. Luśka Parowa razem z córką Beatą i nowym proboszczem, bo stary już nie żył, siedli do ksiąg parafialnych i odszukali. Ochrzczono mnie pod nazwiskiem panieńskim babci, chrzestną była Luśka, ojcem chrzestnym kościelny. Ksiądz „detektyw”, przekazując nam wiadomość, zaproponował, że chętnie Gucia ochrzci.

Pomyślałam, że co prawda jestem niewierząca, ale cała rodzina ojca była bardzo religijna. I że chrzest Gucia w tym samym ślicznym kościółku góralskim mógłby być hołdem złożonym babci. W ten sposób Gucio jako trzylatek poszedł… do fryzjera. I było wzruszająco i pięknie. Mamą chrzestną została moja przyjaciółka Monika Janowska, żona Andrzeja Mleczki, który też uczestniczył w ceremonii. Ojcem chrzestnym był Artur Nowakowski, wieloletni kolega i dawna sympatia (tego dnia odbył się również chrzest jego córki Marii). Ksiądz, który odnalazł mój akt chrztu, był wtedy chory, lecz przysłał swego kolegę z Krakowa. Było to pod koniec sierpnia, a więc w tym czasie co moja tajemna ceremonia, tyle że czterdzieści lat później. Ksiądz taktownie mówił do Gucia: „Teraz przyjmujemy cię do wspólnoty chrześcijańskiej, a reszta jest twoim wolnym wyborem”. Mówił również, co szczególnie mnie wzruszyło, że kiedy człowiek płynie po oceanie i woda jest spokojna, można rozkoszować się samotnością. Natomiast w momencie, kiedy zaczyna się sztorm, potrzebni człowiekowi są inni, którzy wyciągną pomocną dłoń – i tym powinna być wspólnota chrześcijańska. Gdyby więcej było takich księży, być może dzisiaj Kościół nie borykałby się z kryzysem wiary.

Wychodziliśmy z kościółka o zachodzie słońca. W oddali piętrzył się Giewont, na tle którego robiliśmy sobie zdjęcia – na tych górskich łąkach, zdecydowanie bliżej nieba... Nawet Andrzej Mleczko ze swoją brodą i świetlistym czołem wyglądał jak święty w aureoli.

Chciałam, by Gustaw uwierzył. Z wiarą łatwiej się żyje – mówię to z pełnym przekonaniem osoby niewierzącej. Wiedziałam, że nie mogę mu nic narzucać, ale miałam takie ciche pragnienie. Nie spełniło się. Podczas pierwszej rozmowy o religii poszliśmy do mojej babci na grób. Opowiadałam mu, jak wiele jej zawdzięczam. Był piękny dzień, Stare Powązki, spacer na cmentarz. Położyliśmy kwiaty na grobie, zapaliliśmy świeczki i powoli wracamy. On nagle mówi, że przecież mieliśmy przyjść do babci, a jej nie ma. Zaczynam tłumaczyć, że różnie ludzie wierzą, że dla większości w Polsce, kiedy człowiek umiera, to idzie do nieba. Ale są i tacy, którzy wierzą, że jak człowiek umiera, to rodzi się w innej postaci, równie dobrze może odrodzić się w ciele zwierzęcia. A dla niektórych śmierć jest kresem wszystkiego. Sama natomiast uważam, że człowiek żyje, bo jego komórki są przekazywane następnym pokoleniom, i w ten sposób staje się nieśmiertelny. A on mówi, że nic nie ma.

Dwa lata temu, tuż przed zaśnięciem, powiedział: „Dziadek potrzebował aż wojny, żeby przestać wierzyć w Boga. A ja się urodziłem i od razu wiedziałem, że to nieprawda”. Bo Gustaw to pragmatyk do szpiku kości.

W szkole nie chciał pójść na religię. Namawiałam go, mówiłam, że to jest rodzaj wiedzy, uczy zdolności odróżniania dobra od zła. Odpowiedział, że nie potrzebuje religii, aby to wiedzieć.

1 Wojskowy Dom Wypoczynkowy.

KOŚCIELISKO

Ten dworek góralski był dla mnie chyba najważniejszym domem dzieciństwa, w którym spędzałam długie miesiące w różnych porach roku. Nawet ta scena z babcią palącą w altanie mocno przynależy do pamięci dziecięcego świata po góralsku.

O samym dworku mówiło się, że jest nawiedzony. Bo swego czasu mieszkał w nim chorujący na gruźlicę ojciec z córką. Według legendy córka zakochała się w kimś, popełniła samobójstwo i jej duch wciąż krążył po domu. Dworek był stary, drewniany, więc deski się rozsychały. Zwłaszcza podczas zmiany pogody robiły się naprężenia. Słychać było jakby kroki na schodach. Ale ja się nie bałam.

Były i przyjaźnie – z synem Luśki Parowej, Ryśkiem, młodszym ode mnie parę miesięcy, i z jego kolegami, małymi góralami, z którymi mogłam powygłupiać się i robić rzeczy zakazane. W zimie wspólnie jeździliśmy na nartach lub sankach. Latem pewnego razu wybuchła afera, bo z Ryśkiem najedliśmy się cementu. W dworku miała być poprawiana podmurówka, przywieziono więc worek cementu. Zauważyliśmy, że wysypuje się z niego taki fajny miękki pył. Braliśmy go do buzi i pluliśmy, bo zmieszany ze śliną przemieniał się w tężejące kluski. Posypywaliśmy sobie nim również włosy. Pamiętam przerażenie babci i Luśki Parowej, co teraz zrobić z naszymi włosami. A pod koniec podstawówki wykurzyłam z Ryśkiem pierwszego papierosa.

Chłopcy góralscy byli dla mnie taką kwintesencją męskości. Choćby sam Rysiek – prawdziwy mały harnaś. Kiedy miał pięć lat, dostał od matki lanie. Ja nie byłam ani świadkiem lania, ani tego, co stało się potem. Ale pamiętam, że Luśka opowiadała o tym zajściu babci, śmiejąc się swym zaraźliwym śmiechem do łez. W dzisiejszych czasach pewnie inaczej byśmy to odczytali. Otóż ten pięciolatek poszedł do drewutni, wziął siekierę i przyszedł oświadczyć matce: „A ja cię teraz zabiję!”.

Polskie Tatry to smaki i zapachy mojego dzieciństwa, i sentyment, który każe mi tu wciąż wracać. Choć Zakopane zmieniło się zdecydowanie – jak okiem sięgnąć McDonaldy i pizzerie, a na Krupówkach do zdjęcia pozują nie tylko białe niedźwiedzie, pojawiają się nawet Darth Vader i Chewbacca z Gwiezdnych wojen. Wyciągi zamykają, halny wieje… Parę razy zbuntowałam się i wyjechałam w Alpy. Tam warunki na stokach zdecydowanie lepsze. Tylko co z tego, kiedy zaczęła ogarniać mnie tęsknota. Ani kwaśnicy, ani muzyki góralskiej, ani tej specyficznej gwary. Wróciłam do Zakopanego, gdzie jednak swojsko. Gdzie mimo serwowania hamburgerów i pizzy wciąż mogę odnaleźć dawne klimaty z powieści Choromańskiego i piosenek Młynarskiego. Jak piewca Tatr Kazimierz Przerwa-Tetmajer będę powtarzać, że „wolę polskie gówno w polu niż fiołki w Neapolu”.

Kiedy byłam małym chłopcem. Nie chciałam „dziewczyńskiego” stroju. W harnasiowym ubraniu chodziłam również w Warszawie. Gubałówka, Zakopane 1967 r.

WYROSTEK

Gdy miałam cztery lata i jak zwykle spędzałam okres zimowo-wiosenny z babcią w Kościelisku, zaczął mnie nagle boleć brzuch i dostałam wysokiej gorączki. Przyszedł doktor, wymacał okolice pępka i prawie krzyknął: „Twardy brzuch! Natychmiast do szpitala!”.

Błyskawicznie znalazłam się w Zakopanem na oddziale chirurgii dziecięcej. Bardzo miła i ładna siostra powiedziała, że zaraz będę miała zdjęcie u fotografa, gdzie jest taka wielka lampa. Pomimo wcześniejszej wizyty u „fryzjera w czarnej sukience” bez protestu dałam się zawieźć na salę operacyjną. Na miejscu było już gorzej. Ładna siostra założyła sobie zieloną maskę na twarz, obok niej stali inni, również zamaskowani. Widziałam tylko oczy, intensywnie wpatrujące się we mnie. No i tę oślepiającą lampę. Jeden z zamaskowanych usiłował zrobić mi zastrzyk. Czyjeś ręce zbliżały się do mojej twarzy, zobaczyłam jakąś maskę wydzielającą z siebie ostrą woń. Zaczęłam się drzeć i wyrywać, aż usłyszałam: „Zamknijżesz mordę, przeklęty bachorze…”. Dalej nic nie pamiętam.

Kilka dni później przyleciał helikopterem wojskowym ojciec, bo wizytował na południu Polski jakąś jednostkę, i przyszedł mnie odwiedzić. Nie rozmawiał jednak ze mną, tylko dziękował personelowi. W pewnym momencie rozpoznałam głos lekarza, który kazał mi się zamknąć. Chociaż potem, kiedy wybudziłam się z narkozy, był już bardzo miły i wesoły, to z zazdrości, że ojciec rozmawia z nim, a nie ze mną, powiedziałam: „Tato, a ten pan kazał mi zamknąć mordę!”. Na nic się zdała moja sprytna konfidencja. Lekarz pogłaskał mnie po głowie, a ojciec nadal wychwalał czystość na szpitalnym oddziale, nie słysząc wcale tego, co mówiłam.

Po powrocie do dworku nie wolno było mi biegać, nawet po zdjęciu szwów. Bardzo chciałam iść do chłopaków na górki, ale babcia nie pozwalała. Wtedy, nie wiem, czy w ramach protestu, czy po to, aby szybciej dojść do zdrowia, w każdym razie połknęłam kilka żółtych tabletek. Po chwili w drzwiach wejściowych pojawili się Rysiek z Luśką, którzy przyszli mnie odwiedzić. Powiedziałam babci, że połknęłam jakieś tabletki, co oczywiście wywołało natychmiastowy atak paniki. Krótki na szczęście, ponieważ babcia z Luśką szybko się zorientowały, o które tabletki szło. Zaśmiały się z ulgą – to były witaminy.

Chyba pomogły, już kilka dni później wolno mi było biegać.

Po witaminowej „kuracji”. Znowu wolno mi było biegać. Kościelisko, 1967 r.

RODZICE

Moi rodzice – trudno wyobrazić sobie parę, która by bardziej do siebie nie pasowała. Dwa różne temperamenty, dwa różne spojrzenia na świat, dwie filozofie życia codziennego.

Poznali się na konkursie chopinowskim. To było w latach pięćdziesiątych. Tata wojskowy, ale z wrażliwością na sztukę, przyszedł na konkurs z kolegą Adamem Wiernikiem2, który był dyrektorem artystycznym Centralnego Zespołu Pieśni i Tańca Wojska Polskiego. A mama była po szkole baletowej i tańczyła w tym właśnie zespole. Na konkurs przyszła w swoim towarzystwie. Był tłok, brakowało miejsc, mama siedziała „półgębkiem” na jakimś dostawianym krzesełku. Tata ją zobaczył i mówi do Adama: „Zobacz, taka piękna dziewczyna, a nie ma miejsca…”. Na to Wiernik, że przecież to Basia. Znał ją z zespołu. Mama została zaproszona do ich loży.

Później rodzice zostali sąsiadami państwa Wierników – Adama i jego żony Simy.

2 Adam Wiernik – kompozytor i skrzypek, podczas II wojny światowej grał w słynnym w ZSRR zespole Ediego Rosnera. Po wojnie zorganizował w Krakowie Orkiestrę i Chór Radiowy, a w Warszawie został dyrektorem artystycznym Centralnego Zespołu Pieśni i Tańca Wojska Polskiego, był też kierownikiem muzycznym festiwali w Sopocie i Opolu. W 1969 roku, po antysemickich nagonkach, wyemigrował do Szwecji.

Zakochana para: Wojciech i Barbara. USC, 1 grudnia 1960 r.

MATKA KRÓLOWA

Mama to ekstrawertyczka, osoba dominująca, narcystyczna, jako była tancerka również postać niezwykle kolorowa. Dla mnie może nawet za bardzo. Piękna, zawsze wyraziście ubrana i mocno umalowana. Pochodziła z mieszczańskiej rodziny, która posiadała restaurację i kamienicę w Lublinie. Z domu wyniosła naturalną potrzebę życia w luksusie, który kojarzył się jej z przedwojennymi perfumami babci marki Guerlain.

Kiedy byłam mała, wiedziałam, że to wyjątkowo atrakcyjna kobieta. Chociaż z jej kobiecością nigdy się nie identyfikowałam. Mnie zawsze zależało na identyfikacji z chłopięcą częścią świata.

Królowa jest tylko jedna, i to była mama – zdecydowanie. Babcia była ważną osobą w moim życiu, ale babcia też patrzyła w mamę niczym w obrazek.

Królowa miała silną osobowość i nigdy nie bała się wyrażać swojego zdania. Niejednokrotnie w kontrze do zdania ojca, i to ostentacyjnie. Realizowała się zawodowo, zrobiła doktorat z germanistyki, czym wyróżniała się na tle grupy pań generałowych. Powtarzała, że kobieta musi mieć własne pieniądze i niezależną pozycję. Bywało, że reagowała, gdy ktoś zwracał się do niej per „pani generałowo”. Odpowiadała: „Mam swój tytuł”.

Z pewnością potrzebę niezależności jako kobieta w dużym stopniu odziedziczyłam po mamie.

Królowa jest tylko jedna.

OJCIEC ASCETA

Zawsze miałam poczucie, że oprócz krótkich chwil ojciec jest trochę nieobecny. Jakby stale przygnębiony i zamknięty w swoim świecie. Najczęściej to był świat papierów, ważnych dokumentów i gazet wertowanych w gabinecie. Jako dziecko odczuwałam bardzo wyraźnie, że to one odgradzają mnie od ojca. Chyba nigdy nie cieszył się życiem, jego drobnymi przyjemnościami. Zawsze praca i polityka przez duże „P” na pierwszym planie. Dlatego nawet podczas wakacji miałam wrażenie, że jest jakimś obcym elementem – na siłę wyjętym z tego oficjalnego świata polityki. Poukładany na co dzień, systematyczny i obowiązkowy (choć w domu miękki wobec swoich kobiet), nawet w trakcie letnich wyjazdów nie potrafił dać na luz. I wciąż mnie oceniał. Bo wszystko w jego pojęciu winno zmierzać do perfekcji.

W przeciwieństwie do mamy i babci nigdy nie przywiązywał wagi do pieniędzy. Wręcz uważał, że w złym tonie jest posiadać pieniądze, a już afiszować się nimi jest czymś niegodnym. Całą pensję oddawał mamie, potem prosił o kieszonkowe na fryzjera.

Chodziłam czasem po lekcjach do koleżanki. Jej ojciec regularnie wracał do domu o szesnastej. Dla mnie to było nienormalne. Jak to możliwe, by dorosły mężczyzna mógł zasiadać z rodziną do obiadu, oglądać telewizję i czytać najspokojniej gazetę? Uważałam, że obowiązkiem każdego ojca jest wracać najwcześniej o dwudziestej drugiej albo w ogóle nie wracać na noc. Bo praca kojarzyła mi się z wojskiem, a tam pełniło się służbę na okrągło.

Pierwszym wspomnieniem naszych osobistych kontaktów jest nauka jazdy na rowerze. Pewnie musiało to wyglądać dosyć komicznie: pan generał biegający po parku z patykiem wetkniętym w dziecięcy rowerek. Drugie wspomnienie to Kaukaz, tam ojciec nauczył mnie pływać.

Najmilej jednak wspominam wyjazdy do Starej Miłosnej, gdzie klub Legia miał swoją stajnię. Wokół rozciągały się cudowne sosnowe laski, a myśmy przemierzali te trasy konno. Ale osobno. Bo ja jeździłam zwykle z córką generała Zbigniewa Nowaka Magdą i z przydzielanym nam żołnierzem-zawodnikiem Legii. Z ojcem natomiast był pewien kłopot. Bo jako były dowódca zwiadu konnego nie miał wśród ochrony równego sobie jeźdźca. Dlatego galopował w towarzystwie pułkownika Mieczysława Romana – oficera z AK-owską przeszłością, który był równie dobrym jeźdźcem i nie rozstawał się z pistoletem. Pistolet ten niestety odegrał rolę strzelby Czechowa, która w pierwszym akcie zostaje powieszona na ścianie, aby w ostatnim akcie wystrzelić3.

Jako człowiek wysportowany ojciec chciał, by jego córka również była sprawna fizycznie. I za to byłam mu wdzięczna. Nie mogąc zaimponować rodzinie urodą ani talentem, mogłam wykazać się umiejętnościami sportowymi.

Ojciec ma naturę pesymisty. Nawet jak mu się przekazuje dobrą wiadomość, to zaraz ma jakąś wątpliwość: „A co będzie, jeśli...” – i rzuca czarnym scenariuszem. Czasem podcinał mi tym skrzydła, dusił w zarodku entuzjazm. Dlatego nauczyłam się działać samodzielnie i ojca stawiać przed faktem dokonanym.

Ten pesymizm i poczucie lęku determinowały wiele decyzji życiowych, łącznie z tą najważniejszą...

Sam o sobie mówił, że jest osobą głęboko niewierzącą. Ale jednocześnie z domu żarliwie wierzących wyniósł etos cierpienia i posłannictwa. Często słyszałam: „Trzeba nieść ten krzyż”, „Trzeba umieć znosić cierpienie”. Mówił to jako komunista, dla którego w przeszłości nauki Chrystusa były bardzo ważne. Wiem, że wielu może poczuć się obrażonych takim porównaniem. Ale postać Chrystusa jest nie tylko związana z chrześcijaństwem. Do jego nauk odwoływali się zarówno pierwsi ideowi komuniści, uważając go za rewolucjonistę i humanistę, jak i hipisi. Wszelkie oskarżenia ojciec przyjmuje z niesamowitą pokorą – to chrześcijańska pokora, jak mówi moja mama.

Determinizm w połączeniu z wojskową dyscypliną i oficerskim honorem składają się na wizerunek ascety.

Jest abstynentem. Przez całe życie nie palił, oprócz kilku miesięcy stanu wojennego. Jedyną jego słabością są słodycze, których również sobie odmawia, klepiąc się znacząco po brzuchu.

Pofolgował sobie tylko raz – w czasie moich narodzin. Zamiast iść z kolegami na wódkę, jak robi to większość mężczyzn, siedział samotnie w domu, pochłaniając kilogram mieszanki czekoladowej i z nerwów rozrzucając wokół siebie papierki.

3 Pułkownik Mieczysław Roman w 1982 roku po obejrzeniu w telewizji wystąpienia Mieczysława Rakowskiego wdał się w awanturę z opozycyjnie nastawionym zięciem. Następnie wymierzył z pistoletu, raniąc śmiertelnie córkę, która próbowała zasłonić męża, a potem zabił kolejnym strzałem zięcia.

Nienawidzę tego zdjęcia. Kokarda i koronkowa sukienka były zaprzeczeniem moich dziecięcych potrzeb. Kaukaz, 1972 r.

JA, CZYLI CHOROWITA

Nigdy nie grałam roli księżniczki. Byłam, można powiedzieć, trochę przy okazji. Nigdy też nie stałam się córeczką tatusia. Uwielbiałam przesiadywać na dyżurce z chłopakami z ochrony, którzy stali się kimś w roli rodziny zastępczej – z nimi mogłam tworzyć swój własny, niezależny świat.

Przy takich rodzicach niewiele pozostawało miejsca na mój narcyzm. W bajce przypadłaby mi rola Kopciuszka. W świecie realnym, przy ojcu ascecie, frontowym bohaterze i generale, przy pięknej i zwracającej na siebie uwagę wszystkich matce królowej, mnie przypadła rola chorowitej. Tak mogłam zaznaczyć swoją obecność. Bo z jednej strony ojciec chciał mieć wspaniałą córkę prymuskę, a z drugiej mama nie zniosłaby w domu rywalki. Co w takiej sytuacji zostaje? Być zdechlakiem!

Paradoksalnie jestem im za to wdzięczna. Bo gdybym była księżniczką, najpiękniejszą i najmądrzejszą córeczką, to jakiś potwór by ze mnie wyrósł.

SZPITAL

We wczesnym dzieciństwie często byłam tak zwanym szpitalnym dzieckiem. W warszawskim CePeLeku4 leżałam z podejrzeniem wirusowego zapalenia opon mózgowych po operacji wyrostka w Zakopanem. W Gdyni wylądowałam w szpitalu zakaźnym po jakimś zatruciu pokarmowym, którego się nabawiłam podczas pobytu z babcią w Juracie.

W szpitalu najczęściej babcia Helena nocowała ze mną. Nawiązywała tam bardzo szybko kontakt z personelem medycznym i salowymi. W końcu sama też kiedyś była kierownikiem ośrodka zdrowia.

Nie sprawdziłam się w roli wnuczki. W lutym 1989 roku, gdy babcia umierała na raka w szpitalu wojskowym na Szaserów, nie było mnie przy niej. Stchórzyłam. Trudno mi to sobie wybaczyć.

4 Centralna Wojskowa Przychodnia Lekarska.

ŚWIĘTA W KOŚCIELISKU

Ojciec milczy patetycznie, babcia nerwowo pali, drzwi od pokoju mamy od dłuższego czasu milczą złowrogo. Świerk mocno pachnie, moc truchleje, a ja już wiem – nie będzie świąt, nie będzie prezentów.

Jak co roku tuż przed Bożym Narodzeniem atmosfera stawała się coraz bardziej napięta. Ojcu bardzo zależało, żeby święta miały tradycyjny przebieg – z opłatkiem, życzeniami, prezentami, kolędą. Bo to zapamiętał z rodzinnego domu. Mama tego nie znosiła i chciała wziąć odwet za nieobecność ojca w życiu codziennym. Przed świętami wciąż powtarzała: „Nienawidzę świąt, nienawidzę kolęd…”. Ojcu proponowała, że jak cały rok siedzi w wojsku, to Wigilię też niech sobie spędzi z adiutantem, panem Marianem.

Babcia tradycyjnie przygotowuje barszczyk, śledzie, pierogi i makowiec – chcąc uszczęśliwić tym zięcia. I tradycyjnie próbuje załagodzić sytuację. Zaciąga się przy tym nerwowo dymem z giewontów.

Za oknem sypie coraz bardziej, podobno jutro ma być minus dwadzieścia. Nagle wchodzi mama – seledynowa, świetlista, pachnie Peweksem. Ojciec oddycha z ulgą, komplementuje, babcia zwycięsko przynosi śledzie. Jeszcze tylko opłatek, życzenia, uściski (zawsze tego strasznie się wstydzę)… i będą prezenty. A jutro z Ryśkiem na narty.

Chwała na wysokości. Koniec świąt.

PREZENTY

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

GENERAŁ MALKONTENT

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

ZIELONY

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

UPIÓR W GABINECIE OJCA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

TRYLOGIA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

MOJA DROGA, JA CIĘ KOCHAM

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

NIEMIECKI ROMANTYZM

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

MIŁOŚĆ NIEJEDNO MA IMIĘ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

PISKLĘ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

KONOPNICKA WŚRÓD RADZIWIŁŁÓW

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

WYSTĘPY CÓRY

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

POCHODZENIE

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

BANANY OD FIDELA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

CHŁOPCY Z OCHRONY

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

UKRADŁAM PSA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

BRZYDKA JAK CHRUSZCZOW

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

NAZWISKO

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

NAZYWAM SIĘ MONIKA JARUZELSKA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

WIECZNA PANIENKA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

CHŁOPACZARA

Najbardziej lubiłam chłopców niegrzecznych. Taki typ łobuza. Prymusów nie znosiłam. A pech chciał, że powodzenie miałam u tych grzecznych, chodzących na akademię w białych koszulkach z aksamitką i na co dzień noszących włosy zaczesane w przedziałek.

Były trzy istotne elementy budzące moje dziecięce libido: umiejętność bekania na zawołanie, plucia przez zęby i gwizdania na palcach. Prawdziwy chłopak musiał to umieć. Tylko z takimi mogłam się przyjaźnić i tylko w takich podkochiwać. Najpełniej te warunki spełniali górale z Kościeliska.

Można więc powiedzieć, że podobali mi się chłopcy zupełnie inni niż mój ojciec. On był zawsze kulturalny, bardzo grzeczny i z całą pewnością uchodził za prymusa. Skąd taka sprzeczność? Być może czułam się zdominowana sytuacją rodzinną i szukałam czegoś innego na zasadzie zdrowej równowagi. A być może miałam się jednak urodzić chłopcem.

ZAKOCHANA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

PIERWSZY CHŁOPAK

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

FUTBOLÓWKA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

MONika

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

PANIE GENERAŁOWE

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

SZYK MUNDURU

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

NIEMCY

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

ŚPIEWAM POD GOŁYM NIEBEM

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

ELITA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

RYBKI

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

KRYMSKIE WAKACJE

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

MOTYLEM JESTEM

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

TOWARZYSZKA PANIENKA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

OSTATNIE LATO PRZED STANEM WOJENNYM

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

STAN WOJENNY

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

SŁYNNE UCIECZKI

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

MOJE INTERNOWANIE

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

INDEKS I HRABIANKA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

STUDIA – CZAS IMPREZ I NIEZALEŻNOŚCI

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

NARKOTYKI

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

MATA HARI Z DWORCA WSCHODNIEGO

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

JANEK WRÓBEL

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

AGATA MŁYNARSKA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

RAFAŁ ZIEMKIEWICZ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

TOMEK WRÓBLEWSKI

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

DOWCIPY O JARUZELU

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

PRZYJAŹNIE

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

SŁAWEK PETELICKI

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

GRZEŚ I MAŁGOSIA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

KORA I KAMIL

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

GONIA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

SZPIEG MOSSADU

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

ECHA POKŁOSIA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

MIŁOŚĆ FRANCUSKA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

MĘŻCZYŹNI À LA POLONAISE

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

JUŻ TO POTRAFIĘ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

DZIDZIA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

PODRÓŻE

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

W GOŚCINIE U KIM IR SENA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

HERBATKA U KADDAFIEGO

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

PIECZONE KARTOFELKI

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

LATO Z FIDELEM

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

ZA SPIŻOWĄ BRAMĄ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

INDIE – PIERWSZA LEKCJA STYLU

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

DIABEŁ UCZY SIĘ U KASZUBY

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

OD PSYCHOLOGII DO MODY

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

PIERWSZE KOTY ZA PŁOTY

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

POLKI

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

SZKOŁA STYLU

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

CZERWONA SUKIENKA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

OD MODY DO PSYCHOTERAPII

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

MARZENIE O ŚMIERCI

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

I WYDARZA SIĘ COŚ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

JAK ZOSTAŁAM BUSINESSWOMAN

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

OJCIEC I MODA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

SESJA KARNA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

JESTEM LESBIJKĄ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

AGENT TOMEK

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

ZABIĆ JARUZELA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

PREZYDENTÓWNY

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

PUNKTUALNOŚĆ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

OJCIEC I BOLUŚ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

13 GRUDNIA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

GDYBY

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

ZNAK POKOJU

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

ODPIEPRZ SIĘ OD GENERAŁA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

KOT, KACZKA, KACZYŃSKI

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

JAK SEKRETARZ Z PISARZEM

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

MICHAIŁ, MICHAIŁ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

DANUTA WAŁĘSA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

FEMINIZM

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

JÓZIE

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

MARIA KACZYŃSKA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

NA SZUCHA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

JAK GUSTAW ZOSTAŁ GUSTAWEM

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

SAMOTNOŚĆ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

SZORSTKA PRZYJAŹŃ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

PRAGMATYK

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

GUSTAW ZAWODOWIEC

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

DZIEŃ BABCI I DZIADKA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

CIERPIENIE

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

FAŁSZYWY ALARM

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

OKO SZATANA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

BEZ MASKI

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

POLSKA OBURZONA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

DLACZEGO?

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.