Toksyczna pozytywność - Goodman Whitney - ebook + audiobook + książka

Toksyczna pozytywność ebook i audiobook

Goodman Whitney

4,0

Opis

Czasami coś może wydawać się trudne, bo po prostu jest TRUDNE. A nie dlatego, że jesteś słaby lub zbyt wrażliwy.
Whitney Goodman @sitwithwhit

JAK ZACHOWAĆ ZDROWY ROZSĄDEK W ŚWIECIE OGARNIĘTYM OBSESJĄ BYCIA SZCZĘŚLIWYM

Toksyczna pozytywność TO NIE LISTA CYTATÓW. TO MODA NA UŚMIECHY I POZYTYWNE MYŚLENIE ZA WSZELKĄ CENĘ, WBREW TEMU, CO CZUJEMY.

Masz dość wszechobecnej presji bycia nieustannie szczęśliwym czy porad w stylu „spróbuj znaleźć coś pozytywnego w swojej sytuacji”? Nie możesz już patrzeć na memy typu „strefa dobrych wibracji” i „życie jest piękne”?
Chcesz po prostu być autentycznym? Ta książka jest dla Ciebie!
Każdego dnia jesteśmy poddawani presji, aby być pozytywnymi. Nieustannie wmawia się nam, że kluczem do szczęścia jest wyzbycie się negatywnych emocji. Nawet w obliczu choroby, straty, rozstania czy innych trudności, nie ma miejsca na wyrażanie prawdziwych uczuć.
A co, jeśli to właśnie ta wszechobecna pozytywność u wielu z nas jest przyczyną niepokoju, przygnębienia czy wypalenia?
W tym pokrzepiająco szczerym przewodniku uznana terapeutka Whitney Goodman przybliża najnowsze badania i zestawia je z konkretnymi przykładami oraz historiami pacjentów, które ukazują, jak szkodliwa dla nas jest Toksyczna pozytywność.

POZWÓL SOBIE DOŚWIADCZAĆ TEGO, CO CZYNI NAS LUDŹMI – DOBREGO I ZŁEGO.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 264

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 8 godz. 25 min

Lektor: Whitney Goodman

Oceny
4,0 (48 ocen)
19
17
7
5
0
Sortuj według:
sawkar

Dobrze spędzony czas

dobra i pouczająca
10
Chemmier

Dobrze spędzony czas

Bardzo ciekawa lektura, wybrałam audiobooka i głos osoby czytającej został idealnie dobrany do tego rodzaju książki. Oprócz toksycznej pozytywności autorka mówi też o tym jak wspierać innych oraz że każdy z nas potrzebuje trochę negatywności w życiu, polecam. :)
00
Joanna_96

Z braku laku…

Bardzo generalizująca
00
Sheriso

Dobrze spędzony czas

Warta przesłuchania.
00
emem91

Dobrze spędzony czas

Bardzo trafna ocena rzeczywistości ostatnich lat. Pomaga dostrzec mechanizmy zachowań jakimi karmią nas głównie influenserzy z social mediów i pokazuje, że emocje jakich doświadczamy są ok, a wieczna pozytywność to toksyczny trend
00

Popularność




 

 

 

 

O książce

 

„Ta książka zmieniła mnie na zawsze – zanim kogoś zacznę pocieszać, najpierw zastanowię się nad doborem słów. Whitney Goodman pokazuje różnicę pomiędzy tym, co pomocne, a tym, co szkodliwe. Ta pionierska publikacja pomoże ci zmienić postrzeganie pozytywności”.

– Nedra Glover Tawwab, autorka bestsellera Set Boundaries, Find Peace

 

„Niezwykle potrzebna… Whitney Goodman subtelnie splata osobiste i kliniczne doświadczenia, badania akademickie i praktyczne porady, dając nam odświeżające antidotum na pozornie nieszkodliwy, lecz okropnie toksyczny przekaz samych dobrych wibracji”.

– Iris McAlpin, terapeutka

 

„Toksyczna pozytywność Whitney Goodman jest tak potrzebnym haustem świeżego powietrza w bańce samopomocy. To potwierdzenie, którego pragnęliśmy, żeby w pełni zrozumieć wyzwania stojące przed nami w życiu”.

– Todd Baratz, psychoterapeuta

 

„Żyć naprawdę to znaczy mierzyć się z trudnościami, pokonywać je i nie udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku, gdy tak nie jest. Ta książka zaopatrzy cię w potrzebny plan działania, byś mógł być szczery w stosunku do siebie i innych, żeby naprawdę przeżywać swoje życie i harmonijnie się rozwijać”.

– Scott Barry Kaufman, prowadzący The Psychology Podcasti autor Trascend

 

„W końcu mamy książkę, która wyjaśnia, dlaczego pozytywność za wszelką cenę przynosi odwrotny skutek, i uczy, jak radzić sobie z bólem zamiast udawać, że on nie istnieje. Toksyczna pozytywność jest antidotum na powierzchowne, poppsychologiczne gadki, ponieważ wykazuje ograniczenia pozytywnego myślenia i wdzięczności, zachęca do przyjmowania wszystkiego, co w życiu dobre i złe, daje nam bardziej realistyczne i pomocne sposoby stosowania pozytywności. Zabawne, prawda? Przestańcie gonić za szczęściem, a może poczujecie się nieco bardziej… szczęśliwi”.

– Caroline Dooner, autorka Tired as F*ck

 

„Jeśli kiedykolwiek pomyślałeś, że coś jest z tobą nie tak, bo od dłuższego czasu nie potrafisz przejść nad swoimi problemami do porządku dziennego, ta książka pomoże ci zrozumieć, dlaczego tak jest. Co więcej, Toksyczna pozytywność uczy, co robić, gdy jesteś świadkiem zmagań innego człowieka – pomoże ci być lepszym przyjacielem, rodzicem, współpracownikiem i partnerem, gdy ktoś, kogo kochasz, ma problemy. Ta książka staje w kontrze do świata, który każe nam szukać pozytywów, ilekroć życie staje się trudne”.

– Elizabeth Earnshaw, autorka I Want This to Work

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dla mojego męża. Biorę sobie ciebie na dobre i na złe.

 

 

 

 

 

WSTĘP

 

ZASŁUGUJESZ NA WIĘCEJ NIŻ DOBRE WIBRACJE

 

 

 

 

Założę się, że wybrałeś tę książkę z jednego z trzech poniższych powodów:

1. Doświadczyłeś toksycznej pozytywności i masz jej dość.

2. Nie wiesz, czym jest toksyczna pozytywność, ale czujesz się zaintrygowany.

3. Nie masz pojęcia, dlaczego pozytywność może być toksyczna, i zamierzasz dowiedzieć się, jakich bluźnierstw dopuszczam się w tej książce.

 

Niezależnie od powodu, cieszę się, że tu jesteś. Podobnie jak wielu aspirujących terapeutów zajęłam się tą dziedziną, nie uświadamiając sobie w pełni przyczyn, które mnie do tego skłoniły. Wiedziałam, że lubię pomagać ludziom, i szaleńczo uwielbiałam słuchać ich historii. Ale dopiero później odkryłam (dzięki pomocy mojego terapeuty), że tak naprawdę chciałam wykonywać ten zawód, ponieważ wydawało mi się, że wiem wszystko na temat związków i ludzkiej psychiki, potrafię naprawić każdego, kogo kocham, i tak dalej. Koledzy terapeuci i przyszli terapeuci, tu mnie macie.

Rozpoczynając pracę, byłam naiwna i przepełniały mnie złudzenia. Byłam niedostępna i twarda. Chciałam, żeby moi klienci otwierali się przede mną, ale żebym sama nie musiała tego robić. Sądziłam, że będę naprawiać ludzi, ale nikt nie potrzebował naprawy; wszyscy chcieli być wysłuchani i dostać wsparcie. Uważałam, że będę wszystkowiedzącą mówczynią, ale jestem słuchaczką. Myślałam, że zrozumiem siebie i świat, ale teraz mam jeszcze więcej pytań. Wydawało mi się, że zmienię wszystkich wokół, zamiast tego dowiedziałam się, że jestem w stanie zmienić tylko siebie. Moje motywacje, gdy zaczynałam, były nieco nietrafione, ale cieszę się, że dotarłam do miejsca, w którym jestem.

Uwielbiam być terapeutką, zawsze czułam się nieco bardziej szorstka niż moi współpracownicy. Nigdy nie byłam terapeutką w typie tych medytujących, popijających herbatę i uprawiających jogę. Mam zbyt donośny głos, nie noszę kardiganów i nienawidzę wszelkich „inspirujących” cytatów na ścianach. Starałam się jakoś utemperować. Próbowałam ćwiczyć afirmację i wszystkie te wynalazki, które każą ci „połączyć się z twoim wewnętrznym dzieckiem i pokazać mu miłość”. Nie potrafiłam. Podobnie czułam się, gdy czytałam większość poradników i książek o psychologii. Wszystkie są takie łagodne i spokojne. Chcę, by mówiono mi, jak jest naprawdę, potrzebuję szczerości. Jako początkująca terapeutka przeżyłam kryzys tożsamości i dopiero kiedy zaczęłam zamieszczać swoje przemyślenia na Instagramie jako @sitwithwhit, zrozumiałam, że w tym, jaka chcę być, jest pewna wartość.

Pierwszego lutego 2019 roku przeglądałam Pinteresta i zauważyłam, że użytkownicy tysiące razy udostępniają różne wspierające i „inspirujące” cytaty. Irytowały mnie jaskrawe kolory i dziwne czcionki. Czułam się odtrącona i jednocześnie martwiłam się o tych, którzy natkną się na nie, będąc w słabej kondycji psychicznej. Założyłam tablicę na Pintereście, na której zamieszczałam cytaty dotyczące „szczęścia” i dające „inspirację”, które mnie zaniepokoiły – zbierałam je tam przez lata. (Owa tablica posłużyła mi za inspirację przy tworzeniu okładki tej książki). Tego samego dnia udostępniłam jeden z pierwszych wykresów na Instagramie, na którym wymieniłam kilka cytatów z Pinteresta, nazywając je „toksyczną pozytywnością”, zamieściłam również alternatywne komunikaty, które według mnie dawały więcej wsparcia i nadziei. To był mój pierwszy wiralowy post, a w związku z nim uzyskałam wielu nowych obserwatorów. Byłam wstrząśnięta, że mnóstwo osób zgadzało się z moim punktem widzenia, a wyrażenie „toksyczna pozytywność” weszło do użycia. W tym czasie zmagałam się także z falą krytyki i negatywnymi reakcjami ze strony ludzi, którzy mieli odmienne zdanie. W dalszym ciągu zamieszczałam posty o toksycznej pozytywności związanej z żałobą, rasizmem i innymi ważnymi tematami z ostatnich kilku lat, które do tej pory są jednymi z najpopularniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postów na moim koncie. Wiedziałam, że dzieje się coś ważnego, ale nie sądziłam, że ten temat odbije się tak szerokim echem.

Toksyczna pozytywność jest czymś, co uświadamiałam sobie od dłuższego czasu, ale nie potrafiłam tego nazwać. Obserwowałam ją we własnym domu, gdy dorastałam, w mediach społecznościowych, podczas nabożeństw religijnych, w szkole, a także jako terapeutka wśród moich klientów. To coś, co wszyscy robili, ale za zamkniętymi drzwiami mówili mi, że tego nienawidzą. Ja też to robiłam; wydawało mi się, że muszę brać w tym udział, bo w przeciwnym razie zostanę uznana za „nastawioną negatywnie”. To wsączało się w moje zawodowe i prywatne życie; ale gdy już to zauważyłam, nie dało się odwrócić wzroku.

Sama dopiero co dostrzegłam to zjawisko, ale prawda jest taka, że jest znane od wieków. Uczone, dziennikarki i badaczki, takie jak Sara Ahmed, Audre Lorde, Barbara Ehrenreich, Gabriele Oettingen i bell hooks od dawna wyrażały się krytycznie o nieustannym podążaniu za szczęściem i elokwentnie obnażyły jego destrukcyjną naturę, zwłaszcza wśród marginalizowanych środowisk. Ich prace pomogły mi zrozumieć, jak wszechobecna stała się toksyczna pozytywność. Mimo licznych badań na temat braku skuteczności pozytywności w różnych sytuacjach grupy wsparcia na każdym kroku się nią posługują, podobnie jak dążeniem do szczęścia. Chciałam znaleźć sposób, by sprowadzić te analizy z wyniosłej wieży badań akademickich i przedstawić je współczesnemu światu.

Moi klienci i moje życie osobiste są prawdziwą inspiracją dla tej książki i powodem, dla którego powstała. Każdego dnia praca zawodowa zapewnia mi przywilej siedzenia w pokoju, w którym nic mnie nie rozprasza, i poznawania ludzi na najbardziej intymnym poziomie. To doświadczenie, którego nie da się z niczym porównać, dzięki niemu nauczyłam się tak wiele o życiu, świecie i ludzkiej naturze. Każdy klient zmienił mnie w pewien sposób. Jestem dozgonnie wdzięczna za człowieczeństwo, zmagania i wytrwałość, których byłam i wciąż jestem świadkiem w tych czterech ścianach. Zaczerpnęłam różne historie z lat pracy jako terapeutka i połączyłam je z badaniami na temat pozytywnego myślenia, emocji, związków i motywacji, żeby pomóc ci zrozumieć, że pozytywność może stać się toksyczna, i zaproponować coś w zamian. Dołożyłam starań, by zachować anonimowość moich klientów. Mam nadzieję, że te historie pomogą ci poczuć się nieco mniej samotnym i pokażą, że wiele innych osób czuje się podobnie jak ty.

To książka, którą od lat pisałam na Instagramie i w swoim gabinecie, ale jeszcze o tym nie wiedziałam. Jest szczera, autentyczna i prawdziwa. To książka dla ludzi, którzy chcą dowiedzieć się, jak wspierać siebie i innych. Jest dla tych, którzy mają dość udawania, że przez cały czas są szczęśliwi – w pracy, w domu, z przyjaciółmi i w mediach społecznościowych. Odczuwają zmęczenie dobrymi wibracjami, które się im wmawia na każdym kroku, i słuchaniem, że wszystko dzieje się po coś. Napisałam ją dla tych, którzy nie potrafią epatować perfekcyjnym życiem. Powstała dla ludzi ze zbyt wieloma uczuciami i nadmiarem myśli. Napisałam ją dla siebie i dla ciebie.

Szczęście i pozytywne myślenie stały się zarówno celem, jak i obowiązkiem. Przez cały czas słyszymy, że powinniśmy być wdzięczni i bardziej optymistyczni. Jeśli w twoim życiu coś się nie układa, to dlatego, że masz „złe nastawienie” lub „niewystarczająco się starasz”. Jestem pod wrażeniem tego, jak toksyczna pozytywność zdołała zawładnąć tyloma aspektami naszego życia. Występuje w pracy, w domach i w związkach. Jest potężną siłą, która toruje drogę seksizmowi, rasizmowi, homofobii, transfobii, dyskryminacji niepełnosprawnych (ableizmowi), uprzedzeniom klasowym i innym rodzajom dyskryminacji. Doprawdy jest wszędzie.

Przeczesałam wszystkie znane mi źródła dotyczące historii pozytywnego myślenia i badań nad tym, jak możemy lepiej sobie radzić i lepiej żyć. Chciałam, żeby tę książkę dobrze się czytało i by była zrozumiała oraz praktyczna. Toksyczna pozytywność zawiera dziewięć rozdziałów, każdy z nich dotyczy innej historii związanej z toksyczną pozytywnością. Jeśli ciekawi cię przystępnie podana wiedza na jej temat, o jej wpływie na nas i czym można ją zastąpić, polecam przeczytanie tej książki od deski do deski. Jeśli chcesz przejść do praktyki, możesz wybrać tylko te rozdziały, które odpowiadają twojemu doświadczeniu i spełniają twoje potrzeby.

Pozytywne myślenie zostało przedstawione i sprzedane nam jako lek na wszelkie problemy. Od nalepek na zderzaki z napisem „Tylko dobre wibracje”, poprzez instagramowe konta wypełnione pięknie zaprojektowanymi hasłami afirmującymi życie, po koszulki z nadrukiem „Życie jest piękne” i guru twierdzących, że od szczęścia dzieli nas jedynie jedna pozytywna myśl. Bez przerwy każe nam się „szukać pozytywów”, które pomogą uniknąć trudnych emocji i doświadczeń. Ta książka może sprawić, że poczujesz coś innego niż radość, szczęście i dobre wibracje. Pomoże ci zwrócić uwagę na zdania i wyrażenia, które stały się częścią twojego języka. Podczas lektury możesz odczuwać dyskomfort. Mam nadzieję, że pobudzi cię do myślenia i zrewidowania tego, w jaki sposób zdarza ci się tłumić emocje i potrzeby w imię szczęścia. Żywię nadzieję, że zastanowisz się nad tym, że w pogoni za dobrymi wibracjami umniejszasz siebie i stajesz się bardziej przymilny. Liczę, że książka pomoże ci wyrażać twoje potrzeby i rozwijać związki oparte na czymś więcej niż przyjemnie spędzonym czasie.

Jeśli ta książka pomoże ci znaleźć w życiu miejsce na to, co dobre, złe i brzydkie, to dobrze się spisałam.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MYŚL POZYTYWNIE

 

 

 

 

Gdyby to było łatwe i skuteczne, wszyscy byśmy to robili. Pozwól sobie doświadczać tego, co czyni nas ludźmi – dobrego i złego.

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY

 

CZYM JEST TOKSYCZNA POZYTYWNOŚĆ

 

 

 

 

Wyobraź sobie, że właśnie straciłeś pracę. Ogarnia cię panika. Odczuwasz gonitwę myśli, nie wiesz, co robić.

Postanawiasz porozmawiać z przyjacielem. Patrzy na ciebie i się uśmiecha. Zdaje się, że zamierza powiedzieć ci coś ważnego. Czy będzie to wsparcie, którego teraz potrzebujesz? A może zna świetne miejsce, gdzie szukają pracowników? Patrzysz, jak się wierci, jak czerpie z głębi swojej mądrości i mówi: „Przynajmniej masz teraz tyle wolnego czasu! Mogło być znacznie gorzej. Pomyśl, jak wiele możesz się nauczyć z tej sytuacji”.

Oto pojawiła się toksyczna pozytywność.

Zatyka cię i myślisz: „Czy on w ogóle mnie słuchał? Czy naprawdę mam być wdzięczny za to, że straciłem pracę?”.

Nie wiesz, jak zareagować. Nie czujesz wdzięczności, więc co, do diabła, masz powiedzieć? Już wcześniej byłeś zestresowany, a ta rozmowa sprawiła, że teraz czujesz się całkowicie niezrozumiany. Ale odkładasz na bok swoje uczucia i mówisz: „No tak, dzięki”.

Teraz jesteś nie tylko bezrobotny, lecz także oddalony emocjonalnie od przyjaciela, poza tym wstydzisz się, bo nie potrafisz znaleźć pozytywów tej sytuacji.

 

 

Przecież tylko próbuję pomóc

 

Zrozum, że ta osoba zapewne ma dobre intencje. To, co powiedziała, nie było nieprawdą – rzeczywiście będziesz teraz miał więcej czasu i naturalnie zawsze mogło być gorzej i tak, na pewno to doświadczenie czegoś cię nauczy.

Problem polega na tym, że jeszcze tego nie dostrzegasz. Wciąż się martwisz i jesteś zdenerwowany. Boisz się. Twój umysł i ciało funkcjonują w trybie kryzysowym i nie zmienią tego żadne frazesy. Tak naprawdę potrzebujesz wsparcia i przestrzeni na to, by uporać się ze swoimi uczuciami.

Toksyczna pozytywność jest radą, do której teoretycznie moglibyśmy się zastosować, ale w tej chwili nie potrafimy jeszcze wcielić jej w życie. Wobec tego zazwyczaj czujemy się uciszeni, ocenieni i źle zrozumiani.

Brzmi znajomo?

 

 

Ale czyż pozytywność nie jest dobra?

 

Zapewne doświadczyłeś setek takich rozmów. Prawdopodobnie zastanawiasz się, jak pozytywność może być toksyczna. To silne słowo. Czy naprawdę jest aż tak źle?

Szczerze mówiąc, pozytywność jest integralną częścią naszej kultury, więc aż strach ją kwestionować. Jako że nieustannie prowadzę badania i piszę o pozytywnym myśleniu, cały czas obawiam się, że zostanę uznana za osobę „negatywną” w tym temacie. Za każdym razem, gdy próbuję krytykować kulturę tylko dobrych wibracji, pojawiają się ludzie, których to złości, szokuje i dezorientuje. Dostaję mnóstwo wiadomości o treści: „Jak pozytywność może być toksyczna?! Chyba upadłaś na głowę”.

Rozumiem ich. To potwierdzenie naszego całkowitego oddania kulturze pozytywności. Wszędzie słyszymy, że jest to klucz do szczęścia – regularnie jest zalecana przez lekarzy, terapeutów i liderów. To sensowne, że nie wierzysz tym, którzy twierdzą coś przeciwnego. Jednak za zamkniętymi drzwiami klienci, przyjaciele i rodzina od lat opowiadają mi, jak bardzo nienawidzą ciągłej presji, by wszystkiemu nadawać pozytywny wydźwięk. Czują dystans do tych, którzy mówią im „będzie dobrze” i by „spojrzeli na to z innej strony”. Wiedzą, że to nie działa, i usilnie próbują znaleźć coś w zamian.

Wobec tego, zanim zaczniemy, wyjaśnijmy coś sobie: pozytywność nie jest jednoznacznie zła.

Użyta właściwie jest świetna. Eksperci zgadzają się z tym, że pozytywne uczucia, takie jak wdzięczność, zadowolenie, optymizm i pewność siebie, mogą przedłużyć nam życie i poprawić zdrowie. Wiele z tych twierdzeń jest przesadą, ale w pozytywnym myśleniu jest pewna wartość. Ludzie, którzy mają pozytywne nastawienie, zwykle mają bogate życie towarzyskie, są aktywniejsi i angażują się w działania prozdrowotne. Sądzę, że wszyscy możemy się zgodzić, że zdrowo jest czuć się „pozytywnie”, jeśli to uczucie jest autentyczne.

 

Zdrowa pozytywność oznacza dopuszczenie do siebie realnej sytuacji i nadziei.

 

Gdzieś po drodze jednak zyskaliśmy przeświadczenie, że bycie „osobą pozytywną” oznacza bycie robotem, który dosłownie we wszystkim musi dostrzegać dobro. Wymuszamy na sobie pozytywność, ponieważ tego oczekuje od nas społeczeństwo, a niepoddawanie się tym oczekiwaniom uznawane jest za osobistą porażkę. Negatywność postrzegana jest jako wróg. Karzemy siebie i ludzi wokół nas, kiedy się jej poddają. Jeśli nie tryskasz optymizmem, to po prostu za słabo się starasz. Jeśli nie myślisz pozytywnie, nie chcemy cię obok siebie. Zdrowa pozytywność oznacza dopuszczenie do siebie realnej sytuacji i nadziei. Toksyczna pozytywność zabrania odczuwania emocji i każe je tłumić. Kiedy używamy toksycznej pozytywności, wmawiamy sobie i innym, że takie emocje nie mają prawa się pojawiać, są złe i jeśli tylko trochę bardziej się postaramy, możemy całkowicie je wyeliminować.

Wiem, że ludzie mają dość, że wymusza się na nich pozytywność w trudnych momentach, lecz konfrontacja i publiczne zakwestionowanie takiego zachowania wydaje im się sprzeciwem wobec czegoś potężnego i wszechobecnego.

Mimo to sprzeciwiajmy się.

 

 

Wstyd przebrany za pozytywność

 

A więc straciłeś pracę, a twój przyjaciel powiedział, że nie powinieneś się martwić. W chwili, gdy słowo „przynajmniej…” opuściło jego usta, rozmowa dobiegła końca. Nie było w niej miejsca na twoje emocje czy rozkminy. Zostałeś wciągnięty na obszar zwany pozytywnością, niezależnie od tego, czy byłeś na to gotowy. Wobec tego zamilkłeś i próbowałeś wykombinować, jak, do licha, masz być wdzięczny i pozytywnie nastawiony bez obarczania innych swoim stresem, zmartwieniem i wstydem.

Ta pozornie mało znacząca wymiana zdań sprawia, że zaczynasz tłumić swoje uczucia związane z daną sytuacją i zachowujesz się tak, jakby nic się nie stało. Nie najlepiej się czujesz; wciąż jesteś smutny i bezrobotny. A ilekroć pojawia się jakieś uczucie, odpychasz je od siebie. Postanawiasz udawać do skutku, ale to nie działa. Coraz gorzej sypiasz, nie chcesz przebywać wśród ludzi, bo za bardzo się denerwujesz, by poprosić kogoś o radę. Zamiast współpracować, zamieszczasz inspirujące cytaty na Instagramie i żywisz nadzieję, że poprawi ci się humor.

W ten sposób zapędzasz się w spiralę wstydu toksycznej pozytywności. Złościsz się na swoje uczucia, zabraniasz sobie ich odczuwać, a potem znowu się złościsz, kiedy banały w stylu „uśmiechnij się” nie przynoszą spodziewanego nieskończonego optymizmu. To zasysający duszę wieczny wir, z którego chcę pomóc ci się wydostać.

 

 

Toksyczna pozytywność jest wyparciem

 

Jako terapeutka spędzam czas, słuchając opowieści ludzi o ich emocjach i doświadczeniach. Ten rodzaj pracy pozwala mi spojrzeć na czyjeś przeżycia w unikalny sposób. Większość sesji krąży wokół słowa „powinność”. Ludzie uważają, że powinni być szczęśliwsi albo to, co robią, sprawia, że nie czują się szczęśliwi, więc ponownie dają się wessać tej spirali wstydu związanej z pozytywnością. W takich przypadkach pomagam im zastanowić się nad „powinnością”. Gdzie się o niej dowiedzieli? Czy jest prawdziwa? Czy ma podparcie w faktach? Czy potrafią spojrzeć na daną sytuację w inny sposób? Inni, podobnie jak Dave, za pomocą pozytywności wypierają fakt istnienia trudnych emocji.

Dave siedzi naprzeciw mnie na małej sofie i promieniuje radością. Opowiada o swojej cudownej rodzinie i o swoim doskonałym samopoczuciu. Oświadcza, że jest autentycznie szczęśliwy; jedyne, czego potrzebuje, to trochę mocniej się postarać. W tej rozmowie nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdybyśmy nie znajdowali się w szpitalu psychiatrycznym, w którym mężczyzna będzie przebywał do odwołania. Znalazł się tu, ponieważ lubi pić, a jego bliscy uznali, że picie wymyka mu się spod kontroli. Dave mówi, że pije, bo jest szczęśliwym, towarzyskim facetem. Nie widzi w tym żadnego problemu i sądzi, że wszyscy wokół są nudziarzami. Przecież wszyscy szczęśliwi i towarzyscy ludzie tyle piją, prawda?

Dave ciągle się uśmiecha. Patrzenie na niego, gdy podskakuje, przechadzając się po klinice pełnej ponurych, zamyślonych i cierpiących pacjentów, bywa dezorientujące, a nawet niepokojące. Uwielbia posługiwać się pozytywnym myśleniem jako sposobem na radzenie sobie w życiu i jest naprawdę dumny z tego, że zawsze wydaje się szczęśliwy. Ale jego picie, nieumiejętność doświadczania emocji i życia w bliskim związku zdradzają mi zupełnie inną historię. W rzeczywistości jego pozytywne nastawienie stało się głównym tematem naszych sesji i jego procesu zdrowienia.

Ze względu na swoje optymistyczne podejście do życia Dave zmaga się z ekspresją emocjonalną. Nie jest to tak rzadkie, jak ci się wydaje. Nie jest w stanie dotrzeć do uczuć, które nie są pozytywne, i ma skłonności do odcinania się od wszystkiego, co robi się zbyt trudne do udźwignięcia. Rozumiem, że pije, żeby uporać się z tymi emocjami, ale pacjent nie widzi w tym żadnego związku. Dlatego też naprawdę nie jesteśmy w stanie przerobić zdarzeń z jego przeszłości ani zaplanować kolejnych kroków dotyczących jego zdrowia psychicznego. Akceptacja tego, że picie jest problemem, w ogóle nie wchodzi w grę. Uważa, że wszystko jakoś się ułoży i nie ma takich rzeczy, którym nie pomogłoby pozytywne nastawienie. Ono stało się tarczą Dave’a i dopóki nie nauczy się jej odkładać, żadna zmiana nie będzie możliwa.

Ci pacjenci, którzy czerpią największą satysfakcję z życia, to osoby potrafiące doświadczać trudnych emocji. Nie udają, że wszystko jest w porządku. Przepracowują wstyd, który pojawia się podczas dążenia do znalezienia się po drugiej stronie. Kiedy wiemy, że należy doświadczać swoich emocji i że nie są czymś, przed czym trzeba uciekać, łatwiej jest wypracować optymizm, gdyż zyskujemy świadomość, że potrafimy poradzić sobie ze wszystkim, co może nas spotkać.

 

Jak pozytywność staje się toksyczna

 

Pozytywność staje się toksyczna, kiedy stosuje się ją:

• W rozmowie, gdy ktoś szuka wsparcia, walidacji lub współczucia, a zamiast tego dostaje frazesy.

• Żeby zawstydzić rozmówcę, sprawić, by sądził, że za mało się stara, albo by zasugerować, że jego trudne emocje nie mają znaczenia.

• Żeby obwiniać siebie za to, że nie czujemy się szczęśliwi i nie mamy pozytywnego nastawienia.

• Żeby wypierać rzeczywistość.

• Żeby manipulować kimś lub uciszyć kogoś, kto ma słuszne wątpliwości lub coś kwestionuje.

• Żeby wmawiać ludziom, że wszystko złe, co zdarza im się w życiu, jest ich winą.

 

Toksyczna pozytywność w gruncie rzeczy wywodzi się zarówno z dobrych intencji, jak i lekceważenia. Często stosujemy ją, żeby:

 

•Zakończyć rozmowę.

•Powiedzieć komuś, dlaczego nie powinien się czuć w sposób, w jaki się czuje.

•Przekonywać innych, że mogą być cały czas szczęśliwi (jeśli tylko się postarają).

• Pozować na osobę zawsze pozytywną i beztroską

•Zaprzeczać i unikać bieżącej sytuacji.

•Unikać brania odpowiedzialności.

•Próbować poprawić innym samopoczucie.

 

 

Autentyczność jest ważna

 

Uważam, że posługujemy się frazesami, ponieważ chcemy być pomocni. Nie sądzę, by ktoś naprawdę zamierzał kogoś zranić przez powtarzanie inspirujących sloganów. Dlatego też koncepcja toksycznej pozytywności wywołuje tak skrajne emocje. Zastanawiamy się, jakim cudem jestem toksyczny, skoro tylko próbuję pomóc?

Ważne jest bycie autentycznym i szczerym w chwilach kryzysu lub bólu. W ten sposób wspieramy się wzajemnie i pokazujemy, że słuchamy i rozumiemy, co się do nas mówi. Nie jesteśmy w stanie zachowywać się tak w każdej sytuacji i z każdym człowiekiem, ale da się to zrobić, gdy jest to dla nas ważne. Kiedy naprawdę wspieramy, nie używając toksycznej pozytywności, potwierdzamy, że to, przez co przechodzi inna osoba, jest prawdziwe, okazujemy empatię bez lukrowania czy zaprzeczania jej doświadczeń. Może nie do końca popierasz jej sposób radzenia sobie z sytuacją lub nie zgadzasz się z jej interpretacją, ale naprawdę próbujesz się wczuć i okazać wsparcie. Robisz to, dając swój czas, słuchając i pozwalając na pełne otwarcie (oczywiście w bezpieczny sposób, który nie narusza twoich granic).

Pamiętasz przyjaciela, który próbował cię pocieszyć, kiedy straciłeś pracę? Posłużył się toksyczną pozytywnością i powiedział: „Przynajmniej masz teraz tyle wolnego czasu! Mogło być znacznie gorzej. Pomyśl, jak wiele możesz się nauczyć z tej sytuacji”. Oczywiście nie zamierzał cię zranić. Język pozytywności nie jest czymś, co wymyśla się na poczekaniu. Został nam wpojony. Zostaliśmy uwarunkowani, by powtarzać te frazesy; słyszymy je od innych ludzi od dziecka. Wierzymy, że pozytywność ostatecznie przyniesie dobry skutek (nawet jeśli nam nie pomaga). Tak jakbyśmy bali się przyznać, że nie działa, ponieważ tyle razy słyszeliśmy, że powinna zadziałać. Twój przyjaciel nie jest toksyczny, nie jest złym człowiekiem; po prostu powtarza to, co wyczytał w niezliczonych poradnikach, w mediach społecznościowych, usłyszał od znajomych i rodziny.

Chodzi o to, że niezależnie od intencji język ma znaczenie. Wpływa na to, jak postrzegamy siebie i świat. Słowa, które dobieramy, zmieniają nasze mózgi i odciskają piętno na tym, jak odnosimy się do innych. Jeśli chcemy komunikować się skutecznie i dawać wsparcie innym, najpierw musimy zrozumieć świat, w którym żyją. Kiedy posługujemy się toksyczną pozytywnością, skupiamy się na mówieniu tego, co nam powtarzano, zamiast naprawdę słuchać, współodczuwać i poznawać osobę w potrzebie.

Język pozytywności w dużej mierze pozbawiony jest niuansów, współczucia i ciekawości. Przybiera formę ogólników, które dotyczą tego, jak ktoś ma się czuć i że obecnie czuje się niewłaściwie do okoliczności. Te dwie przesłanki od razu pokazują, że pozytywność nie wiąże się z pomocą. Jeśli autentycznie pragniesz komuś pomóc, z pewnością nie chcesz, by ta osoba poczuła się źle. Banały tego rodzaju mogą stać się wyjątkowo toksyczne, kiedy ktoś się przed nami odsłania, mówi o swoich emocjach lub opowiada o swoich trudnych doświadczeniach.

Skuteczność pozytywnego języka lub pozytywności zależy od wyczucia czasu, słuchacza i omawianego tematu.

 

Wyczucie czasu

Często staramy się, jak najszybciej posługiwać się pozytywnością, bo szczerze chcemy by ludzie poczuli się lepiej. Mamy nadzieję, że jeśli znajdziemy właściwe słowa, ich ból zniknie. Ponadto egoistycznie sądzimy, że słowa zadziałają, a my będziemy mogli oddalić się od trudnego tematu i oszczędzić sobie bólu wynikającego z obecności w towarzystwie osoby, która ma problemy. Wydaje mi się, że wszyscy zgodzimy się z tym, że przebywanie z płaczącym, zdenerwowanym, wytrąconym z równowagi człowiekiem może być trudne. Chcemy, by wszystko wróciło do normy.

Niestety, zbyt szybka reakcja może doprowadzić do rozczarowania na wszystkich polach. Sprawi, że osoba, którą pocieszamy, poczuje się uciszona i zawstydzona, my natomiast odniesiemy wrażenie nieudolności i braku porozumienia.

Wyczucie czasu jest wszystkim. Zanim zachęcimy kogoś do poszukania pozytywów swojej sytuacji, warto pamiętać, że:

 

•Czas nie leczy wszystkich ran. Każdy w swoim tempie radzi sobie z problemami i sam określa, w którym miejscu procesu leczenia się znajduje.

•Doznając cierpienia, każdy reaguje w inny sposób. Jeśli reakcja osoby cierpiącej nie zagraża jej życiu ani nie rani bezpośrednio ciebie lub innego człowieka wymagającego ochrony (na przykład dziecka lub osoby starszej), należy pozwolić jej doświadczyć emocji. Nie musisz interweniować.

•Ludzie często muszą zaakceptować daną sytuację, zanim ruszą z miejsca.

•Nie wszystkie sytuacje mają dobre strony, nie wszystko wychodzi na dobre. Niektóre są naprawdę bardzo złe i to jest w porządku.

•Trudno jest przyglądać się cierpiącym ludziom. Miej współczucie także dla siebie.

 

Staraj się unikać pozytywnych frazesów:

 

•Kiedy ktoś płacze lub przeżywa trudne chwile.

•Zaraz po zdarzeniu (na przykład tuż po utracie pracy).

•Podczas pogrzebu lub gdy ktoś umiera.

•Kiedy ktoś mówi ci, że chce byś go wysłuchał.

•Kiedy ktoś mówi ci, że nie chce rady.

•W trakcie trwania danego zdarzenia.

•Kiedy nie do końca rozumiesz, co się dzieje.

 

Twój rozmówca

Niezależnie od intencji nie mamy wpływu na to, jakie wrażenie wywrą nasze słowa. To osoba po drugiej stronie określa, czy pozytywne frazesy są pomocne, czy wręcz przeciwnie. To dlatego tak ważne jest wzięcie pod uwagę tego, z kim się rozmawia.

Ilekroć proszę moją wspólnotę o podzielenie się swoimi doświadczeniami z toksyczną pozytywnością, w wielu odpowiedziach pojawiają się Bóg i religia. Moją skrzynkę zalewają następujące zdania: „Jest teraz z Bogiem” czy „Bóg tak chciał”. Jest to doskonały przykład tego, dlaczego ważne jest branie pod uwagę swojego rozmówcy. Religia, wiara i Bóg mogą być niezwykle ważnym wsparciem dla niektórych, lecz nie dla wszystkich. Kiedy posługujemy się naszymi wartościami i religią, żeby wspierać innych, nie liczymy się z nimi. Zamiast tego mówimy to, co nam pomaga, i zakładamy, że im również pomoże.

Podobnie jest w sytuacji, gdy rozmawiamy z osobą zmagającą się z depresją. Większość z tych ludzi chce być szczęśliwa. Oni mają świadomość, jak trudno jest osiągnąć szczęście, i wciąż się im przypomina, jak daleko znajduje się ich cel. Kiedy mówimy osobie z depresją: „Uśmiechnij się”, nie bierzemy pod uwagę swojego rozmówcy. Trywializujemy jego codzienną walkę i wszystko upraszczamy. Gdyby tak po prostu mógł poczuć się szczęśliwy, to na pewno już by to zrobił. Gdyby to było takie proste, nie mielibyśmy tak wielu przypadków depresji.

Osoba, której pomagasz, sama decyduje, jak chce być wspierana, a ty decydujesz, czy masz chęć i możliwości, by zapewnić jej takie wsparcie. Musimy zastanowić się, co wiemy na temat jej obecnej sytuacji i uwrażliwić się na nią.

Oto kilka kwestii, które należy wziąć pod uwagę:

 

•Czy ta osoba powiedziała mi, jak chce być wspierana?

•Czy zapytałem, jak ją wspierać?

•Czy zwykle dobrze reaguje, kiedy posługuję się pozytywnymi frazesami? Czy dziękuje i mówi, że to jej pomogło? Czy zauważa poprawę?

•Czy rozmowa dobiega końca, ilekroć powiem jeden z tych frazesów lub próbuję zachęcić tę osobę do większego optymizmu?

 

Poznanie, co rozmówcy pomaga, jest ważne. Gdy masz wątpliwości, pytaj! To pomoże ci stać się najlepszym możliwym wsparciem.

 

Trudne tematy

Pewne tematy są bardzo niepokojące i trudne dla wielu ludzi. Moje badania i praca z klientami pokazują, że toksyczna pozytywność i banały są szczególnie mało pomocne, a nawet szkodliwe, w następujących sytuacjach:

 

•bezpłodność i utrata ciąży,

•żałoba po stracie,

•choroba i niepełnosprawność,

•związki, rozstania, rozwód,

•rodzina i oziębienie stosunków w rodzinie,

•kłopoty zawodowe i strata pracy,

•wygląd zewnętrzny,

•stan po traumatycznych przejściach,

•ciąża i rodzicielstwo,

•rasizm, seksizm, transfobia, homofobia, dyskryminacja ze względu na niepełnosprawność, tuszę, dyskryminacja klasowa i inne rodzaje uprzedzeń,

•sprawy związane ze zdrowiem psychicznym.

 

To trudne tematy, bardzo osobiste i złożone. Rozmowa o nich nie jest tym samym, co narzekanie na czekanie w długiej kolejce czy skarżenie się na bolące nogi. To sprawy, które wstrząsają nami do głębi i obnażają nasze słabości. Musimy obchodzić się z nimi, dostosowując naszą wrażliwość zarówno w stosunku do siebie, jak i do naszego rozmówcy. Najważniejsze tu będzie prawdziwe przetwarzanie emocjonalne. Jeśli kusi cię posłużenie się frazesem podczas słuchania o czyichś kłopotach lub gdy sam się w nich znajdujesz, zastopuj. Wsłuchaj się w emocje towarzyszące ci w danej chwili i spróbuj odpowiedzieć na nie, okazując akceptację i wsparcie.

 

 

Jak rani nas zbyt nachalna pozytywność

 

Pozytywne myślenie jest często plasterkiem na ranie postrzałowej. Zamiast pomagać, prowadzi do tłumienia emocji, co szkodzi ciału, umysłowi, związkom i społeczeństwu. Dowody jasno wskazują, że tłumienie emocji jest nieskuteczne, skomplikowane i dysadaptacyjne. Prowadzi do spadku nastroju, pojawiania się negatywnych myśli na temat interakcji społecznych, nieustających złych emocji, a nawet znacząco odbija się na zdrowiu. Nie ma znaczenia, jakiego typu emocje tłumimy, pozytywne czy negatywne – sam akt tłumienia prowadzi do fizycznego napięcia ciała. Wykazano, że odbija się to na ciśnieniu krwi, pamięci oraz zwiększa ryzyko cukrzycy i chorób serca.

W szerszym znaczeniu kultura „samych dobrych wibracji” jest toksyczna dla naszych związków i społeczeństwa. Kiedy wzmacniamy przekonanie, że niektóre emocje są „złe”, tracimy bliskość, która zawiązuje się za sprawą wrażliwości. Ze smutkiem przyznaję, że pozytywność często używana jest jako broń do umniejszania doświadczeń pewnych grup. Kiedy mówimy słowa takie jak: „Czyż nie możemy po prostu wszyscy się kochać?” w odpowiedzi na dyskryminację, unieważniamy prawdziwe codzienne doświadczenia zmarginalizowanych ludzi. W tych sytuacjach toksyczna pozytywność zrzuca odpowiedzialność na jednostkę zamiast na system i instytucje, które sprawiają, że pozytywne myślenie jest niemożliwym rozwiązaniem.

 

 

Typowe przykłady toksycznej pozytywności i dlaczego są krzywdzące

 

Dostałam tysiące wiadomości z powiedzonkami, które unieważniają uczucia ludzi zmagających się z problemami. Teraz, gdy wiemy, że chodzi o wyczucie czasu, naszych rozmówców oraz temat, przeanalizujmy kilka typowych przykładów toksycznej pozytywności i zastanówmy się, dlaczego są wyjątkowo niepomocne w różnych sytuacjach. W dalszej części książki porozmawiamy o tym, co zamiast tego można by zrobić lub powiedzieć.

 

„Człowiek dostaje od losu tyle, ile jest w stanie udźwignąć”.

Złe rzeczy nie przytrafiają się ludziom dlatego, że są w stanie je znieść. Niektórzy nie są dość silni w danej chwili, by udźwignąć to, co spada im na barki, i nie ma w tym nic złego. Kiedy tak mówimy, sugerujemy, że z każdego doświadczenia możemy wyciągnąć życiową lekcję, że człowiek został wybrany do pewnych rzeczy i lepiej, żeby stanął na wysokości zadania.

 

„Wszystko będzie dobrze”.

Mówienie komuś, kto jest ogarnięty paniką lub w szoku, że wszystko będzie dobrze, nie jest ani przekonujące, ani nie przynosi pocieszenia. To stwierdzenie zwykle nie jest poparte faktami (Skąd wiesz? Co oznacza „dobrze”? Czyż nie jest to dość subiektywne?) i szybko kończy rozmowę.

 

„Nie płacz!”

Zwykle tak mówimy, ponieważ czujemy się niekomfortowo, przebywając w towarzystwie rozemocjonowanej osoby. Płacz jest pomocny, normalny i dozwolony. Mówienie komuś, żeby nie płakał, sugeruje, że jego zachowanie jest niewłaściwe, i zachęca go do tłumienia emocji.

 

„Uśmiechnij się!”

Mówienie komuś smutnemu, żeby się uśmiechnął, jest bolesne. Zmuszanie kogoś do szczęśliwości w trudnej chwili uważa się za opresyjne.

 

„Masz tyle powodów do wdzięczności”.

Możemy czuć smutek, będąc równocześnie wdzięczni za to, co mamy, ale takie zdanie sprawia, że poczujemy się zlekceważeni i uciszeni w trudnej chwili.

 

„Czas leczy rany”.

Czas nie leczy wszystkich ran. Mówienie tego komuś, kto jeszcze nie przerobił swojego smutku, jest wyrazem braku wrażliwości i próbą zawstydzania. Jedynie osoba zainteresowana może stwierdzić, że nadszedł moment, by w pełni się otrząsnęła. W niektórych przypadkach to się nigdy nie zdarzy.

 

„Myśl pozytywnie / bądź optymistą!”

Gdyby to było takie proste, wszyscy by to robili. To upraszcza bardzo trudny i skomplikowany proces, zwłaszcza w przypadku poważnych problemów ze zdrowiem psychicznym.

 

„Przynajmniej to nie…”

Jakiekolwiek stwierdzenie z „przynajmniej” na początku jest umniejszaniem. Porównywanie jednego cierpienia z innym w niczym nie pomoże. (Przynajmniej nie umarłeś, prawda? Czy to pomaga? Nie sądzę).

 

„Najważniejsze mieć dobre nastawienie”.

To zbytnie uproszczenie rzeczywistości. Wiele badań pokazuje, że na sukces składa się cała sieć różnych czynników. Nastawienie jest ważne, ale nie najważniejsze.

 

„Powinieneś być wdzięczny za naukę, jaką z tego wyciągnąłeś”.

Takie stwierdzenie rani szczególnie wtedy, gdy ktoś doświadczył traumatycznego zdarzenia. Niestety, często słyszę je w stosunku do osoby, która została wykorzystana. Owszem, uczymy się na swoich porażkach, ale to nie oznacza, że mamy być wdzięczni za tę naukę. Cena często jest za wysoka.

 

„Mogło być gorzej”.

Prawda. Ale mogło też być lepiej. To zdanie umniejsza i komunikuje rozmówcy, że jego cierpienie jest nieusprawiedliwione, ponieważ nie jest „najgorsze”.

 

„Pozbądź się wszystkiego, co negatywne w życiu”.

Życie bez negatywnego myślenia jest pozbawione nauki i rozwoju. Jeśli odetniemy się od wszystkich negatywnych ludzi i doświadczeń, zostaniemy samotni i pozbawieni pełni uczuć.

 

„Nigdy się nie poddawaj”.

Są pewne sytuacje, kiedy rezygnacja jest przejawem odwagi lub konieczności. Nie zawsze oznacza, że dana osoba jest słaba czy niezdolna do wysiłku. Często oznacza, że jest wystarczająco silna, by zrozumieć, kiedy należy się wycofać.

 

„Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu”.

To stwierdzenie jest krzywdzące, gdy użyjemy go po jakimś traumatycznym zdarzeniu lub stracie. Niektóre rzeczy nie dzieją się z jakiegoś powodu lub powód nie jest oczywisty. Mówienie komuś, że to, że został zaatakowany, stracił dziecko czy dowiedział się o poważnej chorobie, ma jakiś „powód”, jest niezwykle mylące i lekceważące.

 

Żadne z tych zdań nie daje możliwości podzielenia się przeżyciami i zejścia na ich głębszy poziom. Żadne nie daje miejsca na ekspresję emocjonalną i zawiązanie więzi. Brzmią ładnie, ale są puste.

 

 

Ciąg dalszy w wersji pełnej

 

 

 

 

 

PRZYPISY

 

 

 

 

 

 

Rozdział 1: Czym jest toksyczna pozytywność?

 

37 prowadzi do tłumienia emocji: Ruan Yan, Reis Harry T., Zareba Wojciech, Lane Richard D. „Does Suppressing Negative Emotion Impair Subsequent Emotions? Two Experience Sampling Studies”. Motivation and Emotion 44, no. 3 (2019): 427–35; https://doi.org/10.1007/s11031-019-09774-w.

 

Tytuł oryginału: Toxic Positivity

 

Copyright © 2022 Whitney Goodman

All rights reserved

 

Copyright for the Polish edition © 2022 by Wydawnictwo FILIA

Wszelkie prawa zastrzeżone.

 

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

 

Wydanie I, Poznań 2022

 

Projekt okładki: Mariusz Banachowicz

Zdjęcie na okładce: © rambo182/iStock

 

Redakcja: RedKor Agnieszka Luberadzka

Korekta: Katarzyna Mróz-Jaskuła

Skład i łamanie: Dariusz Nowacki

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej:

„DARKHART”

Dariusz Nowacki

[email protected]

 

 

eISBN: 978-83-8280-095-1

 

 

Wydawnictwo FILIA

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

[email protected]

Seria: FILIA NA FAKTACH