Wydawca: Tygodnik Powszechny Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2017

Tischner: Mistrzowskie rekolekcje z Eckhartem ebook

Dr hab. Piotr Sikora   Janusz Poniewierski   Józef Tischner  

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Tischner: Mistrzowskie rekolekcje z Eckhartem - Józef Tischner, Janusz Poniewierski, Dr hab. Piotr Sikora

Pięć rozmów na Wielki Tydzień – o wierze, miłości, nadziei, wolnym sercu i nawróceniu. Publikowane na łamach „Tygodniku Powszechnym” w roku 1997, teraz po raz pierwszy ukazują się w zbiorze.

Fragment ze wstępu Janusza Poniewierskiego:

Rozmowy to owoc pewnej rozmowy z ks. Józefem Tischnerem, którą prowadziliśmy ponad dwadzieścia lat temu w redakcji „Tygodnika”. Jej tematem była mistyka nadreńska. Tischner już od dawna zaczytywał się w pismach Mistrza Eckharta – bardzo ważnych dla jego życia wewnętrznego. Wyraźnie też dostrzegał w nich antidotum na rozwijającą się na naszych oczach „wyobraźnię schorowaną, [która] religii postać bierze na się”.

Zaledwie kilka miesięcy później Ksiądz Profesor trafił do szpitala: zaczęła się długa i nieuleczalna choroba, zakończona jego śmiercią. Warto mieć tego świadomość, kiedy podejmuje się lekturę Rekolekcji.

Fragment rozmowy ks. Tischnera:

Wydaje mi się, że kluczem do zrozumienia Mistrza Eckharta jest doświadczenie dobra. To niezwykle ważna sprawa, która ma charakter zarówno abstrakcyjny, jak i bardzo konkretny. Zacznijmy od konkretu. Otóż Eckhart jest głęboko przekonany, że człowiek nie przeżywa religii w sposób właściwy, jeśli nie staje się dzięki niej lepszy. Jeżeli religia nie wyzwala go z małostkowości i zawiści, to znaczy, że jest fałszywa. Co więcej, jego drogi religijne są błędne także wtedy, kiedy nie ma w nim pokoju, kiedy żyje w przesadnym lęku o los świata… Ta teza ma charakter praktyczny. Ktoś, kto wracając z kościoła staje się nerwowy i wszystkich krytykuje za to, że nie byli na nabożeństwie – nie widzi dostatecznie głęboko istoty religii.

Opinie o ebooku Tischner: Mistrzowskie rekolekcje z Eckhartem - Józef Tischner, Janusz Poniewierski, Dr hab. Piotr Sikora

Fragment ebooka Tischner: Mistrzowskie rekolekcje z Eckhartem - Józef Tischner, Janusz Poniewierski, Dr hab. Piotr Sikora

WSTĘP

MISTRZOWSKIE REKOLEKCJE Z ECKHARTEM to owoc pewnej rozmowy z ks. Józefem Tischnerem, którą prowadziliśmy ponad dwadzieścia lat temu w redakcji „Tygodnika”. Jej tematem była mistyka nadreńska. Tischner już od dawna zaczytywał się w pismach Mistrza Eckharta – bardzo ważnych dla jego życia wewnętrznego. Wyraźnie też dostrzegał w nich antidotum na rozwijającą się na naszych oczach „wyobraźnię schorowaną, [która] religii postać bierze na się”.

To wtedy pojawił się pomysł cyklu rozważań wielkopostnych, komentujących myśl Eckharta. Tischner się do tego zapalił, postawił jednak warunek: teksty powinny mieć charakter dialogiczny i być kontynuacją naszej pierwszej rozmowy na ten temat. I tak się stało. Rekolekcje ukazywały się w „TP” na przełomie lutego i marca 1997 roku. Okoliczności zmuszały nas do przygotowywania ich z tygodnia na tydzień. Najtrudniej było, gdy Ksiądz gdzieś na dłużej wyjeżdżał. Zdarzało się, że musiałem wówczas mu towarzyszyć. Odwiedziliśmy razem np. Bolesławiec Śląski. Z Wrocławia wiózł nas zaprzyjaźniony lekarz. Spotkałem go niedawno i okazało się, że dobrze pamięta naszą wspólną podróż i rozmowę (o Mistrzu Eckharcie!), którą prowadziliśmy z ks. Tischnerem na tylnym siedzeniu jego auta.

.

Zaledwie kilka miesięcy później Ksiądz Profesor trafił do szpitala: zaczęła się długa i nieuleczalna choroba, zakończona jego śmiercią. Warto mieć tego świadomość, kiedy podejmuje się lekturę Rekolekcji – zwłaszcza fragmentów mówiących o „odosobnieniu”.

Janusz Poniewierski

Czyn nawrócenia

JANUSZ PONIEWIERSKI: Kiedy poprosiliśmy o rekolekcje dla czytelników „Tygodnika”, zaproponował nam Ksiądz lekturę Mistrza Eckharta. Dlaczego? Czyżby XIV-wieczny mnich dominikański miał coś szczególnego do powiedzenia Polakom z końca XX wieku?

KS. JÓZEF TISCHNER: Znamiennym rysem sytuacji religijnej, w jakiej się znaleźliśmy, jest schorzenie – a niekiedy nawet zanik – języka religijnego. Towarzyszy temu rozmycie się albo całkowite zagubienie religijnego doświadczenia. Aby temu zaradzić, należy, moim zdaniem, powrócić do źródeł języka i doświadczenia religijnego, to znaczy uchwycić je w stanie możliwie czystym, tak jak to robią mistycy. Jest rzeczą pożyteczną przejść szkołę myślenia religijnego w towarzystwie ludzi, którzy w tej dziedzinie zaszli dalej i głębiej. Mistrz Eckhart jest jednym z nich.

Myślałem, że Ksiądz Profesor wygłosi konferencję ascetyczną, a to zaczyna przypominać seminarium naukowe…

Żeby się nauczyć filozoficznego myślenia, trzeba wziąć teksty klasyków i zobaczyć, jak oni to robili. Coś podobnego można zaproponować w przypadku przeżycia religijnego. Droga jest tutaj dwojaka: z jednej strony oczyszczenie języka, a z drugiej – dotarcie do źródeł, do fundamentów religijności w nas samych. Wydaje mi się bowiem, że życie i doświadczenie religijne istnieją nadal, tylko brakuje nam właściwego narzędzia, żeby je na jaw wydobyć.

Ale dlaczego Mistrz Eckhart? Ideowi przeciwnicy Księdza Profesora natychmiast przypomną, że Eckharta podejrzewano o herezję – dwa lata po śmierci tego wielkiego mistyka potępiono kilkanaście jego tez.

Uważam Mistrza Eckharta za jednego z bardziej znaczących świadków życia religijnego w chrześcijańskiej kulturze; zresztą to samo można by powiedzieć o św. Katarzynie Sieneńskiej, św. Janie od Krzyża, o Janie Taulerze i wielu innych… A jeśli chodzi o potępienie niektórych tez Eckharta, to doskonale wiadomo, co stanęło wówczas pod znakiem zapytania. Dziś mamy dostatecznie głęboką i wszechstronną wiedzę na temat rozwoju teologii, historii dogmatu etc., żeby się nie bać tych kilku zdań, które się u niego pojawiły.

Dodajmy, że Mistrz Eckhart do końca życia deklarował gotowość poddania się poprawkom, jakie w jego nauce poczynił Kościół, jednakże żądał, aby były one uzasadnione i aby udowodniono mu błąd.

Cały ten problem jest dla nas niezbyt interesujący. Istotą sprawy jest to, co naprawdę mówił Eckhart. Doskonale rozumiem jego konflikt ze współczesnym mu światem. Był to świat tomizmu, myśli arystotelesowskiej. Ten świat nigdy nie będzie do końca zharmonizowany z myśleniem biblijnym; zawsze będą jakieś napięcia, dysonanse – tego nie ma się co bać. Trzeba natomiast – jeśli chodzi o Eckharta – dotrzeć do sedna tej sprawy, którą chciał wyłożyć.

To znaczy?

Wydaje mi się, że kluczem do zrozumienia Mistrza Eckharta jest doświadczenie dobra. To niezwykle ważna sprawa, która ma charakter zarówno abstrakcyjny, jak i bardzo konkretny. Zacznijmy od konkretu. Otóż Eckhart jest głęboko przekonany, że człowiek nie przeżywa religii w sposób właściwy, jeśli nie staje się dzięki niej lepszy. Jeżeli religia nie wyzwala go z małostkowości i zawiści, to znaczy, że jest fałszywa. Co więcej, jego drogi religijne są błędne także wtedy, kiedy nie ma w nim pokoju, kiedy żyje w przesadnym lęku o los świata… Ta teza ma charakter praktyczny. Ktoś, kto wracając z kościoła staje się nerwowy i wszystkich krytykuje za to, że nie byli na nabożeństwie – nie widzi dostatecznie głęboko istoty religii.

Zaraz, zaraz. A jeśli tą istotą jest świadectwo? Wracam z kościoła i daję świadectwo: ja byłem, wyście nie poszli. Przecież Chrystus przyszedł, żeby przynieść miecz… „Kto nie ma w nienawiści ojca i matki, nie jest mnie godzien...”.

Dałbyś świadectwo stwarzając sytuację, w której domownik ma ochotę się nawrócić, ma ochotę iść do kościoła, żeby przeżyć i zobaczyć, co tam naprawdę się dzieje… To trochę tak jak wtedy, gdy ktoś zachwycony wraca z teatru. Patrząc na niego, mam ochotę iść na tę sztukę, żeby przeżyć coś podobnego. Na tym polega istota świadectwa. Nie jest nią natomiast granie na nerwach otoczenia, żeby naśladowało mnie zewnętrznie, a wewnętrznie było daleko od Boga.

Doświadczenie dobra ma także charakter bardziej abstrakcyjny…

Gdybym