To tylko przyjaciel - Abby Jimenez - ebook
BESTSELLER

To tylko przyjaciel ebook

Abby Jimenez

4,5

1363 osoby interesują się tą książką

Opis

Ta powieść stanie się hitem nadchodzącego lata! Podnosi na duchu, chwyta za serce i wzrusza do łez. A przy tym pozostaje w pamięci jeszcze długo po lekturze! „To tylko przyjaciel” to świetnie napisana, subtelna i zabawna komedia romantyczna w stylu kultowych filmowych historii. Abby Jimenez przekonuje w niej, że marzenia się spełniają, a prawdziwa miłość może pokonać wszelkie przeszkody.

Kristen Peterson ceni w życiu niezależność i przyjaźń. Nie ma czasu dla facetów, którzy nie rozumieją jej poczucia humoru, ma go za to zawsze dla przyjaciół, ukochanego psa i własnej firmy, którą prężnie rozwija. Chciałaby mieć czas także dla swojego chłopaka Tylera, niestety on wiecznie nieobecny robi karierę w armii na zagranicznych kontraktach. Czas na macierzyństwo nigdy dla Kristen nie nadejdzie, niedługo przejdzie operacje, po której nie będzie mogła mieć dzieci. Wcześniej jednak odbędzie się ślub jej najlepszej przyjaciółki, Sloan. Kristen pomaga w przygotowaniach do wesela. Kiedy poznaje drużbę pana młodego, czuje że pojawia się między nimi niewytłumaczalnie silna chemia. Josh Copeland jest zabawny, seksowny, świetnie reaguje na jej sarkastyczne komentarze i wie, że kiedy Kristen robi się zła, trzeba po prostu dać jej dobrze zjeść. Jest jednak coś, co sprawia, że Josh może być dla Kristen jedynie przyjacielem, nigdy kimś więcej. Josh marzy o dużej rodzinie, a Kristen przecież nie mogłaby mu jej dać. Decyduje się więc na ryzykowny status relacji: friends with benefits. Choć taki układ teoretycznie wydaje się prosty, w praktyce jednak będzie bardzo skomplikowany…

"Błyskotliwy, szczery, kipiący od seksu debiut. Wywołuje salwy śmiechu i wyciska morze łez".
Publishers Weekly

"To tylko przyjaciel to przepiękna opowieść o uczeniu się akceptacji swoich uczuć, która zachwyca charyzmatycznymi, zabawnymi i niepowtarzalnymi bohaterami".
Entertainment Weekly

"Szczera, płynąca z głębi serca opowieść. Niesamowicie wiarygodna".
Goodreads

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 460

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Projekt okładki: Pola i Daniel Rusiłowiczowie

Redaktor prowadzący: Ewa Orzeszek-Szmytko

Redakcja: Anna Kowalska

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Lilianna Mieszczańska, Beata Słama

Fotografia na okładce

© Mihailo Milanovic/iStock by Getty Images

© 2019 by Abby JimenezThis edition published by arrangement with Grand Central Publishing, New York, New York, USA. All rights reserved.

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2020

© for the Polish translation by Paweł Wolak

ISBN 978-83-287-1395-6

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2020

FRAGMENT

Dedykuję tę książkę wszystkim, którzy wspierali mnie podczas jej pisania. Oraz Kaskaderowi Mike’owi.

Rozdział 1

JOSH

Dopiero kiedy zatrzymałem się na czerwonym świetle, miałem chwilę, żeby spojrzeć na ekran i przeczytać wiadomość od Celeste:

„Wal się, Josh. Nie dostaniesz ode mnie ani grosza”.

– Cholera – przekląłem pod nosem i rzuciłem telefon na fotel pasażera. Właśnie się dowiedziałem, że Celeste nie zamierza mi w żaden sposób pomóc. Niech to szlag.

Zostawiłem jej dom i wszystko, co w nim było. Poprosiłem tylko, żeby opłaciła swoją część rachunku z marketu budowlanego Lowe’s. W sumie wzięła połowę towaru, na który wydałem trzy tysiące dolarów. Wykazałem się rzadko spotykaną hojnością, ponieważ mogłem wszystko sprzedać, a nie dawać w prezencie byłej dziewczynie. W końcu faktura została wystawiona na moje nazwisko, a płatności dokonałem własną kartą kredytową. Dla Celeste byłem jednak dupkiem, który dostał nową pracę i wyjechał do innego stanu zaledwie trzy miesiące po tym, gdy zerwaliśmy.

Wiedziałem z bardzo dobrze poinformowanych źródeł, że Celeste spotyka się już z niejakim Bradem.

Miałem nadzieję, że Brad lubi korzystać z nowoczesnej kuchenki gazowej marki Samsung, zrobionej ze stali nierdzewnej i wyposażonej w podwójny piekarnik.

Przez otwarte okna wpadał do samochodu zapach rozgrzanego asfaltu. W Burbank nawet w niedzielny poranek były korki i auta poruszały się w żółwim tempie. Jeśli chcę przetrwać w Kalifornii, muszę naprawić klimatyzację, kolejny wydatek, na który mnie nie stać. Właściwie powinienem iść do sklepu na piechotę. Pewnie doszedłbym szybciej i nie marnował benzyny, która, podobnie jak wiele innych towarów, kosztuje tutaj dwa razy więcej niż w Dakocie Południowej.

Może przenosiny na drugi koniec kraju to nie był dobry pomysł.

Jak tak dalej pójdzie, wkrótce zbankrutuję. Musiałem zorganizować najlepszemu przyjacielowi wieczór kawalerski, pokryć koszty związane z przeprowadzką, płacić za wszystko jak za zboże, a teraz jeszcze… to gówno.

Światło zmieniło się na zielone i ruszyłem. Jadący przede mną pick-up nagle zahamował. Poczułem szarpnięcie i uderzyłem w jego zderzak.

Kurwa! To chyba jakiś żart.

Mój dzień został doszczętnie zrujnowany już drugi raz w ciągu zaledwie trzydziestu sekund, a nie ma jeszcze ósmej rano.

Kierowca pick-upa wystawił rękę przez okno i pomachał do mnie, pokazując, żebym zjechał z ulicy i zaparkował przed supermarketem Vons. Na nadgarstku zobaczyłem bransoletkę, więc uznałem, że to kobieta. W jej geście było coś sarkastycznego, musiałem jednak przyznać, że ma fajną brykę. Ford F-150. Nówka sztuka prosto z salonu. Poczułem żal, że tak bezpardonowo wjechałem jej w kuper.

Zatrzymałem się za pick-upem, wyłączyłem silnik i zacząłem grzebać w schowku w poszukiwaniu dokumentów ubezpieczeniowych. Kobieta wyskoczyła z samochodu i podbiegła zobaczyć, w jakim stanie jest zderzak.

– Cześć – powiedziałem, wysiadając z auta. – Przepraszam za kłopot.

Odwróciła się i rzuciła w moją stronę gniewne spojrzenie.

– Wiesz, że twoim zadaniem jest nie wpaść na auto, które jedzie przed tobą? To nie jest wcale takie trudne – docięła mi, przekrzywiając głowę.

Była niska, nie więcej niż metr sześćdziesiąt wzrostu. Drobna budowa ciała, sięgające ramion brązowe włosy i piwne oczy. Miała mokrą plamę na koszuli i patrzyła na mnie z wściekłością. Musiałem jednak przyznać, że wygląda uroczo.

Podrapałem się po policzku. Wkurzone dziewczyny to moja specjalność. Mam sześć sióstr, wiem, jak sobie radzić.

– Zobaczmy, co tak naprawdę się stało – powiedziałem spokojnym głosem, żeby załagodzić sytuację. – Sprawdźmy, jakie są straty.

Kucnąłem między tyłem jej pick-upa a maską swojego samochodu i zacząłem z uwagą przyglądać się wyrządzonym szkodom. Dziewczyna stanęła nade mną ze skrzyżowanymi na piersi rękami. Po dłuższej chwili spojrzałem na nią i powiedziałem:

– Na szczęście uderzyłem tylko w hak holowniczy. To nic wielkiego. Twoje auto nie jest uszkodzone. – Mój zderzak był co prawda lekko wgięty, ale nie trzeba było go naprawiać. – Wydaje mi się, że nie musimy angażować w to naszych ubezpieczycieli.

Nie mogłem sobie pozwolić na punkty karne za spowodowanie kolizji i ewentualną podwyżkę ubezpieczenia. To nie wchodziło w grę również ze względu na moją pracę. Wyprostowałem się i spojrzałem na dziewczynę.

Pochyliła się i mocno pociągnęła za hak. Ani drgnął. Nie było żadnego luzu.

– Dobrze – powiedziała, najwyraźniej zgadzając się z moją oceną sytuacji. – W takim razie sprawa załatwiona?

– Tak mi się wydaje.

Odwróciła się i podbiegła do drzwi od strony pasażera. Uznałem, że to koniec całej afery, i postanowiłem iść na zakupy. Dziewczyna zanurkowała w kabinie auta i położyła się na siedzeniu tak, że jej nogi wystawały na zewnątrz. Miała na stopach klapki i jeden z nich zsunął się na asfalt z głośnym plaśnięciem.

Zauważyłem, że ma naprawdę ładną pupę.

– Hej – powiedziała nagle, patrząc na mnie przez ramię. – Zamiast gapić się na mój tyłek mógłbyś zrobić coś pożytecznego i przynieść mi jakieś chusteczki?

Zostałem złapany na gorącym uczynku.

– Nie mam przy sobie chusteczek – odrzekłem, wskazując kciukiem na swój samochód.

– To skombinuj coś innego – rzuciła zniecierpliwionym tonem.

Czułem się trochę winny, że bez skrępowania podziwiałem jej krągłości, a może raczej że tak łatwo dałem się na tym przyłapać. Postanowiłem więc jakoś jej pomóc. Wróciłem do samochodu, otworzyłem sportową torbę i wyjąłem z niej T-shirt. Dziewczyna wzięła go ode mnie bez słowa i zniknęła w szoferce.

Ponieważ chciałem odzyskać moją ulubioną koszulkę, postanowiłem zaczekać, aż pojawi się z powrotem. Poza tym miałem nadzieję, że przy okazji zobaczę jeszcze coś ciekawego.

– Wszystko w porządku? – zapytałem, usiłując zajrzeć do środka, ale dziewczyna zasłaniała widok i nie mogłem się zorientować, co robi.

W pewnym momencie z tylnego okna wyjrzał jasnobrązowy piesek z białym podbródkiem i zaczął na mnie warczeć. Nie wiedziałem, co to za rasa, ale był tak mały, że zmieściłby się do damskiej torebki. Kiedy zauważyłem, że ma na sobie ubranko, prychnąłem z dezaprobatą.

– Wylałam kawę na tapicerkę, a to nowiutki samochód mojego kolegi – wyjaśniła dziewczyna. Na rozgrzany asfalt upadł jej drugi klapek i teraz była boso. Oparła stopę na listwie progowej i zauważyłem, że paznokcie ma pomalowane na czerwono. – Wszystko jest brudne, będę musiała się gęsto tłumaczyć.

– Ten koleś pewnie jest jakimś dupkiem. Przecież nie zrobiłaś tego specjalnie. To był wypadek.

Odwróciła się i spojrzała na mnie takim wzrokiem, jakbym kopnął jej psa.

– Sam jesteś dupek. Nie zdążyłeś wyhamować, bo pewnie pisałeś wiadomość na telefonie.

Wyraźnie chciała mnie sprowokować, ale była zbyt urocza, żebym się jej przestraszył. Z trudem opanowałem rozbawienie i nieźle się namęczyłem – dużo mnie kosztowało, żeby nie unieść kącików ust. Po chwili odkaszlnąłem i powiedziałem:

– Nie pisałem esemesa, natomiast ty bez żadnego powodu dałaś po hamulcach.

– Musiałam się zatrzymać – wyjaśniła i zabrała się do sprzątania.

Podejrzewałem, że oblała się gorącą kawą i instynktownie nacisnęła na hamulec. Nie chciałem jednak jej prowokować, ponieważ dobrze wiedziałem, jak to się może skończyć.

Włożyłem ręce do kieszeni i zacząłem delikatnie się kołysać. Zmrużyłem oczy i spojrzałem na szyld supermarketu Vons.

– Okej. Miło było z tobą pogadać. Gdy skończysz, zostaw koszulkę na przedniej szybie mojego samochodu.

Usiadła na fotelu pasażera i zatrzasnęła drzwi.

Pokręciłem głową i ruszyłem w stronę wejścia do sklepu, cały czas śmiejąc się pod nosem.

Kiedy wróciłem, dziewczyna zniknęła, a mojego T-shirtu nigdzie nie było.

Rozdział 2

KRISTEN

Shawn złapał krzesło, mocno się nim zamachnął, a potem postawił je na środku świetlicy i usiadł na nim okrakiem, naprzeciwko mnie. Najwyraźniej znowu chciał mnie zadręczać swoimi amorami.

Siedziałam na jednym z sześciu skórzanych foteli z podnóżkiem ustawionych przed telewizorem. Na kolanach miałam Kaskadera Mike’a, mojego yorka, który nieprzyjemnie warczał.

Shawn uniósł zalotnie brwi. Miał idiotyczną fryzurę – włosy uniesione tuż nad czołem i zaczesane do tyłu. To miało być chyba coś w stylu pompadour.

– Co u ciebie słychać? Przemyślałaś to, co ci wcześniej powiedziałem? – zapytał z uśmiechem.

– Nie, Shawn. Nie mam meksykańskich korzeni i nie chcę poczuć w sobie Meksykanina.

Do kuchni wszedł Javier, dowódca oddziału straży pożarnej. Położyłam rękę na łebku Mike’a i nachyliłam się do Shawna.

– Powinieneś też wiedzieć – dodałam – że gdybym potrzebowała sztucznego oddychania, a ty byłbyś ostatnim sanitariuszem na ziemi, to zamiast kupować kwiaty na mój pogrzeb, lepiej przekaż jakiś datek na schronisko dla zwierząt.

Javier wybuchnął śmiechem i nalał sobie kawy, a Brandon, który siedział w fotelu obok i czytał książkę, zachichotał.

– Spadaj, Shawn – zakończyłam temat.

Shawn wstał i mrucząc coś pod nosem, postawił krzesło przy stole.

Z łazienki wybiegła Sloan. Miała na sobie białą spódnicę z lnu, którą kupiła zeszłego lata podczas naszych wspólnych wakacji w Meksyku, oraz sandały rzymianki z rzemykami zawiązanymi wokół zgrabnych łydek.

Moja najlepsza przyjaciółka wyglądała wspaniale, prawie jak Helena Trojańska – sięgające pasa blond włosy, kolorowe tatuaże na lewym ramieniu i lśniący pierścionek na serdecznym palcu. Była narzeczoną Brandona, siedzącego obok mnie niezwykle przystojnego strażaka.

W niedzielę czterech facetów, którzy mieli dyżur, mogło zaprosić do remizy rodziny lub znajomych, żeby wspólnie zjeść śniadanie. Dziś byłyśmy tylko ja i Sloan. Żona Javiera poszła z córkami do kościoła, a Shawn nie miał dziewczyny.

Ciekawe dlaczego?

Formalnie rzecz biorąc, byłam gościem Josha, czwartego członka załogi, chociaż jeszcze go nie poznałam.

Był najlepszym przyjacielem Brandona i niedawno przeprowadził się z Dakoty Południowej, żeby objąć w Kalifornii posadę inżyniera pożarnictwa. Miał też być świadkiem na ślubie, który był zaplanowany na szesnastego kwietnia, czyli za dwa miesiące. Ja miałam świadkować. Josh nie mógł przyjechać na imprezę zaręczynową, więc było oczywiste, że musimy się jak najszybciej spotkać.

Sprawdziłam w telefonie, która godzina. Byłam głodna jak wilk i czułam narastającą irytację. Dzisiaj to Josh miał przygotować jedzenie, a ponieważ jeszcze się nie pojawił, mogłam tylko sączyć kawę.

Już zdążył mnie wkurzyć, chociaż nawet nie mieliśmy okazji się poznać.

– Powiesz mi, skąd masz ten podkoszulek? – zapytała Sloan, siadając w fotelu obok Brandona.

– Nie – odpowiedziałam, patrząc na czarną męską koszulkę z logo browaru rzemieślniczego Wooden Legs, którą miałam na sobie. Była za luźna, więc zawiązałam na niej supeł.

Sloan zmierzyła mnie wzrokiem i nie powstrzymała się od komentarza:

– Pojechałaś po tampony, a wróciłaś ubrana w jakiś dziwny T-shirt. Dlaczego ukrywasz przede mną prawdę?

Brandon podniósł wzrok znad książki. Był rozsądnym facetem i zwykle nie wkurzał się o byle co, jednak jeśli przyznałabym się do tego, że ochrzciłam jego nowego pick-upa czarną kawą z Sumatry, posłałby mi karcące spojrzenie. Chyba wolałabym, żeby mnie zwyzywał.

Uznałam więc, że lepiej milczeć.

Starannie wytarłam tapicerkę i nic nie było widać. Kiedy wylałam na siebie kawę, instynktownie nacisnęłam hamulec i chociaż miałam drobną stłuczkę, nie uszkodziłam zderzaka. Brandon nie musi o tym wiedzieć. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

Moja koszula i tak była już brudna, więc posłużyła mi jako ścierka. Potem przebrałam się w T-shirt kolesia, który wjechał mi w tył samochodu.

– To ciuch Tylera – skłamałam. – Wyraźnie czuję jego zapach. – Przytknęłam nos do materiału i wciągnęłam głęboko powietrze.

Kurczę, ładnie pachnie.

Ten facet z parkingu był całkiem seksowny. Podejrzewałam, że świetnie wygląda bez ubrania. Poza tym spodobała mi się jego gładko ogolona chłopięca twarz.

Czułam, że mam coraz większą ochotę na seks. Było ze mną naprawdę źle, ponieważ zaczynałam snuć fantazje erotyczne na temat nieznajomych facetów. Trudno się jednak dziwić. Tylera nie było w kraju od siedmiu miesięcy.

Sloan zrobiła rozanieloną minę.

– To takie słodkie… Szkoda, że jutro są walentynki, a wy nie możecie być razem. Jeszcze tylko trzy tygodnie i będziesz miała go na wyłączność.

– Tak, Tyler niedługo skończy służbę i wreszcie wspólnie zamieszkamy. – Poczułam, że z nerwów ściska mnie w żołądku, ale nie dałam nic po sobie poznać.

Sloan uśmiechnęła się i położyła rękę na sercu. Wiedziałam, że nie przepada za Tylerem, ale była nieuleczalną romantyczką.

Skurcz nie odpuszczał, złapałam się za brzuch. Właśnie dostałam kolejnego bolesnego okresu. Dochodził do tego głód, stres związany ze stłuczką i nocna wizyta policji w moim domu, o której na razie nie pisnęłam ani słówka. Byłam tak zmęczona, że przez pomyłkę chciałam podłączyć ładowarkę do kubka z kawą.

Sloan spojrzała na zegarek i sięgnęła po swoją torebkę. Po chwili podała mi środki przeciwbólowe i szklankę wody. Przez pięć lat mieszkałyśmy razem i w takich sprawach rozumiałyśmy się bez słów.

Połknęłam dwie tabletki i zwróciłam się do Brandona:

– Czytasz coś ciekawego?

– Owszem – powiedział, spoglądając na okładkę. – Mogę ci pożyczyć, gdy skończę. – W pewnym momencie spojrzał mi przez ramię. – Cześć, stary! – rzucił z błyskiem w oku.

Odwróciłam się w stronę drzwi i aż otworzyłam usta ze zdziwienia. W progu stał przystojniak z parkingu przed supermarketem Vons. Trzymał w rękach torby z zakupami.

Przez dłuższą chwilę patrzyliśmy na siebie z niedowierzaniem, aż wreszcie on zauważył, że mam na sobie jego koszulkę, i wykrzywił usta w złośliwym uśmiechu.

Wstałam z fotela i odłożyłam Kaskadera na krzesło, a facet z parkingu postawił zakupy na podłodze i ruszył w moją stronę. Wstrzymałam oddech, ponieważ nie byłam pewna, jak zamierza rozegrać tę sytuację.

Brandon odłożył książkę i podniósł się, żeby nas sobie przedstawić.

– Josh, to jest Kristen Peterson, najlepsza przyjaciółka Sloan. Kristen, to Josh Copeland.

– Cześć, miło cię poznać – powiedział Josh, odrobinę za mocno ściskając moją rękę.

Zmrużyłam oczy.

– Cała przyjemność po mojej stronie.

Josh ciągle trzymał moją dłoń.

– Słuchaj, Brandon, czy ty przypadkiem nie kupiłeś sobie nowego pick-upa? – zapytał przyjaciela, cały czas uważnie mi się przyglądając.

Spiorunowałam go wzrokiem. W jego piwnych oczach pojawił się radosny błysk.

– Tak. Chcesz zobaczyć? – powiedział Brandon.

– Może po śniadaniu. Uwielbiam zapach nowiutkiego auta. W moim gracie czuć już tylko kawę.

Posłałam mu spanikowane spojrzenie, a on uśmiechnął się jeszcze szerzej. Na szczęście jego przyjaciel chyba niczego nie zauważył.

– To wszystkie torby? Potrzebujesz pomocy? – zapytał Brandon, a w tym czasie Sloan zniknęła w kuchni i zajęła się rozpakowywaniem zakupów.

– Poradzę sobie. Jeszcze tylko jeden kurs – powiedział Josh i dał mi do zrozumienia, żebym wyszła razem z nim.

– Ja też się przejdę – oznajmiłam. – Zostawiłam coś w samochodzie.

Przepuścił mnie w drzwiach, ale kiedy tylko wyszliśmy ze świetlicy, odwróciłam się do niego i syknęłam:

– Ani słowa o tym, co się wydarzyło. – Dla lepszego efektu dźgnęłam go palcem w klatkę piersiową.

W tym momencie nie chodziło już wcale o rozlaną kawę, a raczej o moją bezwstydną próbę ukrycia prawdy. Oczywiście miałam swoje zasady i nigdy nie kłamałam, ale gdy raz postanowiłam zrobić wyjątek, natychmiast wpakowałam się w tarapaty. Cholera!

Josh uniósł brwi i pochylił się w moją stronę.

– Ukradłaś mi podkoszulek, ty mała złodziejko.

Skrzyżowałam ręce na piersi.

– Jeśli chcesz go z powrotem, lepiej trzymaj gębę na kłódkę. Pamiętaj, że to ty nie wyhamowałeś w porę, więc również możesz mieć kłopoty.

Znowu się uśmiechnął. Kurczę, jest naprawdę przystojny. Na jego policzkach pojawiły się seksowne dołeczki. Tego już za wiele.

– Jesteś pewna, że to była moja wina? Nie masz żadnych dowodów. Pick-up jest w idealnym stanie i niczego nie zgłosiliśmy na policję. Przedstawię swoją wersję wydarzeń: na parkingu przed Vonsem zobaczyłem rozhisteryzowaną dziewczynę i postanowiłem jej pomóc. Dałem jej T-shirt, a ona zapomniała go oddać.

– I w ten sposób popełnisz pierwszy błąd – powiedziałam. – Nikt ci nie uwierzy, ponieważ ja nigdy nie histeryzuję.

– Dobrze wiedzieć. – Przysunął się jeszcze bliżej. – W takim razie odpowiednio zmodyfikuję moją historię. Spokojna, ale pyskata kobieta poprosiła mnie o pomoc, a potem ukradła moją ulubioną koszulkę. Teraz lepiej? – Uśmiechnął się od ucha do ucha i widać było, że z trudem powstrzymuje się od śmiechu.

Idiota.

Zacisnęłam usta i zrobiłam krok do przodu. Naruszyłam jego przestrzeń osobistą, lecz on nadal wyglądał na rozbawionego. Nie cofnął się, więc spiorunowałam go wzrokiem.

– Chcesz dostać z powrotem swój podkoszulek, a ja proszę, żebyś trzymał język za zębami. W tej sytuacji chyba łatwo dojść do porozumienia.

– Może pozwolę ci go zatrzymać – powiedział, nie przestając się uśmiechać. – Nawet ci w nim do twarzy – dodał, a potem ruszył w stronę swojego samochodu, chichocząc pod nosem.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Dział zamówień: +4822 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz