To, co ukryte - Nikczyńska-Wojciechowska Agnieszka - ebook + książka
NOWOŚĆ

53 osoby interesują się tą książką

Opis

 

Czy można żyć teraźniejszością i patrzeć w przyszłość, kiedy nie zna się swojej przeszłości?

Kariera młodej wokalistki Elizy rozwija się w błyskawicznym tempie. Dziewczyna ciężko pracuje na swój sukces, ale przez to, że przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, nie potrafi się nim cieszyć. Na domiar złego, odkąd zyskała sławę, dostaje anonimowe wiadomości, które jeszcze bardziej komplikują jej życie.

Nazwisko Kamila, niegdyś cenionego muzyka, którego utwory znajdowały się na szczytach list przebojów, obecnie króluje jedynie na głównych stronach portali plotkarskich. Jednak mimo że jego gwiazda przestała błyszczeć, branża nie potrafi z niego zrezygnować.

Gdy tych dwoje się spotyka, ich serca zaczynają wygrywać jednakową melodię. Nie mają jednak pojęcia, czym to się dla obojga skończy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 205

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,9 (18 ocen)
8
5
2
2
1
Sortuj według:
Monika309

Nie oderwiesz się od lektury

Fantastyczna książka
10
SylwiaKabat164

Nie oderwiesz się od lektury

Gratuluje autorce pieknej histori Super ksiazka Polecam z calego serducha
10
Kamcia88

Dobrze spędzony czas

Całkiem, całkiem. Historia nie nadzwyczajna, ale ciekawa. Mam trochę zastrzeżeń do rozdziałów z przeszłości, jak dla mnie były zbyt poważne i logiczne, jeśli zakładać, że wypowiadało się dziecko (może wynikało to z ponadprzeciętnej dojrzałości, doświadczeń- ale jednak wspominanie o kwestiach morlanych przez dziecko jakoś "za bardzo"). Nie mniej miło spędzony wieczór.
10
Matahari

Dobrze spędzony czas

Fajna historia, dobrze się czyta, ale korekta tekstu na poziomie -1. Ilość błędów ortograficznych żenująca. Na litość boską - słowo „niepohamowany” pisze się przez samo h. „ zresztą” pisze się razem, etc. etc. Kto puścił tak niechlujny tekst ????
00

Popularność




© Copyright by Agnieszka Nikczyńska-Wojciechowska 2021

© Copyright for present edition by Wydawnictwo Plectrum,

Stary Imielnik, 2021

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie i powielanie za pomocą jakiejkolwiek techniki całości lub fragmentów książki bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody wydawcy jest zabronione.

Redakcja i korekta: Sylwia Zielińska

Projekt okładki: Justyna Sieprawska

Zdjęcie na okładce: © Elena Kharichkina/Shutterstock

Niniejsza powieść jest fikcją literacką. Jakiekolwiek podobieństwo do osób, zdarzeń lub miejsc rzeczywistych jest przypadkowe.

ebook na bazie wydania I

ISBN 978-83-961331-6-8

Wydawnictwo Plectrum

www.plectrum.pl

[email protected]

 

KonwersjaEpubeum

 

 

 

Dla moich Aniołów z 13 września:

Piotrusia – tego w Niebie,

Łukasza – tego na Ziemi.

Drodzy czytelnicy

Życie jest szansą, czymś wyjątkowym. Otrzymujemy je, nie wiedząc na jak długo. Na starcie dostajemy czysty arkusz papieru i długopis. Tylko od nas zależy, co na tej kartce napiszemy.

Zapraszam Was na spotkanie z Elizą i Kamilem, młodymi dorosłymi, którzy swoją przygodę zaczęli zupełnie inaczej, ale połączyło ich coś wspólnego – pasja do muzyki.

Możecie pomyśleć, że jest to historia jakich wiele. Bo wszystko zostało już napisane, namalowane, powiedziane czy przedstawione. I z pewnością w tej opowieści znajdziecie wiele rzeczy, które już znacie – przyjaźń, szczęście, miłość.

Ale zapewniam Was, Eliza i Kamil to wyjątkowi bohaterowie, którzy nie pozwolą Wam się nudzić. Ich historia, chociaż z pozoru banalna, znaczy dla mnie wiele.

Dzięki tym bohaterom mogę spełnić marzenie. Pozwolili mi na pokazanie swojej twórczości i oddanie w Wasze ręce tej książki.

Wobec tego dziękuję, że zechcieliście po nią sięgnąć. Zapraszam Was do lektury i życzę wielu miłych i niezapomnianych wrażeń.

Agnieszka

Posłuchajcie muzyki razem z bohaterami i wsiąknijcie w ich świat:

 

Nothin’ But A Good Time Poison

Let Me Go Avril Lavigne ft. Chad Kroeger

Ritual Tiesto, Jonas Blue & Rita Ora

Fire On Fire Sam Smith

Four Five Seconds Margaret i Sound’n’Grace & Wojciech Miecznikowski

Prawda o nas Sylwia Grzeszczak

Bad liar Imagine Dragons

Way Down We Go ALEO

You Raise Me Up Celtic Woman

Make It Rain Ed Sheeran

Eliza -Teraz

Pewnym krokiem weszłam na scenę. Oślepił mnie blask reflektorów, ale już po chwili wyraźnie widziałam publiczność. Byłam zdumiona, że na moje koncerty przychodziło tyle osób, że chcieli słuchać mojego głosu, poświęcić na to swój czas.

Ubrana w zwyczajne jeansy, beżową bluzkę, czarną kurtkę i trampki nie wyglądałam jak królowa sceny. Nie przywiązywałam wielkiej wagi do tego, aby prezentować się jak bogata gwiazdeczka. Bardziej zależało mi na tym, aby ludzie skupili się na mojej muzyce. Przez dwadzieścia jeden lat życia nauczyłam się wiele – a przede wszystkim, że ważniejsze od tego, jak wyglądasz jest to, co masz do powiedzenia.

W moim sercu grało wiele gatunków muzyki. Dzisiaj postanowiłam zagrać kilka rockowych kawałków i jedną balladę, która miała dla mnie ogromne znaczenie.

Uśmiechnęłam się do publiczności, pomachałam i podeszłam do mikrofonu. Czułam, jak adrenalina miesza się z euforią, wprowadzając mnie w koncertowe szaleństwo. Uwielbiałam to uczucie. Spojrzałam w niebo, zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech, po czym ponownie zwróciłam wzrok w kierunku fanów. Widziałam wiele telefonów skierowanych w moją stronę. Rejestrowały wszystko, co robię. Kiedyś mnie to krępowało, bałam się, że popełnię błąd. Teraz podchodziłam do tego w inny sposób. Wiedziałam, że niezależnie od tego, co zrobię ludzie i tak będą gadać.

Skupiłam się na tym, po co tu przyszłam i powiedziałam do mikrofonu:

– Dzień dobry! 

Publiczność zawrzała, rozległy się oklaski, okrzyki, zapanowało wielkie poruszenie. Cieszyłam się z takiej reakcji, z radością odwróciłam się do zespołu i dałam im znak skinieniem głowy, aby zaczęli grać.

Gdy rozległy się pierwsze dźwięki melodii, gwar zaczął stopniowo cichnąć. Poczekałam na odpowiedni moment i zaczęłam śpiewać jedną z moich ulubionych piosenek:

 

Tak bardzo bałam się uwierzyć,

że jutro może lepsze być.

Ludzie bardzo trudni są,

zwłaszcza gdy osiągniesz coś.

Ważne, by przyjaciół mieć,

którzy zawsze wesprą Cię.

 

Tak szybko mija czas,

a los nie oszczędza nas.

Nie wiesz, co przyniesie dzień,

dlatego żyć nie bój się.

 

Każdy dzień to czysta karta,

nie zapisuj jej złością.

Powstrzymaj się od komentowania,

zachowaj się z godnością.

Pamiętaj, że słowa mają wielką moc,

nie pozwalaj, by ktoś przez Ciebie przepłakał noc.

 

Tak szybko mija czas,

a los nie oszczędza nas.

Nie wiesz, co przyniesie dzień,

dlatego żyć nie bój się.

 

Życie to plejada uczuć,

każdy dzień znaczenie ma.

Dzisiaj śmiejesz ze mnie się,

jutro sam możesz być na dnie.

Nigdy nie bój się kochać,

życie takie piękne jest.

 

Tak szybko mija czas,

a los nie oszczędza nas.

Nie wiesz, co przyniesie dzień,

dlatego żyć nie bój się.

 

Nigdy mi nie zazdrość,

bo nie wiesz, jakie życie mam.

To, co pokazuję światu,

nie zawsze w parze idzie z tym,

co w sercu mam…

 

Koncert przebiegał lepiej, niż zaplanowałam. Podczas refrenów wtórowały mi entuzjastyczne głosy publiczności, która doskonale się bawiła. To właśnie interakcję z fanami lubiłam najbardziej. Chciałam, aby takie występy nie były tylko odśpiewaniem wyuczonego repertuaru. Dzięki temu nie marnowaliśmy czasu, ani oni, ani ja.

Bardzo doceniałam to, że ludzie kupują bilety i przychodzą na moje występy. Miałam świadomość, że gdyby nie oni, nie byłabym w miejscu, w którym jestem teraz. Mimo że wiele rzeczy zawdzięczaliśmy sobie, bez innych osób niczego byśmy nie osiągnęli.

Po pierwsze, nie byłoby nas wówczas na świecie. Po drugie, gdyby nikt nas nie wychował, nawet w tak trudny sposób jak mnie, nie mielibyśmy wpojonych jakichś zasad, wartości. I po trzecie, najważniejsze, gdybyśmy nie mieli wokół siebie nawet jednej osoby, która by nas wspierała – w końcu byśmy się poddali.

Samotność nam nie służy. Zwłaszcza przy robieniu kariery, którą napędzają fani, reporterzy, dziennikarze. Więc chociaż sama starałam się osiągnąć sukces, to potrzebowałam innych ludzi, aby moje marzenie się spełniło. Ktoś musiał we mnie uwierzyć, dać mi szansę, abym miała możliwość zaistnieć w tej branży.

Byłam szczęśliwa, ale również bardzo zmęczona. Właśnie otwierałam drzwi mieszkania. Jak zwykle przywitały mnie cisza i ciemność. Zapaliłam światło i rozejrzałam się po dobrze znanym wnętrzu.

Naprzeciw drzwi wisiało wielkie lustro z drewnianą ramą, pod który wsunięto kremowy, sztywny papier. Zapisywałam na nim afirmację tygodnia. Obecnie to właśnie słowa Marzenia nie spełnią się same, pamiętaj, aby o nie walczyć miały dodawać mi otuchy.

Poniżej lśniącej, gładkiej tafli stała szafka na buty. Włożyłam do środka dzisiejsze obuwie, wsunęłam stopy w miękkie kapcie i ruszyłam w stronę łazienki, aby wziąć szybki prysznic. Na szczęście, sypialnia mieściła się tuż obok – bałam się, że zasnę jeszcze zanim dotrę do łóżka.

Miałam przestronne mieszkanie, ale jego układ był bardzo wygodny. Przerobiłam jeden z dwóch wielkich salonów na sypialnię połączoną z niewielkim kącikiem relaksacyjnym, w którym stała rogówka, telewizor i kilka kwiatów – w tym moja ukochana monstera variegata. Cieszyłam się niesamowicie za każdym razem, gdy wypuszczała nowy listek. Uwielbiałam rośliny. Przypomniałam sobie, że powinnam ją przesadzić, bo urosła na tyle, że wypadałoby sprezentować jej nową doniczkę.

Miejsca wystarczyło również na to, aby stworzyć dodatkową łazienkę, tę, która mieściła się obok mojej sypialni. Ceniłam sobie minimalizm w wystroju mieszkania… Przez dwadzieścia jeden lat życia zaznałam tylko skromności. W moim domu były tylko rzeczy praktyczne. W sypialni stało wygodne łóżko i dwie szafki nocne – na jednej kładłam telefon, który służył za budzik, na drugiej zaś zawsze stała butelka z wodą. Nie stawiałam tych rzeczy obok siebie od czasu, gdy zaspana nie dokręciłam butelki, a rano odkryłam, że mój telefon jednak nie jest wodoodporny.

W rogu sypialni znajdowała się pojemna szafa, w której trzymałam ubrania, pościele i torebki. Nie było żadnych ozdób, nawet dywanu lub zasłon. Nie było również półek, gdyż nie miałabym na nich czego postawić. Zero bibelotów, książek, zdjęć, płyt, plakatów, świeczek, zupełnie nic. Gdybym musiała się wyprowadzić w tej chwili, spakowanie się zajęłoby mi godzinę, może mniej.

Dzisiaj nie zamierzałam nawet sprawdzać telefonu, na którym z pewnością znajdowała się wiadomość z zastrzeżonego numeru. Ten dzień był zbyt dobry, aby go sobie psuć.

Położyłam się na łóżku i czując pod głową pachnącą, miękką poduszkę uśmiechnęłam się. Takie proste rzeczy wywoływały we mnie radość, gdyż wciąż trudno mi było się do tego przyzwyczaić. Ludzie często nie doceniają tego, co mają. Ja starałam się doceniać każdy dzień, każdą rzecz, nawet to, że mogę zasnąć w czystej pościeli, wygodnym łóżku, w ciszy, spokoju, bez stresu…

Eliza -Wcześniej

Siedziałam na podłodze i myślałam o swoim krótkim życiu. Najstarsze wspomnienie, jakie jestem w stanie przywołać dotyczy sytuacji, przez którą się tu znalazłam. Policzki miałam mokre od łez, obok przechadzało się kilka obcych osób. Nie byłam pewna, co dokładnie się stało. Wszyscy wokół mówili, że jestem zbyt mała, aby to zrozumieć. Patrzyli na mnie nieobecnym wzrokiem, a ja czułam, że wydarzyło się coś bardzo złego.

Pokręciłam głową, rozwiewając ponure myśli. Spojrzałam na wprost w niewielkie lustro w zniszczonej ramce. Zobaczyłam swoje żałosne odbicie. Pięcioletnia dziewczynka w brudnej sukience, tym razem za dużej. Nie pamiętałam, kiedy ostatnio miałam na sobie dopasowane ubranie, ale wolałam, aby było zbyt luźne niż za ciasne. Jasne, skołtunione włosy prawie zlewały się z białą cerą. Rzadko wychodziłam na zewnątrz, dlatego moja skóra nie była pokryta opalenizną, piegami lub czymkolwiek, co nadawałoby jej dziecięcego uroku.

Przebywanie w domu było moją codziennością. Umiałam się sama sobą zająć, zrobić coś do jedzenia, ubrać się, wykąpać. Wiedziałam również, jak zagospodarować wolny czas. Często korzystałam z domowej biblioteczki, w której nie było zbyt wielu książek dla dzieci, jednak była tam naprawdę ciekawa literatura. Dla przykładu, można było tam znaleźć różne słowniki! Jednym z moich ulubionych był słownik języka polskiego. Podobał mi się też słownik wyrazów bliskoznacznych oraz encyklopedia zwierząt i roślin. Planowałam przeczytać książkę kucharską – niestety, zbyt poplamioną, abym mogła rozczytać wszystkie litery.

Byłam z siebie bardzo dumna, że tak szybko nauczyłam się czytać, gdyż obecnie stanowiło to moją ulubioną rozrywkę. Niestety nie umiałam zbyt dobrze liczyć, jedynie do dwudziestu. Dlatego jeśli chciałam policzyć dziury w ścianie, co również było fantastyczną zabawą, liczyłam do dwudziestu i zaczynałam od nowa. Później starałam się przypomnieć sobie, ile było tych dwudziestek. Kiedy nie byłam pewna, czy się nie pomyliłam, zaczynałam od nowa. W końcu cóż lepszego miałam do zrobienia.

Bardzo żałowałam, że nie mogłam brać książek do pokoju. Musiałam czytać je w miejscu do tego przeznaczonym. W ogóle nie pozwalano mi zabierać czegokolwiek ze sobą, choć nigdy nic nie zniszczyłam. Dbałam o rzeczy, z których korzystałam, gdyż nigdy nie wiedziałam, czy jeszcze kiedyś mi się nie przydadzą. A jeśli bym je zniszczyła, na pewno nie dostałabym nowych.

W wolnym czasie lubiłam również śpiewać, lecz innym chyba nie podobał się mój głos. Myślałam, że jestem w tym dobra. Książek o podobnej tematyce mieliśmy w domu bardzo dużo, dlatego wkrótce zdobyłam wiedzę teoretyczną. Przeczytałam wszystko na temat emisji głosu oraz tego, jak prawidłowo oddychać. Znałam już podstawy wiedzy wokalnej, techniki śpiewu, wiedziałam nawet, co to przepona i jak poprawnie jej używać! Tematyka wokalu nie była mi obca i stanowiła moją pasję, naprawdę to lubiłam i podobało mi się, że moje ciało może wydobywać z siebie takie ładne dźwięki. Ale może sama wiedza nie była wystarczająca, gdyż często słyszałam, że mam się zamknąć, przestać wyć. Dlatego śpiewałam tylko w swoim pokoju, najciszej jak potrafiłam. A i tak zdarzało mi się dostać bury.

Rozejrzałam się po niewielkim pokoju, w którym za jedyną ozdobę robiło lustro. Poza nim nie było tu nic ciekawego. Szare ściany, które lata czystości miały już za sobą, dawno powinny być odświeżone, nawet nie byłam pewna, czy ich pierwotnym kolorem nie była biel. Łóżko stojące w rogu było zniszczone, czym idealnie wpasowywało się w obskurny wystrój pomieszczenia. Skrzypiało za każdym razem, gdy na nim siadałam lub się kładłam, a sprężyny boleśnie wbijały się w moje plecy. Kołdra była tak cienka, że zimą musiałam spać w grubych ubraniach, aby nie przemarznąć i się nie rozchorować.

Nigdy nie miałam żadnej zabawki, pluszaka, czegokolwiek, co należałoby do mnie. Nic tak naprawdę nie było moje, o czym przypominano mi na każdym kroku.

W sumie wcale mi na tym nie zależało. Po co byłaby mi jakaś głupia, brzydka rzecz? Z kim miałabym się tym dzielić, skoro nie mam przyjaciół, nikt mnie nie lubił, bo byłam równie beznadziejna jak ten pokój. Pasowałam tu. Nie dziwiłam się, że nikt się mną nie interesował, że wolano mnie trzymać w tym więzieniu.

Po prostu nikomu nie byłam potrzebna…

Słysząc zbliżające się kroki, szybko wbiegłam do łóżka. W momencie, w którym otworzyły się drzwi, leżałam już pod kołdrą i udawałam, że śpię. Ktoś zgasił światło i powiedział przyjaznym głosem:

– Dobranoc, kochanie.

Eliza -Teraz

Wstałam wcześnie, bo miałam dzisiaj dużo do zrobienia. Poza tym uwielbiałam działać, być w ruchu. W moim życiu zmarnowałam już zbyt wiele czasu.

Poszłam do kuchni, aby wypić półlitrową butelkę niegazowanej wody. Starałam się zaczynać tak każdy dzień, aby nawilżyć gardło, które było moim narzędziem pracy. Wyjrzałam przez okno i omiotłam wzrokiem spokojną okolicę. Cieszyłam się, że mieszkałam na strzeżonym osiedlu w pobliżu centrum miasta.

Zrobiłam sałatkę, zaparzyłam herbatę na później i zjadłam śniadanie. Wstawiłam naczynia do zmywarki i poszłam do łazienki, aby zrobić pranie. Nie miałam żadnej gosposi, gdyż nie lubiłam wysługiwać się innymi ludźmi. Uważałam, że skoro jestem w stanie zrobić coś sama, to po prostu to robię. Pieniądze dają duże możliwości, jednak nie zmuszają mnie do bycia leniwą lub zależną od kogoś. Wolałam sama o siebie zadbać, tego byłam nauczona. Wszystko, co osiągnęłam w życiu, było wynikiem mojej pracy oraz wsparcia ze strony innych osób. Wsparcia, nie wysługiwania się.

Ruszyłam korytarzem w stronę garderoby, wzięłam z niej ubrania, które postanowiłam dzisiaj założyć i poszłam do łazienki, aby się przebrać. Rozczesałam włosy, przemyłam twarz i nałożyłam lekki makijaż. Zadowolona ze swojego wyglądu udałam się do pomieszczenia, które uwielbiałam najbardziej ze wszystkich – pokoju muzycznego. Usiadłam przy fortepianie, otworzyłam klapę, przejechałam palcami po wszystkich klawiszach i uśmiechnęłam się do siebie, słysząc dźwięki, które tak bardzo kocham. W skupieniu zaczęłam wygrywać dobrze znaną mi melodię, a słowa same wypłynęły z moich ust:

 

Delikatna jak łza.

Subtelna jak śpiew.

W ciszy, ciszy, ciszy

odnajduję się.

 

Czułam, jak w moich żyłach zaczęło rozchodzić się znajome uczucie podekscytowania. Muzyka działała na mnie jak narkotyk. Głos swobodnie wypływał z moich ust, perfekcyjnie trafiał w każdą nutę, którą wygrywały dłonie. Z każdym ruchem mojego ciała kołysała się aksamitna bordowa suknia, którą miałam na sobie. Intensywna czerwień kontrastowała z bielą fortepianu i odbijała się w lustrach znajdujących się na wszystkich ścianach.

Uwielbiałam moje prywatne występy, czułam się dobrze w swoim towarzystwie, w końcu z nikim nie spędziłam więcej czasu niż sama ze sobą.

 

Gdy brakuje już słów,

powoli dotykam granicy rozsądku.

By rozwiać ból,

komuś los pozwolił się odnaleźć.

 

Delikatna jak łza.

Subtelna jak śpiew.

W ciszy, ciszy, ciszy

odnajduję się.

 

Widzisz mnie,

powolnym krokiem podchodzisz.

Czaisz się,

jakby kontakt ze mną mógł Ci zaszkodzić.

 

Delikatna jak łza.

Subtelna jak śpiew.

W ciszy, ciszy, ciszy

odnajduję się.

Ofiarujesz mi

bukiet pięknych róż.

Nie wiesz, że

nie mam gdzie trzymać ich już.

Zamiast kwiatów, prezentów, milionów dwóch

daj mi trochę, trochę, trochę swych słów.

 

Delikatna jak łza.

Subtelna jak śpiew.

W ciszy, ciszy, ciszy

odnajduję się.

 

Delikatna jak łza.

Subtelna jak śpiew.

W samotności, samotności, samotności

nie widzę się.

 

Wstałam od pianina i poszłam rozwiesić pranie. Podczas grania słowa same wydobywały się z moich ust. Miałam w sobie pasję tworzenia, dlatego pisanie piosenek przychodziło mi z łatwością. Nigdy nie potrzebowałam w tym pomocy. Cały repertuar, który grałam, był mojego autorstwa.

Wróciłam do salki muzycznej, aby zakryć klawisze fortepianu. Nigdy nie zostawiałam ich odsłoniętych, aby się nie zakurzyły. Ceniłam porządek, czystość i harmonię wokół siebie. Zerknęłam na półkę. Przypominała mi, ile w życiu osiągnęłam. Po przeciwległej stronie sprzętu muzycznego stała niewielka komoda, na której ustawiłam swoje trofea. Nagrody z różnych festiwali, statuetki, w szafkach miałam schowane pamiątkowe zdjęcia. Na ścianie znajdowały się oprawione w ramki płyty – złota i dwie platynowe. Jedne z niewielu ozdób w moim mieszkaniu.

Pamiętam, jak wiele wysiłku kosztowało mnie, aby znaleźć się tu, gdzie jestem. Najpierw zdobyłam wiedzę teoretyczną, którą później starałam się przełożyć na praktykę. Nigdy profesjonalnie nie uczyłam się śpiewu, nie miałam nauczyciela muzyki, a lekcje tego przedmiotu w szkole niewiele mi dały. Wspólne odśpiewywanie z dziećmi wyuczonych piosenek nie było dla mnie przyjemnością. Nie mogłam się wykazać, gdyż musiałam robić to, co inni. W dodatku nauczycielka nie była wyrozumiała ani nie pałała miłością do tego, co robiła. Nigdy nie była też chętna do udzielania odpowiedzi na pytania, których miałam naprawdę wiele.

Jako dziecko nie spotkałam zbyt wielu dobrych dorosłych. Zawsze uważałam ich za inny gatunek. Nie byli to przyjaźni ludzie, którzy chcieliby podzielić się ze mną czyś dobrym. Izolowali mnie od siebie, nie mogłam na nich polegać.

Gdy dorosłam, zrozumiałam w końcu, że to nie ja byłam tą złą. Widocznie nie trafiłam na odpowiednie osoby, które okazałyby mi serce. Dzisiaj, mając takie doświadczenia, wiedziałam, że chcę być zupełnie inna. Nie zamykałam się na ludzi, do każdego podchodziłam z szacunkiem. Starałam się dzielić tym, co mam. Wspierałam różne organizacje, nie odmawiałam występów w hospicjach i szpitalach dziecięcych, a jeśli nie mogłam w nich uczestniczyć, starałam się znaleźć inne rozwiązanie.

Rozległ się dźwięk telefonu, więc udałam się do sypialni, gdzie go zostawiłam. Na ekranie pojawiło się imię mojego managera, który był mężczyzną konkretnym i mogłam na niego liczyć.

– Hej, Antek! – powiedziałam z radością w głosie.

– Cześć, Eli. Zmiana planów. Przełożyli ci dubbing na dzisiaj, musimy być w studiu za pół godziny. Za piętnaście minut przyjadę po ciebie, bądź gotowa.

Przeciągnęłam się i sprawdziłam godzinę na ekranie telefonu.

– Dobrze, czekam.

Zauważyłam, że dostałam SMS-a – takiego, jak każdego dnia. „Przepraszam”. Jedno słowo i kropka na końcu. Nic więcej. Ani podpisu, ani wyjaśnienia. Z początku myślałam, że to jakiś stalker, dlatego zmieniłam numer. Wiadomości przychodziły jednak każdego dnia, chociaż dostęp do mojego numeru mieli tylko najbliżsi znajomi i osoby ze studia. Byłam pewna, że to żaden z nich.

Usunęłam SMS-a i poszłam do garderoby, aby przebrać się w coś wygodnego. Wybrałam czarne jeansy i miętowy top. Spakowałam do torebki butelkę wody, telefon, pomadkę i ruszyłam w stronę korytarza. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze, założyłam buty i zamknęłam drzwi.

Słońce przyjemnie ogrzewało moją skórę. Był środek lata, ale dzisiaj nie zapowiadało się na upał. Temperatura była idealna, taka jak lubię. Ciepło, z delikatnym wiaterkiem, który wprawiał moje włosy w ruch. Wzięłam głęboki wdech, ciesząc się chwilą i trochę żałując, że kolejne godziny zamiast na świeżym powietrzu miałam spędzić w zamkniętym pomieszczeniu studia.

Antek już na mnie czekał, a gdy mnie zauważył, wyszedł z samochodu i otworzył drzwi od strony pasażera. Był typowym gentelmanem, chociaż mnie cały czas takie zachowanie krępowało. Wolałabym sama jeździć do pracy, ale mój manager upierał się, że tak jest lepiej i za coś mu płacę. Dlatego podwoził mnie na większość spotkań, podczas których dbał o moje bezpieczeństwo i czytał każdą umowę – często nawet po kilka razy. Wyłapywał wszystkie nieścisłości, negocjował stawki, aby były korzystne dla obu stron. Organizował mi spotkania promocyjne, załatwiał koncerty i dodatkowe zajęcia (na przykład dubbingi), zajmował się również tym, abym zawsze podczas występów miała zapewnione odpowiednie warunki. Był moim prywatnym kalendarzem i encyklopedią wiedzy. Nigdy nie narzekał, a swoją pracę wykonywał z radością. Było widać, że lubi to, co robi. Fakt, że nie był z nikim związany stanowił dodatkowy atut, ponieważ mógł wyjeżdżać ze mną na koncerty i wszędzie tam, gdzie w danym momencie miałam jakieś zlecenia.

Zaparkowaliśmy w cieniu, przy samym wejściu do studia. Przy drzwiach czekała już na nas uśmiechnięta recepcjonistka, którą kojarzyłam z poprzednich wizyt w tym miejscu.

– Dzień dobry pani Elizo – powiedziała młoda dziewczyna, ukazując równe, białe zęby.

– Dzień dobry, Asiu. Tyle razy cię prosiłam, abyś mówiła do mnie po imieniu – zwróciłam się do asystentki, która wpatrywała się we mnie w skupieniu, z mieszanką szacunku i ekscytacji.

– Wiem, wiem, ale jakoś nie mogę się przestawić. Pani… to znaczy ty… jesteś gwiazdą, podczas gdy ja… – zaczęła się tłumaczyć, na co musiałam jej przerwać. Nie lubiłam tego, że sukces miał prawo definiować cię w taki sposób, że inni czuli się gorsi, odnosząc potrzebę traktowania cię jak bóstwo. Jestem normalną, zwyczajną osobą, która ma taką, a nie inną pracę.

– Gwiazdy to są na niebie. Jestem taką samą kobietą jak ty. I ani zawód, ani astronomia nie mają tu nic do rzeczy – odpowiedziałam i obie się zaśmiałyśmy.

– Pani Ewa już na ciebie czeka w sali do nagrań, przynieść ci coś do picia? – zapytała, jak zwykle z uprzejmością.

– Poproszę, jeśli to nie problem – odrzekłam z wdzięcznością.

– Woda z cytryną, jak zawsze? – Było mi miło, że mimo dużej ilości osób, które się kręciły po studiu, Asia znała moje upodobania. Zastanawiało mnie, czy ma tak dobrą pamięć, czy gdzieś to sobie notuje, ale postanowiłam to przemilczeć.

– Tak, dziękuję – odparłam i uśmiechnęłam się do niej.

Asia oddaliła się, aby przygotować napój, a ja rozejrzałam się po holu. Antek już gdzieś zniknął, więc sama poszłam wzdłuż korytarza. Sala nagrań znajdowała się na samym końcu po lewej stronie, a idąc długą aleją mogłam podziwiać przeróżne plakaty z filmów, do których podłożono głosy w tym studiu.

Obecnie nagrywaliśmy ścieżkę dźwiękową do filmu animowanego o nastoletniej dziewczynce, która była księżniczką. Marzyła o tym, aby podróżować, wyjść do ludzi, ale jej rodzice pragnęli ją chronić przed światem. Nie mogła opuszczać murów pałacu, gdyż uważali, że to zagroziłoby jej bezpieczeństwu. Jednak królewna, mimo iż mieszkała w ogromnym zamku, miała służbę, piękne suknie, najdroższe zabawki i robiła rzeczy, o których inne dzieci mogły tylko pomarzyć, nie była szczęśliwa. Wszystko to, co oferowało jej bogactwo, nie było tym, czego chciała. Ona pragnęła jedynie być zwyczajna, nawet biedna. Chciała mieć przyjaciół, którzy polubiliby ją za to, jaka jest.

Doskonale rozumiałam młodą bohaterkę. Chociaż moje dzieciństwo znacznie się różniło, miałyśmy wiele wspólnego: obie byłyśmy ograniczane i obie pragnęłyśmy od życia czegoś więcej.

Cieszyłam się, że przypadła mi główna rola do dubbingowania. Liliana była naprawdę wartościową bohaterką i uwielbiałam się w nią wcielać. Dzisiaj był pierwszy dzień nagrań, dlatego trochę się stresowałam. Moja przygoda z taką formą używania głosu dopiero się zaczynała, jednak w głębi serca czułam, że mi się to spodoba.

Pani Ewa siedziała na swoim stałym miejscu. Rozmawiałam z nią już kilka razy. Zanim podpisałam umowę, chciałam znać szczegóły, a producentka chętnie wyjaśniała mi wszystkie kwestie. Była spokojną osobą i potrafiła konkretnie powiedzieć, czego oczekuje.

– Dzień dobry, Elizo. Gotowa do nagrywania?

Dyrektorka prawą ręką zsunęła okulary. Wyglądała teraz jak pani profesor. Elegancji dodawał jej również stylowy ubiór i idealnie zaczesane na bok włosy. Można by pomyśleć, że wyszła prosto od fryzjera i makijażystki, a ubrania były szyte na miarę. Pani Ewa była kobietą po czterdziestce, ale wyglądała znacznie młodziej. Perfekcyjny wygląd idealnie komponował się z jej charakterem; była dokładna w tym, jak się prezentuje oraz w tym, co sobą reprezentuje jej firma. Realizowane przez nią projekty były dopracowane, nie można im było nic zarzucić. Dlatego tak bardzo cieszyłam się, że dała mi szansę dołączyć do swojego zespołu. Chciałam się wykazać, długo ćwiczyłam swoje kwestie i miałam nadzieję, że wypadnę dobrze.

– Tak, myślę, że możemy zaczynać – odpowiedziałam z mieszanką ekscytacji i zdenerwowania. Nie mogłam się doczekać tego dnia, chciałam, aby było idealnie.

Praca w studiu przebiegała pomyślnie. Początkowo trudno było mi zsynchronizować wszystkie czynności: wczuć się w akcję, zrozumieć, o czym jest dany fragment, patrzeć na kartkę z tekstem, mówić odpowiednim tempem, aby każde słowo trafiło we właściwą sekundę, a dodatkowo przekazać emocje postaci. Musiałam na ten czas stać się Lilianą, poczuć ją. Zrozumieć każdy problem, wejść w nią całą, w jej ciało, umysł, duszę. Gdy zaprzyjaźniłam się z tą postacią i naprawdę ją poczułam, było mi znacznie łatwiej. Wtedy pozostała mi już tylko kwestia tego, aby trafiać ze słowami w odpowiednie momenty i nadać im adekwatny ton oraz tempo mówienia.

Starałam się być jak najbardziej naturalna i szczera w tym, co robię, aby widzowie polubili tę postać. Poza tym miałam nadzieję, że jeśli wszystko wypadnie dobrze, to będę mogła podkładać głos również do sekcji wokalnych. Miałam doświadczenie w śpiewaniu, ale to był zupełnie inny rodzaj używania głosu. Nie mogłam tu się wykazać, zaśpiewać tak, jak pragnę. Musiałabym śpiewać tak, jak zrobiłaby to Liliana, idealnie trafiać w linię melodyczną, a nie byłam pewna, czy sprostam temu zadaniu.

Przy wyjściu ze studia czekał już na mnie Antek. Z uśmiechem wpatrywał się w ekran telefonu.

– Cześć, co robiłeś przez ten czas? – zapytałam dociekliwie.

– Yy, cześć. Już wszystko gotowe? – odpowiedział wymijająco, skupiając na mnie uwagę.

– Na dzisiaj moja praca jest już skończona. Resztę pozostawiam fachowcom. I nie odpowiedziałeś na moje pytanie – powiedziałam zerkając na niego i pokazałam mu gestem, że ma się ruszyć w kierunku drzwi. Chciałam już wyjść ze studia i zaczerpnąć świeżego powietrza, naprawdę tego potrzebowałam.

– Twoje pyta… Ah, tak. Musiałem coś załatwić.

Pierwszy raz widziałam swojego managera w takim stanie. Był zarumieniony i nie wiedział, w którą stronę skierować wzrok. Patrzył wszędzie, tylko nie na mnie. Wzruszyłam ramionami i postanowiłam nie drążyć tematu. Nie lubiłam wyciągać od ludzi informacji na siłę. Jeśli będzie chciał, sam mi powie.

Podeszliśmy do samochodu. Antek jak zwykle otworzył przede mną drzwi i poczekał, aż wsiądę, aby je za mną zamknąć. Następnie obszedł samochód, usiadł na miejscu kierowcy i zwrócił się w moją stronę:

– Masz ochotę coś zjeść, czy odwieźć cię do domu? – zapytał mężczyzna, zapinając pas bezpieczeństwa i uruchamiając silnik.

– Wolałabym zjeść coś w domu i przygotować się na jutro, w końcu czeka mnie kolejny pracowity dzień w studiu, pamiętasz? – Antek spojrzał na mnie przelotnie, po czym wyprowadził auto z parkingu na drogę. Przez przednią szybę wpadały oślepiające promienie słońca. Skorzystałam z zasłonki, aby osłonić oczy.

– Oczywiście, że pamiętam. O jedenastej mamy być na miejscu, gdzie będziesz nagrywała piosenkę do najnowszego albumu. Tylko nie przemęcz się dzisiaj za bardzo. Postaraj się zrelaksować, abyś jutro była wypoczęta i gotowa do pracy. Przyjadę po ciebie o 10:30.